Słodka pupcia na Facebooku

.
O dbaniu o dobre i złe imię w internecie.


— To wstyd, żeby mama lajkowała i komentowała zdjęcia. Nie obraź się, ale dziś… usunęłam cię ze znajomych na fejsbuku.

Tak mi kiedyś zakomunikowała córka. Auć! Bolało, ale zaakceptowałam sytuację, po czym… założyłam inne, fejkowe konto, obiecałam milczeć, nie ujawniać się i poprosiłam, żeby przyjęła mnie do grona swoich znajomych. Po co? Po to, bym mogła czasem podejrzeć, co robi w sieci.

—  Mamo, dlaczego czytasz moje najintymniejsze wpisy na fejsbuku?! —  pół żartem, pół serio bulwersowała się. 

Oczywiście, że nie była z tego zadowolona, ale chciałam, żeby wiedziała, że jest pod moim czujnym okiem. Wielki Brat patrzy. Chcę, żeby miała świadomość, że to, co publikuje na portalach społecznościowych widzi nie tylko Wielka Mama, ale również wszystkie osoby, które ma w gronie znajomych, a jeżeli nie dba o ustawienia prywatności, to cały internet.

Jak rozmawiać z dzieckiem o dbaniu o dobrą reputację? Poniżej, na podstawie własnych przemyśleń oraz materiałów stworzonych przez specjalistów, wyodrębniłam kilka rad.

 Uświadom dziecko, że wszystko, co robimy w internecie ma wpływ na naszą reputację, zarówno tę w sieci, jak i w życiu

Każdy z nas, korzystając z internetu, kreuje swój wizerunek. Publikując określone posty, zdjęcia, filmy, komentarze, używając określonego słownictwa, udostępniając określone treści i dając im lajki, uczestnicząc w internetowych dyskusjach, wystawiamy sobie laurkę i wpływamy na to, jak postrzegają nas inni: nie tylko w internecie, ale i w realu, bo te światy bardzo się przecież przenikają.

Niefrasobliwe wrzucanie zdjęć, które wydają się być śmieszne, a w rzeczywistości kompromitują nas, nonszalanckie komentarze strojące sobie żarty z innych wyznań, narodowości czy orientacji seksualnych, beztroskie wyjawianie prywatnych informacji o sobie czy tzw. seksting, czyli wymienianie się za pośrednictwem smsów lub portali społecznościowych treściami o charakterze seksualnym są bardzo niepokojącymi  zachowaniami i warto rozmawiać o tym z dziećmi.

Oświeć dziecko, że w internecie nic nie ginie i każda treść może zacząć żyć własnym życiem

Ktoś kiedyś powiedział, że „Kiedy zdjęcie znajdzie się w sieci, tracisz nad nim kontrolę.” Nigdy nie mamy pewności, co się stanie ze zdjęciami, które opublikujemy w internecie. Nawet te wysłane do osoby prywatnej, nie udostępnione publicznie, mogą któregoś dnia ujrzeć światło dzienne. Najgroźniejsze jest zjawisko sextingu, którego schemat działania wygląda zwykle podobnie: najpierw zauroczona dziewczyna wysyła chłopakowi swoje nagie fotki, podkreślając, że to „only for your view”, a potem chłopak udostępnia je swoim kolegom albo całemu internetowi.

Komentarze, posty, zdjęcia zwykle w sieci zostają, zdarza się, że nawet te usunięte, bo indeksowane przez google. Powinniśmy również liczyć się z tym, że każda osoba może kilkoma kliknięciami zrobić naszym treściom tzw. printskrin. Zrzuty ekranów z naszych postów, komentarzy, zdjęć mogą stać się materiałem na różne sposoby udostępnianym, wykorzystanym przez innych internautów, np. jako mem krążący po sieci.

Zachęć dziecko, żeby dbało o swoje miejsca w sieci 

Tablice na portalach społecznościowych i blogi są wizytówką internauty, do której może mieć dostęp każdy, również rodzic, nauczyciel lub przyszły pracodawca… Polecam uwadze wydany przez Fundację Orange i Fundację Dzieci Niczyje poradnik DBAJ O FEJS oraz broszurę DO THE CHECK.

