Jak szkoła niszczy talenty dzieci, czyli dlaczego grozi nam matematyczny analfabetyzm

Fot. Amrufm

To niewiarygodne: ponad połowa dzieci, zanim rozpocznie naukę w szkole podstawowej, przejawia wysokie, a wręcz wybitne, uzdolnienia matematyczne. Po ośmiu miesiącach nauki, już tylko o co ósmym uczniu można powiedzieć, że jest zdolny.

Dowiedziałam się o tym wczoraj, oglądając w telewizji (TVP Info) ciekawy wywiad z prof. Edytą Gruszczyk-Kolczyńską, która opowiadała o tym, jak szkoła niszczy matematyczne uzdolnienia dzieci. A jest się czego bać: w zeszłym roku co trzeci maturzysta nie zdał na egzaminie matematyki. Wywiad możecie obejrzeć tutaj.

Jak to się dzieje, że szkoła podstawowa zabija matematyczne zdolności u przedszkolaków?

Zdolni lepiej niech siedzą cicho

Zdolne dzieci uparcie szukają rozwiązań, jak jedno nie działa, eksperymentują z drugim, ciągle chcą chłonąć nowych wiadomości, ich umysły dosłownie pędzą ku nowej wiedzy.

Tymczasem wielu nauczycieli (nie twierdzę, że wszyscy) woli mieć ciche, „grzeczne” dzieci, które nie męczą pytaniami, nie wyrywają się do odpowiedzi, nie chwalą się głośno swoją wiedzą lub przemyśleniami, tylko posłusznie siedzą w szeregu, czekając aż zostaną wskazane do odpowiedzi. Wiele z nich, wciąż uciszanych, w pewnym momencie traci zainteresowanie. Poza tym uczą się że lepiej wolno rozwiązywać zadania, bo jak zrobi się to szybko to czeka je nuuuuuda.

Pułapka uśredniania, czyli każdy przegrywa

Programy szkolne skrojone są na miarę średniego ucznia. Tak jakby istniało założenie, że dzieci w tej samej grupie wiekowej mają podobne możliwości rozwojowe. Tymczasem to nieprawda,  jak opowiada pani profesor w wywiadzie dla Gazety Prawnej Szkoła to rzeźnia talentów:

Różnice w rozwoju umysłowym dzieci wynoszą nawet cztery lata. To oznacza, że dziecko 7-letnie może być na poziomie 5-latka, ale są i takie, które dorównują 9-latkom.

„Uśrednianie” poziomu jest błędnym kołem: dla słabszych wszystko jest za trudne, dla uzdolnionych zbyt banalne.

Z jednej strony ucisza się zdolnych uczniów, z drugiej strony nie opiekuje się dziećmi, które mają problemy z matematyką. Dzieci zaczynają UDAWAĆ, że wszystko rozumieją, a system im w tym pomaga. (jak, o tym opowiada pani profesor w wywiadach, do których linkuję).

Zaburzanie dziecięcego poczucia sensu i logiki

Kilkuletnie dzieci posiadają doskonałą umiejętność wychwytywania absurdów i wysoko rozwinięte poczucie sensu dotyczącego liczby i miary. Przykładowo, dzieci uzdolnione, dostając zadanie w stylu: „Statek przewozi zwierzęta: pięć kur, trzy krowy i pięć koni. Ile lat ma kapitan?” parskają śmiechem, mówiąc że nie da się tego policzyć. Mniej odważne zliczają wszystkie liczby i odpierają, że 13…

Słabej jakości podręczniki

Zarówno profesor Gruszczyk-Kolczyńska, jak i wielu nauczycieli (vide „Nasz Elementarz” dostał słabą trójkę od nauczycieli) wytyka mnóstwo błędów merytorycznych w najnowszym podręczniku do pierwszej klasy szkoły podstawowej, np. źle wymyślonych, nielogicznych, wprowadzających w głowie dziecka chaos i zdezorientowanie.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Jak nie uczyć matematyki jako przykład błędu pani profesor wskazuje naukę liczb. Otóż podczas prezentacji wybranej liczby, np. piątki, na jednej stronie, obok siebie, narysowany jest:

–  zbiór, np. pięciu jabłek

– zegar wskazujący godzinę piątą

– moneta pięciozłotowa

Jest to wymieszanie trzech odrębnych zakresów pojęć, wprowadzających w głowie dziecka zdezorientowanie. Każdemu z tych elementów towarzyszy przecież inna logika:

– równoliczności zbiorów

– ustalania godziny (na dodatek pomiar czasu liczony jest przecież w innym układzie: godzin, minut, sekund)

– umownej wartości pieniądza (za „5 złotych”  czasem można kupić 5 jabłek, czasem 9, a czasem dwa i pół, nie ma reguły).

Wszystko to nie ma ze sobą związku. Dzieci tego nie ogarniają, ale udają że tak (skoro tak jest w książce i pani nauczycielka to pokazuje), przyswajając sobie taki nielogiczny sposób myślenia. To zaburza dziecięce poczucie sensu, które jest na bardzo wysokim poziomie, często wyższym od naszego: dorosłego! Zamiast utrzymać tę naturalną skłonność dzieci do logicznego myślenia, dezorientuje się je.

 Rozwijanie błędnych schematów myślowych

Podczas edukacji wczesnoszkolnej rozwijają się schematy myślowe, którymi będziemy w dużym stopniu posługiwać się przez resztę życia. Jeżeli dziecko będzie miało duże problemy z matematyką,  w następnym latach najprawdopodobniej równie ciężko będzie mu przyswoić inne przedmioty ścisłe: chemię, biologię, fizykę. Nie uda mu się nadrobić straconych lat.

Niepodlewana, niepielęgnowana tzw. umiejętność myślenia matematycznego (którą przypomnijmy: ma prawie 60% dzieci na poziomie przedszkola i tylko  co ósme dziecko w szkole): USCHNIE. Tak jak uschła u mnie, piszącej ten tekst..

Czasem strach wysyłać do szkoły

Moje córki mają to szczęście, że w szkole podstawowej trafiły na dobrych nauczycieli nauczania wczesnoszkolnego. Obie bardzo lubią matematykę, od lat startują w międzynarodowym konkursie matematycznym „Kangurek”, zdobywając wyróżnienia. Co, gdyby trafiły na kiepskich nauczycieli?

(Nie mogę nie dodać, że oprócz szkoły ważny jest też styl wychowania, czyli uczenie odwagi w wyrażaniu własnych opinii, co też warto pielęgnować, o czym pisałam np. tutaj).

Co robić, jak żyć?

Profesor Gruszczyk-Kolczyńska opracowała specjalny program, który – realizowany przez kilkanaście polskich szkół – daje już dobre efekty. Na podstawie wywiadu w Gazecie Prawnej pt. Szkoła to rzeźnia talentów wypisałam:

główne założenia programu nauczania prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej

♦  uczenie samodzielności w myśleniu: zamiast dawania wiedzy gotowej, na tacy, skłania się dzieci, żeby same dochodziły do niej

♦ zakaz korzystania z pakietów edukacyjnych z matematyki w pierwszej klasie (!)

♦ jak najrzadsze korzystanie z podręczników i jak najrzadsze rozwiązywanie zadań (!!) również na dalszych etapach nauki:

♦ za to każdy uczeń pisze swoją własną książkę „Moja matematyka” 🙂

♦  dopuszczanie różnych poziomów kompetencji, a nie jak teraz, wszystko równa się do średniej

♦  bardziej uzdolnione dzieci pomagają tym mniej uzdolnionym (dziecko często szybciej wytłumaczy coś innemu dziecku niż nauczyciel)

♦  gdy uczeń udzieli złej odpowiedzi, zamiast poprawiania, naprowadza się go delikatnie tak, by samo zrozumiało, o co chodzi

♦  zamiast nauki za pomocą słów, sytuacje zadaniowe: odpowiednio dobrane zabawy i gry, na podstawie których dzieci same formułują wnioski

 

Brzmi świetnie, prawda? Jakiś czas temu został przedstawiony Ministerstwu Edukacji, i co? I nic, działa tylko w kilkunastu szkołach!

