Hobbit: czy warto przeczytać, czy warto obejrzeć, czyli: książka czy film?

hobbit-okladka-filmowa2Jednym z prezentów, które dostaliśmy od orka Mikołaja były bilety do kina na kolejną część ekranizacji „Hobbita”. Kilkanaście godzin przed seansem, starsza córka coś sobie uświadomiła i krzyknęła:

— Mamo! Przecież ty nie dość, że nie byłaś ze mną i tatą rok temu w kinie na pierwszej części „Hobbita”, to jeszcze nie czytałaś tej książki!

—  To prawda — przytaknęłam.

Nastolatka czym prędzej pobiegła do naszej domowej biblioteczki, chwyciła „Hobbita” Tolkiena i niemal rzuciła we mnie książką.

— Czytaj! Przeczytaj chociaż do strony 118!

Książka czy film?

Westchnęłam, był sobotni wieczór, miałam inne plany. Ale jeżeli człowiek całe życie na pytanie „książka czy film?”, bez wahania wykrzykuje, że książka i z przekonaniem rozwodzi się nad tym, że jeżeli film jest ekranizacją książki to najlepiej najpierw przeczytać książkę i potem najwyżej w ramach eksperymentu skonfrontować swoją wyobraźnię z wyobraźnią i wizją reżysera, scenarzysty, scenografa itd, to głupio było odmówić!

Tak się składa, że raczej nie czytuję literatury fantasy ani science fiction (z wyjątkiem Lema, vide: Ludzie, którzy na zawsze pozostają młodzi) i zdecydowanie bliżej mi do literatury pięknej (zwłaszcza rosyjskiej: Dostojewskiego, Tołstoja, Nabokowa, albo współczesnego Pielewina). Dlatego po „Hobbita” sięgnęłam z pewną taką nieśmiałością.

Burzenie czwartej ściany

Uwielbiam, gdy pisarz prowadzi z czytelnikiem grę, na przykład gdy burzy czwartą ścianę, dotychczas/zwykle ich odgradzającą. Pojęcie „czwartej ściany” w języku teatru oznacza symboliczną granicę, która dzieli widzów od aktorów, tak by mogli skupić się na swojej grze i zapomnieć o tym, że są obserwowani. Burzenie czwartej ściany to moment, w którym aktorzy nagle publiczność zauważają i w taki czy inny sposób zwracają się do niej. Podobnie w filmie czy serialu, gdy aktor nagle spogląda wprost kamerę, czyli w oczy widza. W języku literatury to moment, w którym pisarz, jako narrator zwraca się do czytelnika.  Najbardziej lubię styl, w którym autor robi to niespodziewanie. Inaczej mówiąc, ma się wrażenie, że jest narratorem ukrytym, czyli wydarzenia jakby opowiadają się „same”, gdy WTEM! nagle ujawnia się i masz wrażenie jakby wyszedł z książki i wskazał na Ciebie palcem. Ha! jestem tu, czytelniku!

Książka „Hobbit”: czy warto?

Taki właśnie jest Tolkien, snuje sobie całkiem na poważnie swoją opowieść, żeby nagle wprowadzić czytelnika w zadziwienie lub śmiech. Nie mogę powstrzymać się i nie zacytować tu kilku fragmentów. (Wszystkie cytaty pochodzą z książki J.R.R. Tolkiena „Hobbit, czyli tam i z powrotem”, wydawnictwo Iskry 1997.)

— Właśnie miałem siąść do podwieczorku, proszę cię, wejdź i napij się ze mną herbaty. — Brzmiało to może trochę oschle, Bilbo miał jednak najlepsze intencje. Cóż byś ty zrobił na jego miejscu, gdyby jakiś krasnolud nieproszony przyszedł do ciebie i powiesił swój płaszcz w twojej sieni, nie usprawiedliwiając się ani słowem?

Piękne! Uwielbiam takie wchodzenie na piąte stopnie abstrakcji. No właśnie, a Ty co byś zrobił? Tak, tak, do Ciebie mówię 😉

„Hobbit” jest też bardzo dowcipnie napisany (przynajmniej w pierwszej części książki).

Spójrzmy, co dzieje się dalej, czyli po tym jaki nieproszeni goście odwiedzają Hobbita, który proponuje im HERBATĘ.

— Co tam masz? Herbatę, nie dziękuję. Co do mnie, proszę o kropelkę czerwonego wina.

