Kult bycia pięknym

Nie buduję w dzieciach poczucia własnej wartości na podstawie tego jak wyglądają. Komplementy, które córki od nas otrzymują opierają się przede wszystkim na chwaleniu ich cech charakteru, a nie wyglądu. Zachwycamy się tym, co powiedziały, do jakich wniosków doszły, jakie refleksje przewinęły im się przez główki, jak się w określonych sytuacjach zachowały. Nie zachwycamy się ich wyglądem.

nishka

Zanim ten wątek rozwinę, chcę Was zapoznać ze swoim gościem. Otóż udało mi się zaprosić na łamy bloga znaną piosenkarkę: Beyonce! Specjalnie dla nas zaśpiewa teraz swoją najnowszą piosenkę: „Pretty hurts”!

Posłuchajmy!

Mama said you’re a pretty girl
What’s in your head, it doesn’t matter
Brush your hair, fix your teeth
What you wear is all that matters

Posłuchajcie i obejrzyjcie teledysk, polecam.

*

— What is your aspiration in life? — pyta Beyonce mężczyzna prowadzący konkurs piękności.

— Oh. My aspiration in life? Well, that’s a great question. I wasn’t expected that question… What is my aspiration in life? Well. My aspiration in life would be to be happy. To be happy with myself.

*

Rodzic jest pierwszym nauczycielem dziecka. To on przekazuje mu wizję świata, jest drogowskazem i wskazuje, w którą stronę warto się udać. Pokazuje, co jest w życiu ważne, wartościowe, o co warto dbać, co warto pielęgnować. Między innymi na tej podstawie dziecko buduje sobie samoocenę.

Nie buduję w dzieciach poczucia własnej wartości na podstawie tego jak wyglądają. Komplementy, które córki od nas otrzymują opierają się przede wszystkim na chwaleniu ich cech charakteru, a nie wyglądu. Zachwycamy się tym, co powiedziały, do jakich wniosków doszły, jakie refleksje przewinęły im się przez główki, jak się w określonych sytuacjach zachowały. Nie zachwycamy się ich wyglądem.

Rzadko słyszą od nas że są ładne, że pięknie wyglądają. Co nie znaczy, że w ogóle tego nie słyszą, czasem je „komplementujemy”. Może za rzadko? Nie wiem. Tak jak dla mnie tego typu oceny nie miały dużego znaczenia, tak tak chcę wychować córki.

Chcę, żeby moje dzieci nie dały się zwariować temu jak wyglądają. Zwłaszcza że poza domem ciągle i zewsząd będą bombardowane hasłami mówiącymi o tym, jak ważny jest wygląd.

UDOSKONALAJ.

POPRAWIAJ.

PRACUJ NAD SOBĄ, NAD SWOIM WYGLĄDEM PRACUJ.

Przekłuwanie dzieciom uszu, malowanie paznokci itp. jest poprawianiem ich wyglądu więc jest to de facto komunikat, że jego rączki lub uszy nie są w swojej naturalności wystarczająco ładne. To komunikat, który mówi:

— Zaraz zrobimy z Ciebie królewnę.

(przeczytaj: Seksualność: tak. Seksualizacja nie oraz Malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom. Mamo, opamiętaj się).

*

Pretty hurts, we shine the light on whatever’s worse
Perfection is a disease of a nation
Pretty hurts, we shine the light on whatever’s worse
We try to fix something but you can’t fix what you can’t see
It’s the soul that needs the surgery

*

Nie przeginam w drugą stronę, nie każę córkom nakładać worków na kartofle. Ubrania, stylizacje, fryzury, dodatki są elementem kształtowania naszego „ja” i każdy z nas  jakoś tę „ubraniową tożsamością” kreuje. Moje córki mają i walczą o swój styl (vide: Ekspertki ds. mody oraz Dialogi o ubraniach), dbają o kondycję, uprawiają sport.

Pracuję jednak nad tym, żebyśmy nie dali się temu jak wyglądamy zwariować.  Owszem, znam to uczucie, w którym mój marazm i zły humor poprawia zakup nowej sukienki. Jednak szybko się z tego poczucia otrząsam, bo wiem, że to jest złudzenie. I taki też komunikat daję córkom.

Tłumaczę im, że bombardujące nas zewsząd komunikaty mówiące, że piękny = szczęśliwy przeinaczają rzeczywistość. Prawdziwe szczęście znajduje się gdzie indziej.

Jak zawsze, zapraszam Was do dyskusji. Wasze komentarze, w których dzielicie się swoimi przemyśleniami i refleksjami zawsze mnie cieszą, inspirują i dają natchnienie potrzebne do pisania kolejnych tekstów.

*

Warto czasem podejść do lustra, spojrzeć sobie prosto w oczy i zadać pytanie, z którym zmaga się grana przez Beyonce postać:

– What is your aspiration in life? Are you happy with yourself?

Komentarze:

  • Maja

    Piszę tu pierwszy raz, ale czytam od dawna! Jaka Ty jesteś mądra Nishko! wiesz, że biorę z Ciebie przykład?:)

    • Maju, bardzo mi miło, mam nadzieję, że będziesz odzywać się częściej 🙂 A czy zechcesz zdradzić w czym np. bierzesz ze mnie przykład? 🙂

      • Maja

        Będę! Mam 2-letniego synka i chciałabym być tak mądrą matką jak Ty:)

  • Bożena Jędral

    oj, skrajność?
    kolczykowaniu dzieci nadal mówię zdecydowane nie, malowaniu paznokci nadal nie, choć nie wiem, może-nie zapieram się,
    marzyłam o córce, wyczekiwałam jej przez lata, chwalę wygląd obu córek, to moje laleczki, moje królewny, moje umazane w piachu księżniczki, w naderwanych na drzewie spódniczkach, takie słodkie, pyzate, śliczne i szczęsliwe

    • Wiesz, to nie jest tak, że nasze córki nigdy nie słyszą od nas komplementów dotyczących urody. Jasne, że zdarza nam się wyrazić miłe słowa na temat tego, jak wyglądają. Ale stokrotnie częściej słyszą od nas, że są mądre, bystre, odpowiedzialne niż że ładne i śliczne.

      • Bożena Jędral

        Dlatego zamiast dzień dobry było pytanie 😉 ,
        byłam od pierwszej linijki przekonana, że zdrowy rozsądek i naturale podejście panuje u ciebie w domu, spytałam dla sprostowania pierwszych myśli potencjalnych hejterów. Marzenie o mojej prywatnej księżniczce Gaba zweryfikowała już w trzecim roku swojego życia, definitywnie odmówiła lolitkowych spódniczek i zażądała dresu, ku mojej rozpaczy. Mam więc laleczkę w dresiorze, który czasem zmieni na spódniczkę, wtedy o niej zapomina i rozrywa podczas wspinaczki na drzewa 😉

  • Tianzi

    Dżender zabawki, przejmowanie się tym, co w głowach? Kobiecość w nich budować, przygotowywać do naturalnej roli, powiedzieć jak męża łapać!

    Przy okazji, czego zapomniałam napisać w temacie malowania paznokci: nie mam nic przeciwko kosmetycznemu poprawianiu urody (u dorosłych), ale drażni mnie związana z tym nowomowa. Sygnał, że ‚zadbana’ to nie np. zdrowa i czysta, ale wymalowana i bez tego nie można wyjść z domu, że to nie jest już żaden upgrade urody, tylko doprowadzenie się do niezbędnego minimum (od którego naturalny stan kobiety znajduje się rzecz jasna znacznie powyżej).

    • Czy dobrze rozumiem Cię, żeby nie popadać w skrajności? W sensie takiego pojmowania świata, że po jednej stronie stoi
      OBSESJA NA PUNKCIE PIĘKNA a po drugiej ZANIEDBANIE?
      I że warto poszukać jeszcze czegoś pomiędzy?

      • Tianzi

        To też. Jednak bardziej chodziło mi o to, iż świat często sugeruje, że abyśmy się czuły ‚zadbane’ nie wystarcza, że jesteśmy zdrowe, schludne, w dobrej kondycji etc., ale powinnyśmy być jeszcze pomalowane jak papugi. Nie chodzi o to, że jest coś złego w makijażu (także papuzim, jeśli ktoś lubi), farbowaniu włosów, malowaniu paznokcie, etc. Problem tkwi w implikacji, że naturalna jesteś ‚zaniedbana’ i ‚niekobieca’. I uczeniu dziewcząt, że ‚zadbana’ kobieta nie wyjdzie z domu saute nawet po karmę dla kota.

