Malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom. Mamo, pomyśl i opamiętaj się

Kiedy widzę kilkuletnią dziewczynkę z pomalowanymi paznokciami mam ochotę powiedzieć jej mamie:
– Kobieto, zwariowałaś?

Niestety to częsty widok, zarówno na placach zabaw, jak i w internetach. Milczę, bo nie mam w zwyczaju wtrącać się w cudze sprawy, jednak na swoim blogu mogę napisać, co o tym sądzę.

Sesja 10-letniej Thylane Blondeau dla francuskiego Vogue’a. Ta dziewczynka wygląda równie pięknie sauté, po co stylizować ją na dorosłą kobietę?

Malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom uważam za wyraz kompletnej bezmyślności. Wiem, że wiele matek robi to nieświadomie i bez złych intencji, dlatego tym bardziej czuję się zobowiązana do tego, by wytłumaczyć dlaczego malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom jest niestosowne i nieodpowiedzialne.

1. Malowanie paznokci małym dziewczynkom jest niebezpieczne dla ich zdrowia

Wiele lakierów do paznokci zawiera groźne związki chemiczne, które mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia dziecka. Możecie o tym poczytać na przykład tutaj, tutaj. Poza tym lakier do paznokci trzeba w pewnym momencie zmyć, a większość zmywaczy zawiera groźny dla zdrowia aceton. A może jeszcze, żeby paznokietki ładnie wyglądały, wytnijmy dziecku skórki? Tym samym znacznie zwiększamy ryzyko zakażenia bakteryjnego, zwłaszcza że dziecko w tym wieku uwielbia bawić się w piasku.

Nie wszystkie lakiery do paznokci są toksyczne. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby mając świadomość istnienia zagrożenia, które może nieść stosowanie pełnych chemii lakierów, podejmować ryzyko i narażać dziecko na niebezpieczeństwo pogorszenia zdrowia.

Malowanie paznokci kilkuletnim dzieciom (o zgrozo, widzę czasem wymalowane 2-latki, a nawet młodsze dzieci) jest skrajnie nieodpowiedzialne. Przecież małe dzieci często biorą rączki do buzi, w związku z czym połykają drobne, niewidoczne dla oczu, odpryski lakieru bądź zmęczone pocierają pomalowanymi paluszkami powieki, powodując podrażnienie oka.

Sama regularnie maluję paznokcie, ale jestem już „duża”, więc wpływ toksyn i szkodliwych związków chemicznych ma na mnie kilkakrotnie mniejszy wpływ niż na kilkulatkę. Poza tym odkąd na rynku pojawiła się tzw. hybryda, decyduję się wyłącznie na nią, bo jest mniej inwazyjna dla płytki paznokciowej (pisałam o tym tutaj: Nishka wyjawia swój sekret). Przede wszystkim jednak: jest to moje ciało i robię to na własną odpowiedzialność i na własny rachunek, ale swoje dzieci trzymam od tego z daleka. „Z daleka”: dosłownie i w przenośni: kiedy jeszcze malowałam paznokcie normalnym lakierem nigdy nie robiłam tego w towarzystwie córek, żeby nie stykały się z oparami.

Oczywiście, że córki wielokrotnie prosiły mnie o to, żeby pomalować im paznokcie. Nigdy się na to nie godziłam. Z pewnością byłam według nich okrutną matką („Inne mamy pozwalają!”), ale przynajmniej rozsądną. Rodzic nie jest po to, by spełniać wszystkie zachcianki dziecka, ale by również strzec je przed niebezpieczeństwem, które mogłoby nieść spełnienie tych zachcianek.

Owszem, dziś, moja prawie 14-letnia córka maluje sobie czasem paznokcie. Jest to jednak inna sytuacja, bo ona gabarytowo jest wielkości dorosłej kobiety. To, co mogę zrobić to namawiać ją, by robiła to jak najrzadziej. Za to 8-latce nigdy nie pozwalam na manicure. Są sprawy, w których nie ma dla mnie kompromisu.

*

2. Malowanie paznokci małym dziewczynkom czyni z nich obiekty seksualne

Tak, wiem to mocna teza i jestem przekonana, że żadna z mam nie robi tego świadomie, dlatego tym bardziej czuję się w obowiązku Wam to uświadomić.

Malując kilkuletniej dziewczynce paznokcie czyni się z niej małą kobietkę, czyli małą dorosłą. To dość popularny współcześnie trend, amerykańscy socjolodzy i badacze rynku nazywają to trendem KGOY, czyli “kids getting older younger”.

Najbardziej niepokojące jest to, że malując dziewczynce paznokcie czyni się z niej nie tylko małą kobietkę, ale małą słodką kobietkę – lolitkę. Malowanie kilkuletnim dziewczynkom paznokci jest zawoalowaną formą czynienia z nich seksbomb i obiektów seksualnych. Jestem taka słodka, taka rozkoszna, taka urocza, do schrupania.

Chyba nie muszę wspominać o tym, skąd wziął się zwyczaj stosowania makijażu i malowania paznokci?

Żeby się podobać -> żeby być atrakcyjniejszą ->  żeby ładniej wyglądać -> żeby uwieść.

Kobieta, która chce być „seksi”, maluje paznokcie. Jak więc możecie malować paznokcie swoim kilkuletnim córkom?!

Oczywiście, że pod wpływem różnych zmian obyczajowych wiele kobiet głosi, że nie robi tego dla mężczyzn (lub kobiet) ale dla siebie. Jednak mechanizm pozostaje taki sam: chcę atrakcyjniej wyglądać.

“I don’t care how it’s couched, if you’re permitting this with your daughter, you are hyper-sexualizing her” – wypowiada się jeden z rozmówców artykułu opublikowanego kilka lat temu w New York Times (vide: Never to young to for that first Pedicure). Malowanie paznokci małym dziewczynkom jest „seksualizowaniem ich”.

Thylane Blondeau

Jak zwykle, zapraszam Was do dyskusji. Napiszcie, co o tym sądzicie.

Od malowania maluchom paznokci jeden krok od robienia im makijażu. Niby czemu nie? Pomalujmy im błyszczykiem usta, rzęsy, wystylizujemy fryzurki, kupmy buciki na obcasach – półki współczesnych sklepów pełne są tych wszystkich akcesoriów czyniących z dziewczynki – kobietkę.

Ja w tę podróż swoich dzieci nie zabieram.

Komentarze:

  • Bogna Kowalczyk

    Zakładając, że matka wybiera bezpieczne lakiery i zmywacze, fragment dotyczący zagrożenia dla zdrowia
    nie brzmi aż tak groźnie (choć ja bym nie ryzykowała). Jednak drugi punkt – wymiata. Koniec. Kropka.

  • Tola

    Mnie znacznie bardziej rażą kilkumiesięczne dziewczynki z kolczykami w uszach.

    • Alenda

      ileż ja się nasłuchałam na ten temat… że mam jej zrobić jak jest mała, bo to tylko chwila, potem nie będzie chciała. Rety i co z tego, jak będzie chciała to będzie miała, z konsekwencjami i świadomością, aktualnie ma pięć lat, wie, że to troszkę boli i zastanawia się, ale na razie jest na nie.

      • Tola

        Oprócz wieku, przeraża mnie, że matki robią to w gabinetach kosmetycznych, pistoletami. Jeżeli moja córka poprosi o kolczyki, będzie świadoma, że łączy sie to z bólem, pewnie się zgodzę. Na razie ma 3 lata i nie jest zainteresowana ani kolczykami ani malowaniem paznokci. Za to „na raz” potrafi zużyć połowę mojej nawilżającej pomadki 😉

        • Marta

          Zastanawiam się: dlaczego przeraża Cię robienie tego w gabinetach kosmetycznych? Płyną z tego jakieś zagrożenia (nie wiem), bezpieczniejsza jest inna forma (jaka?)?

          • Tola

            Dlatego, ze pistolety nie sa sterylizowane, kolczyki do pistoletow to stal chirurgiczna czesto zawierajaca nikiel (choc podobno mozna teraz wybrac tytanowe-nie uczula), sztyfty tych kolczykow sa zbyt tepe i rozrywaja tkanke utrudniajac gojenie, sa tez zbyt krotkie, co przy pojawieniu sie duzej opuchlizny skutkuje wrastaniem w cialo. Bezpieczniejsza jest sterylna jednorazowa igła i kolczyk zrobiony u profesjonalisty zajmujacego sie piercingiem.

          • Marta

            Nie miałam pojęcia. Mama zgodziła się na przebicie mi uszu w wieku 9 lat (właściwie wcześniej sama nie byłam zainteresowana, bałam się, w dodatku nie widziałam potrzeby, ale na komunię dostałam kilka par kolczyków…), odbyło się to właśnie w salonie kosmetycznym, przy użyciu pistoletu. W takim razie mając córkę za ileś lat będę rozglądać się za specjalistą od piercingu.

          • Tola

            Sama mialam robione na obydwa sposoby. Po igle goi sie szybciej, a doswiadczony czlowiek zrobi to tak samo sprawnie i szybko jak pistoletem. Naprawde nie ma przy tym tryskajacej krwi i celowania kolczykiem w swieza rane 😉

          • Dora

            Jako osoba ktora miala przekuwane na oba sposoby powiem tyle – babrac sie moze i po igle i po pistolecie. Igla mialam przekuwane jako mala dziewczynka (wlasny wybor). Niestety zaroslo (musialam wyciagnac bo sie babralo) i od nowa igla kolejne dziurki (ktore mam do dzis i maja sie dobrze;). Potem kolejne dwie pistoletem i cos tam w nich sie dzieje dziwnego. Jestem za tym aby byl to swiadomy wybor dziecka (dziecko musi byc na tyle duze aby zrozumiec wszystkie za i przeciw i podjac samemu decyzje). Przekluwanie przez rodzicow (poki dziecko male i nie bedzie pamietac) to lamanie praw dziecka. Przeciez moze jako osoba dorosla nie chcialaby miec dziurek (blizn) ale nikt nie dal temu malemu czlowiekowi wyboru. Gdyby moja mama podjela ta decyzje za mnie to bym jej nie wybaczyla.

    • fragola

      ale dlaczego, bo kolczyki im wcześniej „zainstalowane” tym lepiej się przyjmują?!?czy może dlatego, ze jako maly babel dziecko nie stresuje się wizja przekłucia uszek?sekunda sprawy i po wszystkim… i z czego to robic problem?!?

      • Tola

        Z tego, że od zarania dziejów kolczyki służą podkresleniu seksualnosci. Jaka seksualnosc chcesz podkreslac u kilkumiesiecznego dziecka? Zreszta argumenty, ktore przytaczasz mozna bardzo latwo obalic. Wiek nie ma znaczenia w gojeniu sie rany po przekluciu, natomiast wieksza swiadomosc dziecka (np. 8-9letniego) pozwala uniknac komplikacji spowdowanych szarpnieciem lub pchaniem w to brudnych łapek. „Sekunda sprawy” to inwazyjne rozerwanie tkanek niesterylnym pistoletem. Po co? Dla urody? Jeszcze nie zdarzylo mi sie widziec brzydkiego niemowlecia, a jezeli takie gdzies istnieje, to kolczyki urody nie dodadza.

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Brawo, zgadzam się z Tobą w zupełności.

        • Iwona

          To wszystko zależy od tradycji. W krajach arabskich, ale też np w Hiszpanii już niemowlaki noszą kolczyki – taki zwyczaj. U nas na ogół jednak nie :). Moja córka nie ma, bo nie chciała, jakby jej bardzo zależało nie miałabym nic przeciwko.

          • minimaliv

            Czyli jakby bardzo chciała malować paznokcie, też nie miałabyś nic przeciwko temu. Wtedy Nishka też by się zgodziła w zupełności i biła brawo? Z ciekawości pytam, to nie uszczypliwość.

          • Tola

            Komentarz Nishki byl odpowiedzia na moj. Sama tez przyznalam, ze jak moja corka za pare lat poprosi o kolczyki, to pewnie sie zgodzę. Pod warunkiem, ze bedzie rozumiała, ze to nie jest „sekunda” strzalu z pistoletu, tylko sterylna, profesjonalna igła, ze gojenie trwa, moze sie babrac i bolec, ze to ozdoba na stałe, dziury nie zarosna lub zostana po nich blizny. Co do malowania paznokci, moja na razie nie jest zainteresowana. Pyta czasami o moje „a dlaczego masz pomalowane”, „a jaki to kolor”, ale sama nie chce. Jak kiedys zacznie nalegac, to moze wybrne jak moja mama – dla malych dziewczynek jest tylko jeden lakier – bezbarwny 😉

          • iwona

            Maluje mniej więcej raz w tygodniu. Nie z okazji wyjścia, pod kolor sukienki, ot tak ma z tego radość i tyle.

          • wcale nie zawsze seksualności czy „dostępności”. są miejsca, w których dziewczynkom po prostu przekłuwa się uszy. już nie mówiąc o tym, że kolczyk w nosie to znak kobiety zamężnej np. w Indiach. z ciałem wszędzie na świecie ludzie coś robią od małego. co do zakażania, to właśnie malutkie dziecko nie zakazi sobie rany tak łatwo jak choćby roczne. podobnie jest z obrzezaniem chłopców – im mniejszy tym lepiej.

      • http://dorotakaminska.com/ Dorota Kamińska

        To jest ciało dziecka i samo powinno zadecydować, jak już będzie świadome, czy chce je mieć poprzekłuwane czy nie :).

        • http://bieroza.pl/ Bajroz

          Zgadzam się, nikomu nie przyszłoby do głowy (chociaż kto wie 🙂 ) tatuować dziecka, a kolczyki moim zdaniem to taki sam poziom ingerencji w czyjeś ciało. Nikt nie powiedział, że każda kobieta chce i musi mieć te uszy przekute. A jeśli chce to powinna mieć możliwość podjęcia tej decyzji samodzielnie.

          • Katarzyna Kozioł

            oj kochana co do tatuowania dzieci to kiedys widzialam w tv przyklad wytatuowania malego dzieckarodzice tlumaczyli ze to bardzo maly tatuaz i oni maja ich mnostwo wiec dziecku tez na pewno nie zaszkodzi, przy tym malowanie paznokci i kolczyki to pikus… bardzo tego nie pochwalam! a co do moich corek to mlodsza jest za mala zeby cokolwiek jeszcze z tego rozumiec natomuast starsza dwulatka od roku jest zafascynowana malowaniem paznokci czego ja jej zabraniam wiec maluje je mazakami i kredkami. Anegdotka: corcia jak miala ok poktora roku bylysmy u ginekologa w kolejce, ja z wielkim brzuchem bo mlodsza w srodku 🙂 . Bylo lato wiec wszystkie panie w sandalkach i oczywiscie pimalowane paznokcie. Musialam caly czas pilnowac by Malwinka nie brala nog pacjentek do buzi bo tak podobaly sie jej te kolorki. Ja sama paznokci nie maluje, nie lubie.

          • Misako – matka po japońsku

            Bardzo się cieszę, iż moja mama nie miała stanowiska jak mamy powyżej. Jestem osobą, która biżuterii nie lubi i lekko „zniesmacza” mnie widok dziurek w uszach. I bardzo się cieszę, że ich nie posiadam i nikt za mnie o tym nie decydował.

      • Iwona Wardal

        „Nie stresuje się”? Ja do pełnoletności zmagałam się z lękiem przed igłami po przebiciu uszu w dzieciństwie… Nikomu nie życzę prowadzania dziecka na szczepienia z takim wrzaskiem, jaki ja urządzałam. :/

    • jansol1

      Ja tez nie znosze kolczykow u niemowlat, noworodkow!! Moj maz jest Hiszpanem i w jego kraju to norma, tradycja, taki zwyczaj. Nigdy sie na to nie zgodzialam i maz to rozumie. rzeczywiscie w mentalnosci Hiszpanow tkwi przekonanie, ze im wczesniej tym lepiej. Ale przeciez to jest bizuteria i to przewaznie zlota! Atrybut kobiecosci i doroslosci! Niemowlak ma byc seksi? Co wiecej, kiedy moja coreczka ubrana w rozowe sukieneczki bawila sie z dziecmi w Hiszpanii, bylo bardzo wiele osob, ktore braly ja za chlopca, bo od razu w oczy rzucal sie brak zakolczykowania. Szok!

      • Gosia

        mam dwie córki i obu przekułam uszy bardzo wcześnie( pierwsza miał ok 1 roku druga trochę mniej – ze względu na datę urodzenia i fakt że robiłyśmy to w lecie) Obie nic z tego nie pamiętają i jest dla nich naturalne że mają w uszach delikatne złote kolczyczki. nie robimy z tego żadne sprawy i nie zmieniamy co chwila. są i koniec. Dlaczego tak wcześnie? Ponieważ do dziś a mam 36 lat doskonale pamiętam jak mi przekuwano uszy w wieku 8 lat. nie wspominam tego dobrze. pamiętam ból, gojenie itp. chciałam oszczędzić tego moim córką. nie uważam abym zrobiła coś złego.

        • Ania

          Moi rodzice nigdy nie przekłuli mi uszu. Gdy byłam już na studiach naszła mnie ochota na kolczyki. Wszystkie koleżanki mają kolczyki, dobierają je do stroju, kupują nowe a ja.. nie mogę bo nie mam przekłutych uszu. A że jestem osoba strachliwa i igły się boje więc z zamiarem przekłuwania uszu nosiłam się trochę i oswajając się mówiłam koleżankom i kolegom że zamierzam, ciekawe czy będzie boleć itp. Jeden z moich ówczesnych kolegów, na którego zdaniu mi chyba zależało, powiedział mi wtedy ‚Tylko nie przekłuwaj uszu, to jest takie oryginalne że nie masz dziurek’ – do dziś pamiętam to zdanie i do dziś nie mam przekłutych uszu 🙂

        • aguś

          Przepraszam ale coś napisze jako kosmetolog. Dzieciom poniżej 2 rż. nie wolno przekuwać uszu z powodu braku jeszcze pewnej odporności jak i kompletu szczepień. Po czym poznać renomowany salon. Odeślą matkę dziecka poniżej 2 rż. z kwitkiem, kiedy ta będzie chciała dziecku przekłuć uszy. Pewnie, że zaraz usłyszę, że koleżanka przekuwała i siostra i jeszcze 30 innych osób. Ale ktoś nie bez kozery wymyślił takie a nie inne przepisy. Bo wypadki się zdarzają. I skąd pewność, że nasze dziecko nie złapie bakterii i zakażenia?

          • agata

            A skąd pewność,że po 2r.z. nie złapie zakażenia?

          • Dorota Dorota

            Zgadzam się. Moja córka sama zdecyduje czy i kiedy będzie chciała mieć kolczyki

        • Julia

          Przepraszam, ale po co w ogóle przekuwać dziecku uszy, nawet w wieku 8 lat. To jakiś obowiązek? Mówisz o tym, jak o jakimś koniecznym zabiegu zdrowotnym, który trzeba wykonać, a im wcześniej to zrobić tym lepiej. Mam dwie córki, jedna ma roczek, druga chodzi do przedszkola, a wcześniej chodziła do żłobka. Widzę jak dzieci się tarmoszą w zabawie, bardzo łatwo pociągnąć za ucho, wyrwać kolczyk i nieszczęście gotowe.

        • http://instagram.com/iloveyouchivas chivas

          Pracowałam niegdyś naprzeciwko salonu kosmetycznego. Koleżanki wyganiały takie mamusie z kopniakiem w tyłek. Kobiety, które przekłuwają córkom uszy w tak młodym wieku są niepoważne i chyba nie powinny posiadać tych dzieci. Leczenie jakiś wlasnych kompleksów kosztem dziecka, ingerując w Jego ciało. Może gdyby takiej mamusi za młodu wytatuowano kwiatuszka na czole, to by sie zastanowila zanim by polazła niemowlakowi uszy przebijać…
          Brak szacunku do własnego dziecka

          • Kinga Bartoszewska

            Nie powinniśmy oceniać mam, które z pewnością nie chcą swego skrzywdzić – tu mamy wyraźnie wyjaśnione, że chciała ona oszczędzić dzieciom bólu. Skąd mamy mają wiedzieć, że mogą pojawić się komplikacje, jeśli nikt im tego nie wyjaśnia?
            Spróbujmy się rozumieć 😉

    • ula

      oooo mnie też to razi strasznie, a co do paznokci to od czasu do czasu nie zaszkodzi ale niech nie chodzą z tym do szkoły (obdrapane paznokcie do połowy-bleh)

    • Bożena Jędral

      to akurat mnie również razi

  • ankha

    Zdecydowanie popieram, i przyznam, że czasem walczę z moja siostrą kosmetyczką… Zgodziłam się natomiast na kolczyki u sześcioletniej córki – przekłucie uszu przez tą siostrę w ramach prezentu. Z założenia kolczyki małe, złote kółeczka, broń boże klasycznie zapinany bigiel. Nic nigdy zatem się ie stało.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      o tak! chciałam dziś też wspomnieć o kolczykach, ale pomyślałam, że nie ma co za bardzo mieszać tematów. Bo kolczyki to zupełnie inna historia i też dość ciekawa symbolika. Napiszę o tym wkrótce.

  • Ola

    Autorko, popadasz w skrajności. Sama jestem mamą 2 dzieci i mam 5 letnią córeczkę. Malowanie paznokci to dla mnie coś normalnego, coś co robię sama w domu albo u kosmetyczki, nie ukrywam się przed dziećmi kiedy zamierzam pomalować paznokcie bo nie robię nic złego ani nie narażam ich na coś co miałoby negatywny na nich wpływ. Mojej córce nie maluje paznokci na co dzień, chodzi do przedszkola i wydaje mi się że nie powinna chodzić z pomalowanymi pazurkami ale kiedy mamy wakacje, jestesmy nad morzem i ja maluje sobie paznokcie i przychodzi córka i prosi abym pomalowala jej paznokietki na różowy bo lubi ten kolor no to sorry ale nie mam z tym problemu. Nie uważam że krzywdze dziecko, że moja córka od razu będzie miała problemy ze zdrowiem z powodu pomalowania paznokci raz na ruski rok. . . do każdej sytuacji można podejść z dystansem. Pozdrawiam.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Widzisz, a ja konsekwentnie nie pozwalam. Pamiętam, że kiedyś jedna z babć czy cioć pomalowała mojej kilkulatce, nie mając oczywiście absolutnie złych intencji i grzecznie, acz stanowczo poprosiłam, żebym nigdy więcej tego nie robiła.

      • fragola

        kompletna przesada…wcale się nie zdziwie, jeśli wlasnie z takich dziewczynek, którym matka odmawia tak oczywistej dziewczęcej przyjemności jak bycie przez chwile „mala dama” wyrosną wymalowane od stop do głów panienki…bo zakazany owoc smakuje najlepiej…trochę dystansu i można wypracować jakieś zdroworozsądkowe podejście:)

        • http://homecreations.pl/ Magda Z.

          No niestety tu się zgodzę w całej rozciągłości. Znam takie przypadki 🙁
          Ja mojej 4,5-latce zgodziłam się ostatnio pierwszy raz w życiu pomalować paznokietki… błagała mnie o to od miesięcy, codziennie. W końcu uległam – chwila fajnej zabawy, fajne zdjęcia na pamiątkę, lakier zdrapany niemal w całości następnego dnia i po krzyku – już nie ma tematu 😉

  • http://casalinga.pl/ Casalinga

    100% zgoda! Moja pięciolatka (właśnie dziś te pięć lat mija) nigdy nie miała pomalowanych paznokci. Makijaż? Mnie czasem jakiś kosmetyk do makijażu uczuli, a co dopiero taką delikatną skórę dziecka w jednej z najbardziej delikatnych miejsc na ciele (oczy i okolice). „Ja w tę podróż swoich dzieci nie zabieram” – piękne podsumowanie.

  • M.artyna

    „Malowanie kilkuletnim dziewczynkom paznokci jest zawoalowaną formą czynienia z nich seksbomb i obiektów seksualnych” – bardzo, bardzo zawoalowaną (cóż to za trudne słowo!). Idąc tym tropem, zakładanie spineczek, kokardek, sukienek i koralików też czyni z dziewczynki lolitkę – bo przecież to wszystko jest po to, żeby się podobać. Nie dajmy się zwariować.

    • http://casalinga.pl/ Casalinga

      Kokardki, spineczki i sukieneczki są dziewczęce, malowanie paznokci jest kobiece.

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Casalinga, otóż to, świetnie to ujęłaś.

  • Alenda

    Moja córka ma namalowane lakierem oczka i buźkę na kciukach i myślę, że nie czyni to z niej obiektu seksualnego… ja sama maluję, żeby były mocne i zadbane, z reguły na beż, nie czerwień, nie czuję się seksowna przez bezowe, średniej długości paznokcie… mam na to inne sposoby 😉 nie widzę tragedii w malowaniu paznokci, bardzie niepokoją mnie kokieteryjne zachowania i prowokujące tańce małych dziewczynek.

