Nie zapominam o sobie – pozwala mi to zachować w życiu równowagę

9

fot. Agnieszka Dzieniszewska

Czy udaje mi się utrzymać w życiu równowagę? Przyznam, że nie jest to proste, bo od lat błędnik odmawia mi posłuszeństwa i gdy tylko zamykam oczy i rozkładam ręce, nie jestem w stanie zrobić nawet jaskółki, mimo że nie jestem w stanie upojenia. 🙂 Czy balansowanie między różnymi sferami życia przychodzi mi z łatwością?

c

Tekst powstał we współpracy z marką Clinique.

Na przykład nie potrafię utrzymać balansu, jeżeli chodzi o stan mojego gospodarstwa domowego, a dokładniej porządku w tymże. Jestem tak pochłonięta innymi sprawami, że nie mam na to ani czasu ani energii ani ochoty. Gdy mam niezapowiedzianych gości, na wstępie witam ich słowami:

– Przepraszam za ten bałagan! – i bynajmniej nie jest to czczce gadanie.

Jeżeli chodzi o balansowanie emocjonalne to moje uczucia przechylają się to w jedną, to w drugą stronę. Mimo, że na blogu widzicie zwykle roześmianą i pełną energii Nishkę i taka też często jestem w życiu, to wiedzcie, że równie często miewam także inne stany. Natalia bywa zdenerwowana, wściekła, smutna, przerażona, zmęczona, czepiająca się i zrzędliwa: istnienie tych dwóch ostatnich stanów zapewne z przyjemnością potwierdziliby mój mąż i córki. 🙂 Nie widzicie mnie takiej na blogu z prostego powodu: w takim stanie nie jestem w stanie sklejać sensownych zdań.

2

Jest jednak coś, w czym w miarę potrafię utrzymać balans: to równowaga między strefą rodzinną, zawodową i moim „ja”. Staram się, żeby wszystkie trzy jakoś ze sobą współgrały.  

Kocham moje dzieci i bez wahania oddałabym za nie życie, ale w życiu nie jestem w stanie poświęcić się im zupełnie. Tak jak i żadnej innej części życia: pracy, pasji, małżeństwie, przyjaźni.

Słowo poświęcać się ma, jak podaje słownik języka polskiego, dwa znaczenia:
1. zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakiejś sprawy
2. wybrać sobie coś jako zawód lub cel życia

Nie chcę rezygnować z siebie „dla dobra” dziecka i męża. Nie chcę też czynić ich celem swojego życia. Gdybym poświęciła siebie, nie wyszłoby to na dobre dla żadnej relacji, ani rodzicielskiej ani małżeńskiej, ani zawodowej. Poświęcając siebie, czyli de facto rezygnując z siebie, odczuwałabym frustrację.

Wolę poświęcać dzieciom i mężowi czas i uwagę, ale nie poświęcać siebie.

Gdy urodziłam córkę na pierwszym roku studiów, o czym pisałam w innym tekście, który powstał we współpracy z Clinique, nie miałam problemu z tym, żeby codziennie zostawiać ją – zaledwie kilkutygodniową – na trzy godziny z mężem lub kimś z rodziny. Gdybym zrezygnowała wtedy ze szkoły na rzecz „dobra” dziecka, to byłabym nieszczęśliwą mamą. A nieszczęśliwa mama to nieszczęśliwe dziecko. To oczywiście moja historia, każdy ma swoją definicję szczęścia. Wiem, że istnieją mamy, które czują się doskonale zostając w domu i poświęcając czas i uwagę wyłącznie dziecku. I mają do tego prawo. Ja mam inaczej. Mam taki temperament, że muszę mieć kilka pól działania.

