Uzależnienie dziecka od internetu – 5 wskazówek jak do tego nie dopuścić

 Ze świecą w ręku szukać dziś nastolatków, którzy nie mają dostępu do internetu i konta na którymś z portali społecznościowych: Facebooku, Asku czy Instagramie. Większość z nich dosłownie „żyje” tym, co się tam dzieje. Jak nie dopuścić do tego, żeby dzieci zaczęły bardziej cenić sobie funkcjonowanie w rzeczywistości wirtualnej niż tej „realnej”?

fot. Flickr Rishi Bandopadhay

Nie ma sensu zakazywać im korzystania z urządzeń umożliwiających dostęp do internetu: telefonów, tabletów czy komputerów oraz zakładania kont na portalach społecznościowych. Niech mają zielone światło na to wszystko, ale na określonych zasadach. Podzielę się dziś z Wami 5 wskazówkami, które pozwalają mi trzymać rękę na pulsie i które wypracowałam w relacjach z moją 13-letnią córką. Co ciekawe, NIE jesteśmy znajomymi na Facebooku. Jakoś nie było okazji się poznać 😉

1. Rozmawiaj – bądź na bieżąco z życiem i sprawami dziecka

Więcej o tym, jak inicjować i prowadzić rozmowy z dzieckiem pisałam już w tekstach Córko, umówmy się na spontaniczną rozmowę jutro o 19 oraz Gimnazjum? Nie dziękuję. W skrócie: bądź obok, pytaj, słuchaj, wnikaj, staraj się nie oceniać i nie krytykować, ale gdy trzeba interweniuj i wkraczaj ze swoją mądrą radą lub sugestią.

Facebooka zna pewnie większość z Was, tymczasem furorę robi ostatnio wśród nastolatków inny portal społecznościowy: Ask.fm. Co to jest ask.fm? To bardzo popularny wśród nastolatków, zwłaszcza gimnazjalistów, serwis społecznościowy, w ramach którego zarejestrowani użytkownicy mogą zadawać innym pytania oraz na nie odpowiadać. Można wybrać, czy zadaje się pytania anonimowo czy jawnie. Pod imieniem każdego użytkownika pojawiają się dwie liczby: jedna informująca, ilu już udzielił odpowiedzi (można więc na tej podstawie wysnuć, ile otrzymał pytań) i druga wskazująca na to, ile polubień tychże odpowiedzi łącznie już uzyskał.

Tu znajdował się obszerny fragment o roli tzw. „lajków” w życiu nastolatków, ale zdecydowałam, że opublikuję to następnym razem, bo co za dużo wątków na raz to nie zdrowo.

Przykłady pytań z askowych tablic nastolatków:

— Co zwykle trzymasz w swoich dłoniach?

— Zdecydowanie telefon ;D

*

— Co tam wypisujesz? — zagaduję córkę.

— Nic.

— No powiedz…

— Znowu ktoś mnie pyta o chłopaków. „Jacy są twoim zdaniem trzej najprzystojniejsi chłopcy z drugich klas z naszej szkoły?”

— I co odpowiesz?

— Że jak go to interesuje, to niech mnie spyta nieanonimowo na facebooku. Wiesz, wtedy będę wiedziała, komu się podobam 🙂

*

Zauważyłam pewnego razu ogromne zainteresowania córki jedną z postaci z Aska, która jest tak zwanym – używając żargonu młodzieżowego – „fejmem”, czyli postacią znaną, szanowaną, uwielbianą, z której zdaniem każdy gimbus się liczy, słowem, tzw. askowy celebryta.

— Mamo, wiesz, on ma kilkadziesiąt tysięcy odpowiedzi i kilka milionów polubień! — wykrzyknęła zafascynowana.

—  Ile ma lat?

— 15. On nie chodzi do szkoły, ma chyba indywidualny tok nauczania. Poza tym, on ma taką pasję, że kolekcjonuje słodycze, ma mnóstwo słodyczy z różnych krajów! I ich w ogóle nie je. I ludzie zarzucają mu, że ma anoreksję, bo jest bardzo chudy. Ostatnio kilka osób przesłało mu wielkie paczki różnych batoników, czekolad, pralinek, pokazywał zdjęcia i napisał, że będzie trenował silną wolę i ich nie zje. W ogóle on pokazuje dużo swoich zdjęć i jest taki dowcipny i ma swój styl. Nikt tak nie potrafi odpowiadać na pytania jak on. Nie zrozumiesz tego, bo go nie znasz, ale on jest naprawdę niesamowity.