Wytłumacz dziecku, że należy strzec informacji i danych o sobie

Spośród najbardziej niebezpiecznych zachowań w internecie to właśnie ujawnianie osobistych informacji: zdjęć, danych osobowych, adresu, dokładnych miejsc wypoczynku,  uznawane jest przed ekspertów za najryzykowniejsze. Często zachowujemy się na tyle niefrasobliwie, upubliczniając informacje o sobie i dane, że teoretycznie każda pierwsza lepsza i zdeterminowana osoba może do nas dotrzeć. Bardzo polecam Waszej uwadze krótki film: 

Uważaj, co udostępniasz —>klik klik.

Obejrzyjcie go i postawcie się na miejscu osób grających w tym filmie: to może spotkać każdego z nas.

Dbaj o prywatność swojego dziecka: staraj się nie publikować jego zdjęć

Zachęcasz dziecko, żeby rozważnie publikowało swoje zdjęcia w internecie? Świetnie, ale może najpierw, zastanów się jakie zdjęcia dziecka Ty publikujesz? Współczesnych rodziców opanowało szaleństwo publikowania zdjęć swoich dzieci. Współczesne dzieci rozpoczynają swój wirtualny żywot już od pierwszych dni życia. Coraz więcej rodziców buduje cyfrowy życiorys dziecka dostępny dla wszystkich i często nie do zatarcia. Zdjęcia pierwszych uśmiechów, kroków, min, upadków, stylizacji, słodkich pupć i twarzyczek zalewają internet.

Takie zdjęcia mogą w przyszłości zostać wykorzystane przeciwko dziecku: narazić je na kpiny, zawstydzić, a nawet zostać użyte w procesie cyberprzemocy.

Najsmutniejszą i najbardziej przerażającą formą jest troll parenting, czyli publikowanie ośmieszających zdjęć dzieci, ukazujących je w kompromitujących sytuacjach. Co ciekawe, zdecydowana większość rodziców nie ma złych intencji, wprost przeciwnie: myśli, że są śmieszne i urocze, tymczasem czynią z dziecka pośmiewisko i szkodzą jego reputacji.

 Prawa do zdjęć, które publikujemy na FB, Instagramie i innych portalach społecznościowych należą, wraz z chwilą publikacji do portali. Teoretycznie więc te mogą zrobić z nimi co zechcą. Mogą (w znaczeniu: mają możliwość) również zrobić z nimi co zechcą internauci: przekształcając zdjęcia na memy, wykorzystując zdjęcia dzieci do ulotek reklamowych, robiąc z nich fotomontaże..

Nie udostępniam zdjęć dzieci, a nawet ich imion w internecie, bo uważam, że mają prawo do prywatności i anonimowości. Pisałam o tym w tekście Dlaczego nie publikuję zdjęć moich dzieci

Gdy 2,5 roku temu zakładałam blog, spytałam córki o zgodę na cytowanie ich wypowiedzi i publikację zdjęć. Na to pierwsze zgodziły się i dziś same z chęcią „podsuwają mi” różne anegdotki i rodzinne dialogi, jednak co do zdjęć od początku były kategorycznie na „nie”. Właściwie to mogłam przecież nie prosić ich o zgodę na publikację wizerunku, w końcu to MOJE dzieci, poza tym istniało wiele sposobów, na to, żeby przekonać je do wyrażenie zgody. 

Daj dziecku prawo do anonimowości i zapomnienia

Publikowanie zdjęć dzieci jest kuszące. Dzieci są kochane, ujmujące, śliczne, urocze, chcemy się dzielić ze światem ich „fajnością”. Jednak oddycham z ulgą, że nie zdecydowałam się na ten krok. Podobnie jak Amy Webb, autorka artykułu We post nothing about our daughter online, gdzie pisze:

„Do czasu, kiedy dziecko nie może decydować o publikacjach, należy ich zaniechać.” 

