Rodzic Helikopter. Sprawdź, czy nim jesteś!

helikopterowi rodzicePojęcie „helikopterowych rodziców” nie zdobyło jeszcze w Polsce tak dużej popularności jak w USA (helicopter parents), co nie znaczy, że to zjawisko u nas nie istnieje. Istnieje i ma się niestety całkiem dobrze!

Helikopterowymi rodzicami określa się osoby, które przywiązują nadmierną wagę do spraw swoich dzieci: nieustannie czuwają nad nimi, krążą nad ich głowami niczym helikoptery i patrolują każdy punkt ich rozwoju.

Oto przykłady, w których takie „helikopterstwo” może objawiać się.

Szkoła

Rodzic helikopter jest na bieżąco z programem szkolnym swojego dziecka. Wie dokładnie, jaka praca domowa jest zadana, kiedy klasówka, poprawka, jakie były pytania na teście. Orientuje się w ocenach ze wszystkich przedmiotów. Często krąży po szkole i rozmawia z nauczycielami, konsultuje, zgłasza uwagi, sugestie, dyskutuje o ocenie, którą otrzymało jego dziecko. Pomaga córce lub synowi w przygotowywaniu prac plastycznych, angażuje się, przeżywa.

helikopterowi rodzice Fot.  Flickr

Transport

Rodzic helikopter codziennie podwozi dziecko do szkoły i we wszystkie inne miejsca, w których dziecko powinno się znaleźć.  Owszem, pamięta, że sam jako 11-latek poruszał się już o własnych siłach i do szkoły chodził bez pomocy rodziców, ale teraz są przecież inne czasy. Tyle niebezpieczeństw, morderców, złodziejów, pedofili. Lepiej chuchać na zimne.

— Pójdę do Krzysia.
— Czekaj, zawiozę cię.
— Ale tato, to tylko dwa przystanki autobusowe.
— Oj tam wsiadaj, synu, dwie minutki i będziemy. O której przyjechać po ciebie z powrotem?

Jedzenie

— Halo?
— Wyjdź pod szkołę, przywiozłam ci kanapki, zapomniałeś ze stołu.
— Mamo, daj spokój, za moment rozpoczynają się lekcje!
— Nie będziesz cały dzień chodził głodny, chodź, stoję pod drzwiami. A czekaj, zimno, wejdę sama. Stoisz obok koleżanek z klasy, prawda? Już cię widzę, syneczku!

helikopterowi rodziceFot.Brittany White

Ubrania

Rodzic helikopter krąży nad dzieckiem ze sweterkiem, szaliczkiem, czapką: która w zależności od pory roku, ma chronić jego głowę: albo od słońca albo od wiatru albo od mrozu. Kiedyś byłam świadkiem jak mama goniła szkolną wycieczkę niosąc 11-latkowi szalik, bo go zapomniał. Mina kolegów i koleżanek z klasy: bezcenna.

Fot.Cabridge Nanny

Plac zabaw

To się zaczyna już od piaskownicy. Ciągle asekurujesz dziecko przy absolutnie każdym sprzęcie? Czy wtrącasz się w konflikty zabawkowe, w których uczestniczy Twoje dziecko? Interweniujesz? Pomińmy sytuacje, w których pojawia się przemoc i np. głowa Twojego malucha jest uderzana łopatką innego – wtedy wiadomo, że trudno siedzieć cicho. Mam na myśli różnego rodzaju konflikty, sprzeczki itp. Czasami warto dać dzieciom wolną rękę, a nie krążyć nad nimi jak helikopter. Niech sobie radzą, bez mamusi lub tatusia!

Twoje lekcje – twoja sprawa, czyli nauka odpowiedzialności za swoje życie

Nie odrabiałam z dziećmi lekcji.  Jedyne, co jestem skłonna zrobić, to sprawdzenie wypracowania pod kątem błędów ortograficznych i stylistycznych, pomoc w nauce wiersza i ocena jego recytacji. Mogę służyć pomocą, ale oznacza to wyłącznie nakierowanie dziecka na tor myślenia, a nie wykonywanie za niego szkolnych zadań. Córki od początku, od kiedy rozpoczęły karierę edukacyjną, otrzymywały ode mnie komunikaty, że ich lekcje to ich sprawa. Wiedziały, że muszą je odrobić, że muszą przeczytać lekturę, nie mogą robić żadnych zaległości. Ale mają dbać o to same. Nigdy nie robiłam z nimi szkolnych prac plastycznych, nie rozwiązywałam zadań, nie pakowałam im plecaków ani nie sprawdzałam, czy wszystko spakowały. Więcej pisałam o tym w tekście: Nie odrabiam z dziećmi lekcji.

– Zapomnisz o czymś? Dostaniesz uwagę lub jedynkę i zapamiętasz.

Natomiast miewam helikopterową skłonność w kwestii ubrań: niepokoję się, czy nie są za zimno lub za ciepło ubrane, przypominam im o czapkach, szalikach, dopytuję, czy mają zakryte nerki itd. Bywam do tego stopnia natrętna i męcząca że męczę też samą siebie! Walczę z tym, pracuję nad sobą i na pewno zrobiłam duży postęp w porównaniu do tego, jaka byłam kilka lat temu. Ale do ideału mi jeszcze brakuje. 🙂

Na moje oko, cała filozofia polega na tym, że jeżeli rodzic przestanie troszczyć się o to, czy dziecku jest np. zimno, to dziecko samo się o to zatroszczy. Dziecko nie chce teraz jeść? Zje, jak zgłodnieje.

