„Matko, nie musisz być idealna i masz prawo do uczucia złości – to może uchronić cię przed depresją” – rozmowa z psychoterapeutą

01

fot. Mały Kadr

Zapraszam dziś na dwie ważne rozmowy. Z psychoterapeutą, psychiatrą i psychologami rozmawiam m.in. o tym, dlaczego tłumienie uczucia złości może doprowadzić do depresji poporodowej i dlaczego tak ważne jest, żeby mama miała szansę czasem odetchnąć od dziecka – również dla jego dobra. Zwłaszcza, że jak się dowiedziałam, i wciąż to we mnie rozbrzmiewa, zwykle gdy matka ma depresję, dziecko też ma depresję. 

Najpierw zapraszam na rozmowę z Panem Jackiem Bidą: psychiatrą, psychoterapeutą i terapeutą rodzinnym.

Natalia Tur: Jak odróżnić baby blues od depresji poporodowej?

Jacek Bida: Baby blues dopada mnóstwo kobiet: 80% i jest związany z burzą hormonalną. Pojawia się poczucie straty, smutku, niepokoju, drażliwości. Zwykle nasila się piątego dnia po porodzie, a samoistnie ustępuje czternastego dnia. Jednakże z tych 80% u 10-15% w ciągu miesiąca może rozwinąć się w pełnoobjawową depresję. Depresja może też pojawić się później, czasami nawet dopiero pół roku po porodzie. Podczas baby blues matka czuje się słabo, ale nie traci emocjonalnego kontaktu z dzieckiem. W depresji zwykle ten kontakt traci, choć często udaje przed światem, że tak nie jest. Jest jeszcze depresja w samej ciąży – na początku się pojawia i ustępuje w drugim trymestrze aby powrócić przed porodem.

Czy na depresję poporodową można spojrzeć jak na „zwykłą” depresję?

Objawy są podobne: spowolnienie energii, bywa, że poczucie zupełnego wyssania z sił i emocji, drażliwość, nerwowość, obniżenie nastroju: sprawy, które wcześniej radowały, teraz nie cieszą. Poczucie bezsensu, osamotnienia. Niektórym się wydaje, że tak „musi tak być” – zwłaszcza przy narodzinach pierwszego dziecka. Tymczasem to wcale nie musi tak być. „Musi być” to co najwyżej baby blues, który dopada prawie każdą kobietę.

Czytałam kiedyś, że gdy mama jest w depresji, ma „zamrożoną” mimikę twarzy i dziecko, nawet bardzo malutkie, czuje to.

Tak, jest to związane z istnieniem neuronów lustrzanych. Dzięki nim: gdy rodzic wykona jakiś grymas, dziecko często odpowiada tym samym grymasem. I odwrotnie: my, patrząc na niemowlę naśladujemy jego mimikę. Dziecko dzięki temu uczy się rozpoznawać różne emocje. Gdy mama jest zamrożona w depresji to dziecko ma kłopot z rozpoznawaniem emocji, również w życiu dorosłym. Co więcej: coraz więcej mówi się o tym, że gdy matka ma depresję, dziecko też ma depresjęRozwija się gorzej i jest ubogie emocjonalnie. Owszem, intelektualnie może być wszystko w porządku – i potem w dorosłości to dziecko może zostać prezesem firmy, ale cały czas żyć w poczuciu zagrożenia: że coś nie wyjdzie, że się nie sprawdzę. Intelekt emocjonalny jest równie ważny jak ten powszechnie rozumiany intelekt – jeżeli to nie współgra ze sobą, to w życiu zwykle nie dzieje się dobrze.

Nazywanie emocji jest tak ważne?

Bardzo. Od początku życia dziecka warto, mówiąc do niego, nazywać emocje: mówić o tym, co się do niego czuje i nazywać jego zachowania: „Widzę, że jesteś zdenerwowany/ smutny/ szczęśliwy/ wściekły/ rozbawiony/ podekscytowany”. Nawet jeżeli dziecko jeszcze tego nie rozumie, nie jest w stanie pojąć tego intelektem, to warto to robić: bo to porządkuje dziecko, daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dziecko czuje emocje całym sobą, nie tylko mózgiem, ale i całym ciałem: szybciej bije mu serduszko, przyspiesza się oddech i ono tego nie rozumie i nawet miła emocja może go przerazić. I po to jest rodzic, żeby to wszystko porządkować.

Czy może Pan powiedzieć coś więcej o „zamrażaniu emocji” przez osoby w depresji?

Zwykle zamraża się emocję złości. A tłumienie złości często przeradza się w depresję. Tymczasem przecież nietrudno o złość, gdy się jest rodzicem. Gdy ciąża jest niechciana, nieplanowana, łatwiej się przyznać do złości i ją wyrazić: „Argh, musiałam przerwać studia, pracę itd”. W efekcie ryzyko depresji mniejsze. Tymczasem gdy ciąża jest wyczekiwana, chciana, planowana, a po porodzie pojawia się złość, wiele matek chce to ukryć i dlatego zamraża to uczucie.

A przecież rodzic ma prawo do złości, prawda?

Oczywiście. Każdy rodzic ma prawo do uczucia złości, ale nie może to być złość przemocowa. A zaniedbanie: czyli niespełnienie potrzeb dziecka, nienakarmienie, nieprzewinięcie też jest rodzajem przemocy. Chłód emocjonalny również.

Co zrobić, żeby tej złości nie mrozić? Co ma zrobić mama, która czuje złość do dziecka?

Mówić o niej – nazywać ją. Uświadamiać ją sobie i akceptować ją w sobie. Prosić otoczenie o pomoc i wsparcie. Co jakiś czas odetchnąć od opieki nad dzieckiem. Wyjść z domu na spotkanie z koleżanką, na kawę, do kina, do parku czy zrobić coś, na co ma ochotę i zostawić dziecko w bezpiecznych rękach: męża, rodziny lub przyjaciół. I to: wychodzenie z domu i posiadania czasu „dla siebie” jest prewencją depresyjności kobiet.

Powiedział pan, że gdy matka ma depresję, dziecko też ma depresję. Jestem wstrząśnięta.