Z kolei Eric Schmidt, CEO Google, w wywiadzie dla The Telegraph, którego udzielił w 2010 roku powiedział, że:

„Życie prywatne młodych ludzi jest tak obficie dokumentowane w sieci, że za parę lat będziemy obserwatorami masowych zmian nazwisk spowodowanych chęcią odcięcia się od swojej internetowej przeszłości.”

Dziś, po kilku latach od tego wywiadu coraz powszechniejsza jest dyskusja o prawie dziecka do bycia zapomnianym. Za każdym razem, gdy publikujemy zdjęcia naszych dzieci oraz intymne informacje o nich, warto zadać sobie pytanie: czy nie zaszkodzimy ich reputacji?

Czuwaj i trzymaj rękę na pulsie

Uświadamiaj dziecko, tłumacz mu, uzmysławiaj, oświecaj, rozmawiaj z nim. I pamiętaj, że rozmowa oznacza wzajemną wymianę myśli: czyli dialog rodzica i dziecka, a nie monolog rodzica 🙂 Dlatego też cykl, który prowadzę we współpracy z Orange i w ramach którego powstał dzisiejszy tekst nazwaliśmy:

nishka_banner_1200

Polecam stronę poświęconą bezpieczeństwu dzieci i młodzieży: orange.pl/bezpieczenstwo z ciekawymi opracowaniami, raportami i scenariuszami zajęć.

Inne teksty, które powstały w ramach naszej współpracy:

Treści tylko dla dorosłych: Dlaczego promowałam w sieci pornografię?
 Cyberprzemoc: Czy dziecko może być mordercą?
♦ Uzależnienie od Cyberświata: Cyfrowa rzeź niewiniątek?

*

Warto rozmawiać o konsekwencjach nierozważnych zachowań w internecie. Zwłaszcza, że jak trafnie powiedział kiedyś Benjamin Franklin: „Trzeba dokonać wielu dobrych czynów, aby zbudować dobrą reputację, ale wystarczy jeden zły, aby ją stracić.”.
Warto porozmawiać o tym z dzieckiem oraz … z samym sobą 🙂

Komentarze:

  • Mam kilkoro znajomych, którzy z zaangażowaniem publikują zdjęcia swoich dzieci. I o ile większość jest całkiem niegroźna, to zastanawiam się jaki to może mieć wpływ na relacje tych dzieci z rodzicami za kilka lat. Wchodzi takie dziecko w okres dojrzewania, robi się coraz wrażliwsze na swoim punkcie, zaczyna się (w mniejszym lub większym stopniu) buntować, jednocześnie zaczyna prowadzić własne życie w internecie… I nagle okazuje się, że mamusia lub tatuś opublikowali milion jego/jej zdjęć w internecie. Co innego trzy fotki z wakacji czy spaceru, a co innego cały życiorys… Dla mnie brzmi trochę jak nastoletni horror i cieszę się, że facebook pojawił się już jak mogłam już decydować o takich rzeczach świadomie 😉

    • Tak, zwłaszcza różnego rodzaju STYLIZACJE dzieci, które pomysłowe i modne mamy robią synkom i córeczkom. Mamy dumne i przeszczęśliwe, a rówieśnicy mogą się potem z tych pociech stroić żarty, bo dzieci są niestety okrutne.

  • Pisałem o tym u siebie, na ‚jak chcemy’ i tutaj powtórzę. „W pierwszej fazie życia naszych dzieci ciągle dokonujemy mniej i bardziej skomplikowanych wyborów. Nasze dzieci mogą mieć do nas o wiele rzeczy żalu: czemu są ochrzczone, czemu wysłaliśmy je do przedszkola z językiem suahili, czemu muszą chodzić do kościoła, czemu
    nie zapisaliśmy je na kurs tańca, czemu je zaszczepiliśmy bądź nie etc. Z każdego naszego wyboru będziemy musieli się naszym pociechom wytłumaczyć.” Mam czasami dylematy co do zamieszczenia zdjęć mojej córki, ale nie uważam, abym wyrządzał jej tym krzywdę (stosuję cenzurę i filtr rozsądku). Z czasem, gdy córka dorośnie zapewne zaprzestanę tego procederu.