Winna jest bylejakość systemu a nie uczniów

Jest groźnie. W ubiegłym roku co trzeci maturzysta nie zdał matury. CO TRZECI. Przerażające, prawda? Jasne, można zrzucać winę na młodzież: leniwa, nie uczy się, siedzi w ogłupiającym internecie. Moim zdaniem, takie liczby wskazują jednak na nieudolność systemu, a nie uczniów. Ciekawe, jak matury pójdą uczniom w tym roku.

Jeżeli nic się w systemie szkolnym nie zmieni, jeżeli nie będzie słuchać się fachowców takich jak profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska, lecz polegać na specjalistach od wszystkiego (i do niczego), to będzie gorzej. Jeżeli podręczniki nadal będą przygotowywane byle jak, niechlujnie, oby szybciej (aktualny „Mały Elementarz” powstał w pół roku), to kto wie, może czeka nas zwiastowana kilka lat temu w jednym z amerykańskich filmów IDIOKRACJA. Co irytuje mnie zwłaszcza dlatego, że dzieci są mądre, to system je ogłupia!

Oby edukacja przyszłych pokoleń stawiała na jakość, a nie zakładała, że jakoś będzie. Ć ma znaczenie 🙂

Komentarze:

  • Ja mam jedno zdanie…może okrutne, ale łatwiej „rządzic” niemyślącym narodem niż „inteligentami”… albo jest jeszcze inne wytłumaczenie..nad poszczególnymi propozycjami (typu elementarz) pracują ludzie nie przygotowani nie posiadający szerszej perspektywy…
    i wcale się nie obrażę, jak ktoś mi wytknie, ze nie mam racji…obym się wręcz myliła…pzdr

  • Mam przyjemność prowadzić zajęcia dla dzieci (choć nie matematyczne) i potwierdzam, że te „najniegrzeczniejsze” to zazwyczaj najzdolniejsze dzieciaki. Szybko zapamiętują, a potem zwyczajnie się nudzą.

  • Popieram całym sercem i całym rozumem panią prof. Edytę Gruszczyk-Kolczyńską. Już jakiś czas śledzę jej poczynania, bo ja sam w wieku siedmiu lat „bawiłem się w matematykę” i rozwiązywałem kolejne zadania w książce do Mensy, ale niestety w szkole nikt nigdy tego nie wykorzystał (wręcz przeciwnie). A na samych lekcjach matematyki przestałem się nudzić gdzieś w liceum. Mając takie doświadczenie wiem doskonale czego nie chciałbym dla swoich dzieci.

  • To jest poważny problem i niestety nie tylko w szkołach, ale i na studiach…a co mnie najbardziej razi, to nawet nie zły program nauczania etc., ale brak możliwości samodzielnego myślenia: żeby zdać, trzeba „wstrzelić” się w klucz. Do tej pory pamiętam moje oburzenie (jeszcze w liceum) gdy dostałam 0 pkt za zadanie z matmy mimo tego, że wynik był dobry. Powód? Doszłam do rozwiązania własnym (może trochę pokrętnym, fakt… ale jednak) sposobem, a nie tak, jak pokazywała pani na lekcji. Oj była z tego afera 😉 podobnie nie podoba mi się sposób oceniania wypracowań na j. polskim, w których zwykle dziecko ma postawić jakąś tezę i ją uzasadnić. Nie daj Boże, żeby uczeń miał inne zdanie niż osoba układająca klucz odpowiedzi…

    • To smutne i irytujące zarazem. Słowo klucz staje się kluczem do współczesnego systemu oceniania? Byle łatwiej i szybciej sprawdzić i nauczyć (a raczej wyuczyć) (sprawdzić). Mcdonaldyzacja edukacji. Mhm, mam pomysł na nowy tekst.. 🙂 Choć tu nie ma się z czego cieszyć!

  • Mateusz Rzońca

    Nie przeczę, że system nauczania jest beznadziejny. Bo jest taki! Ale co do matur… Trzeba pamiętać, że nie wszyscy maturę muszą mieć. Nie każdy nadaje się do liceum. Wiele osób idzie tam, no bo gdzie indziej? Do zawodówki, gdzie trafia najczęściej (podkreślam, że nie zawsze!) jakiś margines społeczny, osoby z problemami w nauce, osoby które nie dostały się do liceum?
    Sytuacja jest ciężka, bo „produkuje” się dużą ilość maturzystów, z których wielu zostanie magistrami bez pracy, a jedyna alternatywa w postaci zawodówki/technikum jest za słabo rozwinięta, żeby dawała jakieś wymierne korzyści.

    • Zgadzam się. Miałam podobne przemyślenia rok temu, po wieściach o maturowym fiasko.
      Kilka tygodni temu słyszałam, chyba w Dzień Dobry TVN, że szykowana jest kampania zachęcająca uczniów do chodzenia do techników, kształcenia zawodów, popieram! Choć akurat technika kończą sie matura. Chodzi mi bardziej o to, żeby nie kształcić bez sensu „ogólnowykształconych” – bo wiadomo, że ogólniak z założenia powinien się kończyć szkołą wyższą, a do tego warto z kolei mieć predyspozycje. Wielu uczniów garnie się, niestety ich nie posiadając. A specjalistów wykształconych w konkretnych zawodach coraz bardziej brakuje..

      • Wkurza mnie ten system, dawniej matura coś znaczyła, teraz każdy jest magistrem, mamy tabuny doktorów, których „góra” ciśnie, żeby się koniecznie habilitowali. Za chwilę będziemy mieli mnóstwo głupich profesorów. Tylko specjalistów nie ma.

      • Mój syn właśnie kończy technikum i niestety nie dość, że poziom matematyki i fizyki jest słabszy (bardziej okrojony) niż w liceum to jeszcze przedmioty zawodowe to farsa, ponieważ poza teorią, gdy przychodzi do tej praktyki to np. na informatyce nie mają sprzętu na którym mogli by się uczyć naprawiania komputerów czy montowania podzespołów, czy cokolwiek innego. Niechby za tą kampanią szły konkretne pieniądze na doposażenie szkół w mniejszych miejscowościach to może coś by te technika dawały. Poza tym w PL nie ma firm, które chcą przyjmować dzieciaki na praktyki, a szczególnie takich które by były zgodne z profilem szkoły. A do tego egzamin na technika nie przystaje do programu i młodzież w 4 klasie klepie testy, żeby się przygotować do tego testu, który i tak zdaje tylko kilka procent przystępujących do niego.

        • kolokwium

          Informatyk nie jest od naprawy komputerów on jest od oprogramowania. Od naprawy jest elektronik.
          sprzęt (hardware) – elektronik
          oprogramowanie (sowtware) – informatyk

          • leel

            Kup sobie słofnik chłopie. nie dość że nie masz pojęcia to jeszcze byki takie robisz

  • Ola Gil

    Widzę to niestety bardzo wyraźnie po swoim chłopaku. Ma do matematyki ogromny talent, często podaje rozwiązanie zadania zaraz po przeczytaniu treści, ale dochodzi do tego rozwiązania swoimi własnymi sposobami, często bardzo na skróty. Nie raz odejmowano mu przez to punkty na sprawdzianach, bo nie rozpisał wszystkiego dokładnie a jedynie podał poprawne rozwiązanie. W gimnazjum trafił na matematyczkę, która była w jakiś sposób zafascynowana jego talentem i podrzucała mu różne trudniejsze zadania, dzięki którym mógł się tym przedmiotem bawić. W liceum został natomiast zrównany z resztą klasy i mimo osiągnięć w konkursach jakoś przestał wierzyć w to, że naprawdę jest w tym dobry i wielu ludzi chciałoby mieć taki niesamowity umysł. Szkoda mi naprawdę kiedy na to patrzę.

