(Zde)moralizowana młodzież, czyli jak rozmawiać z nastolatkami o seksie?

.
Co chcę przekazać swoim dzieciom mówiąc im o seksie? Czy współczesna młodzież jest zdemoralizowana?

Gdy piszę ten tekst, w Rzeszowie odbywa się właśnie Wielka Pikieta o Polskę wolną od demoralizacji. Jak zapowiadają organizatorzy, plan pikiety zakłada poruszenie haseł odnowy moralnej we wszystkich dziedzinach życia społecznego i moralnego. Poruszane problemy dotyczą walki z:

– ustawą in vitro

– dopalaczami i innymi środkami odurzającymi i uzależniającymi

– wprowadzeniem do szkół nowej edukacji seksualnej

– wprowadzaniem do sprzedaży pigułki „dzień po”.

Wszystkie wyżej wymienione punkty wymagają zdaniem organizatorów oprotestowania i przyczyniają się do zdemoralizowania  młodzieży. Organizatorami pikiety są: Komitet Obrony Dzieci i Młodzieży przed Patologiami Społecznymi oraz Rzeszowskie Porozumienie Przeciw Pornografii.

Polska wolna od demoralizacji

Pewnie, nazwijmy  ustawę o in vitro, pigułkę „dzień po” i edukację seksualną w szkołach patologią społeczną zagrażającą młodzieży.

Powiedzmy, że in vitro, które daje szanse na zostanie rodzicem parom, które mimo że bardzo pragną, nie mogą mieć dzieci, że uczestniczą w procesie demoralizacji.

(Przy okazji: polecam tekst, w którym wypowiadają się dzieci urodzone dzięki in vitro – o tym, co czują słysząc, że po to, by mogły się urodzić, ich zamrożone rodzeństwo musiało zginąć. Link do tekstu).

Powiedzmy kobietom, które przyjmuję tabletkę „dzień po” dostępną bez recepty, której jedynym działaniem jest przesunięcie jajeczkowania i nie ma żadnego wpływu ani na ciążę ani na zarodek, o czym więcej pisałam TUTAJ, że przyczyniają się do upadku moralnego.

Wrzućmy do jednego worka in vitro, pigułkę „dzień po” oraz dopalacze.

Powiedzmy, że zajęcia z edukacji seksualnej, które rekomenduje się obok tzw. zajęć „Wychowania do życia w rodzinie” to zachęcanie młodzieży do pornografii.

Bez wątpienia: dopalacze to zło i niech szlag trafi tych, którzy je produkują i dystrybuują. Ale wszystko inne, przeciw czemu protestują uczestnicy pikiety nie ma nic wspólnego z demoralizowaniem społeczeństwa!

Jak można mieszać jedno z największych niebezpieczeństw zagrażających młodzieży z działaniami mającymi albo zapobiec nieplanowanym ciążom, albo wspierającymi zajście w ciążę?

Co to znaczy „demoralizacja”?

Demoralizacja to odrzucenie obowiązujących w społeczeństwie norm moralnych, prowadzące do łamania prawa i rozwiązłości obyczajów. Przykładem demoralizacji młodzieży jest np. regularne chodzenie na wagary (uchylanie się od obowiązku szkolnego), udział w grupach przestępczych, wandalizm, używanie alkoholu, narkotyków, dopalaczy, uprawianie nierządu, prostytucja.

Duży wpływ na demoralizowanie nieletniego ma otoczenie, w którym się znajduje. Pod namowami rówieśników może ulec ich wpływowi i przyjąć negatywną postawę wobec społeczeństwa i panujących w nich zasad. Ogromną rolę odgrywa tu rodzina: sposób wychowania, to czy rodzice wpoją dziecku zasady, nauczą jak żyć i powiedzą, co jest dobre, a co złe.

Jak rozmawiać z nastolatkiem o seksie?

Tydzień temu zapowiedziałam, że mój następny tekst w ramach cyklu, który prowadzę we współpracy z Vision Group w ramach kampanii promującej edukację i świadomość seksualną będzie dotyczył tego, jak moim zdaniem należy rozmawiać z nastolatkiem o seksie. Słowa dotrzymuję.

Najważniejsze myśli i rady, które chcę córkom przekazać, brzmią następująco:

Nie spiesz się, warto poczekać

Mimo że z zgodnie z przepisami prawa polskiego aktywność seksualna dozwolona jest od 15 roku życia, warto poczekać kilka lat. Ktoś kiedyś mądrze wymyślił, że pełnoletność osiąga się dopiero w wieku 18 lat i że przed tym momentem niewskazana jest np. inicjacja alkoholowa. Dodałabym do tego również wstrzymanie się z inicjacją seksualną. Owszem, nikt Ci, nastolatko, niczego nie zabroni, ale zachęcam: poczekaj. Poczekaj, aż będziesz na to naprawdę gotowa.

Nie przejmuj się presją

Presją koleżanek, które mają już to za sobą. Presją chłopaka, który chce już to mieć za sobą. Presją środowiska, które podpowiada ci, że warto już mieć to za sobą. Presją tzw. „kultury”: mediów, teledysków, reklam, czasopism, które mówią Ci, że powinnaś już mieć to za sobą. Nie bierz udziału w wyścigu, nie traktuj seksu w kategoriach osiągów. Kto więcej, lepiej, mocniej, szybciej, różnorodniej.

