Nie tęsknię za bliskimi, kiedy wyjeżdżają

„Hurra, wyjechali!”

Nigdy nie miałam problemu z rozstaniami z bliskimi. Kiedy mąż wyjeżdżał na ponad dwa miesiące do USA, kiedy przez kilka lat z rzędu rozstawaliśmy się podczas wakacji na dwa tygodnie, kiedy córki są na koloniach lub obozach: nie płaczę za nimi. Ba, cieszę się. Potrzebuję co jakiś czas odpocząć od bliskich.

Ten tekst napisałam dwa lata temu, ale wciąż jest aktualny, więc go z przyjemnością przypominam. 

Gdy jestem bez bliskich, nie tęsknię, nie płaczę, nie snuję się ze spuszczoną głową po pustym domu, nie siadam smutna w fotelu, rozmyślając jakież moje życie jest bez nich niepełne, jakie pokoje wyludnione i opustoszałe…

Nie, wprost przeciwnie. Czasem nawet nie mam potrzeby telefonowania, (może z wyjątkiem dwóch pierwszych dni po rozstaniu, w których jestem jeszcze myślami przy nich), wypytywania co u nich słychać. Przestawiam się w głowie na bycie sama ze sobą. Owszem, są w moim sercu, nie przestaję ich kochać. Gdyby stało się cokolwiek złego, rzuciłabym wszystko i do nich pojechała. Ale gdy wiem, że są bezpieczni, odpoczywam i robię sobie od nich urlop.

Od kiedy córki skończyły dwa lata, moja mama co roku zabierała je na około dwa tygodnie nad jezioro. Zawsze z utęsknieniem czekałam na ten moment: ich wyjazdu, nie powrotu. 🙂

Co roku wyjeżdżają na obozy lub kolonie i cieszą się na myśl o tym, odliczając dni do wyjazdu. Ja też się cieszę! Gdy pierwszy raz wyjeżdżały na obóz, druhny, bo był to obóz harcerski, co kilka dni wysyłały rodzicom smsy, że wszystko jest w porządku. To dawało mi poczucie spokoju: wiedziałam, że moje dziecko jest bezpieczne, jest w dobrych rękach i nic mu nie dolega. Dlatego tym łatwiej było mi się od niego mentalnie odłączyć.

Gdy bliscy wracają do domu, wszystko wraca do normy i przyjmuję je z radością jak swoje 😉 ale gdy się nie widzimy, nie tęsknię! Polecam ten stan.

Wynalazłam dziś dialog sprzed kilku lat, który odbyłam z ówczesną nianią mojej córki. Spotkałyśmy się przypadkiem na ulicy. Wiedziała, że dzieci wyjechały z moją mamą na wakacje.

 I jak tam mija czas bez córek?   spytała mnie.   Pamiętam, że jak moje wyjechały, to przez pierwsze kilka dni sprzątałam, przez następne odpoczywałam i spotykałam się ze znajomymi, a przez ostatnie dni tęskniłam za dziećmi – zwierzyła mi się.

 U mnie dokładnie tak jak u pani odparłam. – Z tą różnicą, że ja zrezygnowałam z pierwszego i trzeciego etapu. 🙂

Komentarze:

  • Kasia Bujnowska

    Czasami trzeba się poświęcić i z czegoś zrezygnować 😀

    • Nie do końca rozumiem co masz na myśli. Z czego np, trzeba zrezygnować? 🙂

      • Kasia Bujnowska

        Chodziło mi o pierwszy i trzeci etap 🙂

        • Aha, ale dlaczego w takim razie jest to „poświęcenie siebie”? :)) Tzn oczywiście rozumiem, że to żart, ale ja głupia go nie załapałam :))

      • Ania

        Z pierwszego i trzeciego etapu!

