Dlaczego moja córka nie będzie ofiarą mobbingu i molestowania

1 Myślę, że na to, czy staniemy się ofiarą mobbingu i molestowania seksualnego w pracy ma duży wpływ sposób, w jaki zostaliśmy wychowani. Przez „ofiarę” rozumiem osobę, która zetknąwszy się z mobbingiem lub molestowaniem, nie potrafi lub nie jest w stanie zareagować i wyzwolić się z tej sytuacji. Nie potrafi, bo przez całe dzieciństwo była uczona, że „starszym” i postawionym wyżej w hierarchii nie można się przeciwstawiać.

Absolutnie nie sugeruję, że „Ofiara jest sobie winna”. Ofiara nigdy nie jest winna, winny jest wyłącznie sprawca przemocy. Zastanawiam się tylko, co można zrobić, by przeciwdziałać mobbingowi i molestowaniu seksualnemu, a jest to temat, którego nie można przemilczeć. Na pewno zmienić prawo i mentalność ludzi. Ale żeby do tego doprowadzić trzeba dużo o tym mówić: o czym w artykule Przerwijmy milczenie owieczek pisze Jacek Żakowski. Dokładam swój głos w dyskusji i mówię: mniej rodziców zarządzających strachem = mniej akceptacji dla szefów zarządzających strachem. I pozwalam sobie na odważne stwierdzenie: moja córka nie będzie ofiarą mobbingu i molestowania. I tej pewności życzę Wam, rodzicom Waszych dzieci.

Poszanowanie swojej godności vs. „szacunek wobec władzy”

Uruchamiam wyobraźnię. Jest rok 2025. Moja córka ma 24 lata, jest absolwentką Jakiegoś Kierunku, rozpoczyna swoją pierwszą pracę w Jakimś Zawodzie. Jest zadowolona, wykonywanie obowiązków zawodowych sprawia jej przyjemność, dobrze zarabia. Któregoś dnia podchodzi do niej szef i lustrując ją od góry do dołu, mówi:

— Niezłe nogi, kotuś.

Następnie, kładąc jej rękę na ramieniu i patrząc na nią wymownym wzrokiem, proponuje:

— A może byśmy tak tylko we dwoje, w jakiejś przytulnej knajpce, omówili dziś twój awans..?

Co robi moja córka? Wypala pewna siebie, swojej wartości i godności:

—  Nie życzę sobie zwracania się do mnie w ten sposób i tym tonem. Nie ma pan prawa tego robić, bo to narusza moją godność osobistą oraz tworzy atmosferę poniżającą mnie i uwłaczającą mi. Jeżeli jeszcze kiedykolwiek pozwoli sobie pan na zachowanie, które odniesie się do mojej płci, ciała, wyglądu, seksualności i będzie w jakimkolwiek stopniu dla mnie obraźliwe, kieruję sprawę do sądu.

Nie bałaby się tego powiedzieć. Nie sparaliżowałby ją strach o utratę pracy, reakcję szefa, opinię publiczną itd. Po prostu by to powiedziała. I z pewnością zareagowałaby będąc świadkiem, że molestowana lub mobbingowana jest inna osoba, nie pozostałaby obojętna. Skąd mam tę pewność?

Odwaga w wyrażaniu własnego zdania vs. strach

Moja córka nie boi się mówić wprost, co myśli. Nie ma problemów z wyrażaniem opinii i walczeniem o swoje prawa (czasem jest śmiesznie, kiedy np. na moje: „Pograb liście”, mruży oczy i czujnie pyta: „Mamo, czy to przypadkiem nie jest WYZYSK dzieci?”)  nawet jeżeli oznacza to podważanie zdania osób, które w „hierarchii” stoją wyżej od niej. Nie ma oporów, by wchodzić z „autorytetami”, czyli rodzicami, babciami, nauczycielami w polemikę i dyskusję i wyrażać własne zdanie. Potrafi na przykład, w szkole na lekcji, pełna oburzenia, zwrócić nauczycielce uwagę i zasugerować, że pani dopuszcza się rasizmu i dyskryminacji, mówiąc „że jedyną normalną religią jest religia chrześcijańska”. Opowiadałam o tym dwa lata temu w tekście Serialu, mój ojcze, telewizjo moja matko. Jest też skłonna wypomnieć nauczycielce, że po raz kolejny przydziela główne role w teatrzyku szkolnym tej samej grupie osób, odbierając szansę na wykazanie się innych. Zawsze była orędowniczką walki o „sprawiedliwość”. Zwykle jestem wzywana do szkoły właśnie w takich sytuacjach. Owszem, z jednej strony to niegrzeczne, żeby uczeń zwracał nauczycielowi uwagę, ale z drugiej strony, przecież ma rację, nauczyciel nie powinien wygłaszać na lekcjach poglądów deprecjonujących inne wyznania religijne.

Reagowanie vs. ślepe oddanie autorytetom

Argumentacja „Nieważne co zrobił, ważne, że to twój rodzic lub nauczyciel i należy mu się szacunek” wprowadza w głowie dziecka duży chaos. Może przez to mieć problem z umiejętnością odróżniania, co jest dobre, a co złe. Na co może sobie pozwolić, a na co nie. Mimo, że widzi, że coś jest nie tak (np. nauczycielka jest niesprawiedliwa, tato wsiada do samochodu po wypiciu piwa itp), musi przymknąć na to oko i nie wtrącać się, bo „starszym nie wypada zwracać uwagi”. Potem, mając szefa który zachowuje się nieprawidłowo, również będzie milczeć. Moje dzieci nie mają problemu, by stanąć i rzec w kierunku „autorytetu”: — Nie masz racji, mamo. — Jesteś w błędzie, babciu. —To było niesprawiedliwie, proszę pani. Oczywiście niełatwe mieć do czynienia z takim dzieckiem. Łatwiej jest żyć z dziećmi przystosowującymi się do reszty, łagodnymi, „grzecznymi” i ułożonymi, niekwestionującymi zdania dorosłych. Mnie też często kusi, by powiedzieć: — Nie dyskutuj! Kiedy jednak człowiek ma nauczyć się formułować i wyrażać własne zdanie, jak nie w dzieciństwie? Istnieje duża szansa, że dziecko ciągle uciszane, niedopuszczane do głosu wyrośnie na niepewnego siebie dorosłego, nie potrafiącego wyrażać i bronić własnego zdania. Dobrze oddaje to obrazek nadesłany przez Czytelniczkę:

Rodzic i szef zarządzający strachem vs. zarządzający mądrością i doświadczeniem

Część rodziców oczekuje od swoich dzieci przede wszystkim szacunku, bezwzględnego posłuszeństwa i liczenia się z jego zdaniem. Tak, żeby nie było wątpliwości, kto tu sprawuje władzę. Pisałam o tym miesiąc temu: Prawdziwy autorytet opiera się a sympatii, a nie na szacunku lub strachu Tacy rodzice pokazują jak są silni, jak potężnym arsenałem kar i nagród dysponują, lubią stosować groźby i  podkreślać swoją władzę rodzicielską. Lubią przypominać dziecku, że jest na ich utrzymaniu, że mieszka w JEGO domu i jest od niego bardzo zależny. Dziecko wychowane w takiej atmosferze nie będzie czuło zgrzytu mając takiego szefa. Szefa grożącego, stresującego, apodyktycznego, karcącego. Zdecydowanie nie chcę, żeby moja córka była podwładną takiego szefa, dlatego nie przyzwyczajam jej do takich warunków i staram się nie być takim rodzicem. Niezwykle często ofiary mobbingu lub molestowania seksualnego boją się zaprotestować i donieść na sprawcę. Mam nieodparte wrażenie, że kiedyś, w dzieciństwie często były uciszane, niedopuszczane do głosu i kajane za wszelkie próby walki o swoją rację. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że temat mobbingu i molestowania seksualnego w pracy jest niezwykle skomplikowany i wielowymiarowy i nie rozwiąże go to, że zaczniemy dopuszczać dzieci do zdania i uczyć śmiałego wyrażania własnych opinii. Zwłaszcza, że może być tak jak historii, którą opisała bohaterka listu wysłanego do Jacka Żakowskiego: mimo że wyraziła sprzeciw, skierowała sprawę do sądu, przegrała walkę z mobbingującym i molestującym szefem. (jej cała historia w artykule: Przerwijmy milczenie owieczek). Jednak jak sama podkreśla:

Wierzę, że im więcej będzie się o tym mówić, tym większa szansa na odzew ze strony ofiar mobbingu. Należy skończyć z obyczajowym przyzwoleniem na mobbing i molestowanie w zakładzie pracy.

Rodzinne dialogi

Na koniec tradycyjnie dialog nawiązujący w pewnym sensie do tematyki tekstu: — Nie odrabiam dziś lekcji z polskiego  — zakomunikowała mi kiedyś córka. — Dlaczego? Co się stało? — Mam dość. Wiesz co pani kazała nam napisać? WIERSZ O CZAJNIKU! Bez sensu. Nie będę pisała żadnych wierszy o czajniku! — oburzała się kipiąc wprost ze wściekłości. — Nie masz wyjścia. Musisz odrobić pracę domową — pouczyłam córkę. Po kilku minutach przyszła obrażona i zadeklamowała mi swój wiersz: Czajnik tak gwiżdże jakby chciał rozmawiać… Ale nikt tu nie jest chory psychicznie, żeby to rozważać!

Komentarze:

  • Aga z www.makeonewish.pl

    skuszę się o napisanie stwierdzenia, że TWOJA CÓRKA JEST GENIALNA, SPRAWIeDLIWA, MADRA, MA WSPANIAŁE POCZUCIE WLASNEJ WARTOSCI, EMPATIĘ WOBEC INNYCH LUDZI i ŚWIETNE PODEJSCIE DO LUDZI I ŚWIATA. zazdroszcze jej, ja nigdy nie mialam odwagi mowic na głos o tym co myslę. dopiero teraz jako dorosła osoba jako zona i mama sie tego uczę. a Ciebie Nishko prosze o rade jak wychowac tak madrego i samodzielnie myslącego mlodego człowieka.

    CÓRKO NISHKI POZDRAWIAM

  • Karina

    Świetny tekst, zgadzam się w całości. Rodzic ma obowiązek nauczyć dzieci odwagi w wyrażaniu własnego zdania. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem tata zawsze mi powtarzał ,że gdy jestem pewna w 200% swoich racji mogę się sprzeciwic nawet papieżowi. Mam 3letnią córkę która szarpnięta przez przedszkolankę, postawiła się jej i wykrzyczała prosto w twarz, że nie ma prawa robić jej krzywdy. Byłam świadkiem tej sytuacji ( przyjechałam po córkę wcześniej niż zwykle) i z jednej strony byłam wściekła a z drugiej dumna z małej bo poradziła sobie sama. Sprawa wylądowała u dyrekcji która próbowała wyciszyć sprawę, uparłam się by nauczycielka przeprosiła małą na forum grupy. Tak się stało po czym pani i tak została zwolniona bo zaczeli zgłaszac się rodzice innych dzieci źle traktowanych, rodzice nie reagowali wcześniej bo bali się ze ich dzieci bedą jeszcze bardziej szykanowane. Nie rozumiem takiego postępowania.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      „że gdy jestem pewna w 200% swoich racji mogę się sprzeciwic nawet papieżowi” – pięknie ujęte. Bo jest tu też zawarty postulat tej pewności racji, która może wyrosnąć na refleksji, przemyśleniu a nie „widzimisię”.

      Historia zachowaniem pani – szok :/ Za to reakcja Twojej córeczki : brawo 🙂 W przyszłości też nie pozwoli sobie na to, żeby ktokolwiek ją szarpał.

  • http://gburrek.pl/ Karolina Tobolska

    Hej…ten wiersz jest naprawdę dobry!

  • O_l_l_i_e

    Jestem w wieku tej córki z Twojej wyobraźni i zapewniam – będzie Ci kiedyś ogromnie wdzięczna. 🙂

    Moja mama, sama zbyt często pozwalająca innym wchodzić sobie na głowę, właśnie wiedząc, gdzie ona popełniła i popełnia błędy, od dziecka uczyła mnie, że moje zdanie jest tak samo ważne, jak cudze. Że obydwie strony konfliktu mogą się mylić, obydwie mogą mieć rację – nie ma tu znaczenia wiek, płeć, pozycja, doświadczenie, wykształcenie itd. I nie ma powodu, bym miała zamykać usta, gryźć się w język, zaciskać pięści, spuszczać wzrok. Nawet jeśli alternatywą jest „narobienie sobie kłopotów”.
    Powiem tak: kłopoty będą. Trafi się wykładowca, który za zwrócenie mu uwagi/niezgodzenie się z nim uweźmie się i uprzykrzy życie. Trafi się sytuacja, w której trzeba będzie skrytykować kogoś, kto się nam podoba – i szansa na zdobycie jego sympatii przepadnie (choć rzadko kiedy zostaje element „podobania się”, jak się usłyszy, jak obraża inną kobietę, więc nis straconego). Trafiają się znajomi, którzy zareagują „Nie przesadziłaś? Mogłaś to zostawić w spokoju”. Ewidentnie czasami coś się traci. Ale dużo więcej się zyskuje, przynajmniej w moim odczuciu. W każdej sytuacji, w której stanęłam za sobą, nie bałam się powiedzieć, jakie jest moje zdanie i że nie pozwalam sobie na pewien sposób traktowania, to nie dość, że zwykle ktoś z boku mi gratulował postawy, to jeszcze jak JA się dobrze czułam. 😀 Trochę taki zastrzyk z gatunku „O, nie dałam się!”, pokazanie samej sobie, że jest się ważną i zna się swoją wartość. Świetne uczucie. 🙂

    • http://www.adorosa.pl/ Adorosa

      A’propos wykładowcy. Słyszałam ostatnio od znajomych historię o wykładowcy nieznającym języka angielskiego, który prowadził wykład w tymże języku. Na arkuszu egzaminacyjnym błąd na błędzie, krzaków jak w lesie. Przy zwróceniu uwagi, wykładowca zaczął dopisywać punkty ujemne za każdy wskazany błąd 😉

      • O_l_l_i_e

        Klasa sama w sobie… Ale też klasyczny przykład sytuacji, w której trochę jest się między młotem a kowadłem i właśnie wszystko zależy od tego, jacy jesteśmy, jak się odnosimy do takiego traktowania siebie, dorosłego człowieka przez drugiego dorosłego człowieka. Ja sobie nie wyobrażam, żeby się zgodzić na takie postępowanie, ale też zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych wizja egzaminu komisyjnego nie jest warta „stawiania się”.