Mózg kobiety dostraja się do mózgu dziecka i odwrotnie: mózg dziecka dostraja się do mózgu matki. Gdy matka jest spokojna, dziecko zwykle też jest spokojne. I odwrotnie. Im bardziej niespokojna, płaczliwa i drażliwa jest mama, tym bardziej niespokojne, płaczliwe i drażliwe jest dziecko. Kolki – często powstają właśnie na tle nerwowym i są objawem depresyjności mamy. Powstają z napięcia i dręczenia lękiem siebie, a więc w pewnym sensie i dziecka np. tym „czy wystarczająco dużo zjadło”? A dziecko czuje to napięcie. Kolka to napięcie mięśniowe i zwykle bierze się z napięcia mamy.

Zaniepokojona mama to zaniepokojone dziecko?

Tak. Dziecko czuje emocje całym sobą. Gdy matka czuje niepokój, dziecko też czuje niepokój. I gdy przytula je w takim stanie, raczej na pewno nie da mu ukojenia, co więcej: jego płacz może się nasilić. W fizycznym dotyku dziecko czuje ten niepokój matki, np. szybsze bicie serca. W takich sytuacjach lepiej, żeby to tato brał na ręce dziecko. Dziecko jest w stanie, trzymane na rękach u osoby spokojnej, dostroić się do tej osoby i stać się spokojne. Zwalnia mu serduszko i uspokaja się, mając świadomość, że może czuć się bezpiecznie. Coraz więcej mówi się – co mnie bardzo cieszy – o roli ojców i tym, jak ważne jest ich zaangażowanie w opiekę nad dzieckiem. U ojców też wytwarza się oksytocyna – gdy trzymają dzieci na piersi i przytulają je. Obecność ojców w życiu dziecka ważna jest i dla dziecka i dla matki, która potrzebuje wsparcia.

Czy kobiety karmiące piersią, ze względu na wytwarzanie większej ilości oksytocyny, są mniej narażone na depresję poporodową?

Jest taka teza. Mówi się, że oksytocyna jest hormonem miłości i przywiązania, więc wpływa też na więź, jaka tworzy się między matką a dzieckiem. A dobra, bezpieczna więź na ogół zabezpiecza przed depresją. Jeżeli na depresję spojrzymy jako na poczucie osamotnienia i samotność w cierpieniu, to bliska więź z drugim człowiekiem, tu dzieckiem, może przed depresją zapobiec.

Gdy matka jest w depresji często nie ma siły opiekować się dzieckiem.

Tak, choć często ukrywa to. Co więcej, mózg zdrowej matki, niechorującej na depresję, dostraja się do mózgu jej dziecka i zwykle bez problemu odczytuje potrzeby dziecka. Jest w stanie rozpoznać po rodzaju płaczu: czy to senność, czy głód, potrzeba bliskości czy mokra pieluszka. Matka w depresji może mieć problem z odczytaniem tych potrzeb. Tymczasem gdy dziecko coś sygnalizuje, trzeba rozpoznać tę potrzebę i od razu pójść za nią. Ssaki naczelne, z których się wywodzimy, już tak już mają: trzeba się nimi zająć. Dziecko ssaków naczelnych musi być zaopiekowane permanentnie.

Do czego może doprowadzić niezaspokojenie potrzeb dziecka?

Dziecko uczy się, że na jego płacz, którym sygnalizuje potrzebę, nie ma reakcji, a z tego rodzi się poczucie braku wpływu na otaczającą rzeczywistość i sprawczości, niskie poczucie samooceny.

Bardzo krzywdzącym mitem jest mówienie, że „dziecko musi się wypłakać” –  podobnie jak ten,  żeby nie brać często dziecka na ręce czy nie kołysać „bo się przyzwyczai”. Dziecko ma taki układ współczulny, że nie jest w stanie wyhamować swojego płaczu bez przytulenia. A jeżeli go brak, to hamuje go na siłę np. przez zatrzymanie, właśnie w postaci kolek.

Dlatego tym bardziej warto, odkrywszy, że coś się jest nie tak (ze mną lub moją przyjaciółką, siostrą, żoną) iść czym prędzej do specjalisty, prawda? Bo nie dość, że depresja poporodowa jest bardzo szkodliwa i krzywdząca dla matki, to również dla dziecka?

Tak, depresja rani matkę i całą rodzinę. Nie zwlekajmy, nie bójmy się iść do specjalisty i prosić o pomoc. Bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, do którego może doprowadzić zbagatelizowanie depresji jest tzw. samobójstwo rozszerzone: matka w poczuciu beznadziei i strachu przed zagrażającym światem, w którym nie widzi żadnej nadziei, zabija siebie i dziecko i robi to „dla jego dobra”.

Domyślam się, że są różne stadia depresji: czasem nie ma wątpliwości, że jest źle: kobieta nie wstaje z łóżka, odrzuca dziecko. A czy może zdarzyć się, że kobiety maskują depresję? Ukrywają się? Czy może Pan wskazać jakieś sygnały, które mogłyby zaniepokoić bliskich?

Niepokój bliskich powinna wzbudzić nagła ZMIANA w zachowaniu matki.
Na przykład nagle staje się wyjątkowo pedantyczna i perfekcyjna: chce zaprezentować się jako „super idealna matka, której nic nie można zarzucić”.
Lub nagle zaczyna brać na siebie więcej obowiązków: żeby pokazać, że ze wszystkim sobie dobrze radzi i zamaskować fakt, że tak naprawdę nie radzi sobie.
Albo nagle ucina wszelką pomoc: od męża, którego wygania do pracy czy od mamy lub teściowej, której już nie zaprasza do domu – bo chce ukryć się przed światem i w spokoju pochlipać sobie w poduszkę lub zalec na łóżku. Bo nie ma siły już udawać, że wszystko jest w porządku.
To też duża drażliwość i czepialstwo, np. o to że mąż wybrał złe pieluchy, upieranie się, że wie się najlepiej.
To wszystko może wskazywać na to, że jest to rodzaj MASKI, którą matka nakłada.
Również takie sygnały oderwania od rzeczywistości: nagle wypadająca z ręki butelka, nieporadność, nieobecność „tu i teraz”, zapominanie o różnych sprawach, chudnięcie, nadmierna senność, nadmierna drażliwość.
Innym sygnałem może być pojawienie się nagle zespołu natręctw, np. natrętne sprawdzanie, czy aby na pewno dokładnie uprało się ubranka albo wielokrotne sprawdzanie, czy zapięta na agrafkę pieluszka nie rani dziecka.