  • Maryś

    Ja dopiero zostanę mamą, ale mam nadzieję, że będę taka jak Ty pod względem rozstania z dziecmi:) Mam nadzieję, że od czasu do czasu wyjedziemy sami z mężem lub dziadkowie zabiorą dziecko, chociażby na weekend! Martwi mnie jedynie jak opowiadam najbliższym o swoim planach…mało kto to rozumie, ani rodzice ani bezdzietni…

    • Nie przejmuj się. Nieraz jeszcze natrafisz na swojej drodze na ludzi, którzy
      będą uważać, że jesteś stworzoną wyłącznie do tego, by być matką i że
      każde rozstanie z dzieckiem powinno wywołać w Tobie rzewne łzy (wszak,
      czymże jest życie bez nich?).Dobra matka to szczęśliwa matka. Jeżeli
      będziesz miała potrzebę na to by przez weekend odpocząć od dziecka to
      musisz to zrobić, zyskasz na tym i Ty i dziecko 🙂

      • Marta

        Jeszcze matka nie jestem, ale zgadzam się z 100%. Jak słucham czasem kobiet, że nie, no jak one mogłyby pojechać gdzieś same?! dziecko z Mężem zostawić? Z dziadkami i pojechać we dwoje?! A potem pretensje do całego świata, że one to tylko w domu z dziećmi siedzą, rozżalone.
        Od dziecka też trzeba czasem odpocząć i tylko na dobre to wszystkim wyjdzie 🙂 Matka też ma prawo iść na kawę z przyjaciółką czy do kina 🙂

        Tak jak napisałaś: „Dobra matka to szczęśliwa matka. Jeżeli będziesz miała potrzebę na to by przez weekend odpocząć od dziecka to
        musisz to zrobić, zyskasz na tym i Ty i dziecko :)” i podpiszę się pod tym rękoma i nogami

  • Ja bym czuła taką nostalgiczną tęsknotkę, taką romantyczną, duchową.
    Obca by mi była tęsknota praktyczna w stylu ‚niech to już się skończy, niech mi tu natychmiast wracają”

    • Tak, czasem miewam taką tęsknotę. Siądę przed oknem, wpatrzona w zachód słońca (co właśnie przed momentem nastąpiło), spojrzę w dal, westchnę i …. zatęsknię…

      Po czym otrząsnę się i znów wrócę do swoich czynności :))

  • Edyta

    Wspaniale, że podjęłaś temat 🙂 Ja uwielbiam chwile samotności :))) Pierwszy wyjazd córki na kolonię był dla mnie koszmarem 😉 Oczywiście problem był ze mną 🙂 Potem nauczyłam się korzystać z „wolności”. Teraz, gdy ona ma 13 i pół roku zmartwienia są inne – np. oby nie przywiozła bagażu – rozumiecie o co chodzi 😉 Mimo to szkoda, że wybrała wyjazd na 12 dni, a nie na 21 :)))) Marzę o samotnym wypadzie w góry, ale to już „nie uchodzi” np. w oczach męża. Znalazłam inny sposób. Jestem wieczną studentką!!! Ciągle gdzieś się uczę 🙂 Wyjeżdżam wtedy na sobotę i niedzielę. Znalazłam cudowne miejsce we Wrocławiu, gdzie wraca się, jak do domu. Wtedy to mam chwile tylko dla siebie. Nie potrzebuję biegać po rynku i galeriach. Taki mój weekendowy azyl. Pozdrawiam 🙂

    • Mhm, rzeczywiście fajny patent z tym studiowaniem!!! Muszę to przemyśleć :))))

  • Monika

    a ja odczuwam to inaczej…..patologicznie……. ja mam wyrzuty sumienia, wrażenie że niewystarczająco dużo czasu poświęca na bycie matkę, …..ale to mój problem dużo szerzej działający w moim mózgu – pozdawiam Cię Nishka – bardzo lubie twoje art.

  • Wiem o czym piszesz…Młoda wprawdzie jeszcze „za młoda” aby ją gdzieś wysłać :P, ale już wyjazd drugiego dziecka, spowodował, ze odetchnęliśmy i nagle staliśmy się „trzyosobową” rodziną…i uważam, że taka równowaga w przyrodzie jest rodzicom bardzo potrzebna.. a jak przez tydzień nie było ich obojga – mimo, że zostałam sama z Hanką odpoczęłam jak nigdy – i nawet trochę schudłam bo nie musiałam szykować mega posiłków (faceci lubią i potrafią zjeść :D)

    • Aniaxyz

      jak w wakacje nie ma mojego męża i dziecka, to na każdy posiłek jem same czereśnie!

