Uczmy dzieci uczciwości – dziś jest słodkim kłamczuszkiem i złodziejaszkiem, kiedyś będzie oszustem

fott

fot. Luca Zordan

Bywa, że dzieci, żeby osiągnąć swój cel, dopuszczają się drobnych oszustw: coś podkradną, ukryją, skłamią, sfałszują podpis itd. To, jak rodzic zareaguje na tego typu zachowanie dziecka, jest moim zdaniem kluczowe w wychowaniu go na uczciwego człowieka. Nigdy nie bagatelizowałam drobnych oszustw dzieci. Kiedyś mogą stać się wielkimi.

Słodki złodziejaszek kradnie słodkiego batonika

Syn mojej znajomej pochwalił się kiedyś mamie, że razem z kolegą ukradł w sklepie batonika. Tak, tak: pochwalił się, opowiadał o tym mamie jako o akcie zaradności, odwagi i sprytu. Wiecie, co zrobiła moja znajoma? Kazała iść synowi do sklepu, podejść do każdej obecnej w sklepie ekspedientki, powiedzieć o swoim zachowaniu, przeprosić i wręczyć każdej z nich po kwiatku kupionym za swoje kieszonkowe.

Syn prosił by mu to darowała:

– Mamo, kupię ci wielki bukiet róż, a nawet dwa! Ale nie każ mi iść do tych pań! To przecież tylko jeden mały batonik wart złotówkę!

Kobieta była nieugięta. Wiedziała, że jeżeli teraz ujdzie mu płazem „drobna” kradzież, to potem nie będzie miał problemów, by dokonać kolejnej.

– Daj mi proszę jakąś prawdziwą karę, na przykład zakaz korzystania z komputera! – jęczał chłopak.

Nie zgodziła się. Chciała, by syn poniósł konsekwencje swojego czynu, by stanął twarzą w twarz z osobami, które okradł. Wytłumaczyła też, że musi przeprosić wszystkie pracujące w sklepie panie, bo narażał każdą z nich na nieprzyjemności: gdy ze sklepów znikają towary, karę za to ponoszą  zwykle pracownicy.

Panie przyjęły przeprosiny ze zrozumieniem, a chłopiec przysiągł sobie, że nigdy więcej nic nie ukradnie.

Zaradny uczeń ściąga z internetu test

Pamiętam, że kilka lat temu córka opowiadała mi, że kilkoro uczniów z jej klasy, przygotowując się do sprawdzianu z jednego z przedmiotów, regularnie ściągało sobie testy wiedzy z portali przechowujących i udostępniających pliki. Nie chodziło o testy przykładowe, których rozwiązywanie może stanowić dobrą metodę nauki. Chodziło o testy, które pojawiały się na szkolnych sprawdzianach. Kilka kliknięć i ściągnięty test. Nauczenie się odpowiedzi i szóstka w kieszeni. Co więcej, część rodziców doskonale wiedziała o praktykach swoich zaradnych pociech!

Mimo, że uważam, że testy są nieskuteczną metodą nauki, nie jestem w stanie usprawiedliwić wykradania ich, następnie oszukiwania, że widzi je się pierwszy raz, wreszcie: otrzymywania nagród w postaci celujących ocen za bezbłędne ich rozwiązywanie. Jeżeli uważam system za zły, to nie oznacza, że mam prawo oszukiwać ten system. Tolerowanie przez rodzica korzystania z gotowych testów kształtuje w dziecku postawę nieuczciwości, oszukaństwa i cwaniactwa. 

Gdybym dowiedziała się, że moje dziecko korzysta z gotowych testów, czyli dopuszcza się oszustwa, przeprowadziłabym z nim poważną rozmowę.

Kradzież złotówki to nie kradzież?

Tak jak wtedy, gdy dowiedzieliśmy się, że nasza kilkuletnia wówczas córka prawie codziennie podkrada z szafki, na którą mąż odkładał monety, po złotówce, za którą potem kupowała sobie słodycze. Usiedliśmy razem z nią przy stole, z zaniepokojeniem wyraźnie wymalowanym na naszych twarzach i przeprowadziliśmy nieomalże przesłuchanie. Pytaliśmy, jak często to robiła, od kiedy, dlaczego.