Przy drugiej córce również, odkąd miała cztery miesiące, wychodziłam na cztery godziny do pracy. Teraz, przy synu, mimo że jestem w domu, pracuję: piszę teksty, szykuję się do ich pisania: czytam, analizuję, albo tak jak ostatnio, podczas przygotowywania się do wywiadu, spotykam się z moimi rozmówcami. Wiem, że moje dziecko na tym nie cierpi – jego potrzeby są na pierwszym miejscu – jest, jak to mówią, psycholodzy: „zaopiekowane”, ale nie zapominam też o sobie i swoich potrzebach. Sobą też muszę się zaopiekować.

cI w małżeństwie, i macierzyństwie, i w przyjaźni, i pracy, i blogowaniu, i pasji – staram się zachować równowagę: tak balansować między różnymi sferami życia, by nie dać się zupełnie pochłonąć którejś z tych sfer. Muszę mieć miejsce na swoje „ja”. Nie mogę być wyłącznie mamą, żoną,kobietą pracującą, blogerką Nishką, muszę też być sobą: Natalią. Oczywiście, że na Natalię składają się te wszystkie role i bez nich byłabym niepełna i nieszczęśliwa, ale właśnie dzięki temu, że jest ich kilka, mogę być „sobą” i zachować równowagę. 

Gdybym ktoś postawił mnie pod ścianą i wrzasnął:

– Szybko, wybieraj! Możesz wybrać tylko jedno! Co jest dla ciebie najważniejsze: rodzina, praca, pasja, przyjaciele czy ty?! Szybko!!

– Rodzina! – krzyknęłabym bez żadnych wątpliwości.

Na szczęście nikt mi nie każe wybierać.

Jednym z kluczy do mojego poczucia szczęścia jest utrzymanie balansu i równowagi między rodziną, pracą, pasją i moim „ja”.

Jako mama niespełna dwumiesięcznego dziecka siedzę ostatnio z nim cały czas w domu. Dzień wypełnia mi opiekowanie się nim i jest mi z tym dobrze. Jednocześnie jednak muszę też dokarmiać swoje „ja” – i równolegle z zajmowaniem się nim, zajmuję się też sobą, czyli tym, co sprawia mi przyjemność: czytam, piszę, notuję. Ten tekst pisałam z synem leżącym na mnie, co prezentuję w tym filmiku.

Czasem jednak mam potrzebę wyrwać się na kilka godzin z domu. Spotkać się z kimś, porozmawiać, wyjść zupełnie sama. I wtedy nie mam problemu z tym, żeby zostawić syna z tatą. I tak było kilka dni temu, gdy spotkałam się z Agnieszka, która robiła mi zdjęcia do tego tekstu i wykonała makijaż.

13

Gdy oglądałam te zdjęcia, nie poznawałam siebie. 🙂 Owszem, umiejętności fotograficzne i makijażowe Agnieszki są z pewnością ogromne, ale kluczem do mojego świeżego wyglądu był również nowy podkład Clinique: Superbalanced Silk Makeup SPF 15. Można powiedzieć, że podkład ten do perfekcji opanował trudną sztukę zachowywania równowagi.  🙂

c

Tutaj zaprezentowane są różne odcienie tego podkładu, zaś tutaj i tutaj cała gama kolorów szminek Pop Matte.

Superbalanced Silk Make Up ma:
– odpowiednią konsystencję: lekką i niewyczuwalną na skórze formułę, a nie maskę, za którą musiałabym się ukryć,
– dobre krycie: moje sińce pod oczami – wszak ostatnio nie dosypiam – ukrył w kilka sekund,
– dzięki filtrowi UVB/UVA zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry pod wpływem oddziaływania promieni słonecznych,
– utrzymuje się na skórze w niezmienionej formie cały dzień: kto by tam miał czas i ochotę poprawiać sobie makijaż kilka razy dziennie 😉
– kontroluje poziom produkcji sebum: matuje obszary tłuste skóry, jednocześnie nawilżając strefy przesuszone. Ha, taki inteligentny podkład! 🙂

clinique

Nowością w moim wyglądzie było również pomalowanie ust szminką: przyznam, nigdy tego nie robię. Dlaczego? Bo dotychczas nie miałam szminki. 🙂 Clinique przysłało mi kilka szminek: matową Clinique Pop Matte Lip Colour oraz hybrydową Liquid Matte Lip Colour. Prawdę mówiąc to dopiero od Agnieszki robiącej mi zdjęcia dowiedziałam się, co to znaczy „matowa” szminka. 🙂 Zawsze wydawało mi się, że malowanie ust jest wyższą szkoła jazdy – i po kilku próbach rzucałam to. Tymczasem okazało się, że to banalnie proste – albo do tego dojrzałam albo po prostu szminki Clinique tak łatwo się rozprowadzają i tak długo utrzymują na ustach w niezmienionej formie 🙂

12

11
10

 

Komentarze:

  • Komentarz testowy, w związku z awarią komentarzy, która trwała od rana.

