Nie wszyscy jesteśmy fotografami – dlaczego nie robię zdjęć moim dzieciom

dus_6

fot. Mały Kadr

Obserwujecie moje rodzinne perypetie, których bohaterami są w dużej mierze moje dzieci, ale nie wiecie ani jak mają na imię ani jak wyglądają. Nie ma pewności, czy w ogóle istnieją, bo czy ktokolwiek kiedykolwiek je widział? Może to dziecko z powyższego zdjęcia to wypożyczony niemowlęcy model?! 😉

Podejrzewam jednak, że nie ma to dla Was specjalnego znaczenia. Czy gdy czytacie książkę, zastanawiacie się, czy zdarzenia tam opisane są oparte na faktach czy na fikcji? Pewnie tak. Ale po chwili zapominacie o tym i dalej śledzicie fabułę. Podobnie jest z moim blogiem: znacie „młodszą córkę” i „starszą córkę” i od niedawna „syna” – pewnie darzycie ich sympatią, może czasem zastanawiacie się, jak wyglądają i jak mają na imię, ale tylko przez chwilę i z pewnością ta ciekawość nie spędza Wam snu z powiek.

O tym, dlaczego zdecydowałam się zagwarantować córkom anonimowość opowiadałam w tekście Dlaczego nie publikuję na blogu zdjęć dzieci?. W skrócie: zabroniły mi. Nie mogę syna potraktować inaczej, zresztą nawet gdybym chciała: starsze siostry czuwają!

Tak naprawdę fakt, że nie muszę ich fotografować jest mi na rękę. Nie tylko dlatego, że nie umiem robić ładnych zdjęć. Również z tego powodu, że zupełnie mnie do tego nie ciągnie. Łatwiej jest mi budować swoją historię na słowie niż obrazie. To trochę jak z tą odwieczną dyskusją o tym, co wolisz: najpierw obejrzeć film czy przeczytać książkę. Książkę, bo wolę uruchomić wyobraźnię i jej oczyma zobaczyć, jak wyglądają i zachowują się główni bohaterowie, niż dostać na tacy obraz. Zamiast prezentować Wam fotki dzieci, wolę, żebyście oczyma wyobraźni ujrzeli, jakie są i co mają do powiedzenia. Nie mam nawyku fotografowania rzeczywistości. Najważniejsze chwile zachowuję w głowie i sercu. (Jak widać jestem nie dość, że rozważna, to i romantyczna.) 😉

Pamiętam, że gdy kilka lat temu, chcąc uwiecznić na zdjęciach nasz pobyt,  zabrałam nad morze aparat, miałam wrażenie, że umykało mi to prawdziwe życie. Zamiast usiąść i kontemplować zachód słońca, próbowałam uchwycić jego piękno w obiektywie. Gdy podeszłam z aparatem do młodszej córki budującej coś z piasku, usłyszałam:

– Mamo, nie rób mi zdjęć, zrób ze mną zamek.

Ciężko było, robiąc zdjęcia, być „tu i teraz”. Nie łapałam chwili, łapałam zdjęcie.

Coraz częściej wpadamy w poczucie, że jeżeli nie utrwalimy na fotografii jakiegoś wydarzenia to tak jakbyśmy go nie przeżyli.

W ubiegłym roku w centrum mojego miasta wybuchł pożar. Paliła się kamienica. Gdy przechodziłam obok niej, a musiałam, bo pod tym budynkiem zostawiłam samochód, nie mogłam wyjść z podziwu, wróć: ze zdziwienia. Otóż większość obserwatorów stała, gapiła się w ogień i  …. fotografowała lub filmowała zajście swoim telefonem. 

Byłam w tej krainie. Na wycieczce po łące, zamiast powąchać kwiatek, robiłam mu zdjęcie. W restauracji, zamiast zacząć jeść posiłek, robiłam mu zdjęcie, nawet kosztem tego, że wystygnie. Na spotkaniu patrzyłam na ludzi poprzez obiektyw swojego telefonu.  