Nigdy nie rób nic wbrew swojej woli

Jeżeli nie odpowiada Ci jakikolwiek dotyk, gest, zachowanie, aluzja: zaprotestuj i powiedz, że sobie tego nie życzysz. Co więcej: nie bój się zaalarmować, poskarżyć i donieść na sprawcę, gdy dzieje Ci się krzywda. Nigdy nie miej wątpliwości: Twoje ciało należy wyłącznie do Ciebie i nikt nie ma do niego prawa. Jeżeli ktoś uzurpuje sobie prawo do działania wbrew Twojej woli: powinien ponieść tego konsekwencje.

(vide Jak rozmawiać z dzieckiem o zagrożeniu seksualnym?

Podchodź do seksu odpowiedzialnie

Seks to poważna sprawa i niesie za sobą poważne konsekwencje. Decydując się na uprawianie seksu, bierzesz tym samym na siebie odpowiedzialność i ponosisz konsekwencje. Jedną z głównych funkcji seksu jest prokreacja. Jeżeli nie jesteś gotowa, by zajść w ciążę, powinnaś stosować antykoncepcję. Miej też świadomość, że uprawienie seksu wiąże się również z ryzykiem groźnych chorób przenoszonych drogą płciową.

Kochaj się tylko z tym, kogo kochasz

Ludzie, którzy się kochają, chcą być ze sobą najbliżej jak to możliwe, chcą stać się jednym ciałem. I to jest kwintesencja seksu. Owszem, wiele osób potrafi rozdzielać uczucie od seksu i mają do tego prawo. Ja jednak zachęcam Cię, żebyś nigdy nie oddzielała seksu od miłości. Żebyś kochała się tylko z tym, kogo kochasz, z kim czujesz się bezpiecznie, do kogo masz pełne zaufanie.

Zawsze możesz na mnie liczyć

Zawsze możesz przyjść do mnie i powiedzieć mi swoich lękach, obawach, wątpliwościach. Postaram się nie naciskać na Ciebie i nie być wścibska, dopytując cię o szczegóły Twojego życia intymnego. Jednak wiedz, że zawsze pozostaję do Twojej dyspozycji. Nie jesteś sama, masz mnie: rodzica, który służy radą, wsparciem, doświadczeniem.

*

To jest mój przekaz, przekaz rodzicielski. To chcę wpoić córkom. Chcę, żeby wiedziały, że decyzja o rozpoczęciu życia seksualnego powinna być dobrze przemyślana. Że nie warto się spieszyć. Że warto poczekać. Że nie można robić nic wbrew sobie. Że byłoby wspaniale, gdyby seks zawsze szedł w parze z miłością. Wreszcie: by wiedziały, że uprawianie seksu wiąże się z bardzo poważnymi konsekwencjami.

Mimo takiej, jak widzicie, dość staroświeckiej postawy, nie mam nic przeciwko, ba: jestem absolutnie za tym, żeby w szkołach moich córek została wprowadzona edukacja seksualna. W żadnym wypadku nie zgadzam się z tym, że zajęcia te promują rozwiązłość wśród dzieci młodzieży i demoralizują je. Wprost przeciwnie: uczą odpowiedzialności, rozsądku, obalają mity, opowiadają o zachowaniach szkodliwych po to, by je zdemaskować i wyeliminować, a nie by do nich zachęcić. Więcej opowiem o tym w sierpniu.

*

Moralność, moralizowanie, demoralizacja, morale, morał. Niech puentą dzisiejszego tekstu oraz myślą, którą wpajam moich dzieciom, będzie cytat ze Słonimskiego: „Gdy nie wiem jak się zachować, na wszelki wypadek zachowuję się przyzwoicie”.

Komentarze:

  • Bez względu na to, jaki rodzice maja światopogląd jedno jest wspólne dla wszystkich bez wyjątku: warto i należy z dorastającymi dziećmi rozmawiać o seksie. Najgorsze co można zrobić, to zbywać temat i czekać aż takie rozmowy przeprowadzi za nas ktoś inny, niekoniecznie ktoś komu zależy na dobru naszego dziecka.

