Maturzystka w ciąży, czyli CO POWIEDZĄ LUDZIE?!

DSC_0223

Nie przejmuj się ludźmi, którzy próbują ocenić Twoje „prowadzenie się”. Od Dulskich najlepiej trzymać się z daleka.

Gdy patrzę na dzisiejszych maturzystów, myślę sobie: co za okropna młodzież! Albo się za dużo uczą: kujony, życia nie mają albo za mało: śmierdzące lenie patentowane. W głowie, to im tylko te internety i fejsbuki. Alkohole, narkotyki, snapczaty, rolki, ajfony, samsungi, nokje, ech, brak słów mi na to. Nie to, co ja. Ja, mając 19 lat i do matury podchodząc, trzymałam się od tego wszystkiego z daleka. Nawet kawy nie piłam! Spać wcześnie chodziłam, zdrowe jedzenie jadłam i hałasów unikałam.

Bo ja, mając 19 lat i do matury podchodząc, w ciąży byłam. 🙂

Podobnymi słowami częstuję Was na początku maja, co roku, od trzech lat. Dziś rozwinę ten wątek, do czego natchnęło mnie pytanie, które jakiś czas temu zadała mi znajoma. Mianowicie, jak na to że jestem brzemienną maturzystką reagowali ludzie i czy stresowała mnie myśl, że mogą mnie przez to negatywnie oceniać.

Wtedy zrozumiałam, że jestem szczęściarką, bo nie mam w sobie zaszczepionego lęku, który można zamknąć we frazie: CO LUDZIE POWIEDZĄ?!

Na maturze ciąża nie była widoczna, bo była to końcówka pierwszego trymestru, ale nawet gdyby była, nie spędzałoby mi to snu z powiek. Natomiast, gdy kilka miesięcy później, w październiku przekroczyłam próg uniwersytetu, gdzie miałam rozpocząć studia na wydziale socjologii, w totalnie zaawansowanej ciąży – bo byłam w ósmym miesiącu, myśl o tym, co powiedzą lub pomyślą ludzie zupełnie nie zaprzątała mojej głowy. I nigdy nie spotkałam się z nieuprzejmym wzrokiem ani dezaprobratą. Może dlatego, że w ogóle go nie szukałam?

Rodzice, i za to jestem im bardzo wdzięczna, owszem: z pewnością przejęli się moją ciążą, tak jak chyba wszyscy rodzice brzemiennych nastolatek. Jednak ich lęki dotyczyły przede wszystkim tego, czy poradzę sobie jako matka, czy kocham ojca dziecka i czy on odwzajemnia to uczucie (w żadnym momencie nie naciskali, że „powinnam wciąć ślub”, ważniejsze od ceremonii było dla nich to, czy będę z nim szczęśliwa), czy nie przerwę edukacji. Te perypetie opisywałam w tekście Mam 19 lat i jestem w ciąży.

Jednak zupełnie nie przejmowali się tzw. sferą obyczajową, zwaną w skrócie dylematem CO POWIEDZĄ LUDZIE. Sąsiadki, ciotki, szefowie, koleżanki, otoczenie.

Współczuję ludziom, którzy muszą się z tym mierzyć – ze świadomością, że opinia otoczenia wydającego moralne sądy na nasz temat staje się ważnym punktem odniesienia.

Nie jest tak, że opinia innych zupełnie nie jest dla mnie ważna. Jest, ale punkt ciężkości jest zupełnie gdzie indziej umiejscowiony.

NIE interesuje mnie, jak ludzie oceniają moją obyczajowość – tzw. „prowadzenie się”: to czy, z kim, kiedy i ile mam dzieci, ile zarabia mój mąż, czy rozwodzę się z mężem, czy my w ogóle mamy ślub?!, czy chodzę do kościoła, czy jem mięso, czy mam porządek na podwórku i w ogrodzie, czy moja podłoga lśni, ile kosztowały moje ubrania, czy moje córki są prymuskami –  nie interesuje mnie, co ludzie myślą o tych aspektach mojego życia i jak je oceniają.

