Krnąbrne dziecko to powód do radości

Czy lubisz, gdy ktoś wydaje Ci rozkazy, wywiera na Ciebie presję lub nacisk?
Bo ja nie znoszę. Nie dziwi mnie więc, że moim dzieciom również to się nie podoba.

Chcemy mieć dzieci posłuszne, pokorne i uległe w domu, ale odważne, asertywne i harde na podwórku, w szkole, a potem w pracy.

A tak się nie da. Cechy osobowości, postrzeganie świata i swojej w nim „roli” kształtują się w pierwszych latach życia. Bojaźliwe dziecko raczej nie wyrośnie na walecznego dorosłego.

Dlatego, zanim znów będziesz narzekał na krnąbrność swojego dziecka, to że ma cięty język, dyskutuje z Tobą, buntuje się, broni swoich praw, wybiegnij myślami w przyszłość i odpowiedz sobie na pytanie: jakie chcesz wychować dziecko?

Bo ja chcę, żeby moje córki były pewne siebie i swojej wartości, umiejące myśleć niezależnie, śmiało wyrażać swoje zdanie oraz umieć protestować, gdy dzieje im się krzywda (vide: Jak rozmawiać z dzieckiem o zagrożeniu związanym z wykorzystaniem seksualnym oraz Dlaczego moja córka nie będzie ofiarą mobbingu i molestowania.).

Pozwalam dzieciom podejmować różne decyzje 

Dlatego, odkąd były małe, pozwalałam im decydować o sobie, albo przynajmniej dawałam im złudzenie, że tak jest. 🙂 Tak aranżowałam sytuację, że czuły, że mają moc sprawczą i wpływ na otaczającą rzeczywistość.

Przykładowo, kiedy chciałam, żeby 4-latka ubrała się do przedszkola, raczej nie mówiłam:

– Nałóż to ubranie.

Bo kończyło się to zwykle buntem i kwestionowaniem mojej propozycji. Kładłam więc do wyboru dwa zestawy i proponowałam:

–  Które rajstopy dziś wybierasz: czerwone czy zielone?

– Czerwone! – wykrzykiwało z dumą dziecko.

To ona decyduje, jakie rajstopy i sukienkę dziś nałoży. Jest władczynią swojego outfitu! 🙂

Dziś, po wielu latach podejmują wiele różnych decyzji i pozwalam im na swobodne wybory związane z różnymi aktywnościami dopóty, dopóki nie szkodzą swojemu zdrowiu (zostając przy przykładzie ubraniowym: odradzam więc cienkie rajstopy w styczniu). Chcę, żeby nauczyły się, że określone działania albo zaniechanie działań wiążą się z określonymi konsekwencjami.

Dopuszczam dzieci do wyrażania swojego zdania

Od zawsze pozwalaliśmy dzieciom uczestniczyć w naszych rozmowach, dyskusjach, dzielić się swoimi spostrzeżeniami, sugestiami. Chyba, że tematyka dotyczyła spraw typowo dorosłych, ale tych po prostu nie poruszaliśmy przy dzieciach. Nie uciszaliśmy ich (z wyjątkiem sytuacji, w których zachowywały się niekulturalnie – to nigdy nie było mile widziane), traktowaliśmy dzieci jak pełnoprawnych uczestników rozmowy.

Ach! Nierzadko dziś wzdychamy z mężem, obserwując nasze wygadane córki i mamy ochotę krótkim:

– Milcz, dzieci głosu nie mają! – przywrócić je do pionu i udzielić reprymendy za wtrącanie się w dorosłe rozmowy!

Ach! Ile razy przeszła nam przez głowę myśl:

– Jak dobrze byłoby mieć posłuszne, cichutkie, podporządkowane, usłużne dzieci, którym wystarczy jedno słowo, a dzieje się, to czego wymagamy!

Nie to, co u nas. Ciągłe negocjacje, dyskusje, polemiki, szermierki słowne, pertraktacje, obrady. Ale gdzie mają się tego wszystkiego nauczyć, jak nie w domu?

*

A więc nasze córki doskonale zdają sobie sprawę z własnych praw: prawa do własnego zdania, wyrażania opinii, pogladów. Ale żeby to sensownie funkcjonowało, żeby nie poprzewracało im się w głowie, potrzebne jest małe… przywrócenie ich do pionu. 🙂

Moje dzieci, oprócz praw, mają też swoje obowiązki

Od lat córki mają swoje codzienne obowiązki domowe, którymi dzielą się na zasadzie dyżurów, które same uzgadniają i tak:
– wyjmują naczynia ze zmywarki  i rozkładają je po szafkach: takie czasy, my z moją siostrą ze Sweetshoop miałyśmy dyżury w myciu naczyń! 🙂
– rozwieszają, zdejmują i segregują czyste pranie,
– dbają o porządek w swoich pokojach.

Oprócz tego, co jakiś czas angażują się w różne doraźne pomoce, na przykład nakrywanie stołu przed dużymi rodzinnymi imprezami, prace sezonowe na podwórku itd.