  • makate

    Warto rozmawiać – to na pewno! Dobrze że o tym piszesz, bo wciąż dla wielu rodziców jest to chyba temat bardzo trudny i temat tabu.
    Dwie rzeczy w tekście mnie zastanowiły:
    1) „Kochaj się z tym, kogo kochasz” – uważam że to bardzo mądre! i rozwiązujące wiele dylematów czy wątpliwości. Tak naprawdę same te słowa zawierają dla mnie radę czekania – i to zarówno czekania z tym pierwszym stosunkiem w życiu, jak i czekania z seksem przy ewentualnych kolejnych związkach. Bo przecież mając lat 16 jesteśmy raczej zakochani, ale na pewno nie na tyle dojrzali by powiedzieć że kochamy. Podobnie z byciem z kimś nowym – ta rada oznacza, że raczej nie będziesz na pierwszej czy drugiej randce lądować w łóżku. Przynajmniej ja tak to rozumiem 😉
    2) Kwestia edukacji seksualnej w szkole nie jest dla mnie tak jednoznaczna. Piszesz, że ta edukacja uczy mądrych postaw i odpowiedzialności, ale ja mam wątpliwości czy faktycznie tak jest. Czytałam kiedyś o kilku rożnych programach nauczania tego przedmiotu i nie wszystkie wydawały mi się faktycznie mądre.
    Jestem ciekawa Twojej opinii o wprowadzeniu takich zajęć do szkół. Czy Twoim zdaniem rodzice powinni być wcześniej poinformowani o tym czego są uczone ich dzieci (jeżeli np. mówimy o gościnnych zajęciach na lekcji wychowawczej)? Czy jeśli do polskich szkół weszłaby edukacja seksualna, to rodzice powinni mieć prawo do wypisania dzieci z tych zajęć? Co jeżeli np. program edukacji seksualnej w danej szkole idzie w poprzek temu co rodzice przekazują dziecku (np.gdyby twoje dzieci miały chodzić na zajęcia, na których coś kłóciłoby się w wypisanymi przez ciebie punktami)?

    • Marta Szał

      Wiem, że to pytania do Nishki, ale co do 2) nasunęło się coś i mnie 🙂
      Wiele dzieciaków nie ma w domu żadnego wzorca, nie ma kogo zapytać o radę i skąd zaczerpnąć wiedzy – rodzice wstydzą się, nie chcą rozmawiać o seksie, deprecjonują „te” tematy, machają ręką. To pewnie tacy rodzice byliby pierwszymi chętnymi, żeby ich dzieci wypisać z zajęć, bo to be, fuj, niemoralne. Kto w tym momencie staje się poszkodowany? Dziecko – pozostają mu koledzy i internet, bo rodzice nie chcą rozmawiać, a z zajęć je wypisali.
      Poruszasz też kwestię informowania rodziców o treści zajęć – równie dobrze można poinformować ich, że na biologii dzieci uczą się o układzie rozrodczym, albo o tym, że wf odbywa się na jeden sali „koedukacyjnie”, to może za chwile w ogóle zamkniemy szkoły będzie po problemie.
      Jeśli chcemy, żeby nasze dzieci uczyły się matematyki, języków obcych, rozwijały się sportowo i plastycznie, dlaczego nie chcemy, żeby uczyły się o seksie? Lepiej, by zadawały rok po roku te same pytania i myślały, że za pierwszym razem nie można zajść w ciążę, a pederasta to to samo co pedofil?

      • Marta Szał, bardzo dobrze że „wtrąciłaś się” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) do dyskusji, bardzo lubię gdy Czytelnicy to robią 🙂 Zwłaszcza, że ja bym chyba na to tak szybko nie wpadła 🙂 Potwierdza to mój wyższy komentarz, który zostawiłam jeszcze przed lekturą Twojego 🙂 Moim zdaniem bardzo trafne porównujesz zajęcia do lekcji biologii i wuefu i w ogóle cały Twój komentarz jest super 🙂

        • Marta Szał

          Och, zarumieniłam się! 🙂 Zezwalam na cytowanie mych mądrości 😉
          A poza tym jak to tak – seksu wszędzie jest coraz więcej, wszystko jest sexy – nawet reklama Rafaello, na którą właśnie patrzę w tv… Wszystko ocieka seksem, w niektórych sferach to już w ogóle nie dziwi – goła pierś, pośladek? No proszę Was! Dlatego nie można się zastanawiać nad tym, czy dzieci potrzebują uświadamiania, to raczej oczywiste.

      • Napiszę jak to wygląda w UK. Zajęcia nazywają się: edukacja o seksie i związkach. „Obowiązkowe” zajęcia od lat 11. Zanim uczeń będzie uczęszczał na te zajęcia, następuje spotkanie z rodzicami, gdzie punkt po punkcie analizowane są tematy zajęć.
        Niezwykle ważne dla Ministerstwa Edukacji UK, by rodzic zrozumiał, iż te zajęcia nie wspierają aktywności seksualnej tylko wiedzy na jej temat w kategoriach: biologicznych (nauka), antykoncepcji oraz zdrowia seksualnego. Praktyka: okazuje się, iż dziecko na życzenie rodzica zostaje zwolnione z obowiązku zajęć po zaliczeniu tylko i wyłącznie naukowej części.

        • Brawurko, czy możesz wyjaśnić to zdanie: „Praktyka: okazuje się, iż dziecko na życzenie rodzica zostaje zwolnione z obowiązku zajęć po zaliczeniu tylko i wyłącznie naukowej części.”? Bo nie za bardzo rozumiem 🙂

          • przepraszam, może użyłam jakiego skrótu myślowego. Już klaryfikuję.
            Przedmiot jest podzielony na osobne moduły:
            – biologiczny (styl stricte naukowy – budowa układu rozrodczego, zapłodnienie, ciąża, poród ),
            – informacjyjny – antykoncepcja,
            – informacyjno zdrowotny – zdrowie seksualne.
            Kiedyś obowiązkiem było zaliczenie wszystkich trzech modułów.
            Teraz wystarczy zaliczyć tylko moduł biologiczny, ponieważ rodzic ma prawo pisemnie zwolnić swoje dziecko z zajeć informacyjnych. Badania pokazują, iż dzieciom tak po prostu nie chce się na te zajęcia chodzić, wymuszają te zwolnienia (jak kiedyś w PL z w-f) :/.Większość rodziców w UK niestety nie pomaga i bagatelizuje wagę zajęć informacyjnych…kulą w płot!

