Demony z ulicy i internetu


–  O rany, widzisz to co ja? – spytałam córkę.
–  Co?
–  Tych dwóch chłopaków i dziewczynę – wyjaśniłam, spoglądając zza szyby samochodu na grupę dwudziestolatków.
–  Widzę. A co?
–  A tego, tego …. DEMONA?
–  Demona?! Gdzie?

–  Ten trzeci, najwyższy, z czerwoną twarzą, bez źrenic i z rogami…
–  Mamo? – spojrzała na mnie zaniepokojona. – Nie widzę nikogo takiego… Mamo, dobrze się czujesz? – mówiła to tak poważnym tonem, że zaczynałam wierzyć, że to moja halucynacja.
Na szczęście po chwili uśmiechnęła się, moja mała aktoreczka uwielbiająca wkręcać mnie: słynącą w rodzinie z łatwowierności.
– Czyli też go widzisz – odetchnęłam z ulgą. – To chyba jakiś aktor, prawda?
– Nie, mamo. Przyjrzyj się: te rogi na głowie i na plecach to implanty, nie da się ich wyjąć, są włożone na stałe – zaczęła mi tłumaczyć i tym razem już nie żartowała. – To znaczy może i da się je wyjąć po jakimś zabiegu, ale na pewno nie ot tak, w domu. On nie jest przebierańcem. Oczy też ma na stałe: wytauowane na czarno całe gałki oczne. Co do czerwonej twarzy i ciała to nie wiem. Albo wymalował się farbą albo jest wytatuowany – wytłumaczyła mi moja 10-letnia ekspertka. Tak, 10-letnia: młodsza córka.
– Skąd to wszystko wiesz? – spytałam zdziwiona.
– Widziałam w internecie.
– Chyba żartujesz, oglądasz takie rzeczy? – oburzyłam się.
– Ojej, co z tego, siostra mi pokazała, obejrzałyśmy kilka zdjęć i to wszystko – wzruszyła ramionami. – Mamo, wiesz jakie niektórzy ludzie robią ohydztwa? Na przykład jedna kobieta przecięła sobie na pół język, a taki facet…

Gdy mi tak wyliczała dziwaczne upodobania ludzi do samookaleczenia się, Demon, który przechodził akurat na pasach dla pieszych obok naszego samochodu, spojrzał mi w oczy swoimi wytatuowanymi na czarno gałkami ocznymi. Wiedział skubany, że wzdrygnę się i jak zahipnotyzowana nie będę mogła oderwać od niego wzroku. Do dziś, gdy myślę o tym, że był zdolny okaleczyć się na zawsze „tylko” po to, by wyglądać jak diabeł przechodzą mnie ciarki.

– Mamo, po co się tak na niego gapisz? Przecież on to sobie wszystko zrobił właśnie po to, żeby zwracać na siebie uwagę. Mamo, nie patrz na niego, a na ulicę, chcesz spowodować wypadek??!?!!

Demony z ulicy i internetu 

Lubię porównywać świat internetowy do centrum miasta. Oto wysiadłeś z autobusu i decydujesz, dokąd dalej się udać, w jaką uliczkę skręcić.  W stronę galerii sztuki czy galerii handlowej? Na warzywny stragan czy do budki z hamburgerami? Usiądziesz sobie na ławce w parku z gazetą czy może zajrzysz do kawiarni porozmawiać ze znajomymi?

Możesz też skręcić w boczną uliczkę, potem w następną i jeszcze ciut dalej i kupić tam dopalacze albo leki odchudzające niedostępne w aptekach. Iść do klubu popatrzeć na dziewczyny lub chłopców tańczących przy rurze. Tam może zaczepić cię jakiś smutny, ale bogaty pan i zaproponuje najnowszy model ajfona, wystarczy tylko, że dasz mu swoje zdjęcie…

Może też być tak, że gdy tylko poczujesz ten charakterystyczny odór moczu zmieszany z perfumami i patrzące na ciebie spode łba typy spod ciemnej gwiazd, szybko zawrócisz z tych rejonów i nigdy już nie będziesz tam zaglądał.

