Wszystko dla lajków? O internetowym ekshibicjonizmie

fb2

rys. Stephen Byrne

Pamiętam, że gdy około 2010 roku zakładałam konto na Facebooku, to nazwałam się „Natalią Te”: nie zdradziłam swojego nazwiska. Zdjęcie profilowe, które wybrałam, ukazywało moją twarz z zamkniętymi oczami, byłam dość trudna do rozpoznania. Do grona znajomych przyjmowałam wyłącznie osoby bardzo dobrze mi znane.

Internetowa anonimowość w Web 1.0 

Słowem, miałam w sobie pewną dozę nieufności i czujności charakterystyczną dla użytkowników tzw. Web 1.0. Gdy zostałam internautką, czyli około 2005 roku, udzielałam się na forach internetowych i kilku blogach i wszyscy, łącznie z autorami blogów, byliśmy anonimowi: kryliśmy się pod nickami i awatarami i nie zdradzaliśmy żadnych prywatnych danych osobowych: nazwisk, adresu zamieszkania, wizerunku. Nigdy nie było wiadomo, kto się kryje po drugiej stronie monitora. Darzyliśmy się sympatią, lubiliśmy spędzać ze sobą czas, ale każdy z nas z tyłu głowy miał wpisaną ostrożność. Bo tak naprawdę nie było pewności, z kim ma się do czynienia. O tych czasach mówi się jako o „internetowej anonimowości Web 1.0”.

Zrzut ekranu 2016-02-09 o 18.39.37

Peter Steiner, The New Yorker

Internetowy ekshibicjonizm w Web 2.0

Kilka tygodni lub miesięcy po tym, jak pierwszy raz zalogowałam się na Facebooku, zaczęłam odkrywać coraz więcej kart. Zdradziłam swoje nazwisko, ukazałam twarz. Wrzuciłam zdjęcia córek, fotki z rodzinnej wycieczki. Przecież to normalne, każdy tak robi. Zaczęłam przyjmować do grona znajomych wszystkie osoby, z którymi rozmawiałam na żywo, nieważne ile czasu i kiedy. To, co kiedyś wydawało mi się sferą sacrum: czyli moja prywatność, stało się sferą profanum: dostępną dla wszystkich. Zaczęła zacierać się różnica między tym, co prywatne i publiczne. Stałam się typowym użytkownikiem tzw. Web 2.0 funkcjonującym w portalach społecznościowych: gotowym dzielić się z siecią bardzo osobistymi informacjami na swój temat. Nie mamy przed sobą tajemnic. Ufamy sobie. Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. O tych czasach mówi się jako o „internetowym ekshibicjonizmie Web 2.0”.

Gdy pod koniec 2012 roku wpadłam na pomysł, żeby założyć blog, skonsultowałam z córkami, czy mogę cytować na nim nasze rodzinne dialogi. Zgodziły się, ale postawiły jeden warunek:

– Dialogi tak, ale naszych zdjęć nie – postanowiła starsza córka, wówczas 12-letnia, a w jej ślad poszła młodsza, 7-letnia siostra.

Pisałam o tym w tekście Dlaczego nie publikuję na blogu zdjęć swoich dzieci. Czy gdyby córki nie zabroniły mi, publikowałabym na blogu ich zdjęcia? Myślę, że tak. Czy gdybym po raz trzeci została mamą, publikowałabym dziś zdjęcia niemowlęcia, które przecież nie mogłoby zaprotestować? Nie. 

Uwaga: dzisiejszy tekst nie ma na celu krytyki osób, które publikują zdjęcia dzieci w sieci. Opisuję swoje doświadczenia i historię i próbuję spojrzeć na to zjawisko oczami socjolożki, którą oprócz bycia blogerką jestem. 🙂

Zatarła się różnica między tym, co prywatne a publiczne

Im więcej osób zachowuje się w określony sposób, tym większe prawdopodobieństwo, że stanie się to normą społeczną. Wydaje mi się, że skłonność do ujawniania intymnych spraw będzie coraz bardziej postępować, będzie coraz mniej tematów tabu. Coraz częściej w portalach społecznościowych migają mi zdjęcia testów ciążowych, USG ciąży.

Może wkrótce mignie mi film ukazujący, jak doszło do zapłodnienia? Możesz nazywać to pornografią, ale dla mnie to piękny i mistyczny akt stworzenia, moment, w którym powstało nasze dziecko i chcę podzielić się tym z innymi – powie autor

Dziś dziwakiem zaczyna być ktoś, kto stawia mur między sferą intymną a publiczną. Masz coś do ukrycia? Dlaczego nie publikujesz zdjęć swoich dzieci? Może po prostu są brzydkie, co?

„Skurcze już regularne, rozwarcie 7 cm. Aaaa, trzymajcie kciuki!”

Myślicie, że przesadzam? Kilkanaście miesięcy temu zatelefonowała do mnie dziennikarka z portalu Babyonline z pytaniem, co sądzę o coraz popularniejszej modzie na wrzucanie filmów z porodu do sieci. Tak, z porodu.

Moja wypowiedź i tekst dostępny jest tutaj. Powiedziałam między innymi, że:

Zmiany we współczesnym świecie następują bardzo dynamicznie. Gdy powstały portale społecznościowe, ludzie początkowo z nieufnością publikowali tam swoje zdjęcia, wielu nie zdradzało swoich imion i nazwisk. Jednak z każdym kolejnym rokiem można zaobserwować coraz większą potrzebę dzielenia się z „internetem” wszystkim co się ma. Ludzie pokochali relacjonowanie na bieżąco swojego życia. Zaczęło się od „teraz piję kawę”, a skończy się „teraz rodzę”? (…) Skąd u ludzi taka potrzeba ekshibicjonizmu? Myślę, że zagalopowali się trochę w tym odznaczaniu kolejnych etapów życia na swojej facebookowej osi czasu.

