Stan umysłu kobiety ciężarnej, czyli jak pastwię się nad mężem :)

stan umysłu
fot. Agnieszka Dzieniszewska

Zacznijmy od banału: fakt, że kobieta jest w ciąży ma na nią duży wpływ i na kilka miesięcy zmienia jej stan świadomości. Zostawmy już to, że nosi w sobie życie, że przypada jej oto nowa rola społeczna: matki dziecka pierwszego lub kolejnego. Nie o tym dziś chcę mówić. 

Jak wiecie, nie należę do Sentymentalnych Brzemiennych, którym to sekretem podzieliłam się z Wami tutaj. Nigdy nie nazywałam swojego dziecka Fasolką ani nie mówię o „nas” w liczbie mnogiej. Zdania typu:

– Niezbyt dobrze dziś spaliśmy.

– Ale się najedliśmy!

– Rośniemy.

….. z moich ust nie rozbrzmiewają.

Szybciej:

– Źle dziś spałam, bo Dzieciak kopał.

(„Dzieciaka” wymyśliła moja starsza córka, która tak właśnie nazywa swojego brata. Wciąż jest Bezimienny, rodzinne negocjacje utknęły w martwym punkcie, ale o tym opowiem innym razem).

– (do męża) Że niby przytyłam? Absolutnie, nie przytyłam ani kilograma. Jeżeli już, to twój syn.

Ewentualnie (poczuj ten rym):

– Jest nas dwóch. Ja i mój brzuch.

Owszem, kocham Dzieciaka i chcę dla niego jak najlepiej, dbam o siebie, zdrowo się odżywiam, regularnie spaceruję na świeżym powietrzu itp. Ale Sentymentalną Brzemienną nie jestem i basta! Żadne tam brzusie, rozczulanie się podczas badania USG itd. Gdy nie odczuwam przez kilka godzin jego ruchów, zaczynam się niepokoić i próbuję telepatycznie przywołać go do porządku. Gdy brzuch zaczyna falować, oddycham z ulgą i mówię:

– Uff, Dzieciak żyje, wszystko okej.

A nie:

– Ojej, jak on rozkosznie kopie mnie po wątrobie! ♥

Nie, nie, to nie ja.

Rozgadałam się, a przecież nie o swoich uczuciach miałam dziś mówić, lecz o reakcjach otoczenia na kobietę w ciąży i o tym, jak można to sprytnie wykorzystać!

 

Nadszedł oto czas na drugą, dość oczywistą, refleksję.

ciąża w przeważającej ilości przypadków wzbudza w otoczeniu troskliwość i opiekuńczość

Już od początku społeczeństwo reaguje na wieść o niej zadowoleniem. To niesamowite, ale do mnie odzywali się z gratulacjami ludzie, dalecy znajomi, z którymi od dawna nie miałam kontaktu albo którzy nigdy w innych sytuacjach nie ujawniają się. I czułam, że szczerze się moim brzemiennym stanem cieszą. Że te gratulacje to nie tylko dobre maniery, ale też prawdziwa radość, którą większość z nas okazuje na wieści (pochodzące również od obcych ludzi) najpierw o ciąży, a potem: urodzeniu się dziecka. Myślę, że kieruje nami atawistyczna radość i ulga, że oto ludzkość jeszcze się nie skończy. 😉

od początku ciąży czujesz, że jesteś obiektem specjalnej troski

Wszyscy Ci gratulują. Spoglądają na Ciebie: Tę, W Której Oto Rozwija Się Przedstawiciel I Kontynuator Naszego Gatunku z serdecznością, czułością, troską. Jesteś chodzącym dobrem i bogactwem. Świat zaczyna stać Ci otworem. Ludzie ustępują Ci miejsca w kolejce i komunikacji miejskiej (w 7 na 10 miejscach, w których się zjawiam, ludzie zaczynają rozstępować się). Urzędniczki bezproblemowo załatwiają sprawy. Ekspedientki wyjmują spod lady najlepsze sery, ryby i owoce.

stan2

rodzi się w Tobie poczucie, że jesteś kimś wyjątkowym 

Jeżeli jesteś tak przebiegła jak ja, jeżeli jesteś Złą Żoną, zaczynasz to wykorzystywać.

