Dlaczego nie publikuję na blogu zdjęć moich dzieci?

Nie ukrywam, że gdy zakładałam ten blog, chciałam co jakiś czas pokazywać Czytelnikom zdjęcia moich córek, tym bardziej, że urokliwe z nich dziewczęta. Obie stanowczo zaprotestowały, a ja to uszanowałam.

Zamiast zdjęć moich dzieci, pokazuję Wam ich matkę trzymającą rysunki dzieci 😉

W dużym stopniu wynikało to z tego, że moje córki były już na tyle duże (7 i 12 lat), że miały świadomość, że mogą mi odmówić. Gdyby były młodsze, nie zdawałyby sobie sprawy z tego, że mają takie prawo.

„Nie ma dzieci – są ludzie”

Od kiedy moje dzieci były małe, dopuszczałam je do tzw. głosu, czyli pozwalałam śmiało wyrażać własne zdanie, wchodzić z dorosłymi w polemikę, dyskusję, negocjować. Dziś są osobami świadomymi siły słowa, swoich praw i możliwości.

Gdy podjęłam decyzję o założeniu bloga najpierw skonsultowałam to z córkami. Nie widziałam innego wyjścia: wiedziałam bowiem, że znaczna część publikowanych tu treści będzie zawierała fragmenty ich wypowiedzi.

Mamo, zgoda, możesz nas cytować. Ale nie możesz publikować naszych zdjęć — rzekła starsza córka, a w ślad za nią poszła młodsza.

Z jednej strony, czasem mi żal, bo publikując zdjęcia córek, miałabym tzw. atrakcyjniejszy content bloga: oprócz tekstów, zdjęcia dzieci, na które miło „sobie popatrzeć” i które przyciągają dużą ilość osób.

Z drugiej strony, oddycham z ulgą, że moje dzieci są już na tyle duże i świadome, że nie dały mi zgody na publikację zdjęć swoich twarzy, bo gdyby nie to, pewnie skusiłabym się na pokazanie ich Wam co jakiś czas.

Uchylam drzwi do świata moich dzieci, ale wyłącznie słowem, resztę pozostawiam Waszej wyobraźni.

Cytuję wypowiedzi córek, co nie co opowiadam Wam o nich, ale w związku z tym, że nie obrazuję tekstów fotografiami ich bohaterów, czyni to moje historie uniwersalnymi, a bohaterów anonimowymi. Dopuszczam możliwość pokazania np. rysujących lub ustawiających klocki rączek dziecka, ale wyłącznie tak, by na zdjęciu pozostało nierozpoznawalne.

To, że upubliczniam swój wizerunek, nie upoważnia mnie do tego, żeby żonglować wizerunkiem moich dzieci.

Szanuję prawo moich dzieci do prywatności, dlatego nie ujawniam ich twarzy i imion.


Celebryci dzielą się na tych, którzy chętnie pokazują się z dziećmi np. na okładkach gazet i takich, którzy skrzętnie wizerunku dzieci chronią. Gdybym była celebrytką (ejże, trochę jestem, sami zobaczcie: Nishka Celebrytka) zdecydowanie należałabym do drugiej grupy. Jest też trzecia grupa celebrytów (jak np. Agelina Jolie i Brad Pitt) która godzi się na sesje fotograficzne wyłącznie za bardzo wysokim wynagrodzeniem.

— W sumie za pięciocyfrową sumę to mogłabym się na pokazanie twarzy zgodzić… — rozmarzyła się któregoś dnia moja nastoletnia córka.

*

Nie chcę, żeby mój tekst został odebrany jako krytyka blogerów publikujących zdjęcia swoich dzieci. Każdy ma prawo robić co chce. Piszę dziś o swoich odczuciach i doświadczeniach i odnoszę je do siebie i swojej sytuacji. Zresztą podejrzewam, że gdybym była w ich sytuacji, czyli miała małe (bo nie spotkałam się jeszcze z blogerem publikującym zdjęcia dużych dzieci) – w domyśle: nieprotestujące dzieci – najprawdopodobniej również skusiłabym się na ujawnienie ich wizerunku.

*

I jak zwykle: zapraszam Was do dyskusji. Czy brakuje Wam na blogu Nishki zdjęć jej dzieci? Czy publikujecie zdjęcia dzieci w Internecie? Przyznam, że kiedyś publikowałam zdjęcia dzieci na Facebooku, ale ze statusem „dla znajomych”, jakiś czas temu jednak wszystkie te zdjęcia  usunęłam. W Internecie niestety nic nie ginie, a wiele zdjęć zaczyna żyć własnym życiem. Zainteresowanym polecam lekturę założeń kampanii Fundacji Dzieci Niczyje Pomyśl, zanim wrzucisz realizowanej wprawdzie prawie dwa lata temu, ale wciąż aktualnej…

*

Moje dzieci w walce o poszanowanie swoich praw idą jeszcze dalej 🙂 Przykładowa sytuacja:

Proszę, żeby starsza córka zrobiła mi zdjęcie. Ta składa oficjalne oświadczenie:

— Ok, mamo. Zrobię ci zdjęcie, ale przed publikacją na blogu będziesz musiała spytać mnie o zgodę. W końcu to będzie zdjęcie MOJEGO autorstwa.

Komentarze:

  • Obawiam się że publikowanie zdjęć dzieci to nie jest najlepszy pomysł – rówieśnicy mogą być dosyć okrutni. Poza tym dziecko też ma prawo do prywatności.

    • Otóż to….

    • Agnieszka Kukian

      i dorosły musi pamiętać, że do pewnego momentu w życiu dziecka to on wyznacza te granice. Publikuje czasami zdjęcia moich dzieci na fb, ale nigdy w sytuacjach kompromitujących lub takich za które kiedyś musiałyby się wstydzić. No, ale może jakbym była matką celebrytką, to bym chroniła ich wizerunek 🙂

  • Ja od jakiegoś czasu mam kaca moralnego. O matko jakiego wielkiego to się we łbie nie mieści.
    Jasiński za rok idzie do szkoły, a tu proszę. Jest gwiazdką bloga i co dalej?
    Przedszkolanki i dyrektorka wiedzą, że bloga prowadzę, nawet dyrektorka na dzień dobry powiedziała kiedyś:
    – Witaj Prezesie!

    I tak próbuję rozkminić jak to wszystko TERAZ ugryź?

    Staram się ostatnio coraz mniej zdjęć jego wsadzać (w stosunku do tego co było kiedyś …) i całkowicie z tego zrezygnować.
    Ale czy on kiedyś nie będzie zły za to, że gdzieś tam coś opisała?

    Staram się też skupiać na sobie bardziej – nie opisywać tego co Jaś robi, co robił i co robić będzie – ale na tym co ja myślę na dany temat. Niektórzy nie potrafią tego zrozumieć, ale chodzi mi głównie oto by do momentu aż Jaś pójdzie do szkoły nie był głównym bohaterem bloga, a jedynie osobą ,,występującą”.

    Nie wiem co robić i jak to rozwiązać.
    Co myślisz? 🙂

    • Przede wszystkim to zasługujesz na pochwałę, że się nad tym zastanawiasz, że to analizujesz, że jesteś w stanie przyznać się do tego, że być może coś robisz nie tak. Nie ma ludzi bezbłędnych, grunt to umieć przyznać się do błędu. Myślę, że idziesz w dobrym kierunku, właśnie ograniczanie postaci Jasia i postawienie Ciebie Matki Prezesa w roli głównej byłoby najlepszym rozwiązaniem 🙂
      Jutro przyjrzę się Twojemu blogowi, jakiś czas temu zaglądałam i zrobił na mnie dobre wrażenie i postaram się napisać więcej.

