Cyberprzemoc rodzi się w domu. Reaguj

cyberprzemocOd kilku dni na świecie głośno jest o 14-latce, która stworzyła narzędzie do walki z cyberprzemocą. Trisha Prabhu, bo tak nazywa się laureatka Google Science Fair 2014 skonstruowała dwa programy, które mają wykrywać krzywdzące wiadomości pozostawiane w sieci i alarmować o nich.

Ja tymczasem chcę opowiedzieć Wam o moim narzędziu do walki z cyberprzemocą, które stworzyłam, gdy zorientowałam się, że moja 14-letnia córka jest sprawcą cyberprzemocy. Tak, nie przesłyszeliście się: sprawcą.

Długo zastanawiałam się, czy o tym opowiedzieć i postanowiłam, że to zrobię, ponieważ nic tak nie przemawia do wyobraźni jak przykład wzięty z życia. A jeżeli mój tekst może przyczynić się do walki z cyberprzemocą to wątpliwości zupełnie znikają.

Historia zdarzyła się kilka miesięcy temu, ale pamiętam ją jak dziś. Któregoś dnia znajoma zaalarmowała mnie, że moja córka niepokojąco zachowuje się na facebooku: na tablicy jakiegoś chłopca zostawia niegrzeczne komunikaty. Brzmiały doprawdy nieciekawie. Odnosiły się do jego preferencji seksualnych, były obraźliwe i wulgarne. W tym samym czasie tablica chłopca była spamowana przez inne osoby – jak się potem okazało – z tej samej klasy. Wyglądało to na e-lincz chłopaka przez kilkuosobową grupę rówieśników.

Gdy to zobaczyłam, zrobiło mi się słabo. Przez myśl mi nie przeszło, że moja córka jest do tego zdolna. Była w szkole, trwała akurat ostatnia lekcja. Napisałam do niej smsa, że ma natychmiast usunąć wszystkie posty, które zostawia na tablicy tego chłopca i że mają to również zrobić jej koledzy i koleżanki uczestniczący w tym e-linczu. W przeciwnym razie zawiadamiam policję.

Gdy przyszła do domu, już w biegu zaczęła tłumaczyć, że to nieporozumienie, że owszem, wypisywała razem z kolegami takie rzeczy, ale to były żarty. Ten chłopak, którego ja potraktowałam jak ofiarę cyberprzemocy  jest w rzeczywistości klasowym dowcipnisiem – śmiał się z tego i nic sobie z obelg nie robił. Ufam córce i wiem, że nie okłamała mnie, ale te tłumaczenia zupełnie do mnie nie trafiły.

Wytłumaczyłam jej, że dyskredytowanie, poniżanie, szykanowanie jest absolutnie niedopuszczalne i nie można takiego zachowania niczym usprawiedliwić.

Jest niedopuszczalne, nawet jeżeli jest żartem i psikusem, osoba dopuszczająca się tego ma tzw. dobre intencje, a osoba odbierająca to twierdzi, że nie dotyka jej to.

– Fakt, że ten chłopak śmiał  się z tego może oznaczać, że robił tzw. dobrą minę do złej gry, abo chciał zwrócić na siebie uwagę, ale taki sposób jest bardzo złym sposobem i nie powinnaś w tym uczestniczyć. Jedziemy teraz do babci na obiad i porozmawiamy o tym w większym gronie.

Córka błagała mnie, żeby ten temat pozostał między nami, żebym nie angażowała w to pozostałych członków rodziny: taty, babci, dziadka, mojej siostry i brata. Byłam nieugięta.

– Beztrosko wypisywałaś to na Facebooku, było to więc dostępne dla wszystkich twoich znajomych oraz ich znajomych. Nie stanowiło to dla ciebie żadnego problemu. Poniesiesz teraz konsekwencje i zderzysz się z tym również na żywo, w realu.

Całą rodziną usiedliśmy przy stole i debatowaliśmy nad cyberprzemocą, której dopuściła się nasza nastolatka.

Córka była zdruzgotana. Wciągnęłam w to całą rodzinę, rozmawialiśmy o tym tak jakby wydarzyło się coś okropnego, jakby zaraz miała przyjść po nią policja, cytowaliśmy sformułowania, których użyła, rozmawialiśmy o homofobii, o obrażaniu, dziwiliśmy się, jak można wypisywać o kimś tak niegrzeczne rzeczy, zastanawialiśmy się, co mamy teraz  z tym począć. Nastolatka paliła się ze wstydu, zażenowania i upokorzenia. Zwłaszcza, że czuła że nie zasługuje na to, bo w jej mniemaniu to były żarty.

– Mamo, chciałabym zapaść się pod ziemię –  płakała, gdy wróciliśmy do domu.

Położyła się do łóżka, nie chciała nic jeść ani pić, leżała wpatrzona w jeden punkt, aż w końcu uciekła w sen.

