Cyfrowa rzeź niewiniątek?

Stephen Byrne, stevelovesinternet.com

1,8 miliardów ludzi na świecie ma smartfon. Średnio każdy z nich zagląda doń codziennie po 150 razy. Tablet: współczesna niania i przytulanka dzieci. Jest się czego bać?

 

Kaleczenie umysłu, marnotrawstwo czasu, bierne przyswajanie bezmyślnych treści, uzależnienie od silnych bodźców, znieczulica na przemoc i agresję, pusta rozrywka, płytkość, bierne obserwowanie fabuły prowadzące do wiotczenie umysłu, nieprzystosowanie i brak zainteresowania prawdziwym życiem, zatracenie tożsamości, niszczenie równowagi psychicznej, negatywny wpływ na zdrowy rozsądek, przerost namiętności, niezdolność do pracy, trzeźwego myślenia i cierpliwego trudu, chorobliwe umiłowanie ekscytacji zbliżone do obezwładniającego uzależnienia od alkoholu i narkotyków, znieczulenie na zbrodnię i nieprawość.

Jak sądzicie czego to skutek? Ano czytania. Czytania papierowych książek! Wyżej wymienione skutki czytania literatury wypisał pod koniec XIX wieku swoim opracowaniu „Popularne zabawy” amerykański pastor i abolicjonista Jonathan Townley Crane. W rozdziale poświęconym książkom, czyli złym zabawom, przestrzegł ludzi przed czytaniem. Jak zauważył zaniepokojony  „czytanie powieści stało się jednym z największych występków naszego życia”. (vide 7 powodów, dla których nie należy czytać powieści wg XIX-wiecznej książki).  

Rodzice XIX-wiecznych dzieci i nastolatków byli zaniepokojeni tym, że młodzi spędzają zbyt wiele czasu nad lekturą powieści, my niepokoimy się tym, że zbyt wiele czasu spędzają w Internecie.

 Czy nasze prawnuki będą śmiać się z naszych lęków i niepokojów o Internet i urządzenia mobilne, tak jak my śmiejemy się z lęków naszych prapradziadków o książki?

 Tablet: współczesna niania i przytulanka

 Coraz młodsze dzieci wyciągają rączki po ekrany. Wielu rodziców zrzuca na tablet część procesu wychowawczego, wielu robi to też po to, by  mieć dziecko „z głowy”. Pisałam o tym w tekście Dyskusja o POKOLENIU Z: z dziećmi wszystko w porządku, z rodzicami niekoniecznie. Doskonale rozumiem chęć odetchnięcia od dziecka, ale zalecałabym podsuwanie mu zabawek bardziej tradycyjnych, a mniej cyfrowych. 🙂

Czasem oddycham z ulgą, że gdy moje córki były małe, nie było jeszcze smartfonów i tabletów, a jedynym sprzętem, jakim dysponowaliśmy, był wielki komputer stacjonarny, który chodził na tyle opornie, że nie wydawał się atrakcyjnym narzędziem zabawy dla dzieci.

Obie córki zostały posiadaczkami swoich własnych telefonów w wieku 9 lat, jako jedne z ostatnich w klasie, zwłaszcza młodsza. Swoje dylematy, czy kupić 8-letniemu dziecku smartfon (skoro większość dzieci w jej klasie już je ma) wyrażałam dokładnie 2 lata temu w tekście Dziecko CHCE mieć telefon. Aż tyle, czy tylko tyle? Moje lęki doskonale ukazuje ten rysunek:  kilkulatki zamiast bawić się ze sobą, bawią się swoimi smartfonami.

Co by było, gdyby moje dzieci urodziły się nie w 2000 i 2005 roku, lecz dekadę później: w 2010 i 2015 roku? Czy tak jak niektórzy rodzice, chcąc uspokoić wieczorem 1,5-roczną córkę, dawałabym jej swój smartfon? A gdyby przyszła do mnie koleżanka i chciałybyśmy porozmawiać w spokoju, w rączkach mojego malucha na dwie godziny lądowałby tablet? A w restauracji, zamiast ściągać obrus, grałaby w „Angry Birds”? Być może, choć nie sądzę. 

Dlaczego? Bo naczytałam się artykułów, w których psychologowie ostrzegają:

Dzieci poniżej 2 roku życia nie powinny bawić się monitorami, a 3-letnie mogą to robić w limitowanym czasie i w towarzystwie dorosłego.

