Jak poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem? Rady psychologa

fot.Henric Silversnö

Gdy weszłam ze swoją niespełna 5-letnią córką do gabinetu psycholożki, ta od razu zwróciła się do dziecka i rzekła:

— Mam do ciebie ogromną prośbę. Chcę porozmawiać z twoją mamą. Czy możesz przez ten czas porysować w pokoju obok i przyjść dopiero kiedy cię zawołamy?

— Jaki ma pani problem? — następnie, tuż po tym jak dziecko wyszło, zwróciła się do mnie.

— Mam problem z córką. Często jest krnąbrna i nieposłuszna. Nie słucha moich i przedszkolanki próśb. Awanturuje się. Nie potrafi utrzymać porządku w pokoju, nie chce sprzątać zabawek. Na nic zdają się nakazy i nakazy, prośby i groźby. Gdy jej czegoś odmawiam, histeryzuje. Mogłabym tak opowiadać i opowiadać. Może już zawołam córkę? — spytałam.

— Nie chcę w ogóle rozmawiać z pani córką, nie ma takiej potrzeby. Chcę rozmawiać z panią — odparła, a ja zaniemówiłam.



Dlaczego udałam się z córką do psychologa pisałam wczoraj. Mój tekst Czy warto iść z dzieckiem do psychologa? możecie pominąć, ale komentarze pod tekstem, zawierające mnóstwo ciekawych i wartościowych spostrzeżeń Czytelników, naprawdę polecam!

— Proszę mi opowiedzieć, jak pani i ojciec dziecka reagujecie, gdy córka tak zachowuje się, np. nie chce wykonać państwa prośby? Jak z kolei reagujecie,  gdy wykona prośbę? Stosujecie nagrody, kary?

Pytań było wiele, nie ma sensu ich przytaczać. Istotne jest coś innego.

Gdy słuchałam siebie – opowiadającą psychologowi o naszym życiu – zrozumiałam, że to my: rodzice popełniamy błędy i że to przede wszystkim nad naszym zachowaniem trzeba pracować. Problemy wychowawcze z dzieckiem nie są winą dziecka, lecz rodzica.

Podzielę się z Wami kilkoma radami, które od tej psycholożki usłyszałam.

Ustal zasady panujące w Waszym domu i sam też ich przestrzegaj

Świeć przykładem. Przestrzegaj zasad, których wymagasz od dziecka. Łatwo to zweryfikować, stosując następujące powiedzenie: „U nas w domu się nie….”

Czyli na przykład jeżeli chcesz „zwalczyć” w dziecku agresywne zachowanie, krzykliwość, mówisz:

— U nas w domu się nie krzyczy.

Oznacza to, że automatycznie musisz zacząć pracować nad sobą i nie krzyczeć, bo przecież u Was w domu się nie krzyczy.

Jestem niestety osobą nerwową, łatwo wyprowadzić mnie z równowagi i często – wbrew temu co sugeruje motto mojego bloga („Mów, co myślisz. Myśl, co mówisz”) – najpierw mówię, potem myślę. Reaguję łzami na sytuacje stresowe. Odczuwam frustrację, gdy coś mi nie wychodzi. Nie znoszę, gdy ktoś wywiera na mnie presję. Gdy prosi- jestem chętna do działania, ale gdy każe – protestuję. Mąż ma podobny temperament. Czego więc mamy spodziewać się po naszym dziecku? Że będzie spokojną, opanowaną, dzielnie znoszącą porażki i z uśmiechem wykonującą polecenia osóbką? Najpierw należy popracować nad sobą. W porównaniu do siebie sprzed kilku lat widzę znaczne postępy, co nie znaczy że spoczęłam na laurach: praca nad sobą to jedno z trudniejszych zajęć..

*
— U nas w domu dba się o porządek.

Gdy opowiadałam psycholożce, o tym jaką bałaganiarą jest moja córka, doznałam olśnienia. A ja to co? Zajrzyj do mojej garderoby. Oczyma wyobraźni ujrzyj stertę suchego prania. I ja wymagam od córki, żeby utrzymała porządek w szafie?

*
— U nas w domu nie przeklinamy.

Słyszałam kiedyś, jak matka krzyczała do dziecka:

— Kurwa! Ile raz mówiłam ci, że masz nie przeklinać!

*
Kiedyś natknęłam się na rysunek: ojciec wymierza synowi klapsami karę za uderzenie młodszego brata i wykrzykuje:

— Ile razy mówiłem ci, że nie można bić słabszych?!

Bez komentarza.

Bądź konsekwentny

Nie może być tak, że czasami pozwalasz dziecku na pewne zachowania, a czasami ich zabraniasz. Przykładowo: 3-latek wyrzuca z talerza na podłogę obiad. Jednego dnia otrzyma od Ciebie reprymendę, a następnego zaśmiejesz się i nazwiesz go pieszczotliwie łobuzem.

Jeżeli dziecko brzydko się do rodzica odzywa, pyskuje do niego, powinno ponieść za to konsekwencje: np. zostać pozbawione zabawki/smartfona na określony czas. I ta kara nie może być nagle cofnięta. Dziecko musi wiedzieć, że określone działania wiążą się z określonymi konsekwencjami.

Trzymając się przykładu nieuprzejmego zwracania się do rodzica nie mogę nie dodać, że oczekiwanie, że dziecko ma się zwracać do mnie „z szacunkiem” musi iść bezwzględnie w parze z opisaną w punkcie zasadą: przestrzegaj zasad, których przestrzegania wymagasz od dziecka. Czyli nie może być tak, że ja w przypływie złości wyzywam dziecko od głupków, bądź szydzę lub drwię z niego, a potem mam żal, że ono drwi ze mnie.

Jeżeli prosisz dziecko, by pościeliło łóżko, nie odpuszczaj mu dopóki go nie pościeli. Jeżeli nie godzisz się na kupienie w sklepie nowej zabawki, nie kupuj jej, choćby histeryzowało na cały sklep.

W tym momencie zapraszam do zapoznania się z opisywaną przeze mnie Metodą N ,która jest pewnego rodzaju esencją konsekwencji 🙂 Oto fragment tekstu:

Dziecko ignoruje Twoje prośby? Nie słucha się Twoich poleceń? Poznaj METODĘ N!
Rodzic stosujący METODĘ N jest rodzicem Nieustępliwym, Niezachwianym, Niezłomnym, a bywa, że również Natrętnym. Metoda ta objawia się monotoNNym powtarzaniem czarodziejskiego życzenia dopóty, dopóki to się nie spełni.

link do całego tekstu

Chwal dziecko – wzmacniaj pozytywne zachowania

Chwal, gdy zachowa się w pożądany przez Ciebie sposób.

Przykładowo: problemem, z jakim borykasz się jest to, że dziecko zawsze protestuje, gdy wieczorem wysyłasz je do łóżka. Kiedy więc któregoś razu chętnie przystanie na sugestię położenia się spać, pochwal je!

Aktualnie borykam się na przykład z tym, że moja młodsza córka jest strasznym uparciuchem. Jak uprze się na coś, to nie ma zmiłuj się, nie zmieni zdania. Często robi to zupełnie irracjonalnie, jakby na złość, również sobie. Nie spróbuje nowej potrawy. Nie wypróbuje nowej kredki, bo najbardziej kochała tamtą starą, która jej się połamała.
Gdy czasem zwalczy w sobie tę upartość i przekona się do sięgnięcia po nowe,  chwalę ją.

— Kochanie, bardzo fajnie, że jednak zmieniłaś zdanie. Bardzo słuszny wybór. Warto czasem wypróbować czegoś nowego, prawda? Cieszę się, że zmieniłaś zdanie. Jestem dumna, że potrafiłaś otworzyć się na nowe.

Przy okazji, metodę wzmacniania pozytywnych zachowań można spokojnie stosować również w innych relacjach, np. męsko-damskich. Gdy chcemy wzmocnić zaangażowanie męża/żony np. w sprawy porządkowe, należy chwalić go/ją i wynagradzać za każdym razem, gdy sprząta. 😉

*
Akurat kiedy rozmawiałyśmy z psycholożką o tym jak ważne jest wzmacnianie pozytywne, po raz drugi już do pokoju weszła moja córka. Zdenerwowałam się.

— Dlaczego znów przychodzisz? Przecież i ja i pani psycholog prosiłyśmy cię, żebyś przyszła dopiero, kiedy cię zawołamy. Czy naprawdę nie możesz przez chwilę grzecznie porysować i dać nam porozmawiać?

— Jest pani z siebie zadowolona? — spytała mnie psycholożka, gdy córka wyszła w pokoju.

— Tak. Byłam kategoryczna i córka od razu o dziwo posłusznie wyszła.

— A moim zdaniem zachowała się pani nieodpowiednio.

— Jak to? Jak więc powinnam się zachować? Pozwolić jej tu być razem z nami, mimo że na początku poprosiłyśmy, żeby była w innym pomieszczeniu? Starałam się być konsekwentna..

— Po pierwsze, należało zainteresować się dzieckiem i spytać co za rysunek trzyma w ręku. Zapewne narysowała go dla pani lub dla mnie. Należało ten rysunek wziąć i pięknie jej podziękować. Spojrzeć na to jak na miły gest dziecka, a nie zachowanie natręta. Następnie powiedzieć, że jest pani z niej dumna, że potrafiła przez pół godziny, tylko dwa razy do nas przyjść. Tak, tak, TYLKO dwa razy. A według pani przekazu było to AŻ dwa razy. Przecież to jest kilkuletnie dziecko, nie można oczekiwać od niego, że usiedzi długi czas w miejscu. Siedziało samo, rysowało, chciało pokazać nam co rysowało, wystarczyło docenić je, pochwalić, a ono pewnie na skrzydłach poszłoby rysować kolejny rysunek. Pani tymczasem zamknęła ją w klamrze niegrzecznego dziecka.

— Rzeczywiście… — zastanowiłam się. Jak łatwo jest spojrzeć na tę samą sytuację, na tego samego człowieka w zupełnie odmienny sposób. Jak łatwo przykleić dziecku etykietkę niegrzecznego.

— Niech pani spojrzy na swoje dziecko jako na grzeczne dziecko, niech zastosuje się pani do zasad, o których dziś rozmawiałyśmy i niech ich pani przestrzega, a gwarantuję, że problemy, o których mi dziś pani opowiadała: znikną. Jak nie, zapraszam do siebie.

*

Nie wróciłam do tej psycholożki, mimo, że byłam z rozmowy z nią zadowolona. Nie żeby wszystkie problemy zniknęły, ale za każdym razem gdy się pojawiają, wiem, że w pierwszej kolejności powinnam popracować przede wszystkim nad sobą. Co za życie: praca w domu, praca na blogu i jeszcze praca nad sobą 😉

Komentarze:

  • Zgadzam się w 100% – zasady bardzo mądre i przydatne. Chwalenie, z własnego doświadczenia z uparciuchem, skutkuje zdecydowanie lepiej niż upominanie i karanie, dlatego jeśli tylko mam czego się uczepić, nawet niewielkiego postępu w zachowaniu mojego dziecka, to chwalę, chwalę i chwalę.
    Szkoda tylko, że jeśli wydaje nam się, że pojawia się światełko w tunelu jakiegoś problemu i cieszymy się, że jakaś metoda zadziałała, to pojawia się coś innego, na co metoda już niestety nie chce zadziałać i trzeba kombinować od nowa. Ale cóż, jest to praca na żywym organizmie dziecka przez równie żywy organizm rodzica.

    • Ejże, napisałam do Ciebie długą odpowiedź i mój komentarz zniknął (znikł?)! Idę spać, jutro odpowiem 🙂

    • Wszystko to prawda, co piszesz! Te metody ładnie wyglądają na papierze, wróć: na blogu 😉 ale w praktyce wychodzą różne kwiatki. Na przykład 3-5-letni syn mojej przyjaciółki, która stosowała wobec niego „Metodę N” teraz nie daje jej spokoju i wobec niej stosuje Metodę N! 🙂 Przykładowo:

      – Włącz mi bajki.
      – Nie.

      – Włącz mi bajki.
      – Nie.

      – Włącz mi bajki.
      – Nie.

      – Włącz mi bajki.
      – Nie.

      – Włącz mi bajki.
      – Nie.
      (….)

      Mama gryzie syfon 😉

  • to musi działać – przynajmniej tak brzmi

  • Joanna Krzak

    Ja kiedyś spotkałam się ze zdaniem, że dziecko nie jest niegrzeczne, tylko niegrzecznie się zachowywać może . Siostra mi powiedziała tak 🙂 Pod poprzednim Twoim postem o tym pisałam i zgadzam się z tym 🙂 Czasem jak słyszę na ulicy jak ktoś mówi do swojego dziecka „no popatrz jakie grzeczne dzieci!!, a Ty taki niegrzeczny1!” i mówi to patrząc na mnie i moje dzieci ich mijających, to robi mi się tak strasznie szkoda tego dziecka, bo kurcze , akurat Pani trafiła, że idziemy grzecznie, ale oni tez potrafią dać w kość….a ja osobiście jakbym słyszała ciągle, że jestem niegrzeczna to ciągle bym się starała taka być, bo jak takie małe dziecko ma kreować siebie gdy słyszy tylko, że jest niegrzeczne? . Może nie jestem jakąś super mądrą życiowo matką ale bardzo zgadzam się z tym, że generalnie nie jest winą dziecka, że pojawiają się problemy wychowawcze. Z tego co widzę w relacjach ja i moje dzieci ich największe bycie niegrzecznym wynika z potrzeby zwrócenia uwagi na siebie i w przypływie jakiś emocji, bo np: są goście i skaczą jak oszalali bo się po prostu z wizyty cieszą. Bardzo staram się po prostu zrozumieć wtedy o jaką sytuację chodzi. No i zawsze biorę pod uwagę , że to też człowiek jest i że też ma swoje prawa, przyzwyczajenia itd. I że nie zawsze chce mu się np: sprzątać…ale wtedy trzeba to powiedzieć na głos. Generalnie nam w relacjach bardzo pomaga głośne określanie co jest grane. Bo jak ja wołam i wołam a oni nie idą, bo np : sprzątają – to przecież nie mogę na nich nakrzyczeć , że są niegrzeczne, bo przecież sprzątają – więc wręcz przeciwnie są grzeczne, tylko akurat nie mogą spełnić mojej prośby bo są zajęte.

