Edukacja seksualna – jak to się robi w Polsce – wywiad z Anką Grzywacz

Nowa edukacja seksualna czy stare lekcje WDŻ, czyli „Wychowania do życia w rodzinie”? Ten temat wzbudza od kilkunastu tygodni wiele emocji i dzieli ludzi na dwa fronty. 

Z jednej strony przeciwnicy edukacji seksualnej, zdaniem których demoralizuje i seksualizuje młodzież i dzieci. Z drugiej strony zwolennicy, według których jest wprost przeciwnie: uczy asertywności seksualnej, stawiania granic, odpowiedzialności i przeciwdziała seksualizacji.
Jako że tekst jest długi, postanowiłam przełamać go pikantnymi zdjęciami. 🙂

Półtora tygodnia temu w Warszawie odbyła się manifestacja „Stop Deprawacji w Edukacji”. Była odpowiedzią na zapowiadaną przez MEN zmianę podstawy programowej przedmiotu WDŻ. Demonstrujący, niosąc transparenty z hasłem „Nie dla seksualizacji naszych dzieci” protestowali przeciw wprowadzeniu do szkół edukacji seksualnej, która ich zdaniem niesie ze sobą epatowanie permisywną seksualnością mogącą mieć katastrofalne skutki dla dzieci i młodzieży.

Głównym inicjatorem zmian jest Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz działająca przy niej Grupa Edukatorów Seksualnych PONTON, którzy od lat, m.in. spotykając się z kolejnymi ministrami edukacji narodowej, działają w celu wprowadzenia w polskich szkołach neutralnej światopoglądowo edukacji seksualnej, zgodnej ze standardami WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia. Rozmawiam o tym z Anką Grzywacz, od 15 lat związaną z Federacją.

fot. Iwona Bukowska-Jarosz

 Nishka: Co niepokoi Was w WDŻ-cie, czyli lekcjach wychowania do życia w rodzinie?

Anka Grzywacz: Po pierwsze, zajęć WDŻ-u w wielu szkołach nie ma, są nieobowiązkowe i często nie odbywają się. Po drugie, jeżeli odbywają się, to często nie odpowiadają standardom wiedzy i rzetelności.


  Raport: jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach
→  Raport: analiza merytoryczna podręczników do przedmiotu WDŻ oraz wybrane cytaty z podręczników
→  Artykuł: lekcje WDŻ ciągle pełne uprzedzeń i kłamstw

Po trzecie, problematyczna jest nazwa przedmiotu. Żyjemy w XXI wieku i nie wszyscy ludzie, którzy tworzą związki uczuciowe i seksualne żyją w rodzinie, przez co – na podstawie lektury podręczników do tego przedmiotu – rozumie się małżeństwo z dziećmi.

Udając, że tak jest, wiele spraw jest zamiatanych pod dywan, chociażby to, że wiele osób współżyje przed ślubem albo że w ogóle nie zawiera związków małżeńskich: nie formalizuje ich albo wychowuje dzieci samotnie. Przedmiot powinien nazywać się „Edukacja seksualna”, nawet nie „Wychowanie seksualne” bo tę rolę powinni mieć rodzice i opiekunowie. To rolą rodziny jest wychowanie rozumiane jako przekazywanie wartości, przekonań, spojrzenia na ludzką seksualność, ludzkie związki, rolę małżeństwa. Natomiast rolą szkoły jest edukacja: przekazywanie wiedzy i umiejętności: np. asertywnych, komunikacyjnych, stawiania granic, rozumienia granic. Edukacja seksualna powinna przebiegać na linii dom: szkoła i uzupełniania się tych dwóch elementów. Szkoła: uczy, dom: wychowuje. 


   
artykuł:  Zdemoralizowana młodzież, czyli jak rozmawiać z nastolatkami o seksie?
artykuł:  pomysł na powołanie Narodowego Instytutu Programów Wychowania i Podręczników, przywracającego szkole funkcję wychowawczą, wzmacniającego pozycję nauczycieli i uniezależniającego ich od woli rodziców uczniów.

N: Co jest złego w podstawie programowej przedmiotu WDŻ?

AG: Podstawa programowa nie jest dostosowana do współczesnych potrzeb. Uważamy, że większy nacisk powinien zostać położony na prewencję seksualną oraz na nowe technologie i zjawiska internetowe typu sexting, szantaż przez internet, prostytucja przez internet, sprzedawanie nagich zdjęć, oglądanie przez dzieci i młodzież pornografii: tego w podstawie programowej nie ma i naszym zdanie należy to zaktualizować.

Niepokojące jest nazywanie rodziny z jednym rodzicem „rodziną niepełną”, co jest już samo w sobie oceną stygmatyzującą takie dzieci.

Brak ojca w rodzinie destrukcyjnie wpływa na rozwój dziecka i powoduje (…) wchodzenie w kolizję z prawem.

(fragment książki: „Wychowanie do życia w rodzinie”, F. Kalinowska, s. 20.)

 


 

 Z badań GUS z 2014 roku wynika, że małżeństwa z dziećmi stanowią 53% rodzin; rodzice samotnie wychowujący dzieci: prawie 16 % ( 13,7% matki, 2% ojcowie), prawie 2% to rodzice żyjący w niesformalizowanych związkach. Średnio więc 5 dzieci w klasie może na lekcjach WDŻ- u poczuć się stygmatyzowana.

 

N: Czym różni się Wasza wizja edukacji seksualnej od wizji osób, które przeciw niej protestują?

AG: Głównym celem edukacji  konserwatywnej jest nakłonienie młodzieży do zachowania abstynencji seksualnej aż do ślubu. Pomija się możliwość, że część młodzieży może nie posłuchać tych rad i zostawia się tę młodzież samą, nie mówi jej się o antykoncepcji albo mówi w sposób przekłamany, że np. prezerwatywy mają bardzo małą skuteczność. Osoby, które rozpoczną życie seksualne przed ślubem są stygmatyzowane: bo nie zachowały czystości seksualnej.

Po drugiej stronie jest comprehensive sexuality education, czyli holistyczna, całościowa edukacja seksualna. To nie jest edukacja permisywna. To jest edukacja, która uwzględnia rzeczywistość, czyli to że młodzież czasami zaczyna współżyć nawet w wieku lat 15. Takie są fakty. Z tymi dziećmi trzeba rozmawiać, nie można udawać, że to się nie dzieje i udawać, że młodzież czeka z seksem aż do ślubu. Świat się zmienił. Młodzież jest pod bardzo dużą presją jeżeli chodzi o rozpoczynanie życia seksualnego: presją rówieśników, presją mediów, to co widzą bardzo mocno w nich pracuje i mówi im, że powinni zacząć już współżyć, bo wszyscy inni to robią. I o tym też trzeba rozmawiać.


 Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton od ponad 10 lat wolontaryjnie prowadzi zajęcia z edukacji seksualnej w placówkach na terenie Warszawy i okolic.W trakcie 90 minut zajęć poruszane są następujące zagadnienia:
– „pierwszy raz”, czyli bezpieczna inicjacja seksualna z naciskiem na asertywność i umiejętność wyznaczania własnych granic,
– prawa seksualne człowieka w kontekście ochrony przed presją rówieśniczą na uprawianie seksu, elementy edukacji antydyskryminacyjnej,
– profilaktyka HIV/AIDS
– antykoncepcja: omówienie wszystkich znanych metody antykoncepcji zarówno hormonalne jak i naturalne metody planowania rodziny. 

N: Jak młodzież reaguje na Waszych zajęciach?

AG: Edukacja, w którą wierzymy, oparta jest na szacunku do młodych ludzi, przekazaniu im rzetelnej wiedzy, odpowiadaniu na ich wątpliwości i pytania i rozmawianiu z nimi jak równy z równym, a nie traktowaniu ich z góry i mówieniu im jak mają żyć. Należy wierzyć, że młodzież potraktowana poważnie podejmie odpowiedzialne decyzje. Młodzi dziękują nam, że ktoś wreszcie potraktował ich poważnie. Dziękują nam również za to, że po raz pierwszy ktoś im powiedział, że mogą powiedzieć „NIE” na propozycję seksu. 

N: Uczycie tzw. asertywności seksualnej.

AG: Mówimy im: masz prawo powiedzieć NIE, to jest twoje prawo. Możesz odmówić, wiedz, że masz czuć się komfortowo z decyzją o podjęciu życia seksualnego, nie może być na tobie wymuszona, nie możesz tego robić, bo chłopak każe dać ci dowód miłości lub koleżanki z klasy naciskają lub namawiają cię, żebyś już straciła dziewictwo. My idziemy tą drogą: rozmowy i uświadamiania. Tłumaczymy też, że wczesne rozpoczynanie życia seksualnego wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami i że w kontekście rozwoju psychoseksualnego nie jest to dobrą decyzją, żeby rozpoczynać życie seksualne w wieku lat 13 czy 15, że to za wcześnie.

N: Wczoraj przeglądałam podręcznik do zajęć WDŻ mojej córki, uczennicy gimnazjum i w rozdziale o antykoncepcji natknęłam się na fragmenty dyskredytujące osoby, które zamiast stosowania  naturalnych metod planowania rodziny wybierają inny rodzaj antykoncepcji: te metody są demonizowane i przedstawione w kontekście skutków ubocznych. Gdybym była nastolatką i nie miała dostępu do innego źródła wiedzy, pomyślałabym, że antykoncepcja to ZŁO. Pigułka „dzień po” przedstawiana jest jako środek wczesnoporonny, co przecież nie jest zgodne z prawdą, bo jest to środek, który jedynie przesuwa jajeczkowanie. Działanie tabletki „dzień po” dostępnej od stycznia bez recepty polega na hamowaniu lub opóźnianiu owulacji, a nie na zapobieganiu zagnieżdżenia. Jak więc możliwe, że podręcznik, który został zaakceptowany przez MEN zawiera treści niezgodne z prawdą i dezinformujące czytelnika?

AG: To jest bardzo proste. Te książki wypuszcza do użytku grono ekspertów przy MEN, wśród których ogromna większość to osoby związane ze środowiskiem katolickim albo uczelniami wyższymi katolickimi, osoby o bardzo silnie zarysowanym konserwatywnym światopoglądzie sprzeciwiające się antykoncepcji. Wśród nich jest np. profesor Chazan oraz księża katoliccy: oceniający podręcznik do szkoły do przedmiotu, który nie jest religią. Zresztą profesor  Lew-Starowicz recenzując kiedyś jeden z podręczników napisał, że to nie jest podręcznik do WDŻ, tylko do religii. Tak to, zezłościwszy się, skomentował. 

 

N: Czy na rynku nie ma dobrych podręczników do WDŻ-u?

AG: Jakiś czas temu dostępny był dobry podręcznik, którego współautorem był pan Tomasz Garstka. Książka poszła na przemiał. Jeden z recenzentów, ksiądz katolicki napisał, że podręcznik promuje homoseksualizm i z tego powodu został wykreślony z listy podręczników. Tymczasem to był fragment, informujący o tym, że w innych krajach Europy Zachodniej dopuszczone są małżeństwa i związki partnerskie osób homoseksualnych, nie było tam mowy o zachęcaniu do tego, by zostać gejem lub lesbijką. To zostało uznane za przejaw deprawowania młodzieży, i powodem do tego, by wykreślić podręcznik z listy dopuszczonych do zajęć. Nie dziwię się autorom książek, że nie zgłaszają ich do MEN’u i nie próbują wydawać nowych podręczników, bo widzą, że to jest mur, którego nie da się przebić. 

To, co się dzieje w tych podręcznik jest skandaliczne, niejednokrotnie już zwracaliśmy się do MEN-u w sprawie książki „Wędrując ku dorosłości”, której współautorką jest pani Król, że zawiera nieprawdziwe informacje, np. tą, że prezerwatywy są nieszczelne i nie chronią przed HIV. Prezerwatywy są testowane i są szczelne! Informacje podane w książce są niezgodne z wiedzą naukową.

Inny bardzo niepokojący przykład: opisana w książce historyjka gwałtu na dziewczynce, w której jest sugestia, że to ona sprowokowała chłopaka, bo miała dekolt i wyszła z nim do parku. Dla nas taki przekaz jest niedopuszczalny: to umacnianie kultury gwałtu i składanie winy za gwałt na kobiety. To jest skandaliczne.

N: Doświadczenia wielu krajów potwierdzają wyniki badań: edukacja seksualna nie przyspiesza inicjacji seksualnej, co więcej, często ją opóźnia i przyczynia się do zmniejszenia liczby zachowań ryzykownych (vide Cele edukacji seksualnej). Czy możesz opowiedzieć, jak w innych krajach Unii Europejskiej wygląda edukacja seksualna?

AG: Poziom edukacji seksualnej w szkołach jest w UE bardzo nierówny. Słynna ze złej opinii Wielka Brytania, w której jest tak dużo ciąż i aborcji nastolatek nie ma dobrej edukacji seksualnej. Jednak na Wielką Brytanię trzeba spojrzeć w kontekście całej kultury: tamtejszy system pomocy społecznej jest tak skonstruowany, że promuje wczesne i liczne macierzyństwo, ponadto istnieje bardzo silna kultura spożywania alkoholu przez młodych ludzi, co przekłada się na nieodpowiedzialne zachowania seksualne. 

W Holandii, gdzie edukacja seksualna prowadzona jest od kilkudziesięciu lat, jest najniższy wskaźnik ciąż nieletnich, jeden z niższych wskaźników aborcji i najwyższy wskaźnik młodzieży, która podejmując się współżycia, stosuje antykoncepcję. Jak widać, otwarte mówienie o seksualności: działa: młodzież podejmuje życie seksualne świadomie. Jest mniej niechcianych ciąż, mniej aborcji, a przecież na tym nam zależy.