Gdy po drodze będziesz świadkiem bijatyki, gwałtu lub kradzieży czym prędzej zadzwonisz na policję. Albo przejdziesz obok tego obojętnie. A może wprost przeciwnie: podejdziesz i też strzelisz kopa, w sumie jej się należy. Po co nakładała taką krótką spódniczkę? Po co prowokowała, a potem odmawiała?

To ty decydujesz, gdzie skierujesz swoje kroki, w jaki sposób i w jakim towarzystwie spędzisz czas. Jesteś tam, gdzie i z kim Ci dobrze. Twoją wizję świata, Twoją mapę miasta, miejsca godne zobaczenia, ludzie warci spotkania, miejskie zakamarki, do których chcesz zaglądać, tego wszystkiego uczysz też swoje dziecko. Świadomie lub nie. Posługując się określonym językiem, wyrażając określony stosunek do innych osób: pełen pogardy lub życzliwości. Zachowując zasady bezpieczeństwa, trzymając się regulaminów lub nie. Szanując prawo lub je łamiąc.

W Internecie, tak jak w mieście, jest wiele przyjaznych, oferujących wartościowe treści uliczek, ale też takich po których odwiedzeniu aż ciarki przechodzą po ciele.

„Ha! Mam więcej znajomym na fejsbuku niż ty” –
źródło: hiszpańskie demotywatory 🙂

Ciemne strony internetu: brrrr!

Przepisy na domowe narkotyki, np. zupa z gałki muszkatołowej, instrukcje jak się samookaleczyć, jak domowym sposobem wykonać skaryfikację, jak zaprzyjaźnić się z Aną czyli anoreksją, („masz prawo do głodu! nikt nie ma prawa zmusić cię do jedzenia!”), jak ukryć przed rodzicami, że nie jesz. Strony z rasistowskimi przekazami, dewiacje seksualne, pornografia, pedofila, zoofilia, sekty religijne, niebezpieczne gry komputerowe, umawianie się na grupowe samobójstwo, przemoc, wulgaryzmy, brutalne gry komputerowe.

Na to wszystko możemy trafić, surfując po sieci. Na to wszystko mogą trafić nasze dzieci.

Co robić, jak żyć? Masz do wyboru co najmniej dwie opcje.

Restryktywna strategia ochrony dziecka

Oparta na zakazach. Możesz monitorować internetowe strony, które odwiedza Twoje dziecko i śledzić je na ulicy. Możesz zabrać dziecku telefon i komputer i zabronić wychodzić mu na podwórko. Wiesz, ilu zboczeńców grasuje w sieci i na ulicy?? Serio, pozwalasz, by miało z nim do czynienia??

Aktywna strategia ochrony dziecka

Możesz też rozmawiać z nim o konsekwencjach nierozważnych zachowań w sieci i na ulicy, zapoznać je z zasadami, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać – nie tylko o bezpieczeństwie, ale również po prostu, o życiu.

Rolą rodzica jest przygotowanie dziecka do wejścia w świat internetowy i pozainternetowy, tak by było to środowisko przyjazne, wspierające jego rozwój i rozwijającej potencjał.

Szykując się do napisania tego tekstu, w którym w roli głównej miały wystąpić „ciemne strony internetu”, zrozumiałam, że najważniejsze jest o pytanie o to, dlaczego dziecko wchodzi do zakazanych zakamarków internetu, dlaczego skręca w te niebezpieczne uliczki.

I temu chcę poświęcić dalszą część tekstu i  z małym przymrużeniem oka, ukazać relację rodzica i dziecka i w tym celu wyodrębniłam kilka typów rodziców.

źródło: deviant.art

Rodzic Terrorysta

– Nie bądź taki ostry, tato, obniż poprzeczkę…

Rodzic Terrorysta zakazuje, zabrania, karze, monitoruje, włamuje się na konto społecznościowe, zabiera telefon, rekwiruje komputer. Zbyt wysokie wymagania stawiane dziecku powodują w nim lęk. Przewaga kar, gróźb, krytyki, dezaprobaty, zakazów, ograniczeń, sprawia, że dziecko czuje się niepewnie. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że poszuka miejsc, w którym tę pewność odzyska. A gdzie o to łatwo? Gdzie możemy wykreować się na kogo tylko chcemy? 