– Nałóż i zawiąż mi buty – mówisz do męża i z nieskrywaną satysfakcją patrzysz, jak, klękając przed tobą, musi wykonywać twoje polecenie.

– Podniesiesz? – pytasz z miną niewiniątka, dając oczami znak, że chodzi o klucze, które wypadły ci z rąk (czasem specjalnie zrzucasz je na ziemię).

– Przestaniesz robić sobie tę jajecznicę, bo denerwuje mnie zapach smażonych jajek? – prosisz. – Ojej, nie zniosę tego, daję słowo, słabo mi! – dodajesz, jak trzeba.

Gdy mąż nic sobie z tego nie robi i dalej smaży te wstrętne jajka, co oznacza, że nie szanuje twoich uczuć, zaczynasz płakać, co nie przychodzi ci trudno, wszak w ciąży jesteś chodzącą burzą hormonów.

– Czyli jajecznica jest ważniejsza niż ja? – pytasz roniąc łzy.

– Ściszysz radio?

– Zgłośnisz radio?

– Możesz wyłączyć ten serial? – pytasz widząc, że  podekscytowany włącza nowy odcinek „Gry o tron”.

– Dlaczego? Tylko dlatego, że ty go nie oglądasz? – walczy o swoje.

– Stresują mnie odgłosy z tego serialu, ta krew, morderstwa, seks, a jak się stresuję to w moim organizmie wytwarza się kortyzol, czyli hormon stresu, który przenika do dziecka… – odpowiadasz zblazowana i przewracasz kolejną kartkę książki.

– Nie możesz więc iść ze swoją książką do sypialni? Ja telewizora tam nie zaniosę.

– Ciężko mi wstawać, jestem w ciąży… Wyłącz to…. – prosisz i, burząc czwartą ścianę, puszczasz oko do wyimaginowanej kamery.

pastwisz się nad swoim mężem

Ale w końcu kiedy indziej masz to robić, jak nie wtedy, gdy jesteś w ciąży? Zyski, w postaci nowego dziecka, będziecie mieć oboje, ale to TY jesteś w ciąży i znosisz jej niedogodności, musisz więc je sobie jakoś odbić!

*

Jesteś tak bardzo przyzwyczajona do tego, że wszyscy traktują Cię jak osobę specjalnej troski, ustępują Ci, przepuszczają Cię, wybaczają Ci wszystkie błędy i potyczki (wszak nie chcą Cię stresować), że nie potrafisz zrozumieć jednego. Dlaczego, gdy prowadzisz samochód, kierowcy innych aut nie traktują cię w ten szczególny sposób?! 

Autentycznie, tak bardzo weszłam w  ciężarny stan umysłu, że gdy ktoś nie przepuszcza mnie na drodze (gdy np. stoję na skrzyżowaniu bez świateł i pierwszeństwa przejazdu) lub np. kieruje w moją stroną nieuprzejmą minę, to jestem oburzona jak śmie to robić:

– PANIE, PRZECIE JESTEM W CIĄŻY! – chcę im wykrzyknąć.

Dopiero po jakimś czasie orientuję się, że oni mojego „błogosławionego” stanu niestety przez szyby samochodu nie widzą. 🙂

Podsumowując: mam nadzieję, że moja ciąża będzie trwała jeszcze długo, bo ciężko będzie mi zrezygnować z przywilejów, jakie się z nią wiążą! 🙂

Komentarze:

  • Hahaha, brawo Ty! Gdybym nie „znała” Cię z poprzednich postów, pomyślałabym, że stałaś się jedną, wielką, wredną babą! Gdy byłam już w zaawansowanej ciąży (trojaczej, że tak dodam, więc od czwartego miesiąca wyglądałam jakbym była z miesiąc po terminie) wybrałam się na pocztę. Stoję w kolejce długiej na dwudziestu seniorów. Nagle, na całą pocztę, rozlega się okrzyk mocno wiekowego Pana, który akurat dopchał się do okienka. Pani w ciąży! Pani tutaj podejdzie, przecież ledwo Pani stoi. Te stare mohery to sobie już zapomniały jak to było jak same się spodziewały! I tyle w temacie. A na mężu się też znęcałam, w końcu niech pozna chłop uroki.