Współcześnie, mając do dyspozycji smartfony z wbudowanymi aparatami cyfrowymi, cykamy, często bezmyślnie, setki zdjęć. Kiedyś, gdy nie było zdjęć cyfrowych, zdjęcia były obdarzone większym „szacunkiem”. Tylko 24 miejsca na kliszy, nie można było pozwolić na ich zmarnowanie. Teraz cyka się je we wszystkie strony, zupełnie bez powodu, bo można. Only sky is the limit! Produkuje się setki takich samych ujęć, zamiast przystanąć i zachwycić się widokiem, chwyta się za telefon. A potem całą uwagę skupia na publikowaniu zdjęć na portalach społecznościowych. Często wychodząc gdzieś: np. na spotkanie ze znajomymi lub wyjeżdżając na wakacje, tak naprawdę wciąż nie wychodzimy z internetu.

Kiedyś organizowało się specjalne sesje zdjęciowe. Szanowało się każde ujęcie, dbało o kadr, pieczołowicie ustawiało się modeli. Starannie wywoływało zdjęcia, a potem troszczyło się o nie w specjalnym albumie lub wieszało w ramce. I takich sesji mi brakuje. I w takich sesjach, czyli sesjach ze znającymi się na rzeczy fotografami, to ja uczestniczyć mogę bardzo chętnie. 🙂

Fakt, że nie publikuję zdjęć dzieci w internecie nie oznacza, że nie chcę ich mieć na swój użytek. Zdjęć, nie dzieci. 😉 Oczywiście, że chcę – bo to wspaniała pamiątka. A te cholerne lata tak szybko mijają. Nie wierzę, że moje córki są już nastolatkami, motyla noga, nie wierzę! Czas leci tak bardzo szybko i mimo, że nadal najważniejszym wyzwaniem pozostaje dla mnie zachowywanie wspomnień przede wszystkim w głowie, to chcę też co jakiś czas, choćby raz w roku, zachować je na wyjątkowych zdjęciach. Dlatego z ogromną przyjemnością skorzystałam z usług Magdy z Małego Kadru. Zdjęcia przez nią wykonane są piękne, prawda? 🙂

Kliknij w dowolne zdjęcie, żeby zobaczyć galerię:

Inne zdjęcia „Małego Kadru” prezentowałam już w poprzednich blogowych tekstach: tutaj, tutaj, tutaj oraz tutaj.

Zachęcam i Was, którzy chcecie zatrzymać chwile na pięknych zdjęciach do kontaktu z Magdą 🙂 magda@malykadr.pl, tel. 606-67-22-55, fanpejdż: Mały Kadr. Zwłaszcza osoby mieszkające w Białymstoku i Warszawie – bo między tymi miastami Magda kursuje. Sesje wykonuje najchętniej w mieszkaniu osób zainteresowanych sesją, bo sprzyja to naturalnej i wyluzowanej atmosferze. Jeżeli jednak komuś bardzo zależy na zrobieniu sesji w studio – jest na to gotowa, bo takowym dysponuje (w Białymstoku). Magda fotografuje zarówno noworodki i niemowlęta, jak i starsze dzieci oraz ich rodziców. Jest mamą dwóch córeczek i emanuje z niej bardzo pozytywna atmosfera, którą dzieci wyczuwają. Gdy brała mojego syna na ręce, był zachwycony. 🙂 Na zachętę poniżej publikuję kilka zdjęć, które zrobiła innym dzieciom, ja się w nich zakochałam! I w dzieciach i zdjęciach. 🙂

Kliknij w dowolne zdjęcie, żeby zobaczyć galerię:

*

Wolę mieć kilka zdjęć wykonanych raz w roku, za to przez osobę, która zna się na rzeczy, niż kilkadziesiąt dziennie przeze mnie samą. Wolę zatrzymać się nad jedną piękną fotografią wykonaną przez osobą uważną i utalentowaną, niż tracić czas i miejsce na dysku na setki przypadkowych byle jakich zdjęć wykonanych przeze mnie. Wolę jakość niż jakoś. 🙂