        • Ah tak! Mam czasami problem ze zrozumieniem, ale na szczęście przyszłaś mi z pomocą 🙂 A więc absolutnie się z Tobą zgadzam!!
          Co do implikacji naturalna = zaniedbana i niekobieca, to wyobraź sobie, że pod tekstem o paznokciach jedna z komentatorek napisała, że NIE UFA kobietom, które się nie malują, że kobiety bez makijażu wzbudzają w niej nieufność. To również efekt tego przekazu, który mają przyswoić współczesne kobiety.

          • Tianzi

            !
            A z drugiej strony da się usłyszeć głosy, że stosowanie makijażu to oszustwo, bo fałszuje wygląd twarzy kobiety. No po prostu JAK ŻYĆ? 🙂

  • Tak w sumie nie na temat posta, ale właśnie wczoraj pisałam o prawdziwym szczęściu 🙂 w sumie wnioski podobne, bo szczęścia trzeba szukać głęboko w sobie. 🙂

    • Jak masz ochotę wrzuć linka do swojego tekstu 🙂

      • Pewnie, że mam 🙂 http://www.przewijak.es/styl-zyciadnia/czym-szczescie/ Proszę bardzo! Endżoj. 🙂

        • szminkawkurniku

          Nishka, Twój blog jest kierowany tylko do jednej grupy rodziców, jeżeli Ty piszesz takie teksty a ludzie mówią, że otwierasz im oczy…to jestem przerażona co Ci ludzie mieli w głowie do tej pory jakie wartości ?????? ogólnie uważam, że świat głupieje a szczególnie rodzice nabardziej Ci „warszawscy” co niejednokrotnie z Warszawą mało mieli kiedykolwiek wspólnego….” I na miłość boską autorytetem nie może być Beyonce ktora kipi seksem buhahahah a co miała innego powiedzieć kobieta która udaje, że jest w ciąży a w niej nie jest ????? mało wiarygodne, mało…..

          • Ja Ci powiem tak, mam dziecko, które ma zaledwie 14 miesięcy. Cieszę się,że czytam bloga Nishki, ponieważ uczę się poniekąd na przyszłość. czego?! Nie popełniania błędów. To co czytam, co analizuje i co jest zgodne z tym, jak chcę wychowywać dziecko. Te myśli gdzieś tam z tyłu głowy mi się kodują i dzięki temu później będzie mi łatwiej.
            I mam nadzieję, że nie zarzucasz mi braku wartości, tylko tak rzucasz w próżnię. 🙂

        • I co, Nishko, czytałaś? Bo jestem szalenie ciekawa Twojej opinii. Wiesz, nie śpię po nocach i te sprawy :))

          • Przewijko, fajnie piszesz, ciekawe spostrzeżenia, będę do Ciebie zaglądać 🙂

          • Ostentacyjnie mdleję z wrażenia! 🙂 :*

  • Masz wiele racji w tym co piszesz. U nas w domu również nie powtarzamy, że córki są piękne i ślicznie wyglądają bo sama myślę, że wygląd w życiu nie ma znaczenia, mówię owszem, że trzeba o siebie dbać : myć zęby, czesać włosy, obcinać paznokcie by zachować zdrowie. Nie dla pięknego wyglądu. Uczę moje dzieci szanować ciało, które mają na całe życie.

    • Ja bym to ujęła tak, że wygląd ma znaczenie, ale że nie jest najważniejszy 🙂
      Że warto o siebie dbać, ale że nie warto popadać w obsesję dbania o siebie.

      • Masz rację źle to ujęłam. Owszem ma znaczenie ale nie jest najważniejszy. Teraz jak pomyślałam jednak o moich dzieciach ( 6 i 4 lata) to dla nich ten wygląd naprawdę nie ma znaczenia. Jeszcze są takie trochę nieskażone przez ten kult piękna.

  • Nuerha

    Super, że wpajacie córkom, że piękno płynie przede wszystkim z wnętrza, niemniej jednak uważam, że warto od czasu do czasu skomplementować wygląd nastoletniej córki. Nastolatki są często niepewne swojej atrakcyjności i czasem szukają jej potwierdzenia u niewłaściwych osób, wikłając się w nieprzyjemne sytuacje…

    • Oczywiście, masz rację! Nie można zupełnie zrezygnować z pochwał i udawać, że wygląd nie ma najmniejszego znaczenia. Dziewczyny dostają od nas czasem komplementy. (ale to zabrzmiało.. jakby wydzielała im te komplementy). Chodziło mi bardziej o to, żeby nie czynić z tego priorytetowej sprawy.

  • Kinga

    Ooo Nishko! Dziękuję za ten teledysk i zaproszenie Beyonce!
    Jeśli chodzi o urodę i piękno, to moim zdaniem ważne jest aby dziecko czy już nastolatek, miało poczucie własnej wartości wyniesione z domu. Ważne jest, aby rodzice mądrze je chwalili jednak nie ślepo zapatrywali się w jego/ jej urodę, ponieważ prowadzić to może do próżności. Takie jest moje zdanie, poparte znów kilkoma przykładami z życia. Warto uświadamiać dziecku że nasze naturalne piękno, bez ulepszeń, ingerencji chirurgów czy makijaży w młodym wieku, jest wspaniałe. Sama będąc nastolatką miałam spore kompleksy, oczywiście z powodu wyglądu. Nosiłam stały aparat na zęby, a trądzik był moją zmorą… (do tej pory płata mi figle). Kiedy moje koleżanki wydawały pieniądze na nowe ciuchy, moi rodzice zostawiali krocie w gabinecie ortodontycznym bądź u dermatologa. Taki był mój los… a pamiętnik prowadzony w tamtym czasie to istny scenariusz do dramatu… W wieku 14 – 15 lat zaczęłam się delikatnie malować, aby zatuszować to czy tamto, ale nigdy, przenigdy nie mogłam zrozumieć koleżanek z alabastrową cerą, które nakładały bardzo dużo podkładu, aby? No nie wiem? nadać sobie koloru?
    Końcem końców, uważam, że warto pochwalić dziecko za ładny wygląd, moim zdaniem to też jest ważne, (ja do tej pory lubię czasem słuchać takich komplementów… w końcu jestem kobietą!) ale nie należy skupiać całej uwagi wyłącznie na wyglądzie, ciuchach, dietach, dążeniu do perfekcji. Zdrowy, naturalny wygląd jest najpiękniejszy, szczególnie u małych dzieci!

    • Kingo, dziękuję za podzielenie się fragmentem Twojej historii, to bardzo wzbogaca mój dzisiejszy tekst. I oczywiście zgadzam się z Tobą! No właśnie, Ty miałaś powód, by używać podkładu, bo chciałaś zatuszować problemy z cerą. Dlaczego robiły to nastolatki z alabastrową cerą? Bo one niestety wiecznie będą z siebie niezadowolone, wciąż będą dążyły do „perfekcji” i niestety jej nie znajdą. Bo one szukają szczęścia nie tam gdzie trzeba.

  • Tola

    A ja często mówię moim dzieciom, że są ładne, że w jakimś ubraniu bardzo mi się podobają, córce, że ma piękne włosy, synowi, że fajnie się uśmiecha i tak dalej, i tak dalej… Oczywiście równie często komplementuję ich osiągnięcia, dobre pomysły, czy fajne zachowania. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że to też pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości, że trochę „wspomaga” pewność siebie. Oczywiscie nie mam na mysli powtarzania im, ze sa najpiekniejsi na swiecie, stawiania kwestii wygladu na pierwszym miejscu i oceniania wartosci przez pryzmat ladnych szmatek. Ale naprawdę warto powtarzac dzieciom, ze z ich uroda wszystko jest ok. Pamiętam, że zawsze byłam doceniana głównie za wygrywane konkursy wiedzy wszelkiej maści, za „wyjątkową elokwencje jak na swój wiek”, oczytanie itp., natomiast rzadko słyszałam zwykłe „jesteś ładną dziewczynką”. Dlatego też, kiedy kilka razy ktoś zwrócił uwagę, że jestem okraglejsza niż moje rowiesniczki, wrylo mi się to tak bardzo, że dlugo zylam w przeswiadczeniu, ze jestem gruba. Tylko gruba. I co z tego, ze madra. Nie lubilam sie odzywać, trudno nawiazywalam kontakty, bo nie chcialam jeszcze bardziej zwracac uwagi na „grubą”. To na pewno ma duży wpływ, na to, że lubię i chcę mówić moim dzieciom, że ich wygląd jest bardzo w porządku 🙂 Chyba jak w każdej sferze, tak i w tej ważna jest rownowaga. (Poza tym moje dzieci sa najładniejsze na świecie, przeciez to oczywista oczywistosc i nie trzeba tego mowic 😉 )

    • Tolu, zgadzam się z Tobą. Rzeczywiście zupełne pomijanie spraw wyglądu i wyłączne „bodźcowanie” na intelekt i sprawy ducha, udawanie, że nie ma ciała, może mieć złe konsekwencje. Ciało jest równie ważnym elementem naszego „ja”. Tak jak piszesz: RÓWNOWAGA.