4

Dzieci do drugiego roku życia mają problem z odróżnieniem fikcji prezentowanej na monitorze (telewizora, komputera, laptopa, telefonu) od rzeczywistości. Jedynym medium, przez które dziecko do 2 roku życia powinno poznawać świat jest świat realny: razem ze swoim smakiem, zapachem, trójwymiarem. Musi go dotykać, próbować, słuchać, wąchać. Obraz wirtualny oferuje obraz spłaszczony, jednowymiarowy, monotonny. A jest to zafałszowanie rzeczywistości, na którą jego umysł nie jest gotowy.

Michał Wroniszewski, psychiatra, prezes fundacji Synapsis, w wywiadzie Tablet nie nauczy dziecka mówić ani nawiązywać kontaktów, przestrzega:

Tabletowe dzieci zachowują się jak autystyczne, bo dochodzi u nich do opóźnienia mowy i zaburzenia relacji społecznych z powodu nadmiernego przebywania wśród gadżetów elektronicznych, a nie ludzi.

Nie jestem w stanie w jednym tekście przeanalizować wszystkich kategorii wiekowych, dlatego Waszej uwadze polecam cztery krótkie filmy zrealizowane przez Orange, które z pomocą ciekawych sztuczek graficznych ukazują, jak warto ukształtować relacje dzieci w określonym wieku z urządzeniami. Obejrzyjcie:

Dzieci w wieku 0-3 lat.

Dzieci w wieku 3-6

Dzieci w wieku 6-9

Dzieci w wieku 9-12

Dzieci powyżej 12 roku życia:

 Ja tymczasem przejdę do swojego ulubionego tematu: nastolatków 🙂

Nastolatki żyją w Internecie

Internet jest stałym elementem ich dnia. To cyfrowi tubylcy, którzy już nie wyobrażają sobie życia, a nawet dnia, bez Internetu. 86 % nastolatków korzysta z Internetu codziennie, z czego połowa jest, dzięki zalogowaniu do urządzeń, w trybie online przez cały czas.

W tej grupie wiekowej ważniejsze od CZASU (który był bardzo istotny przy maluchach) spędzanego w Internecie jest to, CO użytkownik w nim robi i czy zna obowiązuje w nim zasady. Jak to określił profesor Pyżalski (vide: Dziecko w Internecie. Rodzicu, nie wylewaj dziecka z kąpielą):

Można krótko robić coś niebezpiecznego i szkodliwego i długo coś sensownego społecznie i prorozwojowego.

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, młodzież nie zachowuje się w Internecie jak „spuszczona z łańcucha” i wyprawia tam sam okropieństwa. Wiedza teoretyczna nastolatków na temat bezpieczeństwa w sieci jest stosunkowo dobra, jednak widoczne są istotne braki, zwłaszcza w sferze nonszalanckiego podejścia do kwestii dostępności swoich danych osobowych w przestrzeni wirtualnej oraz otwartości na spotkania w „realu” z osobami poznanymi w sieci: tylko co trzeci informuje o tym rodziców. Temu tematowi przyjrzę się wkrótce, zainteresowanych zapraszam do raportu Kompetencje Cyfrowe Młodzieży przygotowanego przez Fundację Orange oraz raportu Nastolatki wobec Internetu przygotowanego przez NASK i Wyższą Szkołę Nauk Społecznych Pedagogium.

Cyfrowa demencja

Manfred Spitzer, niemiecki psychiatra, autor książki „Cyfrowa demencja. W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci”, której od przedwczoraj jestem w posiadaczką, przestrzega:

„Na strukturę mózgu wpływ ma nie tylko to, czemu poświęcamy dużo czasu, lecz także to, czego nie robimy. Jeśli kiedyś dzieci spędzały wolne chwile na podwórku, grając w piłkę, bawiąc się, kłócąc i godząc, to struktura ich mózgów była inna niż osób, które kilka godzin dziennie przesiadują samotnie przy komputerze.”