      • No bo miałam sytuację jak nas ktoś zaczepił na ulicy. Powiedział, że mam fajnego blog i PREZES jest super. I ten ktoś sobie poszedł, kiedy ja stałam nie bardziej zdezorientowana od mojego niespełna 5 latka …
        Tu znowu pojawia się fenomen, czy ktoś go nie będzie ,,Prezes” w szkole przezywał … A tego nie chcę, bo paradoksalnie moje dziecko tej nazwy nie trawi – a nazwy zmienić już nie mogę, bo za późno.

        Nie dodaję kompromitujących zdjęć, no ale dodaję.
        Żałuję jak jasna cholera, bo jeszcze na początku nie chciałam zdjęć dodawać, ale potem uległam namowom no i poleciało …

        Od kilku dni myślę o tym i myślę i ciągle i ciągle i ciągle …

        • A myślałaś o tym, żeby usunąć wszystkie zdjęcia syna z bloga? 🙂 Wiem, że to być może wywrotowa propozycja, ale nie wydaje mi się, żeby to było aż takie znaczące dla Twojego bloga, bo jak zajrzałam to widzę, że Prezes nie jest w centrum wydarzeń, choć może to wynik tego, że zaczęłaś już właśnie realizować zmianę swojej „strategii” 😉

          • Myślałam i zaczęłam usuwać… Jutro dokończę.
            Tak on już nie jest w centrum wydarzeń.

          • No dobra Dziewczyny, a jak ja bede sporadycznie dodawac zdj syna na blogu i tez moze od tylu, raczki itp a co z instagramem? Tam raczej mam galerie zdj Alana dla rodzicow ale czytelnicy tez tam wchodza przeciez… Raczej nie chce ich usuwac z tamtad.
            Ciezki orzech do zgryzienia.

          • Skoro pytasz pozwolę sobie odpowiedzieć 🙂 Zadaj może sobie pytanie, dlaczego chcesz pozostawić te zdjęcia na Instagramie, co jest głównym powodem. Czy dlatego że są ładną pamiątką – takim albumem? (ja też mam taki album, ale na pliku mojego komputera a nie na blogu :)) Czy dlatego, że żal Ci ich usuwać, bo są ładne? (choć pewnie masz je na telefonie, prawda?) Czy dlatego, że chcesz żeby Czytelnicy mogli się z nimi zapoznać? Wydaje mi się, że zaglądasz pewnie raczej tylko Ty bo ludzie raczej chyba nie chodzą po archiwalnych zdjęciach instagramowych. Choć może się nie znam! 🙂
            Dziś Czytelniczka zostawiła na moim ffanpejdźu ciekawy komenatrz, w którym pisze tak:

            „Jeśli
            już nie mogę powstrzymac sie przed podzieleniem sie ze znajomymi
            radością i dumą nad urodą syna, umieszczam takie zdjęcie „na chwilę” po
            czym jak wszyscy juz nacieszą oko a lajki się skończą – usuwam je. Na
            bieżąco przeglądam album i nadzoruję czy nie widać tam „za bardzo”
            mojego dziecka. Myślę, że to optymalne podejście, nie ingerujące nazbyt w
            prywatność mojego syna”

          • Dziekuje za odpowiedz. Chyba kazde z Twoich pytan pozostawia odpowiedz TAK- zal usuwac, chce pokazac mozna to nazwac pamiatka 🙂
            I faktycznie sama lajkuje fotki na bierzaco, nie cofam sie pozniej. Czytelniczka tez ma ciekawe i nieglupie podejscie 🙂
            Dzieki Nishko, chyba nie ma sie co spinac skoro do tej pory mi to nie przeszkadzalo.

  • Jak zwykle Nishko, szacun dla Ciebie i Twoich córek! Bardzo słusznie, że z nimi skonsultowałaś i założenie bloga i ewentualne pokazywanie ich zdjęć i wcale im się nie dziwię, że na to drugie się nie zgodziły. To, że szanujesz ich decyzję, mimo że jak sama piszesz miałabyś atrakcyjniejszy content bloga to dowód na to, że jesteś przede wszystkim człowiekiem i matką. I nie, nie brakuje mi ich imion ani zdjęć na blogu. Twoje teksty są tak dobre, że bronią się same – nie potrzebują do tego swit fotek całej rodziny 😉

    Na moim blogu też nie ma zdjęć Oleńki. Nie ma, choć nie może powiedzieć czy się zgadza czy nie, bo jest na to zdecydowanie za mała. Ale ja wyszłam z założenia, że skoro na blogu nie ma moich zdjęć (a przynajmniej takich, po których ktoś mógłby poznać mnie na ulicy) ani zdjęć Pana M., to nie będzie również zdjęć naszej córeczki. Przyznam szczerze, że nawet się nie zastanawiałam nad kwestią ujawnienia jej imienia, bo kiedy się pojawiła tak się cieszyłam, że chciałam o niej opowiedzieć całemu światu, w tym także temu blogowemu. Dziś czasem zastanawiam się czy nie trzeba było nadać jej jakiegoś blogowego pseudonimu/ksywki (tak jak Panu M.), ale jest już na to trochę za późno.

    • Wiesz, we mnie wciąż tkwi ten Wasz przepiękny dialog o karmieniu piersią, który z córeczką przeprowadziłaś i na blogu opisałaś.Zapadł mi głęboko w pamięć i wzrusza mnie do dziś (wrzuć tu link do tego tekstu proszę!).
      Ten obraz – wytworzony wyłącznie słowami, a zaistniały w mojej wyobraźni – został w mojej głowie. Nie potrzeba było do tego zdjęć.

      • Nishko, strasznie Ci dziękuję za to, co napisałaś! Tamten wpis to był mój najbardziej intymny wpis w historii blogów i odczekałam 24 godziny z jego publikacją, żeby być pewną, że chcę go pokazać światu. Cieszę się, że stworzył w Twojej głowie piękny obraz. A linka oczywiście wklejam: http://prezentujemojdrugiblog.blogspot.com/2014/03/im-not-breastfeeding.html
        P.S. I dzięki za instagramowe obserwowanie! It made my day yesterday 🙂

  • Sonia z infantii

    A ja Cię bardzo szanuję za to, że nie publikujesz zdjęć córek, tak jest o wiele trudniej, a Ty i tak ściągasz do siebie jakością tekstów licznych czytelników. My mieliśmy z tym także dylemat i przystaliśmy na taki układ, że publikujemy zdjęcia, na których dziecko jest nierozpoznawalne (rączki, zdjęcie z tyłu). Ale zrobiliśmy wyjątek, bo w „o nas” pokazaliśmy się we trójkę.

    • Moim zdaniem wybraliście słuszną drogę. Jak masz ochotę wrzuć tu link do swojego bloga, może stanie się dla niektórych inspiracją, jak można pokazać, nie pokazując 🙂
      A za miłe słowa bardzo dziękuję.

