Seksualność: tak. Seksualizacja: nie. O podstawowej różnicy między tymi pojęciami

seksualizacja

Kiedy trzy miesiące temu pisałam tekst określający malowanie paznokci małym dziewczynkom jako jeden z przejawów zjawiska seksualizacji dzieci, mąż ostrzegał mnie:

— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? Uderzysz tym tekstem w tkwiące w wielu ludziach od stuleci proste mechanizmy atawistyczne, na których budują swoją rzeczywistość i możesz potem tego żałować, spotka cię zemsta.

Byłam pewna, że przesadza. A jednak: nie mylił się.

Gdy opublikowałam tekst Malowanie paznokci małym dziewczynkom. Mamo, opamiętaj się, część osób przybyłych z innych blogów słownie mnie zlinczowała. Pierwszy i jak na razie ostatni raz w życiu musiałam usuwać komentarze.

Wbrew pozorom, czułym punktem nie były dzieci (wobec których użyłam sformułowania „obiekty seksualne”), lecz to, że próbowałam podważyć budowany od stuleci atawistyczny mechanizm, zgodnie z którym przede wszystkich uroda i seksualność pozwoli nam przetrwać, pielęgnujmy ją więc i podkreślajmy. Taka narracja wtłaczana jest wielu kobietom do dziś, ostatnio coraz młodszym i jest to związane ze zjawiskiem tzw. komercjalizacji dzieci. Na biznesie kosmetyczno – gadżetowym dla „małych kobietek” można zbić naprawdę duże pieniądze! Ja wychowuję dzieci w nieco innej narracji, o której pisałam w tekście Kult bycia pięknym.

Kiedy kilka tygodni temu Magazyn Mammazine poprosił mnie o napisanie artykułu o seksualizacji pomyślałam, że jest to dobry moment. Emocje po tamtym tekście opadły, a ja mam szansę i pretekst, by jeszcze raz – tym razem z zupełnie innej perspektywy wytłumaczyć, czym jest seksualizacja i czym różni się od seksualności (bo mnóstwo osób myli te pojęcia) i że przede wszystkim:

Zjawisko seksualizacji dzieci nie jest wymysłem Nishki! O tym zjawisku powstało wiele opracowań, raportów, o tym uczyłam się na studiach, czytałam itd.

Tyle tytułem wstępu, poniższa część ukazała się w najnowszym Mammazine – polecam lekturę całego Magazynu  🙂

Czym się różni seksualność od seksualizacji?

Pojęcie seksualności często jest mylone z pojęciem seksualizacji, tymczasem, mimo że oba odnoszą się do sfery seksualnej, oznaczają coś zupełnie innego. Tak jak pierwsze jest zjawiskiem naturalnym i nie należy go tłumić, tak drugie niesie za sobą wiele niebezpieczeństw i należy mu przeciwdziałać.

Seksualność łączy się z pojęciem istoty seksualnej. Seksualność to nagość, natura.

Odkrywanie swojej seksualności jest bardzo ważnym etapem rozwoju, to odczuwanie seksualności, świadomość bycia istotą seksualną, poznawanie, badanie i eksplorowanie swojego ciała, masturbacja, zainteresowanie genitaliami (zabawa w dorosłych, w „lekarza”, rysowanie genitaliów, wypytywanie o nie). Oswajanie się ze swoją seksualnością jest ważne dla rozwoju człowieka, nie należy swojej seksualności i cielesności tłumić, udawać że jej nie ma.

Natomiast seksualizacja łączy się z pojęciem obiektu seksualnego. Seksualizacja to gadżety i akcesoria (ubrania, bielizna, kosmetyki itd.) mające uczynić ciało atrakcyjniejszym seksualnie.

To czynienie z istoty seksualnej obiektu seksualnego, presja na to by wyglądać seksownie, podkreślanie seksowności za pomocą ubrań, makijażu, butów, akcesoriów, głównym celem tych działań jest upiększenie – czynienie atrakcyjniejszym.

Seksualizacja przeniknęła do różnych sfer życia codziennego, docierając również do dzieci, co jest zjawiskiem bardzo niepokojącym.

seksuaizacja dzieci

Przykłady seksualizacji dzieci:

– zabawki, np. lalki ubrane „seksownie”: w minispódniczki, kabaretki, węże boa, buty na szpilkach, nazwane seksownymi imion/określeniami: np. „słodziutka”
– zdobienie stringów postaciami z bajek
– konkursy piękności dla dzieci
– dziecięce ubrania zaprojektowane tak, aby podkreślały kobiecą seksualność
– kosmetyki dla dzieci:  lakiery do paznokci, błyszczyki do ust, cienie do powiek, buciki na koturnach.
– treść gazet kierowanych do kilkuletnich i nastoletnich dziewczynek, np. Bravo, Popcorn – i zawarty w nim przekaz: jak przyciągnąć uwagę chłopców gorącym i seksownym wyglądem.
– postaci z bajek ukazane jako seksowne – coraz większy dekolt – np. Pocahontas, Syrenki, parodia strptizera w Shreku2

– perfumy dla małych dziewczynek, np. reklama perfum Blackberry Cream: Małe dziewczynki uwielbiają pachnieć tak jak ich mamy.

Tego typu reklamy silnie promują uwodzenie i wykorzystywanie seksapilu za pomocą zapachu. Perfumy używane są w celu podkreślenia swojej atrakcyjności i seksualności, „dedykowanie” więc perfum małym dziewczynkom niepokojąco zaszczepia im owe pragnienie bycia atrakcyjną seksualnie.

W 2007 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne przygotowało raport dotyczący seksualizacji dzieci ukazujący, jak zjawisko seksualizacji niepostrzeżenie przeniknęło do poszczególnych sfer naszego życia codziennego. Polecam stronę Stowarzyszenia Twoja Sprawa, które raport udostępnia TUTAJ.

W raporcie podane są przykłady seksualizacji dziewcząt, pomagające wyjaśnić definicję tego zjawiska:

 Wyobraź sobie 5-latkę, spacerującą po deptaku, w krótkiej koszulce z napisem „Flirt.”

 -> narzucanie dziewczynkom seksualności dorosłych

Zastanów się nad poradami, jakie magazyny dają dziewczynkom, będącym jeszcze przed okresem dojrzewania, na temat tego, jak wyglądać seksownie i zdobyć chłopaka, zrzucając 5 kilogramów oraz prostując włosy.

-> trend bycia seksi

Wyobraź sobie, że trener lub lokalny dziennikarz podkreśla seksapil dziewcząt z drużyny piłki nożnej, aby wzbudzić zainteresowanie widzów.

