Mądry rodzic po szkodzie, czyli jak naraziłam córkę na niebezpieczeństwo


fot. Agnieszka Dzieniszewska

Rodzic ma zapoznać dziecko z Regulaminem Życia i nauczyć je, że zasad w nich zawartych trzeba przestrzegać. A nie przymykać oko na niektóre sprawy i mówić potem do dziecka: „A nie mówiłam?!”

– Mamo, mamo kup mi rolki – prosiła mnie od kilku dni.

– A umiesz jeździć? – spytałam, mając w pamięci, że rok temu to jej nie wychodziło.

– Umiem! Trenowałam na rolkach koleżanek.

– Mhm. Muszę to przemyśleć – odparłam tajemniczo.

– Mamo, mamo, dostaniesz 500 zł na drugie dziecko, czyli na mnie, kup mi rolki! – perswadowała.

W weekend zaprezentowała mi swoje umiejętności. Rzeczywiście: radziła sobie bardzo dobrze.

– Znaj moje dobre serce. Dziś po szkole pojedziemy do Decathlonu – oznajmiłam któregoś dnia.

– Hurra! Dziękuję! – skakała z radości.

Kilka godzin później stałyśmy przed półką z rolkami. Gdy wreszcie zdecydowała się na model, kolor, rozmiar, regulowany rozmiar czy nieregulowany, koła, stopień zaawansowania, cena, promocja, rabat, a może te, a może jednak tamte, jak ja nie znoszę robić zakupów, zaproponowałam:

– Kupmy jeszcze ochraniacze.

– Oj po co, mamo!

– Trzeba jeździć w ochraniaczach – pouczyłam ją.

– Nikt, żadna moja koleżanka nie jeździ w ochraniaczach! Przecież doskonale radzę sobie, nie potrzebuję ich! – wykrzyknęła doświadczona 10-latka.

– W sumie w domu jest przecież zestaw ochraniaczy starszej siostry, po co kupować nowe – przeszło mi przez myśl.

I o sprawie zapomniałam.

Córka na punkcie rolek zwariowała. Osoby, które obserwują mnie na snapchacie (nishka.nishka), mogły się o tym przekonać.

– Dlaczego jeździsz po domu w rolkach?

– Bo jest szybciej, nie chcę tracić czasu!

Wszędzie w rolkach. W samochodzie, w domu, do szkoły, w sklepie. W Lidlu nie robili problemów, ale już w Delikatesach Centrum ochroniarz powiedział:

– W rolkach tu nie wejdziesz, dzieciaku (sic!).

Śmiałam się z tego „dzieciaka” długo.

– Mamo, a gdybym wpadła w sklepie na półkę z jajkami, i ta półka wywróciłaby się, to bardziej byś się przejęła potłuczonymi jajkami i złością sprzedawcy czy tym, że stała mi się krzywda? – moje dzieci uwielbiają zadawać mi takie pytania. (ja wprost przeciwnie).

Kiedyś starsza spytała:

– Mamo, a gdyby ktoś ci kiedyś powiedział: albo zabijesz swoje córki, albo zrobisz sobie płaszcz z naszego kota, to co byś wybrała? I MUSISZ coś wybrać.

– Płaszcz.

– Naprawdę nosiłabyś płaszcz z naszej kotki?!?! – krzyknęła zdruzgotana.

Wróćmy jednak do młodszej latorośli. Otóż w ubiegły czwartek, gdy po szkole, jak zwykle w czwartkowe popołudnie, spędzała je z koleżankami z klasy na podwórku, nagle odebrałam telefon.

– Mamo, chyba złamałam rękę!!

To przypuszczenie zostało przez pana doktora, kolegę doktora z TEGO wpisu potwierdzone.

Czy sądzicie, że gdy wychodziłyśmy od ortopedy z ręką w gipsie, nie cisnęło mi się do ust retoryczne pytanie:

– A NIE MÓWIŁAM?! 

Ano tak, cisnęło się, ale takowe nie padło. Bo nie lubię, gdy ktoś tak mówi. Pewne sprawy są oczywiste, nie trzeba już ich dopowiadać. Przede wszystkim jednak…

(Nishka zaczyna bić się w pierś, kaja się).