— Ja też – powiedział Thorin.

— I o konfitury malinowe, i o szarlotkę.

— I o paszteciki z mięsem, i o ser.

— I o gulasz wieprzowy z sałatą.

— Jeszcze ciastek, jeszcze piwa, jeszcze kawy, jeśli łaska — wołały inne krasnoludy zza drzwi jadalni.

— Bądź tak dobry i ugotuj kilka jajek! — krzyknął Gandalf w ślad za hobbitem, który już kuśtykał w stronę spiżarni. — A przy okazji przynieś na zimno kurczęta pieczone i pomidory.

Czyż to nie jest genialne? Czuję się prawie jak u siebie w domu rano, kiedy każde z moich dzieci oraz mąż, pies, kot i do niedawna jeszcze rybki, życzą sobie na śniadanie każdy czego innego! A ja mimo to podaję wszystkim li tylko herbatę 🙂 Trochę to też przypomina mi sytuację, w której przyjmuję w domu gości, a lodówka pusta (vide: Co zrobić gdy odwiedzą nas niespodziewani goście).

Czy tłumacz książki ma znaczenie?

Mogłabym tak cytować i cytować, ale nie ma to większego sensu, jeżeli Was to zainteresowało to po prostu przeczytacie książkę. Dodam, że według mojego męża (fana książek fantasy i SF) bardzo ważny jest tłumacz Tolkiena, jego ulubienicą jest Maria Skibniewska. Gdy na Gwiazdkę kupiłam starszej córce inną powieść Tolkiena „Władcę Pierścieni” i po powrocie z księgarni wróciłam do domu i pokazałam ją mężowi, ten oburzył się:

— Mam nadzieję, że masz rachunek?! — spytał mnie poddenerwowany.

— Mam, ale o co ci chodzi? Popatrz, jak pięknie wydana książka, twarda obwoluta, ładne rysunki..

— Wróć do Empiku i wymień to wydanie na jakiekolwiek inne, byle tłumaczone przez Skibniewską!

Czy macie coś na temat do powiedzenia? Zdarzyło Wam się czytać książki, które np. były słabo albo wybitnie dobrze przetłumaczone?

Film Hobbit: czy warto?

Jasne, że warto! Film „Hobbit” to wspaniała trzygodzinna uczta pełna emocji, uniesień i wzruszeń.

Poza tym, im więcej obcowania z kulturą i sztuką, tym wyższy status społeczny 🙂 (vide: Do jakiej klasy społecznej należysz?) A kino to również obcowanei ze sztuką. Uwielbiam chodzić do kina i jestem w nim nie rzadziej niż raz na kwartał.

Od jakiego wieku można oglądać Hobbita?

Tak jak rok temu stwierdziliśmy, że nasza 7-letnia wówczas córka jest za mała na oglądanie Hobbita, tak w tym roku tak bardzo nas o to prosiła (tym bardziej, że w międzyczasie oglądała u sąsiadów pierwszą część Hobbita), że stwierdziliśmy, że weźmiemy ją do kina. Mam nadzieję, że nie odbiorą mi za to praw rodzicielskich 🙂 Owszem były momenty, że bała się orków, ale ja też ich się bałam mimo, że mam już 32 lata!

Czy w kinie wypada jeść popcorn?

Nie! Nie! I jeszcze raz nie! Dlaczego? Dlatego, że to pożywienie jest zbyt inwazyjne dla pozostałych widzów. Popcorn wydziela bardzo intensywny zapach, zaś konsumowanie go niezwykle irytujący odgłos chrupania i szeleszczenia.  Zawsze mam takie szczęście, że ląduje w sali kinowej obok kogoś pożerającego popkorn. Wczoraj również tak było, przez kilka minut walczyłam ze sobą, żeby nie zwrócić pani złośliwej uwagi, ewentualnie grzecznie poprosić ją, by przestała jeść. Doszłam jednak do wniosku, że jeżeli ktoś nie widzi problemu w kupowaniu do kina popkornu, to ani moje prośby, ani uwagi nic nie zdziałają.

Może powinnam odpalić kampanię społeczną? 😉

POPKORN

 

Komentarze:

  • Katarzyna

    I ja się do tej kampanii od razu dołączę! 😀 jak ja Cię rozumiem Nishko!