Zaglądałam do niej, czuwałam, serce mi się krajało, bo wiedziałam, jak to przeżywa. Podejrzewam, że to był jeden z najgorszych dni w jej życiu. Obawiałam się, że trochę w swojej reakcji przesadzam, ale jednocześnie czułam, że dobrze postępuję.

Chciałam, żeby to doświadczenie nią wstrząsnęło, żeby dobrze to zapamiętała.

To był mój sposób, który niekoniecznie musi się sprawdzić w innych sytuacjach. W przypadku mojej córki, która potrafi bronić swojego zdania jak lwica, zwykła rozmowa nie podziałałaby, starałaby się zmieść wszystkie moje argumenty („Mamo, to były zwykłe żarty”,  „Mamo, nie przesadzaj, daj spokój.” itd). Dlatego czułam, że nie mam innego wyjścia: muszę użyć ciężkiego kalibru.

Następnego dnia, kiedy emocje już opadły, wróciłam do tej rozmowy i powiedziałam, że właśnie tak – czując kompletne przygnębienie, zdruzgotanie i chęć zapadnięcia się pod ziemię czują się osoby, które są ofiarami cyberprzemocy. Że nigdy, ale to przenigdy nie może być po drugiej stronie i dokładać do tego zjawiska swojej cegiełki.

Zrozumiała. Rozmawiałyśmy o tym jeszcze nie raz.

*

Kilka miesięcy temu w tekście 11 wskazówek jak wychować przedsiębiorcze dziecko pisałam o tym, że nie można bagatelizować najmniejszej nawet kradzieży i opowiedziałam Wam historyjkę:

Syn mojej znajomej pochwalił się kiedyś mamie, że razem z kolegami ukradł w sklepie batonika, każdy po jednym, dla siebie. Tak, tak: pochwalił się, opowiadał o tym mamie jako o akcie zaradności, odwagi i sprytu. Wiecie, co zrobiła moja znajoma?

Kazała iść synowi do sklepu, podejść do każdej obecnej w sklepie ekspedientki, powiedzieć o swoim zachowaniu, przeprosić i wręczyć jej po kwiatku  (kupionym za kieszonkowe).

Syn błagał matkę o litość, prosił by mu darowała, że kupi JEJ wieeeeelki bukiet róż!  Że to przecież tylko jeden mały batonik wart złotówkę!

Kobieta była nieugięta. Wiedziała, że jeżeli teraz ujdzie mu płazem „drobna” kradzież, to potem nie będzie miał problemów, by dokonać kolejnej.

Gdyby wszyscy rodzice byli tacy, nie byłoby ani złodziei ani złodziejów!

 Podobnie jest w każdej innej kwestii łamania prawa. A cyberprzemoc jest łamaniem prawa. Jeżeli chcecie więcej dowiedzieć się o tym, czym jest cyberprzemoc polecam tę stronę helpline.org

Nie bagatelizujmy najmniejszych nawet przejawów cyberprzemocy. Jeżeli rodzic nie interweniuje, daje tym samym dziecku zielone światło na takie zachowanie.

Należą do nich np. sytuacje, w których dzieci publikują na Facebooku kompromitujące zdjęcia koleżanek, zostawiają na blogach obraźliwe komentarze itd. Warto co jakiś czas monitorować portale społecznościowe, na których udzielają się nasze dzieci: ich askowe, instagramowe i facebookowe tablice. Pisałam o tym też w tekście Uzależnienie dziecka od Internetu – 5 wskazówek, jak do tego nie dopuścić. Pisząc „podglądać”, mam  na myśli zaglądanie na to, co publicznie udostępniają, bo jestem przeciwna wkradaniu się na społecznościowe konta i do telefonów dzieci, bo uważam, że należy szanować ich prywatność i tajemnicę korespondencji. Kluczem jest też oczywiście relacja, czyli rozmawianie z dziećmi i bycie z nimi w kontakcie. Pisałam o tym tutaj Jak rozmawiać z dzieckiem, a zwłaszcza z nastolatkiem?

Zapraszam Was do dyskusji: jestem ciekawa co o tym sądzicie, czy macie na ten temat jakieś przemyślenia albo – czego oczywiście nie życzę – doświadczenia?

*

Wracając do mojej córki, wszystko się ułożyło. Wie, że z cyber-huligaństwem nie ma żartów. Zaś z chłopakiem: „bohaterem” wpisu pozostaje w dobrych relacjach, czyli najwyraźniej rzeczywiście były to głupie żarty. Na tyle głupie, że nie wyobrażam sobie, że miałabym na nie nie zareagować.