    • Moja Droga, dla Twojej trojaczej ciąży to naprawdę szacun. Mąż powinien nosić Cię na rękach! 😉 Pytanie, czy dałby radę 😀 Ja już ważę 12 kg więcej (jestem pod koniec 7 mc) i wczoraj jak poślizgnęłam się podczas spaceru na kawałku drewna i upadłam (na szczęście na plecy i w sumie więcej było śmiechu) to jak wyciągnęłam rękę, mówiąc do męża:
      – Co tak patrzysz? Podnieś mnie!
      To, mimo że mąż jest silnym mężczyzną, to widziałam przerażenie w jego oczach 😀

      • Dot

        Pewnie był przerażony tym, że upadłaś. Wiadomo, że by Cię podniósł. Kto jak nie on 😉

      • Haha, no coś Ty, w ostatnim momencie miałam +30 kg i tyłam w oczach. Łyk wody – plus pół kilo. Chłop narzekał, że w łóżku (200 cm szerokości) mu ciasno 🙂

        • 200 cm to jest przyszłościowe rozwiązanie, wiedzieliście w co się pakować! W mojej 160-tce mieści się mój prawie dwumetrowy mąż, ja (5 miesiąc, + 4 kg) i gdy nad ranem wpadają do nas dzieci, rozmyślam tylko o tym, czy nie zrobię nikomu krzywdy, gdy porządnie nabiorę powietrza 😉

  • I właśnie dlatego w naszym domu – żadnych ciąż. Mowy nie ma. Nie, nie, nie. Bo tak mi się zdaje, że to, co znosi DzielnyMążNishki, to pikuś (Pan Pikuś!) w porównaniu z tym, co czekałoby mnie. Przy okazji: Ukłony dla DzielnegoMężaNishki 🙂
    #solidarnośćplemników

  • Mój ulubiony argument NA WSZYSTKO, używany w stanie błogosławionym to: [głębokie westchnienie] JESTEM TAKA W CIĄŻY!

    • Hahahahaha, dobre. Taka… w ciąży! Szkoda, że NIGDY go nie użyję 🙂

      • Moja mama zawsze mawia: Nigdy nie mów nigdy 😂 ja tam jeszcze parę razy mam nadzieję użyć tego argumentu 😁😉

  • Może na samochodach powinno się montować ogromne plakaty z napisem: „Ciężarna za kierownicą, ustąp!” 😀

    • Bardzo dobry pomysł! 😀

      • Toitoito

        Możesz sobie kupić naklejkę na samochód z napisem,, Jestem w ciąży i spieszę się na poród ” . Powinno zadziałać ☺

  • A.

    A ja tego właśnie bardzo nie lubię i jako osoba aspirująca w przyszłości do roli matki wręcz boję. Najbardziej mnie przeraża to, że będę traktowana specjalnie i że ludzie przestaną widzieć we mnie człowieka tylko będę wielkim brzuchem. Właściwie to bardzo bym chciała, żeby nikt poza moim partnerem i najbliższą rodziną tego nie widział. Jedyne czego oczekiwałabym od tatusia to żeby poniósł takie same wyrzeczenia: zero imprez, alkoholu, vifonów czy innej chemii spożywczej, którą człowiek lubi sobie czasem zjeść jak mu smutno. W końcu on też jest ojcem, a jak dziecko się urodzi to tak czy siak nie wrócimy do stylu życia typu: ostro zakrapiana impreza do rana kawa + papierosy zagryzane burgerem na kac śniadanie.