Mam za sobą lekturę niecałej połowy książki i mimo, że czyta się ją dobrze, daje do myślenia, to jest też momentami rozczarowująca i podzielam opinię Edwina Bendyka, który zarzuca książce, że ciekawe informacje naukowe miesza z „dyrdymałami” i korelacje statystyczne błędnie bierze za związki przyczynowo skutkowe. Autor na początku książki stawia tezę, że Internet i urządzenia z monitorami są złe, ogłupiają, szkodzą i na wszelkie sposoby próbuje ją obronić. Mnie bliżej do stanowiska Bendyka, który w tekście Nastała era ekranów nieco ironizuje:

Cyfrowa rzeź niewiniątek trwa. Elektroniczne gadżety, gry komputerowe i serwisy internetowe przerabiają mózgi na sieczkę – alarmują tytuły bestsellerowych książek.

Co nie znaczy, że obawy autora „Cyfrowej demencji” są bezpodstawne, moim zdaniem w dużej mierze ma rację, ale przesadza. O książce być może wkrótce napiszę więcej, tymczasem teraz zainteresowanych zachęcam do lektury artykułu: Co internet robi nam z mózgiem oraz do obejrzenia następującego filmiku:

O tym wszystkim warto rozmawiać z naszymi dziećmi. Moja córka bardzo ceni sobie swój mózg, więc mam nadzieję, że te argumenty do niej trafią. 🙂

Nadużywanie Internetu: plaga XXI wieku

1,8 miliardów ludzi na świecie ma smartfon. Średnio każdy z nich zagląda nań codziennie po 150 razy.

Siecioholizm, netoholizm, terapie dla dzieci, młodzieży i dorosłych uzależnionych od Internetu, gier komputerowych, urządzeń.

U uzależnieniu można mówić, gdy osoba czuje wewnętrzny przymus wchodzenia do sieci, traci nad tym kontrolę, zaniedbuje inne sfery życia, korzystanie z sieci wywiera na nią destrukcyjny wpływ, np. zaniedbuje szkołę, pracę, rodzinę, kontakty towarzyskie. Natomiast gdy nie korzysta z sieci jest rozdrażniona lub przygnębiona, ma zły nastrój. Sam sposób korzystania z Internetu wiąże się często z chaotycznym przeskakiwaniem z jednej strony na drugą, rozkojarzeniem, trudnością w skupieniu się na jednym zadaniu dłużej niż kilka minut. Brzmi znajomo?

Dlaczego uciekamy do Internetu?

Bo to łatwe, przyjemne, wygodne, beztroskie, kolorowe, dostarczające wielu bodźców, otumaniające, znieczulające, pozwalające zapomnieć o męczących troskach dnia codziennego. Działa kojąco zarówno na małe dzieci, nastolatki, jak i dorosłych.


Stephen Byrne, stevelovesinternet.com

 

O tym, dlaczego dzieci uciekają do Internetu napiszę wkrótce, bo dzisiejszy tekst i tak już jest wyjątkowo długi, dziś chciałabym przyjrzeć się jednemu aspektowi: temu jaki wzór dajemy naszym dzieciom.

 

Komórkowi rodzice

Wielu z nas tak się wirtualnym światem zachłysnęło, że zapomina o „realu”.

Świetnie ukazuje temat Brawurka, czyli blogerka z bloga anatomiakultury.pl (polecam cały blog) w tekście Rodzic Gargulec i jego dziecko Zombie: o rodzicach uzależnionych od telefonów. Uknuła termin Rodzic Gargulec, określający rodzica bardziej zainteresowanego swoim telefonem niż dzieckiem.

Rodzic Gargulec zbyt zajęty swoją symbiozą z telefonem, wychodzi z założenia, iż szkoła ma wychować i nauczyć dziecko wszystkiego, bo on musi mieć czas na swoje wirtualne życie, gdzie jest bardziej kolorowo i energetycznie.

Przeczytajcie cały tekst, autorka opisuje jak poważnym problemem stała się w Wielkiej Brytanii, w której mieszka, więź rodziców ze smartfonami: często silniejsza niż ta rodzicielska… Coraz więcej dzieci jest społecznie zaniedbanych (mimo, że nie brakuje im ubrań, jedzenia ani pieniędzy), w jednym z miast spośród 60 dzieci, które rozpoczęły naukę w szkole podstawowej, 25 nie mówiło nic. N I C.

Polecam również tekst (tym razem po angielsku) Fot The Children’s Sake, Put Down That Smartphone. Przedstawione są tam m.in. badania amerykańskiej psycholog Catherine Steiner-Adairdr, która zapytała tysiąc dzieci i nastolatków w wieku 4-18 lat o ich stosunek do urządzeń mobilnych, z których korzystają ich rodzice. Wypowiedzi dzieci sprowadzały się zwykle do trzech słów: smutek, złość i samotność.