  • Od rana trwała awaria komentarzy – nie wiem z jakiej przyczyny, ale nie dało się ich dodać. Na szczęście już wszystko gra. Mam nadzieję, że osoby, które miały ochotę skomentować mój tekst, nie zniechęciły się i wrócą 🙂

  • Martyna Gudejska

    Mimo, że nie mam dzieci, to również odczuwam tę „walkę ról”, które w życiu pełnię i tak, masz rację, sztuką jest tak nimi balansować, żeby zachować równowagę 🙂 Ja na przykład mam skłonność do pracoholizmu i zawsze, gdy za bardzo staję się „Martyną Pracującą”, czuję że „Martyna przez duże M” na tym cierpi. Czas z tym skończyć :>

  • Karolina Bujanowska

    Dziękuję za ten tekst, dał mi do myślenia. Zwłaszcza definicja słowa „poświęcać się”. Coś w tym jest..
    A kosmetyki Clinique uwielbiam, choć niestety nie są zbyt tanie 🙂 Ale cóż: jakość ma swoją cenę. 🙂

  • Wyglądasz przepięknie! Niesamowita energia z Ciebie bije 🙂
    Cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Równowaga jest niesamowicie ważna i na szczęście zazwyczaj nie musimy wybierać tylko jednej rzeczy. Chociaż czasami zdarza nam się o tym zapomnieć 😉

    • Tak jak napisałam: czasem jest moc energii, czasem jej brak – staram się tak balansować, żeby była i dlatego w niektórych kwestiach, np. porządku w domu, odpuszczam :))))

  • Maja Szaszko

    A ja mam słabość do szminek 🙂 Zbliżają się moje urodziny, po Twoim tekście chyba wiem o jaki prezent poproszę SIEBIE :>
    Co do równowagi: staram się również oprócz tego, że jestem Mamą Mają, Żoną Mają, Mają Kumpelą i Mają Pracującą, być też po prostu: Mają 🙂

  • Martyna

    Mimo, że nie mam dzieci, to również odczuwam tę „walkę ról”, które w życiu pełnię i tak, masz rację, sztuką jest tak nimi balansować, żeby zachować równowagę 🙂 Ja na przykład mam skłonność do pracoholizmu i zawsze, gdy za bardzo staję się „Martyną Pracującą”, czuję że „Martyna przez duże M” na tym cierpi. Czas z tym skończyć :>

  • U mnie niestety, od zawsze jest nierówna walka pomiędzy JA vs. RODZINA. Zapominam o wszystkich swoich potrzebach, obowiązkach, odpoczynku, a bo to mama zadzwoni, tata coś chce, siostra chce pogadać godzinkę. A nie ma obiadu, to zrobię (miałam iść na trening), ale jak to tak bez obiadu? A co zje narzeczony? O.o A nie wspominając o tym, ze choruję na „wszystko zrobię sama”, także gdzieś już dawno zgubiłam siebie. Owszem są takie momenty: spacer, trening, gdzie znajduję jakieś okruszki swojego Ja, z którym lubię porozmawiać, być. Na szczęście mam nadzieję wygrać tą walkę z pomocą specialisty 😉

    PS Twoje filmiki na insta notorycznie są puszczane u mnie w domu 😀

    • Kochana, wspaniale, że wybierasz się do specjalisty – oni naprawdę potrafią pomóc 🙂
      Dbając o siebie wcale nie jest się „egoistą” – lecz jest się w zgodzie ze sobą a przez to bardziej autentycznym, mniej sfrustrowanym, zmęczonym, bardziej zadowolonym – a przez to nasze relacje z otoczeniem układają się lepiej. Mi też to nie przyszło łatwo, nie da się na blogu, w jednym tekście, opisać wszystkiego. Owszem – co do dzieci potrafiłam od początku nie zatracać się wyłącznie z roli mamy, ale były inne role, w których miałam tę skłonność. Teraz nie jest idealnie (i wiadomo – nigdy nie będzie!) – ale o wiele lepiej.
      Powodzenia!!