    Oczywiście ciąża nie jest obrzydliwa, ale dla mnie intymna (w końcu to sprawa moja, partnera i dziadków czy najbliższych wujków dziecka) i dlatego nie chciałabym, żeby ktoś to widział, komentował, reagował na to. Myślę, że jak ludzie będą reagować na brzuch to będę się czuła jakby mi pokazywali gdzie mam pryszcze. Inna kwestia, że kiedy widzę kobietę w ciąży, która z góry uważa, że „jej się należy” to nie chcę takiej ustępować. Ustępuję, bo chcę komuś pomóc, ulżyć, bo czuję, że mu ciężko, a zawsze fajnie zrobić dla kogoś coś miłego, ale to nie jest mój „za*rany obowiązek” (jak to się powszechnie mówi). Tak samo jak złej obsłudze nie zostawiam napiwku.

    Chociaż oczywiście każda kobieta ma prawo przeżywać ciążę jak sobie chce (chyba że bierze niepotrzebnie L4, bo takie panie niestety też są).

    • W pewnym sensie współodczuwam z Tobą, choć nie w całości.
      Ja owszem: nie mam nic przeciwko wyrazom życzliwości, troski, serdeczności i chęci niesienia pomocy wyrażanym przez otoczenie, jednocześnie jednak mam silną potrzebę respektowania moich granic i np. nie lubię, gdy ktoś dotyka mojego ciążowego brzucha. Pisałam o tym w tym tekście: http://www.nishka.pl/apel-nie-dotykajcie-brzuchow-kobiet-w-ciazy/

      • A.

        @karjola:disqus : Jeśli faktycznie nie mogę nałożyć skarpetek to proszę kogoś, żeby mi pomógł. Ale to nie dotyczy tylko ciąży. Jak w zeszłym roku złamałam prawą rękę to też prosiłam ludzi o to żeby mi coś pokroili czy uczesali, ale wszystko to było moją prośbą. Myślę, że w ciąży będę się czuła fatalnie, bo nie znoszę być niedołężna i wolę, żeby otoczenie nie dokładało mi „specjalnym traktowaniem”. Tzn. miło jak mi zaproponują pomoc, ale błagam niech się nie zachwycają i nie komentują ani nie gratulują. To jak mówienie człowiekowi ze złamaną ręką „pewnie ci teraz ciężko” albo „i jak ty napiszesz egzamin”. Coś na zasadzie: |nie czuję się w tym stanie dobrze, ale jak wszyscy wiemy z biologii nie wyhoduje dziecka w słoiku, więc dajcie mi to jakoś przetrwać bez dobijania.”

        @Dot92:disqus : Hehe :> Niestety, ale obecnie prowadzę tryb życia „anty-matki”. Sporo imprezuję, popalam (aczkolwiek dbam o to, żeby się nie uzależnić, bo kiedyś trzeba będzie rzucić, bo nie ma gorszej rzeczy niż rodzic mówiący „palenie jest złe” i kicający co rusz na dymka), a studia nie tylko nie pozwalają mi za bardzo na zajęcie się czymkolwiek innym (na pewno nie czymś w wymiarze 24/7 jak np. dziecko) to dają uroczy bonus w postaci zarwanych nocy, po których liczba nieprzespanych godzin sięga nawet trzydziestu kilku. Może nie jestem fanem zarywania nocy, ale porzucenie reszty nawyków może być trudne, a z pewnych (wampirzy tryb życia) pewnie nigdy się nie wyleczę. A że partnerów raczej sobie dobieram ze środowiska muzycznego (najlepiej podzielających miłość do wina) to wiadomo, że ten tryb życia też średnio jest nastawiony na jedzenie marchewki z groszkiem i wstawanie o 7, żeby zaprowadzić dziecko do przedszkola czy szkoły. A to jest nieuniknione następstwo ciąży 😛