    Te zasady, o których piszesz jakoś tak intuicyjnie nam z mężem udaje się stosować. I zdecydowanie są skuteczne.

    • Joanno, jest dokładnie tak jak piszesz: dziecko nazywane niegrzecznym przyjmuję tę etykietkę, którą mu się nakleja, bo jakie ma inne wyjście? A rzeczywiście z tym „zachowałeś się niegrzecznie” zamiast „jesteś niegrzeczny” też słyszałam i to brzmi sensownie. Tak przy okazji, czy mogę wiedzieć, ile lat mają Twoje dzieci? 🙂

  • Kamila

    Najważniejsze w tym wszystkim jest zapamiętanie jednej podstawowej kwestii- dziecko nie rodzi się złe ani dobre… to od nas zależy jak nim pokierujemy, jak będziemy je stymulować. Cały proces wychowania zaczyna się w nas samych, w naszym nastawieniu. Należy więc zacząć od siebie… Wydaje się to takie proste, ale niestety wielu rodziców wciąż za wszystkie niepoprawne zachowania obwinia dziecko, które czerpie przykład z góry- i tak w koło Macieju. Znam to z własnych obserwacji, ponieważ jeszcze nie mam dziecka (jest ono już w drodze:) zdobywam cenne doświadczenie oraz wiedzę teoretyczno-praktyczną. Niestety… właśnie z racji tego, że nie mam jeszcze swojego dziecka, moje delikatne uwagi odnośnie wychowania dziecka wydają się niektórym rodzicom nie na miejscu, najczęściej kwitowane są stwierdzeniem w stylu: „dobrze, zobaczymy jak będziesz mieć swoje…”. Boli mnie to, zwłaszcza, że skończyłam studia pedagogiczne i coś chyba jednak mogę powiedzieć w kwestii wychowania choć za eksperta się nie uważam. Jednak tak to bywa, że rodzice nie lubią uwag kierowanych pod ich adresem 🙂 Często właśnie to problem tkwi w rodzicach, na ich niepożądane zachowanie względem dzieci składa się wiele czynników, począwszy od sytuacji w pracy, braku zaangażowania partnera w wychowanie, ciągłe porównywanie siebie i swoich niepowodzeń do ideału i tak można by mnożyć przykłady. Frustracja rodziców często wyładowywana jest na dzieciach. Warto się starać być dobrym rodzicem, cierpliwym i kochającym, bo tutaj chodzi przecież o nasze (Wasze) dziecko… Nie dziecko sąsiada, szwagra czy kuzyna tylko Wasze własne 🙂

    • Również uważam za bardzo nie w porządku argument pt. „co masz się wypowiadać o dzieciach jak nie masz dzieci”. Często jest wprost przeciwnie: rodzice są tak zafiksowani na swoim rodzicielstwie, że trudno im na pewne sprawy spojrzeć z dystansu.

      Poza tym jeżeli już ktoś aż tak bardzo chce się czepiać argumentu, że rzekomo osoba nie posiadająca dzieci nie może się o rodzicielstwie wypowiadać, to sorry gregory- każdy z nas był kiedyś dzieckiem więc też jest ekspertem 😉

      Wybacz za pytanie, bo pewnie każdy Ci je zadaje. W którym miesiącu ciąży jesteś? 🙂

    • algha

      O kochana 😉 po pierwsze- najciemniej pod latarnią, jak mawia moja babcia;), więc twoje błędy wychowawcze, które bedziesz popełniała na pewno, będą rozstrząsane po wielokroć, bo jako pedagog masz mieć podwójne kompetencje: zawodowe i rodzicielskie:) Jak wiadomo, nie zawsze idzie to w parze, ale Rodzic będzie czujny;). Sama jestem zawodowym pedagogiem, w gabinecie radzę sobie chyba nieźle, ale moje własne dziecko to wulkan energii i skuteczny bat na moje poczucie kompetencji. Gdzie tam – analiza pedagogiczna w połączeniu z żywymi, palącymi emocjami, w trakcie np. upartej, histerycznej jazdy bez trzymanki dojrzewającej z wolna 12 latki, to skuteczny hamulec do samozachwytu. I kop do pracy nad sobą, nad szukaniem alternatywnych rozwiązań. W tym sensie powedzenie,że „będziesz miała swoje to zobaczysz” rzeczywiście nabiero nowego sensu i znaczenia. Bo przecież samo bycie pedagogiem, to również pływanie w gąszczu róznych teorii, metod, roziwązań,często ze sobą sprzecznych i trzezba odnaleźć w tym własną drogę- zawodową a przede wszystkim przełożyć to wszystko na swoje własne rodzicielstwo- czego w szczerości serca Ci życzę. Pedagog bądż jak kto woli Pedagożka;))))

  • Joa

    Nawiązując do przykładu z wysyłaniem do łóżka, nie obawia się Pani, że córka, (kiedy z różnych powodów nie jest chętna pójść spać, tak, jak się od niej tego wymaga), czuje się „niegrzeczna, głupia, wie, że mama nie jest z niej dumna, nie jest zuch dziewczyna”? Pierwszy raz komentuję, bloga bardzo miło mi się czyta, mimo że nie we wszystkim się pewnie zgadzamy;) Pozdrawiam serdecznie.

    • Witaj Joa, cieszę się, że zdecydowałaś się skomentować 🙂

      Mhm, w pewnym sensie może rzeczywiście może to do tego prowadzić 🙁
      Zastanawiam się teraz co w takim razie w tym komunikacie jest nie tak. I chyba to określenie o mądrej dziewczynce i dumie mamy, prawda? Bo samo pochwalenie myślę, że jest ok.

      Kurcze, no właśnie tak to z tym wychowaniem dzieci jest. Czasem może paść niewłaściwie słowo i mimo dobrych intencji może wyrządzić krzywdę. Tak jak to określiła @justynaq:disqus „to praca na żywym organizmie dziecka przez równie żywy organizm rodzica”…

      • Joa

        sama unikam chwalenia, szczerze mowiac:) bo to chyba zawsze w mniejszym lub wiekszym stopniu wprowadza element warunkowosci. nie wiem, nie chce sie wymądrzac, ale wydaje mi sie, ze fajnie jest, jak dziecko/partner zawsze sa pewni, ze nasza milosc, nasze wsparcie, akceptacja tej drugiej osoby jest bezwarunkowa. niezaleznie od tego, czy ta druga osoba ma gorszy dzien, czy np. zdarzy jej sie cos glupiego palnac.
        chyba po prostu warto uczyc empatii i w przypadku jakiejs krzywdy, skupiac uwage na tym skrzywdzonym, na tym, jak mozna pomoc, zainteresowac sie tym, komu jest zle.

        podobne odczucia mam z ta konsekwencja. moze warto czasem jest pobyc niekonsekwentnym?:) chociazby dlatego, zeby pomoc zrozumiec malemu czlowiekowi, ze ma moc sprawcza, ze warto negocjowac, argumentowac i szukac kompromisu. pewnie to troche wiekszym wyzwaniem jest, niz „uporczywa” konsekwencja, ale to chyba dziecku bardzo potrzebne jest. wydaje mi sie, ze dziecko, któremu tak z gruntu sie nie odmawia, „bo nie”, latwiej przyjmuje odmowe i mniej sie przy niej frustruje, bo ma poczucie, ze jest traktowane powaznie, i ze jego opinia tez sie liczy:) i to zacheca tez do jej wyrazania w pozniejszym zyciu. nie mowie, ze trzeba rezygnowac z zasad, ale moze czasem sie zastanowic po prostu, dlaczego cos jest dla nas tak wazne, czy koniecznie musimy sie przy czyms upierac, jak duzo stracimy, zmieniajac zdanie na rzecz racji dziecka. zasady sa potrzebne, ale ja osobiscie poki co ograniczam je do minimum, ufajac, ze dziecko potrzebuje przestrzeni, zeby sie uczyc i stopniowo pojmowac rzeczywistosc.:)

        Nishko, bardzo tu milo u Ciebie jest. fajnie, ze tak powaznie traktujesz swoich czytelnikow i ich opinie (ze tak nawiaze do tego, co wyzej napisalam;)

        • Ależ oczywiście, zgadzam się, że należy dać dziecku poczucie, że ma moc sprawczą. Ja pozwalam dzieciom negocjować, dyskutować ze mną (czyli de facto podważać moje zdanie i wyrażać swoje). Często odbywają się u nas tego typu dialogi:

          – Wyłącz już komputer.
          – Mamo, jeszcze pół godziny!
          – Nie, wyłącz już komputer.
          – Mamo, proszę, to dla mnie ważne! Chciałabym bardzo dokończyć coś, o robię. Za to zrobię sobie potem aż 3-godzinną przerwę od komputera, ok?
          – Ok.

          Zgadzam się wtedy, pewnie że tak, przekonała mnie! Ale.. dopilnowuję też, żeby dotrzymała słowa o 3 godzinnej przerwie. I to jest dla mnie konsekwencja.

          Nie jestem zwolenniczką ślepej konsekwencji i bycia robotem, zresztą przed chwilą pisałam o tym odpowiedzi na komentarz dla Marty, która również tak jak Ty zwróciła na to uwag.

          Natomiast z tym chwaleniem to rzeczywiście coś w tym jest co piszesz. Chyba mnie przekonałaś. Chyba gdybym drugi raz pisała ten tekst, to bym inaczej to ujęła. Zastanawiam się teraz nad tym i dochodzę do wniosku, że napisałam tak, bo ja na tamtym etapie życia naprawdę rzadko chwaliłam, częściej krytykowałam i dlatego chyba w mojej głowie utrwalił się taki obraz: że chwalenie jest ważne.

      • Joa

        zeby nie bylo, ze wszystko neguje w tym wpisie, wrecz przeciwnie:) bardzo zgadzam sie z tym, ze dziecko uczy sie przez przyklad wlasnie, obserwacje i swoje doswiadczenia, a nie przez trening i z wyglaszanych przez nas rodzicow jakichs abstrakcyjych madrosci.;) i z zalozeniem, ze dziecko ma dobre intencje, a problemem zazwyczaj jest kwestia naszego odbioru konkretnego zachowania dziecka, jakiejs mylnej interpretacji.

    • Joa, wiesz tak mnie Twój komentarz natchnął i dał mi do myślenia, że usunęłam ten fragment z tekstu, co by nikt nie wziął ze mnie przykładu 🙂

      Informacja dla niezorientowanych, a czytających nasze komentarze:
      Otóż pod fragmentem o chwaleniu dziecka, które poszło wieczorem chętnie do łóżka, umieściłam następującą wypowiedź rodzica, chwalącego dziecko:

      — Ale z ciebie zuch dziewczyna. Powiedziałam ci, że już czas się
      położyć, a ty od razu grzecznie poszłaś do łóżka. Jestem z ciebie dumna,
      jestem dumna, że mam taką grzeczną i mądrą córeczkę!

      Joa uświadomiła mi, że to nie jest ok, bo jak pisze istnieje prawdodobieństwo, „że kiedy z różnych powodów nie jest chętna pójść spać, tak, jak się od niej tego wymaga), to poczuje się „niegrzeczna, głupia, wie, że mama nie jest z
      niej dumna, nie jest zuch dziewczyna”.

      Umiejętnie chwalić jest sztuką 🙂

  • karjola

    Polecam wszystkim rodzicom książkę: „Kiedy pozwolić kiedy zabronić”. Jest świetna i czyta się jak powieść. Ja mam Kiedy pozwolić kiedy zabronić w klasie. I to co się przebija wielkimi literami :KONSEKWENCJA. Moim zdaniem to jest klucz do wszystkiego jasne zasady i konsekwentne ich przestrzeganie. Tylko i AŻ tyle, bo jest to cholernie trudne…:)Przykład z mojej klasy: wkurza mnie jak 10 osób naraz coś ode mnie chce i zamiast grzecznie podnieść rękę to wszyscy naraz krzyczą Ms. Karolina…ale jak mają nie krzyczeć skoro ja najpierw pięknie wprowadzam zasadę podnoszenia ręki a potem równie pięknie konsekwentnie ją łamię reagując na wszystkie ich ustne wezwania:)Super mieliście tą panią psycholog.

    Joanna Krzak: to co napisałaś do podstawowa zasada,którą na każdych warsztatach mi wpajali:) Ocenia się nie dziecko tylko jego zachowanie. No bo zgadzam się z tobą dziecko które cały czas słyszy,że jest takie siakie i owakie na pewno pozytywnie reagować nie będzie:)

    • Karjola, nie wiedziałam, że jesteś nauczycielką! (nauczanie początkowe czy jakieś inne?) Fajnie, zwłaszcza że wkrótce opublikuję tekst o nauczycielach (mam na razie w głowie tylko zarys), liczę więc na Twój głos 🙂
      Za polecenie książki bardzo dziękuję – nie znam jej, ale z przyjemnością przeczytam! Jutro zacznę jej szukać.

    • Xavi’s Mum

      Tu sie zgodze. W klasie nigdy nie mowie, ze uczen jest niegrzeczny, ale ze niegrzecznie sie zachowuje.