Jeden z 4-latków nazwał smarfton taty wprost:

– Głupim telefonem!

Łatwiej pewnie było mu zwalić winę na urządzenie, niż na tatę…

Inna dziewczynka biorąca udział w badaniu powiedziała:

– Myślę, że jestem po prostu nudna. Nudzę tatę, bo gdziekolwiek razem jesteśmy, pisze lub sprawdza coś na telefonie albo dzwoni.. Nawet jak jesteśmy na wyciągu narciarskim!

Smutne i dające do myślenia, prawda? 

Cywilizacja monitorów

Nastraszyłam Was trochę? To teraz Was trochę uspokoję. 🙂

Po pierwsze, zwykle, gdy przychodzi nowe, boimy się. Platon krytykował pismo jako wynalazek, który może prowadzić do błędnych interpretacji i nie ćwiczyć pamięci. XVI-wieczny filozof francuski Michał Montaigne mówił o szkodliwości druku. Wspomniany przeze mnie we wstępie tekstu XVIII- wieczny amerykański pastor Townley Crane wyrażał ogromne zaniepokojenie rolą książek w życiu młodych ludzi. Żaden z nich nie zatrzymał nadchodzących zmian.

Korzystanie z Internetu stało się normą społeczną. Urządzenia mobilne i komunikacja wirtualna są trwałym elementem przestrzeni i interakcji społecznych. Współczesny świat coraz bardziej przypomina hybrydę, w której online i offline przenikają się i wzajemnie na siebie wpływają i coraz trudniej je rozgraniczać.

Nie ma co demonizować nowych technologii, Internetu i cyfryzacji życia. Platon nie zatrzymał pisma, Montaigne druku, XIX-wieczni pastorzy popularności książek. My nie zatrzymamy ery cyfrowej. Najważniejszym wyzwaniem, które przed nami stoi to, żeby mądrze się w tej erze odnaleźć.

Po drugie, w każdym momencie możemy zacząć zmieniać swoje życie, najlepiej od zaraz. Tak, byśmy byli panami swoich urządzeń, a nie ich niewolnikami. I taki przykład dajmy swoim dzieciom.

Zacznijmy od ROZMOWY.

Rozmawiajmy z dziećmi, niech czują, że są ważniejsze od tych „głupich smartfonów”. Rozmawiajmy z domownikami przy stole, nie gapmy się podczas posiłków w tablety, gazety i książki. Rozmawiajmy ze znajomymi w kawiarni, odłóżmy podczas spotkania telefony. Rozmawiajmy z maluchami, gdy te korzystają z urządzeń mobilnych, nie zostawiajmy ich z nimi sam na sam. Rozmawiajmy ze starszymi dziećmi o zasadach bezpiecznego zachowania w Internecie.

Niniejszy tekst powstał w ramach cyklu „Dialogi o cyberświecie”, który prowadzę z marką Orange: autorem opracowań, raportów i materiałów poświęconych bezpieczeństwu dzieci i młodzieży w Internecie, które znajdziecie na stronie orange.pl/bezpieczenstwo.

nishka_banner_1200

 Inne teksty, które powstały w ramach naszego cyklu:

Treści tylko dla dorosłych: Dlaczego promowałam w sieci pornografię?
 Cyberprzemoc: Czy dziecko może być mordercą?
 Reputacja online: Słodka pupcia na Facebooku

*

Skoro dialogi, proponuję następujący, typowo współczesny:
– Wiesz, wnusiu, kiedyś nie było Internetu… – zamyślił się dziadek.
– Ile godzin?

                                                *
I nasz rodzinny dialog:
Starsza córka, żartownisia i baczna obserwatorka naszych rodzinnych zachowań, weszła wczoraj do sypialni i widząc mnie z telefonem, krzyknęła:

– Nie wierzę, zamiast spać, surfuje po Internecie. Proszę natychmiast odłożyć ten telefon!

Jakbym siebie słyszała 🙂

Komentarze:

  • Jest jedno warte wspomnienia wykorzystanie telefonu, a są nim bajki słuchane. Co prawda nie dają one dziecku takiej wartości jak czytanie bajki przez rodzica (bo nie nawiązuje się więzi), ale używane od czasu do czasu, sprawdzają się bardzo dobrze. No i w przeciwieństwie do gier czy jakichś aplikacji, nie dostarczają dziecku miliona bodźców, z którymi ono później nie zawsze potrafi sobie poradzić.