Rodzic Malkontent

– Mamo, im częściej będziesz mówiła mi, że internet i smartfon jest zły, tym mniej poważnie będę traktował twoją opinię.

Rodzic Malkontent wciąż narzekający, że dziecko za dużo czasu spędza przez monitorem, marudzi, że internet zły, że telefony złe, że kiedyś było lepiej, w którą stronę zmierza ten świat, nie trafi z przekazem do dziecka. Dziecko narażone na nieustanne marudzenie, narzekanie, krytykowanie wszystkiego, zaczyna dzielić te uwagi na pół. Skoro wszystko jest absolutnie złe, to może wszystko jest dobre?

Rodzic Helikopter: 

– Mamo, jak jest cię dużo, wszędzie i zawsze to nie znaczy, że naprawdę jesteś..

Rodzic Helikopter, rodzic nadopiekuńczy, nieustannie krążący nad dzieckiem, wyręczający go we wszystkim. (więcej pisałam o nim pisałam tutaj). Monitorujący komputer, zaglądający dziecku przez ramię, gdy ten korzysta z telefonu.
(Chyba, że mówimy o dzieciach poniżej 7 roku życia: te nie powinny samodzielnie korzystać z urządzeń połączonych z internetem).

Internet to zło. Bezpieczny komputer to wyłączony komputer. Bezpieczna ulica to ulica, na którą patrzymy przez okno pokoju z mamusią przy boku.
A co, jeżeli dziecku w pewnym momencie  zajrzy tam i zobaczy, że wcale aż tak strasznie tam nie jest? Mama całe życie kłamała?

Przy okazji: nie zapomnę jak kiedyś moja córka usunęła mnie ze znajomych na fejsbuku bo… lajkowałam wszystkie jej zdjęcia. Tak, biję się w pierś, byłam rodzicem helikopterem sądzącym, że moje dziecko potrzebuje mojego wsparcia w social media 🙂

Rodzic Tabu

– Mamo, opowiedz mi o świecie, również tym, który być może mnie nie dotyczy.

Rodzic Tabu przemilcza pewne sprawy i zamiata je pod dywan. Zakazany w domu owoc, w internecie na wyciągnięcie ręki. Gdy w domu o p-e-w-n-y-c-h- s-p-r-a-w-a-c-h się nie mówi, na przykład  tych związanych z seksem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko poszuka tych informacji  na własną rękę. A gdzie najłatwiej? W internecie! Narkotyki, dopalacze, seksting, cybeprzemoc – po co mam mówić o tym mojemu dziecku? Przecież jego to nie dotyczy!

Gdy w gimnazjum mojej córki zostało zorganizowane spotkanie w sprawie zagrożeń związanych z internetem, np. cyberprzemocą, brutalnymi grami komputerowym itp., wiecie ile osób przyszło na to spotkanie? (mimo że wychowawczyni powiedziała o nim podczas zebrania, a spotkanie miało być od razu po wywiadówce).

Trzy. W tym ja.

Rodzic Etykietyzujący

– Tato, jak przykleisz mi etykietkę lenia, głupka i grubasa, takim się stanę. Odkleić ją będę mógł dopiero w wirtualnym świecie, gdzie będę błyskotliwy, zaradny i ładny.

Rodzic Etykietyzujący lubuje się w przyklejaniu potomkowi łatek. Krytykowanie, porównywanie do innych obniża poczucie wartości, które potem dziecko zechce podwyższyć w świecie wirtualnym, gdzie łatwo o wykreowanie na innego, lepszego. Jeżeli w jednym świecie czujesz się niczym młody książę, otoczony jesteś wiankiem wpatrzonych w ciebie fanów, a w drugim jesteś beznadziejnym kretynem – który świat wybierasz?

Rodzic Zagubiony/Wyluzowany

– Mamo, jak nie znam zasad, skąd mogę wiedzieć, co jest dobre, a co złe?