  • Eli Tara

    Do serca wezmę bo takie logiczne a jednak trudne i zapomina się o tym. Dziękuję 🙂

    • Cała przyjemność po mojej stronie 🙂 Cieszę się, że mogę nieść tę dobrą nowinę 😉

  • Natalio…niesamowite ale
    trafiliśmy na podobne wskazówki u naszej pscycholożki 3 lata temu jak poszliśmy z Synem w I klasie… 🙂
    Tak praca nad sobą to najlepszy wzorzec jaki mogę dać dziecku…choć przyznaje, że z konsekwencją różnie bywa i wtedy zamiast mieć pretensje do dziecka wiem , że to Ja idę w złym kierunku…
    Dodałabym tylko jedną rzecz…mówi się aby nie oceniać dziecka tylko zachowanie…aby nie nadawać im etykiet…
    Ja staram się mówić w różnych zachowawczych sytuacjach do dzieci zamiast „jesteś złośliwy” – „potrafisz być czasem złośliwy”
    to magiczne słowo „potrafisz być” daje mojemu dziecku szerokie spectrum różnych zachowań, a nie że jest taki czy owaki…

    • O proszę, to dowód na to, że te wskazówki są sensowne, skoro przekazało je co najmniej dwóch psychologów 😉
      A ten zabieg z „potrafisz być czasem” to Twój autorski pomysł czy rekomendowany przez psycholog? 🙂

      • utkwiło w głowie w jednym z odcinków superniani…

  • Marta

    O, okazuje się, że ‚wychowuję’ narzeczonego! 😉 Ale już wcześniej słyszałam ten trik z chwaleniem, sprawdza się 🙂

  • Alicja

    Odkąd jestem mamą staram się wychowywać dzieciaki świadomie i konsekwentnie. Różnie to bywa… Dla mnie bardzo ważny jest szacunek do dziecka jako do odrębnej osoby, mającej swoje pragnienia, potrzeby i swoje, mogące się różnić od naszego, spojrzenie na różne sprawy. Ważne jest aby to uszanować, wysłuchać bez oceniania. Jeśli chodzi o chwalenie to ja spotkałam się z taka radą: Nie mów „Jestem z Ciebie dumna…” tylko „Możesz być z siebie dumny, wspaniale się zachowałeś, wykonałeś zadanie etc…” Widzicie róznicę?
    Bardzo pomaga mi książka „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” – Faber, Mazlish. Przy czym ten drugi człon jest istotniejszy! A także „Wychowanie bez porażek” T.Gordon. Pozdrawiam!

    • Rzeczywiście, widzę różnicę! Fakt, co to za komunikat „jestem z ciebie dumna” – to przecież to ono: dziecko jest podmiotem, bohaterem swojego życia i ważne, żeby ono było z siebie dumne. Tak mi teraz przyszło do głowy, że takie powtarzane przez mamę komunikaty „Jestem z ciebie dumna” mogą doprowadzić do tego, że wciąż będą się w nim, również w dorosłości, tliły te słowa i odbijały jak echo, prawda? I będzie kierował się w życiu takimi wyborami i podejmował się takich działań żeby „mamusia była z niego dumna”. A przecież ważne jest, żeby on mógł być z siebie dumny!
      Dobrze kombinuję?

      Dzięki za polecenie książki! Będę szukać 🙂

      • M. Laura

        Świetne, prawdziwe, a co najważniejsze bardzo edukacyjne teksty. Jesteś bardzo mądrą osobą, a masz przecież nie tak wiele lat:P I te cechy charakteru, które wymieniłaś- jakbym czytała o sobie:) Uwielbiam czytać wasze rodzinne dialogi (tak błyskotliwe, nie raz zabawne) i zgadzam się z wieloma Twoimi metodami wychowawczymi, jak pewnie większość napiszę nieskromnie mądrych i świadomych rodziców. Rewelacja, takich blogów to za świecą szukać… Pozdrawiam

        • Bardzo dziękuję za tak miłe słowa 🙂

      • Dla mnie ta książka była objawieniem, jest też książka tych samych autorek pt. „Rodzeństwo bez rywalizacji”, chyba ją sobie odświeżę, bo ostatnio zachowuję się jakbym jej nigdy nie czytała :/ Zresztą, panie psycholożki z którymi się spotykaliśmy też rozmawiały z nami w duchu tych książek, więc jest to chyba jakiś trend w psychologii dziecięcej (czy tam wychowania) obecnie 😉 Książki polecam – naprawdę świetne.
        O mądrym chwaleniu też ostatnio popełniłam notkę, a jest to ogromnie trudna sprawa 😉
        No i całymi rękami podpisuję się pod stwierdzeniem, że to rodzice potrzebują psychologa a nie dzieci, to rodzice mają problem z relacją z dzieckiem a nie dziecko jest niegrzeczne i to przede wszystkim rodzice powinni nad sobą pracować. Bardzo spodobały mi się zasady „U nas w domu…” już od jakiegoś czasu myślimy nad zasadami w naszym domu i chyba pomysł wykorzystamy 😉
        A w ogóle to jesteś boska i tyle 😉

        • Wrzuć tu link do swojego notki, w której pisałaś o mądrym chwaleniu- chętnie poczytam/y 🙂

          Ojej to ja też muszę sięgnąć po tą „Rodzeństwo bez rywalizacji”! Wczoraj, akurat kiedy pisałam tę notkę (!) córki pokłóciły się o to która ma wynieść na podwórko recykling (bo to ich zadanie), pokłóciły się i jedna drugiej – na szczęście przypadkiem – przycięła drzwiami palec 🙂 Śmieję się bo w sumie dobrze się skończyło, wróciłam właśnie od ortopedy i na szczęście nie jest połamany ani zbity ale został wzięłty taki przenośny gips, a córka (młodsza) podsumowała to tak:
          – Fajnie, wszystkie dziewczyny z klasy będą mnie pytać co mi się stało 🙂

          • Blizny bohatersko zdobyte należy obnosić z dumą 😉 A tu o chwaleniu (także o chwaleniu się) http://casalinga.pl/chwale-moje-dzieci-ale-nie-chwale-sie-nimi/

          • Wampirza Matka

            używamy tych samych metod chwalenia dzieci – przyznaję, to bardzo trudne. Zwłaszcza jeśli oboje malowali to samo (przypomnę – to są bliźnięta) i jest rywalizacja między nimi. Jedno chce usłyszeć, że jest lepsze od drugiego. Oj trudne, to trudne.

          • Wymyślasz po jednej pochwale dla każdego, a kiedy domagają się wskazania lepszego, wyciągasz z rękawa metodę N Nishki ;)))

        • Alicja

          Jest cała seria książek tych autorek o dzieciach, nastolatkach, rodzeństwie 🙂

      • Alicja

        Właśnie o to chodzi 🙂

  • Niektóre z metod, które opisujesz są w pewnym stopniu manipulacją, jak chociażby wzmacnianie pozytywnych zachowań. Nie boisz się, że córki to przeczytają i uodpornią się? 🙂

    • Tianzi

      Albo zaczną same stosować 😉

    • Zburzyłeś mój spokój tym komentarzem. I nie dlatego, że boję się córki uodpornią się, bo jeżeli zechcą przeczytać ten tekst i zobaczą, jakie to wychowanie trudne i jak się staram to będzie to tylko powód do radości 😉

      Bardziej boję się Twojej sugestii o tym, że wzmacnianie pozytywnych zachowań jest manipulacją. Kurcze, mam dylemat i nie wiem jak do tego podejść. Z jednej strony, wygląda na to że tak, bo swoim działaniem chcę wpłynąc na zachowanie dzieci, a z drugiej strony nie mam przecież nikczemnych celów, nie naginam i nie przeinaczam rzeczywistości. W pewnym sensie można powiedzieć, że cały proces wychowawczy jest pewnego rodzaju manipulacją…

      • Pamiętam jak kiedyś o tym rozmawialiśmy (no wiadomo z kim), o manipulacji .. ale ogólniej.
        O i ile pamięć mnie nie myli (co nie jest takie pewne 😉 ) to pojawił się wniosek, że tak naprawdę to chyba każda (prawie?) forma interakcji z innym człowiekiem jest manipulacją lub można w niej znaleźć takie elementy.

        Ja (i tak próbuję to sobie ułożyć póki mnie ktoś nie oświeci 🙂 ) przyjąłem, że nie jest problem sama manipulacja, ale raczej cel, środki, metody itd… po co to robię? dla kogo? co chcę osiągnąć?
        (i mam nadzieję, że to co napisałem jest choć trochę zrozumiałe 🙂 )

        • Wszystko zrozumiałam (choć kto wie może na swój sposób) i zgadzam się i z Tobą i z Blog Ojcem 🙂

      • Manipulacja ma wydźwięk negatywny, ale nie zawsze taka jest. W zasadzie każda interakcja, w której nasze intencje nie są jasne dla drugiej strony, jest manipulacją.

        Przykład z życia: Gandalf manipulował dwoma pokoleniami hobbitów, ale mimo wszystko jest pozytywną postacią i nikt nie miał mu tego za złe. Ba, wszyscy byli mu wdzięczni (może poza Sauronem).

        • Pisałem swój komentarz w tym samym momencie co Ty 🙂 🙂

  • oj tak… nie wymagaj od innych, tylko zacznij od siebie. Pisałam o tym niedawno u siebie (http://www.ciekawskie.pl/2014/03/zacznij-od-siebie.html )Ale rady wg mnie bardzo słuszne. Czasem łapię się, że za dużo wymagam od swojej 3-latki. Fakt, jest mądra, wygadana, ale bez przesady – w końcu to dziecko…
    Chwalę ją bardzo często, czasem okrzyczę. Ale konsekwencji często mi brakuje, szczególnie jak rozbrajająco podchodzi mnie mądrala :”Wiesz mamusiu kocham cię… i tu następuje ciąg dalszy”. Staram się i uczę się… nikt nie jest wszystkowiedzący..)

  • Emilka

    Pozwol ze wydrukuje sobie ten tekst i powiesze na lodowce, tak zeby mi sie nie zapomnialo, pracowac nad soba;)

  • Buba Bajdocja

    Co to znaczy „niegrzeczne dziecko”? Niedostosowane? Niepodporządkowane? Mające własne zdanie? ;-P

    Ale zgadzam się, że trudności z dzieckiem zapewne wynikają z zachowań rodziców.
    Dokładnie wczoraj wieczorem w poradniku przeczytałam coś w stylu: „zdrowe dziecko musi się buntować – jest to konieczne do tego, żeby dorosło”. Trudności z dzieckiem są więc niejako wpisane w jego dzieciństwo. Pytanie: „Jak my – dorośli pomożemy dziecku przez to przebrnąć?” 😉

    Aha, do rad dodałabym jeszcze:
    Nie mów, że jesteś z dziecka dumna! Mów: „Pewnie jesteś z siebie dumna!”
    Moja córka potrafi pochwalić się sama (powiedzieć „jestem z siebie dumna”) – i bardzo mnie to cieszy!

    • To bardzo słuszna uwaga z tą definicją „nie/grzecznego dziecka”. Również jestem przeciwna bezwględnemu posłuszeństwu i podporządkowaniu dzieci. Pozwałam im brać głos w dyskusji ze mną (czyli de facto podważać moje zdanie), negocjować warunki kary, chodzę na kompromisy itp. Jednak wydaje mi się, że słowem klucz są granice. Bo dziecko ich potrzebuje. A żeby móc je wytyczyć, trzeba właśnie zastosować się do dwóch pierwszych rad 🙂

      Zaś co dumy i tego, czy to rodzic ma być dumny z dziecka czy ono samo, to Agnieszka w komentarzach poniżej albo powyżej (z tym disqusem nigdy nic nie wiadomo) zwróciła już na to uwagę i przyznałam jej i tym samym również Tobie rację. To brzmi bardzo sensownie!

  • Uwielbiam Twoje teksty Nishko i naprawdę wierzę, że kiedyś je wydasz, żeby przeczytali te też ci, którzy są poza blogosferą. A co do grzeczności dzieci to opowiem Ci anegdotkę. Kiedy Oleńka miała mniej-więcej roczek byłam na dużym spotkaniu towarzyskim z ludźmi, którzy nie widzieli mnie odkąd zostałam mamą. I jednym z częściej pojawiających się pytań było ‚czy Oleńka jest grzecznym dzieckiem’. Odpowiadałam na to tak: „Oleńka jest szczęśliwym dzieckiem, a gdy jest nieszczęśliwa daje o tym znać”. Oczywiście nie należy dążyć do szczęścia dziecka za cenę braku jakichkolwiek zasad i zgadzaniu się na wszystko, ale jeśli zasady obowiązują wszystkich i my się do nich stosujemy to dziecko, które uczy się przecież przez naśladowanie też będzie się do nich stosować.

    • Kochana, dziękuję za wiarę we mnie 🙂

      Podoba mi się to Twoje powiedzonko: „Oleńka jest szczęśliwym dzieckiem, a gdy jest nieszczęśliwa daje o tym znać” 🙂

  • Te rady brzmią jak wyjęte z programu SuperNiani, który oglądałam z wielkim zaciekawieniem, choć sama jeszcze nie mam dzieci. I faktycznie świetnie przekładają się również na relacje damsko-męskie czy z przyjaciółmi. Wydają się bardzo rozsądne, ale na pewno niełatwe do zastosowania, kiedy oczy zamydla nam gniew lub frustracja. Jak to mówią rodzice, „łatwo się mówi”, więc sama jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko wyjdzie w praniu. Marzą mi się niekończące się pokłady cierpliwości.
    I zaimponowało mi to, że przyznajesz się otwarcie do swoich słabości takich jak szybkie denerwowanie się czy łzy. Wiele osób uznaje mówienie o tym za ujmę, a moim zdaniem to oznaka odwagi. Brawo, Nishko! 🙂

    • [Nishka zawstydzona kłania się] Dziękuję! 🙂
      Był czas kiedy nikt, również ja (a może właśnie przede wszystkim ja) – nie mógł mi nic zarzucić, w tym sensie, że każda krytyka kończyła się kiepsko. W pewnym momencie zrozumiałam, że nie tędy droga, że skoro są problemy to czas spojrzeć w lustro 😉 I wtedy ujrzałam, jaka jestem naprawdę i nauczyłam się o tym mówić innym, wszak oni też przecież widzą moje odbicie 🙂

      • Gosia

        Hej, jestem psychologiem i matką i mam za sobą długą (jak każda matka) drogę poszukiwania metody, podejścia do wychowania, wiele blędów i jeszcze więcej prób 🙂 bezpiecznie poczułam się gdy poznałam Porozumienie bez Przemocy. Polecam na początek książkę Dialog zamiast kar Zofii Żuczkowskiej. A jeśli ta Cię dotknie to warto iść dalej i przeczytać Wychowanie bez nagrod i kar Alfoe Kohna. Te książki to w moim życiu prywatnym i zawodowym przełom, rewolucja, radość i nowy początek rewelacyjnej więzi z dziećmi 🙂

        • Gosia

          To, co mnie uderza, gdy czytam Twój post (w sensie pozytywnym) – to to, że chcesz poszukiwać, że weryfikujesz to, co uslyszałaś, że jesteś gotowa na zmiany. 🙂 do Pani psycholog która doradza kary i konsekwencję nie wróciłabym, chociaż pewnie radzi najlepiej jak umie. Kary niszczą relację, konsekwencja wyklucza empatię. Życzę wszystkiego dobrego! Może powiem tylko, że u nas ta zmiana trwała kilka miesięcy i początkowo zaowocowała totalnym chaosem i wręcz pogorszeniem sytuacji. Teraz jest kompletnie inaczej. Czuję, że moje dziecko mi ufa, że to co mówię jest dla niego ważne i że ja nauczyłam się go akceptować takim, jaki jest.