    • O, nie słyszałam o takich, może dlatego, że gdy moje dzieci były malutkie, telefony były używane wyłącznie jako aparaty do rozmów telefonicznych 🙂

      • Ostatnio słyszałem, że człowiek czuje się staro dopiero wtedy, jak sobie uświadomi dlaczego używa określenia „odłóż słuchawkę” 😉

      • Morrrigan

        Był specjalny numer pod który można było zadzwonić i wysłuchać bajek 🙂

    • Kasia Żądło

      Myślę że możliwość robienia zdjęć telefonem tez jest fajna. My nie mamy zwyklego aparatu i pozwalamy synowi uzyc telefonu. Chodzi po domu i robi setki zdjec 🙂

  • Zgadzam się całkowicie z tym, co napisałaś, i z najważniejszym, że to od nas, starszych zależy, jak dzieci będą postrzegać Internet i elektroniczny świat i jak z niego korzystać. Ostatnio mnie załamała reklama sklepów AGD, gdzie reklamują się na nowy rok szkolny, sugerując, że nowy telefon i tablet to jedyna prawdziwa motywacja dla dziecka, żeby radosne poszło do szkoły. Przeraziło mnie to, sama napisałam dość emocjonalny post, ale niestety, pracując i przebywając często z nastolatkami z różnych środowisk i różnych miast, zauważam, że życia bez telefonu nie ma, czyli dokładnie to, co napisałaś. Ale mało tego, u większości nie ma inwencji twórczej, co można zrobić gdy telefonu zabraknie albo sieci. Nie umieją wymyślić zwykłej codziennej rozrywki i pierwsze słowa jakie padają to: „nudzę się”. To jest niepokojące.

    • Mnie też przeraziła ta reklama! Budzi w dzieciach i dorosłych poczucie, że bez nowego i SWOJEGO laptopa życie dziecka jest niepełne, chłopiec nawet mówi: „jak żyć?” – niby to żart, ale dwuznaczny.. Wielu rodziców słysząc takie reklamy może mieć poczucie, że nie kupując dziecku nowego sprzętu „odbiera” im dzieciństwo albo ni czyni wszystkiego, co może by to dzieciństwo było dobre. Ja masz ochotę wrzuć tu link do swojego tekstu (?), w którym wyraziłaś swoje oburzenie 🙂

      • Ale co wtedy można powiedzieć o takich rodzicach, którzy wpadają w tę pułapkę? Bo uważam, że rodzice jak rodzice, zirytują się, ale prędzej zauważą nawiązanie do kultowego „jak żyć”, natomiast dzieci odbiorą wszystko dosłownie i przełożą na swoją rzeczywistość. Niemniej, zapraszam: http://sokayka.com/idzieciak/ , ciekawa jestem jak Ty się do tego odniesiesz 🙂

        • Świetny tekst, zgadzam się bardzo! Polecam innym lekturę.
          Nasze teksty, choc nieco inaczej ujęte, mają bardzo podobny przekaz 🙂

  • Mateusz Rzońca

    Nishko, te filmy od Orange masz chyba źle wrzucone… 😉 Dwukrotnie jest 3-6 lat. I nie ma tego +12 😉

    • Mateusz, dzięki za cynk, już poprawiałam 🙂

  • Niestety, to prawda. Odkąd dziecko zaczęło grać w gry („ja grałem i wyrosłem na człowieka” rzekł tato na moje narzekanie na syna) słyszę tylko „nudzę się, mogę włączyć komputer?”. Jakby cały świat był nagle zamknięty w tym pudle… Wiem, ze nie moge zakazac całkowicie, bo będzie grał poza domem – u kolegów, na świetlicy, w bibliotece. Mamy więc limit – gry tylko w weekend. Jak dzień słodyczy prawie…

    • Och, znam to, ja z kolei muszę odpędzać córki od smartfonów, traktują mnie jak zrzędę, czepialską, że przesadzam, ale mam wrażenie, że są dni, że gdyby dać zielone światło, to cały dzień najchętniej spędziłyby przed monitorem: smartfonu, kompa lub tv. Wiec odganiam, nawet w imię bycia Zrzędą 🙂 i czuję, ze warto!

