Mam 19 lat i jestem w ciąży

Więc masz 19 lat i jesteś w ciąży? Widzisz, jesteś o krok przede mną, ja wtedy nie miałam dostępu do komputera, a co dopiero mówić o wyszukiwarce google, poprzez którą do mnie dotarłaś.  Chodź, opowiem Ci moją historię.

19-lat-w-ciazy

PRZESTRASZONA

Jest maj 2000. Za kilka dni, dokładnie w dniu swoich 19 urodzin, będę zdawać maturę. Jestem w trzecim miesiącu ciąży. Przerażona, spanikowana i załamana.

Moja mama już o tym wie: po kilkunastominutowym szoku, w który wpada, dowiedziawszy się o tym, szybko dochodzi do siebie i zapewnia mnie, że mogę na nią liczyć. Gorzej jest z tatą. Postanawiam, że powiem mu o ciąży dopiero po egzaminach maturalnych.

Maturę zdaję na piątki. Chwalę się tacie. Korzystając tego, że jest przepełniony radością i dumą z córki, informuję go, że zostanie dziadkiem. Dobry humor znika w ciągu sekundy, tato obraża się na mnie i na kilka dni przestaje odzywać. To dla mnie cios.

W końcu, po kilku dniach podejmuje ze mną rozmowę:

–  Jestem skłonny zaakceptować to pod dwoma warunkami. Po pierwsze: podchodzisz teraz do egzaminów wstępnych na studia i studiujesz w trybie dziennym – oświadcza.

–  Tak, ja już to wszystko przemyślałam! Zdam teraz na studia, wezmę urlop dziekański i za rok, jak już dziecko będzie odchowane, wrócę na uczelnię! – wykrzykuję.

–  Nie, lepiej żebyś nie brała urlopu dziekańskiego – wtrąca się mama – po roku przerwy będzie ci trudno wrócić na uczelnię, poza tym wbrew pozorom opieka nad dzieckiem rocznym, półtorarocznym jest bardziej absorbująca, niż nad niemowlęciem – dodaje.

–  Po drugie: szukacie sobie jakiegoś niezależnego lokum, mieszkanie z nami nie wchodzi w grę – kontynuuje swój wywód tato.

– Aha… – odpieram zaskoczona.

– Wiem, mamy dość duży dom, ale jestem przeciwnikiem mieszkania pod jednym dachem kilku pokoleń i rodzin, wspólne mieszkanie mogłoby wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Mielibyśmy siebie w pewnym serdecznie dość. Wolę, żebyśmy z przyjemnością spotykali się na imprezach rodzinnych i świętach.

Słowa taty potraktowałam poważnie. Przez najbliższe dwa miesiące prawie nie odchodziłam od książek i intensywnie przygotowywałam się do egzaminów wstępnych na studia. Czułam, że te egzaminy są sprawą życia i śmierci.

Teraz po latach jestem wdzięczna rodzicom, że „kazali” mi się od nich wyprowadzić i iść na studia.

Z dwóch powodów zależało im na tym, żebym studiowała. Z jednej strony nie chcieli, żebym zboczyła z zaplanowanej już wcześniej drogi edukacyjnej, której jednym z elementów było studiowanie. Z drugiej strony, znając mój temperament wiedzieli, że jeżeli utknę w domu z małym dzieckiem i swoimi 19 wiosnami, przeżyję psychiczne załamanie.

Fakt, że miałam kontakt z rówieśnikami, że musiałam wyjść z domu, ubrać i uczesać się, że musiałam czytać, uczestniczyć w dyskusjach i wykładach, był dla mnie pewnego rodzaju wybawieniem. (Co ciekawe, kilka lat później, gdy zostałam mamą po raz drugi, poszłam w zupełnie inną stronę: zostałam w domu i przez kilka miesięcy nie robiłam nic poza zajmowaniem się niemowlęciem, dni mijały mi na leżeniu z nim w łóżku, leniuchowaniu, spacerach, nie czułam potrzeby działań, wyzwań itp. Ale o tym opowiem innym razem).

ZORGANIZOWANA

Dziecko urodziłam pod koniec listopada, na uczelnię wróciłam po 6 tygodniach. Tak sobie ułożyłam plan zajęć (chodząc na niektóre zajęcia z innymi grupami), żeby nigdy nie być poza domem dłużej niż 2 godziny. Czasami nie było mnie 4 godziny, ale rozbijałam to: na rano i późne popołudnie. W opiekę nad niemowlęciem zaangażowanych było kilkoro osób, mieliśmy grafik, którego ściśle trzymaliśmy się. Przykładowo: w poniedziałki moja siostra, we wtorki mama, w środy teściowa, w czwartki znów moja siostra, w piątki i każde popołudnie mąż.

Pierwszy rok wiązał się z szalonym kursowaniem między uczelnią a domem (zamieszkaliśmy blisko uczelni co było świetnym rozwiązaniem, bo traciłam minimalną ilość czasu na dojście do szkoły). Czasami podczas spacerów zahaczałam o uczelnię i załatwiałam różne sprawy. Kilka moich dobrych koleżanek z uczelni, z którymi do dziś utrzymuję kontakt, co jakiś czas naśmiewa się ze mnie, wspominając, jak przychodziłam czasem pod uczelnię z wózkiem obwieszonym warzywami. Przychodziłam pod uniwersytet, żeby oddać lub pożyczyć notatki, a przy okazji wskakiwałam do warzywniaka. No co? Zaradna pani domu! Te same koleżanki żartują, że tak naprawdę całe studia przeszłam „na dziecko”, czyli skierowane w stronę nauczycieli akademickich prośby, błagania, branie na litość. Żartownisie!

Czasami jest tak, że im więcej obowiązków się ma, tym sprawniej je się realizuje.

Nie traci się czasu na wielokrotne analizowanie, gdybanie, kręcenie się w kółko, błądzenie po Internecie, lecz po prostu działa się.

Oczywiście nie da się ogarnąć wszystkiego i najbardziej ucierpiał na tym porządek a właściwie nieporządek… Nasze mieszkanie przypominało wtedy obraz po trzęsieniu ziemi: wszędzie książki, smoczki, notatniki, grzechotki, odbite na ksero kartki pozakreślane markerami, gumowe zabawki.

Ach, było jeszcze jedno bojowe zadanie, które mnie pochłaniało. Otóż używałam wtedy pieluszek tetrowych, bo nie było nas stać na jednorazowe: wtedy były, przynajmniej dla mnie, towarem dość ekskluzywnym. Codziennie je prałam (pralkę na szczęście mieliliśmy), rozwieszałam, prasowałam… Żeby następnego dnia znów ów cykl powtórzyć, nie wnikajmy w to dlaczego. Pieluszki jednorazowe stosowaliśmy tylko w wyjątkowych sytuacjach: gdy szliśmy „w gości”, podczas podróży itp.

I Wy, matki, mówicie, że macie ciężko? 😉

ZDETERMINOWANA

Czy da się studiować z małym dzieckiem? Jak się chce, to się da.

Dziecko uczy samodyscypliny, organizacji, zarządzania czasem.

Miałam poczucie, że nie mogę odkładać nic na ostatnią chwilę, bo córka może mi wykręcić jakiś numer i np. rozchorować się. Przygotowując się do egzaminu czy kolokwium wszystko robiłam na bieżąco: czytałam, notowałam, pisałam itp.

Miałam poczucie, że liczy się każda minuta, bywało, że do egzaminów uczyłam się z dzieckiem przy piersi, każdą chwilę gdy spało starałam się wykorzystać na czytanie tekstów itd. Dzięki pomocy bliskich, mojej determinacji i dobrej organizacji udało się: nie przerwałam studiów, a nawet przez większość mojej studenckiej kariery, otrzymywałam stypendium naukowe (100 punktów do lansu).

ZAKOCHANA

Byłam bardzo zbuntowaną nastolatką. I was very very bad girl. Obawiam się, że bliscy mieli przypuszczenia, że urodziwszy dziecko zostawię je w szpitalu i ucieknę za granicę. A tu zaskoczenie: zakochałam się w nim. Przypomnij sobie swoją wielką miłość, ów stan zakochania, w którym ciągle o kimś myślisz, siedzi ci w głowie, gdy go widzisz jesteś rozanielona i masz motylki w brzuchu. Tak też jawiło mi się to moje dziecko. Gdy po roku podjęłam decyzję, że czas już skończyć je karmić, przez kilka dni chlipałam, że teraz to już pępowina przecięta na amen, już mnie nie potrzebuje, buuuuu! Nie miałam nieprzespanych nocy, kolek, ząbkowania. Choć z drugiej strony kto wie: może miałam tak mocny sen, że tego nie słyszałam?:) W każdym razie pierwszy rok życia wspominam jako sielankę, o tym, co było później napiszę innym razem.

ZNIEWOLONA

Żeby postawić sprawę uczciwie: wcale nie było tak kolorowo. Najtrudniejsze było to, że nie mogłam prowadzić normalnego życia towarzyskiego. Że koledzy i koleżanki z uczelni szli po zajęciach na piwo lub pizzę, a ja nie mogłam im towarzyszyć, musiałam pędzić do domu, żeby zmienić mamę lub siostrę, nakarmić córkę… Bo jedna rzecz nie pozostawia wątpliwości: dziecko to masa obowiązków. Zabierze ci co najmniej połowę wolnego czasu. Mając jako jedyną grupę odniesienia rówieśników, którym dzieci nie były w głowie jeszcze przez wiele lat, było mi bardzo ciężko. Ledwo co przestałam być nastolatką, zostałam mamą.

Nie mogłam zaznać wolności:najpierw jako dziecko swoich rodziców, potem jako rodzic swojego dziecka.

Wiele łez wylałam, łez bezsilność, łez niesprawiedliwości, łez zazdrości, łez niemocy. Myślałam sobie: – Kocham moje dziecko ponad życie, ale dlaczego nie mogło przyjść do mnie choć kilka lat później?!

POGODZONA

– Świetnie, że tak wcześnie zostałaś mamą, teraz jesteś tuż po 30-tce i masz już takie duże dzieci, a my jesteśmy pogrążone w tych pieluchach, albo stoimy przed decyzją: kiedy zostać rodzicem – słyszę czasami od znajomych.

Z jednej strony tak, rzeczywiście to duży komfort. Tak mała różnica wieku między mną a córką sprawia, że nadajemy na podobnych falach. Mam też większy luz i daleko za sobą te wszystkie czynności pielęgnacyjne, czuwanie czy nie wywróci się, nie włoży paluszków do kontaktu itp. Właściwie to już nie wyobrażam sobie, bycia znów być mamą małego dziecka i cieszę się, że mam już duże dzieci.

Z drugiej strony, nieważne, w jakim wieku jest dziecko, to wciąż twoje dziecko, czyli odpowiedzialność i obowiązki. Nie pytaj mnie, kiedy ostatnio kupiłam coś sobie. Za to co miesiąc kupuję coś dzieciom, które rosną. Muszę chyba zastosować swoje rady (vide: Co zrobić gdy dziecko zbyt szybko wyrasta ze swoich ubrań).

– Mamo, zepsuł mi się zamek w bluzie, kup mi nową. I spodnie. Mnie też, mamo tak samo właśnie! A ta kurtka już na mnie za mała. Mamo, na basen trzeba 300 zł. Mamo, buty na jesień. I dla mnie też, mamo!

– Chciałabym studiować za granicą, mogę na was liczyć?

Dziecko musi zdrowo i wartościowo zjeść, musisz je wozić i odbierać ze szkoły, kupować ubrania, dziecko to masa obowiązków i one niestety nie znikają wraz z dochodzącymi latami. Ramy finansowe to oczywiście tylko jeden z aspektów rodzicielstwa. Jest jeszcze lęk, czy jest bezpieczne, czy nie wpadnie w złe towarzystwo (vide: gimnazjum), czy nie zajdzie w ciążę w wieku 19 lat (hahaha). O dziecko troszczysz się i niepokoisz niezależnie od tego czy ma półtora roku, 12 czy 35 lat.

Rzuciłam już dziś kilka nishkowych mądrości à la Coelho, dlatego dodam jeszcze kilka:

Dziecko nie jest ani początkiem ani końcem.

Dziecko nic w Twoim życiu nie zmieni i zmieni wszystko.

Dbaj o nie jak najlepiej potrafisz, ale nie zapominaj też o sobie.

Nastolatko, nie wiem czy Ci pomogłam. Może moi komentatorzy zechcą? Bardzo chętnie Was wysłucham. W jakim wieku zostaliście rodzicami bądź planujecie nimi zostać? Czy można mówić o „najlepszym wieku” do zostania rodzicem?

PS: Od lat mam taki popisowy żart, który wypowiadam, gdy wchodzę do nowego grona, w którym chcę zabłysnąć. Mówię wtedy lub piszę:

– Hej, jestem Nishka. Jeżeli moja córka pójdzie w moje ślady, to zostanę babcią, mając 38 lat.

Niezłe, co? Wszystkim się podoba, lubią to! Wtem! Jedna z dziewczyn na forum matek blogerek tak oto odparła na moje powitanie:

– Hej. Jeżeli mój syn pójdzie w moje ślady to zostanę babcią mając 34 lata.

Ejże, zabrałaś mi moje show! 🙂

*
A tu tekst Mojej Mamy, w którym opowiedziała jak to wyglądało z jej perspektywy: Być matką matki nastolatki 🙂

Komentarze:

  • Moja córka urodziła się na miesiąc przed moimi dziewiętnastymi urodzinami. Na trzy tygodnie przed maturą, którą…. zdałam ze świetnymi wynikami. Dlatego czytam Twoją historię trochę jak własną.
    I tak, masz absolutną rację, jak się chce, człowiek ogarnie wszystko. Wystarczy się zorganizować. Też pamiętam noce które przeryczałam bo znajomi gdzieś balowali a my robiliśmy mleko. Tylko, że ja mam teraz już „spokój” fajną sześcioletnią, elokwentną dziewczynkę a oni zmieniają pieluchy 🙂 więc sytuacja się odwróciła, i aktualnie wszycy mi zazdroszczą 🙂
    Ps. Twój tata to bardzo mądry człowiek, moi rodzice użyczyli nam kąta, ale wyszła z tego jedna wielka awantura, że oni się wtrącają, a ja nie doceniam. Młodzi rodzice powinni mieszkać sami, też tak twierdzę 🙂

  • Joanna

    Masz genialnych rodziców, Nishko. Szczególnie podziwiam ojca za decyzję: „nie mieszkamy razem”.

  • Iga

    Świetna historia, Ty to masz pióro 🙂
    Jesteś chyba przykładem osoby, która potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. Przekuć „porażkę” na sukces i nie poddawać się. Gratuluję!

  • Tatiana

    Mój bandzior przyszedł na świat pół roku po moich dziewiętnastych urodzinach. Poza nim nie mam więcej potomstwa i faktycznie jak Ty nie wyobrażam sobie znowu smoczków pieluszek ulewania. Chociaż gdzieś z tyłu głowy czai się chochlik pytający „czy aby na pewno? ” Bandzior też był wychowywany skromnie i pomimo, że był to rok 2004 wiem co to zapach prasowanych tetrowych pieluch. Nie oddałabym tych lat za nic w świecie. Kiedy nasi rówieśnicy balowali, korzystali z życia my babraliśmy się w kupkach i rzygownikach. Ha! Ale teraz oni przechodzą ząbkowanie, kolki, naukę chodzenia. A my w sobotni wieczór możemy położyć bandziora spać i gdzieś wyjść. Choć czasami się zastanawiam czy 28letniej kobiecie wypada jeszcze szwędać się po klubach 🙂 A w pokoju dziecięcym zamiast „puci puci tutu rutu” słychać „tata podaj podaj, kurde…strzeliłeś mi bramkę” (odgłosy grania w Fifę) Kocham ten stan i swoje wczesne macierzyństwo. Nishka ty masz swój tekst ja mam swój ” „Jestem zwolennikiem bardzo wczesnego albo bardzo późnego macierzyństwa, żeby można było się życiem nacieszyć” Ot takie usprawiedliwienie dlaczego Bandzior ma najmłodszą matkę w klasie 😀

  • Marta

    Witaj, ja juz się po części wypowiedziałam na ten temat, ale skoro zadajesz pytania to odpowiadam jako stała czytelniczka. Ja zostałam mamą teraz, mając 28 lat. Chciałam odrobinę wcześniej, ale jak to mówią – do tanga trzeba dwojga. Nie ma odpowiedniego wieku dla zostania matką, każdy odpowie Ci na to pytanie inaczej. Każda. Tak jak pisałam Ci wczesniej dla mnie studia i dziecko były już 8-9 lat temu wyczynem a wtedy jeszcze wydadawło mi się, że dziecko to tylko ciągle te pieluchy i karmienie, noi jak tu sie uczyc, czytac? Teraz juz wiem, że to o wiele wiele więcej ( zęby, kolki, trudności z zasypianiem, i wiele innych) niestety ( a może i stety) mnie spotkały wszystkie te dolegliwości. Opiece nad Mała oddałam sie w 100 %. Czasem miałam wrażenie, że nie damy rady nawet we dwoje, że zaraz zemdleję z dzieckiem na ręku…Hmmm, to tyle. Pewnie gdyby miała dziecko mając 19 lat to tez jakoś bym przetrwała i teraz mówiła sobie ” no, już po wszystkim, daliśmy radę” I tak jak piszesz uważam to za duzy plus, że faktycznie te najtrudniesze elementy czyli pielęgnację niemowlaka byłyby już dawno za nami a teraz tylko pozostaje cieszyc się macierzyństwem z tej lepszej i łatwiejszej strony:-) Zostanie matką nieco później z mojego punktu widzenia miało jeden, główny plus – niezależnośc finansową i względny spokój, że damy pod tym względem radę. Oprócz tego dodałabym tez większa świadomośc w wielu kwestiach. To wszystko piszę z mojego punktu widzenia. Jeśli ktoś w wieku 20 lat czuje się gotowy i świadomy decyzji o posiadaniu/urodzeniuu dziecka to chyba nikomu nic do tego. Ja dojrzałam do tego w takim a nie innym czasie. Pozdrawiam Cię.