  • Anna

    Nie zgodzę się z autorką …. mam przykład dziewczynki która ma problemy zdrowotne, ciągle ma zacisnięta piąstkę i pani rehabilitantka zaleciła malowanie paznokci dziewczynce by cześciej otwierała rączkę, pokazywała paznokcie innym. Mam z nią kontakt caly czas i jest OKAZEM ZDROWIA mimo że od pół roku paznokietki ma malowane. Myślę że pomalowane paznokcie z kilkuletnich dziewczynek robi sexbomby to bardzo przesadzone sformułowanie … a wręcz absurdalne. Owszem byc może od tego mały rok do dalszych zabiegów kosmetycznych ale to juz na prawdę te mamy muszą mieć skrzywioną psychikę .. Notka zdecydowanie przesadzona przynajmniej moim zdaniem.

    • Anna

      Dodam jeszcze że trafniejszym wyborem byłoby poruszenie wyglądu gimnazjalistek, zezwalanie na make-up i wyzywające stroje bo to akurat jest realny problem 🙂

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Na pewno ten temat poruszę 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Wiesz, to jest skrajna sytuacja. Tutaj malowanie paznokci jest terapią.

      • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

        Ja też maluję czasem paznokcie córkom. Czasem to dla nas znak, że mamy wakacje i w trójkę chodzimy w kolorowych paznokciach. Dla starszej, która maniakalnie obgryza paznokcie, raz na jakiś czas to taka terapia, że wtedy się stara, kontroluje i nie wkłada do buzi palców bo przecież takie piękne ma te paznokcie. Ale rozumiem o co ci chodziło bo niektóre kobity serio przesadzają 🙂 Ja sama czuję się czasem zaniedbana w tym temacie( bo siły brak by balsam wklepać a co dopiero siedzieć i paznokcie malować) więc luz o córki się nie martwię, że im psychikę nadwyrężę!

      • Gajzo

        Gdybyś zobaczyła takie dziecko na placu, w sklepie, czy gdziekolwiek indziej (nie znając intencji pomalowanych paznokci), dorobiłabyś do tego (jak znam życie) własną ideologię. Nie pisz więc proszę, że to inny przypadek czy terapia, bo efekt jest i tak jednakowy w obu przypadkach. Wypadkową są pomalowane paznokcie.

  • http://www.blogojciec.pl/ Blog Ojciec

    Przez pewien czas uczyłem w gimnazjum i musiałem się powstrzymywać, żeby niektórym uczennicom nie mówić dzień dobry (12 latka która wygląda jak kobieta, to nie jest normalne), więc absolutnie popieram powyższy tekst.

    Co jednak z chłopakami? Czy podobnie powinno się traktować włosy na żelu u gimnazjalisty? Lub u dzieci młodszych?

    • Bożena Jędral

      pewnego wakacyjnego dnia, jeszcze własnie w fazie gimnazjum, syn wrócił do domu ufarbowany przez koleżanki, nie maczałam w tym palców, zmyło się, na szczęście była to szamponetka i tylko zmieniła kolor o dwa tony (pomysły gimnazjalistów)

  • http://www.matkaprezesa.pl Matka Prezesa

    Trzeba najpierw zwrócić uwagę na to, że obecnie bardzo dużą wagę przywiązuje się do kreowania małych dziewczynek na ,,stare-maleńkie”. Nie ma już takiego naturalnego odruchu, gdzie dziewczynki wyglądały jak ,,dziewczynki”. Teraz ciuch dopasowany od kołyski, nawet gumka do włosów musi być w kolorze pasującym do obuwia. Wreszcie te nieszczęsne paznokcie (bo dziecko CHCE) i fryzury …
    Trochę mnie to przeraża.

    • ola

      „stare malutkie” czyli co, sprecyzujesz? ja też się nasluchałam takich opinii, bo dziewczynki maja szare, niebieskie lub czarne ciuchy… oczywiscie innych kolorów w szafie nie brakuje, ale jesli juz ktos widzi taki tradycyjny, nie dziecięcy kolor, to juz wysnuwa tezę, ze robię z dzieci stare malutkie. nie sądzisz, ze jesteś trochę niesprawiedliwa, w końcu masz synka, którego nie ubierasz tylko w ciuchy z motywami z bajek…? ale wsród chłopców takie stylizacje sa odbierane juz inaczej, nieprawdaz? co do malowania paznokci, nie widze w tym nic zlego, jesli oczywiście nie jest to rutyną, raz na jakis czas można zrobic dziecku tą przyjemność, nie stylizujac jej na małą seksbombę, bo nie ubieram jej jak dziwki, nie robię makijazu itp. czy tylko ja mam wrazenie, ze czasami popadacie w skrajnosci?

      • http://www.matkaprezesa.pl Matka Prezesa

        Moje dziecko wybiera już samo samo ubrania. 😉 Ostatnio wybrał sobie sandały z motywem bajkowym. Sam.

        Bardziej chodziło mi oto, że u dziewczynek jest to bardziej widoczne, bo one mają się zachowywać jak dziewczynki: nie brudzić pięknie dopasowanej spódniczki do równie piękne bluzeczki (byłam świadkiem takiej sytuacji) i nie wkładać paluchów do piasku, bo zejdzie lakier z paznokci … Niestety takie skrajne przypadki są i ich nie obskoczymy.

      • http://www.przemyslnik.pl Magdalena Buraczewska-Świątek

        zupełnie zgadzam się z Twoim podejściem do sprawy. pomalowane raz na jakiś czas (ot tak dla przyjemności dziecka) nie jest niczym złym (wszystko zależy od intencji) i naprawdę nie mam zamiaru (podobnie, jak Ty) zakładać swojej córce bluzeczek tylko i wyłącznie z postaciami z bajek, albo cukierkowych słodkich ubranek) tylko po to, by wyglądała, jak „dziewczynka”

      • Justyna Mroczkowska

        zgadzam się 🙂 co innego pomalować dziewczynce paznokcie, bo chce być jak mama a co innego stylizować ją na obiekt seksualny … jakoś pomalowane paznokcie = obiekt seksualny to dla mnie teza zbyt przesadzona … co innego jeśli jest to wydarzenie odświętne,a co innego jeśli codzienność.

      • Laurka

        Zgadzam się z tobą w 100% 🙂

  • Karolina

    Hmmm, w sumie się zgadzam, bo sama jak widzę te kilkulatki, a nawet nastolatki w gimnazjum…, z czerwonymi, fuksjowymi czy tam czarnymi paznokciami to mam ochotę chwycić się za głowę i głośno krzyczeć NIE!, ale… to zupełnie normalne, że małe dziewczynki chcą być jak mama, która z nas jej nie udawała podbierając kosmetyki, ubrania, buty…? Odgrywanie ról to pewien etap rozwoju dziecka, jednak wszystko z głową. Przyznam się, że moja kilkulatka posiada SWÓJ lakier od paznokci, rok czasu szukałam, czytałam składy lakierów teoretycznie dla dzieci i znalazłam, jeden jedyny naprawdę dla dzieci! na bazie wody, schodzący już przy pierwszym myciu rąk, w kolorze bardzo jasnego różu, niewidoczny z daleka… W przeciągu 2 lat malowałyśmy paznokcie może 5 razy, bo to przecież zakazany owoc smakuje najlepiej, a wizja czekania w bezruchu aż lakier wyschnie nieszczególnie się podoba mojej kilkulatce… Posiada ona też swój błyszczyk – bezbarwną pomadkę ochronną. Dziecko szczęśliwe, a mama spokojna o jej bezpieczeństwo.Da się? DA! Myślę, że takie podejście do sprawy nie zrobi z niej seksbomby, ale zadbaną kobietę w przyszłości. Co wieczór też wklepujemy w skórę krem do twarzy 🙂

    • Karolina

      I muszę to jeszcze dodać 🙂 Bardziej przeraża mnie wymalowany pazur u 14latki, bo to właśnie ona chce się podobać, być seksbombą, niż u 5latki, która chce być jak mama, zadbana 🙂

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Mnie też to przeraża i wiele dałabym, że moja 14-latka nie chciała malować paznokci ani oczu, ale nie mam już w tym momencie na to wpływu. Taki wiek, że im więcej zabraniasz tym bardziej staje się to atrakcyjne. To, co mogę zrobić to namawiać ją, by robiła to jak najrzadziej, np. na szkolną dyskotekę.

        • Karolina

          Wpływ… mam i nie mam… Swoja drogą dziwne, że szkoła nie pomaga z tym walczyć, tym bardziej, że jako gimnazjum sportowe ma ku temu większe możliwości… np. nie dopuszczanie do treningu dziewczyn z długimi, pomalowanymi paznokciami, rzęsami itp. – to jest dopiero niebezpieczne… taki pazur może się niefortunnie złamać albo wbić koleżance w ciało, a rozpływający się pod wpływem wysiłku i potu tusz do rzęs osiadając na cieniutkiej skórze pod oczami ekspresowo wchłania się do krwiobiegu… przy czym wygląda mało estetycznie… Może warto poruszyć ten temat „na stronie” w szkole i mieć wpływ? 🙂

          • Karolina

            Swoją drogą boje się tego tematu u swojej nastolatki… mam nadzieję, że za 10lat trend się odwróci albo moja N. nie będzie tego traktowała jako zakazany owoc i nie będzie on smakował jej na co dzień…

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Ona naprawdę b.rzadko maluje te paznokcie. Ostatnio miała ze 2 miesiące temu szykując się na szkolną dyskotekę (do której ku jej rozpaczy nie doszło). I nie maluję ich m.in. dlatego, że ja jej ciągle drążę temat: nie maluj, po co odpuść sobie itd. Bardzo możliwe, że nie maluję dla świętego spokoju 😉

      • Marta

        Coś w tym jest. W moim komentarzu poruszyłam problem seksi czternastolatek jako pokrewny tematowi, ale teraz myslę, że powinnam osobno traktować sprawy 5-latek z pomalowanymi paznokciami i młodych nastolatek wykreowanych na dorosłe kobiety.

      • http://www.przemyslnik.pl Magdalena Buraczewska-Świątek

        no właśnie. tu dochodzi już świadomość – chcę się podobać, więc „zrobię się” na starszą. i to rzeczywiście mnie razi bardzo, że makijaż u gimnazjalistek to już norma (zdecydowanie trudniej spotkać jest piękno samo w sobie)

  • Pati

    Sądzę, że temat drażliwy i zapewne wywoła spora dyskusję 😉 Osobiście nie widzę nic złego w pomalowaniu takiej kilkulatce jednorazowo paznokci, w formie zabawy etc. Pomijam punkt o tej całej chemii zawartej w mazidłach, bo są tez takie dla dzieciaczków, nieszkodliwe. Oczywiście nie mówię tu o regularnym malowaniu- bo mama też tak robi, to i córcia się domaga. Wtedy robię się mniej tolerancyjna. W zasadzie problem mnie nie dotyczy, bo jako mama chłopca nie zmagam się z takowymi dylematami. Znacznie bardziej rażą mnie dziewuszki (kilkumiesięczne) z kolczykami w uszach. Podpinam się pod wypowiedź Toli. Nie potrafię tego zrozumieć, po co takiej małej istotce taki gadżet. Nie przynosi przecież żadnych korzyści. No ale jest moda, trzeba za nią podążać. Mnie i Siostrę Mama zabrała do kosmetyczki gdy miałam 9 lat i to tez po wielkim ‚ubłaganiu’ Taty, który był wielce przeciwny. Taka sama sytuacja miała się z paznokciami. Odkąd pamiętam miałam długie, zadbane. Mieszkałam w internacie, więc w tygodniu malowałam je namiętnie. Zjeżdżając na weekend do domu, zawsze zmywałam żeby uniknąć kłótni z Tatą. Któregoś razu zapomniałam na amen, o ‚zmyciu dowodów’ i przyjechałam z pięknymi kolorowymi pazurami do domu. Jakież było moje zaskoczenie, gdy ‚Tato’ nie pozwolił mi zasiąść do obiadu wraz z resztą domowników z takim dziwactwem na rękach. Kazał udać się do łazienki, zmyć kolory, ściąć paznokcie i wrócić do stołu. Nie zapomnę tej sytuacji, choć upłynęło już kilkanaście lat 😉 Dziś jako trzydziestoletnia kobieta nie wyobrażam sobie nie robić manicure, kocham wzory, kolory- jak widać nie odcisnęło się to na mojej psychice :)) Przyszedł odpowiedni czas i wolno mi było w końcu pomalować oko, błysnąć kolorem na paznokciu. Ukończyłam 18-naście lat, rok później opuściłam dom, poszłam na studia i do pracy- w oczach Ojca stałam się kobietą i nic już nie mógł mi powiedzieć. Dziś jak obserwuję młodzież to jestem w wielkim szoku. Nastolatki wymalowane, ubrane jak dorosłe, kuszą na każdym kroku…

  • http://www.szczesliva.pl/ szczesliva

    Jestem za a nawet przeciw.

    Lubię czytać o zdecydowanym stanowisku w jakiejś sprawie, ale moje zdanie leży po środku. I poparte jest przykładem z życia.

    jako mała dziewczynka, kilkuletnia, zostawiana pod opieką mojego Taty,
    często sama wybierałam sobie aktywności, z których czerpałam radości.
    Mój Tato je jedynie koordynował i często brał w nich udział. To ja
    prosiłam go o zabawę w „Bycie Damą” i to ja prosiłam go o malowanie
    moich paznokci. Pryz okazji jemu nakładałam perukę, malowałam usta i
    razem udawaliśmy, że jesteśmy pięknymi Ę, BĄ, TĄ. Była kupa śmiechu,
    cudownie spędzony czas z Tatą a także nauka dobrych manier przy okazji.

    Kolejnego dnia bawiliśmy się w Indian. Wtedy malowaliśmy nogi, i
    lataliśmy w majtkach po domu, z piórami przyczepionymi do opaski na
    głowie.

    Były i takie dni kiedy jechaliśmy do lasu i chodziliśmy po drzewach, ubrani w strój moro.

    W wieku 6 lat zaczęłam przygodę z tańcem towarzyskim. Niezła szkoła
    życia. ten sport wymagał ode mnie dostosowania do pewnych reguł gry:
    kuse stroje do tańca latynoamerykańskiego, bardziej stonowane do tańców
    standardowych. Buty na wyższym obcasie,. Kok na głowie. Uśmiech
    przyklejony do twarzy.

    To wszystko jest pewną konwencją. I o ile pozostaje konwencją i jest
    kontrolowane przez racjonalnie do tematu podchodzących rodziców, jestem
    na TAK. O ile malwoanie paznokci nie staje się regularnością a jest
    tylko sporadyczną zabawą jestem na TAK. Jesli robi się z tego
    rutynowość, włączyłaby mi się jednak lampka.

    P.S. Wyrosłam na ludzi 😉

  • Tekstualna

    Legalnie, bez karcacego wzroku mojej mamy mogłam malować paznokcie po maturze… tak, to prawda 🙂 I na dobre mi to wyszło! Jeśli dziewczynki mają pomalowane paznokcie nie umiejąc jeszcze dobrze mówić, to po co sięgną w liceum? Mam na myśli to, że kazdy wiek ma swoje prawa, jakkolwiek to brzmi. Mimo wszystko jednak pomalowałabym kilkuletniej Inie paznokcie na przykład na bal przebierańców 🙂

  • Marta

    Zdecydowanie się zgadzam. Trochę odbiegnę od tematu seksualizacji kilkulatek na seksualizację młodzieży (starszych dzieci właściwie). Ogólnie jestem przeciwna współczesnemu trendowi na „bycie seksi”. Pamiętam jakiś odcinek programu Drzyzgi (poziom „Rozmów w toku” leci na łeb na szyję, odcinek o którym mówię był nagrywany kilka lat temu, choć i wtedy u Ewy nie było już najlepiej jeśli chodzi o tematykę i jakość dyskusji, moim zdaniem), w którym występowała zdaje się 14-letnia dziewczyna w szpilkach, mini i ostrym makijażu. Byłam w szoku że to czternastka, bo po pierwszym spojrzeniu myślałam, że jest co najmniej pełnoletnia, a odcinek dotyczy dziewczyn z klubów, albo prostytucji, coś w ten deseń. Okazało się, że główną tematyką była seksualizacja. Ewa spytała:
    – Dlaczego tak się ubierasz, malujesz, czeszesz?
    – Bo to jest seksi.
    – Chcesz więc uprawiać seks?
    – Nie, chcę wyglądać seksi.
    – Żeby zachęcić chłopaków żeby chcieli uprawiać z tobą seks?
    – Nie, bo to fajnie wygląda. To jest seksi, to jest fajne.
    – Ale „seksi” oznacza właśnie „gotowy do seksu, zachęcający do seksu”, w ten sposób pokazujesz, że tego chcesz.
    – Nie, ja tak nie uważam.
    I w tym jest problem – seksi jest dziś synonimem dla ‚ładny, fajny’. Dziewczyny nie chcą być piękne, dziewczyny chcą być seksi. Jestem absolutnie przeciwna lolitom i nie wierzę czasem, że matki są w stanie ze swoich córek robić obiekty seksualne. Niestety, wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, że malowanie paznokci, czasem ust na czerwono, ubieranie w pewne stroje itp. to wabik dla zagrożeń.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      A to wszystko bierze się m.in. stąd, że dzieci bombardowane są seksem: w reklamach, gazetkach, serialach.
      Rodzice w ogóle nie rozmawiają z dziecmie o seksie i zagrożeniach.
      Moja 14-letnia córka też miewa takie momenty, w których np. wybiera w sklepie bardzo krótkie spódniczkę. Wtedy w akcję wkraczam ja i tłumaczę, rozmawiam, że może nieco dłuższą? 🙂
      Nie można dzieciom pozwalać na wszystkie ,trzeba stawiać jakies granice.Oczywiście nie może to się odbywać w sposób NIE, BO NIE. zwłaszcza w odniesieniu do nastolatki, która często ma nasze „nie” w głębokim poważaniu”.

      Budowanie relacji, posiadanie wpływu na wybory dziecka to długi proces, o który trzeba dbać od najmłodszych lat.

      • Laurka

        Ta miałam takie koleżanki im więcej się zabrania tym bardziej to kuszące … w szkole przebierały się w to co zabronione i robiły makijaż … tak że z tym zabranianiem to różnie wychodzi jednak … 😉

  • http://nudyniema.blogspot.com/ Nudy nie ma

    Ja również jestem przeciwko malowaniu paznokci za młodu. Widuję w przedszkolu Mili jej koleżanki z manicurem i też uważam to za wyjątkowo zły pomysł. Mamy się pytają: „A dlaczego nie??”. Ja zaś się pytam: „A dlaczego tak???”. Przyjdzie na to jeszcze czas! Tak jak i na makijaż, kolczyki, obcasy. Po co wszystko przyspieszać? Po co robić z dzieci dorosłych? Tak jak nie mam nic przeciwko ubraniu mojej 3-letniej córki w t-shirt ze Świnką Peppą, którą lubi, tak jestem absolutnie przeciw zabiegom typu malowanie paznokci. Czuwaj! 😉

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Otóż to, świetnie to określiłaś!

      „A dlaczego nie??”. Ja zaś się pytam: „A dlaczego tak???”.

      • Magda

        Taaak, bardzo konstruktywna argumentacja.

  • Ola

    Znana w „branżuni” parentingowej blogerka Makóweczki, która ze swoich dzieci uczyniła maszynki do zarabiania pieniędzy pochwaliła się na Instagramie „prezentem” na Dzień Dziecka dla swoje córuni: http://instagram.com/p/os-YlyygrX/
    Mina dziecka wszystko wyjaśnia… Dla mnie to żałosny pokaz realizowana chorych, rodzicielskich ambicji. Rozumiem, można być dymnym z tego, że posiada się śliczna córę. Ale traktowanie jej jak kukiełki i pacynki, to już obnaża, że coś nie teges jest z matką…

    • http://www.szczesliva.pl/ szczesliva

      Nie podoba mi się „ton”, w jakim napisałaś ten komentarz. I nie podoba mi się przeklejanie zdjęcia w taki sposób. Nieważne czy zgadzam się z Tobą czy też nie, uważam, że przekroczyłaś pewną granicę.

      • Ola

        Po pierwsze, ten „ton” to moje prywatne zdanie w tej dyskusji. Dwa, profil jest publiczny i otwarty, więc fotki może zobaczyć sobie każdy widz (nie wiem jak działa mechanika bloga, że wyświetla i zasysa zdjęcie). A jaką granicę przekroczyłam? Pojawił się temat, to ilustruje go przykładem. Jeśli Nishka uzna, to zdjęcie może usunąć. Ja swojego zdania nie zmienie.

        • http://www.szczesliva.pl/ szczesliva

          Moje subiektywne zdanie jest takie, że mogłaś zamiast wklejania zdjęcia dziecka, opisać co na tym zdjęciu się znajduje. Każdy , jeśli byłby zainteresowany, odszukałby to zdjęcie w sieci. Wiem, że profil jest publiczny i otwarty, jednak szastanie wizerunkiem cudzego dziecka w temacie, który ma negatywny wydźwięk dla tej rodziny, uważam za przekroczenie dobrego smaku. Tyle.

          • Marta

            Ja myślę, że błąd popełniła przede wszystkim osoba, która to zdjęcie umieściła w sieci (wnioskuję, że matka), bo w ten sposób obnażyła prywatność swojej córki.

          • http://www.szczesliva.pl/ szczesliva

            To już jest sprawa tej osoby, która zdecydowała się na taki krok. Ja odnoszę się do bezsensownego spread’u wizerunku dziecka, który miał właśnie miejsce powyżej.

          • Marta

            O to właśnie chodzi, uważam, że jak umieszczę zdjęcie swojego dziecka w internecie, to narażam się na spread. I jest to przede wszystkim mój błąd. Pół biedy jeśli ta fotka pojawi się na blogu parentingowym, gorzej jeśli użyje jej pedofil.

          • http://www.szczesliva.pl/ szczesliva

            Wiem co masz na myśli.
            Ja piję do tego, że dla przykładu, jeśli jestem na meczu, na którym kibic decyduje się wejść na murawę „na golasa” i jest to sensacja, to ja nie mam potrzeby opowiadając o tym znajomym [ czysto hipetetycznie] pokazać jeszcze zdjęcia owego pana.

          • Ola

            W taką skrajną nie popadajmy, że użyje jej ktoś o takiej spaczonej psychice. Nishka, po prostu wywołuje bardzo ważne tematy. Nie chce autorce wkładać koronę na głowę, ale ona pisze o tematach, które inne mamy-blogerki pomijają. Bo szafują wizerunkiem dzieci na prawo i lewo. Przeszczepiają postawę, nawyki zarezerwowane dla dorosłych, na dzieci. W jakim celu?

          • minimaliv

            Bo to dziecko chce, żeby mu umalować paznokcie. Raz na ruski rok. Dla funu. Ja tego nie robię. Tłumaczę córce, że to dla dorosłych, a ona ma piękne paznokietki i nie musi ich upiększać. I ona to rozumie. I ja też rozumiem taki rozwój dyskusji. Ale to, co zrobiłaś wyżej i komentarz – to już hardkor poniżej pasa.

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            I to jest moim zdaniem bardzo ważny argument! „Tłumaczę córce, że to dla dorosłych, a ona ma piękne paznokietki i nie musi ich upiększać.”
            To jeden z kluczy mojego dzisiejszego tekstu!

          • minimaliv

            I ja takie mam zdanie właśnie. Oburzyłam się tylko na Olę, która pisząc o M. pisała o nas wszystkich, blogujących mamach. A napisała to w taki sposób, że wbiło mnie w ziemię. Paznokci Antosi malować nie będę. Po prostu mi się to nie podoba, ale są gusta i guściki. Co do tego, że to szkodliwe – nie wiem jak się ustosunkować, ale niektórzy lekarze zabraniają malowania paznokci w ciąży, więc może coś w tym jest. Jednak te opary są dość silne… A jak sobie sama pomaluje mazakami (czekam na ten moment hahaha) to jej zmyję i powtórzę, że naprawdę nie musi się upiększać. To samo się tyczy kosmetyków, farbowania włosów, wszystkiego co tak naprawdę powinno być używane późno w życiu, a nie na etapie dzieciństwa. Bo i po co. Zawsze będę jej powtarzać, że jest piękna taka naturalna i jak zacznę od małego to uwierzy i nie będzie potrzebowała dodatkowych upiększaczy. Na to liczę, ale wiem też, że rzeczywistość bywa brutalna, a nasze oczekiwania nie zawsze się z nią pokrywają. Jednak moją rolą jako rodzica jest stanie na straży jej niewinności i prawdziwego piękna. Ale tak jak już pisałam. Może córka M. chciała bardzo akurat wtedy, a że był dzień dziecka… Mama zrobiła jej przyjemność! Nie widzę na wszystkich jej fotach Leny z pomalowanymi paznokciami, więc może nie jest to nagminne 🙂

          • minimaliv

            Jeśli ktoś się podnieca widokiem dziewczynki od pasa w górę, której jakaś pani maluje paznokcie, to tak, rzeczywiście słabo 🙂

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            dla mnie tu nie ma nic do śmiechu.

          • minimaliv

            Nie, to nie śmieszne, to żałosne. Serio ta pedofilia związana z wrzucaniem dzieci do sieci to jakiś napompowany dziwnie temat…

          • minimaliv

            Miliardy matek na całym świecie wrzuca fotki dzieci do sieci. Wszystkie popełniają błąd. Powieśmy je.