        • http://www.adorosa.pl/ Adorosa

          Czasem po prostu nie warto inwestować czasu i energii w coś, co nie przyniesie żadnej korzyści poza psuciem nerwów 🙂
          A niestety, ta sytuacja to jedna z baśni tysiąca i jednej nocy, które mogę opowiedzieć o tym co się wyprawia na uniwerkach. Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję ;).

          • O_l_l_i_e

            No i właśnie tu się nie zgodzę. Dla mnie fakt, że to nie przyniesie korzyści, a pewnie i problemy, nie jest argumentem. Tzn. pewnie, nie deklaruję się w 100% co bym zrobiła, ale jednak… Ja inwestuję swój czas, przychodząc na zajęcia, przygotowując się do kolokwium czy egzaminu, a druga strona ma mnie wyraźnie w czterech literach, skoro ma świadomość swoich braków warsztatowych (a ma na pewno) i nie zadbała o to, by chociaż ta karta egzaminacyjna była napisana poprawnie (oddając na przyład komuś innemu do sprawdzenia).

            Byłam już (sama bądź świadkiem) w sytuacjach, gdy ogólny protest dochodził jednak do uszu władz szkolnych czy uniwersyteckich i kariera takiego olewusa się kończyła. Byłam i w takich, gdzie nic to nie dawało, a studentom było trudno zaliczyć… Ale na pewno nie zgodzę się z tym, że „nie warto”, bo dla mnie to dawanie przyzwolenia na to, by ktoś miał do mnie olewczy stosunek.

          • http://www.adorosa.pl/ Adorosa

            Przy takim podejściu, trzeba by interweniować w jakiejś sprawie co najmniej raz w tygodniu ;). Szkoda mi trochę życia na użeranie się z takimi egzemplarzami. Pomijam, że z tego co wiem tamten przedmiot był typowym zapychaczem programu i nie miał istotnego wpływu na edukację.
            Widzę sens interweniowania tam, gdzie może to przynieść pozytywne efekty. A mój czas jest zbyt cenny, by inwestować go w coś, co może mi tylko naprodukować problemów – tych mam już obecnie aż za dużo 😀

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            @adorosa:disqus jezeli nie prowadzisz bloga, na którym chciałabyś to opisać, służę swoim 🙂 Możesz mi wysłać swoje historie – zwłaszcza jeżeli sądzisz że warto o tym głośno mówić.

          • http://www.adorosa.pl/ Adorosa

            Bloga prowadzę, ale fakt, opisywać tam tych historii nie chcę. Głównie dlatego, że nie skończyłam jeszcze studiów i nie chcę sobie szkodzić. Ale kto wie, może w wolnej chwili opiszę wszystko i się podzielę prywatniejszym kanałem 😉

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        @adorosa:disqus, zachowanie wykładowcy: żenada :/

    • Tianzi

      Trafiają się znajomi, którzy zareagują „Nie przesadziłaś? Mogłaś to zostawić w spokoju” < This. (i nie chcę tutaj wrzucać biegu na turbofeminizm, ale mam wrażenie, że ta uwaga występuje prawie wyłącznie w formie '-aś'…)
      Mam wrażenie, że niektórzy przed opowiedzeniem się po którejś stronie rozpatrują nie, kto ma rację, ale zirytowanie kogo mniej kosztuje…

      • O_l_l_i_e

        To z płcią to nie wrażenie. Mam brata – jak on krzyczy, to ma się „nie wściekać” lub „nie drzeć”, jak ja, to mam „nie histeryzować”. Trochę jakby nie to samo.

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Otóż to…I takie nierówne postrzeganie sprawy występuje przez większość życia, zaczyna się w przedszkolu, kończy na pracy. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy pedagodzy i pracodawcy to robią, co więcej mam wrażenie, że jest coraz mniej. Obyśmy dożyli czasów, że przy ocenie zachowania płeć nie będzie miała żadnego znaczenia.

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        @O_l_l_i_e:disqus, dzięki za Twoją historię. @tianzi:disqus zgadzam się, niestety tak jak. Córka nie raz żaliła mi się, że nauczycielka zwracała JEJ uwagę, przemilczając zupełnie takie samo zachowanie chłopaka z klasy. Dziewczynki mają być grzeczne, ułożone, cichutkie. Gdy chłopcy podobnie zachowują się jest to traktowane jako „naturalne”.

  • http://www.kosmetomama.pl/ Adriana Krynicka

    Bardzo ważny tekst, Czytając go po części czytałam o sobie. Nie byłam nigdy molestowana ani mobingowana, ale twoja teoria sprawdza się tu w 100%. Jako dziecko często byłam uciszana, często było”to twoja wina” lub „Ada przestańcie” bo byłam starsza od siostry o 1,5 roku. Często słyszałam „Ada pomóż odrabiać lekcje Agnieszce” lub „Przecież ona pożyczyła twoją rzecz, co z tego że bez pytania, przecież to twoja siostra!” I pisząc że się zgadzam z tym co napisałaś miałam na myśli to że przez długi czas miała dużo kompleksów, nie potrafiłam i bałam się przeciwstawić w sytuacjach które nie były zgodne ze mną, nie była w stanie być asertywnym człowiekiem. Wszystko przez to że nigdy nie byłam traktowana jako osoba która może się przeciwstawić i która może coś powiedzieć. Teraz jako mama 2 córeczek zaczęłam czuć się jak osobna jednostka, która ma prawo wypowiedzieć się na dany temat, która może robić to na co ma ochotę. Dlatego też wbrew temu co mi mówiono założyłam bloga i jestem z niego dumna, jest to moja pasja i nikt mi nie powie że nie mogę! Pozdrawiam
    ps mam nadzieje że moje córeczki będą kiedyś takie jak twoje 🙂

  • http://dreamscatcher.me/ Edyta Lech

    W wieku twojej córki potrafiłam tak samo pyskować. Uczyłam się bardzo dobrze i zazwyczaj nauczyciele przymykali oko, ale kilka razy mama była wzywana do szkoły i była wykończona, bo nie dość, że dwójka synów psociła ile wlezie to jeszcze córka musiała coś klapnąć jęzorem. 🙂 Pozostało mi do dzisiaj.
    Miałam okazję nie skorzystać z dwuznacznej oferty w dość stresującej sytuacji i podołałam. Myślę, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że córa da sobie radę.

  • http://www.matkaprezesa.pl/ Noemi Skotarczak

    Długo zastanawiałam się, czy tę sytuację można nazwać mobbingiem. Pracowałam w pewnej firmie parę miesięcy. Kierowniczka wiecznie miała pretensje do pracowników. Robiła rano mitingi na których podsumowywała, że jeżeli ktoś się nie będzie starał to nas pozwalania. Zresztą – każdy się starał, tylko nie my byliśmy winni wyników, tylko system komputerowy. Ona dostawała baty z góry, my dostawaliśmy baty od niej. Potrafiła miting robić co trzy godziny, żeby informować nas o słabych wynikach, że mamy się bardziej starać i starać. Tylko zapewniam, to nie była motywacja.
    W końcu były dni, kiedy zbieraliśmy się do domu o 16 i zatrzymywała nas w drzwiach, że pracujemy do 18 i bez żadnego ,,ale” jak na pracy nam zależy. Tylko ja miałam dobre wyniki, ale czasu już na takie ,,nadgodziny” nie. Miałam dziecko z przedszkola do odebrania. Poza tym przynosiłam pracę do domu za którą w końcu nawet mi nie zapłacono tak jak powinni …
    Współpraca z tą firmą zakończyła się zwolnieniem, bo „w tej pracy nie liczą się tylko wyniki” i w sumie … nigdy tak nie odetchnęłam z ulgą jak wtedy, choć na początku był płacz, bo jak to, jak mogła …

  • http://wysoka.es/ Saga Sachnik

    Mój Boże, dlaczego nauczyciele gadają takie bzdury… W żadnym wypadku młoda nie była niegrzeczna, ktoś gada od rzeczy, zwraca mu się uwagę, bez względu na wiek.