Dla zainteresowanych tematem polecam artykuł w Newsweeku: Na Facebooku i ty jesteś ekshibicjonistą – o śmiałości użytkowników w publikowaniu intymnych informacji:

Gdy fasolkę już widać na USG, to zaraz po wyjściu od ginekologa wrzuca się na fejsa zdjęcie USG. Można też wrzucić zdjęcia swojego brzucha. A po porodzie to już głównie dziecko: jak się mu przecinało pępowinę, jak mu się chce spać albo jak nie śpi, uśmiecha się, płacze, ząbkuje, siada, wstaje, idzie…

Internetowy ekshibicjonizm nastolatków – artykuł w Polityce o śmiałości i bezrefleksyjności nastolatków w publikowaniu bardzo intymnych informacji o sobie, w tym również o życiu seksualnym.

Jak będzie 100 widzów, to pokażę cycki

Człowiek zero w erze social media

„Osobą zero”, czyli pierwszą z pierwszych w erze social media była JenniCam, która w 1996 roku, mając wówczas 19 lat kupiła sobie kamerkę i wpadła na pomysł, by udostępniać strumień ze swojego życia w sieci. 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Fani, a obserwowało ją 7 milionów osób, śledzili różne momenty jej życia: jak spała, jadła, rozmawiała ze znajomymi, ubierała się, czytała, oglądała film. Była to pierwsza na świecie strona tego rodzaju: reality show Big Brother powstał rok później: w 1997 roku. Nie było jeszcze wtedy Facebooka: który światło dzienne ujrzał dopiero w 2004 roku. Transmisja na żywo z życia Jennie trwała siedem lat, aż któregoś dnia, w 2003 roku nagle z sieci zniknęła. Jej historię możecie przeczytać w tekście Patient Zero of the selfie age. Dziś żyje sobie bez fejsbuka, instagrama, twittera i snapczata, słowem zupełnie z dala od social media. 🙂

Pod koniec lat 90. i na początku 2000 roku media i „zwykli” ludzie nie mogli przestać się Jenny dziwić: jak to możliwe, żeby relacjonować na żywo swoje życie i pokazywać je obcym ludziom? Dziś już nas to coraz mniej dziwi, prawda? Do wszystkiego można się przyzwyczaić.. 🙂

Nasza intymność staje się wszechobecna, kiedy ujawniamy ją na stronach internetowych.

 pisze brytyjska badaczki sieci: Leisy Reichelt w tym tekście.

Skłonność do pokazywania najróżniejszych wycinków swojego życia: co zjadłem, co przeczytałem, co obejrzałem, co ubrałem, jak się na koncercie bawiłem prowadzi często do tego, że bardziej niż na kontemplowaniu tego, CO robimy, skupiamy się na tym, żeby to udokumentować. Ciekawie opisał to Janek Favre w tekście Czy wiesz, co to znaczy być tu i teraz?

Chcę uczyć dzieci dbania o swoją prywatność

Dziś, w ponad 100 krajach na świecie odbywają się obchody tzw. Dnia Bezpiecznego Internetu. Ten temat jest mi szczególnie bliski, o czym mieliście okazję przekonać się, bo przez ostatnie pół roku co miesiąc, w ramach cyklu „Dialogi o cyberświecie (i nie tylko)”, który prowadziłam we współpracy z Orange, publikowałam teksty związane z bezpieczeństwem dzieci i młodzieży w internecie. Projekt niby już się skończył, ale tak naprawdę trwa, bo temat wciąż aktualny.

Uczę dzieci stawiania granic. Stawiania granic między tym, co prywatne a publiczne. Dla dzieci i młodzieży żyjącej w erze social media i programów typu reality show, łamanie granic prywatności, społeczny ekshibicjonizm staje się czymś powszednim, normą. Nie chcę, żeby takim stało się również dla moich dzieci. Chcę, żeby były otwarte na ludzi, ale żeby były też czujne i ostrożne i żeby dbały o swój wizerunek.

O „reputacji online” więcej pisałam w tym tekście. Często te tematy porusza również Anatomia Kultury bardzo polecam jej blog.

Uczę dzieci, żeby selekcjonowały informacje z życia prywatnego, którymi dzielą się w internecie. Ja na przykład nigdy nie zdradzam miejsca zamieszkania: ulicy i dzielnicy, w jakiej mieszkam ani dokładnego miejsca pobytu (zwłaszcza w czasie rzeczywistym), np. na wakacjach i chcę, żeby brały ze mnie przykład.

sm

Jason Raish, New York Times 

Pamiętam, że kiedyś jeden z komentatorów na fanpejdżu Nishki dowiedziawszy się z mojego fejsbukowego postu, że jestem z córkami nad jeziorem spytał, nad jakim konkretnie.

– Pojezierze Augustowskie – odpisałam.
– Ale jakie konkretnie jezioro? Jaka miejscowość? – dopytywał.

Nie dostawszy odpowiedzi zaczął być bardzo niespokojny, wyraził swoje oburzenie moim zachowaniem w komentarzu, a potem w prywatnych wiadomoścach. Dlaczego ukrywam dokładne miejsce pobytu? Może czytelnicy są ciekawi, jakie jezioro rekomenduję??? Dlaczego nie szanuję opinii  i potrzeb czytelników?!