  • Katarzyno, dziękuję, od razu mi raźniej! 🙂

  • A ja odwrotnie – uwielbiam jeść w kinie. Ale ja w ogóle muszę mieć zawsze czymś ręce zajęte. I paszczę. Więc jem, piję i komentuję. Ale staram się to robić jak najmniej inwazyjnie – nie szeleścić za bardzo, nie używać foliowych opakowań, nie siorbać itd. 😉 I w ogóle nienawidzę tłumu w kinie, więc chodzę w miarę możliwości na najmniej uczęszczane seanse. Jak na sali są ze mną 4 osoby i każdy siedzi w innym miejscu, to nic nikomu nie przeszkadza 😉
    Hobbita nie widziałam i nie czytałam… ale pewnie kiedyś przyjdzie na niego czas 🙂

  • Nie kupuj popcornu to bilety będą po 50 zł 😉
    taki model biznesowy, że kina zarabiają głównie na tych dodatkach do filmu.

  • SzafaSkrajnej

    Kino bez popcornu? bez tego zapachu, dźwieku przegryzanej kukurydzy…a naciosy? To jest dopiero kwitesencja smaku, elegancji …
    Sama lubię zjeść popcorn, ale nie lubię jak nie mam, a ktoś obok..wcina…taka mała hipokryzja…
    Ale to jeszcze nic…Kiedyś będąc w kinie na KOMEDII, pewnia Pani zwróciła mi uwagę, że…za głośno się śmieje!!! A Tobie popcorn przeszkadza..kochana…

  • Magda

    Przybijam piątkę Twojemu mężowi jeśli chodzi o tłumaczenie Tolkiena! Tylko Skibniewska! Nazywanie Obieżyświata Łazikiem, jak ma to miejsce w drugiej wersji, to zbrodnia!!! Tak oto pojawia się mój pierwszy komentarz na blogu (i od razu tyle wykrzykników!), mimo że czytam go od dawna 😉

  • Ja czytałam tłumaczenie Łozińskiego jeśli mnie pamięć nie myli i była to tragedia. Fakt, piękna odkładka, śliczne obrazki ale czytanie per Fordo Bagosz nie jest tych obrazków warte. Nie i już.

  • Książka czy film? Hmmm Moim zdaniem film jest nagrany tylko na PODSTAWIE książki. Dużo tam inwencji twórczej nagrywających. Książka ciekawa, ekranizacja przyjemna. Zastanawia mnie ta trzecia część, co tam będzie? Mało już zostało, chyba że rozwiną wątek Gandalfa. Czekam z niecierpliwością.
    Odpowiadając na pytanie. Nie zdarzyło się, żebym natknęła się na książkę mierną, a super przetłumaczoną, odwrotnie niestety tak. Nie dałam rady przeczytać Kinga w tłumaczeniu Krzysztofa Sokołowskiego. Według mnie pan ów cierpi na brak polotu. Tak nudnej książki w życiu nie czytałam.

  • Kampania społeczna wskazana;)
    Ja książkę czytałam ale nie oglądała ani pierwszej części filmu ani drugiej. Może trzeba nadrobić;)? Myślę, że wybiorę się z mężem na randkę;) Tylko ja, on i Hobbit;)

  • Kino bez popcornu nie ma sensu 😉

  • Nishka

    DOMINIKA, SZAFA SKRAJNEJ, MATKA MAKOWA, powiem Wam, że tak jak z natury jestem raczej pokojowa i skłonna do kompromisów, tak w kwestii popkornu NIE, dlatego nigdy nie pójdziemy razem do kina! 🙂
    PAWEŁ, oczywiście, masz rację. Moja siostra pracowała kiedyś jako studentka w kinie i mówiła, że największy biznes robi się własnie na popkornie i napojach.

  • Nishka

    MAGDA, bardzo cieszę się, że się ujawniłaś 🙂 Komentuj! nawet jak miałabyś po każdym słowie stawiać wykrzyknik!!!!! 😉
    ERILL i MAGDO, cieszę się, że wypowiedziałyście się w kwestii tłumacza, bo już myślałam, że mój mąż coś wymyśla 🙂 I dzięki za przykłady, bo już rozumiem, że kiepski tłumacz naprawdę może zepsuć pierwowzór..