          • Dziękuję za miłe słowa:) . Z przyjemnością zajrzę do książek..
            Przyznam, że fakt, że negujesz kary nie dziwi mnie aż tak, jak to że negujesz konsekwencję jako wykluczającą empatię..Dlaczego tak sądzisz?

  • mogę powiedzieć tylko tyle: wychowanie to bardzo ciężka sprawa. Aby wychować dziecko grzeczne, przykładne, mądre. I dokładnie tak. to właśnie rodzic musi się najwięcej nauczyć, aby móc to wszystko przekazać w odpowiedni sposób dziecku. Oj pracujmy nad sobą, pracujmy 🙂

  • Zapewne gdybym ja była na takiej wizycie i moja 5 letnia córka weszłaby po raz któryś nieproszona do gabinetu – zareagowałabym podobnie… To prawda, jak chcesz coś zmienić, najpierw zacznij od siebie i tak zrobię…

  • Moja wizyta u psychologa z synem (pisałam o niej wczoraj w komentarzach) też polegała na rozmowie ze mną, a nie z dzieckiem. Obserwacja dziecka nie była tu potrzebna do postawienia trafnej diagnozy :). I zgodzę się tu w 100% z Nishką: lek na większość problemów z dziećmi – „w pierwszej kolejności powinnam popracować przede wszystkim nad sobą” – rozciągając to na oboje rodziców, ich stosunek do dzieci i dziecięcych problemów, a dodatkowo relacje między rodzicami, które na dzieci wpływają 🙂

  • Wampirza Matka

    Mam bliźnięta, które kończą niebawem 5 lat. Syn – anioł leniuszek, co to go rączki bolą gdy ma sprzątać ale wychowawczo rewelacyjny. Córka – jak Twoja, Ja – jak Ty. Dziękuję za ten artykuł. Daje do myślenia i naprowadza na pewne tory. Wiem, że Wampirzątko kopiuje moje zachowania, gesty i słowa. Taka mała dorosła. Są dni kiedy jest Aniołem ale są dni, kiedy doprowadza mnie do szału. Łatwo powiedzieć – zacznij od siebie. Tylko jak opanowac ten temperament….

    • Świetnie, że się odezwałaś. Zawsze interesowało mnie jak to wygląda u bliźniąt. Wydawałoby się, że ci sami rodzice, wychowujący dzieci w tym samym wieku, w tym samym momencie życiowym, a jednak – dzieci różnią się. Zastanawiam się wtedy co decyduje o ich różnicy? Geny? Czy może jednak/również, np, to że w pewnym momencie Twoje dzieci były „wzmacniane” – np. o synku mówiło się właśnie jako o grzecznym leniuszku, a o córce jako o łobuzie? Jak sądzisz?

      Ja mam dwie córki- ta z dzisiejszego wpisu to starsza córka (aktualnie 13-letnia) i ona zawsze była przez otoczenie, nas, szkołę postrzegana jako dziecko bardzo aktywne, energiczne, indywidualistka, łobuzica itd. Natomiast młodsza (aktualnie 8-letnia) jako – w porównaniu do starszej – grzeczna, spokojna. I często jej to różne osoby z najbliższego otoczenia komunikowały:

      – Och, ta młodsza córka to taka spokojniutka.. itd

      I ona chyba po prostu weszła w tą rolę.

      Teraz, gdy jest starsza czuję że tak naprawdę wcale nie jest taka spokojna i czasem gryzę się w język, żeby nie powiedzieć:
      – Taka kiedyś była spokojniutka, skąd te nerwy?

      • Wampirza Matka

        Od urodzenia Wampiry były rożne. Wiktor jadł i spał, Maja ospała nie była, jadła mało i często. Usypianie jej w dzień było koszmarne, w łóżeczku spać nie chciała do pewnego wieku, tylko wózek ją usypiał. Po czasie, po testach dowiedziałam się, że mogło to byc spowodowane alergią pokarmową bo uczulona jest na wszystko, co możliwe i dostępne w sklepie. Byliśmy z wizytą u neurologa, który powiedział, że to normalne zachowania dzieci, robiliśmy eeg itp. Pewnie też dlatego dostały faktycznie łatki na samym początku. Wikuś słodki misiu, tulący się do każdego i niezbyt wymagający w późniejszym czasie całkowicie zdominowany przez Maję. Maja dostała łatkę dziewczyny z charakterem. Jest bardzo pomocna, sama rwie się do pomagania w czynnościach domowych baaaa pomaga chętnie bratu ubierać się lub wyręcza go we wszystkim. Najlepszy sposób na jej nerwy to zająć ją pracami domowymi. Jest jednak apodyktyczna i narzuca bratu swoje pomysły na zabawy – do tego stopnia, że każe mu mówić konkretne zdania. Wiktor najchętniej leżałby na kanapie gdy nie wciągniemy go w zabawy, bolą rączki gdy ma pozbierać własne zabawki ale w zachowaniu codziennym to oaza spokoju. Zupełnie inaczej jest w przedszkolu. Z opinii pań wynika, że Maja jest mądrą, rezolutną, posłuszną dziewczynką. Wiktor to słodki łobuziak, któremu wszystko się wybacza bo ma spojrzenie jak Kot ze Szreka i tuli się do pań. Maja jest wycofana w dużej grupie dzieci, nie jest osobą, która w grupie się wyróżnia, to raczej ona poddaje się innym w zabawie. Wiktor odwrotnie – dusza towarzystwa i wszyscy chcą się z nim bawić.
        Nie wiem czy geny mają tu znaczenie. Pewnie życie i nasze zachowania wpływają na temperament dzieci. Mój mąż jest spokojny, opanowany ale bardzo kontaktowy w stosunku do ludzi – ja bardzo emocjonalna, ufna, przywódcza w małej grupie, w dużej wycofana. Syn jest tatusiny, córcia moja księzniczka. Babcie też podzieliły uczucia – każda ma swoje wnuczę.

        • Miło się czyta o Twoich dzieciach, widać że często rozmyślasz o nich, analizujesz ich osobowości, motywy zachowania itp. Ja też tak mam 🙂

          To ciekawe, że niektóre dzieci, zupełnie inaczej zachowują się w domu, a inaczej w przedszkolu lub szkole. Czy chodzi o tę łatkę, którą przykleili mu rodzice, a nauczyciele niekoniecznie – lub przykleili im inną? A może też chcą sobie „odbić”? W przedszkolu nieco zdominowane, więc w domu dominują? Lub odwrotnie.

          Moja starsza córka – w domu maksymalnie pewna siebie, w szkole podstawowej miała z pewnością siebie problemy, ale było to związane przede wszystkim z wpływem bardzo dominującej koleżanki. Za to, teraz w gimnazjum znów pewność siebie odzyskała. Ach, te meandry relacji międzyludzkich 😉

          • Wampirza Matka

            Jak piszesz o swojej córce to przypomina mi się jaka ja byłam w jej wieku. Podstawówka to był dla mnie kosmos. Nie lubiłam tej szkoły, większość koleżanek latała za chłopakami, były 3 osoby, które były „przywódcami” swoich grup w klasie, a ja byłam gdzieś z boku, jako jedna z niewielu nie przystawałam i nie pasowałam do żadnej z tych grupek. Zmieniło się gdy poszłam do liceum. Moja wychowawczyni, znakomity pedagog, od razu zauważyła, że jestem osobą lubiąca wyzwania, wygadaną i wciągnęła mnie w samorząd szkolny. Zajęłam się prowadzeniem sklepiku szkolnego, brałam udział w konkursach krasomówczych i wypychała mnie gdzie się dało. Bo wiadomo było, że ja załatwię wszystko. W Liceum odżyłam i chyba tak naprawdę dopiero wtedy otworzyłam się na ludzi. Zaczęłam wychodzić z domu. W podstawówce siedziałam z książką, nie lubiłam się uczyć – za to godzinami patrzyłam przez okno. Pewnie gdyby wtedy był internet uzależniłabym się od niego :-).

  • Marta

    doczytałam do słów o konsekwencji i się wyłączyłam.. bo domyślam się co dalej i tylko mnie to drażni.. a jeśli jednego dnia naprawdę nie przeszkadza mi balagan przy jedzeniu, bo się wyglupiamy etc, jest ok, a innego dnia jestem nerwowa, bo np. wcześniej zdążyłam kilka razy sprzątać inne cuda niewidy? a co jeśli jedneog dnia mamy ochotę na lody a innego dnia uważam, ze nam dobrze nie zrobią? nigdy nie jeśc, jeść zawsze??? konskewncja to nie jest meritum rodzicielstwa i warto o niej zapomnieć, bo można tylko oszaleć. jesteśmy ludźmi co to zmieniają zdanie, mają rożne nastroje i ważne, żeby dziecko uczyło się od nas tego, że tak właśnie jest, że nie jesteśmy robotami… zachęcam poczytać „dziecko z bliska” A. Stein, „wyzwolonych rodziców”, o komunikacji bez przemocy, o tym dlaczego kary i nagrody nei działają, a wręcz przynoszą skutek odwrotny:) ja wybrałam ten nurt i czuję, że tak jest nam dobrze, choć nie raz mam myśli, chyba coś schrzaniłam… 🙂 a potem okazuje sie, ze to norma:) i że tak bywa, że za chwilę jest inaczej- czyli łatwiej dla mnei, przyjemniej dla wszysktich:)

    • Masz rację, rzeczywiście taka bezwzględna konsekwencja czyni i z nas i z naszych dzieci roboty. Jednocześnie uważam, że ważne jest ustalenie pewnych granic i myślę, że dziecko ich potrzebuje, są to dla niego pewnego rodzaj drogowskazy.

      Opisane dziś przeze mnie punkty dotyczyły walki z CHAOSEM (która panowała w moim domu). Tym, że dziecko nie rozumie, o co chodzi, nie wie jakie panują zasady (więc jak ma ich przestrzegać?), nie wie co jest dobre a co złe, bo czasem rodzic za coś krzyczy, a czasem przymyka oko. I tak właśnie rozumiem konsekwencję.

      Czyli trzymając się przykładu jedzenia, o którym piszesz, moim zdaniem mogłoby to być tak:

      – Ok, teraz możemy wywalać jedzenie z talerza, bo umawiamy się że dziś bawimy i wygłupiamy, ale ogólnie, synku, nie powinno się wyrzucać jedzenia z talerza.

      A po rekomendowaną przez Ciebie książkę z przyjemnością zajrzę!

      • Zajrzyj do książki choć czyta się ją wcale nie łatwo, trąci nudą odrobinę i ciągnie się strasznie. Ciekawa jestem twojego zdania bo sama od jakiegoś czasu staram się przestawić własną osobę i stosunki w rodzinie na te w duchu Porozumienia bez Przemocy. Czy ta metoda do ciebie trafia? Właśnie bez kar, nagród, mówienie o własnych potrzebach i szacunek dla dziecka.

        • Aaa i to po co warto sięgnąć to książki Jespera Juula, krótkie, zwięzłe i świetne naprawdę! Są moją prawdziwą motywacją by pracować właśnie nad sobą.

          • Sięgnę na pewno po wszystkie polecane dziś przez Was książki, bo zaintrygowały mnie i na pewno coś o nich napiszę 🙂

          • Domka

            Ja polecam książkę „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.” Jest świetnie napisana, przyjemnie się czyta i więcej praktyki niż suchej teorii 🙂

    • maragulla

      Nie zgadzam się. Po prostu. Autorko myślisz tylko o sobie. A gdzie tu jest dziecko? Tobie jednego dnia się nie chce sprzątać więc przymykasz oko na bałagan u dziecka a ono nie rozumie dlaczego wczoraj mama się zdenerwowała za bałagan a dziś jej to nie przeszkadza. Dzieci potrzebują stałości i norm dzieki którym wiedzą co sie stanie gdy coś zrobią to daje im poczucie bezpieczeństwa. Eliminuje to z ich życia niepotrzebny stres i uczy odpowiedzialności. Mam na co dzień do czynienia z dziećmi i widzę jak konsekwencja daje pozytywne efekty.

      • Karina

        Oczywiście. Konsekwencja to jedyna „broń” rodzica. Kiedyś to był klaps, bicie, groch itp. Bez konsekwencji dziecko się gubi, nie wie jakie zachowanie jest właściwe, kiedy postępuje dobrze a kiedy nie. Ja jestem bardzo konsekwentna, a moje dziecko i tak sprawdza mnie na każdym kroku. W niektórych sytuacjach potrafi się poprawić, szybko przeprosić bo wie, że np kopnięcie brata zawsze wiązało się z karą. Zawsze potem jest rozmowa, tłumaczenie. A on potem od nowa robi to samo. Ja znowu…i tak będziemy dotąd, dopóki tego nie zrozumie. Innej prawidłowej metody nie znam.

        • hanka

          Ha. Nie trzymam się konsekwencji, tylko staram się być autentyczna. I kurczę, dzieci mnie nie sprawdzają.
          Skoro robi się coś długo, a dziecko od nowa wciąż to samo, to może warto spróbować inaczej? Bo coś chyba nie działa

      • M

        Dzieci to nie zwierzątka, na różnych etapach życia rozumieją coraz więcej i warto wprowadzić je w przewrotność życia. Rzadko kiedy cokolwiek jest stałe i niezmienne. Przykład z bałaganem i niezrozumieniem dziecka o co właściwie chodzi jest „od czapy”. Uważam, że kilkulatek spokojnie zrozumie, gdy mama powie, że akurat dzisiaj jest zmęczona/smutna/zła itp. i dlatego się zdenerwowała. Ważnym jest rozmawiać z dzieckiem, tłumaczyć, uczyć, a w konsekwencji wychowywać na człowieka, nie robocika.

