Stosując terminologię Margaret Mead:
Po zabawie w pieska, przyszła pora na zabawę w policjanta.
– Mamo, pobawimy się w policjantkę i kierowcę? – zaproponowała mi córka.
– Ok.
– Więc ty bądź policjantką – rozdzieliła role i zajęła w samochodzie miejsce kierowcy.
– Proszę mi pokazać dokumenty – zażądałam, zapinając guzik w mundurze – I wytłumaczyć, dlaczego przekroczyła pani dopuszczalną prędkość.
– Mrożonkę w samochodzie wiozłam. Nie chciałam, żeby się roztopiła – odpowiedziała, wręczając mi prawo jazdy i dowód rejestracyjny.
– Przecież zimę mamy! Mhm. Zastanawiam się teraz, czy wręczyć pani mandat w wysokości 300 zł – poprawiłam swoją policyjną czapkę – czy dać pouczenie.
– O, nie! Wolę mandat!
Od kilku tygodni ulubioną zabawą młodszej córki jest zabawa „w pieska”. Początkowo było dość sympatycznie, chętnie wcielałam się w rolę właściciela psa.
Jednak w pewnym momencie zaczęło mnie to drażnić: głośne szczekanie, lizanie po twarzy, bolesne ugryzienia, chodzenie na czworakach, podchodzenie ze smyczą w zębach i domaganie się prowadzenia na niej. Słowem: czułam się jak zbity pies. Dlatego grzecznie poprosiłam córkę.
– Proszę cię, odpocznijmy trochę od zabawy w pieska.
– Dobrze, to już ostatni raz.
Chwilę później:
– Hau! Hau!
– Proszę się, nie liż mnie, psiakrew, dosyć, przestań, pocałuj psa w nos, nie baw się już w pieska!
Po jakimś czasie (gryzłam już syfon):
– Hau! Hau!
– Na psa urok, ostatni raz przychodzisz do mnie jako pies!
– Dobrze.
A za moment:
– Miau, miau – zrobiła koci grzbiet, otarła się o moje nogi i podrapała pazurkami moją dłoń.
Moja starsza córka lubi błaznować, co najczęściej wyraża się w nabijaniu się ze swojej biednej matki Nishki. Od kilku tygodni była świadkiem mojego zaangażowania w tworzenie tej strony: testowałam różne rozwiązania, zmieniałam koncepcje, pytałam domowników o opinie, czasem byłam tym podekscytowana, czasem w obliczu różnych kłód, które rzucały mi sprawy techniczne, wątpiłam…
Córki od jakiegoś czasu z wytęsknieniem czekają na program „Trudne sprawy” – paradokumentalny serial chwytający za serce. Emitowany […]
Zaniepokojona dostępnością 12-letniej córki na Facebooku o godzinie, o której powinna być w szkole, zaczepiłam ją, nerwowo wystukując […]
– Mamo, kupisz mi królika?
– Nie, żadnych królików.
– A zająca?
Rok 2009. Córka marzy o koniu. Zastanawiamy się, gdzie w mieszkaniu zorganizować mu stajnię. Może w korytarzu? Czy […]
– Jak minął ci dzień w przedszkolu? – Dooobrze – odpowiada znudzona. – Byliście na podwórku? – Taaak […]
– Muszę sobie zamówić perfumy, wkrótce mi się skończą – głośno myślę i siadam do komputera, bo zwykle zamawiam […]
– Mamo, popatrz, księgowe idą! Zdumiona, zastanowiłam się jakie to atrybuty posiadają księgowe, skoro dziecko je rozpoznało. A […]
Lato, ciepło, słodko. Osy dzielnie dotrzymują nam towarzystwa. Córka, zaniepokojona słownictwem kilkuletniego kuzyna, szepcze mi do ucha: – […]