    Jako belfer dałabym do wyboru wiersz o czajniku albo o skarpecie.
    Czajnik jako wyraz niepokojów społecznych. Uzasadnij wierszem.

    (ale powiedz, że ma normalnych nauczycieli, proooszę)

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Haha 🙂 „Wiersz o skarpecie jako wyraz niepokój społecznych” LOVE

  • Zuza

    Jestem niewiele starsza od Twojej córki. Jestem też, jak wiele innych komentujących, przypadkiem przez Ciebie opisanym. Zazdroszczę Twoim córkom Twojego podejścia, moja mama takiego nie miała, potem zamieszkałam z tatą, który też go nie miał. Parę lat temu (chyba dokładnie w wieku Twojej córki) poznałam też „fajnego” chłopaka. Starszy, ciekawy, imponował mi, a ja tak bardzo niepewna siebie nie potrafiłam powiedzieć nie, kiedy to było bardzo potrzebne. Teraz jestem dużo mądrzejsza o doświadczenia, ale problemy ze sobą mam nadal i, mimo że to ja nie powiedziałam „nie”, dalej mam żal do rodziców o to, że tak bolesną wiedzę musiałam zdobyć sama (gdyby ktoś miał Twoje podejście pewnie bym nie musiała), a oni ani trochę nie pomogli mi w przechodzeniu przez ten trudny okres.
    Pozdrawiam.

  • http://www.adorosa.pl/ Adorosa

    W teorii wszystko się zgadza. Tylko ja się pytam: gdzie jest granica?
    Kontekst: Otóż ucząc prywatnie, spotykam masę dzieci. Uwielbiam uczyć, sprawia mi to ogromną przyjemność, bardzo się angażuję, wymyślam coraz to nowsze metody itp.
    Ale z mojego doświadczenia najgorsze są właśnie takie dzieci, które wiecznie mają swoje zdanie i nieustannie je muszą wyrażać, inaczej pękną. Przemądrzałe, rozpuszczone, pyskate i niezdolne do podporządkowania się żadnym regułom czy rozpoznania jakiegokolwiek autorytetu. Uparcie będą brnęły w błędy, byle postawić na swoim.
    W moim odczuciu, powyższy tekst jest trochę niebezpieczny. Bo ta teoria i przypadek córki sprawdzi się w przypadku mądrych rodziców. Ale niestety, takich jest jak na lekarstwo. Nie mówiąc o tym, że większość rodziców kombinuje jak to zrobić, żeby komuś podrzucić dziecko i się z nim nie męczyć.

    • O_l_l_i_e

      Och, jak ja dobrze znam takie dzieci…

      Ale mimo wszystko wydaje mi się, że jest różnica między dzieckiem, które jest nauczone, że jeśli coś mu nie odpowiada, to mówi, bo zdanie KAŻDEGO się liczy, a dzieckiem nauczonym, że TYLKO jego zdanie się liczy.

      • http://www.adorosa.pl/ Adorosa

        Dlatego uważam, że tak jednoznaczne stawianie sprawy „ucz dziecko, że ma mówić co uważa” jest ryzykowne i nieco nieodpowiedzialne. Bo mogą to przeczytać i mądrzy i Ci niezbyt mądrzy rodzice. I obawiam się, że ta druga grupa wyciągnie wniosek „aha, czyli jak powiem mojemu dziecku, że ma zawsze mówić co uważa, to będzie bezpieczne”. A to tak nie działa, świat nie jest tak czarno-biały 😉

        • O_l_l_i_e

          No ale to już kwestia wyciągania wniosków. Ani Nishka nie pisze o tym, żeby po prostu wysłać dziecko w świat z komunikatem „Mów, co chcesz”, ani ja tego tak nie odebrałam. To „Nie masz racji, babciu” mogłoby być przecież „Ale jesteś głupia!”, gdyby jednocześnie, obok „Wyrażaj swoje zdanie” nie uczyć dziecka, że ma to robić stanowczo, ale kulturalnie, że ma to służyć nawiązaniu dialogu albo braku zgody na coś itp. Żadna instrukcja do dziecka nie jest przecież jednorazowym komunikatem, każda wymaga dookreślenia, wyjaśnienia. Jedni to zrobią, drudzy nie, no ale cudzych dzieci przecież nie wychowamy (a przynajmniej nie w każdej sytuacji).

  • http://www.piwnooka.pl piwnooka

    Wychowanie dzieci na asertywnych, niezastraszonych oraz pewnych siebie i swoich praw ludzi/obywateli to jedno i Tobie na pewno się to udało 🙂 Ale jak piszesz – problem mobbingu i molestowania jest wielowarstwowy. Ileż to wykształconych, silnych młodych dziewczyn pozwalało na zachowanie zwierzchnika grubo poniżej kategorii „niestosownych”? Chociażby dlatego, że długo walczyły o wymarzoną posadę, mają rachunki i kredyt do zapłacenia albo boją się, że raz się postawią i przekreślą swoją zawodową przyszłość. Jasnym jest, że w takim momencie nic nie powinno mieć znaczenia, ale czasami myślimy właśnie takimi przyziemnymi kategoriami.

  • anna

    Zawsze byłam cichą myszką i większość życia dostawałam po dupie, od nauczycieli, od kolegów z klasy od własnego ojca który psychicznie się nad nami znęcał.Pamiętam jak podjęłam swoją pierwszą prace, nic specjalnego w markecie.Kierownik fantastyczny facet i szef jak było trzeba zjebał ale potrafił docenić dobrym słowem i premią.Pamiętam, że z mobbingiem spotkałam się tam po raz pierwszy .Kierownik poszedł na urlop i zaczęło się dla mnie piekło.Z racji tego że byłam cicha, spokojna zastępca kierownika jeździł po mnie, czułam się jak śmieć.Chodziłam i po kontach płakałam aż wkońcu powiedziałam dość-poszłam gdzie trzeba i koszmar się skończył.To była dobra lekcja dla mnie.Zaczęłam pracować nad sobą, nad swoim charakterem i nigdy więcej nie dopuściłam do takiej sytuacji.

  • http://www.paniswojegoczasu.pl/ Ola (Pani Swojego Czasu)

    Nishko absolutnie się z Tobą zgadzam i uważam, że jesteś mądrą osobą, a zatem Mamą również. Ale jednego nie rozumiem – dlaczego powiedziałaś córce, że nie ma wyjścia i musi odrobić pracę domową? Przecież ma wyjście – może jej nie odrabiać.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Bo chcę, żeby moje dzieci przestrzegały zasad. Ich obowiązkiem jako uczennic jest odrabianie lekcji. Tak samo w przyszłości chcę, żeby sumiennie wywiązywały się z obowiązków zawodowych. Niech reagują i protestują tylko wtedy kiedy coś się dzieje źle i „nietak”.