Odetchnęłam wtedy z ulgą, że nie zdradziłam nad jakim jeziorem można nas znaleźć. Co, gdyby ten pan okazał się człowiekiem niezrównoważonym psychicznie albo moim psychofanem i próbował mnie odnaleźć?

Wierzę w to, że 90% użytkowników internetu można zaufać. Jednak nie przemawia do mnie argument, że po co przejmować się tą 10%-wą garstką. Dlaczego mam zaprzestać publikowania co chcę, tylko dlatego, że mogą trafić nań zboczeńcy? Nie popadajmy w paranoję – krzyczą niektórzy. Dla mnie to nie jest paranoja: dla mnie to jest ostrożność. Podejrzewam, że połowa z dorosłych częstujących dzieci cukierkiem i zagadujących je nie ma złych intencji. Jednak uczymy dzieci, żeby nie wchodziły z nimi w interakcję.

Zakładam, że po drugiej stronie monitora może siedzieć każdy. Wśród tych miłych, przyjaznych, życzliwych ludzi może się zdarzyć obleśny, podający się za 12-letniego Wojtka dziad. Nie chcę, żeby miał dostęp do mojego dziecka. Nawet jeżeli ma się to ograniczać tylko do patrzenia na nie.

wojtek

Może to paranoidalne, ale wolę dmuchać na zimne. W Nishce otwartej na ludzi, wierzącej w dobre intencje, otwartej i wyluzowanej, czyli typowej „użytkowniczce Web 2.0” pozostał kawałek Nishki czujnej i ostrożnej, ze wspomnieniami świata 1.0.

Bo w Internecie tak jak na drodze: trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania i mieć świadomość, że niektórzy uczestnicy życia drogowego lub internetowego mogą zachować się niezgodnie z panującymi zasadami. Oby było ich najmniej, czego sobie i Wam na drodze i w sieci życzę. 🙂

Komentarze:

  • http://better-life-by-ewelajna.blogspot.com/ Ewelajna A.

    Amen.

  • http://dwa-plus-trzy.pl/ Dwa+Trzy

    Mega ważny temat poruszylaś i świetnie go przedstawilaś. Niestety bardzo dużo ludzi się całkowicie obnaża,
    na grupach na fb non stop testy ciążowe, gołe tyłki dzieci . Mam czasem wrażenie że ludzie robią to nieświadomie albo. … no właśnie w sumie nie wiem po co.
    Twój dzisiejszy tekst powinien zostać tekstem roku. Brawo Ty !

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Robią to nieświadomie + widzą, że inni tak robią, więc staje się to normalne.. Choć wydaje mi się, tak przeczuwam, że ten trend zacznie się odwracać, że strzeżenie swojej prywatności będzie coraz większym luksusem.
      PS za miłe słowa dziękuję 🙂

  • http://www.matkaprezesa.pl/ Noemi Skotarczak

    Mnie zastanawia w postach z porodówek coś innego. Jakim cudem ktoś ma wtedy siły by walić w telefon? 🙂 Ja ostatnio widzę dość często zdjęcia z porodów. Chyba nastała na to jakaś moda, która przeistoczyla się w sztukę, bo niektóre są naprawdę profesjonalne.

    • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

      Mnie zastanawia, jaki rodzaj człowieka – poza studentem medycyny – chce oglądać cudzy poród…

      • http://www.matkaprezesa.pl/ Noemi Skotarczak

        Ja. 😉 Oglądałam ostatnio pewne zdjęcia, jakiś projekt z łezką w oku. Wiele nas ominęło, dziecko przyszło dużo przed czasem, tata spóźnił się 10 minut, ja miałam komplikacje, wylądowałam na stole, a pierwszy raz przytuliłam Jasia jak miał miesiąc. To trochę takie chyba „piękno”, którego nie doświadczyłam, a mam okazję zobaczyć po drugiej stronie. Nie mam tu na myśli oglądania jak wychodzi dziecko, ale projekty niektóre są ciekawe. Z drugiej strony sama nie odważyłabym się wrzucić takich zdjęć w świat, choć mogę być ogólnie uznawana za ekshibicjonistkę o której napisała Natalia.

        • Dot

          Ale historia… Teraz już możesz w pełni cieszyć się z macierzyństwa, mam nadzieję 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Może ten telefon to jakaś metoda na poradzenie sobie z bólem i odwrócenie odeń uwagi? ;)))

      • http://muffincase.in/ Muffin Case

        Ostatnio głośno o makijażystce, która w czasie porodu wykonywała na sobie pełny, profesjonalny makijaż. Twierdzi, że pomogło jej to odwrócić uwagę od bólu.
        Co do zdjęć z porodówki. Takim, nie mówię nie: https://pl.pinterest.com/pin/523402787917611897/

  • http://www.blogojciec.pl/ Kamil Nowak

    „Dziś dziwakiem zaczyna być ktoś, kto stawia mur między sferą intymną a publiczną. Masz coś do ukrycia? Dlaczego nie publikujesz zdjęć swoich dzieci? Może po prostu są brzydkie, co?”
    Też się z tym spotkałem i uważam to za niezwykle absurdalne. Dla mnie jest to wręcz oznaka, że ta druga osoba, widząc takie osoby jak ja czy Ty, zaczyna się obawiać czy postępuje słusznie publikując zdjęcia swoich dzieci i czuje się w obowiązku zaatakować nasze podejście, aby obronić swoje.