Komentarze:

  • Sonia z Infantii

    To chyba najmadrzejrzy „parentingowy” wpis, jaki kiedykolwiek czytałam w internecie. Nishko, będę Ci wierną czytelniczką na wiele lat 🙂

    • Dziękuję baaardzo:)

  • Beatka Przewoźniak

    Droga Nishko. Powiem Ci, że cudownie zareagowałaś- pokazałaś jej jak by się czuła będąc nie sprawcą a ofiarą. Wyniosła z tego lekcje i mam nadzieję że inni rodzice czytający ciebie zwrócą wagę na to co ich dzieci wyprawiają w internecie. Bo niestety tu się nie da być anonimowym. Co gorsza można okropnie zranić i zepsuć komuś życie.
    To co puszczone w internet raz- nie znika nigdy przecież.

    • Otóż to, właśnie to o czym piszesz chciałam córce między innymi pokazać.

  • Jak dla mnie ta metoda brzmi nieco drastycznie (takie oko za oko). Ale z drugiej strony nie mam na wychowaniu (jeszcze) nastolatków i za kilka lat możliwe, że tu wrócę i jednak skorzystam.

    • Marta

      A ja obawiam się, że w niektórych sytuacjach nie ma wyjścia i trzeba działać drastycznie. Sama gadanina kończy się właśnie „mamo, daj spokój”. Nie mam (póki co) dzieci, ale z obserwacji mojej nastoletniej siostry i mamy widzę, że takie rozmowy przechodzą w negocjacje partnerów, a nie poważne dyskusje na temat tego co wolno, a co nie.

    • ag-he.net

      Jakie oko za oko? To jako dorosły mężczyzna nie bierzesz odpowiedzialności za swoje czyny? Czyli jak zabijesz kogoś na drodze, to nie powinno się Ciebie wsadzić do więzienie tylko się nad Tobą litować? Przecież to, co jest opisane w tym poście to nauka odpowiedzialności za swoje czyny a dorosłość powinna się właśnie tym szczycić – odpowiedzialnością za swoje czyny i słowa.

      • Wybacz, ale jeśli moje dziecko uderzy kolegę, to ja go nie uderzę w odpowiedzi, żeby mu pokazać jak się kolega czuje. Bo wtedy to nie jest wychowanie, tylko tresowanie.

        • Marta

          Ja też nie odnoszę wrażenia, że to oko za oko. Owszem, Nishka pokazała córce jak się kolega, albo osoba na którą jest taka nagonka może czuć, ale nie zrobiła tego na jej ścianie facebookowej, gdzie koleżanki i koledzy ze szkoły mogliby to zobaczyć i się dołączyć, ale w gronie rodzinnym dorosłych osób rozmawiających na temat tego, co córka zrobiła.

          • Mój drugi komentarz dotyczył tego, że podobno (w opinii ag-he.net) dziecko powinno brać odpowiedzialność za swoje czyny, w taki sam sposób, jak dotyczy to dorosłych. A ja się z tym nie zgadzam. Bo odpowiedzialność za czyny dziecka ponosi rodzic. I to wcale nie oznacza, że on musi mu wymierzyć karę. Uważam, że równie dobrze mogłaby zadziałać rozmowa (ale są różne relacje rodzic-dziecko i to co u mnie mogłoby zadziałać, u innych niekoniecznie) i pokazanie przykładu z życia, gdzie ktoś nabijał się z kolegi, bo kolega tego „chciał” (jak pisze Nishka, robił dobrą minę do złej gry), a skończyło się samobójstwem. I wtedy argument córki, że „przecież to tylko dla żartu” by nie zadziałał. Możliwe nawet, że poprosiłbym nauczyciela, aby pokazał ten problem (najlepiej z materiałem video), na lekcji wychowawczej, skoro problem dotyczył więcej niż jednej osoby w danej klasie.

            Im dłużej o tym myślę, tym mniej jestem przekonany, że publiczne (w mniejszym lub większym stopniu) obnażenie czynu córki byłoby rozwiązaniem na które bym się zdecydował.

          • Marta

            Ach. Też nie sądzę, że to dziecko powinno ponosić odpowiedzialność za swoje czyny w taki sposób jak dorosły. Zgadzam się z tym, że w wielu przypadkach zadziałałaby rozmowa i terapia szokowa nie byłaby konieczna, ale, tak jak tu już gdzieś było wspomniane, Nishka zna swoją córkę, zna swoją rodzinę i wybrała sposób, który uznała za najlepszy 🙂

  • Jak narazie u nas najstarszy osmiolatek..ale wpis wezme sobie do serca ….rewelacyjny post.

  • karina

    Brawo! Jako rodzice lubimy chwalić się swoimi dziećmi. Kiedy stają się one nastolatkami, nasze rodzicielstwo jest jednak weryfikowane. To także dla nas test, czy potrafimy poprawić błędy, dojrzeć zaniedbania i wciąż wychowywać najukochańsze „maleństwa”. Gratuluję postawy. Bo macierzyństwo to nie tylko miłość i akceptacja, ale i odpowiedzialność. Przekazywana jako wzór postępowania. Lepiej wychowane, stworzą lepszy świat. Dla siebie. Rzadko zaglądam na rodzicielskie blogi, bo zwykle to właśnie chwalenie się słodkimi dziećmi. A dopiero słodkie odpowiedzialne nastolatki czynią nas rodzicami, z których warto brać przykład.