          • Brawurko, dziękuję za wyjaśnienie. Jestem w szoku, że tak się sprawy mają! Bardzo dziękuję Ci za tę informację, pisząc w sierpniu tekst o zajęciach edukacji seksualnej w szkołach powołam się na ten przykład.
            Jak sądzisz, dlaczego tak się dzieje? Lenistwo dzieci, które męczą rodziców:”zwooooolnij mnie z zajęć.. nuuuuda”. czy może jednak lęk rodziców, że „obca baba lub facet będą o seksie uczyć moje dziecko”?

          • Zwolnienia zależą od „kasty” , grupy etnicznej i religijnej. Wśród tak zwanej „białej i czarnej biedoty” prymarny powód – „nuda” ucznia, podejście „ja już wszystko wiem i nie chce mi się tracić czasu”. Rodzic z tej „kasty” raczej edukacją dziecka nie jest zainteresowany, więc bezrefleksyjnie zwalnia je z tych zajęć informacyjnych. W dalszych badaniach zauważy się, iż w tej grupie dzieci (jak i „rodziców”) jest największy odestek ciąż, wielokrotnych aborcji i chorób wenerycznych.
            Kasta/grupa: Muzłumanie powołują się w zwolnieniach na element religijny, gdzie nie życzą sobie jakiejkolwiek ingerencji informacyjnej w przestrzenii edukacji seksualnej dziecka.
            Kasta/grupa Wschodniej Europy a także mniejszości Azjatyckich, często powołuje się na niechęć, by dziecko właśnie rozmawiało z „obcą babą/facetem” , a także stwierdza, iż problem świadomości seksualnej dziecka „nie dotyczy”, za wcześnie i nie potrzebnie.
            Przedmiot w UK przechodził liczne „przepoczwarzenia”, by odpowiednią formą przekazywać wszystkie informacje, niestety problemy upatruje się w zbyt mnogiej różnorodności kulturowej i etnicznej, a także problem z kadrą nauczycielską, która mimo odpowiednich „narzędzi”, wiedzy w odpowiedni sposób przekazać nie umie. Ostatnio BBC wyemitowało nagranie z jednych zajęć prowadzony przez bardzo młodą kadrę nauczycielską i przyznam, iż bardzo sobie tym zaszkodzono w kwestiach promowania tego przedmiotu.

    • Makate,
      Co do punktu nr 1. Też mi się to spodobała ta myśl, która wpadła mi wczoraj, gdy pisałam ten tekst do głowu 🙂 To takie proste i mądre, prawda? Aż sama się zdziwiłam, że na to wpadłam 🙂
      natomiast co do punktu nr 2 to dziękuję za wszystkie pytania. Pomogą mi w przygotowaniach do następnego tekstu. Trudno mi teraz na nie odpowiedzieć, najpierw muszę zrobić rozeznanie: jak wygląda sytuacja. Wtedy będę mogła je ocenić.

      • makate

        Dziękuję za wszystkie odpowiedzi wyżej 🙂 wydaje mi się, że informowanie o treści zajęć to nie to samo co mówienie o treści lekcji matematyki czy historii. Dla mnie np. bardzo ważne by było, żeby dzieci uczyły się, że seks jest elementem relacji, że ważne są towarzyszące mu uczucia, że zakochanie to nie to samo co miłość… Jeżeli dla Pani która by prowadziła zajęcia najważniejsze byłoby uczenie dzieci odpowiedzialności polegającej na używaniu prezerwatywy – to nie jest to to samo. Można mówić o tym i o tym, ale akcenty są tu bardzo istotne, tak przynajmniej mi się wydaje.
        Na pewno taka sytuacja o której pisze Brawurka nie jest dobra – gdy rodzice zwalniają dzieci bo te się nudzą, ale sami też nie rozmawiają z dziećmi. Ale to nie znaczy że zmuszenie dzieci do uczęszczania na jakiekolwiek zajęcia o seksie będzie zawsze lepsze – wydaje się, że zły program może też wyrządzić wiele złego.
        Nie wiem jak jest teraz w Wielkiej Brytanii (może ty Nishko dotrzesz do jakichś badań?) ale parę lat temu czytałam, że programy które były tam prowadzone przez kilkanaście lat okazały się być chybione – jednym z największych argumentów za ich wprowadzeniem było to, że pomogą one zmniejszyć liczbę nastoletnich ciąż, a tymczasem ona się mocno zwiększyła.. Czy to ciągle jest ten sam program? Nie wiem. Czekam z ciekawością na Twój post 🙂

        • makate

          Ojej, dopiero teraz doczytałam zobaczyłam komentarz wyżej, który Brawurka napisała o sytuacji w UK – czytam 😉

  • Nishko mam nadzieję, że mi wybaczysz dziś będzie komenatrz kolos 🙂
    Zatem mianem wstępu. Edukacja seksualna odgrywa prymarną rolę w kontekście „budowania świadomej seksualności”. Nie ma co demonizować tych zajęć jak i antykoncepcji.
    Dodatkow warto podkreślić, bardzo ważną rolę rodzica w tejże edukacji – w budowaniu świadomości, budowania wielkiego szacunku do ciała, seksu, intymności i „zarządzania” seksualnością (czyli świadoma antykoncepcja ) swojego dziecka.
    W UK, gdzie mieszkam już 6 lat w podstawie programowej znajdziemy przedmiot bardzo trafnie nazwany : edukacja o seksie i związkach. I teraz na to zagadnienie seksualności spójrzmy w perspektywnie nauki, badań i historii.