    • Brawo za zdrowe podejście, podoba mi się!

  • Kamila

    Widzisz Droga Nishko: nie zawsze czytając zgadzam się bo zgadzając się tutaj, a w środku: nie – byłaby hipokrytką, a być nią bardzo nie chcę.
    W każdym Twoim tekście odnajduję jakąś cząstkę siebie, w tym odnalazłam kawał świetnego przykładu na dobre i mądre rodzicielstwo.
    Bo ja dokładnie tak powtarzam nieustannie mojej Córce, że jest dobrym, mądrym i wspaniałym człowiekiem.
    Powtarzam też, że może się mylić, że nie zawsze ma rację i, że nieustannie kocham ją bardziej i bardziej choć ta definicja miłości zmienia się z dnia na dzień na lepszą i lepsiejszą.
    Dobrze, że jesteś.

    Dobranoc!

    • Droga Kamilo! To byłoby nawet niemożliwe, żebyśmy ze wszystkim się zgadzały, jestem otwarta na to, żeby ktoś się ze mną nie zgadzał, więc śmiało 🙂
      Nawet nie wyobrażasz sobie, jak miło mi czytać, że w moich tekstach odnajdujesz cząstkę siebie..
      Dziękuję!

  • Matka jeszcze nie wariatka

    A później jest tak jak powiedziała Dorota Zawadzka na swoim wykładzie, że dominuje stereotyp ‚dziewczynki są śliczne a chłopcy sa mądrzy’. Bo chłopców docenia się za działanie a dziewczynkom ciągle powtarza jakie sa piękne.

    • Otóż to! Zupełnie o tym aspekcie zapomniałam, dzięki za przypomnienie! 🙂 To programowanie odbywa się nie tylko w domu, ale i w szkole. Chłopców zachęca się do aktywności, działania, podejmowania wyzwań, wybacza „łobuzowanie” (a wiadomo, że łobuzy to zwykle silne osobowości, odważne, przebojowe itd), a dziewczynki mają być grzeczne BO TAKIM ŁADNYM DZIEWCZYNKOM NIE PRZYSTOI.

      • Kamelia

        I dziewczynki mają być jeszcze grzeczne! Sama byłam wychowywana w takim stereotypie, co spowodowało mega bunt w okresie dojrzewania. Chciałam być niegrzeczna za wszystkie czasy. No cóż i udało się 😉
        Ja sama nie mam presji by być piękną. Kompleksy w normie. Wiadomo, że mam dni kiedy wstaję i od rana czuję, że dziś odpowiedni strój dla mnie to worek po kartoflach. Wtedy poprawiam sobie nastrój ładną sukienką i makijażem. Na co dzień się nie maluję, nawet paznokci, nie noszę obcasów, nie spędzam godzin przed lustrem, czy przed szafą. To wszystko wyniosłam z domu. W tym samym tonie chciałabym wychować moją 1,5 roczną córkę. Stawiać na rozwój intelektualny, fizyczny, pasje. A co do wyglądu to dobrze jak się dzieci będą dobrze czuły we własnej skórze i tyle. Jeżeli córka będzie chciała przefarbować włosy w wielu 12 lat to usłyszy ode mnie kategoryczne „nie”. Jednak jeżeli po kolejnych 3 latach nadal będzie tego chciała, będzie to przemyślana decyzja, a nie chwilowy kaprys, to jej pozwolę. Skoro ma ją to uszczęśliwić…? Niektóre rzeczy trzeba przeżyć na własnej skórze, żeby się czegoś nauczyć. Wiem to sama po sobie, miałam różne kolory włosów. 🙂
        Oczywiście sprawa miałaby się inaczej, jeżeli chodziłoby o tatuaż, czy kolczyk w wardze. Tutaj jestem zdania: jesteś dorosła/y, zarabiasz na siebie, stać Cię, to sobie zrób, ja do tego ręki nie przyłożę.

    • a

      Nie, chłopcy są „zdolni, ale leniwi”, a dziewczynki są „pracowite” i zawsze mają przy sobie pięć dodatkowych długopisów
      .Bardzo
      tego nie lubię (tego podejścia).

  • limonka

    Wiesz Nishko, Twoje posty daja mi do myslenia, po poscie paznokciowym w pierwszym odruchu pomyslalam, ze popadasz w skrajnosc, przesadzasz, ale im dluzej sie nad tym zastanawialam, czytalam komentarze, tym bardziej bylam sklonna przyznac Ci jednak racje. A ten tekst to taka kropka nad i w tym temacie. Chcialabym i ja w takich duchu wychowac swoja corke. Ma 2,5 roku, wszystko wiec przede mna.

    • Usłyszenie że moje posty dają komuś do myślenia lub że ktoś chce w duchu, który „proponuję” wychować córkę jest jednym z piękniejszych komplementów, jakie otrzymałam i cieszy dziesięciokrotnie bardziej niż usłyszenie, że mam np. ładne oczy 🙂 I tu jest chyba właśnie pies pogrzebany Żeby nasze córki też się z takich komplementów mogły cieszyć 🙂 Powodzenia w wychowywaniu córeczki, 2,5 roku, piękny wiek 🙂

  • Tak właściwie to cechy charakteru też nie są zależne od dziecka, podobnie jak wygląd. Ja wolę chwalić córki nie za to jakie są, ale za to co robią. Szczególnie w tych obszarach, które wymagają od nich pracy, odwagi i pokonywania siebie.
    To pisałam ja – justynaq, której nie chciało się przelogowywać z konta tomkaq 🙂

    • Racja, biję się w pierś 🙂

  • MoniaN

    Ja moim synom często mówię wieczorami, że są bardzo mądrymi, kochanymi i przystojnymi chłopcami. Powtarzam im, żeby nigdy nie oceniali drugiego człowieka po wyglądzie, bo to nie ma znaczenia i to w co kto jest ubrany też nie jest ważne. Najważniejsze jest to jakie ktoś ma serce. Szanuj innych, nie krzywdź, a zawsze będziesz miał dużo przyjaciół i to będzie twoje największe bogactwo. Praktykuję to już 9 lat i czasem jestem przez starszego syna cytowana, więc chyba ziarenko kiełkuje. Pan Pietruszka ma 9 lat jak już wspomniałam i własny styl co do fryzur i tego co nosi, ale pozwalam swoim dzieciom dokonywać własnych wyborów w tych sprawach, ale nigdy ich nie nakręcam, że fajnym ciuchem coś osiągną. Wspomnę, że coś jest cool, żeby ich pozytywnie podbudować, ale to tyle. Dodam tylko, że wpajam im pewną zasadę, żeby się skubańce myli i tu zacytuję samą siebie:” Mężczyzna powinien być zadbany, powinien brać prysznic, mieć zadbane dłonie i czyste ubrania.” Czasem działa, a czasem mycie boli 🙂

    • Widać, że fajna z Ciebie mama 🙂

  • Ni z gruszki, ni z pietruszki, ale niejako w temacie – kawałek z Wańkowicza („Ziele na kraterze”):

    „Ziele ludzkie (…) rosło krzepko i pewnie. Mama bolała nieco, że to nie kwiatuszki.
    – Ja wiem – mówi z chytrą miną Tili* – ty chciałaś mieć takie cółeczki „ti-ti-ti”, z loćkami, a tu takie połodziły się…Ha-ha-ha…
    Przecież kiedyś matka ją przyskrzybła na przeglądaniu się w lusterku:
    – No i cóż tam widzisz? Rzadki brzydul…
    Widać i przyglądająca się nie ujrzała nic godnego uwagi, bo się rezolutnie pocieszyła:
    – Musą być i brzydkie, i ładne…”