          • Ola

            Aha, czyli stosujemy podwójną moralność… Gdzieś tam zdjęcia publiczne są, a jeśli dyskutujemy w temacie i chcemy go ilustrować, to mamy posłużyć się poetycką prozą? Mnie po prostu przeraża, jak rodzice posługują się wizerunkiem swoich dzieci, to realizowania swoich celów, ambicji (każdy niech nazwie jak chce).

          • http://www.szczesliva.pl/ szczesliva

            Ja się odnoszę do dobrego smaku, a nie podwójnej moralności.

          • Ola

            Smak, to kwestia gustu. Dyskutujemy w przestrzeni publicznej. Zdjęcie-ilustracja, też w takiej przestrzeni funkcjonuje. Nikogo nie obrażam, ani nie poniżam. Koniec, kropka.

          • minimaliv

            Jak to nie obrażasz? „Znana w „branżuni” parentingowej blogerka Makóweczki, która ze swoich dzieci uczyniła maszynki do zarabiania pieniędzy pochwaliła się na Instagramie „prezentem” na Dzień Dziecka dla swoje córuni: http://instagram.com/p/os-Ylyy… Mina dziecka wszystko wyjaśnia… Dla mnie to żałosny pokaz realizowana chorych, rodzicielskich ambicji. Rozumiem, można być dymnym z tego, że posiada się śliczna córę. Ale traktowanie jej jak kukiełki i pacynki, to już obnaża, że coś nie teges jest z matką…” – To nie jest obraźliwe? Serio?

        • Porcelanowa Porcelanowa

          o rany, jakaż zazdrosna baba. a co komu do tego, co robi mama – akurat dzieci makóweczkowe na nieszczęśliwe nie wyglądają. ja byłabym w siódmym niebie, gdyby jako dziecko przydarzyła mi się taka przygoda. nie róbmy z dzieci idiotów – raz na jakiś czas nie zaszkodzi, każda przesada jest zła. Moja mama zabraniała mi wszystkiego – o malowaniu paznokci nie było mowy, makijaż – nigdy nie przywiązywała do niego wagi, jak tylko więc ‚dorosłam’ i już mogłam bardzo długo szukałam swojej drogi – od przesady do klasyki finalnie. Ale pewnie w niektórych momentach wyglądałam jak pisanka. Po co? Mamy powinny uczyć dziewczynki kobiecości, również pokazując granice. Nie wyobrażam sobie malować paznokci dziecka na co dzień, ale na litość boską – są wyjątkowe okazje i można wtedy uczynić ten wielki gest i dać radość dziecku. Nie oszukujmy się – świat, w jakim przyszło dorastać dzisiejszym dziewczynkom nie jest jałowy – nie żyjemy w czasach, kiedy pomalowane paznokcie to łamanie tabu. Skoro u mamy to nic złego, to po co robić z tego owoc zakazany?

          • Ola

            Zazdrosna baba? 🙂 Zaiste, czasem ktoś coś pisze, nie znając faktów. Ale to już pozostawiam Twojej wyobraźni (zapewniam, jestem szcześliwą matką dwójki bliźniaczek, ja rocznik ’82:) ). A temat mnie zainteresował, bo zwyczajnie razi mnie takie szafowanie prywatnością dzieci. Nie pomyślałaś, co dziecko pomyśli, powie matce za 10-12 lat? Tak małe dziecko nie rozumie jeszcze jak funkcjonują nowe media, ale mamuśki, jak widać, całkiem dobrze odnajdują się w tym ekosystemie. Jak widać, zbyt nazbyt dobrze. Wiem, ze dzieci w oczach dorosłych szukają autorytetu, jesteśmy dla nich wzorem, chętnie powielają zachowania dorosłych. Więc może córkę włożymy podpaskę przed wyjściem do przedszkola,. Bo mamusia też tak robi: „Skoro u mamy to nic złego, to po co robić z tego owoc zakazany?”

          • minimaliv

            Otóż to! Dokładnie tak jest. Ja osobiście nie maluję dziecku paznokci, ale dlatego, że mi się to u dzieci nie podoba. To jakiś element zarezerwowany dla starszych, tak jak przekłucie uszu czy makijaż, buty na obcasie… Ale to moje zdanie, każdy ma swój styl i gust. Ale pisać, że z matką coś nie teges, bo realizuje swoje chore ambicje? Jakie ambicje? Poza tym odzywam się, bo godzi to we wszystkie mamy blogujące, pokazujące swoje dzieci i zarabiające na blogu. Ot co.

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Rzeczywiście ton Oli jest nieco przesadzony, dużo w nim jadu i krytycznej oceny. To sprawa wyłącznie Makóweczki czy i w jaki sposób zarabia pieniądze i nie mamy prawa tego oceniać, bo to jej życie.

        Inną sprawą jest wrzucenie linka do instagrama Makóweczek, na którym widać zdjęcie dziecka. W tym nie widzę nic niestosownego. Każdy rodzic publikujący wizerunek dziecka w internecie automatycznie zgadza się na to, że linki do miejsc, w których je opublikował mogą krążyć po całej sieci. Dlatego właśnie ja nie publikuję zdjęć swoich dzieci,, o czym pisałam tutaj:http://www.nishka.pl/dlaczego-nie-publikuje-na-blogu-zdjec-moich-dzieci/

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Chciałabym w tym momencie zdementować plotki, które dziś do mnie dziś dotarły. OTÓŻ MÓJ TEKST NIE JEST ALUZJĄ DO MAKÓWECZEK. Moja dzisiejsza publikacja nie ma nic wspólnego z powyższym zdjęciem. Owszem, zaglądam czasem na bloga Makóweczek, ale robię to na tyle rzadko, że zupełnie przeoczyłam wizytę małej Makóweczki w salonie kosmetycznym.
      Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie burzliwa dyskusja, którą odbyłam ze swoją znajomą, która malowała córeczce paznokcie. Po tej rozmowie zaczęłam bacznie przyglądać się rączkom małych dziewczynek i ze smutkiem stwierdziłam, że dość często (choć oczywiście bez przesady) zdarza się, że małe dziewczynki mają rączki „małych kobietek”. Właśnie w takich okolicznościach zrodził się ten tekst.

      PS: Moja znajoma przyjęła moje argument i już nie maluje swojej córeczce paznokci 🙂

    • http://casalinga.pl/ Casalinga

      Nie zagalopowałaś się trochę? Znasz Marlenę osobiście, chodzisz z nią na kawę, bywasz w jej domu żeby wysnuwać takie wnioski? Na jakiej podstawie sądzisz, że ktoś traktuje swoje dziecko jak pacynkę, kukiełkę i – o zgrozo! – maszynkę do zarabiania pieniędzy! Na podstawie jednego zdjęcia? Na podstawie jej bloga?

      • Ola

        Nie, nie zagalopowałam się. A niby na czym (na kim) ta blogerka zbudowała swoją popularność? Pokazuje jak sadzić rabaty w ogródku? Prowadzi gabinet weterynaryjny? Nie, na dzieciakach. Na upublicznianiu jej wizerunku. Teraz tłumaczy czytelnikom i odbiorcom reklam, jaka jest „konwergentna” (nie, nie zazdroszcze, nie nadinterpretujcie drogie mamuśki 🙂 ). @minimaliv:disqus Te Twoje hipotezy sugerujące to, na co zbierania pieniądze. Matko Bosko Częstochowsko, daruj sobie…

        • minimaliv

          A skąd możesz to wiedzieć? Nie wiesz nic a jedziesz po niej obrzydliwie. I tłumaczę Ci, że miliardy kobiet, matek na całym świecie tak robi. Dlaczego przywalasz się akurat do niej? Przejrzyj inne blogi, na których jest mnóstwo dziewczynek z pomalowanymi paznokciami. Zaczynam przypuszczać, że ten tekst jest serio pod Makówkę pisany.

          • Ola

            „Miliardy kobiet na całym świecie tak robi”, „Przejrzyj inne blogi, na których jest mnóstwo dziewczynek z pomalowanymi paznokciami” – te dwa cytaty mi wystarczą. Bo inne tak robią, to wyznaczają standard? Czy ja nie mam prawa do własnego zdania? Mogę robić coś wbrew „trendom” ? Posłużyłam się tym przykładem, bo, jakby nie patrzeć, makóweczki są znani w branży parentingowej. Ja nie muszę akceptować tego pędu mamuśnych lemingów i tyle. Jest dyskusja i wyrażam swoją opinię. Po co, baby, bijecie pianę i dorabiacie mi gębę? Czy będziecie też wylewać łzy nad tym, że w Arabii Saudyjskiej kobiety noszą burki? Że to obdziera je kobiecości? (swoją droga, to bzdura, warto poczytać).

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Serio tak przypuszczasz? To ja w takim razie zaraz zaczynę przypuszczać, że jesteś Makóweczką 😉

          • minimaliv

            W mailu wyświetliło mi się jeszcze: „Co więcej, jestem tego pewna :)” – nie będę siać więc niepewności w Twojej pewności! 🙂

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            to był taki żart z serii „dziwne” i dlatego go edytowałam, bo doszłam do wniosku, że może zabrzmieć głupio 🙂

          • minimaliv

            Haha, rozbawiłaś mnie, naprawdę. Mimo kontrowersji, fajnie tu u Ciebie! 🙂

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            NIe, ten tekst nie jest pisany pod Makówkę. Ten tekst jest pisany pod cytując Ciebie „miliardy kobiet, matek na całym świecie tak robi”. Mnie to zjawisko przeraża i fakt, że robią tak miliardy nic a nic, grozy którą wywołuje to zjawisko, nie łagodzi.

          • minimaliv

            Te miliardy były o kobietach, które wrzucają do sieci zdjęcia dzieci, a nie malują im paznokcie 🙂

    • Iwona

      Mnóstwo jest blogów parentingowych. Osobiście się dziwię, że ktoś chce wrzucać zdjęcia dzieci do internetu, ale nie tylko Makoweczki to robią i nie tylko oni na tym zarabiają.

    • pedzeleceblog

      Fajnie 🙂 Pewnie była bardzo dumna, że może być jak mama. Może nie przy okazji dnia dziecka ale wizyty mamy w salonie, dałabym córce pomalować sobie paznokcie 🙂

    • leniwa

      ta kobieta nie robi nic gorszego niż każdy z tych, kto wrzuca zdjęcia swojego dziecka na fejsa, albo na poczytnego bloga, helou.

    • Natalia

      O żesz kurde. Jak można ponad dwuletnie dziecko zabrać do salonu kosmetycznego. Normalnie nie dowierzam. Dobrze, że brwi jej Pani kosmetyczka nie wyregulowała 🙁 Szkoda słów 🙁

  • Agnieszka – mama Zu

    Mama pozwoliła pomalować nam paznokcie za dzieciaka ze dwa razy. Na Sylwestra i jeszcze z jakiejś okazji, żeby na drugi dzień je zmyć. Miałysmy wtedy z siostrą na sobie jeszcze Mamy kiecki, biżuterię i krzywo pomalowane szminką usta. Zabawa była pierwsza klasa, dopóki nie padłyśmy o 23 ze zmęczenia 😀 Jak poszłyśmy do szkoły średniej, paznokcie mogłyśmy malować w dni wolne od nauki i w wakacje, ale i to sporadycznie. Moja siostra obgryzała paznokcie, więc żeby tego nie robiła, raz w tygodniu mama malowała jej bezbarwnym lakierem („gorzki paluszek” nie pomagał). Trwało to 3 miesiące.
    Moim kuzynką ich mama pozwalała na malowanie paznokci, rzęs, błyszczyki, pomadki, szybko miały przekłute uszy. Dziś (to kwestia również wychowania) są zblazowanymi nastolatkami, które muszą mieć najlepsze ciuchy, wyglądać jak z okładek itd. Starsza (w tym roku 20 lat) od 3 lat śpi z chłopakiem, od 1,5 roku mieszka.
    Ja tak dla swojej córki nie chcę. Chcę żeby była dziewczynką, później nastolatką, a potem normalną kobietą, która sama wybierze czy chce malować paznokcie czy nie. Wspólny babski wieczór z mamą, z malowaniem paznokci, żeby rano je zmyć – czemu nie. Na codzień – mowy nie ma.

  • Kasia

    Jest też i alternatywa dla osób którym nie przeszkadza fakt pomalowania paznokci można po porostu wybrać specjalny lakier na bazie wody nie trzeba wtedy używać zmywacza ani innej chemii a efekt taki sam 🙂

  • Kinga

    Nishko, tematy Twojego bloga przechodzą do mojej podświadomości tak mocno, że już miewam sny o przekłutych uszach mojej córki! Córka dopiero w drodze, ale śniło mi się, że moja szwagierka, (która uwielbia malować paznokcie swojej 3-latce, uszy przekuła jej w wieku kilku miesięcy a i makijaż lubi jej od czasu do czasu zrobić „dla zabawy”- łącznie z pudrem, różem na policzkach i cieniami do oczu, od urodzenia nie ścinała jej włosów więc mała ma włosy za pas….) że ona właśnie wzięła pod opiekę moją córkę (która dopiero przyjdzie na świat we wrześniu) i zrobiła z niej taką lolitę… Ojej zła byłam w tym śnie okropnie! To wszystko co wyżej wymieniona szwagierka robi ze swoją córką jest czasem zabawne, ponieważ mała naprawdę to lubi… Ale czy właśnie zdrowe? I jakie będzie to miało konsekwencje dla jej przyszłego rozwoju… przekonamy się za kilka lat. Obawiam się, że w pewnym momencie pójdą o krok za daleko lub po prostu stracą umiar, a za kilka lat ona naprawdę będzie miała spory problem z wymaganiami swojej córki, którym nie da rady sprostać. Moim zdaniem trzeba zachować rozsądek, ponieważ zakazany owoc smakuje dwa razy mocniej… Pamiętam, kiedy będąc studentką pilnowałam dwóch rozkosznych sióstr w wieku 4 i 6 lat. Ich rodzice wychowywali je naprawdę bardzo mądrze, dziewczynki miały tak rozwiniętą wyobraźnię, iż byłam pod wielkim wrażeniem… Nie wiedziały co to laptop! a było to dwa lata temu. W domu było dużo zabawek ale i pełno kolorowych książek, które razem pochłaniałyśmy, ponieważ potrafiły one słuchać o czym im czytam, nie nudziły się, potrafiły bawić się z wyimaginowanymi postaciami bez mojej większej ingerencji. Co ciekawe, nie jadły również słodyczy ani czipsów, nie piły coli. Wiem, że po pierwszym dniu byłam naprawdę pod wielkim wrażeniem, jak są „wyszkolone”, jak nic ich nie kusi… (jednak mogłyśmy chodzić na lody!!! ) Ale do rzeczy, otóż te dziewczynki, miały właśnie pomalowane paznokcie! Na baaardzo bardzo delikatny kolor, wręcz takie muśnięcie lakierem, jednak to również mnie u nich urzekło. Był to okres wakacyjny, więc myślę, że mama postanowiła im trochę umilić weekend nad jeziorem, gdzie często spędzały czas… Jestem zdecydowaną przeciwniczką robienia dzieciom makijażu, strojenia dziewczynek wyłącznie w różowe ciuchy, robienia z nich tzw. lolitek… Ale myślę, że we wszystkim trzeba znaleźć umiar, złoty środek. Malowanie paznokci na wyzywający róż czy czerwień w roku szkolnym/przedszkolnym uważam za głupotę… Jednak okres wakacyjny jest trochę luźniejszy. Jeśli dziecko się domaga, prosi, błaga, można moim zdaniem pozwolić na jakieś delikatne pastele, aby zaspokoić głód malowanych paznokci (nie dosłownie;)) Pozdrawiam!

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Kingo, obyś przeze mnie nie miała koszmarów! 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  • http://naszedzieciaczkowo.blogspot.hu Tedi

    Ja mam co do tego mieszane uczucia. Bo kilkuletnie dziewczynki (chłopcy też, ale rozmawiamy o dziewczynkach) potrafią same powiedzieć czego chcą. W sensie, że chce ubrać na przykład to a nie to. Takie kilkulatki ubrane na przykład na różowo w krótką spódniczkę z falbanami też mogą być uznane przez niektórych za wyzywające (różni ludzie chodzą po świecie…). Tutaj myślę, że pomalowanie paznokci niewiele by zmieniło. To samo jest na przykład z kolczykami. Dla mnie jest głupie robić kolczyki niemowlakowi a teraz jest to na porządku dziennym. Ale jakby moja córka w wieku kilku lat poprosiła mnie o kolczyki (w uszach!), to bym nie zabraniała. Tak samo z paznokciami. Oczywiście wszystko z umiarem! Można kupić lakier do paznokci, który nie zawiera świństw. Nie przemawiają do mnie argumenty, że od pomalowanych paznokci do pełnego makijażu jest już niewiele, bo to trochę tak jak od ubrania obcasów i bardzo krótkiej spódniczki to już blisko do zostania kobietą lekkich obyczajów.
    Poza tym musimy pamiętać, że dzieci uwielbiają naśladować rodziców. Widzą u mamy pomalowane paznokcie, to też chcą.
    Jako mała dziewczynka czasem w domu przymierzałam mamy szpilki, bo po prostu chciałam być taka jak mama. To naturalne i każde dziecko to przechodzi. Nadmienię od razu, że nie mam córki (jeszcze!), więc inni mogą uznać, że się nie znam 😉
    Ale, Nishka, bardzo dobrze, że się wzięłaś za taki temat!

  • Mama Ka

    A ja myślę, że jest różnica między malowaniem paznokci dla upiększania, a zwykłym malowaniem dla zabawy. Nie podobają mi się kilkulatki chodzące do szkoły czy przedszkola w pomalowanych pazurkach, ale w domowym zaciszu – czemu nie?

  • Marteczka Mateczka

    Dobra – ja mam synka. Kiedyś gdy malowałam paznokcie poprosił mnie, żebym jemu tez pomalowała 😉 Pomalowałam mu jeden, duży paznokieć u nogi na ostry pomarańcz i był bardzo zadowolony. Niestety następnego dnia rano mieliśmy wizytę u lekarza, który kazał mu zdjąć skarpetki – mina pediatry była bezcenna. Myślę, że taka „zabawa” na chwilę, bo spędzamy razem czas i nie ma to podtekstu „urodowego” nie jest tragedią – co innego jak staje sie normą i mówimy 3- latce że tak jest ładniejsza, że jest kobietką itd.i na dokładkę ubieramy w „dorosłe” sukienki.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Haha, niezła historia 🙂

  • infantiablog

    Mnie mama nie pozwalała na malowanie paznokci długo i bardzo zazdrosciłam koleżankom, które już czasem jakiś kolor na nich miały (często malowany pisakami;)). Nie miało to nic wspólnego z chęcią podobania się płci przeciwnej. To był dla mnie taki symbol kobiecości. Albo zabawy mamy szminkami, tylko w domu oczywiście. Mama tego nie lubiła ale w domu czasem pozwalała. Sama będę mieć wkrótce drugą córkę. Czy jak mnie kiedyś poproszą o pomalowanie paznokci na balik w podstawówce to będzie o to wielkie „halo”? Trudno mi dziś powiedzieć, ale chyba nie jest dla mnie takie straszne, choć niekoniecznie mi się podoba. Za to patrzeć nie mogę na przebite uszy u niemowlaków – tu mój zakaz będzie bezwzględny. Na kolczyki długo poczekają.

  • http://www.bylucy.es/ Lucy eS

    W zasadzie to słuszność powyższych argumentów zależy od celu, w jakim maluje się dziecku paznokcie.
    Jeśli jest to sporadycznie, dla zabawy, przy świadomym doborze kosmetyków i doprowadzeniu się do standardowego wyglądu przed wyjściem z domu to luuuuz.
    Jeśli to na zasadzie upodabniania się do mamy, spełniania żądań dziecka, chęci przyszpanowania na placu zabaw, mazania przypadkowym szajsem i to np. samodzielnie po paznokciach i skórze wkoło, to stanowczo nie.

    Choć argumenty z Twojego tekstu można zneutralizować odpowiedzialnym podejściem do sprawy to ja tak ogólnie jestem na nie. Mam zamiar odwlekać moment zainteresowania pindrzeniem się jak najdłużej, mam zamiar utrzymywać, że kosmetyki kolorowe są dla dorosłych, mam zamiar nie robić z malowania paznokci i innych zabiegów czegoś atrakcyjnego do czego trzeba jak najszybciej dążyć.

  • Agnieszka Kukian

    I tak sobie myślę, że jednak mam szczęście,bo będąc mamą dwóch chłopców takiego typu dylematy ominą mnie szerokim łukiem.

  • Dorota Nowacka

    Powiem szczerze, nie wiedziałam, że malowanie paznokci u małej dziewczynki jest o wiele bardziej szkodliwe, niż u dorosłej kobiety… Nigdy nie myślałam o tym w takich kategoriach.
    Dzieci nie mam, ale do tej pory wydawało mi się, że jak się pomaluje dziewczynce paznokcie od wielkiego dzwonu (bo jest bal przebierańców czy coś takiego), to nie ma w tym nic złego. Wszystko widocznie zależy od podejścia…
    Natomiast jestem bardzo ciekawa Twojego zdania na temat kolczyków u małych dziewczynek, z chęcią się na ten temat wypowiem 😉 (może też u siebie o tym napiszę, natchnęłaś mnie ^^).

  • http://szafaskrajnej.blogspot.com/ Gosia Skrajna

    Kiedy chodziłam do liceum, była taka sytuacja, gdy nauczycielka ostrym tonem zwróciła uwagę koleżance, że do szkoły się nie maluje (miała pomalowane rzęsy). Ale jak się domyślasz to było wieki temu 🙂
    Moja córka ma obecnie 1,5 roku… uwielbiam ją stroić (różowego nigdy dość, hehe), zakładać gumki, spineczki, sukienusie.. ale jak trafnie zauważyła jedna z komentatorek, aby podkreślić jej…dziewczęcość..
    Przyznam szczerze, że do momentu przeczytania twojego posta, nie widziałam nic złego w pomalowanych paznokciach u np. dziewczynek w wieku przedszkolnym. wydawało mi się to takie niewinne…dlatego, ze sama odbieram taki wiek jako niewinny. Natomiast nie pomyślałam o aspekcie zdrowotnym (no chyba, że to są sporadyczne przypadki umalowania)…
    Za to razi mnie makijaż, pomalowane paznokcie u starszych dziewczynek, kiedy te zabiegi powodują że wyglądają na starsze…
    Mam wrażenie, ze wiek dziecięcy jest za mało celebrowany i dziewczynki za szybko chcą się stać dorosłe…A obecna popkultura tylko przyspiesza niestety ten proces…
    Co do mojej córy. Teraz jest za mała. Ale skoro dzieci biorą przykład z góry to będę miała ciężki orzech do zgryzienia, bo jej mama uwielbia mieć kolorowe paznokcie 🙂 . Jeśli będzie chciała, mogę się zgodzić – od święta, i na pewno zainwestuje w najmniej inwazyjny lakier i zmywacz…pzdr…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      ale mama może bo mama jest dorosłą kobietą! 🙂
      a córeczka jest dziewczynką i strój ją jak nadal w dziewczęce, a nie kobiece akcesoria 🙂

  • Mag007

    Malowanie paznokci to tylko wierzchołek góry lodowej…

    Myślę, że aby wejść jeszcze głębiej w dyskusję dotyczącą seksualizacji dzieci należy zwrócić uwagę na forsowany, teraz takze w Polsce, projekt ustawy dotyczący nauki dzieci od wieku przedszkolnego, a nawet niemowlęctwa, jak się masturbować, jak uważać dewiacje seksualne za coś normalnego, a w wieku szkolnym jak dotykać siebie i innych by sprawić im przyjemność seksualną (oczywiście używając do tego ‚odpowiednich” obrazków (podręczników) mających charakter pornograficzny) – niestety w ok. 80 przedszkolach w Polsce podobne zajęcia już są prowadzone. To jest chore (dowodem na to są m.in. masowe protesty rodziców we Francji i Niemczech, którzy za nieposyłanie swoich dzieci na te zajęcia z „seksedukacji” mogą nawet trafić do więzienia.

    Poza tym dzieci poddane takiej edukacji stają się łatwym kąskiem dla pedofilów (zresztą niektóre osoby, które współtworzą takie projekty przyznaja się do pedofili), gdyż „zły dotyk” powoli utozsamiają z czymś dobrym, skoro uczą je tego w szkole.

    A wszystko pod przykrywką uświadamiania seksualnego młodzieży, żeby zapobiegać niechcianym ciążom (dla przykładu – w Wielkiej Brytanii po wpowadzeniu takiej edukacji zwiększyła się liczba nieletnich matek oraz liczba aborcji wsród młodych dziewczyn).

    • minimaliv

      Tak, bo pedofilia to kwestia czasów współczesnych. Sięgnij do historii to zmienisz zdanie.