  • Pamiętam jak zaczynałam blogowanie jakieś 4 lata temu, nie było jeszcze wtedy tak wiele mam blogerek jak teraz. Publikowanie zdjęć było takie trochę pod kontrolą innych, jak ktoś przesadził publikując zdjęcia nagich dzieci czy na nocniku( tak to wg mnie wielka przesada) to zaraz były negatywne komentarze i taką osobę się uświadamiało, że tak robić nie wolno. Teraz takich mam blogujących, fotografujących każdą kupkę i każdy posiłek dziecka jest miliony więc trudno o jakąś kontrolę nad tym, a kampanie też trafiają do garstki ludzi. I niestety są osoby, które potem wykorzystują te zdjęcia.
    Na moim blogu jest dużo zdjęć moich dzieci, obie córki są jeszcze w wieku przedszkolnym i nie mają do mnie o to pretensji, wręcz traktują bloga jak taki album ze zdjęciami i proszą o pokazywanie zdjęć i cofanie się do różnych wydarzeń z ich życia. Staram się zabezpieczać zdjęcia jak mogę, stosując różne filtry… mam też świadomość, że nadejdzie taki dzień kiedy blog się skończy, kiedy nie One nie będą chciały w tym uczestniczyć. Nishko pewnie że jesteśmy ciekawi zdjęć twoich dzieci, ale jeszcze bardziej szanujemy to, że ich nie pokazujesz.

    • Joanno, dziękuję za miłe słowa, ale przede wszystkim za to, że mimo, że treść mojego wpisu „nie idzie z zgodzie” z Twoim działaniem, to nie zaczynasz protestować, szukając argumentów na to, że ja nie mam racji, lub że Ty masz. Uwielbiam taki poziom rozmowy.

  • Ja dodaje – dopóki Tymon i Agnieszka nie zaczną zgłaszać sprzeciwu. Staram się, by nie były to zdjęcia kompromitujące, sporo jest ujęć nieujawniających twarzy (początkowo tylko takie miały być i zapewne ostatecznie tylko takie zostaną), ale… kurcze, piękne mam dzieci i jakaś część mnie chciałaby, żeby cały świat się nimi zachwycał tak, jak ja.

  • Marta

    Nishko, zgadzam się z Tobą w stu procentach! Nie zamierzam nigdy publikowac zdjęć moich przyszłych dzieci, bo uważam, że jest to nie tylko nie fair wobec nich, ale też dla nich niebezpieczne. Publikacja otografii niemowląt na facebooku to dla mnie niemal jak chwalenie się nowym pluszakiem. Helloł, przecież to istota ludzka! I o tyle o ile jeszcze rozumiem jedno, dwa zdjęcia, to fala obrazków wzbudza we mnie negatywne uczucia.

    Ale własciwie kiedyś widziałam tu fotkę Twojej córki, tej młodszej, zdaje się 🙂 Trudno byłoby jej się wyprzeć Ciebie, bardzo podobna! I ładna i urokliwa również 🙂

    • Ale to zdjęcie przedstawiało ją jak miała 3 latka czyli opublikowałam je w myśl zasady, że prawo nie działa wstecz 😉

  • U mnie nie ma zdjęć Juniorów – to chyba nie wymaga już dłuższego komentarza 🙂 Na dzień dzisiejszy sami byliby chętni do zrobienia głupiej miny przed aparatem, ale założenia bloga są stałe jak koszty w cenie jednostkowej 😉

    • O, właśnie Ty mimo, że nie publikujesz zdjęć Juniorów to ja ich obraz mam w głowie! Po prostu działa wyobraźnia..

      • Taak, za to każą opisywać każdą głupotę 😉

  • Martyna Kubicka

    fajnie, myśląco. tak od małego budować w człowieku silne poczucie decyzyjności o własnym życiu. z taką bazą w domu poradzą sobie później.
    do tego dość rzadka jest refleksja, chwila zastanowienia. o boziu, jakie to śliczne bedo lajki. nie wiem, możliwe, że sama bym z rozmachu wrzuciła.

    • tak, bo to tak właśnie działa. Rodzice są zachwyceni swoim dzieckiem i chcą je pokazać światu, podzielić się swoją radością, pochwalić piękne. Mają na pewno dobre intencje. Tylko, że może czasem trzeba się jednak nad tym zastanowić..
      Ja też bym na pewno się skusiła, gdyby nie ten zakaz. I dlatego cieszę się, że nałożyły na mnie ten kaganiec, który uniemożliwia mi opublikowanie ich zdjęć

  • Mama Ka

    Założyłam bloga kiedy eM miał 3 lata i wtedy się nad tym nie zastanawiałam. Wychodziłam z założenia, że to ma być pamiątka dla nas. Teraz młody ma 8 lat, a ja uzgadniam z nim publikację zdjęć i tekstów, które go dotyczą. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia, bo wszystko zależy od mojego dziecka. Ja chciałaby prowadzić bloga wspólnie z synem jeszcze przez wiele, wiele lat, bo to prawdziwa frajda 🙂

  • Ciężki temat. Z jednej strony widziałem po innych blogach, jak wiele daje publikacja zdjęć dzieci (zwłaszcza kiedy są tak ładne jak moje 🙂 Wiedziałem, że nie robiąc tego, będę rodzynkiem w blogosferze, bo niemal każdy to robi. Jednak z drugiej strony moje dzieci, są istotami z własnym zdaniem (o czym coraz częściej się przekonuję) i trzeba to zdanie szanować. W związku z tym, że niemożliwe było uzyskanie opinii na poruszony temat od trzy lub czterolatka, postanowiłem zdjęć nie publikować.

    W pewnym momencie zorientowałem się jednak, że zdjęcia moich dzieci znajdują się na stronie przedszkola. Znajdują się na stronach różnych eventów, na których byliśmy. Jeśli ktoś będzie chciał i tak znajdzie zdjęcia moich dzieci. Dlatego czasami pozwoliłem sobie umieścić jedno czy dwa zdjęcia. Zwłaszcza po tym jak najstarsza córka i małżonka wyraziły na to zgodę. Jednak przyszłościowo myśląc, chyba sobie odpuszczę i wrócę do korzeni. Dzięki za Twój głos. Dobrze wiedzieć, że nie będę jedyny 🙂

    • A czy nie jest tak, że w przedszkolu podpisujesz zgodę na zamieszczanie na stronie zdjęć dziecka?

      • Wydaje mi się, że taka zgoda nie jest potrzebna kiedy mówimy o zdjęciach grupowych.

        • w przedszkolu, w którym pracowałam, była. Był jeden chłopiec, którego rodzicie nie wyrazili zgody i jego twarz była „zaklejana”.

        • Alenda

          Jest potrzebna zawsze, w moim przedszkolu zdjęcia nie są publikowane w internecie, a i tak musieliśmy podpisać zgodę na wykonywanie zdjęć.

  • Niepublikowanie zdjęć dzieci na takim blogu to dość ryzykowny krok (z wymienionych w poście powodów), ale zdecydowanie to popieram! Jeśli dziecko jest wystarczająco duże aby samo podjąć decyzję to w ogóle nie ma tematu, ale jeśli nie jest na tyle duże to moim zdaniem nie jest to równoznaczne z wyrażeniem zgody. Sam miałem ten dylemat i w końcu postawiłem na zamówiony na podstawie zdjęcia rysunek jako ‚avatar’, bo chciałem mieć tam ‚nas’, ale jednak bez realistycznego foto. Także szacun, i bez tego świetnie się Ciebie czyta.