    • O tak! Podjęłaś bardzo ważny wątek: jedzenie. Gdy ich nie ma, nie muszę gotować i martwić się o to, co zjedzą a jest to olbrzymia ulga i luz 🙂

  • U mnie w rodzinie to normalne,że chodzimy własnymi drogami. Wakacje spędzałam u rodziny w Kołobrzegu,a to na wsi,a to gdzieś .Jeśli rodzice chcieli domu na wsi z dala miasta-okay,spoko. 3 tygodnie we Francji w wieku 14 lat? Ok.Chciałam liceum 140km od domu rodziców-ok spoko. Studia 500km od domu? Spoko. Chcecie drodzy rodzice do Wilna-a co mi do tego(no może poza tym że im zwierzaków pilnuje i ogródek podlewam:P)

    Ale przynajmniej już wiem skąd biorą się dorośli ludzie niemieszkający z rodzicami,a tłumaczący się z każdej swojej czynności na studiach/na wakacjach,a zapytani odpowiadają: no bo jak Mamie nie powiedzieć? nie odebrać telefonu w czasie koncertu od Mamusi pytającej jak się córeczka bawi?przecież się będzie martwić gdy nie odbiorę(chociaż wie że dziecko na melanżu jest!)

    • Tacy rodzice mają nawet swoją nazwę: Rodzice Helikopterzy:nieustannie krążą nad dziećmi i nawet gdy ich fizycznie nie ma, dzieci mają poczucie jakby gdzieś nad głową się unosili.
      Postaram się nigdy taka nie być 🙂

      • Camilla Leibmann

        Moja teściowa tak lata nad własnym Syneczkiem od 40 lat 😉 Dawno synka nie widziała, więc wpadła do nas w walentynki z 2 torbami pilnego prania (bo jej pralka nie podłaczona bo coś tam jeszcze trzeba przy niej zrobić) W czasie gdy pralka prała, teściowa krążyła… A dzien po jej wizycie zepsuł mi się zlewozmywak. W sensie przeciekał. I ten mój Mąż wymagający stałej opieki bez słowa i bez zwłoki to naprawił. Uff czyli jednak ja mam rację, z tym ze wyszłam za prawdziwego faceta a nie teściowa uważająca że jej synek wymaga opieki całodobowej i absolutnie nie powinien sie przemęczać 🙂

  • http://szajba-mi-bije.blogspot

    U mnie zupełnie odwrotnie . Nie wiem może z czasem będzie inaczej ale teraz gdy synek ma 2 lata tęsknię okrutnie . Oczywiście najpierw czekamzniecierpliwiona na dzien kiedy mam możliwość”oddać” go do dziadków ale już po paru godzinach tęsknię . ehh 🙂

    • Bo 2-latki są rozkoszne więc nie dziwię się :))
      Może jednak spróbuj odnaleźć też trochę „siebie” (nie tylko jako matki) żeby nie zafiksować się tylko na byciu mamą, zrób jak synka nie ma coś dla siebie…odpocznij itd.

  • Ja jestem z tych tęskniących – co prawda z Oleńką jeszcze nigdy się nie rozstałam na dłużej niż kilka(naście) godzin, ale jak idę spać do pustego łóżka, bo Pan M. jest w delegacji to jest mi zdecydowanie smutno.

    • Ooo, zdecydowanie smutno? 🙁
      A Twój M. często wyjeżdża na delegacje? i czy trwają długo?

      • Zdecydowanie smutno, bo jakoś tak mi pusto samej w tym dużym łóżku… A wyjeżdża różnie, czasem co tydzień na jedną noc, a czasem przez miesiąc wcale. Kluczowa dla mnie jest jednak ta kwestia ‚łóżkowa’, bo jak np. co tydzień wieczorem na swoje wyjście na spotkanie klubu i wraca o 22.00 czy później to ja się w gruncie rzeczy cieszę, bo mam wieczór dla siebie (jak już Oleńka zaśnie), ale na noc mam kompana 😉

        • Iga

          u mnie to działa dokładnie tak samo! Bardzo lubię samotne dni, czy popołudnia ale jak mam spać sama to mi ‚zdecydowanie smutno’ 😉 No chyba, że jest babski wyjazd – wtedy mi mąż niepotrzebny.

          • Iga, to jest też trochę inaczej zależnie od tego czy jest się tym wyjeżdżającym czy tym, który zostaje w domu 😉

          • Iga

            hehe, masz rację!