  • Nishka

    STAMP, no właśnie my też się zastanawiamy, co może być w trzeciej części! Prawdę mówiąc troszkę nas to zdenerwowało (ale tylko trochę :), że tak rozciągnęli w czasie, mogli spokojnie zamknąć fil w dwóch częściach, prawda? Ale wtedy by tyle nie zarobili.. Dzięki za przykład związany z tłumaczem.
    MAMARONIA, moja droga, zapewniam Was, będzie Was tam więcej: Ty, mąż, hobbit, elfy, krasnoludy i …. inni widzowie jedzący popkorn. 🙂

  • Też mnie drażni bardzo jak chrupią i szeleszczą. Najczęściej chodzę rano do kina w dni powszednie, najczęściej jest wtedy pusto i zajadamy kabanosy z chlebkiem oraz tylko w kinie zawsze m&m z orzeszkiem, gdzie orzeszek zostaje na koniec . Mam zamiar iść do kina, uwielbiam te wszystkie z olbrzymim rozmachem bajki dla dorosłych i dzieci.

  • Zabij mnie, ale i tak to powiem: uwielbiam jeść popcorn w kinie! Wieśniak ze mnie, ale ja w ogóle uwielbiam jeść w kinie i czuję się usprawiedliwiona, skoro kino oferuje mi tyle smakołyków. Staram się na ile mogę nie szeleścić ani nie chrupać, ale chipsy same szeleszczą, nie moja wina 🙂 Do Tolkiena jakos nie mogę się przekonac, ale może skoro „Gra o tron” mnie zafascynowała to w końcu i Tolkiena przerobię?

  • Magdalena

    Specjalne seanse dla popcornowych – jak sale dla palących! 😉

  • Darek

    Bez sensu… popcorn to kawał kinowej tradycji i popkultury… komuś się nie podoba zapach i z fanatycznym zapędem zaczyna krucjatę… nie podoba się to nie jedz… ja też nie przepadam, wolę nachos ale nie będę ludziom mówił, że im nie wolno… Nie lubię też syfu jaki robią fast foody na ulicach ale nie będę nikomu wkręcał, ze kupionego w budzie kebaba ma wsówać w domu… może w ogóle wszyscy jedzmy bezzapachowe, bezbarwne jedzenie, tylko w domach, ubierajmy się w te same stonowane barwy bo kogoś może drażnić kolor czerwony albo zielony… używajmy jednej marki samochodu i zróbmy se Orwella 1984… sorry zajrzałem tu tylko dlatego, że u znajomej był link i od razu walnąłem się w czoło… znajdź se hobbby jak ci się tak nudzi bo przychodzą ci porąbane pomysły do głowy…

  • Jest tylko jedno takie miejsce na ziemi, budynek w którym czasoprzestrzeń się zakrzywia, czy coś, rzeczywistość się odmienia i nagle zaczynam lubić popcorn. I jest to oczywiście kino. Nawet jestem w stanie popić go colą. Po wyjściu z kina znów obu tych rzeczy nie znoszę 😉 Zatem i przeciwko mnie skierowana jest Twoja kampania.

    Ale do rzeczy. Nie czytałam „Hobbita”. Czytałam „Władcę Pierścieni”. Z powodu własnej ambicji. Bo ambicja podpowiadała mi, że klasykę trzeba znać. A Tolkien to już klasyka. W dodatku mam kilkoro znajomych, którzy wręcz fanatycznie tego pisarza uwielbiają. Aby móc się włączyć do dyskusji trzeba było poznać chociaż podstawy tolkienowskiego kanonu. Upewniłam się jedynie w przekonaniu, że nie są to moje klimaty. Ale też doceniłam film. W kinie byłam na „Drużynie Pierścienie”. 3 godziny chciało mi się iść do łazienki, ale bałam się wyjść, bo przecież na pewno wtedy dojdą do tego Mordoru i przegapię najważniejsze. Jakaż była moja frustracja, gdy dopiero po seansie znajomi poinformowali mnie, że to pierwsza część trylogii… Czytając książkę doceniłam kunszt twórców filmu. Nie łatwo było tak odtworzyć świat Tolkiena, aby wyglądał jak żywcem przeniesiony z kart książki, a i aktorzy dobrani byli wręcz mistrzowsko.
    Przypuszczam więc, że i z „Hobbitem” to się udało. Wspomniani znajomi uraczyli mnie już przy pierwszej części informacją, że film „Hobbit” nie jest ekranizacją jedynie powieści „Hobbit”. Jest to zbieranina wielu tolkienowskich opowiadań, których treść z „Hobbitem” i „Władcą Pierścieni” jest powiązana. Stąd rozciągnięcie akcji aż na 3 filmy. No cóż, nie oglądałam i pewnie nie obejrzę dopóki nie poleci w telewizji, ale myślę, że dla fanów Tolkiena jest to niezła gratka.