  • dancewiththecamera

    Poruszyłaś trudny, ale bardzo ważny temat. Na pewno bardzo dużo ludzi ma problem ze sprzeciwieniem się w takich sytuacjach i zgłoszeniem sytuacji poniżających i naruszających ich godność. I tak jak zauważyłaś najpewniej wpływ ma na to wychowanie, niestety. Szacunek szacunkiem (dla starszych/autorytetów), ale nie na wszystko trzeba i można się godzić. Kurcze, podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś. Bardzo dobry tekst.

  • Ewa Majchrzak

    Dziecko ma w sobie wrodzoną odwagę !!!! Rzeczywiście, potrafi się przeciwstawić,potrafi powiedzieć wprost ale dorosły człowiek niestety ma już zupełnie inaczej. Stykamy się w życiu z różnymi sytuacjami, różne osoby spotykamy na drodze,niektóre z nich odchodzą bez echa,inne wywierają na nas jakieś wrażenie i zapadają nam w pamięci one same lub np.ich słowa. Kształtujemy w ten sposób swoje zdanie, charaktery, swoją postawę. Trzeba też wziąć pod uwagę jeszcze jedną rzecz, możemy być bardzo pewni siebie, możemy pyskować, zbijać w mig chore argumenty…może jednak zdarzyć się tak, że spotkany przez nas człowiek idealnie rozgryzie naszą naturę, podstępnie i po cichu wyciągnie od nas nasze skryte tajemnice a potem,kiedy będzie miał nasz pełny psychologiczny obraz, zacznie używać narzędzi….a my nie będziemy umiały wtedy wykrztusić z siebie ani jednego słowa !!!! I to jest niesamowite. Miałam z tym do czynienia. I też wydawało mi się, że jestem twarda,odważna i pewna siebie….a zostałam pokonana jednym palcem !!! Naiwność dziecka przemija, z czasem stajemy się innymi ludźmi (dzięki doświadczającemu nas życiu) dlatego nie należy być zbyt spokojnym i wierzyć,że otwartość i prostolinijność naszych małych dzieci będą im towarzyszyły zawsze, niestety czasami mogą zostać stłamszone przez zupełnie przypadkowego….albo i nie przypadkowego osobnika…

  • http://islandofflove.blogspot.com/ Kasia D.

    Ja jestem takim „dzieckiem”, mówiącym głośno co myśli, już od podstawówki.
    W większości wiec nielubianym bo niestety ale PRAWDA boli a szczerość doprowadza do szału.
    W pracy też głośno mówiłam na zebraniach co mi się nie podoba. Prace w końcu straciłam…
    Są plusy ale i ogromne minusy bycia takim typem człowieka.

    • fajter

      Ale w tym tekście nie chodzi o to, żeby mówić głośno, co się myśli albo być w każdej sytuacji szczerym do bólu. Autorka pokazuje, że warto uczyć swoje dzieci REAGOWAĆ na przejawy jawnej dyskryminacji, niesprawiedliwości czy krzywdy.

      • http://islandofflove.blogspot.com/ Kasia D.

        No i ja właśnie reagowałam. Mówiłam co myślę w momentach, w których w pracy czułam się „wykorzystywana”!!

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Fajter, tak jest taki był własnie mój postulat 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Zgadzam się, kij ma dwa końce. Z drugiej strony pewnie mnóstwo jest osób, którzy zazdroszczą ludziom, takim jak Ty i moja córka: własnie tej odwagi.

  • http://lymkya.blogspot.com/ Lymkya

    wiersz miszcz <3
    Ważny i potrzebny głos w dyskusji, cieszę się, że akurat Nishka go zabiera.

  • Sayane

    Przykład w sam raz apropos powyższego tekstu: http://podaj.to/post/1029,1,oto-co-zrobia-dziewczynka-po-tym-jak-chopiec-w-szkole-strzeli-jej-ze-stanika-to-co-stao-si-potem-jest-niesamowite.html.
    Tutaj akurat ważna jest dla mnie nie tylko asertywność dziecka, ale i genialne podejście matki (tzn. odwrócenie sytuacji, niekoniecznie straszenie sądem).

    Wklejam na prośbę samej Nishki, czuję się taka dumna!!! 😉

    • http://szafaskrajnej.blogspot.com/ Gosia Skrajna

      dziękuje Ci za tego linka…jako matka zarówno chłopca jak i dziewczynki….
      zachowanie Matki – po prostu szacun…

      • MagdaLena

        dziekuje za ten link… Mama klasa! Dziewczyna tez!

        • Radek

          A mnie z powodu braku personaliów śmierdzi internetową ściemą.

          • Sayane

            Nawet jeśli to i tak dobrze, że w ogóle taka reakcja przyszła komuś do głowy nawet teoretycznie, i dobry przykład jak bronić swojego dziecka.

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Nawet jeżeli to ściema, to jakie to ma znaczenie? Ważne, że jest ukazana „instrukcja” jak w takich przypadkach warto się zachowywać.

    • Aneta bopiekniejest
  • Optymistka

    Nishko, Twoje marzenia są piekne i oby się sprawdziły:
    Jest rok 2025. „Moja córka ma 24 lata, jest absolwentką Jakiegoś Kierunku, rozpoczyna swoją pierwszą pracę w Jakimś Zawodzie. Jest zadowolona, wykonywanie obowiązków zawodowych sprawia jej przyjemność, dobrze zarabia. Któregoś dnia podchodzi do niej szef „itd. jak napisałaś. Życzę tego i jej, i Tobie.
    Ale rzeczywistość skrzeczy:
    Jest rok 2025. Córkanishki ma 24 lata, jest absolwentką Jakiegoś Kierunku, rozpoczyna swoją pierwszą pracę w jakimś zawodzie zupełnie odległym od wykształcenia. Jest zadowolona zarabiając najniższą krajową, bo w ogóle ma pracę, którą z trudem pomogli jej załatwić rodzice pożyczając pieniądze na popychacz (teraz w Polsce B nie ma żadnej pracy bez popychacza). Zanim dostała tę załatwianą pracę rok była bezrobotna.
    Któregoś dnia podchodzi do niej szef… ona już ma otworzyć usta i dać mu w twarz, ale uświadamia sobie,
    że ma dwójkę dzieci (pierwsze urodzone w wieku 19 lat i drugie miesiąc po obronie licencjatu) i one chcą jeść, codziennie, nie za trzy miesiące czy za rok… Zasiłek dla bezrobotnych wypłacany tylko przez sześć miesięcy nie wystarczy na życie dla dzieci a co dopiero na spłatę kredytu za kawalerkę Córkinishki, na którą dziadkowie zadłużyli swoje mieszkanie. Dziadek od dwóch lat jest na rencie chorobowej (800zł/mies.) a mama od lat nic nie zarabia na swoim, kiedyś dochodowym, blogu – prowadzi go tylko z przyzwyczajenia, jak mówią dorosłe dzieci, żeby się babcia nie zanudziła starzejąc się. To nic, że babcia nie ma jeszcze pięćdziesiątki, dla córek zawsze jesteśmy starzejącymi się babciami. Ojciec dzieci Córkiniski wyjechał za granicę zarobić na dzieci, ale tak mu się tam spodobało, że nie przyjeżdża a zgubił adres, na który miał przysyłać pieniądze na dzieci. 🙁
    Takich scenariuszy wokół w Polsce tysiące 🙁
    Wokół szalejące bezrobocie a rząd z wszystko jedno z jakiej partii rozsprzedaje resztki majątku narodowego i nic nie robi, aby Rzeczpospolita się rozwijała, żeby coś produkowała i żeby ludzie tu mieli pracę. W latach 1989-1991 wmawiali nam, że zaciśniemy pasa i za 20 lat będzie pięknie i bogato w Polsce, minęło 20 lat i co? W dwudziestoleciu międzywojennym wybudowali całkiem nowe miasto Gdynię i choćby COP. Czy ktoś wie czy przez ostatnie 20 lat powstało w Rzeczpospolitej jakies całkiem nowe miasto oparte o nowy zakład pracy dla ludzi?