  • Idealnie Niedoskonała

    Świetny tekst! Podobny temat poruszyłam także u mnie na blogu, zapraszam 😉 http://idealnieniedoskonala.bloog.pl/id,353317219,title,Dzieci-internetu,index.html

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      To, co mi się jeszcze nasuwa to, że jesteśmy wylewni w internecie, a powściągliwi poza internetem. Coraz większa wylewność w social media, tymczasem w życiu realnym coraz większe wyobcowanie. Często nawet zwykle „dzień dobry” rzucone sąsiadowi staje się kłopotliwe, bo a nuż zaczepi, spyta, skradnie nam nasz czas kilkuminutową rozmową? Mówimy, że wciąż nie mamy na nic czasu, nie potrafimy ot tak spotkać się i przez kilka godzin po prostu posiedzieć i pogadać. Tymczasem ile tracimy go na bezmyślne przesuwanie walla, lajkowanie itd? Kontakty stają się powierzchowne. Co słychać u Joli? Zerknę na jej profil instagramowy i facebookowy: zobaczę, co jadła, gdzie była, co ubrała. Bach, bach, acha, idziemy dalej.

      • Wilk

        W punkt. Masz rację x 100. Napisałem już wyżej, od kilkunastu lat mieszkam(y) za granicą. W czasie każdego pobytu w Polsce, to zwyczajowe „Dzień Dobry” stało się elementem mojego nieustającego narzekania na rzeczywistość. Bardzo ciężko je wydobyć od ludzi na ulicy, sąsiadów itp. Nie wiem w czym rzecz?

        Przez długi czas mieszkaliśmy w Singapurze. Tam również istniał podobny problem. Łączyłem to jednak z różnicami kulturowymi, mentalnymi. Ja tzw caucasian, oni azjaci, różnice w podejściu kobieta-mężczyzna. Za dużo by zamknąć w jednym zdaniu. Jednak wiele zachowań społecznych przypominało te występujące w Polsce. Szukając wspólnego zbioru zacząłem to łączyć w cechy społeczeństw na tzw. dorobku. Nieufność, zamknięcie, pęd za nowym, materializm, powierzchowność kontaktów międzyludzkich.

  • http://mamorki.com Mamorki

    Pamiętam, kiedy pod koniec ciąży żegnałam się z kolegami z pracy, usłyszałam od kilku: „Wyślę Ci zaproszenie na fejsa, będę widzieć na bieżąco Ciebie i Twoją córkę”. Wzdrygnęłam się, bo to oznaczało, że ten facet czy tamta kobieta spodziewali się, że będę regularnie dokumentować rozwój i dorastanie mojego dziecka na forum publicznym.
    Straszne to jest.

    Diana

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Mój tekst był dość długi, więc usunęłam kilka fragmentów, między innymi ten, który bardzo pasuje i odnosi się do Twojego komentarza. Dotyczył zjawiska tzw. „wszechobecnej intymności” („ambient intimacy”, który opisała Leisa Reichelt tu http://www.disambiguity.com/ambient-intimacy/

      To zjawisko, w którym mamy na bieżąco dostęp do życia innych osób, również dotyczącego tych dość intymnych sfer, które prezentują nam na najróżniejszych portalach społecznościowych. Możemy widzieć co jedzą, jak mieszkają, jak tam rosną ich dzieci, jakie buty kupili itd, z którymi dzielą się z setką znajomych, a czasem tysiącami obserwatorów w internecie. To doprawdy niesamowite :)))

      • http://mamorki.com Mamorki

        Przerażające jest to, że takich osób jest tysiące. To jest bardzo ciekawe zjawisko, bo przecież coś się za tym musi kryć. Coś powoduje, że chcą to prezentować szerszej publiczności – fejm? Sama ilość lajków i komentarzy? Czy po prostu kręci ich wystawiać siebie na pokaz i oczekiwać reakcji? Przeczytam sobie ten link, który dałaś 🙂

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Wydaje mi się, że styl życia. Szybka nagroda (lajki). To poprawia nastrój. Pozwala zapomnieć o troskach życia codziennego. Żeby nie było: ja też to stosuję, gdy wrzucam rodzinne dialogi na fanpejdżu i widzę rosnącą ilość lajków, to humor od razu się poprawia… 🙂

          • http://mamorki.com Mamorki

            Urok bycia blogerem, to jeden z plusów 😉
            Ilość lajków motywuje, człowiekowi się chce więcej i bardziej 🙂

      • małp

        To nie jest niesamowite – to jest po prostu głupie.
        To przykre, że większość jednostek ludzkich jest po prostu głupia.
        Bardzo niewiele różni nas od małp.

  • http://www.elimilamalim.blogspot.com Eli Milamalim

    Niestety my blogerzy potęgujemy te potrzeby obnażania się – nie wszyscy, ale większość. Ty jesteś starym wyjadaczem i rozumiesz ten mechanizm, ale twoi czytelnicy nie analizują twojego ekshibicjonizmu – oni widzą to, że pokazujesz. Nie zaglebiają się w to, czym się kierujesz i jak selekcjonujesz – żyją impulsem. Dlatego tak ważne są takie teksty! BARDZO WAZNE! Dzięki

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Ojej, dzięki za słowa uznania 🙂

      Choć przyznam, że zawsze jak dziękuję za miłe słowa to czuję się trochę dziwnie: jak postać z Małego Księcia, ten Pan Próżny, który tak na oklaski i pochwały rzucał zadowolony: „dziękuję” i „dziękuję”. (A pamiętam tak dobrze tę scenę, bo niedawno byłam z córką na tym w kinie.)

  • http://www.mamakluseczki.blogspot.com// Sabina Trzęsiok-Pinna

    Ja nie publikuję zdjęć córki ani na blogu, ani na profilu prywatnym i w związku z tym ktoś niedawno zarzucił mi, że skoro tego nie robię, to moja córeczka musi być albo bardzo brzydka (więc wstydzę się ją pokazywać), albo zwyczajnie nie istnieje, a mnie poniosła blogowa fantazja. Uśmiałam się :).

