Nie lubię, gdy dzieci skarżą się na innych, ale są dwie sytuacje, w których je do tego zachęcam

fot. Luca Zordan

Zmora każdego rodzica i nauczyciela: dzieci skarżypyty. Są jednak dwie sytuacje, w których warto, żeby umiały się poskarżyć.

– Mamo, a ona powiedziała, że….!
– Mamo, a on znów…..!
– Tato, a ona usiadła na moim…!

Ilekroć moje córki skarżą się na siebie, trafia mnie szlag. Nie znoszę, gdy ktoś angażuje mnie w konflikty, z którymi mam niewiele wspólnego.

Kiedyś spytałam o radę znajomą psycholog. Co mam robić, gdy córki kłócą się i przybiegają do mnie ze skargą? Czy dobrze mniemam, że starsza powinna ustępować młodszej? Czy może to ja powinnam znaleźć im jakiś kompromis? Co, gdy ich skargi, wróć: zeznania, brzmią inaczej? –  pytałam, mnożąc przykłady. Kobieta przerwała mi i tak oto rzekła:

– Nie jesteś sędzią swoich dzieci. Niech rozwiązują konflikty same.

Odetchnęłam z ulgą, gdy to usłyszałam. Specjalista nazwał to, co podpowiadała mi intuicja. Uwielbiam, gdy ludzie rozwiązują swoje spory sami, nie angażując w to całego otoczenia.

Kilka lat temu wychowawczyni córki, wówczas 7-letniej, zaapelowała na wywiadówce do nas, rodziców:

– Szanowni państwo. Nie mogę o tym nie wspomnieć, bo zjawisko to przybiera postać plagi. Otóż wasze pociechy ciągle skarżą się na inne dzieci.
– Proszę pani, a on mi zabrał ołówek!
– Proszę pani, a on powiedział, że narysowałam brzydkie szlaczki!
– Proszę pani, a on nie dokończył czytać tekstu.
Porozmawiajcie ze swoimi pociechami, bo wyrośnie nam pokolenie donosicieli! – nalegała.

Zgadzam się i uważam za słuszny postulat uczenia dzieci, że donoszenie na innych nie jest dobrym zwyczajem i lepiej najpierw spróbować samodzielnie rozwiązać problem, bez skarżenia się na innych nauczycielowi czy rodzicowi (a w przyszłości szefowi).

Jeżeli ktoś ci zabrał ołówek, poproś żeby ci oddał, bo to twój ołówek. Jeżeli ktoś krytykuje twoje szlaczki mówiąc, że są brzydkie to zasugeruj, żeby skupił się na swoich albo powiedz, że mówiąc tak, sprawił ci przykrość i to jest dopiero brzydkie zachowanie! Staraj się, moje dziecko, poradzić sobie samo, bez angażowania siły wyższej: mnie, taty lub nauczyciela.

Są jednak sytuacje, w których skarżenie się na innych jest moim zdaniem wskazane, a wręcz niezbędne i powtarzam córkom, żeby nie bały się w takich sytuacjach donosić.

Nie bój się skarżyć, gdy ktoś robi ci krzywdę. Jeżeli kiedykolwiek ktoś cię uderzy, sprawi ci ból, chce zrobić coś wbrew Twojej woli, zmusić cię do czegoś, na co nie masz ochoty, nie wahaj się, żeby donieść o tym nauczycielowi lub rodzicowi – powtarzam im co jakiś czas.

Chcę wykształcić w moich dzieciach poczucie, że jak się dzieje krzywda (a bycie bitym przez brata lub siostrę do niej się zalicza) to wręcz powinny do mnie przyjść ze skargą.

Gdy starsza córka uczyła się jeszcze w gimnazjum, opowiedziała mi, jak jeden z chłopców z jej klasy popchnął ją na ścianę, dzięki czemu uderzyła weń głową. Niby żartem: ot takie gimnazjalne wygłupy, niby jej się nic nie stało, ale hola hola: przemoc (a popchnięcie na ścianę nią jest) to nie są żarty i sytuacja ta mogła skończyć się tragedią. Od razu zatelefonowałam do wychowawczyni z prośbą o interwencję: przeprowadzenie z tym chłopcem poważnej rozmowy. I powiedziałam córce, żeby nigdy nie bała się donosić o tym bezpośrednio nauczycielowi, a gdy ten nie reaguje: dyrektorowi. I oczywiście zawsze może przyjść z takim problemem do mnie.

Po drugie: nie bój się skarżyć, gdy jesteś świadkiem łamania prawa: gdy ktoś kogoś okrada, niszczy mienie: np. uderza telefonem w podłogę, dopuszcza się oszustwa itd. Zgłoś sprawę nauczycielowi lub dyrektorowi, lub zaalarmuj innego dorosłego, który skontaktuje się z odpowiednimi służbami: policją, strażą miejską itd.