    „Trzeba dokonać wielu dobrych czynów, aby zbudować dobrą reputację, ale wystarczy jeden zły, aby ją stracić.” Rozumiem sens tych słów, ale to nie jest trochę demagogia?:)

    Z tymi zdjęciami po prostu nie wpadajmy w skrajności. Wystarczy stosować się prostego hasła „Rodzicu myśl!”

    Dobrze, że istnieją tacy ludzie jak Ty:) Z siłą przebicia piszą mądre rzeczy:)

    • Może i trochę demagogia z tym cytatem 🙂 Ale czasem tak rzeczywiście jest – ot weźmy przykład, który Komentatorka Anna podaje z USA ze żłobka + akcję sprzed kilku miesięcy. Justine Sacco , szefowa PR firmy obsługującej znane marki, m.in. Ask.Fm, która pogrążyła się twittem o wyprawie do Afryki :”Jadę do Aryki. Mam nadzieję, że nie złapię AIDS. Och żartowałam, jestem biała!”
      Gdy wysiadła z samolotu, dowiedziała się, że została oto bezrobotna. To moim zdaniem doskonały przykład na to, jak mozna w 140 znaków stracić wszystko 🙂
      Oczywiście nie zawsze tak jest, zwykle mamy szansę odbudowac naszą reputację: i dobrze, bo oznacza to, że niegdy nie jest za późno, żeby zacząć dbać o dobre imię 🙂

  • Gabi

    Bardzo mądry tekst. Przy okazji nie wiadomo w jakie ręce trafi takie zdjęcie, albo – wpadając w lekką paranoję, ale takie rzeczy się dzieją – jeśli dziecko będzie miało ustawienia publiczne, kto i w jakim celu może wykorzystać informacje o tym, gdzie bywa, gdzie można je znaleźć… Brr. Swoją drogą mam moich rodziców w znajomych, i przypałowe komentarze ze strony mamy trafiły mi się w życiu raz, ale jako dorosła baba odniosłam się do nich z uśmiechem. Jako nastolatka bym spłonęła na miejscu ze wstydu. 😛

  • Ładną masz deskorolkę!😁 A tekst-ach, żeby dotarł gdzie trzeba.

  • Bardzo długo moich dzieci na blogu nie było, a później przy okazji imprezy na onkologii zgodziłam się udzielić wywiadu, zgodziłam się na opublikowanie wizerunku,bo idea była szczytna i tak oto moje dzieci trafiły do internetu i telewizji. Nadal jednak na blogu są bezimiennymi dziećmi.

  • Dwa+Trzy

    Wszystko pięknie napisane i wytłumaczone. Świetny post.
    Ja publikuje zdjęcia moich trojaków na blogu, ale taki jest tego charakter, piszę blog o nich. Zanim zdjęcie trafi na stronę weryfikuje jakie zdjęcie trafi a jaki nie. W życiu nie opublikowałam,ani nie opublikuje np. nagiego zdjęcia moich dzieci ani żadnego kompromitującego, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że co tu trafi nigdy nie zginie. Dziewczynki mają aktualnie cztery lata, mówię im o tym, że piszę o nich i że publikuje ich zdjęcia, ale nie zdają sobie sprawy z tego co do nich mówię (tak mi się przynajmniej wydaje) jeśli dorosną i powiedzą: „Mamo nie dodawaj naszych zdjęć” to uszanuje ich prośbę.

  • Kilka miesięcy temu dołączyłam do pewnej grupy na Facebooku, prywatna, ale… Dziewczyny publikują swoje dość śmiałe zdjęcia, żeby pokazać jakie są fit, jakie nowe zakupy zrobiły. O publikowaniu zdjęć dzieci nie wspomnę już. Trochę mnie to przeraża i mimo, że to prywatna grupa nie wiadomo co się stanie. Mam też w znajomych osobę, która całe swoje życie publikuje, dorosły facet. Jedno szczęście, zdjęcia nie są wulgarne czy prześmiewcze.

  • Chapeau bas, Nishka.