  • Marta

    Zabrakło jednej rzeczy w mojej wypowiedzi – naprawdę bardzo Ci gratuluję, że tak świetnie Ci poszło, cos tam wspominałaś o wylanych łzach więc pewnie trochę ich było… gratulacje należą się chyba wszystkim tak młodym matkom nawet tym którym nie udało sie połączyc macierzyństwa z nauką,

  • U nas było zupełnie inaczej, chociaż Starszego urodziłam na pół roku przed moimi 20 urodzinami. Bajdełej – nigdy nie jest tak trudno, żeby nie można było dać rady 🙂 Dużo miłości i spokojności dla młodych przyszłych mam, siły na płacz i radość oraz wewnętrznej siły dla wszystkich przyszłych rodziców 🙂 Dacie radę kochani, wszyscy dają 🙂

  • Baardzo to bananogenne. Love is the answer.

  • Anelisa

    A ja urodziłam dziecko pół roku temu, w trakcie sesji egzaminacyjnej na ostatnim roku studiów magisterskich. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży usłyszałam tysiąc rad, że nie dam rady z dzieckiem dokończyć studiów. Ale dokończyłam! Studiowałam zaocznie ale za to 170 km od domu, łatwo nie było, zwłaszcza że mała przez trzy miesiące miala codzienne ciężkie kolki, obronę przełozyłam na wrzesień, pracę pisałam nocami… I proszę, od tygodnia jestem pania magister! Bardzo sie cieszę, że nie dałam sie ponieść fali dziekanek, na jakie zdecydowały sie prawie wszystkie moje ciężarne koleżanki, bo wiem jak cieżko jest wrócić do nauki. Dla Ciebie- wielki podziw, że ogarnęłaś studia dzienne. A Wy dziewczyny wiedzcie, ze dacie radę, bo kiedy pojawia sie Dzieć to Matka zyskuje SUPERPOWER 🙂

  • Ja zaszłam w ciążę po pierwszym roku studiów. Na drugim roku pojawiłam się jeden dzień, bo później zrobiłam test ciążowy i stwierdziłam, że studia z chemią jako jednym z głównych przedmiotów to wcale nie jest rozważne. Więc porzuciłam studia i nie żałuję, bo inaczej bym nie dała rady, zaczęłam zarabiać na tym co kocham (czyli strony internetowe), mogłam temu poświęcić więcej czasu i teraz, gdy synek ma półtora roku ja od początku roku mam dobrze prosperującą działalność, której bez ciąży nie byłabym w stanie rozpocząć – dalej bym studiowała.

    Więc w sumie u mnie inaczej wyszło na dobre, bo pracuję z domu, z dzieckiem obok. Tylko ja wiedziałam też, że na wsparcie rodziców liczyć nie mogę, bo mój tata nie mieszka z nami, a mama pracuje i nie czuje się jeszcze babcią, więc nawet teraz mam problem, gdy chcę gdzieś wyjść na dłużej. Więc to była jedyna opcja. A Tatuś pracuje z nami w domu, więc w ogóle cudowna sprawa.

  • Aisinom

    Pierwsze dziecko urodziłam w wieku 22 lat i byłam wtedy bardzije wyluzowana niż jestem dzisiaj. Jest to efektem własciwie nie wiem czy tego, że byłam młodsza, czy tego, że zostając mamą po raz drugi ma się już jakis bagaż doświadczeń, emocji, obaw. Tak dla przykladu – przy pierwszym dziecku jak dostało temperaturę podawałam leki i szlismy spać, przy drugim zaraz pojawia się milion wizji, że to na pewno zapalenie, płuc, mega angina albo jeszcze jakies inne świństwo. Ale z drugiej strony jak pierwsze dziecko zostawialm z opiekunką dzownilam co godzinę czy wszystko w porządku, przy drugim wychodząc z pracy trafia mnie myśl – nawet nie pomyslałam o małej, tak się czymśtam zajęłam 🙂

  • Aga

    Ja urodziłam moją córkę w wieku 25 lat- prosto z obrony mgr w Katowicach pojechałam sobie ją urodzić do … Pucka;) Wymyśliła sobie skubana, że chce się urodzić tydzień przed terminem i akurat jej sie to przypomniało w pociągu w drodze do domu (mieszkamy w Gdyni- ale chciałam rodzić w Pucku). Chodziłam do szkoły rodzenia więc nie byłam specjalnie przerażona, bardziej zła- bo miałam w planach ten tydzien lezec brzuchem do góry i odpocząć:) Kiedy już wiedziałam, że to na pewno poród a nie zwykłe bóle brzucha, otworzyły się drzwi przedziału i wlazł mój kolega z przedszkola! Pochodzę z Dolnego Śląska, wracałam z Katowic, zaczełam rodzić w pociągu i na dodatek chciał sie do nas dosiąść mój kolega z przedszkola- jak już dotarłm na porodówkę to umierałam ze śmiechu:) Panie położne śmiały się, że nasza Gabrysia magisterskie dziecko:) Dla mnie te 25 lat to był dobry wiek na dziecko, chociaż czasem sobie myślę, że może jednak fajniej byłoby urodzić córkę mając naście lat, mieszkając u rodziców i dać się tak czasem porozpieszczać?:D Pozdrawiam wszystkie mamy:)

  • U mnie było inaczej..ja miałam w domu „demotywator”…Ojciec kiedy tylko mógł, odkąd skończyłam 18lat dawał mi do zrozumienia, że z dzieckiem w brzuchu nie mam co w domu się pokazywać….tak więc przebalowałam 10 latek studiując i pracując z dala od domu „rodzinnego”…A kiedy przyszedł „czas”…to się okazało że czarna dupa…3 lata starań, nic…dalismy sobie spokój, wyjechalismy na saksy do IE.. Drugi m-c pobytu a tu czerwona kreseczka….Albo to irlandzkie wiatry, albo totalnie wyluzowanie sprawiło że dziecię sie pojawiło…potem kolejne zawirowania na mojej drodze…i jak już się uspokoiło…to 8 letni braciszek ma siostrzyczkę…:)..czyli ja bardziej kierunek bliżej menopauzy, hehe…

  • nishka

    Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, czytam wzruszona 🙂 Jak będę miała dostęp do komputera, odpowiem Wam (teraz piszę z telefonu).
    Całusy 🙂

  • Ja urodziłam córkę mając 22 lata. 20 września. Rok akademicki rozpocząć się tydzień później. Poszłam na zajęcia, choć z chodzeniem po CC miałam problem 😉

  • A wiesz, że ja też zostałam mamą w wieku 19. lat? Tylko urodziłam w grudniu, nie w listopadzie. O samej ciąży dowiedziałam się po egzaminach maturalnych, wiedziałam, że jeśli zrobię test ciążowy przed maturą, to zaistniałoby ryzyko jej zawalenia.
    Dostałam się na wymarzone studia. Filologia polska. Uniwersytet Śląski. Jednak zrezygnowałam po dwóch miesiącach. To znaczy studia zawiesiłam. Tak odwieszam do dzisiaj 🙂

    Ale nie żałuję. Dziś wybieram inne studia, jak tylko Majka pójdzie do przedszkola. Oczywiście rozleniwiłam się i pewnie trudno będzie mi wskoczyć w rytm, ale mam motywacje. I teraz motywuje mnie coś innego niż dwa lata temu.

    Podziwiam Cię! I jakoś taka bliska mi się stałaś, mimo że Twoja droga zakończyła się edukacyjnym sukcesem 🙂

  • A ja po urodzeniu dziecka nie dałam już sobie rady ze studiami i rzuciłam je… Aczkolwiek dziecko to był chyba tylko pretekst, bo nienawidziłam szczerze kierunku na jaki poszłam 😉

  • Dżeniska

    Nishko podziwiam Ciebie za uniesienie tego doświadczenia, że podołałaś studiom, wychowaniu pierwszej, potem drugiej córki, rozpoczęcia dorosłego życia w tak młodym wieku. To wszystko udało się choć w Twojej historii pewnie ominęłaś te trudniejsze momenty. Nie wyobrażam sobie, że było łatwo, bo sama mam 2 dzieci a jestem po 30tce i niekiedy ta orka mnie przerasta 🙂 Jeśli trafią tu młode dziewczyny w nieplanowanej ciąży na pewno tchniesz w nie otuchę, siły, odwagę. Super. A może Mama Twoje też się wprosi tutaj na wpis na ten temat? I opowie wszystko tak ze swojego punktu widzenia?

  • Ja urodziłam dziecia latem przed II klasą liceum – w wieku właśnie wyżej wspomnianych 17 lat (niemalże miesiąc po urodzinach).

    Moja historia w ogóle nie przypomina Twojej (mogę Ci podesłać na fb link do wpisu na blogu (jeśli chcesz), żeby nie robić tutaj spamu). Dzięki pomocy rodziny i nauczycieli liceum skończyłam bez problemu, zaczęłam studia i… nie dane mi ich było ukończyć. Samotne macierzyństwo, problemy finansowe i rodzinne sprawiły, że zupełnie nie miałam głowy do nauki, a potem zabrakło już na to czasu, bo musiałam skupić się na zarabianiu pieniędzy na siebie i dziecko. I tak oto wylądowałam w szkole policealnej. I chociaż dzieć ma już 7 lat to ja do dziś nie wiem „kim chciałabym być jak dorosnę”. Wciąż mieszkam z moją mamą, która wtrąca się niemal we wszystko (i tu też mogę podesłać Ci link do notki z bloga)…

    Z perspektywy czasu żałuję, że nie próbowałam się usamodzielnić dużo, dużo wcześniej. Na pewno byłoby mi łatwiej zorganizować sobie życie…

    P.S. Przepraszam za to zabranie Twojego show 😉

  • Nishka

    Dziewczyny, jak czytam Wasze historie to nasuwa mi się myśl (choć uprzedzam to może zabrzmieć banalnie) –że nieważne, jak te losy się potoczą, ważne żeby jakoś to sobie w głowie ułożyć i odnaleźć się w tym. To co bije z Waszych komentarzy to, że zaakceptowałyście tą sytuację i dzielnie wzięłyście ją na swoje barki. Ja opisałam swoją historię, każda z nas ma swoją, nie ma lepszej ani gorszej. Ja też na pewno swoją jakąś przeinterpretowałam, poza tym pamięć bywa wybiórcza.
    Nie wiem, czy to zbliżający się PMS, czy co , z drugiej strony nie powinnam się dziwić bo łatwo ulegam wzruszeniom, ale naprawdę wszystkie te Wasze historie bardzo mnie ujęły! Czuję, że z Wami współodczuwam. Dotychczas nie znałam żadnej nastolatki matki, a tu tyle nas istnieje 😉 Z drugiej strony wiek jest pojęciem względnym, w pewnym sensie to nieważne, w jakim wieku zostajesz matką, bo w każdym momencie oznacza to rewolucję. Kto wie, może nam matkom-nastolatkom jest wręcz łatwiej, bo każdy pochyla się nad nami i myśli „ojej, jaka ty byłaś dzielna, że ze wszystkim dałaś radę, a taka młoda”, zaś w stosunku do 30-latek przyjmuje, „no w końcu! dasz sobie doskonale radę, jesteś już dorosłą kobietą”. Bzdura! Rodzicielstwo jest wyzwaniem w każdym wieku i obok pozytywów niesie wiele negatywów.
    (mówiłam, będzie banalnie.. 🙂
    W każdym razie, strasznie cieszę się, że mam takie mądre Czytelniczki!!! 🙂

    • asia

      Hej dziewczyny. Wszystkie jesteście super, fajne poruszacie tematy. Ja mam 34 lata. Mój najstarszy syn ma 9 lat najmłodsza córka 3 latka. Wszystkich dzieci mam 4 i wczoraj sie okazalo ze jestem w ciazy z czego ogromnie sie ciesze. Gdy zaszlam w ciaze z pierwszym rozpoczynalam pierwszy rok studiow, gdy urodzilam po 5 miesiacach zaszlam znowu w ciaze, i po 5 miesiacach kolejnych znowu…potem 3 lata przerwy i corcia….no i teraz…. Jestem szczesliwa bardzo mamusia, ciezko bylo ale dziecko jest najwiekszym z cudów jaki moze sie przydarzyc matce. Jako rade wam powiem nigdy nie zwlekajcie z decyzja o mieniu dziecka. Nigdy nie bedzie odpowiedni moment na to. Trzeba sie zdecydowac i koniec a reszta z pomoca Boza sie ulozy. Wystarczy tylko zaufac Panu Bogu tak jak ja ufam codziennie i bedzie dobrze, obie cuje to wam…

  • Nishka

    Mama Ka, pewnie wrzucaj tu linki! 🙂

    Muszę zmienić coś z tymi komentarzami – uruchomić opcję bezpośredniego odpowiadania na dany komentarz, niestey nie wiem jak :/

  • Nishka

    Aha, i bardzo też podoba mi się takie postawienie sprawy jak to zrobiła część z Was: rzuciłam/nie poszłam studia i dobrze mi z tym 🙂 Naprawdę! Ważne, żeby wiedzieć, czego się chce. Wasza Nishka Coehlo :))

  • gosia

    Pani Nishko, u mnie było podobnie 🙂 urodziłam na pierwszym roku studiow , studiowalam zaocznie bo do szkoły miałam 50 km, a rodzice zostawili mi mieszkanie i wyprowadzili się na wieś, żeby nie oni nie dała bym rady, tez wiele plakalam, ubolewalam ze zaraz po zajęciach jade do synka a moi znajomi na piwo 🙁 nie miałam na nic czasu ani ochoty. Na obronę magisterski poszlam juz z drugim brzuchem, było ciężko ale teraz jestem szczęśliwa, mam dwóch duzych synów( starszy ma juz 9) a sama mam dopiero 28 lat, a połowa moich koleżanek nie planuje jeszcze potomstwa, ale nie które juz teraz mi zazdroszcza 🙂 Pani blog jest super, często czytam na głos o tym co mówią Pani córki i mój syn tez komentuje 🙂 pozdrawiam ciepło 🙂

  • Jak dostałam pozwolenie to wrzucam 🙂
    Post o naszej historii: http://mama-ka.blogspot.com/2011/01/wszelkie-wspomnienia-sa-zudne-bo.html
    i post o tym, jak to jest, gdy razem mieszkają trzy pokolenia: http://mama-ka.blogspot.com/2013/06/kiedy-matka-nie-pozwala-matce-dorosnac.html

    • BARDZO WAS ZACHĘCAM- ZAPOZNAJCIE SIĘ Z TYMI TEKSTAMI!!