Bardzo ciekawie wygląda to również w Szwecji. Byłam na wizycie studyjnej w Sztokholmie, tamtejsze samorządy finansują centra dla młodzieży. Młodzież ze szkół przychodzi na warsztaty z edukacji seksualnej, na których może porozmawiać o wszystkim, ma dostęp do badań, konsultacji ginekologicznych i antykoncepcyjnych i ma to wszystko za darmo. A jeżeli ktoś boryka się z różnymi innymi problemami, niekoniecznie związanymi z seksualnością, ma zapewnioną darmową psychoterapię.

W Polsce nie ma żadnego systemu poradnictwa antykoncepcyjnego ani poradni młodzieżowych ginekologicznych, skupiających się na zdrowiu kobiet i dziewcząt, planowaniu rodziny. Kiedyś istniały tzw. poradnie „K”, teraz można iść sobie do ginekologa, najlepiej prywatnie, i to wszystko.

N: Organizacje sprzeciwiające się wprowadzeniu w Polsce standardów edukacji seksualnej WHO określają ją jako „wymyśloną przez pedofilów”, zachęcającą do nauki masturbacji w przedszkolach, promującą rozwiązłość seksualną w podstawówkach i gimnazjach i prowadzące do głębokich zaburzeń seksualności. Czytałam ten dokument („Standardy edukacji seksualnej w Europie”, dostępny jest TUTAJ) i zupełnie nie miałam takie wrażenia..

AG: Nikt nie chce uczyć dzieci masturbacji. Przedstawiona w dokumencie WHO matryca edukacji seksualnej pokazuje pewne etapu rozwoju psychoseksualnego dzieci i to, co dzieci powinny wiedzieć, że np. masturbacja jest naturalnym etapem rozwoju ale też czynnością prywatną i że nikt inny oprócz nich nie ma prawa im tego robić. Nie potrafię zrozumieć, jak można mieszać edukację seksualną z pedofilią, co próbują zarzucić nam środowiska konserwatywne. Celem edukacji seksualnej jest między innymi ochroną przed pedofilią. Nie da się tego zrobić, jeżeli dziecko nie ma świadomości, że jakaś czynność, akt pedofilski jest czynnością złą. Nie da się opowiedzieć o złym dotyku unikając tematu seksualności. Dokument przygotowany przez WHO podkreśla, jak ważne jest uczenie młodzieży asertywności seksualnej, stawiania granic, podmiotowości, odróżniania zalotów od napastowania. Uczy odpowiedzialności, podejmowania racjonalnych decyzji, szacunku dla siebie i innych.

N: Mnie najbardziej śmieszy, choć jest to raczej śmiech przez łzy: mylenie tematu seksualności z seksualizacją. Mówienie o edukacji seksualnej jako o seksualizacji dzieci jest nonsensem, przecież zajęcia te mają przeciwdziałać seksualizacji.

AG: Słowo seksualizacja zostało przez nas spopularyzowane wiele lat temu, można powiedzieć, że to my wprowadziliśmy je „do polskiego obiegu”, a zrobiliśmy to obserwując, m.in. na podstawie telefonów zaufania jak bardzo młodzież jest pod wpływem mediów i internetu: i z braku edukacji seksualnej seksualizuje się w ten sposób. Teraz „seksualizacja” została zawłaszczone przez konserwatystów…


 

→  artykuł Seksualność tak, seksualizacja nie: o podstawowej różnicy między tymi pojęciami

 

Razem z Anką Grzywacz należę do Koalicji „Mam Prawo do Antykoncepcji Awaryjnej”, której celem jest zapewnienie opinii publicznej dostępu do wiarygodnych informacji na temat legalnych metod antykoncepcji w oparciu o dowody naukowe oraz regulacje prawne obowiązujące w Polsce oraz Unii Europejskiej. Do udziału w Koalicji zostali zaproszeni przedstawiciele środowisk lekarskich: seksuolodzy i ginekolodzy, prawnicy, przedstawiciele organizacji pozarządowych działających na rzecz praw kobiet oraz edukatorzy seksualni.

 

*

W ramach odetchnięcia po lekturze wywiadu, zapraszam Was do obejrzenia filmu pod tytułem „Alfabet seksu”, który powstał w 1977 roku: to 8-minutowy dokument, pokazujący wiedzę ówczesnych dzieci o seksie.

Co dzieci wiedziały o seksie w PRL

Usłyszycie tam chłopca, na oko 6-letniego, który mądralińskim tonem tłumaczy rówieśnikom, że dzieci rodzą się… z gardła.

– Kładą mamę na stole operacyjnym, rozcinają mamie gardło, wiesz Małgosiu? Dziecko łapie się rączkami uchwytu i lekarze powoli wyjmują to dziecko mamusi z gardła.

Usłyszycie dziewczynkę, która opowiada, że dziecko bierze się stąd, że mężczyzna pociera swoimi hormonami o hormony kobiety.

Oraz chłopca, na oko 13-letniego, który opowiada:

– Zastanawiałem się, jak przebiega poród. Obejrzałem film, w którym klacz urodziła źrebię poprzez cięcie cesarskie. Poprosiłem mamę, żeby mi pokazała swoją bliznę. Jednak mama odmówiła mi pokazania, mówiąc że blizna już się zrosła. Byłem więc zdany na kolegę i na siebie oraz zdjęcia pornograficzne. Doszliśmy do wniosku, że rodzenie poprzez cesarskie cięcie należy do kobiet porządnych, a rodzenie przez pochwę do prostytutek.

Skąd dzieci i młodzież czerpią wiedzę o seksie?

Seksuolog występujący na końcu filmu przekonuje, że każde dziecko jest ciekawe tego, jak powstaje życie. Brak pytań nie oznacza braku ciekawości, lecz wstyd lub lęk przed dorosłym. W efekcie, głównym środowiskiem uświadamiającym dzieci staje się środowisko rówieśnicze, które czyni to w sposób nieprawidłowy, fałszywy i zwulgaryzowany.

W latach 70. dziecko pytało kolegę, ewentualnie zaglądało do świerszczyków. Dziś, 40 lat później, dziecko pyta Wujka Google, a ten prowadzi go do świata bardzo wynaturzonego, fałszującego prawdziwy obraz rzeczywistości, poniżający kobiety, wypaczający seks i obdzierający go z uczuć: do świata pornografii. Problem robi się coraz bardziej niepokojący: rośnie liczba dzieci oglądających strony pornograficzne i co gorsza: uzależnionych od nich. Więcej pisałam o tym w tekście: Dlaczego promowałam w sieci pornografię.

Młodzież szukając na własną rękę wiadomości dotyczących seksualności narażona jest na ryzyko trafienia na informacje nieprawdziwe, niewyważone, nierealistyczne, wulgarne, poniżające kobiety. Edukacja seksualna ma temu przeciwdziałać i korygować błędne informacje i wyobrażenia prezentowane w mediach i internecie.

 

Właściwie prowadzona edukacja seksualna stanowi najlepszą formę zabezpieczenia przed przemocą seksualną, molestowaniem, instrumentalizowaniem, wykorzystaniem i gwałtem. 