    Chyba, że w 2025 będzie już po wojnie z Rosją… to scenariusz będzie jeszcze inny.

    • Kamila

      Dziwne, ja jestem z „Polski B” mam dobrą pracę, którą dostałam bez jakichkolwiek popychaczy, moje rodzeństwo (3 osoby) również bardzo dobrze sobie radzi – mimo, że nasi rodzice nie mogli nam dać jakiegoś materialnego wsparcia czy znajomości. Przepraszam za komentarz nie na temat, ale ileż można zwalać swoje niepowodzenia na Rząd, Polskę B czy jeszcze coś innego. I taką postawę przekazujecie swoim dzieciom.

      • XXw

        Widzę, że nie wiesz na jakim świecie żyjesz… Czyżby u Ciebie nie było bezrobocia? Praca jest potrzebna nie tylko dla Ciebie, Twojego rodzeństwa i rodziców. Spójrz dalej niż koniec nosa. Praca jest potrzebna również dla tych mniej obrotnych.
        Gratuluję postawy: ja mam pracę więc wszyscy inni to nieudaczniki i niech szczezną.

        • Kamila

          Nie wiem, gdzie wyczytałaś „ja mam pracę więc wszyscy inni to nieudaczniki i niech szczezną”, patrzę również dalej niż mój własny nos:) Odniosłam się do poprzedniczki, która stwierdzała, że praca to tylko po znajomościach, jest źle i strasznie, nie ma sensu się starać bo w Polsce i tak nic się nie osiągnie. Jeżeli taką postawę przekażemy dzieciom, to czy nie będą właśnie świetnym „materiałem” do zastraszania i wykorzystywania ( czy to w pracy czy w innych dziedzinach życia)?

          • XXw

            Wyczytałam to w Twojej wypowiedzi, w której napisałaś, że Ty masz pracę więc „ileż można zwalać SWOJE niepowodzenia na Rząd, Polskę B czy jeszcze coś innego” podczas, gdy Twoja poprzedniczka pisała, że nasze państwo nie dąży do tworzenia miejsc pracy dla obywateli choćby tak jak II RP.
            Zasugerowałaś jakoby Twój szczególny, jednostkowy przypadek podważał fakt braku zakładów pracy dla obywateli RP, że SWOJE niepowodzenie nie ma źródła w braku rozwoju produkcji w całym kraju.

            Poprzedniczka właśnie poniosła problem, że palący brak pracy w państwie jest „właśnie świetnym „materiałem” do zastraszania i wykorzystywania ( czy to w pracy czy w innych dziedzinach życia)”.
            Przeczytaj sobie post poniżej Kasi D. „W pracy też głośno mówiłam na zebraniach co mi się nie podoba. Prace w końcu straciłam…” i powiedz jej, że JEJ niepowodzenie.
            A tak naprawdę to jej zwolnienie za mówienie prawdy i niepoddawanie zastraszaniu to jest właśnie niepowodzenie całego naszego państwa, bo takich przykładów jest tysiące, jeśli nie miliony. To klęska naszego państwa, że kto chce pracować w ojczyźnie musi gębę trzymać na kłódkę.

            Gdzie to wyczytałaś w poście poprzedniczki, że „nie ma sensu się starać bo w Polsce i tak nic się nie osiągnie”? Bez starania się nic nie zmienimy, tak jak nic nie zmienimy bez szukania głębokich przyczyn stanu, który nam się nie podoba. A Ty treścią swojego postu próbujesz podważać właśnie prawdziwe przyczyny problemu.

            Bo nie jest problemem gdzie Ty jedna będziesz pracować, powiedz mi gdzie ma pracować dwadzieścia tysięcy ludzi bezrobotnych z Twojej okolicy. I ilu z nich musząc dać jeść dzieciom będzie się miało siłę buntować się przeciw zastraszaniu?
            Leczenie objawów niewiele daje a w leczeniu głębokich przyczyn skuteczne może być tylko państwo. Musimy wymagać od naszych przedstawicieli u władzy.
            Chyba, że Ty masz pomysł, na zatrudnienie W KRAJU tych dwudziestu tysięcy ludzi? A może powiesz mi gdzie mają pracować te miliony Polaków, którzy za chlebem mieszkają okrakiem miedzy krajem i zagranicą?

    • Ilona Sokołowska

      Z tym „popychaczem” to nie bardzo mogę się zgodzić. Czasem tej pracy trochę jest – ale jest ona daleka od ideału, umowa o pracę to marzenie, a jeśli jest, najniższa krajowa to standard. Czasem są widoki na coś więcej, jeśli wyrobi się odpowiednią normę i dostanie się prowizję. Powszechnym zawodem jest sprzedawca wszystkiego – od telefonów, tabletów po umowy kredytowe. Agresywna sprzedaż to norma. W dużym mieście może jakoś to idzie. W małym, gdzie wszyscy się znają, ludzie nie mogą już na ciebie patrzeć, omijają z daleka, a tym czasem szanowni wszechmogący podwyższają plany o 300%. Mamią kasą, nagrodami, pochwałami, ale spróbuj nie wyrobić planu – straszą, dzwonią, sprawdzają, kontrolują, czasem przeklinają i upokarzają. Oczywiście nie widzą w tym nic złego. Dla nich to nie jest mobbing, lecz motywacja. Bardzo często jest tak, że absolwenci całkiem niezłych uczelni, z tytułami magistra, ba, doktora, których błędem było podjęcie „niewłaściwych” studiów humanistycznych, albo w ogóle studiów, którzy poza wykształceniem prezentują inne przydatne umiejętności (np. języki, obsługa komputera, doświadczenie zdobyte za granicą, itp.) z powodu przepełnienia rynku pracy i problemem ze znalezieniem tej ambitnej, na którą liczyli, idą na słuchawkę, na „doradcę kredytowego” w salonie z telefonami – bo takie dziwne fuzje są coraz częstsze; sprzedają gaz, perfumy, mydło i powidło albo zasuwają na produkcji po 12-16 godzin. Najzabawniejsze są kwiatki typu – ty zakładasz firmę, ty płacisz sobie ZUS, a my cię „zatrudniamy”. Zmiana powinna być 8-godzinna, ale żeby się nikt nie przyczepił, będziesz brał po dwie zmiany dziennie – po 7 godzin. Może daje to 14, ale przecież wytrzymasz, młody jesteś. I oczywiście nie pyskuj. Zresztą dokładnie sama taki tekst usłyszałam kiedyś od jednej z przełożonych, kiedy chciałam asertywnie wyrazić swoje racje. Jedna z opcji na lepszą przyszłość to przebranżowić się, założyć własną firmę, bądź spółkę skupiającą osoby, które z przykrych doświadczeń mogą uczynić wartość, bo wiedzą jak nie powinno postępować się z ludźmi.