  • Anka Zet

    Jeżu, chyba jestem tu jedyną bezdzietną.W grudniu stuknie mi 34,opowiem po krótce moją historię.Odkąd pamiętam, chciałam mieć dziecko, choć był czas, kiedy się tego strasznie wypierałam, żeby się nie zadręczać. Dziecko najchętniej miałabym już w wieku 18 lat,tak na serio, tak sobie wtedy myślałam.Nie było możliwości, bo chodziłam wtedy z złym człowiekiem ( nie dla mnie, po prostu człowiek spod ciemnej gwiazdy). Wyszłam za mąż, za człowieka cholernie mądrego, ale nie na tyle, by rzucić wódkę. Do tego po jakimś czasie dowiedziałam się, że on wcale nie chce dziecka, nie chce odpowiedzialności. Przejęłam jego tok rozumowania, później dziękowałam sobie i jemu, że jednak jesteśmy tylko we dwoje.Od zawsze mnie ciągnęło do dzieci. Gdziekolwiek się nie znajduję, od razu wszyscy oddają mi dzieciaki, choć na chwilę do zabawy.Tak naprawdę to nie wiem, co się dzieje z moim organizmem, że nie mogę zajść przez tyle lat.Wszystkie badania wykazują, że jestem okazem zdrowia. A jak wygląda teraz moje życie? Mieszkam z mężczyzną, który mnie kocha, jest kochany i chce dziecko, najlepiej trójkę! No żesz!:-) Ale tu jest problem, bo on chce się na razie ustatkować, zmienić mieszkanie i takie tam. Ja mu mówię- temu człeku- weź no, jesteś trzy lata ode mnie młodszy, nie pika ci zegarek bio, szczęściarzu! Kiedy chcesz się tej trójki dorobić, jak mi własna sztuczna szczęka będzie po pokoju biegać? Dzięki borze, że mam jeszcze masę poczucia humoru. Nishko, powoli się od Ciebie uzależniam, bardziej czekam na wpis od Ciebie , niż od Kominka (hehe)

    • Ah

      Znam panią z baaardzo podobna historia do twojej. Pierwsze dziecko urodziła w wieku 37lat. Drugie urodzi za kilka miesiecy w wieku 39. Jej mąż również młodszy ☺ i również chce 3 dzieci 😀 jestem 16 lat młodsza mama od niej (ja zostałam mama jako 21latka) i uwielbiam ją ! Uwielbiam nasze wspólnie zbierane doświadczenia jako mamy. Rozmawiamy o wszystkim , zawsze szczerze. Mamy wspólny język i podobnie myślimy . Rowniez mimo roznicy podobnie przezywamy nasze macierzynstwo i małżeństwa. Obie chcemy zostać nauczycielkami. Choć starsza koleżanka jest wiele bliżej realizacji niż ja . (Ja mam za sobą dopiero licencjat w naszym kraju a jej pozostał juz tylko referendariat ). Nasza przyjazn udowadnia 1: Wiek wyglądu i przezywania macierzyństwa nie zmienia!

  • Jak mój starszy syn pójdzie w moje ślady to zostanę babcią w wieku 66 lat 🙂 Niesamowita historia, podziwiam za determinację i wytrwałość.

  • Karolito

    Przeczytałam z uśmiechem na twarzy, a momentami ze wzruszeniem. Tak się skałada, że studiowałaś z moimi znajomymi, którym powiedziałam o Twoim blogu. Pamiętają Cię jako zawsze uśmiechniętą, pełną życia dziewczynę, która „zawsze gdzieś biegła” 🙂 Bardzo pasuje to do powyższej historii. Gratuluję wszystkiego, bo jesteś Superbohaterką! Pozdrawiam serdecznie.

  • Nishka

    Mama Ka, Twoja historia bardzo wzruszająca, trzymam kciuki żeby wszystko ułożyło sie. Będę zaglądać na Twojego bloga, trzymaj sie :*

    Anka Zet, baaardzo mi milo uzależniać innych, zaglądaj i relacjonuj mi co i Ciebie:)
    Karolito, och dziękuję, uwiarygodnilaś moja historię! 🙂

    Moje wzruszenie Waszymi komentarzami, wszystkimi komentarzami wciąż trwa, dla takich chwili warto mieć bloga!Przepraszam ze nie odpowiadam bezpośrednio wszystkim ale wierzcie, ze nad każdym pochylam sie 🙂

  • Natalia

    Ja zostałm Mamą w wieku 23 lat, mój Mąż miał 30 lat kiedy na świat przyszedł Heniuś. Teraz mamy rocznego Synka i za 3,5 miesiąca urodzę Córeczkę. Wtenczas Henryk będzie miał 16 miesięcy i taka mała różnica wieku między dziećmi jet naszą wspólna decyzją. Pochodzimy z czworodziectnych rodzin również mniej więcej w systemie „co rok to prorok”. Większość znajomych pomyślała, że „wpadliśmy” jak to wiatropylnie krótko po porodzie. Lecz najbliżsi nas znają i wiedzą, że zawsze tak planowaliśmy naszą Rodzinę. Ach i tyle u nas. Gratuluję tego jak poradziliście sobie fantastycznie w tej niełatwej sytuacji. Wielki ukłon w Twoją stronę ale i oczywiście w stronę Rodziców.

  • D

    Szacun dla Ciebie, kobieto ze stali! 🙂

  • Emi

    Ja urodziłam swoje pierwsze dziecko mając 18 lat (II klasa liceum). Wówczas był to dla mnie koniec świata (podobnie jak pisała jedna z przedmówczyń: znajomi gorączka sobotniej nocy – a my gorączka…..ząbkującego synusia ;)), bałam się, że nie skończę szkoły no i co dalej z moją zaplanowaną już dawno ścieżką edukacyjną?! Dzięki wsparciu teściów udało mi się ukończyć i szkołę średnią i studia, ale lekko nie było. Z perspektywy czasu (9 lat) mogę powiedzieć jedno – nigdy przenigdy nie żałowałam, że Kuba pojawił się na świecie, jednak j porównując moje macierzyństwo sprzed 9 lat i obecne (1-roczne dziecko) z przykrością stwierdzam, że oboje z Kubą strasznie dużo straciliśmy. Począwszy od tego, że wszystko było dosłownie w biegu, żeby udowodnić światu (a może i sobie), że nie jestem gówniarą, która zaliczając wpadkę już nic w życiu nie osiągnie zapisałam się na prawo jazdy (miesiąc po porodzie!), kurs językowy i 3-fakultety….a kończąc na niedojrzałych relacjach nas jako rodziców…teraz wiem, że to było istne wariactwo, dziecko gubiło się gdzieś między tymi książkami, kserówkami i bałaganem w pokoju. Wiecznie na walizkach – od jednych dziadków do drugich.Teraz jestem 100% matką, która odpuściła wyścig szczurów i skupiła się tylko i wyłącznie na roli matki. Nie jest różowo, ale jestem szczęśliwa 😉 pozdrawiam wszystkie młode matki 🙂 !

  • Nishka

    Ja również pozdrawiam Was wszystkie i tak jak Wy mi- tak ja Wam również bardzo gratuluję, niezależnie od tego w jakim wieku zostałyście mamami! Dziękuję za wszystkie opowieści 🙂

  • Wredna matka

    A ja, mimo moich …ęciu lat, staram się zachować spokój. I tylko nie pozwalam spać mojemu 20 letniemu synowi z jego 19 letnią dziewczyną w jednym łóżku, a nawet w jednym pokoju, w naszym domu! Tak, już mi wytłumaczyli, że jestem głupia, bo oni dzieci mieć nie będą… Pytam się czy są chorzy, a oni się śmieją!!??? Więc z niepokojem czekam kiedy zostanę Babcią (boję się tego!) Dlatego czekam na wskazówki, które z pewnością znajdę w zapowiedzianym tekście opisującym przeżycia matki Nishki. A tak swoją drogą konia z rzędem za relację ze strony…młodego ojca.
    Też jestem wzruszona… Ale czuję się jak stara gorylica. Nie wiem dlaczego gorylica??? Ale tak jest.

    • Izabela

      Pani Wredna Matko 😉 wspólne spanie syna z dziewczyną w waszym domu nie daje gwarancji 😉 (ich zapewnienia z resztą też nie) aczkolwiek pewnie świadczy o przyzwoitości i tzw. „co wypada, a co nie” . Głowa do góry 🙂 pozdrawiam

    • Wredna Matko, dobrze robisz, choć nie wiem gdzie jest błąd, że oni tego nie czują O.o ale ja a) nie tylko nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ale sama w domu rodziców mojego chłopaka pamiętałam o podstawowych zasadach powściągliwości
      b) na to co robią gdy są sami rodzice nie mają wpływu – moi, choć świetnie mnie wychowali i zasługują na oklaski na stojąco, również. My o tym nie rozmawiamy. Zdarzyły się pewne aluzje np . babci „nie jestem tak stara by zostawać prababcią”. Jednak wszyscy wiemy, że życie grozi śmiercią, seks ciążą, a ciąża przy dzisiejszej rzeczywistości – zmarnowanym życiem ( które nota bene i tak skończy się śmiercią xD )

    • niteczka

      Śpię z moim chłopakiem w jednym łóżku u niego w domu od trzech lat, a jesteśmy razem 3,5. Moi rodzice nam nie pozwalali przez pierwszy rok, a jego rodzice od początku nie mieli z tym problemu. W ciąży nie jestem i nie zamierzam w najbliższym czasie, bo stosujemy antykoncepcję. Nie od dziś wiadomo, że seksu w nocy uprawiać nie trzeba, a szczególnie nie w łóżku, także niestety odbieranie przeżycia, jakim jest zasypianie i budzenie się przy sobie, jest trochę krzywdzące. Bo seks tak czy tak, jeśli para tego potrzebuje, będzie. Moi rodzice wiele na tym stracili, bo w trakcie, gdy oni zabraniali nam spać w jednym łóżku u mnie w domu, wykształciliśmy nawyk spędzania czasu u niego i również, spania u niego. Także w obecnej chwili sytuacja wygląda tak, że prawie w ogóle nie spędzamy wspólnie czasu u moich rodziców, oni wręcz ironizują, że pomieszkuję u niego. Przez rok przywykłam do obecności u niego w domu, także dla mnie to jest zupełnie normalne, dla jego rodziców zresztą też. I jego rodzice mają swojego syna prawie codziennie w domu i mnie w weekendy również (przyjeżdżam na weekend do miasta rodzinnego, ze względu na studia), a moi rodzice w weekendy widują mnie głównie na obiadkach. Takie zabranianie jest odbierane przez dzieci, jako brak zaufania w ich rozsądek. Wystarczy przeprowadzić rozmowę, o potrzebie zabezpieczania się i dziecko zrozumie.

      • peepee

        Niteczka-Zdecydowanie zgadzam się z Tobą. U mnie w domu też panował przesąd, że jak rodzice będą pozwalać razem spać to od razu będzie seks, a jak będzie seks to na pewno będzie ciąża! Seksu wcale nie trzeba uprawiać w łóżku i w nocy (z doświadczenia niektórych rodziców może to są warunki konieczne i jedyne) Ja przez pierwsze 2 lata z chłopakiem ani razu nie kochałam się w nocy, w łóżku więc takie teorie są nic nie warte. Trzeba mieć zaufanie do nastoletniego dziecka i umieć z nim rozmawiać, a także być przygotowanym na pewne sytuacje.

        • Kasia Żądło

          HHaha mój tata na tekst babci: Ona nie może mieć takiego dużego lozka, bo będzie sypać z chłopakiem powiedział: I co z tego ze duże lozko, na wąskim lepiej bo można leżeć na sobie 😀 a ja pierwsze dziecko urodziłam jak miałam 25 lat 😉

  • Pingback: Być matką matki nastolatki | Nishka()

  • Basia

    Moja mama urodziła mnie, jak miała 20 lat, właśnie kończyła pierwszy rok studiów. I… Jak słucham jej opowieści o tym, jak to było, to ją podziwiam. Skończyła studia z wyróżnieniem i to szybciej, niż rówieśnicy, bo ona już tak ma, że jak się zaweźmie, to nie odpuści. Dziś, razem z moim ojcem, jako czterdziestolatkowie, są młodzi, a ja z moją siostrą właśnie wyprowadziłyśmy się z domu. Także tego… Hasta la vista! Generalnie nie zgadzają się w większości spraw, ale co do jednej są zgodni: Że jesteśmy najlepszym, co przytrafiło im się w życiu i że nie żałują, że zdarzyłyśmy się tak szybko. Teraz, kiedy my jesteśmy dorosłe są wciąż młodzi i całe życie się przed nimi otwiera. Może mając 20 lat, tak jak Ty, Nishko, wylali milion łez, z powodów przez Ciebie przytoczonych, ale teraz mogą sobie odbić. Pewnie, to nie to samo, ale myślę, że to jest super. No i świetnie jest mieć rodziców, od których nie dzieli Cię pokoleniowa przepaść… Także… Czasem żałuję, że ja mając 19 lat nie wpadłam… 😉

  • Wredna matka

    Jednak chcialabym Wam opowiedzieć jeszcze jedną historię prawdziwą… z hapy endem. Czasem na niego czeka się dłużej, czasem krócej, ale chciałabym, żeby zawsze przychodził. To historia wzorowej uczennicy o nienagannym zachowaniu, z kiepską figurą, w grubych rogowych okularach. Wyśmiewanej przez koleżanki, które umiały już palić papierosy i miały zaliczonych kilku chłopaków. Tuż przed maturą – bomba! Ania jest w ciąży! Wszystkich na podwórku jakby piorun trafił. Nie wiem jak rozeszła się ta wiadomość, ale wszystkie dzieci wiedziały. Rodzice – najporządniejsza, katolicka rodzina – zachowali spokój i godność. Nikt nie śmiał ich zaczepiać. A ja nie wiem dlaczego zostałam wybrana przez tę Anię, chociaż nie byłam jej najlepszą przyjaciółką – ona w ogóle nie miala przyjaciółki, ani takiej koleżanki, z którą chodziła – jako partnerkę do najważniejszej rozmowy w jej życiu. Nie radziłam jej, tylko słuchałam, sama przerażona. Ania postanowiła, że nie wyjdzie za mąż za ojca dziecka. Chciala realizować swoje plany. Wiedziała, że źle się stało, a stało się dlatego, że chciała komuś (sobie, może koleżankom) udowodnić, że jest dziewczyną, bo chyba jeszcze nie kobietą. Nie wiem jaki był chłopak. Nikt go nigdy nie widział i nie zobaczył. Czasem mi go żal, ale nie wiem o nim nic…Ania została najlepszym , najmądrzejszym i najbardziej ludzkim lekarzem jakiego znam. I zawsze się uśmiecha. Wyszła za mąż w wieku 50-ciu lat. Wygląda na to, że zarówno Ania jak i jej dziecko i teraz mąż są szczęśliwi. Taka zwykła historia, gdy się ją opisuje, a dla mnie taka niezwykła… Tylko, że nie wszystkie dziewczyny są ze stali…

  • Anka Zet

    Piękna opowieść Wredna matko.

  • Nishka

    Doprawdy, piękna 🙂

  • Bardzo mądrzy rodzicie, którzy nie chcieli Cię na siłę zostawić przy sobie „bo tak będzie lepiej”. Takie zachowanie to objaw głębokiego egoizmu.
    Nic tylko pozazdrościć rodziców!

  • aniula

    Hej trafiłam przypadkiem i co się okazało? Czytając Twoją historię czułam się jakbym czytała moją własną 🙂 dokładnie przeżywałam to samo tylko że 8 lat później – córka urodziła się we wrześniu. Dla mnie najgorsze w całym tym wczesnym macierzyństwie były chwile wytykania palcami przez innych. Jednak gdy przyszło co do czego udało się i dziś mam świetną pracę, dobrze zarabiam i mimo komentarzy kolegów że przez dziecko nic nie osiągnę dzisiaj mam dużo więcej od nich, nie przejmuję się pieniędzmi i mam już odchowane dziecko – idealne rozwiązanie 🙂

  • nishka

    Aniula, trafiłaś przypadkiem i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej 🙂
    Dalszych życiowych pomyślności! 🙂

  • Serce rośnie czytając Wasze historie. Bardzo dobrze wiedzieć, że mamy tyle kobiet ze stali:)

  • Nishka

    Heart Chakra :)) Zgadzam się z Tobą i szykuję się nawet do napisania jeszcze jednego tekst o tym , bp tak mnie poruszyły te historie!

  • Madelajna

    Nishka naprawde jestem pelna podziwu ! Dzieki tobie zrozumialam ze moje zycie jest naprawde swietne ! 😉 jestem obecnie w 37 tyg ciazy i we wrzesniu skonczylam 19 lat 😉 wiadomosc ze zostane mama byla dla mnie ciosem . Nie ten wiek, nie te plany . Nie mam nawet matury bo zaraz po tym jak zobaczylam dwie kreseczki wyjechalam z moim chlopakiem do szkocji za lepszym zyciem. Obecnie nie robie nic , tylko leze i z niecierpliwoscia czekam na moje malenstwo. Mam wspanialego chlopaka ktory codziennie dba o to aby niczego nam nie zabraklo. I szczerze , po dzis dzien nie umialam tego docenic, bo z daleka od rodziny , bez znajomych i kogo kolwiek bliskiego . Tylko ja i moj chlopak . Czulam sie skrzywdzona przez los. Ale czytajac twoj wpis uswiadomilam sobie ze tak naprawde jestem ogromna szczesciara bo tak jak ty nie umiala bym sobie poradzic na pewno. Jestes moja bohaterka nr 1 ! Serdecznie cie pozdrawiam i dziekuje za ten wpis 😉

  • nishka

    Madelajno kochana. Trzymaj sie, powodzenia!pisz co u Ciebie, badzmy w kontakcie!dostaję powiadomienia o wszystkich komentarzach więc nic mi nie umknie.Bedzie dobrze i caluje!:)

  • Pingback: Blong Forum Gdańsk | Nishka()

  • Laura

    Nie mogę uwierzyć czytając o „przekuciu porażki w suckes”…Niestety dzisiejszy świat dyktuje nam życiorys wedle którego powinniśmy żyć, aby być szczęśliwi? A co jeśli on mnie nie uszczęśliwia? Ja po maturze zrobiłam rok przerwy przed studiami, wyszłam za mąż, a później mieliśmy dzidziusia. Warto żyć wedle własnego sumienia i robic to co nas prawdziwie uszczęśliwia, ja zawsze marzyłam o swojej rodzinie i kiedy już miałam okazję, po 18 urodzinach zamieszkaliśmy z narzeczonym we własnym mieszkaniu, robiliśmy remont a ja się uczyłam do matury. A teraz mam o wiele więcej niż moi rówieśnicy-stabilizację.Niestety studenckie życie ma swoje plusy i minusy, a dziecko nie wyklucza imprez, jeżeli ma sie na nie ochotę wspaniale mozna się bawić nawet razem z dziećmi w każdym wieku.