Jestem za wprowadzeniem zajęć z edukacji seksualnej, która będzie odideologizowana i przedstawiana wyłącznie poprzez kryteria wiedzy naukowej opartej na zdobyczach seksuologii, psychologii, biologii, psychiatrii, pedagogiki i socjologii.

*

Zawsze, ilekroć mówię o zainteresowaniu dzieci, tym skąd się biorą dzieci, przypomina mi się rozkoszny dialog z audycji radiowej Trójki „Dzieci wiedzą lepiej”, w którym 4-letnia dziewczynka spytana o to, czy chce mieć w przyszłości dzieci, odpowiada:
– Nie, nie nadaję się na to.
– A co, jeżeli bocian ci przyniesie? – pyta ją rówieśnik, kolega z przedszkola.
– To będę wtedy miała ptaka.

🙂

Komentarze:

  • http://www.simplife.pl/ www.simplife.pl

    Wydaje mi się, że edukacja seksualna jak i współżycie przed ślubem długo jeszcze pozostanie w Polsce tematem tabu. Niby każdy wie, że tak się dzieje (nie będę się bawiła w statystyki, ale myślę że odsetek par żyjących na tak zwaną „kocią łapę” jest bardzo duży, a osoby zachowujące czystość do ślubu to naprawdę niewielki ułamek), ale nie chce przykładać do tego ręki, wychodząc z założenia, że jeśli o czymś się nie mówi, to tego nie ma.
    Holistyczna edukacja seksualna powinna więc obejmować całe szerokie spektrum tego zagadnienia. Od świadomości podejmowanej decyzji o współżyciu, przez tło miłości a nie jedynie pożądania, uwzględniając jednocześnie metody antykoncepcji, aż po aspekt współżycia dla osób będących w stałym związki. Jakby nie było, jest to jeden z ważniejszych filarów każdego małżeństwa, a o tym jakoś się nie mówi, stygmatyzując to wszystko jakimiś dziwnymi nieczystościami, pornografią, czy niezdrową uciechą. Jeśli nie przedstawimy młodzieży zdrowych wzorców o udanym współżyciu, oni i tak te wzorce sobie znajdą. Gorzej, że będzie to zapewne internet, w którym znaleźć możemy wszystko – niekoniecznie to, z czego powinniśmy brać przykład.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Zgadzam się z Tobą!

  • Klaudia

    Ja skończyłam gimnazjum 8 lat temu i pamiętam, że ten przedmiot był bardzo dobrze prowadzony przez polonistkę. Nie było żadnego przekłamania. Gdy doszliśmy do tematu antykoncepcji, lekcje były prowadzone oddzielnie dla dziewcząt i chłopców, co uważam że było bardzo dobrym pomysłem. Dziewczyny nie bały się/ nie wstydziły się pytać w swoim towarzystwie o przeróżne kwestie. To samo było u chłopców, zamiast chojrakować przed dziewczynami i przeszkadzać w lekcji, normalnie rozmawiali o tych kwestiach z nauczycielką. Nie mieliśmy podręczników, tylko dostawaliśmy specjalistyczne ulotki. Ciekawa jestem jak to teraz wygląda, bo jeśli jest prowadzone z podręcznikiem, to jest to cofnięcie się do czasów średniowiecza.
    Czasami mam wrażanie, że ci wszyscy przeciwnicy edukacji seksualnej nie chcą, aby uczyć dzieci i młodzież o złym dotyku, bo wtedy ofiara nie będzie wiedziała, że to coś złego, że to nie jej wina i że trzeba to zgłosić na policję – ot takie zabezpieczenie dla potencjalnych gwałcicieli i pedofilów…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Oczywiście zdarzają się bardzo dobrze prowadzone lekcje WDŻ-u, dobrzy nauczyciele, którzy potrafią mądrze wyłożyć dzieciom podstawę programową. Cieszę się, że Ty na takiego natrafiłaś 🙂
      A co do drugiej części Twojego komentarza, to zgadzam się: konsekwencje są właśnie takie, choć mam oczywiście nadzieję, że nie jest to świadome działanie, a jedynie ignorancja lub niechęć do spojrzenia prawdzie w oczy.

      • Klaudia

        Niestety, jeżeli autor podręcznika piszę, że ofiara sama jest sobie winna i sprowokowała (przytoczona historyjka gwałtu w książce) to moim zdaniem jest to celowe działanie i jasny sygnał na przyzwolenie na takie sytuacje. I środowiska konserwatywne tylko w jednym mają rację – edukacja seksualna to sprawa i obowiązek rodziców – tak, rodzice mają obowiązek edukować swoje dzieci w tych sprawach, aby te czasem NIE uwierzyły w to co jest napisane w tym podręczniku.

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Gdy przeczytałem tę historyjkę (bo zawarta jest w książce, którą ma moja córka) – nie wierzyłam własnym oczom. Wytłumaczyłam córce, jak się sprawy mają, czyli jest dokładnie tak jak piszesz: musiałam zdementować informacje, które zawiera podręcznik. Co jeżeli rodzice nie potrafią temu zaprzeczyć, o co nietrudno bo w Polsce kultura gwaltu pielęgnowana jest od lat? kiedy kobieta mówi nie – mysli tak, możesz mowic nie, ale nie w małżeństwie, sprokowala strojem itd). To jest naprawdę przerażające.

          • Klaudia

            Jeżeli dzieciak pochodzi z konserwatywnej rodziny nikt tego niestety nie zdementuje. O ile takie dziecko dokopie się samodzielnie w internecie do informacji o antykoncepcji, to o innych sprawach już nie usłyszy. Jeżeli później taka dziewczyna nawet przyjdzie po pomoc do matki, bo mąż ją gwałci i bije to często jej nie otrzyma (bo to przecież twój mąż!). Jeżeli twoja córka w przyszłości zwróciłaby się do Ciebie o pomoc w takiej sprawie, to z ewentualnego zięcia zostałaby pewnie tylko mokra plama zanim zabrałaby się za niego policja, bo przecież krzywdzą twoje dziecko! I tu już nie jest ważne, że ślub, że może wnuki, albo co sąsiedzi powiedzą. Niestety nie wszyscy mają w tej kwestii równe szanse. Smutne, ale prawdziwe.

          • Anka

            Nie uważam, by w konserwatywnych rodzinach istniało przyzwolenie gwałtu zony przez męża, to samo dotyczy bicia. To wrzucanie wszystkich myślących „tradycyjnie” do jednego worka. Znam masę przykładów mówiących kompletnie co innego.

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Oczywiście, zgadzam się z Anką: nie można uogólniać.

  • http://www.nishka.pl/ Nishka

    Polecam obejrzeniu wykładu amerykańskiej edukatorki seksualnej, który wygosiła na TEDx, który podesłał mi Czytelnik na FB.

    • Violka

      A czy można prosić o polecenie jakiejś mądrej książki w tym temacie dla 11 latki?