Rodzic, który albo z powodu niewiedzy albo beztroski nie zapoznał dziecka z regulaminem. Brak jasno określonych zasad powoduje w dziecku niepokój i zdezorientowanie, nie wie, co jest dobre, a co złe, nie zna regulaminu, nie ma drogowskazu, nie wie dokąd pójść, czuje się zagubione i zalęknione. W sieci mnóstwo miejsc i społeczności, które z chęcią je przygarną w swoje progi…

Dziecko zwykle ucieka w świat wirtualny, bo realny go z jakiś powodów przytłacza, nie radzi sobie w nim.

Rodzic Niekonsekwentny

Kluczem do bezpieczeństwa jest konsekwencja. Nawet najlepiej i najsprawniej zorganizowany system bezpieczeństwa nie sprawdzi się, jeżeli nie będzie konsekwentnie realizowany.

Przykładowo: nie pozwalam mojej 10-letniej córce publikować swoich zdjęć w internecie. Jeżeli zobaczę, że to zrobi natychmiast reaguję i każę jej to usunąć. Nie przymknę na to oka. Zaznajamiam ją z zasadami panującymi w internecie: nie wchodzisz na strony, na których pojawia się informacja, że są dozwolone tylko dla osób pełnoletnich. Nie klikasz w banery. Nie publikujesz swoich danych, miejsca zamieszkania. Starsza córko: nie przyjmujesz do grona znajomych osób, których nie widziałaś w realu. Nie wysyłasz swoich zdjęć. NIGDY nie spotykasz się z ludźmi poznanymi w internecie bez mojej wiedzy.

Jeżeli ktoś ma wątpliwości przed czym ostrzegać lub chce dokształcić się w tej dziedzinie polecam zajrzenie tutaj do sekcji Baza Wiedzy, w której znajdziecie różne poradniki.

*

Cofnijmy się do pierwszej sceny, w której ujrzałam Chłopaka Diabła. Mogłam wtedy zakryć córce oczy i szepnąć:
– Nie patrz teraz w prawo. Abssssolutnie nie patrz teraz w prawo.

Albo odwrócić jej uwagę:

– Popatrz, jaki piękny ptaszek leci na górze!

Ale co z tego? Przecież nie uchronię jej przed całym złem tego świata. Nie sztuką jest zakazać, ukryć, udać, że problemu nie ma.

Dowiedziawszy się, że szukała ze straszą siostrą w internecie informacji o skaryfikacjach mogłam ją, niczym rygorystyczny rodzic, opierniczyć i za karę odciąć dostęp do internetu. Albo, niczym rodzic etykietyzujący, zacząć nazywać

– Niegrzeczną dziewczynką, której dziwne myśli w głowie!

Albo, niczym Rodzic Tabu udać że TEGO DEMONA NIE MA.
– Nie ma, rozumiesz?! Świat składa się tylko i wyłącznie z aniołów!

Wolałam jednak wybrać otwartą rozmowę o tym.

W każdym mieście, jeżeli tylko zechcemy możemy znaleźć Diabła, który załatwi nam narkotyki, dopalacze, broń, fałszywe dokumenty tożsamości, stręczyciela, pedofila. Tak samo jak w internecie. Wystarczy skręcić w odpowiednią uliczkę.

Sztuką jest nauczyć siebie i swoje dziecko radzić sobie z ciemnymi mocami i demonami internetu i reala. Wiedzieć, że istnieją, ale że najlepiej trzymać się od nich z daleka.

nishka_banner_1200

Niniejszy tekst powstał w ramach cyklu „Dialogi o cyberświecie”, który prowadzę z marką Orange: autorem opracowań, raportów i materiałów poświęconych bezpieczeństwu dzieci i młodzieży w Internecie, które znajdziecie na stronie orange.pl/bezpieczenstwo. Inne teksty, które powstały w ramach naszego cyklu:

 Dlaczego promowałam w sieci pornografię?
 Cyberprzemoc: Czy dziecko może być mordercą?
 Reputacja online: Słodka pupcia na Facebooku
 
Internet i urządzenia: Cyfrowa rzeź niewiniątek
 Nowa moda wśród młodzieży: Seksting.