Przywiązuję natomiast wagę do tego, czy zachowałam się wobec innych fair, czy nie zawiodłam ich zaufania, czy nie sprawiłam im swoim działaniem przykrości, czy może powinnam okazać komuś więcej życzliwości lub pomocy, czy spełniłam ich oczekiwania, np. oczekiwania czytelników co do tekstu na blogu. 🙂 

Wiem, że mam szczęście, bo z tego co obserwuję, wiele osób boryka się z presją, „co powiedzą inni”, bo niestety w dzieciństwie została wtłoczona im taka narracja.

Nie neguję faktu, że tacy ludzie, tzw. Panie Dulskie, istnieją i oceniają nas! Ja również czasem się z nimi stykam. Niedawno czekałam sobie w teatrze na spektakl (to było najbardziej zaskakujące, bo nie spodziewałam się, że w teatrze spotkam takie babsztyle), a obok mnie stały dwie kobiety, na oko 60-letnie. 

Ubrana byłam mniej więcej tak jak na zdjęciu poniżej, przy okazji: mam nadzieję, że mój dzisiejszy outfit, w którym starałam się wystylizować na maturzystkę, wróć: podstarzałą  maturzystkę, jest czytelny?! Niestety jedyne, co łączy Nishkę z 2000 i 2016 roku to ciąża.:)

DSC_0219

Wróćmy do Dulskich: otóż zerkały na mnie i szeptały, nie zdając sobie chyba sprawy z tego, że wszystko doskonale słyszę.

– Nie mogłaby nałożyć czegoś luźnego?- spytała ziejąc jadem jedna. 

– W ciąży i takie przylegające do ciała? – odparła kipiąc zgryźliwością druga.

– Wstydu nie ma. Musi ten brzuch pokazywać światu? Nie mogłaby go bardziej ukryć? Zamaskować tę ciążę?

– A kto wie, może to nawet dziecku szkodzi, wie pani? Może ono nie może oddychać? Widać, że tylko o sobie myśli, taka matka.

Wtedy nie wytrzymałam, głośno westchnęłam i posłałam im bardzo znaczące spojrzenie. Gdyby mój wzrok mógł mówić, rzekłby: „Czy mają panie problem? Czy mam wezwać ochroniarza?!” 

Zirytowało mnie to ich gadanie, ale tylko dlatego, że nie znoszę, gdy ktoś wtrąca się w moje sprawy i uzurpuje sobie prawo do oceny mojego zachowania. Jednocześnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby brać pod uwagę opinię takich osób.

W życiu zawsze szerokim łukiem omijałam ludzi, którzy rościli sobie prawo do komentowania mojej sytuacji rodzinnej, zwyczajów, stylu życia, ubierania, światopoglądu, stanu porządku mojego domu czy podwórka, decyzji prokreacyjnych itp.  I tego Wam życzę! 🙂

Komentarze:

  • Ania S

    Zazdroszczę Ci takiego podejścia do życia. Ja mam straszny problem w tym, że za mocno przejmuję się tym, co o mnie myślą inni. I nie wiem jak się tego „oduczyć”.

    • Przejmujesz się, tym co myślą inni w sferze oceny Twojego życia, tzw. „prowadzenia się”?
      Czy bardziej tego, czy np. Cię lubią?

      • Karola

        Ja niestety również mam daleko do tego zdrowego podejścia, też gdzieś w środku siedzi we mnie to co inni sobie o mnie myślą, czy lubią, ale niestety również to, jak wygląda moje życie. Potrafię jeden gest, zdanie rozkładać na czynniki pierwsze. Z zewnątrz nie daję po sobie tego poznać, ale w środku niestety kisi mi się wszystko i wypływa w gorszych momentach. Podziwiam Cię Nishko za takie twarde stąpanie po ziemi, mocną wiarę w siebie, ja niestety mimo pracy nad sobą wciąż bardzo często czuję się jak mocno nadwrażliwa rozgotowana klucha. Jak ty to robisz? Wiem, że niestety to co było w dzieciństwie, okresie nastoletnim zmienić się nie da, przeszłość i tyle, trzeba iść do przodu, ale jak te kluchy od siebie odczepić. 😉 Pozdrawiam

        • Karola, ja też nad sobą pracuję! Bo ja mam z kolei problem ze zbytnim przywiązywaniem wagi do tego, czy „jestem wobec innych fair” – a nie da się wobec wszystkich być miłą i życzliwą. I też często tracę wiarę w siebie 🙂
          A co do tego nie przejmowania się opinią innych dotyczącą „prowadzenia się”- to tak, miałam szczęście, że to mi rodzice zapewnili. Powodzenia!