Nie zapomnę jak kiedyś, gdy poprosiłam, żeby pomogły mi coś zrobić w ogrodzie, obie odeszły na bok, coś ze sobą skonsultowały, po czym wróciły do mnie z pytaniem:

– Mamo, czy to nie jest przypadkiem WYZYSK DZIECI?

Co jakiś czas, gdy mają wykonać swoje stałe obowiązki domowe, któraś protestuje:

– Dlaczego mamy to robić? Czy to nie jest aby przypadkiem wykorzystywanie dzieci? Jakim prawem każesz nam to robić? Przecież my jesteśmy dziećmi! Powinnyśmy mieć czas na zabawę i beztroskę!

Któregoś dnia znalazłam argument nie do zbicia i poinformowałam moje latorośle:

– Zgodnie z art. 91 § 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, dziecko ma obowiązek pomocy rodzicom we wspólnym gospodarstwie, o ile mieszka u nich i pozostaje na ich utrzymaniu.

Art. 91 § 2.
Dziecko, które pozostaje na utrzymaniu rodziców i mieszka u nich, jest obowiązane pomagać im we wspólnym gospodarstwie.

Gdy córki dowiedziały się o tym, odetchnęły z ulgą. Skoro prawo tak mówi, to zmienia postać rzeczy – zdawała się mówić ich mina. Najgorsza bowiem jest dla nich świadomość, że moglibyśmy coś im KAZAĆ i je wykorzystywać.

Ilekroć ktoś z nas powie:

– Wyjmij naczynia ze zmywarki.

– ZA CHWILĘ – odpowiada kategorycznie, chcąc podkreślić, że to ONA zdecyduje, kiedy ten moment nastąpi.

Kusi, żeby powiedzieć wtedy:

– NATYCHMIAST to zrób.

Ale czy chcę dawać dziecku przekaz pod tytułem:

Nie możesz mieć własnej woli.
Tylko ja mogę decydować o tobie.
Jak tego nie zrobisz, zmuszę cię.

Czy chcę? Nie.

Zwłaszcza, że zarówno dziecko, jak i ja wiemy, że ten moment nastąpi, że wyjmie dziś te naczynia. Bo wie, że to jej OBOWIĄZEK, że taka była UMOWA, że takie w naszym domu panują ZASADY. A niewywiązanie się z zasad skutkuje określonymi KONSEKWENCJAMI.

Kiedy np. nadchodzi wieczór i senna pannica udaje się spoczynek i jedyne, o czym marzy, to wtulić się w ramiona Morfeusza, znacząco zerkam na miskę z praniem. To tak zwana naturalna kara: nie zrobiłaś tego wcześniej, zrobisz to więc teraz, kosztem snu.

Rodzice są też od tego, żeby pokazać dzieciom, że świat nie zawsze jest po ich myśli

Oczywiście, że moje córki słyszą czasem od nas:

– Nie i koniec.

Dziecko musi wiedzieć, że świat nie zawsze spełnia jego oczekiwania. Gdy widzę, że zbyt długo siedzą przed telefonem, komputerem czy telewizorem, sygnalizuję tonem nieznoszącym sprzeciwu, by oddaliły się od urządzenia.

– A może ja właśnie chcę działać na swoją szkodę? Może chcę, żeby smartfon wypalił mi mózg? Mam to tego prawo, bo to mój mózg! – zdarza mi się słyszeć.

– Otóż nie. Jesteś moim dzieckiem i jestem zobowiązana, zgodnie z artykułem Art. 96. § 1. 🙂 troszczyć się o twój fizyczny i duchowy rozwój. Jeżeli pozwoliłabym ci siedzieć godzinami przed smartfonem, niewiele by z ciebie zostało.

Art. 96.§ 1.
Rodzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierują nim. Obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień.

Czasem, wiedząc, że to dla ich dobra, robimy coś wbrew ich woli

Od lat mamy w weekend tradycję wychodzenia na spacery lub rowery do lasu. Co jakiś czas któraś z córek (albo obie) buntuje się i mówi, że tym razem nie pójdzie. Jednak my upieramy się i kategorycznie każemy im ze sobą iść. Wiemy, że ZAWSZE wracają z tych spacerów zadowolone. Przez pierwsze minuty marszu są wściekłe, CIERPIĄ, patrzą na nas wzrokiem osób nieomalże upokorzonych i gdyby ich wzrok mógł zabijać, bylibyśmy martwi.

Jednak już po chwili zapominają o złości i hasają wesoło po lesie udając, że jesteśmy właśnie w środku filmu „Władca Pierścieni” czy gry „Wiedźmin”. 😉 Wracają dotlenione, zdrowsze, pełne energii.

Jednak takich sytuacji, w których zmuszamy je do czegoś, jest niewiele i odnoszą się zwykle do ich zdrowia (nie pozwalamy na przykład objadać się tonami niezdrowego jedzenia) oraz bezpieczeństwa, zwłaszcza zachowania w internecie, pisałam o tym w cyklu Dialogi o cyberświecie (i nie tylko).

Zwykle pozwalamy im o sobie decydować, z naciskiem na to, że poniosą konsekwencje swoich wyborów.