Komentarze:

  • karolina

    Uwielbiam ten cykl „Dialogi o cyberprzemocy” bo każdy odcinek przedstawiasz w wyjątkowo ciekawy sposób. Miesiąc temu mój faworyt: tekst o sekstingu poparty raportami, a tu tak trudne tematy o przedstawione w formie pogranicza fikcji i rzeczywistości. Bo jak myślę o tych ciemnych stronach internetu to aż nie chce mi się wierzyć, że mogą być prawdą, że coś takiego może naprawdę istnieć. Chcę wierzyć, że to fikcja. Nie wiem też, czy Twoje spotkanie z demonem to prawda czy literacka twórczość blogowa 🙂 ale tak naprawdę to nie ma znaczenia.

    • Dziękuję bardzo za miłe słowa. Zapewniam Cię, że spotkanie z demonem na ulicy i opisany dialog z moją młodszą córką jest prawdziwy 🙂 Choć rzeczywiście to tak naprawdę nie ma znaczenia.

  • CeciliaLind

    Bardzo dobry wpis, przeczytałam z zainteresowaniem od początku do końca (a nie mam dzieci ;)).

    • Dziękuję bardzo, tym bardziej mi miło!

  • Nishko, dziękuję Ci. Chociaż moje dzieci są małe, nie dotyczy mnie jeszcze w ich kontekście cyberprzemoc, już zastanawiam się jak ugryzę ten temat, wrócę do tego tekstu za kilka lat. Na razie próbuję im wytłumaczyć, że nie wszyscy ludzie są dobrzy, że nie wolno zbytnio spoufalać się z nieznajomymi, itp. Oczywiście dochodzi przy tym do śmiesznych sytuacji np. kiedy córka uśmiechnęła się i zaczęła zagadywać do miłego starszego Pana w kolejce, po czym, przypomniawszy sobie moje wywody, na cały sklep zapytała „Mamusiu, zobacz, ten Pan jest dobry i na pewno nie chce zrobić mi nic złego, prawda????”

    • Słodziak :))

    • PS Bo to trudne czasy – z jednej strony chce się nauczyć dzieci, żeby ufały ludziom, zwłaszcza że w Polsce, w której zaufaniem do ludzi poza rodziny i ogólnie tzw. kapitałem społecznym jest bardzo źle, a z drugiej strony trzeba uczyć je czujności… Weźmy taką piaskownicę – jak zagada pan, dziadek innego dziecka to co, nasze ma niegrzecznie milczeć „bo nie można rozmawiać z obcymi”? To uczy przecież nieuprzejmości, zamykania się..

      • Właśnie mam z tym ogromny problem. Kiedy ten obcy pan jest ok, a kiedy nie? Ostatnio z placu zabaw, w kierunku naszego domu, szedł z nami obcy pan. Rozmowa stawała się dla mnie niekomfortowa, pan odprowadził nas pod bramę. Nie wiedziałam co zrobić, żeby się od nas odczepił, trójka dzieci słuchała uważnie. W końcu wymyśliłam i powiedziałam, że przepraszam go, ale uczę dzieci nie rozmawiania z obcymi, więc już się pożegnamy. Zadziałało. Ciężko jednak wytłumaczyć dzieciom, że można grzecznie odpowiedzieć, czy przywitać się, ale uważać, kiedy rozmowa zbacza na niebezpieczne rewiry. Szczególnie, kiedy dziecko ma 4 lata i wszyscy są głównie dobrzy (oprócz potworów, wilków i smoków). Oglądamy gadki, dzieci są bardzo po nich nastawione podejrzliwie do obcych. Może to na chwilę obecną jest sposób. Sama nie wiem.

        • Emily Pe

          całareszta.pl – a może uczyć rozważnego kontaktu z obcymi? tzn. pokazywać, że warto z obcymi rozmawiać, ale pamiętać, że pewne sytuacje/zachowania są alarmem i wtedy uciekać? bo zastanawiam się czy takie podejrzliwe nastawienie do obcych nie jest w gruncie rzeczy bardzo przykrą rzeczą w dzisiejszym świecie? pamiętam, że moja mama zawsze uczyła mnie dwóch rzeczy: że warto ludziom ufać, że warto rozmawiać z obcymi, nawiązywać znajomości z ludźmi, których się nie zna, a których spotykamy w codziennym życiu (w kolejce do lekarza, w pociągu, na spacerze), a jednocześnie tłumaczyła mi kiedy kontakt z obcą osobą jest podejrzany, kiedy i jak reagować. dziś bardzo brakuje mi w kontaktach między ludźmi otwartości, każdy zamknięty jest na swoje sprawy, obcy ludzie nie nawiązują ze sobą kontaktów, dla mnie to straszne i smutne. dlatego mam bardzo mieszane uczucia, kiedy słyszę, że rodzice uczą dzieci nieufności do dorosłych. rozsądek, rozwaga – tak, ale nie nieufność, podejrzliwość – to zła droga. tworzymy społeczeństwo ludzi zamkniętych na innych, nieufnych, a przecież otwartość, zaufanie to niesamowicie ważne i piękne rzeczy w relacjach między ludźmi.

