Czy warto iść z dzieckiem do psychologa?

Gdy moja starsza córka miała około 4-5 lat przedszkolanka zasugerowała mi, żebym udała się z nią na wizytę do psychologa. Głównym problemem było to, że córka była nieposłuszna, krnąbrna i miała trudności z zastosowaniem się do poleceń nauczycielki.

fot. Mrg. Allen

Jak zareagowałam na tę sugestię?

Rodzice zwykle reagują na któryś z poniższych sposobów:

1. Obrażenie się:

— Jest mi przykro, że sugeruje pani, że z moim dzieckiem jest coś nie tak.

2. Oburzenie się:

— Moje dziecko powinno iść do psychologa? A może to pani chce sobie po prostu ułatwić pracę i mieć stado posłusznych dzieci?

3. Smutek:

— W którym momencie popełniłam błąd? 🙁

4. Zaprzeczenie:

— Moje dziecko nie jest krnąbrne i niegrzeczne, moje dziecko jest indywidualistą!

5. Zignorowanie:

— Phi.

6. Akceptacja:

— Skoro tak pani sądzi, to okej, pójdę z moim dzieckiem do psychologa.

 

 Nie widzę nic złego lub wstydliwego w chodzeniu z dzieckiem do psychologa. Jeżeli boli mnie ząb: idę do dentysty, jeżeli pojawiają się problemy z uchem: idę do laryngologa, a jeżeli pojawiają się problemy z zachowaniem, z którym sobie nie radzę, idę do psychologa.

W myśl powiedzenia „Kto chce szuka sposobów, kto nie chce szuka powodów”, jestem zwolenniczką szukania sposobów na to jak sytuację poprawić, a nie szukania powodów, dla których nie warto jej poprawiać. W pierwszej chwili, usłyszawszy od przedszkolanki sugestię, by pójść z córką do psychologa chciałam zaprotestować, ale doszłam do wniosku, że skoro sama borykam się z jej nieposłuszeństwem, to może rzeczywiście pomysł na to, by pójść do profesjonalisty jest dobrym pomysłem? I poszłam.

O tym, jak przebiegła wizyta i czego się dowiedziałam napiszę Wam jutro. Dziś zapraszam do dyskusji: czy kiedykolwiek byliście ze swoimi dziećmi u psychologa lub pedagoga? Czy rozważaliście taką wizytę? Czy ktoś Wam kiedyś taki pomysł podsunął? Jak była/by Wasza reakcja?

*

Na koniec dialog świeży jak bułeczki, z wczorajszego wieczoru:

—  Ach, cieszę się, że układacie puzzle, a nie że tylko te komputery i tablety! — wykrzykuję rozanielona do córek.

—  Mamo, opanuj się, bo zaraz nam się odechce.

Komentarze:

  • Masz rację – nie ma co się obrażać ani fochować, psycholog normalna sprawa 🙂 ja regularnie biegam do przedszkolnego i jestem jedną z niewielu w moim otoczeniu, która tak robi 🙂

    • I bardzo słusznie. Korzystać z porad psychologa, czyli przyznać przed sobą, że są pewne obszary, w których chcemy się poradzić profesjonalistów oznacza, że jesteśmy Profesjonalnymi Rodzicami 😉 Żartuję, ale tak mi się skojarzyło Perfekcyjna Pani Domu, Profesjonalna Mama 😉
      Swoją drogą, fajnie, że w Waszym przedszkolu jest psycholog! (w moim nie było, musiałam sama sobie zorganizować). Czy dobrze rozumiem, że on jest po prostu do Waszej dyspozycji? Ma np. dyżury i możecie śmiało umawiać się z nim na wizyty?

      • A to nie jest normą, że w przedszkolu jest psycholog? U nas jest i też korzystaliśmy 😉 Wydaje mi się, że każde przedszkole (przynajmniej państwowe) jest objęte opieką poradni psychologiczno-pedagogicznej. Nie zawsze psycholog musi mieć dyżury w przedszkolu (nie zawsze może jest miejsce), ale ma dyżury w poradni.

        • Mhm, nie wiem.. Wydaje mi się, że ja wtedy sama sobie znalazłam psychologa, choć rzeczywiście był z jakiejś poradni (a nie prywatny). Więc może naprawdę ta poradnia była podpięta pod przedszkole? (była oddalona o dobrych kilka kilometrów, ale w sumie tak jak piszesz tak może być). W sumie ta opisywana dziś przeze mnie sytuacja miała miejsce dobrych kilka lat temu więc nie pamiętam. Przebieg spotkania pamiętam, ale to jak do niego doszło niezbyt 😉

          • My chodzimy prywatnie i tam jest troszkę inaczej niż w państwowym 🙂 Dzieci mają pełne zajęcia z psychologiem nie tylko obserwację 🙂

  • Projekt Londyn

    No tak, ja raz rozmawiałam z psychologiem przedszkolnym. W sumie to nie raz, ale trzy. Pani generalnie zachowywała się jakby miała problemy ze sobą, bo za każdym razem musiałam jej od nowa opowiadać w czym jest mój problem. Po czym stwierdziła, że to zachowanie normalne dla jego wieku. No. Więc tyle ten tego.