    • Romen

      Niestety, ale wzmocnienia bardzo działają i potwierdzają to badania naukowe. Źle rozumiesz konsekwencję. Znam wiele dzieci rodziców, którzy stosują ostatnio bardzo modne hasło „szacunku do dzieci” zupełnie nie wiedząc czym jest szacunek, wychowywanie zamieniają na hodowlę dzieci nerwowych , bez poczucia bezpieczeństwa, dzieci sfrustrowanych i agresywnych. Ważne, żeby liczyć się z opinią dziecka, możemy mu dawać kontrolę nad sobą przez możliwość wyboru np. możesz ubrać się w czerwoną sukienkę albo w zielone spodnie i białą bluzkę/ możesz na śniadanie zjeść płatki albo kanapki. Dziecko trzyletnie niestety jeszcze nie wie co jest dla niego dobre, a to my jesteśmy od pokazania mu rzeczy dobrych i tych innych, dawajmy dziecko wybór, ale nie każmy mu być dorosłym,który musi o wszystkim decydować sam. Idziemy na plac zabaw, wszystko ekstra, nagle dziecko rozkłada się na chodniku i krzyczy, że chce w drugą stronę. Pójście tam gdzie dziecko chce to nie szacunek to pokazanie dziecku, że krzykiem i agresją osiągnie wszystko, że zasady, umowa go nie dotyczą. Możemy zamiast tego powiedzieć: „Umawialiśmy się, że idziemy na ten plac zabaw i tak zostanie. Za to możemy się umówić, że następnym razem, będziesz mógł wybrać czy chcesz plac zabaw na lewo czy ten na prawo”. Uczymy dzieci, wychowujmy je! To nie jest łatwe, to często jest nieprzyjemne, trudne, ale to MY jesteśmy dorośli, to MY mamy uczyć dzieci o świecie, innych ludziach. Powtarzam, widziałam dzieci z problemami po tym jak rodzice myśleli, że wychowują je „szanując ich opinie”. A widziałam i ciągle widuje te dzieci, bo ich rodzice zgłaszają się do mnie – psychologa po pomoc, kiedy jest bardzo źle. Kiedy są krzyki, rzucanie rzeczami, bicie rodziców, rodzeństwa i innych dzieci, kiedy są przekleństwa i płacz, kiedy trzeba zrobić coś samemu, choćby zawiązać buty lub samemu podnieść łyżkę do ust zamiast posługiwać się ręką rodzica.

      • Otóż to: rodzic powinien być dla dziecka drogowskazem. 3 czy 5-letnie dziecko może wybrać czy nałoży czerwone rajstopki czy zielone, ale już nie ma wolności decyzji w sprawie zjedzenia opakowania czekolady, bo ta może mu zaszkodzić i rodzic jest właśnie od tego, żeby zabrać mu tę tabliczkę spod nosa.

    • M.K.

      Dziecko, któremu jasno stawia się granice, ma poczucie bezpieczeństwa. Dlatego tak ważna jest konsekwencja i mimo naszych zmiennych nastrojów, musimy się jej trzymać. ZAWSZE.

    • Kasia

      O tym samym pomyślałam kiedy przeczytałam ten tekst!
      http://www.dzikiedzieci.pl/index.php?strona=126
      Tutaj o tej nieszczęsnej konsekwencji 😉
      A tu kary i nagrody: http://dziecisawazne.pl/rodzicielstwo-bliskosci-nagrody-i-kary/
      To tak na szybko a na dłuższa lekturę ‚Mądrzy rodzice’ Margot Sunderland gdzie dowiesz sie dlaczego Twoja córka nie potrafi sie dłużej skupić na jednej rzeczy i wiele innych bardzo przydatnych rzeczy (nie pomogą Ci pewnie z zachowaniem córki ale Ty na nia spojrzysz zupełnie inaczej bo poznasz motywy jej działania).

    • Glorii

      O, dzięki za ten wpis. Zastanowił mnie. Przeczytam poleconą książkę A. Stein, tym bardziej, że dobiegają mnie poszczególne jej teorie i przekonują mnie.

    • Mama

      Wybacz ale to jakaś masakra co Ty piszesz. Masz pomysł możne jak docenić dziecko które zrobiło coś dobrze albo zmotywować aby robiło coś dalej skoro robi dobrze. Z drugiej strony jeżeli nie jest posłuszne to powinno dostać karę (nie cielesną). np. zabranie zabawki i schowanie przy dziecku aby odczekało kilka dni i odczuło że brak dobrego zachowania przynosi negatywne skutki?

    • Kamil

      Nie zgadzam się. Jeśli jesteś „kapryśna” i sama miewasz „różne nastroje” to nigdy nie wychowasz dziecka inaczej jak na … też kapryśne. Nikt nie mówił, że wychowanie dziecka to prosta sprawa. Jako dorosła osoba niestety musisz się zdecydować, albo przeklinanie jest ok, albo nie jest ok! Itp… inaczej (bez urazy) wyrośnie kolejna rozkapryszona „baba”.

  • Arabianka

    O Boże…wychować dziecko na porządnego, normalnego człowieka to baaardzo wielka praca….aż sie boje tego co jeszcze mnie czeka kiedy mój synek bedzie starszy 😉

  • mama syna

    nie zgadzam sie do konca z tekstem, oraz radami Pani psycholog. Jezli dzieci powielaja tylko i wylacznie nasze zachownaia, co w przypadku dowjki, lub wiecej dzieci? Jak to sie dzieje, ze majac dwojke dzieci w domu, oboje sa tak rozni i inni ? Moim zdaniem wiele zalezy od charakteru dziecka. Mam dwoje dzieci, jedno aniol, drugie…hmmmm. no walsnie, zupelne przeciwienstwo. Dodoam jeszcze , ze traktujemy ich dokladnie tak samo, staramy sie oczekiwac tego samego i byc konsekwentnymi rodzicami, czasmi sie nie da, poprostu, charakter i trzeba z tym zyc. pozdrawiam

  • Agnieszka Ganschinietz

    witam wyczytalam wiele ale mam 1 pytanie oj synek ma 6latek za 2mies. i od samego poczatku od kiedy pamietam w zlosci bije sie po glowie gdy czegos nie dostanie gdy np. zakazuje mu czegos lub gdy bije sie sam przytrzymuje mu raczki delikatnie i prosze „nie rob tak tak nie wolno czy ktos w domu ak robi?_nie ” to boli i ciebie i mnie moje serduszko poniewaz cie kocham i nie chce bys sie bil!” ale nic nie pomaga!!co moge zrobic!! prosze napiszcie jak mozecie na priv na FB.

    • To brzmi niepokojąco i jest niebezpieczne dla zdrowia Twojego syna. Uderzając się w głowę może uszkodzić sobie mózg. Umów się z psychologiem, lepiej porozmawiać z profesjonalistą niż pytać nas o rady, my możemy tylko gdybać.

  • kasia

    Nie ma idealnych dzieci tak jak nie ma idealnych rodzicow, mimo porad psychloga ktore sa bardzo sensowne I tak bedziemy popelniali bledy w wychowaniu swoich dzieci co nie czyni z nas zlych rodzicow.Dzieci tez sa rozne, raz doprowadzaja nas do szalu , raz sa aniołkami I zastanawiamy sie czy to aby napewno nasze dziecko;-) ale I tak kochamy je ponad wszystko I zrobimy wszystko aby byly szczesliwe;-)

  • Sylwia

    Artykuł naprawdę ciekawie napisany. My jako rodzice mamy ogromny wpływ na to jak zachowywać się będą nasze dzieci czy to w towarzystwie, czy w przedszkolu, czy w naszym domu. Mam dwuletnią córkę i odkąd zaczęła chodzić uczyłam ją, gdzie wyrzucamy śmieci, że trzeba sprzątać po sobie. Oczywiście zdarza się, że córka protestuje i testuje naszą wytrzymałość ( a ta z gumy nie jest niestety), ale małymi kroczkami udaję się osiągnąć sukces. Jestem dumna, kiedy wchodzimy do lekarza i mówi cicho, bo cicho ale mówi „DZIEŃ DOBRY”. Że przytula się, robi cacy i mówi ‚pseprasam’, kiedy wie, że źle zrobiła. Dzieci są odbiciem nas samych

    http://www.youtube.com/watch?v=0oWBj2WmaCc

    pozdrawiam

    • Dziękuję bardzo 🙂 Film obejrzę później bo jestem teraz w miejscu z fatalnym łączem internetowym.

  • magda

    a jak poradzić sobie z rozbrykanym 1,5-rocznym dzieckiem, które na słowa nie, tak nie wolno itp patrzy prosto w oczy z uśmiechem na ustach i robi to jeszcze szybciej?

    • Aga

      Obawiam się, że nie pozostaje Ci nic innego jak ciągle powtarzać słowo „nie/nie wolno” jeśli to, co robi maluszek nie podoba się rodzicom lub jest dla niego niebezpieczne. To właśnie taki czas kiedy dziecko zaczyna testować/odkrywać świat i patrzy na naszą reakcję. To przejściowy, ale bardzo ważny etap:) Pozdrawiam ~mama dwulatka

      • przejściowy… przejdzie gdzieś tak około trzydziestki 😉

      • właśnie przed chwilą odciągnęlam moją 10 miesięczną córkę od wkladania paluchów do kontaktu – fasolką szparagową!

    • Anna Grochowska

      u nas działało odwracanie uwagi. Kiedy widziałam, że synek już jest przy telewizorze, gdzie non stop pykał przyciskami, odwracałam jego uwagę jakąś zabawką, a na daną sytuację nie reagowałam. Przeszło szybciej niż ciągłym zwracaniem uwagi 🙂

  • Ela

    z ciekawością przeczytałam cały tekst i im dalej byłam to widziałam przed oczami swoje problemy z córką ale i swoje zachowanie bardzo dziękują za ten fragment dał mi wiele do myslenia i uświadomił że to jak zachowują się nasze dzieci to jest nasza wina a nie ich mam nadzieję że teraz będzie łatwiej

  • Mari

    Mnie ten tekst upewnił w tym, że postępuję dobrze. Zawsze najpierw wymagalam od siebie, potem od innych, bo uważam, że nie mogę wymagać od innych tego, czego ja nie przestrzegam. Dlatego nie przeklinam i wymagam z czystym sumieniem, żeby i do mnie nie przeklinano, nie kłamię, bo nie chce, żeby mnie okłamywano, ale nie potrafię utrzymać porządku, więc uczę sietego razem z moim synkiem 😉 i dla niego staram się choćby ostatkiem sił go utrzymać, uczę synka zwracać się do sibie uprzejmie, używać prosze, dziękuję, przepraszam i sama tak do niego mowię O moim dziecko powiedziałabym, że to anioł, choć lobuzuje strasznie i nie raz słyszałam, że „ja to się z nim pewnie mam” – nie, mam sięz nim cudownie 🙂 dogadujemy się świetnie, bo choć ma teraz etap bicia -to sobie z tym radzę, choć ma etap buntu to też sobie z tym radze, wlasnie szacunkiem i nie umniejszam ważności jego małych sukcesów ,czy skarbów.
    Ale… mogę pisac, jak ja dopeiro jestem dopiero na początku drogi do wychowania go… bo jak się w sumie może mieć niespełna dwulatek do pięciolatka 😉 ale proszę trzymać za mnie dalej kciuki 🙂 Oby mnie nie wyprowadzil nigdy z równowagi 😉 (plonne nadzieje ;P)

    • Pięknie to ujęłaś 🙂 Ale z jednym się nie zgodzę: 2-latek w niczym nie ustępuje 5-latkowi, a kto wie, może nawet jest większym wyzwaniem 🙂 Trzymam kciuki choć mam silne przeczucie, że nie są Ci potrzebne 🙂

  • Daniel

    psycholożka…

  • marta

    Dziecko chce być dobre,
    Jeśli nie umie-naucz
    Jeśli nie wie-wytłumacz
    jeśli nie może-pomóż.
    Janusz Korczak

  • Pingback: Ja poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem? | Z potrzeby zachowania słów()

  • fiona

    mialam podobny problem ze swoimi dzieci, ja takze bywam nerwowa, dzieci moje dodatkowo przechodzily emocje bo ich ojciec nas porzucil. tez poszlam do psychologa i bylam bardzo zdziwiona, ze ani razu nie chciala rozmawiac z dziecmi. otworzyla mi oczy na wiele aspektow.

  • martaaa

    Dzieci są najważniejsze i to my rodzice powinniśmy „z nimi pracować” a nie jak ten artykuł i wiele osób tłumaczy pracować”nad nimi, nad ich zachowaniem” Nasze społeczeństwo przyjęło dwie możliwości wychowywania dzieci: stosować wzmocnienie pozytywne – nagrody gdy dziecko zachowuje się dobrze lub odosobnienie czasowe (time out), kary, gdy zachowuje się źle… Może pora zastanowić się nad tymi sposobami. Maragulla napisała:”Autorko myslisz tylko o sobie, a gdzie tu jest dziecko?” Właśnie i to jest pytanie. Gdzie jest dziecko gdy nagradzamy je za to, gdy robi lub zachowuje się tak jak my tego chcemy???? Gdy każemy za to co nam się nie podoba i nam nie pasuje??? Np: Marysiu jak nie zjesz dziś obiadu nie pójdziemy dziś na spacer. Marysiu jak nie pokolorujesz ładnie tata nie pokaże rysunku babci, Jak możesz sie tak zachowywać??? – mamę boli błowa. Czy marysia robi to, co chce??? OOOO Marysiu pięknie zjadłaś – w nagrodę dostaniesz znaczek. Marysiu nie wyszłaś za linię tata kupi nowe kredki, Marysiu siedziałaś grzecznie gdy mama była chora dostaniesz lizaka…. Czego takie zachowanie nauczy dziecko???? Manipulujemy dziećmi jak robotami tylko po to by było nam wygodniej. Kontrolujemy w każdej chwili…Zawsze myślałam, że wychowanie dzieci poprzez kary i nagrody do czegoś prowadzi. Dziś robię wszystko, by tak się nie zachowywać. Najważniejsza jest praca z dzieckiem, rozmowy, wspólne rozwiązywanie problemów – po prostu czas jaki poświęcamy dziecku a nie mechaniczne proszę, dziękuję, przepraszam – bo tak trzeba!!! Pozdrawiam

    • Padła już w komentarzach pod tym tekstem krytyka systemu kar i nagród i teraz jeszcze po Twoim przyznam, że zaczynam zastanawiać się nad tym głębiej. Rzeczywiście taki system przypomina nieco tresurę.. Pomyślę o tym, poczytam i chyba napiszę wkrótce o tym tekst.