Obserwując dziś moje krnąbrne córki, oddycham z ulgą, bo wiem, że nikt ich w życiu nie zdominuje. Że gdy natrafią na szefa lub partnera grożącego, apodyktycznego, karcącego, dyskryminującego, mobbingującego będą potrafiły mu się przeciwstawić. Że szacunek wobec autorytetów – owszem jest ważny, ale gdy „autorytet” przekracza granice, należy reagować.

*

Rozpoczęłam od przykładu o ubraniach, na koniec więc podzielę się z Wami rodzinnym dialogiem, który kiedyś rozbrzmiał w naszym domu:

Starsza córka zwraca się do młodszej siostry, zerkając na mnie znacząco:

–  Ty to masz dobrze. Czuwam nad twoją fryzurą i ubraniem. Bo jak popatrzę na swoje zdjęcia klasowe sprzed kilku lat, kiedy byłam w twoim wieku, to po prostu brak słów…

🙂

Komentarze:

  • http://lightwords.pl Justyna (lightwords.pl)

    Wspaniale, ze wychowujesz córki na pewne siebie i świadome kobiety🙂 Ja mam nadzieje, ze moj syn będzie fajnym facetem, partnerem, ze nie zrobię z niego synka mamusi, bojazliwego chłopca, ale tez nie chce, aby był zbyt pewny siebie i skupiony tylko na swoich potrzebach. To ciekawe, ze cytowanie przepisów działa, zawodowo jest mi to bliskie, ale nie myślałam, ze kiedyś to może tez zadziała w domu! 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Czuję, że Twój syn też taki będzie, bo jeżeli rodzic ma tego świadomość, zdaje sobie sprawę to za bardzo nie widzę, zeby sprawy mogły potoczyć się inaczej 🙂

  • http://kobietausteru.pl/ kobietausteru

    Matko! Jak dobrze byłoby na świecie, gdyby wszyscy rodzice byli tacy świadomi…
    A niestety najczęściej widzę skrajności, albo rodzice pod totalnymi rządami dziecka (stanowczo za często), albo „dzieci i ryby głosu nie mają”…

  • http://www.calareszta.pl/ calareszta.pl

    Kiedy kilka miesięcy temu poruszyłam ten temat, dostałam kilka wiadomości od czytelniczek, które w domu miały być przede wszystkim posłuszne. Jako dorosłe kobiety bały się walczyć o swoje, mieć swoje zdanie, robić to, co czują, że jest dla nich odpowiednie. Czuły presję siedzenia cicho, czekania na swoją kolej i robienia tego, co wypada. Warto to przemyśleć. Moje dzieci też mają obowiązki i też pozwalam im na różne decyzje, które nie są sprzeczne z bezpiecznym wychowaniem. Z tego też powodu, aby miały swoje zdanie, choć jest to dla mnie trudność, moje trojaczki chodzą do trzech różnych grup w przedszkolu. Warto wpierać indywidualizm i nikogo, szczególnie rodzącej się osobowości, nie tłamsić.

  • http://www.tylkodlamam.pl Tylko dla Mam.pl

    Marzy mi się czasem jednak takie spokojne 😉 A tak serio, to poiwedz, jak takie krnąbrne dzieci postrzegają nauczyciele? Moja córka jest dopiero na początku drogi szkolnej, ale mam wrażenie, że kiedy poprawia nauczycielke, docieka, dyskutuje to nie jest mile widziane. Jak z Twoimi córkami?

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Niestety albo i stety jest podobnie. Zwłaszcza moja starsza córka potrafi zwrócić nauczycielce uwagę, gdy ta np. opowiada podczas zajęć WDŻ, że homoseksualizm to choroba lub, że na innych zajęciach, że jedyną „normalną” religią jest religia chrześcijańska. Wtedy wstaje i mówi, że się z tym nie zgadza, nie brak jej odwagi cywilnej. Jednak zawsze podkreślam, że musi to robić kulturalnie, czyli mówić o swoich odczuciach: „Moim zdaniem homoseksualizm nie jest chorobą, zresztą takie jest też stanowisko WHO.” A nie: „głupoty pani opowiada” itd. Nie pozwalam jej kpiącym tonem opowiadać o nauczycielach. Bo w tym wszystkim chcę, żeby jednak szanowała ludzi starszych, czuła do nich respekt i żeby reagowała tylko wtedy, kiedy przekraczają granice – np. przekazują uczniom informacje niezgodne z nauką. Wracając do Twojego pytania, na pewno nie jest łatwo mieć takie asertywne dziecko, z jednej strony nie można chyba tłumić w nim tej odwagi, ale z drugiej strony trzeba podkreślać, że kultura osobista i szacunek są ważne.

    • Aga

      Nauczycielom też zdarzają się pomyłki, można kulturalnie i spokojnie wyjaśnić, podać źródła i logiczne argumenty, pamiętam, że przynajmniej 2 razy tak miałam. Raz w 6 kl podstawówki tak było, pani po rozmowie przyznała się do błędu i nawet mi dziękowała. Niedawno w liceum miałam podobny przypadek. Rodzice wtedy pomagają mi dojść do prawdy, tzn analizują problem. Tylko nie można na zasadzie „myli się pani, bo to ja mam rację, a raczej najpierw zadać dodatkowe pyt po lekcji. Niestety część nauczycieli i tak jest apodyktycznych.