  • http://www.ciekawskie.pl/ Agnieszka Serafin

    Ależ się dyskusja zrobiła. Ja uważam, że absolutnie malowanie kilkulatkom paznokci jest bezsensowne. Moja 3 – latka jakiś czas temu, kiedy malowałam paznokcie przyszła i poprosiła, żebym i jej pomalowała. Wytłumaczyłam jej, że tylko dorosłe osoby malują paznokcie, ale jeśli koniecznie chce zobaczyć, jak to jest to ok. Wyobraźcie sobie, że pomalowałam jej jeden paznokieć na bladziutki róż i natychmiast kazała mi go zetrzeć, tłumacząc, że przecież dzieci nie malują paznokci 🙂 Więcej dodawać nie trzeba… Czasem wystarczy dziecku wytłumaczyć, dlaczego nie powinna i możemy zdziwić się podejściem dziecka do tematu. Co co wzbudzania seksualności to może trochę przesada – ale wszystko zależy od okoliczności i wielu innych rzeczy. Pomalowane paznokcie to czasem nic w porównaniu z tym, jak niektóre dzieci są ubierane…no a całość to już naprawdę może szokować i wywoływać emocje i różne skojarzenia – niekoniecznie pozytywne.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Oczywiście, trzeba tłumaczyć ,to podstawa. ale żeby wytłumaczyć trzeba najpierw samemu zrozumieć, Ty jak widzę nie masz z tym problemu 🙂

  • MK

    Nie popadajmy w paranoję…Temat malowania paznokci mnie jeszcze nie dotyczy, ale idąc tym tokiem myślenia w momencie gdy zakładam mojej kilkumiesięcznej córeczce urocze spodenki w panterkę, które dostała w prezencie to staje się ona lolitką i obiektem seksualnym?! Mój Boże jak można w ogóle myśleć w tych kategoriach o maleńkim dziecku. Co więcej na chrzest dostała złotą bransoletkę, baaa nawet dwie… tak się złożyło. Są jeszcze za duże, jednakże rozumiem, że gdy już będą pasować nie powinnam jej ich zakładać, bo będzie to źle wyglądać? Moim zdaniem będzie to wyglądać uroczo i nie ma w tym nic złego.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Nie, Twój tok myślenia poszedł w złą stronę. Nie mieszasz spodenek malowaniem paznokci albo z obcasami.

      • fragola

        w takim razie mój też, bo inaczej się tego nie da zinterpretować…

      • Olga

        Nishka, czy takie autorytarne teksty mają sens? Też uważam, ze popadanie w skrajności to paranoja. Też w temacie paznokci kilkulatki!czy rzeczywiście uważasz, że pomalowanie dziewczynce paznokci ( lakierami bezpiecznymi, dla jasności), jest gorsze niz np. zakorzenianie, nazwijmy to komercji i konsumpcjonizmu w postaci ubranek z postaciami z bajek? Dzieci.. to dzieci.. Mają prawo cieszyć się ze śmiesznych dla nich rzeczy takich jak buty świecące przy chodzeniu czy kolorowe paznokietki.

        Stylizowanie dziewczynki w sesji zdjęciowej to jedno, jest wymalowana z intencją osiągnięcia dojrzałego wyglądu i stania się pociągającą; nosi wysokie obcasy. Jeśli rzeczywiście chcemy postawić znak równości pomiędzy tą sesją/ stylizacją, a pomalowaniem paznokci kilkulatce, to jest to w istocie kuriozum.

      • Honorata

        Nishka niepokojące jest Twoje podejscie do tego. Wiadomo juz co masz w glowie. Myslisz tylko o jednym zabierajac dziecku chwile radosci. Spacjalista sie klania

      • m

        Ooo jaka zmiana, a myślałam, że (cytuję Nishka) „Twój tok myślenia poszedł w złą stronę, bo nie miesza się spodenek w panterkę z malowaniem paznokci i obcasami”. Niepokojące to jest dostrzeganie w małym dziecku obiektu seksualnego. I pomyśleć, że zaglądałam tu od czasu do czasu (i to dzięki Makóweczkom, które ten blog polecały). Dziś wiem, że to moja ostatnia wizyta.

      • Gajzo

        Niepokojące jest Twoje podejście, skoro wszędzie doszukujesz się podtekstów seksualnych.
        Baa, myślę sobie nawet, że takie zakazy (pt. nie maluj paznokci), poskutkują późniejszą, jeszcze większą chęcią do robienia tego. Jak to się mówi, zakazany owoc lepiej smakuje…

        • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Daisy K

          Ja uważam to samo. To jakieś popadanie w paranoję. Jako dziewczynka malowałam sobie paznokcie lakierami mamy, starszej siostry, później robiły to moje córki, teraz wnuczka i jakoś nikt na złą drogę nie zszedł. Pracowałam w różnych szkołach, widziałam co robiły dziewczynki których mama im wszystkiego zabraniała. Pozostałe pobawiły się dla żartu i przestały, tamte miały problem ze sobą. W efekcie zostawiły mamuśkę i wywiały z domu zanim skończyły pełnoletność. Takie są efekty zakazów,

          • Barbara Wolińska

            Cześć! Ja też pracowałam w szkole i zwykle okazywało się, że te nastolatki, którym mniej było wolno (widać to było m.in. po ich skromnym ubiorze i braku makijażu) lepiej na tym wychodziły – nie wdawały się w podejrzane relacje z chłopcami, były grzeczniejsze i lepiej się uczyły. Mi też mało było wolno pod tym względem – mama pozwoliła mi przekłuć uszy i malować paznokcie dopiero po maturze, a mam 28 lat i uważam, że to bardzo mądre podejście, bo pierwszego chłopaka miałam dopiero na studiach 🙂

          • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Daisy K

            To dobrze, tylko się cieszyć, ale to nie jest regułą. Widziałam też odwrotne sytuacje. 🙂

          • Iwona Wardal

            A dlaczego poznanie pierwszego chłopaka akurat na studiach miałoby być czymś pożądanym? Ja poznałam mojego pierwszego chłopaka na początku liceum – obecnie jest moim mężem i najlepszym przyjacielem. Nie wiem jeszcze na co pozwolę moim przyszłym dzieciom, a na co nie, ale nie zamierzam decydować za nie, kiedy i kogo mają pokochać…

          • Dorota Dorota

            A ja pierwszego chłopaka miałam w wieku 16 lat, teraz mam 30 i ten właśnie chłopak jest moim mężem. Mama pozwalała mi na delikatny makijaż i nie ucierpiało na tym moje poodejście do świata i własmego ciała. Aha, żeby nie było… Ślub wzięliśmy ponad 5 lat temu nie z powodu niechcianej ciąży… Nasze dzieci mają 4 lata i 4 miesiące. Każde chciane i planowane

          • Kinga Bartoszewska

            Nie jestem pewna czy to dobrze, jeśli dzieci są grzeczne 😉

    • Margaret

      Mam 5 letnia corke I nie widze nic strasznego w tym ze jak to sie mowi raz na ruski rok pomaluje jej paznokcie! na rynku sa juz takie produkty zarowno lakiery do paznokci jak I zmywacze ze spokojnie mozna ich uzywac I ja nie widze w tym nic seksualnego! nie widze rowniez nic zlego w kolczykach u malego dziecka , oczywiscie nie zrobilabym tego u polrocznego dziecka poniewaz uwazam ze faktycznie jest za male ale nie ma rownuez nic seksualnego w kolczykach u malej dziewczynki ktora ma w uszach truskaweczki albo sliczne motylki! szanuje twoje zdanie ale kazdy ma prawo do wlasnych decyzji I nie powinnismy negowac kogos tylko dlatego ze pomalowal corce paznokcie! patrzac na to co kobiety potrafia zrobic ze swoimi dziecmi (np zaprowadzic na solarium albo pofarbowac wlosy ) to pomalowanie paznokci nie jest przy tym niczym wynaturzonym;-)

      • Alenda

        moja pięciolatka też miewa pomalowane, zwykle w lato każdy na inny kolor, albo kwiatuszki na dwóch, albo uśmiech na jednym, wygląda to zabawnie, nie podniecająco…

  • kas

    Zaprzeczasz sama sobie. Starsza córka może mlodsza nie a uzasadniasz nie malowanje paznokci ze wzgladu na szkodliwość. Jezeli coś jest szkodliwe, moje obie corki (5 lat i 15 ) mają zakaz używania tego do momentu kiedy nie staną się dorosłe i nie zaczną same decydować co dla nich jest zle a co dobre.

    Nie maluje paznokci, żeby być sexi ( nawet na to nie wpadłam) maluje bo mi się to podoba i na pewno nie robię tego dla męża ( przykład często używam koloru którego on nie lubi ale ja ten kolor lubie najbardziej)

    Żadna matka która maluje córce paznokcie raz na kilka miesięcy nie zacznie ja malować i kupować butów na obcasie.

    Każda z nas wie co robi i uważam ten wpis dość śmieszny a jego uzasadnienie mija się z Twoim faktycznym poglądem.
    14 lat czy tez 3/4/5 to wciąż dzieci!

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Oho, jednak widze zdecydowaną róznicę między 5 a 15-latką. Najchętniej bym swojej 14-latce też zabroniła, ale w przypadku nastolatek to działą inaczej, bo zakazany owoc bardzo kusi.
      Jako mama tak dużego dziecka powinnaś z pewnością o tym wiesz.

      • kas

        Jako mama nastolatki i 5 latki wychodzę z założenia, że jeżeli jest cos co jest szkodliwe nie bedzie używane ani przez 5 latke ani przez 15sto latke no chyba, ze to moja fanaberia na którą nie mam mądrego uzasadnienia to mogę wtedy napisać to co stwierdzilas „zakazany owoc…” W innym przypadku nie ma opcji mojej zgody jak ma to być szkodliwe dla mojego dziecka… Nie przemawia do mnie tlumacznie, ze gabarytowo jest wieksza 😉 Jak jest szkodliwe to bez znaczenia ma wzrost i waga ;))) Przecież jest w tym momencie podstawa aby takiej 14 latce wytłumaczyć to… Prędzej zrozumie niż ta młodsza

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          to może inaczej Cię spytam: czy Twoja 5-letnia córka i 15-letnia córka malują paznokcie?

  • Tianzi

    Pamiętam, jak byłam w gimnazjum – W GIMNAZJUM – i koleżanka z klasy wymalowała się ‚po gotycku’ w okolicach Halloween. Jak zareagowano w szkole? Pani od polskiego spytała zimnym tonem: ‚[Tu imię], jesteś chora? Nie? To idź umyć twarz i wtedy wróć na lekcję’. Teraz nikt by pewnie nawet nie spojrzał. A wszczepianie już małym dzieciom przekonania, że na wyjście z domu trzeba być wypacykowaną* uważam za chore. Tak w teorii, bo nigdy prawdę mówiąc nie widziałam dziecka z manicure. (nie, żebym przyglądała się dzieciom)

    *co innego (odejmuję od intencji czynnik toksyn, o którym nie wiedziałam i większość tych matek pewnie też nie) jakieś okazjonalne pomalowanie dla frajdy na urodziny, na dzień dziecka albo na festiwal.

  • Dorota

    Ostatnio pierwszy raz pomalowałam mojej 2,5 latce paznokcie bo malowałam ja i poprosiła.
    Potraktowałam to jako zabawę, dziecka nie maluje,kolczyków nie ma,bransolet nie nosi,żadnych łańcuszków,nawet nie stroje za bardzo lubię szarości-ciuchy dresowe.Nie zamierzam też malować regularnie jak tylko
    lakier odpadnie.Na dłoniach zmyłam tego samego dnia, ale na stopach zostawiłam,a niech tam!
    Nie rozumiem zdania że gabarytowo Twoja córka jest wielkości kobiety dorosłej?to co kiedy można?powinno się?może być kobieta niska np.1.50 cm-dziecko ma np.11 lat i co wtedy można czy jak ma 12? kiedy już można w takim razie?
    Dla mnie robienie wielkiego halo z niczego,wiadomo temat gorący ile za tyle przeciw. Dla mnie te paznokcie to pikuś, bardziej przejmujmy się ty ile dzieci nie zjadą codziennie ciepłego obiadu,albo jedzą świństwa typu chipsy to bardziej im szkodzi..niż dla zabawy pomalowany paznokieć.

  • Pingback: Afera paznokciowa. | do100kropek()

  • Kasia

    Czy naprawdę, droga Nishko, uważasz, że malowanie paznokci ma coś wspólnego z seksualnością, przyciąganiem płci przeciwnej? Nigdy w życiu, nawet kiedy jestem dorosłą już kobietą, nie przyszło mi to do głowy! Lakier na paznokciach był dla mnie zawsze zwyczajnym ozdobnikiem, takim jak kolczyki, pierścionek. Zwyczajnym radosnym kolorem na paznokciach – przedłużeniem ubioru. Absolutnie nie podciągałabym malowania paznokci pod robienie z dzieci „startych malutkich”.

    Wydaje mi się, że to zależy wyłącznie od tego, jak Ty to traktujesz. Widocznie dla Ciebie malowanie paznokci jest elementem strojenia się w piórka przed mężczyzną, dla wielu kobiet jest to po prostu estetyczne dopełnienie wizerunku, wesoła plama koloru na dłoniach. Dlatego Ciebie rażą kolorowe paznokcie u małych dziewczynek, ale wielu kobiet razić nie będą.

    P.S. Jeszcze parę słów, ale potraktuj je, proszę, z dystansem. 😉 Kiedyś, kilka lat temu miałam okazję uczestniczyć w prowadzonej przez Ciebie, hm, powiedzmy – prelekcji. Zwróciłam wówczas uwagę na to, że byłaś zupełnie nieumalowana. Zastanawiałam się nad tym, bo kobiety, które się nie malują, z marszu wzbudzają moją nieufność 😉 Teraz tamto wrażenie połączyło mi się z tym tutaj wpisem i coś mi się wydaje, że dorabiasz do malowania się zbyt dużo ideologii. Może niepotrzebnie? 😉

    Pozdrawiam, K.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Kasiu, to mnie zaskoczyłaś! Fakt, na co dzień stosuję delikatny makijaż (fluid i maluję rzęsy i to tylko górne) i wtedy na pewno też miała, bo nie pokazuję się publicznie, nie będąc na wakacjach saute.
      Czy sądzisz, że powinnam zacząć używać brokatu i cienia i doklelić sobie rzęsy? 🙂

      Twoja koncepcja bardzo mnie zaintrygowała, napisz proszę dlaczego nie ufasz kobietom, które się maluję. I odwrotnie: dlaczego ufasz tym, które się malują? 🙂 (chyba, że to moja nadinterpretacja).

      • dla mnie malowanie paznokci to też bardzo często zabawa! można się wystylizować „wabiąco”, ale można dopełnić strój, albo zrobić każdy innym kolorem, różne kwiatki i cuda wianki, i mam w nosie, co o mnie myśli facet (który jak zobaczy kropki i ciapki na kolorowych paznokciach to raczej nie pomyśli: łał ale seksi, no bardzo mnie ona kręci i podnieca)

    • Agnieszka

      Kobiety, które się nie malują, wzbudzają nieufność? Absurdalne to dla mnie. Nie ufałabym raczej tym, które makijażem dokonują rekonstrukcji twarzy… 😉 A jak kobieta dobrze czuje się ze swoją naturalną urodą, to co w tym złego? Gdzie tu nadmierna ideologia?

  • http://www.przemyslnik.pl Magdalena Buraczewska-Świątek

    no to nasuwa się taki wniosek: „nie chcesz czynić ze swej córki małej seksbomby najlepiej zakładaj jej chłopięce ciuchy”) :)) znam i takie dziewczynki (takie chłopaczary, które tylko dres, ciemne bluzy i trampki). co do malowania paznokci, to nie widzę w tym nic złego, o ile intencją mamy (bo najczęściej to one malują córkom paznokcie) jest sprawienie dziecku przyjemności – na zasadzie zabawy (ale dziecko z pewnością wie, że malowanie paznokci, podobnie, jak makijaż i inne zabiegi około urodowe są zarezerwowane dla kobiet) równie dobrze mogłaby się znaleźć kobieta, która stwierdziłaby, że malowanie paznokci jest w ogóle okropne (i jak my kobiety możemy to robić – że niby też chcemy uczynić z nas obiekt pożądania???)

  • Nuerha

    Nie widzę nic złego w pomalowaniu kilkuletniej córce paznokci od czasu do czasu, jeśli mnie o to poprosi (ale mam synka i chyba na nim poprzestanę). Sama się tego dopraszałam, kiedy byłam małą dziewczynką. Nie sądzę, żeby coś takiego w jakiś sposób miało ją wypaczyć i ukierunkować na bycie wyłącznie obiektem seksualnym. (Z drugiej strony ja byłam mała 30 lat temu, wtedy były inne czasy i nikt otwarcie nie mówił o gejach, pedofilii i innych genderach 😉
    Natomiast przekłuwanie uszu maleńkim dzieciom budzi mój zdecydowany sprzeciw. Dla mnie to bezmyślność i zwyczajne okrucieństwo.

  • Magda

    Nie wiem jak można pomyśleć, że pomalowane paznokcie u kilkulatki czynią z niej obiekt seksualny! To jest jak zabawa w dom. Co innego u 11-14 letniej dziewczyny, bo tego się już pod zabawę nie podciągnie. Oczywiście nie mówię tu już o malowaniu twarzy, bo makijaż u kilkulatki wygląda karykaturalnie i śmiesznie. No ale pomalowane paznokcie?! Nie przesadzajmy. Najbardziej zaskakujące jest to, że sama miałaś Nishko w wieku 13 lat kilkanaście kolczyków na twarzy, co już jest zresztą sprawą o wiele poważniejszą niż jakieś tam malowanie paznokci…

    • Marta

      Ja to widzę tak: to, że rodzice mi na coś pozwalali nie oznacza, że ja pozwolę na to moim dzieciom 🙂 13-letnia Nishka miała kolczyki, rodzice na to przyzwolili, ale to nie oznacza, że Nishka-dorosła kobieta będzie uważała, że to, co robiła jako dziecko było słuszne, może też mieć inne niż jej rodzice zdanie na temat tego gdzie dzieci powinny mieć granice.

      • http://homecreations.pl/ Magda Z.

        To bardzo częste zjawisko definiowane przez psychologię – dzieci surowych rodziców mają tendencje do wychowywania własnych dzieci w sposób skrajnie liberalny i odwrotnie. Tu też mamy do czynienia z takim przykładem.
        Podświadomie dostrzegamy błędy wychowawcze naszych rodziców i staramy się postąpić dokładnie odwrotnie – niestety najczęściej popadając w drugą, równie niekorzystną skrajność.
        Dlatego – tak jak wiele osób już wcześniej wspomniało – radykalizm w wychowaniu dzieci NIGDY nie jest dobry. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek.

        Pozdrawiam 🙂

        • http://www.boodzik.pl/ Anna Bartnik

          Madziu, malujesz H. paznokcie?

          Poczytałam tu, poczytałam gdzie indziej i doszłam do wniosku, że trzeba być chorym widząc obiekt seksualny w dziecku, jakkolwiek by nie wyglądało.

        • szminkawkurniku

          w życiu nie czytałam głupszego artykułu 🙁 no może czasami na wp…ale tutaj napiszę jak w reklamie ” to jakieś głupie jest” co piszesz…..

  • pedzeleceblog

    Osobiście w pomalowanych paznokciach nie widzę niczego złego. Córki mogą malować paznokcie tylko w weekend a i tak nie robią tego co tydzień. Nie ma szans aby poszły tak do przedszkola i szkoły. Mała (5lat) traktuje to jako rodzaj zabawy ze starszą siostrą (12lat) która malowanie traktuje zdecydowanie jako upiększanie. I chociaż robią to sporadycznie to osobiście nie mam z tym problemu a lakiery mamy wspólne. Ktoś tu dobrze napisał, że malowanie paznokci dziewczynkom to wierzchołek góry lodowej, jeżeli chodzi o stylizowanie i czynienie z małych dziewczynek obiektów seksualnych.

  • http://bliskodziecka.com.pl Blisko Dziecka

    Sesja 10-letniej Thylane Blondeau dla francuskiego Vogue’a. Ta dziewczynka wygląda równie pięknie sauté, po co stylizować ją na dorosłą kobietę?
    Te zdanie oddaje cały sens Twojego wpisu. Małe dziewczynki, później dziewczyny, aż w końcu młode kobiety są piękne same w sobie, czyli saute. Mogę się tylko domyślać, czemu się malują. Ale czemu robią to za nie ich własne matki?! Niejedna dorosła kobieta pragnie wyglądać pięknie bez makijażu. W większości wygląda to tak, że wszyscy wokół, z nami włącznie przyzwyczaili się do naszego make up’owego looku i bez niego jesteśmy nie do poznania.

    Tym bardziej, po co upiększać w dziewczynkach to, co jest piękne same w sobie…

  • http://www.strzyga.pl/ Strzyga

    Ja malowałam dopiero w liceum, i to od wielkiego dzwonu. Swojej córce też nie zamierzam malować, ani pozwalać na malowanie…

  • chori

    jeżeli ktoś uważa że pomalowane paznokcie, kolczyki bądz legginsy w panterkę u dziecka robią z niego obiekt seksualny to lepiej niech od razu zacznie jakąś terapie u psychiatry bo ma jakieś zapędy pedofilskie … bo jeżeli mam rozumieć ta dyskusję większość osób tak uważa … mi jakoś nigdy przez myśl nie przeszło że napotkane dziecko z pomalowanymi paznokciami jest „sexy” bardziej przeszła mi myśl „że bawiło się z mamą w królowe piękności etc.” a w takiej zabawie nie widzę nic złego … ba nawet nigdy mi przez myśl nie przeszło ze dziecko może być obiektem seksualnym i o żadnym dziecku tak nie myślę … nie ważne jak dziecko wygląda dla mnie jest „śliczne” jako dziecko a nie jako lolitka czy ubrane jest na różowo od stup do głów czy zgodnie z obowiązującym trendem … wiadomo wszystkiego są pewne granice które trzeba zachowywać ale nie można generalizować wszystkich i od razu wrzucać do jednego worka … ilu jest rodziców tyle jest pomysłów na wychowanie dzieci … ale jedno w wychowaniu jest pewne że nie szata zdobi człowieka tylko to co ma w głowie to jak zostaje wychowane to jak toleruje innych … a mi się wydaje że społeczeństwo samo się nakręca na niepotrzebne afery i co chwile patrzy na innych ocenia ich tylko o okładce

    • MK

      Dokładnie! 100% racji.

  • Magda

    Droga Nishko,

    Zgadzam się po części z tym co piszesz, ale nie do końca. Mam 23 lata i też przeraża mnie, gdy widzę małe dziewczynki wystylizowane niczym osoby dorosłe. Jednakże! Warto spojrzeć też z drugiej strony. Pamiętam radochę, jaką miałam, gdy paznokcie malowała mi moja o 8 lat starsza ciocia 🙂 Kiedy miałam kilka lat, ona była prawie dorosła i bardzo lubiłam ją obserwować, bo była taka samodzielna, taka kobieca, o! (Zaznaczam przy tym, że to najnormalniejsza dziewczyna świata a nie jakaś strojnisia :)) Po prostu mnie inspirowała. Mama zawsze zabraniała mi malowania paznokci, wydaje mi się że do szkoły podstawowej nigdy nie poszłam w lakierze, chyba, że bezbarwnym. Tak więc, miałam niezmierną frajdę mieć te swoje 8/9/10-letnie paznokcie w kolorze na kilka dni 🙂 Czułam się wtedy taka… „elo” 😀 Oczywiście odbywało się to raz na jakiś czas, mama nas goniła, gdy przesadzałyśmy. Tak więc uważam, że od wielkiego dzwonu, dla uczczenia wakacji, urodzin, itp. nie jest to nic złego. Warto zaznaczyć dziecku, że częste malowanie to kiepski pomysł i wytłumaczyć dlaczego. Jeśli jest to jednak tylko inną formą zabawy, częścią kolorowego sposobu bycia, imidżu, to nie dajmy się zwariować 🙂
    Przypomniała mi się również historia jak – nie mogąc się doczekać dorosłości – kupiłam sobie jakąś dziewczyńską gazetkę z kolorowymi cieniami do powiek. Nie miałam kiedy ich użyć tak NA SERIO (bo co to za strojenie się tylko i wyłącznie dla lustra) więc pewnego letniego dnia w szóstej bodaj klasie, wielce uradowana, wybrałam się z niebieskimi powiekami i koleżanką na szkolną dyskotekę. A raczej chciałam się wybrać, bo na klatce w bloku natknęłam się na mamę. Ileż było krzyku i łez, wyobraź sobie – zawróciła mnie natychmiast do łazienki i marzenie o pięknym Kopciuszku na balu prysło 😀

    Pozdrawiam!
    Magda

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Magdo, dziękuję za podzielenie się swoją historią 🙂 miło się Ciebie czyta:)

      • Magda

        Dziękuję bardzo, ucieszyłaś mnie! Ciebie również, dlatego lubię wracać 🙂
        Pozdrawiam

  • Michał

    Jestem ojcem i osobiście nie chciałbym żeby moja córka miała pomalowane paznokcie. Nie widzę w tym jednak nic zdrożnego u innych. Uważam, że każdy rodzic jest najlepszym rodzicem dla swojego dziecka i nawet największy „guru psycholog” nie jest w stanie i nie powienien tego próbować zmienić. Bez względu na to co może się innemu rodzic myśli w tej sprawie. Wiesz, że to rzeczywiście szkodzi dziecku, czy tak Ci się wydaje?