    I generalnie – myślę podobnie, jak Ty. I nie tylko w stosunku do dzieci, ale też do dorosłych. Myślę, że wielu tragedii udałoby się uniknąć, gdyby pójście ze swoimi problemami do psychologa czy nawet psychiatry nie było w Polsce wstydem…

    • Ech, czyli Wy niezbyt dobrze trafiliście? Tak jak w każdej profesji znajdują się osoby dobrze wykonujące swoją pracę i gorzej.. Choć kto wie, może jednak rzeczywiście zachowanie Twojego synka było normalne dla jego wieku 🙂
      A z tym polskim wstydem to rzeczywiście ze smutkiem muszę to potwierdzić. WIele osób utożsamia wizytę u psychologa lub psychiatry jako równoznaczną z chorobą psychiczną :/

  • Najpierw zareagowałam 1, później 5, następnie przemyślałam i stwierdziłam, że może faktycznie coś jest nie tak i wybrałam 6. Pani doktor przez telefon mnie wyśmiała, że nie ma możliwości, żeby dziecko było za grzeczne, bo za często się je chwali 🙂 Taką właśnie dostałam reprymendę w szkole 😉

    • Czy ja dobrze rozumiem, że nauczyciel zasugerował Ci, że za często chwalicie swoje dziecko w związku z tym jest za grzeczne? Że to był ten problem wychowawczy, który zasugerował Wam belfer? 🙂

      • Dokładnie tak 🙂 Chwalony jest za często i dostosowuje się do naszej o nim opinii, tzn nie chce nas zawieść i jest grzeczny ponadprzeciętnie. Nie powinniśmy więc mu tak często mówić, że jest fajnym, kochanym, grzecznym, miłym, uczynnym i sympatycznym chłopcem 🙂 Oczywiście psycholog nas wyśmiała, ale powiem Ci, że sama w pewnym momencie zwątpiłam.

  • Ja osobiście zawsze lubiłem chodzić w szkole do psychologów. To zawsze byli najlepsi nauczyciele. Dlatego nie będę miał oporów z taką wizytą, jeśli pojawiłaby się taka sugestia.

  • Moim zdaniem psycholog to nic zdrożnego. Warto udać się po pomoc.

    Z Synem byliśmy u psychologa gdy w pierwszej klasie nie radził sobie z emocjami.

    Syn był raz…potem My, Rodzice przychodziliśmy sami. Bo okazało się, że to nie dziecko „trzeba naprawiać” ale my musieliśmy się nauczyć jak z nim postępować.

    Jako „weteranka” wszelakich terapii wiem, że psycholog też jest człowiekiem i że są różni, jak i zresztą inni lekarze…

    My trafiliśmy na świetną babeczkę, która nie tylko z Michałem, ale również („przy okazji)” bardzo pomogła w budowaniu dobrych relacji między mną a małżem.. 🙂

    A to moja subiektywna opinia odnośnie terapii i chodzeniu do psychologa : http://szafaskrajnej.blogspot.com/2014/01/5-wybranych-mitow-o-terapii.html

    • Dokładnie tak to właśnie wygląda: to zwykle rodzice muszą nad sobą popracować. Twój wpis bardzo fajny – polecam! Gosia rozprawia się z popularnymi mitami dotyczącymi terapii.

  • jatoto

    odnosze wrazenie, ze psycholog dla niektorych to jak psychiatra co najmniej …. czasem warto zapytac kogos co sadzi o naszych problemach… bo moze przesadzamy, albo czegos nie dostrzegamy… ja rowniez wielokrotnie bylam u psychologa, a moja mama jest nauczycielem i tez swoich podopiecznych nie raz wysyla na wizyty…

    • Otóż to, nie dość, że utożsamiają wizytę u psychologa z wizytą u psychiatry, to na dodatek utożsamiają wizytę u psychiatry z chorą psychiczną, a to przecież wcale tego nie musi tego oznaczać. Dla mnie fakt, że rodzic ( ale również dorosły borykający się z problemami) kieruje się ze swoim dzieckiem (lub sam ze sobą) do psychologa oznacza właśnie normalność. Nienormalne jest spychanie problemów pod dywan, bagatelizowanie ich, udawanie, że ich nie ma albo zgrywanie twardziela, że samemu się sobie z nimi poradzi. Zamiatane pod dywan problemy zawsze wypłyną spod tego dywanu i to ze dwojoną siłą.