  • Ja, po pierwsze, żałuję ( kajam się jednocześnie, iż dopiero teraz Cię odnalazłam! ) iż nie miałam dzieci wcześniej, choć to nie były by TE dzieci, ale nie wyobrażam sobie życia bez nich, choć kiedy od wejścia do domu słyszę pierwsze ” mamo bo ona!” mam ochotę spieprzać daleko, daleko przed siebie, to zostając sama nie wiem co mam ze sobą zrobić. Dzieci pomimo ogromu wszystkiego są moim największym skarbem!!!!!!!! Ale to sie wie dopiero kiedy dostaje się do rąk własnych, to maleńkie zawiniątko 🙂 Stara byłam, bo pierwsze urodziłam w wieku 29 lat …

  • Zuza

    Ja też urodziłam „dość” młodo – w wieku niecałych 23 lat. Teraz mam 2,5 latka. Też kończyłam licencjat w biegu i z brzuchem. Ciężko było. Niestety musiałam porzucić mgr. – finanse. I kolejny ciężki krok to przeprowadzka z wynajętego mieszkania do teściów ( ale osobne piętro, jednak to tak właściwie znaczenia nie ma wielkiego ). Jakoś tak jak po grudzie wszystko… Spodobały mi się słowa jednej z Was dziewczyny – z powyższej – wypowiedzi „chciało się wcześniej męża „. Zgadzam się z tym. Żałuję, że nie mam wsparcia w rodzicach. ba, ojciec alkoholik który pewnie przyczynił się ( napewno, prał mnie równo ) do mojej wczesnej podróży w dorosłość, chciałam się odciąć. Ale jest ktoś, ktoś kto mi wynagradza każdy cierń życia. Serio. Nie wiem jak tak może się dziać, ale to jest jak balsam. Moje dziecko. Kocham nad życie i to jest kotwica moja, co mnie trzyma przy życiu.

    Pozdrawiam Cię Nishko. Cieszę się, że tu trafiłam. Pózno, ale lepiej póżno niż wcale.

  • Marysia

    Dołączam się do Tych, które są tu po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni 😉
    Moja historia ma jedynie podobny początek jak Twoja… Maj 2012, matura, 3 miesiąc ciąży, 19 lat w lipcu. Wtedy, w maju byłam już „pogodzona” z losem. Jednak, gdy tylko dowiedziałam się o ciąży, byłam załamana, zła na siebie, często zadawałam sobie pytania: „dlaczego właśnie teraz?”. Chociaż z partnerem mieliśmy już prawie 4-letni staż, związek pełen miłości, to długo nie mogłam zaakceptować nowej sytuacji. Gdy M. się dowiedział był wniebowzięty, strasznie cieszył się, że zostanie ojcem, chciał to wszystkim ogłosić (miał wtedy 22 lata). Zabroniłam mu. Ja powiedziałam tylko przyjaciółce, on koledze z pracy. Chodziłam po domu zamyślona, bez życia, dużo płakałam. Mama zaczęła podejrzewać co jest grane, gdy drugi raz w ciągu miesiąca pojechałam do ginekologa. „Nie jesteś przypadkiem w ciąży?” to pytanie padało z jej ust bardzo często. Bała się, bo sama urodziła mnie mając 19 lat. Ja z udawanym spokojem odpowiadałam: „To tylko jakieś rutynowe badania”. Przyznałam się jej dopiero po jakimś miesiącu-dwóch. Powiedziałam jej, żeby sama przekazała to memu ojcu (nie jesteśmy jakoś specjalnie zżyci ze sobą). On, ku mojemu zdziwieniu odparł: „No co? Są dorośli, wychowają sobie dziecko”. SZOK.
    W szkole nie wiedział nikt, oprócz owej przyjaciółki. Nie chciałam plotek, głupich spojrzeń, komentarzy. Uznałam, że to moja sprawa. Maturę zdawałam bardzo dobrze. Jednak wiedziałam, że na studia nie pójdę. Nie wtedy. Nie temu, że nie dałabym rady, bo być może bym sobie poradziła. Ale do szkoły musiałabym co dzień dojeżdzać 50km w jedną stronę.
    Postanowiłam, że nadrobię edukację jak już odchowam Małą. Nie chciałam przegapić jak stawia pierwsze kroki, jak wymawia pierwsze słowa. Bałam się, że do mojej mamy powie: „mama”. Być może to niedorzeczne, ale naprawdę się bałam. Chciałam być matką w pełnym znaczeniu tego słowa.
    3 grudnia Natka skończy roczek. Jak ten czas leci! Pamiętam CC jakby to było wczoraj. Na chwilę obecną nie żałuję niczego, żadnej decyzji, ani tym bardziej ciąży. Mam wspaniałą córę, biega po mieszkaniu taki mały człowieczek i nie spuszcza matki z oczu. Gdzie ja, tam i Ona 😉
    Od nowego roku planuję wziąć się za siebie, zacząć jakieś zaoczne studia, iść do pracy. Myślę tak jak Ty Nishko – nie ma odpowiedniej pory, ani wieku, aby zostać Rodzicem. Trzeba to zaakceptować i dać z siebie wszystko zarówno jak się ma -naście lat, jak i -dzieści.
    Pozdrawiam gorąco!
    P.S. Twój blog od dziś staje się moją lekturą namber łan 😉

    • Marysiu, miałam wrażenie, że odpowiedziałam Ci, ale nie mogę go znaleźć, może dlatego, że zmieniłam system komenatrzy na „disqus”.
      Bardzo dziękuję Ci za Twoją historię! I całusy dla Natki 🙂
      Pozdrawia
      Natka vel Nishka

    • Kasia

      Jej a to chyba moja historia. Maj matura 2012, czwarty miesiąc ciąży, 19 lat w lipcu. Takze balam sie isc na studia zeby moj synek nie powiedzial przypadkiem do babci mamo i ze przegapie to wszystko o czym pisalas. Poszlam na zaoczne studia gdy synek mial 11 miesięcy. Teraz ma 22 misiace a ja zaczynam drugi rok 🙂 z praca zaczekam az synek skonczy trzy latka i pojdzie do przedszkola. Pozdrawiam 🙂
      Ps. Nishka wspanialy blog!!!! Uwielbiam go czytac.

  • No ładnie.. a ja mam 31 lat i jeszcze nie mogę się zdecydować. Problem w tym, że firma mi się rozkręca i mam jeszcze wiele pomysłów do zrealizowania. Ciągle sobie obiecuję, że dojdę do takiego etapu, kiedy będę mogła większość obowiązków przerzucić na pracownika i wtedy urodzę. Ale tak mijają lata 😉 Drugi problem to to, że ja właściwie lubię obecne życie. Lubię to, że mam swobodę dysponowania swoim czasem, że robię to, co lubię. Wcale mi się nie śpieszy do powiększania rodziny. Jak czytam Wasze historie, że dziecko zajmuje pół dnia, to mnie to przeraża trochę. Nie mamy teściów, którzy mogliby takim dzieckiem się zająć. Mąż kończy pracę o 19, ja też bardzo dużo pracuję, nieraz do późna w nocy. No nie widzę tego teraz po prostu. Cały czas myślę, że dam sobie jeszcze rok, dwa.. obym się za późno nie obudziła 😉

    • Joanna

      Dziecko to największa przygoda w życiu. Jest to zjawisko zaskakujące, nieprzewidywalne, rozbrajające, zabawne i czasem przerażajace (kiedy coś złego dzieje się dziecku, albo gdy tylko myślisz, ze może sie stać…). Obecność dziecka w moim życiu wyzwala wciąż nowe emocje. Uczy nowych umiejętności (np. w dziedzinie negocjacji, logistyki, gastronomii, bhp itd.). Miałam 30 lat, kiedy dojrzałam do dziecka i 33 kiedy urodziłam córkę. Ma 6 lat, synek 4 miesiące. Czas podzielił sie na to przed i po – jakby nowa era nastała:) Wcześniej nie myślałam o dzieciach, zero instynktu. Żadnych potrzeb w tym temacie i nagle jakbym oberwała w głowę. Wzruszałam się na widok każdego oseska, maleńkich bucików czy wózeczka. Myślę, że natura tak mnie przycisnęła, bo to był najlepszy czas na dzieci. Już nie brakowało mi imprez, zdobyłam zawód i doświadczenie, miałam dochody i jakaś pozycję. Tylko martwi mnie, że dzieci bedą nas miały mniej – krócej, w końcu nie będziemy żyli wiecznie. Czy będę przy niej, kiedy zostanie matką, jeśli pójdzie w moje ślady? Czy będę miała dość siły, żeby im pomoc, gdy bedą uczyć sie dorosłości?

  • Nishka

    Laura, Anka, Zuza: dziewczyny bardzo dziękuję za Wasze historie i że zechciałyście się ze mną nim podzielić. Całusy i pozostańmy w kontakcie, piszcie co u Was 🙂
    Naprawdę nie spodziewałam się, że mój tekst przyprowadzi do mnie tyle fajnych mam :)))
    MONIKA, najważniejsze, że jak piszesz lubisz swoje obecne życie, nic na siłę. A jak później zechcesz, a będzie za późno to zostaje przecież możliwość adopcji.

  • Sylwia

    W porównaniu z niektórymi z was to ja zostałam mamą już jako stara krowa. Miałam 21 lat i byłam na drugim roku studiów, ale żeby nie było za łatwo to doczekałam się bliźniaczek. Wyjście z domu albo zrobienie czegoś dla siebie graniczyło z cudem, ale uczymy się funkcjonować, przy pomocy blizkich, uczymy się..

    • Haha, 21 lat – doprawdy stara! 😉

  • Pingback: Trzynaście dialogów na trzynaste urodziny | Nishka()

  • Sylwia, no rzeczywiście stara byłaś 😉
    Wow, bliźniaczki, uszanowanko! Miałaś dokładnie dwa razy więcej roboty niż my.. Ile lat mają teraz Twoje pociechy?

  • Pingback: Sport w życiu dziecka i rodzica | Nishka()

  • Widzisz Nishka, my obie miałyśmy wiele szczęścia. Ja zdawałam maturę i egzamin zawodowy w 6 miesiącu. Maturę zdałam, egzamin zdałam w próbie ostatniej szansy (czyli za 3 razem), co jest dla mnie wielkim powodem do dumy, bo jednak to zrobiłam, jednak mi się zachciało posiedzieć nad książkami choć mogłam w tym czasie pisać bloga, grać w simsy (oczywiście podczas drzemki małego), albo bawić się z moim Szkrabem, a nie lampić w książkę i kątem oka obserwować dziecko. Egzamin zawodowy to nic dla większości ludzi. To bezwartościowy papier, jednak dla mnie to coś na miarę doktora habilitowanego 😛 co więcej dzisiaj jestem w UK i uczę się angielskiego na uczelni.
    Przez jakiś rok byliśmy uziemieni z mężem, ale później, a jeszcze przed naszym wyjazdem z Polski moja mama i tata siedzieli z brzdącem co tydzień byśmy się mogli wybawić i całe nasze szczęście, bo tutaj nie mamy na kogo liczyć, a o randce w kinie możemy pomarzyć. Jednak cóż zrobić- takie nasze piękne życie! 🙂

  • LINKA, cieszę się, że wszystko u Ciebie dobrze się ułożyło, ale co to za fragment?! 😉
    „mogłam w tym czasie pisać bloga,” – masz coś do blogów?!!

    (żartuję oczywiście 🙂

  • NOWA91

    Cześć dziewczyny! Przeczytałam od A do Z wszystko tutaj i… PODZIWIAM WAS! Mam 22 lata i tydzień temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. I jestem PRZERAŻONA!! Zanim zaszłam w ciążę miałam fisia na punkcie dzieci! Na ich widok miałam łzy w oczach, już od dawna miałam wybrane imiona a nawet wózek na allegro i pościel do łóżeczka! Uwielbiałam chodzić po sklepach z ciuszkami dziecięcymi i oglądać w internecie – gdybym mogła kupowałabym je już od dawna. Mam PRZECUDOWNEGO faceta, mojego narzeczonego, którego kocham najmocniej na świecie i życie bez niego to jak bez powietrza! A odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży nie mogę przestać o tym myśleć – ale negatywnie. SKąd ta zmiana?! Wiecie czego się panicznie boje??? Że nie pokocham własnego dziecka, a mój niezwykle kochający facet nie zrozumie moich uczuć i będziemy się o to dziecko kłócić ja będę najgorsza i się rozejdziemy i moje życie się całkiem zawali a ja sie załamie psychicznie! Nie potrafie przestać o tym myśleć. Nie potrafie mówić o sobie „jestem w ciąży, będę matką”. Boję się moich lęków- co jeśli one się sprawdzą! Przeraża mnie „nieodwracalność” – wszyscy mówią jak bardzo zmieni się moje zycie, zero przyjemności, same obowiązki, zero snu i wakacji i imprez… Boje się, że ten mały człowiek nie stanie się „moim calym światem”.Mój ukochany jest przeszczęśliwy i jak to mówi ma „motyle w brzuchu”. A ja… Jestem przerażona pomóżcie mi ;((((((((((((((

    • Kasia

      Hej! Ja mam 21 i roczna córeczkę. Jesli chcesz pogadać to napisz maila, chętnie sie z Tobą podziele moimi doświadczeniami.
      Katarzyna.domzol@gmail.com

      I głowa do góry! Będzie cudownie! 🙂

    • vingag

      Porozmawiajmy – moje gg 963094, lub e-mail: vingag@wp.pl. Zaszłam w ciąże w ostatniej klasie Technikum i przyznam się, że miałam ogromne problemy z zaakceptowaniem tego faktu. Do ciąży nie przyznałam się nikomu aż do szóstego miesiąca i teraz myślę, że te sześć miesięcy to był dla mnie bardzo wyczerpujący czas. Wydawało mi się, że póki nie powiem „jestem w ciąży” problemu nie ma. Teraz wiem, że było to głupie i niedojrzałe. Zwłaszcza, że moi najbliżsi dali mi ogromne wsparcie.

  • Nishka

    Nowa, wybacz, że dopiero teraz odpowiadam, ale zepsuł mi się system powiadamiania o nowych komentarzach 🙁
    Kochana, moim zdaniem wszystko dobrze się ułoży, natura jest mądra, pokochasz swoje dziecko! Mnie dopóki nie urodziłam swojego inne dzieci kompletnie nie interesowały, miałam młodszego o 13 lat brata i nie wykazywałam nim zainteresowania. A kiedy urodziłam swoje wszystko się zmieniło. Oczywiście, że bywały momenty, w których masz dość swojego dziecka i marzysz, żeby ktoś je zabrał choć na kilka godzin, a nawet dni, ale kochasz je. Napisz więcej, jak teraz, po 3 tygodniach od kiedy to pisałaś czujesz się?

  • Weronika

    heej trafiłam tu w sumie przypadkowo od jednego bloga do drugiego, często czytam, a rzadko komentuje. Czytając ten post musiałam się jednak wypowiedzieć, bo moja historia jest pewnie też trochę podobna. Dziecko urodziłam trzy miesiące po moich 18 urodzinach, dodam, że było to dla mnie dziecko, o którym marzyłam i na które czekałam. Maturę zdawałam z kilkumiesięcznym brzdącem, jednak udało mi się zdać ją bardzo dobrze, nie było dla mnie innej opcji niż studia i to studia dzienne, bardzo pomogli mi tu moi rodzice – szczególnie mama, która poszła na wcześniejszą emeryturę, by pomóc mi w opiece nad synem. Nie wszystko było usłane różami, zmagałam się bardzo długo z depresją po urodzeniu dziecka, pomogła mi z niej wyjść dopiero wspaniała Pani Psycholog. Czasami było mi przykro, że znajomi gdzieś wychodzą, a ja nie, ale szybko się to zmieniło, ponieważ po odstawieniu dziecka od piersi dużo bardziej zaangażowałam jego Tatę w opiekę nad synem i wytłumaczyłam mu, że ja także mam potrzeby stać się normalnym, młodym człowiekiem, iść na imprezę itp. Powiem, że układ ten sprawdzał się idealnie 🙂 szczególnie im starszy był Junior, dzięki temu nie odczuwałam, że coś mi umknęło. Skończyłam studia, obecnie robię doktorat, pracuję na uczelni oraz w innej firmie, jestem aktywną młodą kobietą z cudownym synem i wspaniałym mężem.Choć w życiu jest bardzo różnie i są także trudne chwile to jestem szczęśliwa. Amen.