    • Dziękuję bardzo 🙂

  • Joanna Połońska

    Doslownie dzisiaj przeszukiwalam fejsbuka w celu znalezienia slubnych zdjec kuzynki. Zdjecia wszystkie wykasowano, chyba tylko po to, zeby bylo miejsce na fotki synka. Gdybym byla w podobnej sytuacji (tj. Miala dziecko) pewnie też nie powstrzymalabym sie i „pochwalila” dzieckiem, bylaby to jednak sytuacja wyjatkowa a nie „dzien z zycia mojego dziecka w 10 odslonach realizowany 365 dni w roku”.
    Jednym z powodów, dla ktorych bardzo szanuje Nishke jest wlasnie poszanowanie prywatnosci corek. Nie znaczy to, ze nie lubie zdjec na blogu – zdjecia Nishki zawsze pelne sa Nishkowego humoru i chociaz czasami zzera mnie ciekawosc to ciesze sie, ze tutaj jest jak jest.
    Z drugiej strony wydaje mi sie, ze kiedys byla na starym blogu fotka mlodszej corki. Pamietam tez umazana sciane, kremem czy serkiem jakims 😉

    Ps. Starzeje sie, pierwszy post pod prawdziwymi danymi .___.

    • Ale masz pamięć! Fakt, w 2007 roku (! 🙂 gdy prowadziłam starego bloga (a potem- dla niezorientowanych: zrobiłam 5-letnią przerwę w blogowaniu ) opublikowałam zdjęcie mojej młodszej, 2-letniej wówczas córki. Dorwała się któregoś razu do kremu Bambino i wysmarowała nim całą ścianę i siebie od stóp do głów 😉

      • Joanna Połońska

        No i na co komu zdjecia dzieci jak mozna zapelnic bloga jeszcze ciekawszymi foteczkami usmarowanych scian 😀
        Blog tak mi sie spodobal, ze regularnie raz do roku sprawdzalam czy nie wrocil do zycia. No to jestem 🙂 (teraz jak o tym mysle to normalnie moznaby mnie posadzic o jakis stalking :D)

  • Ja czasem publikuję, ale tworzą one ok 10% – 20% bloga, reszta zdjęć to np. miejsca po których się poruszamy. No i publikujemy również swoje zdjęcia bez dziecka, albo w ogóle wpisy bez zdjęć. Mimo wszystko – takie notki jak Twoja otrzeźwiają mnie i przypominają, żeby nie przesadzać i nie robić celebryty z dziecka.

  • Ja kamieniem nie rzucę….bo swoje za uszami mam…generalnie był taki okres gdy zachwyciłam się NK (ktoś jeszcze pamięta ? :))
    potem mi przeszło…teraz piszę bloga i od czasu do czasu wrzucę fotkę córki…fakt ona jeszcze nie potrafi zaprotestować.. za to Starszy (9lat) nie chce.. i szanuje jego decyzje…i jeśli chce wrzucić na bloga nasze dialogi – zawsze pytam go o zgodę…
    ostatnio poczynił rysunek konia… chciałam wrzucić i pochwalić się jaki postęp poczynił bo zapierał się nogami i rękoma że nie umie, że nie da rady..na razie się namyśla :)… bo wie, że może ktoś to obejrzeć i pochwalić ale też skrytykować lub śmiać się z niego..
    Jeśli się zgodzi to myślę, tym samym pokaże duży dystans do siebie 🙂 a jeśli nie.. zostanie mi to uszanować…

    • O tak, znam ten temat, ja też muszę zawsze pytać o zgodę córek gdy wrzucam na Instagram ich rysunki 🙂
      Fajnie, że szanujesz słowo Twojego syna, to się bardzo chwali 🙂

  • Aha i jeszcze taka sytuacja…
    W szkole był konkurs… klasa mojego Syna wygrała. I miejsce. A rodzice dostają formularz do wypełnienia w celu wyrażenie zgody o możliwość opublikowania zdjęć. N spotkaniu klasowym padały różne argumenty, zrobiła się gęsta atmosfera, bo okazało się że dzieci mogą nie dostać nagrody jak nie zostaną opublikowane zdjęcia klasy, która zajęła w końcu pierwsze miejsce…
    Suma summarum, nie zgodził się ojciec jednego dziecka. Widziałam to zdjęcie klasowe…
    Pokazane są wszystkie twarze dzieci z pracami, oprócz jednej dziewczynki, która w miejscu twarzy ma czarne koło….
    Wiem, że kiedyś byłoby to nie do pomyślenia, dziś w dobie procederów jakie dzieją się w sieci w sumie …normalne…
    I bądź tu człowieku mądry…

    • Według prawa można bez zgody rodziców opublikować zdjęcie grupowe, gdzie nie ma zbliżenia na konkretną twarz dziecka, więc tak naprawdę nie musieli robić tego kółka. Dla mnie takie sytuacje to już paranoja, nie rozumiem tego – większy wstyd dla dziecka to być na zdjęciu z czarnym kółkiem na twarzy. Ja kiedyś jeździłam na obozy z dzieciakami, robiliśmy im pamiątkowe zdjęcia i wrzucali im potem na płytę – jako prezent na koniec obozu. I kiedyś była z nami taka dziewczynka, której mama sprzeciwiła się, zeby jej robić zdjęcia, to było straszne! Na każdym kroku trzeba było pilnować, żeby A. nie weszła w kadr, a jak było zdjęcie grupowe to musieliśy jej mówić żeby się odsunęła! Mega ostracyzm, ale matka była nieugięta…

      • iza

        Dla Ciebie ostracyzm, dla mnie-całkiem logiczne rozumowanie. Ile tych płyt ze zdjęciami było? Ile osób mogło zrobić użytek ze zdjęć? Sprzedać, przetworzyć, wrzucić na portal, który ma w regulaminie zapis, umożliwiający bezkarne rozpowszechnianie fotek swoich userów… Jestem dorosła, a sama bym się mocno wkurzyla, gdyby ktoś obcy zamieścił w sieci zdjęcie na którym jestem rozpoznawalna.
        Poza tym ludzie, w tym dzieci, mają rożne sytuacje życiowo-rodzinne. Jeśli ma się pod opieką obce dzieciaki trzeba myśleć o tym, ze po koloniach odpowiedzialność wychowawców sie w zasadzie kończy, a zdjęcia w obrocie pozostają. Czym innym uwiecznianie swoich pociech, czym innym cudzych.

  • Kurcze Nishka dałaś mi do myślenia tym postem… to znaczy nie żebym o tym nie myślała, ale… no głowiłam się cały wieczór wczoraj, a dopiero dzisiaj zebrałam się do komentarza. Ja na początku bardzo chroniłam swoją prywatność i nie było na blogu żadnych zdjęć. Potem jakoś blog stawał się trochę bardziej popularny, a ja coraz mniej anonimowa i w końcu zaczęłam wrzucać fotki dzieciaków (mam 1,5 roczniaka i 5cio latkę). Starsza córka wie, ze prowadzę bloga, mówię jej o czym piszę, tłumaczę co to i widzi jakie zdjęcia wrzucam na bloga czy Instagrama (a propos! miło, ze mnie obserwujesz :-), no ale w wieku 5 lat to co ona może wiedzieć o Internetach. I teraz głowię się co dalej z tymi fotkami… I nie wiem co robić.