Wiem, że to moja wina. To ja powinnam była nie odpuścić jej tych ochraniaczy. Choćby marudziła, narzekała, protestowała, powinnam była postawić sprawę jasno:

– Idziemy do kasy z rolkami i z ochroniaczami. Inne opcji nie ma. Wszędzie: i przy sklepowej kasie, i na chodniku, i na alejce w parku, ten zestaw: rolki + ochraniacze + kask jest absolutnie nierozerwalny. Jeżeli nie pasuje ci ten układ, pożegnaj się z rolkami i odstaw je na półkę.

Tymczasem ja, dla świętego spokoju, zgodziłam się na opcję zagrażającą zdrowiu mojego dziecka. Lenistwo, wygoda, próba odsunięcia od siebie nieprzyjemnych emocji dziecka (złość, smutek itp.) plus „mocny” argument pt. „nikt nie jeździ w ochraniaczach” wygrały.

To ja, rodzic, jestem odpowiedzialna za ustalenie zasad i wymaganie ich respektowania. To ja mam nauczyć dziecko, że ma nakładać akcesoria ochronne podczas uprawiania sportu. I że ma zapinać pasy w samochodzie, nie wchodzić zimą na zamarznięty staw, odrabiać lekcje, myć ręce po przyjściu z podwórka, sprzątać w swoim w pokoju.

Nie chodzi o to, że mam je w tym wyręczać, doglądać, skakać nad nim lub krążyć niczym helikopter (vide Rodzic Helikopter: sprawdź, czy nim jesteś). Nie, po prostu mam zapoznać swoje dziecko z Regulaminem Życia i nauczyć je, że zasad w nich zawartych trzeba przestrzegać.

To, co w tej historii pozytywne, to że córka „tylko” złamała rękę, a mogło to się skończyć gorzej, np. wstrząsem mózgu, a teraz już się nie skończy, bo bez sprzętu ochronnego na rolki nie wyjdzie. Innym plusem jest to, że wszystkie koleżanki, które naocznie przekonały się, jak ważne jest noszenie ochraniaczy i kasku raczej już nie powiedzą rodzicom: „Nikt tego nie nosi, po co”. Poza tym, to doświadczenie było dla mnie niczym zimny prysznic i skłoniło do opisanych dziś refleksji. Aha, i wiadomo: koleżanki mogą podpisywać się na gipsie, a to zawsze radocha. 😉

Komentarze:

  • mel

    a ochraniacze chronią przed złamaniami? myślałam ze tylko przed otarciami lub delikatniejszymi stłuczeniami.

    • Mhm, wydaje mi się że chronią – może nie zawsze, nie przed każdym złamaniem, ale jakoś usztywniają ręce.
      Halo, halo, może ktoś, coś o tym wie, ma jakieś doświadczenia? 🙂

      • Właśnie miałam pisać to samo, że chyba jednak nie uchronią przez złamaniem. Niestety 🙂 Choć może jeszcze zależy w którym miejscu złamana? Bo jak w nadgarstku to faktycznie są takie super usztywniające.
        Sama uwielbiam jeździć na rolkach, ostatnio byłam nawet w Lidlu i też się bałam, że mnie wyrzucą…;) Jako dorosła nieodpowiedzialna kobieta jeżdżę bez ochraniaczy, ale jako dziecko i nastolatka je nosiłam, mimo „obciachu”. 🙂

        • Uff, to ja chyba zaraz odwołam ten tekst! Wcale nie jestem winna, po co ja się tak kajałam publicznie?! 😉

          • OLA

            ochraniacze zabespiecza skore po przewroceniu sie(nie bedzie zdarta)ale kiedys moja znajoma tak niefortunnie upadla i mimo calego tego sprzetu,kosc i tak pekla,ochraniacze na nogi i rece nie uchronia przed zlamaniem,kask owszem przy upadku uchroni.

  • Małgorzata B:)

    NIshka, zawsze mądrze piszesz – nawet po szkodzie .