    • Gdybyś chciała trochę inspiracji to zapraszam do mnie na http://www.monikakliber.com. Zapisując się na newsletter otrzymasz darmowy e-book, który napisałam dla osób, z takimi dylematami jak ty. Sama miałam i jeszcze nadal miewam takie dylematy, więc wiem, o czym piszesz. Zapraszam 🙂

      • Ok, zapisałam się i z przyjemnością będę czytać 🙂
        tak z ciekawości: znałaś wcześniej mój blog, czy trafiłaś do mnie, bo prowadzisz monitoring w sieci słów „balans”, „równowaga” itd? Tak mnie to zaintrygowało 🙂

        • Mieszkamy w tym samym mieście, podczytuję Twój blog regularnie, już od jakiegoś czasu 😉 A mój monitoring tych słów jest związany z tym, że zawodowo zajmuję się tą tematyką (coachingowo i szkoleniowo). Gdybyś chciała kiedyś pociągnąć ten temat to jestem otwarta na współpracę 🙂

          • O proszę, to musimy kiedyś wybrać się na kawę 🙂
            Monitoring ważnych dla Ciebie słów: bardzo słusznie!

          • Z chęcią 🙂

      • PS właśnie zorientowałam się, że to był komentarz kierowany do Karoliny a nie do mnie 🙂
        (dostałam powiadomie na mejla i od razu po tej ścieżce tu przyszłam z odpowiedzią 🙂
        ale z rozpędu zapisałam się na Twój newsletter i na pewno nie będę żałować 🙂

  • Naprawdę mocno wierzę w to, że szczęśliwa kobieta to szczęśliwa.. matka, żona, kochanka.. ! 🙂 Piękne zdjęcia- aż poczułam nosem lato.. 🙂

  • Uwielbiam matowe pomadki! Muszę je sprawdzić. Pięknie wyglądasz:)
    Ja też sobie porządki odpuściłam, a nawet po wielu latach odważyłam się zatrudnić pomoc.

  • W czerwonej szmince wyglądasz absolutnie bosko! Mąż pewnie po tej sesji chciał Cię schrupać? (hi-hi-hi;))

  • Daria

    Ja co prawda dzieci nie mam, ale odkąd skończyłam szkołę regularnie toczy się we mnie walka tytanów: Ja Daria vs Daria Studentka. Już dawno zdecydowałam się porzucić nadmierną ambicję: to, na czym mi zależy, zaliczam jak najlepiej, resztę, byle zdać i tyle. Staram się mieć w domu jak najmniej do roboty na studia, jak najwięcej czasu dla siebie. I tak, cierpią na tym obowiązki, ale… Nie umrę od tego, a mój komfort psychiczny jest, tak uważam, najważniejszą sprawą na świecie.

  • Marta

    Nisko, z kim zostawiałaś na 3-4 godziny swoje dzieci w tak wczesnym okresie? Czy zaufałabyś niani z serwisu internetowego? Nie bałaś się, że podczas Twojej obecności może coś przydarzyć się dziecku? I przede wszystkim, jeśli zostawali z nimi Twoi bliscy, czy ich nie oblatywał jeszcze większy strach? 😉 Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź! Buziaki

    • Marto, otóż tak: starsza córka zostawała na zmianę ze swoim tatą, jedną babcią, drugą babcią i moją siostrą: był rodzinny grafik 🙂 Młodsza córka podobnie plus w pewnym momencie miała nianię – poleconą przez koleżankę, której wcześniej dziećmi zajmowała się. Czyli miałam szczęście, bo była rodzina i ktoś znajomy. Czy oblatywał ich strach? Pewnie tak, ale byli dzielni 🙂