    • Kurcze, szlag mnie trafia gdy to czytam! Wspaniale, że w gimnazjum trafił na fajną nauczycielkę, która mogła mu dodać skrzydeł (a raczej ich nie podcinać). Ale w liceum nie miał już takiego szczęścia. Jakże wiele zależy od nauczycieli. Jak wiele karier, pasji bierze się stąd, że kiedyś trafiło się na świetnego nauczyciela, który rozwinął pasję i odwrotnie: jak wiele zdolności, talentów nie mogło ujrzeć światła dziennego, bo jakiś belfer skutecznie do tego zniechęcił.

      • shire

        Moim zdaniem nauczyciele mają ogromny wpływ na uczniów, widzę to po sobie. W gimnazjum przez pierwsze 2 lata nie lubiłam chemii, w 3 klasie moja nauczycielka, a zarazem wychowawczyni zaproponowała mi udział w chemicznym konkursie, bo uznała, że mam predyspozycje. Udział wzięłam, dostałam się do ostatniego etapu i to nie tylko dzięki mojej pracy, ale w przeważającej mierze dzięki pracy nauczycielki, co tydzień spotykała się tylko ze mną na kilka godzin, by przeliczać zadania, właściwie miałam indywidualny tok nauki z chemii, motywowała mnie, podrzucała coraz to ciekawsze zadanka. Widząc jej zafascynowanie chemią sama się zaraziłam, a teraz studiuję chemiczny kierunek i na prawdę daje mi to przyjemność i satysfakcję.
        A co do matematyki, to miałam o tyle szczęście w życiu, że już w podstawówce trafiłam na nauczycieli, którzy zauważyli, że cośtam jednak umiem. Teraz będąc na politechnice wiem, że nie poradziłabym sobie z matematyką bez opanowania podstaw matematycznego myślenia, zwłaszcza, że w liceum matematyki praktycznie nie miałam i studia zaczynałam z poziomu gimnazjalisty… Kiedyś słyszałam opinię, że każdy jest w stanie opanować matematykę na poziomie maturalnym jeśli nie ma braków w poprzednich etapach edukacji i mogę to potwierdzić ze swojego doświadczenia, a także z rozmów ze znajomymi – Ci, którzy mieli problemy z matematyką prawie zawsze wspominali, że już w podstawówce trafiali na złych nauczycieli.

  • Uśredniony program szkolny? To tak jakby każda kobieta musiała nosić buty rozmiary 39. No nie da się.

    Zdarzało mi się prowadzić korepetycje (matma). Tak, dzieci mają wbudowane potakiwanie, nawet gdy nie rozumieją. Nawet jeśli jestem tylko dla nich i po to, żeby zrozumiały.

    Miałam szczęście, że trafiałam na dobrych nauczycieli, a babcia jest matematyczką. Bez tego moje życie byłoby smutne 😉 Pozdrów córy!

    • „dzieci mają wbudowane potakiwanie, nawet gdy nie rozumieją.” – smutne, bo to prowadzi do poważnych konsekwencji 🙁 Luki w wiedzy, udawanie, strach, poczucie niższości. Potem tez, podejrzewam, również w życiu dorosłym, nie rozumiejąc, będą potakiwać :/

    • Emily Pe

      to fakt, potakiwanie jest plagą, dzieci boją przyznać się do błędu czy niewiedzy, a czasem zwyczajnie wypowiedzieć się na forum klasy. od zawsze tak było, sama pamiętam jak bałam się przyznać, że czegoś nie rozumiem, bo wstydziłam się odezwać… wielu nauczycieli interpretuje to potakiwanie jako zrozumienie, niestety. na szczęście niektórzy po oczach uczniów potrafią rozpoznać czy jest to bezmyślne potakiwanie czy prawda.

    • sssssssssss

      również udzielam korepetycji z matematyki i mam babcię matematyczkę – życie wydaje się łatwiejsze 😀

  • Danka

    Ja sama nigdy nie byłam orłem z matmy i niestety była to wina nauczycielek które ciągnęły się od 4 klasy sp do liceum włącznie (np.pani w liceum uważała, że „wszystko płynie” powiedział pan tarhei, 2 razy pisała maturę z matmy, a w 3 klasie jak się dowiedziała kto zdaje rozszerzoną matmę na maturze, wtedy jeszcze nie była obowiązkowa więc u mnie zdawała 1 osoba, to koleżanka rozwiązywała zadania a my je mieliśmy przepisywać)…
    Z p.Gruszczyk-Kolczyńską miałam kilka przedmiotów na studiach, kobieta wiedzę ma, próbuje ją przekazać, ale niestety osoby postawione wyżej wiedzą lepiej…a u mnie w zerówce, według podstawy programowej dziecko powinno umieć liczyć do 10 (25 osobowa klasa umie co najmniej do 30 bo liczymy codziennie ile nas jest i każdego miałam okazję „sprawdzić”) a zadania w ich kartach pracy obecnie są w zakresie 7; mam dziewczynkę która liczy dwójkami do 100; połowa grupy dodaje i odejmuje w pamięci (5-6 letnie dzieci) w zakresie 10 albo i więcej; wszyscy bez problemu liczą na konkretach do 20 (jak zaczęłam z nimi robić zadania z treścią w zakresie 7 które mam podane w książce to po dwóch przykładach zrezygnowałam bo widziałam że nudzą się i licząc do 7 robię z nich głupszych niż są); są oburzeni 😉 że w ich kartach pracy nie ma więcej do nauki pisania niż do 9…dlatego piszemy na kartach kolejne liczby bo są ciekawi „jak to dalej się proszę pani pisze?” (ostatnio niektórzy zrobili sobie kartkę z numerami…do 50)….Ogólnie- dzieciaki chętne i zdolne 🙂 a w 1 klasie do grudnia wg rządowego elementarza będą się uczyć liczyć do 4.
    bez komentarza.

    • Danka, dzięki za przykład z pierwszej ręki, ręki nauczyciela 🙂

    • ewwa

      Kurcze. Moja 4 latka liczy do 20, po angielsku zresztą też. Dodaje i odejmuje na palcach – czyli do 10 – w pamięci do 3. Czasem prosi żeby jej pomóc dodać coś w zakresie wyższym niż 10 i widać, że lada-moment to ogarnie. Dziesiątkami liczy do 100. A z tego, co piszesz , już w zerówce będzie powyżej programu – czyli rozpocznie się proces jej uśredniania :/ Szkoda.