    • No właśnie, ja taka mądra po szkodzie i na blogu tylko! 😉

  • Agnieszka Krupińska

    Nie wiem, czy ochraniacze chronią przed takimi urazami, ale kasku na pewno nie wolno odpuszczać! W porównaniu z możliwymi urazami głowy, złamanie ręki to bułka z masłem 😉 A wpis świetny! 🙂 Spędziłam ostatnio kilka dni na oddziale chirurgii dziecięcej (my akurat w sposób planowy), ale sobie pooglądałam różnych rodziców, którzy woleliby być mądrzejsi PRZED a nie PO szkodzie…

    • Bardzo współczuję, najbardziej tym dzieciom, ale rodzicom też :((

  • Pewnie i w ochraniaczach, ręka byłaby tak czy owak złamana. W Holandii nikomu do głowy nie przyjdzie zakładanie kasku, czy odblasków siadając na rower. Rozumiem jednak, że chodzi o zasady, bo przed wszystkim nie ustrzeżesz. Życia jak matematyki, nie nauczy się na pamięć. Zasady, dobrze jeśli będą dla dziecka zrozumiałe, a nie w myśl – bo muszę, bo tak. Taka rola rodzica. Musi być mistrzem Jodą i przewodnikiem mentalnym. Uczyć nie tylko zasad życia, ale i funkcjonowania w strukturze społecznej.
    Na nartach jeżdżę często i regularnie 33 lata, ale dopiero po 28-miu pierwszy raz założyłem kask po upadku żony, kiedy ostro rymsnęła głową o stok. Szczęśliwie była w kasku i nic się nie stało. Widziałem jednak całe zdarzenie i to do mnie przemówiło. Ciekawą i zabawną ciekawostkę, która zapadła mi w pamięć powiedział kiedyś prezydent Wałęsa – „wszystkie swoje dzieci przestrzegałem, by nie dotykały gorących płyt kuchenki. Wszystkie się oparzyły”.
    Gips tylko wygląda kozacko. Owszem, na moim również podpisali się wszyscy kumple, ale cierpiałem strasznie, tym bardziej że było to lato. Musiałem trochę udawać i jak Tomek Sojer twierdził, że malowanie płotu to fajna zabawa, ja mówiłem, że gips jest zarąbisty.

    • Marta Tempes

      Jak miałam jakieś 11 lat wywaliłam się na schodach i złamałam obojczyk. Zapakowali mnie w gips od pasa po szyję, łącznie z jedną ręką. Była zima, ja jestem z natury zmarzluchem, więc byłam zachwycona nowym cieplutkim gipsowym sweterkiem, na którym podpisała mi się cała klasa (a miejsca na podpisy było sporo) 🙂 W ogóle bardzo przyjemnie wspominam tamten okres- nie musiałam sprzątać w domu, pisać na lekcjach, do szkoły woził mnie tato- same plusy ;]

      A co do kasku… Hmmm… Od dzieciaka jeździłam (i dalej jeżdżę) na rolkach, rowerze i łyżwach bez żadnych ochraniaczy, kasków itp. Upadałam, nabijałam sobie siniaki, przewracałam się ale żyję. Trochę nie rozumiem przewrażliwienia dzisiejszych rodziców jeżeli chodzi o szeroko pojęte bezpieczeństwo dzieci. No ale może kiedy będę miała własne coś mi się rozjaśni 🙂

      • O, tak! Córka zaczyna dostrzegać coraz więcej korzyści z tej złamanej reki, zwłaszcza, że to prawa!! 🙂