  • Nam psycholog pomógł w diagnozie problemu, gdy nasz syn miał ok 3,5 roku. Zawsze był dzieckiem bardzo ruchliwym i outsiderem, ale w pewnym momencie zaczął się wycofywać ze wszelkich aktywności, nie podejmował wyzwań, nie brał udziału w grupowych zajęciach w przedszkolu, w domu nie chciał rysować, śpiewać, budować z klocków. Okazało się, że będąc wielkim fanem swojej starszej o 4 lata siostry, która stanowiła dla niego autorytet, wyrocznię i bóstwo, młody doszedł do wniosku, że do niej nie doskoczy. A skoro nie narysuje, nie zaśpiewa, nie zatańczy tak jak ona, to lepiej tego wcale nie robić. Psycholog to wyłapał, my nie. Kilka miesięcy naszej i przedszkolnej pracy nad poczuciem własnej wartości i pewności siebie młodego (już bez wizyt u psychologa, wystarczyła nam diagnoza) – i nie ma śladu po problemie. Siostra nadal jest autorytetem, ale młody wierzy w siebie i odnosi z zadowoleniem sukcesy na miarę swoich niemal 5 lat 🙂

    • Katarzyna Sarnowska

      Dzięki za ten wpis, za to, że jest udowadniasz, iż tak malutkie dziecko też może mieć kłopoty ze sobą. Że nie jest TYLKO dzieckiem, jak to niektórzy rodzice myślą. Fajnie, że trafiliście na takiego terapeutę 🙂

    • To niesamowite jak dzieci sobie czasem mogą w głowach ułożyć rzeczywistość, „przeinterpetować” i „przedefniować” ją. Jak mały banał, jakaś myśl, która w ich głowach zakiełkuje („nigdy nie będę taki fajny jak moja siostra”) może doprowadzić do poważnych konsekwencji („nic tu po mnie, chcę być niewidoczny”).
      Inna sprawa, że przecież równie dobrze moglibyście nie zareagować.
      – Ot, nie lubi rysować i bawić się klockami, co poradzić? Ot zamknięty w sobie, nieśmiały, taki typ z naszego synka. –

      moglibyście wzruszyć rękami i nic w tym nie zrobić i chłopiec coraz bardziej zamykałby się w swoim świecie.

      Na szczęście zareagowaliście 🙂

      • Trudność polegała na tym, że i on i siostra wykazują uzdolnienia i pasje w tym samym kierunku. Psycholog twierdziła, że jeśli córka kocha taniec, muzykę i śpiew, to jego należy pchnąć w piłkę, judo czy coś innego. Tu minus dla psychologa, bo nie chciała przyjąć do wiadomości faktu, że dla mojego syna muzyka to całe życie, tylko nagle przestawił się z nadawania na odbiór. Powiedziała, że u tak małego dziecka nie ma jeszcze ustabilizowanych zainteresowań i możemy to zmienić wybierając odpowiednie zajęcia. Zaparłam się i stwierdziłam, że nie będę mu szukać innych ścieżek, jeśli on chce iść tą samą, co siostra. Śpiewał, tańczył i grał tylko kiedy nikt nie widział. Trzeba go było przekonać, że nic w tym złego, że jest 4 kroki za siostrą. Przecież i tak jest mistrz nad mistrze :P. Trudno było wzruszyć rękami i nic w tym nie zrobić, bo dziecko zmieniło się nagle i wyraźnie 😉

        • Marta Szatańska

          i w jaki sposób przekonaliście go, że jest mistrz i że super sobie radzi? same słowy wystarczyły? pochwały?

          • Chwalenie, stawianie wyzwań na jego miarę, podkreślanie sukcesów, proszenie o pomoc w ważnych sprawach – wskazywanie w czym jest nieodzowny i najlepszy (np. stał się ekspertem od ścielenia łóżek i nikt inny tego w domu nie robi tak dobrze jak on :P), wieszanie jego prac, dyplomów, medali na tablicy sukcesów nad łóżkiem itd. Przy czym w akcji braliśmy udział my, przewspaniałe panie z przedszkola, dalsza rodzina, a także siostra – naczelny terapeuta. Np. młody przynosi pracę plastyczną zrobioną w przedszkolu – siostra prosił żeby jej pokazał, nauczył jak ona może taką zrobić, albo uczy ją przedszkolnych piosenek i wierszyków. I kto jest wtedy mistrzem i autorytetem? 😛
            Dużo dało też przygarnięcie małego kotka, którym może się opiekować, karmić, głaskać itd…

  • My też korzystaliśmy z pomocy psychologa i pewnie jeszcze nie raz skorzystamy. Kiedy sobie nie radzimy, kiedy nam się wydaje, że wszystkiego już próbowaliśmy i nic nie działa – idziemy po pomoc. Czasem przydaje się też spojrzenie na „problem” z zewnątrz.