    • Wydaje mi się, że Twój blog doskonale by sobie poradził bez zdjęć twarzy dzieci. Poruszasz na blogu całe spektrum tematów i wizerunek dzieci nie jest tu w centrum wydarzeń. Zresztą chyba wcale często nie wrzucasz zdjęć dzieci, prawda? Może powoli zacznij od tego odchodzić? Pozwalam sobie na taką radę wyłącznie dlatego, że poczułam, że potrzebujesz jej kończąc tak swój komentarz..

  • U nas zdjęć dzieci też nie ma (zrobiliśmy chyba dwa razy wyjątek wstawiając zdjęcie najmłodszej, 2-letniej córki, wychodząc z założenia, że za chwilę i tak będzie wyglądała inaczej). Nie pytaliśmy dziewczyn o zdanie – sami zdecydowaliśmy, że ich pokazywać nie będziemy. Nie rażą mnie blogi, gdzie zdjęcia dzieci są, o ile nie kompromitują ich. Decyzja rodzica.
    Ale oprócz zdjęć jest jeszcze treść i tu mam większy dylemat. Czy pisząc o dzieciach nie naruszamy ich prywatności? Czy mamy prawo, nawet za zgodą dziecka, opisywać ich zachowania, rozmowy. Czy ktoś tego przeciwko nim nie wykorzysta, np. wyśmiewając. A z drugiej strony nie chciałabym pokazywać córkom, że lęk przed negatywną opinią innych jest powodem, dla którego nie należy robić tego, czy tamtego. Chciałabym żeby były odważne w tym co robią i żeby nie przejmowały się wszystkim cokolwiek ktoś powie na ich temat.

    • Dopisuję swoje trzy grosze … a co

      IMHO miejsce postawienia granicy pomiędzy upublicznianiem i nie to strasznie twardy do rozgryzienia orzech. Żadne z rozwiązań nie wydaje mi się idealne … żadne. Choć niektóre (my) odrzuciliśmy na starcie.
      Najbezpieczniej byłoby nie prowadzić bloga, nie pisać, nie pokazywać … ale … no właśnie.
      Tak jak pisze justynka wybraliśmy pewien obszar, który pozwalamy sobie upubliczniać, ale bez 100% przekonania. Wątpliwości pojawiają się i pewnie nie znikną, a rozpędzając je staramy się wyobrazić sobie jakie konsekwencje może mieć przesunięcie granicy.

      Z jednej strony jestem bardzo za tym, aby dzieci decydowały o sobie (coraz bardziej wraz z wiekiem), ale z drugiej mam świadomość, że one nie są w stanie wyobrażać sobie wszystkich konsekwencji. Oj to rodzicielstwo 🙂

      • Justyno i Tomku, mogłabym być Waszą żoną i mężem bo mówię z Wami jednym głosem 😉 Mam podobne przemyślenia i dylematy. Dlatego właśnie tak bardzo zależy mi na uniwersalności, czyli wytworzeniu poczucia, że tak naprawdę nie ma znaczenia czy sprawy przeze mnie opisywane dotyczą akurat moich dzieci, czy zupełnie innych. Co więcej, tak naprawdę nie ma znaczenia, czy moje dzieci w ogóle istnieją 😉

        • Po rodzinnej naradzie oświadczamy, że chętnie przyjmiemy Cię Nishko jako naszą mężożonę lub jeśli wolisz naszego żonomęża. Witaj w rodzinie 🙂

  • pedzeleceblog

    Wiele razy zastanawiałam się czy pokazywać zdjęcia dzieci.
    I wiesz co mnie cieszy ? To że pomimo małej ilości tych zdjeć, to ktoś zagląda, ktoś czyta, ktoś ze mną w tym wszystkim jest.
    Zastanawiam się jak poczytne będą i jak przetrwają blogi, na których wizerunek dzieci to główna treść przewodnia. Bo przecież jeszcze trochę a wyrosną, zaczną protestować a sam ciuch na białej ścianie nie będzie aż tak interesujący dla odbiorcy. Czyż nie ?

  • Ja co prawda z innej blogowej bajki jestem (i dzieci nie mam), ale kilka słów od siebie dodam.
    Mam „opory”, żeby wrzucić zdjęcie na którym ja jestem, a co dopiero gdybym miał wrzucić zdjęcie, na którym jest ktoś, kto wyraził tylko „cichą” zgodę. To prawda, że żyjemy w świecie, gdzie dzielenie się zdjęciami robi się coraz bardziej naturalne. Jest tego tyle, że tak naprawdę dzień czy dwa po publikacji, już nikt o nim nie pamięta – bo pojawiają się kolejne. Więc niby problemu nie ma, dziecko zanim podrośnie to i tak 95% blogów upadnie, 3% będzie jechało na starym fejmie, a tylko 2% będzie się mocno trzymać, bo znajdą na siebie pomysł, jak przeżyć bez dziecka na blogu.
    No bo nie oszukujmy się – który nastolatek zgodzi się być bohaterem na blogu razem z mamusią 😉

    Ale nadal budzi to we mnie mimo wszystko sprzeciw. Robienie z dziecka przytulaśnej trampoliny do rozpoznawalności i popularności blogowej. Często nawet nie przekładającej się na pieniądze, które można by odłożyć „na mieszkanie dla juniora” i jakoś to przed sobą usprawiedliwić.

    Nie potępiam publikujących zdjęcia, ale tak jak napisałem wyżej – coś mi tu zgrzyta, niestety.

    • Mnie niestety też, dlatego oddycham z ulgą, że moje były na tyle duże, że mi zabroniły i na dodatek strzegą tego zakazu jak oka w głowie! Monitorują blog, kontrolują, a jak robię im zdjęcie to muszę zapewniać, że to tylko do użytku własnego jako pamiątka.

  • Adam

    Nie mogę nadziwić się, z jaką beztroską niektórzy blogerzy publikują zdjęcia swoich dzieci. Przecież oprócz czytelników zafascynowanych zdjeciami ślicznych dziewczynek lub rozkosznych chłopców, po internecie chodzą również oszołomy. Na dodatek wiele blogerek zdradza jeszcze imię dziecka, nazwisko i miejscowosc zamieszkania – S Z O K.
    Pomyślcie, zanim wrzucicie.

    • Brzmi strasznie, ale jest niestety prawdziwe 🙁
      I właśnie m.in. na tym ostrzeżeniu opiera się kampania Fundacji Dzieci Niczyje.

  • m.

    Przy okazji Twojego bloga Twoje córki nauczą się prawa autorskiego:) A poważniej: u mnie też nie ma zdjęć dzieci. Blog za chwilę będzie miał dwa lata i nie ma żadnej fotografii, która pozwoliłaby moje dzieciaki zidentyfikować. Nawet nie musiałam się zastanawiać. Rączki, nóżki, większe „fragmenty” – nieostre. Wiem, jak daleko potrafi zajść zdjęcie dziecka w internecie [teraz uwaga, wieje grozą, uuuu] i co może się z nim stać. Więc choćby mojego bloga miała czytać garstka znajomych i rodzina – nie ma szans, żeby coś się zmieniło, cena za chwilową rozpoznawalność albo rosnące statystyki jest o wiele za wysoka. Dlatego bardzo się cieszę, że nie jestem z takim podejściem sama.