 – Potajemnie zabierałaś cudzą własność, czyli własność taty. A to jest właśnie KRADZIEŻ. Gdybyś była dorosła i w grę weszłyby wyższe sumy pieniędzy, mogłabyś pójść za to do WIĘZIENIA – tłumaczyliśmy jej to grobowym tonem.

Momentami ciężko było nam powstrzymać się od śmiechu, wszak mowa była o małych sumach pieniędzy, jednak naszym celem było uświadomienie jej, że takie zachowanie jest niewłaściwie. Zwłaszcza, że nie była wcale aż tak niewinnym i nieświadomym dopuszczania się złych czynów dziecięciem, jakby się wydawało: wiedziała, że nie pozwolimy jej codziennie kupować sobie słodyczy, więc postanowiła, że będzie to robić w ukryciu.

Po tej rozmowie nigdy więcej nic nam nie podkradła.

Dziś oszustwo w grze planszowej, jutro oszustwo podatkowe

Pamiętam też, jak kiedyś grałam z jedną z córek w grę planszową Rumikub. Podczas gdy ja kręciłam się po kuchni, ona miała przygotować stanowisko gry: rozłożyć planszę, pomieszać elementy gry itp.

– Mamo, czy mogę już wylosować swoje liczby? – spytała mnie.
– Jasne, losuj – odparłam, szykując herbatę.

Chwilę potem okazało się, że dziwnym trafem wśród liczb dziecka znalazło się osiem kolejno następujących po sobie. (dających je tym samym przewagę w grze). Przypadek? Nie. Siedmiolatka wpadła na pomysł, żeby wygrać ze mną za pomocą „drobnego” oszustwa.

Gdyby mój wzrok mógł palić, dziewczynka obróciłaby się w proch. Kiedy zorientowała się, że wiem, że mnie oszukała, zapłonęła ze wstydu i najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Ale nie było tak łatwo! Czekała nas poważna rozmowa. I nie byłam mamą przymykającą oko na małe oszustwo córeczki, NIE mówiłam:

– Oj ty, łobuzie, chciałaś mamę oszukać? Prawie ci się udało hihi. Poradzisz sobie w życiu, moja zaradna pannnico! – tak nie powiedziałam. O nie.

Byłam matką zawiedzioną. Choć wierzcie mi: odgrywanie tej roli było trudne, wszak cóż znaczy wykradnięcie kilku pionków z gry przez małe niewinne rączki?

Jednak dziś to będą pionki z planszowej gry, a za kilkanaście lat oszustwa podatkowe.

Nie znam badań, ale zaryzykuję stwierdzenie, że to właśnie z rodziców przymykających oko na działania dziecka niezgodne z prawem lub powszechnie przyjętymi zasadami, „rodzą się” sportowcy stosujący doping, księgowe oszukujące firmy, w których są zatrudnione, studenci piszący prace licencjackie metodą Ctrl C + Ctrl V, czyli kopiuj-wklej, złodzieje, oszuści, słowem: ludzie na bakier z prawem.

Nie bagatelizujmy drobnych kłamstw i oszustw dzieci. Zresztą, co to za rozróżnienie na małe i duże oszustwa? Uczmy dzieci uczciwości. 🙂

Komentarze:

  • Ola

    Gorzej jak cała klasa korzysta z gotowych testów. I dlaczego wtedy dziecko ma dostać 3 lub 4, kiedy inni dostają 5? Mam na myśli poziom liceum. I piszę z własnego doświadczenia. Bardzo nie lubię ściągać, ale czasem to po prostu konieczność dopasowania do istniejących realiów, a system edukacji jest jaki jest.

    • Alicee

      Hejka.
      Rozumiem to wszystko, sama jeszcze sie uczę i ściągam tylko z tych przedmiotów, które mi sie nie przydadzą (i tak jest to bardzo rzadko), ale jednak wolę sie nauczyć i dostać 2 z testu, niż oszukać nauczyciela i dostać 6. Pamiętaj Olu, że nie zawsze trzeba sie dostosowywać do reszty. Potem oni beda niedouczeni, a Ty będziesz błyszczeć wiedza 🙂 więc warto być uczciwszym 😉
      Poza tym ludzie działają jak sfora psów. Zeźrą tego słabszego. ZAWSZE.
      🙂