    • Dominika Skorupa

      co zabawne, najczęściej nic nie myślą. Zwykle zaprzątają ich sprawy pt. na którą do dentysty, albo ile będzie trzeba zapłacić za fryzjera.

  • Ślicznie wyglądasz! <3

  • Bardzo dobre i zdrowe podejście! Wcale nie wyglądasz jak podstarzała maturzystka, prawie się nabrałam, że to zdjęcie sprzed 16 lat…;)

  • Co to w ogóle za tekst, żeby zamaskowywać ciążę? Ludzie, na jakim my świecie żyjemy…

    • Żyjemy na fantastycznym świecie. Tylko, jak wszędzie znajdą się JEDNOSTKI, które będą sobie cośtam paplały. Najważniejsze, aby nie patrzeć na świat przez ich pryzmat. 😉

    • Też nie mogłam w to uwierzyć, serio.

    • Agata Frankowska

      Nie zapomnę jak usłyszałam od swojej „ciotki” będąc w 6 miesiącu ciąży (rok po maturze 🙂 ), że UKRYWAM ciążę :/ Miałam na sobie luźne białe spodnie (sierpień!) i czarną koszulkę … Ludziom nie dogodzisz, co rusz mają inny pomysł na Twoje życie.

    • Marchew

      „Może ono nie może oddychać?”

      Jeszcze przez dobrych kilka miesięcy 😀

  • Agnieszka Makowska

    „Nie przejmuj się ludźmi, którzy próbują ocenić Twoje „prowadzenie się”. Od Dulskich najlepiej trzymać się z daleka.” Najlepszy tekst ever! Ja niestety też mam czasem problem, „co pomyślą inni”, ale staram się z tym walczyć. P.S. wyglądasz kwitnąco!

  • Super. że Twoi rodzice mieli takie dobre podejście do Twojej pierwszej ciąży, bo to, zdaje się, jest rzadko spotykane 🙂 Co do zwracania uwagi na to, co powiedzą ludzie: zawsze mówię, że to ja sama mam być dla siebie punktem odniesienia, nie zazdroszczę innym i się do nich nie porównuję. Ach, świat byłby piękny, gdyby wszyscy tak robili! 😀

    • Słuszne podejście, bierzemy przykład z Motheratorki 🙂

  • Teen Chojs :PPPP

  • W pierwszej ciąży też miałam 19 lat 🙂 Mature psiałam z 2 letnim opóźnieniem więc już miałam synka w tym czasie. Pamiętam, że na zakończeniu roku swiadectwo odbierałam z nim na rękach 🙂 Dodam, że to była bardzo specyficzna szkoła, w klasach było po 8 osób,w szyscy wszystkich znali nieraz i ponad 10 lat tak więc jak wkroczyłam na apel z rocznym dzieciem, to wzbudziłam sensację, ale raczej pozytywną.

  • Alice

    W naszym kraju panuje dziwny zwyczaj odbierania matkom i przyszłym matkom prawa do pokazywania swojej kobiecości.
    Będziesz mieć dziecko? Zakładaj workowatą sukienkę za kolano i zwiąż przetłuszczone włosy w brzydkiego koka. Bo Tobie już nie wypada nic, masz być męczennicą i narzekać na swój los.

    Ja na szczęście też nie przejmuję się opiniami innych na temat tego co mi wypada a co nie. Jestem w 9 miesiącu ciąży, za dwa tygodnie termin porodu, a ja ubieram obcisłe sukienki, ładnie eksponujące mój pełny biust i ogromny brzuch, maluję usta rzucającą się w oczy, czerwoną szminką i zamiast stać w drogerii w dziale z pieluchami, kupuję sobie nowe lakiery do paznokci. 😀
    I nie mam zamiaru z tego rezygnować po porodzie. Chcę być dobrą matką, ale także kobietą, zadbaną i rozwijającą swoje pasje.
    Wiem, że wiele ludzi będzie na mnie krzywo spoglądać, twierdząc, że skoro mam czas żeby się umyć to na pewno moje dziecko jest zaniedbane, ale dla mnie będzie się liczyć szczęście mojej córki, a wiem, że ona będzie szczęśliwa jeśli ja też będę się czuć dobrze. 😉