-> seksualność oceniana jest wyżej niż inne, istotne cechy

Pomyśl o reklamach, które przedstawiają kobietę jako małą dziewczynkę z kucykami i falbankami, w dorosłych pozach seksualnych.

-> ukazanie seksualnego uprzedmiotowienia dorosłych modelek, dziewczęcość poddana seksualizacji

W raporcie wyróżnione są trzy wymiary, w których odbywa się seksualizacja dzieci, zwłaszcza dziewcząt:

1. Wymiar społeczny: normy kulturowe, oczekiwania i wartości

Kultura przepełniona jest „zseksualizowanymi” obrazami dziewcząt (np. stroje typowo kobiece: spódniczki mini, buty na obcasach, dorosła bielizna itd.)

cel: ukazanie, że seksualizacja jest zjawiskiem dobrym i normalnym

Im więcej takich obrazów w reklamach, filmach, serialach i innych elementach przestrzeni publicznej i kulturowej, tym w większym stopniu zostaje uznana za naturalne.

2. Wymiar interpersonalny: rodzina, rówieśnicy zachęcające dziewczęta do bycia seksownymi i jako takie je traktującymi.

Sposób, w jaki rodzic reaguje na prośby dziecka np. o pomalowanie paznokci, zakup „seksownych” ubrań, to w jaki komentuje rzeczywistość, czyli np. przepełnione seksem teledyski (analiza treści teledysków wskazuje, że między 44% a 81% teledysków zawiera obrazy o treści seksualnej) ma duży wpływ na to, w jakim stopniu dziecko zostanie poddane seksualizacji.

3. Samoseksualizacja

Gdy dziewczynki zostają nagradzane (np. w postaci pochwał) za swoje zseksualizowane zachowanie i wygląd to najprawdopodobniej zinternalizują te normy i będą dążyć do samoseksualizacji, np.:

— Chcesz być jak mama i mieć pomalowane paznokietki? Dobrze, kochanie, och moja mała kobietka!

— Chodź, zrobimy dziś babski wieczór, pomalujemy się, poprzebieramy za kobietki, będzie tak wspaniale!

— Och, ty moja słodka zalotnico, popatrz jak ona ślicznie trzepocze tym rzęskami!

Dziewczynki czując, że otoczenie zwraca na nie uwagę gdy wyglądają „seksi”, zauważa je i chwali chcą wzmacniać to zachowanie.

Narzucanie dzieciom dorosłej seksualności

Kiedy w czerwcu pisałam we wspomnianym na wstępie tekście:

Najbardziej niepokojące jest to, że malując dziewczynce paznokcie czyni się z niej nie tylko małą kobietkę, ale małą słodką kobietkę – lolitkę. Malowanie kilkuletnim dziewczynkom paznokci jest zawoalowaną formą czynienia z nich seksbomb i obiektów seksualnych. Jestem taka słodka, taka rozkoszna, taka urocza, do schrupania.

Głównym argumentem osób, które się ze mną nie zgadzały było:

— Dlaczego mam zabronić dziecku naśladowania mnie? Moja córka chce być jak mama, co w tym złego?

Bez wątpienia: naśladowanie rodziców jest jednym z etapów socjalizacji. Dzieci naśladują dorosłych: ich mimikę, sposób mówienia, gesty i zachowania, udają, że są małymi kucharkami, ogrodnikami, majsterkowiczami itd. Pewne zachowania są jednak przeznaczone wyłącznie dla dorosłych: dzieci nie mogą np. pić kawy, kolorowego drinka ze słomką,  wkręcać żarówki do lampy czy rąbać drzewa siekierą. Tak samo jak nie powinny malować paznokci, nakładać butów na obcasach czy stringów.

Rodzice są po to by ustalać dziecku granice i wskazywać, co jest dobre a co złe. Rodzice są drogowskazem. Moda na czynienie z małych dziewczynek kobietek, z dzieci dorosłych, skraca im dzieciństwo. Dajmy dzieciom cieszyć się dzieciństwem. Niech odkrywają w sobie istotę seksualną, ale nie budźmy w nich potrzeby bycia „seksi”.

Komentarze:

  • „Dlaczego mam zabronić dziecku naśladowania mnie? Moja córka chce być jak mama, co złego w tym widzisz?”
    Dlatego najlepiej ubrać córkę w miniówę, do jednej ręki wsadzić butelkę z piwem, a do drugiej fajka. O rany, co za ludzie.

    • Przeczytaj raz jeszcze artykuł ze zrozumieniem.

      • Jak spojrzysz dokładnie na ten komentarz to między wersami pojawiają się hashtagi #ironia i #sarkazm 🙂 Tylko trzeba się długo przyglądać 🙂

  • Joanna

    Nishko, zdajesz sobie sprawę, że czeka Cię kolejna fala ostrej krytyki? Przyjmij więc słowa wsparcia: nie ja jedna cenię Cię za zdrowy rozsądek i kulturę wypowiedzi. Uwielbiam to, co i jak piszesz. Nie przestawaj!

  • To, w jak bardzo złą stronę idzie świat widać najbardziej właśnie po tym, na co rodzice kreują własne dzieci. Ludzie zauważają, że liczba pedofilii wzrasta, ale gdzieś im umyka to, że coraz częściej widać wszędzie bardzo małoletnie „stare maleńkie”. To co dla wielu (niedojrzałych i nieodpowiedzialnych) rodziców jest zabawne (pomalowane paznokcie u dziecka, buciki na obcasach, kabaretki, koronki, wulgarne pozy), to dla chorych umysłów będzie bodźcem! To tak, jakby niewytresowanemu, zagłodzonemu psu pokazać kiełbaskę – będzie czekać na pozwolenie, czy skorzysta z okazji?

    • Pedofile to jedna sprawa, ale mnie niepokoi to, co się dzieje w główkach takich dzieci, które postrzegają się przez pryzmat bycia atrakcyjnym seksualnie. To raczej nie prowadzi do niczego dobrego. Z drugiej strony temat SEKSUALNOŚCI jest obrośnięty TABU. Te dzieci gubią się w tym.

      • To bardzo prosta sprawa. To co się stanie w ich główkach to poczucie niższości, które będzie skutkowało nałogami, depresjami, wdawaniem się w związki oferujące przemoc lub romansami. Będą robić to wszystko by podnieść poczucie własnej wartości, ale złymi sposobami.

        • Niestety właśnie tak to się może skończyć 🙁

  • Bardzo mi się podobał tamten Twój tekst Nishko (ten oczywiście też jest rewelacyjny ;)) i muszę Ci napisać, że dopiero po jego lekturze zaczęłam patrzeć na paznokcie małych dziewczynek w okolicy i z przerażeniem odkryłam jak wiele z nich jest pomalowanych! Ja wciąż tego nie rozumiem, bo jak już ktoś maluje dziecku paznokcie to czemu nie robi jednocześnie make-up na buzi czy nie farbuje włosków? Czym to się niby od siebie różni?!