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Ja sama też często żartuję, że tak naprawdę nie mam dwóch córek, lecz synów 🙂
      W sumie może taka właśnie jest prawda? 😉 A może w ogóle nie mam dzieci? Czy to ma jakieś znaczenie? 🙂
      Zawsze mnie bardzo cieszyło, że moich Czytelników tak naprawdę specjalnie nie interesowało, jak wyglądają moje dzieci i jak mają na imię. To są po prostu jakieś postaci, tak jak z książki 😉

  • http://www.mimookolicznosci.pl Joanna Brzezinska

    Właśnie z okazji Dnia Bezpiecznego Internetu napisałam u siebie notkę o prywatności podając Ciebie jako przykład, a tutaj widzę ten sam temat 🙂
    Zastanawiam się czy pokolenie Twoich dzieci będzie w stanie docenić prywatność czy raczej Twoje córki będą „dziwolągami”, które nie istnieją bo nie mają udokumentowanej ścieżki rozwoju w internecie? 🙂 Ale mam nadzieję, że trzymając ich tożsamość w tajemnicy zbijasz dla nich cenny kapitał 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Jak masz ochotę, wrzuć tutaj link do swojej notki 🙂
      jeżeli coś dotyczy tematu, który poruszam na blogu, to nie mam żadnego problemu z tym, że ktoś wysyła link do swojego tekstu, więc śmiało 🙂

  • Wilk

    Tabloidyzacja? Możemy pomstować, możemy wznosić oczy, prosząc Boga lub innego woodu o litość, ale póki jest popyt na tego typu przekaz, będzie i podaż. Sami, jako ludzkość, czy większy zbiór jednostek nakręcamy sobie sprężynę. To co było wczoraj, dziś oznacza już nudne. Nieustanna pogoń za czymś nowym. Jeżeli więc państwo X znajdą odbiorców na swoją publiczną prokreację – z poczęciem lub nie – nie możemy im tego zabronić. Jeśli zaś odbiór nie będzie cieszył się spodziewaną popularnością, jestem przekonany, że Xsińscy naśladowników nie znajdą. To moda.
    Media stale atakują nas zdjątkami czwartoligowych gwiazdek z nagim biustem, krwią, przemocą, znajdując odbiorców. Czemu w necie miałoby być inaczej? W mojej opinii większą zagwozdkę stanowią ci, którzy chcą oglądać takie rzeczy. Bez nich nie byłoby pogoni za lajkami.

    Daleki jednak jestem od teorii, że cały internet jest zły. Aż tak ostro nie jadę. Podobnie jak w świecie z krwi i kości, tam również są łobuzy, oszuści, oprychy i cała banda zakapiorów, ale i tam należy się ich strzec. Niestety, bazowanie z ekranem wciąż udziela wielu osobom pozornego bezpieczeństwa i anonimowości. Obdzieramy się z intymności, zbyt łatwo wchodzimy w familiarne relacje z ludźmi, których nie znamy. Coś, czego nie robimy w realnym życiu, z łatwością przychodzi w necie.
    Kiedyś oglądałem telewizor – całe szczęście był włączony – w którym Zygmunt Bauman w czasie rozmowy dzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat internetu. Internet to cudowna sprawa – mówił – tylko by odnaleźć w nim wartościowe informacje zmuszeni jesteśmy poświęcić mu mnóstwo czasu.

    Zaś fejsbuk… Nie posiadam i daję radę żyć. Od pierwszego do pierwszego, ale jakoś ciągnę. Od dawna mieszkamy za granicą i dom tworzyliśmy już na kilku kontynentach. Miałem znajomych przed jego powstaniem, mam i teraz. Wielu rozrzuconych po świecie, z którymi spotykam się regularnie bez jego pośrednictwa. Nie jest to próba lansu, czy akt bycia pod prąd. Fejsbuk nie był mi dotąd potrzebny. Być może coś tracę, ale i zyskuje. Fejsbuk to złodziej czasu, substytut życia towarzyskiego. Obyś miał życie jak na fejsbuku – to chyba najpopularniejsza obecnie forma życzeń.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Zgadzam się z Tobą od A do Z 🙂
      I zazdroszczę, że nie masz fejsbuka, naszego złodzieja czasu! 🙂 Pozwolę sobie spytać: czy nigdy nie miałeś, czy miałeś, ale zrezygnowałeś?

      • Wilk

        Tak, nieposiadanie konta, czy też profilu na fejsbuku jest tak nieprawdopodobne, że wydaje się nieprawdziwe. Nie wiem tylko, czy akurat to działa na moją korzyść? Mogę zyskać imidż leśnego dziadka oblepionego pajęczyną. By nieco zyskać, powiem, że z internetu korzystam z pełną werwą.

        Odpowiadając na Twoje pytanie, nigdy nie zaistniałem na fejsie. Chociaż wiele razy się łamałem i już byłem blisko. Nie jest więc powiedziane, że nie zapukam do jego bram. Nie potępiam samej koncepcji, tylko zabrnęła ona w jakąś karykaturalną hybrydę. Poza tym, ja nie do końca orientuje się w temacie jego funkcjonowania. Obawiam się ponadto, że mógłbym popłynąć jak miliony innych. Przecież nie jestem lepszy. To jak wręczyć dziecku zabawkę i powiedzieć by się nią nie bawiło.