  • Monika

    Moje myslenie w stosunku do wychowywania dzieci jest dokladnie taki sam , tyle ze nigdy nie znalazlam z tym nic dziwnego . W sumie samo z siebie jest to dziwne , bo bylam wychowywana w sposob zupelnie inny , ktory zrobil ze mnie kaleke do poznych lat . Nigdy za to nie myslalam z taki sposob ze ” nigdy nie bede sie zachowywa jak moja matka do nas ” i inne , bo wiem ze to nie mozliwe . Czesto widze w lustrze odbicie wlasnie jej , ale nie robi juz to na mnie wrazenia .
    Wszytskie punkty stosuej na moich dzieciach (11 i 9) od lat , nigdy nie myslalam o tym w sposob nowatorski , po prostu to dla mnie norma . Nie pozwalanie dziecku podejmowania decyzji to dla mnie zle wyhowywanie . Ale tak jak piszesz dzieci nie wiedza co jest dla nich zle i dobre , a my jako ODPOWIEDZIANI rodzice musimy im pomoc to znalezc . Na przyklad ten spacer o ktorym piszesz , u nas sytacja jest identyczna z wyjsciem na plaze – ” nie ide , a jak juz to na pewno nie ubieram na siebie spodni i bluzki do plywania bo NA PEWNO nie bede sie kapac . Po czym kaze im sie przebrac , mina mowi sama za siebie . A na plazy jak to na plazy , ochoczo skakuja do wody i maja ubaw po pachy .
    Niestety to zdarza sie praktycznie za kazdym razem przed wyjsciem . Moze w koncu dorosna …nie wiem .
    Ale zawsze tlumacze dziecku dlaczego tak a nie inaczej postepuje w obec nich , wiem ze moi rodzice nigdy mi niczego nie tlumaczyli czy dawali ultyrnatyw , i to bylo zawsze nie fair .
    Nastepna sprawa jest (nie) dawanie glosu dzieciom . Jak dziecko moze wyrosnac na osobe wygadana , oraz pewna siebie , jezeli nigdy nikt nie traktowal go powaznie ? Nigdy nie bylo wysluchane tylko zawsze to : „dzieci i ryby glosu nie maja” !!!!! tragedia
    Bynajmniej nie uwazam sie za matke herosa wszystko wiedzaca o wychowywaniu dzieci , bo co z nich tak na prawde wyrosnie , to okaze sie za pare dobrych lat ….

  • Sweetshoop.pl

    Zgadzam się w 100%. Tak trudno w dorosłym życiu nauczyć się asertywności, odwagi i przebojowości. Rodzicom jest łatwiej gdy dzieci są cichutkie, bezproblemowe, ale już dziecku (a potem dorosłemu) jest trudno.

  • http://litermatka.blogspot.com litermatka

    Fragmenty z kodeksu rodzinnego wywołały u mnie szeroki uśmiech:-) Bosko, zapisuję je sobie i będę recytować córce przed snem:-)

  • Angelika Krawczyk

    przeczytałam właśnie tekst o mojej rodzinie 🙂 to takie krzepiące :]

  • http://dwaplusdwablog.pl Magda Dwa Plus Dwa

    „Chcemy mieć dzieci posłuszne, pokorne i uległe w domu, ale odważne, asertywne i harde na podwórku, w szkole i w pracy” – zgadza się, no bo kurcze, czy tak nie byłoby najprościej? dla rodziców oczywiście ;P No, ale ok, zacznę doceniać bardziej, że mój przedszkolak ma swoje zdanie i ze mną negocjuje. Potraktuję to jako inwestycję w jego przyszłość 🙂

  • http://www.mamidami.com mamidami.com

    Wychodzi na to, że mój syn będzie mistrzem asertywności 😉

  • Dorota

    Czy może pomysł z cytatami zaczerpnięty został z książki o wychowywaniu? Wypadł mi tytuł z głowy.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Nie, sama na to wpadłam 🙂

  • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

    Wydaje mi się, że ludzie, którzy oczekują od potomstwa, że będzie ciche spokojne i uległe, nie zastanawiają się, jakie to przyniesie skutki wychowawcze, tylko po prostu chcą mieć spokój. No i nie rozumiem, po co ktoś, kto chce mieć spokój, ma dzieci 😉

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Świetna myśl! 🙂

  • MeMyself&Nika

    Droga Nishko. Czytałam Cię od….daawna, chyba ze 2 lata (jeszcze za starego szablonu), ale dopiero teraz zarejestrowałam się w Disqusie, żeby skomentować posta. Co jest w sumie paradoksalne, bo chcę napisać komentarz akurat wtedy kiedy zabrakło mi słów. Po raz kolejny dowodzisz, że jesteś fajną babką i dobrą matką. Mimo że mam dopiero 23 lata i nie w głowie mi macierzyństwo w ciągu najbliższej dekady, dzięki Twoim wpisom mam szansę stać się całkiem niezłym rodzicem. Gasisz moją potrzebę sprawowania kontroli i utrzymywania ładu. Dziękuję. Jestem Twoją dłużnishką.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Och, to ja dziękuję! Jak miło 🙂

  • http://www.odkrytelitery.pl/ Aggie z odkrytelitery.pl

    Moja 5 latka jest wygadana a dyskusja to jej żywioł. Ma predyspozycje do bycia szefem wszystkich szefów 🙂 W przedszkolu już dobrze wiedzą że jest charakterna ale od września idzie do szkoły i boję się jak nauczyciele to zniosą 🙂 Owszem często działa mi na nerwy ten jej upór i brak chęci do podporządkowania się ale wiem że lepiej mieć taki twardy charakter niż być uległym. To bardzo dobry tekst więc puszczam go dalej. Im więcej osób zrozumie że nie warto mieć uległych dzieci tym lepiej.