    A Ty Nishko wyglądasz przepięknie i myślę, że krytykujące kobiety po prostu zazdrościły Ci tego, że mając taki brzuch, nie boisz się go eksponować i wyglądasz tak młodo i świeżo. 😉

    • Alice, super, tak trzymaj! Ciąża to nie choroba i zmienia nas „tylko” i oczywiście „aż” o to, że nosimy w sobie życie, ale to wciąż my 🙂 Trzymam kciuki, żeby wszystko przebiegło u Ciebie w najbliższych tygodniach przyjemnie 🙂 Czy to Twoje pierwsze dziecko?
      A co do worka pokutnego to wpadłam przed chwilą na pomysł, że muszę sobie skądś taki załatwić i zrobić w nim sesję fotograficzną 😀

      • Alice

        Pierwsze dziecko i też bardzo młodo, bo mam dopiero 20 lat. 😉
        O dziwo im bliżej do porodu, tym bardziej czuję się spokojna i jestem przekonana, że z wszystkim sobie poradzę.

        Tobie też życzę powodzenia w dźwiganiu powiększającego się brzucha i czekam na sesję w worku pokutnym. Tylko nie zapomnij, że do takiego worka najlepiej pasują mocno przetłuszczone włosy i podkrążone oczy. 😀

    • karjola

      Ee, ja myslę,że zdrowo przesadziłaś 🙂 workowate ubrania to chyba nawet ciężko teraz dostać. Większość babek w ciąży wygląda tak jak ty (i ja, bo z fryzjerem i kosmetyczką jestem na bieżąco:D), Te babki od Nishki to naprawdę wyjątki. Wszystkie teraz latamy w wyciśnietych (na ile się da oczywiście)ubraniach :)Przynajmniej moje znajome „ciężarówki” tak wyglądają ;)A moja mama patrząc na moje ciążowe ubrania wzdycha z zazdrością i mówi,że za jej czasów ciążowych to tylko takie workowate ubrania były i nic innego nie można było dostać:)

      Także naprawdę nie jest z nami aż tak źle!:)

      • Magda

        Tez mi sie wydaje ze to kiedys bylo tak ze nosilo sie workowate rzeczy. Za czasow naszych mam moze nic innego nie bylo w sklepach albo wlasnie bylo takie przeswiadczenie ze trzeba nosic luzne. Ja nosilam i luzne i mniej luzne tez. Nigdy nie spotkalam sie z jakims dziwnym komentarzem. Ogolnie najwazniejsze aby matka nie czula sie skrepowana w tym co nosi. Przeciez czujemy same czy cos uciska nasz brzuch czy nie. A co do komentarza Pani z teatru („Wstydu nie ma. Musi ten brzuch pokazywać światu? Nie mogłaby go bardziej ukryć? Zamaskować tę ciążę?”) to naprawde przykre. Nie wiem skad takie slowa. Zamaskowac ciaze? Co to znaczy? Moim zdaniem ciaza to czas w ktorym wlasnie brzucha nie trzeba ukrywac. Jedyny czas kiedy ten brzuch ma wlasnie tam byc i jest na miejscu. Po ciazy i po pologu oczywiscie – kobieta bierze sie za cwiczenia i zrzucanie kilogramow 😉 Wtedy to brzuch mozna maskowac jak nam kilogramy nie schodza… 😉

  • Nishka, piszesz sporo o swojej nastoletniej ciąży i jest to naprawdę ciekawe i wartościowe, ale jestem też ciekaw drugiej strony. Punktu widzenia nastoletniego ojca. Może to fajny pomysł na jakiś tekst lub nawet wywiad z kimś takim? Co myślisz?

    Ja sam mam 17 lat – nie, nie jestem ojcem, póki co 😉 – i bardzo interesujące wydają mi się doświadczenia nastolatka, który ojcem został. To może być mega pouczające i wartościowe.