        @disqus_P4WYxiitxq:disqus : Tak, ale niech to będzie wyraz dobrej woli, a nie przymus. Jak ktoś nie widzi (albo nie chce widzieć) to trudno. Nie zamierzam komuś takiemu wyjechać z tekstem „panie czy pan widzisz ten brzuch? czy matka pana nie uczyła co to znaczy?”. Pomagać trzeba ludziom, bo są ludźmi, a nie, bo boże mój boże ciężarna. Chociaż pomoc przyda się oczywiście każda, nie tylko ta fizyczna, ale też psychiczna. Nie chcę być traktowana jak inkubator. Jeśli ktoś ma zwrócić na mnie uwagę tylko przez brzuch to lepiej niech nic nie mówi ani nie pisze. Zdążę bez ich pomocy zauważyć, że brzuch mi urósł. Wiele kobiet jak się poczuje matkami to też zapomina, że są mimo wszystko odrębnymi osobami i cały świat nie przestał nagle istnieć zostawiając jedynie miejsce dla dziecka. W wyniku tego rezygnują z siebie. Wiadomo, że dziecko zabiera dużo czasu, ale bez przesady. Tak jak nie da się ciągle uczyć tak nawet dziecko kiedyś śpi, albo się bawi czy robi cokolwiek co daje matce czas na rozwijanie siebie. Inna kwestia: nie chciałabym, żeby relacje z partnerem uległy osłabieniu i chcę zadbać o to, żeby dziecko rzeczywiście było wspólne (od dwóch kresek na teście), a nie matki.

        Co do dotykania brzucha to chyba bym za to zabiła. I to nawet nie tylko dlatego, że jestem niedotykową osobą. Po prostu nawet z powodu samego uczucia (o czym wspomniałam wyżej), że jako inkubator staję się dobrem publicznym. Nie umiem sobie wyobrazić jak źle pewnie będę się czuła w tym stanie, bo nienawidzę kiedy coś mnie ogranicza (a jak już dodać hormony to w ogóle). Okres? Złamana ręka? Przeżywam to o wiele gorzej niż normalny człowiek, ale dzieci niestety inaczej nie rosną, więc trzeba się poświęcić. I wolę, żeby nikt mi nie dokładał do cierpienia.

        • A ja myślę że za dużo myślisz 😊 jak znajdziesz odpowiedniego faceta, nawet muzyka czy innego artystę i będziecie planować dzieci, to jak zajdziesz w ciążę będziecie tak zajarani, że żadne gratulacje i miłe słowa nie będą Ci przeszkadzać 😊

          • A.

            @Magda Ja postrzegam jako kaprys i potrzebę rodzica. Owszem są przypadki trudne, ale wtedy nie ma nic złego w tym, żeby poprosić o pomoc tak jak w każdej innej sytuacji, która pomocy wymaga. Moja mama przechodziła ciąże bardzo dobrze i praktycznie do ostatniej chwili pracowała oraz normalnie funkcjonowała, więc spodziewam się, że będę miała podobnie. Nie sądzę, żebym lubiła bycie w ciąży, bo chorobowo wręcz reaguje na każdą sytuację kiedy jestem czymś ograniczona. Wizja niemożności zawiązania sobie samej buta jest straszna. Pamiętam pierwsze dni chodzenia z rotatorem (to taki aparat wkładany w środku buzi) albo złamaną rękę to prawie płakałam, że nie mogę zjeść normalnie czy się umyć. Nie sądzę też żebym odnalazła się jakoś specjalnie w roli opiekuna małego dziecka. Bardzo lubię dzieci i kontakt z nimi, ale kiedy przychodzi do zajmowania się (noszenie, karmienie, przewijanie itd.) to jest to dla mnie już wyższa szkoła jazdy (co się okazało przy okazji tego, że mam młodszego brata), ale jak się chce mieć dzieci to cóż… Jednak uważam, że radość, którą dają jest tego warta.

            Co do hodowania dzieci w słoikach. Z punktu widzenia biologii lepiej, z punktu widzenia tego, że ciąża to nie tylko trzymanie dziecka w brzuchu, ale też szereg minusów to nie wiem 😛

            @matkapauka:disqus Na pewno będzie pełna ekscytacja, ale wystarczy mi, że to będzie nasza prywatna radość. Pewnie się pochwalę niektórym znajomym, bo to jednak ważna zmiana w życiu, ale bez przesady. Będę się czuła źle przez ciążę z powodów, o których pisałam wyżej Magdzie i wolę żeby otoczenie nie dawało mi cały czas znać, że mam status inkubatora. Pomoc kiedy potrzebna? Chętnie. Zauważanie mojego brzucha zamiast mnie? Nie, dziękuję.