  • Przede mną jeszcze czas tęsknoty za swoimi dziećmi, ale bardzo prawdopodobne, że będę podzielać Twoje podejście. Mając 12-13 i wyjeżdżając gdzieś na wakacje nigdy nie odczuwałam potrzeby np codziennego telefonowania do rodziców, wyczekiwania odwiedzin, co czyniły moje koleżanki 🙂
    Teraz też nie rozpaczam, wiem, że są, ‚jak coś’ mogę jechać i być, sama świadomość mi wystarcza.
    Rodzice też nigdy nie zasypywali mnie telefonami, nie przypominali o obiedzie, czy zmianie skarpetek 😉
    Wg mnie jest to jak najbardziej zdrowe 🙂

    pozdrawiam serdecznie, uwielbiam tutaj zaglądać

    • Haha, myślisz że są tacy, którzy przypominają o zmianie skarpetek?! Tak, rzeczywiście to jest możliwe…

      – Halo? Synku, a zmieniłeś skarpety? A wrzuciłeś brudne do reklamówki z brudami? A umyłeś się dokładnie? A nogi? Nie umyłeś nóg?! To po co zmieniałeś skarpetki?!!!

      🙂

  • Mam identycznie, ale za to w żaden sposób nie mogę dogadać się w tej kwestii z bliskimi. Od małego potrzebowałam spędzać czas w samotności i to mi zostało, nie widzę problemu w tym, że nie zobaczę się z rodziną przez kilka tygodni. Moja mama natomiast nie cierpi być sama, na obozach i koloniach wydzwaniała non stop. Mój chłopak też nie potrafi znieść samotności. Wyjechałam teraz na dwa miesiące do innego miasta, a i tak musimy się co weekend widywać, bo mu smutno. Uff, czasem to takie męczące 🙂

    • Przyznam szczerze, że mój mąż również na początku miał z tym problem, ale dużo z nim o tym rozmawiałam. Tzn. u nas oddzielne wakacje wynikają przede wszystkim z tego, że ja wyjeżdżam z dziećmi, a on w tym czasie pracuje więc nawet nie mógłby za bardzo sobie na to pozwolić, ale tak czy inaczej na początku słabo się na to zapatrywał, właśnie przez tęsknotę. Udało mi się jednak przekonać go, że takie rozstania są dobre, pozwalają nabrać dystansu, poza tym może warto czasami od siebie odetchnąć. Mimo że jesteśmy razem, jestesmy też oddzielnymi osobami i czasem trzeba pobyć samemu ze sobą. Może spróbuj porozmawiać o tym ze swoim chłopakiem?
      Zaś co do Twojej Mamy to czy jest typem „rodzica helikoptera”? Pisałam o tym tutaj: http://www.nishka.pl/rodzic-helikopter-sprawdz-czy-nim-jestes-nim-jestes/
      Czy teraz, kiedy jesteś już „duża” nadal tak do Ciebie wydzwania i chce mieć Ciebie „blisko” siebie?
      Wybacz, tyle pytań, jak nie masz ochoty oczywiście nie odpowiadaj 🙂

      • Wypracowaliśmy niewielki kompromis: ja dostaję trochę czasu dla siebie w ciągu dnia i w jeden weekend w miesiącu, za to na wakacje jeździmy razem. Mój Paweł i tak długo śpi w trakcie urlopu, więc czasu mi nie brakuje 🙂

        Mama pewnie przejawiała cechy rodzica-helikoptera w stosunku do nauki, ale nie nazwałabym ją osobą obsesyjną. Niestety po rozstaniu z tatą świadomie nie chciała ułożyć sobie życia (uraz do mężczyzn itd), dlatego pośrednio czuję się teraz za nią odpowiedzialna, bo jestem jej jedyną bliską osobą. Wprawdzie prawie w ogóle teraz nie dzwoni, bo czeka, aż ja to zrobię, ale i tak słyszę w jej głosie że jej smutno samej. Niestety, rozwiedzeni rodzice zawsze powinni pamiętać, że nie można zamykać się na świat 🙂

  • Anita Loman

    Aa..obozy harcerskie uwielbiam po dziś dzień, ale teraz już w innej roli( nie uczestnika).. Jadąc pierwszy raz jako opiekun mając już córką miała 1,5 roku pierwsze dni były ciężki potem dostałam zakaz dzwonienia do niej i nawet nie wiem kiedy minął mi dwutygodniowy obóz. Na obozy, kolonie zaczęłam jeździć w wieku 7 lat.. I w sumie to najczęściej dzwoniła babcia a nie mama;p