    • Asiu, gdy byłam nad morzem widziałam mnóstwo dzieci z wymalowanymi paznokciami, w strojach kąpielowych w panterki i klapeczki na obcasach. To było smutne 🙁

  • Marta

    A mnie zastanawia jedno – zupełnie inny temat, ale jestem bardzo ciekawa Twojego zdania: czy prowadzenie bloga parentingowego, w którym raz po raz pokazujesz zdjęcia swoich dzieci, niemal dzień po dniu, piszesz czułe treści do dzieci, opowiadasz ich historie, ich wpadki i rozterki – czy to jest fair wobec dzieci? Dlaczego dziecko, jako odrębna osoba ludzka nie może zdecydować samo czy chce zaistnieć w sieci jak będzie już dojrzałe? Jestem trochę przerażona skalą zjawiska – mamusie wykorzystujące swoje dzieci do budowania własnego wizerunku i popularności. Wydaje mi się to nieodpowiedzialne. Czy to nie jest również pewien rodzaj komercjalizacji dzieci?

    • czytelniczka

      A Pani to tego bloga czasem czyta czy tak sobie wygooglała na chybił trafił, żeby ponarzekać? Bo tak się składa, że Nishka NIE pokazuje zdjęć swoich dzieci, a jeśli już, to tak, żeby nie dało się ich rozpoznać (nie widać twarzy). Co do innych spostrzeżeń też mam wątpliwości.

      • Dziękuję, Czytelniczko 🙂

        • Kasia S.

          A ja myślę, że Czytelniczka nie zrozumiała Marty, a Ty, Nishko, nastawiona, że i tym razem spotka Cię krytyka, trochę zbyt pochopnie powtórzyłaś jej ocenę.
          Moim zdaniem Marta niczego Ci nie zarzucała, tylko pisała ogólnie. Zauważyła jakieś zjawisko i po prostu była ciekawa Twojego zdania na temat tego zjawiska. Może uznała inne Twoje wypowiedzi za mądre i wartościowe, więc chciała poznać Twoje stanowisko w tej sprawie? (Choć mam wrażenie, że już się wypowiadałaś na ten temat, ale Marta mogła nie doczytać).
          Tak to odebrałam.

          • Guest

            Może i masz rację Kasia, ale z drugiej strony Nishka pisała już o tym kilka razy, więc pytanie ją o zdanie w tym temacie dobitnie pokazuje, że ten komentarz napisał ktoś, kto na tym blogu jest pierwszy raz. Gdyby mu naprawdę zależało na odpowiedzi, to znalazłby ją używając opcji Szukaj.

          • Kasiu, masz rację, rzeczywiście źle to zrozumiałam ale to dlatego, że Marta użyła drugiej liczby osoby pojedynczej (mhm, czy to tak się określa?:) wyglądało to więc że zwraca się do mnie.
            A ja najwyraźniej rzeczywiście jestem trochę przewrażliwiona, bo pamiętam co się działo przy tekście o seksualizacji trzy miesiące temu. Idę odpowiadać Marcie, bo widzę, że też zabrała w tej kwestii głos 🙂

    • Marto, chyba rzeczywiście trafiłaś tu przypadkiem, bo ja NIE pokazuję zdjęć swoich dzieci, o czym pisałam tutaj http://www.nishka.pl/dlaczego-nie-publikuje-na-blogu-zdjec-moich-dzieci/

      Nie piszę o ich rozterkach i „czułych” treściach, każdy temat z nimi konsultuję. Jedynym tematem, który był dość mocny i opisywał prawie że intymne doświadczenia to był tekst o Cyberprzemocy, ale zrobiłam tu ku przestrodze dla innych rodziców. Jeżeli piszę o swoich dzieciach to ma to formułę żartu i jest brane w nawias. Jeżeli piszę ogólnie o tematach wychowawczych – to ma to z kolei formułę socjologiczno-psychologiczną i dotyczy dzieci OGÓLNIE.

      • Marta

        Hej dziewczyny, przepraszam, ale chyba z mojej winy zupełnie się nie zrozumiałyśmy 🙂
        1. Czytam cały czas i absolutnie uwielbiam Twojego bloga! Jesteś niesamowite w formie i treści, jest to jeden z moich ulubionych blogów. 🙂
        2. Jeśli chodzi o spór z Makóweczkami apropos tematu powyżej – masz 100% racji, którą niestety nie każdy jest w stanie zrozumieć. Ty coś tłumaczysz jasno, coś naturalnego i normalnego, a ktoś inny (być może głęboko dotknięty i poruszony) sprzeciwia się ponieważ nie chce przyjąć do wiadomości trudnej prawdy. Jesteś wielka, ponieważ potrafisz mądrze i z własnym zdaniem skonfrontować to.
        3. Idąc tym tokiem myślenia o komercjalizacji dzieci przyszedł mi do głowy kolejny temat i jestem nadal bardzo ciekawa Twojej opinii. Wiem, że u Ciebie na blogu tego nie ma, więc zapewne świadomie wybrałaś inną drogę. Ale inne błogi związane z dziećmi (np. Makóweczki) wykorzystują wizerunek swoich pociech do zdobywania popularności, a co za tym idzie korzyści z bloga. Dlatego zastanawiam się czy to jest moralnie akceptowalne? Czy dzisiejszy świat nie pozawala na za dużo? Pozdrawiam bardzo serdecznie i przepraszam jeszcze raz, jeśli poprzedni komentarz był napisany nie w tonie, można spokojnie skasować 🙂

        • Marta

          PS. Nie znalazłam na blogu tego tematu – nakierujcie mnie. Dzięki! 🙂

        • Marto, teraz, po Twoim wytłumaczeniu wszystko rozumiem: zastosowałaś po prostu zabieg stylistyczny na zasadzie „piszesz, publikujesz, sądzisz” mówiąc o „wyimaginowanej osobie” a my to odebraliśmy jako komunikat bezpośrednio do mnie 🙂

          Spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytanie i oczywiście nie jest to proste zadanie. (to chyba temat na oddzielny tekst). Najpierw należy zastanowić się, czym jest komercjalizacja.