Gdy mamy podejrzenie, że kobieta może mieć depresję, co robić? Dokąd iść?

Przede wszystkim powinniśmy z kobietą rozmawiać i jej towarzyszyć. Pytać, słuchać, interesować się, być życzliwym, próbować odciążyć. Jeżeli to nie pomaga to oczywiście trzeba iść do specjalisty: psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty: do nich nie trzeba mieć skierowania. Może warto, żeby mężczyzna zorganizował opiekę nad dzieckiem, wziął swoją żonę lub  partnerkę za rękę i towarzyszył jej podczas tej wizyty? Naprawdę warto, nie bójmy się tego. Taka wizyta może uchronić nas przed wielkim nieszczęściem.

Czy depresja poporodowa może sama minąć?

Może, choć nie musi. Depresja nieleczona trwa dłużej i istnieje większe ryzyko nawrotów niż przy depresji leczonej. Depresja poporodowa może sama minąć, ale ile po drodze szkód może wyrządzić – dla matki, dziecka i całego otoczenia…

I im dłużej będzie trwała, tym bardziej będzie szkodzić…

Użyłbym tu metafory drzazgi: jak wbije nam się drzazga, to warto ją szybko wyjąć: owszem będzie boleć, gdy się dłubie w skórze tą szpilką i dezynfekuje, ale gdy wyjmiemy ją, palec szybko nam się zagoi. Można też ją zostawić, udawać, że jej nie ma i czekać aż palec zropieje i drzazga razem z tą ropą wypłynie. Trwa to dłużej, rana się jątrzy, jest większy dyskomfort i może dojść do zakażenia. Im wcześniej wyjmiemy drzazgę, im wcześniej wyleczymy depresję, tym lepiej. 

050403

05a

02

fot. Mały Kadr

[su_highlight background=”#d6dcde” color=”#1b1b01″]Pan Jacek Bida, tak jak i moje rozmówczynie, z którymi wywiad publikuję poniżej, współpracują z Centrum Ochrony Dziecka i Rodziny w Białymstoku, czyli profesjonalną placówką terapeutyczną, oferującą bezpłatną pomoc dzieciom, młodzieży i rodzinom. W skład zespołu wchodzą psychiatrzy, psychologowie, pedagodzy, psychoterapeuci, terapeuci, terapeuci rodziny. Oferują pomoc rodzinom i dzieciom, prowadząc terapię indywidualną i grupową oraz konsultacje. Może przyjść do nich każdy rodzic, który potrzebuje wsparcia, wysłuchania, porady, towarzyszenia, konsultacji. Rodzic, który czuje, że ma problem, z czymś sobie nie radzi, ale też i taki, który radzi sobie, ale ma wątpliwości, na przykład nie wie, jak reagować na bunty dziecka: dwulatka, trzylatka, nastolatka. Karać? Nagradzać? Jak stawiać granice? itd. Oprócz spotkań indywidualnych, prowadzone są również cykliczne grupy dla rodziców dzieci w różnym wieku.[/su_highlight]

[su_highlight background=”#d6dcde” color=”#1b1b01″]CODiR zostało powołane przez  Oddział Białostocki Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów KLANZA w 2006 roku. Obecnie działa w Białymstoku przy ul. Gajowej 79, tel. 85 652 54 94,[/su_highlight] codir.bialystok.pl.

[su_highlight background=”#d6dcde” color=”#1b1b01″]Podobne placówki istnieją na terenie całej Polski. Jedyny problem, to że bardzo mało osób wie o ich istnieniu!  A oferta – i to bezpłatna – jest naprawdę świetna. Informacje o nich można znaleźć[/su_highlight] TUTAJ.

*

Tymczasem zapraszam na jeszcze jedną rozmowę: z psychologami i terapeutami CODiR: Agatą Lulewicz, Anną Tuszyńską i Katarzyną Kłubowicz.

Nishka: Kilkanaście dni temu napisałam tekst zachęcający do tego, żeby postarać się być „beztroską mamą niemowlęcia” i mniej narzekać. Przyznam, że pisałam go będąc pod wpływem dużego wyrzutu oksytocyny i wszystko widziałam w różowych kolorach. Po kilku dniach dopadł mnie straszny psychiczny dołek, wylałam litry łez –  tak się pewnie u mnie objawił baby blues – i dręczyłam się potwornymi wyrzutami sumienia na myśl o tym, że „zabroniłam” matkom narzekać. Jak panie sądzą: jaką rolę ma narzekanie?

Agata Lulewicz: Grupy dla mam, które prowadzimy, służą między innymi temu, żeby mamy mogły sobie czasem razem ponarzekać. Z jednej strony, żeby wyjść z domu: bo często mama z małym dzieckiem jest zamknięta w swoim domu, z którego nie wychodzi „bo zarazki”, „bo dziecko jest za małe”, „bo karmię”. Na przykład moje dziecko było bardzo głośne, szybko denerwowało się. Krępowałam się z nim wychodzić, bałam się, że go nie uciszę w publicznym miejscu. I pamiętam, że jak pierwszy raz poszłam do szpitala, w którym spotkałam inne mamy, to okazało się, że wszystkie mają tak samo i że wszystkie tak samo narzekają, że wszystkie tak samo się boją, że nie ululają dziecka i nie uciszą go, że pokarmu im zabraknie, że są niewyspane itp. Nagle poczułam ogromną ulgę: że to nie jest tylko moja trudność. Więc myślę, że to grupowe narzekanie matek pełni rolę terapeutyczną. Od dawien dawna istniały kobiece grupy, kółka gospodyń i one się spotykały, narzekały, wymieniały informacjami, rozmawiały o aktualnie dotyczących ich problemach. I dzięki temu było im łatwiej.