    • Dobrze to określiłaś: ” Kiedy stają się one nastolatkami, nasze rodzicielstwo jest jednak weryfikowane”. Bo bycie rodzicem nastolatka jest naprawdę trudne, łatwo popełnić błąd coś robiąc i łatwo popełnić błąd nic nie robiąc.

  • Myślę, że nie ma złotej metody na wszelkie złe zachowania naszych dzieci. Na jedne taka zbiorowa i publiczna krytyka podziała, inne wydaje mi się, że mogą staną okoniem i ze złości, chęci odwetu zrobić coś jeszcze gorszego. Kluczem jest to, co wynika z Twojego postu, że znasz swoją córkę. Jak się zna swoje dziecko, to większa szansa, że zareaguje się właściwie, bo reagować trzeba – to na pewno.
    A tak na marginesie: córka nie ma Ci za złe, że opisujesz taką historię na blogu? Ciekawa jestem, bo wiesz moja panna nie wiele młodsza.

    • Odpowiadając na Twoje pytanie odsyłam Cię do pierwszej części Twojej odpowiedzi, czyli, że fakt, iż moja córka akceptuje to, że piszę o takich rzeczach nie znaczy, że Twoja to zrobi 😉

  • Tianzi

    Nie mam dzieci i nie mam pojęcia, jak je wychowywać, ale gdyby matka przyprowadziła któregoś razu jakąś moją nastoletnią kuzynkę na taki rodzinny lincz (bo choćby ta rozmowa przebiegła w kulturalnej atmosferze, to do tego w sumie się sprowadza), chyba odebrałabym to jako nielojalność wobec jej córki. Choć, że zamknę tą samą refleksją, co otworzyłam; nie mam dzieci i nie mam pojęcia, co w tej sytuacji należałoby zrobić.

    • Wszystkie osoby, oprócz mojego taty który nie ma konta na FB są wśród znajomych mojej córki na FB więc teoretycznie widziały to co pisała. Chciałam właśnie jej pokazać, że tak naprawdę wszystko co wypisuje w internecie jest jawne. Nie zdradziłam jej sekretu, tajemnicy, którą przekazał tylko mi. Czy to był z naszej strony lincz? My rozmawialiśmy o tym co zrobiła, ale nie obrażaliśmy jej.

      • To się nazywa interwencja. I jestem pełna podziwu dla twojej reakcji.
        Ja często słyszę od Syna gdy zachowa się wobec kolegi złośliwie, jakby On się czuł na jego miejscu i też często odpowiada „mamo, daj spokój, to tylko żarty”, „że On też by się śmiał”… a przecież nikomu nie jest do śmiechu gdy się z niego…śmieją… :(….na razie pozostają tłumaczenia…ale staram się reagować, bo w końcu wychowujemy dzieci nie tylko dla siebie…
        ps. Tia wychowywanie maluchów to pikuś z tym jaką „orką” jest wychowywanie starszych dzieci… 🙂

        • Otóż to. Ja również wychowując dzieci staram się rozwijać w nich empatię.

          • Bogusław

            powiedz dlaczego empatia to taki deficytowy artykuł? często dzieci mogą jej uczyć swoich rodziców właśnie; widzę po sąsiadach, że uczą dzieci raczej egoizmu i interesowności

          • Niestety to znak naszych czasów. Kiedyś liczyła się wspólnotowość, myślenie w kategoriach „my”, teraz indywidualizm i „JA JA JA JA JA JA!”.

          • Ja myślę, że popadliśmy w skrajność z racji „takie mamy czasy”.
            Ja jestem „dzieckiem komuny”. pamiętam totalne podporządkowanie rodzicom, szacunek do starszych, choć nie zawsze uzasadniony i się należący…
            Potem BUM…otwarcie granic, zachód, konsumpcjonizm. Wyznacznikiem mojej dorosłości stało się również pojawienie na rynku książek o tematyce, mówiąc ogólnie „rodziców, którzy spaprali nam dzieciństwo” – choćby takie pozycje jak „Bunt ciała”, „mnóstwo książek o DDa”.
            Moi rodzice też mieli trudne dzieciństwo, ale nigdy o tym nie rozmawiali. pamiętam w jakim szoku była moja mama, gdy uświadomiła sobie, że pewne jej zachowania, kompleksy wynikały z takiej a nie innej postawy jej ojca…Nie mówię, że wszyscy, ale zobaczcie jakie zmieniło się podejście do dzieci, nawet Ja nie zrozumiałam chyba idei „bezstresowego wychowania” bo chciałam uchylić dziecku nieba, a zapomniałam o wymaganiach i stawianiu granic :(. Nadrabiam to dopiero teraz, niemniej widzę jakie konsekwencje ponoszą rodzice, którzy nic z tym nie robią…chociażby mój ostatni post. Przypadek dziecka może ze skrajnym zachowaniem, nie mniej jednak takich dzieci pojawia się coraz więcej…coraz więcej roszczeniowych postaw, ale nic od siebie…przyzwyczajani od małego od posiadania „wszystkiego” na wyciągnięcie ręki, złych zachowań bez ponoszenia konsekwencji
            Empatia? Jaka empatia..no na pewno nie dzięki oglądaniu obecnych bajek…a przecież bajki to podstawowe źródło uczenia dzieci radzenia sobie w życiu.. ale mądre…nie ten szajs z tv
            W ogóle to zastanawiam się, kto te obecne bajki wymyśla? Kto je zatwierdza? Rodzice, psycholodzy? Przydałby się o tym osobny post… 🙂
            oj długo by o tym…długo..