Jak jest Cię dużo, wszędzie i zawsze to nie znaczy, że naprawdę jesteś

Do eksplozji zjawiska „helikopterostwa” w dużym stopniu przyczyniły się telefony komórkowe. Jak nie mogę krążyć nad dzieckiem ciałem, to będę wibrować głosem. Rodzic ma złudzenie, że wydzwaniając do dziecka, zadając mu mnóstwo pytań, ma z nim kontakt, jest na bieżąco. Niestety nie jest to najwłaściwszy rodzaj obecności. Hiperobecność fizyczna wiąże się często  z deficytem psychicznym. Nie krążmy wciąż nad swoimi dziećmi, czasem po prostu przy nich zaparkujmy. 🙂

Komentarze:

  • Coś kiedyś słyszałam o tych helicopter parents ale dopiero Twój wpis do końca wyjaśnił mi to sformułowanie więc wielkie dzięki! I muszę nad sobą pracować, żeby się takim rodzicem nie stać, na razie pozwalając Oli rozwiązywać małe konflikty w klubie malucha, bo na samodzielne ubierania się, a już zwłaszcza odrabianie lekcji jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie 😉 więc dopiero za jakieś 10 lat okaże się czy mi się udało czy jednak poległam i zostałam helikopterową mamą

    • Dlaczego za 10? Myślę, że już wcześniej 🙂 Ile lat ma Twoja córeczka?

      • Moja córeczka ma 1.5 roku, więc może faktycznie zorientuję się trochę wcześniej niż za 10 lat, ale 10 tak ładniej brzmiało ;)) chociaż biorąc pod uwagę, że szkołe zacznie na pewno już jako sześćiolatka to za 5 lat będzie już chodzić do szkoły. I mam wielki plan, aby nie odrabiać z nią lekcji – to mnie najbardziej dziwi we współczesnym rodzicielstwie. Moi rodzice nigdy nie odrabiali ze mną lekcji, a jakoś udało mi się zdać maturę i nawet studia ukończyć. Jak czegoś nie rozumiałam sama to zawsze wśród znajomych w klasie czy starszych kolegów znalazł się ktoś kto mi to chętnie wytłumaczył – czy dziś to już tak nie działa?

  • A dla mnie to nowość. W sensie terminologii oczywiście 🙂
    Moje spostrzeżenie jest takie, że wraz z pojawianiem się kolejnej panny i pewnie wraz z naszym się starzeniem stajemy się coraz mniej helikopterowi.
    No nie można za dziecko przeżyć jego życia. Nie kradnij.

    • Podoba mi się to sformułowanie: nie kradnij życia 🙂

  • Marta Woźna

    Moja mama zawsze wiedziała, kiedy co mam za kartkówki, a tata za to zawsze wiedział, kiedy mam poprawę ;))

    • To się nazywa współpraca i dobry podział obowiązków :))

  • Martyna Kubicka

    moja matka się mną nie interesowała. dzięki jej za to. wtrącała się w kwestiach poważnego zagrożenia zdrowia lub życia. lub gdy chodziło o pieniądze: „na litość boską, znowu jedynkę wybiłeś, na deskorolce się stoi, a nie leży, skąd na koronkę wezmę hajs”. ale kłopoty to specjalność młodszego 🙂

    • 😀 Mój tato natomiast jakby zobaczył, że dziwnie fikam na deskorolce, rzekłby zapewne:
      – Dziecko, zejdź z tej deskorolki, bo pobrudzisz krwią chodnik…a po co komu kłopoty.
      😉

    • A mnie rodzice po prostu ubezpieczyli jak jeździłem na desce. Jak złamałem rękę, to starczyło na ewentualne leczenie, na to żeby oddać rodzicom za ubezpieczenie i jeszcze zostało na nową deskę, bo stara podobnie jak ręka, się złamała 🙂

      • Martyna Kubicka

        ewentualne koronki by pod to podchodziły? 🙂

        • O ile pamiętam to te pieniądze były wypłacone „na dowolny użytek”, więc i na koronki 🙂

  • Jestem takim rodzicem w kwestii szkoły i jedzenia. Nie zamierzam z tym walczyć. 😛 Ale to nie tak. Szkoła – starsze dziecko ma dysleksję i pewnie dlatego jestem na bieżąco. Młodszego syna zahaczyło to w mniejszym stopniu. Raczej sam się domaga uwagi, bo: „starszym to się interesujesz”, „ze starszym to się uczysz”, „starszemu pomagasz w lekcjach”. Jedzenie – młodszego nie zahacza, bo wcina i nie da sobie krzywdy zrobić, starszy jeść nie chce, a przecież rośnie 😉

    • Ja też bywam w kwestii jedzenia, w przypadku młodszej córki. Ciągle wydaje mi się, że je za mało, że jest zbyt szczupła itd. A przecież dziecko je tyle, ile chce. Nie ma czegoś takiego jak śmierć z niedojedzenia na życzenie.. (oczywiście nie mam na myśli zaburzeń psychicznych typu anoreksja).

      • No, u mnie to jest koszmar. To nie jest nawet to, że on szczupły, mało je… Chodzi o to, jak on je. Każdy kęs zanim podniesie do ust musi pooglądać ze wszystkich stron, mięsa wcale nie je, w piersi z kurczaka znalazł jakimś cudem żyłę i też już nie je, jada tylko płatki z mlekiem, ziemniaki i chleb z serem i keczupem. Tu nawet nie chodzi o to, że ja w niego wpycham jedzenie. Ja tylko obserwuję i się denerwuję. 🙂

        • Matki takie jak my mają skłonność do dramatyzowania i wyolbrzymiania. Jestem przekonana, że Twój syn je więcej produktów niż te przez Ciebie wymienione!!! 🙂
          Przez kilka lat żaliłam się mojej mamie, ze moja młodsza nic nie je. Wystarczało, że mama brała ją na 2 tygodnie na wakacje- jadła wszystko. TO Z NAMI- MAMAMI rzekomych niejadków JEST JAKIŚ PROBLEM, a nie z dzieckiem 🙂 Może udziela im się nasze poddenerwowanie? Emocje? („zjedz, proszę!!”, „zjedz, błagam, chociaż kawałek!” „natychmiast zjedz!” ) itp 🙂

          • To jest specyficzne dziecko. Błędy zostały popełnione, gdy był malutki i zdaję sobie z tego sprawę. Teraz nie namawiam go do jedzenia, właśnie dlatego, żeby nie wzbudzać w nim złych emocji związanych z jedzeniem. To już kiedyś zostało zrobione i dlatego je, tak jak je. Niestety jada tylko to, co wymieniłam, a nie, do ziemniaków surówka musi być, z tym ze grzebie w niej, jak kura. Ważne że coś tam skubie. Oglądam, podsuwam, nie namawiam, ale mnie to denerwuje. Może potrafi to wyczuć.