    Z publikowaniem zdjeć wiąże się też kwestia ilości (aaa!) i jakości, ale na ten temat obiecałam sobie milczeć:)

    • Ja też się cieszę, że nie jestem z tym sama. A co do prawa autorskiego to ja się czegoś nauczę od nich 😉

  • Patilla

    Na moim blogu zdjęć synka mam niewiele, no ale mam. Nie chcę się tłumaczyć… bo nie o to tutaj chodzi, każdy z nas mógłby zapewne wytoczyć argumenty równoważne. W każdym razie, każde zdjęcie jest zabezpieczone. Nie chcę popadać w paranoje, że ktoś je wykorzysta, ukradnie, choć tak się może oczywiście zdarzyć.
    Natomiast mam pytanie z innej beczki tzn, że córki w ogóle nie pokazują siebie w sieci, może głównie starsza, nie ma konta na żadnym portalu itp? Pozdrawiam.

    • Starsza ma konto na portalu, trudno współcześnie znaleźć nastolatka bez takiego konta… Jest jednak bardzo oszczędna w dodawaniu zdjęć.

  • Tekst daje do myślenia.

    P.S. Ty masz atrakcyjny content bloga nawet bez zdjęć 🙂

  • A ja nie rozumiem argumentów o zboczeńcach, które padają poniżej w komentarzach.

    Jeśli ktoś wrzuca zdjęcie nagiego dziecka do internetu – ok.
    Ale wydaje mi się, że jest tu mowa o normalnych zdjęciach, ze spaceru, wyjazdu gdzieś itp. Dla mnie to jest już po prostu popadanie w paranoję.;)

    Oczywiście nie mówię tutaj o przypadku gdzie dzieci same się nie zgadzają, bo coś tam, ale nie widzę NICZEGO ZŁEGO we wrzuceniu zdjęcia dziecka na bloga jako „ilustrację” do tekstu..

    • Argumenty, które podają twórcy kampanii FDN sa m.in.takie:
      „Zdjęcie raz wrzucone do internetu zaczyna żyć własnym życiem. Każdy może
      je pobrać, opublikować w niekorzystnym kontekście, a nawet
      zmodyfikować i udostępnić ponownie.
      Wyobraź sobie, jak się poczuje, kiedy za jakiś czas albo samo odnajdzie,
      albo ktoś w najmniej odpowiednim momencie podsunie mu znalezione w
      internecie niefortunne zdjęcie z głupią miną albo w jakiejś niezręcznej
      sytuacji. A może zobaczy własną twarz na jednym z internetowych memów?”

      • Żyć własnym życiem.. W internecie jestem od 10 lat, wrzucam naprawdę dużo zdjęć i jeszcze żadne z nich nie zaczęło żyć własnym życiem, no chyba jeśli policzyć zdjęcie gołych pleców, za które wyrzucili mnie z pracy, ale to już inna historia.;)

        „Niezręczna sytuacja” to rozumiem pewnie w kąpieli czy na nocniku o tym już wspominałam wyżej. Ale normalne zdjęcia, nie ma w tym NICZEGO złego.

        • Skąd wiesz, że nie żyją własnym życiem? Sądzisz, że osoba dokonująca kradzieży zdjęć informuje jego właściciela o tym? 🙂

          • Oczywiście, że nie informuje, ale wystarczy wrzucić zdjęcie w wyszukiwarkę i pokazuje czy było gdzieś jeszcze użyte – celowo nie kasuje danych exif. A i wrzucam zdjęcia w małej rozdzielczości, która nie pozwala na wydruk w dużym rozmiarze.

            Serio, o kradzieży zdjęć i wykorzystaniu ich bez wiedzy właściciela po 10 latach fotografowania i skończenia fototechnikum wiem sporo, nie dajmy się zwariować, bo niedługo zaczniemy chodzić w burkach na ulicy.;)

  • Masz bardzo dużo racji. Kiedy ja zakładałam bloga myślałam, że będą go czytać moi znajomi, rodzina. Stało się inaczej. I jest to i fajne i nie fajne. Fajne, bo ktoś docenia moją pracę, ale niefajne, bo czuję, że żongluję prywatnością nie tylko swoją, ale też mojego dziecka. Póki co publikuję zdjęcia, głównie na instagramie, który jest podłączony do bloga, ale powstał lata wcześniej. Jednak nie robię z mojego dziecka produktu, bo to jest na krótką metę. W pewnym momencie powie mi stop i wiem o tym. A ja to uszanuję.
    Bardzo, bardzo lubię ten tekst.

  • Mądra mama, mądre dzieci 🙂

  • Marta Romar

    Cześć Nishko! To będzie wpis z trochę innej beczki i przekorny, ale o wrzucaniu zdjęć. 🙂 Ponieważ nie wierzymy, my – czytelnicy Twojego bloga, że w ogóle masz dzieci, i że w ogóle masz tyle lat ile wychodzi z kalkulacji, to mam tu taki challenge: wrzuć swoje zdjęcie z czasów LO, albo inne leciwe. Zobaczysz – sypniemy komentarzem, że nic się nie zmieniłaś i tak młodo wyglądasz! (a pomysł wynikł z tego, że ilekroć wrzucasz swoje zdjęcia, to przychodzi mi do głowy myśl, że tak musiałaś chyba wyglądać14 lat temu i jak ty to robisz, że się tak zakonserwowałaś!)

    • Marta 🙂 Wyobraziłam sobie grupę Czytelników stojących pod moim blokiem, wróć: blogiem z miną oczekującą (wymowne spojrzenie, głowy uniesione do góry).

      Obiecuję, że wkrótce podejmę Wasz challenge!! 🙂 Będzie o tym nowa notka, specjalnie dla Was 🙂

      • Marta Romar

        Nie mogę się doczekać 🙂

  • ewa

    Ja osobiści swoim ryjkiem mogę świecić na prawo i lewo, ponieważ robię to świadoma konsekwencji takiego soft-narcyzmu. Jednak jeżeli chodzi o moich chłopaków, to uznałam, iż jeśli kiedykolwiek ulegnę chęci oczarowania innych moim potomstwem, to uczynię to bez bezpardonowego zbliżenia na twarze. Ale to moja prywatna wizja blogowania.

    W szczególności ciekawi mnie reakcja dorastających dzieci, których wizerunek ‚nocnikowy” został uwieczniony w internecie. Zapewne przyszli koledzy i koleżanki z wielką chęcią wrzucą link do takiej fotografii na facebooku.

    Wpadłam tu, zobaczyłam, zauroczyłam się i będę zaglądać!