  • Weroniko, dziękuję za podzielenie się z nami Twoją historią, jest piękna 🙂

  • NOWA91

    NISHKA moje lęki trochę ustąpiły, już nie myślę tak bardzo negatywnie o tym… Zaczynam powoli przyzwyczajać się to tej myśli, choc co chwila pojawia się inne przerażenie, inny lęk, inne zmartwienie i myśl… Aktualnie jestem na etapie strachu przed tym, ze moje zycie sie SKOŃCZY… Koleżanki buszują po wielkim świecie, zwiedzają świat, chodzą na randki… A mnie czeka wstawanie co dwie godziny z butelką mleka i pieluchy… Boje sie ze mnie to przytłoczy:( że będę im wszystkim tak zazdrościć, że skończy się to jakąś depresją i totalnym niezadowoleniem z własnego życia – z którego już nie będzie odwrotu.. Mam tyyyyyyyyyyyyyle obaw:(

    • Minął miesiąc od Twojego komentarza, powiedz, jak się teraz czujesz, jak sobie radzisz? Mam nadzieję, że jest lepiej?

  • Kasia

    Babcia mojego chłopaka została babcia w wieku 38 lat 😉
    Ja mam 21 i roczna córeczkę. Dla mnie najcięższa była ciąża- hormony, rożne myśli, reakcja rodziny a jak Mała sie urodziła to nawet nie byli czasu sie przejmować niczym.
    Ja tak samo jak Ty studiuje dziennie dzięki wieeelkiej pomocy babć.
    Jasne, sa momenty ze jest cieżko- wszyscy znajomi na imprezie a my nie mamy z kim zostawić dziecka, zreszta ciagle karmie wiec jest to dość kłopotliwe, ale nic nigdy nie dawało mi tyle radości co uśmiech tego brzdaca nad ranem!
    Ja mam o tyle dobrze, ze chłopak jest dużo starszy, większość znajomych po ślubie, aktualnie dwie koleżanki w ciąży wiec niedługo będę miała koleżanki z dziećmi (wreszcie!).
    Myśle jednak, ze łatwiej (oczywiście mowię tu o konkretnych aspektach) wychowuje sie dziecko w młodym wieku- nie nastawiasz sie na nic, nie miałaś czasu wyobrazic sobie jak ma wyglądać Twoje życie, nie planujesz wiec łatwiej dostosowujesz sie do sytuacji, ktora jest teraz. Poza tym podchodzisz do wszystkiego na większym luzie- nie skacze ci puls za każdym razem kiedy dziecko zbliża sie do potencjalnie ‚groznego’ miejsca, nie panikujesz kiedy sie uderzy, pozwalasz palcowac wszystkie szyby bo jeszcze nie masz zapędów na ‚perfekcyjna panią domu’ (i jesteś z siebie niesamowicie dumna kiedy uda ci sie ugotować obiad na czas). I jakby złe to nie zabrzmiało nie poświęcasz dziecku całej siebie- jest ono najważniejszym aspektem Twojego życia ale nie jedynym, nie jest Twoja jedyna ambicja co wydaje mi sie powinno całkiem pozytywnie na nie wpłynąć.
    No to chyba wyluszczylam najważniejsze punkty moich obszernych przemyśleń 😉
    Pozdrowienia!

    • Wielkie dzięki za podzielenie się tą historią 🙂

  • tedi tedi

    Ja miałam 26 lat jak urodził się mój synek, więc już całkiem stara byłam 😀 Decyzja podjęta świadomie. I nigdy bym nic nie zmieniła tylko trochę tak żal, że moi znajomi to ciągle na piwo, na imprezę itd. Już nie mam o czym z nimi rozmawiać, bo oni ciągle tymi imprezami żyją. To są ludzie w wieku 25-30 lat a ciągle żyją jak studenci. Takie czasy.

    • lea

      ooooo, wypraszam sobie!!!Bardzo, ale to bardzo denerwują mnie takie schematyczne komentarze. Że co? Jak ktoś ma 25-30 lat, to musi tylko imprezować, że głupi jest i nieodpowiedzialny, bo nie bawi się w pieluchy???? Jestem w tym okropnym wieku 25-30 i nie mam dzieci, więcej – nie chcę ich mieć. Czy imprezuję? Raczej nie. Czy można ze mną pogadać? Raczej tak. Ale podzielę się z Wami moją uwagą – z większością „dzieciatych” nie mam o czym rozmawiać, bo one nawet już nie mówią po polsku, tylko w języku niemowlęckim „eci, peci, niuniu, bubu”. Litości! Widzę wieeeelką zmianę u kobiet, które zostają matkami. I oto, mądre, zadbane, wykształcone (!), zabawne i z wieloma pasjami kobiety zaczynają dzielić się na 2 grupy: te, które mają dziecko, realizują się jako matki, ale dbają tez o siebie i swoje otoczenie (przyjaciół, męża, zainteresowania) i te, którym „odwala” – poza pieluchami/smoczkami/kaszkami innych tematów nie mają. Kochane mamy (a takie jak Tedi w szególności), każdy wie (nawet jak nie ma dzieci), ze moment w którym zostajecie mami my, bezdzietne, uważamy za Wasz sukces, za wielką zmianę i wiemy, ze dziecko jest dla was priorytetem. Chętnie Was będziemy wspierać, odwiedzać, pomagać. Jednak to wasze dziecko i wasze oczko w głowie, my mamy nadal swoje życie a wasze dziecko nie ejst jego punktem głównym, więc nie kierujcie 100% rozmów na pieluchy,. Zyjecie w na tyle komfortowych czasach, że macie mamy, nianie, ciotki, złobki, kluby malucha nawet na godziny – mozecie zadbac też o siebie. Wasze dzieci, tak jak wy kiedyś, wyprowadzą się z domu pewnego dnia, będa układały sobie życie. Jezeli dziś jedyne w co się zaangażujecie będa pieluchy, to same z tymi pieluchami na starośc zostaniecie. Znam wiele MATEK, które po 30 bawią się na imprezach więcej niż ja, sa zadbane, wesołe, energiczne, interesujace. mam wrażenie, że niektóre z was chetnie zamieniłyby się chociaż na jedną noc z taką okropną bedzietną 25-30, ale przyznać się do tego nie wolno, więc najlepiej na nie naskoczyć, że studenciaki, nieodpowiedzialne, a fe i be. Nieładnie, naprawdę nieładnie…

  • Iwona

    Ja też zostałam Mamą Córci jako 19 latka. A Syńcia urodziłam jako 37 latka. Zupełnie inne macierzyństwo:-))) Jedno i drugie – świetne:-)))

    • Och, to masz piękne porównanie!

  • www.kubciakowo.pl

    Ja miałam 22 lata jak urodziłam Kubę i jesteśmy pierwsi wśród naszych znajomych, którzy nie mogą tego pojąć jak mogliśmy chcieć tego tak wcześnie 😉 (Jeszcze żadna para nie jest nawet ochajtana!) A my w ogóle tego nie żałujemy? Ni hu hu 🙂

  • BRAWO dla Was wszystkich!

    • Najchętniej ucałowałabym każdą z dziewczyn, które zechciały podzielić się ze mną swoją historią. A potem razem z Tobą stanełąbym i biła im brawa…

  • Mam nadzieję, że zgodnie z obietnicą, bywasz? 🙂
    Pozdrawiam!

  • Pingback: Nastoletnie Matki | Nishka()

  • licealistka

    Moja mama urodziła mnie w wieku 19-stu lat. Podjęła studia eksternistyczne z pedagogiki, miała problemy ze swoimi rodzicami, mimo to z nimi mieszkała, potem z rodzicami mojego taty i tak się przeprowadzali w różne miejsca, aż do mojego szóstego roku życia, kiedy kupili dom na kredyt (już teraz spłacony ^^). Mama nie chciała, żebym powtarzała jej trudności, chociaż nie żałuje macierzyństwa. Zatroszczyła się o moją antykoncepcję, bo mam stałego chłopaka. Ale roztrzepana ja zrobiła rzecz według wielu bardzo głupią – zapomniała wziąć dwie tabletki antykoncepcyjne w poprzednim miesiącu. To było po studniówce, kompletny rozgardiasz. No i w ten oto sposób mam 18 lat, 3 miesiące do matury i czekam aż będę mogła zrobić test ciążowy. Ciągle targają mną zmienne uczucia. Głupio mi też przed rodzicami, bo cały czas pragnęli, żebym tego uniknęła. Na szczęście mam bardzo kochającego chłopaka, który mnie wspiera. Niestety jest w technikum i nie wyobrażam sobie iść od razu po liceum na studia i mieszkać sama z dzieckiem – to niewykonalne. A rodzice są za młodzi na emeryturę.

    • Droga Licealistko, czyli rozumiesz że teraz czekasz i za kilka dni planujesz zrobić ten test, tak?
      Bądźmy w kontakcie.
      ściskam.

  • Ewelina W.

    Witam Cię Nishko ! Ja też podzielę się swoją historią. Jestem Ewelina, w tym roku zostanę mamą i to przed moimi 20 urodzinami, bo 20 kończę we wrześniu a Dzidzia przyjdzie na świat na przełomie maja i czerwca. 🙂 Normalnie skończyłam liceum, zdałam maturę. Mam kochającego chłopaka, który w lipcu zeszłego roku się oświadczył i zamieszkaliśmy razem. Od razu gdy się poznaliśmy, wiedzieliśmy, że będziemy ze sobą do końca życia. Po kilku miesiącach związku obudził się we mnie przeogromny instynkt macierzyński, którego nie mogłam pohamować, zdusić w sobie. I tak oto, w maju 2013 zaczęliśmy starania o dziecko. Dla moich znajomych – szok. Same komentarze „zniszczysz sobie życie” „najpierw weźcie slub” i tak dalej i tak dalej. Ale nie przejmowałam się tym. Dla nas liczyło się to, że się kochamy i chcemy być rodziną. I wreszcie,w piątym miesiącu starań – udało się 🙂 Teraz jesteśmy już bliżej niż dalej, właśnie mija mi 25 tydzień, mieszkamy razem u moich rodziców. Oni chyba jako jedyni od początku wszystko rozumieli, akceptowali i wspierają nas jak tylko mogą 🙂 Ukochany ma 25 lat, pracuje, ma własny samochód, odremontowaliśmy dwa pokoje w domu dla naszej trójki, wspólnymi siłami dajemy całkiem nieźle radę. Ja uczę się w rocznej szkole policealnej, mam nadzieję, że uda mi się ją skończyć przed porodem, potem wiadomo przerwa na wychowanie dzidziusia, zobaczymy jak długo potrwa i jak tylko maleństwo trochę podrośnie zamierzam albo pójść do pracy w zawodzie (florysta), albo rozpocząć kolejne szkolenie – coachingowe i z tym związać się zawodowo, bo interesuję się psychologią. Jesteśmy mega szczęśliwi i z optymizmem patrzymy w przyszłość. Nie boimy się. Mamy siebie i naszą małą Kruszynkę i to dla nas najważniejsze. Całe życie jakoś wszyscy mi mówili, że jestem emocjonalnie bardziej dojrzała od swoich rówieśników. Stwierdziła to nawet p. psycholog, która w okresie gimnazjum i liceum bardzo mi pomogła, bo nie zawsze czułam się tak pewna siebie i nie zawsze było różowo. Wiem co to znaczy znaleźć się w sytuacji, która wydaje się nam czasem „bez wyjścia”, ale tylko nam się wydaje ! Cieszę się teraz ciążą, która przebiega bez komplikacji, czuję się świetnie, prowadzę normalne, aktywne życie, spotykamy się z grupką prawdziwych przyjaciół, którzy się od nas nie odwrócili, tylko cieszą się razem z nami, pytają o dzidziusia, nie mieszkają daleko i staramy się również nawzajem wspierać, kompletujemy wyprawkę dla Maleństwa, czerpiemy z życia ile się da i co najważniejsze, szczerze się kochamy 🙂
    Wszystkiego naj naj najlepszego i uściski dla wszystkich młodych mamusiek !!! Trzymajcie się, będzie dobrze, musi być !! 🙂

    • Ewelino kochana, dziękuję za Twoją piękną historię!! :))
      Buziaki dla Was wszystkich 🙂

  • Magda Motrenko

    A jeśli mój syn pójdzie w moje ślady, zostanę babcią w wieku 36 lat. Dobry tekst! 🙂

  • Anita:)

    Ja zostałam mamą w sumie rocznikowo mając 20 lat, ale że jestem dzieckiem grudniowym to miałam dopiero co skończone 19, gdyż moja córka urodziła się w lutym. Ja z moim mężem dokonaliśmy wyboru, że chcemy mieć wtedy dziecko, jeśli nie wyjdzie trudno wtedy poczekamy do końca studiów. Ale po zdanych maturach zrobiłam test i ukazały się dwie magiczne kreski:) My byliśmy szczęśliwi, gorzej z naszymi rodzicami, ale musieli tą decyzję przyjąć do wiadomości. Ja zaczęłam szkołę policealną, gdyż studia, na które planowałam iść wykluczały mnie z połowy zajęć( AWF). I cieszę się, że zmieniłam plany jestem obecnie technikiem farmacji i pracuję w swoim zawodzie. Do tego studiuję zaocznie na Politechnice Poznańskiej( nie chwaląc się też mam stypendium rektorskie). Nauka tych wszystkich trudnych nazw leków substancji czynnych itp była sporym wyzwaniem, ale Julka dzielnie słuchała mamy i śmiała się ze mnie słysząc do wszystko. Ja urodziłam w sumie pod koniec pierwszego semsestru początek drugiego, jednak z powodu zagrożonej ciąży leżałam 2 miesiące w szpitalu, a jak szpital to nuda więc się uczyłam miałam tak wspaniałym wykładowców że w sesji przyjeżdżali do mnie i siedzieli nawet do 2 godzin i czekali jak napiszę egzamin. Moi znajomi wysyłali mi notatki lub przynosili więc byłam na bieżąco:) A po porodzie do szkoła wróciłam po 2 tygodniach i to na 9 godzin. W tym godzinna przerwa na widzenie z Julią, ona była butelkowa więc miałam „mniejszy problem”. A oprócz tęsknoty najgorsze było wysiedzieć na krześle. Miałam wtedy laboratoria więc niestety tym okręcane krzesełka przez oparcia- tragedia. Dzisiaj to już wspomnienia. Moja córka ma 3 latka chodzi do przedszkola jest szczęśliwym dzieckiem tak jak jej rodzice, którzy nadal studiują zaocznie i próbują wszystko godzić;) Jak się chce to wszystko idzie:) Oczywiście pomoc zarówno mojej mamy jak i teściów oraz rodzeństwa była i jest nieodzowna, ale cóż dziadkowie zachowani we wnuczce i niezadowoleni z tego kiedy jest u drugiej babci/dziadka. Także po latach są plusy. Jedyny minus to to, że nadal mieszkamy z teściami;/ To ma swoje plusy i minusy.. Ale już niedługo może coś się zmieni w tej kwestii. Podsumowując i tak już mój długi wywód stwierdzam, że czas po maturalny na zajście w ciążę był najlepszy, wiem jak teraz moje koleżanki mają dylemat. Biorą ślub po licencjacie/inżynierce ale dziecko może po magisterce albo przed i wezmę dziekankę. Ja jestem zdania jak się chce to wszystko ta się pogodzić. Bo ja oprócz domu, pracy, studiów mam swoją pasję-harcerstwo któremu też poświęcam dużo czasu. Także nic trudnego;p

    Trochę to mi zajęło, ale fajnie móc napisać co się wtedy czuło i jak łatwo/trudno było. Pozdrawiam Cię:*

  • Wiesz, ja w wieku 28 lat zostałam matką i mimo że jestem bardzo zorganizowana to nie poradziłam sobie tak jak Ty w wieku 19 😉 Podziwiam (zwłaszcza kwestię pieluch!) i gratuluję!

  • Daizy

    Hej. W wieku 19 lat zaszłam w ciążę.Mój partner jest rok starszy. Teraz mam 20 i jestem w szóstym miesiącu. Został mi ostatni rok liceum ( nie zdałam raz z powodu bardzo długiego pobytu w szpitalu). W maju piszę maturę. Będzie widać brzuch bo to 7 miesiąc i pare dni. Boję się trochę reakcji otoczenia, ale z drugiej strony mając 20 lat jestem osobą dorosłą, w pełni odpowiedzialną za siebie. Nie ukrywam bo gdy się dowiedziałam był szok. Przecież miałam iść na studia. Gdy dziecko skończy 3 miesiące wyjeżdżam za granicę do narzeczonego, wraz z dzieckiem oczywiście. Bardzo wspiera mnie moja mama, która na początku była bardzo zła i chyba jeszcze gorzej przeżywała niż ja. Postanowiłam, że w przyszłym roku w sierpniu zapiszę się na kursy „przeduniwersyteckie”. Dziękuję za pocieszny wpis na blogu. Pozdrawiam !