      • Trudny temat, dziewczyny. Wydaje mi się jednak, choć może to naiwne, że lepiej dostać 3 z testu, ale wyjść z twarzą. Potem w życiu zdarza się wiele takich pokus, żeby „oszukać system” i zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie na to, choćby takie „że wszyscy tak robią”. Lepiej postawić na uczciwość i przyzwoitość. 🙂

        • Morrrigan

          Dziecko się będzie czuło naturalnie pokrzywdzone. Moim zdaniem nie powinno się tego pozostawiać samemu sobie, dziecku mówić „ale ty przynajmniej jesteś dobry i uczciwy!” i tak go pocieszać po niepowodzeniach szkolnych. Powinno się zwrócić uwagę nauczyciela na to że inni ściągają. Może to i kablowanie ale oprócz uczciwości ważna jest sprawiedliwość. Poza tym weź jeszcze jedno pod uwagę: u mnie na uczelni nie wykładają durnie – najczęściej doskonale wiedzą o tym, że studenci dysponują „gotowcami” z poprzednich lat. skoro wiedzą o tym i to akceptują to znaczy, że de facto mają gdzieś to, czy my się czegoś nauczymy czy nie. a zatem jak w takim wypadku mówić o oszukiwaniu? myślę że tak jest i z przeciętnym nauczycielem, który jeśli ma choć trochę elastyczny mózg to z pewnością zorientuje się, że jeżeli ktoś kto orłem specjalnie nie jest ma nad wyraz dobre oceny ze sprawdzianów (bo chyba sprawdziany nie są jedyną formą sprawdzania wiedzy, a osoby zdolne nie muszą ściągać) to chyba coś jest nie tak. I jeśli go to nie obchodzi, to nie można mówić o oszustwie. w ogóle czy jest jakiś zakaz uczenia się na pamięć sprawdzianów z neta? chyba nie 😉 jest zakaz korzystania z notatek czyli ściągania. a poza tym ktoś już słusznie zauważył – jeśli nauczyciel jest tak leniwy że daje gotowe sprawdziany (lub jeśli profesor jest tak leniwy że nie chce mu się zmieniać pytań egzaminu) to niech się nie dziwi, że ludzie na jego lenistwie korzystają. jeśli się czuje oszukany to nawet mi go nie żal. wydaje mi się że porównywanie tych szkolnych oszustw do tych dużych jest przesadzone, bo brak jest jednej ważnej wspólnej cechy – straty dla kogoś. jeśli oszukasz panią w kasie w kinie podając fałszywą/nieaktualną legitymację i dostaniesz zniżkę, na którą nie zasługujesz – narażasz kino na stratę kilku złotych. niewiele, ale coś. oszukując podatkowo sprawiasz że państwo traci grube pieniądze. co traci nauczyciel u którego uczniowie ściągają lub jadą na gotowcach? nic. nikt nic nie traci w tej sytuacji. brak wiedzy i tak odbije się u dzieci w końcu czkawką. ale to jest już wyłącznie ich problem.

    • Pionierka

      Jakie znaczenie na poziomie liceum mają oceny ze sprawdzianów? Przecież w rekrutacji na studia liczą się wyniki z matury, a w życiu też nikt nie będzie pytał: pani Olu, a co pani miała ze sprawdziany z biologii w drugiej klasie liceum.

  • Pionierka

    Generalnie zgoda, z jednym wyjątkiem. Przeprowadziłabym poważną rozmowę z nauczycielem, który oszukuje i zamiast rzetelnie przygotowywać sprawdziany, co należy do jego obowiązków zawodowych, ściąga gotowce z internetu.

    • To było kilka lat temu, ale z tego co pamiętam, chodziło o to, że do książek z określonej serii podręczników, wydawca przygotował od razu testy i ktoś umieścił je w necie. Sądzisz, że to nie fair, że nauczyciel z nich korzystał? Pytam z ciekawości, bo sama się w sumie nad tym nie zastanawiałam…

      • Pionierka

        Tak, uważam, że to nie fair, bo rzetelna praca nauczyciela nie polega na tym, żeby odtwarzać lekcje z podręcznika, a potem sprawdzać wiedzę uczniów testami przygotowanymi przez wydawcę. Nauczyciel powinien wiedzieć, że te materiały to dla niego tylko punkt wyjścia i wsparcie w procesie nauczania. Gdyby układał sprawdziany samodzielnie, cały problem by nie istniał.