      • martaaa

        Na pewno pomocna będzie książka Alfie Kohn wychowanie bez nagród i kar – polecam.

        Pracuje już 6 lat w przedszkolu więc system nagród i kar stosowałam każdego dnia. Spotykało się to z różnymi reakcjami dzieci i zaczęło zastanawiać. Gdy urodziłam synka zaczęłam kupować gazetki o tematyce dziecięcej i tam natknęłam się na kontrowersyjną dyskusję i recenzję ww książki – sięgnęłam po nią następnego dnia i szczerze moja przygoda dopiero wtedy się zaczęła… A przede wszystkim otworzyła oczy… Przeczytajcie – naprawdę warto. Pozdrawiam.

        • Na pewno to zrobię, jutro zaczynam jej szukać 🙂

      • ania ania

        Ja polecam jeszcze Wychowanie.bez nagrod i kar Alfiego Cohen’a. Rowniez jest wyjasnione dlaczego nagrody i kary nie.sa wlasciwym sposobem na budowanie relacji z dzieckiem. A przede wszystkim ksiazki Jespera Juula np Moje kompetentne dziecko – czyta sie jednym tchem. Bo to co tu jest we wpisie mnie.osobiscie przeraza. Przeraza mnie brak szacunku do potrzeb i emocji dziecka jak rowniez przeraza mnie „konsekwentne” podporzadkowywanie sobie tak bezbronnej i malej.istoty, ktora zdana jest na swoich rodzicow i jakie musi czuc emocje gdy dostaje od swoich opiekunow „konsekwencje”. Zachecam do tych pozycji. I do przeredakowania wpisu w miare mozliwosci oczywiscie. Bo mysle, ze lepiej by bylo juz nie szerzyc takich pogladow i tak pelno podobnych rad wokol a chcialoby sie by wreszcie dziecko zostalo zauwazone i by przestalo byc.z gory pietnowane.jako krnabrne, wredne i probujace uprzykrzyc zycie swoim rodzicom.

    • Joanna Agnieszka Czaja

      Cóż za głębokie niezrozumienie fundamentu. Porażająca chęć merytorycznej wypowiedzi na temat, na który nie posiada się wiedzy. Cóż…dopóki gawiedź nie sięgnie po lekturę o podstawach, dopóty będą nieporozumienia. Nikt z Was, choćby starał się jak wół, nie odejdzie od teorii uczenia, a co za tym idzie podstaw behawioru. Kto Wam, rodzice pojedynczych pociech, kazał w stosowaniu nagrody zrzekać się człowieczeństwa dziecka? Wyzbyć empatii, pomyślunku, szacunku? Rozumienie przez Was wychowania w tak pejoratywny sposób pokazuje jakie smutne skojarzenia z tym procederem macie Wy! Jakie to przykre, że przez Waszee błędy w logicznym myśleniu, zabieracie dzieciom możliwość ŚWIADOMEGO wychowania na rzecz ukradzionej Wam empatii, szacunku i niekiedy rozumu.

      • Bra Jek

        Tak. W końcu ktoś użył magicznego słowa ‚Empatia’. Zgadzam się w Tobą Joanno w 100%. Konsekwencja i i behawior są bardzo ważne, aby określić granice dobre-złe. Ale przecież pomiędzy są nieskończone ilości kolorów… Tym jest zrozumienie, świadomość i istota człowieczeństwa.

  • Ania

    Zgadzam się, że trzeba być konsekwentną.
    Jestem matką konsekwentną, ponieważ byłam dzieckiem niekonsekwentnej matki i bardzo źle wspominam swoje dzieciństwo.
    Za tą sama czynność każdego dnia spotykała mnie inna reakcja, to potworna emocjonalna huśtawka dla dziecka. Nie polecam metody dziś jest bałagan i jest w porządku, a jutro jestem zła i wyżywam się z tego samego powodu na dziecku.
    We wszystkich zasadach trzeba być konsekwentnym.

    • po40

      Jakbym czytała siebie i na dodatek mamy to samo imię. Ja nauczyłam się konsekwencji na własnej matce. Szybko nauczyłam się, że jestem w stanie przewalczyć z nią wszystko moją własną konsekwencją. Ja umiałam (i umiem) zaprzeć się i doczekać aż ona skapitulowała i jesli mi dostatecznie na czymś zależało to było tak jak ja chciałam. Dziś jak o tym pomyślę to aż mi jej szkoda jak się musiała męczyć ze mną. Moja matka zawsze, odkad pamiętam, mówiła, że bycie matką to gehenna. Dziś jest już zasuszoną staruszeczką. Kocham ją, ale jej brak konsekwencji w moim dzieciństwie był dla mnie, dziecka, bardzo męczący.

  • Olga

    Chciałam odnieść się do zdania: „Kochanie, bardzo fajnie, że jednak zmieniłaś zdanie. Bardzo słuszny wybór. Warto czasem wypróbować czegoś nowego, prawda? Cieszę się, że zmieniłaś zdanie. Jestem dumna, że potrafiłaś otworzyć się na nowe.”

    Pomijając fakt, że sama idea jest bardzo dobra- trzeba wzmacniać w dziecku pozytywne zachowania, trąci mi to takim „a nie mówiłam?”, zdanie „bardzo słuszny wybór” jest oceną. Pozornie pozytywną, jednak oceną, co może powodować trudności w komunikacji, jako że jest to jedna z blokad komunikacyjnych. To zadziwiające, ile rzeczy tego typu mówimy 😉 nawet takie z pozoru pozytywne zdanie może zniechęcać do kontaktu, bo powoduje, że czujemy się oceniani. Pozdrawiam.

    • Olgo, masz rację! W ogóle o tym nie pomyślałam, a rzeczywiście jest tak jak piszesz. Będę pracować nie tylko nad sobą, ale i nad komunikatami wysyłanymi w stronę dziecka 🙂

    • oola21

      Skoro to jest ocena to w takim razie możemy powiedzieć; Pięknie namalowałaś! ? Przecież to też ocena..

      • Wydaje mi się, że samo „pięknie namalowałaś” jest ok. Gorzej byłoby gdyby (co zasugerowała Olga i zgadzam się z nią), gdyby było tak: ” Cieszę się, że wybrałaś te kolory farb, które ci doradziłam. Dobrze, że mnie posłuchałaś, widzisz jak pięknie namalowałaś?”

  • Prawnik na macierzyńskim

    Otóż to! Jak bym czytała o nas. Też byłam u psychologa i okazało się, że to ja mam problem. Może nie tyle problem, co pracę do odrobienia-z psychologii dziecięcej.Teraz chodzę ma warsztaty dla rodziców organizowane przez gminę. Gorąco polecam wszystkim rodzicom w rozterce.

  • Anik

    Chciałam dodać, że w przedszkolach pracują nauczyciele. Przedszkolanki to nazwa potoczna!!

  • Anik

    Zgadzam się, że wychowanie trzeba zacząć od rodziców, bo co powiedzieć matce , która do przedszkola przyprowadza dziecko w piżamie, bo ubrać się nie chciało.

  • barbara

    Fantastyczne rady, sama je stosuje i uwazam ze nazwa”niegrzeczne ” dziecko jest niewlasciwa, nie egzystuje niegrzeczne dziecko.Dzieci sa odzwierciedleniem nas, naszych zachowan.Bycie konsekwentnym jest ciezkie, ale jest to klucz do sukcesu, dziecko musi czuc, ze traktujemy je powaznie I zacznie miec szacunek, dzieci czuja sie szczesliwsze z zasadami I barierami.

  • Justyna

    A co jak ktoś był u psychologa z dziećmi, cudownymi zresztą, ale nie z sobą? Co jak się nosi brzemię koszmaru domowej przemocy i nikt o tym nie wie? Dzieci są wspaniałe. Miałam wątpliwości, kiedy nauczyciele mieli zastrzeżenia do tempa pracy i skupienia, więc poszłam na własne życzenie by się upewnić. Jednak okazało się, że dzieci są inteligentne ponad przeciętną, rozwijają się prawidłowo, zachowują prawidłowo, potrafią rozmawiać i zachwycają usposobieniem i otwartością. A ja tym czasem przeżywam koszmar w małżeństwie i jestem z tym wszystkim sama. Wszystkie obowiązki są na mojej głowie, poza utrzymaniem domu i rodziny, bo nie pracuję. Wychowuję dzieci, a męża prawie wcale nie ma. Taką ma pracę. Moje plany i ambicje zeszły na dalszy plan. Kończyłam studia, a zajmuję się domem. Nie wiem sama czy lepiej żyć skromnie a poświęcić cały swój czas dzieciom, czy gonić za marzeniami, karierą i dobrobytem…? Mąż mnie nie wspiera. Robi mi sceny zazdrości, awantury. Czasem dochodzi do rękoczynów. Muszę się bronić i być silna, bo mam dla kogo żyć. Czasem wydaje mi się, że nie mam siły, zjadają mnie nerwy ale nie mogę się poddać. Mąż jest bardzo agresywny kiedy wypije. Kłótnia zaczyna się o byle co. Kiedy się odzywam jest źle, kiedy się nie odzywam jeszcze gorzej. Co bym nie zrobiła jest nie tak. Czasem myślę, że mąż albo jest chory psychicznie, albo ma kochankę. Musi coś być, nikt bez powodu się tak nie zachowuje. Staram się, żeby zawsze była ciepła woda na kąpiel jak mąż wraca do domu, żeby miał ciepły obiad. W domu mam porządek, może nie idealny, ale staram się. Działka sprzątana, wykoszona. nawet drewno na opał sama składam i rąbie. Dbam o ogródek i warzywnik, psa, kota, chomika, rybki. Dzieciom zrobiliśmy razem plac zabaw -własnoręcznie, z czego jestem bardzo zadowolona, bo spędzamy na nim sporo czasu. Kocham swojego męża i naprawdę doceniam jego pracę. Też chciałabym dobrze zarabiać i być idealną matką. Proszę powiedzcie mi, co jest ze mną nie tak?

    • Justyno, skoro pytasz, odpowiem: wydaje mi się, że za bardzo poświęciłaś swoje życie dzieciom i mężowi. Pisałam o tym tutaj: http://www.nishka.pl/rodzic-poswiecac-sie-dziecku-trzy-powody-ktorych-warto-robic/ Przeczytaj i zastanów się, czy odnajdujesz tam siebie.
      Wygląda na to, że Twój związek jest toksyczny, niepokoi mnie agresja Twojego męża i rękoczyny, do których jak piszesz dochodzi.
      Czy myślałaś o tym, żeby porozmawiać z psychologiem?

  • Justyna

    Nie dopisałam, że mąż w trakcie kłótni mi grozi, sięgał już po nóż, a nawet siekierę. Wiem, że skoro mi nic nie zrobił do tej pory, to chyba chciał mnie tylko nastraszyć. Nie boję się, tylko zjadam sobie nerwy na takich sytuacjach i samoobronie. Męczy mnie to. Straciłam do niego szacunek i zaufanie. Nie wiem co jest grane. Nie bardzo mogę się pożalić, ponieważ najbliższe osoby mają swoje prywatne problemy, aż strach im dokładać kolejnych zmartwień. Nie jestem idealna i nie wymagam tego od nikogo. gdzie popełniłam błąd?

    • Justyno, koniecznie musisz coś z tym zrobić, umów się proszę na wizytę do psychologa. Odpisałam Ci w komentarzy poniżej nie widząc jeszcze teggo.

      Nikt nie ma prawa Cię zastraszać, „nawet mąż”. Kolejnym razem może naprawdę użyć tej siekiery czy noża, zwłaszcza że jak wspominałaś z poniższym komentarzy nadużywa alkoholu.

      Zadzwoń na niebieską linią czyli stworzoną dla ofiar przemocy domowej http://www.niebieskalinia.org/ – to link do strony, a tu telefon: 22 499 37 33

      Bardzo Cię proszę, zrób coś z tym, nie zostawiaj tego. Ja mogę Ci pomóc wyłącznie radą tego typu- podaniem linku do strony czy telefonu, a tu potrzebna jest pomoc specjalisty.
      Oczywiście możesz do mnie pisać.

  • Bingi

    Wpis bardzo fajny i bardzo potrzebny Mój syn ma dwa lata i wiele przed nami, pierwszy tzw. „bunt dwulatka” czyli: histeria do potęgi nie wiadomo o co np. zaraz po drzemce etc. – właśnie doświadczamy. Robienie czegoś na przekór rodzicom – zaliczone. Wszystko to traktuję jako oczywisty etap rozwoju mojego dziecka. Czasem chciałabym, aby coś było prostsze/szybsze …to wiem, że dla niego często to pierwszy raz kiedy zrobił to co wiele razy próbował, ale dotąd nie udwało się, albo odważył się wejśc tam gdzie zawsze się bał. Też się na tym łapię że mój stres (bo coś nie wyszło tak jak chciałam) odbIja się echem na moim nastroju i podejściu do bliskich mi osób, wtedy mam wyrzuty sumienia. Staram się jednak tego swojego malca traktować poważnie, próbując opowiadać mu rzeczywistość: co robimy, dokąd pójdziemy czy do lekarza, czy na plac zabaw i jeśli jestem zła to mu też o tym mówię, najprościej jak się da, że mi smutno bo zezłościłam się np. na tatę albo, że coś mi się nie udało, albo że mnie coś boli i o dziwo ten mój dwulatek reaguje na te moje tłumaczenia. Jestem z nim uczciwa i to chyba najważniejsze, kiedy coś jest źle nie czaruję, a kiedy mu coś obiecam(spacer/lody) to robię wszystko aby to spełnić. NIe stosuję kar i nagród w klasycznym tego znaczeniu, choć mój syn wie kiedy coś zobi źle, a kiedy dobrze. Chę, żeby rozumiał sen swoich działań, a nie działał tylko pod nagrodę albo z obawy przed karą. Bardzo często go chwalę, głównie tak, aby wiedział że sam coś dobrze zrobił, że coś się mu udało – staram się go wzmacniać. WIele rzeczy robię intuicyjnie, ale staram się zawsze reagować, kiedy moje dziecko mnie woła. Parę razy zbagatelizowałam i niestety okazało się, że dziecko nie woła Cię dla kaprysu tylko kiedy che pokazać coś na czym mu zależy to było np. popsuste auto, niemoc w układaniu układanki, auto które wpadło tam gdzie cięzko było wydostać, albo to czym chce się pochwalić etc. takie NIC chciałoby sie powiedzieć. Dzieciństwo naszych dzieci szybko przemija i to sobie często mówię gdy brak mi sił. To co damy mu teraz to jego wspomnienia na przyszłość – to jego bagaż. Pozdrawiam Aga

    • mama

      ech mój ma 3,5 i nie słucha mnie kompletnie a jak mu zwracam uwagę i nie pozwalam to szczypie mnie,piszczy żeby ktoś przyszedł bo niestety mieszkamy z teściami a jak im to nie wolno a jak do mnie się tak zachowuje to jeszcze pretensje że co mu robię i bronią jak w takiej sytuacji być konsekwentnym skoro mąż inaczej i pobłażają na taki
      e zachowania w stosunku do mnie

  • Marzena Dutkowska

    Powiem tak … moim zdaniem pani psycholożka kiedy odesłała dziecko do innego pomieszczenia , powinna poinstruować mamę co ma zrobić kiedy sie pojawi w pomieszczeniu za jakis moment .. a tak wystawiła to dziecko na nieprzyjemny moment plus mama mysle nie czuła sie komfortowo czyli nasza autorka …a tak od razu wprowadziłaby pozytywną zmiane bo w koncu przyszła z problemem kobieta ….osobiście staram sie w pracy doradczej wyprzedzać sytuacje i tyle ile to możliwe pomóc matce od razu reagować a nie czekać na jej błędy aby poczuła sie zupełnie bezradna …. to moje takie wrażenie i też bym nie poszła ponownie do kogoś takiego kto jest taki „mądry” czekając na mój błąd wychowawczy ..ale to moje osobiste zdanie każdy może mieć inne .
    .