    • taaga20

      Zaszłam w ciążę pod koniec 3 klasy liceum (18 lat). Pod koniec roku szkolnego chcąc nie narażać się na opinie otoczenia – chciałam zrezygnować i przenieść się na nauczanie wieczorowe. Na szczęście moja wspaniałą Pani wychowawczyni (za co do dnia dzisiejszego bardzo dziękuję) nie dopuściła to tej sytuacji. Powiedziała tylko: „Chyba sobie żartujesz! Zostajesz z nami!”. I tyle na temat 🙂 Pomagały mi koleżanki z klasy, gdy już się nie byłam w stanie doturlać na zajęcia – przynosiły mi notatki i zadania do domu. W grudniu na świecie pojawiło się moje szczęście. Była to połowa roku szkolnego. Było o wiele trudniej. Jedno zagrożenie z angielskiego – bo nie miałam wymaganej frekwencji na lekcjach. Pomogła cała klasa która masowo zgromadziła się przed pokojem nauczycielskim. Matury może na same piątki nie napisałam, ale zdałam. Pamiętam jak znajomi rodziców mówili pod nosem „Jak ona zda maturę. Z dzieckiem na ręku?”. Ja zdałam, a córka znajomych – taka prymuska – maturę oblała 🙂 Niestety zrezygnowałam z pójścia na studia – czego ogromnie żałuję. Nawet próbowałam dwa lata temu zacząć naukę ale jestem za leniwa już i ciężej do głowy wszystko wchodzi 🙂

  • Pingback: Nie bój się porodu | Nishka()

  • Pingback: Jestem w ciąży z trzecim dzieckiem | Nishka()

  • Pingback: Będąc młodą studentką | Nishka()

  • Aga

    w tym roku skonczę 30, mam 4 latniego syna i męza 42 letniego, mąż nie chce dziecka, mówi, ze jest za stary w sensie, że za 10 lat nie bedzie miał siły biegać z dzieckiem, grać w piłkę, czy cokolwiek, bo i się sytuacji, że u dziecka w szkole ktoś zapyta: dziadek po Ciebie przyjechał? „

    • Alicja

      Mój tata to usłyszał, jak mnie odprowadzał do przedszkola 22 lata temu. Mam jeszcze brata 7 lat młodszego. A tata się dobrze trzyma i jest najlepszym tatą na świecie, wpoił mi tyle wartości, tyle cudownych spacerów pamiętam… Naprawdę nie trzeba jak debil biegać z piłką by mieć superanckiego tatę. Mój tata ma teraz 62 lata, a jego najmłodsze dziecko 20. Można? Można 😉

  • Pingback: Czy rodzic powinien poświęcać się dziecku? Trzy powody, dla których nie warto tego robić | Nishka()

  • szczęśliwa

    Również zostałam mamą młodo, tylko bałam się z zupełnie innego powodu. Nie jestem i nigdy nie byłam z rodzicami w dobrych stosunkach, nasze relacje w najlepszym razie bywają chłodne. Bardzo źle przeżyłam na wzmianki o ślubie i konieczności stabilizacji, bo chociaż zawsze kochałam mojego chłopaka, to nie wyobrażałam sobie, że rodzina może być szczęśliwa, pełna zaufania i wspierająca. Dzisiaj nie jesteśmy po ślubie, a nasza mała rodzina jest wyjątkowo udana. Wreszcie mam dom i dwie bezwarunkowo kochające mnie osoby. I wcale nie żałuję wczesnego macierzyństwa 🙂

  • Ania

    ja dopiero trafiła na Twojego bloga i juz bardzo lubię go czytać:) ja zostałam mamą w listopadzie zeszłego roku i miałam 24 lata. Nikt z moich znajomych nie ma dzieci i nie planuje przez najbliższe lata, tak się czasy zmieniły, ale to nie ich wina tylko po części systemu w jakim żyjemy. Ja oczywiście nie dodaję, że była to wpadka, ale była. Kocham moje dziecko, ale jakoś tak bez entuzjazmu i myślę o tym co Ty, że mogło do mnie przyjść choć parę lat później. Inna kwestia ( a może się lączy), że ojciec dziecka mimo tego, że zawsze zapierał się, że chce mieć dzieci i tylko ze mną to jakoś tak po prostu nie dał rady jednak… pozdrawiam

  • Pingback: Dziś każdy wiek na urodzenie dziecka jest podejrzany | Nishka()

  • Justyna Sz

    Mam 25 lat. Jestem w ciąży. Mam pracę, mąż ma pracę, mamy dom (w remoncie), wiedziałam że jestem gotowa. Bardzo chciałam dziecka. Z mężem znamy się 10 lat, po ślubie jesteśmy 3 lata. Mieliśmy bardzo dużo czasu zeby nacieszyć się sobą. Mieszkaliśmy razem na studiach, dużo podróżowaliśmy, udzielaliśmy się towarzysko ale zawsze nam czegoś brakowało. Teraz już wiemy, że do prawdziwego szczęścia brakowało nam kompletnej rodziny 🙂 W sierpniu urodzi się nasza upragniona córeczka. Uważam że oboje jesteśmy w idealnym wieku i czasie, jesteśmy gotowi by być rodzicami.

  • mietel\k

    czy to zle majac 18 lat by w ciazy

  • monia87

    choć to stary post chętnie podzielę się swoim doświadczeniem. Mamą zostałam mając rocznikowo 19 lat, a faktycznie 18 i 4 miesiące. Córcię swoją urodziłam w styczniu, a w maju zdawałam maturę. Podczas mojej nieobecności małą zajmowała się mama, ale tylko w godzinach gdy miałam lekcje. Po powrocie ze szkoły wszystko robiłam sama, łącznie z praniem i prasowaniem pieluch (pampersy wszak nie tanie były). We wrześniu zaczęłam staż. W październiku zdałam na studia zaoczne. Egzaminy zdawałam śpiewająco w między czasie córcia rosła. Dziś ma 8 lat. Po wakacjach pójdzie do 3 klasy. Druga córcia urodziła się, gdy miałam 26 lat i była w pełni „zaplanowanym” dzieckiem. O ile przy pierwszej miałam czas na naukę, pracę, zabawę z dzieckiem i obowiązki „Kury domowej” tak przy młodszej do 11 miesiąca życia nie mogłam spokojnie nawet pozamiatać. Głównie leżałam i ją karmiłam i nosiłam (mała za Chiny Ludowe nienawidziła swojego łóżeczka i wózka).

  • choub

    Droga Nishko, 🙂
    wpadłam tu przypadkiem, przez jakiegoś linka na fb i czuję, że będę zaglądać regularnie.
    Moja mama urodziła mnie pól roku po swoich 18tych urodzinach i jej historia nie jest różami usłana, ale zostawmy ją z boku. Aktualnie cieszy się, bo zostanie po raz pierwszy babcią. Nie poszłam w jej ślady, bo zostanę mamą w wieku 28 lat (dziesięć lat różnicy 😉 ). Jedna rzecz się tylko zgadza, będę studiować w tym samym czasie, ponieważ rok temu postanowiłam zmienić orientację profesjonalną. 😉
    Także wszystko, o czym piszesz, przede mną.
    Na koniec wielkie dzięki. Dzięki, bo nie jestem fanką blogów parentingowych, a może dzięki Tobie przeproszę się z nimi. 🙂 Twój nie jest różowo przesłodzony i porusza wiele, ciekawych, również trudnych tematów i skłania do przemyśleń. 🙂

  • Pingback: Mamo, dlaczego urodziłaś mnie tak późno? | Nishka()

  • Pingback: Dziecko nie jest Twoim przyjacielem | Nishka()

  • Nowiutki Rupieć

    Ja urodziłam mając lat 24. Niby normalnie. A jednak znaczna większość moich prawie 30stoletnich rówieśniczek nie jest jeszcze matką ani jednego potomka. Ja już odmierzam ostatnie minuty do ponownego rodzicielstwa, kiedy wiele 30stolatek dopiero zaczyna myśleć o pierwszym. Czasy się zmieniły, ale ja cieszę się bardzo z tego, że jestem całkiem młodą mamą, jedną z młodszych wśród mam naszych przedszkolaków. Choć pierwszy rok był dla mnie dość trudny i chyba nie spodziewałam się jak wiele w życiu się zmieni, to teraz żałuję, że nie mam już upragnionej dwójki, a cały trud odchowania drugiego jeszcze przede mną. Późne macierzyństwo jako domenę nowoczesności uważam za dość niepokojące, bo idą za tym pewne zmienne sposobu wychowania: nadopiekuńczość, trudniejsza komunikacja w wieku dojrzewania (wiem bo mam o 30 lat starszą mamę) lub nadmierny luz będący wynikiem troski o uniknięcie nadopiekuńczości. Nie bez kozery natura dała nam najlepsze lata płodności wtedy kiedy je dała :).

  • Rokki

    Ja urodziłąm dokładnie 3 tygodnie przed moimi 17 urodzinami, moja mama została babcią w wieku 35 lat 😛 Teraz mam 20 lat, córcia 3 lata i dopiero kończę szkołę średnią. Kocham ją nad życie no ale przewróciła mi wszystko do góry nogami 🙂 Pozdrawiam

  • Niki

    Świetny wpis. Dobrze jest przeczytać, że jest ktoś, kto nie żałuje, nie narzeka i nie marudzi na wczesne macierzyństwo. Gratulacje Nishka 🙂

  • majka19

    ja tez mam 19 lat, 2 tyg temu uprawiałam seks z chłopakiem, skończył w środku, i od kilku dni spóźnia mi się okres… narazie robiłam test na stronie http://www.darmowetesty.com/czy-jestem-w-ciazy/ ale wynik wyszedł niepokojący dla mnie i dzisiaj idę do apteki po test apteczny…

  • Zostałam matką w wieku… 17 lat. I to była najlepsza decyzja jak się później okazało. Mimo ze było bardzo ciężko i teraz mój mąż jest za granicą a ja w domu rodziców, to mimo tego jakoś daje radę. W pierwszym roku często opadałam z sił, mąż był całe dnie w pracy, i w sumie prawie go nie było w domu. Później się okazało ze powolutku ale sukcesywnie moje nerki przestają ze mną współpracować i o drugim dziecku mogę na razie zapomnieć o ile nie chce się wykończyć 😀
    Cóż na 18 syna będę mieć 35 lat 🙂

  • Barbara Wolińska

    Też jestem zakochana w moich dzieciaczkach i wydaje mi się, że trudno tą miłość zrozumieć dopóki się swoich nie ma. To doświadczenie mogłabym określić, jako coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam pod względem intensywności i piękna. Mam dwójkę maluchów i jak nic na świecie ONE rekompensują mi wszystkie trudy wychowania i wiem, że zawsze będę je kochać miłością szaloną i bezinteresowną 🙂

  • Blog LightStylowy

    Jestem u Ciebie pierwszy raz i przeczytałam jednym tchem chyba cały blog (no dobra, na pewno nie cały), ale komentarz chciałabym zostawić tutaj właśnie. I wzięłam do siebie, to co pisałaś do innych – rozgościłam się! 😉

  • Agata

    A ja, choć w sumie to ‚odgrzewany kotlet’ też chcę się z Wami czymś podzielić z tym, że u mnie nie ma dzieci… I nie będzie.
    Mam 22 lata i pół roku temu dowiedziałam się, że dziecko tak ale albo natychmiast albo potem, po operacji się nie da. Byłam w związku- półtora roku- rozstaliśmy się na miesiąc przed diagnozą….
    Przed tą wizytą myślałam, ‚mam jeszcze czas’, ‚na dziecko przyjdzie czas’, ‚po studiach’ itd…
    Teraz wiem, że gdybym mogła (miała stałego partnera- nie chciałam skazywać dziecka na wychowanie z ‚ojciec nieznany’ ) nie wahałabym się ani chwili… Dziecko zostałoby ze mną na zawsze a tak pozostaje mi z zazdrością patrzeć na matki oraz te, które matkami mają zostać…

  • Haha, moja znajoma została babcią w wieku 32 lat 😀 Można? Można! Mnie mama urodziła, gdy miała niecałe 18 lat. Ja zawsze myślałam, że w wieku 19 lat będę miała męża i dziecko. Mam 23 lata, jest narzeczony, ale dziecka nie ma. Chociaż uważam, że najwyższy czas 🙂 Wg mnie najlepiej urodzić przed 30 wszystkie dzieci 🙂

  • Pingback: Ile masz już wiosen, czyli dialogi o wieku | Nishka()

  • Nie można mówić o najlepszym wieku zostania rodzicem, bo każdy czas jest nieodpowiedni i odpowiedni jednocześnie – takie mam refleksje. Zawsze jest coś, z czego trzeba zrezygnować, a na co przyjdzie czas później i odwrotnie. Młody wiek to więcej siły na nieprzespane noce, z kolei ciąża po trzydziestce to większe doświadczenie życiowe, z którego można czerpać. A czasem po prostu instynkt macierzyński się nie pojawia, tak jak w moim przypadku :).

  • calareszta.pl

    Podziwiam, szczerze. Zostałam mamą w wieku 32 lat. Nie chciałam wcześniej, bo sama nie byłam wystarczająco dorosła. Paradoksalnie, jak już do tego dorosłam, los postanowił inaczej i na dzieci przyszło mi czekać. Nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko. Los daje nam dzieci z jakiegoś powodu i w czasie, który z perspektywy wydaje się najlepszy. Urodziłam trojaczki. Cieszę się, że późno, moje macierzyństwo jest przemyślane. Nie poświęcam się dla dzieci. Nie mam poczucia, że coś tracę, spędzając kolejny weekend w domu. Nie wiem, czy umiałabym tak samo pomyśleć, gdybym dzieci miała w wieku 18 lat, bo błądziłam i potrzebowałam podróżowania i wyszumienia. Ale to moja historia, a dla każdego życie pisze inny scenariusz. Wspaniale, że miałaś wsparcie rodziców i że sama postanowiłaś, że dziecko nie przeszkodzi Ci w byciu tym, kim chcesz. Trzymam kciuki za wszystkie matki, które, nieważne od wieku, starają się być najlepszymi, jakimi mogą być i nie widzą dzieci w kategorii przeszkody czy tych, którzy kradną ich młodość.

  • Pingback: Cotygodniowy Przegląd Internetu #25: nastoletnia ciąża, kandydaci na prezydenta()

  • Czytając tą historię nie mogłam przestać myśleć o swojej mamie. Urodziła mnie w wieku 20 lat. Studiując (początkowo medycynę), zajmując się swoją mamą chorującą na raka oraz nie mając za wiele wsparcia ze strony mojego biologicznego ojca. Później myślę o mojej koleżance ze studiów, która połączyła je z wychowywaniem swojej ślicznej córeczki. Te historie wzbudzają we mnie podziw.

  • magda

    Skończyłam niedawno 37 lat, moja córka kilka dni temu zdawała maturę. Urodziłam ją tydzień przed moimi 18 urodzinami. Swoją maturę zdawałam już z rocznym dzieckiem. Potem od razu poszłam
    na studia. Czasy były bardzo trudne, ale nie żałuję ani dnia…

  • Ja mam 26 lat i z przerażeniem myślę o możliwości zostania matką, mimo, że mam ku temu warunki finansowe, wyszłam za mąż i mogę liczyć na pomoc ze strony bliskich.