Wychowawczyni mojej młodszej córki, gdy dowiedziała się – bo któryś z uczniów jej się na to poskarżył, że dwaj 8-letni chłopcy z jej klasy przez kilka dni wyłudzali po złotówce od o rok młodszych chłopców, od razu zatelefonowała  – przy całej klasie – do ich rodziców i planowała zadzwonić na policję. Oczywiście z policją to był blef, ale chciała zrobić wrażenie na dzieciach i udało jej się to. Moja córka przyszła do domu przerażona postępowaniem chłopców: i słusznie!

I od tego są właśnie rodzice i wychowawcy, żeby reagować w takich chwilach i nie bagatelizować niepoprawnych zachowań. (Więcej pisałam w tekście Uczmy dzieci uczciwości: dziś jest słodkim kłamczuszkiem i złodziejaszkiem, kiedyś będzie oszustem ). Domyślam się, że rodzice tych chłopców udzieli im w domu niezłej reprymendy i kto wie, może dzięki temu zapobiegli sytuacji, w której już jako nastolatkowie wyłudzaliby znacznie poważniejsze sumy niż „złotówka”.  A przed tym uchronił je fakt, że któryś z uczniów poskarżył się nauczycielce.

Podsumowując: gdy skarżenie się służy osiągnięciu własnych korzyści –  np. satysfakcji, że się doniosło, zdeprecjonowaniu innego dziecka w oczach nauczyciela lub rodzica i jest „celem samym w sobie”, tak jak w wierszu Brzechwy:

Piotruś nie był dzisiaj w szkole,
Antek zrobił dziurę w stole,
Wanda obrus poplamiła,
Zosia szyi nie umyła,
Jurek zgubił klucz, a Wacek
Zjadł ze stołu cały placek.

Któż się ciebie o to pyta?!
Nikt. Ja jestem skarżypyta.

… wytłumaczmy dzieciom, że nie warto być TAKIM skarżypytą. Że to wstyd i kicha. 🙂

Natomiast gdy skarżenie się jest reakcją na przemoc, zakłócanie porządku społecznego lub łamanie prawa, jest wtedy jak najbardziej uzasadnione, a wręcz wskazane. Wytłumaczmy dziecku, że jeżeli jemu lub komuś innemu dzieje się krzywda, niech śmiało skarży na oprawcę! Nie jest samo, może na nas liczyć.

Komentarze:

  • Daria

    Zgadzam się w pełni, choć musiałam dojrzeć do takiego poglądu. Sama kiedyś dostałam ochrzan od wychowawczyni, jak ta wykryła, że wiedziałam, że moi koledzy znęcają się psychicznie nad naszą psychicznie i fizycznie niepełnosprawną koleżanką i nic nie powiedziałam. Ale, z drugiej strony, znikąd mi się ta postawa: wiem, ale nie powiem, nie wzięła w tamtym czasie, niestety…

    Niemniej, teraz reaguję. I uczę dzieci w swoim otoczeniu tego samego.

  • Jak zwykle Kochana, idealnie w punkt 🙂

  • No ja przez stygmatyzację skarżenia, zupełnie niejasne zasady podlane ideologią J**** Policję, z którą każdy nastolatek musi się zetknąć mam taką awersję do skarżenia, że nie jestem w stanie wydać negatywnych opinii szemranym restauracjom, bez poczucia winy, że donoszę.

    Robię to i tak, trzeba ostrzegać ludzi, ale czuję ten aż do kości wtarty mechanizm.

    Stąd wpis jest idealny, bo trzeba sprawić, by skorupka za młodu nasiąkła tylko dobrym wzorcem.

  • Także się zgadzam – ja bym w ogóle nie nazywała opisanych przypadków skarżeniem, czy donoszeniem – to jest złe słowo. Powiedzenie o tym, że ktoś bije, albo wyłudza pieniądze to nie jest skarżenie, tylko uczenie wrażliwości i reagowania na przemoc i bezprawie.

  • Ja mam kłopot z tym hasłem „nie wolno skarżyć” – dzieci różnie to rozumieją, bywa że boją się zwrócić do nauczyciela z problemem, bo mocno wzięły sobie do serca, że proszenie dorosłego o pomoc to skarżenie. Chyba jestem za tym, żeby nie zniechęcać dzieci, żeby przychodziły do nas z różnymi drobnostkami, ale 1) uczyć je rozwiązywania konfliktów; 2) szukać przyczyny, potrzeby, jaka stoi za tym ciągłym przychodzeniem. Co tak naprawdę jest w tle za „proszę pani, a on nie przeczytał wiersza”? Potrzeba docenienia? Uwagi? Bycia ważnym? A może nauczyciel podkręca atmosferę rywalizacji w klasie czy grupie zanadto? Sądzę, że to dla pedagoga bardziej temat do przemyśleń niż do sformułowania krótkiego zakazu „nie skarżymy”.

    • Jak zwykle w punkt 🙂

  • Ja dużo z dziećmi rozmawiam i chyba dzięki temu mój syn zadał mi kiedyś pytanie, czy to jest w porządku, gdy chłopiec każe mu przynieść dla niego pieniądze. Wiele dzieci nie mówi takich rzeczy rodzicom, bo nie chcą skarżyć, bo się boją konsekwencji od strony tego chłopca. Trzeba wyczulać dzieci i uczyć odwagi w mówieniu takich rzeczy.