    • I bardzo słusznie. Oby takie podejście jak to przez Ciebie opisywane stało się normą. Oby ludzie nie utożsamiali wizyty u psychologa z czymś wstydliwy i nieodpowiednim. Poza tym dokładnie tak jak piszesz: daje to możliwość spojrzenia na problem z zewnątrz. Ja ostatnio dawno nie byłam u psychologa, ale za to przegaduje wszystko ze swoją przyjaciółką, a ona ze mną i dzięki temu właśnie otwieramy się na inną perspektywę. Człowiek często ma na oczach klapki i nie dostrzega oczywistych rzeczy, np. faworyzowania jednego dziecka, specyficznego tonu głosu, który przyjmuje się wobec dziecka itd.

  • Jaka byłaby reakcja?
    Pewnie spróbowałbym przemyśleć argumenty: dlaczego? po co?
    (choć nie jest wykluczone, a nawet dość prawdopodobne, że zacząłbym od wypierania 🙂 )

    Tak, tak, tak – warto korzystać z pomocy. Nie powinno to jednak (tak uważam) zabierać od nas odpowiedzialności (i wydaje mi się, że takie ryzyko może się pojawić). To, że wybierzemy się do psychologa (czy nawet psychiatry w razie potrzeby) nie spowoduje pojawienia się umowy cesji odpowiedzialności za dziecko na psychologa (psychiatrę). Ona jest cały czas po naszej stronie.

    I jeszcze … (niestety) wszędzie można spotkać ludzi, którzy nie powinni być na miejscu na którym są. Psycholog, przedszkolanka, nauczyciel … nie ważne kto.

    I z ciekawością czekam na następny wpis 🙂

    • Fajnie, że zwróciłeś na to uwagę, nie możemy zrzucać na psychologów odpowiedzialności.W naszych głowach nie możemy tworzyć skrótów myślowy pt.:
      pojawienie się problemu = wizyta u psychologa = diagnoza = zniknięcie problemu.

      Czyli cecha naszych czasów: chcemy mieć wszystko szybko, prosto, bezproblemowo. Zapłacę psychologowi i on za mnie rozwiąże problem z dzieckiem. Ok, problem rozwiązany? Przechodzimy do następnego projektu.

  • Katarzyna Sarnowska

    Ja chętnie wybrałabym się ze swoim gimnazjalistą. Czasami mam wrażenie, że może nawet codziennie 😉 No, ale dam mu dziś spokój, bo egzaminy pisze 😉 Czekam na twoje/wasze wrażenia.

    • A wiesz, że dziś o pomyślałam o Twoim synu gimnazjaliście? 🙂 Mimo, że się nigdy nie widziałyśmy, znamy się jedynie z widzenia na moim blogu, to słysząc dziś w radiu, że gimnazjaliści właśnie zaczęli pisać test z historii (lub humanistyczny?), pomyślałam „No, trzymam kciuki za syna Katarzyny Sarnowskiej”! 🙂 Daj znać, jak mu poszło!

      • Katarzyna Sarnowska

        O rany, dzięki, to miło 🙂 Mój dryblas skwitował całość: luuuuzzzz. Jutro będzie jego żywioł, bo to matematyczna kudłata głowa 🙂

  • Ziuta Nowak

    no własnie z tymi reakcjami rodziców bywa rożnie i współczuję przedszkolankom- bo jednak mówią to w trosce o dziecko

    nam również zasugerowano wizytę z synem w poradni, ponieważ mając ok. 5 lat nie bawił się z kolegami, siedział i obserwował wszystko nie integrując się z grupa i to zaniepokoiło kadrę, choć mówiłam, ze będąc na podwórku syn bawi się z dziećmi,

    jednak uważam, ze nie warto bagatelizować sygnałów płynących z zewnątrz, więc zgodnie z sugestia poszłam z synem na badania
    wyniki? inteligentny nad wiek, bardzo wrażliwy chłopiec

    W wieku 6 lat syn otworzył się na grupę przedszkolną: był i do tej pory jest lubiany w grupie, zapraszany na prawie wszystkie urodziny, koleżeński typ :)))

    Arte

    • Bardzo słusznie zrobiliście. Moim zdaniem też nie należy bagatelizować sygnałów. Czasem wystarczy jedynie delikatnie popracować nad jakimś problemem, a ten się szybko wyprostowuje. I odwrotnie: nieprzepracowany, może zaskutkować poważnymi problemami. Ucałuj synka 😉