  • Fejsbukowy

    Tematyka ściśle związana z naszym fp. 🙂

    https://www.facebook.com/Fejsbukowy-Ekshibicjonizm-585215894849941

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      O proszę, nie znałam Waszego profilu, będę zaglądać 🙂

  • http://antyterrorystka.blogspot.com/ Matka Antyterrorystka

    Moje dziecko i mąż nie pojawiają się na zdjęciach na blogu- ewentualnie tak, że nie widać twarzy. Ostatnio zostało mi zarzucone na prywatnym profilu, że męża ze zdjęcia wycięłam. To mój profil i jeśli on nie chce to nie wrzucam zdjęć- nie wszyscy jednak to rozumieją. Zdarza mi się czasem wrzucić informację o miejscu pobytu, ale widząc relację np. z wieczoru w restauracji z koleżankami i co 5 minut aktualizacja- co jem, co piję itp. zastanawiam się nad celem takich zabiegów. Trzeba oddzielić życie prywatne o sieci, bo nawet jeśli nie jest to niebezpieczne to w niektórych momentach bywa zwyczajnie niesmaczne.

  • http://www.calareszta.pl/ calareszta.pl

    Ja publikuję świadomie, znam zagrożenia i… dobry smak. Zdjęciom obrzydliwym, obraźliwym, zbyt intymnym (sex, porodówka, usg – ???) mówię nie.

  • zpopk

    O ile uważam że w przypadku dzieci to jak najbardziej naturalne że nie dysponuje się ich prywatnością, to moje zdanie na temat prywatności w sieci jest nieco bardziej skomplikowane. Bo moim zdaniem wcale nie oddajemy tak wiele prywatności jak się wydaje – to jest pewna pułapka założenie, że druga osoba przekazuje w mediach społecznościowych informacje ważne i prawdziwe – często pułapka prowadząca do przekonania, ze np. życie drugiej osoby składa się z momentów szczęścia, radości i sukcesów, oraz z samych ładnych posiłków. Tymczasem osoby które wrzucają bardzo dużo informacji do sieci, bardzo często prowadzą dość przemyślaną autokreację gdzie rzeczy naprawdę ważne czy spawiające kłopoty, w końcu naprawdę należące do sfery prywatności nigdy nie trafiają. Problemem dla mnie fakt że próbujemy porównywać swoje życie z kreacją bo wierzymy, że mamy do czynienia z kimś kto wrzucił do sieci wszystko.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Zgadzam się. Kilka komentarzy wyżej poruszyłam podobny wątek odpowiadając Morrigan, nie przeczytawszy jeszcze Twojego, bo odpowiadam na komentarze na bieżąco, od razu po przeczytaniu.

      Tak też jest w rzeczywistości: zawsze kreujemy siebie przedstawiając ludziom tylko wycinki ze swojego życia. Inną, wiadomo, niezupełnie, ale „z innej strony” zna mnie mój profesor, pracodawca, kumpel, przyjaciółka, mąż i córka. Fragmentaryzujemy naszą osobowość. Pokazujemy te fragmenty, które „nadają się” dla tych konkretnie osób. W internecie oczywiście też to czynimy z tym, że tam nie ma konkretnych ludzi: tam są „WSZYSCY LUDZIE.” Mamy tam zwykle w znajomych wszystkich (bo dziś prawie każdy ma FB) i autokreując się jakby zapominamy o tym, tracimy nad tym kontrolę. Na żywo nie powiedzieliśmy tym wszystkim ludziom tego, co zdradzamy im w internecie. To ciekawe zjawisko.

  • http://www.radoshe.pl/ radoSHE

    Nie pozostaje mi nic innego, jak podsumować Twój tekst tym świetnym rysunkiem Michała Dziekana. Pozdrawiam!

  • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

    ‚Dlaczego nie publikujesz zdjęć swoich dzieci? Może po prostu są brzydkie, co?’ < …Czy autorzy tych komentarzy myślą, że są na wystawie pudli / potomstwo to rekwizyt do lansu?

  • http://marcinkaminski.pl/ Marcin KAMYK Kamiński

    Kiedyś uważano, że prywatność jest cenna i ją chroniono. Obecnie pytanie brzmi: po co?

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      To niesamowite, że kiedyś baliśmy się, czytając Orwella i wzdrygaliśmy się, poznając jego wizję Wielkiego Brata, a teraz nie mamy najmniejszego problemu, by wpuścić Wielkiego Fejsbuka czy innego „Portala” do swojego świata 🙂

      • http://marcinkaminski.pl/ Marcin KAMYK Kamiński

        Kiedyś ludzie bali się nawet prądu.

        • małp

          Tylko głupcy niczego się nie boją. A prąd niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw na różnych płaszczyznach.
          Wciąż większość ludzi jakoś nie ma fejsbuka i żyje dobrze. A ekshibicjoniści istnieli zawsze, to dawno opisana jednostka chorobowa.