    Pozdrawiam 😉
    ____
    *- młodsza córa Wańkowiczów

  • Ja widzę w tym nieco głębszy temat. Rodzic COŚ robi – powiedzmy, że maluje te paznokcie i ma do tego święte prawo. Sam wyznacza granice.Mimo to przerażało mnie to, że przez kilka dni w blosferze próbowano wszystkich przekonać do tego, że malowanie paznokci małym dziewczynkom jest całkowicie normalne i naturalne i POTRZEBNE dla zaspakajania potrzeb dziecka (nasuwa mi się tutaj czy na pewno DZIECKA, czy jednak matki). Moim zdaniem są pewne granice, których przekroczenie wywołuję następnie lawinę próby tłumaczenia swojego zachowania. Mieliśmy tego przykład na wielu blogach, gdzie dziewczynki miały malowane paznokcie bardzo często i był to dodatek do ubrania, nie zabawa. Oczywiście, żeby to zobaczyć trzeba spojrzeć z boku, z dala od krzykaczek, które zbyt personalnie odbierają czyjeś zdanie.

    Dodam tutaj, że o ile rodzic ma prawo te paznokcie malować (no przecież NIKT IM NIE ZABRANIA) o tyle nie może oczekiwać tego, że KAŻDY będzie się temu procederowi przyglądał z akceptacją i twierdził, że to normalne zjawisko.

    Jeżeli chodzi o wygląd to tak jak napisał ktoś poniżej – często dziewczynkom mówimy tylko to, że są ładne, rzadziej mądre. Do ubrań chłopców nie przywiązujemy tak ogromnej wagi, mniej dodatków, mniej świrowania. To powiela pewnego rodzaju stereotyp. Bo, że wygląd też się liczy to wie każdy, ale ja jednak zachęcam do tego by dzieci pozostały dziećmi.

  • Paulina – lenaikuba.pl

    Tym razem nie zgodzę się z Tobą, Droga Nishko. Podejrzewam, że gdybyś naprawdę zapytała Beyonce, jakie jest przesłanie tej piosenki, nie wspomniałaby słowem, że nie należy utwierdzać dzieci (dziewczynek) w przekonaniu o tym, że są piękne. Czy naprawdę sądzisz, że mówienie dziewczynce, że jest piękna czy pięknie wygląda, doprowadzi do tego, że skupi się wyłącznie na tym?

    „Chcę, żeby moje dzieci nie dały się zwariować temu jak wyglądają. Zwłaszcza że poza domem ciągle i zewsząd będą bombardowane hasłami mówiącymi o tym, jak ważny jest wygląd.”

    Jeśli dzieci od małego bombardowane są, jak sama piszesz, kultem piękna, rodzic, który ich o ich własnym pięknie nie upewnia, popełnia błąd. W końcu poza domem nie będą bombardowane komplementami, a raczej narażone na ciągłe porównania, rzadko kiedy korzystne. Jeśli zbudujesz w dziecku poczucie piękna od maleńkości, trudniej będzie komukolwiek zakłócić takie postrzeganie siebie. To właśnie kompleksy, głęboko zakorzenione, najczęściej wyniesione z domu (!) prowadzą do tego, że wiele dziewcząt nie jest szczęśliwych we własnych ciałach, a co za tym idzie – w życiu.

    Co oczywiście nie oznacza, że nie należy mówić dzieciom, że zrobiły czy powiedziały coś mądrego czy dobrego. Należy (!) w takim samym, jeśli nie większym stopniu. Przy czym uczynki czy słowa to konkretne sytuacje, więc łatwiej je zauważyć i docenić, podczas gdy z powierzchownością, nawet najwspanialszą, można się zwyczajnie obyć. Myślę, że nie mówiąc swoim córkom, że są piękne, nie zbudujesz u nich systemu wartości, na którym Ci zależy. Nie tędy droga. Jestem przekonana, że dzieci, ludzie! świadomi swoich zewnętrznych atutów, niezmuszeni do udowadniania o ich istnieniu sobie czy komukolwiek innemu, łatwiej rozwiną w sobie cechy, na które Ty kładziesz nacisk w wychowaniu.

    Rozpisałam się, a i tak nie napisałam wszystkiego, co mi w tym temacie chodzi po głowie.
    Pozdrawiam serdecznie
    P.

    • Paulino, to nie jest tak, że córki zupełnie nie słyszą od nas komplementów. Owszem czasem mówimy im, że są ładne, że mają piękne oczy, włosy, chwalimy ich wysportowane sylwetki, profil, gust i ubrania jakie sobie wybierają itd. Ale robimy to rzadko. Mhm, jak rzadko? Zastanawiam się i myślę, że … raz na 10 dni? A może nawet rzadziej? W kazdym razie na pewno nie codziennie.

      Upewniam je w tym, że ich wygląd jest ok, ale nie robię z tego jakiejś podstawy.

      To trochę tak jak w małżeństwie. Są kobiety, które potrzebują codziennej dawki komplementów i gdy nie słyszą ich od męża, czują się nieatrakcyjne. Obawiam się (ale nie znam żadnych badań to potwierdzających), że te kobiety mogły właśnie często w dzieciństwie słyszeć komplementy od rodziców, którzy z tego jak wyglądają budowali ich poczucie wartości.

      Ja chcę, żeby moje córki wiedziały, że wszystko jest z nimi ok, fajne z nich dziewczyny, ale żeby potrafiły się też od tego zdystansować.

      Jednocześnie nie wiem, czy mam rację, kto wie, może się mylę i to Ty masz rację 🙂

      • justyna good-enough.pl

        hm… ja bym poszła dalej, tzn. jestem ci mega wdzięczna za wpis (bo mam podobne uczucia związane z blogami, na których stylówa jest na pierwszym miejscu, choć jednocześnie nie ukrywam, że lubię je oglądać: lena i kuba to dla mnie właśnie taki blog), ale moim zdaniem już abstrahując od tego, czy chodzi o ocenianie wyglądu czy cech charakteru, to nadal jest OCENA. Która prowadzi do tego, że uzależniamy dzieci od opinii z zewnątrz. Może zamiast takiego standardowego komplementowania lepiej jest, na pytanie „mamo, czy ładnie wyglądam w tej sukience?” odpowiedzieć: „widzę, że założyłaś zieloną sukienkę”. To tak jak z tym obrazkiem „mamo, ładnie namalowałam obrazek?” odp: „widzę, że na twoim obrazku jest słoń i zielona trawa. Widzę, że jest tu dom, dlaczego ma taki trójkątny dach?” itd. Podejmę ten temat o siebie na blogu w przyszłym tygodniu. Ale generalnie, chodzi mi o to, że poczucie własnej wartości nie buduje się z zewnątrz. Zagmatwałam, jest późno, biorę to na swoje bary.

      • Aga

        Ja jestem jedną z takich osób, które lubią często słyszeć, że jestem ładna/ładnie wyglądam i ciągle czuję tego niedosyt – a to właśnie dlatego, że w młodości nigdy tego nie słyszałam. Moja sytuacja jest podobna do tej opisanej przez Tolę i ja właśnie przez to niejako potrzebuję częstych zapewnień, że wyglądam ok i to nawet nie od jednej osoby, ale najlepiej jakby potwierdziło to wiele osób. Na szczęście teraz nie mam już z tym większego problemu, bo sama sobie potrafię takie komplementy prawić i nastrój od razu winduje w górę. Jednak gdy byłam nastolatką, to był dla mnie problem i wiecznie czułam się ‚brzydka’…
        A byłam bardzo dobrą uczennicą, nie miałam problemów z nauką i lubiłam się uczyć, a także wypowiadać otwarcie swoje zdanie.
        Nie neguję Twoich metod, tylko uważam jedynie, że każda sytuacja może być inna, każdy człowiek może potrzebować czegoś innego.
        Ja z teledysku Beyonce widzę inny przekaz – docenianie i stawianie na naturalność.