      • Ziuta Nowak

        ok 🙂

  • Joanna Krzak

    Moja siostra jest psychologiem dziecięcym i sama mnie wysłałam do innego psychologa ( bo rodziny leczyć nie chce i dobrze 🙂 ) gdy nasza córa była dość zamknięta w sobie i szczerze powiem , że nie poszłam 😀 , że problem nie był na podłożu psychologicznym a bardziej farmaceutyczno- fizycznym, ale ja o tym wiedziałam i wiedziałam, że tak jest. Natomiast wiele takich nazwijmy nieświadomych rad mojej siostry było niezmiernie pomocnych w kwestii wychowania mojej trójki dzieci. Także ja uważam, że jeśli jest potrzeba to nie ma co się zastanawiać tylko iść do psychologa. Ale na pierwszą wizytę polecam wybrać się bez dziecka, czasem wystarczy taka konsultacja psycholog -rodzic. I jeszcze jedno – czasem siostra mówi, że ludzie przychodzą z tak wyimaginowanymi problemami i na siłę chcą żeby coś było dziecku, że to jest przerażające…oczywiście nic nie mówi konkretnego – wszak tajemnica lekarska itd.

    • Joanna Krzak

      sama mnie wysłałam = sama mnie wysłała….a i problem zamknięcia się córki minął 🙂 jednak takie ilości leków jakie brała ze względu na jej chorobę był znaczący 🙂

    • Ojej, a dlaczego rodzice przychodzą do psychologów z wyimaginowanymi problemami i chcą na siłę, żeby coś im dolegało? Chodzi o jakieś zaświadczenia w szkole? Czy są tak przewrażliwieni? Czy może doszukują się problemów na pozór „odgórnych” (zdiagnozowanych przez psychologa) myśląc, że to wyjaśni ich problemy wychowawcze?

      • Joanna Krzak

        Myślę, że wszytko po trochu. Teraz tak wiele dzieci np: ma zaświadczenia o dysleksji – a po prostu nie chce im się uczyć , a takie zaświadczenie to przyzwolenie troszkę. I też pewnie jako wyjaśnienie własnie tych problemów wychowawczych, bo dziecko jest nazwijmy to niegrzeczne , a rodzicowi nawet nie chce się starać z nim dogadać, a jak ktoś powie, że z dzieckiem jest coś nie tak, to można sobie mówić „nic na to nie poradzę i nie muszę się starać dogadać ..idt” . Moja sąsiadka na siłę chce żeby jej córka była chora. Kiedyś była taka scena, że na SOrze zrobiła aferę , że nie chcą jej do szpitala przyjąć i dziwne rzeczy się tam działy i w końcu ją przyjęli, chciała na neurologię z dzieckiem żeby ją przyjęli i dla świętego spokoju tak zrobili , natomiast przyszedł psycholog do niej i do jej córki, która to rzekomo była chora. ….więc naprawdę nie trzeba daleko szukać ludzi, którzy potrzebują jakiegoś takiego ‚wariactwa’. Wydaje mi się, że tacy rodzice powinni sami iść porozmawiać z psychologiem w swoim temacie a nie temacie dzieci, ale przecież sami nie pójdą , bo to już może byłby wstyd.

      • Bożena Jędral

        Nishka modne stało się branie zaświadczeń na dysleksję, dyskografie i inne urojenia, by wychować nowe pokolenie idiotów 9z góry przepraszam jeśli kogoś uraziłam i jego dziecko ma faktyczne problemy)

  • u nas nie ma kultury korzystania z porady psychologa. dorosły widząc problem u siebie i nawet uświadamiając sobie jego znaczenie i wagę dla jego życia, woli wygadać się przyjacielowi czy innemu księdzu, więc tym bardziej do psychologa nie prowadza dziecka. a dziecko się tego uczy. i tak dalej…

  • Moja Oleńka, choć ma zaledwie 19 miesięcy, u psychologa dziecięcego była nie raz. A właściwie przez pierwsze 5 miesięcy swojego życia miała takiego psychologa stale w okolicy i dwa razy w tym czasie pisał on o niej opinię. Ta pani była też jedną z kilku osób, które opowiadały nam o Oleńce gdy pojechaliśmy ją poznać. Wiem, że mądry psycholog (tak jak mądry lekarz) pomoże rozwiązać problem, a jeśli go nie ma to nie będzie go na silę szukać, dlatego jeśli w przyszłości pojawią się powody do takiej wizyty nie będę się przed nią wahać. Uważam, że lepiej pójść i usłyszeć, że wszystko jest ok, niż czekać i po kilku latach usłyszeć, że trzeba było przyjść wcześniej.