    Nishko, już kiedyś pisałam Ci, że Twoje poczucie humoru jest niebezpieczne dla otoczenia. Znów przez Ciebie dochodzi do niebezpiecznych sytuacji, do przejawów agresji, co więcej samoagresji… mam nadzieję, że pan Darek waląc się w czoło nie zrobił tego jednak zbyt mocno. Hobby Nishki to pisanie o Hobbicie na blogu. Może lepiej niech nie szuka sobie kolejnego. Nie wiadomo jak zareaguje społeczeństwo 😉

  • lady.kari

    Tolkien – tylko Skibniewska. Sczytałam go od deski do deski, po kilkanaście razy każdą książkę. Podchodziłam do innych tłumaczeń – nie da się.

    Inny przykład – Terry Pratchett i genialny Piotr Cholewa. Kiedyś wydali kilka książek w innym przekładzie i to nie było to. Zresztą – szybko nadrobiono stratę i pojawiło się tłumaczenie Cholewy. Piotr Cholewa jest dla mnie w ogóle ewenementem. Jeśli wiem, że książka była przez niego tłumaczona, to sięgam po nią w ciemno i nigdy się nie zawiodłam. Ba! Wielu moich ukochanych autorów jest przez niego tłumaczonych (Card, Żelazny, Le Guin), więc może po części to jego zasługa, że tak bardzo ich lubię.

    Mamy też doskonałe tłumaczenie Harrego Pottera. Kiedyś sięgnęłam po oryginał i jakoś mniej magii w nim znalazłam, był jakiś taki płaski.

    Myślę, że dogadałabym się z Twoim mężem 😉

  • Eliza

    Tłumaczenie jest najważniejsze, w przypadku Hobbita Skibniewska i Tylko ONA (porównywałam kiedyś 3 tłumaczenia w tym jedno jej było – tego samego fragm. ) – pozostałe KOSZMAR
    A film to film – wizja reżyserska i ja nie porównuję tym bardziej, że czytałam książkę ponad 20 lat, to nie pytajcie o szczegóły – – film mnie urzekła jestem zachwycona i świetnie się na nim bawiłam . Na II cz. jeszcze lepiej niż na I. 😉 Polecam

  • Pudzian

    Popcorn w kinie jest tak wazny jak karabin dla zolnierza! Nie masz prawa zabraniac innym czegos jesc tylko dlatego ze masz jakies uprzedzenia! Wypraszam sobie!

  • Kasia

    Popieram rzucony tu przez kogoś pomysł osobnych sal dla jedzących i niejedzących. Nie znoszę, jak ktoś siorbie, chrupie, szeleści i śmieci. Kino jest miejscem publicznym i należałoby się zachowywać tak, aby nikomu nie przeszkadzać. Kto chce się zachowywać jak prosiak przy oglądaniu filmu, niech to robi u siebie przed telewizorem.
    Też przyszedł mi do głowy przykład Prachetta i Cholewy. Pamiętam kiedyś w telewizji zapowiedź jakiegoś filmu z Sandrą Bullock – scenkę w restauracji. Przetłumaczone to było genialnie – lekko i dowcipnie. Natomiast sam film tłumaczył już ktoś inny i kompletnie położył dialog. Nie było w nim nic zabawnego. Aż miałam wątpliwości, czy to na pewno z tego samego filmu.
    Chociaż jestem tłumaczem, wybrałam Hobbita z dubbingiem. Po prostu mam tak zmęczone oczy, że nie chcę czytać w kinie, a wiem, że jeśli będą napisy, będę to robić odruchowo. Chcę też odpocząć od języka obcego. Do kina idę się rozerwać i zrelaksować. O ile ktoś nie kopie w moje krzesło, nie świeci telefonem i inne takie, bo wtedy kosztuje mnie dodatkowy wysiłek na ignorowanie zakłóceń i nie wkurzanie się.

  • Ten pomysł z kampanią Nishka jest genialny! Trzymaj tak dalej!