      • Morrrigan

        Ale wiesz… logika „to robiłam, tamto robiłam i żyję” jest po prostu pokraczna. Nie przystaje w ogóle do realiów świata, bo nikt z nas nie jest jego pępkiem, a każdy się tak widzi. Tą samą retoryką posługują się antyszczepionkowcy – no, nie szczepiłem się i żyję, to po co się szczepić. Piraci drogowi zapewne również tak mówią, dopiero jak się gdzieś rozwalą to jeżdżą wolniej (o ile żyją). Ja też jak większość dzieci żyłam czasem „na krawędzi” jak to teraz się mawia 😉 też tak mogłabym mówić „no i jakoś żyję!”. Ale to jest głupie, bo istnieje wiele dzieci, które przez swoją lekkomyślność i nieupilnowanie rodziców giną lub odnoszą uszczerbki na zdrowiu. Od powodzi też ubezpieczają się prawie tylko powodzianie z poprzednich lat, bo oni doznali siłą rzeczy olśnienia, że może im się to stać, tak samo ofiary kradzieży, rozmaitych innych klęsk. Dlaczego akurat oni? 😉 Nie należy dzieci ograniczać przesadnie, biegać do lekarza z każdym katarem czy draśnięciem. Nie ma powodu żeby dzieci nie mogły wspinać się na drzewa czy pluskać w kałużach i tu faktycznie rodzice często zwyczajnie tłumią dziecięcą ciekawość. Ale to wszystko ma sens wtedy kiedy dzieci są odpowiednio ubrane do pogody a rodzic ma na nie oko.

        • Marta Tempes

          Nie miałam na myśli czegoś w stylu „jaka jestem zajebista bo jeździłam bez ochraniaczy”. Dziwię się po prostu zmianom jakie zaszły na przestrzeni lat w sposobie myślenia rodziców. Wychowałam się na sporym blokowisku na wsi (tak, wiem, że brzmi to irracjonalnie), nie przypominam sobie żadnego dzieciaka na rowerze w ochraniaczach, wychodziliśmy z domu na cały dzień i nikt nas nie pilnował, miałam po prostu wrócić na obiad i tyle, bloki były koło dwóch jezior- żadne z nas się nie potopiło, rodzice wychodzili do sąsiadów na imieniny i nie załatwiali nam żadnej opiekunki (dzisiaj za to pewnie by nas odwiedzali w jakimś ośrodku opiekuńczym). Kurcze, jak tak sobie pomyślę to wychowałam się w patologicznym domu… A mimo to nie zmieniłabym niczego w swoim dzieciństwie 🙂

    • Tak, oczywiście, chodzi o zasady, nie jestem z tych rodziców, którzy chcieliby ustrzec dziecko przed całym złem tego świata.

      Cytat z Wałęsy świetny: dziecko po prostu musi oparzyć się kuchenną płytą, żeby już jej nie dotykać bo co z tego, że rodzic przed tym przestrzega i gada coś pod nosem, phi. Tak naprawdę ten tekst mógłby brzmieć inaczej i być właśnie utrzymany w tonie: nie chroń dziecka, niech samo doświadczy. Ale mogłabym to zrobić wyłącznie wtedy, gdybym jednak kazała jej nałożyć te ochraniacze, a ona mimo to zlekceważyłaby moją prośbę i złamała rękę.

      – Gdyby kózka ochraniacze miała, to by rączki nie złamała! – mogłabym krzyknąć.

      (abstrahując od tego, że też już coraz bardziej jestem przekonana, ze i tak by ją złamała. Skoro tak mnie przekonujecie :))

  • To jeszcze raz ja. Tym razem w kwestii formalnej, ale nie mogłem się powstrzymać. Rozbawiło mnie jak wszyscy – nie wyłączając mnie – zgodnym chórem fachowców uznają, że ochraniacze i tak w tym wypadku można by było wsadzić sobie w buty.

    • Hahaha! Aż mi się lżej zrobiło po lekturze Waszych komentarzy i chciałam nawet znaleźć ochraniacze starszej córki i je wyrzucić, po co mają zajmować miejsce 😉

  • ola

    Anegdota z płaszczem z kotki wygrała. Zaraz się po..płaczę :D:D:D

  • Agnieszka

    Zazwyczaj sie z Tobą zgadzam, ale nie tym razem. Uwazam, ze młoda wyniesie więcej z tej kekcji niz gdybyś za każdym razem przypominala jej o ochraniaczach. Nie da sie ochronić dziecka przed upadkami….

    • Absolutnie nie zamierzam za każdym razem jej o tym przypominać! Po prostu chcę wprowadzić taką zasadę.
      Jednocześnie zgadzam się z Tobą i tez uważam, ze wyniesie dużo z tej lekcji 🙂

  • Oesu, widzę, że w komentarzach sami specjaliści, co rolki ostatnio mieli chyba na swojej pierwszej komunii. I ktoś pisał, że gips wygląda kozacko. Taaaak, tylko czasem skutki kontuzji odczuwa się bardzo, bardzo długo.