    • malp

      Bo myslimy samodzielnie i nie jesteśmy głupcami, niektórzy…

  • Dot

    „Skurcze już regularne, rozwarcie 7 cm. Aaaa, trzymajcie kciuki!” Padłam jak to przeczytałam xDD Naprawdę natrafiłaś na takie posty? ;>

    „Zaczęło się od „teraz piję kawę”, a skończy się „teraz rodzę”?” Właśnie tak widzę statusy na portalach społecznościowych za kilkanaście (kilka?) lat. To straszne i dziwne :/

    „Skąd u ludzi taka potrzeba ekshibicjonizmu? Myślę, że zagalopowali się trochę w tym odznaczaniu kolejnych etapów życia na swojej facebookowej osi czasu.” O, zgadzam się z Tobą w zupełności! 🙂

    Czytałam tekst Janka „Czy wiesz, co to znaczy być tu i teraz” i bardzo mi się spodobał. Polecam wszystkim przeczytać 🙂

    „Bo w Internecie tak jak na drodze: trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania i mieć świadomość, że niektórzy uczestnicy życia drogowego lub internetowego mogą zachować się niezgodnie z panującymi zasadami” Dobre porównanie 🙂

    Świetny tekst, dobrze, że o tym piszesz, a ja mogę posłać to dalej 😀

  • http://ciazowomi.wordpress.com/ KaKuMon Misako

    Jest to bardzo płynny temat. Wielokrotnie jestem w rozterce czy publikować dane zdjęcie, ale tak fajnie jak lajują (to straszne).
    Mądrze się, ale sama nie jestem lepsza. Oglądałam w ciąży obsesyjnie porody na YT, lajkuje zdjęcia dzieci w pięknych aranżacja i w sumie chciałabym takie coś pokazywać sama. Ale…no właśnie…ale
    przeraża mnie to o czym piszesz i mam nadzieje, że pokolenie web 3.0. nie będzie bardziej ekshibicjonistyczne niż teraz my. To nie będzie zdrowe. Mam nadzieję, że ja nie pójdę nigdy o krok za daleko…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Oj tak, to bardzo płynny temat. Ja też chętnie lajkuję zdjęcia dzieci 🙂 Piszesz że w ciązy obsesyjnie oglądałaś porody na YT, czyli w pewnym sensie można uznać, że pomagało Ci to, jakoś uspokajało (chyba, że wprost przeciwnie? :), miałaś poczucie, że nie jesteś sama, że jest ktoś, w podobnym punkcie życia i z doświadczeniami co Ty. Plusem Internetu z pewnością jest to, że oferuje nam tzw. grupy wsparcia. Nie jesteśmy pozostawieni sami sobie, jakoś tak jest raźniej.

  • http://mamorki.com Mamorki

    Widzę, że z naszej strony już się Diana wypowiedziała. Bardzo mi się podoba podsumowanie o stosowaniu zasady ograniczonego zaufania. Bo to trochę w myśl mojej zasady, złotego środka i próby wyważenia w tym świecie tego, co ktoś uważa za ważne/poprawne/stosowne a tego, z czym sama dobrze się czuję, w co wierzę. A głęboko wierzę w to, że nasze dzieci z internetu będą korzystały inaczej. Są otoczone sprzętami, mają dostęp do wszystkiego od maleńkości. Wyzwaniem dla nas, jest to, by nauczyć ich jak postępować, wyznaczać granice i odpowiednio korzystać z tego, co oferuje świat. No i niech ktoś powie, że to nie jest najtrudniejsze zadanie? 😀

    Monika

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Zgadzam się, to bardzo trudne zadanie! Zwłaszcza, że możemy wyjść na dziwaków. Gdy tłumaczyłam starszej córce, jak ważne są ustawienia prywatności, czyli to, żeby treści, które publikuje na social media były widoczne tylko dla znajomych i żeby brała pod uwagę to, że to, co dla niej jawi się jako niewinny żart, może być przez innych obserwujących jej ruchy w social media odebrane jako np. skandaliczne zachowanie, to bardzo się na mnie irytowała. Że przesadzam, żebym wyluzowała itd. Jednak w końcu przemówiłam jej do rozsądku i zrozumiała, że to jest ważne 🙂

      • małp

        Myśli się, że przesadzasz tylko do pierwszego stalkera-nękacza, który Cię będzie przesladował. Mnie nękał taki w czasach ,gdy jeszcze nie było facebooka a dostęp do internetu mieli w Polsce tylko nieliczni i nikt nie znał słowa stalking. Rok strachu podczas zbliżania się do własnego domu nauczył mnie na zawsze ostrożności i zapobiegliwości w ochronie swoich danych (wszelkich). A jestem z natury odważną osobą – ale moja prywatność jest tylko dla mnie.
        Wciąż jestem w szoku jak ludzie łatwo poddają się głupocie. Im więcej „fejsbuków” tym mniej myślenia. Zaprzestano uczena dzieci samodzielnego myslenia.

  • Morrrigan

    Tak… Ja też staram się nie oceniać innych, ale pewne rzeczy mnie przerażają. Zetknęłam się na forum dyskusyjnym z wieloma osobami, które z lubością i szczegółowo rozpisują się na temat na przykład własnego życia seksualnego. Zawsze myślałam, że jest to sprawa prywatna każdego człowieka. Niestety wielu osobom wydaje się, że jeżeli ktoś nie opisuje takich rzeczy na forum publicznym, to na pewno ma nudne życie. Snucie domysłów też jest popularną rozrywką, jeśli ktoś jest aktywnym użytkownikiem, a jednocześnie nie dzieli się swoją prywatnością zwykle pada jej ofiarą. To ekshibicjonizm, ale też ogromne wścibstwo jest problemem, dzisiaj to, że każdy wie wszystko o każdym jest oczywiste i jeśli ktoś odmawia odpowiedzi na prywatne pytanie, to automatycznie jest podejrzany a wręcz nasuwa się pytanie „co ty w ogóle robisz w internecie?”. Prawdziwe hardkory robią to na fejsie pod własnym imieniem i nazwiskiem, ale nawet na forach gdzie używa się nicków nie ma pełnej anonimowości. Ja bym nie mogła żyć z wiedzą, że ktoś śledzi moje życie, że wie, co wczoraj robiłam i z kim… Skąd się bierze w ludziach taka ciekawość cudzego życia?