          • Ja ciągle zachęcam dzieci do kontaktu z obcymi i go nie zabraniam (w przytoczonej przez mnie sytuacji pan zaczął mówić dziwne rzeczy, w stylu jesteście takie ładniutkie, próbował córkę pogłaskać, stał pod bramą naszego domu, itp.). Moje dzieciaki są pół-Australijczykami, we krwi mają otwartość. Zresztą przykład idzie z góry, a ja zawsze wszystkich naokoło zagaduję, więc nie sądzę, żeby dzieci były jakoś szczególnie negatywnie nastawione do obcych. Mimo wszystko, muszę jednak tłumaczyć, że nie wszyscy są dobrzy i nieszkodliwi. I masz zupełną rację – kilkakrotnie byłam świadkiem sceny, kiedy mama odciągała dziecko od kogoś, kto po prostu miło się uśmiechnął. Jest to bardzo smutne, ale i świat stał się przez tabloidy wyolbrzymiony do potwornego, podejrzliwego miejsca.

  • Nishko moze trochę nie w temacie, ale zostawiam Ci zdjęcie (diabła) i informuję, że z tego się wyrasta 😉 Wiem z autopsji 🙂

    • Ale rogów implantów o- na głowie i uwaga uwaga – plecach! sobie nie wstawiłaś więc masz łatwiej z tym wyrośnięciem 🙂

      • Ale chciałam 🙂 Już byłam na ostatniej prostej, by to zrobić i zdecydowanie łatwiej się je wyciąga niż zakłąda 🙂 Chciałam też przepołowić jezyk, ale, gdy się dowiedziałam, że po zabiegu język się przypala (by się nie zrósł) zrezygnowałam 🙂 Na szczęścierw porę się z tym wszystkim opamiętałam 🙂

  • Pamiętam, że jako nastolatka zawsze minimalizowałam wszystko, gdy moja mama wchodziła do pokoju, w którym mieliśmy komputer. Nie dlatego, że robiłam coś złego, po prostu zawsze niby niepostrzeżenie zaglądała mi przez ramię, a przecież gdy np rozmawiałam z koleżanką to dokładnie tak jakby podsłuchiwała naszą rozmowę. Mama tego nie rozumiała, myślała z pewnością, że coś przed nią ukrywam, a ja faktycznie się tak czułam. Winna, że muszę coś chować. To uczucie zostało ze mną nawet gdy byłam już na studiach! Niesamowite. Mam nadzieję, że nie zapomnę o tym, gdy sama będę mieć dzieci. A prawda jest taka, że drugiej tak rozsądnej w korzystaniu z sieci nastolatki to ja nie znałam 😉 na pierwszych portalach społecznościowych byłam „AnuŚką D.”, podawałam co najwyżej miejscowość, a moje avatary były stockowymi zdjęciami. No, ale trochę ją dzisiaj rozumiem, nie znała tego świata, nie znała jego zasad i zwyczajnie się martwiła. Korzystając z Twojego porównania – pewnie czuła się tak, jakby jej dziecko nagle samo chodziło po podejrzanie wyglądających uliczkach wielkiego miasta, w którym sama nigdy nie była. 🙂 Mam nadzieję, że wielu rodziców weźmie sobie Twoje słowa do serca!