    Na rolki ochraniacze na nadgarstki to podstawa. Koniecznie z dobrym usztywnieniem. I nieważne czy masz 10 lat czy 40 czy 90. Wszyscy, albo prawie wszyscy rolkarze jakich znam, a niektórzy jeżdżą od wielu lat, mają takie ochraniacze. Rolki są dużo mniej stabilne od roweru i wystarczy źle podjechać pod krawężnik czy wjechać na kamyk, odwinąć się i się leci. Odruchowo na ręce.

    Ochraniacze na kolana czy łokcie nie są już aż tak ważne, bo faktycznie najwyżej się je trochę zedrze. Kask… koniecznie jeżeli się skacze, albo jeździ po mieście z dużymi prędkościami.

    • Łukasz, dzięki za rady, bo bez wątpienia jesteś w tej kwestii ekspertem! 🙂
      (dla niezorientowanych: to autor bloga http://roweroweporady.pl/
      Czyli sądzisz, że na kolana i łokcie można odpuścić?

      • Dominika Skorupa

        osobiście się z Łukaszem zgadzam, ale fajnym argumentem jest też, że im mniej urazów będzie miała Młodsza Córka tym szybciej będzie robiła postępy:) poza tym ochraniacze są super, od razu człowiek wygląda profesjonalnie:)

      • Na początku mojej nauki jazdy na rolkach, a zacząłem jeździć 3 czy 4 lata temu, jeździłem z ochraniaczami na kolana. Moja dziewczyna machała na nie ręką, a też się uczyła i potem miała stłuczone kolano przez tydzień.

        Tak czy owak, to nadgarstki najłatwiej uszkodzić, bo leci się bardzo często właśnie na ręce.

        Zresztą przyjrzyj się zdjęciu: https://www.facebook.com/8Wheelers/photos/a.738504172835697.1073741830.421337491219035/1007322145953897/?type=3&theater

        Większość ma ochraniacze na nadgarstki, a wydaje mi się, że nawet jak nie widać na zdjęciu, to mają w kieszeni.

        • Pokażę córce i powiem, że jak widać WSZYSCY jeżdżą w ochraniaczach 🙂

    • Łukasz, to ja napisałem, że gips wygląda kozacko. Skupiłeś się jednak nie na kontekście i zrozumieniu wypowiedzi, bo tego nie dostrzegam, a zamiast tego wolałeś perorować. Doceniam ja, doceniają przypuszczam wszyscy tu obecni Twoją wiedzę i znajomość tematu, ale istnieją chyba sposoby, aby okazywać obie te rzeczy w mniej pogardliwy sposób. Bo można się różnić, ale z poszanowaniem i bez pieniactwa oraz deprecjacji słów adwersarzy. I trochę dystansu, bo zaglądamy tu nie żeby dyskutować o losach świata, a dlatego, bo lubimy tu przebywać. Generalnie chodzi o wzajemny szacunek.

      • Absolutnie zgadzam się z Wilkiem. Chciałabym, żeby panowała tu miła atmosfera i żeby nikt nikogo się nie czepiał. Oczywiście, że możemy różnić się opiniami, ale wyrażajmy je w uprzejmy sposób, bez pogardliwości i deprecjacji słów innych komentatorów.

        • Przepraszam, wkurzyłem się po prostu jak zobaczyłem komentarze „nie znam się, ale się wypowiem”. Tym bardziej, że mówimy o bezpieczeństwie.

          Sam miałem dwa lata temu poważny wypadek na rowerze, rozwaliłem sobie głowę, leżałem ponad tydzień w szpitalu, a skutki tego wypadku odczuwam do dziś. Nie miałem kasku. I skręca mnie, jak czytam w wielu miejscach, że kask jest bez sensu, że nic nie pomaga, że statystycznie to się nikomu nic nie dzieje, że w Holandii… Nigdy nie byłem przeciwnikiem kasków czy ochraniaczy, nawet gdy jeździłem bez nich.