  • CeciliaLind

    Nishko, wiesz, że można na facebooku zablokować udostępnianie treści poszczególnym osobom? Twoja Córka może użyć niestandardowych opcji prywatności i udostepniać swoje wpisy wszystkim oprócz Ciebie.

    • Tak, oczywiście wiem o tym. Prawda jest taka, że często przez wiele tygodni nie zerkam na jej tablice, a potem nagle, bach, wpadam tu i tam 🙂 Chodziło mi o obudzenie w niej świadomości, że jest widziana. Przeprowadziłyśmy na ten temat wiele rozmów i jeżeli miałaby dopuścić się tego, żeby ustawiać statusy widoczne dla wszystkich z wyłącznie mnie – to słabo by to o niej świadczyło i prawdę mówiąc, znając moją córkę, myślę, że – robiąc to – czułaby się sobą zażenowana. Bo skoro wiedziałaby, że coś jest złe, że coś może źle wpłynąć jej reputację + przeprowadziłysmy na ten temat już wiele rozmów, to za bardzo nie wyobrażam sobie, że mogłaby robić coś swojej reputacji szkodzącego. Dodam, że ogólnie jestem oczywiście wyluzowana, nie wymagam od niej, nie wiadomo czego ale jest kilka zasad, co do których jestem bezwględna (dwuznaczne zdjęcia, wulgaryzmy, dane o sobie, hejting i cyberprzemoc nawet na żarty). Jeżeli jednak się ich dopuści: cóż, zrobiłam co mogłam 🙁 Choć prawdę mówiąc nie sądzę, zbyt wiele o tym rozmawiałysmy.

      • CeciliaLind

        A statusy dla znajomych z wyłączeniem Ciebie? Czyli de facto dla grupy równieśniczej? Czy Ty swobodnie rozmawiasz/rozmawiałaś na każdy temat z rodzicami? To nie muszą być rzeczy źle wpływające na jej reputację, a jedynie sprawy, którymi niekoniecznie chce się z Wami dzielić 🙂

  • Anna

    A propos wizerunku w mediach socjalnych. Przypomniała mi się dość głośna sprawa rodem z jułesej…
    Młoda dziewczyna/mama dostała pracę w żłobku. Niestety w dniu, w którym miała rozpocząć pracę zamieściła na swoim koncie fb wpis o tym, jak bardzo nienawidzi pracy w żłobku. Dodała jeszcze, że sama praca jest w porządku, ale nienawidzi zajmować się większą liczbą dzieci. Miała pecha. Wpis zobaczył dyrektor placówki, w której miała pracować. Podziękował jej jeszcze tego samego dnia.
    Jakoś mało kto się zastanawia, co powiedziałby mój szef, gdyby zobaczył, co wypisuję np. na fb, albo o której godzinie i czy to przypadkiem nie było w pracy? Ot, po prostu ludzie nie zaprzątają sobie głowy takimi rzeczami jak swój wizerunek. Przecież ja nie jestem firmą, która musi dbać o własny pi-ar, ja mam własne zdanie i nie zawaham się go użyć, w końcu mamy wolność słowa, a moja babcia i tak nie ma konta na fb…

    • Świetny przykład, to właśnie kwintesencja mojego tekstu 🙂

  • www.kilkuetatowamama.com

    Na blogu znajduje się dokładnie jedno zdjęcie moich Dzieci. Na fejsie jest więcej i od dłuższego czasu zastanawiam się czy powinnam je publikować. Nie są ani obraźliwe, ani prześmiewcze, ani intymne. Po prostu fajne zdjęcia fajnych Dzieci. Mam ograniczone ustawienie prywatności na fejsie i ludzi, których nie jestem pewna mam zablokowanych, więc zadbałam o to. Z drugiej strony nie można popadać w paranoje. Trudny temat.

    • Trudny, to prawda. Mi sytuację ułatwiła postawa moich dzieci, które kategorycznie odmówiły. W pewnym sensie rozumiem mamy maluchów, które nie protestują, bo aż chce się pochwalić swoim bobasem przed światem. Jedna są tacy, jak np. SEGRITTA, która kilka miesięcy temu urodziła przepięknego synka, ale twardo się trzyma i nie pokazuje go w internecie. Może warto, żeby taka postawa stała się standardem?