To są właśnie te momenty, w których mogę dyskretnie wkroczyć i wpłynąć na jej światopogląd.

— Pomyśl sobie, on non stop, od rana do nocy nie robi nic innego, tylko siedzi w swoim pokoju z telefonem w ręku i odpowiada na te pytania. Kilkadziesiąt tysięcy odpowiedzi, popatrz ile czasu musiał poświęcić, żeby ich udzielić! — wykrzykuję przerażona.

— W sumie tak..

—  Nie chodzi do szkoły. Skoro rodzice nie interweniują, tzn. że jest tam jakiś poważny problem.

— Nie, on ma fajną mamę, pokazywał na zdjęciach, samotnie go wychowuje, jest fryzjerką, pozwala mu farbować włosy. On też maluje sobie brwi. Jest ładny… Ale napisał, że jest aseksualny i biromantyczny.

— Jego mama jest pewnie bardzo zapracowana i albo nie wie, że syn siedzi całymi dniami w pokoju przed telefonem lub komputerem, albo wie, ale nie ma siły z tym walczyć.. Może odkłada ten temat ciągle na później, na jutro na pojutrze, i tak mijają kolejne tygodnie. To jest smutne, pomyśl.. Nie ma znajomych w prawdziwym świecie, ma tylko tych w Internecie i to jeszcze takich, których nigdy na oczy nie widział. Rozmowa z nimi polega na krótkich pytaniach i szybkich odpowiedziach. Nie ma tu nawet szans na dyskusje, bo jak wiesz na Asku nie da się dyskutować. Pytanie – odpowiedź. Koniec tematu.

— Ale to nie jest tylko tak, że on ciągle siedzi na Asku. On gra w internecie w fajne gry, fani z aska i facebooka, bo obserwuje go dwadzieścia tysięcy osób, wysyłają mu kody. Ma wszystko za darmo. — próbowała go jeszcze bronić, choć czułam, że jej zapał nieco osłabł.

— Pamiętasz film „Sala samobójców”? Pamiętasz tę dziewczynę, która w grze miała awatar królowej: pięknej, atrakcyjnej i przez wszystkich pożądanej, a w rzeczywistości żyła w małym pokoju obstawionym brudnymi talerzami, kubkami, siedząca zgarbiona, blada, zaniedbana? Nieustannie była wpatrzona w monitor komputera i zupełnie straciła kontakt z rzeczywistością, nie wychodziła na podwórko i do prawdziwych ludzi od wielu tygodni, jak nie miesięcy?

*

Tego typu rozmowy przeprowadzamy często. To nie jest tak, że wystarczy jedna rozmowa i problem znika. To praca u podstaw, tłumaczenie, obrazowanie przykładami, uzasadnianie itd.

2. Reglamentuj czas spędzany przed internetem

Najlepiej, by dziecko nie siedziało ciągiem dłużej niż dwie godziny, a najlepiej godzinę. Godzinę siedzisz, godzina przerwy, i tak na zmianę. Po godzinie, maksymalnie dwóch każę córce tablet lub smartfon odłożyć. Dręczę, męczę, zrzędzę, odłóż, koniec, wystarczy. Oczywiście zawsze spotyka się z to z ogromnym protestem:

— Jeszcze tylko chwila, jeszcze 5 minutek, przecież siedzę dopiero pół godziny, itd.

(Swoją drogą, takie tłumaczenia, świadczące o utracie kontroli nad czasem, jaki upływa podczas korzystania z sieci- oznacza uzależnienie. Ja też niestety to mam. Czasem mówię głośno, że tylko na moment zajrzę na Facebooka i nagle okazuje się, że mija 60 minut, a ja wciąż na nim siedzę.).

3. Ogranicz dostęp do internetu w telefonie

 Wiem sama po sobie – internet w telefonie bardzo kusi. W każdej wolnej chwili: stojąc w kolejce, jadąc w autobusie itd chwyta się za smartfon i sprawdza mejle, loguje do społecznościówek etc. A młodzież ma jeszcze mniejszą siłę woli niż my. Dlatego najlepiej ułatwić im problem zmagania się ze swoją wolą, pozbawiając czynnika kuszącego 🙂

Gdy szkoła na jakiś czas udostępniła sieć wifi, uczniowie, w tym moja córka, korzystała sobie beztrosko na lekcjach z facebooka!