Komentarze:

  • Nic się nie stało z tym komentarzem. 🙂

    Napisałam tylko, że zdjęć mam dużo, bo w domu mam fotografa. 🙂

  • Zdjęcia cudne! Właśnie się zorientowałam, że nie mam żadnej sesji 1:1 z moim Juniorem. A czas tak umyka! Czas to nadrobić! 🙂

    • Moja Droga, a więc musisz do nas przyjechać do Białegostoku albo spotkajmy się w połowie drogi w Warszawie! 🙂

  • Piękne te zdjęcia! Bardzo szanuję to, że nie pokazujesz swoich dzieci w sieci. Ja też nie zamierzam.

  • Bardzo lubię zdjęcia oglądać, więc mam ich dużo. Dysponuję kilkoma albumami. Na dysku przeglądam raczej rzadko. Od dziecka lubiłam przerzucać strony w albumie i często będąc u rodziców czy dziadków robię to bardzo chętnie. Moje dzieciaki też kochają albumy.
    Zdjęcia rzeczywiście są bardzo piękne!

  • Przeżywanie, a nie fotografowanie – to jest to, czego chyba trochę brakuje. Wiadomo, każdemu jego porno, ale jak idę do Afrykarium we wrocławskim zoo i widzę, że zamiast polować na widok cudnych rybek, wszyscy robią sobie zdjęcia, to czuję, że coś tracą. Że jak jestem na koncercie i chce się bawić, skakać, wydurniać, a nade mną są same telefony, które kręcą fragmenty piosenek, a czasem całe wydarzenia, to czuję, że nie bawię się tak jakbym mogła, gdyby wszystkim udzielił się koncertowy trans. I że ci oglądający nie dają sobie szansy na takie fajne zatracenie się. No i jeszcze jedno – szkoda mi tych komu będą to wszystko pokazywać, bo nie jeden raz padłam ofiarą czyichś zdjęć z wakacji i jezusmaria, łatwo nie było:P Mówię to ja, całkowicie upośledzona w pozowaniu, i fotografowaniu, więc mi jest pewnie łatwiej tego nie robić, bo dla mnie to naturalne:) PS. Świetne zdjęcia;-)

    • Nic dodać, nic ująć 🙂
      Przy okazji, nie zapomnę przerażonej miny teściowej, którą kilka lat temu katowaliśmy setką zdjęć z Wenecji…. 😀

      • Ja kiedyś padłam ofiarą zdjęć z wakacji (wyświetlonych na wielkim telewizorze) właściciela mieszkania, od którego wynajmowałam pokój i poza nim nie znałam żadnego człowieka z tego zdjęcia. A dodatkowo na sporej części z nich on był w kąpielówkach. Jak teraz o tym piszę, to doszło do mnie, że byłam trochę molestowana 😀 Nie rób tego więcej teściowej 😀

  • e-milka

    Tez wypowiem sie w obronie zdjec. Moj Tata juz je robil i wywolywal, to byl caly rytual, w ktorym wolno mi bylo uczestniczyc, mimo ze w nocy. Dzieki temu mam z dziecinstwa wiecej zdjec niz jedno pudelko. Wczesnie dostalam Smiene, potem jakiegos glupola, kupilam jeden z pierwszych cyfrowych na rynku, a od kilku lat towarzyszy mi lustrzanka. Z moimi dziecmi brakowalo mi czasu na pisanie dziennika (czy bloga), ale wiekszosc pierwszych razy mam tak udokumentowanych. I wiele innych zdarzen, taka rodzinna kronika. Co do pokazywania zdjec dzieci – rozumiem.