          Używając w tekście tego określenia miałam na myśli ogólne zjawisko, które można zamknąć w słowach DZIECI TO WIELKI I PEŁEN NADZIEI RYNEK ZBYTU. Producenci widzą w dzieciach konsumentów i kierują do nich określone gadżety, kosmetyki itd. Dzieci stały się grupą, na której można zarobić bardzo dobre pieniądze. Poza tym to właśnie dzieci mają ogromny wpływ na decyzje konsumenckie rodziców, sama jestem tego przykładem: u nas to zwykle one wrzucają do koszyka jogurty, soki, słodycze i podpowiadają jaki telefon i mark butów jest dobra etc. To w dużej mierze do dzieci kierowane są reklamy, to pod dzieci przygtowuje się kampanie reklamowe. W USA rocznie wydaje się aż 15 miliardów dolarów na marketing skierowany do dzieci!
          Wytwarza się więc w dzieciach określone pragnienia i preferencje i jest tego więcej i więcej. Nie wystarczy już, żebyś miała jedną parę butów, 4 co najmniej! itd it itd

          Ogólnie nie uważam zjawiska komercjalizacji dzieci za „złe”. Każdy ma
          przecież prawo zrezygnować z zakupu określonych produktów, nie poddać
          się woli dziecka, nie ulec mu w sklepie td. To od nas zależy jak sobie z
          tym poradzimy. Jako konsumenci mamy wolny wybór, nikt nas do niczego
          nie zmusza. Rozumiem też, że niektórzy mają ochotę mieć mnóstwu ubrań, butów i zabawek – ich prawo.

          Wydaje mi się, że to, co robią blogerki nie jest komercjalizacją dzieci, a jedynie odpowiedzią na to. Ich blogi są tylko nośnikiem tych reklam, które są z kolei jednym z elementów składowych procesu komercjalizacji.

          Pytasz, czy to jest moralnie akceptowalne. Na to pytanie nie odpowiem Ci, bo nie mi to oceniać. Wydaje mi się, że te blogerki nie krzywdzą swoich dzieci. Nie zaciągają ich siłą do zdjęć, nie publikują zdjęć kompromitujących dzieci itd

          Ja podjęłam decyzję, że nie publikuję zdjęć dzieci. Ale nie chcę krytykowac tych, którzy to robią. Ogólnie jestem zwolenniczką nie oceniania innych. „Niech pierwszy rzuci kamień..”.

          Chyba, że jestem świadkiem że komuś dzieje się krzywda. W zjawisku komercjalizacji dzieci prowadzącej do seksualizacji dzieci widzę coś złego i niepokojącego i dlatego ten temat podniosłam.

          Mam nadzieję, że to co napisałam jest w miarę zrozumiałe? Będę jeszcze o tym myśleć i może napiszę o tym tekst. Jeżeli ktoś ma ochotę coś dodać, zapraszam do dyskusji. Proszę jednak o nie podawanie konkretnych nazw blogów, nie chcę, żeby przerodziło się to znów w jakąś personalną sprzeczkę miedzyblogową.

          To pisałam ja, pokojowo nastawiona Nishka 😉

          • Marta

            Dzięki Nishka 🙂 Jeśli mogę, to chciałabym sprecyzować co mnie najbardziej zastanawia: osoba, która prowadzi bloga (podkreślam, że nie piszę oczywiście o Tobie, tylko o jakichś tam innych blogerkach) wrzuca zdjęcie swojego dziecka 3 razy w tygodniu. Przenieśmy się wiec 20 lat w przód: dziecko (już nie 😉 szuka pracy, pracodawca zagląda w google – a tutaj wszystkie informacje o kandydacie, przekrój rozwoju kandydata w okresie paro lub paronastoletnim na blogu, na forach, na fejsie, słodziutkie zdjęcia z mamusią, opisy chorób, sytuacje, kiedy zaczął mówić, jakie ma problemy itp itd. Dlatego właśnie zastanawiam się dlaczego mamy to robią? Przecież to może mieć ogromny wpływ na przyszłość dziecka. Czy taki dorosły Wojtuś będzie zadowolony, że całe jego życie młodzieńcze było ogólnodostępne w internecie (nawet w części)? Czy jego żona będzie z tego zadowolona? Dlaczego dziecko, jako osobna jednostka, nie może sama zdecydować o swojej anonimowości? Nishka, będzie super jeśli kiedyś kiedyś coś o tym napiszesz. Pozdrawiam bardzo serdecznie! 🙂

          • Marta

            Wydaje mi się, że to trochę tak, jak z dziećmi sławnych osób. Tak czy siak w końcu jakieś zdjęcia przeciekną i potem potencjalny pracownik ma problem.

          • Marto, nie wiem czy o tym napiszę, bo nie lubię się czepiać innych a to byłby tekst czepialski i tak jak napisałam w powyższym komentarzu „niech pierwszy rzuci kamień..”.
            Napisałam natomiast tekst o tym Dlaczego JA nie publikuję zdjęć dzieci na blogu, dostępny jest tutaj: http://www.nishka.pl/dlaczego-nie-publikuje-na-blogu-zdjec-moich-dzieci/ i myślę że to wystarczy. Kto chce, może moje przemyślenia odnieść do siebie, kto nie chce, nie musi.
            🙂

  • Jest coś niepokojącego w zmieniającej się świadomości dorosłych w temacie, o którym piszesz. Krok po kroku przesuwana jest coraz bardziej granica co wolno, a czego nie. Co jest dobre, a co złe. Wydaje się, że nie ma co robić wielkiego halo o spódniczkę kilka centymetrów krótszą, czy psiknięcie od czasu do czasu perfumami, ale jeśli spojrzymy bardziej ogólnie to takie właśnie niewielkie ustępstwa powodują, że po jakimś czasie łapiemy się za głowę patrząc na niejedno dziecko.

    • I najgorsze, że im częściej pewne zachowania są powtarzane, im więcej jest ich widocznych, im bardziej stają się powszechne, tym w domyśle bardziej „normalne”.
      Gdy byłam kilka tygodni temu nad morzem widziałam dużo takich „małych dorosłych” (paznokcie, buciki na obcasach i ogólnie taki sam strój jak mamy tylko o kilka rozmiarów mniejszy) dziewczynek. Mam nadzieję, że nie stanie się to normą :/

  • Solhem

    Ja uważam że nie można popadać ze skrajności w skrajność. Seksuaizacja dzieci to coś okropnego w przypadku kiedy robi się z dziewczynek małe modelki. Ale ja jako mama myślę ze rozmowy i uświadamianie dzieci jest ważne i to jak my podchodzimy do tego typu rzeczy. I malowanie paznokci to najmniejszy problem z tym związany ponieważ wiele mam nie podchodzi w ten sposób do tego i jest to dla nich tak naturalne jak fakt ze dziewczynki bawią się lalkami. Wiec widząc dziewczynę z pomalowanymi paznokciami nie linczujmy jej matki. Bo to nie świadczy obrazu ze robi z niej mała pudernice. Pozdrawiam