      • Danka

        i tu zależy na jakiego nauczyciela trafi…:) Jest szansa, że odkryją w niej te zdolności i będą rozwijać 🙂
        mi się jeszcze chce (jak to mówią starsze stażem koleżanki)…kiedyś robiłam xero kart pracy i spojrzała na to pani z klasy 2 i mówi „o Boże, to w zerówce takie rzeczy pani robi?!To nawet moim dzieciom mylą się jeszcze kierunki a co dopiero mówić o zerówce! Dzieciom zawsze się to będzie mylić.( praca dotyczyła rozróżniania prawa-lewa, góra-dół, w prawnym górnym rogu etc.) No ale pani jest młoda…to jeszcze jej się chce…”

  • Alicja

    Jeszcze w temacie bylejakości systemu polecam posłuchanie Sir Kena Robinsona.
    https://www.youtube.com/watch?v=oVEkNVmPBcg

  • ewa

    świetny artykuł, niestety tak jest w większości szkół: stawia się na przeciętność, a tych ponadprzeciętnych uczniów demotywuje się rozwoju. Z kolei słabsi bywają wyśmiewani, a ktoś (czy nauczyciel, czy zdolniejszy uczeń) śmiało mógłby się nimi zająć.
    Polecam ten ciekawy artykuł w podobnej materii
    http://egaga.pl/dlaczego-radosne-i-szczesliwe-dzieci-ucza-sie-szybciej/
    Milego dnia

  • Leeni

    – Skończyłam!
    – To nie rozmawiaj i poczekaj na resztę.

    • Emily Pe

      w takiej sytuacji dobrze jest mieć przygotowany zestaw dodatkowych ćwiczeń, dla tzw. fast-finishers. chociaż dochodzi do momentu, w którym to ci, którzy skończyli szybciej siedzą teraz nad dodatkowym zadaniem, a ci dłużej pracujący czekają. a wszystkim nie damy dodatkowych ćwiczeń, bo na lekcję zaplanowany jest określony materiał, którzy musimy zrealizować. zawsze ktoś skończy wcześniej i będzie czekał. dobrze mieć dla takich osób jakąś alternatywę, ale też trzeba uważać na bałagan, który się przy tym tworzy.

      • kolokwium

        Problemów się nie stwarza, od problemów się nie ucieka, problemy się rozwiązuje.

        Dla tych co rozwiązują dodatkowe zadania przeznaczona jest ocena 6. Ci co próbują
        rozwiązywać mają mieć 5.
        Reszta rozwiązująca (lub próbująca rozwiązywać) korzysta z przedziału ocen 1-4. Ci co nie próbują mają 0 – są niesklasyfikowani.

  • Prawda, prawda, smutna prawda.
    Przez całą szkolną karierę sądziłam, że nie mam zdolności matematycznych i wykonywałam plan minimum. Na studiach „nowa” matematyka, całki i inne tematy nie bazujące zbytnio na tym co było w szkole i okazało się, że mam łeb do matmy.
    Rozwiązywałam problemy, tworzyłam wzory, tylko z policzeniem ostatecznego wyniku był problem, bo miałam milion szkolnych deficytów w najprostszych kwestiach. Jak dobrze, że po rozpisaniu działań na 2 tablicach odpuszczali mi końcowe liczenie ułamków – umarłabym ze wstydu 🙂

  • Projekt Londyn

    Ty lepiej powiedz Kochana, które to szkoły realizują program Pani Profesor? Łobuz może ma jeszcze szansę się załapać…
    A moje zdanie znasz 🙂

    • Postaram się dowiedzieć jakie 🙂

  • Beata Majewska

    Michael Duffy powiedział na „Wiośnie Montessori”, że jeśli lekcja nie zainspirowała dziecka do uczenia się po szkole, zdobywania większej ilości informacji na ten temat, to znaczy, że nauczyciel nie wykorzystał swojego czasu, a dzieci go straciły. Dzieci nie trzeba uczyć, bo one same się uczą, rozumienie zawodu nauczyciela jest błędnie postrzegane.

  • Tak na prawdę, to w wielu technikach poziom nauczania i nacisku na przedmioty ścisłe jest jeszcze wyższy niż w klasach niematematycznych w ogólniaku. U nas w Polsce nauczanie indywidualne dla uczniów utalentowanych w szkołach państwowych również kuleje.
    Pozostaje rozwijać się na zajęciach dodatkowych, ale to wiąże się z niemałymi kosztami.

    Pamiętam jak ja poszłam do podstawówki i na lekcjach języka angielskiego (ja uczyłam się już prywatnie od mniej więcej 4 roku życia 1-2 razy w tygodniu) się po prostu nudziłam. Ale trafiłam na fajną nauczycielkę, która jak wykonałam zadanie to dawała mi inny materiał, żebym się nie nudziła. Dzieci uczyły się pojedynczych słówek, a ja byłam w stanie w miarę swobodnie się komunikować. Moja szkoła również współpracowała z Comeniusem i mieliśmy lektorat z nativami chyba już od 2 klasy. Lektorzy nie mówili ani słowa po polsku, co zmuszało nas do kombinowania jak tu się dogadać. Ale zajęcia te były bardzo lubiane przez wszystkie, nawet te mniej zdolne dzieci.

    Teraz jak już od kilku lat ówczesna pani dyrektor jest na emeryturze lektoratu nie ma. Rozmawiałam z nią i powiedziała, że organizacja takiego lektoratu wymagała trochę papierkowej roboty i komunikacji międzynarodowej z innymi zagranicznymi szkołami, składaniem wniosków, zapewnieniem zakwaterowania dla lektora. Komuś się po prostu nie chce w to angażować, bo i po co, skoro nic z tego nie ma? Na prawdę dużo zależy od dyrekcji.
    Co do samego programu comenius, to zachęcał wręcz do nauki, bo z comeniusa organizowane były wyjazdy zagraniczne dla uczniów, którzy się starali i w nauce i zachowaniu. A wyjazdy były stosunkowo niedrogie i mogły sobie na nie pozwolić nawet uboższe rodziny. Dla wielu tak na prawdę, to była jedyna taka okazja, żeby dziecko zobaczyło kawałek świata. Sorki, zeszłam trochę z tematu 🙂 Pozdrawiam!

  • Ponoć człowiek rodzi się mądry, a później idzie do szkoły. I chcąc nie chcąc – coś w tym jest.

  • houhou

    Jedną ze szkół, w której uczy się matematyki według zaleceń prof. Gruszczyk-Kolczyńskiej jest szkoła stworzona i prowadzona przez moją przyjaciółkę. Pamiętam jej zachwyt i entuzjazm po spotkaniach z panią profesor i zapał podczas wprowadzania metody w życie. Przyjaciółka jest humanistką z krwi i kości i z matematyką się sobie raczej nie kłaniają, więc tym bardziej jestem z niej dumna:) Szkoda, że w publicznych szkołach brakuje ludzi odważnych, z otwartymi głowami i nie obawiających się wychylić poza ustalony porządek.

    • Super, dziękuję za głos osoby która nnieomalże bezpośrednio miała do czynienia z programem pani profesor 🙂

  • Klaudia Świerczyńska

    Mój syn ma 5 lat. Od września często słyszę, że Panie w przedszkolu nie dają sobie z nim rady, że on przeprasza, mówi, że się poprawi, a zaraz znów rusza do swoich ulubionych zajęć ( śrubki, kabelki, maszyny, silniki, elektroniczne ustrojstwa 😉 itd) Syn wykazuje inicjatywę, obiecuje mi że już będzie się skupiał na zajęciach,ale zawsze dodaje, że one go NUDZĄ ! Panie są fajne i chcą współpracować z nami – rodzicami i z dzieckiem, ale mam wrażenie , że ciąży na nich odpowiedzialność, aby wszystkie dzieci funkcjonowały wg określonych kryteriów (zachowania, zainteresowań itd). Ja naprawdę nie chcę zrobić z fajnego, zaangażowanego w swoje zainteresowania chłopca – szeregowego ucznia, pracownika, obywatela. Jak temu zaradzić, żeby pogodzić pasję dziecka z tzw. „systemowym ” szkolnictwem? Jak dziecko przekonać, aby sie nie zniechęciło?

    • Kochana, to trudny temat, ale moja córka miała podobnie a wyszła na ludzi 🙂 potem postaram się napisać więcej, teraz piszę z telefonu.