    • fajter

      Pokaż dziecku wnętrze komputera, niech ojciec wyjaśni mu, do czego służą poszczególne części. Kupcie synowi prosty game maker, żeby mógł tworzyć własne gry. Pilnujcie, żeby nie skupiał się na samych strzelankach, poza ćwiczeniem refleksu postarajcie się przedstawić mu przygodówki, gdzie człowiek jest zmuszony do myślenia. Jeśli lubi Minecrafta, dajcie mu dostęp do zaawansowanych schematów z wykorzystaniem redstone i bramek logicznych. W odpowiednim wieku możecie pomóc mu zacząć programować 🙂

      Do czego zmierzam? Tak samo zaczynałam ja oraz wielu moich znajomych. Rodzice walczący z rodzącą się pasją, która dzisiaj sprawia, że jesteśmy ustawieni na rynku pracy, jak mało która grupa zawodowa. Znam ludzi, których rodzice w obawie przed uzależnieniem, ociągali się z założeniem Internetu w domu. Dzisiaj żałują, że zostali pozbawieni wielu materiałów do nauki, które były trudno dostępne w innych miejscach.

      Wiele dzieci nie zdaje sobie sprawy, że komputer to o wiele więcej niż same gry. Jeśli Twój syn wykazuje jakąś kreatywność, ciekawość świata, to nie warto, żeby zatrzymywał się na CS-ie i LoL-u (aczkolwiek zawodowi gracze w obie te gry zarabiają sporo pieniędzy ;)).

      • na CS i LOLa to jeszcze ma czas – obecnie Minecraft rządzi i powiem, że samej mi się podoba kreatywność tej gry. Ale woli siedzieć przed kompem niż wyjsć w słoneczny dzień pograć z kolegami, którzy do niego przyszli, w piłkę. I to mnie martwi.
        To o czym piszesz to prawda. Na to mamy już plan. Tylko niech porządnie nauczy się czytać, bo to 2 klasa dopiero.
        A ma od kogo się uczyć – tata jest programistą.

        • fajter

          Nie wszyscy faceci lubią grać w piłkę, może jakieś inne zajęcia na dworze by go zainteresowały? Spacery, frisbee, geocaching, badminton, rower?

          Jeśli jego tata jest programistą, to myślę, że syn pójdzie w fajnym kierunku 🙂 Błędem wielu rodziców jest traktowanie komputera jako skrzynki z grami i Internetem, podczas gdy to wspaniałe narzędzie do rozwijania kreatywności (grafika 2D, 3D, tworzenie gier, oprogramowania, stron internetowych) i przyswajania wiedzy (gry historyczne, logiczne związane z fizyką i chemią). Trzeba tylko zwrócić uwagę na to, w co dziecko najczęściej gra i zadbać o to, żeby nie były to puste „nawalanki”. Minecraft przyrównałabym do bardziej zaawansowanej zabawy klockami Lego, dobrze byłoby jednak, gdyby poza tym grał w coś, co wymaga czytania. Może coś od Telltale Games? Back to the Future było bardzo dobre i jak się nie mylę, spolszczone 🙂

          • Dzięki. On taki maniak, że nawet czyta książki o Minecrafcie 🙂 Ale te gry, co proponujesz, też ciekawe.

  • „Rodzice XIX-wiecznych dzieci i nastolatków byli zaniepokojeni tym, że młodzi spędzają zbyt wiele czasu nad lekturą powieści, my niepokoimy się tym, że zbyt wiele czasu spędzają w Internecie.” – odnośnie tego zdania: pamiętam jak kiedyś pani od geografii w gimnazjum powiedziała nam, że natknęła się w gazecie na komiczny obrazek. Widać było na nim 2 jaskiniowców siedzących na drzewie i mówiących do siebie „ta dzisiejsza młodzież… za naszych czasów było zupełnie inaczej…”. I chociaż powiedziała nam to wieki temu, cały czas mam to zdanie przed oczami czytając, chociażby, takie zdanie 😉

  • Balansowanie pomiędzy właściwym wykorzystaniem, a popadnięciem w uzależnienie to nasze przeznaczenie. Tylko ‚materia’ będzie się zmieniać. Były książki, telewizja, komputery, internet, laptopy, tablety i smartfony … i pewnie za chwilę będą kolejne.