Niekoniecznie musi to oznaczać całkowite ograniczenie korzystania z internetu via telefon, np. moja córka ma możliwość korzystania z sieci wifi, czyli jak jest w pomieszczeniu tę sieć udostępniającym (np. w naszym domu ) to może z tego skorzystać, ale już w samochodzie , autobusie czy kolejce w sklepie – nie.

4. Zabierz dziecku przed snem tablet/telefon

Córka była niedawno na obozie sportowym w Zakopanem. Trenerzy kazali codziennie o godzinie 21.30 oddawać młodzieży telefony i zwracali im je dopiero rano. Bardzo mi się ten pomysł spodobał! Wieczorem w łóżku ręce łatwo kleją się do tych podstępnych i groźnych urządzeń, choćbyś nie chciał – kuszą. Na pewno wie o tym niejeden z Was, prawda?

Córka opowiadała mi, że podczas obozu jedna z jej koleżanek, codziennie do 2 w nocy siedziała pod kołdrą z telefonem. Czyżby nie oddawała trenerom swojego telefonu? A skąd, oddawała! Po prostu wzięła na obóz dwa telefony. Jeden oddawała trenerom, a drugi z szelmowskim uśmiechem w tajemnicy przed nimi wyjmowała.

— Rodzice pozwalają jej mieć dwa telefony? — spytałam  zaskoczona.

— Rodzice nie wiedzą, że ma dwa, albo zapomnieli. Zresztą ona zawsze tak siedzi do późnej nocy, a potem odsypia popołudniami.

Może jestem dziwna, że się tym oburzam, ale nie wyobrażam sobie, żebym miała stracić kontrolę nad tym, ile smartfonów ma moje dziecko! Jak bardzo trzeba być zapracowanym, żeby nie zorientować się jak bardzo dziecko jest uzależnione od telefonu i ile ich ma?

5. Ufaj, ale kontroluj

Czasami, co jakiś, wchodzę na profil córki na Facebooku lub Asku i patrzę, co wypisuje. Co ciekawe, nie jesteśmy znajomymi na Facebooku. Chociaż był czas, że byłyśmy. Któregoś dnia, kilka miesięcy temu, córka rzekła do mnie:

— Mamo, proszę cię, weź nie lajkuj moich postów i zdjęć. Nie obraź się, ale to trochę wstyd jak mama lajkuje i komentuje, nawet jak robisz to miło i starasz się być dowcipna. Nie obraź się, ale dziś… usunęłam cię ze znajomych.

Auć!  I tu też: moim zdaniem nie można się obrażać się. Nic na siłę.

Gdy co jakiś czas monitoruję jej facebookowe lub askowe tablice i coś mnie zaniepokoi (co, o tym wkrótce napiszę) – biorę ją za przysłowiowe fraki i przeprowadzam poważną rozmowę. Oczywiście córka jest oburzona:

— Szpiegujesz mnie na facebooku?! Jak możesz zaglądać na mój ask?

Tłumaczę jej wtedy, że o szpiegowaniu mogłaby mówić, gdybym włamywała się na jej konto na Facebooku i czytała prywatne wiadomości, bądź gdybym zaglądała do jej telefonu i podglądała smsy (a tego nigdy nie zrobiłam). W sytuacji, w której czytam posty, które udostępnia wszystkim – jestem jak jeden ze z wielu.

Jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie, jakie są Wasze doświadczenia i przemyślenia? Może dodalibyście jeszcze jakieś punkty? Wiem, że większość z Was ma jeszcze małe, kilkuletnie dzieci, więc opisywana dziś przeze mnie sprawa raczej Was NA RAZIE nie dotyczy. Wkrótce jednak zacznie… Wiem też, że zaglądają też do mnie nastolatki – będę wdzięczna jeżeli podzielicie się ze mną, jak to wygląda z Waszej perspektywy. I oczywiście nieocenione są komentarze rodziców nastolatków.

*

Ilekroć moja córka oburza się, że „szpieguję” ją w sieci, opowiadam jej dowcip:

Dziewczyna zwierza się przyjaciółce:

— Wiesz, świetny jest ten facet, z którym od niedawna spotykam się. Inteligentny, dowcipny, przystojny. Ma tylko jedną wadę, która mnie strasznie drażni: czyta moje najintymniejsze wpisy na Facebooku!