  • Iwona Mandrewicz-Kowalska

    Świetnie napisane, dziękuję! Powinien być jeszcze rodzic Przewodnik – taki, który informuje, pilnuje, żeby dziecko nie zbaczało z właściwej ścieżki ale robi to nie nakazami czy zakazami a rozmową i przybliżaniem świata, ze wszystkimi jego dobrymi i złymi stronami. Przewodnik wytłumaczy, jakie zagrożenia czyhają w internecie i dlaczego nie powinno się w danym wieku wchodzić na jakieś strony, powie, że chętnie odpowie na wszystkie pytania, zaspokoi ciekawość dziecka – a dziecko samo będzie sobie cenzurowało to, co ogląda ( żeby nie było, że to jakaś utopia – moja córka po odbyciu ze mną poważnej rozmowy nt. treści w internecie – a miała wtedy ok. 10 lat – sama zaczęła sobie wybierać strony czy programy telewizyjne, które mogłyby jej zaszkodzić np. koszmarami sennymi ). ( Zapomniałam dopisać, że ma teraz prawie 17 lat i dalej to robi, tylko teraz ma już dużo większą wiedzę o życiu i świecie ). Przewodnik nie boi się też poruszać tematów taboo, bo uważa, że takich nie ma – wszystko zależy od tego, kto i jak na co patrzy. Np. nagość jest normalna, to ludzie robią z niej sensację i sprawiają, że inni też zaczynają patrzeć w ten sam sposób. A przecież nic, co ludzkie, nie jest mi obce 🙂

    • Iwona Mandrewicz-Kowalska

      Dopowiem jeszcze, że u nas bardzo dobrze zadziałała metoda „na Wojtka”. Dla tych, co może nie pamiętają – była taka akcja w telewizji o zagrożeniach w internecie i pokazano, jak mała dziewczynka pisze: „cześć, jestem Ania, mam 10 lat”. Pokazano, jak pojawia się odpowiedź: „cześć, jestem Wojtek i też mam 10 lat” – i tu kamera odsuwała się od ekranu i pokazano od tyłu siedzącego grubego faceta w niechlujnym ubraniu. Znalazłam to gdzieś w internecie i pokazałam córce, podziałało piorunująco. Nabrała takiego urazu, że jest chyba nawet ostrożniejsza ode mnie i bardzo kontroluje to, co komu, gdzie i kiedy udostępnia.

      • Iwona, tak jak już uczyniłam to na fanpejdżu – dziękuję Ci za dołożenie do listy rodziców Typ Rodzica Przewodnika. Wymienione przeze mnie typy nie są zbyt pozytywne i zdecydowanie zabrakło jakiegoś przykładu, z którego można czerpać i Twój Przewodnik jest idealny 🙂

      • PS A z tą metodą na Wojtka, to tak pamiętam to doskonale, to była świetna kampania Fundacji Dzieci Niczyje. Niedawno młodsza córka pokazała mi ten plakat w swojej.. książce z polskiego (lub jakiegoś innego przedmiotu, zapomniałam 🙂 – bardzo mnie to ucieszyło, że prezentują ją dzieciom, bo bardzo przemawia do wyobraźni!

  • Uwielbiam ten cykl Nishko! Wspomniałaś o tej „niezwykłej” frekwencji w gimnazjum Twojej córki – i wiesz co, ręce mi opadają w takich sytuacjach. Zanim przejdziemy do edukacji dzieci, należy skupiać na rodzicach jak do nich dotrzeć. Fajnie, że część blogosfery staje się jakościowym kontentem informacyjnym i miejscem do dyskursu! Z mojego brytyjskiego podwórka, zauważam także istnienie rodziców bawiących się w „oversharing” – nagminne dzielenie się i wręcz przesadzone promowanie wizerunku dziecka, często ocierające się o seksualizację pociechy. Przykład: znajomy organizował Halloween Party dla swoich nastoletnich córek oraz ich kolegów/koleżanek. 14/15 latki były przebrane w kostiumy typu: zakonnica, cheerleaderka, wiedźma, diablica – tylko to wszystko było w wersji hard porno! Te ubrania kojarzyły się ciuszkami z sexshopu, o pozach dziewczynek nawet nie wspomnę. Zobaczmy paradoks: ktoś te ubrania swoim dzieciom zakupił! i to był rodzic! dodatkowo cała wręcz sesja z tego party została umieszczona na profilu tego znajomego (rodzica podkreślę ponownie) z opisami zachwytu typu „party of my life!”. Nie wiem jak ogarnąć tenże „trend” i jak naukowo („kulturalnie”??!!) nazwać ten typ rodzica.