    • Emily Pe

      szczerze? ja nie miałabym pomysłu co zrobić. widać, ze ewidentnie dziecko ma swoje zainteresowania, ma zdolności w określonym kierunku. ale jak to zorganizować w grupie kilkunastu osób? odłączyć go od reszty, żeby zajął się swoimi zajęciami? można. choć są momenty kiedy będzie musiał wrócić do grupy i uczyć się razem z nią. tyle, że widok Twojego dziecka bawiącego się samemu będzie dekoncentrował pozostałe dzieci, które nie zrozumieją czemu Jaś robi coś innego niż reszta. innym pomysłem jest zainteresowanie dziecka tematem nawiązując do jego zainteresowań – typu: poznajemy cyferki więc niech dziecko liczy elementy/śrubki itp. to są doraźne pomysły i mimo wszystko nie da się całkowicie rozwiązać problemu. a pani ma takich uczniów jak Twoje dziecko około 20 więc jak dostosować zajęcia indywidualnie do każdego z nich? nie jest to tak łatwe jak się wydaje. przy okazji trzeba jeszcze realizować temat zajęć, przykuwać uwagę ucznia i pilnować dyscypliny.

      • makate

        Też się zastanawiam jak z takiej sytuacji wybrnąć. Podoba mi się pomysł z nawiązaniem do zainteresowań dziecka, ale więcej pomysłów nie mam. Ktoś pisał też, że można mieć dla „szybszych” dzieci dodatkowe zadania – niemniej jednak zawsze będzie tak, że zdarzy się chwila „nudy”, czekania na inne dzieci. Klasa nigdy nie da takich możliwości jak nauczanie indywidualne.
        Z podstawówki mam bardzo dobre wspomnienia właśnie w kontekście dodatkowych zadań – pamiętam, że mieliśmy taki podręcznik „I ty zostaniesz pitagorasem” i do niego oprócz zwykłych zadań był też taki zeszyt z zadaniami rozszerzonymi – i ja sobie rozwiązywałam, bardzo to lubiłam, nie pamiętam teraz czy tylko w domu czy na lekcjach tez to robiłam.
        Z całego programu pani profesor najbardziej urzekł mnie punkt o uczeniu się wzajemnym dzieci – to jest taki sposób, w którym każdy wygrywa! Ja sama wielokrotnie tłumaczyłam matematykę koleżankom w gimnazjum i liceum i myślę, że sukcesy na tym polu wynikały m.in z tego, że potrafiłam szybciej i lepiej niż nauczyciel dostrzec, gdzie ktoś robi błąd, szybko namierzyć czego on nie rozumie.
        Natomiast najgorsza rzecz przydarzyła mi się w drugiej liceum – pani uznała że klasa jest za głupia, większość i tak matmy zdawać nie będzie (wtedy jeszcze nie była obowiązkowa) więc nie robiliśmy prawie nic 🙁 a ja matme ciągle lubiłam! I nadal lubię łamigłówki 🙂

    • Emily Pe

      Klaudia, a może sposób najprostszy, a chyba najlepszy? Poszukaj dla dziecka zajęć dodatkowych, poszukajcie w internecie stron z jakimiś doświadczeniami, które go interesują i zacznijcie się tym bawić. Niech synek rozwija się w tym kierunku, już teraz od najmłodszych lat. Przedszkole nie jest niestety miejscem, gdzie dziecko rozwija swoje nietypowe zainteresowania i trudno wymagać od pań przedszkolanek, żeby organizowały dla dzieci zadania z elektroniki/mechaniki. a dziecko niech ma szansę zgłębiania tego co lubi 🙂 a jednocześnie rozmawiaj z dzieckiem na temat szkoły, że jest to miejsce gdzie uczymy się wielu nowych rzeczy, które są bardzo ciekawe, nawet jeśli nie są związane z elektroniką. czasem trzeba ustawić perspektywę dziecka w odpowiednim kierunku, dzieci w tym wieku są aktywne i lubią uczucie dumy kiedy pochwali je nauczyciel – może warto w tym kierunku pokierować dziecko? zachęcić, żeby się zgłaszał w szkole i każdego dnia opowiedział Ci jakiej ciekawej rzeczy się dziś dowiedział. w ten sposób przestawi swoje myślenie i zobaczy, że w przedszkolu są ciekawe rzeczy.
      cudowne są te dzieci, które mają swoje zainteresowania i rozwijają je, a jednocześnie rozumieją, że w szkole obowiązują pewne zasady zachowania i szacunku. dostosowanie się do pewnych reguł w szkole tak naprawdę nie jest bolesne dla ucznia i złe, ale bardzo pomaga nie tylko nauczycielowi, ale i dzieciom, bo nauka jest wtedy dużo przyjemniejsza i ciekawsza.

  • Paula

    Z racji tego, że należę do tegorocznych maturzystów, postanowiłam się wypowiedzieć nt. lekcji matematyki w moim liceum (profil biol-chem). Z matmą sobie radzę od zawsze, aczkolwiek geniuszem nie jestem. Dostaliśmy nauczycielkę, o której wszyscy uczniowie wiedzą, że jest beznadziejna. Naprawdę. I nikt nie chce tego zmienić, nawet rodzice tychże uczniów – bo i po co? Zaraz i tak szkoła się skończy. Kupmy dziecku korepetycje i da sobie radę… Oto podstawowe zasady tej nauczycielki, a w nawiasie efekty:
    1. Jeśli nauczycielka wybierze cię do tablicy, zostaniesz oceniony – dobrze lub źle. (efekt: ludzie boją się/nie chcą zostać wybrani, chowają się, wagarują, bo to niepewne. Jak za długo robisz zadanie to też dostajesz 1.)
    2. Jeśli sam się zgłosisz do tablicy na ochotnika, nie zostaniesz oceniony źle. Dostaniesz dobrą ocenę/plusy albo nie dostaniesz nic. (efekt: nadal nikt, prócz kilku wybitnie zdolnych uczniów, nie chce chodzić do tablicy, bo to jest kompromitacja przy klasie. Iść i nie wiedzieć co robić.)
    3. Omawianie teorii polega na czytaniu twierdzeń bez wyjaśnienia. (nikt oczywiście nie rozumie)
    4. Tłumaczenie zadań, które zostało rozwiązane polega na powtarzaniu tychże twierdzeń na głos. (nadal nikt nie rozumie)
    5. W celu zaoszczędzenia czasu, robimy kilka zadań jednocześnie, dzieląc tablicę na kilka części. (nie wiadomo, na czym się skupić, zdąży się ogarnąć np. jedno zadanie na trzy albo nawet żadnego)
    6. Często, w celu poprawienia ocen, lekcje prowadzą uczniowie. – naprawdę fajnie, że jest taka opcja, ale uczniowie mają w dupie tłumaczenie innym, robią tylko zadanie, wyjaśnią na łapu capu i usiądą. (nadal nikt nie rozumie)
    7. Na lekcji rozwiązuje się sporo zadań wykraczających poza podstawę – niby napis, że podstawa, a naprawdę są znacznie trudniejsze. Arkusze maturalne rozwiązuję bez problemu, a te zadania na lekcji dużo problemów sprawiają. Jedno zadanie raz pani tłumaczyła całą godzinę lekcyjną, bo już sama nie wiedziała, o co w nim chodzi. Autentycznie.
    8. Pani sobie gada do tablicy. Tłumaczy sobie (chyba nie muszę pisać, że nie dość, że nikt nie słyszy, to nadal nie rozumie?)
    9.. Na sprawdzianach jest tak mało czasu, że nie da się pomyśleć nad zadaniem. Trzeba je od razu zrobić dobrze, nie ma czasu na pomyłki.
    10. Nie ma stopni trudności w zadaniach na sprawdzianie. Są np. trzy otwarte, które na maturze idą za 5 punktów (najwięcej, więc są też najtrudniejsze) i koniec sprawdzianu.
    I ostatni punkt 11: nauczyciel jest po prostu niesympatyczny. Złe oceny (np. był taki sprawdzian, w którym dwie osoby w klasie (na 35osób!) dostały 3, dwie 2, a reszta same 1) tłumaczy lenistwem uczniów, jedynki wpisuje bez przejęcia i generalnie wygląda, jakby jej wszystko wisiało.