  • kasia

    Witam dziewczyny nazywam sie Kasia mam za 2 miesiace 20 lat i mam 5 miesiecznego synka .Mieszkam w Holandii wyjechalam za granice ledwo jak skonczylam 18 lat uczylam sie w liceum zaocznym bo musialam dorabiac moja mama stracila prace a oprocz niej tylko ja bylam pelnoletnia no a w Polsce ciezko mialam z praca wkoncu niewyksztalcona jestem. .. a chcialam szybko zarobic pomoc mamie wiec postanowilam wyjechac mialam miesiac wolnego od szkoly na zaocznym , wie szansa na jakis grosz byla pojechalam tak juz zostalam poznalam swojego chlopaka i po jakis 5 miesiacach zaszlam w ciaze ogromny byl strach poprostu nawet nie zdajecie sobie sprawy ile przeszlismy moj chlopak mi nie pozwolil szukac pracy bedac w ciazy bo martwil sie o mnie i o dziecko a ja nie moglam do siebie dojsc jak moge zostac matka nikogo nie mielismy za granica nikogo ! On zarabial 1000 euro i musielismy zaplacic za pokoj 500 euro zylismy na pokoju a tu tak jest jak sie nie ma wlasnego mieszkania to Panstwo zapewni lepsza przyszlosc bogatym rodzicom ja bez pracy my bez mieszkania bylo tak ciezko nawet nie zdajecie sobie sprawy juz chcialam posunac sie do najgorszego do aborcji…… bylam w klinice aborcyjnej i chcialam zabic swoje dziecko bo nie chcialam zeby wychowywal sie w biedzie jak zobaczylam mojego skarba w brzuszku cos we mnie peklo plakalam ale powiedzialam sobie ze jest jak jest ale krzywdy nie zrobie jemu nie potrafie to moj skarb i odkad wyszlam z tej kliniki moje zycie stalo sie kompletnie inne nagle sie wszystko zmienilo jak opowiedzielismy rodzicom mojego chlopaka teraz narzyczonego jak zjemy i ze jestem w ciazy odrazu wyslali nam 5000 euro bysmy mieli na wynajem mieszkania i doslali nam na cala wyprawke wszystko sie unormowalo tylko czekalismy az nasz maluch pojawi sie na swiecie a potem pomoglo nam Panstwo dostalismy dofinansowania mamy mieszkanie maluch ma wszystko ja dalej nie pracuje bo zajmuje sie maluchem ale najgorsze przezylismy moja znajoma miala racje Jak Bog daje zycie to na zycie tez da a jja juz myslalam ze naprawde jedynym rozwiazaniem jest aborcja od wrzesnia ide do holenderskiej szkoly zawodowej i jezyka teraz mamy jak zyc wczesniej swiadomosc o tym ze dziecko nic nie bedzie miec i jedynym rozwiazaniem bedzie jego zabojstwo dobijala nas psychicznie ja nie potrafie zeby kosztem nauki i kariery zrobic krzywde dziecku wole byc biedna wole zyc skromnie ale z moim synkiem niz byc bogata po studiach i po aborcji a w to wierze ze nasza determinacja nie poszla na marne maly zaniedlugo pojdzie do przedszkola a ja na studia nie poddam sie nie pokaze swojemu dziecku ze matka jest glupia chce zeby byl ze mnie dumny i zrobie dla niego wszystko

    • Nie zgadzam się. Błagam, proszę nie rozpowszechniać mitu, że „jak bóg da dziecko, to i da na dziecko”, bo nie każdy rodzic będzie miał 5000 euro czy nawet 5000 złotych, aby dać swoim dzieciom na życie. Skąd niby biorą się te wszystkie rodziny, które żyją bez ogrzewania w dwóch pokojach bez łazienki z trójką niedożywionych dzieci?
      Jeżeli to jest wpadka to trzeba sobie jakoś radzić, ale świadome decydowanie się na dziecko przy świadomości, że nie ma się jak go utrzymać jest skrajnie nieodpowiedzialne.

  • Katiska

    Za 4 miesiące skończę 20 lat i najprawdopodobniej jestem w ciąży.Zdarzył się tylko raz bez zabezpieczenia wg moich wyliczeń w dzień niepłodny,jeśli to okaże się prawdą to zostanę 21 letnią mamą i to do tego samotną,myślę,że chłopak mnie zostawi jak mu o tym powiem.

  • Ma wet

    Mam 21 lat, mój chłopak 22. On ma stałą pracę, a ja studiuję zaocznie (2. rok) i pracę na 3/4 etatu (na razie do końca tego roku). Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zostaniem mamą. Chciałabym mieć dziecko. Już nie raz przeglądałam strony internetowe, czy blogi o ciąży, niemowlętach. Już nawet mam wymarzony wózek. (niestety poza zasięgiem, bo kosztuje ok. 2500 zł nowy). Dziś mój chłopak mnie zaskoczył, bo powiedział, że chciałby mieć dziecko. I to nawet już. Chciałabym zostać mamą, ale mam wiele obaw (czy dam radę, czy mnie to nie przerośnie, czy skończę studia- licencjat i mgr, czy poradzimy sobie finansowo). Mój chłopak co do finansów nie ma wątpliwości, przecież wielu ludzi w gorszej sytuacji finansowej wychowuje dziecko. Chciałabym a boję się.

  • Olka18

    A ja.. Mam 19 lat, stałego partnera od 2.5roku. Dobrze nam się układa 🙂 ciąża to przypadek..
    Jestem za granicą a On w Polsce. Ja przyjechałam tu ponieważ chcę skończyć szkole, podszkolić język i znaleźć dobrą pracę..(w Polsce szkole trochę zawaliłam)
    Mieszkam z rodzicami i rodzeństwem moja mama jest w ciąży za ok 3 tyg ma termin.
    A ja.. Jestem rozbita, chciałam sobie poukładać wszystko a potem myśleć o dziecku. Mój facet nie ma stałej pracy, nie mamy własnego lokum.
    Teraz nie wiem co myśleć jest to ok 6 tydzień..
    A ja się czuję fatalnie..mdłości i wymioty nie dają żyć schudłam z 52kg na 47.5kg nic nie mogę jeść.. Woda sprawia mnie o wymioty 🙁

  • 20latka

    Witam wszystkich,
    Tak stało się, że ja już jestem na studiach i trzyb studenckiego życia wciągnął mnie bardzo szybko.
    A terz po jednej z imprez czekam żeby zrobić test, prawdopodobnie 14, min 10 dni mam czekać… bardzo się tego boję, bo moje rodzicy są daleko ode mnie i wiem,będę musiała sama sobie w życiu poradzić, nawet jeśli i z ojcem dziecka.
    Wierzę, że macierzyństwo jest szczęściem, ale chyba teraz nie chcę tego…

  • Nikola Dąbrowska

    Rowniez zostalam mama w wieku 19lat, tylko moja ciaza byla planowana. Zawsze mowie ze ludzie czasami czuja ze sa do czegos stworzeni ja do bycia mama 😉 Rowniez urodzilam pod koniec listopada (23). Teraz majac lat 23 i czteroletniego synka,oczekuje kolejnego dzieciatka ktore przyjdzie na swiat juz w maju. Jestem juz ponad 4 lata po slubie, mieszkam za granica i jestem szczesliwa. Nie wyobrazam sobie zycia bez mojego dziecka.

  • Natalia Kapuścińska-Gzyra

    Ja w pierwszą ciążę zaszłam w wieku. lat 18. 19 miałam jak urodziłam. Dzis mam lat 22 i juz dwójkę dzieci na stanie.
    Zgadzam sie z tym ze dziecko to baaardzo wielki obowiązek.
    Z tym że ja nie miałam możliwości skończenia studiów. Skonczylam tylko technikum. Zdalam maturę i egzamin zawodowy. I nawet zaczelam studia zaoczne co prawda ale zawsze. Niestety mama moja stwierdzila ze to nie dla mnie ze towarzystwo nie takie i wgl. Bylam raptem na dwóch zjazdach. I tyle bylo mojego studiowania… Wyprowadzić z domu tez ona sobie nie wyobraza. Mimo ze mam męża i staram sie jak mogę to ona jednak uważa ze ani ja ani mąż do niczego sie nie nadajemy i ze dzieci to wgl będą brudne i na pewno umrą śmiecia głodową. Ale generalnie to ona nigdy nie miała do mnie zaufania. Zawsze byłam niedobra nic nie umiałam do niczego sie nie nadawalam i po co mi wgl dzieci skoro sama jestem dzieckiem? ;(

    • Natalia, zachowanie Twojej mamy brzmi niepokojąco 🙁 Czy macie z mężem warunki, żeby się wyprowadzić? Czy Twój mąż pracuje? Jeżeli tak, zrobiłabym to czym prędzej!

      • Natalia Kapuścińska-Gzyra

        No pracuje ale nie mamy możliwości żeby sie wyprowadzić. Zbyt malo zarabia żeby płacić za czynsz i utrzymać 4 osobową rodzinę.. Mam nadzieję ze w przyszlosci sie to uda..

  • mk

    Postanowiłem opisać swoją historię z męskiego punktu widzenia. A wiec mam 23 lata, moja już narzeczona 18. Jesteśmy w 4 miesiącu ciąż. Oczywiście była to wpadka. Gdy się dowiedzieliśmy byliśmy w ogromnym szoku i szybko powiedzieliśmy o tym jej siostrze która przeszła przez podobną sytuacje a teraz ma normalną rodzinę. Jej siostra oczywiście nas uspokajała i mówiła że wszystko ‚będzie dobrze’. Jakoś to nas uspokoiło na pewien czas. Stopniowo dowiadywali się nasi rodzice i znajomi, dla wszystkich to był szok ale wszyscy mówili że ‚będzie dobrze’. Moja dziewczyna jest bardzo dojrzała jak na swój wiek i dość odpowiedzialnie podchodzi do tematu.Nie załamuje się chce skonczyć szkołę, zdać prawo jazdy i iść na studia od pażdziernika(dziecko urodzi się pod koniec czerwca). Podziwiam ją za to, ja bym się chyba załamał na jej miejscu. Po fali szoku jak na nas spadł zaczeliśmy uświadamiać sobie że jednak nie ‚będzie dobrze’ jak wszyscy mówią. Pojawiła się myśl o aborcji. Myśleliśmy o tym w kategoriach rozwiązania problemu. Oczywiście pojawiły się tez myśli że może to przysporzyć znacznie poważniejsze problemy. Nikomu nie życzę takich myśli i takiej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. Codzienna walka z własnym sumieniem i z samym sobą, myśli że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś, że straciliśmy wszystko co najlepsze, nasze plany legły w gruzach, czym sobie na to zasłużyliśmy?, i to zaledwie ułamek tego co siedziało nam w głowie. Oczywiście na aborcję się nie zdecydowaliśmy, czego momentami żałuję bo jakoś nie mogę uwieżyć w to że będziemy mieli super kolorowe życie. Jednak dziecko w tak młodym wieku zabija dziecko w nas samych i tracimy radość z życia. Nie pamiętam kiedy ostatnio mieliśmy radosny dzień. Boję się że nasze uczucia mogą wygasnąć i skonczymy jak spora część związków które zaliczyły tak zwaną wpadkę i kiedyś się rozstaniemy przez to wszystko. Chciałbym znaleść jakieś wyjście z tej sytuacji, cos co pozwoli nam cieszyć się życiem jak kiedyś, ale nie jestem w stanie. Jest to pierwsza rzecz w życiu której nie mogę ogarnąć i obrócić jej na radosne myślenie. Boje się oceny naszego otoczenia, żę ludzie będą do nas nieprzyjemnie nastawieni że stracimy znajomych i zostaniey całkowicie sami i będziemy siebie nawzajem za to wszystko obwiniać. Nie chcieliśmy takiego życia i ta myśl nas niszczy. Proszę o jakieś porady lub indywidualne przemyslenia na ten temat. Prszę również o to żeby nikt nas nie oceniał że sami tego chcieliśmy bo tak nie było. Zabespieczaliśmy się prezerwatywą ale jednak to nie daje 100% bezpieczeństwa. Mam nadzieję że znajdzie się ktoś rozsądny do rozmowy na ten temat

    • Mk, dziękuję ze zechciałes podzielić się swoją historią. Na pocieszenie powiem Ci, że z dzieckiem „zmienia się wszystko, ale i nic się nie zmienia”. Nadal będziecie sobą, ale towarzyszył będzie Wam „dodatek” do związku, który oprócz małych problemów w postaci dodatkowych obowiązków- karmienia, przewijania, ząbkowania itd, przyniesie mnóstwo radości i pozytywnych emocji: zobaczysz.

      Najważniejsze, żebyś od początku angażował się w pomoc swojej dziewczynie- kąpał dziecko, wspierał, karmił – oczywiście najlepiej zeby karmiła je piersią, ale moze czasem na noc odciągnąć lokatorem pokarm tak żebyś Ty mogł przejąć na siebie nocne karmienie zeby ona mogła sie wyspać, wychodzić na spacery.

      Fakt ze zaangażujesz się w opiekę nad Waszym synkiem lub córeczką zbliży Was do siebie, będzie wiedziała że moze na Ciebie liczyć, że jesteś dla niej wsparciem. A Ty przez angażowanie się rownież na tym skorzystasz bo zbudujesz z dzieckiem więź.

      Twoja dziewczyna z racji stanu ciąży ma pewnie teraz rożne hormonalne wahania nastroju, stad pewnie Wasze konflikty, dodatkowego lęk, co będzie dalej. Spójrz na to z góry, „z lotu ptaka” – tul ją, pocieszaj, zapewniaj że RAZEM będziecie przez to przechodzić i ze nie zostawisz jej z tym samej.

      Zobaczysz, będzie dobrze! Daj znac czy odczytałas moją odpowiedz a jezeli chcesz jeszcze o cos spytać – śmiało. To ja jestem autorkà tego tekstu i to ja urodziłam córkę mając 19 lat i mimo że nie zawsze było sielankowo to było dobrze. Zresztą w życiu nigdy nie jest zawsze w 100% kolorowo 🙂 Trzymaj się!

      • mk

        Dzieki za chęć odpisania. Myślę ze pytan bede miał sporo😉 Powiedz mi czy teraz jako dojrzala kobieta nie żałujesz tego że tak szybko zostalas mama? Czy udalo wam sie stworzyc zwiazek z którego jesteście zadowoleni? I jak radzilas sobie w szkole będąc w ciąży? Co czulas gdy twoje koleżanki z klasy sie dowiedzialy- czy w ogóle sie dowiedzialy nim skonczylas szkole? Bo u nas matura i koniec szkoły wypadnie w 7 miesiącu.

        • mk

          Powiedz mi jeszcze czy będąc w pierwszej ciązy miałaś kogoś kto przeszedł przez podobną sytuację i stałby się jakby twoim wzorem do naśladowania? Czy raczej nie oglądałaś się na innych i za wszelką cene chciałaś pokazać wszystkim że dasz rade i wiele w życiu osiągniesz. Bo przejrzałem twoją aktywność internetową i wydaje się że udało Ci się bardzo dużo osiągnąć-Czy też to tylko wirtualne pozory? Moje pytania biorą się stąd że w swoim życiu często podziwiałem osoby które według mnie były wzorem do naśladowania, ale tak naprawdę nigdy nie wiedziałem czy te osoby mimo tego że w moich oczach są ‚super’ same czują satysfakcję z tego kim są. Nie ukrywam również że Twoja osoba wydaje mi się być ‚super’ 😉

          • mk

            Ok dzieki wielkie za Twoje słowa. powiem szczerze że spodziewałem się właśnie podobnych odpowiedzi 😉 Wbrew pozorom życie jest bardzo przewidywalne trzeba tylko patrzyć szeroko na świat i to co nas otacza. Cieszę się że zechciałaś mi odpisywać i mam nadzieję że odpiszesz jeszcze pare razy;) Chciałbym Ci zadać jeszcze dwa dość banalne pytania, ale odpowiedzi na nie czesto nie przychodzą łatwo. Co według Ciebie tak naprawdę jest sensem życia? oraz Co jest najważniejsze w życiu?

            Wracając do naszej sytuacji to planujemy żeby moja dziewczyna studiowała zaocznie w weekendy. Stwierdziliśmy że będzie nas na to stać i wydaje się to być najlepszą opcją, dzięki której nie będziemy musieli zostawiać z kimś bobasa. W tygodniu ona będzie się zajmowała dzieckiem, ja pracuję wiec po pracy będę ją wspierał 😉 a w weekend Dziewczyna na uczelnię a ja będę zajmował się naszym brzdącem 🙂

          • mk

            Witam ponownie, zajrzałem żeby zobaczyc czy ktos cos pisze ale nic niestety nie ma. Nie wiem czy pytania które zadalem nie sa czasem z tych nie wygodnych?

          • MK, ten wpis opublikowałam 2 lata temu więc raczej tu nikt nie zagląda 🙂 ja dlatego to robię, bo dostaję powiadomienia mejlowe. Dziś mam cięzki dzien więc odpowiem Ci później na resztę pytań i pomyslalam sobie, że może chcesz jeszcze o cos spytać to PYTAJ ŚMIAŁO, a ja opublikuję wkrótce zupełnie nowy tekst, tak żeby inni mogli się oprócz mnie również wypowiedzieć 🙂 Odniosę się do Twoich pytań i zachęcę czytelników do dyskusji.

          • mk

            Ok rozumiem, w takim razie bede zagladal co jakiś czas;) życzę miłego dnia

          • mk

            Jak moge pomodz dziewczynie kiedy ona boi sie porodu, boi sie ze po porodzie będzie brzydka i jej figura juz nigdy nie będzie taka jak przed porodem? Kiedy jej mowie ze jest mloda i na pewno szybko wróci do formy to ona nie chce wierzyć w to co mówię. Często mi zarzuca ze jej nie wspieram a ja caly czas jestem przy niej, co powoduje ze momentami mamy siebie dość. Ale kiedy proponuje żebyśmy odpoczęli od siebie przez chwile to ona sie obraza. Czasem mam ochotę wyjsc i trzasnąć drzwiami ale nie robię tego bo wiem ze jej będzie przykro. Jak w takich sytuacjach można rozładować emocje?

        • Mk, nie, nie żałuję że tak wcześnie zostałam mamą. Wszelkie wątpliwości zniknęły gdy narodziło się dziecko. To jakoś tak samo się dzieje, i rozumiem już co znaczy hasło „cud narodzin” 😉 Oczywiście, że to dziecko czasem mnie irytowało (i wciąż irytuję :)) ale miłość przezwycięża wszystko.