    Pozdrawiam serdecznie, ewa z mamaniezwyboru.blogspot.com

  • Ja od jakiegoś czasu mam właśnie problem. Jeszcze niedawno, jak miałam bloga na blogspocie, publikowałam sporo zdjęć Młodego… Jakiś czas temu zaczęłam mieć właśnie dylemat wewnętrzny, że może Młody sobie tego nie będzie życzył, że mu to będzie przeszkadzać, powoli więc, ale sukcesywnie chciałabym wyeliminować jego wizerunek, bo doszłam do wniosku, że był to po prostu błąd napalonej „świeżej” blogerki. 🙂 i mam w sumie dość czasu, bo Młody dopiero rok skończył.
    Taki z mojej strony nonsens, bo na prywatnym profilu na facebooku zdjęć Młodego nie publikuję, a na blogu i fanpage’u owszem. Muszę zrobić z tym porządek. Tym bardziej, że blog ostatnio poszedł nie stricte w parenting. 🙂

  • Dziecko ma prawo do prywatności, ma prawo do ochrony wizerunku i ma prawo do tego, żeby jego rodzice nie opisywali sytuacji z jego życia. Musimy pamiętać, że słowem też możemy przekroczyć pewne granice. Ja na swoim blogu publikuję zdjęcia mojego dziecka. Zanim zaczęłam prowadzić bloga dokładnie przemyślałam jego formę. Nie publikuję natomiast w ogóle tekstów o moim dziecku. Skoro prowadzę blog – dziecięco – turystyczny bohaterami są miejsca.
    Zdjęcia są. Są to takie zdjęcia, które są i w albumie i wiszą na ścianie w domu i pokazuję je znajomym.
    Bardzo jednak szanuję tych, którzy zdjęć nie wrzucają. Mniej szanuję tych, którzy piszą o „kupie” i nocniku, a jednocześnie podkreślają, że nie wrzucają zdjęć (nie mam w tym momencie na myśli nikogo konkretnego i nikogo nie chciałabym urazić, ale podkreślić sytuację). Poza tym uważam, że dyskusja na temat zdjęć dzieci w sieci jest bardzo potrzebna.

  • Paulina Herman

    Ależ na blogu są zdjęcia Twoich dziec, w całości nie tylko rączka czy nózkai;] Więc to chyba nie do końca jest tak jak piszesz.
    Ja nie mam z tym problemu, nie dorabiam ideologii do tego. Nie wstawiam zdjęć innych dzieci bez akceptacji ich rodziców.
    Myślę że nie jest zdrowo popadać w paranoję, bo potem na urodzinach, w przedszkolu, na imprezie ktoś zrobi zdjęcie naszemu dziecku z innymi dziećmi, wrzuci np na fejsa i co? Włosy rwać z głowy?
    Ja nie robię swojemu synkowi zdjęć jak płacze, zdjęć nago i stanowczo bym interweniowała gdyby ktoś go nawet na „zbiorówce” ryczacego wrzucił. Bo to w jakiś sposób przedstawia go negatywnie.

    • Paulino, chyba żartujesz, gdzie na blogu są zdjęcia moich dzieci?

      • Paulino, dziękuję za wskazanie notki ze zdjęciami z balu przebierańców, na których wprawdzie moja córka była nie zidentyfikowania, i wśród gromady innych dziec-ale jednak racja, mój błąd- właśnie usunęłam tamten post.

        Musiałam usunąć Twój komentarz, bo pisanie o starej sesji dla papierowego magazynu sprzed półtrota roku, w którym świadomie nie podałam adresu bloga (a mogłam! byłaby to doskonała forma promocji dla bloga) więc moje dzieci są nie do zidentyfikowania i nie mogą być łączone w moim blogiem. – było z Twojej strony WREDNE.

        Rozumiem, że czujesz wyrzuty sumienia związane z tym, że publikujesz mnóstwo zdjęć swojego dziecka, ale bardzo Cię proszę zejdż ze mnie. Ja się Ciebie nie czepiam. Pa.

  • Fabryka Opinii

    Nie mam jeszcze swoich dzieci, więc do końca nie wiem jakby to było… jednak zdecydowanie popieram, to, że nie publikujesz fotek swoich córek. Ja nawet widząc zdjęcia niektórych dzieci znajomych na facebooku, czuję się zniesmaczona. Synek „upaprany” nieelegancko musem jabłkowym, córunia, której za chwilę się odbije, sesja podczas zdmuchiwania świeczek na torcie (niby nic złego), ale 60 zdjęć prawie w identycznej pozie dziecka (zdjęcia seryjne) budzi już mój niesmak. Spodziewam się,że każda matka uważa, że ich dzieci są najpiękniejsze i najlepsze, ale chyba warto zachować umiar. Sama kiedyś wrzucałam masę swoich zdjęć z wakacji, imprez (oczywiście tylko tych, na których najlepiej wyszłam ;)). Niedawno większość skasowałam i rzadko dodaję nowe. Moje życie – moja prywatność. Kto chce i utrzymuje ze mną kontakt będzie wiedział jak mieszkam, gdzie jeżdżę na wakacje oraz z kim na imprezach bawię się najlepiej. Nie odczuwam już takiej potrzeby dzielenia się ze światem tym, co mam lub tym, co przeżyłam. Wizerunek swoich dzieci (o ile będzie dane mi mieć) będę również chronić. Nie chciałabym, żeby po latach dziecko miało mi za złe, że wrzuciłam do sieci zdjęcie jak siedzi na nocniku (ja bym tego nawet nigdy nie zrobiła, ale widziałam już takie fotki) albo jak córa biegała w samych gaciach na plaży nad morzem. Niech nasze pociechy same decydują o tym czy chcą się pojawić w internecie czy nie.

  • Bardzo ważny i mądry wpis. Zakładając bloga miałam podobne dylematy. Po długich rozmowach z mężem, ustaliliśmy, że nie będziemy umieszczać zdjęć córki. Czasem gryzłam się z myślami czy tego nie zrobić, ale szybko przypominałam sobie nasze ustalenia. Pamiętam jak raz, pisząc o roli ojca, korciło mnie, żeby wrzucić zdjęcie z wyjścia ze szpitala. Maleńka kruszyna, wcześniak, niemal cała w dłoni taty. Spojrzałam na to zdjęcie i na córkę i pomyślałam, że była i jest bezbronna, a moją rolą jest ją chronić, w szerokim rozumieniu tego słowa. Kilka dni temu napisałam wpis o noszeniu dzieci, pierwszy raz pokazałam w nim siebie. Czułam się, jakbym była goła 😉

    Nie chcę oceniać wyborów innych rodziców. Mogę i chcę mówić tylko swoim głosem. Moim zdaniem muszę chronić dziecko i tak, jak piszesz, od początku traktować na równi ze mną. Ja wściekam się, kiedy ktoś oznacza mnie na zdjęciach na fb, więc czemu zakładamy, że dzieci nie mają nic przeciwko?

  • Hola Ola

    Siedzę mocno w branży parentingowej, obcuje też z „mamuśną” stroną blogosfery. Zajmuje się kilkoma społecznościówkami dużego i fajnego serwisu dla dzieci (i choć chciałabym, bo naprawdę warto polecić i napisać JAKI, to dla bycia fair, nie zrobię tego). Zdjęcia publikuje 99% damskiej blogosfery, a już swoistym targiem próżności jest Instagram. Te wszystkie #instamatki, które swoje dzieci traktują jak kukiełki… Przeraża mnie to, bo ja tego nie robię. Cenie swoją prywatność. I w pełni zgadzam się z tezami Nishki. Jak powiedział jeden z ekspertów brandingu, do funkcjonowania w social media powinno się chyba przyznawać „prawo jazdy”, bo tutaj istnieje dziś wolna amerykanka. Gratuluje też Nishce dzieciaków, niezwykle dojrzałych i wyedukowanych, jak na swój wiek :). Jak mniema, nie ulegają rówieśniczej presji.

    • Nie ma sprawy możesz tu polecić ten serwis, śmiało wrzuć link.