  • Ida

    Hmm, szkoda tylko, że w szkole wszelkie przejawy asertywności i buntu są tłumione w zarodku..
    A tak a’ propos tych rajtuz – moja (wtedy 4-5 letnia) stając przed wyborem dżinsy niebieskie czy różowe – nie założę spodni, ale mogę założyć spódniczkę albo sukienkę 🙂

  • Starlla

    Temat akurat trafił w sytuację, która zgotowałam synowi podczas wyjścia z zajęć tanecznych dziś wieczorem. Proszę, załóż buty. Nic. Biega i rozdaje kolegom ciasto, które razem upiekliśmy. Załóż buty, podnoszę głos. Buty! Krzyczę. Zmęczona jestem po całym dniu z drugim dzieckiem kilkumisięcznym i właśnie zaczynającym płakać mi na rekach. Bruno! Krzyczę. Słyszę … Mamo! Równie głośnym tonem. Synu, ja już wychodzę i czekam w samochodzie. Wychodzę nie patrząc na młodego. Po kilku minutach jest już przy aucie. Nie chcę wejść. Mówi, że chce abym poczułam jak jest jak się kogoś zostawia. Krzykiem nakazuję wejść do auta. Wchodzi. Mówi, że jestem dziś bardzo zdenerwowana. A ja zaczynam wykład o tym, że nie wykonuje moich poleceń od razu i to powoduje moje wielkie rozdrażnienie.
    Podobne sytuacje mam rano przed wyjściem do przedszkola…
    A może rzeczywiście młody nie może się skoncentrować na jednej rzeczy, tak jak mu to tłumaczy. Ale jak ograniczyć bodźce? Szczególnie w przedszkolu…
    Co robię nie tak…..

  • Leila123321

    Wszystko też zależy od tego, do jakiej szkoły poślesz dziecko. No bo co z tego, jak w ten sposób będziesz nauczała dzieci, skoro później ktoś je może skrytykować do tego stopnia, że z dnia na dzień stanie się całkiem inną osobą, a ty tego nie zauważyłaś, bo w domu zachowuje się inaczej niż w szkole. Dzieci nie lubią rozmawiać o swoich problemach z rodzicami. Bardzo boją się ich krytyki typu,, ale ty masz problemy,, albo ,,mam większe problemy na głowie,, po czym wybuchają śmiechem. Mam 13 lat, przypadkowo trafiłam na ten artykuł i wiem, że każdy inny rodzic, zinterpretuje to w inny sposób. Np. Może pozwolić decydować im o sprawach typu jakie może założyć ubranie, ale nie pozwolą im zmienić np zajęć na które chodzi bo uważacie że tak po prostu musi być nawet, jeśli samo zdecydowało się na krok, by na nie chodzić na nie. Bo i tak w ich głowach zawsze będzie ten,, ideał,,. 😉

    • Ania

      A to akurat jeszcze głębsza sprawa. Ja pozwalałam mojej córce wybierać i ubrania i zajęcia i czy woli teatr czy plac zabaw choć muzea, wystawy czy teatry były zawsze w jej dzieciństwie. Jest asertywna. Umie decydować o sobie. Nigdy nie słyszała że jej problem jest zbyt mały. Zawsze była sluchana i widziana. Gdzie jest ten „haczyk” że wyszła w świat i zgodnie z treścią artykułu głównego nic nie jest winna czyli – nie dzwoni, nie odbiera, nie zapyta co słychać… Dla porównania dodam, że z takim tematem nie borykają się moje koleżanki, które zdecydowanie „twardszą ręką” wychowywał swoje dzieci…

  • http://www.szkolymocy.pl Barbara

    Bardzo mi bliskie to, o czym piszesz. Jest tego pewna konsekwencja, którą ja osobiście uwielbiam. Osoby, które wiedzą, że wychowuję dzieci zgodnie z filozofią Porozumienia bez Przemocy, we wzajemnym szacunku i dialogu mówią: „ale te twoje dziewczyny to wcale nie są GRZECZNE”. Lubię to!

    • http://www.PrimoCappuccino.pl/ Ania Myszkowska

      Ha, to u mnie jest wręcz odwrotnie. Wychowuję dzieci podobnie, ale gdy z zewnątrz słyszę czasem (rzadko, bo rzadko) „ale one grzeczne”, odpowiadam, że to całkowity przypadek, bo nigdy ich na grzeczne nie wychowywałam 😉
      A moim dwóm przedszkolakom powtarzam, że najważniejsze wcale nie jest być grzecznym (cokolwiek to znaczy), tylko kochanym. W sensie umieć kochać. I przede wszystkim tego ich uczę, a w sumie coraz bardziej – one mnie.