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      wiem.

      • Michał

        W takim razie z niecierpliwością czekam na publikację badań/ podzielenie się tą wiedzą.

      • il’ka

        Sądzę, że teflon ze zdartych patelni (które dawno powinny byc wyrzucone), który przywiera do żywności przygotowywanej na nich szkodzi dzieciom bardziej, a większość ludzitakże nie zdaje sobie z tego sprawy. Tak jak pod wieloma tekstami Twoimi mogłabym sie podpisac, tak tu sięnie zgodze, no ale cóż 🙂 żyjemy w demokratycznym kraju 🙂
        Krótkie spodenki, stroje kąpielowe na plaży, przebieranie dzieci na tejże, lub pozwalanie dziecku na załatwienie się na łonie natury, gdy go przyciśnie potrzeba- to są również sytuacje, które mogą zwrócić czyjąś uwagę na seksualność dziecka.. Nie popadajmy jednak w paranoję. Ja wolę jednak żyć w błogiej świadomości, że jednak żyjemy w dobrym świecie, otoczeni dobrymi ludźmi. A czy malowanie paznokci dzieciom popycha je w dorosłość? No nie zgodzę się z tą tezą. Badania wskazują na to, że w dzisiejszych czasach dzieci zamiast spędzać czas na dworze- w parku, na placach zabaw siedzą przy komputerze, tablecie lub telefonie. Czy to tez traktujesz jako popychanie dzieci w dorosłość? Naprawdę, przykładów jest wiele, ale naprawdę- nie popadajmy w skrajności. Szanuję Cię Nishko i Twoje zdanie, jednak sie z nim nie zgadzam 🙂

  • Misako – matka po japońsku

    Niech dzieci pozostaną dziećmi i tak ten wspaniały, beztroski okres szybko mija

  • Ania

    Nie miałam w dzieciństwie malowanych paznokci a byłam molestowana. Nie wiąże się to dla mnie zupełnie. A starszej córce maluję paznokcie preparatem ekologicznym, to był jedyny sposób, żeby przestała obgryzać paznokcie. Nie, właściwie to nie paznokcie, ale resztki paznokci, razem ze skórą, mięsem aż do kości. Tak wcześniej próbowałam wielu innych opcji, włącznie z wizytą u psychologa dziecięcego. I tak oto moja 4-letnia córka ma beżowe lub jasno różowe paznokcie (wybrałam najbardziej subtelne kolory) i nawet przedszkolanki zaakceptowały ten wybór, żeby dziecko w ogóle posiadało paznokcie, bo też nie mogły przeskoczyć problemu z wygryzaniem palców i wiecznym krawieniem…

    • Marta

      Bardzo Ci współczuje.. takie rzeczy absolutnie nie powinny mieć miejsc.
      Ale dobrze napisałaś – to nie łączy się w ogóle. Nie ma reguły. Jak pisałam już wcześniej – pedofil to pedofil. Jemu żeby się podniecić nie trzeba pomalowanych paznokci…

  • Marta

    Po raz kolejny odbiegnę od tematu, ale „natchnęły” mnie komentarze dotyczące biżuterii. Pamiętam jak miałam jakieś 11-12 lat, na podwórku był szał na bransoletki na stopie (na kostce). Lato, japonki i bransoletka. Koniecznie chciałam taką mieć, w końcu dołączyli taką do jakiejś gazety dla nastolatek (potajemnie przeze mnie czytanej, ale by była afera, gdyby mama przyłapała 12-letnią mnie na czytaniu Bravo czy innego szmatławca), i przewiązałam sobie przez kostkę u stopy. Mama chyba przymknęła oko, ale tato! Powiedział, że z takim sznurkiem na kostce z domu nie wyjdę. Uznał, że dzieci nie noszą takich bransoletek, że bransoletka na stopie jest dla dorosłych kobiet. Teraz tak jakby się z nim zgadzam, zastanawiam się czemu – czy po prostu dlatego, że on mi to wpoił, czy dlatego, że rzeczywiście bransoletka na stopie jest mniej niewinna niż na nadgarstku (dla mnie stopa jest bardziej seksualna i intymna niż dłoń, ale czy to moje osobiste odczucie, czy może większość społeczeństwa ma podobne zdanie)?

    • Tianzi

      Szczerze mówiąc, w życiu bym o tym nie pomyślała. Jarałam się na podobnym etapie życia bransoletkami na kostce, ale raczej dlatego, że były takie ‚etniczne’ (ale, jak uznałam później, dosyć niewygodne).

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Rozumiem Twojego tatę. Mamy dwa wyjścia: abo bagatelizować wszystko albo stawiać pewne granice. Wiem, na pierwszy rzut oka taki zakaz może wydawać się dziwny, ale ja to rozumiem. Ja wybieram drogę gdzieś pomiędzy ostrym zakazem a beztroskim pozwoleniem, staram się przekonywać, że nie warto, rozmawiać, tłumaczyć.

  • dancewiththecamera

    Od pewnego czasu czytuję Twojego bloga, ale jakoś nigdy wcześniej nie zabrałam się do komentowania. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to niedopatrzenie 😉 Cieszę się, że istnieją ludzie, którzy mają tak zdrowe podejście do wychowywania dzieci! Sama wprawdzie nie mam jeszcze dzieci, ale z przyjemnością czytam Twoje wpisy w tym temacie i zwykle się z Tobą zgadzam. Dla mnie wręcz niepojęte jest malowanie dziewczynkom paznokci. Albo co gorsza – wysyłanie dzieci na konkursy piękności, kreując je na – jak to trafnie określiłaś – dziewczynki-kobietki (albo chłopców na dorosłych mężczyzn). Dzieci powinny mieć radosne, beztroskie dzieciństwo – mazać kredą po chodniku, umorusać się w piaskownicy a zimą lepić bałwana, a nie stroić się jak dorośli i przeżywać traumę, gdy nie zdobędzie się tytułu Małej Miss (Małego Mistera)… I niestety często wynika to z niespełnionych marzeń rodzica…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Witaj dance 🙂 bardzo się cieszę, że się ujawniłaś, mam nadzieję, że jeszcze nie raz to powtórzysz 🙂
      Zgadzam się z Twoim komentarzem, przykłady bardzo trafne!

      • dancewiththecamera

        Teraz to już nie będę miała wyboru – będę musiała to „powtarzać” 😉 Mój komentarz, podobnie jak Twój wpis, jest efektem niedawnej rozmowy z moją znajomą. Obie zgodnie doszłyśmy do wniosku, że nas to po prostu przeraża. Dziś dzieci coraz szybciej „popychane są” ku dorosłości, nie wiedzieć czemu. W ten sposób można bardzo łatwo dziecko skrzywdzić. Odbiera mu się ten czas, który powinno spędzić na zabawie z rówieśnikami, poznawaniu świata, rozwijaniu kreatywności, wciągając w takie bardziej typowe dla starszych sprawy – strojenie się, stylizowanie fryzur, robienie makijażu itd. Ja nie twierdzę, że dziecko ma chodzić w starych, powyciąganych szmatach „bo ładny ubiór zarezerwowany jest dla starszych” – jasne że nie. Ale po co na siłę ciągnąć dzieci (bo umówmy się, że kilkulatka tak naprawdę sama świadomie nie podejmie decyzji o tym, że chce smoky eye i fryzurę pixie cut ;P), do czegoś, do czego same z czasem i tak dorosną. Na to wszystko będą miały jeszcze czas, a później do beztroskiego dzieciństwa już nie wrócą.

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Otóż to! Zgadzam się z Tobą całkowicie. Dzieci, owszem, mają czasem dziwne pomysły, ale rolą rodzica jest odciągnięcie ich od tego i rozsądne pokierowanie nim.

          • dancewiththecamera

            Gorzej tylko, jeśli to rodzic ma jakieś tam niespełnione, wielkie marzenia. I usilnie chce, żeby choć jego dziecku udało się spełnić „swoje marzenia”, skoro rodzicowi się nie powiodło. I w tym pragnieniu szczęścia dla własnej pociechy nie zauważa, że to tak naprawdę nie dziecka marzenie, tylko jego własne. Wtedy nie ma siły, żeby pokierował dziecko rozsądnie, w dobrą stronę. I tu nie mówię już nawet tylko o kreowaniu dzieci-dorosłych czy konkursach piękności, ale też o zawalaniu małego dziecka całą gamą dodatkowych zajęć, usiłując zrobić z dziecka jednocześnie skrzypka, tenisistę, malarza, tancerza i poliglotę władającego 3 językami. I to wszystko NA RAZ. Jestem daleka od twierdzenia, że zajęcia dodatkowe są złe. Ale uważam, że jest źle, jeśli nie ukierunkuje się dziecka na jedną dziedzinę, np 2 razy w tygodniu, tylko zajmie się mu każdy dzień w tygodniu różnymi sprawami, powodując jego zabieganie (znów jak dorosły!), znów zabierając czas na zwykły kontakt z rówieśnikami i zabawę. Nie oszukujmy się – nie można być specjalistą od wszystkiego, bo jak coś jest do wszystkiego to… 😉
            Ale się rozpisałam. Może trochę popłynęłam w temacie, ale takie mnie naszły przemyślenia 😉 Ja też trochę bloguję, choć w innej dziedzinie 🙂 W wolnej chwili, jak będziesz miała chęć, to zapraszam: http://dancewiththecamera.wordpress.com/

  • http://www.prezentujeprezenty.pl/ Asia Prezentuje Prezenty

    Bardzo, bardzo się z Tobą zgadzam Nishko! To dla mnie przerażające jak teraz małe dziewczynki się maluje, stylizuje etc. Ja wolę, żeby moja Ola miała na paznokciach plastelinę od zabawy niż lakier do paznokci… ale zapomniałaś o jeszcze jednym trendzie – przekłuwanie uszu małym dzieciom, to dopiero jest przerażające! Pamiętam, że jakiś czas temu pisałaś o kolczykowych pragnieniach swojej nastoletniej córki, ale jak ja widzę malutkie dziewczynki z kolczykami w uszach to robi mi się słabo…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Asiu, bardzo się cieszę, że się ze mną zgadzasz 🙂

  • http://kusiatka.blogspot.com/ Magda Kus

    Z tym malowaniem paznokci, przebijaniem uszu, makijażem i błyszczykiem na ustach to bardzo ciekawa sprawa.
    Urodziłam się w 86 i nie są to lata świetlne od dzisiejszej daty a jednak ja mam wrażenie, że świat brnie w jakim dziwnym kierunku z zawrotną prędkością. Kiedy byłam w 1 gimnazjum i koleżanka przyszła z umalowanymi rzęsami wszystkie dziewczynki ile nas było w klasie okrzyknęłyśmy czy ona „oszalała”. Dla mnie cała ta akcja „kobiecość” małymi kroczkami zaczęła wkraczać na przełomie gimnazjum-liceum i to w bardzo delikatny sposób.
    Nie zgadzam się absolutnie z wypowiedziami iż trzeba dziewczynkę ubierać w słodkie ubranka z motywami z bajek aby wyglądała jak dziewczynka a nie jak kobieta. Jestem też wielką przeciwniczką kapiącego wszędzie różu. Portfel nie pozwala mi na stylizacje wielkoświatowe i żadną znawczynią nie jestem a jednak nie uważam aby ubieranie 2 latce spódniczki która pokazuje pieluchę było czymś pozytywnym. Niby niewinne i co to szkodzi ale jako to mówią „czym skorupka za młodu nasiąknie”. Jest tyle pięknych ubranek podkreślających urok maluszków.
    Dzieci mają to do siebie, że są piękne w każdym calu, od tak po prostu, nie potrzebują upiększaczy. Dziewczynka ze zdjęcia w mojej osobistej ocenie wygląda koszmarnie !!! Tak jak i wszystkie te małe miss z Ameryki którym matki fundują niewiarygodny stres za cenę spełniania własnych marzeń i ambicji. Paranoja !!!
    I uważam też że ten wpis nie jest za grosz popadaniem w skrajności, wzbudzanie w dziecku chęci bycia kobiecą a nie dziecięcą czy dziewczęcą ( w zależności od wieku) nie powinno mieć miejsca !!!

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Też uważam, że dziewczynki nie potrzebuję upiększaczy. Upiększanie ich jest dla nich pewnego rodzaju komunikatem, że to, jakie są teraz nie jest wystarczająco ładne.

  • Mama

    Przydałby się też wpis o kolczykach u niemowląt ( kolczyki u dzieci kilkumiesięcznych można zobaczyć coraz częściej…)

  • Ewelina

    Mam podobny stosunek do przekłuwania uszu u małych dziewczynek, nienawidzę tego.

    Co do malowania paznokci mam mieszane uczucia. Jako mała dziewczynka uwielbiałam bawić się w dorosłego – chyba każde dziecko to uwielbia. Zabawa w dom, w sklep, w lekarza. Dzieci się w ten sposób uczą życia w społeczeństwie. Ok.

    Uwielbiałam także przebierać się w ciuchy mamy, w jej buty. Miałam może z 5 lat wyglądałam zapewne komicznie i słodko ale UWIELBIAŁAM TO. Czasami mama wkręcała się w zabawę do tego stopnia, że robiła mi makijaż i malowała paznokcie. Chodziłam taka dumna jak paw po domu godzinę, po czym ubrania były zdejmowane, makijaż i paznokcie zmywane a dziecko szczęśliwe jak norka.

    Tak więc – będę malowała paznokcie córce a ona mi. Bo taka zabawa z mamą to jedno z najfajniejszych wspomnień dzieciństwa.

  • Kinga Kryger

    Czyli Twoja 14letnia córka chce być sexy? Czy to nie za mało by być sexy?to dziecko a nie kobieta, a dzieci nie powinny być sexy….idąc Twoim tokiem myślenia…Twój post jest bardzo skrajny i widać ze inspirowany tym zdjęciem w życiu jednak wygląda to inaczej często pomalowane paznokcie u małej dziewczynki to efekt zupełnie niewinnej zabawy. Bo to mama malowala paznokcie a dziecko idąc w jej ślad nastawilo paluszek:) nie popadajmy w przesade!

  • Ewa po prostu

    Taaaaaa, podbudowuje mnie to wszystko, bo czasami myślę, że wg wszelkich „trendów” jestem po prostu matką zacofaną. Już od przedszkola „walczyłam” z błyszczykami, tuszem do rzęs i lakierem w grupie ….. 3-latków, a matki oglądały mnie prawie jak jakieś „zjawisko”. Teraz moja córka kończy 6 klasę – kolejna (wg mnie głupawa) „tradycja” to ….. bal na zakończenie podstawówki. i …. rewia mody, bo od 3-ech miesięcy dziewczyny przelicytowują się , która to będzie miała ładniejszą kreację. I ….pani „wychowawczyni”, która udziela rad: żeby buty nie na za wysokiej szpilce, makijaż taki, żeby ….. dyrektor się nie wkurzył, no i suknia….nie czarna, bo postarza, a w tym sezonie modny jest pudrowy róż i kolor mięty. Włosy mi stają dęba. MAKIJAŻ????? a przy tym sukienka nie czarna, bo …. postarza???? PARANOJA. Jak się te 12-latki umalują to …pożal się Boże. Pytam, gdzie rodzice? dlaczego nie mają tyle oleju w głowie, żeby wytłumaczyć, że ich całe piękno tkwi w nich samych – śliczne bez malowania, paskudne z makijażem. Ostatnio na wycieczce oprócz trzech dziewczynek wszystkie przed wyjściem do miasta robiły makijaż. Pytam córkę: „a co pani na to?” Dziecko me:”Mamo, kto na nie chciałby patrzeć jak one takie brzydkie. To pewnie i pani nie zauważyła, że pomalowane skoro na nie nie patrzyła”. Powaliła mnie 😉 w każdym bądź razie moje dziecko , lat 12 i pół nie maluje się i nie lata w „szpilkach”, ale przeraża mnie myśl, że chęć przypodobania się grupie (nawet najgłupszej) może w pewnym momencie pokonać rozsądek. Mam też jednak nadzieję, że „coś tam” w łepetynie zostanie. Ja sama stanowczo mówię NIE „malowankom” wszelkim.

  • Monika33

    Moim skromnym zdaniem malowanie paznokci przed 13/14latkę jest bardziej niebezpieczne (pod względem seksualności) niż u 2/3latki, która właściwie nie rozstaje się z rodzicami i nigdzie nie chodzi sama.

  • a.

    Delikatna przesada. Pomalowanie dziecku raz na jakis czas paznokci, dla zabawy, w domu, to naprawdę nic złego! Tez nie wyszlabym z dzieckiem umalowanym (mówię o paznokciach) na spacer czy do piaskownicy. Ale nie popadajmy w skrajności! Skoro w dwulatce ktoś widzi obiekt seksualny, to powinien się leczyć.

  • Marta

    Makowa zaraz ruszy….. ona maluje 🙂

    • Lenka

      Makowa już zrobiła zadymę na fanpage’u nishki i prawdę mówiąc skompromitowała się, słownictwo jak z rynsztoku.

      • Marta

        a poprosze link 😉

  • Monika

    Czytając artykuł szczerze powiedziawszy miałam mieszane uczucia. Z jednej strony zgadzam się z artykułem. Sama unikam malowania córce paznokci, nie pozwalam w domu malować się szminką itd ale były sytuację kiedy np ciocia pomalowała jej paznokcie, w przedszkolu panie pomalowały usta na przedstawieniu i nic złego tak naprawdę się nie stało. Uważam, że jeżeli jest to rzadko, z rozsądkiem to nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Jedyne co to nie podobało mi się w artykule oceniania innych mam, które się godzą np własnie na pomalowanie paznokci, bo to, że pozwalają nie oznacza wcale, że są nierozsądne

  • Żaneta Rakowiec

    Pomalowałam kiedyś Helce paznokcie,bo bardzo chciała. Tak się bałam chemicznych oparów, że robiłam to w przeciagu;) Potem ona Pomalowana moje i na tym skończył się pęd do malowania paznokci. A teraz powaznie: masz rację i jej nie masz. Małe dziewczynki od zawsze naśladowały dorosłe kobiety,to nie jest znak naszych czasów. Nie wypychalyscie watą matczynych szpilek? Nie smarowałyście gęby jej kosmetykami,kiedy tylko była okazja? Nie stroiłyście się w jej sukienki? Zabawa w dorosłych. Nie jest nienormalne,jeżeli mama na taką zabawę pozwoli w zaciszu własnego domu. (Istnieją nie toksyczne lakiery zmywarce woda z mydlem). Widzę różnicę. ,pomiędzy tym,co opisałam a tym co pokazujesz na zdjęciach. PS. To tylko moje zdanie,nie prawda objawiona;)

    • Żaneta Rakowiec

      Słowniki w telefonach to dzieło szatana;)

  • Izabela Krysiak

    W 10000000 procentach się zgadzam, podpisuję się obiema rękami i nogami ,ja nawet kolczyków nie zakładam córce po mimo gadania ze im wcześniej tym lepiej. Zero dorosłych atrybutów dla małych dzieci

  • Martyna

    A co powiecie na to, ze tydzien temu widziałam 11 miesięczną dziewczynkę ze srebrnym łańcuszkiem na szyji?

    Czy to nie powala wszystkich tutejszych przykładów?
    Zatkało mnie, a tatus dziewczynki na moje zapytanie czy sie nie boje ze sie dziewczynka zadzierzgnie, popatrzył na mnie jak na idiotke i odpowiedział „nie ma przeciez takiej mozliwosci”? I co Wy na to????

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      smutne 🙁

  • olka123249

    oj ja malowalam corce (3lat) paznokcie, ale w sumie nie przemyslam tego…juz nie bede po przeczytaniu….a kolczykow nie ma…bo ja nie widzialam potrzeby a sama narazie nie chce

  • Natalia

    Nie rozumiem o co tyle szumu. Malując dziecku paznokcie raz na jakiś czas to nic złego i nie zrobimy w ten sposób dziecku krzywdy. Co więcej żadna mama nie wybierze lakieru czy zmywacza który jest szkodliwy są przecież lakiery dla dzieci, a porównywanie malowania dziewczynce paznokci do robienia z niej seksbomby jest dopiero chore !!! Jeżeli ktoś uważa że tak mała dziewczynka może być seksi powinien naprawdę odwiedzić psychologa. Każdy wychowuje dzieci po swojemu więc przestańcie negować inne mamy skoro one nie negują Was !! A co do podrażnienie w ten sposób oczu… Może w ogóle nie pozwalajmy bawić się dzieciom nawet w piaskownicy bo przecież tam też jest pełno bakterii no i piachem mogą podrażnić oczka !!

  • Patrycja Pater

    Dla mnie to absurd 🙂
    Juz gdzies wspomnialam, ze kazda dziewczynka ma juz zakodowane, czy bedzie sie robic na boginie czy nie, matki wysladzaja je juz od poczatku toną rozowego koloru i przesadna troskao ich pozbawione siniakow nogi, ale lakier tu nie jest niczemu winien. Ja malowalam w dziecinstwie paznokcie, bo uwazalam to za cos kreatywnego, sporeszta zostalam nzachecana do nieobgryzania paznokci nowymi lakierami. I co? Nigdy nie bylam klasowa lolitka, wrecz przeciwnie, zawsze bylam outsiderem i o dziwo masa ludzi sie mnie bala. I co maja do tego wiec paznokcie? Nic 🙂

    • Patrycja Pater

      wplyw na wykreowanie takiej nastolatki ma caloksztalt „tworczosci rodzica”, jedni zabieraja dzieci na wycieczki, drudzy na zakupy. Jedni mowia „patrz kochanie jaka sliczna gasienica” a drudzyv”zostaw tego robala!!!”. Odpowiedz wiec nie tkwi w lakierze a w obsranych mozgach matek.

  • Antenka

    uff, a już myślałam, że jestem osamotniona w moim boju o nie malowanie paznokci. moja córka ma 4 lata i ani razu nie miała położonego lakieru. jestem absolutnie na NIE. nie potrzeba tego dzieciom, to nie jest dla dzieci, to nawet nie jest zabawa, jak widzę na placu zabaw dwuletnią córkę koleżanki z wymalowanymi paznokciami na jebitny niebieski u rąk i stóp to aż mnie telepie, czuję jakiś wewnętrzny bunt, sprzeciw. kolczyki też ma, więc pytam się koleżanki czemu na siłę upiększa swoje dziecko, przecież dziewczynka jest ładna i bez kolczyków i bez paznokci jak u dorosłej kobiety, na wprowadzanie w dorosłość niech poczeka najmniej jeszcze z 10 lat. mamy chyba myślą, że to fajna zabawa, a nie wpadły na to, że krzywdzą dziecko.

    • Basia

      Rzeczywiście tak krzywdzą dzieci, ze później to tylko psycholog może pomóc… chociaż moim zdaniem on bardziej potrzebny mamie którą telepie na widok pomalowanych paznokci dziecka.

      • Antenka

        a zdajesz sobie sprawę jakie wartości i zachowania zakorzeniasz w swoich dzieciach takimi praktykami? malowanie paznokci, kucie uszu, szminka, obcasy, biżuteria itd. czym skorupka za młodu nasiąknie. potem będzie problem.

        • Basia

          nie rozpędzajmy się… to że raz na jakiś czas pomaluję córce paznokcie nie znaczy, że przekuwam jej uszy (chociaż nie potępiam mam które tak postępują), kupuję buty na obcasie,czy pozwalam się malować! Oczywiście, że są granice ale nie popadajmy w skrajności – to nigdy niczemu dobremu nie służy. U nas malowanie paznokci to TYLKO zabawa bez dodawania do tego jakichkolwiek ideologi.

  • Dorotaa Dora

    autorka tego artykułu popadła w paranoje bo można by powiedzieć że krótkie spódniczki i spodenki w których dziewczynki wyglądają jak księżniczki(cyt.lolitki) też robi z nich obiekt seksualny -chore , po za tym więcej chemii dzieci zjedzą w posiłkach z kateringu np. w przedszkolach lub w słodyczach niż w tych lakierach , nie sądzę aby ktoś córce malował codziennie paznokcie jak samej sobie raczej okazjonalnie dla zabawy mamy z córką proponuję zająć się wyborami małej mis bo to jest chore a nie malowanie paznokci .