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Obiecuję ze wkrótce o tym napiszę 🙂

  • Małgosia Zagórska

    W gimnazjum pokłóciłam się z panią od biologii prowadzącą zajęcia wdż, która usilnie próbowała mnie i klasę przekonać, że homoseksualizm to choroba psychiczna, a masturbacja to zboczenie i jakiś ewenement. Po trzech tygodniach poprosiłam mamę o napisanie kartki, że na zajęcia chodzić nie będę i tak skończyła się moja przygoda z kobietą, której flagowe teksty to „seks to nie seks tylko płeć po angielsku” i tym podobne ;)) Temu systemowi jest potrzebna reforma i to na wczoraj!

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Ja też niestety znam taki przykład z bardzo bliskiego otoczenia: pani na lekcji WDŻ włączała klasie film pt. „Jak wyleczyłem się z homoseksualizmu” i mówiła o homoseksualizmie jako o chorobie 🙁

    • Miro J

      Homoseksualizm to choroba taka sama jak pedofilia, ale co taka niedouczona lezba jak ty może o tym wiedzieć.

  • pixie

    Właśnie się dowiedziałam , że jestem z „rodziny niepełnej”. 😀
    Jestem wdzięczna mojej mamie za to, że nie musiałam chodzić na takie zajęcia, nie musiałam pytać koleżanek o tematy związane z seksem i dorastaniem, oraz – że nie musiałam szukać informacji w internecie. Mama od przedszkola mnie uświadamiała (oczywiście w formie przystępnej dla mojego wieku), przeprowadzała ze mną „trudne” rozmowy już od najmłodszych lat. W moim domu nie było tabu. Zawsze mogłam ją o wszystko spytać, bez żadnej krępacji. Penis zawsze był penisem, żadnym ptaszkiem, wróbelkiem, czy innym… Od początku wiedziałam, że nie przyniósł mnie bocian (takich rewelacji dowiedziałam się od koleżanek). W moim domu zawsze mówiło się prawdę o tych sprawach, a że byłam dociekliwa, to rozmowy często trwały po kilka godzin. Pewnie niektórym by wyleciały oczy z orbit, jakby posłuchali rozmów mamy i pięcioletniej dziewczynki.
    W żadnym wypadku nie czuję się „zseksualizowana”; raczej świadoma, bo dyskusje były prowadzone na poziomie. Dlatego współczuję osobom, których rodzice się czerwienią na „niewygodne” pytania i ucinają temat. Potem idzie takie dziecko jedno z drugim do szkoły na zajęcia WDŻ i słuchają jakichś głupot wyssanych z palca.
    Moim zdaniem uświadamianie dziecka powinno zacząć się w domu. Czy nienajfajniej jest podyskutować na takie tematy w rodzinnym gronie?

    • Dominika Skorupa

      Powinno być w moim odczuciu nie tyle najfajniej, co zwyczajnie najbezpieczniej. Bez stresu, co powiedzą rówieśnicy itd. W ogóle w moim odczuciu dziecko powinno wiedzieć, że zapytać rodzica można o wszystko bez strachu, że zostanie się wyśmianym czy spławionym.
      Co do WDŻ przez całą swoją karierę edukacyjną miałam je przez rok… w 6 klasie podstawówki. Mam nadzieje, że zanim mój syn pójdzie do szkoły, to wszystko maksymalnie się zmieni. Jeśli nie – będę robiła za rzetelne źródło informacji, nie tylko za wychowującego rodzica.

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Dominika, masz rację. W takiej sytuacji musimy być czujni.. Dobrze opisuje to jedna z edukatorek seksualnych na blogu pontonu w tekście „O glebie i siewcy, czyli czego młodzież dowiaduje się z podręczników do WDŻ” http://ponton.natemat.pl/139113,o-glebie-i-siewcy-czyli-czego-mlodziez-dowie-sie-z-podrecznikow-do-wychowania-do-zycia-w-rodzinie

        • Dominika Skorupa

          Artykuł przerażający. Naiwnie myśli człowiek, że jest lepiej, a tu takie zdanie : „Prowadziłam zajęcia dla dzieci spoza Warszawy – trzynastolatków, którzy nie wiedzieli, czym jest homoseksualizm, gdzie dochodzi do zapłodnienia, jak są zbudowane organy rozrodcze płci przeciwnej i własnej…”. Ja jako rodzic będę miała łatwiej z tą „naukową” stroną (wykształcenie medyczne, ale nie każdy tak ma. I tu powinna z pomocą przychodzić Rodzicom szkoła, a tam takie dno…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Pixie, masz świetną Mamę, możesz być z niej dumna 😉 A Mama z Ciebie 🙂

    • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

      Rodzice, którzy nie boją się rozmwiać, to skarb:) Ja tez jestem bardzo, bardzo wdzieczna mojej Mamie, że nigdy nie pozostawiła mnie bez odpowiedzi…a temat moralności aborcji podejmowałam juz jako nastolatka…

  • http://www.zdzislaw.in/ Zdzislaw

    W mojej szkole nie było takich zajęć, rodzice raczej też nie poczuwali się do przeprowadzania takich rozmów (jak miałem 20 lat, to już stanowczo za późno).
    Jakimś cudem udało mi się uniknąć nieplanowanej ciąży, przed uzyskaniem odpowiedniego obrazu. Jak sobie pomyślę o mojej ówczesnej „wiedzy”, to nie wiem czy bardziej mnie to bawi, czy smuci.
    Takie lekcje są niezwykle ważne i powinny być przeprowadzane przez kompetentne osoby w zgodzie z wiedzą naukową i poszanowaniem wszystkich (podział na grupy wg. płci jest bardzo dobrym pomysłem), a nie folklorem toruńsko-katolickim.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      A dlaczego sądzisz, że takie zajęcia powinny być przeprowadzane z podziałem na płeć? Jestem ciekawa Twojej opinii 🙂
      Np. u mojej córki w klasie na lekcjach WDŻ tak właśnie jest, dziewczyny oddzielnie, chłopcy oddzielnie.

      • Morrrigan

        Chłopaki w takim wieku lubią wszelakie docinki 😉 Podział pomaga roztoczyć atmosferę intymności i zaufania, „sami swoi” zero (albo mało) skrępowania. Poza tym chłopcy i dziewczyny różnią się i warto dostosować do nich przekaz.