    • Oczywiście, że mamy, które malują dzieciom paznokcie podchodzą do tego bez złych intencji i jak piszesz „jest to dla nich tak naturalne jak fakt ze dziewczynki bawią się lalkami” .
      Absolutnie nie jest moim zamiarem linczowanie ich.Jestem przekonana, że gdyby wiedziały (czyli zrozumiały, przyjęły do wiadomości i zaakceptowały), że takie zachowanie składa się na zjawisko seksualizacji dzieci to by się na to nie zdecydowały. Dlatego właśnie piszę o tym, żeby do nich dotrzeć 🙂

  • Joanna Karpińska

    no to ja Wam powiem na pocieszenie coś, co powiedziała słynna Baśka Kwarc na swoim blogu
    : „dzieci mają się zachowywać jak dzieci, a nie jak alfonsy” 😀 pozdrawiam

  • Ja się zgadzam z Tobą w zupełności. Bardzo ważne teksty. Gdy moja mała córka tak baaardzo chce mnie naśladować, to pozwalam jej malować sobie paznokcie „na niby”. Czyli niewidzialnym pędzelkiem nakłada sobie niewidzialny lakier. Wie, że malowanie paznokci jest „dla dorosłych” i, że mama kiedyś ją nauczy malowania paznokci i makijażu. Kiedyś. Potrzebę naśladownictwa zaspokajam więc w ten sposób. Kawę też pija niewidzialną.

    • „Na niby”: bardzo dobry sposób 🙂
      Btw, ja chyba powinnam zacząć jeść na niby słodycze, bo ostatnio jem zdecydowanie za dużo prawdziwych 😀

      • Ja też, szczególnie wieczorami 😉 I to najprawdziwszych. Z najprawdziwszym białym cukrem co najgorsze 😉

  • Droga Nishko, nie wiem czy się ucieszysz czy nie, ale właśnie kogoś zresocjalizowalaś 😉 – tak mnie
    po pierwszym tekście zdecydowanie oponowałam, choć w domowym zaciszu
    po tym tekście zaszła drastyczna zmiana – podałaś ze spokojem argumenty, których odrzucić się po prostu nie da (można udawać, ściemniać ale prawda to prawda)
    jestem w drugiej ciąży, jest 50% szans na dziewczynkę, więc wiedz, jeśli się potwierdzi na 100% będzie o jedną dziewczynkę mniej z pomalowanymi paznokciami, w dużej mierze dzięki Tobie 🙂

    • Droga Mamo Snikersika 🙂 Bardzo dziękuję za ten komentarz! Bardzo się cieszę, że tak przyjęłaś mój tekst. Może rzeczywiście tamten pierwszy brzmiał zbyt agresywnie (zwłaszcza tytuł i początek – choć nie miałam złych intencji). W tym starałam się podać, tak jak zauważyłaś, ze spokojem argumenty. Zdaję sobie na pierwszy rzut ka sprawę, że ta „teoria” wygląda brzmi dziwnie i w pierwszej chwili chce się protestować, ale moim zdaniem to ma naprawdę sens. Czasem trzeba umieć przyjąć zupełnie inną wizję świata i „zrewidować” własne poglądy. Ja też w wielu sprawach zmieniałam zdanie i nawyki po tym jak ktoś wystosował wobec mnie racjonalne argumenty.
      Życzę lekko noszonej ciąży, pozdrawiam ciepło! :))

  • Manda rynka

    Oglądam sobie ostatnio „M jak miłość”, a tam jedna dziewczynka (na oko 10 lat) mówi do drugiej:
    – Chodź pokażę ci lakier, który dostałam w prezencie od mamy! Z brokatem!
    A mama stoi dumna i zadowolona.
    Od razu przypomniał mi się Twój (jeśli można na Ty) tekst, Nishko i zapaliła się czerwona lampka. Być może po emisji tego odcinka inna mała dziewczynka poprosi swoją mamę o lakier z brokatem. Niepokojące. 😛
    Btw. niezły masz wpływ na psyche 😀

    • Doskonały przykład, to właśnie ten pierwszy wymiar seksualizacji, które wymieniam (oczywiście za raportem amerykańskim, nie ja jestem autorką rozróżnienia tych wymiarów), czyli wymiar społeczny. Skoro w serialu 10-latka maluje paznokcie to jest to zupenie normalne i naturalne!

      PS: Jasne, że można na Ty :)))

  • Hania

    W moim wychowaniu nie było ani krzty seksualizacji, wręcz przeciwnie – wyglądasz, to minus, wiesz, to plus. Zbyt często chyba moi rodzice negowali kogoś tylko za to, że dobrze wygląda, że przywiązuje wagę do wyglądu. Staram się to wypośrodkować, nadal być daleko od kultu piękna i seksualizacji, ale też wyrabiać nawyki związane z dbaniem o siebie. Na przykład perfumy – nie mówię, perfumując się, że to dla taty, dla bycia atrakcyjną, ale dlatego, że lubię wokół siebie czuć ten zapach. Bo tak jest. I mam nadzieję, że dzięki temu moje córki będą dbały o siebie dla siebie a nie dla bycia obiektem… Może podpowiesz coś w tym kierunku, jakie Ty masz do tego podejście? Bo w spojrzeniu na seksualizację zwróciłaś mi kolejny raz uwagę na ważne aspekty. Dziękuję

    • Haniu, najpierw polecam Ci dyskusję, która się wywiązała pod tekstem Kultu Bycia Pięknym, oto link do tekstu: http://nishka.pl/kult-bycia-pieknym/ Padło tam wiele mądrych komentarzy, z których np. wynikało że nie należy całkowicie negować swojego wyglądu i skupiać się wyłącznie na wnętrzu, duchu i umyśle. Poczytaj sobie, polecam 🙂
      A jak będziesz miała jeszcze jakieś wątpliwości, śmiało pytaj! Jeżeli tylko będę znała odpowiedź na Twoje pytanie – postaram się jej udzielić 🙂

      PS: Czy mogę wiedzieć, ile masz lat?

  • Brawo! Polać Ci trzeba Nishko! Kłaniam się nis(h)ko Nishko!
    Tylko czego polać? 😉

  • Hej Nishko, czytałam i pierwszy i powyższy artykuł. Zgadzam się w wielu punktach z tym, co piszesz, otworzyłaś mi (i mam nadzieję, że wielu innym osobom również) oczy na temat „seksualizacji”. Sama często przyglądałam się tym „seksownym” ciuszkom dla małych dziewczynek, czy reklamom perfum lub innych kosmetyków dla dzieci, i zadawałam sobie pytanie, czy to ze mną coś jest nie tak, bo nie sądzę, by takie przekazy były dobre dla naszych maluchów. Zwłaszcza, że w moim otoczeniu, dla wielu osób „seksualizacja” jest jak najbardziej ok.