  • Magda

    Warto najpierw przeczytac, a potem obejrzec. Druga czesc Hobbita to majstersztyk, ktory polecam w 3d. Bez zapachu popcornu oczywiście i siorbania coli:)

  • Nie jem popcornu w kinie, z tych powodów, o których piszesz. Nie zawsze tak było, ale od kiedy sama (i za swoje 🙂 ) oddaję się przyjemności KinoManiaka to wiem jak bardzo denerwuje chrupanie, mlaskanie i zapach. Jednak bez picia nie wytrzymam. Zawsze kupuję coś niegazowanego, żeby nie „psssssykać” na innych 🙂

    Hobbita nie widziałam i nie czytałam. Zresztą jak i trylogii Władcy Pierścieni. Mam plany się za nią zabrać, zwłaszcza, że od wielu lat jest w mojej osobistej biblioteczce. W sumie to sama nie wiem czemu jeszcze się za nie nie zabrałam 🙂 Aż z ciekawości sprawdzę jakie ja mam tłumaczenie!

  • Dorota

    Książki Tolkiena to dla mnie fenomen – nigdy nie lubiłam fantastyki i w dalszym ciągu jej nie lubię, Tolkienowskiego „Władcę pierścieni” przeczytałam tylko dlatego, że nic innego nie było pod ręką (a czytać muszę na okrągło – taki wewnętrzny imperatyw :-)) i… zakochałam się w tej książce. Świat tam przedstawiony jest tak spójny i kompletny, ma swoją historię, swoje legendy, a przy tym pisany lekko, po prostu wciąga bez reszty. Dla mnie coś pięknego, wracam to tych książek przynajmniej raz w roku. A ich ekranizacja to chyba jedna z najlepszych, jakie oglądałam…

  • Mietek

    Książka i film, ewidentnie. Każde jest inne, ale wzajemnie się uzupełniają. W przypadku Hobbita film jest o tyle ważniejszy, że sceny, efekty są oszołamiające:)
    Tak jest, nie ma popcornu!

  • Marta

    O, bardzo przepraszam, ale muszę choć trochę stanąć w obronie tłumaczenia Łozińskiego. Przez wiele lat kurczowo się trzymałam wersji, że jedynym słusznym jest tłumaczenie Skibniewskiej i choć nadal uważam, że jest najlepsza, to w 20 lat po przeczytaniu pierwszego Tolkiena mogę powiedzieć, że do Łozińskiego trzeba dorosnąć.
    Mąż już wie, że gdy wyciągam z półki władcę, oznacza to, że sezon zimowy uznaję za oficjalnie rozpoczęty 🙂 Tolkien – autor, bez którego nie ma zimy. Pustkowie Smauga – piękny (wizualnie) film, który mógłby nie powstać.

  • …I wyłącz tę cholerną komórkę!

  • Mnie rozbroiło tłumaczenie „Mechanicznej Pomarańczy” w wykonaniu Roberta Stillera. Coś pięknego. Majstersztyk 🙂

  • DZIĘKUJĘ WAM ZA TAK CIEKAWE KOMENTARZE! Bądżcie ze mną w 2014 roku, proszę! 🙂

  • Mariusz

    Czytałem Hobbita, oglądałem pierwszą i drugą część, na pewno warto, to wyjątkowe dzieła. A ekranizacja się rozkręca, aż się boję pomyśleć co będzie w rzeciej części 😉

  • Nishka

    Właśnie, co do terminu trzeciej części, słyszałam różne opinie, że Hobbit ma być na wiosnę oraz inną że w grudniu za rok, ktoś coś wie? 🙂

  • „Film jest sztuką. W czasie obcowania ze sztuką nie jemy i nie sikamy” powtarzał mój wykładowca historii filmu 🙂

  • 🙂

  • Jakby był tu „like it” Magda by go dostała!!! 🙂
    Nishka, fajnie tu u Ciebie!