        • http://www.zdzislaw.in/ Zdzislaw

          Otóż to. Zresztą pamiętam jeszcze dość dobrze siebie z tamtego czasu i wiem, że w towarzystwie dziewczyn raczej o nic nie zapytałbym ;]

      • Luk Recjowa

        Za moich gimnazjalnych czasów o WDŻ dopiero się zaczynało mówić i zajęć z podręcznikami nie mieliśmy. Za to miałam super panią od biologii, mega otwartą i bez skrępowania poruszającą się w tematyce seksualności (umiała też dostosować poziom dyskusji do „głupawki” jaką się ma mając kilkanaście lat). Nie wiem skąd się biorą opowieści o tym, że 13 latkowie nie znają budowy narządów rozrodczych – nie ma tego na biologii właśnie przy okazji anatomii człowieka? Omawialiśmy też kalendarz dni płodnych ale bardziej w kontekście tego „jak działa człowiek” a nie jedynego słusznego sposobu kontrolowania płodności. Miałyśmy też jedno spotkanie w gronie samych dziewczyn z wspomnianą nauczycielką – i tu się zgodzę ze Zdzisławem, że czasami podział na grupy jest ok (2-3 godziny na pytania). W czasie tej godziny mogłyśmy zadawać różne pytania związane i z seksem i z dojrzewaniem, i z dbaniem o siebie – nic nowego się nie dowiedziałam, ale padło wiele pytań, więc nie wszystkie dziewczyny widocznie miały możliwość uzyskania tej wiedzy w domu (internetu nie było). Te godzinne zajęcia były częścią akcji promocyjnej jednej z firm FMCG – dostałyśmy podpaski ale też broszurki z rzetelnie przygotowanymi informacjami. Chłopaki takich zajęć nie mieli – nie wiem czemu, pani nauczycielka dałaby radę na 100%.
        Jedna rzecz która niepokoi mnie w kwestii antykoncepcji u nastolatków to fakt, że większość lekarzy nie zleca badań hormonalnych, tylko dobiera tabletki metodą prób i błędów 🙁

  • http://www.gadulec.me/ Gadulec

    Pamiętam, że u mnie na WDŻ pani psycholog miała problemy z wymówieniem słowa „seks”. Uważała również, że nie powinno się stosować tamponów, gdy jedzie się nieco dłużej autobusem. Bez komentarza.
    Dobrze, że mam rodziców, którzy rozmawiali ze mną o „tych sprawach” bez większego skrępowania.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Seks – a kysz! Seks jest zły!! 😉

  • Agnieszka Makowska

    Świetny tekst. Ale Ty jesteś pozytywnie zakręcona „Moscipanienko” 😀

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Dziękuję Droga Koleżanko Snapowiczko 🙂

  • Tianzi

    Wiedza zaoferowana przez WDŻ w moim gimnazjum:
    „Obowiązki mamy:
    dbanie o dom,
    gotowanie,
    sprzątanie,
    zmywanie,
    odkurzanie,
    pranie,
    prasowanie,
    robienie zakupów,
    dbanie o dzieci,
    wychowywanie dzieci,
    odrabianie z dziećmi lekcji,
    pracowanie (!!!).
    [trochę redundant, ale gdzieś drugie tyle pominęłam, bo pamiętam wizualnie, że ta lista była znacznie dłuższa]

    Obowiązki taty:
    pracowanie (<3),
    pomoc mamie w wychowywaniu dzieci (<3 <3),
    okazywanie rodzinie czułości."

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      LOL

      mój „ulubiony” cytat, rada dla chłopców:

      “Jeśli zdecydujesz się pomóc koleżance w geometrii, zdobądź się na cierpliwość i wyrozumiałość, choć może Cię irytuje, że tak wolno myśli albo czegoś nie pamięta.”

      (Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum red. Teresa Król (s. 64)

      • Tianzi

        Może w wersji dla dziewczynek jest: ‚Udawaj, że nie rozumiesz zadania i poproś kolegę o pomoc – na łapanie męża nigdy nie jest za wcześnie. Uwaga – jeśli przypadkiem myślisz szybciej od niego, POD ŻADNYM POZOREM nie pozwól, by się zorientował’.
        Najsmutniejsze, że to ma w założeniu być ‚ludzka twarz konserwatyzmu’ – w końcu chcą uczyć chłopców empatii i uwzględnić ‚różnice między płciami’…

        • Madix

          Tiaaa… ale i tak najbardziej irytują mnie kobiety, które faktycznie wierzą w to, że kobieta nie może być lepsza z matematyki od mężczyzny, „bo ma inaczej zbudowany mózg” albo inna bzdura… -.- Takiej nawet jak powiesz: „a co powiesz na to, że w podstawówce żaden chłopak mi z matmy nie podskoczył, a jestem kobietą?” to jej to nie przekona i będzie upierała się, że kobieta nie może być inżynierem czy pracować w IT…

      • Monika

        Pamiętam ten fragment. Niestety jeszcze długo szkolnictwo będzie się zmagał z takimi kwiatkami. Świeckie państwo to w przypadku Polski pobożne życzenie,bo w każdej sferze życia najwięcej do powiedzenia ma kościół oraz jego najbardziej zagorzali poplecznicy ( nie mówię tego złośliwie ani z zamiarem obrażania kogokolwiek). W gimnazjum córki mamy na szczęście dobrego nauczyciela WDŻ. Dziewczynki rozmawiają na tematy jakie wybiorą.Podręcznik jak leżał w biurku tak leży.
        Na szczęście z religii, na której katechetka opowiadała, że dzieci powstają z plemnika już córkę wymiksowaliśmy.

  • Morrrigan

    Sądzę, że strach ludu przed tą edukacją seksualną polega na tym, że nikt do końca nie wie kim są edukatorzy seksualni, co to w ogóle znaczy? Czy to są seksuolodzy, psycholodzy, a może lekarze? Kto będzie prowadził zajęcia z dziećmi, czy ma odpowiednie kompetencje? Póki co trochę za dużo mówią o jasnych stronach seksu, to nie jest zachęcanie, ale antykoncepcja jest przedstawiana jako remedium na wszystko (takie to sprawia wrażenie) a tak przecież nie jest. Ponadto ludzie zastanawiają się czy taka edukacja w ogóle jest potrzebna, czy nie wystarczy poszerzony zakres o płodności z biologii i dobrze prowadzone warsztaty z psychologii, może zwykłe prelekcje, broszury, dyżury seksuologów? Jeśli nie wystarczy, to dlaczego? Czy przedmiot będzie oceniany, jeśli tak to na jakiej podstawie? Weźmy też poprawkę na to, że dzieci i młodzież i tak mają dużo na głowie, coraz więcej godzin i przedmiotów, wątpię że przymusowe uczęszczanie na kolejny ich zadowoli. Inną sprawą jest niepokój o dzieci które przecież mają prawo a nawet do pewnego momentu powinny czuć pewne zawstydzenie związane z seksualnością (pomaga w stawianiu granic), czy będą się czuły odpowiednio komfortowo i intymnie na zajęciach? Ten akurat niepokój podzielam. Ja zawsze czułam się zażenowana na sławnych lekcjach wdż, mimo że słowo „seks” padało dość rzadko i moi rodzice też nigdy nie wzbudzali we mnie awersji do „tych spraw”. Dla wielu dzieci jest to właśnie żenujące albo śmieszne (te dwa typy napędzają się nawzajem), czy edukator seksualny sobie z tym poradzi? Jak szeroki zakres wiedzy ma zostać przekazany, czy lekcje miałyby się odbywać w każdej klasie, w ostatnich klasach, raz na jakiś czas? Wierzę w dobroczynny wpływ takich lekcji na świadomość i pewność siebie dzieci, niemniej jednak i tak uważam że ta kwestia jest trochę zbyt drażliwa żeby ją ruszać tak z kopyta. To musi być drobiazgowo zaplanowane, musi być znaleziony jakiś złoty środek tak aby zadowolić wszystkich. Pomysł edukacji seksualnej jest na razie chłodno w Polsce przyjęty i nie zmieni się tego przez przypinanie zbuntowanym rodzicom łatki katoli albo zacofanych, ich też trzeba wysłuchać, wziąć pod uwagę ich obawy, sugestie. Przedstawić się, pokazać przykładowy program. Wprowadzenie obowiązkowej edukacji seksualnej teraz wywołałoby bunty, więc prędko się to nie stanie, a z nieobowiązkowej rodzice dzieci wypiszą i co za pożytek z tego będzie? Zadowólmy w końcu rodziców, a nie ciągle tak jak przy sześciolatkach i przy kwestii wf-ów wpierajmy im, że lepiej wiemy jak dobrze zająć się ich dziećmi.