        • Magda

          Ja nie postrzegam nigdy ciazy jako „poswiecenie”. Sa przypadki trudne, gdy kobiety musza lezec. Bo jest zagrozenie zycia. Ale wiekszosc kobiet przechodzi ciaze naprawde dobrze. Nie mozna tego stanu demonizowac. Ja zawsze lubilam byc w ciazy i karmic i robic wszystko inne co zwiazane z dziecmi. Wiec nie wiem czemu to nazywac „poswieceniem”. A to chyba dobrze ze nie choduje sie dzieci w sloikach….

        • Dot

          „nie czuję się w tym stanie dobrze, ale jak wszyscy wiemy z biologii nie wyhoduje dziecka w słoiku, więc dajcie mi to jakoś przetrwać bez dobijania.” Właśnie tak.

    • Dot

      „Jedyne czego oczekiwałabym od tatusia to żeby poniósł takie same wyrzeczenia: zero imprez, alkoholu, vifonów czy innej chemii spożywczej, którą człowiek lubi sobie czasem zjeść jak mu smutno.” Dobry pomysł! Nie wpadłabym na to. Dzięki! :))

    • karjola

      Wydaje mi sie,że jak już jesteś w ciąży i zaczynasz odczuwać te wszystkie dolegliwości to zaczynasz na wszystko patrzeć inaczej. Uwierz mi:)Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja też nie mogłam zrozumieć „jak to skarpetek nie można nałożyć? Co za głupota”. A jednak…

  • W momencie, gdy kazałaś mu wyłączyć Gre o tron powinien Cię wynieść na taras. Wszystko, ale tego sie nie da wybaczyć 😉

    • No dobra, dobra, tak się z nim przekomarzałam 😉
      Pozwoliłam obejrzeć mu, niech zna moją wielkoduszność!!! 😉

      • Poczuł łaskę Pani 😀

      • jj

        w końcu miał grubą krowę w domu, która mu jeszcze zabrania pooglądać młode nagie aktoreczki w seks scenach

  • Agnieszka Makowska

    Haha, jesteś nie do podrobienia 🙂

  • Basia

    Hahaha z tym samochodem mam tak samo! Naklejki jakieś powinny być czy coś 😉

  • Dot

    Jaki wspaniały wpis, Nishka! 🙂

    „zaczynasz płakać, co nie przychodzi ci trudno, wszak w ciąży jesteś chodzącą burzą hormonów.” No tak 😀

    ” Zyski, w postaci nowego dziecka, będziecie mieć oboje, ale to TY jesteś w ciąży i znosisz jej niedogodności, musisz więc je sobie jakoś odbić!” Masz zupełną rację! W końcu to kobieta musi znosić nudności, kopanie, zmiany nastrojów, zachcianki żywieniowe itd., a przyszły tatuś nie ma pojęcia o tym, że to dla nas nic przyjemnego.

    PS Piękna sukienka! Te kolory <3

  • dlatego zachodzę czym prędzej ! 😀 😀 😀

  • Mam chyba jakiegoś pecha, bo niestety przywilejów w traktowaniu ciężarnych jeszcze nie zaznałam. Brzuch już od miesiąca ewidentnie widać (kończę 6 miesiąc), a jeszcze żadnej kolejki nie przeskoczyłam. Oby kolejne 3 dały jakieś przywileje! 🙂 Mój mąż jest niestety zbyt mądry na wszelkie ciążowe zagrania i nie ma szans go wykorzystać. Wciąż mi powtarza, że ciąża to nie choroba i pomaga tylko w sensownych sprawach jak np. zakupy 🙂

    • karjola

      W Rossmanie tylko…i to panie w kasach wołają. Ja jestem w 9 i do tej pory stałam w kolejkach,ale teraz już naprawdę nie daje rady,więc jeśli gdzieś mam kasę pierwszeństwa to idę. Gdzie nie mam to stoję jak wszyscy….Ale i tak wczoraj Pani w Ikei jak zapytałam czy mogę, bo to kasa pierwszeństwa dla mnie, to na wszelki wypadek popatrzyła na napis czy aby nie kłamię..:)w autobusach też zdarzało mi się prosić o miejsce….albo stać 🙂 i to w 8 miesiącu.