      Czy zaufałabym niani z serwisu internetowego? Musiałabym ją poznać, zobaczyć, jak „wibruje” z moim dzieckiem, jak do niego mówi, jak go tuli, przewija (czy umie to robić, czy zajmowała się już niemowlęciem), jak reaguje na jego płacz itd. To ważne, bo emocje dorosłego udzielają się dziecku. Czyli bym ją zaprosiła i chciała spędzić z nią kilka dni – niekoniecznie całych, ale choć po kilka godzin. Myślę, że trudno udawać sympatię do dzieci, to się czuje.. Ja na przykład byłabym bardzo dobrą nianią – bo uwielbiam niemowlaki, a wręcz kocham, nawet obce – i nigdy nie byłabym w stanie zlekceważyć jego potrzeb, nakrzyczeć itd – i gdybym wzięła Twoje dziecko na ręce i się z nim „kontaktowała” to Ty byś to poczuła i mi zaufała. I jestem pewna, że takie nianie, nawet na serwisach internetowych są i można im zaufać. Ale nie wszystkie, więc trzeba czujnie się im przed zatrudnieniem przyjrzeć.

      Kto wie, może za kilka miesięcy też mnie to czeka, bo moja rodzina już nie jest taka wolna i dostępna, a zapewne w pewnym momencie przydałaby mi się pomoc w postaci niani na kilka godzin dziennie.

    • PS Dobrze rozumiem, że stoisz przed taką decyzją?

      • Marta

        Dziękuję Ci za odpowiedź! 🙂 Ja nie, ale mojej przyjaciółce ciężko jest złapać balans pomiędzy sobą a opieką nad swoim malutkim synkiem i chciałabym jej jakoś pomóc. Jest zdecydowaną przeciwniczką niani spoza rodziny. Ma do tego prawo 🙂 Poza tym to jej pierworodny… Mam nadzieję, że uda mi się jakoś ją wesprzeć w znalezieniu właściwego rozwiązania. Pozdrawiam i zdrówka dla Was.

  • Nigel Marsh powiedział: „Łatwo jest pogodzić życie z pracą, kiedy nie masz pracy” 🙂 Doświadczyłam na własnej skórze czym jest zachwianie równowagi pomiędzy pracą a życiem osobistym. To bardzo ważny temat. Teraz dzielę się swoimi doświadczeniami i wiedzą z innymi. I choć nie jestem wzorem w tym obszarze, to mam też nadzieję, że nigdy nie będę, bo…Przypomniała mi się taka metafora akrobaty idącego po linie. Ten chcąc zachować równowagę przechyla się z prawa na lewo i z lewa na prawo. Tylko przez ułamek sekundy jest na środku liny. Nie jest możliwe zachowanie równowagi bez balansowania. Balansować to czasownik, balansować to ruch. Tzw. work-life balance to proces, do którego można dążyć, ale nie można go osiągnąć. Przyjęcie takiej interpretacji daje ulgę, bo wiele osób interpretuje work-life balance jako 8 godzin snu, 8 pracy i 8 h spędzonego w domu. To nie jest równowaga. To jest wojsko.

    • Świetnie wyjaśniłaś relację między balansowaniem a równowagą, dzięki – u mnie tego zabrakło 🙂

  • Usłyszałam kiedyś taką ważną rzecz: osoba, która się całkowicie poświęca innym, robi to, żeby zaspokoić nie potrzeby innych, ale swoje własne potrzeby – potrzebę bycia zauważaną i potrzebę uznania. Lepiej znaleźć inne, bardziej adekwatne strategie realizacji tych potrzeb niż męczeństwo 🙂 Dziękuję za ten tekst!

  • Bea

    Dziekuje bardzo za ten tekst. Czasem wydaje mi sie ze jesli sie nie poswiecam to jestem egoistka. Szczegolnie teraz, w ciazy, mimo ze synek ma sie dobrze.

  • Ależ Ci ten kolor pasuje! <3 Wspaniale, że udaje Ci się zachować balans pomiędzy tym wszystkim, co sprawia tobie radość. Ta radość aż kipi. Tego się nie da udawać. 🙂