    • Paula, wielkie dzięki za podzielenie się tak ciekawymi, choć nieustety niepokrzepiająctmi, wnioskami. Powodzenia na maturze, daj znać jak Ci poszło! A może mogłabym przeprowadzić z Tobą jakiś wywiad, żądać Ci kilka pytań? Bo masz świetny zmysł obserwatorski 🙂

      • Paula

        Jasne, bardzo chętnie 🙂 Jeśli tylko będę potrafiła na nie odpowiedzieć. Mogę skontaktować się mailowo.

  • Szkoła również bezsensownie dzieli dzieci na „umysły ścisłe” oraz „humanistyczne”, podczas gdy najwięksi humaniści to zawsze byli doskonali matematycy (filozofowie, artyści itp.). Sama jako dziecko również uległam temu podziałowi i ponieważ uwielbiam czytać książki zostałam zakwalifikowana jako „humanistka”. Od tej pory odpuszczano mi matematykę jako tej, która już nie musi.
    Na szczęście mój mąż jest doktorem matematyki i uczy moich synów tego, że matematyka polega głównie na myśleniu, a nie liczeniu 🙂

  • Ja mam z matematyką następujące doświadczenia: Fajnie, że policzyłaś dobrze zadanie. Dostajesz gałę, bo nie zrobiłaś tego metodą, której ja uczyłam tylko MIAŁAŚ CZELNOŚĆ wpaść na inną albo wykorzystać taką, którą poznałaś wcześniej.

    Koniec moich doświadczeń z matematyką w szkole.

    • Emily Pe

      żartujesz czy mówisz serio? ciężko mi sobie wyobrazić tak tępego nauczyciela, który zamiast pogratulować Ci, że jest na tyle zdolna, że SAMA potrafisz znaleźć własny sposób rozwiązania zadania, to jeszcze wstawia CI jedynkę. wybacz, ale brzmi jak żart.

      • A gdzie, w każdej szkole się z tym spotykałam. dziwi mnie to, że Ciebie to dziwi. :p Teraz nie liczy się samodzielne myślenie, a umiejętność zastosowania się do ogólnie przyjętych zasad. Troszkę, jak klony, troszkę jak w Seksmisji. Wytworzyć bezmyślną armię debili.

        • Emily Pe

          to, że w szkole istnieje system, który zabija samodzielne myślenie to wiem – pracuję jako nauczyciel – ale jest to często wynik beznadziejnych wymagań ministerstwa, a nauczyciele do wielu rzeczy muszą się dostosować mimo, że się z nimi nie zgadzają. jeśli Twoja nauczycielka postawiła Ci jedynkę za tamto zadanie – miałaś bardzo marnego nauczyciela, ale nie wszyscy tacy są. większość zdaje sobie sprawę, że system edukacji jest baaardzo zły, ale to ministerstwo go kształtuje, a my często nie możemy nic z tym zrobić.

          • Z tego też zdaję sobie sprawę, bo dla równowagi – moja teściowa jest nauczycielem matematyki, więc trochę opowiada. 🙂 Każdy kij ma dwa końce, chociaż niestety większość pedagogów powinna odejść z zawodu. Cieszę się bardzo, że Ty nie!

          • Emily Pe

            może mam szczęście, że pracuję w dobrej szkole, gdzie większość nauczycieli to ludzie z powołania, ale racja zdarzają się fatalni. sama takich miałam. chociaż to nieprawda, że większość. większość się stara, ale to baaardzo trudny zawód, może dlatego właśnie często spotykamy słabych nauczycieli. ja na szczęście się w tej pracy odnajduję chociaż czasem jest bardzo ciężko 😛

  • Największy problem to chyba przestawienie samych nauczycieli „na inne tory”. Nauczyciele mają przecież określone wykształcenie, lata praktyki i doświadczenia, więc większości z nich pewnie trudno będzie wdrożyć innowacyjne metody. Przecież nie wyślemy na emeryturę całej kadry, żeby zastąpić ją pełnymi zapału studentami, kształconymi pod kątem nowego systemu 😉 Nowy podręcznik, choćby nie wiem jak wysokiej jakości ;), też nie załatwi sprawy. Najważniejszym czynnikiem jest tu rewolucja w głowach nauczycieli i ich odpowiednie przygotowanie – odpowiednie szkolenia, i to dość rozbudowane, może nawet obowiązkowe roczne studia podyplomowe?

  • plndbl

    to ja sie tez wypowiem jako ubiegloroczna maturzystka (przepraszam za brak polskich znakow, ale mam angielski komputer).
    generalnie z matematyka problem jest takze taki, ze material okraja sie z roku na rok – i tak to, co moi Rodzice robili normalnie na lekcjach (np. calki, pochodne etc), u nas przeniesione zostalo na studia. ja mialam szczescie takie, ze nie zdawalam polskiej matury, tylko miedzynarodowa (ogolnie caly program IB chcialabym polecic kazdemu, bo w porownaniu do polskiego systemu, tutaj 3 lata liceum staja sie edukacyjna przygoda), gdzie poziom matematyki, nawet na podstawie, byl zdecydowanie wyzszy. i teraz, studiujac biochemie na uniwersytecie w Anglii nie mam zadnych problemow z matematyka i jestem na podobnym poziomie, co rodowici Anglicy, Azjaci i generalnie wiekszosc. tymczasem znajomi po polskiej maturze matematycznie stoja zdecydowanie nizej i jest to dosc przykre; szczegolnie, ze jeszcze kilka lat temu te zagadnienia normalnie znajdowaly sie w programie.
    juz totalnie pomine kwestie nauczania tzw science, ktora w polskim systemie totalnie kuleje – sama studiuje biochemie i bardzo czesto zdarza nam sie slyszec od wykladowcow, ze wiedza jest tania i duzo wazniejsza jest umiejetnosc uzywania tej wiedzy – polski system zdaje sie o tym zapominac. dodam jeszcze, ze ludzie po polskiej maturze nie potrafia zaprojektowac eksperymentu (w Anglii kladzie sie duzo wiekszy nacisk na praktyczna strone nauki), doswiadczenia laboratoryjnego w ogole nie posiadaja, nie umieja napisac poprawnego eseju, nie wspominajac juz o zaskakujaco niskiej swiadomosci plagiatu przy korzystaniu ze zrodel.
    pozdrawiam cieplo z deszczowej Anglii :))

    • Śmieszne natomiast jest to, że znam wielu Anglików, którzy również narzekają na potęgę na ichniejszy system edukacji (którego ja z kolei jestem umiarkowaną, bo umiarkowaną, ale jednak fanką). Zepsuci dobrobytem ignoranci! 😉

  • p.