          Ale na rolkach zawsze jeżdżę w nadgarstkowych, a na początku miałem jeszcze na kolana. Dlaczego? Bo praktycznie wszyscy rolkarze, z którymi spotykałem się pod DC żeby pojeździć, jeżdżą w nadgarstkowych. Po tylu latach doświadczeń! To nie potrafią jeździć? To się przewracają?

          Ano właśnie… po tylu latach doświadczeń wiedzą, że na rolkach wystarczy chwila nieuwagi żeby leżeć, nawet jak się ma kilkanaście tysięcy wyjeżdżonych godzin.

  • Asia – Matka w Kratkę

    Moja córka przed każdorazowym wyjściem na rower (a nauczyła się jeździć w tym sezonie) negocjuje odpuszczenie ochraniaczy czy kasku… Dałaś mi motywację do nieodpuszczania!

  • Ja jak dostałem od dziadków hulajnogę na dzień dziecka jakieś 14 lat temu to jeździłem z kolegą w takim fajnym miejscu za blokiem. Mama zawsze mówiła, abyśmy nie chodzili blisko terenu budowy, ale tam była fajna górka. I kiedyś nie wyrobiłem na zakręcie i spadłem z murka na teren budowy i delikatni naciąłem sobie brzuch jakimś drutem. To było tak głupie. Mogłem sobie przebić coś i już nie żyć, ale najbardziej to się bałem wrócić do domu i pokazać mamie rany. Jednak jak mama mnie zobaczyła to mnie uściskała. Już więcej tam nie poszedłem. Co do rolek, to jakby moi koledzy nie mieli ochraniaczy to ja ich też bym nie chciał nosić, bo by się ze mnie śmiali. Dzisiaj jednak bym je założył z chęcią dla swojego bezpieczeństwa.

    • Rozumiem w czym rzecz z tym brakiem ochraniaczy i śmiejącymi się kolegami.

  • „– Mamo, mamo kup mi rolki – prosiła mnie od kilku dni.
    – A umiesz jeździć?”
    Moja pierwsza myśl – a jak ma się nauczyć, jak nie ma rolek? 🙂

    Z ochraniaczami chyba nigdy nie miałam problemu, sama wolałam je założyć, chociaż większość upadków i tak kończyła się na tyłku, a na to żaden ochraniacz nie pomoże 🙂
    Za to co do kasków… jak byłam mała, to kazali mi nosić. Niby rozumiałam co i dlaczego, ale kasku szczerze nie znosiłam, w dodatku ponieważ ja i bracia byliśmy jedynymi dzieciakami w okolicy, które miały kaski, wyśmiewano nas okrutnie. Kończyło się tak, że owszem, wychodziłam grzecznie na rower w kasku – po czym za pierwszym zakrętem zdejmowałam go i lądował na bagażniku. I tyle było z troski rodziców o bezpieczeństwo. Ciekawa jestem, czy w ogóle wiedzieli o tym niecnym procederze. Chociaż z rolkami może byłoby inaczej, bo nie ma bagażnika na który możnaby te ochraniacze odstawić 🙂

    • Masz rację, z tą pierwszą myślą – dopiero to sobie uświadomiłam :)))
      ale raczej w swojej głowie nawiązywałam chyba do tego, że kiepsko sobie radziła na lodowisku, a wręcz odczuwała niechęć do tego – wiadomo, nic na siłę, a to działa wg podobnego mechanizmu. Stąd moje zdziwienie nagłego zapałania chęcią do rolek.

      • Próbowałam obu, i moim zdaniem rolki są trochę łatwiejsze. No i w przeciwieństwie do łyżew, można jeździć kiedy na zewnątrz jest ciepło 🙂