      • Ola

        różnie to bywa, pewnie każdy trochę inaczej reaguje na to czego doświadczył w dzieciństwie. zdarza się przecież, że osoby, które doznały (w obiektywnym sensie, jeśli w ogóle można tu o takim mówić…) dużej traumy, funkcjonują potem w dorosłym życiu lepiej, niż te, które jej nie doznały, ale są „nadwrażliwymi typami”. niemniej jednak myślę, że faktycznie takie nadmierne skupianie się na wyglądzie dziecka (nawet „pozytywne” – jesteś najpiękniejsza na świecie) może mieć złe skutki. czytając Twój tekst i komentarze, zdałam sobie sprawę, że moje przyjaciółki (mające duuuży kłopot z samooceną) były w dzieciństwie tak zachwalane. jedna z nich słyszała od taty, że wygląda jak miss świata, że jest najpiękniejsza, że nie ma piękniejszej dziewczynki niż ona. i to w ogóle jest dość zagmatwana historia, bo połączyło się to u niej z faktem, że nie przeglądała się w lustrze bardzo długo (usłyszała kiedyś, jako mała dziewczynka o jakimś diable, który wyskoczy, jeśli zerknie do lusterka… temat na inny wpis :)), w każdym razie traktowała słowa swojego taty bardzo serio – uważała, że faktycznie jest najpiękniejsza, najwspanialsza, idealna jak miss (cokolwiek to znaczy). a kiedy zaczęła już przeglądać się w lustrze, zobaczyła „nagle” różnego rodzaju mankamenty swojej urody, które w połączeniu z tym, co powtarzał jej tata (na pewno w dobrej wierze), wydały jej się ogromne i przytłaczające. wiem, że to może trochę brzmieć jak taki przekontrastowany, szokujący przykład, ale myślę, że bez historii z lustrem, też mogłoby się to na niej nie za fajnie odbić. druga przyjaciółka z kolei zawsze była bardzo chwalona przez swoją mamę. ona i jej dwie siostry zawsze były tymi najpiękniejszymi i najmądrzejszymi. jej mama powtarzała to nie tylko im, ale wszystkim w okół. i dzisiaj widzę jak wymagająca wobec siebie jest moja przyjaciółka. bo takie nadmierne chwalenie za wygląd nigdy nie jest w pełni bezwarunkowe, a nawet jeśli, to dziewczynka, czy nastolatka może to potem różnie odczytywać. oczywiście pozytywna informacja zwrotna daje dużo otuchy, ciepła, sprawia, że czujemy się kochani i akceptowani. ale to chyba bardziej o wspieranie i bliskość tutaj chodzi, niż o skupianie się na tym, że dziecko jest najpiękniejsze. jak w tym fragmencie z powyższego komentarza: „gdy przypomnę sobie, jak kiedyś w wyniku choroby nagle mocno przytyłam i dzieci w szkole zrobiły się nieprzyjemne, a moja mama mówiła „to jest przejściowe, a dla mnie jesteś najpiękniejsza”, wiem, że właśnie dzięki temu nie wpadłam w doła, tylko szłam z uśmiechem na twarzy na rower :)”. bardziej widzę tutaj wsparcie mamy, niż analizowanie i skupianie się na tym, że córka jest najpiękniejsza na świecie.
        generalnie to jest to sprawa szalenie skomplikowana, wbrew pozorom. mały lub młody człowiek reaguje szalenie różnorodnie i zawsze trudno jest przewidzieć, co może go wzmocnić, a co zranić. ale no.. wychodzę z założenia, że już świadomość tego faktu, czyni nas mądrzejszymi i bardziej uważnymi. 🙂
        pozdrawiam i dziękuję za tekst, zrodził mi w głowie sporo refleksji. 🙂

  • Maja Sieńkowska

    Często oprócz twoich teksów czytam komentarze pod nimi i mi się ciepło na sercu (podobno mam) robi, że masz taki pozytywny wpływ, inspirujesz, „zmuszasz” do myślenia, wywołujesz refleksje.

    Nishka, ale ja naprawdę nie jestem Twoją psychofanką! Wiem, że moje uwielbienie dla Twojego podejścia do życia i dzieci może tak wyglądać, ale to nie to. 😉

    • Maju, zbyt stanowczo zaprzeczasz, że nie jesteś moją psychofanką! 🙂
      A tak poważnie, to nigdy mi to nie przyszło do głowy bowiem Ty odzywasz się tu raz na pół roku! 😉

      Zaś co do komentarzy to mi również się robi miło na sercu, że mam takich mądrych Czytelników, naprawdę!!

  • Bije się w pierś. Jestem matką, która zwariowała na punkcie córki. ma 1.5 roku. A Ja codziennie jak wracam z pracy zachwycam się nad jej urodą, bystrością, sprytem, samodzielnością. staram się aby z „każdej półki” sięgać po komplementy. są one szczere, nie wymuszone. Codziennie jej powtarzam lub patrzę oczami pełnymi zachwytu kiedy ma „kitusię” lub spineczkę. Gdy założę jej różową bluzeczką, albo niebieską (ten kolor podkreśla jej niebieskie oczy :)…Często śmieję się z mężem, że nic nam w życiu nie wyszło tak jak dzieci :). Bo mimo pewnych kanonów urody, dla nas nasze dzieci są najpiękniejsze (pewnie dla 99,9% procent rodziców ma tak samo, hehe)…
    Nie mówię córce „jesteś najpiękniejsza”. nie chcę w niej rozbudzać niezdrowego egoizmu i ślepego zapatrzenia w sobie, narcyzmu…ale chcę aby ona i syn czuli, że dla są dla nas wyjątkowi. dla tego staram się podkreślać to piękno zarówno z zewnątrz jaka i wewnątrz. chwalę córkę, gdy samodzielnie je łyżeczką, gdy sama wejdzie na ślizgawkę, gdy pomaga mi posprzatać swoje zabawki, i jednocześnie całuje jej brzuszek, stópki, mówiąc, że są śliczne. witam się „cześć przystojniaku”, „cześć piękniuchna”…
    I wiesz, może to wynikać z moich kompleksów, bo do mnie nikt tak nie mówił, ani mama ani tata, nigdy nie usłyszałam żadnego komplementu dotyczącego mojego ciała i urody. Słyszałam za to, że moja siostra jest ładna, a Ja …inteligentna …
    I może ma to swoje konsekwencje, że ja rzadko jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Nawet jak ktoś mówi inaczej. wręcz uważam, że mówi to przez grzeczność..”Pracuje” nad tym aby umieć po prostu podziękować za komplement, a nie doszukiwać się fałszu.. Więc Ja próbuje w przypadku dzieci „być z zachwytem” gdzieś pośrodku, choć czasem wpadnę w jakąś skrajność..jak to u „skrajnej” :))

    • Gosiu, absolutnie nie bij się w pierś 🙂 Mój tekst nie miał na celu skrytykować praktykę chwalenia urody dzieci, lecz stawiania wyglądu i powierzchowności, czyli tego co na zewnątrz, np. ubrań jako priorytetu. Równowaga absolutnie musi być i nie można popadać w skrajność 🙂 A u Ciebie skrajności nie widzę 🙂

  • Budowanie poczucia wartości na takich rzeczach jak uroda jest bardzo, bardzo kruche. Mam dwuletnią+ bratanicę i czasem mówię coś w stylu „ale pięknie wyglądasz w tej sukieneczce”, ale staram się nie iść w stronę komentarzy „śliczna, najpiękniejsza dziewczynka na podwórku” – a słyszę takie kwiatki często idąc z nią do piaskownicy… wartościowanie takie nie kończy się dobrze. Staramy się skupiać na pozytywnych komentarzach gdy coś zbuduje, stworzy, dzieli się zabawkami na podwórku itd. i póki co to na dobre chyba wychodzi 🙂

    • Powiem szczerze, że – nie wiem, może jestem wyrodną matką – ale mi nigdy nie przyszło do głowy, że moje dzieci są najpiękniejsze na świecie 🙂 Zupełnie jest mi obcy taki sposób myślenia, może dlatego że ja nigdy nie otrzymywałam takiego przekazu w domu.