  • Bożena Jędral

    Ludzie bywają dziwni.Sama postarałam się by moja średnia trafiła do psychologa, choć najbliżsi stanowczo się temu sprzeciwiali (co? z dziecka wariata robisz?). Mam nadpobudliwa 8latke, która temperamentem obdzieliłaby kilkoro dzieci. Dzięki opinii psychologa to nauczycielka w szkole musi prowadzić zajęcia w klasie tak by Gaba nie przeszkadzała innym, a nie był karana za brak skupienia. Psycholog również wystawia do do szkoły zaświadczenie, gdy dziecko am wadę wzroku, by siedziało naprzeciw tablicy w pierwszej ławce, niezależnie od wzrostu, rónież szkołą musi wtedy zapewnić odpowiednio skserowane materiały do czytania (duże litery na żółtych kartkach). Nie bójcie się psychologów, od wizyty u nich wasze dzieci nie zgłupieją, co najwyżej wy nieco zmądrzejecie.

    • To ciekawe, co piszesz: „Dzięki opinii psychologa to nauczycielka w szkole musi prowadzić zajęcia
      w klasie tak by Gaba nie przeszkadzała innym, a nie był karana za brak
      skupienia.” Rozumiem, że np. nadpobudliwe dziecko warto angażować w zajęcia typu ścieranie tablicy, noszenie kredy sadzanie na pierwszej ławce itp? Jak nauczyciele Twojej córki poradzili sobie z tą opinią? Dali radę? 🙂

      • Bożena Jędral

        na razie docierają się, teraz idę po zaświadczenie o dużej wadzie wzroku, bo Gabi jest wysoka i wychowawczyni zaczyna mieć problem z tym, że upieram się, że Gaba ma siedzieć na przeciw tablicy w pierwszej ławce,
        wrócę do opinii o nadpobudliwości-nauczyciel z taka wiedzą ma łatwiej, korzysta na tym całą klasa, gdyż jeśli zajęcia są różnorodne, ruchliwe dziecko zaangażowane, to się na tym skupia, reszta klasy tylko korzysta na braku zamieszania

        • Dobrym rozwiązaniem dla takich dzieci są też klasy sportowe, czy też takie, które zapewniają więcej niż w zwykłej klasie, ruchu. Dla mnie kwestia dostosowania aktywności przez nauczyciela do możliwości dziecka (zarówno w kwestii intelektualnej, jak i emocjonalnej, koncentracji uwagi czy wydolności wzroku/słuchu) to priorytet. To rola nauczyciela, aby takie dziecko nie dezorganizowało pracy w klasie. I nie chodzi tylko o nadpobudliwość. Doskonałym przykładem jest to o czym piszesz – wysoki wzrost i słaby wzrok (mnie to czeka za rok z synem), a także kwestia dzieci uzdolnionych. Dzieciak ponadprzeciętnie inteligentny, dla którego program szkolny to nuuuuuuda, bo wszystko umie, może przeszkadzać w lekcjach bardziej niż dziecko takie jak Gaba. Jeśli nie zostanie odpowiednio potraktowane – dodatkowymi, trudniejszymi materiałami do nauki – będzie psocić z braku zajęcia ;).
          Dlatego popieram układ: psycholog – diagnoza, a potem nauczyciel + rodzice – wspólny front w pracy z dzieckiem i znajdowaniu dla niego i otoczenia najlepszych rozwiązań. Sam psycholog nic nie zdziała 🙂

          • klasa sportowa jest rzeczywiście świetnym rozwiązaniem. Moja córka, wulkan energii uczy sie teraz w sportowym gimnazjum i była to jedna z lepszych decyzji, którą podjęliśmy, a właściwie ona sama podjęła.

          • Bożena Jędral

            Moja córka uwielbia matematykę, przed program wybiega, klasa sportowa byłby dla niej idealnym rozwiązaniem, niestety na wsi jest po jednej klasie na dany rocznik w szkole, wyboru nie ma, za to my jako rodzice bardzo staramy się organizować jej czas tak, by rozładowała soje pokłady energii. Współpraca… próbujemy 😉

  • klodia

    Śmieszne mamy społeczeństwo, dużo w ludziach takiego podejścia sprzed kilkudziesieciu lat. I to dotycznie psychologów, religii, sposobu wychowywania ogółem. Ja psychologa się nie boję i wiem, że jeśli Mikołaj będzie miał jakieś problemy, które przekroczą moje matczyne możliwości pójdę, choćby po to, aby usłyszeć, że jest okej i muszę popracować nad moim sposobem wychowywania. Nawet na początku jego zycia myślałam o takiej wizycie…
    Co do samych psychologów to prawda jest taka, że wielu z nich jest mało kompetentnych i to również zniechęca.
    Miałam „przyjemność” kiedyś sama bywać w gabinecie Pani psycholog i nie uzyskałam pomocy. Wysłała mnie, uwaga, do psychiatry, ta natomiast nafaszerowała dość mocnymi lekami z którymi mało odpowiedzialnie, na własną rękę szybko się pożegnałam..
    Mam nadzieję, że w „branży” psychologów dziecięcych łatwiej o specjalistów. I nie mówię o tych prywatnych gabinetach.