      • Tianzi

        Nie sugeruję, że ją obrażano lub że zdradziłaś jej sekret, ale odebrałam ten tekst (i sformułowanie, że ‚wciągnęłaś’ w debatę rodzinę), jakby niektórzy jednak tego nie przeczytali albo przynajmniej, jakbyś celowo zorganizowała, hm, brak mi polskiego słowa, więc – shaming córki przed rodziną. Ma to inny charakter niż np. przepraszanie pokrzywdzonego i zgadzam się z osobą, która tu napisała, że kojarzy się z metodą ‚oko za oko’. Choć nie wątpię, że lekcja dotycząca ‚publicznego’ zachowania została odrobiona.

        PS. Tak z ciekawości – naprawdę wezwałabyś policję?

        • Nie, chciałam pokazać jej, że to działanie niezgodne z prawem więc może wiązać się z wezwaniem policji.

          • hops

            Sorki, ale byłaby to potężna niekonsekwencja w oczach tych dzieci, gdybyś nie spełniła groźby wezwania policji, gdyby nie spełnili „warunków” nie wezwania policji. Kompletnie niewychowawcze dla tych dzieciaków na przyszłość. Gdy się mówi „a” …

  • Szacun Nishko, po prostu SZACUN!

  • Projekt Londyn

    Respect! Przygotuj proszę poradnik „Jak być rodzicem nastolatka” z „krok po kroku” oraz wszystkimi możliwymi scenariuszami zachowań tak, żeby był gotowy za 2-3 lata – akurat mój Księciunio będzie wtedy nastolatkiem, a ja z lubością będę korzystać z Twoich mądrości. PLIS!!!!

    • To jest całkiem dobra myśl :)))
      Będę miała motywację i presję czasu: żeby zdążyć zanim Twój syn wkroczy w nastoletni okres 🙂

  • dancewiththecamera

    Jestem pod wrażeniem. Naprawdę. Choć metoda wydaje się być w pewien sposób brutalna i myślę, że mogła i Ciebie wiele kosztować (patrzeć, jak własne dziecko później przeżywa upokorzenie najpewniej do łatwych nie należy), to jednak jest skuteczna. I piszę to jako ktoś, kto też kiedyś, jako dziecko, był poddany podobnej metodzie. Wprawdzie sprawa była błahostką, w porównaniu do tych przytoczonych w tekście, to wtedy przeżywałam podobne emocje co Twoja córka. Ale poskutkowało i oduczyło mnie pewnych rzeczy. I nie mam teraz tego nikomu za złe, bo wiem, że to tak naprawdę było dla mojego dobra 😉
    Uważam, że bardzo dobrze zadziałałaś i Twoja córka się wiele z tej sytuacji nauczy. I na pewno następnym razem się kilka razy zastanowi, zanim coś głupiego będzie chciała zrobić. Podziwiam Cię za to jak wychowujesz swoje córki. Serio. I za to, że odważyłaś się opisać całą tą sytuację.
    Dzięki za ten wpis! 🙂

    • Dziękuję 🙂 Żeby nie było wątpliwości: popełniam też dużo błędów, nie jestem super hiper perfekcyjną mamą. To, co jednak zawsze staram się robić to być wobec nich uczciwą i nauczyć ich tego.