    • Ale jak nie atakuję zdjęć 🙂
      Pewnie, że mają wspaniałą wartość 🙂

      • e-milka

        Wiem, wiem, ze krytyka jest wycelowana raczej w bezrefleksyjne pstrykanie. Kiedys oburzalismy sie na reporterow wojennych, ze nie widza czlowieka zza malowniczych choc strasznych zdjec, choc to przeciez ich zawod, by potrzasnac widzem, a teraz wielu ludzi dla dobrej fotki potrafi zupelnie siebie i innych zapomniec. Weszlam na maly kadr – gdy odwiedze rodzine pod Bialymstokiem to kto wie, moze rzeczywiscie taka sesja (na ktorej dla odmiany widac by bylo mame ;))

  • ja

    A ja nie Do konca sie z ta anonimowoscia zgodze, Internet to potezna machina tu nic nie ginie. Znamy Twoje nazwisko miejsce zamieszkania, latwo juz z tych Informacji dowiedziec sie jak na imie mA Twoje starsze dziecko, i zobaczyc zdjecia chocby na fb. Bez jakichkolwiek programow i detektywistycznych umiejetnosci.

    • Skąd pewność, że moje dzieci mają tak samo na nazwisko jak ja?
      A jeżeli tak, to oprócz mnie jeszcze co najmniej kilka rodzin w moim mieście nosi takie nazwisko, więc to wcale nie jest takie oczywiste, która z nastolatek znalezionych na FB jest moją starszą córką.

      • ja

        Oczywiscie, ze mozna i tak tlumaczyc, tez jestem Mama i podobnie ja Ty nie pokazuje fotek dzieci (choc przy pierwszym dziecku pewnie pod wplywem Hormonow szczescia raz popelnilam ten blad online;)). Pewnosc, chyba jestem gdyz podajesz weile info: np. Udzialy w olimpiadach, zainteresowania np. Sportowe, Info o szkole. .. kto uwaznie czyta nie man problemow z odnalezieniem. Nie Pisze by sie targowac gdyz uwielbiam Twojego Blog, ale Co Do Pewnosci zapewnienia anonimowosci dzieciom nie zgadzam sie.

        • Ale to trzeba już być naprawdę bardzo zainteresowanym i zdeterminowanym, żeby zobaczyć jak wygląda moja córka.:) Wyczytać na FB, że wspomniałam, że jest laureatką olimpiady, skojarzyć, że dawno temu pisałam, żeby brała udział w zawodach i zaczać poszukiwania w necie, komibunując z róznymi frazami w google. Spoko, nie mam z tym problemu 🙂 Podejrzewam jednak, że takich ciekawskich osób jest niewiele.
          …. Poza tym można przecież mnie spotkać w galerii handlowej z dziećmi i zobaczyć, jak wyglądają i usłyszeć jakie mają imiona 🙂 Nie mam z tym problemu. Nie uważam też, że inni blogerzy, którzy publikują zdjęcia dzieci i zdradzają ich imiona robią coś nie tak. Wiem, że ludzie, których spotykają na żywo: czytelnicy i fejsbukowi fani są zawsze życzliwie nastawienia. Hejt to tylko w necie anonimowo, na żywo serdeczność 🙂

          • ja

            Jak najbardziej, nie sadzilam, ze zostane podpieta pod hejt, Determinacji tez bym sobie nie przypisala gdyz od lat czytam Bloga i absolutnie nie interesuje mnie kto Jak wyglada w twojej rodzinie, liczy sie slowo pisane a tym wladasz znakomicie. Dzis raz jedyny by obalic teze o anonimowosci wpisalam nazwisko i miasto, i absolutnie NIE by hejtowac. Przykro, ze tak to ocenilas. Pozdrawiam

          • Coś Ty! ja wcale nie oceniłam Cię pod hejt!! 🙂 Naprawdę, żle mnie zrozumiałaś 🙂
            to nie było kierowane do Ciebie – serio 🙂 ja po prostu taką luźną uwagę rzuciłam, że tak jak ludzie łatwo hejtują w necie (ja na szczęście nie odczuwam tego) , tak w realu są życzliwi 🙂