    Trochę mam niedosyt po tym artykule. „Młodzież jest pod bardzo dużą presją jeżeli chodzi o rozpoczynanie życia
    seksualnego: presją rówieśników, presją mediów, to co widzą bardzo mocno w nich pracuje i mówi im, że powinni zacząć już współżyć, bo wszyscy inni to robią. I o tym też trzeba rozmawiać.” No, nie wiem, nie zetknęłam się, być może tak jest. Jeśli tak jest, to nadrzędną rolą edukacji seksualnej powinno być niwelowanie tej presji ;). Zwrócenie uwagi, że antykoncepcja nie daje pewności 100%, zachęcanie aby zaczekać do trochę starszego wieku i wziąć pod uwagę ograniczenia i ryzyko
    płynące z antykoncepcji. Gdyby się więcej mówiło o tym w materiałach promujących edukację seksualną, ludziom byłoby łatwiej to zaakceptować.
    Poza tym pisałam to już kiedyś, że nie do końca mogę sobie wyobrazić, na czym miałaby polegać „neutralna światopoglądowo” edukacja seksualna? Bo właśnie seks jest przecież rozłożony na czynniki pierwsze przez wszelkie religie, a nawet przez zwykłą, „świecką” etykę. Rodzice powinni wychowywać, szkoła uczyć, wszystko racja, tylko co jeśli szkoła uczy w sposób który stoi w kolizji ze światopoglądem wpajanym przez rodzica? Dziecko może dostać przysłowiowego „kota”. Myślę, że neutralność światopoglądowa w tak drażliwej sferze nie jest do końca możliwa, całkowite zaprzestanie odniesień do religii i moralności chyba nie jest dobrym pomysłem. Wypadałoby chociaż wspomnieć 😉
    No i nie za bardzo rozumiem dlaczego ucząc małe dziecko, że nikt oprócz niego nie może dotykać jego genitaliów, musimy natychmiast opowiadać o masturbacji, seksualności (która przecież rozbudza się dużo później a nie w wieku kilku lat). Tak, dzieci odkrywają swoje ciało i to absolutnie nie jest coś, do czego trzeba zniechęcać, co trzeba piętnować, bo każdy prędzej czy później to odkrywa, ale także nie trzeba zachęcać i opowiadać o tym dokładnie, jeśli dziecko nie pyta. To nie jest wcale konieczne ani przydatne w prewencji pedofilii. Naturalnych odruchów nie powinno się pochwalać ani motywować, czy uczymy dziecko że jedzenie jest normalne, albo że zabawa jest normalna? Nie, ono to robi, a my tylko na to pozwalamy. Zwracamy uwagę tylko na niebezpieczeństwa.
    Pozdrawiam 😉

  • http://www.anatomiakultury.pl/ Brawurka

    Sądzę, iż krucjalne jest wysłanie samych rodziców na zajęcia z edukacji seksualnej! Warto poznać niby „oczywiste” pojęcia jak: seks. seksualność. seksualizacja. Ja przy lekturze Diane E. Levin zrozumiałam, że ludzie – rodzice nie znają różnić w tych terminach. To co dla mnie jest standardem, dla innego rodzica jest wręcz językowym „dziwolągiem”. Dodatkowo szokuje bagatelizacja współczesnych zagadnień jak sexting (który w UK , jest już formą flirtu!), porn revenge i child grooming Rozmawiam z polskim rodzicami w UK i oni myślą, że owe zagadnienia to są jakieś „ufoludki” i to ich dzieci nie dotyczy. W tekście pada bardzo ważne spostrzeżenie : Edukacja seksualna powinna przebiegać na linii dom: szkoła i uzupełniania się tych dwóch elementów. Szkoła: uczy, dom: wychowuje. ! – Proszę o wybaczenie – sakreble! Rodzice proszę o wasz czas i refleksje w tymże temacie!

  • http://www.libranna.blogspot.com Adrianna Bzdzion

    Nie miałam takich zajęć w szkole. W podstawówce mieliśmy na godzinie wychowawczej coś w stylu uzupełnienia przyrody, czyli „co zrobić z podpaską i czemu rosną piersi” ;). W gimnazjum nic, w liceum za to pojawiła się – jednorazowo, ale zawsze – bardzo fajna lekcja z seksuologiem. Jak dla mnie warto wprowadzić do szkół taki właśnie cykl spotkań z seksuologami. Pan opowiadał nam co nieco o swojej pracy, o przypadkach ludzi, którzy bardzo długo nie zwracali się ze swoimi problemami do lekarza – jak dla mnie były to konkretne, przydatne informacje, ale także nakierowanie – bo wydaje mi się, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że ostatecznie jest ktoś taki jak seksuolog i na pewno lepiej poprowadzi zajęcia niż pani pedagog, która przeczytała jakiś podręcznik. A te teksty w podręcznikach są jak dla mnie co najmniej żenujące i średniowieczne, jak można od razu uczyć dzieci takiej głupoty, że mama ma robić wszystko, łącznie z pracami domowymi, pracą i wychowaniem dzieci, a tata ma… pracować, leżeć i pachnieć? Straszne.

  • Pingback: Cotygodniowy Przegląd Internetu #43: edukacja seksualna w Polsce, nowy film Tarantino i Joan Cornellà()

  • http://fiolkowaprzepisownia.blogspot.com/ olala

    5-6 lat temu na WDŻ w liceum (naprawdę na niezłym mieście pod względem rankingów w Polsce) mówiono mi,że po tabletkach anty rosną wąsy, od zastrzyków hormonalnych się wstrząsu dostaje, spirale zabijają dzieci …

    Reakcją moich rodziców było zwolnienie z lekcji wdż od rodziców(by mi w głowie nie mieszać,bo porozmawiali i wytłumaczyli w swoim czasie),a moją – uświadamianie koleżanek w klasie maturalnej podczas okienek,że w ciąże można zajść za pierwszym, drugim i trzecim razem, a kalendarzyk to niezbyt dobra opcja, czym różni się erekcja od orgazmu, za kupienie prezerwatyw do więzienia nie wsadzają ani nie spisują czarnej listy w aptece czy sklepie.Szczytem było opowiedzenie właściwie o co chodzi w cyklu miesiączkowym kobiety i wiele podstaw- zasadniczo czysta biologia. Z tym,że TE tematy to na biologiach się omijało. Co innego budowa pantofelka, rodzaje mchów i paproci czy rozmnażanie przez pączkowanie… To przecież najważniejsze tematy!( Skutkiem tego wszystkiego było robienie przysług koleżankom,którym trzeba było polecieć po test ciążowy na przerwie, bo nawet testu wstydziły się kupić…)

    .