    • Małża Barańska-Guz

      Nie mogę się zgodzić- oszukiwałby, gdyby przedstawiał testy wydawnictwa jako autorskie rozeiązanie, a tak zapewne nie jest. Do obowiązków nauczyciela należy rzetelne sprawdzanie wiedzy metodą, którą uzna za optymalną. Owszem, są leniwi nauczyciele, którym sie nie chce samodzielnie pomyśleć, ale są i tacy, którzy traktują te testy jako poszerzenie możliwości pracy z uczniem. Na marginesie-znam też wielu nauczycieli, którzy samodzielnie układają tak kiepskie testy, że dla dobra uczniów powinni wykorzystywać gotowce..Ni generalizujmy, bo to często krzywdzące.

      • Pionierka

        Jeśli testy są powszechnie dostępne w internecie to nie pozwalają na rzetelne sprawdzanie wiedzy z przyczyn, o ktorych napisała Nishka. Jesli ktoś układa tak kiepskie testy, że do niczego się nie nadają, to dla dobra uczniów powinien nie korzystać z gotowców, tylko zrezygnować z pracy nauczyciela.

  • Wiki

    W pełni się zgadzam z Twoim postem Nishko. Sama ostatnio byłam świadkiem wielu „drobnych” kradzieży w korpo. Ludzie się trochę dziwią moim przekonaniom i nie uważają za kradzież „częstowanie się” np. cudzym mlekiem (bez pytania!), cudzym cukrem, keczupem, a nawet kawą czy herbatą. Tyle tylko, że przy kilkudziesięciu osobach bardzo szybko kończą się takie produkty i osoba, która przynosi sobie mleko czy cukier na kilka dni – po jednym dniu ich nie ma. Dla mnie to zwykła kradzież… przecież oszukiwanie na drobnych rzeczach przekłada się na tolerowanie większych oszustw – ja bynajmniej tak uważam. Ciekawa jestem Twego zdania Nishko – co sądzisz o podkradaniu produktów przez dorosłych w miejscu pracy… Ludzie jednak uważają, że to są drobne rzeczy i całkowicie tolerują to zachowanie…nikt nie ma z tym problemu… (a swoją herbatę trzyma u siebie pod biurkiem, zamiast w przeznaczonym do tego pokoju).

    • Rzeczywiście, to wyraźny brak poszanowania cudzej własności, więc rozumiem Twoje zirytowanie tą sprawą. Wystarczy przecież spytać.

  • Iza

    Należy pamiętać ze najlepszą nauką uczciwości jest dawanie dobrego przykładu. Byłam świadkiem rozmowy w kinie, podczas której młode małżnstwo, którym towarzyszyła dwójka dzieci zachwycali się faktem, że policzono im cenę ulgową za wszystkie bilety. Domyślam się ze takie dzieciaki nie wyrosną na uczciwych dorosłych…

  • monia

    Moja pierwsza lekcja uczciwości miała miejsce w wieku jakichś 3-4 lat. Podobnie jak chłopiec z posta ukradłam ze sklepu batonik. Podobnie jak mama chłopca, moja mama była nieugięta. Mimo że minęło ponad 30 lat, gorszego wstydu niż ten, gdy szłam przeprosić ekspedientkę jeszcze nie przeżyłam. Podobnie zresztą wspominam mycie okien u sąsiadki z parteru, po tym jak cichaczem wylałam przez okno nielubianą zupę. Metoda ponoszenia konsekwencji jest wg mnie najskuteczniejszą (choć niekiedy bolesną) metodą wychowawczą.

  • Pionierka

    A tak na marginesie – czy jesteś pewna, że to co córka robiła było podkradaniem? Ja jako chyba sześciolatka, coś koło tego, pobrałam z pudełka z pieniędzmi banknoty z zamiarem udania się na zakupy. Wyleciały mi z kieszeni, więc sprawa się wydała. Tyle tylko, że ja po prostu uważałam, że to jest takie pudełko, że jak potrzebujesz na coś pieniędzy to sobie bierzesz, bo rodzice tak robili zawsze 🙂

    • Tak, to było podkradanie, bo ona nas prosiła wcześniej częściej o pieniądze na słodycze i gdy zaprotestowaliśmy, postanowiła, że je sobie sama będzie brała 🙂 Choć rzeczywiście tak naprawdę o tym, że to jest PODKRADANIE dowiedziała się w pewnym sensie dopiero podczas rozmowy. Słowem: wiedziała, czyniąc to, że czyni źle, ale że aż tak źle, dowiedziała się dopiero podczas rozmowy. Dodam, że „karą” była właśnie rozmowa, nie wymierzaliśmy żadnej innej.