Anna Tuszyńska: Myślę, że narzekanie kobiet bierze się również z nierealnych wyobrażeń, jakie kobiety miały przed porodem. Na zajęciach robimy często takie ćwiczenia: prosimy, by panie zestawiły oczekiwania, które miały będąc w ciąży: jak to będzie wyglądało, jaką będę mamą: i tu zwykle pojawia się cały repertuar planów: nie dam smoczka, nie dam butelki, nie będę kołysać, nie będę miała złych dni, będę typową idealną matką z gazety, która zawsze wygląda świetnie i czuje się świetnie. A tu okazuje się, że jest inaczej. Z jednej więc strony czuje się oszukana, ale z drugiej pojawia się to pytanie: może robię coś źle, może to ze mną jest coś nie tak, skoro wszyscy piszą, że jest inaczej, a ja sobie jedyna nie daje z tym rady?

Mama rozczarowana zderzeniem swojej wizji macierzyństwa z rzeczywistością czuje się rozczarowana i zła?

Katarzyną Kłubowicz: Tak. Ale często nie chce się do tego przyznać. I między innymi nad tym pracujemy na naszych zajęciach psychoedukacyjnych: uczymy mamy, że każde uczucie jest ważne i potrzebne. Nasze uczucia mogą być różne: możemy jednocześnie kochać nasze dziecko, ale przeżywać też chwile, w których nas denerwuje. Co ważne: mamy prawo do uczuć i myśli, ale nie mamy prawa do pewnych zachowań: krzywdzących dla dziecka. To jedno z głównych przesłań naszych warsztatów.

AT: Oprócz teorii, uczymy jak się zachowywać w praktyce. Kiedy po raz piętnasty odkładasz dziecko do łóżeczka i ono po raz piętnasty zaczyna się wydzierać – co czujesz? Czuję w sobie złość. Po czym ją rozpoznajesz? Jak reaguje twoje ciało, co wtedy myślisz, co wtedy mówisz, co masz ochotę zrobić? Jeżeli stanowisz zagrożenie dla własnego dziecka, cofnij się o krok. Nie uspokajaj dziecka z zaciśniętymi zębami.

Mamo, chcesz uspokoić dziecko: najpierw sama się uspokój?

AT: Rodzic musi znaleźć swój sposób i metodę na uspokojenie się. Może wypicie szklanki wody? Zrobienie kilku przysiadów? Policzenie do trzydziestu? Wysłuchanie jakiejś piosenki? A może zamknięcie oczu i przypomnienie sobie, jak wyglądało twoje dziecko, gdy je pierwszy raz zobaczyłaś? A jeżeli oprócz ciebie w domu jest też inny dorosły, na przykład tato, poproś, żeby teraz to on zajął się dzieckiem. Zresztą tato powinien jak najczęściej zajmować się dzieckiem i uczestniczyć w procesie wychowania.

KK: U niektórych fantastycznie pomaga, kiedy po prostu sobie powiedzą „Jestem zła.” Ale nie w znaczeniu, że jestem złą matką, lecz że jestem zdenerwowana.

AL: Nie przylepiajmy sobie sztucznego uśmiechu do macierzyństwa w sytuacji, gdy czujemy, że coś jest nie tak. Wyrażanie emocji i pozwalanie sobie na ich przeżywanie jest czynnikiem ochronnym przeciwko wystąpieniu depresji, czyli profilaktyką na to, żeby nie rozwinęła się u nas. Przeżywanie emocji i mówienie o nich. 

W listach Czytelniczki żaliły mi się, że z chwilą, gdy na świat przyszło ich dziecko, otoczenie przestawało  interesować się nimi: kobietami. Przez całą ciążę słyszały wciąż „Jak się czujesz?”, a nagle po porodzie: koniec, cisza, istnieje tylko dziecko.

KK: Tak to jest bardzo ważne i to często wychodziło na naszych grupach mamowych. Dziecko jest w centrum uwagi, takie piękne, urocze, rozkoszne, wszyscy nad nim skaczą, a mamy siedzą w kącie, smutne. I na dodatek muszą przyjmować tłumy gości, zamiast podczas połogu wypocząć i zregenerować się.

AT:Wiele kobiet ma poczucie, że są sprowadzone do roli mlekodajni, przewijalni i usypiacza. Gdzieś się w głębi serca odzywa ich ‘ja’ , które się skurczyło i teraz protestuje i  narzekanie może być komunikatem: zwróćcie też uwagę na mnie, a nie tylko na dziecko. To jest bardzo ważne, żeby nie zapominać o mamie, że to ona jest tutaj bohaterką. Rzadko kiedy ktoś przychodzi w odwiedziny to przynosi też coś dla kobiety, na przykład kwiaty. Pamięta się tylko o prezencie dla dziecka.

Czy w Państwa ośrodku prowadzone są zajęcia dla mam małych dzieci?

AT: Tak, zajęcia „Być mamą” dla mam dzieci do 12 miesiąca roku życia – na które mamy przychodzą razem ze swoimi niemowlętami – i które są poświęcone kształtowaniu prawidłowej więzi z dzieckiem. Trwa właśnie rekrutacja, osoby zainteresowane uczestniczeniem w nich mogą zatelefonować pod numer: 85 652 54 94, szczegóły również na naszej stronie internetowej.

KK:  Takie spotkania są świetną profilaktyką depresji poporodowej. Odbywają się raz w tygodniu, trwają około 2 godzin przez 10 tygodni. Dla nas fantastycznie jest obserwować, jak więź między dziećmi i mamami zmienia się i wzmacnia w ciągu tych kilku tygodni.

Brzmi ciekawie. Chętnie uczestniczyłabym w nich. Czy mogę zapisać się na takie zajęcia, mimo że nie odczuwam problemu z więzią z moim synkiem?

AT: Świetnie, że o to pani spytała, bo chciałam odczarować ten mit. U nas mile widziani są WSZYSCY rodzice. Możemy dowiedzieć się o sobie i więzi z dzieckiem wielu ciekawych i przydatnych spraw, o których mogliśmy nie wiedzieć. Nikt nas przecież nie uczy tego, jak być rodzicem. 