  • Leszek Krzemiński

    Zajrzałem tu z ciekawości, i zgadzam się z takim podejściem do wychowywania dzieci. Mój syna ma niecałe 6 lat, swoje obowiązki i prawa, zarówno w domu jak i przedszkolu. Coraz częściej dyskutujemy i spieramy się. Posługuje się słownictwem, którego nie powstydziłyby się jego wychowawczynie. Niestety, im dłużej jest w przedszkolu, tym więcej popełnia błędów językowych. Nie ma żadnego powodu abym delikatnie nie zwracał mu uwagi, że nie zawsze „ciocia” w przedszkolu ma rację. Dziwi mnie jednak jedna rzecz. Dlaczego Zaglądają tu i komentują wyłącznie kobiety, matki? Gdzie są ojcowie? Czyżby nie brali udziału w procesie wychowania? Pracuję ciężko i intensywnie mimo 60-tki na karku, czy to zwalnia mnie od kontaktu z synem? Któregoś dnia woła mnie do pokoju i pyta gdzie jest druga skarpetka, szukam razem z nim, ale widzę szatańską minę i uśmiechnięte oczy. Nagle zdejmuje skarpetkę a pod spodem ma drugą i z szyderczym uśmiechem mówi: ” ale zrobiłem z ciebie głupka.” Został pouczony o niestosowności takiego określenia, ale byłem dumny z jego reakcji i nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Świadczy to o jego bystrości, inteligencji i tego na czym najbardziej mi zależy, nie da sobie w kaszę dmuchać. Pozdrawiam.

  • http://salaterka.pl/ Mateusz Żłobiński

    Patrz jak łatwo przeoczyć tak oczywistą rzecz. Często próbuję uspokajać i wyciszać mojego 2,5 latka, którego jest wszędzie pełno i który nawet na chwilę nie potrafi usiedzieć w miejscu – oj ja głupi! Po przeczytaniu Twojego tekstu wziąłem go na dwór i godzinę się wyszaleliśmy na śniegu, dzięki Tobie jeszcze bardziej polubiłem ten jego zadziorny charakter 🙂

    Podoba mi się Twoje nastawienie dlatego, że uczy dzieci samodzielnego myślenia, a nie bezmyślnego posłuszeństwa. W książce „kontinuum głębi”, którą bardzo polecam, autorka opisuje wychowywanie dzieci przez wioskę indiańską, pisze o bliskości z dziećmi – chciałem jednak nawiązać do innej kwestii opisanej w książce, tj. dzieci wychowywane są tam w taki sposób, że idealnie podporządkują się życiu rodziców, temu, jak powinni się zachowywać i nigdy nie kwestionują zdania rodziców. Początkowo myślałem, że jest to ideał wychowywania, dzieci nie musisz przekonywać np. do sprzątania po sobie, bo wiedzą, że jest to oczywiste, że taka jest norma zachowania, nigdy nie kwestionują tego. Są jednak według mnie bardzo poważne minusy takiego wychowania – dzieci są zawsze posłuszne rodzicom i podlegającym w otoczeniu zasadom. I tak dzieci w pewnej osadzie (co też jest opisane w książce), która regularnie najeżdża inne osady, gwałci ich kobiety i okrada – nie widzą nic w tym złego i nigdy tego nie zakwestionują – jako dorośli będą kontynuować brutalne zachowania rodziców.

    Inna książka, która natomiast świetnie uzupełnia to co napisałaś („Dzikie serce, tęsknoty męskiej duszy”) pokazuje jak negatywne skutki dla mężczyzn ma wychowywanie ich na siłę jako spokojnych i miłych chłopców. Generalnie od mężczyzn coraz częściej oczekuje się, żeby byli miłymi, spokojnymi i ułożonymi mężczyznami – a mężczyzna z głębi serca potrzebuje przygody, mocnego celu w życiu, walki.

    Świetny tekst 🙂

    • http://www.PrimoCappuccino.pl/ Ania Myszkowska

      „Dzikie serce” – obowiązkowa pozycja dla każdego mężczyzny i, tym bardziej, dla kobiety 🙂 Jak miło, że wspomniałeś!

  • http://mentalnablondynka.blog.pl/ Niki

    Ostatnio rozmawiałam z Lubym na temat tego, jak wyobrażamy sobie kiedyś nasze dziecko. I sytwierdziłam, że chcę, aby było pewne siebie, miało swoje zdanie, popełniało swoje błędy, nie bało się mówić co myśli. Takie małe „pyskate”, wyszczekane, ale oczywiście kultularne dziecię nam się marzy 😀

  • Klemcia

    Nie ma to jak mieć rodziców, którzy nie chcą abym miała własne zdanie, a jak mam i próbuję je wyrazić to kończy się awanturą/obrażaniem mnie. A jeśli jestem posłuszna, uległa (czyli praktycznie zawsze) to też jest źle, awantura. Tak mnie wychowali, że teraz walczę z nieśmiałoscią i brakiem wiary we własne możliwości i niezdecydowaniem. Zero wsparcia i szacunku dla mojego zdania i moich wyborów. od dziecka awantury o każde nieodpowiednie słowo, „złe spojrzenie” czy jakiś gest. Dlatego teraz, gdy wchodzę pomału w dorosłość nie umiem się odnaleźć. no, musiałam się wygadać 😉
    Taki mądry wpis… Dziękuję