          • Magda, a ile lat ma Twój syn?

          • Trzydziestego skończy 13. Może dlatego się tak denerwuję, bo mi każdy obiecywał, że jak młody zacznie dorastać, to mnie zeżre z kopytami, a on jakoś nie chce. 😉
            Tak czytam , co tu napisałam i wychodzi, że jestem matka histeryczka, ale nie jestem, serio 🙂 Ja nie marudzę do niego o to jedzenie, tylko do innych, jak złapię okazję i kogoś, kto chce słuchać, to sobie ponarzekam 😀

          • Romen

            Magdaleno, z Twojego opisu wynika, że Twój syn może mieć wybiorczość jedzeniową. Nie jesteś histeryczką. Powinnaś udać się z nim do psychologa i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Jestem psychologiem i stąd moja rada.

          • alergiczka

            A ja jestem alergikiem i wiem, ze osoby z alergia potrafia tygodniami miec ochote np. tylko na kanapki z serem zoltym i nic wiecej, albo jeden typ zupy i to dlatego, ze tak dyktuje im organizm. proponuje zrobic testy na alergie 🙂 opis pasuje idealnie do mojego dziecinstwa, dopiero potem lekarz alergolog uswiadomil mojej mamie, zeby przestala wciskac we mnie jedzenie „bo to zdrowe”, „bo jestem za chuda”, „bo nic nie jem”, bo i tak juz cialo ma ciagly stan zapalny przez kurz, przez pylki itd i niewinny pomidorek, rybka, miód, albo cokolwiek zdrowego na co dziecko nie ma ochoty moze jeszcze bardziej zaburzyc rownowage w organizmie. Bo jesli nie ma na to ochoty, to najprawdopodobniej zle sie po tym czuje – ma bol brzucha, glowy, niestrawnosc, swedzi go skora, czuje sie apatyczne, cokolwiek – slowem jest na to uczulony. Co kilka lat sama sobie ostroznie poszerzalam liste rzeczy, ktore jem i nie umarlam, a po 27 roku zycia metabolizm sam zwolnil i bywam nawet czasem gruba 😉

  • MagdaBem

    Oh jak ja to znam, jestem super helikopterową mamą w każdej kwestii, niestety:(

    • Magda, nie rycz! 🙂 Bierz za siebie 🙂 Nad którym obszarem zaczniemy pracować? (mina a’la pani psycholog) 🙂
      Szkoła, transport, jedzenie, plac zabaw czy ubrania? 😉

  • evanka

    Moi rodzice mieli chyba podobne podejście do Twojego (z tym, że nawet w kwestii ubrań nie przejawiali cech helikopterstwa 😉 ) i jestem im za to z perspektywy czasu bardzo wdzięczna. Jak dostałam jedynkę w szkole, moja mama wzięła mnie na poważną rozmowę: „Słuchaj, dziecko, takie rzeczy się zdarzają, nie będę Ci teraz o to suszyć głowy, bo to jest Twoja szkoła i Twoje oceny i to Twoje życie zależy od tego, jakie wykształcenie zdobędziesz.” i tyle. Żadnej kary, zwiększonej kontroli, nic! Podziałało. 😉 Chcąc nie chcąc rodzice nauczyli mnie ponoszenia odpowiedzialności za moje życie i, co ważne: nauczyli mnie, że JA i tylko JA jestem rzeźbiarzem swojego życia. 😉

    • Cudowny komentarz 🙂
      Z tą kwestią kary i kontroli będę musiała do Ciebie wrócić bo ja mam z tym problem.. niby wiem, że to bez sensu, a jednak nie mogę się powstrzymać. Wkrótce coś o tym napiszę.

      • evanka

        U nas to chyba działało tak, że moi rodzice najpierw wpoili mi dosyć twarde zasady, a gdy byłam starsza stopniowo obdarzali mnie coraz większym zaufaniem i podkreślali to na każdym kroku. To nie był brak zainteresowania z ich strony, tylko właśnie zaufanie. I ja nie chcąc ich zawieść sprawowałam nad sobą najlepszą kontrolę. 😉 A już dla siebie, dlatego, że moi rodzice nigdy nie przenosili swoich ambicji na mnie (ja nie wiem, jak im się to udało…), chciałam osiągać coraz więcej. Czekam na tego posta o karaniu i kontrolowaniu!

  • Mnie wkurzają rodzice odrabiający zadanie z dziećmi, a w szczególności prace plastyczne. Potem oglądam takiego Picassa, który lepiej oddaje rzeczywistość niż Instagram, a pod spodem napis: I miejsce, Jaś Kowalski, 3 lata.

    Nie chcę, żeby moje dzieci były oceniane przez pryzmat moich działań. Niech same starają się o swoje sukcesy. Oczywiście sprawdzę czy zadanie jest zrobione i czasem każe coś zrobić jeszcze raz, jak jest niestarannie, ale to w zasadzie wszystko.

    Myślę, że helikopterowanie działa tylko przy jednym maksymalnie dwójce dzieci. Przy trójce i więcej jest fizycznie nie do wykonania.