  • Tianzi

    Dorastałam w domu, w ktorym mój nietaktowny ojciec głośno się cieszył, gdy wyjeżdżałam na wakacje (‚wreszcie trochę spokoju! :)’). Teraz się cieszy, kiedy przyjeżdżam na część wakacji (‚wreszcie ktoś będzie za mnie wychodził z psem!’). Zresztą oboje z mamą co jakiś czas wyjeżdżali oddzielnie, czy to na wakacje, czy to służbowo (koleżanki mamy: ‚Jak to? BEZ MĘŻA?!’), więc wyniosłam z domu przekonanie, że to całkowicie normalne. Mam tylko nadzieję, że moja ewenwualna kiedysiejsza własna rodzina będzie podzielać te poglądy 🙂

    • Aniaxyz

      Ostatnio chciałam wyjechać na weekend z koleżankami. Poprosiłam teściów, zeby zaopiekowali się synkiem, bo mąż w tym czasie miał pracować (moich rodziców też nie było). I co? Nie zgodzili się! ‚Bo się nie godzi, żebym jeździła bez męża’. Na babski weekend??

      • Ech, no współczuję. Kurcze. Niefajne. Przecież w takim komunikacie jest zawarta jakaś dziwna sugestia.. Myślałaś o tym, żeby porozmawiać o tym z mężem? Żeby on porozmawiał ze swoimi rodzicam i np. wytłumaczył im, że nie ma nic przeciwko żebyś wyjeżdżała z koleżankami podczas jego nieobecności?

        • Aniaxyz

          Tak, mąż nie miał nic przeciwko i rozmawiał ze swoimi rodzicami. Ale widać poczuwają się do bycia strażnikami mojej moralności niezależnie od tego, czy sobie tego życzę, czy nie i skoro sama nie umiem zachować się przyzwoicie, to oni doprowadzą mnie do porządku…

    • Tianzi, fajnego masz tatę 😀

    • Tianzi, chyba Cię rozumiem 🙂
      ‚Wreszcie będzie spokój’ mojego taty to chleb powszedni. Sam jadąc z kolegami na męski wypad motocyklowy mówi zawsze mojej babci (swojej teściowej), że jedzie na laski 😉 Mama nie ma żadnych problemów kiedy chce wyjść gdzieś sama, ale na wszelkich imprezach razem tworzą doskonały wprost duet.
      Kiedy wstaję w niedziele po nieprzespanej sobocie, zawsze mówi do mamy tym swoim sarkazmem: ‚Nic do niej nie mów, albo mów cicho i powoli, pewnie jeszcze jest pijana’, choć ogólnie wiadomo, że jak coś, wcale nie byłoby zabawnie 🙂
      W trakcie matur każdego popołudnia pytał mnie, dlaczego nie oblewam i zawsze wręcz karci za zbędne siedzenie w domu.

      Z obserwacji wynika, że mój tata to totalna kopia dziadka, w święta nie chce mi się nawet odchodzić od stołu, tak wspaniale się na nich patrzy. Słucha też 🙂

  • emi

    Ufff…..a już się bałam, że jestem wyrodną matka 😉 mam tak samo jak ty!

    • Wszystko jest z Tobą w porządku!!
      Ja też tak myślałam, ale patrząc na komentarze widzę, że wszystko jest ok :))

  • Ja żyję myślą, że w końcu oboje wyjadą na obóz i będę miała 2 tygodnie dla siebie 🙂 Ale u mnie to jeszcze „chwila.” Natomiast miałam ostatnio dwa razy taką sytuację, że dzieciaki były u mojej mamy i tak mnie ta samotność w domu… zaskoczyła? Zdziwiła? Przeraziła? Taka obca dla mnie cisza, takie dziwne uczucie… PS. Ale przypuszczam, że się jednak przyzwyczaję ;-P

  • Aniaxyz

    Do wyjazdów mojego dziecka i męża mam taki sam stosunek jak Ty.
    Jednakże koleżanka w pracy nazwała mnie w czasie rozmowy świnią, gdy dowiedziała się, że puściłam moje dwuipółletnie dziecko na weekend z dziadkami beze mnie. :/

    • Nie słuchaj takich koleżanek, PHI!!!
      Jak coś takiego usłyszysz spójrz na nią wymownie, przytrzymaj kilka sekund wzrok, po czym odwróć „na zawsze”. Słowem, zignoruj ją :)))

      • Aniaxyz

        Właśnie tak zrobiłam, nie skomentowałam jej słów, odwróciłam się i wyszłam (a żeby nie było – ona co weekend niańczy dwójkę swoich wnuków, a oni są jeszcze młodsi od mojego synka).