  • gussx33

    Co do kolczyków u dzieci, moje stanowisko jest i będzie niezmiennie, jak sama poprosi, ale nie wcześniej niż… ja miałam po komunii gdy dostałam w prezencie złote kolczyki i poprosiłam mamę, że chciałabym, myślę że jest to moment, w którym dziecko jest już świadome i wszystkie za i przeciw można wytłumaczyć. Co do malowania paznokci, to nie byłam przeciwnikiem, nawet raz pomalowałam córce paznokcie (o zgrozo dwuletniej), bo była chora, smutna, chciałam jakoś wpleść uśmiech na buzię. Kilka miesięcy później podczas przeprowadzki córka dopadła kosmetyczkę, dołapała mocno zakręcony lakier do paznokci, odkręciła i sama sobie pomalowała… tyle, że oczy, wylądowałyśmy w szpitalu, na szczęście nic się nie stało. Dziś wiem, że wtedy przekroczyłam tą granicę, że moje dziecko zrozumiało, że skoro mamusia wymalowała jej paznokcie, to lakier jest bezpieczny, może być jej zabawką, więc użyła go do zabawy, a mogło skończyć się tragicznie, dziś obie wiemy, że lakier jest niedotykalny, że jest niebezpieczny. Dziś jak widzę pomalowane paznokcie u małych dziewczynek, to wiem, że to głupie, niestety musiałam za tą wiedzę zapłacić. Możecie mnie nazwać nieodpowiedzialną matką, albo powiedzieć, że u Was w domu dziecko nie ma dostępu do takich rzeczy, ale czasem wystarczą sekundy i wyjątkowa sytuacja, mam nadzieję, że nasza historia komuś pomoże i może uchroni jakąś małą księżniczkę przed jakimkolwiek zagrożeniem związanym z lakierem.

  • Sylwia Narkowicz

    ja uwielbiam malowanie pazkonci i absolutnie nie robie tego dla mezczyzn, ale dla siebie, nawte siedzac w domu po porodzie to byla taka moja chwila relaksu i malowalam paznokcie mimo iz nigdzie nie szlam. ama pamietam jak bylam mala, jaka miala radovhe gdy mam zgodzila sie pomalowac mi paznokcie! te chwile byly dla mnie jak swieta. I jezeli moja corcka za jakis czas mnie o to poprosi, to wiadomo, nie codziennie, ale raz na jaki czas jej pomaluje. Dlatgeo wlasnie, ze bedzie to u nas zabawa, nie bede jej malowac paznokci po to, by wystawic ja publicznie i pokazac jaka to mam duza coreczke, tylko po, by miala chwle radosci ze mogla zrobic cos jak mama.

  • Projekt Londyn

    Wiesz, ja mam taki stosunek do paznokci, makijaży i (UWAGA!) kolczyków – uważam je za zupełnie zbędne u małych dziewczynek. Choć, przyznam, że Łobuz ma malowane paznokcie „Pazurkiem”, bo baaaardzo obgryza paznokcie. I używa też szminki ochronnej – bezbarwnej. Ale mam wrażenie, że to zupełnie inna historia.

  • Karolina

    mi sie wydaje ze pani bardzo, ale to bardzo przesadza!
    i ja jako dziewczynka prosilam o pomalowanie paznokci i mama czasem sie zgadzala, to tak samo jak strojenie sie w fajne ciuszki, ubiera Pani swoje córki ladnie czy byle jak? a jesli ladnie to po to zeby byly obiektem seksualnym??? nie sądze 😀
    to zwykła zabawa w nasladowanie mamusi, taka sama jak bawienie sie w gotowanie czy sprzatanie. jesli Pani nie chce zeby corki prosily o pomalowanie paznokci to niech ich pani sama nie maluje, nalezy pamietac ze dzieci obserwują rodzicow i biorą z nich przyklad! a dla dziewczynki to matka jest wzorem do nasladowania.

    cały ten artykuł jest bardzo mocno przesadzony, rozumiem krytyke konkurow pieknosci dla malych dziewczynek, ale niewinnej zabawy? sądzy pani tylko jad i nienawisc, oraz obraza pani inne matki ktore sie na malowanie paznokci czasem zgadzają.

    Wszystko jest fajne, jesli jest stosowane z umiarem droga pani 🙂

  • http://www.usta-usta.eu/ olacom

    Zgadzam się z Tobą w 100% i cieszę się, że napisąłas tego posta, bo wiesz, ze ja czasami czuję się jak dziwak jak zabraniam malowania mojej córce paznokci (bo ona oczywiście by chciała), a inne dziewczynki w przedszkolu mają pomalowane. Moja sąsiadka kiedyś pomalowała Zu paznokcie jak Młoda u niej była, aferę zrobiłam taką, że ledwo co się nie pokłóciłyśmy na śmierć i życie…

  • Ola

    A jak moja 3letnia corka wygrzebala z szafy moje buty na obcasie to tez mialam jej zabronic je przymierzyc???bo staje sie obiektem sexualnym??? Na milosc boska ludzie!Wybierzcie sie do psychiatry!!!to normalny etap w zyciu dzieci!moj syn tez przymierzal moje buty,ale potem stwierdzil ze buty taty sa ladniejsze:-) uff.dzirwczynki chca pomalowac paznolcie czy oczy,bo chca byc takie jak mama,albo chca byc ksiezniczkami.I rozgraniczmy polamowamie paznokci czy nawet ust po to,by dziewczynka pobawila sie w dame,od jak to zostalo nazwane „robienia makijazu”dzieciom,bo kogos tu chyba z lekka ponipslo!!!

  • ada

    Nishka, trochę konsekwencji!!! Rozumiem ze Twoja 8 lalka jest za mała żeby być ‚ obiektem seksualnym’. Ale 14 latka której pozwalasz juz tym ‚obiektem’ być może??? Lolita która tu przywołujesz nie miała 8 lat a 14!! Jak juz wyglądasz swoje Bezkompromisowe zdanie to sie nie odśnieszaj sama idąc na kompromisy

  • Eanes

    Malowanie paznokci małym dziewczynkom jest tematem dyskusyjnym. Osobiście uważam, że jeśli dziewczynka będzie chciała mieć pomalowane paznokcie i będzie bardzo nalegała, tak że moje tłumaczenia nie będą skuteczne pomaluje je, po to by zaspokoić jej ciekawość. Na pewno nie doprowadzę do rutyny w malowaniu bo na wszystko przychodzi czas. Co jednak będą mieli do powiedzenia rodzice w momencie kiedy wdroży się w życie projekt dotyczący zamiany ról życiowych między chłopcami a dziewczynkami w przedszkolach??? Projekt został przyjęty i w tym temacie, dzieci czy chcą czy nie, będą musiały ubierać się nieadekwatnie do swojej płci stroje i mieć malowane paznokcie, plus makijaż…i to chłopcy. Zdanie rodziców w tym momencie nie ma najmniejszego znaczenia bo taki jest program edukacyjny. Moim zdaniem dopiero zacznie się problem z tłumaczeniem dziecku, że jest za wcześnie na malowanie. Nie mówiąc o tym, że chłopcy się nie malują i nie chodzą w spódnicach czy sukienkach poza księżmi, których strój jest sutanną i z sukienką nie ma nic wspólnego, jak i szkocki kilt, który jest strojem ludowym. Z drugiej strony to jak się człowiek ubiera, maluje, zachowuje zależy w dużej mierze od tego w jakim społeczeństwie i kulturze się funkcjonuje i od norm, które one wyznaczają. Także od trendu, a trend u nas jest jaki jest i każdy to widzi. Nie trzeba się z tym zgadzać i za tym podążać, ale dziecko żyjąc tu i teraz widzi co się dzieje wokół niego (zwłaszcza te starsze). Widzi co pokazuje tv i co lansują kolorowe czasopisma. Jest tym zaintrygowane. Często dziewczynki chcą być jak mamusie. Skoro dziecko widzi mamę z pomalowanymi paznokciami ona też chciałaby je pomalować, ułożyć włosy, pomalować usta. Być jak mama i chce spróbować. Prędzej czy później ten moment nadchodzi. Na pewno ważne jest zaspokojenie potrzeby poznania i spróbowania czegoś nowego ale pod rozsądną kontrolą rodzica. Trzeba pamiętać, że zakazany owoc smakuje najlepiej i kusi, oj kusi 😉 Jeszcze mała uwaga, małe dzieci tak zwykle do 13 roku życia (plus minus, zależy od dziecka i od środowiska w jakim przebywa) nie myślą w kategoriach seksi, podobać się mężczyznom, czy też próbować ich uwodzić jak to rozumieją dorośli. Takie skojarzenia zwykle mają już tylko dorośli. Dlatego zdrowy rozsądek przede wszystkim i częste rozmowy z dziećmi na różne tematy. W dzisiejszych czasach to co jeszcze kilka lat temu było tabu dziś już tym tabu nie jest…przynajmniej nie w takim stopniu jak kiedyś. Pozdrawiam

  • ala

    A co pani powie jak moje dziecko ma swoje naturalnie długie rzęsy jak malowane? Mówienie o dzieciach jako ”obiektach seksualnych” to tłumaczenie pedofilów, A przecież chyba nigdy pani nie pomyliła wymalowanej dziewczynki z dorosłą kobietą. Owszem nie pochwalam tego. Mówi pani o niebezpiecznych dla zdrowia. Ale zaszczepiła pani dzieci, proszę poczytać ile metali ciężkich jest w szczepionkach, które są wtłaczane bezpośrednio do krwiobiegu, nie pokonując żadnych barier ochronnych. Pozdrawiam

  • Marta

    Zastanawiam się jeszcze jaki był cel tej kampanii z 10-letnią modelką. Może właśnie chodzi o to, żeby uzmysłowić ludziom problem? Czy to była typowa sesja modowa czy też może coś bardziej ideologicznego?

  • http://mumandthecity.pl Timeout z tatą

    Ale wkroczyłaś i dym zrobiłaś 😉 Fajnie, że ktoś nie boi się pisać coś co innym nie po drodze lub nie wypada. Też mieliśmy sporo kontrowersyjnych postów. Tak trzymać!

  • Esa

    Kolczyki u malenkich dziewczynek to w niektorych krajach szczegolnie tych gdzie kobieta moze jednego dnia znalezc sie na ulicy zabezpieczenie na przyszlosc i majatek. Te male dziewczynki juz od pierwszego dnia przyzwyczajane sa do bizuterii. Najpierw kolczyki pozniej branzoletki i lancuszki. Rodzice traktuja to jak inwestycje a nie strojenie. Sa tacy ktorzy ograniczaja zabawki nawet te firmowe (plastikowe)na korzysc zlotej bizuterii. Np Indie – to rodzina panny mlodej ma zorganizowac wesele. Panna mloda powinna wygladac jak najbogacej tj. Im wiecej zlota tym lepiej bo to okresla jej status i zamiznosc i jest sygnalem dla przyszlego meza ze pochodzi z bogatej rodziny w ktorej zapewniono jej bogactwo i teraz po slubie tego samego oczekuje sie od meza. Po slubie taka mloda zona przechodzi calkowicie na utrzymanie meza i jego rodziny. Wiec tutaj moda na zlote kolczyki ma glebszy spoleczny sens. Jak widac rozprzestrzenila sie i w Europie. Gdzie kobiety nie sa tak bardzo zalezne od mezczyzn. Dlatego tego nie rozumiemy.

  • Puchciuuuuu

    „Malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom uważam za wyraz kompletnej
    bezmyślności. Wiem, że wiele matek robi to nieświadomie i bez złych
    intencji, dlatego tym bardziej czuję się zobowiązana do tego, by
    wytłumaczyć dlaczego malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom jest
    niestosowne i nieodpowiedzialne.”
    Jako „kompletnie bezmyślna” i „nieodpowiedzialna” mama chciała bym wytłumaczyć dlaczego niektóre mamy pozwalają na to swoim córkom.
    Po pierwsze malowanie nie musi być od razu zamachem na zdrowie naszych pociech. Żyjemy w czasach kiedy możemy kupić wszystko między innymi wodne lakiery z barwnikami spożywczymi, które zmywają się w wodzie i nie ma w nich żadnej chemii. Moja córeczka dostała w prezencie paletkę pastelowych lakierów z lukru które może sobie zjeść.
    Po drugie niektóre dziewczynki mają pomalowane paznokcie właśnie z powodów zdrowotnych. Bo obgryzały paznokcie, zaciskały piąstki.
    Po trzecie nie róbmy od razu z kilkuletnich dziewczynek obiektów seksualnych. Jeśli niegroźny, nieszkodliwy, delikatny lakier czyni z mojej córki lolitkę to krótka sukienka również?? Moja córeczka ma długie kręcone włosy, mam jej ściąć bo to atrybut kobiecości?? Nie popadajmy w paranoję.
    Nie pozwalam córeczce malować paznokci kiedy idzie do przedszkola ale będę malować z nią w każdy weekend i wakacje. Jest przy tym mnóstwo zabawy a radość na twarzy mojego dziecka sprawia że się rozpływam.
    A Ty zanim napiszesz kolejny post i nazwiesz inną matkę bezmyślną i nieodpowiedzialną trochę się zastanów.

  • Bożena Jędral

    Mam dwie córki, starszej zdarzy mi się pomalować paznokcie raz czy dwa razy w zeszłe wakacje, jestem jednak zadeklarowana przeciwniczką postarzania dzieci poprzez „upiększanie”. Zawsze tłumacze córce, że jest dzieckiem dlatego paznokcie ma mieć niepomalowane, ale powtarzam jej tez do znudzenia, że jeśli chce byc zadbana musi mieć te paznokcie przede wszystkim czyste.
    Gaba to akceptuje trudniej będzie z Melą, ona już woła pisu i pokazuje na paznokcie, woła pisu oci pokazując oczy. Jestem zdecydowanie na nie, ale nie wiem czy w pewnym momencie nie ulegnę.

  • Ania

    Zdjecie powyzej rzeczywiscie moze bulwersowac, obcasy, odslonieta lydka szminka.Jednak moja 4 latka chce sie CZASAMI ekspresowac, zakladajac moje szpiki, blyszczyk, czy pomalujac sobie paznokcie. Moze dlatego ze mieszkamy w NY, wcale mi to nie przeszkadza. Wrecz zachecam ja do robienia tego co lubi, odnajdywania i uczenia siebie, w jakiejkolwiek dziedzinie, nawet jesli jest to „seksualizowanie sie”, przeciez jest kobieta..

  • ewaa

    A mnie się wydaje że takie rzeczy jak malowanie paznokci czy przekowanie uszu(niemowlęta to inna sprawa) KILKULETNIM dziewczynkom, jest formą krztałtowania ich charakteru, jedna dziewczynka chce a druga nie…ja jako dziecko też podkradałam mamie czy kosmetyki czy lakiery do paznokci i robilam to pokryjomu bo bardzo chcialam BYĆ TAKA JAK MAMA, nie wychodzilo mi to najlepiej i wręcz niszczylam i kosmetyki i różne inne przedmioty oczywiście nie chcący, co narażało moja mame na kolejne wydatki 🙂 dlatego potem dostalam specjalne kosmetyki-zabawki takie co sie zmywa woda np. I nie bylo z tym problemu. Jesli chodzi o uszy i kolczyki to mialam 4 latka i tez bardzo chcialam kolczyki, byly to malenkie zlote kuleczki i zaprowadzila mnie do kosmetyczki babcia 🙂
    Uwazam ze jesli mama nie chce by jej corka malowala paznokcie itd, niech sama przestanie to robic by nie dawac dziecku przykladu. Dziecko to dziecko, w takim wieku uczy sie najwiecej i najszybciej. Ja dzieki temu do tej pory interesuje sie makijazem i wszystkim innym, wiec u mnie akurat to dobrze wyszlo.
    Jestem mama chlopaka wiec u mnie nie ma problemu z malowaniem paznokci czy kolczykami w uszach, natomiast moje dziecko NAŚLADUJE mnie i np, sprząta, gotuje czy prasuje, to wszystko oczywiscie jest forma zabawy i co teraz tez powinnam mu tego zabronic bo plastikowe widelce czy noze tez sa niebezpieczne ? Niepopadajmy w paranoje….dzieci w ten sposob sie ucza, ja mam nadzieje ze przez to moj synek bedzie pomagal kiedys swojej zonie w porzadkach domowych 😉

  • Kasia

    Jestem przeciwna częstemu malowaniu paznokci dziewczynkom, ale myślę, że czasem np na bal karnawałowy czy z okazji imprezy urodzinowej można zrobić wyjątek

  • Magda

    Bez przesady…… Nie malowalabym paznokci dwulatce, ale mojej 5 latce od czasu do czasu na okazje jakiegos dziewczynskiego party, maluje. Jasne, ze pastelowo i staram sie przestrzegac zasady, ze do szkoly nie ( mieszkamy za granica). Tak samo jak czasem nakladam jej odzywke na wlosy i pozwalam sie wystroic na urodziny ( z moim blyszczykiem na ustach, o zgrozo :)). I pozwolilam na chwilke wejsc do sauny parowej po basenie. I na prosbe Mlodej zrobilam jej masaz i wtarlam troche balsamu po 🙂 i zawsze powtarzam, ze jest sliczna dziewczynka, i ze wazne jest dbac o swoje cialko ( przede wszystkim zdrowo jedzac :)). Mnie nikt tego nie uczyl i potem duuuuzo mnie kosztowalo podpatrywanie kolezanek i uczenie sie wlasnej kobiecosci.

    A na codzien moja panna raczej lazi po drzewach, chodzi w getrach i za duzych podkoszulkach, wiec okazjonalne ” pindrzenie” ( jak obie to nazywamy) nie zaszkodzi 😉 Z reszta jak ma faze na strojenie, to zawsze pyta” nie jestem za bardzo wypindrzona ” ? 😀 😀 😀

  • Dziulkacrew

    Podobało mi się bardzo zdanie, które padło tu w dyskusji o przebijaniu uszu. Że to ciało dziecka i ono powinno zdecydować, czy chce kolczyki czy nie. Moja córka będzie miała przebite uszy jak mnie sama o to, w pełni świadomie, poprosi. I koniec. I nie malowanie paznokci dziewczynkom popieram także. Pytanie do mam, które twierdzą, że to wcale nie jest atrybut kobiecości, seksualności, nie jest do uwodzenia. Skoro to tylko zabawa, to malujecie paznokcie synkom? Pewnie nie, bo robią to dziewczyny. A po co to robią dziewczyny? No właśnie 🙂

    • majka

      no właśnie ja pomalowałam synkowi. trzy razy. po co?? zapytaj jego. ma trzy lata, dużo już potrafi powiedzieć o sobie. dzieci chcą mieć pomalowane paznokcie po to, by były ozdobione. koniec, kropka. naprawdę uważam że trzeba być chorym, żeby twierdzić, że pięciolatka chce mieć pomalowane paznokcie, by uwodzić.

      zgadzam się jednocześnie, że dla dorosłej kobiety, dla mnie przynajmniej, pomalowane paznokcie są już pewnym podkreśleniem seksualności własnie. dlatego, że ja sama się postrzegam również jako obiekt seksualny. nie jako przedmiot czy zabawka, tylko jako kobieta, więc również osoba pociągająca dla mężczyzn. a prócz tego lubię mieć pomalowane paznokcie dla siebie samej, podobają mi się, fajnie się z nimi czuję, jestem zadowolona, że są zadbane.

      i zapytałam mojego synka w tej chwili, czemu chciał mieć pomalowane paznokcie. ma trzy lata. odpowiedział mi, że dlatego, że nie chciał mieć „skórowych” (w kolorze skóry) tylko takie fajne.

      dla mnie jedynym rozsądnym argumentem w tym artykule jest ten mówiący o toksyczności ewentualnej. z tym się nie będę spierać. tu nie ma o czym dyskutować.

  • Małgorzata Ratyńska

    A mnie przeszkadzają wszyscy Palacze świata palący przy dzieciach.I TO JEST bardziej szkodliwe niż pomalowane paznokcie.Jedzie tatuś,dziadek,babcia a co gorsza mamusia z 3mc lub starszym i pali te papierochy a dym leci do wózka lub na placu zabaw dym wdychają dzieci.Dodam że Eko papierosy są Niestety też szkodliwe.
    A co do Malowanych Paznokci rozumiem że jestem na festynie z dzieckiem i jest malowanie paznokci,twarzy to pozwalam ale na co dzień nie maluje i nie pozwalam.No bo po co.

  • Tom

    Pani nie zrozumiala artykulu, na ktory sie powoluje (z NYT). Artykul jest obiektywny i przedstawia rozne punkty widzenia. To nie jego autor, tylko jedna z wypowiadajacych sie osob stawia teze o „seksualizacji”.

  • Matylda Ma

    dzisiaj po przeczytaniu komentarza (który został już usunięty),mówiącego o tym, że NIshka nie zrozumiała tekstu z NYT, który cytuje, zapoznałam się z tymże artykułem. i faktycznie, mam takie same odczucia, jak autor komentarza. to bardzo nieładnie tak manipulować wypowiedziami dla udowodnienia własnej tezy.

  • Ellie

    Czy malowanie paznokci to robienie z małej sexbomby…z tym sie nie zgodze.Raz pomalowalam córce różnymi,pastelowymi kolarami i w polaczeniu z trampkami i dziecieca bluza nie stala sie obiektem pozadania…
    Co do reszty argumentow,zdecydowanie przyznaje racje.Po pierwsze chemia i jeszcze raz chemia.Pozbylam sie juz chyba jej calej z zycia,z lakierami na czele.To przykre,ze przez brak swiadomosci trujemy nasze dzieci.
    Co do Thylane…kurcze,jak mozna takie ładne dziecko o delikatnej,dziewczecej buzi tak zmasakrowac i oszpecić…?W glowie sie nie miesci i komu sie to podoba?!

  • leniwa

    zapraszasz do dyskusji Natalio, prawda? zapraszasz do rozmowy, do wyrażania swojej opinii, po czym usuwasz komentarze. nie są ani obraźliwe, ani napastliwe, ani wulgarne, po prostu odmienne zdanie od twojego a ty je usuwasz. co tobą kieruje?

  • bogusia

    Ja się całkowicie z tym zgadzam. Małe dziewczynki niech się bawią lalkami a nie udają seksobiektów.

    • leniwade

      małe dziewczynki w krótkich spódniczkach, bawiące się w kucki w piaskownicy…wyłażą im spod tych spódniczek majtki, cały tyłek wyłazi. albo getry na pupie opięte, niewinne, bawełniane, nie w panterkę i tyłeczek tłuściutki widoczny jak na dłoni. to jest SEKSOBIEKT dla pedofila, nie pomalowany paluch, do tego obdarty i każdy na inny kolor. nie zakładajmy dzieciom spinek, kokardek, sukienek w kwiatki, jeśli kolory tak nęcą. nie maluję paznokci i czuję się seksowna, wiec nie uważam, że kobiety z pomalowanymi są ode mnie seksowniejsze i przyciągają w ten sposób płeć przeciwną bardziej. kto w ogóle tak interpretuje malowanie paznokci, że to seksualne? nosimy kolorowe ubrania, malujemy oczy, żeby je podkreślić, powiększyć, zakładamy bransoletki, buty na obcasie, okulary. dziewczynki w okularach słonecznych też są lolitkami? po co dziewczynce dwuczęściowy kostium kąpielowy? tyle ciała odsłania. jednoczęściowy i szlus, jak będzie mieć piersi, to może dostać stanik. jak ktoś się uprze, to w jedzeniu loda przez dziecko zauważy czynność podobną seksualnej, ale to taka sama w moim mniemaniu przesada, jak twierdzenie, że kolczyk w uchu, bransoletka na rączce czy kolorowy pazur czyni z dziewczynki przyszłą k…a teraz obiekt seksualny i lolitę

      • Marta

        z ust mi to wyjęłaś 🙂

        Mam wrażenie, że niedługo niektóre matki popadną w totalną paranoję. Dzieci chyba będą chodziły w workach na kartofle ( o ile będą wychodziły z domu w ogóle) bo przecież na każdym rogu czai się pedofil.
        Dziwię się, że matki jeszcze nie forsują trendu ubierania córek w spodnie, bo w sukience to już przecież są obiektem seksualnym.

        Wszędzie pedofile, porwania.. zamieść zdjęcie dziecka na blogu – no jak to tak, przecież je namierzą i Ci porwą. Proponuję też nie chodzić do sklepu (szczególnie codziennie do tego samego w podobnych porach) bo przecież wystawiamy dzieci na tacy porywaczom i pedofilom.

        Społeczeństwo zaczyna popadać w taką paranoję, że niedługo strach będzie się na ulicy do dziecka uśmiechnąć bo Cię od razu oskarżą o pedofilię i zlinczują..

        A pedofil to pedofil. To jest chory człowiek. On nie potrzebuje cienia do powiek i lakieru na paznokciach, żeby się takim dzieckiem podniecać.

        Sorry, ale dla mnie uważanie, że pomalowanie dziecku paznokci robi z niego obiekt seksualny i naraża na pedofilię ma taki sam poziom idiotyzmu jak uważanie, że kobiety same proszą się o gwałt. Taki sam.

  • Nataly

    Rozumiem ze etiologia makijażu i manicure dotyczy takzemnie, mamy, wiec jak sie pomaluje to jestem jak ta k…!bravo żona bzdury dawno takich nie czytałam.