    • Janku, to bardzo dobry pomysł! Również przyszedł mi do głowy, bo miałam dwóch nastoletnich ojców komentatorów. Ojciec mojego dziecka miał wówczas 25 lat więc nastolatkiem już nie był.. 🙂
      Jeżeli czytają to ojcowie, którzy bardzo wcześnie (21 lat to też wcześnie!) zostali ojcami – śmiało odzywajcie się, będę wdzięczna 🙂

      • Paper

        Z moim chłopakiem (niebawem mężem) mamy po 21 lat i również spodziewamy się dziecka. Także z zaskoczenia, mimo tego bardzo się cieszymy. 🙂

      • Maximus

        Ja akurat pisałem maturę, gdy moja dziewczyna (rok młodsza) zaszła w ciąże. Jeśli byś chciała napisać jakiś tekst czy coś to z chęcią pomogę. Mój e-mail maximus3g@tlen.pl 🙂

  • Ludzie zawsze gadali i gadać będą, młodsi i starsi. Oceniają, wartościują, komentują. Po co? Mają w tym jakiś cel? Ja unikam tego jak ognia, jednak na własnej skórze przekonuje się co jakiś czas, że gdybym miała swoimi postawami życiowymi, swoim zachowaniem i decyzjami komuś dogodzić, to w życiu bym tego nie dokonała. Dlaczego? Bo jak poznałam faceta przez internet, to wróżyli, że z tego związku nie będzie. Po siedmiu latach gadają, że skoro jeszcze się nie pobraliśmy, to już tego nie zrobimy, bo widocznie związek nam się wypalił. Kiedy miałam 19 lat, wróżyli wpadkę. Teraz, wróżą niepłodność… Gdyby każdy przejmował się tym, co się dzieje między jego czterema ścianami, a nie pod kołdrą u innych, to świat wcale nie byłby mniej kolorowy. Najwięcej o życiu innych mają do powiedzenia ci, którzy mają poczucie, że swoje życie zmarnowali albo marnują. Takie jest moje zdanie.
    PS Pięknie wyglądasz, droga maturzystko! 🙂

  • Dot

    Co za babska wredne! Dziwię się, że tylko westchnęłaś na to ich gadanie i wtykanie nosa w nieswoje sprawy 😀
    Outfit jak najbardziej udany. Pięknie wyglądasz 🙂
    A tekst wspaniały!!! Nie ma co przejmować się opinią innych, niech każdy żyje swoim życiem, a nie udziela rad innym. Kiedyś przeczytałam mądre powiedzenie: „Ludziom wydaje się, że wiedzą dokładnie jak powinno wyglądać nasze życie. Natomiast nikt nie wie, w jaki sposób powinien przeżyć własne” i zgadzam się z nim w 100%. Myślę, że jest adekwatny do tego wpisu 🙂

    • Magda

      Super cytat!

  • Magda

    Pani Natalio wyglada Pani kwitnaco 😉 Przeczytalam nowy post i patrzac na zdjecie dolaczone do postu (stroj galowy (maturalny!) :)) myslalam ze dialog Pań bedzie o tym ze „taka mloda a w ciazy” 😉 „pewnie pisze mature jutro a tu z brzuchem” 😉 Ale ma Pani racje co do tych komentarzy. Nie ma co na to patrzec. Ja nigdy nie zwracalam uwage na to co „mogą ludzie powiedzieć”. Trzeba robic swoje i dobrze sie z tym czuc. Moja Mama niestety zawsze patrzy na innych i troche tego mi od dziecinstwa przemycala w wychowaniu ale sie nie dalam 😉 Pozdrawiam serdecznie!