    • WIelu rodziców pomaga dzieciom w pracach plastycznych zadanych jako praca domowa ze szkoły. Szok! Nie widzę tu ani jednego plusa, same minusy! Wyręczanie dzieci, rzucanie kłód pod ich samodzielność, wchodzenie w sytuację oszustwa (niby ty, a tak naprawdę ja), tworzenie podwalin pod fałszowanie rzeczywistości…

      • Sytuacja sprzed dwóch dni.
        7 letnia dziewczynka przychodzi do rodziców w szkole:
        – Ja to już w żadnym konkursie nie wezmę udziału. Całą pracę zrobiłam sama, ale Pani nagradza nie za samodzielność, tylko za ładną pracę. A ja się przecież tak starałam!

        Weź tu teraz wytłumacz dziecku, że warto się starać i pracować samodzielnie.

      • Ewa

        Ja jestem mamą niepełnosprawnej 10 latki i niestety muszę pomóc jej w odrabianiu lekcji ( nie robię ich za nią absolutnie) niestety w 4 klasie są zadawane czasami zadania których młoda nie ma nawet szans sama zrobić i niestety wkład artystyczny mój tam jest, jednak zawsze staram się aby był jak najmniejszy. co do helikopterowania to ja chyba jestem nie z tego działu 😉 fakt pytam czy ma coś zadane , ewentualnie przypomnę że miała coś zrobić, ale nie siedzę jej nad głową… chce odrobić lekcje , potrzebuje pomocy to pomogę, ale jak gwiazdorzy i wszystko robi byle się nie przygotować do lekcji to jej sprawa, dostanie jedynkę którą wie że i tak musi poprawić, w ten sposób już częściej pamięta że …. musi pamiętać o lekcjach 😉

  • Ewa K

    Muszę ten tekst wydrukować i na lodówce powiesić. Wszystko
    jeszcze przede mną , ale widzę zadatki na MEGA helikopter hmmmm

    • Widzę sukces! Ważne, że wiesz, widzisz i chcesz coś z tym zrobić. Zostaje Ci tylko praca nad sobą 🙂 Ile lat ma Twoje dziecko?

      • Ewa K

        Dopiero dwa, więc jestem na początku drogi. Jeszcze jesteśmy na etapie nauki życia w społeczeństwie. Ingerencja na tym etapie jest niezbędna do wyhodowania jakichkolwiek nawyków w małym człowieku lecz granica jest cienka. Czasami odpuszczam, pozwalam córce samej zawalczyć o zabawkę, zjeść obiad ( brudząc przy tym wszystko w promieniu 3 metrów), pobiec w dal bez fizycznej opieki rodzica… lecz nie jest łatwo zrezygnować z ciągłej kontroli :/

  • Kama

    Ja nie bardzo mam szansę na bycie helikopterową mamą,moje dzieci posiadają mnóstwo zdrowego rozsądku i potrafią mamunię spacyfikowac. Starsza prawie siedemnastoletnia jak czasem coś bąknę,że za lekko ubrana otwarcie mówi,że jak zmarznie to się ubierze i tyle. A młodsza gimnazjalistka na uwagi o odrabianiu lekcji odpowiada,że juz nie jest pierwszakiem i da radę jest odpowiedzialna itd. Co do jedzenia to akurat moje dzieci nigdy nie miały z tym klopotów i konia z kopytami by zjadły więc tu problemów nie było.Mam nadzieję,że w tej postawie dziewczyn jest jakaś moja zasługa ,bo ciężko pracowałam nad tym , zwłaszcza,że moja mama była helikopterowa . Staram się słuchac tego co do mnie mówią moje dzieci i hamowac jak przesadzam. No nie jest lekko ale warto .

    • Kama, super, że się odzywasz! Z wielką przyjemnością widzę tu mamy nastolatków, bo bardzo chętnie powymieniałabym się z Wami poglądami i doświadczeniami. Mam nadzieję, że zostaniesz u mnie i będziesz się odzywać w komentarzach 🙂

      • Kama

        Postaram się odzywac w miarę możliwości i chętnie zostanę.Lubię wymianę myśli,poglądów i wszelkie dyskusje. Jeśli chodzi o nastolatki to jest to jak wiadomo temat rzeka i ja w tej rzece właśnie od kilku lat uczę się pływac, póki co trzymam się jeszcze na powierzchni choc dziewczyny charakterne i co jakiś czas usiłują mamunię lekko podtopic.

  • Maja G

    W mojej szkole wszyscy rodzice są helikopterami bo odwożą do szkoły, dzwonią do Pani czy innych dzieci po lekcje i podrzucają kanapki. Co w tym złego? A lekcje to fajnie byłoby odrabiać z rodzicami ech tylko, który rodzic ma na to czas….

    • Pytasz co w tym złego.. Np. odbiera to dzieciom możliwość nauki samodzielności. Wyjaśnię na przykładach wskazanych przez Ciebie:
      – „dzwonienie po lekcje”- dlaczego to rodzic dzwoni a nie dziecko? Moje córki po okresach nieobecności w szkole zawsze same dzwonią do koleżanek i wypytują o lekcje. Również ta 8-latka, mimo że nie ma telefonu. Bierze mój, telefonuje do koleżanki (lub mamy koleżanki) i spisuje zaległości, ja w tym nie pośredniczę.

      – „podrzucanie kanapek” – niech dziecko nauczy się, ze ma je brać ze sobą. Jak zapomni- będzie głodne. Jak będzie głodne – będzie dbać o to, żeby nie zapomnieć.