    A co do agresywnych i hejterskich komentarzy, kasuj ino świst i nie przejmuj się nimi! Jedni lubią wyrażać swoją opinie (co jest oczywiście ok), inni zaś tylko pisać bzdury, by zadawać ból. 😉
    Pozdrawiam!

  • Julia

    Bardzo podoba mi się Twój blog oraz przeczytałam większość Twoich postów. Lecz nie zgadzam się z Tobą w tych dwóch (przytoczonych do góry) tekstach. Co powiesz na taką sytuację: moj bratanek (lat 3.5) był u mnie na wakacjach. Jesteśmy bardzo ze sobą zżyci. Pewnego dnia mój Piotruś zapytał co mam na paznokciach. Wytłumaczyłam mu, że to jest tylko dla dziewczynek, że jego tata nie maluje sobie paznokci ale ze względu na to że Piotrek jest bardzo uparty wzięłam buteleczkę z lakierem i udawałam że maluje mu paznokcie. Później on był zachwycony (i troszkę naiwny :p) i wszystkim się chwalił. Czy takie zachowanie według Ciebie jest dziwne lub może niepokojące? Pozdrawiam Cię serdecznie! Rób dalej to co robisz 🙂

    • Nie, moim zdaniem takie zachowanie nie jest dziwne. Chłopiec ma w sobie ciekawość świata a Ty ją zaspokoiłaś. Poza tym Ty mu ich nie pomalowałaś, bo tak jak napisałaś: „wzięłam buteleczkę z lakierem i UDAWAŁAM, że maluje mu paznokcie.”

      więc wszystko ok 🙂 Pozdrawiam!

  • karjola

    A ja myślę,że dużą robotę w useksualnianiu robią gazety o których wspomniałaś. Ja nie wiem czy Bravo i Popcorn jeszcze istnieją.ale to co oni tam prezentują i do czego zachęcają nastolatki jest przerażające. Pamiętam,że miałam kategorycznie zabronione kupowanie tych gazet. A potem jak już mogłam, to stwierdziłam,że na taką głupotę to mi szkoda tych 2zł:)Ale nastolatka czyta i wnoskuje:powinnam się malować, kurcze seks..a ja jeszcze nie. Pamiętam,że podczytując u koleżanek,sama parę razy dałam się nabrać..

  • Ludzie zawsze miotają się od skrajności w skrajność. Nasi rodzice nic nam nie mówili o seksualności i był to był temat tabu, a teraz nasze pokolenie przegina w drugą stronę robiąc z dzieci lolitki. Niech każdy uderzy się w pierś, i przypomni sobie czego się dowiedział o tym od naszych rodziców. Brak wiedzy szkodzi, wiedza z niewłaściwych źródeł również. A to wszystko pod patronatem WHO, które już każe 4 letnie dzieci uczyć o masturbacji, ponieważ badania wykazały (zapewne Amerykańskie), że dziecko w tym wieku zdążyło zaczerpnąć wiedzy z internetu i telewizji, gdzie jak wiadomo mamy kult seksu. Nie wiem jak wam, ale mi się to po prostu nie podoba.

    • Maggie S-B

      Wątpię,żeby to były badania amerykańskie.Amerykanie są bardzo konserwatywni pod tym względem.

      • Kasia Nowacka

        nie, amerykanie są bardzo spolaryzowani. i tych konserwatywnych nie ma aż tak wielu. a poprawność polityczna w tym względzie jest jedna.

  • Kacper Cybuch

    W temacie – widziałaś Dove „Onslaught”? Pozwolę sobie zaspamować, bo wrzucałem to parę miesięcy temu http://haniachcepatyka.pl/2014/01/masz-corke/

  • Marysia Zając

    Amerykanskie towazystwo psychologiczne. Traktuje pedofili jako ofiary. Z tym tez sie zgadzasz?

  • Justyna

    Bardzo ciekawy tekst i w 100% się zgadzam. Pozdrawiam
    (Pierwszy raz wpadłam na Twojego bloga, ale z pewnością będę wracać.)

  • Masz rację, chociaż temat jest śliski – kiedy ktoś na szersze wody puścił mi to: http://takasobiematka.wordpress.com/2014/08/23/reserved-kids-coz-nie-baudzo/,okazało się (co do dziś nie mieści mi się w mojej, może faktycznie spaczonej, głowie), że dla wielu osób komentujących to zdjęcie w ogóle nie jest seksualne. Ja nie wiem, może u was takie dziewczynki rzeczywiście chodzą po placach zabaw?

  • Seksualizacje jest patologią XXI wieku. Pruderia, która powoduje liczne i straszne dewiacje seksualne, jest z kolei patologią ostatnich tysięcy lat. Niedopieszczenie społeczeństwa zaowocowało szukaniem seksu tam, gdzie go nie ma, nienawiścią do własnego ciała, wstydem, obłudą i w rezultacie zachowaniami absurdalnymi. Jestme wrogiem wszelkich paraoj, nieważne w którą stronę się kierują. O jakich paranojach mówię? Proste: np. bicie dzieci… Gdyby przez tysąclecia rozwoju cywilizacji dzieciaki nie dostawały co jakiś czas klapa przez pieluchę, wymarlibyśmy bardzo szybko, jako gatunek psychopatów i socjopatów. Z drugiej strony mamy w społeczeństwie wiele „osób” dla których klap przez pieluchę nie różni się niczym od rzucenia dwulatkiem o ścianę. Dlatego, by nie musieć tłumaczyć szczegółów rodzicom patologicznym, przyjęto odgórną zasadę, że dziecka to nawet kwiatkiem nie można… To samo jest z seksualizacją dzieci. Dzisiejsze babcie uważają, że seksualizacją jest puszczanie dwuletniej dziewczynki nago po plaży. Nie droga babciu, to właśnie jest pozwalanie dziecku na bycie dzieckiem – zakładanie małej dziewczynce staniczka z cekinami – to jest seksualizacja. Przeginamy, przesadzamy, koloryzujemy. Równowagę osiągniemy gdy wymrze pokolenie wstydzących się własnych ciał, a dorośnie pokolenie tych, dla których nagość jest naturalna, dziecko to dziecko, a dorosły to dorosłym który od dziecka wie, że jest istotą seksualną.