Komentarze:

  • Sara Bob

    Bardzo mi pomógł ten tekst. Mam bliźniaki i nieraz otarłam się o
    szaleństwo, niestety bardzo dużo było we mnie złości na dzieci jak sobie
    nie radziłam. Nie zgodzę się z wypowiedzią o zajęciach budujących więź –
    moim zdaniem buduje się ją po prostu będąc z dzieckiem 🙂 ale rozumiem, że teraz takie tematy modne i do rodzicielstwa dorabia się straszną ideologię. Trzeba po prostu na każdym etapie życia być z dzieckiem 🙂

    • Oczywiście, jak najbardziej masz rację. Więź buduje się po prostu będąc z dzieckiem – oczywiście. Ale zdarza się, że będąc z nim 16 godzin na dobę, tak naprawdę nie jesteśmy. Wielu rodziców niestety ma z tym problem. Jest niby blisko dziecka, a jednak daleko.

      • PS Ale nie zgodzę się z tym co napisałaś, że „teraz takie tematy modne i do rodzicielstwa dorabia się straszną ideologię” .
        Ty wiesz, że – jak piszesz: :” Trzeba po prostu na każdym etapie życia być z dzieckiem” – ale nie każdy to wie 🙂 I warto o tym mówić, bo więź ma kluczowe znaczenie.

        • Sara Bob

          Niefortunnie dobrałam słowa, jakbym się tym nie interesowała, nie zaglądałabym na twojego bloga 🙂 Fajnie, że w niektórych kwestiach uświadamia się rodziców. Chodzi mi o to, że w mediach czasem idzie to wszystko w złą, przesadną stronę, coś jest bardzo promowane, ciągle naokoło się trąbi o np rodzicielstwie bliskości a jak komuś to nie wychodzi to się dołuje – np teraz jest straszna presja na karmienie piersią, ja nie mogłam i wydaje mi się, że przez to otarłam się o depresję.Wbiłam sobie w durny łeb, ze będę karmić a zderzenie z rzeczywistością było straszne.

  • Anna Bukowska

    Wspaniały wywiad, zwłaszcza urzekła mnie rozmowa z panem Jackiem Bidą. Tyle ważnych słów i spostrzeżeń.
    Oczywiście dalsza rozmowa z paniami również ciekawa. Aż żałuję, że nie mieszkam w Białymstoku. 🙂 Ale wiem, że tak naprawdę w całej Polsce istnieje mnóstwo takich wspaniałych ludzi, tylko że tak jak zauważyłaś, nie każdy o nich wie.

  • Trudny temat ale sam wpis…klasa Nishko!
    Niestety, w bliskim otoczeniu zetknelam sie z depresja poporodowa i nie tylko. Ciekawe co by pan Jacek powiedzial na ten temat, bo ja znalazlam bardzo niewiele informacji dotyczacych tego zjawiska:depresja wrodzona. Moze nazywa sie to inaczej ale chodzi o sytuacje, w ktorej matka cierpi na depresje w ciazy i jak to sie moze odbic na dziecku.

    • Mamy cierpiące na depresję w ciąży są znacznie bardziej narażone na depresję poporodową. To jeden z głównych czynników ryzyka. Jeśli po porodzie nie rozpoczynają terapii, a ich stan psychiczny jest zły, to niestety może się to odbić na rozwoju emocjonalnym i społecznym dziecka.

  • Zielony Domek

    z racji że, jestem z Krakowa, dodałabym do listy również Zielony Domek jako miejsce wsparcia dla młodych Mam (ale nie tylko) prowadzoną przez Fundacje Promyk w Krakowie. http://www.fundacja-promyk.org/index.php/zielony-domek/

    • Bardzo dziękuję!
      Zachęcam wszystkich do dodawania informacji i takich miejscach i innych, które polecacie.

  • Karolina

    A co jeśli z depresją po pojawieniu się dziecka problem ma tata? Stara się to ukryć, a jego jedynym sposobem jest ucieczka w pracę i zarabianie pieniędzy. Jak ma sobie wtedy radzić matka, która ma też, oczywiście, swoje problemy z dzieckiem i nikogo więcej do pomocy ani z jednym ani drugim?

    • Ewelina

      Baardzo ważny post. Rzadko kiedy mówi się, że depresja poporodowa może dotknąć również mężczyzn. U nas na szkole rodzenia wspominano o tym. Nawet pani psycholog rzuciła statystyki, których niestety nie pamiętam, ale pamiętam,że był to bardzo w mojej ocenie duży odsetek mężczyzn w depresji poporodowej. Jeżeli to dotyczy Waszego męża/partnera, to szukajcie pomocy, koniecznie. Wiem, że na pewno w większych miastach są grupy wsparcia dla ojców (w Warszawie to na pewno), nie wiem jak z taką pomocą w miejszych miejscowościach, ale jakiś psycholog czy inny mądry ojciec powienien się znaleźć.

  • MamaSpace

    Samotne matki to herosy, 24 godziny na dobę z dzieckiem do tego zmęczenie, brak snu, wielki szacunek dla nich. A Twoje zdjęcia z maleństwem piękne! Szkoda, że mam już za sobą te chwile :), ale może jeszcze kiedyś. Przypadki chodzą po ludziach 🙂

  • Kasia Żądło

    Nishko tyle Twojej fantastycznej pracy a temat bardzo wazny. Spotkałam się w bliskim otoczeniu z przypadkiem depresji poporodowej, dziewczyna trafiła aż do szpitala psychiatrycznego na leczenie, przede wszystkim żebym nie zrobić krzywdy ani sobie ani dziecku. W tamtym czasie przeglądałam internet szukając informacji i przynajmniej w języku polskim nie było ich wiele i były bardzo ogolne. Boli tez fakt ze dużo ludzi, zwłaszcza starszych kobiet (z moich obserwacji) uważa że depresja poporodowa to tylko taki współczesny wymysl, żeby matki mogły sobie odetchnac, ponarzekac, że są np. leniwe to sobie wymyślają chorobe. Kolejnym niepokojącym faktem jest też to ze depresja u kilkuletnich dzieci i nastolatków jest coraz częstsza. Pytałaś może ekspertów czy na depresję u tych dzieci wpływ mogła mieć depresja u mamy?