      • www.kilkuetatowamama.com

        Myślę, że warto się powstrzymać przed umieszczaniem wszystkiego lub za dużo. Fajnie jednak pozostawić sobie obszar przez nikogo nieodkryty, zarezerwowany tylko dla najbliższych.
        Dałaś mi do myślenia, bo tak szczerze to oddalałam od siebie ten temat i nie chciałam go ruszać, no może od jutra 😉

  • Bardzo dobra akcja. Przyznam, że ja mam trochę inny stosunek do publikacji zdjęć dzieci – nie widzę w tym takiego wielkiego zła, o ile oczywiście robi się to z rozwagą i świadomie. Każdy rodzic powinien przeczytać ten tekst, żeby chociaż rozpocząć weryfikację tego, co wrzucają do sieci. Bo jak napisałaś – niektórzy nie mają chyba żadnych granic.

    • fajter

      Cieszę się, że wychowałam się w czasach bez Internetu – dzisiaj nie wrzucam do sieci swoich zdjęć i miałabym żal do moich rodziców, gdyby robili to w moim dzieciństwie, bez mojej zgody czy w ogóle świadomości. Dla mnie wrzucanie zdjęć na fejsa bez ustawień prywatności (nie oszukujmy się, większość osób nie rozumie, w jaki sposób one działają) to dokładnie to samo, co zostawienie albumu z dzieciństwa na ławce na mieście albo rozrzucenie fotografii z okna.

  • Nishka brawa za ten tekst! Wiele osób nie zdaje sobie sprawy ile informacji o nim można znaleźć w sieci, jeszcze prowadząc swoja firmę przy rekrutacji w pierwszej kolejności sprawdzałam profile na FB czy innych społecznościowych i niestety kilka osób odpadało na tym etapie nie zdając sobie z tego sprawy – taka dygresja a propo filmiku.

  • Łapami, nogami i włosami sie podpisuję 🙂 Mojego dziecka w sieci nie ma i nie będzie do momentu, kiedy nie uznam, że jest świadomy z czym to sie wiąże 😉

  • u mnie jest troche odwrotnie- to moja mama (po latach ja nie ogarniam i nie mam mowy zeby byc na fb) stała się totalnym fejsowym freakiem i o faktach z jej zycia dowiaduje sie z fb..:P, dobrze ze ma na tyle rozumu ze nie publikuje kompromitujących tresci 😉

  • Ja myślę, że wrzucanie dużej ilości zdjęć do sieci to tylko znak czasów. Z dużą rozwagą trzeba podejmować decyzje. Kilkanaście lata temu moje zdjecia pojawiały sie w gazecie ( notabene w kurierze porannym). Kiedy przyszedł wiek dojrzewania nie bałam sie, że mogą zostać odgrzebane i wykorzystane przeciwko mnie. Mało tego, byłam z nich dumna. Były to normalne zdjecia, na ktorych jestesm wesoła i ładnie wyglądam. Nie było czego sie wstydzić.

  • ig

    fajny tekst, natomiast z jedna rzecza sie nie zgodze, jesli twoja starsza corka w jakikolwiek sposob udziela sie w internecie pod swoim prawdziwym imieniem, to kazdy twoj czytelnik znajac Twoje nazwisko i miejscowosc znajdzie i jej imie i dotrze do niego…. internet niestety tak dziala, ze jedna informacja laczy sie z druga i mozna znalezc wszystko, ps. nie chce zebys umieszczala ten wpis w komentarzach ale pisze go dla ciebie, ze wcale to wszystko co piszesz nie jest tez anonimowe dla twoich dzieci, wpisalam w internecie twoje nazwisko miejscowosc i slowo gimnazjum, pierwszy link i podejrzewam, ze jest tam imie i szkola twojej corki, sama tez mam dwojke dzieci i w pierwszym porywie emocji po porodzie rowniez sie nimi pochwalilam na fb, choc nie byly to zdjecia osmieszajace itp. to dzis zaluje i nie dostarczam nikomu zadnych tresci zwiazanych z nimi, choc wiem ze jesli ktos chce napewno moze do wszystkiego dotrzec