    • Miałam trochę podobnie… Jak chcieli mnie oduczyć bałaganiarstwa gdy byłam mała, to powiedzieli, że zostawione na wierzchu zamiast włożone do portmonetki drobniaki ‚będą konfiskowane’. Zaczęłam stosować tę samą zasadę. Szybko wyszłam na plus 🙂

  • Myślę, że jeśli nauczyciel jest na tyle leniwy, żeby korzystać z tych samych sprawdzianów dla różnych klas albo różnych roczników, to przepływ informacji jest po prostu naturalną konsekwencją. Jeszcze ‚za moich czasów’, przed zinternetowaniem wszystkiego, uczniowie piątej A pytali uczniów piątej B, którzy wyszli ze sprawdzianu ‚co było, co było?’ Jak się zaczęły studia i wiadomo było, że na poprawce będzie to samo, to po wyjściu z niezbyt dobrze napisanego egzaminu, od razu notowało się pytania – korzystając z własnej, lub kolegów pamięci. Potem te pytania dostawały kolejne roczniki. Podkradanie? No nie bardzo. Umieszczenie w necie materiałów z książki może było nielegalne, ale sama książka przecież była dostępna publicznie, a nie na legitymację nauczyciela. To już kserowanie przez nauczycieli materiałów z różnych podręczników i rozdawanie ich klasie ma w sobie więcej z podkradania 😉

  • Marta

    Bardzo mądry wpis i w pełni się zgadzam!
    Lubię Twojego bloga za to, że sypiesz różnymi fajnymi przykładami, sytuacjami, dialogami. Też bardzo lubię kiedy piszesz o nastolatkach, bo to mnie dotyczy 🙂

  • Kasia

    Nishko! A ja mam pytanie zupełnie z innej beczki. Mam syna o równy tydzień starszego od Twojego (ur. 27.07). Zawsze pięknie spał. Zasypiał między 19 a 20, budząc się na karmienie o 3-4, później 6-7 razem z pobudką. Po pobycie w szpitalu (byliśmy tam tydzień ze względu na zapalenie nerek małego) Tymek zupełnie się przestawił. Teraz zasypiając między 19 a 20, budzi się o 24, a później regularnie co 2 godziny. Nic nie pomaga na zaśnięcie. Jedynie pierś. Próbowaliśmy herbatki/smoczka/lulania/kołysania itp. W pokoju mamy oko 20stC. Nic się nie zmieniło. Warunki te same. Od urodzenia śpi u siebie w łóżeczku. Już nie wiem, co jest tego przyczyną. W dzień jest karmiony co 2,5-3 godz. Jedynie do momentu trafienia do szpitala mały dostawał 1-2 butelki mm dziennie. Od samego początku miałam mało pokarmu, byłam po cc, ratował mnie femaltiker itp. Po pobycie w szpitalu zrezygnowałam z dokarmiania, było ok przez tydzień. Możesz mi jakoś pomóc? Poratować?

    • Kasiu, u mnie jest bardzo podobnie! Karmię go przed pójściem spac około 24, potem pobudka około 3 ( czasem 2.30), następnie 5, czasem 4.30, słowem co 2-3 godziny. I zauważylam, że od kilku tygodni częściej budzi się, choc troszkę liczyłam, że będzie właśnie rzadziej. Chyba nie ma wyjścia: musimy sie przyzwyczaić 🙂 patrz, jak szybko minęły te 4 miesiace od porodu, prawda? Nie obejrzymy sie, a będą dziećmi przesypiającymo noce. 🙂

      • Kasia

        Tak zleciało! Nawet nie wiadomo kiedy! W zasadzie Tymoteusz to juz mały mężczyzna z charakterem 😉

      • Justyna

        Hej! A ja Lolka urodzilam 3 sierpnia 🙂 na poczatku bylo kolorowo, bo juz w drugim miesiacu zaczal przesypiac noce. Nie trwalo to dlugo bo od ok. 4 tyg. budzi sie co 2-3 godz. i co gorsze nie chce spac w swoim lozeczku. Uznalam ze to skok rozwojowy i z utesknieniem czekam na 19 tydzien. Kasiu, moze tu lezy przyczyna