  • Kiedyś miałam takie samo podejście jak Ty. Chciałam wtedy założyć bloga, ale to, że nie chciałam pokazywać zdjęć mojego dziecka kłóciło mi się z ideą bloga (pokazywaniem fajnych rzeczy głównie dla dzieci). Miałam wrażenie, że jak komuś napiszę, że polecam jakąś zabawkę/ciuch/gadżet i nie pokażę tego „w akcji”, to nikt mi nie uwierzy. I pomysł z założeniem bloga zostawiłam. Przez kolejne kilka miesięcy znajomi truli mi o tym, żebym założyła, że mam fajne pomysły, świetne rzeczy wyszukuję. Przełamałam się. Stwierdziłam, że przecież nie pokażę żadnych zdjęć mojego dziecka, których mógłby się wstydzić, że nie napiszę o nim niczego, co ktoś kiedyś mógłby wykorzystać przeciwko niemu. Nie mam zamiaru pisać o jego chorobach, kupkach, pokazywać go w kąpieli. Na blogu staram się pokazywać nas jako rodzinę. Piszę jedynie o rzeczach, które chciałabym komuś polecić. Nie rzucam prywatnością na lewo i prawo. Tak mi się przynajmniej wydaje.

  • Piotr Mitura

    Bardzo dobry tekst. Podoba mi się jasne wyrażenie swojego zdania, ale też brak „potępienia” innych od autorki tekstu zachowań. Ja osobiście, zarówno na blogu, jak i w mediach społecznościowych publikowałem, publikuję i publikował będę zdjęcia swojego dziecka. (Syn ma 4 lata) Aczkolwiek, będę od teraz miał w pamięci ten wpis – dzięki Nishka. Publikowanie zdjęć swoich pociech w Internecie jest delikatnym tematem, ale nie jestem zdania że nie powinno się wcale tego robić. Jest to kwestia indywidualnego podejścia do wychowania, i również indywidualnego rozumienia konsekwencji takich publikacji. Na pewno warto dwa razy pomyśleć JAKIE zdjęcia publikujemy.
    Gratuluję córek! Cieszy i buduje fakt, że dzieci mają swoje zdanie i potrafią go bronic. Cieszy również fakt świadomości rodzica – partnera w dyskusji z dzieckiem. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu – na pewno nie ostatni.

    • Piotrze, cieszę się że do mnie trafiłeś i że chcesz wrócić 🙂

  • Dobra znajomość prawa i rzeczywistości jak na dwunastolatkę 😀

  • Alenda

    Ja dodaję zdjęcia z boku, tyłu, z daleka, albo z taką miną, że ciężko ją poznać 😉 na razie ma pięć lat, wie, że zapisuję w komputerze jej teksty, ale jeszcze nie kuma, że jest to publiczne, a gdy zakuma jestem w stanie w każdej chwili bloga usunąć, albo zablokować, dzieci mają prawo do prywatności. Poza tym nigdy nie dałam nigdzie zdjęć tyłka córki, albo jej pierwszych sików do nocnika… Ludzie mają sieczkę zamiast mózgu umieszczając w sieci fotografię gołego dziecka, w sam raz na okładkę filmu dla pedofilii… Z drugiej strony nie ma co dramatyzować, dzieci zmieniają się i rosną, zdjęcia mojej córki sprzed 3 lat średnio ją przypominają.

    marttusia.blogspot.com

  • Alenda

    Nie wiem, gdzie zgubił się wcześniejszy komentarz, tak czy siak, jestem przeciw zdjęciom, gdzie dzieci nie wyrażają zgody, niesmak budzą zdjęcia gołe, nawet jeśli Antoni ma 20 lat, a zdjęciu jest jego śliczna, 2-letnia pupcia, najgorsze fotki to te, gdy półroczne dziecko siedzi w wielkiej sukni z falbanmi, uduszone kołnierzem i podparte meblami, bo przecież prawie już siedzi. Ale jest też druga strona medalu, są blogi z pięknymi zdjęciami, do których chętnie zaglądam, mój ulubiony to ten prowadzony przez Kelle Hampton i jej cudowne zdjęcia, lubię patrzeć jak pięknie żyją, ile fajnych rzeczy robią, jak rosną dzieci i jaką tam zawsze maja pogodę 😉

  • minimaliv

    Znam blogi, na których są duże dzieci, więc mało śledzisz parentingi 😉 Szanuję całkowicie Twoje zdanie, oh wait… zdanie Twoich córek! Sama napisałaś, że gdyby się zgodziły, to byś je publikowała „Nie ukrywam, że gdy prawie półtora roku temu zakładałam bloga, chciałam co jakiś czas pokazywać Czytelnikom zdjęcia moich córek, tym bardziej, że ładne i urokliwe z nich dziewczęta.” Tak więc tak… 🙂

  • Moje dzieci są jeszcze za małe by mieć swoje zdanie, ale mimo to na blogu nie ma ich zdjęć, ani imion. Owszem stanowią inspirację do tworzonych przeze mnie treści, ale nic poza tym. Choć czasem aż mnie skręca, żeby się światu pochwalić tym jakie piękne te moje dzieci 😀
    Natomiast nie robię tego ze względu na ich prywatność ani szacunek dla ich wizerunku tylko ze względu na ich bezpieczeństwo. I choć smutna prawda jest taka, że jak ktoś będzie chciał rozgryźć kim są moje dzieci to z pewnością mu się to uda, niemniej w ten sposób mam przynajmniej irracjonalne przekonanie, że sprawy nie ułatwiam.

  • Pingback: Do rzeczy, uczciwie i wiarygodnie – Blog Forum Gdańsk 2014 | Nishka()

  • A ja jeśli mam być szczera, to dopiero po tym poście zauważyłam, że przecież nie wiem jak dziewczynki wyglądają i jak mają na imie! …Więc.. jak widać, da się zebrać czytelników a nie tylko oglądaczy bloga 🙂

  • Pingback: Bez wizerunku dziecka. | MATKA PREZESA()

  • Pingback: Jak mi się pracowało w redakcji gazety i dlaczego zostałam blogerką? | Nishka()

  • łoł

    bezmózgi obnażają się w sieci dziećmi ,takie mam zdanie

  • wellner

    Na swoim kanale na youtubie masz filmik ‚minuta ciszy’ bodajże i tam widać Twoje dziecko.

    • Dziękuję za cynk, właśnie go usunęłam.
      Ten film nakręciłam 4 lata temu, gdy jeszcze nie byłam „Nishką” i wrzuciłam go na prywatny profil na YT (który subsrybują tylko 2 osoby) i zupełnie o nim zapomniałam.

  • Pingback: Jaką reputacją cieszy się Twoje dziecko? | Nishka()

  • Pingback: Słodka pupcia na Facebooku | Nishka()

  • Pingback: Czy mam prawo publikować zdjęcia mojego dziecka?()

  • Pingback: Publikować twarze? 3 hasła i basta. - Odjechana Rodzina()

  • Pingback: Wszystko dla lajków? Czyli o internetowym ekshibicjonizmie | Nishka()

  • Pingback: Masz prawo do prywatności - nie zepsuj tego! | Blog o psychologii, podróżach i zdrowiu()

  • Pingback: Nie wszyscy jesteśmy fotografami – dlaczego nie robię zdjęć moim dzieciom | Nishka()

  • Pingback: Nie wszyscy jesteśmy fotografami – dlaczego nie robię zdjęć moim dzieciom | Nishka()