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Kiedyś były seriale, jeszcze wcześniej powieści – w których również miało się wrażenie, że podgląda się życie innych: bohaterów książki. Teraz mamy social media 🙂 Dlaczego tak jest: nie wiem? Może łatwiej, zamiast żyć swoim życiem, żyć życiem innych? Co jest o tyle ciekawe, że tak naprawdę nasze życia nie różnią się. Kluczem jest to, jaki urywek i w jaki sposób (za pomocą jak dobrze zrobionego zdjęcia lub trafnie użytych słów) przedstawi się. Ja np. nie potrafię robić dobrych zdjęć na instagram i każda moja potrawa – jakkolwiek nie byłaby smaczna – nie będzie wyglądać na insta apetycznie. Moja owsianka wyglądałaby jak ..- pomińmy te porównanie – natomiast owsianka XYZ wygląda tak, że myślisz: „Kurcze, jakie ona ma wspaniale życie!” 😉 Tymczasem obie jecie taką samą owsiankę 🙂

  • http://happinessdiy.pl happinessdiy

    No i pamiętajmy, że co raz trafi do sieci, prawdopodobnie nie będzie odwrotu i zostanie tam już na zawsze… 🙂 Dbajmy o swoją prywatność i prywatność dzieci „na zaś”

  • Beata Kos

    Nie chce nikogo krytykować, ale szczerze opadają mi ręce jak widzę, że ludzie cały świat opisują na fb. Oglądamy film w kinie, jesteśmy na lodach… Jemy w restauracji, mój mąż jest taki kochany i fotka, że kupił kwiaty, biegamy, pływamy itd. Na początek mnie to wręcz bawiło. Nie mam nic przeciwko jak ktoś wrzuci raz na jakiś czas fotkę, czy dla żartu napisze, że idą do kina. Ale informowanie każdego o swoim kroku jest tak słabe, że brak mi słów. Nie którzy znajomi wyjeżdżając gdzieś na bierząco wstawiają zdjęcia i pytam po co oni jadą na te wakacje czy wszędzie trzeba brać ze sobą fb. Nie można po powrocie wrzucić zdjęcia?Dlatego aby się nie załamywać skasowałam fb.I wiecie żyje :-D. Zawsze myślałam, że muszę go mieć, ale się okazało, że nie muszę blogerką w końcu nie jestem :-D.

  • http://salaterka.pl/ Mateusz Żłobiński

    sam też pewien czas zastanawiałem się nad publikowaniem zdjęć dzieci na blogu, szczególnie, że mój niespełna 3 letni synek pięknie tańczy z radości, gdy robię mu koktajle z jarmużu lub innych zielonych warzyw, a że prowadzę bloga o zdrowym odżywianiu, byłby to świetny dodatek. I chyba właśnie po Twoim tekście o córkach, które nie wyraziły zgody na publikowanie ich zdjęć doszedłem do wniosku, że może nie życzyłby sobie tego i dopóki nie będzie na tyle duży, że powie mi świadomie, że chce się pojawić na blogu, to nie będę umieszczał żadnych jego zdjęć 🙂

  • http://www.ironicznaoptymistka.pl/ Ewa Błońska

    Ja pewnego razu usiadłam przed moim profilem i… pousuwałam rzeczy z przeszłości, które były dla mnie krępujące, zbyt wulgarne. Pousuwałam zdjęcia z imprez, z alkoholem. Obecnie mam to, czego nie muszę i nie chcę ukrywać przed innymi. Ale bardzo ważna stała się dla mnie ta granica. Nie dodaję co chwilę zdjęć co i gdzie zrobiłam, nie piszę gdzie i z kim nie byłam. Dobrze czytać, że uczysz też dzieci stawiania granicy i one już same ją czują. Wydaje mi się, że w 80% rodzice przestają kontrolować dzieci i uczyć ich na ile mogą sobie pozwolić, sami zresztą chyba mają z tym problem.

  • http://www.okiemmamy.pl Okiem Mamy

    Doskonały artykuł

  • http://agnesonthecloud.pl/ @agnesonthecloud

    To jest w ogóle ciekawe pytanie o kwestię bycia publicznym. W jakimś sensie każde nasze konto na portalu społecznościowym prywatności nas pozbawia. I pozwala nam być publicznym. Taka namiastka bycia sławnym?… Szczególnie, jeśli dokumentujemy i wysyłamy w świat wszystko… Stajemy się nagle kimś znanym… Przez chwilę…może to jest tak, że im większy ekshibicjonizm internetowy, tym większa pustka w realu?

  • Aga

    Tak sobie pomyślałam, czy rodzice którzy prowadzą blogi o swoich dzieciach rozmawiają z nimi o pewnych niebezpieczeństwach? O tym, że może zaczepić ich człowiek, który będzie o nich wiedział wszystko… Cześć X jestem znajomym twojej mamy. Mama ma na imię Z a twoja siostra to Y. Wiem, że masz ukochaną lalkę V a w pokoju piękne zabawki firmy D. Kiedyś u was byłem i widziałem… Mnie to niepokoi, że wiedzę o dziecku może wykorzystać ktoś kto będzie miał złe zamiary.

  • Pingback: Jak córki zareagowały na wiadomość o tym, że będą mieć brata? | Nishka()

  • Marta

    A mam pytanie… pani córki np. Na fb mają swoje zdjecie profilowe? Ja mam 13 lat i mam swoje zdjęcia na fejsbuku (tylko kilka i pokazują nie tak wiele mnie) i już sama nie wiem. Mieć i czy jednak lepiej nie? Chyba jeśli nie podaje adresu nie ma się czego bac, aczkolwiek fb i tak wszystko o mnie wie…