    W tym roku matura z matmy będzie zdana ładnie i to przez znaczącą większość. Bo zeszłoroczne niepowodzenie uczniów jest de facto kompromitacją systemu oświaty, co urzędniczo-szkolne góry zauważyły i wiedzą. Mój podatny na teorie spiskowe charakter, każe mi wyobrazić sobie może nie oficjalną, ale z pewnością wyczuwalną presję na układających arkusze, by pozwoliły one uniknąć fali społecznej krytyki sposobów nauczania w większości polskich szkół. Na szczęście nishka zaczęła kampanię wcześniej! ^^

    • kasia garnek

      Myślę, że masz rację… do tego na pewno zależy im na to żeby pokazać, że nowa reforma wcale nie jest taka zła, muszą to obronić.

  • kasia garnek

    Mogę powiedzieć, że raczej miałam szczęście do nauczycieli na wszystkich poziomach (z wyjątkiem), aczkolwiek polegało to raczej na tym, że nikt nie starał się zrobić mi krzywdy itd. W klasach 1-3 genialna pani, którą kojarzę przede wszystkim z tym, że nie ograniczała się do uczenia nas. Przygotowywaliśmy przedstawienia np. z okazji różnych świąt. Mieliśmy klasowy kabaret i inne elementy naszego minishow. Śpiewać mógł każdy kto chciał, a nie jedynie uzdolnione osoby. To samo z tańcem. Wiele konkursów, ponadobowiązkowych pierwszych projektów. Dziś wiem jak wiele mi to dało – nie wstydzę się i chętnie angażuje w działalność na naprawdę różnych polach.
    W gimnazjum, również świetna wychowawczyni, bardzo do mnie docierała, wpisywała się w mój tamtejszy buntowniczo-artystyczny światopogląd. Również zachęcała i angażowała. Do tej pory pamiętam jak dała mi szansę dostać 6 z j.angielskiego, bo wierzyła i widziała moje zdolności w tym kierunku. Do tego całkiem sporo pozalekcyjnej aktywności. Czułam się bardzo spełniona i na swoim miejscu.
    Liceum… hmm… może źle wybrałam szkołę. Tutaj jednak już tak naprawdę została sama nauka, mimo, że nie mogę narzekać, to zabrakło mi rozbudzania tego apetytu wiedzy, pokazania, że nie na wykuwaniu chemicznych wzorów kończy się ten przedmiot.
    Mimo, że nie mam pomysłu jak powinna wyglądać idealny sposób nauczania, to wiem jedno – obecny system bardzo ogranicza nauczyciela, nawet jeśli ma dobre chęci. W dzisiejszej rozmowie z matematyczką sama to przyznała – za mało pieniędzy od powiatu, brak sensownej korelacji z danego przedmiotu na różnych poziomach, niewiele czasu by podchodzić indywidualnie.
    Tegoroczna matura to moje majowe wyzwanie. Wiem, że zdam, kwestia tego jak. Gdyby nie kwestia dostania się na studia, raczej nie przywiązywałabym do tego wagi. Aczkolwiek zmienianie karty wzorów miesiąc przed to jakaś komedia…

    ps. myślę, że z matematyką nie jest tak aż tak źle w porównaniu do tego jak wygląda sytuacja z polskim.

  • Emily Pe

    Przykłady zadań, które przywołujesz pochodzą właśnie z najnowszego rządowego elementarza. Który w opinii ogromnej większości nauczycieli jest fatalny. Jednak nasza ministra, nie mająca pojęcia o działce, której przewodzi, zaakceptowała książkę i zmusiła szkoły do korzystania z niej. To nie szkoła i nauczyciele są winni najczęściej, bo oni widzą te absurdy, ale system tworzony przez ludzi, którym nie zależy na jakości nauczania. W mojej szkole mamy sporo świetnych nauczycielek w nauczaniu wczesnoszkolnym, naprawdę często są to wykształcone, inteligentne kobiety, które są świadome wagi swojej pracy, jej wpływu na dziecko i błędów, które czasem wymusza system. Zacznijmy od podstawowej rzeczy – ministra zezwala na klasy ponad 25-osobowe. JAK można zastosować wszelkie złote rady, jak nauczanie może odbywać się w odpowiedni sposób przy takiej ilości dzieci? 25 małych dzieciaków, z których każdy z nich jest inny, ma inne możliwości potrzeby? Podstawą skutecznej nauki jest indywidualizacja, a tego nie da się wprowadzić w tak wielkich klasach. Wielu nauczycieli robi co może, żeby szkoła nie była odmóżdżająca, a rozwijała, ale warunki jakie stwarza nam państwo to kłody, których czasem nie da się ominąć. Podziękujmy ministerstwu za taki stan polskiej oświaty jaki mamy…

  • sssssssssss

    A potem efekt mamy taki, że osoba z wyższym wykształceniem nie umie obliczyć odsetek ustawowych….

  • Pani profesor Gruszczyk-Kolczyńska, mój guru! Świat byłby piękniejszy (a przynajmniej poziom polskiej edukacji lepszy :)) gdyby więcej słuchało się takich osób jak ona. Dzięki za namiary na wywiad. Posłuchałam z przyjemnością.

  • moja córka też brała udział w kangurkach, do klasy 3…jak poszła do 4 tak wszystko się skończyło…nie rozumie matematyki ni w ząb..ona, której logika wręcz porażała….taką trafili panią, niestety…staram jej się pomóc, na korepetycje chodziła, ale to co stracone trudne jest do odzyskania tym bardziej, ze ona już matematyki nie lubi…

  • Miałam takiego kolegę w liceum, który był obrzydliwie zdolny z matematyki. Do tego stopnia, że rozwiązywał zadania jakimiś swoimi, wymyślonymi sposobami, miał własną logikę, ale wynik był prawidłowy – o dziwo, nie wiem jak to możliwe, po prostu talent. Ten chłopak zawsze był ganiony przez nauczycielkę, że źle, że nie taka metoda, że w kluczu inaczej. Resztę można już sobie dopowiedzieć. 🙂

  • mamuska

    Należałam do grupy uczniów radzącej sobie bardzo dobrze z matematyką. W gimnazjum chciałam wystartować do konkursu matematycznego. Moja mama, gdy poprosiła na wywiadówce nauczyciela o pomoc w moich przygotowaniach usłyszała, że „nie ma sensu, bo nigdy nikt z naszej szkoły nie przeszedł do następnego etapu, nie mówiąc o finale, a poza tym tam mało kto przechodzi dalej”. Łaski bez, przygotowywałam się z mamą (emerytowaną nauczycielką matematyki) w domu. Jak już powygrywałam co się dało (co było okupioną ciężką pracą, mamy i moją, w weekendy, ferie, wszystkie wolne chwile), to oczywiście wszelkie laury zgarniał kto? Szkółka.

    PS. Matematyka wtedy na tyle mi obrzydła, że obrałam całkiem inną ścieżkę życiową.

  • gaba

    Z wieloma tezami się nie zgadzam, ale nie chcę tego prezentować, to nie jest ważne. Chcę o tym, co ważne, czy nie najważniejsze – źródłem klęski matematycznej Polaków, jest kulturowe wmawianie d najmłodszego, że dziewczynki nie musza się uczyć matematyki, bo ja np. byłam osłem, a tylko tatusiowi się przydało… Źródłem nieszczęść matematycznych była rezygnacja z obowiązkowej matury z matematyki w latach 80, Nauczycielki nauczania początkowego nie miały nawet matematyki na maturze, a potem jedynie 60 godzin kursu. Nimi się trzeba zająć teraz, je wesprzeć, a jak nie to wysłać na emeryturę.