  • Anucha, cieszę się, staram się jak mogę! 🙂 A „lajki” wkrótce będą bo zmienię system komentowania

  • A ja nie lubię tego burzenia czwartej ściany – nie chcę by mi przypominano, że jestem poza opowieścią, ja chcę być w niej, w środku! Stoję obok bohatera, po to czytam fantastykę, by być w tym świecie i oderwać się od własnego, zwyczajnego! A tu mi Tolkien odpala per „czytelniku!” A kysz! Ja nie czytam, ja żyję w środku:) Mimo tych zgrzytów w stylu tolkienowskim i tak go uwielbiam – wspaniale tworzy świat, idealnie nazywa bohaterów, narzędzia, rośliny, miejsca. Wszytsko jest genialnie, misternie uplecione – kocham! A na film wybieram się jutro – i też będę w środku opowieści, oby mi tam żaden Gandalf palcem na mnie nie wskazał i nie powiedział: „Ty, co tam siedzisz (bez popcornu w rękach), co Ty być zrobiła?” Pozdrawiam Nisho, wspaniały blog! Debiutuję jako komentator, ale czytelnika masz we mnie wiernego od 5 miesięcy:)

  • Pingback: Iskrzy między nami: między mną, a książkami | Nishka()

  • Zuza komentujepl

    Cześć,Ja czytam 2 raz książkę i oglądałam 1 i 2 część Hobbita w kinie.Co do tłumaczenia,ja czytałam wersję z przekładem Pauliny Braiter i myślę,że tłumaczenie jest dosyć dobre.Choć, jak kiedyś przeczytałam fragment z przetłumaczeniem innej osoby był nieco lepszy.Ale to zależy,tak samo jak my w Polsce mamy kilka znaczeń słowa np.zamek:do drzwi i ten w którym mieszka królewna.Tak samo w Angli jest pare takich słów które tak samo się pisze a mają inne znaczenie.Apropo filmu,świetny.Te elementy 3D bardzo mi się podobały.A najważniejsze jest to,że nie odbiega znacznie od oryginału!Oczywiście są momenty w których autor zmienia trochę wydarzenia ale nie jest to tak inne jak w ekranizacji książki Juliusza Verne ,,W 80 dni dookoła świata” tam kolejność wydarzeń odbiegała od rzeczywistości diametralnie!Popcorn w kinie….Zauważyłam,że ten temat został poruszony :). Moi znajomi kupują tego na potęgę XD.Ale mi popcorn nie smakuje,dlatego też nie jem go podczas seansów.Nie jem go również dlatego bo to przeszkadza w oglądaniu.Sama to doświadczyłam, gdy ludzie mlaskają i mlaskają nie da się słuchać Xb.Myślę,że nie muszę opisywać moich wrażeń z przeczytania książki bo jak czytam ją drugi raz oczywiste jest,że mi się podobała,podobała?To złe słowo była świetna.A poza tym za niedługo będzie miała ją za lekturę,więc będę miała okazję znowu przeżyć te emocje które towarzyszą mi przy każdym razie czytania książki Hobbit 🙂 . Pozdrowienia dla wszystkich miłośników książek Tolkiena i zachęcam do oglądania ostatniej części ekranizacji Hobbita ,,Bitwa pięciu armii „.

  • goo

    Skibniewska – po stokroć TAK! Mam wykształcenie lingwistyczne i nie można przecenić roli dobrego tłumacza. Zdarzało mi się zamknąć książkę po kilku stronach jeśli tłumacz nie stanął według mnie na wysokości zadania. Zresztą, i tak wolę czytać książki anglojęzyczne w oryginale, no ale wiem, że nie wszyscy mogą.
    Jeśli chodzi o popcorn… cóż, mea culpa – w kinie zawsze go jemy. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wyczyniamy istną ekwilibrystykę, żeby to robić jak najmniej inwazyjnie. Nie mlaskamy, nie szeleścimy. Przez lata doprowadziliśmy technikę do perfekcji 😉 Bo sama nie znoszę jak ktoś mi chrupie bezmyślnie przy uchu. Ale chyba bardziej przeszkadza mi gadanie o bzdetach i świecenie komórką. Wtedy jestem bezlitosna. 😉

  • Co do książek i tłumaczeń – „Diuna” Herberta. Fremeni a Wolanie… Piaskale a czerwie. Na moje nie(?)szczęście czytałam w tej „gorszej” wersji pana Łozińskiego. Może pokażę po prostu, bo warto sobie spojrzeć na różnice: http://pl.wikipedia.org/wiki/Diuna_(powie%C5%9B%C4%87)#T.C5.82umaczenia_i_r.C3.B3.C5.BCnice_w_terminologii