    Strasznie to zabrzmi, ale sądzę, że Polska powinna się uczyć na błędach innych krajów a nie przez metodę „learning by doing”, bo to doprowadziło UK to rozkładu w kwestiach seksualności, i jak się później okaże w kwestii już wielokrotnych aborcji, swoistej „anatomii” związków i niestety rozwiązłości.

    Temat rzeka, ale postaram się streścić.
    Lata 60 – UK już kompletnie ogarnia się z szoku powojennego, nagle następuje wielka rewolucja seksualna. Rząd musi ogarnąc ową falę, bo niestety dochodzi do swoistej dysfunkcji w tejże kategorii życia publicznego. Od lat 70-tych rząd wprowadza: darmową antykoncepcje, aborcje, inwestuje naprawdę ciężkie pieniądze w edukacje seksualną, centra życia seksualnego i „planowania rodziny. Nagle te wszystkie narzędzia dają efekt odwrotny od zamierzonego. Co się dzieje w praktyce? Rzućmy okiem na najnowsze statystyki badania Ministerstwa Zdrowia za rok 2014 – ponad 190 tys aborcji w samej Anglii i Walii, z czego 37% decyduje się na aborcję nie po raz pierwszy, 7% dziewczynek poniżej 18 roku ma już za sobą wielokrotną aborcję. W samej Szkocji, 80 dziewczynek poniżej 16 roku życia miało już 2 aborcje.
    W UK nagle dochodzi do precedensu – wielkrotna aborcja, akceptowana w kontekście prawa i społeczeństwa. Sam twórca ustawy aborcyjnej Lord Steel podkreśla teraz w mediach, iż wielokrotna aborcja staje się już sposobem antykoncpecji, i zauważa się wielkie nadużycia w tym obszarze. Z badań wynika także, iż przeciętny nastolatek w UK podchodzi do seksu – jako formy socjalizacji! tak socjalizacji! rozwiązłość pełną parą! co antykoncepcji i chorób wenerycznych, niepożądanych ciąż – podchodzi się niestety niezwykle bagatelizująco! Nie chce się stosować DARMOWEJ antykoncpecji, nie ma się głowy do zabezpieczania …wybiera się często..za często aborcję..wielokrotną!
    Socjologowie, antropolodzy są zgodni – następiło zbyt wielkie rozluźnienie obyczajności i pożycia seksualnego. Nastąpiło prze-seksualizowanie przestrzenii społecznej, a sam rodzic często właśnie jest nienajlepszym egzemplum w kategorii seksualności i zbyt lekkiego jej traktowania.
    Np : Już kiedyś na Twoim blogu wspomniałam, UK to Eldorado w kontekście odbioru pornografii nawet dla dzieci poniżej 10 roku życia. Porno – Hub tutaj wręcz szaleje!
    Dlaczego o tym wszystkim piszę?
    Otóż temat jest dla mnie niezwykle ważny. Jestem mamą dwójki dziewczynek, które zapewne już zostaną w UK. Takich polskich rodzin w UK jest na pęczki!
    UK – kraj pierwszego świata, niezwykle liberalny ale o ironio – stoi przede mną nielada wyzwanie, by właśnie te moje pociechy umiały niezwykle szanować swoją seksualność w tej całej przerysowanej liberalności, by nigdy nie odczuwały seksualnej presji, by świadomie „zarządzały” antykoncepcją. Tak wcale nie-naukowo boję się co będzie dalej w UK, bo niestety starcie moich córek z rzeczywistością w kontekście prze-seksualizowanej przestrzenii społecznej może być niezwykle brutalne.
    Wybacz długość komentarza i jego chyba szokującą, lecz prawdziwą zawartość.
    Podoba mi się, że poruszasz owe tematy na swoim blogu. Chciałabym, by rodzice świadomie rozmawiali ze swoimi pociechami właśnie w owych seksualnych kategoriach. Nie udawajmy, że „pewne rzeczy” naszych dzieci nie dotyczą! Dyskutujmy, eksplorujmy i nie wstydzmy się ciężki tematów, przecież jako rodzice mamy krucjalną rolę edukatorów!

    • Brawurko, nie śmiałabym mieć żalu o Twoje komentarze (skoro prosisz o wybaczenie :), wprost przeciwnie: dziękuję Ci za nie!! Ukazałaś i to w tak ciekawy sposób, ujmując różne perspektywy, jak wygląda sytuacja w UK. Pisz, zawsze z przyjemnością czytam Twoje komentarze.