          Nasz związek jest pełen wzlotów i upadków, nie jest sielanką, kłótnie i kryzysy są na porządku dziennym, ale takie jest życie! Najważniejsze, żeby nie obrażać się na wieki, nie stroić fochów, szanować się i starać się znaleźć kompromisy. I najważniejsze jest moim zdaniem przyjęcie założenia: że chcemy być razem na dobre i na złe, a nie że po byle jakim kryzysie od razy podejmujemy decyzję o rozstaniu. Rozmawiać. Opowiadać o swoich obawach, o tym, co nam się nie podoba, czego oczekujemy. Mieć rzeczy, które robi się razem (nawet jeżeli to oglądanie ulubionych seriali), ale też takie, które robi się oddzielnie. Nie zatracać się w sobie.

          Średnio co najmniej raz w miesiącu mamy siebie serdecznie dość i nie możemy na siebie patrzeć i każde z nas w duchu wypowiada „koniec z nami!” 🙂 , ale też po pierwsze jesteśmy cholerykami i nie pielęgnujemy w sobie długo negatywnych emocji, a po drugie staramy się być rozsądni i wiemy, że w KAŻDYM związku są wzloty i upadki. Nie ma związków idealnych i bez skazy.

          Jak radziłam sobie w szkole będąc bardzo młodą mamą? Kluczem okazała się ORGANIZACJA. Nie zostawiałam nigdy nic na ostatnią chwilę, nie robiłam sobie dużych zaległości, bo zakładałam że mogę nie mieć warunków do nauki, np. dziecko nie będzie spać itd. Korzystałam z każdej chwili, gdy spało i uczyłam się/robiłam notatki/czytałam itd. Skoro Twoja dziewczyna rodzi 2 mc-e po maturze to czy dobrze mniemam, że lipcu? A więc idealnie! Spokojnie może studiować, bo w październiku dziecko będzie miało już 3 mc-e więc będzie mogła wychodzić na 3 godzinki z domu – np. rano i po południu. Takie wyjścia na zajęcia są bardzo dobrym sposobem na to, żeby nie dopadł jej „baby blues” – będzie musiała ubrać się, pomalować itd.

          Jak zareagowały, gdy się dowiedziały, moje koleżanki? Bliskie wiedziały od początku i spoko, pełne zrozumienie. A dalsze: to nastąpiło dopiero na studiach: na pierwszy rok, mając 19 lat przyszłam w 8 mc-u ciązy, czyli już w bardzo dużym brzuchem. Więc wydawałoby się, że trudne doświadczenie, bo nowa grupa a ja od razu bach w zaawansowanej ciąży. Ludzie reagowali pozytywnie, zaciekawieniem, wsparciem. A jeżeli znalazł się ktokolwiek, kto patrzył na mnie ze zdegustowaniem czy jakimkolwiek innym negatywnym uczuciem, to wymazałam go z pamięci i wtedy nie brałam sobie tego głowy i Wam tego nie życzę. To ICH problem, a tacy ludzie nazywają sIę DULSCY 🙂

          Nie miałam nikogo, kto przeszedłby podobną sytuację i byłby moim wzorem, byłam sama. I nie było wtedy za bardzo internetu, w każdym razie ja kompa ze stałym dostępem do netu nie miałam :)))))

          Czy chciałam pokazać wszystkim, że dam radę? Nie. Bo ja raczej nie robię nic na pokaz: ocena innych nie jest dla mnie najważniejszą motywacją. Ważne, żebym sama się dobrze ze sobą czuła. Ja np. mimo że ogromnie kochałam moje dzieci (i mając 24 lata, na ostatnim roku studiów urodziłam drugie), to nie chciałam się też nigdy w nich ZATRACAĆ. Dlatego nie zamknęłam się w domu, wychodziłam co jakiś czas na kawę/pizzę/piwo ze znajomymi – a z dzieckiem zostawał z mąż. Co jakiś czas: nie mówię, że codziennie 🙂 Np. 2-3 razy w miesiącu. Stałam się mamą, ale nie przestałam być Natalią. Wszystko to, co lubiłam robić przed urodzeniem dziecka, nadal robiłam. Dziecko to nie koniec świata.

          Co do mojej działalności internetowej to wiadomo, że jest to trochę zakłamane, w tym sensie, że opisuję raczej tylko jasną stronę życia, bo nie chce mi się pisać tekstów dołujących. Nie mam wtedy weny. Ale oczywiście, że często mam chwile zwątpienia, czuję, że jestem beznadziejna, wszystko jest bez sensu itd. Tak więc norma 🙂

  • Marek Kowalczyk

    Ostatnio z dziewczyną uprawialiśmy seks bez zabezpieczenia, teraz spóźnia jej się okres ponad 2 tygodnie, nie wiemy co robić, na razie dziewczyna robiła test online http://darmowetesty.pl/darmowy-test-ciazowy-online, jeszcze chwilę poczekamy i jak się nic nie zmieni to pójdziemy do lekarza. Dziewczyna również ma 19 lat…

  • joasia joas

    Też chyba jestem w ciąży, mam 17 lat… pierwszy raz zrobilam to z chłopakiem i stało się, miał prezerwatywy, zakładał je ale twierdzi, że mu się lekko zsunęła i nie zdążył wyjąć w odpowiednim czasie, sprawdzałam pierwsze objawy: http://www.ciazaobjawy.pl/pierwsze-objawy-ciazy/ i wszystko się zgadza, było to 6 dni temu, jeszcze ze 2 dni i wykonam test, jednakże odczuwam bóle brzucha, co do miesiączki to jeszcze około dwóch dni, ale przeczuwam to, chyba, że to strach, mam nadzieję, że nie.. chciałam być dorosła, nie być dziewicą starą a tu proszę, przygotowana byłam z zabezpieczeniem, ostrzegłam chłopaka, że to musi być, bo tabletki jeszcze odpowiadają, kupił wszystko a tu i tak pech :/ jak będę w ciąży to nie wiem co zrobie….

  • Dot

    Dobrze, że trafiłaś na odpowiedniego chłopaka, który nie zniknął po informacji o ciąży. I jeszcze został Twoim mężem, macie wspaniałą rodzinę – gratulacje! 🙂

  • Uważam, że to zależy od osoby. Wiele matek pisze, że jak się „chce to się da radę”. Ja wiem, że bym nie dała. Mam 21 lat (w maju będę miała 22) i w żadnym stopniu nie czuję się jeszcze gotowa na macierzyństwo. Pewnie wiele z Was się nie czuło i podołało temu zadaniu, ale ja wiem, że gdybym teraz miała dziecko i nie zdecydowała się na aborcję czy adopcję to skrzywdziłabym je.

    Źle znoszę stres i zdaję sobie sprawę, ze takie wyzwanie by mnie przerosło, bo też gdyby zdarzyło mi się to teraz to to biedne dziecko wychowałoby się w rozbitej rodzinie. Dodatkowo mam aspergera i muszę nauczyć się jakoś funkcjonować z ludźmi. Dziecko wymaga zrozumienia i odpowiedniego porozumiewania się z nim. Mój ojciec (który też ma ZA) traktował mnie jak dorosłą, więc za „naiwne”, typowo dziecięce poglądy obrywałam mięsem tak jak bym była jego rówieśniczką. Z kolei ja traktuję dzieci jak kumpli. To brzmi dobrze, ale rodzic powinien być też troskliwym opiekunem. Nie da się z dzieckiem rozmawiać jak „przy piwie”, a ja niestety wiem, że na chwilę obecną nie umiem inaczej. Inna kwestia, że jestem typową studentką, więc o ile mnie urządza dieta wifonowa i tonięcie w kserówkach to z dzieckiem tak nie można. Plus chodzę na tak wymagające studia, że opieka nad dzieckiem w 90% spoczywałaby na ojcu. Uważam, że muszę sobie dać czas na to, żeby do końca dorosnąć, wyszaleć się i przygotować do trudów macierzyństwa. Mam to chyba po mojej mamie, która wręcz nie znosi dzieci i z macierzyństwa największą przyjemność czerpie chyba teraz kiedy jestem już dorosła i mogę być bardziej przyjaciółką niż dzieckiem, które jednak ma świat znacznie odległy od tego „dorosłego” 😉

    Odpowiedzialność, którą mam każe mi się wstrzymać z byciem matką właśnie dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo złe skutki by to miało. Ale z przyjemnością czytam blogi takie jak Twój Nishka, bo kiedyś będę chciała zostać dobrą matką (przeciwieństwo tego jaką byłabym teraz :P) i przyznam, że Twoje przemyślenia są dla mnie bardzo inspirujące 🙂

  • Ania

    Napisałaś: „Właściwie to już nie wyobrażam sobie, bycia znów być mamą małego dziecka i cieszę się, że mam już duże dzieci.” 🙂 To zabawne, wiedząc, że spodziewasz się chłopczyka. Powodzenia :*

  • Pingback: Maturzystka w ciąży, czyli CO POWIEDZĄ LUDZIE?! | Nishka()

  • Olga

    Urodziłam syna mając 20 lat. Było to 12 lat temu 🙂 Typowa wpadka. Chwilami byłam przestraszona, ale ja jestem z tych, co „biorą byka za rogi”. Poradzenie sobie w roli matki z miejsca stało się moim priorytetem. Typowe rodzicielskie obowiązki nie były trudne i nie wspominam tego źle (wstawanie w nocy, ząbkowanie etc.) Nie było to trudniejsze niż praca zawodowa, codzienne obowiązki, takie jest „dorosłe” życie i tak do tego podeszłam. Jedni mają zmianową pracę i pracują „na nocki”. Inni dojeżdżają codziennie do pracy czy szkoły po kilkadziesiąt kilometrów pociągami, co również nie jest łatwe. Jeszcze inni mieszkają w nieciekawych warunkach po 4-5 osób w kawalerkach, a ja akurat wstaję w nocy do chorego dziecka i nie dosypiam, bo nie mam czasu. Proza życia, dramatu nie ma.
    Problemem były natomiast moje relacje z ojcem dziecka i ówczesnym mężem. Ostatecznie nie zostaliśmy razem i rozwiedliśmy się, gdy nasz syn miał 2 lata. I to był prawdziwie trudny czas – nowa sytuacja, małe dziecko potrzebujące uwagi, ja psychicznie „w strzępach”. Ale „wyszliśmy” z tego wszyscy: ja, nasz syn, były mąż, a także mój drugi mąż, którego wtedy, w tym trudnym „rozwodowym” czasie poznałam.

    Po 12-stu latach mogę szczerze powiedzieć, że wychowujemy syna wspólnie z byłym mężem, widujemy się co kilka dni, mamy dobre relacje. Da się!
    Natomiast od 10 lat tworzę z obecnym mężem dom i jestem szczęśliwą kobietą. Skończyłam studia – i licencjat i magisterkę. Przez 2-3 lata po urodzeniu syna pracowałam na etacie, później założyłam swoją firm, którą prowadzę do dziś.
    Mając 26 lat urodziłam drugiego syna, tu było to już dziecko z wyboru i jest to zupełnie inne macierzyństwo. Nie lepsze. Po prostu inne.
    A starszego, dziś 12-stoletniego syna kocham totalnie. I lubię fakt, że jest między nami tylko 20 lat różnicy. Mam 32 i czuję się nadal młodo. Uśmiecham się do siebie, gdy pomyślę, że za kilka lat zrobi prawo jazdy, znajdzie sobie dziewczynę etc… 🙂

  • Evienna

    Moja historia jest bardzo, bardzo podobna…..fajnie się to czyta, z jedną różnicą moi rodzice nie proponowali/narzucali wyprowadzki, a szkoda. Myślę, że mnie byłoby łatwiej mimo wszystko być matką, gdyby nie stała nade mną ciągle moja mama. Doszło w końcu do tego, że z jednej strony sama byłam matką, a z drugiej strony moja mama prała np. ubranka mojego dziecka. Takie rozerwanie – w sumie już jesteś dorosła, ale nadal jesteś dzieckiem i sobie nie poradzisz. Intencje były dobre, ale mi zabrakło zapewnienia, że dobrze mi idzie i że się nadaję. Chęć niesienia mi pomocy, zamieniła się trochę w wyręczanie. Również u mnie po 5 latach pojawiła się druga córka – teraz mają 13 i 7,5 roku 🙂 Podobają mi się Twoje teksty o relacjach z nastolatką, z jednej strony zachowania tak mi bliskie, które dokładnie jeszcze pamiętam z mojej przeszłości, z drugiej strony ciągły strach i starania, żeby wszystko było dobrze, żeby się nie złościła, nie smuciła….dopiero niedawno dotarło do mnie, że tak się nie da. O człowieku świadczy głównie to, że składa się z uczuć i emocji. Jeśli ja te emocje w moim dziecku szybko gaszę i pacyfikuję, to wychowuję robota, a nie człowieka….
    Będę czytać i będę wracać tu – bo widzę siebie i moje życie w Twoich niektórych wpisach 🙂

  • Evienna

    Moja historia jest bardzo, bardzo podobna…..fajnie się to czyta, z jedną różnicą moi rodzice nie proponowali/narzucali wyprowadzki, a szkoda. Myślę, że mnie byłoby łatwiej mimo wszystko być matką, gdyby nie stała nade mną ciągle moja mama. Doszło w końcu do tego, że z jednej strony sama byłam matką, a z drugiej strony moja mama prała np. ubranka mojego dziecka. Takie rozerwanie – w sumie już jesteś dorosła, ale nadal jesteś dzieckiem i sobie nie poradzisz. Intencje były dobre, ale mi zabrakło zapewnienia, że dobrze mi idzie i że się nadaję. Chęć niesienia mi pomocy, zamieniła się trochę w wyręczanie. Również u mnie po 5 latach pojawiła się druga córka – teraz mają 13 i 7,5 roku 🙂 Podobają mi się Twoje teksty o relacjach z nastolatką, z jednej strony zachowania tak mi bliskie, które dokładnie jeszcze pamiętam z mojej przeszłości, z drugiej strony ciągły strach i starania, żeby wszystko było dobrze, żeby się nie złościła, nie smuciła….dopiero niedawno dotarło do mnie, że tak się nie da. O człowieku świadczy głównie to, że składa się z uczuć i emocji. Jeśli ja te emocje w moim dziecku szybko gaszę i pacyfikuję, to wychowuję robota, a nie człowieka….
    Będę czytać i będę wracać tu – bo widzę siebie i moje życie w Twoich niektórych wpisach 🙂

  • karola

    zastanawiam sie jak sobie radzilas finansowo ? czy mieliscie pieniazki na jakies swoje zachcianki ? pytam bo rowniez spodziewm sie dziecka i jestem studenka

  • Pingback: To Ty jesteś kowalką własnego losu. Historia o tym, jak się nie poddałam | Nishka()

  • Licealistka

    Większość osób tu piszących jest szczęśliwa i z optymizmem patrzy w przyszłość. Ja mam osiemnaście lat (od raptem kilku dni) i jestem w klasie maturalnej w liceum. Wyliczylam sobie, że jeśli rzeczywiście jestem w ciąży, to poród przypadałby mniej wiecej na matury. Za każdym razem, gdy pomyślę o tym, że mogę się teraz spodziewać dziecka, chce mi się plakać. Ja sama jestem jeszcze dzieckiem. Nie jestem silna. Mam słabą psychikę i wiem, że nie dałabym sobie z tym teraz rady. Mój chłopak cały czas mnie zapewnia, że to niemozliwe, a ja się strasznie boję. Okres mi się spoznia już sporo ponad tydzień, a nie chcę robić testu, bo jak zobaczę te 2 kreski, to już kompletnie się załamię…

  • Maja

    Podziwiam Cię za to iż poszłaś na studia dzienne. Ja zaszłam w ciąże w drugiej klasie liceum.bylo mi strasznie ciężko i wpadłam w depresje której skutki odczuwam do teraz. Mimo iż rodzice mnie wspierali i szkole kończyłam mając zajęciach indywidualne w domu to nie było tak kolorowo. Moja mama nie mogła przeżyć tego ze zaszłam w ciąże tak młodo i mimo ze mi pomagałam to psychicznie nie miałam od niej dużego wsparcia. Może gdybym jak ty wyprowadziła się to byłoby inaczej , jednak nie mogłam sobie na to pozwolić ze względów finansowych . Teraz córka ma 9 miesięcy a ja za tydzień mam 1 zajęcia na uczelni. Powiedz mi jak pogodziłas naukę i dziecko gdy akurat nie miałaś pomocy ? Ja w tygodniu będę w domu sama z córka a w weekendy kiedy do pozna będę w innym mieście na uczelni to moja mama przejmuje stery.

  • Tita1111

    Jeżeli mój synek pójdzie w moje slady to zostane babcia w wieku 32 lat. Urodzilam gdy mialam 16 lat. Moja rodzina bardzo mnie wspierala gorzej bylo z rodzina chlopaka . Gdy moje dziecko skonczylo 3 lata to dopiero zyskal dziadków , wtedy to chyba do nich dotarło . Ze maja tego wnuka. Z chlopakiem tez nie bylam na poczatku . Teraz mam 21 lat jestem szczesliwa mam i w szczęśliwym związku z tata synka.