      • lepszymodel

        Dokładnie tak! Mnie raz przepuściła w kolejce Pani z kilku miesięcznym dzieckiem – sama pamiętała pewnie jak to jest. Ciąża niby nie choroba ale 3 trymestr najłatwiejszy nie jest;) ale karma wraca, więc mam nadzieję, że do tych ludzi wróci!

  • lepszymodel

    Z pierwszą częścią postu zdecydowanie się zgadzam, cieszę się, że nie jestem jedyna bo wokół sporo ciężarnych rozczulających się nad sobą i brzuchem w kontekście „MY”. A co do wykorzystywania sytuacji to jeśli chodzi o narzeczonego, to zdarza się nie powiem:p ale w miejscach publicznych w 7mym miesiącu ciąży z dobrze widocznym brzuchem jeszcze nie spotkałam się z innym traktowaniem poza jednym jedynym wyjątkiem;)

  • Ailla

    A mnie jest żal tego biednego męża, bo mimo tego, ze jest wspoludzialowcem to nie jego wina, ze urodzil sie mezczyzna. Moj powtrza mi, ze jesli by mogl to by nosil za mnie. I ja mu wierze i za to go kocham i Dobra Zona ze mnie 🙂 ale Gre o Tron tez kazalabym wylaczyc!! Pozdrawiam i gratuluje bo jestem tu pierwszy raz:)

  • randkiswatki

    Ciąża ma wady i zalety..Ja miałam 2 i różnie bywało.Pozdrawiam

  • kropkowo.pl

    Absolutnie się zgadzam! Mój Młody przyszedł na świat miesiąc temu i tak strasznie mi jest żal, że ludzie nie przepuszczają mnie już w kolejkach! Przyzwyczaiłam się!

    Swoją drogą coś jest z tymi samochodami. Gdy przebijałam się przez miasto, autentycznie miałam poczucie, że wszystkie korki powinny się przede mną rozstąpić. 🙂

  • To chyba syndrom trzeciej ciąży (choć i przy drugiej się zdarza), człowiek już od dawna jest rodzicem i tak bardzo chce zachować „odrębność” i poczucie kobiecej niezależności, że ani w głowie nazywać kogoś „fasolą” 😉 A tekst o tym, że to nie ja tyję, tylko synu nabiera masy – jest cudowny i sama go nadużywam. I zgadzam się, że musimy dać się mężom wykazać! W końcu kiedy mają się zorientować, że potomek w drodze, na porodówce? A co z całymi dziewięcioma miesiącami psychicznego przygotowania do roli ojca? 😉

  • Monika

    Zazdraszczam w pierwszej ciązy bylam 3 razy wyrzucona z miejsca w autobusie… a w drugiej na 2 tygodnie przed terminem musialam jechać coś załatwić w pracy i mi się dostało(od Pani która siedziała obok), ze nie stoję nad wózkiem z starszym synem…Chociaż w 2 i tak więcej było przejawów zyczliwości. Może mlodo wyglądałam mając te 27 lat (w pierwszej ciązy), ale czy to powinno mieć znaczenie.

  • „(…) prosisz i, burząc czwartą ścianę, puszczasz oko do wyimaginowanej kamery.” hahaha 🙂
    Nishko, kocham Cię! A tej wstrętnej „Gry o Tron” też nie lubię!

  • rienn

    No nie wiem. W takim razie ja jestem jakaś dziwna. 39. tydzień here i nie mam problemu z zakładaniem skarpetek, wiązaniem butów, kąpię też się sama. Przez ostatnie 8 miesięcy w kolejce do kasy przepuszczono mnie raz, i to na prośbę mojej mamy (spieszyło jej się i chciała wykorzystać okazję 🙂

    I do głowy by mi nie przyszło „pastwić się nad mężem” w wyżej opisany sposób. Pokazywanie „jak to mi ciężko” uważam za żałosne, tak jakby przeciętny facet miał w życiu same przyjemności i zero trudów.