  • Tom

    Wstyd Droga Pani. Najpierw popelnia Pani bledy merytoryczne (a propos kto z NYT stawia teze o „seksualizacji”), nastepnie poprawia Pani blad na podstawie mojego komentarza (komentarz wczoraj, poprawka dzisiaj) i w koncu usuwa moj komentarz w celu zatarcia sladow. Proponuje porzucic „blogowanie” i zajac sie czyms w czym jest Pani dobra (i gdzie jest Pani zdolna zniesc konstruktywna krytyke). Lekcje angielskiego tez by sie przydaly…

  • Pingback: O kulturze osobistej i kulturze wypowiedzi | Nishka()

  • LadyoftheHouse. pl

    jako mała dziewczynka uwielbiałam malować sobie paznokcie;) Mama przymykała na to oko dopóki nie zaczęła się szkoła….ale wiesz, ja uważam to za naturalne, że dziewczynki chcą i proszą o lakier swoje mamy….to taki wstęp, początek…one chcą być kobietkami;)))

  • Pingback: Być jak mama | Moda i Lifestyle Maluchów | stylizacje dzieci | zabawa i podróże()

  • daybydaymum.blogspot.com

    Jessuuu…zaraz bedzie afera tylko paznokciowa zamiast rajstopkowa. Mi sie ta zabawa w malowanie osobiście nie podoba, ale nazywanie takich dziewczynek obiektami seksualnymi to już lekka przesada. Jasne jesli ktos maluje i czeszcze swoje dziecko tak jak na okladki lub na cholerne konkursy pieknosci jak w USA to przegina i w dodatku ma coś z głową. Jednak samo pomalowanie takiej malej damie paznokci nie sadze aby bylo grozne…

    • http://www.przewijak.es Przewijka

      Ha! Też dzisiaj pomyślałam o kolejnej aferze blogowej. Czekam na wpisy na innych blogach, bo na pewno jutro będzie lawina 😀

    • Marta

      oo, to rajstopkowa mnie ominęła, nie kojarzę tematu 😀

  • Justyna

    Nishko, mam nadzieję, że nie przejmujesz się falą hejtu na blogu Pani M. Czytam tamte komentarze i nie wierzę. Nie chcę obrażać nikogo, ale postaram się to podsumować najdelikatniej jak potrafię. Myślę, że po prostu między Czytelnikami Twojego bloga, a wspomnianymi wcześniej hejterami jest ogromna przepaść intelektualna.
    Reasumując: pisz dalej, bo robisz to fenomenalnie i nie pozwól, by jad bezmyślnych hejterów i ich prymitywny sposób argumentacji wytrącił Cię z równowagi.
    PS Bardzo rzadko aktywnie uczestniczę w dyskusjach internetowych, ale tym razem poczułam potrzebę, by wyrazić moje poparcie dla Twojego bloga.
    Pozdrawiam!

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Dziekuję Justyno, doskonale to ujęłaś: przepaść intelektualna. Ja z takim poziomem nie chcę mieć nic do czynienia, więc nie zamierzam się ani tym przejmować, ani nawet do tego odnosić. Choć mogłabym zmieść ich wszystkie argumenty w kilku zdaniach. Nie widzę jednak sensu, bo nikt tam ich nie zrozumie, po co więc mam się wysilać 🙂

    • Natalia

      Bardzo dobre stwierdzenie. Racja jest taka, że to czytelnicy wybierają kogo czytają i komentują. Ja zostałam przez oba blogi i makoweczki.pl i oczekujac.pl „zablokowana” odnośnie komentowania przy głośnym temacie „rajtuzkowym”. Bo obie Panie zgodnie twierdzą, że jak można małe dziecko wypuścić w samych rajstopach, że to obdziera dziecko z godności. Przy czym jedna to dziecko w takich rajtach wypuszcza bo jej za to zapłacili i dostała kilka par darmowych rajstop, a druga maluje dziecku paznokcie.Ale takie ich prawo, mogą decydować kogo komentarze ujawnią, a kogo nie. Dziwne. Jak już wcześniej wspomniałam, każdy wiek ma swoje prawa. Malowanie paznokci w wieku 2ch lat, to odrobinę za szybko, ale skoro wytłumaczeniem jest, że „chce być jak mamusia” to oby nie zauważyła w szafie mamy koronkowej bielizny bo też będzie chciała taką założyć. Przykładów jest mnóstwo, pytanie gdzie kończy się ta cienka granica, którą „blogowe” mamy przesuwają według swoich potrzeb-> a raczej potrzeb pięknych zdjęć, gratisów i pokazanie jakie to moje dziecko jest cudowne, i mądre wystawiając je na pokaz innym, chyba nie do końca zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które może czaić się „za rogiem”.

  • http://www.boodzik.pl/ Anna Bartnik

    Moim zdaniem….żeby widzieć w dziecku obiekt seksualny, niezależnie od tego jakie ma paznokcie i jak wygląda, trzeba być chorym. To raz.

    A dwa – cieszę się, że mam syna.

    Być może córce raz na rok pomalowałabym paznokcie, ale nie będę gdybać, sama robię to bardzo rzadko. Wiem natomiast, że nie zrobiłabym nic trwałego jak np. przekłucie uszu.

    • Marta

      a co jest złego w przekłuciu uszu?? Jeżeli dziecko samo tego chce oczywiście, a nie kiedy jest prawie nieświadome i sami za nie decydujemy. Bo ja nie widzę w tym nic złego.
      Moja Matka miała takie samo podejście. Nie bo nie i koniec. i uwierz mi, że taka mała głupia niby rzecz, ale ja do niej miałam żal długo.. Bo chciałam. I byłam jedyną dziewczynką z mojej klasy, która nie miała przekłutych uszu.

      Co do malowania paznokci.. mam mieszane uczucia, może – tak jak napisałaś „raz na rok” w ramach zabawy.. Bo to normalny element dzieciństwa, że się chce wyglądać i robić co mamusia. Poza tym są lakiery dla dzieci, na bazie wody, dokładnie w to nie wnikałam. Więc okazyjnie – może.

      Jeśli chodzi o jakiś makijaż – absolutnie NIE.. Matka mojego kolegi jego siostrę malowała w wieku kilu lat. Dla mnie to jest chore i to nie ze względu małe lolitki itp, czy toksyny (nie popadajmy w paranoję), ale najzwyczajniej w świecie dlatego, że po kilku latach takie dzieci miałby tak zniszczoną cerę, nie oszukujmy się.

      i w 100% podzielam zdanie, że żeby w dziecku widzieć obiekt seksualny to chore. No bo jest to chore. I jeśli chodzi o pedofilię to jestem za wprowadzeniem kary śmierci i koniec.

      • http://www.boodzik.pl/ Anna Bartnik

        Marto, złego nic, miałam na myśli przekłuwanie uszu właśnie nieświadomej, małej dziewczynce :), w moim odczuciu 2-3 latka (i mniej) jeszcze w tej kwestii nie powinna decydowac acz daleka jestem od krytykowania, bo mamy też robią to z różnych powodów. Z mojego punktu widzenia to niepotrzebne i lepiej później. Ja bardzo chciałam mieć przekłute jako 9-latka (bo pierwsze kolczyki dostałam na komunię) i mama poszła ze mną do kosmetyczki 🙂 byłam dumna jak paw, obecnie noszę kolczyki rzadko ale cieszę się, że wtedy miałam przekłute.

        Sprawdza się zasada: wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

        Pytanie co mam zrobic, kiedy syn bedzie mial te 2-3 lata i poprosi o pomalowanie paznokci 😀 hehe, będzie problem.

        • Marta

          i tu się z Tobą zgadzam 🙂 dzieci o tym powinny same zadecydować. Ja też dostałam kolczyki na komunię.. ale mi nie dane mi było je założyć 😛 2-3 latka. no trochę niby za wcześnie, ale przynajmniej własna decyzja a nie rodziców

          a co do Synka.. hm.. możesz pomalować, nie sądzę, żeby mu się spodobało 🙂

          A zasada zdrowego rozsądku sprawdza się wszędzie.

  • Pingback: Nie stwierdzono sensu | Illumineuse()

  • Kasia

    Autorko, masz chore podejscie do tej sprawy. Ja nie jestem przeciwna temu aby od czasu do czasu maźnąć dziecku paznokcie, nawet takiemu dwu letniemu. Malowanie paznokci nigdy nie kojarzyło mi się z seksualnością, chyba że były to krwisto czerwone szpony. To że ktoś zrobi sobie francuski, raczej świadczy o tym ze dba o dłonie, a nie o tym że już kogoś uwodzi. Ale ty masz tok myślenia. Myślę że powinnaś iść do psychologa porozmawiać o swoim problemie zboczenia a nie prosić nas byśmy pisały że może akurat tez uważamy że malowanie paznokci jest nawoływaniem do seksu.

  • Pani.Ka

    A ja popieram tę ideę. Rażą mnie pomalowane paznokcie u malutkiej dziewczynki tak jak rażą mnie „dorosłe sukienki”, ramoneski, skóry itp. Nie mówię o ubieraniu dziecka w kwiatki i motylki, bo tego nie znoszę, ale przy odrobinie chęci można ubrać dziecko nie infantylnie ale też nie przebierając je w małą dorosłą. Podobnie z malowaniem paznokci… pytanie po co!? I kolejna kwestia – jak wytłumaczysz swojej 12 -latce, że nie pomalujesz jej paznokci bo to nie jest fajne, i nie szkodzi, że robiłaś to notorycznie kiedy chciała mając 2, 5, 7 lat. Jak jej wytłumaczysz, że udawanie mamusi i szpilki, pomadki to coś nieodpowiedniego kiedy ma lat 12 ale całkiem spoko kiedy była znacznie młodsza!??? Malowaniu i przebieraniu w dorosłą mówię nie!

  • jotem

    wpis mocno średni, kto normalny widzi w dziecku obiekt seksualny??? a zwlaszcza w dziewczynce z umalowanymi paznokciami? Przeciez ona chce tylko nasladowac mamusię…..

    • Natka

      Zgadzam się

  • http://www.kobieta-mzik.blogspot.com Klaudia O.

    Myślę, że wrzucanie wszystkich rodziców i ich dzieci do jednego worka to duży błąd. Owszem, zgadzam się, że małe dzieci nie powinny mieć pomalowanych paznokci, ale jeśli raz lub dwa matka da się uprosić i pomaluje te paznokcie, by dziecię zobaczyło jak to jest, co w tym złego ? Regularne malowanie paznokci to jakiś idiotyzm – dziecko ma być dzieckiem, a upiększac się będzie, gdy przyjdzie na to czas. Lecz jeśli dziewczynka uprosi matkę, która to raz w roku pomaluje jej pazurki, to jeszcze nie takie zło. Przymierzanie maminych ciuchów jest ok, pomalowanie ust dla zabawy też, dlaczego więc kolorowe paznokcie są takie złe ? Oczywiście zgodzę się, że to szkodliwe, ale bez przesady. Jednorazowa akcja nie wyrządzi więcej krzywdy, niż wypicie wody z pobliskiego basenu lub posmakowanie piasku z piaskownicy, które też się dzieciom zdarzają.
    Jeśli chodzi o polakierowane paznokcie, a bycie lolitką – moim zdaniem przesadziłaś. Wystylizowana na seks-laskę młodziutka kobieta, a dziewczynka z kolorowym i paznokietkami to dwie odrębne rzeczy.
    Pozdrawiam 🙂

  • Ewa Wardak

    Prawdę powiedziawszy na początku ten tekst nie wzbudził u mnie żadnych emocji. Zapewne dlatego, że sama nie jestem mamą. Dopiero po przeczytaniu tekstu na Makóweczkach i zagłębieniu się w komentarze na jednym i drugim blogu zaczęłam się nad tym zastanawiać, bo uświadomiłam sobie, że gdybym została mamą nie miałabym w tej kwestii zdania.
    Pierwsze co przyszło mi do głowy, to to, że ludzie zupełnie nie potrafią uszanować zdania innej osoby. Ilość hejtu na makóweczkach mnie przytłoczyła. Mamy tam komentujące wybrały z twojego tekstu najbardziej kontrowersyjne argumenty i na nich się oparły zupełnie ignorując resztę. To takie bezrefleksyjne.
    Teraz odnośnie do Twojego tekstu. Jestem przeciwna pozwalaniu dzieciom na robienie rzeczy, które nie są dla nich przeznaczone, a do takich zachowań na pewno należy malowanie paznokci kilkulatkom. Nie jestem natomiast radykałem i prawdopodobnie zastanowiłabym się nad jednorazową zabawą przy użyciu nietoksycznych lakierów, pod warunkiem zmycia koloru po zabawie/przed wyjściem do przedszkola/szkoły.
    Ciesze się, że zwróciłaś uwagę na toksyczność niektórych substancji zawartych w lakierze. Myślę, że wiele osób, zupełnie jak ja, o tym nie wiedziało.
    I jeszcze jeden przykład w kwestii bycia odpowiedzialnym za młodszych (w tym przypadku rodzeństwo). Moja siostra nr 1, aktualnie 16-latka, bardzo często mnie naśladuje w kwestii wyboru filmów, książek, seriali czy nawet kolacji 😉 Jakieś dwa lata temu chciała się do mnie przyłączyć przy oglądaniu jednego z seriali, prawdopodobnie True Blood lub Game of Thrones. Stanowczo jej wtedy odmówiłam tłumacząc, że nie jest to kino odpowiednie dla niej i dodałam, że mi się bardzo podoba, ale ona powinna zaczekać przynajmniej do 16 (taki wiek wyznaczają producenci) 🙂 Niechętnie, ale się zgodziła. Podsumowując, nie jestem jej mamą, ale zdrowy rozsądek zabraniał mi zachęcania jej do oglądania filmów z brutalnymi scenami przemocy lub scenami seksu, nawet jeśli siostra miała na to ochotę. Wydaje mi się, że na wszystko przychodzi czas i nie ma sensu tego przyspieszać, bo tak jest modnie, bo wszyscy tak robią, bo to nic takiego.
    Ufff. Ale się rozpisałam.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Piszesz bardzo mądrze. Świetnie, że opiekujesz się swoją siostrą. Bardzo fajne podejście. też uważam, że trzeba jakoś to nadzorować i że True Blood dla 14-latki może być zbyt mocnym kinem.

  • Natka

    Obiekt seksualny, no bez przesady

  • mmm

    ale piszesz głupoty !!!

  • Nicola

    Witam po raz pierwszy wszystkich 🙂
    Moje dziecko miało pomalowanych kilka paznokci gdy miała ok. półtora roczku. „pomysłowy” dziadzio chciał jej sprawić frajdę. Byłam wściekła i rozczarowana, jednak jestem pewna, że nawet przez chwilę nie pomyślał pod kątem chemicznym/toksycznym.. Ludzie.. i to jeszcze na niebiesko..
    Przyznaje, że daję pudełko swojej licznej kolekcji lakierów do zabawy w kolory mojej córce (obecnie ma prawie 2 latka), ale jedynie pod nadzorem bo jak wiadomo zawsze może się coś stłuc i wylać, a tego nie chcemy.
    Osobiście bardzo nie lubię widoku kolorowych paznokci u dzieci obojętne czy mają 2 czy 8 lat. Odbiera mi to „dziecięcość” w tych istotkach i od razu mi się kojarzy z zaniedbaniem, z określeniem mała-stara.
    Nie wiem jak sama będę podchodzić za kilka lat do sprawy, mam nadzieje, że moja córka nie będzie malować paznokci do pewnego wieku.
    Zastanawia mnie jedna sprawa: malowanie paznokci w formie zabawy w domu? Czyli kolor jest na czas zabawy później zmywamy i nie ma chwalenia się koleżankom czy na placu zabaw. Brzmi dość fajnie, ale chyba lepiej byłoby poudawać ze robimy manicure?
    ALBO kochane panie proponuje zamiast tego naklejki na paznokcie co wy na to? Wiadomo jako toksyna – klej, ale uważam, ze może to być o wiele atrakcyjniejsze dla dziecka a zarazem mniej szkodliwe 😉
    Oczywiście jako sporadyczna zabawa w domu, ewentualnie dla starszej dziewczynki na jakieś okazje typu jej urodziny, imieniny cioci 😉

    • majka

      jeszcze tak czytam te komentarze… i bardzo się denerwuję. „w granicach rozsądku, z umiarem, od wielkiego dzwonu… nie pozwalam, nie zgadzam się, mama może bo mama jest dorosłą kobietą” itp…

      Wasze dzieci same potrafią się o siebie zatroszczyć. bez żadnych seksualno-bzdurnych podtekstów, bez demonizowania, pomalują sobie pazurki pisakami lub nawet kredkami… nigdy tego Wasze dzieci nie robiły? moje często. i córka i syn. co więcej, jak już pisałam, syn miał pomalowane trzy razy lakierem przeze mnie, oczywiście nie z mojej inicjatywy. i pobudki jakie mają dzieci gdy malują sobie pazurki kredkami, są tylko im znane. ale może powinniście się im przyjrzeć, posłuchać, zapytać, może wtedy dowiedzielibyście się czegoś fantastycznego i wyleciałyby Wam z głowy argumenty mówiące o robieniu z dziecka „obiektu seksualnego”, o atrybutach dorosłości i pchaniu w dorosłość… bo owszem, może malowanie paznkoci dziecku być i czymś takim, ale to już zależy od tego co matce w głowie siedzi. wtedy to ona ma problem.

      i jeszcze uderza mnie ten strach, przed tym, co zakorzeniamy w dzieciach przez to malowanie, przez dopuszczanie do jakiegoś „pindrzenia się”. co zakorzeniamy? boicie się że Wasze córki będą puste? nie będą puste, jeśli nie będą puste i już. ja nigdy się nie pindrzyłam i do dziś nie pindrzę, bo nie potrafię zwyczajnie. i nie mam nic przeciwko temu, żeby moja córka umiała. żeby będąc dorosłą, mam nadzieję, że wartościową i inteligentną kobietą, mając pasje i wiele zajęć, umiała jednocześnie zadbać o swój wygląd, o swoje ciało, wyglądać dobrze tak po prostu. żeby było to dla niej takie naturalne. obawiam się jednak, że przy mnie się tego nie nauczy, nie „wyssie z mlekiem matki”, bo matka tego nie umie.

  • Villemo

    Chyba kogoś zdrowo poje….. , to co się tu wypisuje zarówno w tekście jak i w komentarzach jest po prostu chore!!!! Pomijam fakt, że dziewczynki od zawsze sobie malowały paznokcie razem z mamami a jak nie z mamami to nie daj boże same, tak było jest i będzie… Widzę, że nowoczesny świat komuś mocno spadł na głowę, nie demonizujmy pomalowania głupich paznokci i nie róbmy z tego jakiegoś wielkiego halo i od razu obiektu pożądania i sexu… Najwidoczniej ktoś się wypindrzył i facet nie docenił… no cóż bywa bo wiesz, faceci za cholere nie zwracają uwagi na to czy mamy pomalowane paznokcie czy nie….

  • Justyna

    Nigdy nie przyszłoby mi do głowy żeby malować paznokcie „Żeby się podobać -> żeby być atrakcyjniejszą -> żeby ładniej wyglądać -> żeby uwieść”, to trochę smutne że ktoś musi stosować tego typu chwyty żeby poderwać faceta.

    Aceton nie jest toksyczny ale owszem jest substancją drażniącą, natomiast aktualnie większość dostępnych na rynku zmywaczy do paznokci jest bezacetonowych i czasami naprawdę trudno dostać taki, który by w swoim składzie ten związek posiadał.
    Może i malowanie paznokci dzieciom/dziewczynkom jest zbędne ale stwierdzenie iż czyni to z nich obiekty seksualne ( jak w ogóle coś takiego można powiedzieć o małym dziecku?) to duża przesada, no chyba że jest się pedofilem, ale wtedy raczej pomalowane paznokcie niewiele zmieniają. W zabawie pozwala się dzieciom na więcej, jeśli ktoś zachowuje umiar to nie widzę w tym nic złego.

  • Marta Szyszko

    u mnie zarówno syn jak i córka podbierają szminkę /eko ochronną, bezbarwną/, że córka chce być jak mama to co innego, ale jeszcze syn! jak żyć…

  • Werka

    Jestem tutaj pierwszy raz, ale bardzo mi miło. Wiesz, otworzyłaś mi oczy. Bo ja też malowałam mojej trzylatce paznokcie, chociaż sobie nie maluję. Jak widać człowiek uczy się całe życie.
    Werka.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Werko, i to Ci się chwali. Mimo, że ktoś (czyli ja) skrytykował czynność, którą wykonywałaś to zamiast oburzać się, oddałaś się refleksji, zastanowiłaś się nad tym. To świadczy o Twojej mądrości. Gratuluję. I mam nadzieję, że ze mną zostaniesz 🙂

  • Natalia

    Zgadzam się w 100%, jak widzę dziewczynki z pomalowanymi paznokciami to zaraz zastanawiam się co ich mamy mają w głowach. Na wszystko przyjdzie czas, a np. malowanie paznokci tak szybko to zwyczajna przesada. Tłumaczenie, że „córka chce być jak mamusia” jest po prostu wyparciem. Niech będzie jak mamusia w domu, niech pomaluje się w domu, niech chodzi na obcasach w domu. A „wypuszczając tak niewinne dziecko do ludzi jeszcze bardziej podjudzamy tych, którzy mogą wyrządzić naszym dzieciom krzywdę. Na wszystko przyjdzie pora i jak mawiała moja babcia każdy wiek ma swoje prawa.

  • http://kolorowyswiatmarzen.blogspot.com/ Daisy K

    Ja myślę że to nie mamy zwariowały. Sama malowałam swoim córkom, wnuczce, ona maluje mi i jakoś nikomu krzywda się nie dzieje. Myślę że nie warto szukać problemów tam gdzie ich nie ma.

  • Zolicha Rut

    Przeczytałam wszystkie komentarze i jestem zdegustowana Twoją postawą Nishka, jeżeli ktoś wyraził swoje zdanie na temat wpisu i nie zgadzało się ono z Twoim nastawieniem do tematu obrażasz czytającego np przepaścią intelektualną. Nie wszystkie mamy które malują swoim córkom pazurki są nieogarnięte i głupie. Czasami takie podejście do danego tematu ma związek z własnymi doświadczeniami. Pozdrawiam Ciebie z całą moją zawartością przepaści intelektualnej:}} Szanuj osoby które wpadają do Ciebie

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Chyba jednak nieuważnie doczytałaś wszystkie komentarze, bo sugestia o przepasci intelektualnej nie dotyczyła komentarzy zostawianych tutaj, lecz na blogu innej blogerki, która urządziła razem z częścią swoich komentatorów na mnie lincz.

  • Agnieszka_BFF

    Trafiłam tu wczoraj, przez przypadek. Pierwsze wrażenie bardzo dobre. Przeczytałam kilka archiwalnych tekstów. Już miałam dodać Twojego bloga do ulubionych stron ale przeczytałam powyższy tekst. Nie mam dzieci, nie czuję się dotknięta ani w żaden sposób wywołana do tablicy. Niestety, kolejna blogerka uwierzyła w swoją potęgę i zabiera się za tematy, o których nie ma pojęcia. Znikam więc, szkoda. Krótka to była przygoda 😉

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Cóż. Widzę, że miałaś bardzo silną potrzebę, żeby mi to zakomunikować, więc uznając siebie za osobę „dobrze wychowaną” (vide: http://www.nishka.pl/o-kulturze-osobistej-i-kulturze-wypowiedzi/) nie zlekceważę Twoich słów i pożegnam się z Tobą. Pa, Agnieszko.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Cóż. To doprawdy niesamowite: poświęciłaś kilka zdań na to, żeby mnie pochwalić, żeby potem skończyć komenatrz krytyką, ale nie popartą żadnym merytorycznym argumentem. Tak się składa, że doskonale się na tym temacie znam, wątek zjawiska seksualizacji dzieci był szeroko poruszany na studiach, które skończyłam. Co nie znaczy, że nie jestem otwarta na przyjęcie kontrargumentów. Wprost przeciwnie, bardzo lubię dyskutować z ludźmi, którzy mają odmienne niż ja poglądy. Jedyny warunek: muszą to być dyskusje merytoryczne i kulturalne, o czym pisałam w tym tekście: http://www.nishka.pl/o-kulturze-osobistej-i-kulturze-wypowiedzi/
      Na moje oko, Ty niestety masz z tym problem więc nie będę rozpaczać, że już nie do mnie nie wrócisz.

  • Pingback: Matka Polka Walcząca. -()

  • Pingback: Flora w kolorze pomarańczowym | DanceWithTheCamera()

  • Ania_mama

    tyle pisania i same brednie

  • Magdalena

    Przeczytałam
    ten artykuł dużo wcześniej i szczerze mówiąc, wolę pomalować Córce od
    święta paznokcie w ramach „chcę tak jak mama” (a nie „chcę jak modelka
    na zdjęciach”, bo dziewczynka w wieku 3-6 lat nie interesuje się modą;
    pedofilia to w ogóle inny temat) i będę to robiła, to są nasze wspólne
    chwile. Jeśli są jakieś badania naukowe(chodzi o te przez duże n) to
    artykuł o nich nie wspomniał – apropos artykuł nie podpisany, odnośniki o
    ile mają autora, to posiadają jedynie słowa „przypuszcza się, że ma
    działanie toksyczne”. O wiele bardziej krzywdzące wobec dzieci, a i o
    wiele częstszym błędem wychowawczym są błędy żywieniowe – „pasienie”
    dzieci w McDonalds, KFC, w kebabie, słodyczami, napojami słodkimi i
    gazowanymi – negatywne efekty potwierdzone w wielu badaniach naukowych, a
    jakoś nigdy nie słyszałam, żeby ktoś zwrócił uwagę rodzicowi, że
    dawanie np. ciastek robionych w masowej produkcji, które zawierają
    tłuszcz utwardzony ma potwierdzone działanie karcynogenne.