  • maryś

    Bardzo się cieszę, że powstał ten tekst. I ten o paznokciach, jak widać, też był bardzo potrzebny. Blogi, na których matki sprzedają urodą swoich dzieci wszelkie produkty dorosłych rąk…rosną jak grzyby po deszczu. Dzieci, traktowane jak żywe manekiny, wciąż „stylizowane” i „uczone estetyki”, przez matki zafiksowane na wyglądzie, to jest prawdziwe odzieranie dzieci z godności (a nie ubierane ich w rajstopy…). Blogi, na których dzieci od najmłodszych lat są uczone, że to naturalne prześcigać się w trendach, malować paznokcie i pokazywać to całemu światu – więc i pokazywać, że właśnie to jest ważne. W tym wszystkim Twój blog, jak oaza nadziei: myśląca, rozważająca, sięgająca głębiej i odważna w wyrażaniu swojego zdania. Kiedy ktoś zwraca się do mojego dziecka słowami „jaka piękna dziewczynka”, odpowiadam z przekąsem – a jaka mądra. Weszło mi to w krew 🙂 Pamiętam, że jako nastolatka bardzo się wściekałam na moja Mamę, która uparcie powtarzała, kiedy chciałam farbować włosy: masz piękne naturalne zdrowe włosy, jeśli chcesz je zniszczyć – farbuj. Czujesz się ze sobą źle? Chcesz się malować? Jesteś młoda i naturalnie piękna, ale i tak to co masz najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Ohhhh jak mnie denerwowała. Do dziś się na to złoszczę 🙂 Ale też będąc prawie trzydziestoletnią kobietą nadal mogę się przebrać za piętnastolatkę 🙂 bo zwyczajnie nie tyrałam swojego organizmu chemią. Dziękuję więc wszystkim Mamom, które tak jak moja, zamiast pary szpilek, manikiurzystki, setnej markowej kiecki i rozpływania się nad urodą, podsuwają dzieciom pod nos książki 🙂

    • Maryś, ja też często strasznie irytuję moje córki, zwłaszcza starszą niespełna 14-letnią, kiedy zabraniam jej farbowania włosów („połowa mojej szkoły farbuje!!! :/) , ale też czuję, że wyjdzie jej to na dobre 🙂

  • Paulina

    A ja Ci powiem Nishka, że jakiś czas temu zachwyciłam się blogiem na M, gdzie jest pięknie, czysto, perfekcyjnie i najwspanialej. Czytałam, oglądałam i nawet nie zauważyłam jak rosła we mnie potrzeba (której nigdy nie miałam): kup dziecku, to kup tamto. Kocyk w sowy za 250 zł? Jasne, dlaczego miałabym go nie mieć, fajna metka, fajna sprawa. Zastosowałam więc detoks, odlubiłam profil, przestałam zaglądać na bloga. Trafiłam do Ciebie,gdzie zamiast pięknych zdjęć jest piękna treść o prawdziwym życiu. Dziś weszłam i tu i tam (żeby zobaczyć co słychać) i jakże mnie zdziwiło, że Twój post o malowaniu paznokci (z którym zgadzam się absolutnie) wywołał taką burzę, co z kolei we mnie wywołało taaaaaakie oburzenie. W ogóle komentuję coś raz na 100 lat, ale teraz chciałam wyrazić swoje zdanie, a co, wolno mi przecież :). Masz bardzo dobrego bloga, z bardzo dobrą treścią, której nie trzeba pięknej oprawy, w której nie trzeba nic udowadniać i niczego lansować, która nie jest sztuczna i nadmuchana, mówi sama za siebie i jest olbrzymią wartością dla czytelników. Fajnie móc Cię czytać 🙂 Pozdrawiam i szczerze życzę sukcesów i twardego tyłka do złośliwej krytyki.

    • Paulino, cieszę się, że do mnie trafiłaś i że podoba Ci się u mnie 🙂
      M. już zostawmy w spokoju,mimo że czuję niesmak po ostatnich wydarzeniach, nie mogę nie przyznać, że fakt, że rozbudza w Czytelnikach chęć na posiadanie promowanych przez nią produktów jest jej dużym plusem.
      Za miłe słowa o moim blogu bardzo dziękuję!

  • to jest tragedia w niektórych przypadkach i widzę to sama po sobie – dorosłej osobie. nie jestem chuda, ale nie jestem też otyła, ba, nie mam nawet nadwagi, a i tak na pytanie co bym w sobie zmieniła odpowiadam, że najchętniej to bym sporo schudła.

    • Jeżeli mogę spytać, czy pamiętasz czy w Twoim dzieciństwie dużą wagę przywiązywano do tego jak wyglądasz? Myślisz, że Twoje problemy z zaakceptowaniem swojej wagi i dążenie do szczupłości jest związane z tym, o czym piszę w tekście, czyli budowania poczucia wartości dziecka przede wszystkim na podstawie tego jak wygląda?

      • nie, myślę, że to bardziej kwestia tego, że zawsze (w dzieciństwie) byłam chuda i słyszałam „ojej, jaka chudzina” itd., więc teraz „norma” wydaje mi się być „za dużo” 🙂

  • Marta

    Jestem przeciwna nadmiernemu wychwalaniu urody dzieci, a już szczególnie podziałowi „dziewczynki są ładne, chłopcy są mądrzy” i w tym się z Tobą, Nishko, absolutnie zgadzam. Poruszę jednak inny wątek.
    Media i współczesny świat rzeczywiście zachęcają nas do dbania o siebie i dobrego wyglądu. Myślę, że jeśli interpretujemy to z rozsądkiem, to nie ma w tym niczego złego. Wyczytałam gdzieś kiedyś, że to, co ładne, jest zdrowe. A właściwie na odwrót. Zdrowe włosy będą lśniące i miękkie. Zdrowa skóra gładka. Zdrowe paznokcie nie będą się rozdwajać i tak dalej. Nie mam nic przeciwko takiej zdrowej urodzie. W końcu czasem zły wygląd pozwala rozpoznać chorobę. I o ile tego będziemy się trzymać słuchając porad „dbaj o siebie”, to chyba nie będzie tak źle 🙂

    • Marto, widzę, że był wczoraj jakiś problem z komentarzami, zostały chyba opublikowane później (choć ja nie moderuję komentarzy, po prostu coś chyba z disqusem), stąd Twoje powtórzenia, więc usunęłam dwa zdublowane komentarze.
      Natomiast co do Twoich spostrzeżeń – bardzo mi się podobają! Moim zdaniem masz rację! 🙂

  • Marta

    Myślę, że rzeczywiście nadmierne chwalenie urody dzieci nie może przynieść dobrych efektów. Z drugiej jednak strony nie jestem całkiem przeciwna trendowi „dbaj o siebie!”. Wyczytałam gdzieś, że przecież to, co zdrowe, jest zazwyczaj piękne. Zdrowe włosy będą błyszczące, zdrowe zęby białe, zdrowa skóra gładka. Jeśli moje paznokcie i włosy są łamliwe, to szukam rozwiązania w moim organizmie – może brak mi jakichś witamin? Brzydota jest często sygnałem choroby. Dlatego jestem za „zdrowym pięknem”.

  • Marta

    Myślę, że rzeczywiście nadmierne chwalenie urody dzieci nie może przynieść dobrych efektów. Z drugiej jednak strony nie jestem całkiem przeciwna trendowi „dbaj o siebie!”. Wyczytałam gdzieś, że przecież to, co zdrowe, jest zazwyczaj piękne. Zdrowe włosy będą błyszczące, zdrowe zęby białe, zdrowa skóra gładka. Jeśli moje paznokcie i włosy są łamliwe, to szukam rozwiązania w moim organizmie – może brak mi jakichś witamin? Brzydota jest często sygnałem choroby. Dlatego jestem za „zdrowym pięknem”.

    • Bardzo ciekawe spostrzeżenie, dzięki!