    Odnośnie przykładu pożytecznego i kreatywnego używania telefonu (wspominał @BlogOjciec:disqus) to ja dorzucam pasję fotograficzną. Młoda przy byle okazji chwyta i fotografuje.
    Tak myślę sobie, że warto pchać i młode i siebie, a może przede wszystkim siebie, a potem młode w kierunku kreatywnego wykorzystywania urządzeń i możliwości. I walczyć z tym, aby nie pozostać na poziomie pasywnej konsumpcji.

  • Podobno generacja y jest inteligentniejsza niż wszystkie wcześniejsze. Społecznie też sobie radzi. Za chwilę się okaże, że kolejne pokolenia biją kolejne rekordy. Martwimy się na zapas zapominając, że człowiek ma niesamowitą skłonność adaptacji do panujących warunków. Nasze dzieci sobie poradzą. Nawet jak nie będziemy nad nimi stali w linijką w ręku, poradzą sobie.

  • minimaliv

    Fajnie, że Orange najpierw robił filmy zachęcające do korzystania z telefonów i tabletów, reklamy zachwalające użytkowanie technologii przez dzieci, a teraz poszedł w drugą stronę. To miło. Bardzo dobry tekst, oby więcej takich! Pisałam o tym już w styczniu, jeśli masz ochotę się zapoznać, zapraszam 🙂 http://minimaliv.com/2015/01/generacja-rozwoj-cyfrowa-demencja/

  • Komputery, tablety, smartfony to duży problem. Z jednej strony nie chcemy, aby dziecko za dużo czasu spędzało w cyfrowym świecie, a z drugiej nie chcemy aby było zacofane.

  • A ja wciąż uważam, że „Dzieci są analogowe”. Daje to do myślenia, zwłaszcza jak samemu słyszy się: Tato zostaw ten telefon.
    Nasi rodzice mieli podobnie z telewizją. Ktoś pamięta, że taki serial „Stawka większa niż życie” był w kinie dla dorosłych? Problemem nie jest sama technologia, ale nasz pęd ku lepszemu. Pędzimy tak szybko, że nie zauważamy co się z nami dzieje. Świat już pomału rozumie, że nie tędy droga i nawet w USA powstają szkoły, w których nie ma komputerów. Ja, jako inżynier i to programujący maszyny CNC, nieraz przekonałem się, że wyobraźnia przestrzenna, logiczne myślenie i… pisanie ładnym pismem technicznym ręcznie czasem się przydaje bardziej, niż obsługa komputera. W zakładach, gdzie możliwe było tylko i wyłącznie uruchomienie niektórych zadań za pomocą komputera i specjalistycznego oprogramowania, szukało się rozwiązywania występujących problemów za pomocą kartki papieru, tablicy suchościeralnej i grupy ludzi, którzy urządzili „burzę mózgów”. Chciałbym przestrzec wszystkich rodziców, którzy uważają, że ich dzieci „muszą” korzystać z komputera, bo inaczej będą w jakiś sposób uwstecznione technologicznie, że się nie mają czego bać, bo ich dzieci poradzą sobie z obsługą tych urządzeń zawsze. Jedyne co ich może spotkać, to wykluczenie na zasadzie, „a ja mam iPhona, a Ty nie masz”, które to sami im urządziliśmy dając ten sprzęt do ręki.

  • Agnieszka Makowska

    Świetny tekst, fajną matką musisz być 🙂

  • Pingback: Moja przygoda z sextingiem | Nishka()

  • Pingback: Moja przygoda z sekstingiem | Nishka()

  • Pingback: Demony z ulicy i internetu | Nishka()

  • Pingback: Jak się robi (mądre) dzieci? | Nishka()

  • Pingback: Słodka pupcia na Facebooku | Nishka()

  • Pingback: Dlaczego promowałam w sieci pornografię: szczere wyznanie | Nishka()

  • Kasia Żądło

    Temat jest bardzo ciekawy bo od niego nie ma ucieczki. Owszem powinno się ograniczać czas przed komputerem i telewizorem ale nie calkowicie. Dziecko chciałoby przecież wiedzieć o czym mówią koledzy gdy rozmawiają o Zygzaku albo Spidermanie. Od czasu do czasu wspólne oglądanie bajki może być fajne. Co mnie na przykład osobiście najbardziej uderza to rodzice z głowami w telefonie na placu zabaw. Ja ze sobą telefonu nie zabieram, bawię się z dzieckiem, rozmyslam, oddycham. Straszne są dla mnie tez na YouTube składanki bajek, które trwają po 3 czy więcej godzin.