  • Cześć Nishko!
    Dziękuję Ci za ten tekst i poprzedni o malowaniu paznokci dzieciom. Ilość hejtu w komentarzach potwierdza oczywiście to, że ludzie alergicznie wręcz reagują na to, co podważa ich dobre samopoczucie i mniemanie, że ich działania są słuszne. Przykre, że musiałaś tę falę nienawiści przyjąć „na klatę”, tym bardziej należą Ci się wyrazy uznania 🙂
    Nie mam dzieci, ale moje zainteresowania zawodowe dotyczą również kwestii seksualizacji dziewcząt. Przeraża mnie to, jak szybko przeszliśmy – jako społeczeństwo – od jasnych granic między dzieciństwem a dorosłością (chociażby to, kiedy wolno się malować) do tłumaczeń w stylu „dziewczynka uczy się od mamy kobiecości, uczy się podkreślać własną kobiecość”. Na litość, jaką kobiecość? Czy jedyne, co matka ma do przekazania dziecku to instruktaż, jak się malować, który salon kosmetyczny najlepiej reguluje brwi i robi pedicure? Czy jest to wiedza, bez której w przyszłości młoda kobieta nie poradzi sobie w życiu? Społeczeństwo buntuje się przeciwko przedwczesnym uświadamianiu i edukacji seksualnej dzieci; czy w przypadku małych umalowanych, ufryzowanych dziewcząt również nie mamy do czynienia z wiedzą wykraczającą poza ich potrzeby? Czyje oko tak naprawdę cieszy umalowana dziewczynka w majteczkach z napisem „zadzwoń do mnie” – rodziców? przechodniów? W którym momencie postanowiono, że takie majtki będą właściwsze od równie kolorowych w paski albo w truskawki? I w którym momencie dziewczęta zaczęły nabierać takiego przekonania?
    Cała rzesza marketingowców pracuje nad tym, by rodzice uznali takie gadżety za niewinną zabawę. Dzieci to rewelacyjni konsumenci – jak odmówić, kiedy tak bardzo prosi? Kiedy „zestaw małej księżniczki” z brokatowym cieniem do oczu i mini-mascarą tak ładnie się uśmiecha zza lady?
    Być może już to widziałaś, ale polecam Ci wykład Jean Kilbourne „Killing us softly 4”. Dotyczy on reklam i wizerunku kobiet, ale jest też spory fragment poświęcony dzieciom. Podobnie trzy bardzo dobre książki: „Getting Real: Challenging sexualisation of girls”, „So sexy, so soon” oraz wydany po polsku „Efekt Lolity” – o tym ostatnim nawet pisałam, jeśli Cię zainteresuje temat, to pewnie znajdziesz tekst w odmętach internetu 🙂
    Tak na koniec mi się przypomniało – druga strona seksualizacji dzieci: koszulki dla chłopców z napisem „Little Pimp”. Brrr….
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Aniu, serdecznie dzieki za tak mądry komentarz i polecenie książek i wykładów! Z chęcią wgłębię się w nie.
      Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  • Pingback: Kult bycia pięknym | Nishka()

  • mad”

    natknęłam się ostatnio na Twój wpis – a tu dziś, kilka dni później, takie kwiatki: http://pudelekx.pl/to-bedzie-najpiekniejsza-modelka-swiata-galeria-35431 . Przy niektórych zdjęciach i makijażu ręce opadają…

  • Pingback: Seksualność? Poproszę. | Ruda Karma()

  • posi

    Dla mnie to starszne – cały czas jesteśmy atakowani tematem seksu. Telewizja radio prasa. Polecam uwadze http://www.znanylekarz.pl/blog/seksualizacja-z-zycia-wziete/

  • Kinga

    „Zjawisko seksualizacji dzieci nie jest wymysłem Nishki! O tym zjawisku powstało wiele opracowań, raportów, o tym uczyłam się na studiach, czytałam itd.” – Nishko, czy mogłabyś zatem polecić jakąś literaturę? Strasznie zainteresowałaś mnie tym tematem.

    • Kingo, znajdziesz ciekawe pozycje w raporcie, do którego linkuję. Tzn tam są wymienione, a poszukać musisz ich sama..Mam też gdzieś zapisane dwa fajne tytuły, ale muszę je najpierw odnaleźć, dam znać.
      Poniżej jedan z komentatorek (Anna Kramarz) również wskazuje „wykład Jean Kilbourne „Killing
      us softly 4”. Dotyczy on reklam i wizerunku kobiet, ale jest też spory
      fragment poświęcony dzieciom. Podobnie trzy bardzo dobre książki:
      „Getting Real: Challenging sexualisation of girls”, „So sexy, so soon”
      oraz wydany po polsku „Efekt Lolity””

      • Kinga

        dziękuję serdecznie, zabieram się za poszukiwania i lekturę 🙂

  • Pingback: Jak mi się pracowało w redakcji gazety i dlaczego zostałam blogerką? | Nishka()

  • Leeni

    W zasadzie masz bardzo dużo racji, a Twój wpis jest bardzo mądry, ale czy nie demonizujesz trochę tych nieszczęsnych paznokci? Jeśli np. sześciolatka prosi o pomalowanie paznokci, bo lubi różowy i chciałaby zobaczyć, jak to jest, to jak jej wytłumaczysz odmowę? „Zmienisz się w obiekt seksualny?” Czasem to jest po prostu zabawa i, o ile rodzic odpowiednio do niej podchodzi, nie ma co demonizować.

  • Joanna

    Moja córka obgryza paznokcie. Kiedy jej pomaluję, stara się pamiętać, że nie powinna tego robić (co nie znaczy, że nie schrupie któregoś razem z lakierem…) Maluję jej bardzo jasnym lakierem. Nie wydaje mi się, żeby można to nazywać seksualizacją… Ale może się mylę…

  • Kasia Nowacka

    bardzo mnie cieszą artykuły takie jak ten. gratuluję Ci odwagi i zdrowego rozsądku. będę czekać na kontynuację, bo mam wrażenie, że na razie napisałaś o objawach jakiejś nieprawidłowości, a problem wydaje się być głębszy. bo: dlaczego nie seksualizować? wszystko idzie do przodu, nasze rozumienie seksualności i jej ekspresja też. dzisiejsze czasy wymagają dzisiejszego człowieka, rozumienia jego roli w świecie, idea wolności się zmienia,… itp, itd. wiesz, świat racjonalizuje wszystko do maksimum. mam wrażenie, że potrzeba sporej dawki argumentacji nie do odparcia, żeby podołać temu na poziomie rozmów o naturze człowieka wręcz :/. może ja wymyślam, ale kiedy czytam ten, dobry przecież tekst, słyszę sporo „specjalistów” od wychowania dzieci negujących nam prawo do zaniepokojenia seksualizacją najmłodszych w imię postępu, wolności i tolerancji.