    • Znajoma psychoterapeutka twierdzi, że depresje u małych dzieci są powiazane ze złym stanem psychicznym rodziców (depresja, inne choroby afektywne, schizofrenia, nasilone zaburzenia lękowe) lub przeżyciem poważnej traumy.

  • Świetny i przydatny tekst. Chyba każda świeżo upieczona mama powinna go przeczytać. Też raz na jakiś czas mam takie myśli, że wszystkie matki wokół mnie ogarniają lepiej, a ja jestem beznadziejna 😉. Potem jednak przypomina mi się, że ogarniam dokładnie tyle, ile chcę i tak, jak chcę 😃

  • Kamila

    Ważny temat. Polecam też książkę „Praca na całe życie” R.Cusk – opis doświadczenia macierzyństwa na szczero.

  • Olga

    Depresja poporodowa to dno. Nienawidzisz siebie, nie kochasz dziecka, i jeszcze bardziej nienawidzisz siebie. A jeśli ciążą niechciana, gdy jest się niegotowym i jest się wściekłym, że się zaszło, czuje się ogromny wstyd i żal, za tym co się straciło (plany, marzenia, dobre imię), to depresja w ciąży jak najbardziej ma prawo być. Po porodzie było gorzej.
    Co najgorsze na tym dnie siedziałam prawie dwa lata. Płakałam każdego dnia i ukrywałam przed wszystkimi. Moi bliscy, gdy odważyłam się mówić co czuję, że nie kocham córki (choć bardzo dobrze o nią dbałam), że jest mi źle, pukali się w głowę, nie chcieli uwierzyć, że jestem taka podła (jak nie kochasz jak kochasz!), radzili iść do kina albo na zakupy. Jakby 3 godziny coś mi pomogły. Mąż w ogóle nie zajmował się dzieckiem, rodzina miała swoje życie.
    Nie zabiłam się z kilku powodów – szkoda mi było małej, żeby żyła bez matki, kto ją by czesał, ubierał, dbał, pamiętał o dentyście i ortopedzie. W tym czasie zabił się też mój brat cioteczny, nie chciałam więcej żalu i wstydu robić rodzinie. No i żyję też dzięki koleżance, która też siedziała w domu z dzieckiem całymi dniami sama. Wyłam całe ranki, ale później dostawałam sms „Mam dobre ciasto, przyjdźcie na kawę;)”. Mobilizowałam się, ubierałam i wychodziłam – spacer, żarty, małe niespodzianki, pogaduchy. Jej też to pomogło. Później już drzemka malej, obiad i mąż widział w miarę uśmiechniętą żonę.
    Później dotarło do mnie, że to nie jestem ja zła, tylko depresja rządzi moim życiem. Psycholog, do której poszłam przeanalizowała mój plan dnia, i zezłościła się, że jak mogłam dopuścić do sytuacji, że mojego męża nic nie obchodzi dziecko, że nawet pół godziny tygodniowo z nim nie spędza. I trzeba to zmienić dla mojego zdrowia psychicznego i dla dobra ich dwojga. Mąż się buntował, ale zaczął brać małą na spacery, na zakupy czy po prostu mogłam się spokojnie kąpać czy poczytać. „Mega luksus”.
    Dostałam skierowanie do psychiatry, ale nie dałam rady brać leków – tyle skutków ubocznych! Ale wzięłam się w garść. Zapisałam małą do przedszkola i miałam iść do pracy, a te pół roku, co zostało do tego czasu postanowiłam wykorzystać maksymalnie. Przytulałam dużo małą, bawiłam się z nią sama się bawiąc, urządzałyśmy sobie wycieczki, pikniki, ćwiczyłyśmy mowę, edukacyjne zabawy, wysprzątałam dom. Bardzo mile wspominam ten czas, był pełen nadziei i miłości. Pracę znalazłam szybko, nie w zawodzie, ale zadowolona bardzo jestem. Brakuje mi tylko nowych koleżanek, jest dużo panów lub starszych pań, a z tymi co są, to wiadomo że nie ma czasu na pogaduchy. Ale odżyłam. To znowu JA. Mąż prowadza córkę do p-la, więc odpadły mi poranki i użeranie się, żeby się ubrała, zjadła, uczesała, są w lepszej komitywie. Ja wracam stęskniona, w pracy myślę co będziemy robić jak wrócimy, kończę o 15ej, więc mamy całe popołudnia na zabawę i przytulanie. Jestem dumna, że jestem mamą.

    Dużo mam wniosków z tego, ale i tak się rozpisałam. Mam nadzieję, że jakaś mama to przeczyta i poczuje, że nie jest sama, że jest nas wiele. Warto walczyć.
    O siebie, o rodzinę, o zdrowie. Uda się.

    • Olga, bardzo dziękuję za to, że podzieliłaś się częścią swojej historii. Cieszę się, że u Ciebie wszystko już w porządku.
      Bądź czujna, bo depresja czasem lubi wracać, co mam nadzieję u Ciebie nigdy nie nastąpi. Trzymaj się i powodzenia!