      Rzeczywiście: brr, jest przerażająco.

      Zwłaszcza aborcje, wielokrotne aborcje 🙁 Tak jak jestem za tym, że każda kobieta powinna mieć wybór i prawo do decydowania o własnych ciele, tak wiem że zbyt mało mówi się o negatywnych skutkach aborcji. Wytworzył się bardzo niepokojący podział: na „obrońców życia” i na osoby, które mówią „mam prawo do aborcji”. Oba te bieguny są bardzo zradykalizowane.

      Pierwszy jest w stanie bronić życia poczętego nawet kosztem tragedii matki. Drugi: bagatelizuje zabieg i.. niestety, tak jak to wygląda w UK, traktuje go jako antykoncepcję. Skoro tylko 5% stosunków kończy się ciążą, to „hej, nie zabezpieczamy się w ogóle, a jak okaże się, że ciąża jest: to ją usuniemy.”

      Dlatego właśnie piszę o pigułce „dzień po” – bo dla mnie oznacza to postawę: „Podchodzę do seksu odpowiedzialnie. Jeżeli nie chcę zajść w ciążę, zabezpieczam się. Jeżeli jednak zdarzyła się „awaria”, bo zawiódł mnie jakiś środek lub z jakiegoś powodu go nie przyjęłam, sięgam po antykoncepcję awaryjną. NIE DOPUSZCZAM do tego, żeby doszło do zapłodnienia, bo NIE CHCĘ wykonać aborcji. ”

      Tym bardziej więc nie mogę zrozumieć, jak pigułka „dzień po” może być wrzucana na ten sam biegun co aborcja. Do leków wczesnoporonnych jest bardzo łatwy dostęp, wystarczy zamówić je w internecie. Osoby, które nie mają problemów z dokonaniem aborcji raczej nie sięgają po pigułkę „dzień po”. Po co faszerować się nią, skoro i tak jest bardzo nikła szansa, że zajdę w ciążę? Jak zajdę, to wtedy się pomyśli…

      Rozmawiałam niedawno z terapeutką, zupełnie nie zaangażowana światopoglądowo, która powiedziała mi, że nie spotkała jeszcze w swojej wieloletniej i intensywnej praktyce osoby, która nie miałaby traumy do aborcji. Kobiety często nie uświadamiają sobie tego, wypierają to. Jednak sama świadomość: „jestem matką” (co niesie za sobą informacja o ciąży) – pozostawia bardzo głębokie ślady. Tak jak i usunięcie ciąży. To nie wychodzi podczas pierwszej, drugiej, a nawet czwartej sesji, lecz powiedzmy 10. I wtedy okazuje się, że w podświadomości żyły z tą myślą. Uciekały od siebie, miały lęki, nerwice itd.

      Co do pornografii, tak popularnej w UK (i niestety nie tylko tam) wśród dzieci i młodzieży – to również wydaje mi się skutkiem chorego podziału na tych, którzy mówią: „pornografia to zło!!!!” i tych, którzy – chcąc się ustawić w opozycji do tych pierwszych mówią, że „mam prawo do porno!”. Tymczasem porno wypacza, fałszuje prawdziwy obraz rzeczywistości i ma fatalny wpływ na młodzież.

      • Świetnie napisane Nishko. Sztuka dyskursu i przepływy informacji to ostatnio taki „artefakt”.!

        Zanim będzie pro – coś/ktoś …Zanim będziemy anty – coś/ktoś
        najważniejsze by być PRO-ŚWIADOMYM.
        Nie można żyć i głosić opinii wziętych „z nagłówka” , bez zagłębienia się w treści.
        i tak w kontekście naszej rozmowy, sądzę, iż postawiłabym znak równości między świadomy rodzic – świadome dziecko. Sądzę, iż to przepiękny i najmocniejszy fundament gwarantujący budowanie zdrowego obrazu seksualności współczesnej młodzieży. Chyba to jest ten najważniejszy element brakujący w UK. Jego brak „zmutował” tutaj najważniejsze kwestie. :/
        Często parafrazuję słowa Gandhi’ego -bądźmy zmianą, którą chcemy widzieć w naszych dzieciach. zatem pokazujmy spektrum racjonalnej, odpowiedzialnej i także uczuciowej sfery seksualnej.

        • Brawurko, jestem pod wielkim wrażeniem jak fantastycznie formułujesz swoje myśli, nic dodać, nic ująć! 🙂 Najchętniej skopiowałabym wszystkie Twoje komentarze i opublikowała je w formie tekstu, żeby nikomu nie umknęły 🙂 Czy prowadzisz może jakiś blog?

          • tak od czasu do czasu zdażają mi się te „przebłyski” 🙂 Dziękuję bardzo Nishko :)!
            Bardzo fajnie, że w Twojej blogowej przestrzeni jest właśnie miejsce na niezwykle ważną wymianę treści! Kłaniam się za to !
            P.S. tak piszę, link w bio disqus’a, ale ostrzegam zanim wpadniesz zaaplikuj sobie relanium tudzież prozaczek 🙂

  • Tylko do tego wszystkiego bardzo ważne jest jeszcze jedno – podejście rodzica. Ty masz podejście świetne w tym temacie, ale wielu rodziców ma podejście takie, o jakim sama pisałam u siebie. Pozwolę sobie wkleić link do tego tekstu http://przemyslniki.blog.pl/zrobcie-sobie-wnuka/

    • Niki, bardzo dobrze, że wkleiłaś link do swojego tekstu, bardzo dobry tekst! Polecam innym 🙂

      • Dziękuję za uznanie 🙂 Tym bardziej, że tekst po publikacji spotkał się ze sporą dozą krytyki.