  • Nishko, Mądralishko! To nie fair, że najpierw piszesz o tak zacnym temacie jak celebrowanie chwil tu i teraz, bez obsesyjnego ich filmowania, a potem pokazujesz przepiękne… przecudne zdjęcia pani Magdy. I nie wiem co skomentować jako pierwsze (#firstworldproblems)

    Zgadzam się co do ogólnego wątku i mega podziwiam i szanuję, że jesteś wierna temu, co postanowiłaś w kwestii niepublikowania zdjęć rodziny. Kiedyś napisałaś tekst o tym, że jesteś zakochana w swoim dziecku, a jeśli efekty tego zakochania objawiają się tak, że – podobnie jak w przypadku zakochania w drugim człowieku – masz ochotę mówić o dziecku, pokazywać go całemu światu i się nim zachwycać, to wyobrażam sobie, że to musi być trudne [niepokazywanie].

    Zdjęcia pani Magdy są przepiękne. Zapisuję sobie wszelkie informacje kontaktowe!!1

    • Urszulo, tak to bardzo trudne go nie pokazywać, dziękuję za zrozumienie! 🙂

  • a jak się jedzie obecnie coś zwiedzać to jest dopiero bal… Mnie się nawet na wyjazdach nie bardzo chce fotografować, wolę chłonąc atmosferę.

  • Właśnie się dziś umówiłam z Magdą! Gdyby nie Ty, nie wiedziałabym, że taki talent mamy w mieście!

  • Robienie zdjęć sprawia mi przyjemność, więc nie do końca zgodzę się, że uniemożliwiają przeżywanie chwil tu i teraz. Co więcej są piękną pamiątką. Oglądanie wakacyjnych zdjęć bardzo poprawia mi nastrój. Oczywiście nie chodzi mi o pstrykanie w każdej możliwej chwili, tylko żeby zdjęcia przedstawiały jakąś wartość. I podstawą jest u mnie segregacja, bo setek zdjęć choćby i najpiękniejszych nie jestem w stanie oglądać 🙂

  • http://www.nishka.pl/wp-content/uploads/2016/10/Ma%C5%82y-Kadr.jpg
    „Nieee, znowu ci cholerni paparazzi!!!” 😀

    Pojechałam na wakacje do kraju, w którym biały człowiek najwyraźniej jest jak egzotyczne zwierzę – od dziesięciu próśb o wspólne selfie dziennie, po zupełnie obcych ludzi celujących w Ciebie z aparatu. Kolega znalazł swoje ujęcie – ‚skradnięte’ przez nieznajomą – na instagramie (!). Generalnie cenię prawo do prywatności fotograficznej bardzo wysoko, i krzywię się zarówno na ‚tagowanie’ innych na zdjęciach na fb jak i publikowanie wizerunków swoich dzieci bez ich pozwolenia, także bardzo podoba mi się Twoje podejście.

  • Karolina Tuchalska-Siermińska

    Gratuluję cudnego synka i zdrowego podejścia do kwestii udostępniania wizerunku dziecka w sieci. Właśnie o takim podejściu piszę na swoim blogu w tym poście, w którym z resztą wspominam o Tobie Nishko.
    http://odnova.net/cyberprzestrzen-twoje-dziecko-prywatnosc-dziecka-w-sieci/

    pozdrawiam serdecznie,
    odNova.net

  • Pingback: odnovaCyberprzestrzeń i Twoje dziecko - prywatność dziecka w sieci()

  • marchew

    a najlepsze jest to, że po strzeleniu tych 1500 fotek na wyjeździe, 5000 w domu z rodziną, mamy z nimi taki bałagan, że nawet nie chce się z tym robić porządku. a potem dysk trafia szlag. przećwiczyliśmy to w rodzinie już 2x, teraz wywoływanie jest regularnym zajęciem