  • Paulina

    Brawo za ten wpis! Ostatnio miałam spór własnie z 10 letnią córą o kask! Powiedziałam,że wyjdzie na rower pod warunkiem, że założy kask. Oczywiście nie obeszło się bez „ostrej” wymiany zdań. Upierałam się przy swoim, bo ostatnio przeczytałam książkę „Zadbaj o mózg” – być może nie mądrzyłabym się tak, ale po lekturze zmieniłam swój światopogląd na bezpieczeństwo naszych głów 🙂 Moje argumenty nie trafiały i wtedy dałam wybór idziesz na rower w kasku lub rezygnujesz z tej formy aktywności. Wyszła obrażona z kaskiem, który uwaga: „jest dla maluchów i jej znajomi nie jeżdżą w kaskach” 🙂 Chodzi o design oczywiście, przypomniałam jej, że sama sobie go w zeszłym roku wybrała, a tata kochany narysował jej czaszki Monster High jakie sobie życzyła. Te trendy potrafią robić wodę sodową z mózgu 🙂 I jeszcze jedno nikt się nie śmiał, że ma kask 🙂

    Pozdrawiam.

    Córce przytoczę fragment z twojego dzisiejszego wpisu, na pewno zadziała na wyobraźnię.
    Pozdrawiam
    Paulina

  • Rzapa

    Pamiętam jak sama byłam w podobnym wieku, gdy zaczynałam jeździć na rolkach. Rodzice nigdy nie wymagali ode mnie, abym nosiła ochraniacze, ale sama o nie poprosiłam, konkretnie o nadgarstkowe i te na kolana. Dzięki nim przy początkach nauki oszczędziłam sobie wielu obtłuczeń, ale przede wszystkim – wyglądały szpanersko ;D bo wybrałam sobie takie bardziej profesjonalne, a nie konkretnie z przeznaczeniem dla dzieci w różnych kolorkach czy z jakimiś nadrukami. Woziłam się tak po dzielni z wielką dumą ;). Gdy nauczyłam się jeździć zrezygnowałam z tych kolanowych, ale te nadgarstkowe zostawiłam. Nadgarstek to akurat takie miejsce, które bardzo łatwo uszkodzić, gdy się nieodpowiednio upadnie lub nieodpowiednio coś chwyci. Warto też wcześniej trochę rozgrzać staw, aby zminimalizować ryzyko kontuzji. Jakiś czas temu uszkodziłam sobie staw nadgarstkowy źle chwytając sztangę na siłowni. Przez kilka miesięcy teraz się to za mną ciągnie, więc nie polecam, ale pomądrzyć się i przestrzec innych mogę :D.
    Nie wyobrażam sobie jeżdżenia na rolkach w kasku i gdyby rodzice mi to nakazali, podejrzewam że po prostu zrezygnowałabym z jazdy i rzuciła oburzona rolki w kąt, aby nie być wyśmiewaną przez rówieśników.
    Nie masz się co obarczać winą droga Nishko, nie ma sensu też wymuszać na córce zakładania ochraniaczy, bo dzieci i tak zrobią co zechcą. Wystarczy odjechać kawałek od domu i zdjąc niechciane rzeczy ;). Młodsza sama powinna zrozumieć, że kontuzje kończą się kilkudniowym lub kilkutygodniowym wyłączeniem z jazdy na rolkach, co myślę, że jest dla niej wystarczającą bolączką i karą i będzie chciała tego uniknąć 😉
    Uwielbiam Cię i pozdrawiam! 🙂

  • Pamiętam swoje przygody z rolkami. Wtedy mało kto widział na oczy coś takiego jak ochraniacze. Na czym innym, ale rękę i tak udało się połamać. Co chodzi o roli, samej dorosłej mi się marzą, gdzieś nawet mam stare, ale ochraniaczy brak. Z racji przeżytych wypadków dziecku bym nie pozwoliła jeździć bez ochraniaczy. Może i one nie są idealne, ale wydaje mi się, że dają inną świadomość, znaczy gdzieś w głowie, jest zawsze myśl, że np. te rolki nie są w 100% bezpieczne i trzeba uważać.