  • Elegancko! Trzeba troche odpoczac, a kolonie czy obozy to nie tortury, dziecku nic sie nie stanie! moja mama zalowala ze nie zaczela wysylac mnie wczesniej! a jak zaczelam jezdzic byly dzieciaki 7 letnie czyli po 1 klasy podstawowki…Nie plakaly(myslac o sobie w tym wieku…ja bym plakala…nie pojechalabym….jedynaczka?) dzieci mojej szwagierki od 2 go roku maja zycia wylatuja z Francji do Polsski do dziadkow na caly miesiac (leca samolotem sami!!!) dziadkowie sie ciesza ze ma wnuki, bo nie moga tak oooo pojechac do nich, a rodzice maja „spokoj”…

    • Wow, to ciekawe, same w samolocie? Tak się da? (A ile mają lat? Pytam tak z ciekawości.)
      Fajnie! Szkoda, że nie mam dziadków we Francji! :)))

      • Marta

        Już kilkulatki (nie wiem od jakiego dokładnie wieku) mogą latać same, tyle, że trzeba dodatkowo zapłacić za specjalną asystę stewardessy. Do 5 r.z. dziecko ma dedykowaną stewardessę. Później to ktoś z personelu po prostu. Przynajmniej w LOT’cie tak jest, nie wiem jak w innych liniach 🙂

      • 4 i 8 jak lecialy 1 raz 🙂 trzeba sie dogadac z liniami lotniczymi, one maja jakies programy, stewardesy pomagaja, pilnuja, oddaja potem dziecko na lotnisku wyznaczonym opiekunom

  • a!!!zapomnialam dodoac ze widzialam ze moja mamuska odpoczywala, bo to JA musialam do niej dzwonic! ze jestem, ze zyje, ze wszytsko extra, ze kolezanka obciela mi polowe wlosow (10 cm powiedzialam heheheh zalamala sie jak zobaczylam wlosy do ramion)…ona sie takie rzeczy nie martwila! ufała kadrze, organizatorom,busowi nie bardzo, tatus wyslal kontrole ze swojego miejsca pracy :), sama tez chcialam jechac bezpiecznie…reszta? jedz i pa!

    • Haha, no waśnie dziś moja córka też sama zatelefonowała 🙂 (z telefonu druhny b jej już się dawno rozładował)
      Odebrałam i myślę:
      – Ojej, kto to? Aha, to Ty ! Moja córka! 😉

  • Mama Ka

    Kiedy eM wyjeżdża na jeden dzień to po kilku godzinach zaczynam się snuć po domu i narzekać na ciszę. Kiedy jednak wyjeżdża na kilka dni staram się nadrobić wszelkie zaległości towarzyskie i żyję chwilą 🙂 A dzwonienie do niego nie ma sensu, bo albo jest zbyt zajęty na rozmowę, albo odbiera telefon ze słowami: „Wybrany abonent jest w tym momencie niedostępny. Zadzwoń później” i się rozłącza 😀

    • haha, niezły patent 😉

  • Jak ja się już nie mogę doczekać, kiedy z mężem wyjedziemy gdzieś BEZ dzieci! Kocham moje dzieci, lubię z nimi TEŻ podróżować, spędzać rodzinnie urlopy itd., ale człowiek powinien przynajmniej raz w roku mieć choć tydzień dla siebie! Do tej pory zdarzały nam się pojedyncze weekendy (jedna noc poza domem) bez dzieci, tzn. bez córki, bo od kiedy mamy drugie dziecko, to jeszcze nie zostawialiśmy ich oboje z dziadkami (i nie dlatego, że nie chcieliśmy). Wiem, że będę tęsknić, przez pierwszych kilka godzin będę się zastanawiać co robią, a jak dodatkowo człowiek funkcjonuje w pewnym rytmie dnia (karmienie-kąpanie-spanie) to może odczuwać pewną pustkę. Rozstania z mężem dawno już uskuteczniamy i czasami nawet się na nie cieszę. Ale generalnie ciężej pewnie byłoby mi znieść wakacyjny wyjazd bez męża niż bez dzieci, bo my naprawdę jesteśmy papużki nierozłączki, o czym już pisałam pod innym wpisem 😉 I nie mogę się już doczekać października, bo wtedy właśnie mamy zaplanowany tygodniowy urlop bez dzieci i wyjazd tylko we dwoje. Oby tylko dzieciaki były zdrowe i dały się do dziadków zawieźć 😉