      • dancewiththecamera

        Zdaję sobie sprawę, każdy popełnia błędy 🙂 Nie tylko dzieci 🙂 Ale ważne, by zawsze starać się wyciągnąć z tego wnioski. A z tą uczciwością to super – chyba najlepiej nauczyć dzieci czegokolwiek właśnie w ten sposób – pokazując, że samemu się też tak postępuje.
        Życzę Ci, abyś więcej nie musiała tak „brutalnych” metod stosować 😉
        Pozdrawiam serdecznie i w wolnej chwili zapraszam do mnie: http://dancewiththecamera.wordpress.com/

  • Ag He

    Szacun. Zaimponowałaś mi

  • Bogusław

    Nishko – to był majstersztyk! Sam już przeszedłem wiek cielęcy dwójki dzieciaków (teraz już mają własne dzieci) i nigdy nie musiałem takich rozmów przeprowadzać, ale czeka mnie jeszcze przeprowadzenie przez „nastolactwo” najmłodszej córci, 7-letniej więc wszystko przede mną 🙂 Mam nadzieję, że unikniemy takich problemów, ale…. Zrobiłaś tak mądrą rzecz, że mój podziw dla Ciebie sięga szczytu Himalajów. Tylko taka terapia szokowa ma sens, inaczej to jak grochem o ścianę. Czasem lepiej odciąć rękę żeby uratować życie, prawda? Niech poboli, trudno.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Bogusławie, dziękuję 🙂 To było o tyle dziwne, że „wypracowane” zupełnie spontanicznie. To wszystko działo się tak szybko, nie było czasu na opracowanie strategii. Powodzenia w wychowaniu najmłodszej córki i ucałowania dla wnuków :))

  • Nishko to fantastyczny wpis, dzięki, że się tym podzieliłaś. Najgorsze co może być to zamiecenie takiej sprawy pod dywan, że nic się nie stało, to prowadzi do recydywy 😉 a tak to myślę, że Twoja córka zanim coś opublikuje na FB to się kilka razy zastanawia. Dla mnie ten temat jeszcze dośc odległy, ale na pewno zapamiętam Twój przykład.

  • Anita

    Dziękuję Ci za ten wpis. Dał mi on pewność, że „karę” jaką ostatnio dałam swojemu synowi była najwłaściwszą z możliwych. Nie mam jeszcze doświadczeń związanych z cyberprzestrzenią – moje dziecko ma 7 lat i z komputera korzysta jeszcze pod moim czujnym okiem. Jednak podzielę się tym co mnie spotkało. Syn jest u mojej mamy na wakacjach, poznał kolegów, często się spotykają, jeżdżą na rowerach w ściśle określonych miejscach. Pewnego pięknego popołudnia dziecko poinformowało babcię, że jedzie do kolegi na rowerze. Jego kolega (mający 6 lat) powiedział to samo swoim rodzicom. I wybrali się na wycieczkę. Całkiem sami, bez wiedzy dorosłych. Na następny dzień wyszła na jaw prawda. Krew w żyłach zmroziła mi informacja o trasie wycieczki, bo musieli pokonać bardzo ruchliwą drogę – obwodnicę miasta. Tłumaczenia były banalne: „ale mamo, miałem kask tak jak chciałaś” (jego koledzy jeżdżą bez, czemu ja jestem przeciwna), „ale mamo, nie przejeżdżaliśmy przez ulicę, tylko zeszliśmy z rowerów”. Pierwsza moja myśl – szlaban na wszystko, na długo. Nie dałam jednak emocjom dojść do głosu. W ramach kary moje dziecko musiało iść do rodziców kolegi przyznać się, że to był jego pomysł i przeprosić ich za to. Chyba nie ma gorszej kary dla dziecka, niż przyznanie się przed obcymi osobami do błędu i przeproszeni ich za to. Jestem pewna, że następnym razem pociecha przyjdzie zapytać o pozwolenie na wycieczkę z kolegą.

    • Moim zdaniem postąpiłaś bardzo mądrze! Gdyby dostał zwykłą karę: szlaban na słodycze czy komputer byłoby to pewnego rodzaju rozmycie sprawy. A tutaj musiał ponieść prawdziwe konsekwencje swojego zachowania, zetknąć się z nimi, poczuć je „na własnej skórze”.

  • Uważam, że to było najlepsze, co mogłaś zrobić. Samej mi się pewnie nie raz przydała taka nauczka, kiedy byłam nastolatką. Zobaczymy, co będzie, gdy mój synek podrośnie. Tak czy inaczej zapamiętałam Twoją metodę i będę trzymać ją w rękawie 🙂

  • Nishko, po raz kolejny jestem dumna z tego, że jestem Twoją czytelniczką!

  • Anna

    Trochę ostro ją potraktowałaś,ale widać było warto..
    Czasami trzeba kimś nieźle potrząsnąć,by zrozumiał swój błąd…

  • Dominika

    Share on Facebook – Done!!!!! Swietny Instynkt maciezynski!!!

  • Misako – matka po japońsku

    Nisha, jestem pod wrażeniem. Chyba będę pobierać nauki wychowawcze od ciebie…(proszę o info wychowaniu do wieku lat 3 )
    Kiedy byłam nastolatka zaczęłam podpalać, coś co w mojej rodzinie było nieakceptowalne, nikt nie palił. No ale wiadomo, młodość…moja mama nie krzyczała, nie karciła. Wzięła tylko paczkę, położyła ją na biurku i spokojnie powiedziała. „Misako, nigdy w życiu tak nie zawiodłam się na tobie, myślałam, że mogę ci ufać.”