Komentarze:

  • Niska jesteś moim góru, wiesz? Marzę, zeby mieć takie zdrowe podejście do mojego syna jak Ty
    Wychowanie to ciężki kawałek chleba! uwielbiam Twoje mądre i takie życiowe wpisy czytać!

    Zazdroszczę też tej mądrości 😉

    • Kochana, dziękuję!

      W ramach „pocieszenia”: popełniam też mnóstwo błędów, np. krzyczę, łatwo irytuje się, jestem niecierpliwa, nerwowa i bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi 🙂 A to raczej nie ma pozytywnego wpływu na dzieci. Za to właśnie, staram się właśnie jakoś tak rozsądnie pochodzić do wychowania, co wynika m.in. z tego, że sama byłam okropną nastolatką i bardzo boję się, żeby one nie poszły w moje ślady.

  • Dobra, niby kiedyś ustaliłyśmy, że nie ma problemu, że Cię adoptuję, będziemy rodziną i w ogóle. Ale przykro mi bardzo, odwołuję! To Ty zostań moją Matką!!! Bądź moją matką, tłumacz mi, wyjaśniaj, zakazuj, zabieraj telefon i sprawdzaj czy nie wypisuję głupot na fejsie… Świat z Tobą u boku byłby znacznie prostszy do ogarnięcia 😉

    • Córko, dobrze zgadzam się, ale pamiętaj, że szewc bez butów chodzi i ja też mam z tym problem 🙂 Będziemy więc razem się kontrolować.
      A teraz marsz do pokoju, posprzątać zabawki. 🙂

  • Kasia Borawska

    Bardzo mądry tekst. To jest tekst uniwersalny, skierowany nie tylko do dzieci czy nastolatków, ale i dorosłych.
    Punkt pierwszy ROZMOWA można potraktować jako choćby rozmowę z samym sobą.
    Pozostałe punkty odnoszą się do każdego z nas, bo współcześnie coraz więcej z nas staje się uzależnionych od internetu i trzeba sobie jakoś z tym radzić.

  • Nasze dzieci wchodzące w wiek nastoletni nie są w wyniku ewolucji dużo mądrzejsze niż myśmy byli jako nastolatkowie, a świat ich otaczający jest znacznie bardziej skomplikowany i nasączony niebezpieczeństwami. Moim zdaniem mają trudniej, choć mówi się często, że wręcz odwrotnie. Mogą owszem korzystać z rzeczy, o których myśmy nawet nie marzyli, ale ile możliwości do pogubienia się, ile pułapek, których oni nawet nie postrzegają jako coś, co może ich skrzywdzić. I moim zdaniem jedyna recepta na to by nasze nastoletnie dziecko się nie pogubiło w tym natłoku możliwości, to przyjaźń z nim, wspieranie, ale i ładowanie do głowy wartości, tworzenie kręgosłupa moralnego. Wtedy jest szansa, że kiedy nasz nadzór staje się niemożliwy, niewykonalny, to dziecko samo będzie miało odwagę postąpić właściwie, nawet wbrew innym nastolatkom. To pisałam ja – matka początkującej nastolatki.

    • A ja podpisuję się pod Twoimi słowami! I też uważam, że teraz jest trudniej. Kiedyś było bardziej wspólnoto, dzieci bawiły się w grupie, razem, teraz są same, bo złudzeniem jest „bycie razem” na asku czy wspólne lajkowanie na facebooku.

      Nie mam nic przeciwko społecznościom internetowym, sama jestem ich członkiem, ale nie może to zastępować społeczności „podwórkowych”, „korytarzowych, „, „rowerowych”, „plac-zabawowych”.

      Zresztą my wyrośliśmy w pozainternetwych świecie i wstępujemy weń już jakoś ukształtowani, a nasze dzieci odwrotnie – często zaczynają od relacji wirtualnych (gdybym ja nie interweniowała, moja córka pewnie nie wychodziłaby z internetu, młodsza – 8-latka również chce zaczynac i kończyć dzień na tablecie).