      Co do czasu spędzanego z dzieckiem to wolę porozmawiać, posłuchać opowieści ze szkoły, pograć w plansżówkę itp niż siedzieć w jej książkach Niech lekcje sobie sama odrabia…

      • Maja G

        Mam 8 lat, no prawie 9 i moim hobby jest łażenie po blogach zdezorientowanych rodziców 🙂 Biedni ciąż wyczytują co innego i wciąz zmienia im się co mają robić i co jest słuszne. I oto dowiadują się, że jak już uda im się w miarę ogarnąć obowiązki rodzicielskie to zostają helikopterami :)) Biedni rodzice, wszystkim co robią szkodzą dzieciom. A myśleli (i niektóre dzieci w tym ja też), że zadzwonić po lekcje jest dość praktyczne, (szybciej, sprawniej) podrzucenie zapomnianego jedzenia przyniesie więcej korzyści niż szkody ( no nie wiem czy to tak działa, że jak się raz zapomni to drugi raz już nie – u mnie się to nie sprawdza a niestety musze być bardzo samodzielna), i że dzięki nauce z rodzicem te zadania domowe stają się ….. przyjemne. Ale skoro Na blogu napisali, że to złe to pewnie tak jest 😉

        • Maju, wybacz, że Ci to zarzucę, ale nie sądzę, żebyś miała 8-9 lat. Tak się składa, że mam doskonałe wyczucie „lingwistyczne” i ten komentarz nie został napisany przez 8-9-latkę.

          • wow, jeśli ta reforma oświaty idzie w takim kierunku (jak pięknie wysławiają się ośmiolatki! jaka interpunkcja!) to jestem pod wrażeniem co to te nasze państwo wyczyniło obniżając wiek szkolny 😀

  • szarsz

    A ja się nie zgadzam z tekstem. Rodzic powinien widzieć i wiedzieć, kiedy odpuścić, a kiedy przypilnować. I tak mi kompletnie wisi kwestia ubierania się mojej dwójki, bo ubierają się w miarę rozsądnie, a ja sama, jako dziecko z szeregiem nadwrażliwości, doskonale pamiętam, jakim koszmarem był dla mnie nakaz noszenia rajstopek. I noszą czapki, której mamusia nigdy by nie dała sobie wsadzić na głowę.
    Podobnie odpuszam kwestię jedzenia u młodszej. Bo to dziecko, co zje czekoladę, przegryzie kiełbasą, odmówi zupy, a na kolację wciągnie talerz brokułów. Sama sobie najlepiej reguluje dietę. A starszak nie. Starszak ma skłonności do popadania w monotonię i nie pilnowany jadłby chipsy na przemian z lodami, nie pijąc przy tym niczego.
    Trzecia sprawa, to kwestia lekcji. Piszesz, Nishko, „Dostaniesz uwagę lub jedynkę i zapamiętasz.”. Otóż nie wszystkie zapamiętają. Ja się nie nauczyłam, podstawówka, liceum, studia… Wiecznie bez zadania, albo robione na kolanie w autobusie, wiecznie bez zeszytu. Mądra byłam przy tym, łatwo się uczyłam, więc średnia jakaś tam wychodziła. Są dzieci, którym trzeba pomóc się nauczyć, bo pewne zadania je przerastają. Oczywiście, 95% zadań mogą zrobić same, ale pracy nad większymi zadaniami uczyłam mojego syna tak, jak uczyłam go wielu innych rzeczy. Planowania, szkicowania, dzielenia na etapy. I umie to tak dobrze, jak nie umieją jego koledzy i jego koleżanki. Muszę z nim pracować też nad pakowaniem, bo to mój charakter, książki rozkopane po pokoju, wciśnięte pod szafę, zgniłe jabłko na dnie tornistra, strój na w-f zwinięty w kłębek pod łóżkiem, zgubiona książka od angielskiego i matematyki… Gdyby nie ten angielski, to mógłby być mój tornister 🙁 Tak, to jakiś nasz wspólny defekt mózgu, więc pracujemy nad protezami – niekiedy podpowiadam mu, jak ja sobie radzę z problemem i czasem to działa, a czasem nie i wtedy szukamy innych rozwiązań. A moi rodzice powtarzali jak mantrę Twoje słowa i nic. Dwanaście lat szkoły. Pięć lat studiów. Zero postępu.
    Poza wszystkim, postęp ludzkości wiąże się z interakcją, z rozmową, z poprawianiem zastanego. Uczymy się w dyskusji, a wielokrotnie, gdy mamy problem, wystarczy pogadać z innym człowiekiem, aby rozwiązanie się znalazło. Praktycznie samo. Ty tymczasem postulujesz zostawienie dziecka samemu sobie, aby skłębiło myśli pod czaszką i nikt nie pomógł mu ich rozplątać. Nie.

    • Szersz, wydaje mi się, że jednak zgadzamy się ze sobą, wbrew temu, co sugerujesz 🙂

      Bo ja podpisuję się pod prawie całym Twoim komentarzem, oprócz tych fragmentów, w których sugerujesz mi, że postuluję „zostawienie dziecka samemu sobie, aby skłębiło myśli pod czaszką i nikt nie pomógł mu ich rozplątać” oraz gdy próbujesz przekonać mnie, że „Rodzic powinien widzieć i wiedzieć, kiedy odpuścić, a kiedy przypilnować”

      Absolutnie zgadzam się Rodzic powinien dbać o dziecko najlepiej jak umie, wspierać je, stanowić wsparcie psychiczne i fizyczne, pomagać gdy to jest w tarapatach, reagować, gdy pojawiają się problemy, być z nim. Jasne. Ale jednocześnie powinien też uczyć samodzielności. Tłumaczę to w poniższym komentarzu do Mai G.

      Ja mam również podobny problem co Ty- moja starsza córka (13 lat) jest (tak jak ja) bardzo chaotyczna, wiecznie coś gubi, zapomina. ma problemy z koncentracją uwagi. Osiąga doskonałe wyniki w nauce, a prosi mnie bym wymieniła jej co jest potrzebne na basen, bo nie jest w stanie tego umysłowo ogarnąć,

      – Mamo, wymień co trzeba wziąć na basen, bo nie wiem czy o wszystkim pamiętam – prosi mnie rano.