    • Pani Magdo, ależ przejdźmy na Ty, miło mi, Natalia jestem! 🙂
      I dziękuję za miłe słowa 🙂

  • Nishko, kompletnie nie na temat (nie oznacza to, że tekst mi się nie podobał, ale był na tyle zgodny z moimi opiniami, że nie mam nic do dodania): uświadomiłam sobie właśnie, że powielasz w pewien sposób model rodziny, w której dorastałaś – dwie dużo starsze siostry i młodszy brat – nie? Fajny zbieg okoliczności 🙂

    • No wlasnie, kto wie, moze to nie przypadek! ;))

      • Paper

        W mojej rodzinie też się modele powielały 😀 Mój ojciec ma brata (i miał drugiego, który zmarł chyba przy porodzie) oraz siostrę, czyli 3 (razem z tym zmarłym bratem) mężczyzn, 1 kobieta – najmłodsza. Ja mam 3 starszych braci i jestem najmłodsza. Moja ciotka ma 4 synów, pewnie też miałaby 3 synów i 1 córkę, ale ten ostatni syn był już z innego związku, więc mogły się geny zmieszać. I ja teraz jestem w ciąży – liczę na to, że 1 będzie córeczka, bardzo byśmy z moim narzeczonym chcieli, ale znając moje „geny” (w cudzysłowie, bo wiem, że geny nie mają wpływu na płeć dziecka), na pewno będzie chłopiec, a dziewczynka trafi się za 4 razem. Jeszcze nie znam płci, ale jestem w 19 tygodniu i na dniach mam wizytę, może w końcu dziecko nie będzie się wstydziło co tam ma między nogami 😀

  • Sama mam 19 lat i nie wyobrażam sobie być w tym momencie w ciąży. Ode mnie szacunek, że wzięła Pani byka za rogi, ale mam też inną perspektywę na nastoletnią ciążę.
    Otóż, w Polsce mam kilka koleżanek, które wcześnie „zaszły”. Nie oceniam ich. Każdy sobie rzepkę skrobie, ale z drugiej strony, śmieję się nieco w duchu, gdy widzę na portalach społecznościowych dziewczyny w moim wieku z dwu/trzy/czteroletnimi dziećmi i się podniecają, jakie to nie wspaniałe być mamusią, a dalej siedzą na garnuszku rodziców, jakiejś szkoły skończonej nie mają i ciągną zasiłki. Ciąża w wieku 18/19/20 lat – okej, jestem w stanie uwierzyć, gdy ktoś się cieszy w takim wieku, że zostanie rodzicem, albo cieszy niekoniecznie, ale jest gotowy wziąć odpowiedzialność za małego człowieka. Jednak, gdy tak młoda osoba traktuje dziecko jak gadżet, a dalej żyje jak ” małolat „, to mam w głowie film „Baby blues”, w którym w końcu dochodzi do tragedii.
    Sama niewiele mam i nie wiem, czy w tym wieku byłabym w stanie wziąć taką odpowiedzialność. Ba! Nie chcę mieć dzieci wcale na dzień dzisiejszy! Jednak z mojej strony szacunek, ale mimo to nieco sceptycznie podchodzę do młodych dziewczyn w ciąży.
    Mam nadzieję, że nie obraziłam 🙂

  • Ja miałam niezłą frajdę nakładając obcisłą sukienkę na zakończenie ogólniaka. Przespacerowałam się po sali odebrać świadectwo i nie wiem czemu, ale czułam ogromną satysfakcję. Na Mazurach było podobnie, jakoś nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli „co ludzie powiedzą” bo zwariowałabym.

  • ale to z tym, że dziecko oddychać nie może mnie rozwaliło 😛

  • Kasia

    Kolejny swietny tekst i bardzo trafne spostrzeżenia ! Ja współczuje ludziom którzy przejmuja się tym co powiedza inni na temat ich jak to nazwałaś obyczajowości. W świecie gdzie mamy tyle wolności ( jak narazie) sami sobie ja ograniczamy. Po za tym warto by było bardziej myśleć właśnie o tym jak ja się zachowuje w stosunku do innych oraz jaka jestem osoba i w tym zakresie starać się monitorować swoje zachowanie. Pozdrawiam Cię i nadal wygladasz jakbyś szła na mature w ciaży !;-)

  • Dominika Piotrowska

    Nishko, ja może nie na temat tego tekstu, ale chciałam tylko polecić Ci – jeśli jeszcze nie znasz – blog http://staszek-fistaszek.pl. Pomyślałam, że może Ci się spodobać. Świetna lektura dla mamy, kobiety, socjologa… Dla każdego właściwie 🙂 pozdrawiam!

  • Ludzie zawsze beda mowic. Taka ich natura.