  • Anna Goździalska

    A ja chciałabym się z Wami podzielić pewną historią. Moja córka, Basia, niedługo skończy 12 lat. Zawsze interesowała się modą, szyciem, etc. Kiedyś, gdy miała może z 9 lat i dopadł ją zły nastrój, trafiłam w tv na film dokumentalny o historii szpilek (butów). Oglądamy więc razem i pojawia się tekst, że pierwsze szpilki były stworzone dla Merlin Monroe, która była symbolem seksu.
    – Oj, mamo, jakie to nudne- powiedziała moja Basia- dobrze, że wiem, co to jest seks.
    No to poleciała….
    – A co to jest seks? – zapytałam
    – No jak DWOJE LUDZI leży w łóżku i się całuje!
    – A jak stoją i się całują?
    – Nieee, mamo, do seksu potrzebne jest łóżko!
    Teraz zadaję sobie pytanie: ile ona wie o seksie…. Czy będzie świadoma kiedyś, gdy wejdzie do „tego świata”? Jest świadoma, na razie mówiąc, (AD 2015) że faceci ją nie interesują podobnie jak: krótkie dżinsowe spodenki, w których 6-klasistki chodzą do szkoły…. Ja o seksie rozmawiałam z moim tatą (nie z mamą), to on mi uświadomił, jak ważne jest to, z kim ten seks zacznę. I kiedy, w jakim momencie życia będę chciała TO zrobić. Tak, jak piszesz, Nishko, dzieci trzeba nauczyć szacunku do siebie, wiary i mnóstwa innych rzeczy zapewne, żeby się nie bać o to, co robią gdzieś, gdzie być z nimi nie możemy.Najważniejsze jest zaufanie.

    • „Do seksu potrzebne jest łóżko” :))
      Aniu, dziękuję za komentarz, świetnie, że Tato rozmawiał z Tobą o tym, oby więcej było takich pozytywnych przykładów.

      • Anna Goździalska

        Napisałam o moim tacie – żeby trochę przełamać stereotyp, ze o sexsie to matka z córką rozmawiać powinna. Rodzice w ogóle powinni mieć czas dla dzieci – i nie chodzi mi o czas typu pół dnia razem w domu ale w oddzielnych pokojach. Można spędzić pół godziny w wartościowy sposób albo pół dnia zmarnować 😉

    • Mam dziewięciolatka:

      – Mama, a jak nie będę miał żony, to nie będę miał wnuków?
      – Jak nie będziesz miał dzieci, to nie będziesz miał wnuków – sprostowałam.
      – Ale bez żony nie będzie dzieci.
      – Technicznie rzecz ujmując nie trzeba mieć żony, żeby mieć dzieci.
      – No jak? – spojrzał na mnie sceptycznie.
      – Pani i pan nie musza być małżeństwem, żeby mieć dzieci.
      – A co muszą?
      – Muszą się przytulać w specjalny sposób. Nago.
      Misiek, upewniając się, czy dobrze zrozumiał:
      – Jak w seksie?

  • Przekaz rodzica idealnego. Lepiej chyba nie da się podejść do tak delikatnego tematu.

  • Muka

    Mogę opowiedzieć o swoich doświadczeniach, bo o ile wiem, nie są całkiem typowe.

    Moi rodzice uświadomili mnie, gdy miałam niewiele ponad trzy lata. To jedno z moich najwcześniejszych wspomnień. Wtedy to była bardzo uproszczona wersja, jakiś rok później trochę ją rozwinęli z pomocą książeczki „Nie wierzcie w bociany” (do dziś nie mogę przeboleć, że gdzieś nam zginęła, świetne ilustracje!). Chyba nie przeżywałam jakieś bulwersacji tematem prokreacji. Mama trochę się podobno krępowała, ale mimo wszystko wolała mi wszystko wytłumaczyć.

    W domu zawsze stała też „Encyklopedia wychowania seksualnego” w kilku tomach: dla dzieci w wieku 7-9 lat, 10-12 lat i dla starszych nastolatków. Nikt nie zabraniał mi tego czytać i nie muszę chyba mówić, że wszystkie części pochłonęłam na jeden raz. Nie musiałam się z tym ukrywać. Dzięki lekturze i rozmowom na temat seksu w moim domu (dość liberalnym, jesteśmy ateistami) zawsze miałam sprecyzowane poglądy na ten temat i nie spieszyło mi się, by pójść do łóżka z byle kim. W efekcie, mimo różnych „paraseksualnych” doświadczeń po drodze, pierwszy stosunek odbyłam gruuuuuuuuubo po dwudziestce. Nie miałam po prostu na to ciśnienia i jak tylko facet mnie wkurzał albo z jakiegoś powodu nie miałam poczucia bezpieczeństwa lub komfortu, to odechciewało mi się zabawy. Nie był to oczywiście jedyny powód, czasem po prostu sytuacja nie sprzyjała, ale koniec końców tak właśnie wyszlo 😉 Za to mój chłopak, który właśnie był tym mitycznym „pierwszym”, nie musiał prawie wcale czekać, bo jemu akurat zaufałam i już.