      – Klapki, strój kąpielowy, ręcznik i czepek – wymieniam.
      – I szczotkę do włosów! – wykrzykuje młodsza córka.

      I ta sytuacja pojawia się w KAŻDY poniedziałek, od kilku miesięcy, czyli w dniu kiedy starsza córka ma basen. Nie robię z tego absolutnie żadnego problemu. Wymieniam jej co tydzień te 4 przedmioty. A rodzic helikopter wiesz co by zrobił? Sam by ją spakował.

      Ja nie pomagam dzieciom w odrabianiu lekcji bo nie muszę, na razie ze wszystkim radzą sobie same. Bywają jednak sytuacje, w których np. młodsza córka (8 lat) ma problem z tym, o czym opowiedzieć (pani czasami zadaje taki opowiastki, które potem prezentuje się na forum klasy. Widząc że ma problem, staram się nakierować ją jakoś, np zadaję pytania. Doprowadza do tego, że ona sama dochodzi do rozwiązania i w jej głowie rodzi się pomysł, o czym opowie. Znam rodziców, którzy sami wymyślają dziecku to opowiadanie, opowiadają i dziecko opowiada jako własne. są rodzice „helikoptery”.

      W komentarzach z Blog Ojcem poruszyliśmy wątek wykonywania za dziecko prac plastycznych. To jest też „helikopterstwo”. Ty (tak jak i ja) musiałabyś pewnie zadbac o to, żeby Twój syn znalazł wszystkie kredki, temperówkę, nie wylał na kartkę papieru soku 😉 czyli pomogłabyś mu stworzyć stanowisko pracy, wsparłabyś go w tym, ale nie narysowałabyś za niego rysunku, prawda?

      To, co piszesz w ostatnim akapicie świadczy o tym, że chyba jesteś tu krótko, bo co jak co ale jak jestem absolutną zwolenniczką dialogu i rozmowy 🙂
      Życzę Ci wszystkiego dobrego 🙂

      • szarsz

        Podczutuję raczej, rzadko cokolwiek komentuję 🙂

        Być może jak płachta na byka zadziałało hasło „dostanie jedynkę, to się nauczy”, hmmm…
        Nie, rzeczywiście, nie narysowałabym obrazka za niego 🙂

  • Tianzi

    Jak wspominam własne dzieciństwo (choć w sumie mniej swój przypadek, a bardziej obserwację otoczenia), to ‚helikopterowanie’ często skutkowało u dzieci kłamstwami, wykrętami, zdejmowaniem rajstopek za rogiem po wyjściu z domu, oszukiwaniem na karnetach na stołówkę szkolną, ‚zapamiętywaniem’ (bo w praktyce się oczywiście nie pamiętało), co jest zadane, bo matka sprawdzi zeszyt i by suszyła głowę, gdyby było zapisane, (później) umawianie się z Wojtkiem, powiedziawszy, że się umówiło z Magdą, etc. Oczywiście to źle, ale chyba częściowo bierze się z przekonania, że matce nie można nic powiedzieć (za gorąco w rajstopkach, zadane dopiero na czwartek, zrobię w środę, itd.), więc młody człowiek kombinuje, jak obejść męczący i w jego oczach często bezsensowny system. A odrabianie za pociechy lekcje – nie ‚pomaganie’, tylko właśnie rysowanie za nie na plastykę, pisanie wypracowań – to w moich oczach nie nadopiekuńczość, tylko zwykła nieuczciwość.

    • Dokładnie i uczy dzieci nieuczciwości :/ A Twoje obserwacje bardzo ciekawe! Podejrzewam, że żadne dziekco nie jest w stanie znieść wiecznie krążącego nad nim rodzica i niestety ucieka w opisane przez Ciebie zachowania..

  • Aniaxyz

    A wiecie co ja mam??? Helikopterowych Teściów!! Wszędzie chcą mnie wozić, Teściowa pyta, czy jestem ciepło ubrana, czy niczego nie zapomniałam do pracy, czy już zjadłam obiad, dokarmia mnie swoimi smakołykami (mieszkamy w jednym domu, ale na różnych piętrach i ogólnie prowadzimy osobne gospodarstwa). Nie powiem, jest to miła odmiana po tym, jak moi rodzice byli absolutnymi przeciwieństwami helikopterów – tylko w okresie podstawówkowym byli zafiksowani na tle nauki szkolnej 😀

    • Ale Tobie chyba z tym dobrze, co? 😀 😀
      A czy są tacy tylko wobec Ciebie czy Twojego męża też? 🙂

      • Aniaxyz

        Dla męża też 😉
        I oczywiście, ze jest mi z tym dobrze – poza wożeniem. Nie mam prawa jazdy i poruszam się komunikacją miejską, rowerem lub pieszo i – nikt mi nie wierzy, ale to prawda – bardzo to lubię! Ale Teście nie mogą zrozumieć, że ja wolę iść gdzieś pieszo / autobusem / rowerem – niż skorzystać z podwózki. Naprawdę ciężko ich w takich sytuacjach spławić!

  • Agnieszka Krupińska

    No to podajmy sobie dłonie. W kwestii jedzenia i ubrania nie odpuszczam. Ale moja starsza córa to generalnie z jedzeniem słabo, trzeba w nią wciskać żeby w ogóle zjadła cokolwiek, a tak w ogóle – to te kwestie zahaczają o zdrowie. Ma nie być głodne i odpowiednio ubrane żeby nie zachorować.
    Natomiast bardzo mnie zaskoczył twój stosunek do lekcji. Moje dzieci jeszcze nie szkolne, ale to już kwestia miesięcy nie lat ;). Zawsze sobie myślałam, ze będę dzieciom pomagać w lekcjach, ale chyba mnie przekonałaś. W końcu ze mną też nikt lekcji nie robił i sobie radę dawałam 😉

    • Napisz jak to się sprawdzi 🙂 Jak coś- zwalisz na Nishkę 😉

    • Monika

      Też mnie zaskoczyły te lekcje. Nie mówię tutaj, że za dziecko trzeba je odrabiać itd bo to jest niewłaściwe ale nie wyobrażam sobie by syn podszedł do mnie i poprosił o pomoc w lekcjach a ja powiedziałabym „nie”. ;/

      • Moniko, owszem, zdarza się czasami, że jak widzę że córka ewidentnie sobie z czymś nie radzi to jej pomagam, ale jest to bardziej „naprowadzanie jej na zrozumienie”. Podaję tylko pomocą dłoń ale uczę że sprawa lekcji to jej sprawa.