    http://www.mumwifeandlife.wordpress.com

    • Ech, no dobrze że poruszyłaś wątek faszerowania lekami, bo to niestety też zdarza się bardzo często. Psychotropy lekiem na całe zło…

  • Marta

    Poszłabym, ale do takiego porządnego – z doświadczeniem, rozległą i uzupełnianą regularnie wiedzą i zamiłowaniem do tego co robi. Sama byłam kiedyś u psychologa z własnym problemem i trafiłam na młodą i niedoświadczoną panią, która sobie nie poradziła (pozdrawiam ją serdecznie, nie chcę nikogo urazić, po prostu tak się stało, że moje pierwsze psychologiczne doświadczenie nie sprostało wymaganiom). Znam też przypadek, w którym matka była u psychologa (zdaje się w jakiejś poradni rodzinnej) „leczyć problemy wychowawcze” jakie miała z nastoletnią córką, która „wpadła w złe towarzystwo” i w wieku 14 lat zainteresowała się alkoholem, papierosami, wracała do domu w środku nocy… Wizytę u psychologa zasugerowali nauczyciele kiedy nastolatka dodatkowo przestała się uczyc. Wizyta (relacja matki) wyglądała tak:
    Matka: chciałabym, zeby córka wracała do domu nie później niż o 22…
    Psycholog: córko, a Ty o której chcesz wracać?
    Córka: o 3, no, co najmniej o drugiej!
    Psycholog (do matki): hmm, ustalmy więc może godzinę policyjną na północ trzydzieści, bo to kompromis!

    • O rany! No fakt, dobrze że zwróciłaś na to uwagę, bo tak jak w każdym zawodzie, znajdzie się część, za przeproszeniem patałachów. Rozumiem motyw komromisu, ale na Boga 14-latka mająca problemy z używkami, żeby wracała do domu po północy?
      Swoją drogą trochę rozbawiło mnie życzenie matki: „chciałabym, żeby córka wracała do domu nie później niż o 22…” Wiem oczywiście że dałaś tylko wyrwany z kontekstu fragment, ale tak mi się skojarzyło z sytuacją, w której przychodzimy do psychologa, wrzucamy żeton i mówimy głośno życzenie:
      – Chcę, żeby moje dziecko ładnie się do mnie odzywało.
      – Ok – kiwa ze zrozumieniem psycholog.
      – A mogę od razu w pakiecie dorzucić poprawę relacji małżeńskich?
      – Da się zrobić.
      😉

      • Marta

        Tak tak, fragment jest wyrwany z kontekstu 😉 Wcześniej psycholog zapytała jakie zachowania córki matka chciałaby zmienić (ogólnie rozmowa tego dotyczyła). Nie mam pojęcia jak praca psychologa powinna w takim wypadku wyglądać, jakkolwiek, propozycja tej pani wydała mi się absurdalna. Z tego co mówiła matka cała wizyta nie poprawiła sytuacji, gdyż córka domagała się potem takich ‚kompromisów’. Zdaje się, że szukali później pomocy również u innych specjalistów, nie wiem z jakim skutkiem.
        Poza tym, z tego co mi wiadomo, osoba udająca się do psychologa musi mieć prawdziwą chęć zmiany, przeprowadzenia dialogu, ogólnie mieć postawę otwartości na to, co psycholog może powiedzieć. Wizyta z postawą blokady niczego nie zdziała.

  • Aniaxyz

    Ja byłam z synkiem u psychologa, gdy miał półtora roku. Nie było konkretnego powodu. Od piątego miesiąca życia synek był pod opieką ośrodka wczesnej interwencji ze względu na małą ruchliwość. Chodziliśmy przez 4 miesiące na zajęcia z rehabilitacją. Po skończonej terapii lekarz prowadzący nas w ośrodku rutynowo zaproponował kontakt z ośrodkowym psychologiem, bez żadnej przyczyny. Nie wydało mi się to podejrzane – a nawet ucieszyłam się, że ktoś rzuci na niego fachowym okiem. Adaś został zbadany pod kątem motoryki i rozwoju mowy. Wizyta trwała ok. 40 minut, było przyjemnie, synek był zadowolony. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o rozdźwięku pomiędzy rozwojem intelektualnym a emocjonalnym (w skrócie – dzieci bardziej inteligentne często są emocjonalnie w tyle względem swojego poziomu intelektualnego). Pani zachęciła mnie do kontaktu w razie wystąpienia jakichś kłopotów, wątpliwości, ale na razie nie musiałam korzystać.
    Natomiast reakcja bliskiej osoby z rodziny na wieść, że Adaś ma skierowanie do psychologa była taka: „Ale po co? Przecież jest normalny, wszystko z nim w porządku”.