  • lenka

    Dzieci uczą się przez naśladownictwo – świadomie i podświadomie kodują zachowania i postawy rodziców , dziewczynka mająca matkę – zadowoloną z siebie , akcepującą swoje cialo , wygląd , lubiącą siebie – najprawdopodobniej również będzie siebie akceptowała i to niezależnie od tego co uważaja inni , jeśli do tego dołoży się fajny , mądry ojciec od czasu do czasu komplementujący swoją córke – również wygląd – to mamy fajną , lubiacą siebie i dowartościowaną młodą kobietę . Jeśli dziewczynka jest szczupła, wysportowana i nie ma z powodu figury czy wagi kompleksów to brak komplementów ze strony rodziców jakoś szczególnie nie powinien jej zaszkodzić , choć może w pelni „nie cieszyć ” się z tego że własnie jest śliczną , zgrabną kobietą – ponieważ w domu nie było to wzmacniane . Natomiast „pompowanie” w dziecko tekstów :” jesteś najpiękniejsza na świecie ” – może potem spowodować stres – bo w przedszkolu i szkole okaże się że są dużo ladniejsze i zgrabniejsze dziewczynki od niej lub najzwyczajniej w świecie dziecko się zmienia – tyje, chudnie , rysy się zmieniają – i wtedy szok i płacz …albo zazdrość i złość . Bardzo ważną rolę odgrywa u córki ojciec – naprawdę – usłyszenie od własnego ojca raz na rok – „ślicznie córeczko wygladasz dzisiaj ” ,” popatrz mamo jak nasza …X ślicznie wyglada w tej sukience „,” jaką piękna i zgrabną mamy córke ” – zobaczenie odrobiny zachwytu w ojcowskich oczach – to naprawdę wspaniały komunikat – szczególnie dla nastolatki – choc nigdy się głośno do tego nie przyzna:) Pozdrawiam Ciebie – Nishko serdecznie – świetnie piszesz i często śmieję się sama do siebie czytając Twoje teksty, z tak dobrym piórem mogłabyś pokusić się o napisanie i wydanie książki .

    • Lenko, dziękuję za miłe słowa i za bardzo mądre sugestie. Absolutnie się z Tobą zgadzam, również z tym, co wspomniałaś o roli ojca w życiu córki.

  • Joanna Krzak

    Dodam jeszcze, że totalnie mnie rozwala jak na placu zabaw mama swoje 3 letnie dziewczę wystawia do słońca i karze się opalać, bo tak ładnie wygląda przecież jak jest opalona. 🙁 Zgadzam się z Tobą, że nie jest najważniejsze żeby człowiek był najpiękniejszy. Dla mnie ważne jest, żeby dziecko miało jednak więcej w głowie niż na zewnątrz…..ale próbuję nauczyć też dzieci dbania o ich wygląd, żeby byli zadbani…bo ja sama wolę gadać z kimś zadbanym, niż kimś w brudnej koszuli. Ale tak właśnie piszesz 🙂 ..aaa był nawet taki okres w życiu mojej 7 letniej córki, że ubierała się tak koszmarnie, wszystko z innej parafii itd, że myślałam, że oszaleję jak na nią patrzyłam, ale postanowiłam, że jeśli jej to pasuje i w takich kombinacjach czuje się dobrze, to ok. Jeśli nauczyłam ją samodzielnego ubierania, to nie chcę stać nad nią i pilnować czy majtki pasują do skarpetek. Teraz na szczęście ma ten okres za sobą 😀 .

  • Projekt Londyn 2014

    Wiesz, po dyskusji o paznokciach brakowało mi tego. To takie postawienie kropki na i. Że to, co jest ważne dla nas, co pokazujemy potem dzieciom – definiuje i nas i nasze dzieci w przyszłości. Pewnie, że lubię mieć fajny ciuch – jestem kobietą. Ale mądre słowa mogę przekazać moim dzieciom siedząc w powyciąganych dresach i bez majkapu tak samo dobrze, jak i będąc wystrojona na full.

    Ja generalnie staram się wpajać moim dzieciom, że dużo ważniejsze jest to, jakimi ludźmi jesteśmy, a nie to jak wyglądamy. I tak, jak sobie myślę, co chciałabym dla moich dzieci na przyszłość, to żeby przede wszystkim były dobrymi i szczęśliwymi ludźmi.

    Co oczywiście nie stoi w sprzeczności z tym, że w przypadku pewnych miejsc, sytuacji – strój też powinien być odpowiedni, bo jest to pokazanie szacunku dla osób, z którymi przebywamy.

    Dziękuję Ci za ten tekst.

    • Ach, ja jak wiesz, wciąż mam nadzieję, że Twój syn zostanie moim zięciem 😉 Bo moje serce skradł 🙂

  • Jay

    Moja babcia uważała, że nie należy mówić dziecku, że ładnie wygląda lub jest piękne (sama tego nie mówiła i rugała ludzi, którzy zwracali na to uwagę), więc moja mama przez ogromną część swojego życia uważała, że NIE JEST ładna i NIE POWINNA być ładna, a jeśli się wystroiła, pewnie spotka ją za to kara. Potem, dopiero, gdy została matką, przeżyła olśnienie i mnie wychowywała całkiem inaczej – mówiąc, że jestem dla niej najpiękniejsza na świecie (oczywiście to nie był jedyny pozytywny komunikat, jaki dostawałam, ale oceniałbym 50/50 stosunek komunikatów dotyczących wnętrza i tych dotyczących „zewnętrza”). Jako dorosła kobieta nie jestem zepsuta, rozpieszczona ani zakochana w sobie, ale mam poczucie własnej wartości, dzięki któremu nie musiałam nigdy rekompensować sobie braku pochwał i szukać akceptacji w oczach i ramionach mężczyzn, co wielokrotnie widziałam wśród moich koleżanek. Pamiętaj proszę, Nishko, że dokładnie tak samo, jak rodzimy się z potencjałem intelektualnym, rodzimy się z potencjałem fizycznym – możemy się „zapuścić” zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz, tak samo TRZEBA pracować nad ciałem i duchem. Nie mamy wpływu na to, z jaką rodzimy się figurą ani na to, czy będziemy mieć dryg do matematyki, ale możemy w ramach naszego ciała być atrakcyjni lub zapuszczeni, a w ramach umiejętności rozwijać się lub rozleniwić i oglądać seriale. Zaniedbanie któregokolwiek aspektu naszego człowieczeństwa jest dokładnie takim samym grzechem. Mów swoim córkom, że są przepiękne, bo właśnie od ciebie chcą i muszą to słyszeć.

    • Jay, oczywiście mówię im to, ALE:
      1. mówię, że są ładne, ale nie mówię, że są najpiękniejsze
      2. mówię to rzadko – ale stanowczo 😉 tak żeby nie miały wątpliwości że tak jest, jednocześnie jednak, żeby az tak bardzo się do tej myśli nie przywiązywały.

      Cieszę się, że dobrze się ze sobą czujesz, że wszystko się ułożyło, że Twoja Mama potrafiła wydobyć się ze schematu, który przekazała Jej Mama, czyli Twoja Babcia. Pozdrawiam! 🙂

      • Jay

        Hm, a dlaczego nie najpiękniejsze? Czyż nie są dla ciebie najpiękniejsze? Wyżej napisałam „jestem dla niej najpiękniejsza na świecie” – dla niej, bo jasne, że dziecko musi wiedzieć, że nie istnieje obiektywne piękno ani obiektywna mądrość, ale dla małego człowieka powinno być jasne, że jest ktoś, dla kogo zawsze jest numerem 1, bo z tą świadomością potem idzie w świat. Z perspektywy czasu, jako dorosła kobieta i matka, uważam, że moja mama robiła bardzo dobrze – gdy przypomnę sobie, jak kiedyś w wyniku choroby nagle mocno przytyłam i dzieci w szkole zrobiły się nieprzyjemne, a moja mama mówiła „to jest przejściowe, a dla mnie jesteś najpiękniejsza”, wiem, że właśnie dzięki temu nie wpadłam w doła, tylko szłam z uśmiechem na twarzy na rower 🙂

  • Ka

    Nishka, jest najlepsza! Nie mam Dzieci i nie planuję, to temat na inna historię i nie w tym publicznym miejscu. Nie jestem Twoim „targetem” ale…uwielbiam tu wchodzić!Twoje wpisy dodają wiary w mądre rodzicielstwo, w mądre blogowanie, siłę budowania relacji w rodzinie. I cieszę się, że masz taki odzew na swoje wpisy, swoją inteligentną grupę Czytelników. Tak, jak wspomniałam – tematu rodzicielstwa w życie nie wcielam ale gdybym miała to robić – cóż, chciałabym mieć takie podejście jak Twoje.

    Uwielbiam Wasze dialogi 🙂 Pozdrów swoje Dziewczyny, są świetne 🙂

    A ostatnią aferą się nie przejmuj. Niektórzy nie są w stanie osiągnąć zen opartego na tym, co najważniejsze.

    Ściskam 🙂

    • Ojej, dziękuję!! :* Siedzę roześmiana jak BUdda 😉

  • Karolina

    Piosenka podoba mi się i ma przesłanie, tylko akurat patrząc na Beyonce śmieszy mnie, że ona śpiewa o takich rzeczach… Bo sory ale to jej dziecko nosi buciki za kilkadziesiąt tysięcy a ona sama promuje bardzo bycie pięknym. Wiesz wiesz-rozumiesz 😉 Wszędzie potrzebna jest równowaga.