    • a więc trzymam kciuki :))

  • Ula

    ooo mam tak samo! Uważam, że Dziecko nie jest moją własnością, że jest odrębnym bytem od samego początku i że zarówno ona potrzebuje czasu bez rodziców jak i rodzice bez niej :)) Do tego mam babskie weekendy tylko z koleżankami i wyjazdy tylko z mężem. Uwielbiam wyjazdy mojego dziecka choć na chwilę, uwielbiam wspólne wyjazdy z mężem i te moje i tylko moje z koleżankami. Nie tęsknie! Odpoczywam, resetuje się i to jest czas dla mnie!!

    Dodam, że moje dziecko ma 4,5 roku a pierwszy „samodzielny” weekend u Dziadków zaliczyła jak miała 9 m-cy – od tego czasu regularnie 🙂 Właśnie wróciła po tygodniu w górach z jedną Babcią a ja już kombinuje gdzie by tu ją z drugą wysłać.

    Co nie znaczy, że mi przeszkadza!!! Wręcz odwrotnie – kocham ją bezgranicznie!!

  • Za dzisiejsze zachęcenie do czytania tekstu na FB uwielbiam Cię nawet bardziej 🙂

  • Anita

    Nishka uwielbiam Twoj blog! :-))

  • Ja mam odwrotnie. Oczywiście mam na myśli Dziecko i Męża. Tęsknie i to okropnie, myślę i taaaak mi się do nich chce. Jesteśmy bardzo do siebie przywiązani i po prostu uwielbiam spędzać z nimi czas. Nie potrafię siedzieć i nie cierpię samotności. To pewnie dlatego 🙂 Pozdrawiam

  • mel

    maaatko! ja już się bałam że jestem jedyna matką „nieteskniącą” uff kamień z serca i tęsknota z głowy 🙂

  • Ja generalnie staram się nie tęsknić i nie przywiązywać do ludzi, nawet tych bliskich. Wszystko przemija, dlatego można zapobiec rozczarowaniu. Kiedyś coś na ten temat napisałem: http://marcinkaminski.pl/nie-przywiazuj-sie-do-rzeczy-miejsc-i-ludzi/

  • W prawdzie dzieci jeszcze nie mam, ale od zawsze , od dziecka lubilam spedzac czas w samotnosci. Mieszkam za granica, i dosc czesto jezdze do Polski w odwiedziny do rodzicow – zazwyczaj sama, bez meza i jak najbardziej mi to odpowiada i czekam na takie wyjazdy. Rozlaka na jakis czas jest bardzo zdrowa dla zwiazku.

    Pozdrawiam Cie!

  • Pingback: Nie martw się, Nishka: kiedyś cię odkryją! [WYWIAD] | Żudit.pl()

  • Willa Esy Floresy

    Zazdroszczę Ci tych dni wolnych od domowników. Co prawda męża mam tylko w weekendy, ale dziecko na 24/h., (no poza 4 godz. przerwą w szkole) 12 miesięcy w roku. Moje propozycje o samotny wyjazd kończyły się zawsze wielkim sprzeciewm. Chyba muszę być bardziej stanowcza!

  • Leeni

    Jedyną osobą za którą zawsze tęskniłam po kilku dniach była mama. Zaczynam sądzić, że mam nieodciętą pępowinę…
    A po tygodniu nadchodzi faza tęsknoty za bratem bliźniakiem 😉

  • Ja po dwóch dniach stwierdzam, że strasznie w domu mam cicho bez dzieci. Ale wiem że to stan przejściowy i ciesze się nim. Jednak sama pamiętam lekki zawód w sercu, gdy do wszystkich dzieci przyjechali rodzice na kolonie, a do mnie nie.