  • Morrrigan

    Ochraniacze są trendy! Uczyłam się jeździć na rolkach 2 lata temu (dorośli też czasem się czegoś uczą) i pierwsze bolesne upadki nieco mnie zniechęciły, lecz zamierzam wrócić. Moja mama pomimo mojej już dość dawno skończonej pełnoletności zniechęcała mnie od podjęcia tej aktywności fizycznej, bo bała się o mnie. Tak, mam nadopiekuńczą mamę, chociaż kochaną. Na szczęście charakter mam twardy, więc złamać się nie dałam, w końcu to ja decyduję o swoim życiu już od dawna, a nawet małemu dziecku warto dać trochę swobody szczególnie, jeśli chce spożytkować wolny czas właśnie na sport. I właściwie tylko po to, żeby matka nie wydzwaniała do mnie i nie gderała ciągle, kupiłam w końcu te ochraniacze. I nie żałuję, upadki zdarzają się bardzo często podczas nauki. Ja najczęściej odjeżdżam na tyłek, przy dużych prędkościach upada się na ręce. Ja w odróżnieniu od Łukasza uważam, że ochraniacze na łokcie i kolana również są ważne, bo wystarczy przypadkowy kamień lub po prostu pech i już zamiast zdartej skóry może się zrobić poważne stłuczenie. Kasku nie zakładam gdyż jeżdżę rekreacyjnie i nie rozpędzam się, wybieram również bezpieczne otwarte tereny, choć i tak warto go mieć, szczególnie w przypadku dziecka, które z natury ma pociąg do ryzyka. Niestety dobrałam sobie rolki o trochę za twardych kółkach, które bardzo szybko się rozpędzają i dość trudno przychodzi mi nauka przez to, toteż dla początkujących chcących jeździć rekreacyjnie polecam miękkie kółka. A za mnie trzymajcie kciuki 😉

  • Dot

    Ojej, szkoda, że tak to się skończyło. Ale wiadomo – mogło być gorzej.
    #szczęściewnieszczęściu

  • Możecie też później, jak Maciek Z Dupy, zrobić unboxing gipsu 😀

  • Jak jako dziecko jeździłam na rolkach, to mama zawsze kazała mi zakładać ochraniacze. I wiesz co? Jeszcze na klatce schodowej je ściągałam, bo przecież obciach i chowałam za drzwiami od piwnicy:)

  • to dopiero początek

    Też czasem dopuszczam a potem odbija mi się to czkawką;) Moje postanowienie na dziś? Bądź czujna Kasia bo co chwilę jesteś poddawana próbie !!! 😉

  • Jestem instruktorem wrotkarstwa (rolkarstwa też) i powiem jedno – dorośli niestety nie mają rodziców, które im wciśnie ochraniacze na siłę. A szkoda… Sama nauczyłam się jeździć z ochraniaczami i kaskiem już po fakcie – po tym jak mocno pobolało.
    Jak młoda rękę złamała to następnym razem sama zechce pojeździć w ochraniaczach i kasku. Najlepiej zapisz ją do szkółki rolkarskiej – nie dlatego, że ja uczę czy coś, hah – ale dlatego, że się oswoi z rówieśnikami, a nawet osobami dorosłymi jeżdżącymi z ochraniaczami (zniknie swego rodzaju wstyd). Przy okazji wesprzesz jej pasję, skoro mówisz, że jeździ wszędzie. Od tego się zaczyna 🙂 ja śmigam już 13 lat na rolkach i od 2 lat na wrotkach.
    Życz ode mnie młodej zdrowia!

    • Z resztą jazda w ochraniaczach może być cool (czy jak to tam teraz mówią) 😀

  • Ola

    Jak byłam mała i tata wracając z jakiejś delegacji z Niemiec kupił mi super rolki w pakiecie z ochraniaczami. Rolkami byłam zachwycona, pół wioski na nich jeździło (były regulowane) i chyba do dziś gdzieś w garażu u rodziców leżą. Natomiast BARDZO nie lubiłam jeździć w ochraniaczach i kasku, bo wydawało mi się, że wyglądam jak żółw ninja (zresztą do dzisiaj rolkarze w pełnym ochraniaczowym pakiecie kojarzą mi się z żółwiami ninja)! Poza tym ze wszystkich koleżanek i kolegów tylko ja musiałam jeździć w ochraniaczach! Starałam się znosić to z godnością i lansować modę na ochraniacze, ale i tak miałam chwile słabości kiedy wyjeżdżałam z domu w pełnym pakiecie i tuż za rokiem chowałam ochraniacze do plecaka;)

  • Agata

    Brawo <3