  • Ten tekst będę sharowała na prawo i lewo.
    Przeraziła mnie sytuacja sprzed paru miesięcy. Miejsce akcji: nauczycielska(!) grupa na fejsbuku. Jedna z pań wrzuca zdjęcie na którym widać jak ok. 12-13 letni chłopiec chowa się za mamą. Komentarz informuje, że dzieciak kończy 13 lat, nie cierpi zdjęć, ale mama MUSI wrzucić jego zdjęcie do sieci bo jej maluszek dorasta. Pod spodem pełno ochów i achów. Zachwycona mama wrzuca więc kolejne zdjęcia, po których widać, że chłopiec nie miał ochoty na bycie fotografowanym. Pytam wiec, czy jest pewna, ze dzieciak nie ma nic przeciwko. No i się zaczęło… Lincz od góry do dołu, że jak śmiem kwestionować decyzje matki. Moja argumentacja trafiała jak groch o ścianę, a skończyło się tym, że po prostu opuściłam grupę.
    A ja sama pamiętam, jak 10 lat temu bardzo emocjonalnie podchodziłam do każdego zdjęcia. Konfrontacja wyobrażeń na własny temat z rzeczywistością była bardzo szokującym i bolesnym przeżyciem. Dopiero po czasie nabrałam świadomości własnego ciała i dystansu do tych kwestii. Zrobienie zdjęcia, które chciałam wrzucić do internetu zabierało mi wtedy baaaardzo dużo czasu. Musiało być idealne i w zgodzie z moimi oczekiwaniami. Także myślę, że przydałby się jeszcze drugi tekst 🙂 Skierowany bardziej do rodziców.

  • Bardzo ważne jest aby dzieci miały świadomość, że to co opublikują mogą mieć skutki w przyszłości np. przyszła praca. Komuś nie spodoba się dana treść, zdjęcie i tracimy szansę. Trzeba myśleć co się udostępnia.

  • Smart Mum Poland Blog

    Ja również zakładając blog nie zdecydowałam się na podanie imion moich dzieci. Ich zdjęcia robię tak, by nie było widać ich twarzy. Chcę uszanować ich prywatność. Świadomie skazuję się na „gorszą oglądalność”. Myślę jednak, że kiedyś moje dzieci mi za to podziękują… Pozdrawiam Cię Nishka serdecznie!

  • A ja myślę, że trzeba uważać jaki jest kontekst. Publikując miliony swoich zdjęć na FB czy Insta łatwo można kogoś znaleźć i to zdjęcie z dzieckiem mu zrobić, nie jest to trudne. Żyjąc w sieci nie jesteśmy anonimowi, pokazujemy codziennie naszą twarz, wyrażamy swoje poglądy, dialogi z rodziną, które są przecież naszą intymnością. Dla mnie to jest zapraszanie do swojego życia. Zdjęcie jest tylko tego dodatkiem. Co innego zdjęcia kompromitujące dzieci.