    JUŻ NIGDY nie zapaliłam.

    • Piękna historia ukazująca, ze prawdziwy autorytet opiera się nie na strachu lecz na sympatii (za którą idzie chęć posiadania dobrych relacji, zaufania, bycia fair itd).

  • Dawid

    Niestety dzieci urażając innych nie wiedzą jak wielką krzywdę czasami potrafią im czynią choćby przez błachy wpis na portalu społecznościowym. Niesamowite,podziwiam, wspaniale się zachowałaś Pozdrawiam 🙂 .

  • Kinga

    Wysłać gówniarzerkę na wakacje bez neta, wrócą wypoczęci i z większym dystansem. Albo przypilnować, niech sie uczą informatyki. Kto więcej wie o sieci jako zjawisku technicznym, to mu zwisa jakie treści kto tam zamieszcza.

  • Bardzo dobry tekst Nishko. Obydwa przykłady jak zareagować w sytuacji, gdy dziecko robi coś złego, są genialne. Trzeba konkretnie i konsekwentnie… Chuchanie, dmuchanie, jakoś to będzie – no nie ma opcji!, nie można pozwolić na puszczenie czegoś takiego płazem. Gorzej tylko, jeśli rodzice nie reagowali, kiedy jeszcze mogli. Bo co zrobić z dorosłym człowiekiem, który kłamie, kradnie, dopuszcza się innych negatywnych i szkodliwych zachowań? Bardzo ciężko trafić do takiej osoby. Może i na to masz jakieś sprawdzone metody? 🙂 Pozdrawiam!

    • Najpierw zaczęłabym od rozmowy. Czy dostrzega to, że źle postępuje? Czy ma wolę zmiany? itd.
      Próbowałaś? 🙂

  • Ziuta Nowak

    doświadczeń brak – ale zgadzam się z Tobą

    Arte

  • Jesteś bardzo mądrą matką, że zareagowałaś w ten sposób. Zapamiętam, choć mam nadzieję,że nie będę musiała postąpić podobnie..

  • hops

    Same ochy i achy, a mnie zmroziło zdanie:
    „Córka błagała mnie, żeby ten temat pozostał między nami, (…) Byłam nieugięta.”

    • Przecież ona sama doprowadziła do tego, że ten temat nie był sprawą między nią a mną, lecz był publiczny bo publikowała te treści na Facebooku, mając wśród znajomych m.in. swoją rodzinę. Gdybym podzieliła się treściami naszych prywatnych rozmów – byłaby to nielojalność. Chciałam nauczyć ją że określone zachowania mają określone konsekwencje.
      Skoro publikujesz coś w „necie”licz się z tym, że wychodzi to też na jaw w „realu”.

    • Zgadza się, to jest zdanie mrożące krew w żyłach i nie wiem czy ja sama, niestety, nie uległabym błaganiom, ale konsekwencja w takim wypadku jest najlepszym możliwym rozwiązaniem. Dzieci często błagają, jeszcze częściej obiecują. Niestety brak konsekwencji z naszej strony, ze strony rodziców i innych dorosłych, sprawia, że dzieciaki kompletnie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji własnych zachowań dla siebie, najbliższych, innych ludzi. Jeśli się nie ucieka od odpowiedzialności za własne dziecko, czasem jest bardzo ciężko i trzeba zacisnąć zęby, bo problem trzeba rozwiązać. Dlatego wszystkie argumenty Nishki do mnie przemawiają. Mimo to gratuluję siły Nishko i rezultatów też.

  • hops

    Tzn. prawie same ochy, bo ktoś wyżej też wspomina o linczu, i nielojalności wobec własnego dziecka.

  • Julka

    Nishko, mam zaledwie 18 lat (ale za to wydmuchany instynkt rodzicielski ;-)) i każdy Twój wpis tego typu jest dla mnie cenną wskazówką na przyszłość. Moi rodzice popełniali masę błędów, ja też będę, ale nie pierwszy raz zdarza się, że jesteś inspiracją do radzenia sobie z problemami nie tylko z dzieciakami, ale i w szeroko pojętej rodzinie.
    Jestem fanką.
    Buziaki!