  • majka

    zupełnie nie przemawia do mnie twierdzenie, że malowanie paznokci jest czynieniem z dziecka obiektem seksualnym, podkreślaniem seksualności. podobnie z kolczykami – również nie uważam, że czynią z dziecka obiekt seksualny. z kobiety owszem, bo zakładam że w jakimś stopniu po to kobieta zakłada kolczyki, maluje paznokcie własnie.uszy przebiłam gdy miałam osiem lat i nosiłam najróżniejsze kolczyki i całymi latami zupełnie nie czułam się przez to ani trochę obiektem seksualnym. ani odrobinkę mi się to z seksualnością nie łączyło. za to teraz, inna sprawa:) ludzie w każdym wieku i chyba we wszystkich kulturach mają potrzebę ozdabiania swojego ciała na różne sposoby i jakiegoś wyrażania siebie (ot właśnie kolczyki kółeczka nie wyjmowane z uszu, rzemyki na przedramieniu, drewniane koraliki itp. u nastolatki – i nie czułam się ani trochę przez to „obiektem seksualnym”). mali ludzie również lubią się ozdabiac i upiększać, wedle własnego upodobania. mam córkę i kilka razy miała pomalowane paznokcie. nie ciągnie jej szczególnie, więc chyba ze trzy, cztery razy. przechodziła też fazę koloru różowego, księżniczek, koron, błyskotliwych spinek, koronek, falbanek, różdżek, bycia najpiękniejszą, rysowania sobie malunków na ciele oraz samodzielnego doboru strojów. dla mnie często jej wizje były paskudne, dla niej piękne… mam też synka. on również chce się ozdabiać, bo to nie jest zarezerwowane tylko dla płci żeńskiej. więc też się ozdabia według własnych pomysłów. bardzo podoba mu się również malowanie paznokci, więc miał już trzy razy pomalowane. czy ktokolwiek powie mi, że pomalowane paznokcie czynią z chłopca obiekt seksualny?? na pewno nie, bo brzmiałoby to niedorzecznie. nie ma w tym nic z seksualności. chce mieć pomalowane bo mu się podobają a przede wszystkim dlatego, że ja mam pomalowane. i tyle. i nie powiem mu, że nie, bo chłopcy nie malują paznokci. on jest chłopcem i miał pomalowane. co do kolczyków: bardzo mi się podobają nawet u maleńkich dziewczynek i również nie przyszło mi nigdy do głowy, że czyni to z nich obiekty seksualne. nie przebiłam dotąd mojej córce tylko z jednego powodu: to jej ciało i dziurki w uszach są już pewną ingerencją, w dodatku trwałą. i nie wyobrażam sobie, żebym to ja decydowała o tym, czy będzie je mieć czy nie. żebym przekłuwała jej uszy w wieku niemolęcym, żeby „miała z głowy”. Bo to to tak, jakby to była jakaś norma, nakaz, że każda dziewczyna ma mieć dziurki w uszach. jak będzie sama chciała, to ją zaprowadzę i przebijemy.

  • monia87

    świetny wpis! Jestem mamą dwóch dziewczynek 8 latki i 17 miesięcznej. Jestem również nauczycielką przedszkola. widząc kolorowe paznokcie u stóp i rąk aż mi się włos na głowie jeży. Zaczyna się niewinnie od paznokci, potem usta, rzęsy i w wieku 12 lat wyglądają starzej niż ja. Wiem może to staromodne podejście, ale to moje zdanie. Swojej 8 letniej córci nie maluję paznokci i na razie niech tak zostanie.

  • Ewelka

    moje paznokcie pierwszy raz zostały pomalowane gdzieś w gimnazjum lakierem bezbarwnym. Znam i widze matki, które malują paznokcie swoim małym dzieciom. Dla mnie to nieapetyczne i wstydzilabym sie wyjsc z takim dzieckiem na podwórko bo to nie jest przykład godny naśladowania tak samo jak kolczykowanie malych dziewczynek!
    Ktoś w komentarzu wspomniał o lateksowych spodenkach i bransoletkach. Swojemu dziecku nie ubrałabym tego.
    Wracając do paznokci-nikomu nie jest to do szczescia potrzebne. Jako dorosła kobieta paznokcie maluje rzadko subtelnymi kolorami. Cenie sobie naturalność i subtelność a sexy jestem w środku i tylko dla meza.

  • Wiktoria

    Niewydaję mi się, aby któryś mężczyzna oceniał atrakcyjność kobiety przez gustowny dobór koloru lakieru do paznokci do stroju. I nie sądzę również, aby małe dziewczynki pragnęły tego, aby móc uwieść mężczyzne. Po prostu czerpią wzorce z rodziców – i nie ma tu moim zdaniem podtekstów seksulanych, to kwestia zabawy( przykład?: https://www.youtube.com/watch?v=HRjuCk38JzA) popadnie w skrajności jak mała modelka na zdjęciu, czy kompletny zakaz przykładowo, pomalowania paznokci nie są zdrowe moim zdaniem. Nikt tu nie mówi o malowaniu paznokci do kościoła, czy szkoły. Ale każda matka jest inna, każda daje swoje zakazy/nakazy a zachowanie dla siebie opini w tak mało instotnej kwestii wydaję się jak najbardziej na miejscu. I jako młoda matka, pamiętająca jeszcze swój okres buntu – zakazany owoc smakuje najlepiej. Lepiej wytlumaczyć dziecku, pokazać, niż zabronić ,,bo jesteś za młoda,, – wtedy nie zdziwiłabym się gdyby kilku latka dorwała jednak ten lakier po cichu i w przypływie radości go wypiła. I przeraża mnie jedna rzecz…widząc we wszystkim aspekty seksualności, podjęłaś dydaktyczną decyzje, że 14 latka już ma prawo być ,,seksualna,, ? bo nie każda dziewczyna w tym wieku jest chyba na rozpoczęcie współżycia gotowa – a skoro, według ciebie, pomalowanie paznokci to pewien sygnał dla mężczyzn, to ona je najwidoczniej wysyła.

  • Pingback: Seksualność: tak. Seksualizacja: nie. O podstawowej różnicy między tymi pojęciami | Nishka()

  • http://anaa-anaa-86.blogspot.com Anna Niezgódka

    ja moim dzieciom pozwalam pomalować paznokcie, czasem, bo nie zawsze, ale jak jest jakaś imprezka rodzinna to starsza 7 latka chce nieco podkreślić paznokcie, więc się zgadzam

  • Barbara Wolińska

    Hej! Z zaciekawieniem przeczytałam Twój wpis i muszę przyznać, że całkowicie się z Tobą zgadzam!!! 😀 Rzadko spotyka się takie mądre blogi 🙂

  • http://instagram.com/iloveyouchivas chivas

    Jestem absolutnie przeciwko seksualizacji małych dziewczynek. I naprawdę, te paznokcie są tylko ziarnem piasku na plaży.
    Są lakiery specjalnie dla dzieci, które nie zawierają żadnych toksyn. Sama nie posiadam córki, tylko syna, ale gdybym ją miała, być może w wieku wczesnoszkolnym pozwoliłabym pomalować paznokcie na szczególne okazje (ślub kogoś, święta, urodziny). Ale nie oszukujmy się. Wiele matek robi ze swoich córek małe modelki nawet bez malowania paznokci. Te sukienusie z falbankami, przebieranie za króliczki, stylizowanie na księżniczki, codzienne czesanie wymyślnych fryzur żeby dziecko się podobało, biżuteria (nawet ta dla dzieci).. Wiele moich koleżanek dostaje małpiego rozumu gdy rodzi im się córka.
    Moja, jeśli kiedyś będę Ją miała, będzie ubierana normalnie, może nawet nieco „lumpiarsko” (lubię wygodę, luźny styl, nieco grandżowy), będzie biegała po podwórku w poczochranych włosach, albo spiętych w kucyk dla wygody..a jeśli raz od wielkiego dzwonu, dla zaznaczenia wyniosłej chwili (jak wyżej wspomniane) zechce ubrać ładną sukienkę i do tego pomalować te paznokcie, to dlaczego nie.
    To jak ze słodyczami.. Jest znaczna różnica kiedy dziecko codziennie wieczorem opycha się tonami cukierków, a kiedy na codzień odżywia się zdrowo, ćwiczy i raz na jakiś czas skubnie maminego ciasta.

  • Pingback: Blogowanie 2014. | MATKA PREZESA()

  • Pingback: Jak mi się pracowało w redakcji gazety i dlaczego zostałam blogerką? | Nishka()

  • http://wytuszowanerzesy.blogspot.com/ Iwona

    Bardzo rozumiem Twój punkt widzenia, co prawda nie mam dzieci, ale mam 4 młodsze siostry 20, 16, 12 i 7 lat. Powiem Ci, że mnie jako 15-16 latce nie wolno było malować paznokci, zwłaszcza na „agresywne” kolory, podczas, gdy moje młodsze siostry spokojnie od 12-13 roku życia mogły to robić. Z czasem u wielu rodziców widoczne jest „poluzienie” zasad w przypadku kolejnych dzieci. Nie tylko jeśli chodzi o malowanie paznokci, ale też imprezy itp.

  • Morrrigan

    Cześć, wiem, że to stary temat. Czytam bloga od dłuższego czasu ale dopiero niedawno zarejestrowałam się na Disqus. Pod większością Twoich postów nic nie piszę, bo zasadniczo zgadzam się z nimi i nie mam nic do dodania 😛 dlatego będę odzywała się tam, gdzie mam wątpliwości. W ogólnym zarysie rozumiem to tak, że Twoim zdaniem strojenie kilkulatek w stroje „kobiece”, dorosłe (szpilki, dekolty itp.), robienie im mejkapu, jest przesadą, wypychaniem w dorosłość, seksualizacją (bowiem to wszystko podkreśla nieobecną jeszcze kobiecość dziewczynki, a podkreślanie kobiecości u dorosłych kobiet ma pewien podtekst seksualny). I ja się z tym zgadzam. Niemniej, dzieci są naturalnie ciekawe zachowań dorosłych i chcą je naśladować, co nie jest w sumie wytłumaczeniem bo nie wszystko co „dorosłe” jest dozwolone także dzieciom – dzieci nie mogą gotować, sprzątać za pomocą chemikaliów. Ale mogą angażować się w zabawy z tym związane. Rozumiem, że umalowanie dziewczynki na wyjście z domu czy do szkoły czyli doprowadzanie do sytuacji, że ona się taka pokazuje, jest absolutnie nieporozumieniem i jest bardzo nierozsądne, poza tym obsesyjne dbanie o urodę i makijaż niesie ze sobą także negatywne konsekwencje – zabiera czas, może niszczyć skórę, sprawiać dyskomfort (warto zastosować taki argument!). Ale tak jak pisały osoby niżej, czy sprowadzenie tego do kategorii zabawy w domowym zaciszu jest czymś złym? Przy założeniu, że dbamy o bezpieczeństwo naszych dzieci. Nie można potraktować tego jako zwykłej przebieranki? Poza tym, jest jeszcze inna kwestia. Od w sumie najmłodszych lat podkreślamy płciowość (nie seksualność) naszych dzieci, ubieramy dziewczynki w ładne, dziewczęce (niewyuzdane!) sukienki, czeszemy im włosy, wpinamy ozdoby w te włosy – nie tak, jak dorosłym, ale robimy to, podczas gdy chłopcom ścinamy te włosy na krótko i ubieramy w spodnie. Czy w tym coś jest złego? Nie popieram zmuszania dzieci do czegokolwiek, nigdy nie czesałabym swojej córki gdyby tego nie chciała, nie ubierałabym jej w niewygodne ubrania, ale najczęściej dziewczynki w wieku przedszkolnym już dostrzegają różnice między chłopcem i dziewczynką i chcą to podkreślać, utożsamiają się z królewnami z bajek i zachwycają się nimi. Nie znam kilkulatki, która nie chciałaby wyglądać czasem jak prawdziwa księżniczka ;). To nie ma dla nich podtekstu seksualnego, kolorki na paznokciach i ładnie uczesany warkoczyk im się po prostu podobają, choć część z nich pewnie czuje już jakieś pierwsze ciągoty do chłopców (to też norma nawet w młodym wieku). Czy coś jest w tym złego, że dziewczynka czasem chce wyglądać inaczej (nie wyzywająco), „jak z bajki”? Nie jest to sprawa tak jednoznaczna. Dostałam pierwszy zestaw do makijażu (dziecięcy) chyba w czwartej klasie podstawówki. Lubiłam malować się w domu, sprawiało mi to taką radość jak malowanie farbami na kartce albo i większą. Ale nie mogłam wychodzić w makijażu gdziekolwiek na zewnątrz a już tym bardziej do szkoły, chyba że na rozpoczęcie czy zakończenie roku – chciałam, żeby mi się wargi świeciły, więc mama posmarowała mi je wazeliną. Nie mogłam malować paznokci u rąk, bo je obgryzałam i mogłabym zjeść lakier, poza tym dłonie są widoczne i eksponowanie kolorowych paznokietków w szkole byłoby znaczną przesadą, ale mogłam pomalować sobie paznokcie u stóp, których w szkole nie widać. W gimnazjum zaczynają się problemy z cerą i każda dziewczyna chce to ukryć, więc wtedy zastosowałam pierwsze kremy kryjące wypryski i czasem przyozdobiłam oczy, podczas gdy moje rówieśnice bywały nawet w pełnym makijażu w szkole. Statystycznie więc rozpoczęłam przygodę z makijażem dość późno, ale w dzieciństwie nie byłam ograniczana – traktowałam to jako domową zabawę i radochę. Myślę, że tak samo wychowywałabym moją córkę, nie naciskałabym w żadnym wypadku na to, aby już jako malutka dziewczynka „tuningowała” swoją urodę (jest przecież śliczna taka jaka jest, poza tym „nie szata zdobi człowieka”), nie upodabniałabym jej do siebie, ubierałabym ją po dziecięcemu i jak najbardziej neutralnie. Ale gdyby chciała się pobawić (przecież niewinnie, małe dzieci nie chcą się malować po to żeby poderwać chłopaka), w domu, razem ze mną, pozwoliłabym jej użyć niektórych bezpiecznych kosmetyków w ramach zabawy. To byłby pewien kompromis pozwalający dziewczynce na spełnienie swoich marzeń, zamiast takich kategorycznych i bezwzględnych zakazów. Dzieci lubią przebieranki, są różne bale karnawałowe, malują swoje twarze i robią z siebie tygryski albo małpki, więc czemu dziewczynka nie może być raz na jakiś czas księżniczką?

  • sweet cherimoya

    Co prawda maluję swojej córce czasem paznokcie, ale podoba mi się Twoja notka. Wyrażasz w niej swoje zdanie, podpierasz argumentami i aż się chce z Tobą dyskutować, nie kłócić, a właśnie porozmawiać. Nie jestem ani zwolenniczką ani przeciwniczką malowania paznokci dziewczynkom. Ba! Niedawno pozwoliłam mojej córce zrobić sobie „makijaż”. Polegał on na posmarowaniu ust bezbarwnym błyszczykiem i wysmarowaniu twarzy brokatem (na to już nie pozwoliłam, ale była szybsza). Niemniej makijaż był przewidziany jedynie dla mnie i szybko go zmyłam. Córcia miała frajdę i obie potraktowałyśmy to jak malowanie twarzy (swoją drogą na imprezach dziecięcych bardzo popularna czynność, która nie budzi naszego zgorszenia). Dlatego ja nie jestem aż tak radykalna. Wszystko można podpiąć pod seksualizację dzieci – strojenie się w sukienki, malowanie paznokci czy czesanie wymyślnych fryzur. Wszystko zależy od naszego podejścia – jeśli traktujemy to jak zabawę, to dla mnie jest to równoznaczne ze wspomnianym wcześniej malowaniem twarzy na kinderbalach. Jeśli chcemy, żeby nasze córki były przez to ładniejsze i były bardziej zauważone w towarzystwie, to już jest to niepokojące.

    Jedyne, czego nie popieram wcale i w żadnym wypadku to przekłuwanie uszu małym dziewczynkom. To ewidentnie służy podkreślaniu płci, postarzaniu dzieci, a nie zabawie.

  • anonim

    Skomentuję to tak:
    Punkt 1. Zgadzam się z tym, ale jak sama wspominałaś istnieją lakiery nie toksyczne i takie też zmywacze. Nie mówię tu o malowaniu dziecku paznokci cały czas, ale jak raz na pół roku mu się wymaluje to przecież nie umrze.

    Punkt 2. Hahahaha zaraz padnę ze śmiechu. Czy ty widzisz co napisałaś? Ja mam wrażenie, że nie. Nie wiem jak ktoś może w to uwierzyć, za przeproszeniem trzeba być bardzo naiwnym. Nie napiszę nic więcej, gdyż mogłabym kogoś obrazić, a tego bym nie chciała. Ciekawe ile jeszcze takich „genialnych” artykułów napisałaś.

  • Ula teraz mama przyjaciel

    Chyba troche przesada. Jestem zdania, ze zawsze i we wszystkim trzeba miec umiar i zdrowy rozsadek. Dlatego malując czasem coreczce pazurki kiedy sama sobie maluje po pierwsze spedzam z nia wspolnie czas, swietnie sie bawiac kiedy moja coreczka zanosi sie od smiechu bo wlasnie pisakiem „lakierem” namalowala mi usmiech na paznokciu (gadzety róznego typu swietnie rozwijaja kreatywnosc), a mama dumna nosi ten usmiech- wzorek przez cały weekend bawiac sie z nia w piaskownicy (nie mowie juz jaka duma rozpiera corke, kiedy sasiadka pyta kto mi takie wzorki pomalowal i mala słyszy, ze moja corcia miala taki super pomysl i ze mnie tez sie niesamowicie podoba. Nauka wiary w siebie i zdrowej pewnosci siebie murowana). W niedziele wieczorem zmywamy lakier i „glupotki” malujac albo odzywka albo delikatnym kolorem ( w przypadku dziewczyn nacieramy oliwka lub oliwa z oliwek). bo na drugi dzien idziemy do pracy, przedszkola i szkoly. (nauka szacunku do instytucji, mentorów itp) Wiec umiar jest, nauka, ze poszalec czasem mozna ale trzeba wiedziec kiedy i jak. Poza tym do malowania uzywamy lakierow dla dzieci, nietoksycznych, zmywalnych woda z mydlem…. Jest tez róznica w zabawnych wzorach, kolorkach a sexi czerwieni na malutkich paluszkach. Powiało strasznym konserwatyzmem z tego postu. Ogólnie musze powiedziec ze zawsze sadzilam, ze blogi pisza ludzie, ktorzy maja wiedze, chca sie nia dzielic i maja duzo do powiedzenia, nigdy prawie nie odpisuje na posty, bo szanuje czyjes zdanie. Kazdy ma prawo powiedziec co mysli. Ale na litosc boska nie ma rzeczy czarnych i białych. Troche luzu, wiedzy i nie przejmowanie sie co sasiadka powie- zyjemy dla siebie i swoich rodzin! Nam ma byc dobrze. Wszystkie zarzuty odparte mysle. Oczywiscie jak wspomnialam z umiarem, ale zycie to nie wiezienie zeby na kazdym kroku zastanawiac sie wypada czy nie…. Krzywdy nowej generacji produkty dzieciom nie robia, same pomalowane pazurki to jeszcze nie tworzenie obiektu seksualnego z dziewczynki, a poza tym lepiej uczyc ze mozna wszystko, ale z rozsadkiem. Moja corcia wie, ze moje lakiery brzydko pachna, nie sa dla dzieci i nawet juz nie prosi by pomalowac jej wlasnie tym. Wiec nie uwazam, zebym robila jej krzywde. Takie mega pilnowane dzieci pozniej zrywaja sie z tej uwiezi, zaczynaja probowac wszystkiego same i bez nadzoru. Konczy sie to roznie. Dlatego uwazam, ze malujac chocby takie pazurki mam szanse na zbudowanie nici porozumienia, zaufania z moim dzieckiem, by w przyszlosci zanim przetestuje cos znacznie bardziej niebezpiecznego mogla ze mna otwarcie o tym porozmawiac nie bojac sie ze matka za glowe sie zlapie i zbeszta. Dobrze, ze kazdy moze myslec inaczej, ale naprawde polecam sposob nauki przez zabawe i luz. U nas duzo lepiej sie to sprawdzilo. Kiedys tez tylko zakazywalam, nie bylo ze mna dyskusji- przy pierwszym dziecku. Nie byl to dobry sposob i wyciagnelam wnioski. Teraz widze, ze moje drugie dziecko rozwija sie znacznie lepiej, jest duzo bardziej kreatywne, radzi sobie nad wyraz dobrze z rowiesnikaim a nawet ze starszymi, w przeciwienstwie do pierwszego syna, z ktorego zrobilam wykonawce polecen i zabralam mu cos bardzo cennego- wlasne zdanie. Teraz to naprawiam. Widze postepy. Szkoda ze to chlopak, bo nie pomaluje mu paznokci zeby miec chwile na pogaduchy z nim i budowanie relacji Syn- mama przyjaciel.

  • Agnieszka

    Nie zgadzam się. Tzn. Masz rację polowicznie, bo nie dostrzegasz drugiej strony tej sytuacji. Dziecko uczy sie przez nasladownictwo. Dziecko chce byc jak rodzic. Corka chce byc jak matka. To ze pomalujesz jej raz na jakiś czas paznokcie nie wpłynie na jej zdrowie (nawet w ciazy można paznokcie malować) . Zabraniajac pokazujesz „ja mogę, ty nie”. Skad wiesz, ze nie czuje sie przez to gorsza?

  • Pingback: Nie stwierdzono sensu – aniversum()

  • Pingback: Nie róbmy z dziewczynek małych kobietek, czyli o seksualizacji dzieci | Nishka()

  • http://olgakomorowska.pl Olga Komorowska

    Zgadzam się z Tobą Nishka. I dobrze, że o tym piszesz.
    Zastanawiam się, czy pięcioletnia dziewczynka sama poprosi: mamo pomaluj mi paznokcie? Jeżeli nawet tak, to można powiedzieć, że są pewne rzeczy, które wolno tylko dorosłym. Że jeszcze ma czas. W przychodni słyszałam ostatnio rozmowę młodej dziewczyny z młodym chłopakiem (mniej niż 18 lat), że ona wstaje o 12, że nic jej się nie chce. A teraz chodź ze mną na papierosa, a ty mamo popilnuj mi rzeczy. Okazało się, że mama siedziała obok. Dla mnie szok!
    Nie mówię, że malowanie paznokci u małego dziecka może doprowadzić do takiej sytuacji, ale należy dzieciom stawiać pewne granice.
    Co innego, gdy dziewczynka przymierzy mamy buty, przymierzy jej ubrania, pomaluje sobie sama paznokcie, pomaluje oczy. To jest zabawa, to jest naśladowanie, to jest przygotowanie do bycia dorosłą osobą. Ale uważam, że na co dzień chodzenie z pomalowanymi paznokciami w wieku na przykład 6 lat, to jest przesada i może być zgubna dla tych dziewczynek. W wielu kwestiach zaczyna się od drobnych kroczków.

  • bbee

    Oj, współczuje dzieciom miec taką matkę :/ Sama jestem mama dwoch uroczych malych dam (6 i 7 lat) i nie wyobrazam sobie jak mozna przejsc przez zycie nie kuszac sie na pomalowanie tych slodkich pazorkow. Na rynku istnieje cala gama specjalnych lakierow dla dzieci, ktore nie sa toksyczne, szkodliwe. Wystarczy chceic 🙂 A owe budzenie seksualnosci? U kogo? U dzieci? Czy u doroslych? Bo jesli chodzi o dzieci, to zapewniam,ze cukierkowy roz, wiosenna zielen, lazurowy blekit…etc…rodzi jedynie usmiech na buzkac naszych pociech. A jesli dojdzie do tego naklejka frozen (dla dzieci), to juz pelnia szczescia 🙂 Jesli jednak doroslym, i takze mam tu na mysli autorke tekstu, przyjdzie na mysl sex, seksualnosc, pozadanie, uwodzenie…brrrr….radze udac sie do specjalisty w tym zakresie. To pierwszy objaw poczatku powaznych problemow… 😉 Bo u kogos przy zdrowych zmyslach…haha..Froud by sie usmial 😉
    Dodam,ze zamieszczone fotki wystylizowanej Thylane, absolutnie nie sa w moim klimacie. I z cala pewnoscia wyrazam tu swoj sprzeciw, wrecz oburzenie. Tekst jednak dotyczy niewinnego malowania pazurkow, a z tym trudno mi sie nie zgodzic.
    Cala reszta, ewoluowanie piekna, dbalosci…tempo tych procesow…pozostawiam Matkom…i szczerze wierze, w ich rozsadek 🙂
    Serdecznie Pozdrawiam wszystkie czytelniczki mojego postu, szczegolnie te, bedace „wlascicielkami” Malych Ślicznotek 🙂