    • Rzadko kiedy rozwój przebiega na całej linii idealnie i sztuką jest zareagować i coś z tym zrobić. U niektórych dzieci są problemy z chodzeniem, u innych laryngologiczne, u innych emocjonalne i wiele innych, ważne żeby wyłapać, działać i pracować nad tym.
      Zaś co do rozdźwięku pomiędzy rozwojem intelektualnym a emocjonalnym, o którym piszesz to podejrzewałam, że tak jest, a teraz już mam dowód. Dwie bliskie mi osoby są wyjątkowo inteligentne, ale mają jednocześnie dość niską inteligencję emocjonalną i teraz już rozumiem, że tak się może zdarzać..

  • U nas jakiś czas temu zaczęły się dziwne bóle brzuszka u córki (5 lat) i po wyeliminowaniu wszelkich dolegliwości fizycznych (tony badań) zadecydowaliśmy, że kolejnym krokiem jest wizyta u psychologa. Sami z mężem podjęliśmy taką decyzję, nikt nam w sumie nie sugerował i cieszę się, że się na to zdobyliśmy. Bóla brzuszka nie minęły magicznie jak ręką odjął ale nauczyliśmy się z nimi radzić. Nie wiem czy mogę zaspamować linkiem do siebie, ale u mnie na blogu jest szczegółowy opis tej wizyty, mogę dać linka, zamiast się rozpisywać, if you don’t mind.

  • Pingback: Jak poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem? | Nishka()

  • Bliźniaczki i ich Mama

    Byłam kilkakrotnie u psychologa dziecięcego, kilku nawet. Rozmowy nie były łatwe, bo dotyczyły nie tylko wychowania dziecka, ale też mnie samej, mojego charakteru i stylu życia, codziennego życia rodzinnego, małżeńskiego, itd. Mimo, że nie wszystkie te spotkania były przyjemne, a wręcz mmomentami denerwujące, każde z nich było owocne i wniosło coś ważnego w moje/nasze życie. Polecam takie wizyty, bo tak naprawdę w efekcie końcowym można bardziej zyskać niż stracić.

  • Prawnik na macierzyńskim

    Byłam i skończyło sie to tak jak u ciebie. Z dzieckiem wszystko w porządku 😉

  • Aneta Ko

    Sama byłam nadpobudliwym dzieckiem, rodzice po latach nie powiedzieli mi tego wprost, ale zdaję sobie sprawę że przysporzyłam im dużo problemów. Kiedyś przypadkiem podsłuchałam rozmowy mamy z przyjaciółką, dowiedziałam się że dostawałam jakieś leki przepisane przez Panią doktor na uspokojenie. Nie wiem czy miałam stwierdzone ADHD, czy w ogóle wtedy stwierdzało się ADHD, ale miałam wszystkie jego objawy. Problem ze skupieniem, z nauką, nadruchliwość itp. Wiem, że gdyby moi rodzice zabrali mnie wtedy do psychologa, problem pewnie by się zmniejszył, między innymi przez to, że w odpowiedni sposób bym była traktowana przez nauczycielkę, która mnie tylko karciła za złe zachowanie, a jak już miałam ochotę brać udział w lekcjach to mnie ignorowała. Nie bójmy się psychologów, w końcu po coś Oni są:)

  • D

    Ale kim jest nauczycielka, żeby takie rzeczy stwierdzać. Dzisiaj pegagodzy chcą spokoju! Już pomijam wykształcenie psychologów, którzy muszą pisać artykuły o tym, że to dobre do nich pójść, a nie pokażą tego pracą. Po ciuchu, a z wiedzą: oto moja recepta na psychologów dzisiaj.

  • Może źle to interpretuje i nie do końca rozumiem. Nie wiem czemu, ale to co przeczytałam zapachniało mi takim trochę „jesteś niegrzeczny, za karę idziesz do psychologa”. 4-5 latek, jak jest niegrzeczny to jeszcze nic strasznego. Po za tym takim czymś budujemy poczucie, że chodzenie do specjalisty to kara. Tak jest w zasadzie cały okres edukacji, karą ma być psycholog, czy pedagog. Jak już człowiek jest dorosły i ma poważne problemy typu depresja to nie pójdzie, bo zawsze wizyta u psychologa kojarzyła się z karą za to, że coś się źle zrobiło. Jeśli faktycznie jest problem to warto z tego korzystać, ale żeby tego nadużywać to taka lekka przesada.

  • Jeżeli czujemy, że dziecko nie chce z nami rozmawiać warto wybrać się do specjalisty, który na chłodno może określić problem oraz uczucia jakie się z nim wiążą a z którymi boryka się dziecko.