    • Dot

      „Mąż się buntował, ale zaczął brać małą na spacery, na zakupy czy po prostu mogłam się spokojnie kąpać czy poczytać. „Mega luksus”.” Mężczyźni chyba nadal nie zdają sobie sprawy, że ciąża, poród, pierwsze kilkanaście miesięcy życia dziecka to nie wakacje w tropikach tylko ciężka praca. Powinni pomagać przy dziecku, sami wychodzić z inicjatywą. Być może boją się spróbować, bo czegoś nie potrafią, ale przecież my, kobiety, też nie od razu wszystko wiedziałyśmy. Panowie, próbujcie! Wasza pomoc jest młodym mamom BARDZO potrzebna 🙂

  • e-milka

    Nishko, dobrze ze korzystajac z tego medium szerzysz ta wiedze. Mialam szczescie – moja polozna, ktora czesto cytuje, bo powiedziala mi kilka bardzo waznych rzeczy, powiedziala mi na samym poczatku, ze czasem miala ochote rozplaszczyc swoja dwojke (ma dzieci, teraz nastoletnie, rok po roku) na scianie. Jej szczerosc mnie rozbroila i bardzo pomogla. Przeciez widzialam ja – czynna zawodowo a jednoczesnie starajaca sie maksymalna ilosc czasu spedzac aktywnie z dziecmi, widzialam, jak bardzo dba o ich rozwoj, jak one do niej sie odnosza. I poniewaz ona miala odwage przyznac sie do czegos takiego, pomyslalam, ze nie powinnam sie tego wstydzic (choc pozbyc sie wyrzutow do konca nie moglam). Nie, nie mialam depresji, ale zlosc pamietam dobrze. Z tej niemocy, bo moja pierworodna nie spala i plakala, a ja bylam po nieplanowanej cesarce, ktorej omal nie przyplacilam zyciem. Mialam szczescie tez, ze w ciazy poznalam dziewczyne z terminem trzy tygodnie wczesniej, w miare niedaleko mieszkajaca i pierwszy rok spedzilysmy wspolnie, glownie spacerujac albo odpoczywajac na parkowych lakach i placach zabaw. Nie krylysmy przed soba, jak czasem jest nam trudno. I jeszcze trzecie szczescie – wlasnie ta kolezanka zapisala nas na zajecia mam z maluchami. Szczerze mowiac, na poczatku wydawalo mi sie to bez sensu, moda taka, zbedna jak wiele gadzetow. Ale i te spotkania duzo nam daly. Dzieci sie bawily, a my gadalysmy. Zasada byla jedna, choc niepisana – zadnych nieproszonych rad. Po prostu zaczynalo sie, jak w innych grupach teraupeutycznych od slow „A u nas to jest tak…”. Jestem wiec szczesciara, ale zdaje sobie sprawe, ze wielu dziewczynom ciezko jest tak, bo nie maja nawet komu sie pozalic. To chociaz w internecie moga szczerze wylac swoje zale i dowiedziec sie, ze nie sa z tym same.

  • Ewelina

    w Warszawie jest grupa dla mam dzieci do 10 miesiąca „Urodziłam życie” w Fundacji „Sto Pociech”, rusza od października. Polecam.
    Od końca września rusza tam też grupa wsparcia dla ojców.
    Zajęcia są płatne, ale jeśli ktoś znajduje sie w trudnej sytuacji finansowej, a chciałby uczestniczyć, to jest możliwość dofinansowania.

  • Dot

    Bardzo interesujący i potrzebny wpis 🙂

    „I to: wychodzenie z domu i posiadania czasu „dla siebie” jest prewencją depresyjności kobiet.” wkradła się literówka, powinno być „posiadanie” 😉 A dwukropek jest zbędny. Tak jak w wielu innych przypadkach w tym tekście, a zauważyłam, że wielokropek pojawia się co chwilę. Ale najbardziej liczy się treść 🙂

    „tato powinien jak najczęściej zajmować się dzieckiem i uczestniczyć w procesie wychowania.” Jestem za!

    „To jest bardzo ważne, żeby nie zapominać o mamie, że to ona jest tutaj bohaterką. Rzadko kiedy ktoś przychodzi w odwiedziny to przynosi też coś dla kobiety, na przykład kwiaty. Pamięta się tylko o prezencie dla dziecka.” Mądrze powiedziane 🙂

    PS Jednak pokazujesz synka ;D

  • Ailatan

    W tym roku urodzilam bliznieta. W lutym. W 5. miesiacu ciazy usunelam zęba-ósemke. Pojawily sie takie powiklanie ze NIKT (przynajmniej w Wielkopolsce) nie potrafil mi pomoc. Za to KAZDY lekarz straszyl ciezarna!

    Podam dwa przyklady ale bylo ich wiecej:-/

    1. Podczas CC moze Pani nie zostac zaintubowana z powodu szczekoscisku (to bylo jedno z powiklan po wyrwaniu zeba)!

    2. Jezeli Pani nie wyjasni sprawy zwiazanej z powiklaniami po usunieciu zeba moze podczas CC dojsc nawet do posocznicy!

    Probujac usunac powiklania po wyrwaniu nieszczesnej osemki przeszlam dluuuuga antybiotykoterapie (3-tygodniowy pobyt w szpitalu) i rozna.
    Bralam klindamycyne, metronidazol dozylnie oraz wczesniej Augumentin i Olfen.

    Do tego doszedl internet! Czytanie czy te leki sa bezpieczne i roznych historii zwiazanych z antybiotykoterapia…oczywiscie do pamieci wchodzily tylko te zle i smutne historie! I bralam pod uwage tylko najgorsze opcje!

    I tak doszlo do tego ze na pewno urodze chore dzieci, ze na pewno sobie nie poradze, ze nie bede mogla sie opiekowac moimi dziecmi zaraz po porodzie bo powiklania pozębowe beda trwaly dalej i co ze mnie bedzie za matka i tak tworzylam coraz gorsze historie i bzdury…do tego stopnia ze upętałam supeł i napisalam listy do bliskich na pozegnanie…

    Teraz jak o tym pisze to wydaje mi sie to byc kompletna abstrakcja!!! Ale tak bylo.

    Supelek i listy spalil maz.

    Maz zwracal sie do mojego ginekologa po pomoc czy to normalne ze tak sie zachowuje na co ginekolog zbywal go tekstami „jak zobaczy dzieci to jej przejdzie”.

    Urodzilam dzieci!
    Dzien radosci!!! Bylam przeszczesliwa!

    Jeden dzien!
    Pozniej musialam liczyc tylko na siebie poniewaz w szpitalu panowalo AH1N1 i nikt z rodziny nie mogl mi pomoc.

    I ten tydzien w szpitalu przy braku pomocy, zrozumienia personelu oraz snu (lacznie spalam moze 3 godziny przez 7 dni) i ogromnego bolu po CC, sprawil ze moj mozg przekrzywil sie totalnie!!!