  • randkiswatki

    Najbardziej interesują się cudzym życiem osoby ,które mają to życie „nijakie”. Prowadzę Centrum Zapoznawcze Zolyty i od niedawna blog .Na początku otoczenie mówiło ,że założyłam agencje towarzyską…Jakiś czas przejmowałam się tym ,obecnie po 2,5 roku już się nie przejmuję i część z tych osób została moimi klientami. Fajny tekst.Pozdrawiam cieplutko

  • Bea

    Dzieki za tekst, jest o ciazy, ale mimo wszystko o byciu soba i o tym jak miec w nosie co ludzie pomysla. Ja niestety zaczelam sie z czasem przejmowac komentarzami i bardzo biore je do siebie. Kiedys bylo inaczej. Mam nadzieje ze sie to da jeszcze odkrecic… 🙂

  • rzeczywiście wyglądasz jak nastolatka, mimo, że to masz już trochę lat, bo 2 lata wcześniej niż ty a zadawałam maturę. Moimi oczyma widziałam źle młode ciężarne. Było wówczas takie paniczne nastawienie. Czasem myślę, że może lepiej by było wówczas zajść w ciążę. Do dziś z „rązsądku nie mam dzieci”. Od pierwszego partnera zawsze myślałam co kto powie, a co przede wszystkim powiedzą Rodzice! Teraz mam już swoje lata, Rodzice chcieliby ale ja nie…. za późno!

  • Mnie strasznie denerwują takie osoby! Mam ich w otoczeniu niestety bardzo dużo. Myślę, że takim paniom (faceci rzadziej się tak zachowują), po prostu nudzi się ich własne położenie i muszą jakoś rozładować zazdrość 😀
    Nie miałam pojęcia, że byłaś w ciąży, kiedy miałaś maturę. Dajesz przykład, że dziecko w niczym nie przeszkadza 🙂

  • J.

    Nishko, dużo piszesz o swoim macierzyństwie na studiach, gdy czytam Twoje teksty nie wydaje mi się to aż takie straszne, problemy jakie wymieniasz są głównie związane z organizacją czasu… Ja mam 21 lat, jestem na trzecim roku studiów i perspektywa zostania matką napawa mnie ogromnym przerażeniem. Boję się, że zamiast kochać moje Dzieciątko i wychowywać je najlepiej jak potrafię, skupienie się na tym, żeby w ogóle zapewnić Mu warunki do życia mnie wykończy i na dobre macierzyństwo nie będę już miała siły i czasu. Jak to zrobiłaś, że miałaś na wszystko pieniądze? Na mieszkanie blisko uczelni, na prąd, bo przecież codzienne używanie pralki w celu prania pieluch pewnie dużo kosztowało… Wsparcie rodziny? Mąż pracował? I mam jeszcze jedno pytanie, jak przygotowałaś się do rozmowy ze swoją Teściową,co czułaś wtedy?

  • domowo158

    Zazdroszczę Ci takiego podejścia do sprawy, we mnie jednak by została taka sytuacja… Chociaż bardziej by mnie przytłaczało takie gadanie moich „znajomych” niż przypadkowo spotkanych osób.

  • Zawsze w takich momentach zastanawiam się, czy to tylko domena naszego delikatnie zacofanego kraju? Czy na tzw. zachodzie jest inaczej? Mam wrażenie, że tylko u nas panuje taka zawiść, zazdrość whatever. Nie rozumiem, dlaczego ludzie mają potrzebę niesłusznego oceniania innych, wtrącania się w nie swoje sprawy. Nie rozumiem, dlaczego wielu ludzi przejmuje się tym „co ludzie powiedzą” zamiast być dobrym człowiekiem, robić swoje i cieszyć się życiem? Niestety w wielu domach tak jest, że niewazne co się dzieje w środku, ważne żeby na zewnątrz wszystko było super. Robienie czegokolwiek na pokaz, wystawne wesela, branie ślubu (tylko) z powodu dziecka, no bo co ludzie powiedzą? Udawanie przez sąsiadami, że tak super nam się wiedzie, że tacy jesteśmy szcześliwi, a w domu ciągłe kłótnie i zawiść. Ehh, właśnie w takich chwilach zastanawiam się, czy lepiej by się żyło w innym kraju. Może warto spróbować? I robić swoje 🙂