  • Alutka Er

    tak się tylko zastanawiam, bo mam córkę, lat 6, która w domu właśnie zachowuję się jak Twoje
    córki, stawia na swoim, mówi, że nie jest służbą, że mam jej nie kazać, itp 😉 a w szkole, z koleżankami, już inaczej, nie potrafi się przeciwstawić.. co teraz..? doradź

    • Beata Kos

      Mam taką samą sytuację Córka w domu pyskata, wygadana a w szkole wycofana. Ale ma poprostu inny charakter ja odkąd pamiętam byłam nieśmiała, predyspozycji do stanowisk kierowniczyk nie mam he he :). Ale mimo wszystko rodzice wychowali mnie tak, żebym umiała nie iść z prądem tylko pod prąd i wcale nie znaczy, że stałam się odważniejsza. Najgorsze co można zrobić nieakceptować nieśmiałości dziecka. To, że dziecko jest wygadane czy pyskate wcale nie czyni go lepszym czy gorszym. Tak samo dziecko nieśmiałe. Jestem najlepszym tego przykładem przebojowa nie jestem, ale dzięki ukształtowaniu pewnych wartości wiem, że nie dam sobą manipulować.

  • Aga

    Zgadzam sie, trzeba byc inteligenym rodzicem w dawaniu dziecku mozliwosci podjecia decyzji, np wybor pomiedzy dwoma ubraniami, ktore beda okay do wyjscia, a nie np wybor ze wszystkiego. Ja sie wciaz tych trick’ow ucze, ale moje dziewcze czasem wypuszcza mnie na manowce haha, a ma dopiero dwa lata. Ja tez daje jej wybor tego, w czym chodzi w domu, ale na zewn opcje sa ograniczone.

  • Enka

    A ile lat mają Pani córki? 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      10 i 15 lat 🙂

  • www.mamaspace.com.pl

    Trzeba rozmawiać z dziećmi, słuchać ich, bo zbyt często chcemy, aby nas słuchały, a zbyt rzadko słuchamy, co mają nam do powiedzenia.

  • http://epokadumania.blogspot.com Żaneta Gy.

    Wow, chyba wydrukuję ten tekst i rozwieszę w całej szkole! Świetnie napisane, wielu mogłoby się uczyć, może by niektórych klapki z oczu spadły. Ode mnie pełen szacunek, pozdrawiam 🙂

  • http://mamainspiruje.pl/ Monia

    Autorytarne wychowanie to niestety spuścizna powojennej zaściankowości, czego kwintesencją są idiotyczne powiedzonka typu:dzieci i ryby głosu nie mają czy siedź cicho…..

    Na szczęście obecne pokolenie rodziców już ma inne podejście i coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że aby wychować pewnego siebie, szczęśliwego człowieka trzeba nauczyć się go słuchać już od kołyski i traktować go jak małego dorosłego, a nie marionetkę do bicia..

    Ja wolę mieć dwie psotne pchły szachrajki, które nie dają sobie w kaszę dmuchać, niż potulne jagniątka, które potem wleciałyby w konformistyczny flow społeczeństwa i żyły życiem innych.

  • heyjuliette

    hehe jako prawnikowi podoba mi się ten wpis z elementami kodeksu 🙂 Moja córka ma dopiero 2 lata, ma bardzo silny charakter i dopiero uczę się jak do niej dotrzeć.
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga: http://www.heyjuliette.pl

  • http://jakchcemy.pl/ tomekq | jakchcemy.pl

    sprytnie, droga Nishko 🙂
    sprytnie z tym kodeksem

  • Iwkaa Malin

    Trafiłaś w punkt! Niestety do dziś mam żal do rodziców o to, że wmawiali mi : „nic nie mów , nie reaguj, spuść wzrok, a Twój oprawca odpuści”. Było to w podstawówce grupka chłopaków (teraz to sobie uświadomiłam) znęcała się nade mną psychicznie, a ja za każdym razem wracałam do domu z płaczem, mama na to: „nic nie rób to odpuszczą”. Było całkowicie odwrotnie, wiedzieli że nie zareaguję i było jeszcze gorzej. Dziś jako dorosła osoba walczę ze sobą wewnętrznie żeby się przeciwstawić gdy ktoś jest wobec mnie nie fair. Uczę się teraz być asertywną (tak, tak dopiero teraz mam 25lat) czasem reaguję nawet nadmiernie na jakąś uwagę- jako atak na moją osobę, a to wszystko dlatego że ciężko mi znaleźć złoty środek ( bo nikt mnie tego wcześniej nie nauczył). Ale przynajmniej teraz zdaję sobie z tego sprawę, nigdy nie jest za późno a człowiek przecież całe życie się uczy. Ja już swoje dzieci wychowam inaczej 🙂

  • Tadeusz Muszyński

    Wpływ na dzieci, rodziców i otoczenia jest 5% reszta to geny, niestety.