    • Brawurko, Ty zawsze masz takie pikantne przykłady, że aż człowieka dreszcze przechodzą!
      Może kiedyś stworzymy jakiś wspólny cykl o dziwactwach tego świata? 🙂

      • Jestem zdecydowanie „za” :). Nishko, gdyby zabrakło „materiału badawczego” w Polsce, zapraszam w celach naukowych na Wyspy :)!

  • A mnie się naprawdę spodobało rzeczowe podejście Twojej córki do ‚diabła’. Ot, chłopak, który dziwnie wygląda, po takich a takich zabiegach plastycznych, niektórzy tak mają. Jedna z barw świata. Trochę mi to przypomina ‚poprzednią’ różnicę pokoleniową w podejściu do tatuaży: moja mama wzdraga się za każdym razem, kiedy wspomina mojego wytatuowanego kuzyna i ‚nie rozumie, jak można się dobrowolnie tak zeszpecić’, ja wywracam oczami, bo i moim zdaniem za pięknie to nie wygląda, ale ‚oooj mamo, przecież to tylko tatuaż, ważne, żeby to on był zadowolony, przecież jest dorosły…’ Myślę, że to zmiana w technologii, ale nic nowego w mentalności.

    • Ciekawe na to, że człowiek wzdryga się ma wpływ to że zostaje rodzicem? 🙂
      Z ciekawości: ile masz lat? 🙂

      • 28. Kuzyn tyle samo, dialog powraca od dekady 🙂
        Btw., w czasach mojego dorastania (więc Twojego pewnie też) TV już chyba oferowała pierwszych ludzi z rozdwojonymi językami 🙂

  • Fajny materiał, naprawdę!

  • Aszke

    Wytatuowanymi. Bez Ł:)

    • W większości przypadków napisałam to słowo poprawnie, ale w jednym rzeczywiście wkradł się ten chochlik „ł” – dzięki za cynk 🙂

  • JoannaBeataa

    Świetny tekst ! Wciągający i pouczający zarazem. Zabieram się za pozostałe teksty z tego cyklu! Trafiłam do Ciebie przez przypadek, a zdecydowanie zostanę na dłużej !

    • Bardzo mi miło, cieszę się, rozgość się! 🙂

  • Dzieci są dobrymi obserwatorami, zazwyczaj znacznie lepszymi od wielu dorosłych. Gdy więc rodzic zacznie czegoś zakazywać albo na siłę coś kontrolować, to one będą robić wszystko po kryjomu. A ponieważ są dobrymi obserwatorami to najprawdopodobniej dobrze wszystko ukryją. Dlatego sądzę, że rozmowa z dzieckiem na każdy temat, pomoże nam lepiej nasze dzieci poznać, ich zainteresowania i ich wiedzę o wszystkim i wiele innych. Ale i dzieci poznają wtedy nasze poglądy na różne tematy, a gdy będziemy nasze dzieci traktować poważnie to i one potraktują nasz poglądy w sposób poważny.

  • Najprościej jest zamykać oczy, i udawać że się nie widzi. Zatykać uszy, i udawać że się nie słyszy. Zamykać usta, i nie reagować. Na szczęście mi rodzice dawali wskazówki (zamiast zakazów), pozwolili na popełnianie błędów, i wiele rozmawiali. Myślę, że to jest najważniejsze – mieć dobry kontakt, i budować wzajemny szacunek i zrozumienie.

  • A

    ‚Rodzin Tabu’ ? – rodzic tabu – miało być tak? ;))

  • Pingback: Dziecko nauczy Cię w internety, Ty naucz dziecko w życie. | Nishka()

  • Pingback: Jak się robi (mądre) dzieci? | Nishka()

  • Pingback: Czy internet może zabić? Morderstwo na kliknięcie - Nishka()

  • Pingback: Największe zagrożenie związane z internetem? Że rodzic zabierze mi dostęp :) - Nishka()