    Co do popcornu. Są kina, gdzie takowy nie jest podawany, więc może następnym razem wybierzcie takie kino? 🙂 Dla mnie seans w multipleksie wiąże się ZAWSZE z popcornem i/lub nachosami. Taki zwyczaj mój osobisty, który kojarzy mi się z latami młodości i który uwielbiam. Chłop mój mniej. ALE na usprawiedliwienie chrupię tylko na głośnych scenach, nie chrupię, kiedy jest cisza/dramatyczny moment 😉 Co do Hobbita – wygrałam z ww. Chłopem bilety do Nowych Horyzontów (we Wrocławiu) i tam nie ma popcornu, a sala kinowa normalna, więc łączymy przyjemne z niepopcornowym 🙂
    Myślę, że multipleksy to zupełnie inne byty, nastawione na dużą liczbę widzów i zarabianie na dodatkach, także wybierając (czasem wyboru nie ma niestety) ten typ kina, skazujemy się na obcowanie ze świniami. Nic dodać, nic ująć. I żeby mi tu oburzeni nie piali – świnia dla każdego, to ktoś inny. Dla mnie to banda przyjaciół żłopiąca piwo i rzucająca popcornem, ale także ludzie, którzy nie potrafią zostawić po sobie porządku na swoim kinowym miejscu, zachować ciszy, nie przeszkadzać innym. Jedzenie, czy picie podczas seansu jest gdzieś na samym dole tej listy, bo sama jem i piję (staram się przy tym dźwięków absolutnie żadnych nie wydawać). Ale usprawiedliwiać się już nie będę 😛

  • Ach i zapomniałam o perełce, która udowadnia, że tłumacz powinien jednak minimalnie się znać na uniwersum, na które się porywa. Star Wars aka Gwiezdne Wojny – „nerf-herder” lub „nerf herder” a także „nerfherder”. Przetłumaczone na nasz język jako… nerfherder… Czemu się oburzamy? Bo nerfy to w świecie GW zwierzęta stadne (coś a la owce), a herder, to nikt inny, tylko pasterz. Zwrot miał na celu lekkie obrażenie rozmówcy, a tłumaczowi nie wyszło, bo w ogóle nie zrozumiał sytuacji. Dla fanów GW jeden wielki powód do nabijania się 😉
    „Why, you stuck-up, half-witted, scruffy-looking nerf-herder!”
    „Who’s scruffy-looking?”―Księżniczka Leia Organa i Han Solo

  • Akurat nie mam takiego problemu, bo wybieram niszowe kino studyjne z miętową bądź zieloną herbatą, kawą, pieczonymi owocami pod bitą śmietaną(prawdziwą!), czy ciastka czy nawet dania takie jak talarki ziemniaczane z sosami czy tortille. Albo kinokawiarnię.
    Kino to dla mnie klimat,gdy ścieżka dźwiękowa ma głośność w sam raz i nie daje po uszach. Gdy mogę obserwować starszą panią z filiżanką herbaty podążającą w stronę męża bądź ludzi przychodzących samemu dla filmu, dobrego filmu czy pary idące obejrzeć film,a nie gździć się na kanapach multipleksu. Gdy zupełnie obcy chłopak podaje płaszcz bym mogła go ubrać,a ludzie w różnym wieku zaczynają wymieniać uwagi po seansie czekając na towarzyszy którzy są w łazience czy coś załatwiają… To jest prawdziwe kino- bez popcornu,pepsi w wielkch kubkach, świecenia telefonami czy muzyką rozsadzającą bębenki uszu. Tak problemem jest to,że nie zawsze mają nowości i czasami bywam w jakiś sieciach kin-ale góra raz na rok. Co do zasady kino musi być kameralne .
    Ach wybrałabym się mimo że tuż przed świętami byłam.

  • Mateusz Kołodziejski

    Jestem po seansie ostatniej części i mogę z pełną świadomością potwierdzić, że nic się nie zmieniło i trylogię Hobbita warto polecać. Moim zdaniem wiele zarzutów w stosunku do ekranizacji jest wydumanych i nie mają pokrycia w rzeczywistości. O 5 najbardziej naciąganych napisałem zresztą na moim blogu: http://randomowerankingi.pl/5-naciaganych-zarzutow-wobec-ekranizacji-hobbita

  • mainstay

    Jak Tobie przeszkadza, że ktoś je popcorn, to przesiądź się, albo usiądź gdzieś na schodach… Sorry, każdy ma prawo do różnych zachowań, Ty musisz się po prostu oddalić……..