        • Ja tez urodziłam synka 3 sierpnia! 🙂

          • Justyna

            No to piateczka 🙂

  • Dobre życiowe przykłady! Sama wiem, że proceder ściągania testów z internetu jest normalką wśród dzisiejszej młodzieży, ale co gorsza, również odrabianie prac domowych!!! Jest pewien portal (a może niejeden), gdzie ktoś umieszcza gotowe rozwiązania zadań z każdego podręcznika szkolnego, każdego rocznika… Aż ręce opadają… A co mają powiedzieć dzieci, które chcą / muszą być uczciwe, a doskonale wiedzą, że ich koledzy i koleżanki mają lepsze oceny i więcej wolnego czasu właśnie ze względu na tą „drobną” nieuczciwość?…….

  • Pingback: Nie lubię, gdy moje dzieci skarżą się na innych, ale są dwie sytuacje, w których je do tego zachęcam - Nishka()

  • Pingback: Nie lubię, gdy dzieci skarżą się na innych, ale są dwie sytuacje, w których je do tego zachęcam - Nishka()

  • Ach, te kary. Zazwyczaj miałam je gdzieś (szlaban na komputer albo wyjścia z domu? Można przecież poczytać, co za kara ;P) oprócz jednej. Rozmowa w wieku 15 lat, straż miejska złapała mnie i część klasy na piciu alkoholu. U mnie oczywiście były jeszcze fajki. Widok płaczącej mamy pamiętam do dzisiaj, to było najgorsze co mogłam zobaczyć. Nie jakaś głupia kara na komputer czy szlaban na wychodzenie z domu.
    Nie powiem, później dalej piłam i paliłam, ale nie w miejscach publicznych i magicznym sposobem przestałam mamie sprawiać inne problemy, drobniejsze (chociaż też nie w 100%), bo mi było głupio. Przez 3 lata, takiego szoku doznałam 😀

  • agamati

    A co jeśli rozmawiało się z dzieckiem setki razy (12 lat), a ono nadal podkrada w naszym przypadku słodycze – najpierw z barku, potem już z szafki-kryjówki mamy? Dodam, że nie jest samo (dwoje rodzeństwa) więc nigdy na 100% nie możemy udowodnić, że to właśnie to najstarsze wzięło a nie ktoś z młodszych. Co gorsza, widząc, jak mimo kar/konsekwencji najstarsze ciągle to robi, jedno z młodszych też już 2 razy dopuściło się podobnego „przestępstwa”. Co z tego, że dojdziemy do tego, kto to był, zrobimy „wykład”, dołożymy nakaz odkupienia (w przypadku cukierków trudno nawet dokładnie policzyć, ile zjadł – przecież nikt nie kupuje na sztuki) + ewent. nawet dołożymy szlaban na słodycze (skoro swoją „tygodniówkę” już zjadł), skoro wszystko to jest nieskuteczne? Jeśli macie jakieś metody, to bardzo proszę – poratujcie, bo ja już mam dość.

  • Katarzyna Kłujszo

    Ostatnio wdałam się w dyskusję nt. wynoszenia produktów z hotelowej stołówki. Uważam, że po pierwsze to straszne buractwo, po drugie dla mnie to jest kradzież, można zjeść po „gardłodziurki”, ale takie „zbieranie” (jak napisał autor posta) trzeba nazwać po imieniu. Zalała mnie fala hejtu i wyzwisk, posądzano mnie o problemy mentalne. „To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało”, to że jest większe przyzwolenie na takie praktyki i że niektórzy aż się szczycą tą swoją zaradnością, nie zmienia faktu, że jest to nieetyczne. Wyciągam rękę po nie swoje, kogoś zubażam. Nie wiem, co się dzieje z tym światem, za pewnym klasykiem „kiedyś normą był ogół, a nie margines.” Z lękiem obserwuję, co się dzieje wśród młodzieży, czy moje dziecko wychowywane w uczciwości i poszanowaniu drugiego człowieka oraz jego własności nie będzie szykanowane i wyśmiewane? Czy ucząc go nie podnoszenia ręki na kobiety i zwierzęta nie robię z niego przyszłej ofiary przemocy?