  • Juscia Grabowska

    zachęcam do przeczytania książki „”Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” mieści się tam wiele przykładów na to jak pracować nad sobą by dzieci były grzeczniejsze 🙂

  • Aleksandra

    Święta racja. Wina „niegrzeczności” dziecka nigdy nie leży po stronie samego dziecka, a po stronie rodziców. To my uczymy dziecko życia, wpajamy (lub nie) pewne wzorce zachowań, uczymy (lub nie) okazywać uczucia itd. Ja mam podobne problemy z córką i wiem, że wina leży po mojej i męża stronie. Po rozmowach z fantastyczną wychowawczynią Julki z przedszkola, zaczęliśmy pracować nad swoim zachowaniem i efekty były widoczne dosłownie po kilku dniach… Nadal bywa krnąbrna i roztrzepana, ale ma taki temperament, że trudno od niej wymagać siedzenia jak mysz pod miotłą, jednak umie już stosować się do pewnych reguł i jestem z niej bardzo dumna. Co do konsekwencji uważam, że i tu jak wszędzie, trzeba znaleźć złoty środek: są sfery życia, w których absolutna konsekwencja jest konieczna, a są takie jak np. zabawa, w których można wprowadzać zmiany bez szkody dla dziecka.

    • Właśnie to jest często niesamowite, że mądre rady działają tak skutecznie, że zmiany widać bardzo szybko : ) To dowodzi tego, jak bardzo dzieci potrzebują takiego uporządkowania i konsekwencji.

      • Aleksandra

        Masz absolutna rację. przyznam, że byłam bardzo zaskoczona tym, jak szybko zachodzą w Julce zmiany, odkąd zostaliśmy odpowiednio pokierowani. problem jednak często jest w tym, iż rodzice nie widzą albo nie chcą widzieć swoich win w zachowaniu dziecka. Nasza wspaniała pani przedszkolanka często spotyka się z opryskliwym bądź olewającym zachowaniem rodziców, gdy próbuje pomóc… To przykre.

        • To szczęście, że trafiliście na dobrą przedszkolankę i nie mam na myśli, tego, że trudno na taką trafić, ale że to miłe na nią trafić:) Również zaskakują mnie zachowania rodziców, którzy odrzucają mądre sugestie. Myślę, że tacy rodzice słysząc rady, które ja usłyszałam od psychologa nigdy by do niej nie wrócili właśnie ze względu na „doprawdy oburzające!” zrzucanie winy za krnąbrność dziecka na nich.WInna jest szkoła przedszkole, system, media, bajki, a nawet „tzw. „charakter” dziecka , ale na Boga! nie oni..

          • Aleksandra

            Wiesz co jeszcze jest ważne? To, że my jako rodzice często wyolbrzymiamy zachowania naszych dzieci, tak jakbyśmy zapominali, że to przecież … dzieci! W Twoim tekście też o tym jest. Zamiast pochwalić za to, co dziecko zrobiło dobrze, wolimy zganić za to, co zrobiło źle. Chcielibyśmy, aby od maleńkości było stonowane i uprzejme, aby umiało wyrażać swoje uczucia taktownie. Złościmy się, gdy głośno krzyknie w sklepie albo głośniej tupnie, a przecież to tylko dziecko. Myślę, że i nam potrzeba więcej dystansu.

  • Psycholog

    Polecam metodę behawioralną opisaną w książce „Sposób na trudne dziecko” A.Kołakowski. A. Pisula

    • Dziękuję, będę szukać.

  • Kamila

    A ja się w pełni zgadzam zgłębiać temat od czasu kiedy mój ukochany Syn skończył 6miesiąc życia przechodzilismy różne wzloty i upadki, raz lepiej raz gorzej to zmieniliśmy, przeczytałam sporo literatury, przetestowaliśmy wiele metrów i. W pełni się zgadzam z tym co powiedziała Pani psycholog tylko nnasze postepowane może zmienić zachowane dziecko a bez wyznaczania granic i pokazywania wzorów zachowania dziecko nie domysli się ze coś jest dobre czy źle. Dziecko samo się nie wychowa a my Rodzice musimy nieustannie wyksztalcac się w roli dobrego wychowawcy. Mój Syn ma już 3 lata i wnet pojawi mu się rodzeństwo a my wciąż będziemy uczyc się doskonalić siebie dla naszych dzieci….

    • Czuję, że rodzicielskie egzaminy zdacie na 5-tkę 🙂 Powodzenia! 🙂

  • jankor

    Często dzieciom pokazywać pozytywne działania rodziców. podkreslać jacy są kochani i ważni w naszym życiu.Przytulać,nagradzać i mądrze kochać.
    Konsekwencja w nagrodach , a także kumunikować spokojnie o karze słownej / np.zakaz oglądania TV itp.
    Nie mam recepty na idealne bycie rodzicem ,jestem już babcią.Niepokoi mnie fakt agresji wśród rodziców..
    Przenosimy ją na dzieci – niestety.To smutne i. niepokojące.A przecież miłości do dzieci – nigdy nie za dużo

    • Domka

      Nie rozumiem sensu karania dzieci np. za nie po sprzątanie pokoju kara na tv. Co ma jedno do drugiego? Czego to ma niby uczyć dziecko? Strachu przed karą? Czy kombinowania jak obejrzeć swoją bajkę żeby mama nie widziała? A w dorosłym życiu będzie miał syf w domu bo przecież nie dostanie kary na tv…

  • Z natury jestem choleryczką, więc czasem samej mi jest trudno przewidzieć swoje reakcje. tak jak we wcześniejszym komentarzu, jednego dnia mi coś nie przeszkadza, ale innego dnia i owszem. moim „złotym środkiem” jest umiejętnośc przyznowania się do błędu. Zasadniczo staram się określać w domu zasady, ale jak tego nie zrobię nie wyrywam sobie włosów z głowy np. nie mam porządku w gazetach, które przeglądałm dzień wcześniej. wtedy tłumaczę się dzieciom, że robię źle, bo np. miałam ciężki dzień i jestem zmęczona. Oczywiście w końcu ten bałagan posprzątam. Jęsli moje dziecko czegoś nie che zrobić i w jakiś rozsądny sposób mi wytłumaczy, że z takiego czy innego powodu nie posprząta, pytam kiedy zamierza, albo czy może potrzebuje pomocy. albo jak i się wydrę na któreś z dzieci, na hasło „Mamo nie krzycz”, przepraszam i oczywiście się wyciszam. (albo ide tupac nogami do łazienki by wywalić z siebie złość). wbrew pozorom my dorośli uważamy, że z racji dorosłości możemy więcej, albo nam wypada i naprawdę ciężko zmienić jest siebie samego. Ale zawsze warto probować.

    • Zgadzam się. Nie jesteśmy idealni, często popełniamy błędy i grunt to żeby umieć się do nich przyznać również, a może przede wszystkim przed dziećmi. Dzieci wbrew pozorom bardzo sobie cenią gdy rodzic zamiast uparcie trzymać się swojej rzekomej nieomylności potrafi przyznać się, że coś zrobił źle. Mnie również zdarza się krzyczeć na dzieci i być wobec nich nieuprzejma, ale potem zawsze je przepraszam.

  • Mona Lisa

    Tak a metoda N to nic innego jak wcześniej nazywana metoda zdartej płyty> W naszej kulturze chwalenie dziecka to nowość. Ja miałam cudowna babcię , która zawsze mnie chwaliła i dawała mi odczuć że jestem dla niej ważna.Z mama było podobnie. Pierwsze lata w rodzinie to czas najważniejszy dla dziecka. Tworzy ono z rodzicem się dobre lub złe relacje , uczy się bliskości i przywiązania. Rodzice często nie doceniają dzieci a tak wiele można się od nich nauczyć. Konsekwencja to także ważna sprawa w wychowaniu, bo daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i daje poczucie przewidywalności zachowań rodzica. A jak w domu jest huśtawka raz jest luz , raz jest rygor to dziecko jest chwiejne, niespokojne, niepewne i może reagować złością i agresją. A do zaburzeń w zachowaniu to tylko mały krok. Warto nie przekraczać tej cienkiej linii między konsekwencją a jej zupełnym brakiem. Dzieci szybko sie uczą jak mięć z tej sytuacji jak największe korzyści. Pozdrawiam

    • Słusznie zwracasz uwagę na bardzo ważny element relacji między dzieckiem a rodzicem: miłości, czułości i dawania mu poczucia, że jest ważne, Bo rzeczywiście jeżeli tego zabraknie to choćby wszystkie opisane w tekście zasady były spełnione perfekcyjnie a zabrakłoby miłości to co z tego. Dziecko byłoby niczym „miedź brzęcząca

      albo cymbał brzmiący”….

  • Projekt Londyn 2014

    Wiesz, ja niedawno doszłam do takiego stwierdzenia, że jako mama rozwijam się razem z moimi dziećmi. Zmieniam się. W swoim macierzyństwie, w podejściu do wychowania, do moich dzieci. Wciąż nie jestem doskonała, krzyknę, czasem mam ochotę sprzedać na allegro, albo zbudować rakietę i wysłać na księżyc. Ale kocham je najmocniej na świecie i na samą myśl, że mogłoby im się coś złego stać – łzy stają mi w oczach.
    Ale weź przeczytaj te książki o wychowaniu bez nagród i kar i poproszę o recenzję i opis, jak to robić 🙂

    • Ok, choć przyznam, że boję się że jak przeczytam te wszystkie polecany pod tym tekstem książki o wychowaniu dzieci to mogę w efekcie usiąść i stwierdzić: „Wiem, że nic nie wiem” 😉

  • Rady bardzo trafione i widzę, że wizyta owocna 🙂 Mam tylko jedno „ale”- nas na studiach (psychologia) uczą, żeby nie wypraszać dziecka od razu z pokoju, bo może mieć wtedy wrażenie, że psycholog i rodzice „namawiają się” na niego i później, jeśli zajdzie potrzeba pracy z dzieckiem, nie będzie ono już tak ufne i otwarte.

    • Mhm, to ciekawe 🙂 W sumie coś w tym jest, choć z drugiej strony wydaje się, że jak wyprosi je się je w trakcie, kiedy już uczestniczyło, to tez może mieć różne podejrzenia..

      • Masz rację 🙂 Kwestia możliwości i wyczucia sytuacji. Najlepiej byłoby z rodzicem umówić się oddzielnie, ale wiadomo- nie zawsze jest taka możliwość i chęć drugiej strony 🙂

  • Zawsze uważałam, że konsekwencja jest najważniejsza i na pewno zadziała. Otóż niestety, nie działa. Jestem konsekwentna aż do bólu, co niestety powoduje, że sytuacja miedzy mną a dziećmi jest często delikatnie mówiąc napięta. Nigdy nie odpuszczam (no dobra, prawie nigdy), a że chłopcy ostro się buntują o byle co, często muszę krzyknąć lub na siłę zaprowadzić np. za karę do pokoju. Oni dobrze wiedzą, że skoro o coś ważnego proszę, nie odpuszczę, jeżeli mówię nie – to zdania nie zmienię. Mimo to nie słuchają, buntują się, lekceważą prośby i polecenia, maja gdzieś zakazy. Są jeszcze mali (3 i 6 lat), aż się boję, co będzie dalej…

    • Mhm, to dziwne. Może jednak fakt, że czasem dajesz wyprowadzić się z równowagi ma tu wpływ?

      • hanka

        To jest ta pułapka. Stosujemy coś, co nie działa, ale tak ślepo wierzymy w to, że powinno, aż szukamy winy w sobie. Próbowałam za słabo, nieodpowiednio, dałam się wyprowadzić z równowagi etc.
        Konsekwencje i kary nie działają, po prostu 🙂 Gdyby było inaczej, szybko przestawałaby być potrzebne. A tymczasem musimy wciąż i wciąż dokręcać dzieciom śrubę, decydując się na restrykcje:)

  • Anna Grochowska

    jak czytałam o Twoim dziecku, to myślałam, że piszesz o mojej córce :). W naszym domu bardzo pomogła lektura książki „Jak mówić do dzieci aby nas słuchały. Jak słuchać dzieci aby do nas mówiły” U nas problem leży w komnikacji, córka często nie słyszy bądź nie rozumie poleceń. Prace trwają i widać postęp. Teraz już po 3,4 powtórzeniach reaguje na polecenia. Olśnienie pryszło też kiedy zaakceptowaliśmy ją taką jaka jest – małego uparciucha.