  • ewa

    Dziewczęta wychowywane są na te grzeczne, potulne i uczynne, a potem gdy już wyrastają na kobiety mogą stać się z racji wpojonych im wartości potencjalnymi ofiarami mobberów, czy agresorów w związkach. Sama pamiętam, gdy jako dziewczynka w podstawówce potrafiłam skopać dupy zaczepiającym mnie byczkom, to ja, zdaniem nauczycielek, powinnam ich przepraszać, za swoje zachowanie. Oczywiście nigdy nie przepraszałam… Ale irytowało mnie już wtedy to, że chłopaków i ich przejawy agresji usprawiedliwia się tym, że to chłopcy i już tak mają. A dziewczynka broniąca swojej nietykalności była uznawana za problematyczną, agresywną, bo nie była po „dziewczeńsku” uległa…
    Czytam twój blog od niedawna, jestem pod ogromnym wrażeniem tego co piszesz. Ja, sama matka dwulatka, chcę wychować syna na asertywnego mężczyznę, takiego, który będzie pewnym siebie człowiekiem i tak by znając swoją wartość szanował innych ludzi.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Ewo, zgadzam się z Tobą. Nie raz już miałam takie uwagi „Proszę pani, przecież to dziewczynka… Powinna być grzeczniejsza…” – szlag mnie trafiał. Co z tego, że DZIEWCZYNKA? Oczywiście reagowałam, gdy rzeczywiście była niegrzeczna, to nie jest tak, że przymykam oko na wszystko w imię „odwagi” i „nauki wyrażania własnego zdania” – NIE. Ale argument, że jest dziewczynką bardzo mnie irytował, zwłaszcza, że wiem, że większość zachowań, których dopuściła się moja CÓRKA zostałoby niezauważonych, gdyby była SYNEM.

    • Ilona Sokołowska

      Smutne jest to, że Kościół w imię obrony „tradycyjnych wartości” atakuje np. ustawę antyprzemocową, tym samym pokazując jak głęboko takie myślenie jest zakorzenione w mentalności wielu Polaków, którzy się utożsamiają z tą instytucją.

  • Ola Okrojek

    To musi być strasznie trudne wychować tak dziecko, niemniej jednak spróbuję z moimi Kluskami 🙂

  • http://dzikieziemniaki.pl/ Renia Hano

    Potulne znoszenie mobbingu czy molestowania seksualnego, to często skutek strachu o posadę lub wychowania w duchu bezwzględnego posłuszeństwa, szacunku dla „władzy” i „autorytetów”. Zgadzam się z Tobą i również nie wychowuję Syna w ten sposób. Przynajmniej taki mam plan, bo w chwili obecnej Synek ma dopiero 3 lata. Z dwojga złego wolę, żeby był niepokornym łobuziakiem, niż aby system szkolny go w przyszłości „złamał”, tak jak to próbował zrobić z naszym pokoleniem.

    Na koniec jeszcze wkleję popularny obrazek krążący po FB, świetnie ilustrujący paradoks „posłuszne dzieci a asertywni dorośli”:

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Świetny obrazek! Nie znałam go, pozwolę go sobie zaraz wkleić do tekstu 🙂

      • http://dzikieziemniaki.pl/ Renia Hano

        Miło mi 🙂

  • http://szafaskrajnej.blogspot.com/ Gosia Skrajna

    Ależ istnieje coś takiego jak „syndrom ofiary”…i wychowanie, środowisko ma na to ogromny wpływ.
    Sama przez wiele lat borykałam się w skrajnościach pomiędzy byciem ofiarą, a osobą, która raniła innych…
    Postawa asertywna nie jest mile widziana w naszym społeczeństwo, bo jest odbierane jako chamstwo, zarozumiałośc…
    Oczywiście może granica jest cienka..ale staram się pisac o zachowaniu, które nie krzywdzi innych, ale dba o moje poczucie bezpieczeństwa…

    Sama staram się tak wychowywac dzieci…prosty przykład…przychodzi wujek z ciocią na kolację…moja 2letnia córka, zawstydza się (ostatnio ma taki etap), mój mąż zamiast odpuścic jeszcze bardziej naciska „no nie wstydź się, pocałuj ciocię, wujką, idź na rączkę”…ja jestem wtedy wściekła, bo nie dośc, ze nie szanuje uczuc córki, to jeszcze na siłę wpycha ją w „ramiona” osób, których się krępuje…to nic, że za poł godziny, sama przybięgnie „dac buziaka”…chodzi o poszanowanie dla odczuc dziecka…rozumiem, jakby ich opluła, zwróciłabym jej uwagę, ale to że czuję się niepewnie, tym bardziej potrzebuje wsparcia rodzica, to że nie ma na coś ochotę jest dobre i nie ma w tym nic nie właściwego.
    Wiele jest pewnie takich „społecznych nakazów” do „grzecznego i kulturalnego” zachowania…tylko wiele z nich integruje w osobiste odczucia dzieci…
    Ma to swoje niestety negatywne przełożenie na ich późniejsze reakcje gdy ktoś im robi krzywdę…nie ważne, że ktoś bliski o 5 minut dłużej przytrzyma rękę na kolanie…”och ta nasza córka taka płochliwa”…śmieją się dorośli…niestety znam to z autopsji, więc tym bardziej poruszył mnie twój post …
    Tym bardziej zwracam na to uwagę tłumacząc dzieciom, że jeśli ktokolwiek narusza ich np.cielesnośc, nie ma takiego prawa, a oni mają prawo się bronic i nie godzic nawet na sytuację, które je krępują…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Gosiu, wyobraź sobie, że w pierwotnej wersji tego tekstu był jeszcze akapit dokładnie o tych zachowaniach, które opisujesz: „Pocałuj wujka”, „Usiądź na kolanach cioci” itd. Dzieci często buntują się przeciwko temu, a rodzice mimo to mówią: „No daj cioci całusa, nie rób jej przykrości!”. To doskonała droga, żeby nauczyć dziecko, że mogą robić coś wbrew sobie, byle tylko zadowolić innych. Tak więc zgadzam się z Tobą w pełni.

  • wrkld

    zaczęłam czytać Cię od niedawna, ale mogę z pełną świadomością stwierdzić „żałuję, że nie jesteś moją matką”, bardzo pozytywny blog, mam nadzieję, że więcej rodziców będzie tak świadomych i będzie się starało dobrze wychować dzieci i dbać o swój związek, w czym na pewno pomogą im Twoje teksty 😉

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Dziękuję :*

  • http://www.mummysworld.pl Kasia – MummysWorld.pl

    Generalnie się zgadzam, ale problem wydaje mi się o wiele bardziej złożony i wielowymiarowy. No i zastanawiam się, jak zostali wychowani wszyscy Ci, którzy mobbingu czy molestowania się dopuszczają? Dla Ciebie pewnie to oczywista oczywistość, ale nie każdy rodzic uczy swoje dzieci szacunku do innych ludzi i odpowiedniego traktowania, co widzimy nie tylko w pracy, ale też szkołach, czy przy kasie w sklepie. Wcale nie trzeba być czyimś szefem, by poczuć władzę i w paskudny sposób to wykorzystać.

    • XXw

      Więc się nie dziwmy.

  • JestemBrunetka

    Wierszyk, mistrzostwo świata 😀

  • MagdaLena

    Nishko! Bardzo wazny temat. Super tekst. Podpisuje sie pod nim. Wczoraj pokazalam Mezowi. Mamy poltoraroczna corke a drugie dziecko rosnie w brzuchu 😉 Ale juz dzis nie straszne nam takie tematy. TO WAZNE! Bardzo. Czytamy Cie, zagladajac codziennie. Teksty dotyczace tematow rodzicielstwa w Twoim wykonaniu – MISTRZOSTWO!