  • Agnieszka Boodnicka

    Kochana… Ostatnio o tym myślałam, że w naszym świecie liczy się tylko wygląd…. Net bombarduje nas wciąż wiadomościami o tym co kto poprawił, kto pokazał pupę, kto ma nowe piersi lub kto zrobił sobie nowe, dmuchane usta i fotkami tych przepięknych sztucznych, szczupłych kobiet….. A przecież szczęśliwe życie nie na tym polega… Nie polega na wyglądaniu…. Nishka Ty mądra kobieta jesteś 😉

  • Pingback: Nishka będzie pisać o małżeństwie i związkach | Nishka()

  • M.

    wiesz, przyszło mi do głowy, że ten tekst, jak i ten o paznokciach wziął się stąd, że Twoje córki są po prostu ładne. sama to napisałaś w innym poście, tym o zdjęciach dzieci. więc: możesz nie upiększać dzieci, utrzymywać je w przekonaniu że są piękne takie jakie są, itp… jasne, że można. a dzieci są różne, wiek dziecięcy nie chroni ich przed brzydotą. moja córka jest taka sobie, widziałam brzydsze, widziałam i mnóstwo ładniejszych. ma okropne dłonie, paskudne i obawiam się, że i pomalowanie paznokci im nie pomoże, przeciwnie – obawiam się że może przyciągnąć do ich brzydoty uwagę. każdego dnia patrzę na te dłonie z odrazą i nie mogę sobie wybaczyć wyboru ojca dla mojego dziecka. ojciec też ma takie łapy. zastanawiam się co będzie mogła zrobić gdy dorośnie? czy są jakieś operacje na dłonie? a jeśli tak, to mam jej już zbierać pieniądze? co więcej, jeśli chodzi o twarz, to już teraz się zastanawiam, co będzie mogła sobie kiedyś zoperować i poprawić. nieraz mnie kusi, żeby jej zrobić makijaż i zobaczyć, czy będzie lepiej. powstrzymuje mnie głównie to, że boję się, że się bardzo rozczaruję efektem i przez resztę lat jej dorastania będę się ciągle zamartwiać, że jest brzydka. wolę już wierzyć, że kiedyś będzie umiała makijażem zrobić cuda ze swoją twarzą. no i fakt, że ma dopiero 6 lat, a to stanowczo za wcześnie na makijaż. również nie komplementuję jej wyglądu, nie mówię że jest ładna, nie zachwycam się. to dlatego głównie, że byłabym nieszczera. pewnie gdyby była ładna, to bym jej to mówiła. a może nie, bo z drugiej strony, nie chwalę dzieci, w ogóle. moja córka raczej słyszy ode mnie krytykę jej wyglądu, ganię ją za miny np. raczej nie ma szans budować swojej samooceny i poczucia swojej wartości na tym, jak wygląda. zapytała mnie ostatnio, po obejrzeniu teledysku Rihanny, czy ona też ma takie ładne usta… no cóż. bardzo zabolało mnie to pytanie, bardzo. kilka dni mnie smuciło. co miałam jej powiedzieć. oczywiście, nie powiedziałam, że ma takie ładne. za to dowiedziała się, że jak będzie chciała, to gdy będzie dorosła, będzie sobie mogła takie ładne zrobić… Ty też jesteś ładna, więc może nie wiesz, jak to jest nie czuć się ładnym.
    aha, za to mam ładnego synka i on często słyszy, że jest śliczny :)) z tym, że nie ode mnie. ja mam to w głowie, może to wyczytać w moich oczach, w tym jak na niego patrzę, jestem pewna, że wie. za to bardzo bardzo się powstrzymuję przed mówieniem mu tego.

  • Paula

    Zgadzam się w pełni, że kult pieknego wyglądu jest niedobry dla dziecka, ale niedobre jest chwalenie TYLKO wyglądu. Ja, gdy byłam mała od rodziców najczesciej słyszałam, że jestem mądra, inteligentna i błyskotliwa. Nie komplementowali mojego wyglądu i przyznaję, że nie byłam ładnym dzieckiem, ale potem będąc nastolatką, gdy wyrosłam i pozniej gdy byłam studentką miałam potwornie zaniżone poczucie własnej wartości jeżeli chodzi o wygląd. Najzwyczajniej, gdy ktoś mi mówił, że ładnie wyglądał to myślałam ze mnie wyśmiewa. Miałam wrażenie, że tylko jakąs inteligentną ripostą, lub wdając się w dyskusję na jakiś ciekawy temat jestem w stanie zrobić wrażenie- to prowadziło do jeszcze gorszych skutków, bo gdy ktoś miał odmienne zdanie niż ja, to dochodziłam do wniosków, że już nic ze mnei nie będzie – ani nie wyglądam, ani nie myślę. Najważniejszy jest umiar i wg mnie świetnie powiedzieć dziecku że po prostu świetnie wygląda:)

  • Blanka Wierzbicka

    oj czytam i czytam 🙂 i jakbym sama to napisała 🙂 najbardziej mi się podoba to, że mam 14 letnią córkę która chodzi do gimnazjum sportowego i drugą, która zacznie we wrześniu I kl. podstawówki i wszystkie wpisy dotyczące kolczyków, paznokci, wagarów itd. itp. są absolutnie „MOJE” 😉 zaprosiłam do wpisu inna gwiazdę trochę z przymrużeniem oka ale w temacie 🙂 pozdrawiam https://www.youtube.com/watch?v=BR4yQFZK9YM

    • Blanko, a może my jesteśmy tą samą osobą?!?! 😉

  • Pingback: Seksualność: tak. Seksualizacja: nie. O podstawowej różnicy między tymi pojęciami | Nishka()

  • Swoją drogą, jako ciekawostka: Przywołaną przez Nishkę piosenkę, zaśpiewaną przez Beyonce, napisała tak naprawdę Sia 🙂

  • Carol

    Ja niestety dostawałam wiele sprzecznych komunikatów jako dziewczynka, a potem dorastająca dziewczyna. Mama mówiła mi, że jestem ładna, ojczym, że jestem chuda i głupia. W szkole również najczęściej słyszałam, że jestem głupia, bo dobre wyniki nie były traktowane, jako osiągnięcie, tylko jako coś co „powinno być”. Zatem nie przywiązywałam do sukcesów takiej wagi, jak do porażek, za które byłam wiecznie upokarzana na forum klasy (lekcje matematyki).
    Miałam za to talent plastyczny, który bardzo często był „doceniany” na zasadzie wykorzystywania mnie i tego, że byłam wycofana i raczej uległa (to akurat spowodowały traumatyczne przeżycia w domu, ale ta historia jest długa i dość osobista). „Zrobisz gazetkę”, „przygotujesz dekoracje”. Kiedy tylko poczułam się dobrze z tym, że cokolwiek potrafię zrobić dobrze, odzywał się wewnętrzny krytyk, który mnie za to rugał. Naprawdę myślałam, że jeśli pomyślę o sobie dobrze, to znaczy, że jestem próżna i że jest to coś złego. Co do wyglądu – niepewność wyniesiona z domu zaowocowała tym, że porównywałam się do innych przez całe życie i nadal zdarza mi się to robić. W dalszym ciągu nie do końca akceptuję swój wygląd i jest to naprawdę męczące. Co gorsze, wciąż potrzebuję zapewnień z zewnątrz, że nie jestem głupia.
    Gdy byłam już dorosła, rozpoczęłam psychoterapię i to był najlepszy krok, jaki mogłam uczynić. Jednak to nie wszystko, nadal trzeba DUŻO pracy nad sobą, siły wewnętrznej i uporu, aby nie żyć i nie myśleć według starych, wdrukowanych schematów. Walka z samym sobą jest najtrudniejsza.
    Wiem, że swoim dzieciom (których jeszcze nie mam), na pewno nie urządzę takiego startu w życie. Najbardziej pragnę wychować dzieci, które znają swoją wartość, są pewne siebie, wierzą we własne możliwości, ale jednocześnie nie są narcyzami. To pewnie karkołomne, ale wierzę, że da się zrobić. Pozdrawiam serdecznie, Nishko 🙂