    • Kochana Julko, nawet nie wyobrażasz sobie jak miło czytać mi takie komentarze!! 🙂
      Buziaki 🙂

  • Karolina

    Myślę, że to świetna metoda. Może troche drastyczna, ale na pewno skuteczna. Samo gadanie przeważnie wiele nie wnosi. Jesteś wspaniałą mamą. Bo mama nie ma być tylko taką super mamusią co na wszystko pozwoli i zawsze wybaczy, ale właśnie ma być kimś kto pokieruje, pokaże co wolno a czego nie 🙂 Gratuluje podejścia 😉

  • Anna Pryć-Futkowska

    identyczną sytuację, jak tę z kradzieża mialam właśnie na wakacjach z moim CZTEROLETNIM synem! Razem z kolegą zwędzili ze sklepu na campingu po lizaku. nie chcieli się przyznać, ale z babcią chłopca wyciągnęłyśmy od nich skąd je mają. Kolega dostał lanie i poszedł do domku. Ja zaprowadziłam syna do sklepu, powiedział Pani co zrobił, przeprosił i oddał pieniążki ze skarbonki (zbiera pieniążki na wymarzoną kolejkę). Płakał i prosił, ale się nie ugięłam. Tłumaczyłam, że obojętnie czy to lizak za złotówkę czy telewizor za 3 tysiące – i to i to, to jest kradzież, a ten kto to robi jest zlodziejem. To bardzo go dotknęło, nazwanie go zlodziejem, że zrobił to, co ustaliliśmy. mam nadzieję, że wyciągnął z tego lekcję i nie uważam, że jest na to za mały, jak twierdzili znajomi i rodzina. Jesli teraz przymknęłabym oko co zrobiłabym następnym razem?

  • Anna Pryć-Futkowska

    PS. Ogromnie sie cieszę, że trafiłam na Twojego bloga (przez fb i wpis o szalenstwie Ice Bucket. sama szykuję wpis o idei tegoż, bo widzę, że ludzie traktują to jak fają zabawę nie wspominając ani slowem o idei

  • Pingback: Nishka w TVN Style | Nishka()

  • cyberetyka

    Cyberprzemoc naprawde boli:
    https://www.youtube.com/watch?v=KoD9ibW-Wcc

    Badz ok@y, dołącz do cyberetycznych:
    http://www.cyberetyka.pl
    https://www.facebook.com/cyberetyka

  • Pingback: Nie martw się, Nishka: kiedyś cię odkryją! [WYWIAD] | Żudit.pl()

  • Aga Q

    Nishka, oprócz tego, że jesteś piękną kobietą, to również bardzo mądrym socjologiem i rodzicem. Potrzebuję rady, rodzicielskiej. Mój syn chodzi do przedszkola, nie mam z nim większych problemów. Jest jednak w grupie chłopiec, który niestety bije, zabiera, robi innym na złość. Młody przychodzi z przedszkola i się żali, a to mu pokrzywkę na ręcę zrobił, a to krzesło przewrócił, a to na kogoś napluł. Nie wiem do końca jak się zachować, pani w przedszkolu interweniuje, daje karę, rozmawia z rodzicami. Nie oceniam tego chłopca, ale pierwsze co przychodzi mi do głowy to oburzenie, którego nie pokazuje przy dziecku. Rozmawiamy o tym często, tylko ja zazwyczaj występuje w roli adwokata „tego złego”, tłumaczę mojemu synowi, że może tamten miał zły dzień, może ktoś go zdenerwował. W końcu wczoraj, po raz kolejny coś się wydarzyło. Młody opowiada z oburzeniem w głosie, nie dając mi dojść do głosu, dodając na końcu: Mamo, tylko nie mów znowu, że Kuba miał gorszy dzień. On po prostu jest zły. Jak zachowywać się w takiej sytuacji, jakich argumentów używać, w rozmowie z pięciolatkiem.
    Przepraszam za marudzenie, ale tak już jest z tymi rodzicielskimi dylematami 😉

  • Pingback: Co powiedziałam o cyberprzemocy w TVN Style w „Mieście Kobiet”? | Nishka()

  • Pingback: Jak mi się pracowało w redakcji gazety i dlaczego zostałam blogerką? | Nishka()

  • Ela

    Kolejny mądry tekst na tym blogu 🙂 cieszę sie Nishko, ze tu trafiłam.madra kobieta jesteś 🙂 Tak trzymaj!

  • Pingback: Share week 2015‏ – Venila Kostis, Stay Fly i Nishka | Momentum()

  • Pingback: Czy dziecko może być mordercą? : | Nishka()

  • delfine

    Ja mam tu droga Nishko pewien dylemat jezeli chodzi o tę sytuację z batonikiem. Jak dziecko samo przyjdzie do mnie i mi opowie o czyms czy to wstydząc sie czy chwaląc czy tez po prostu zwyczajnie opowiadając o czyms co zrobiło złego jak tu je karać zeby znowu nie wyniosło innego przesłania: ” ale mam za swoje, następnym razem będę mądrzejszy/mądrzejsza i nic jej nie powiem” ?
    Masz na to jakąs odpowiedz? pozdrawiam i gratuluję swietnego bloga.

  • Nishko, ja nie wiem jak Ty to robisz! Kliknęłam w Twój najnowszy wpis, a potem poszło jak po sznurku, aż wylądowałam tutaj 🙂 Tak jest za każdym razem! W końcu musiałam to z siebie wyrzucić 😉

    • Dla mnie to olbrzymi komplement, dziękuję! 🙂