    Dlatego uważam, że edukacja seksualna jest jednym z największych dóbr, jakie mnie spotkały, bo dala mi świadomość możliwych konsekwencji. To nie wiedza o seksie zachęca do podjęcia przedwczesnego współżycia, lecz jej brak.

    Pewnie, wiele moich koleżanek wiodło wybujałe życie seksualne wiele lat przede mną i mają doświadczenie, którego pewnie już nigdy nie posiądę. Ale wiem też, ile z tych „razów” było po prostu beznadziejnych. Ile tych wyskoków okupiły łzami, wstydem i nienawiścią do samej siebie. Albo chorobą lub strachem o swoje zdrowie czy ciążę z kimś przypadkowym. Wolę już być nudna i nie mieć o czym opowiadać przy winie. Za to z naszej paczki to chyba ja jedna nie wstydzę się wejść do sex-shopu.

    No i na koniec jeden hit: w wieku około 24ech lat rozmawiałam sobie z kumpelą-rówieśniczką i wspomniała mi o rozmowie, jaką prowadziła z przyjaciółkami. Wszystkie od lat uprawiają seks, jedna była zaręczona. Świetnie wykształcone, jedna w kierunku biologiczno-chemicznym. Tematem ich rozmowy było: „gdzie właściwie znajduje się błona dziewicza?” Otóż ich zdaniem chyba gdzieś bardzo głęboko 🙂

  • Parę dni temu napisałam u siebie: „staram się, żeby seks nie był w domu tematem tabu. Dążę do tego, żeby dzieci ze zwykłego lenistwa będą wolały zapytać mnie, niż szukać odpowiedzi w internecie. Wiadomo, jak internet pisze o seksie, natomiast moje odpowiedzi są proste, rzetelne i dostosowane do wieku i indywidualnej wrażliwości pytającego. Liczę na to, że w tej konkurencji nie jestem bez szans.”

    Trzymaj za mnie kciuki. 😉

  • Moja dziwięciolatka jest jeszcze tak słodko niewinna, ale wiem, że to już za chwileczkę, już za momencik. Dziękuję Ci za ten post, bo widząc seksualizację otoczenia z jednej strony i brak otwartości z drugiej wiem, że z niczym mi nie po drodze. To, że rozmowa jest niezbędna nikt nie musi mnie przekonywać, ale dzięki takim postom zdecydowanie łatwiej się do niej przygotować, łatwiej nie przeoczyć tego co ważne. Pozdrawiam serdecznie.

  • Fajnie to napisałaś. Mnie jedno dziwi: dlaczego tyle mówi się o rozmawianiu o seksie z nastolatkami, a z młodszymi dziećmi jakoś się nie rozmawia na ten temat, jakby to miało im zaszkodzić. A przecież one bardzo wcześnie wyrabiają sobie jakąś opinię na ten temat, nie mówiąc o ciekawości, którą przecież mają praktycznie od urodzenia. Ja już jako dziewięciolatka miałam ambicję zgłębiania tego dziwnego tematu, który z jakiegoś powodu budzi we wszystkich takie emocje, choć daleko mi było do chęci wypróbowywania zdobytej wiedzy w praktyce. Ponieważ wszyscy dorośli udają że tematu nie ma, w tym wieku dużo łatwiej dotrzeć do pornografii i różnego rodzaju wynaturzeń niż do rzetelnej wiedzy, na którą takie dziecko jest przecież „za małe”. Później rodzic z wielkim bólem i wstydem zabiera się za rozmowę, a tu jego pociecha już dawno wszystko wie i to błędnie, a jego nie chce już słuchać bo jest mądrzejsza. Nie chodzi mi o jakieś poważne przeprowadzanie wielkiej rozmowy, bo to jest drętwe i nikt tego nie lubi, ale wtrącanie szczegółów to tu, to tam gdy akurat rozmowa zejdzie na ten temat, tak żeby dziecko wszystkiego się dowiedziało w sposób naturalny i w momencie kiedy mu temat wyda się ciekawy. Edukacja seksualna w szkołach dotycząca głównie sfer biologicznych może uchroni dzieci od ciąży, ale wiedzę na temat „jak to wszystko wygląda” dalej będą czerpały z pornografii w internecie, czyli najgorszego możliwego źródła. A przecież seks jest piękny i jest motorem tego świata, gdyby nie on, to by nas tu wszystkich nie było. Ukrywanie tego tematu i traktowanie go jak tabu czy zła koniecznego jest dla mnie niepojęte.

  • Pingback: Edukacja seksualna – jak to się robi w Polsce | Nishka()

  • Co do poczekania, to się zgodzę. Zaczęłam całkiem niedawno i nie żałuję 🙂
    Ale co do seksu z miłości to to piękna idea, ale marzenia swoje, życie swoje, cialo i fizjologia też swoje