  • zabieganamama

    Uwielbiam Twojego bloga, Twoją „pióro”, Twoje przemyślenia. Nie zawsze się z Tobą zgadzam, ale Twoje wpisy na pewno dają do myślenia. I chociaż czytam regularni, na skomentowanie decyduję się pierwszy raz. Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania.
    Co sądzisz o publikacji zdjęć chorych dzieci?
    Jestem mamą takiego kilkumiesięcznego brzdąca, walczącego z białaczką. Zaraz na początku naszej krętej drogi zaczęłam pisać bloga dla rodziny/znajomych, by wiedzieli co u nas, a żebym nie musiała odpisywać każdemu z osobna. Z czasem, za namową kilku osób, udostępniłam link na fb i poszło w świat. Po jakimś czasie zamieściłam zdjęcie synka. Zauważyłam, że wpisy ze zdjęciami cieszą się większą popularnością, chętniej są linkowane, a co za tym idzie coraz więcej osób zgłasza chęć pomocy nam. Umieszczam zdjęć wyłącznie uśmiechniętego dziecka. Unikam jak ognia publikacji obrazków „mrożących krew w żyłach”, przy których serce pęka, To uważam już za zbyt intymne i przekroczenie jakiejś granicy. Ograniczam się wtedy do opisu jak u nas ciężko. Wielu rodziców to jednak robi i pewnie odzew jest jeszcze większy.. Gdzie jest ta granica? Czy można uznać, że cel uświęca środki?
    Na blogu oprócz zdjęć są oczywiście dane synka (potrzebne do zrobienia przelewu w fundacji czy przekazania 1%) I chociaż dzięki temu przekonałam się jak wiele jest dobrych ludzi i nie muszę się martwić o sprawy materialne, czasem zastanawiam się czy dobrze robię. Za kilkanaście miesięcy nasz koszmar się pewnie skończy. On nie będzie pamiętał nic. Zostanie blog i bolesne wspomnienia. Fajnie, bo kiedyś sobie przeczyta ile przeszedł i może bardziej doceni życie. Z drugiej strony zastanawiam się czy z jakiegoś powodu nie odbije się to na nim czkawką..
    Co myślisz nishko o prywatności w takiej sytuacji?

    • Zabieganamamo, przede wszystkim: bardzo Ci współczuję i życzę, żeby Twój synek jak najszybciej wrócił do zdrowia. W sytuacji jeżeli publikacja zdjęć w pewnym sensie uwiarygadnia Twoje publikacje, może to dobry kierunek? Nie wiem, trudno mi sie na ten temat wypowiadać, nie chcę być wyrocznią. Przy każdym zdjęciu i publikacji zastanowiłabym się, czy chciałabym, zeby o mnie to pisano. Może taki eksperyment myślowy Ci pomoże? Nie potrafię sobie wyobrazić, co musi czuć Mama chorego dziecka i jezeli to Ci pomaga przejśc chorobę, może to dobrze? Podoba mi się to, że jak piszesz nie publikujesz zdjęć smutnych, „mrożących krew w żyłach”. Życzę Wam jak najszybszego powrotu do zdrowia!!

  • makate

    Ważny temat! Fajnie, że na koniec zwróciłaś uwagę na to, że i nam dorosłym przyda się chwila zastanowienia nad tym co i gdzie publikujemy. Wydaje się, że fejs to taka nasza prywatność (jeśli nie jesteśmy blogerami) a tymczasem wystarczy wspólny znajomy nasz i naszego szefa i już wszystko jest dla niego jawne 😉 zresztą czasami nie chodzi nawet o rzeczy, które mogą nam zaszkodzić w pracy, ale takie które trochę nam się wymsknęły – mieliśmy zły dzień, wyżaliliśmy się znajomym i facebookowi, a potem to zostaje w necie na zawsze 😉

  • Mądre podejście to wirtualnego życia dziecka. Córka tak łatwo zgodziła się na ‚fejkowe’ konto Mamy? 😉

  • Pingback: Cyfrowa rzeź niewiniątek? | Nishka()

  • Pingback: Dlaczego promowałam w sieci pornografię: szczere wyznanie | Nishka()

  • Pingback: Moja przygoda z sextingiem | Nishka()

  • Pingback: Moja przygoda z sekstingiem | Nishka()

  • Pingback: Demony z ulicy i internetu | Nishka()

  • Pingback: Jak się robi (mądre) dzieci? | Nishka()

  • Tekst przekażę dalej. Kopalnia mądrych wskazówek. Niejeden dorosły powinien to przeczytać i wziąć sobie do serca. Ostatnio na you tubie widziałam filmik, gdzie facet po wrzuconym do sieci zdjęciu z torebką, dowiedział się wielu rzeczy o dziewczynie, zlokalizował ją gdzie jest w tym momencie, podszedł i zaczął jej opowiadać co o niej wie. Szok.

  • Pingback: Czy dziecko może być mordercą? | Nishka()

  • Pingback: Wszystko dla lajków? O internetowym ekshibicjonizmie | Nishka()