  • Mama Ka

    No to jestę helikopterę… Chociaż moim zdaniem to trochę naciągane, bo tylko jestem na bieżąco ze wszystkim co w szkole i odrabiam z młodym lekcje…. Cała reszta to dla mnie abstrakcja 😀

    • cattii

      Nie ma się czym chwalić. A gdybys nie pilnowała to co? Koniec efektywnej edukacji? Kiedy dziecko będzie mogło samodzilnie działać w szkole?
      To nie złośliwość, tylko racjonalne pytania.
      ps.

      • W momencie pisania komentarza miałam w domu pierwszoklasistę, który dopiero wyrabiał sobie szkolne nawyki. Przez te 3 lata z czasem zaczęłam odpuszczać, bo widziałam, że młody staje się coraz bardziej samodzielny. Teraz jest w 4 klasie i nie pomagam mu prawie wcale, więc pomaganiem mu raczej nie zaszkodziłam 😉

  • ja to raczej jestem rodzic-poduszkowiec ;-D

  • Boshhhh, jestem taką matką O.o Dziecko z helikopterem nigdy sobie samo nie poradzi, ale ja taka ciekawska zawsze jestem, tak bardzo chcę pomóc, tak wesprzeć i tak doradzić, że za chwilę bym się w jego skórę wbiła i za niego zrobiła, powiedziała i napisała. Ale walczę z tym, walczę jak mogę, a jak się nie mogę powstrzymać to
    podchodzę do lustra i strzelam sobie siarczystego z hasłem ‚wstydź się
    Jadźko’.

  • Ziuta Nowak

    Jestem raczej dżdżownicą- od czasu do czasu wystawiam głowę, by sprawdzić czy wszystko w porządku 🙂 😛

  • Pingback: Gdy mąż zostawia żonę na pastwę losu… | Nishka()

  • to będę ja – jak nic czuję swoje predyspozycje w tym kierunku

    fajny tekst – bym napisała, ale nie napiszę, bo po Twojej ostatniej akcji promocyjnej wyjdę na lizusa 😉

  • Pingback: 11 wskazówek jak wychować przedsiębiorcze dziecko, czyli dziecko, które będzie potrafiło zrealizować swoje marzenia | Nishka()

  • Pingback: Jestem zwycięzcą, czyli relacje „niegrzecznej” córki z nauczycielami przez następne 8 lat | Nishka()

  • mamma

    Bardzo mądry artykuł. Czytając go uświadomiłam sobie, że jestem dorosłym dzieckiem taty helikoptera i konsekwencje w dorosłości są o wiele gorsze niż samo helikopterowanie w dzieciństwie. Z racji mojego dość niezależnego charakteru całe życie z tatą spędzamy na większych lub mniejszych konfliktach wynikających z tego, że koniecznie – na przekór jemu chcę mu udowodnić, że świetnie sobie radzę bez jego pomocy, on natomiast obraża się, że jej nie chcę. Jest to zaawansowane do tego stopnia, że chętnie przyjmuję pomoc teściów, mamy, innych osób, natomiast każdy, nawet najmniejszy gest ze strony taty jest dla mnie drażniący – z racji jego wielkiej nadopiekuńczości w przeszłości. Ale po lekturze tekstu i wzroście mojej samoświadomości w tym temacie myślę, że zacznę nad sobą pracować 😉

  • Pingback: Óje się nie kreskuje | Nishka()

  • Chodzenie za dzieckiem krok w krok, zawożenie wszędzie, a nawet pilnowanie czy nie jest za lekko ubrane to przesada już w każdym wieku, od malutkiego. Ale pomaganie w lekcjach? Nigdy bym nie wpadła na to, żeby odmówić dziecku kiedy mnie o to prosi 🙂 Nie mówię o odrabianiu lekcji za dziecko, ale pomoc zawsze i wszędzie bardzo chętnie!

  • Ola S-K

    Jeju, to prawie w 100% o mnie. Dziękuję Ci Nishko, za ten post. Mam dwa miesiące na poprawę swojego zachowania.

  • Pingback: Wykształcenie | niedzisiejsza()

  • Pingback: 5 wskazówek jak wychować inteligentne dziecko | Nishka()

  • Pingback: Pomóż dziecku rozwijać talenty: pozwalaj mu na żarty | Nishka()

  • Pingback: Dodaj mi skrzydeł | Nishka()

  • Pingback: Tajna broń córki | Nishka()

  • Ola

    Według mnie helikopterstwo zaczyna się już od narodzin. Dzieci wiecznie trzymane na rękach, jak już trzeba na chwile odłożyć maleństwo to najlepiej do wózka i jedziemy z nim z toalety żeby na moment z oka nie spuścić mimo, że sobie słodko śpi. Dziecko ma samo jeść? Absolutnie! Trzeba wkładać mu jedzonko do buzi bo samo rączką nie trafi. Zaczęło dziecię raczkować? Stawiać pierwsze kroki? Mieszkanie trzeba obłożyć poduszkami bo nie daj buk się przewróci, puknie, stuknie. I rodzic taki już wtedy nie usiądzie, nie porozmawia bo musi wisieć i pilnować. Biedne dzieci, które nie mają możliwości poznawać świata poprzez doświadczenie. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

  • Ola

    Polecam również przyjrzenie się norweskiemu modelowi wychowania. Określa się go jako „zimny chów” co nie ma związku z okazywaniem uczuć czy dyscypliną. Chodzi o jak najwcześniejsze usamodzielnianie dzieci. W Norwegii katar nie stanowi powodu do paniki, 2latek spokojnie może oddalać się od matki, a kiedy sie przewróci, podnosi sie, otrzepuje i biegnie dalej 🙂 Norwegowie mają zupełnie inne spojrzenie na wychowanie niż np. Polacy i jest on wg mnie bardzo ciekawy.