  • Pingback: Spędzać urlop jak zwierzęta. 15 typów par. Sprawdź, jakim typem jesteś Ty i Twoja druga połowa :) | Nishka()

  • U mnie tak samo! Lubię spędzać czas z bliskimi, ale chwilę bez nich też są super. Jakoś nie umiem umierać z tęsknoty

  • Agnieszka Zdeb

    Od dzisiaj jestem sama w domu ( nie licząc psa) i jest mi z tym CUDOWNIE!!!
    Pewnie,że kocham moich chłopców,ale uwielbiam czas spędzony tylko ze sobą 🙂

  • Dot

    Pewnie, że trzeba odpocząć! Od każdych bliskich. Czasem przydaje się nam czas, który spędzamy sami ze sobą. Mamy czas nadrobić zaległości filmowe i książkowe, w spokoju spotkać się z przyjaciółką na parę godzin, nie zrywać się z rana z łóżka i móc wylegiwać się w łóżku trochę dłużej niż zawsze, słuchać muzyki na cały głos i nie martwić się, że komuś to przeszkadza w nauce czy pracy; robić to, co się chce i kiedy się chce. A bliscy? Mąż? Dzieci? Jak wyjechali, tak wrócą. Jeszcze nie raz, spędzając czas razem, pomyślę: „jak dobrze byłoby trochę od nich odpocząć…”. Zawsze bardzo wyczekuję tych chwil odpoczynku, mimo że czas wspólnie spędzony też jest fajny 🙂

  • Asia – Matka w Kratkę

    O tak! Mieć czasem dom dla siebie i tylko dla siebie… Przyznam, że już dość dawno nie doświadczyłam tego stanu (pojawienie się na świecie trzeciego potomka znacznie skomplikowało logistykę) i brakuje mi go czasem! Więc póki co u nas jest na odwrót – my staramy się wyjechać czy wyjść, a dzieci zostają;) Twoje podejście jest mi bardzo bliskie:)

  • Nie ma nic cudowniejszego, niż kontrolowana samotność. Uwielbiam ją. Ta cisza, spokój a jednocześnie poczucie, że w końcu wrócą…Też nie tęsknie, co więcej juz zaplanowałam te wszystkie rzeczy, które będę robić kiedy córką odjedzie w siną dal:)

  • Rzecz się ma jak z przyjaźniami. Te prawdziwe zawsze przetrwają. Nie co dzień widzimy przyjaciół, a jednak zawsze możemy na nich liczyć i mamy ich w sercu. Z najbliższą rodziną jest podobnie. Krótkotrwałe chwile oddalenia i odsunięcia z myśli wcale nie muszą wpływać na jakość i moc naszych uczuć. Oczywiście jako ludzie jesteśmy podregulowani emocjonalnie z różnym natężeniem. Ktoś może odczuwać tęsknotę i brak najbliższych już po jednym dniu rozłąki, ktoś inny po dłuższym okresie. Nie ma co jednak tworzyć z tych drugich bezdusznych, czy niekochających demonów.
    Z żoną stosunkowo często podróżujemy służbowo. W niepisanych zasadach, wyznaczyliśmy sobie dość duży zakres swobody. Żona z większą, mniejszą regularnością wyjeżdża w gronie swoich koleżanek, ja często opuszczam dom na tzw. samcze wyjazdy. Zawsze jednak jestem szczęśliwy kiedy wracam do domu, cieszę się kiedy wraca żona.

    • Ja też się cieszę, gdy w końcu wracają. Pewnie dlatego mogę sobie pozwolić na delektowanie się samotnością, bo wiem, że wrócą i wszystko wróci do normy.

  • Joanna Kubala

    W końcu ktoś normalny… Wiesz, miałam normalnie wyrzuty sumienia, jak czytałam, że rodzic nie widząc dziecka 2-3 godziny „strasznie tęskni i ciągle o nim myśli”. Kiedy moja córka miała miesiąc zostawiliśmy ją z babcią i wybraliśmy się na przejażdżkę motocyklem. Trwało to ok 1,5 h, telefon na widoku w razie „awarii”. W którymś momencie złapałam się na tym, że w ogóle nie tęsknię, ba, CIESZĘ się, że mam spokój i na chwilę wracam do swojego życia… I załączyły się wyrzuty sumienia, że pewnie za mało kocham moje dziecko, pewnie przez to, że urodziłam mając 19 lat ( 😉 ) i jestem zbyt niedojrzała itd. itp. Kiedy wróciliśmy córka akurat się obudziła, dostała pierś; nawet nie zauważyła nieobecności, więc chyba też nie tęskniła szczególnie 🙂 Cieszę się każdą chwilą spędzoną samotnie z jej ojcem, czy też całkiem samotnie, w ciszy i spokoju… i nie tęsknię. To chyba jednak dobrze świadczy o mojej psychice 🙂 Dzięki za ten tekst 🙂

  • Pingback: Cześć, jestem Matką Prehistoryczną, czyli wszyscy jesteśmy jaskiniowcami :) - Nishka()