    Pomysly byly ciekawe! Np. chcialam uciekac ze szpitala w pizamie zima!
    Chcialam zostawic dZieci w szpitalu i wrocic taxi do domu!

    O wszystkim mowilam mezowi! Maz byl w szoku co ja gadam!

    Po wyjsciu ze szpitala depresja sie poglebiala! Otwieralam oczy i myslalam jak uciec stad? Co zrobic z dZieciakami? Udusic? Oddac do adopcji? Koszmar! Takie byly to mysli!!!

    Pewnego wieczoru mowie do meza: „albo oddajemy je do adopcji, albo jutro wydarzy sie tragedia” i po tym zdaniu wsadzil mnie do auta i wyladowalam w szpitalu psychiatrycznym!

    Silna depresja okoloporodowa.

    Nikt kto jej nie przezyl nie jest w stanie domyslic sie jak sie czlowiek wtedy czuje! Nawet w malutkim ulamku! Ale nie zycze nawet wrogom takiej depresji! To byl HORROR!

    Uratowal mnie maz, nasze dobre relacje i moja rodzina, ktora opiekowala sie przez miesiac bliznietami!

    Dziekuje im za to do dzis!

    Prosze mi wierzyc ze opisalam historie w wielkim skrocie:-)

    Pozdrawiam!

    Juz teraz Szczesliwa mama blizniat!

    • Bardzo dziękuję za podzielenie się ta historią!! Zachowanie otoczenia dołującego Cię – bardzo przykre.
      Jesteś dzielna, że to wszystko przeszłaś i brawa dla Twojego męża, że zawiózł Cię do szpitala. Niektórzy tego nie robią i kończy się to tragedią. Cieszę się, że wszystko skończyło się happy endem 🙂

  • Dzięki za ten tekst, za te wywiady. Przepraszam, pod tamtą notką pisałam dość ostro… to chyba był efekt ogromnego uczulenia na ten bardzo powszechny w polskiej blogosferze obraz macierzyństwa, zwłaszcza w nurcie rodzicielstwa bliskości, że jak by nie było strasznie, to wszystko jest przecież „normalne”, wszystko trzeba poświęcić z entuzjazmem oraz uśmiechem na ustach, bo to „tak szybko mija” itp…
    W każdym razie myślę, że to bardzo cenny, bardzo pomocny post.

  • Wywiady przeczytałam z uwagą, choć (jeszcze) mnie nie dotyczą. Ale powiedzieć chciałam, że nazwa „Centrum Ochrony Dziecka i Rodziny” mnie szczerze wzruszyła. Centrum OCHRONY dziecka i rodzina. To ładne, to ważne.

  • Pingback: Nie zapominam o sobie – pozwala mi to zachować równowagę | Nishka()

  • Przeciwieństwem złości nie jest radość, jak niektórzy myślą, ale właśnie depresja. Jestem Ci wdzięczna za te wywiady, z przyjemnością będę je przesyłać dalej.
    Polemizowałabym tylko z wiązaniem kolki niemowlęcej głównie ze stanem psychicznym rodziców – sprawa jest raczej bardziej skomplikowana, dużo mówi się o niedojrzałości układu nerwowego i pokarmowego, mikrobiomie jelit i jego zaburzeniach, koncepcji „czwartego trymestru” itd. Ba, mówi się nawet o związku kolki z częstotliwością karmienia, ponoć w plemionach tradycyjnych (np Kung), gdzie niemowlęta są karmione kilka razy na godzinę, kolka w ogóle nie istnieje!

  • PS. A zdjęcie Ciebie karmiącej Synka jest tak cudne, że aż się wzruszyłam!

  • Na pewno nie pomaga brak społecznego przyzwolenia na okazywanie złości…już od małego wpaja się dziewczynkom szczególnie, że „to brzydko się złościć” czy coś w tym stylu.
    Zaskoczyła mnie natomiast informacja jednej z komentatorek że po drugiej stronie złości nie jest radość, a depresja.
    Ja od kiedy sobie pozwalam na złość mam lepsze samopoczucie. Długo ją w sobie tłamsiłam… 🙁

  • Pingback: „Cześć, nazywam się Natalia i jestem matką” – nie bójmy się szukać grup wsparcia :) | Nishka()

  • Pingback: Nie wszyscy jesteśmy fotografami – dlaczego nie robię zdjęć moim dzieciom | Nishka()

  • Nieznajoma

    Cóż.Dziecko mam już dorosłe, ale gdy było małe (kilka lat) miewałam gorsze okresy jako matka. Zwyczajnie – nie mogłam znaleźć pracy i nikt nie chciał zatrudnić kobiety z dzieckiem. Choroby ewentualne dziecka, opieka. Znacie to zapewne. Stąd pojawił się u mnie dziwny stan – radość z macierzyństwa połączony z frustracją, że muszę siedzieć w domu i nie mogę pracować zawodowo.
    Znając swoje prawo, że mogę ponarzekać wyznałam to mężowi. Pocieszał, wspierał.Wtedy cudo. Oczy otworzył mi dopiero po iluś latach na sali sądowej w trakcie rozwodu – że przecież nie kocham dziecka,nigdy jej nie chciałam i takie inne bzdury. Zatem – czy warto się czasami otwierać i pokazywać emocje? Te prawdziwe?
    A rzeczywistość – ta dziś – opiera się oczywiście na tym, by nie płacić na dziecko alimentów. Kontakt z dzieckiem ojciec ma sporadyczny. Raz na rok – na tyle go stać. Na dwugodzinne spotkanie. Ale to do innego Twojego wpisu. Pozdrawiam

  • Pingback: Nigdy potrząsaj małym dzieckiem, również w wózku ani nie podrzucaj go do góry, bo możesz wyrządzić mu ogromną krzywdę | Nishka()

  • Pingback: Pozwólmy dzieciom (i sobie) przeżywać wszystkie emocje: i te dobre, i te złe - Nishka()

  • Pingback: Oprócz miłości, masz prawo czuć do dziecka również złość i vice versa - Nishka()