  • Allie

    ‚No to kto poda rozwiazanie…? Ola i Maciek sie nie odzywaja!’
    Czyli typ nauczyciela, ktory po zauwazeniu talentu uczniow ucisza je, by ‚daly szanse’ innym, tym samym sprawiajac ze to zdolne, madre dziecko czuje sie troche inne od reszty, zablokowane, bez mozliwosci dalszego rozwoju swojego potencjalu.
    Spotkalo mnie to w podstawowce, nastepnie od 4 klasy mialam wspaniala nauczycielke matematyki, ktora dawala mozliwosc rozwiazywania dodatkowych, rozwijajacych zadan. Niestety w gimnazjum nie trafilam juz tak dobrze… Kobieta bardziej zainteresowana byla opowiadaniem nam o swoim zyciu prywatnym (z usmiechem), a nastepnie wymagala od kazdego umiejetnosci rozwiazywania zadan kazdego typu (z krzykiem)…
    Po takich doswiadczeniach zrozumialam, jak wiele zalezy od nauczyciela, poszlam do liceum… I po kilku lekcjach z nowym ‚profesorem’, ktory omijal zadania, ktorych nie potrafil zrobic, a rozwiazanie dodatkowych zadan ‚z gwiazdka’ sprawdzal na tyle ksiazki ucieklam do innej szkoly. Tak wiele zalezy od nauczyciela a ja chcialam miec ten wybor: chce lubic lekcje matematyki. W nowej szkole musialam zmierzyc sie z legenda o ktorej slyszalo cale miasto… Maly czlowiek budzacy ogromny respekt. Moj nowy nauczyciel matematyki w liceum potrafil zainspirowac, a przede wszystkim CHCIAL nauczyc WSZYSTKICH. Mial wiele specyficznych zachowan i zawsze oczekiwal od nas znajomosci informacji z poprzednich lekcji, zdarzalo sie ze stawial jedynki jesli ktos nie nauczyl sie wzorow i stal kilka minut gapiac sie w tablice. Niektorzy moze sie go troche bali, ale wszyscy szanowali go na tyle, ze woleli przyznac sie do niezrobionego zadania domowego zamiast isc na wagary. Bardzo dbal rowniez o wyglad naszych notatek, kazdy musial miec wszystko czytelnie zapisane, dyktowal nam teorie z glowy, nie z podrecznika a potem zabawnymi porownaniami albo rysunkami na tablicy tlumaczyl wszystko. A co najciekawsze – bardzo rzadko korzystalismy z podrecznika. On sam tworzyl swoje zadania, przygotowywal nam zestawy i rozdawal na kazdej lekcji. I nie mozna bylo znalezc rozwiazania w podreczniku, w internecie… trzeba bylo myslec i korzystac z notatek:) i zdalam mature z matematyki na 100%, mam nadzieje, ze jest dumny 🙂

  • Magda

    Bardzo wazny post… dziekuje Ci nishko za niego 😉 temat idealny dla mnie… o pani profesor dowiedzialam sie na studiach, czytalismy jej ksiazki, uczylismy sie „od niej” jak uczyc, bo skonczylam studia edukacji elementarnej i wczesnoszkolnej… nie narzekalam nigdy na zajecia, szczegolnie z metodyki, prowadzone na naszej uczelni… ksztaltowanie pojec matemtycznych czy jezykowych (czyli skrotowo mowiac matematyka i jezyk polski) byly prowadzone przez wykladowcow rzetelnie… podawano nam nazwiska i pozycje ksiazkowe fachowcow takich jak pani profesor Gruszczyk – Kolczynska… wszystko swietnie… tylko ktora z nas nauczycielek (pisze nauczycielek bo wiekszosc to jednak panie, na naszym roku nie bylo zadnego pana, ale wiem ze coraz chetniej i czesciej pojawiaja sie na pedagogice rowniez panowie! brawo!) bedzie prowadzila zajecia wedlug wytycznych chociazby pani profesor? … rozmawiajac z wieloma kolezankami slysze ze przerabiaja material w swoich szkolach wedle podrecznika… co on podaje, co proponuje, nie stosujac nic co nauczyly sie na studiach, nie przygotowujac dodatkowych materialow… a gdzie zlote rady z metodyki, gdzie wytyczne fachowcow… niektorzy nauczyciele sa tak podporzadkowani systemowi ze nie potrafia przygotowac lekcji solidnie wedlug „siebie”(jestesmy przeciez kreatywni i tak niedawno na uczelni podawano nam fajnie stworzone gotowe wzory do ksztaltowania chociazby pojec matematycznych)… wiele zalezy od nauczycieli… wiadomo ze podrecznik moze byc zle zrobiony ale dla mnie podrecznik jest tylko narzedziem, nie calym swiatem… wiadomo ze wiaze sie to z przygotowywaniem materialow w domu, szukaniem, glowkowaniem ale zawod nauczyciela taki juz jest… mamy misje… to od nas wiele zalezy! nie sadze ze wszyscy nauczyciele sa tacy, ale zdarzaja sie i to nie rzadko!

  • Joanna

    świetny tekst i jaki ważny w kwestii rozwoju przyszłych pokoleń!
    niżej (a może nishej? ;), również w temacie kształcenia, wykład z TEDa. stary i pewnie znany przez wiele osób, ale wciąż aktualny:
    http://www.ted.com/talks/ken_robinson_says_schools_kill_creativity
    pozdrawiam serdecznie

  • Pingback: Hu, hu, ha! Szkoła dla 6-latków zła! | Nishka()

  • PolishPROGamer

    Dlaczego wszyscy oceniani są z tego samego? Ja piszę poprawnie, chociaż zasady ortografii napisałem na 2 – po co mi marnować czas na ich naukę?

  • Pingback: Zakuć, zdać, zapomnieć 1: Tak, trygonometria przyda ci się w życiu. | KAROLINA HOŁUB()

  • Kaśko

    gdy bylam w 1 klasie nauczycielka byla oburzona, ze umiem liczyc, a nie pisac, jak inne dzieci. pierwszy sprawdzian zrobilam w kilka minut – trzeba bylo policzyc owoce i napisac obok liczbe. serio? jak ja zaczynalam uczyc sie mnozenia? zmienilam szkole, gdzie mialam lepsze nauczycielki w klasach 1-3, ktore wlasnie naprowadzaly nas na poprawna odpowiedz, a nie podawaly na tacy, i nie zabranialy nam, zeby znajomy z lawki nam na lekcji cos wytlumaczyl – dzieki temu nauczylam sie mnozyc w słupku. w klasach 4-6, znowu w innej szkole, mimo, ze nie mialam fajnej i milej klasy moglam na lekcji siedziec i robic zadania, a nauczycielka widzac, ze umiem i robie, nie przerywala mi zajecia tekstem ‚powiedz, jaki jest wynik w 3 zadaniu’ kiedy bylam juz na 13. za to w 1 gimnazjum spotkalam nauczycielke, ktora mnie zgasila. nie bylam nigdy niczyja ulubienica, ale zawsze wszystkich szanowalam, i Oni szanowali mnie. ale ta nauczycielka pokazala mi, ze nic nie potrafie i nic nie jestem warta. przez 5 lat. chcialam isc na architekture, nie wiem, czy przez to dam rade. nie wiem, czy w rok na gap year nadrobie zaleglosci z gimnazjum, liceum, i czy bede czuc sie znowu umyslem scislym (a nie nikim, jak teraz, bo na pewno nie jestem humanem). na nauczycielke mozna byla niewiadomo jak skarzyc, nikt nic z nia nie zrobil. szczerze, jak patrze na szkole, nie wiem, czy chce miec dzieci – bo by musialy do tej szkoly pojsc, zeby miec nauczanie w domu potrzebny jest powod. chyba, ze powodu nie potrzeba, to prosze wyprowadzic mnie z bledu 🙂

  • Azbot Aztekium

    Fajne ćwiczenia mam na swojej stronie Aztekium.pl Spróbujcie, jak się wam spodoba dajcie znać tutaj!