  • hikolumk

    a co zrobić żeby przerwać mobbing w pracy w momencie kiedy spłacam kredyt i ja jestem jedynym w tej chwili stałym żywicielem 3 osobowej rodziny.. co mi da przerwanie tego na pewno bezrobocie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!wiec o czym my tu mowimy

  • buuba

    Nishka jesteś dobrą matką! Biorę przykład!

  • pestki

    Mądra Ty mądre Twoje dziecię ☺ zazdroszczę i podziwiam.

  • http://www.justinka.tomech.com/ JustInka

    Wiersz o czajniku ubawił mnie do łez. Ale wracając do sedna,to jak czytałam Twój tekst pomyślała, że chciałabym aby mój syn też taki był. Tylko czasem człowiek poszedł na łatwiznę i zamiast wyjaśnić coś kilkulatkowi odpowiedział BO TAK. No słabe to, ale chyba jak już sie rozpozna problem, to łatwiej jest go naprawić?

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Och kochana, ja też tak czasem mówię… „BO TAK” bywa dobrą metodą wychowawczą 🙂

  • Pingback: Nie bójmy się flirtu. O różnicy między flirtowaniem a molestowaniem | Nishka()

  • http://www.fabjulus.pl/ FabJulus

    Oczywiście, tekst jak zwykle na najwyższym poziomie, ale nie mogę wprost przejść obojętnie obok WIERSZA O CZAJNIKU! Przekaż córce, że zarówno jej oburzenie, jak i wyjście z sytuacji, są bardzo bliskie mojemu sercu :)))

  • Aga

    Cenię Twoje teksty i spojrzenie na świat.
    Ten tekst też jest bardzo dobry, porusza bardzo ważny problem i na pewno opisana przez Ciebie ‚metoda wychowawcza’ pomoże w ukształtowaniu asertywności Twoich córek.
    Jednak ja uważam, że nie można uogólniać. Ja byłam osobą asertywną, otwartą, również nie bałam się wygłaszać swoich opinii nauczycielom, w domu rozmawialiśmy na wiele kontrowersyjnych tematów, nikt nas nigdy nie uciszał, wręcz przeciwnie, dyskutowaliśmy.
    Jednak w dorosłym życiu, w prawy już taka asertywna nie jestem, bo na przykład boję się, że stracę pracę (a mam kredyt, dziecko). Wiem, że na pewno nie pozwoliłabym na molestowaniu, ale nie jestem pewna, czy nie zgodziłabym się na ‚zamiecenie sprawy pod dywan’, jeśli ‚sprawca’ zaprzestałby swoich zachowań…

    Podsumowując chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że brak reakcji ofiary, zgłoszenia sprawy do wyższej instancji nie musi wynikać z wychowania i z drugiej strony nie możemy mieć nigdy 100% pewności, że skoro moje dziecko jest asertywne, to zawsze zareaguje odpowiednio… Ludzka psychika jest skomplikowana i często w sytuacjach nadzwyczajnych zachowujemy się zupełnie inaczej niż byśmy się tego spodziewali. Tak mi się przynajmniej wydaje.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Aga, zgadzam się oczywiście. Mój tekst jest pewnego rodzaju „typem idealnym”: piszę sobie zza biurka, a życie czasem „zaskakuje” i nie wszystko nie jest taki oczywiste i jednowymiarowe.

  • zuza

    dzięki za tekst. O mnie i mojej córce – pięknej, mądrej, asertywnej i otaczającym nas gronie autorytetów 🙂 tekst udostępniony dalej

  • Pingback: Suwerenność dla małych dziewczynek | PANI POCZYTALNA()

  • p.

    niedawno rozmawiamy z koleżanką:
    – chciałabym, żeby moje przyszłe dziecko było tak inteligentne jak córka Niszki.
    – ehh. i pomyśleć, że nasi rodzice też kiedyś tego dla nas chcieli…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Haha 🙂

  • Pingback: Jak rozmawiać z dzieckiem o zagrożeniu związanym z wykorzystaniem seksualnym? Lektura obowiązkowa dla każdego rodzica | Nishka()

  • Pingback: Nigdy przenigdy. | Taka Sobie Matka()

  • b.

    Przepraszam, że „odgrzewam”, ale właśnie przypadkiem trafiłam na Twój tekst. Bardzo się cieszę, że go napisałaś!
    Byłam wychowana na grzeczne dziecko. Byłam grzecznym dzieckiem. Takim, co to się nie wychyla, szanuje starszych i najpierw słucha, a potem myśli. Mój Ojciec jest mistrzem negocjacji i uprzejmości, uczyłam się od niego, że większość rzeczy warto zmilczeć. Nie powiem, że nie pomogło mi to w życiu. Pomogło, szkoła przecież takie zachowania docenia, uniwersytet też. W ogóle – uprzejmość jest naprawdę spoko i wcale nie uważam, że absolutnie ZAWSZE należy mówić, co się myśli.
    Ale. Ostatnio dotarło do mnie, że niby jestem dorosła, ale dalej jestem „grzecznym dzieckiem”. Żadnemu szefowi-terroryście bym się nie postawiła. Ostatnio załatwiałam sprawę ze zleceniodawcą, który chciał mnie zwyczajnie oszukać i nie zapłacić mi za kilka dni pracy. Musiałam w końcu w miarę ostro zareagować. Przeryczałam cały wieczór. Ba. Nie umiem postawić dwójki studentce, która mnie zwyczajnie od dwóch miesięcy kompletnie olewa. Nie umiem powiedzieć komuś, kto wpycha się przede mnie w kolejce do lekarza, żeby tego nie robił, nawet jeśli czuję się naprawdę fatalnie. W szpitalu na patologii ciąży położna doprowadziła mnie do histerii, bo pomyliła mnie z inną pacjentką. Próbowałam wyjaśnić sprawę, opieprzyła mnie równo. Zamiast złożyć skargę albo chociaż się obrazić – ostatecznie ją przeprosiłam i dałam sobie wmówić wyrzuty sumienia. Ludzie raczej mnie lubią. Ale ja czasem jestem sobą przerażona…

  • Pingback: Nauczycielka zachęcała dzieci, żeby patrzyły na zaćmienie słońca bez żadnego zabezpieczenia | Nishka()

  • anka es

    Mam nadzieję, że moja córka również nigdy nie będzie ofiarą molestowania. Od najmłodszych lat uczę ją jak chronić własne ciało, rozmawiamy o przemocy seksulanej itp Rodzinne dialogi to podstawa, uważam, ze to dzięki nim dziecko poznaje niebezpieczeństwa jakie wokół niego czyha. Uczę mówić ją NIE i to że powinna szukać pomocy, mówić w domu o tym jeżeli coś ją niepokoi lub martwi.

  • http://www.zeszczesciemmidotwarzy.pl MiraFaber

    Mam nadzieję, że starczy mi cierpliwości, aby tak właśnie wychować swoje dzieci.

  • Pingback: Jak szkoła niszczy talenty dzieci, czyli dlaczego grozi nam matematyczny analfabetyzm | Nishka()

  • Pingback: Jak być dobrym rodzicem dla dziewczynki ? | mariagrzybek()

  • Pingback: tabela test | Nishka()

  • Pingback: Moja przygoda z sekstingiem | Nishka()

  • Pingback: Suwerenność dla małych dziewczynek – PANI POCZYTALNA()

  • Pingback: Krnąbrne dziecko to powód do radości | Nishka()