    • racja. czasem trzeba zaakceptować. właściwie to dlaczego ja tak bardzo chcę nauczyć swoją bycia nieupartą? chyba dlatego, żeby było jej w życiu łatwiej.. ALe czy słusznie?

  • Ania

    Dziwnie się czuję, wypowiadając się w tym temacie, bo mam 17 lat i nie przepadam za dziećmi, a z tego co widzę, większość komentujących mówi o własnych maluchach. Jednak myślę, że powinnam się wtrącić. Moja dużo starsza siostra ma 5-letnią córeczkę. Widzę ich dość rzadko, jakoś tak raz na 3, 4 miesiące. Dziecko jest rozpieszczone, NON STOP dostaje nowe rzeczy, bezczelnie śmieje się w twarz, gdy próbujesz ją upomnieć, co na mnie osobiście działa jak płachta na byka. (wtedy po prostu wychodzę z pokoju, żebym nie zrobiła czegoś głupiego – wszyscy wiedzą, że za małą nie przepadam, tylko oni wokół niej skaczą i czasem nawet śmieją się z jej głupich wybryków.) Nie raz słyszałam, że krzyczy do ojca coś w stylu: „Jesteś złym tatą! Nienawidzę cię! Nie kocham cię!”.
    A teraz najlepsze. Moja siostra i zarazem matka tej małej jest psychologiem. Po magisterce. Ja już kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć, ale sądzę, że coś jest nie tak.

    • Najwyraźniej szewc bez butów chodzi…
      Z tego co piszesz, dobrze nie jest i miejmy nadzieję, że Twoja siostra i mąż w końcu to dostrzegą.

  • Pingback: Jestem zwycięzcą, czyli relacje „niegrzecznej” córki z nauczycielami przez następne 8 lat | Nishka()

  • Mamuśka

    Moi synowie mają siedem i szesnaście lat, a najstarsza córka prawie 20….. przeszłam kilka różnych etapów i przerabiałam kilka metod wychowywania dzieci. I wiem jedno najważniejszy jest zdrowy rozsądek i słuchanie własnego instynktu, a nie wprowadzanie metod z książek punkt po punkcie. Książki mogą inspirować ale trzeba do wszystkiego mieć zdrowy dystans. Nie stosuję kar, ale moje dzieci czasami ponoszą konsekwencje swojego nieodpowiedniego zachowania, bo nie da się niczego wytłumaczyć krzyczącemu dziecku, nie stosuję nagród, ale staram się docenić i osiągnięcia moich dzieci, wyznaczam granice i staram się być konsekwentna, ale nie przesadnie rygorystyczna, a jak czasem popełniam błędy i jednak wybuchnę to mam odwagę powiedzieć dziecku, nawet małemu przepraszam i porozmawiać o tym…. i to generalnie działa

  • Nadia

    Hm…. Nie podoba mi się to co piszesz, nie zaspokaja to mojej potrzeby bycia w kontakcie z moim dzieckiem, zrozumienia, empatii i wielu innych. Podoba mi się tylko jedno zdanie: trzeba zacząć od siebie. No to proszę: wracasz do domu po męczącym dniu, głowa ci pęka, mąż denerwuje, masz doła i nic ci się nie chce. Rzucasz się wtedy do sprzątania czy dajesz sobie dyspensę? Stawiam na to drugie. Bo WIESZ, że dzisiaj najbardziej potrzebujesz odpoczynku i to jest priorytet. Konsekwencja pt: żeby nie wiem co, u nas w domu się po sobie sprząta/ jest ograniczająca, sztywna i oddalona od życia. Bo życie to zmiana i dzisiaj jesteś kimś innym niż wczoraj więc i gdzie indziej są Twoje granice. Zadaniem rodzica ( moim zdaniem) jest pokazać to dziecku, nauczyć dostrzegania potrzeb a nie zasad. Celem jest to żeby moje dziecko dzisiaj nie waliło w cymbałki bo wie, że mamę boli głowa i potrzebuje odpoczynku a nie dlatego, że jest taka zasada. Do tego oczywiście długa droga. Co prowadzi mnie do kar i nagród. To droga na skróty, tresura, bodziec- reakcja- wzmocnienie. I stoi za nim filozofia mówiąca że dzieci są nieracjonalne i trzeba je temperować. Otóż nie. Dzieci są cudowne w tym, że postępują w zgodzie ze swoimi potrzebami. Coś czego dorośli mogliby im zazdrościć. Gdy moja córka mi odmawia, wiem, że robi to z jakiegoś powodu. Nie chce sprzątać? Bo pewnie nie jest jeszcze gotowa kończyć zabawę. Dlaczego ma to robić? Dorośli raczej też nie wychodzą ze świetnej imprezy bo im ktoś każe. Przykładów mogłabym mnożyć w nieskończoność. A nagrody? Kształcą w dziecku motywacje zewnętrzną. Ja chcę żeby moje dziecko nie biło innych bo to ich boli, a nie dlatego, że dostanie za to lizaka albo dumę mamusi

    • Nadio, ależ oczywiście że nikt nie wymaga od dziecka żeby sprzątało w
      pokoju gdy źle się czuje, tak samo jak od siebie samego tego się nie
      wymaga. Podobnie absolutnie zakładam opcję poproszenia dziecka by nie
      grało na cymbałkach gdy mamę boli głowa. Nie rozumiem dlaczego uczenia
      dziecka dostrzegania potrzeb stawiasz w opozycji do stosowania zasady
      konsekwencji. Jestem jak najbardziej otwarta na negocjacje z dzieckiem,
      otwarta na słuchanie go i wspólne ustalanie zasada.
      Moim zdaniem to
      co piszesz, czyli „życie to zmiana i dzisiaj jesteś kimś innym niż
      wczoraj więc i gdzie indziej są Twoje granice” może być dla dziecka
      krzywdzące bo dziecko nie jest w stanie tego ogarnąć, to zbyt
      abstrakcyjne i może się czuć w takim przekazem bardzo zagubione. Rodzic
      powinien być drogowskazem, a jeżeli przyjąć to co piszesz to
      drogowskazów brak, bo ciągle zmieniają położenie i jednego dnia wskazują
      w lewo, drugiego w prawo, trzeciego w dół, a następnego znów w lewo.

  • Agnieszka Kukian

    Dzięki systemowi kar i nagród prowadzonych w przedszkolu, mój starszak stał się mega roszczeniowy. Pada hasło: sprzątamy pokój, pada odpowiedź: a co z tego będę miał? No jak to co: porządek. A, to nie sprzątam, nie opłaca się, w przedszkolu pani daje żelki. i w tym oto momencie ręcę matki opadają do samej ziemi 🙂

  • Pingback: Czy należy przyznawać się przed dzieckiem do błędów? | Nishka()

  • Nishka! uwielbiam Twojego bloga, to jeden z blogów „parentingowych”(cieszących się ostatnio złą sławą ) na które wracam…ale ta notka mnie zdołowała…

    Już wyjaśniam. Otóż ostatnio mam problemy z moim małym upartym (niestety również uroczym w swoim zaparaciu) dzieckiem, które próbuje terrorystą…ile ma lat? lat jeszcze nie ma, dopiero za trzy dni stuknie 10 miesiąc. a już pokazuje swój charakterek. od tygodnia non stop myślę o tym jak dużo pracy przede mną, a gdy patrzę, że taka mądra laska jak Nishka ma problemy to co będzie ze mną?! Do tego dołożyłam sobie zmartwień bo przeczytałam prawie wszystkie (145! jak Ty to robisz?!?!?!?) komentarze i moja pewność siebie, wcześniej schowana, teraz już pożegnała się zupełnie…Każda mama doradza coś innego. Co będzie jutro, co będzie za rok (słynny bunt dwulatka), co będzie w wieku 16 lat (ja byłam paskudą, a dziecko paskudy jest paskudą podwójną?), dziecko kochane rośnij zdrowo…

  • Jeśli masz problemy wychowawcze ze swoją pociechą to ja Ci pomogę! Moja specjalizacja to psychologia stosowana. Na co dzień pomagam rodzicom mającym trudności wychowawcze. Pracuję w sposób bardzo niekonwencjonalny – w domu klienta. Przyjadę do Ciebie i na własne oczy zobaczę, jak radzisz sobie ze swoim dzieckiem. Następnie powiem Ci, jakie błędy popełniasz i wytłumaczę, jak ich unikać. Będę z Tobą również wtedy, gdy będziesz wcielać w życie świeżo zdobytą wiedzę. Dojeżdżam do klientów na terenie całej Polski. Gwarantuję pełną satysfakcję. Zapraszam serdecznie na moją stronę internetową http://www.pogotowiewychowawcze.pl

  • hejże hejże

    Tyle ile tutaj komentarzy tyle sposobów jak dobrze wychować dziecko..przecież każdy z nas jest inny, każdy z nas ma inne doświadczenia życiowe, dlatego nie ma złotego środka jak dobrze wychować dziecko bo u jednego poskutkuje u innego nie, tak samo jak nie ma jednej zdefiniowanej recepty na szczęśliwe życie. Oczywiście dobrze, że wszyscy tutaj dyskutujemy, rozmawiamy rozważamy to pomaga pewne sprawy przemyśleć ale na pewno nie łudźmy się że „ok, tak zrobię i problem z głowy” > Ja też mam problem z moją trzyletnią córką, ale ja się nie mogę zastosować do niektórych tutaj wymienionych zasad ponieważ wraz z mężem mieszkamy z moimi rodzicami i możecie mi wierzyć że to jest dopiero rock’n roll…nie dość że walczę z córką to jeszcze muszę „walczyć” ze stereotypami „a my tak nie robiliśmy” itp itd…i już wiem co może komuś przychodzi na myśl”to się wyprowadź” Jestem osobą która głęboko wierzy że nie ma rzeczy niemożliwych i się pod tym podpiszę ale czasami te najbardziej niemożliwe żeby stały się możliwe potrzebują duuuuużooo czasu i przybycia zmarszczek 😉 Wytrwałości życzę!!

  • Pingback: Jak mi się pracowało w redakcji gazety i dlaczego zostałam blogerką? | Nishka()

  • Pingback: Świat wiedzy #6 | Lookpass()

  • Pingback: „W Paryżu dzieci nie grymaszą” – książka pełna genialnych rad i humoru | Nishka()

  • Sylwia Brzuzy

    Cóż, takie życie. Po co to się piętrzyć, pani psycholog miała rację.
    Trzeba dziecko kształtować od jego narodzin. Obojętnie czy ma 1 rok czy 2
    lata to i tak będzie pamiętało sytuacje różnego rodzaju, które już się
    wydarzyły niezależnie od tego ile dziecko miało miesięcy. To tylko taki
    „op” przykład. Ze swojego doświadczenia wiem, że dziecko często
    histeryzuje. I co wtedy robić? Krzyczeć? Łapać się za głowę? Płakać?
    Nie… należy właśnie stawić czoło wyzwaniu – nie poddawać się, wczuć
    się w rolę, sprostać wyzwaniu – nic nie tracimy, a tylko zyskujemy
    niezależnie od „NASZEGO” charakteru. Sylwia

  • A ja zgadzam się w 90% z Panią Psycholog. To my rodzice
    odpowiadamy za to, jak budujemy siłę sprawdza naszych słów w oczach dzieci. Ale
    jest jeszcze te 10%. I te 10% to geny. Mam dwójkę chłopców o biegunowych
    osobowościach i zupełnie innym potencjale do bycia grzecznym. Napisałam o tym
    ostatnio nieco humorystyczny wpis (http://e-dlarodzicow.pl/dziecko-nie-slucha-niegrzeczne-dzieci-maja-latwiej/).
    Oddaje na naszym przykładzie samą prawdę o tym, że jedne dzieci wychowuje się
    łatwiej, inne wręcz odwrotnie.

  • Magda

    Dziękuje bardzo za metodę N…nie bardzo wierzyłam w jej powodzenie, ale postanowiłam spróbować, bo NIC JUŻ NIE DZIAŁAŁO! (prosiłam córkę 5 lat żeby przyszła się umyć). Przez 10 minut powtarzałam cierpliwie i ze spokojem „chodź się umyć” odpowiedź „nie” , „nie” i tak za każdym razem, aż w końcu usłyszałam błogosławione „no dobra idę”! Nie mogłam uwierzyć!!

  • Pingback: Twoje dziecko jest „trudne”? Uważaj, żeby nie wmówić sobie, że to ADHD, autyzm lub choroba dwubiegunowa | Nishka()

  • Dagmara

    Bywają różne przyczyny takich zachowań dzieci. Wiele z nich nie wynika z braku kompetencji rodziców, ale też z różnych problemów jakie może mieć dziecko.

  • Uważam że jest to bardzo mądry tekst. Wiele błędów zauważam u siebie. Od dzieci wymagam by były idealne choć mi samej do ideału brakuje wiele. Niestety ale praca nad samym sobą jest najtrudniejsza. Pozdrawiam

  • Sisss

    Moi rodzice często nam mówili – „Czy widzieliście kiedyś, żebyśmy my sie tak kłócili, jak wy?” I mieli racje, oni się nie kłócili, za to ja i rodzeństwo bardzo często i to ostro. Więc nawet pozytywny przykład nie zawsze jest skuteczny.

  • disqus_4xF3VnY6CR

    Strasznie zajechalo behawioryzmem. Proponuje poczytac o okresie rozwojowym w jakim znajduje sie córka. Polecam tez ksiazki Jespera Juula, Alfie Kohna i Agnieszki Stein 🙂

  • Dagmara Drzał

    Bardzo cenny tekst! Ale co jak dziecko krzyczy i krzyczy i nic do niego nie dociera, do tego babcia mu mówi jaki glupi co robi, ono wpada jeszcze w wiekszy szał i sie bije po głowie… Czasem brakuje mi pomysłu i cierpliwości!

  • Pingback: Nie bój się przyznać przed dzieckiem (i innymi) do błędu - Nishka()

  • tomaszkleks

    Świetny artykuł. Bardzo mi pomógł. Dużo przemyśleń… Apropo – Wielkopolski Instytut Psychoterapii (http://wip-poznan.pl/psychoterapia) to placówka, która pomogła mojej isostrze. Naprawdę warto dać im szansę!