  • skrzatka

    Jestem helikopterem w kwestii jedzenia, ubioru czasem też. Jednak nie zakłądam czapki kiedy nie jest to konieczne (powyżej 12st mniej więcej :P, córka ma niecałe 3 lata). Na placu zabaw nie latam za nią, siedzę na ławce i obserwuję 🙂 Szkoła i podwózki jeszcze mnie nie dotyczą…

  • Ania

    No to jestem mama helikopter

  • Pingback: „W Paryżu dzieci nie grymaszą” – książka pełna genialnych rad i humoru | Nishka()

  • Pingback: W PARYŻU DZIECI NIE GRYMASZĄ | FLEXIMAMA.PL()

  • Pingback: Uwaga, uwaga: dziecko i prąd, czyli jak bezpiecznie obchodzić się z prądem | Nishka()

  • Pingback: Hu, hu, ha! Szkoła dla 6-latków zła! | Nishka()

  • Magda Natalia

    „Helikopterowi” rodzice najbardziej rzucają mi się w oczy na placach zabaw, gdzie nieustannie asekurują swoje pociechy, a także ingerują ich zabawy i interakcje z rówieśnikami. Zastanawiam się czasami, czy nie potrafią zaakceptować faktu, że ich dzieci w takich momentach ich po prostu nie potrzebują, a także czy nie zdają sobie sprawy z tego, jak niszczący wpływ mają ich ingerencje choćby na zdolności interpersonalne ich dzieci. Nie mówiąc o tym, że wisząc nad głową czy na siłę „wtapiając” się w grono kilkulatków i – nieustanie doradzając, komentując, nadzorując – często skutecznie psują radość ze wspólnej zabawy całej grupie dzieci.

  • Pingback: O co chodzi z tymi zombie? | Zadziwienie rzeczywistością()

  • Pingback: Dzieci to pierdoły, bo ich rodzice są pierdołami. | esencja()

  • Pingback: Demony z ulicy i internetu | Nishka()

  • Pingback: Dzieci to pierdoły, bo ich rodzice są pierdołami.()

  • Ciekawe określenie. Pierwszy raz się z nim spotykam. Ja sama, jako dziecko, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Wręcz przeciwnie. Z drugiej strony – byłam bardzo sumienna, więc po prostu – rodzice się nie martwili. Czy ja jestem rodzicem helikopterowym? Mam dopiero 3 latka i roczniaka. Staram się kreować w maluchach samodzielność, bo sama taka byłam.
    Zgodzę się, że obecność przy dziecku to nie milion pytań. Takie postępowanie przypomina mi śledztwo. Bliskość to obecność, wspólna rozmowa, i stąd czerpanie informacji.

  • Pingback: Mądry rodzic po szkodzie, czyli jak naraziłam córkę na niebezpieczeństwo | Nishka()

  • Pingback: Rodzicu, odejdź od biurka dziecka i nie odrabiaj z nim lekcji! :) | Nishka()

  • Pingback: Twoje dziecko jest „trudne”? Uważaj, żeby nie wmówić sobie, że to ADHD, autyzm lub choroba dwubiegunowa | Nishka()

  • Tak sobie krążę po Twoim blogu i stwierdziłam, że to kolejny tekst, obok którego nie mogę przejść obojętnie. Pamiętam jak dziś, że wkurzało mnie strasznie, że rodzice ciągle mnie sprawdzają, pytają co mam zadane, odpytują przed każdą klasówką i po prostu mnie stresują. Albo ślęczą ze mną nad tym nieszczęsnym „jak zostać Pitagorasem” po 4 godziny dziennie, bo dostałam pałę z matmy, a ojciec chce, żebym robiła coś ponad program. Na szczęście przeszło im w gimnazjum, a książkę wyrzuciłam bezczelnie do kosza pod ich nieobecność i potem udawałam głupią, jak pytali, czy jej nie widziałam.

    Nigdy nie będę tak nachalna, zwłaszcza że od podstawówki uważałam, że oceny w żadnej mierze nie są wyznacznikiem inteligencji i teraz, w wieku 23 lat (tak, wiem, gówniara ze mnie ;p ale od 12 roku życia uważam tak samo) również uważam, że oceny nie zawsze odzwierciedlają inteligencję dziecka. Mój przyszły mąż dostanie przykazanie, że jak powiem dziecku „zdolne, ale leniwe”, to mam dostac po głowie bo to chyba najgorsze słowa, które można usłyszeć, brr 😀

    • zgadzam się z Tobą!
      PS Miłego krążenia po moim blogu 🙂

  • Pingback: Dzieciocentryzm - czy rodzice powinni podporządkować życie dzieciom? - Nishka()

  • Pingback: Czy można prowadzać dziecko na smyczy?! - Nishka()

  • Pingback: Jaki typem matki jesteś? Helikopter, czołg, pacyfka, terrorystka? :) - Nishka()

  • Pingback: Oczami matki. Jakim typem matki jesteś? Helikopter, czołg, pacyfka, terrorystka? :) - Nishka()

  • Pingback: Twoje lekcje - twoja sprawa: nie odrabiam z dzieckiem lekcji - Nishka()