  • Zastanawiam sie czy moze za malo czasu minelo od czasow, kiedy glownym celem wychowania dziewczynki bylo zrobienie z niej dobrej kandydatki na zone, a wiek zawierania zwiazkow byl duzo nizszy. Dobrze, ze w naszym spoleczenstwie mozemy zastanowic sie nad tym tematem i dac naszym dzieciom beztroskie dziecinstwo.

    W Polsce jest duzy problem ze zrozumieniem tych pojec, co czesto ujawina sie w rozmowach na temat edukacji seksualnej. poznawanie swojej seksualnosci to naturalny proces, moim zdaniem powinien byc madrze wspierany przez rodzicow i szkole, a jednak wiaze sie z tym tematem tyle obaw i strachu. a rownolegle dzieje sie to co opisalas – seksualizacja dzieci na kazdym kroku, na ktora jest powszechne przyzwolenie spoleczne.

  • Tomek

    Najważniejsze, żeby nie przesadzać. Przecież dziewczynki ubrane w kobiece stroje i pomalowane to nic złego. Po prostu we wszystkim trzeba zachować umiar.

    Zresztą ta tak zwana seksualizacja dzieci to głównie wymysł zboczonych dorosłych. Prawda jest taka, że ci ludzie mają po prostu zboczone myśli związane z ich udziałem i nie rozumieją, że dziecko tak tego nie postrzega. Dziewczynka nie chce być atrakcyjna seksualnie (dla niej to obce słowa). Ona chce być po prostu fajnie ubrana i umalowana bo sprawia jej to przyjemność. Dziecko to stan umysłu.

  • Anna Kustosik

    A dlaczego dziecko wg Ciebie nie może rąbać drzewa siekierą czy wkręcać żarówki?
    Widziałam sporo kilkulatków, które sobie świetnie z tym radziły, pod czujnym okiem rodziców, oczywiście… W tym mój włąsny 🙂 Podobnie jest z krojeniem nożem, rozpalaniem w piecu, włączaniem wtyczki do prądu czy zapalaniem świeczki zapałką – wolę, żeby dzieci nauczyły się tego robić pod moja kontrolą (przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa), niż cichaczem gdzieś w kącie. Dzieci wbrew pozorom są bardziej kompetentne, niż się rodzicom wydaje 😉

    Niemniej generalnie zgadzam się z tezą, choć nie mam córki. Ale też smuci mnie widok dziewczynek, które bardziej przypominają lolitki, niż dzieci. I przerażające jest dla mnie to, że dotyczy to coraz młodszych dzieci.
    Przeraża mnie też, jako mamę chłopców, że coraz młodsze dzieci są narażone na pornografię. I to też ważny temat i ogromne wyzwanie dla rodziców – wychować chłopca w obliczu powszechnej seksualizacji tak, żeby nie traktował kobiet jak obiekty seksualne…

    Choć z drugiej strony daleka byłabym też od radykalizmu.
    Bo np co z zabawą w udawanie? Np w picie kawy z lalkami? Albo malowanie paznokci farbą plakatową, zakładanie butów i korali mamy i zabawa w przyjęcie?
    Czy według Ciebie to też seksualizacja?

  • Pingback: Edukacja seksualna – jak to się robi w Polsce | Nishka()

  • Pingback: Moja przygoda z sekstingiem | Nishka()

  • Pingback: Jak dziś wychować córkę na szczęśliwą kobietę | Kashtanky()

  • Paulina Jachowicz Kisser

    Brawo! Trzeba o tym mówić otwarcie! To jak wyglądają czasem małe dziewczynki wystylizowane przez Mamy …mnie przeraża….

  • Anna

    Super tekst! Oby więcej osób z tak rozsądnym podejściem 🙂 Jak byłam mała to już mi się nie podobało, gdy widziałam przekłute uszy kilkuletnich dziewczynek. A konkursy piękności powinny być zakazane. Nie wiem co one promują prócz sztuczności i wbijania dzieciom do głowy, że liczy się tylko wygląd. Tym bardziej, że większość z uczestniczek bierze w nich udział przez jakieś chore ambicje matek, które chyba życiem córki chcą usprawiedliwić swoje zmarnowane, albo przynajmniej inne od wymarzonego, życie. Pozdrawiam 🙂

  • Pingback: Nie róbmy z dziewczynek małych kobietek, czyli o seksualizacji dzieci | Nishka()

  • Kasia

    Nie uważam malowania paznokci małej dziewczynce za seksualizacje. Tak samo jak kolorowe gumki na włosach, ładna sukienka. Dla jednego będzie to seksualizacja dla drugiego zabawa, rozwój estetyki. Jak robię makijaż i maluję paznokcie nie myślę, aby wyglądać sexy ale ładnie dla siebie, dla poprawy swojego nastroju. Małe dziewczynki lubią brać przykład z dorosłych. Mając 8 lat pomalowałam usta pomadką mamy i zostałam zganiona: co ty robisz, jak ci nie wstyd, masz jeszcze na to czas,…..To jest seksualizacja- negatywna. Mówienie o malowaniu, strojeniu się jako o poprawieniu seksualności jest pomyłką. Kobiety lubią przystrajać swoje ciała, otoczenie. Taka ich natura. Myślenie o malowaniu paznokci małej dziewczynce jako o seksualizacji jest głupotą i traktowaniem kobiet jako obiektu seksualnego już od wczesnego dzieciństwa.

  • karolina

    Jestem tu całkiem nowa 🙂 dlatego chciałabym zapytać, bo możliwe że przeoczyłam 🙁 jak Pani chroni córki? Planuję dziecko i powiem że jestem przerażona. Teraz może już mniej ale pamietam ze jeszcze nie dawno każda dziewczynka chciała mieć lalkę która wygląda jak prostytutka przebrana za wampira, oglądają wszystkie amerykańskie gwiazdeczki które wyglądają jak gwiazdy porno a ich sesje zdjęciowe są tak wyuzdane ze mi -26 letniej kobiecie-jest wstyd… jak ochronić dziecko przed tym? To wszystko otacza ich z kazdej strony…Czy w ogóle istnieje możliwość że da się ? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź:)

  • KiMiRi

    Hej bardzo podoba mi sie twoj artykuł naprawdę porusza ważny i często pomijany temat jednak mam jedno zastrzeżenie Pocahontas nie jest przeseksualizowana po prostu przedstawia styl ubioru i wyglądu konkretnego rejonu świata dlatego proszę uwazaj następnym razem jakie przykłady przytaczasz doborze?