  • W sumie to czasem zastanawiam sie czy plakac czy smiac sie z takich zachowan 🙂 Nie chce zabrzmiec, jak ktos, kto po wyjechaniu z Polski mowi ” a w Polsce to wszystko jest zle”..bo absolutnie tak nie uwazam i tez rozwazam powrot. Ale jednak taka mentalnosc, to jest cos, od czego sie odzwyczailam i chyba bedzie mi ciezko to zaakceptowac. W tym momencie mieszkam w Brukseli, gdzie praktycznie spotykam ludzi z calej Europy, w zasadzie swiata. Pracuje z kilkunastoma narodowosciami, z ludzmi ktorzy wierza w rozne rzezczy, maja inna historie, kulture,religie, podejscie do wielu spraw. Jednak to wlasnie tutaj, nikt nigdy nie pyta mnie o to w co ja wierze, jaka jest moja wiara, czy jestem sama, a jak tak to dlaczego, albo czy wyszlam za maz i mam dzieci lub je plnuje w najblizszym czasie? Kiedy pokazalam kolezance tutaj reklame spoleczna, ktora jakis czas temu pokazywano w Polsce, o tym jak kobieta zdazyla z kariera ale nie zdazyla urodzic dziecka 😉 zszokowana pytala czy cos takiego wyswietlano w telewizji- bo powiedziala ze w Belgii wywolalo by to oburzenie.. O zakrywaniu ciala i ciazy,nawet nie bede tego komentowac, bo wydaje mi sie to tak absurdalne, ze nawet nie wiem co napisac 🙂 zasada zyj i pozwol zyc innym nie obowiazuje w pewnych kregach…Czytajac twoje teksty moge Ci tylko pogratulowac tego w jaki sposob wychowujesz swoje dzieci, w otwartosci, tolerancji, szacunku..brawo. Pozdrawiam serdecznie! Marta

  • Paulina Jeszke

    Ja np. unikam własnej rodziny, staram się z nimi spędzać możliwie jak najmniej czasu. 24H i wracam do siebie, do Poznania. 😉 Jak jestem dłużej, wracam do domu naładowana złą energią, pełna jakiejś dziwnej złości, frustracji, totalnie niepotrzebnych przemyśleń. Właśnie przez to ciągłe zaglądanie mi wszędzie: do talerza, do portfela, do łóżka, do relacji z innymi ludźmi – wieczne ocenianie, krytykowanie wszystkiego, dobre rady i „co ludzie powiedzą”. Od toksycznych ludzi trzeba umiejętnie się dystansować. 🙂

  • Ewa Waluk

    Kochana…. ja byłam wytyrana przez rodzinę ze strony obojga rodziców za to ze będę miała dziecko nie będąc żona 😊moje ciotki dostały prawie zawału! A nikt nie wiedział ile musiałam czekać na to dziecko. Najważniejsze było to, że bez ślubu 😂

  • Agnieszka

    a ja pamiętam swoją maturę z polskiego (1989). Siedziałam w pierwszej ławce, tuż przed komisją. Za mną siedziała dziewczyna świerzo po porodzie, strasznie płakała i chciała wyjść tuż po porzeczytaniu tematów. Profesor od fizyki stanął nade mną i kazał jej pomóc i wszystko podpowiedzieć. Chodziłam do bardzo skostniałego liceum, takiego z tarczami, granatowym ubraniem i bardzo nienowoczesnymi nauczycielami. Zazwyczaj dziewczyny w ciązy kończyły liceum na wieczorówce, chyba tak, żeby nie gorszyć brzuchem innych 🙂 Ta dziewczyna jakimś cudem się uchowala. I pod okiem komisji, jak tylko wyszła z sali dyrektorka napisałyśmy wspólnie tę maturę z polskiego.Ja nie znałam tej dziewczyny a ona nie umiała powiedziec z której klasy jestem. Po jakiś 10 latach spotkałyśmy się i miałyśmy wtedy okazję sobie wspólnie podziękować 🙂 Ja za zabranie ode mnie stresu związanego z maturą, ona za pomoc w napisaniu pracy. Obie zdałyśmy maturę :))