    Patologia po prostu..

  • http://www.rosaline.com.pl/ Rosaline

    Do pewnego momentu myślałam, że moje pokolenie jest w całości uświadomione pod względem antykoncepcji, seksualności, asertywności seksualnej i innych rzeczy. Niestety mierzyłam wtedy wszystkich swoją miarą i myślałam, że skoro ja wiem, to wszyscy wiedzą. Szczerze mówiąc przeżyłam wiele razy szok słysząc w latach liceum, a nawet niedawno na studiach niektóre rewelacje koleżanek na temat seksu. Uświadomiłam sobie, że mojemu pokoleniu, niby świadomemu, wychowanemu w czasach internetu zabrakło tej edukacji. Tyle moich koleżanek zaliczyło wpadki, bo nie wiedziało jak się zabezpieczyć… Ostatnio usłyszałam od jednej koleżanki, która niedawno urodziła, że znów jest w ciąży, bo antykoncepcja w połogu i zaraz po nie istnieje. Czyli dwie wpadki, jedna po drugiej z braku świadomości, braku chęci uświadomienia czy nie wiem czego. Szkoda mi tych dziewczyn i chciałabym żeby przyszłe pokolenia nie popełniały tak głupich błędów. Edukacja seksualna przydałaby się niestety nawet na studiach, bo czasami można usłyszeć rzeczy w stylu „za pierwszym razem się nie zachodzi” i inne podobne prawdy. Jestem wdzięczna losowi, że jakoś przeszłam całe uświadomienie i dowiedziałam się w odpowiednim czasie co to antykoncepcja.

  • Luk Recjowa

    To uczucie, kiedy wychowujesz się bez internetu, lat masz (małe) naście i (w teorii) wiesz jak wygląda poród, że jest cesarskie cięcie; niby wiesz, że można próbować „wyciągnąć” dziecko na różne sposoby, i znajdujesz w sali biologiczno-chemicznej książkę o położnictwie, a tam przekrój wzdłużny przez kobietę rodzącą siłami natury ALE ze wsparciem kleszczy i próżnociągu!
    +20 do asertywności gdyby chłopak nalegał na „dowód miłości”. (A to rycinki były, nie zdjęcia…)

  • Pingback: Dokąd zmierzam i dlaczego w stronę felietonów, dialogów i wywiadów? | Nishka()

  • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

    Ostatnich kilka zdań jest budujących.
    Niestety jakopsycholog, który ma doświadczenie w temacie seksuologii potwierdzam wszystko co zostało powiedziane. Jest to bardzo przykre, że po 40 latach od wyemitowanego filmu, gdzie nasza wiedza, dostęp do badań naukowych jest znacznie większy, nadal nie uczymy najmłodszych tego, co jest tak wazne, tego co może zadziałac profilaktycznie, co pomoże uniknąc traum i rozczarowań, bo rozaczarowania w seksie, to bardzo bolesna kwestia…Od jednego z profesorów sama usłyszałam ostatnio ” w szkole zaczęliby uczyć czegoś potrezbnego, a nie wychowanie do życia w rodzinie, które nikomu nie jest potrezbne”…Jesli wysoko postawione osoby mają takie zdanie, nie ma się co dziwić, że poziom wiedzy, jaki jest…

    A tak swoją drogą, genialny wywiad, świetny tekst. Dziękuję!

  • http://www.psychetee.pl/ Magdalena Widłak-psychetee.pl

    A te fragmenty z podręcznika to naparwdę sakndal, zgroza i masakra…co za wprowadzanie w błąd, oszukiwanie i powodowanie zametu w głowie młodego człowieka. Zgadzam się niedopuszczalne…

  • Pingback: Żyj w zgodzie z moim sumieniem! | Nishka()

  • asialasia176

    Na pytanie skąd się biorą dzieci ?znalazłam sama odpowiedź i nie był to internet bo w tym czasie nie był on tak popularny i nie miałam do niego dostępu w domu. Znalazłam ją w książkach dostępnych w bibliotece(miałam 6 lat). Rodziców zapytałam o to dopiero po przeczytaniu książek ,chciałam sprawdzić co mi powiedzą . Pamiętam że odpowiedzieli standardowo że bocian a ja oskarżyłam ich o kłamstwo i opowiedziałam wszystko czego się dowiedziałam, myślę że byli w szoku.
    WDŻ-tu w podstawówce nie wspominam zbyt dobrze miałam go z panią od biologii. Musieliśmy robić jakieś zadania i posiadać książkę z której po prostu czytaliśmy to co tam było.
    Natomiast swoje lekcje WDŻ-tu w gimnazjum wspominam bardzo dobrze. Mówiło się o różnych metodach antykoncepcji,o całym przebiegu ciąży, o menstruacji i wielu innych rzeczy . O dziwo lekcje te prowadziła katechetka i to wcale jej nie przeszkodziło aby przedstawić nam możliwe środki antykoncepcji i nie mówiła ,że są wielkim złem czy coś w tym stylu.Nie miała też problemu z używaniem słowa seks.(nie korzystaliśmy z książki-pani sama prowadziła pewnego rodzaju wykłady)
    W liceum na WDŻ nie uczęszczałam i była to moja własna decyzja.
    Co ciekawe przez cały tok edukacji uczęszczałam do tej samej szkoły powiem więcej była to szkoła na wsi( większość ludzi twierdzi że wieś jest mniej otwarta na takie rzeczy itp.itd)
    Jak widać dużo zależy nie tylko od programu, ale także od osób które ten przedmiot prowadzą.

  • darmal87

    Minęło już chyba z 15 lat, ale nadal pamiętam lekcje wdż w swoim gimnazjum. Prowadziła je katechetka. Na pytanie czym jest masturbacja odpowiedziała, że ‚samogwałtem’. Dyskusja o antykoncepcji sprowadzała się do tego, że na tablicy rozrysowała nam ile tabletek antykoncepcyjnych połyka kobieta w przeciągu kilku lat i jak sobie przez to niszczy wątrobę. Oczywiście był też argument, że prezerwatywy są nieskuteczne.

  • http://dzikadusza9.blogspot.com Sławomira

    Mój podręcznik od WDŻ w gimnazjum to było właśnie ,,Wędrując ku dorosłości”. Czytałam go z mieszanymi uczniami, a zwłaszcza wspomnianą część o rodzinie niepełnej. Nie podobało mi się wmawianie, że jesteśmy gorsi, bo mój ojciec zrobił coś strasznego… zachorował i zmarł.

  • Pingback: Gimnazjaliści to nasz skarb narodowy – nie likwidujcie ich! | Nishka()