  • Tadeusz Muszyński

    Ludzie to geniusze, nikt, prawie nikt nic nie czyta a wie wszystko i najlepiej. Polecam „Psychopaci są wśród nas”, nie polecam „Zaburzenia osobowo sci” do tej książki trzeba mieć medyczne pojęcie.

  • Dorota Dorota

    Kiedyś był taki model wychowania, wywodzący się jeszcze z poprzedniego systemu. Ja też byłam tak wychowana i w końcu doszło do tego, że dałam się zastraszać w pracy swojej przełożonej, która jest jak y niezrównoważona psychicznie. Uczę się asertywności, bo wiem, że w gruncie rzeczy mam silny charakter tylko źle mną kiedyś pokierowano. Mam 4 letnią córkę, która jest krnąbrna i buntownicza w domu, a nieśmiała wobc obcych. Chciałabym żeby kiedyś była asertywna i odważna, a jednocześnie powielam błędy moich rodziców, bo nie wiem jak sobie z nią radzić. Dla niej wybór „czerwone rajstopy czy zielone” to żaden wybór, bo ona akurat dziś chce niebieskie, które są brudne. I nie dociera do niej moje tłumaczenie jakkolwiek nie byłoby racjonalne. I co w takiej sytuacji? Internet jest pełen dobrych rad, które albo są hipotetyczne, albo odnoszą się do dzieci, które owszem mają własne zdanie, ale potrafią iść na ugodę. Moja córka jest bystra i sprzeciwia się w prawie każdej sytuacji dodatkowo wykrzykując, że „robię jej krzywdę”. Wie, jak manipulować otoczeniem, bo babcie i dziadkowie uważają, że krzywdzimy dziecko, bo coś jej narzucamy, nie mając pojęcia jak to wygląda na prawdę i, że zawsze staramy sie dawać jej wybór i przytaczać racjonalne argumenty. Np. „Dokończysz tą bajkę a potem pójdziesz umyc zęby, dobrze? Czy może chcesz je najpierw umyć a później dokończyć bajkę?” Zawsze najpierw chce dokończyć, a potem jest już taaaaka zmęczona, że na mycie zębów „nie ma siły” albo „bolą ją ręce”. Dodam, że mam jeszcze 4 miesięcznego synka, który również potrzebuje uwagi, a kiedy musimy wyjść do lekarza na ustalna godzinę to już często zakrawa o awanturę, bo panna ma milion rzeczy do zrobienia, MUSI teraz się pobawić itd. Większosć spraw chce załatwiać na zasadzie „ale ja chcę!” Krzycząc przy tym, bijąc mnie i swojego tatę, plując. Już nawet nie wiem ile razy usłyszałam, że jestem głupia i brzydka 😉 dla odmiany, w przedszkolu jest aniołkiem, bo wstydzi się dorosłych. Długo ją uczyłam, że jak ktoś ją bije, dokucza to albo musi głośno się sprzeciwić, powiedzieć pani albo w ostateczności się obronić na zasadzie „to mu oddaj”. Nie chcę żeby moje dziecko było życiową ciapą, ale chciałabym żeby słuchała (podkreślam słuchała, a nie „słuchała się”) jak się do niej mówi i rozumiała, że czegoś nie wolno. Często słyszę „spokojnie, dzieci w tym wieku takie są, wyrośnie”, spoko… Tylko wiem, że TERAZ kształtuje się jej charakter i nie chcę go wypaczyć ani w jedną ani w drugą stronę… co w takiej sytuacji, Droga Nishko?

  • http://www.korneliaorwat.pl Kornelia Weronika Orwat

    To zabawne, bo właśnie (prawie) o tym samym napisałam u siebie. Szukałam artykułów na podobny temat i trafiłam do Ciebie, Nishko. Prawda, że dzieci mające wlasne zdanie to trud dla rodziców, ale przecież to dobrze, że je mają.
    Nasi też zawsze bronią się przed spacerami (co za czasy, swoją drogą, że dzieci nie chcą biegać po podwórku) a kiedy wracają, są szczęśliwi 🙂 Pozdrawiam.

  • Pingback: Czy dzieci muszą słuchać rodziców? – Mama w UK – blog o życiu w UK()

  • http://www.glam-look.pl Agnieszka Borowska

    Paragrafy są świetne tylko zastanawiam się czy moja córcia to zrozumie hehehe
    A co do obowiązków to również jestem za ,dziecko powinno je posiadać.Wykształci to w nim dobre nawyki 🙂

  • Pingback: Po co komu przedsiębiorcze dziecko? Czyli o tym, jak pomóc dziecku odnieść sukces w przyszłości.()

  • Pingback: Dla dziecka ważniejsi są znajomi. Pogódź się z tym, rodzicu :) | Nishka()

  • Pingback: Dziecko nic Ci nie jest winne. Nie możesz żądać od niego odwdzięczenia się „na starość” | Nishka()

  • Pingback: Twoje dziecko jest „trudne”? Uważaj, żeby nie wmówić sobie, że to ADHD, autyzm lub choroba dwubiegunowa | Nishka()