  • Wielorybka

    Moje dziecko jest jeszcze malutkie, ale to, co widzę (nawet po nas, dorosłych), ile czasu spędzamy w Internecie (i to czasem praktycznie zupełnie bezproduktywnie), jak bardzo ważne jest dla nas, jak wypadniemy na FB (gdyby nam na tym nie zależało, nie wrzucalibyśmy zdjęć z wycieczek, imprez, etc.), jak nas widzą inni… uzależnienia, a także trudności z nawiązaniem kontaktu osobistego, nie przez Internet… jestem przerażona. Wiem, że to od nas, rodziców, w znacznej mierze zależy, czy nasze dzieci będą umiały się tym, skądinąd dobrym narzędziem, „Internetem” posługiwać w sposób zdrowy i dobry.
    A zabieranie dzieciom na noc komórek uważam za jedyne możliwe rozwiązanie. 😉 Jeździłam na wyjazdy jako wychowawca kolonijny i – uwierz – wypadek koleżanki Twojej córki wcale nie jest odosobniony. Dzieci wożą ze sobą kilka telefonów komórkowych i siedzą na Internecie oraz grają w gry. Zamiast korzystać z wyjazdu.

    Przepraszam za długi komentarz, ale zainspirował mnie ten bardzo dobry, pożyteczny wpis. 🙂

  • Wiesz jak się poczułam czytając ten wpis Nishko? Jak nastolatka! Bo wymieniłaś wszystkie moje grzeszki 😉 Ale oczywiście zgadzam się z Twoimi radami i mam nadzieję, że będę je umiała zastosować gdy już przyjdzie na to czas…

    • Zastanawiałam się nawet czy z tytułu tego tekstu nie wyrzucić słowa „dziecko” bo rzeczywiście sprawa dotyczy też dorosłych. W sumie każdy z nas ma w sobie dużo z dziecka 😉

  • Czy mogę tekst skopiować, wydrukować i rozdawać rodzicom moich podopiecznych? 😛

    A tak na poważnie, to w pracy mam porównanie dzieci, które żyją internetem, jak również tymi, którzy są trzymani od niego z daleka. Widać różnicę w zachowaniu podopiecznych, nawiązywaniu przez nich relacji, systemie wartości… Na szczęście jest też spora grupa z tzw. „złotego środka” i tu widać mądrość i pracę wychowawczą rodziców.

    • Pewnie, rozdawaj rodzicom 🙂
      Jedyne, co prosiłabym to podanie źródła 🙂
      Aha, czyli są jednak takie dzieci, które są trzymane z daleka od internetu? Możesz rozwinąć ten temat? Bardzo mnie to intryguje! I oczywiście to, jakie różnice można między nimi zauważyć. Chyba, że pisałaś o tym na swoim blogu, to śmiało daj link.

      • Są dzieci, które telefonów i komputerów nie mają. Jednak bardziej to wynika z biedy, lub rodzice sami nie odczuwają potrzeby posiadania technologii w domu. Z nimi łatwiej jest wejść w relacje (niezależnie od wieku), spędzić wspólnie czas, pograć w planszówki, wspólnie zgłębiać temat, który poruszamy na zajęciach zorganizowanych. Tak samo jest z dziećmi, które mają dostęp do internetu, ale rodzice uczą ich jak z niego korzystać.

        Są dzieci, które chodzą za nami – wychowawcami i błagają, by mogli zobaczyć filmik na youtube, oglądnąć teledysk, wejść na facebooka. A dzieje się tak, ponieważ na świetlicy jest zakaz korzystania z komórek (wyjątek to rozmowa z rodzicami). Rozmowy z rówieśnikami, choć są w rzeczywistości, skupiają się na internecie. My i rodzice mamy z nimi mniejszy kontakt (wiemy o tym, bo znamy sytuacje rodzinne podopiecznych), nie chcą spędzać z nami czasu. A ich marzenia, plany… związane są z internetem.

        Wiem, że to brzmi ogólnikowo, a dzieci są „wsypywane” do dwóch worów. Jest masa innych czynników, które mają wpływ na zachowanie dziecka, jego system wartości i podejście do internetu. Na pewno brakuje tu opisu całej sytuacji rodzinnej oraz charakterystyki grupy koleżeńskiej. Jednak celowo nie piszę szczegółów, gdyż z tymi dziećmi wciąż pracuję i za dużo o nich powiedziałabym.

  • Joanna Krzak

    Moje dzieci są jeszcze za małe, żeby ten problem nas dotyczył. Ale zapamięta sobie ten tekst 🙂 bo kiedyś sądzę potrzeba takiej rozmowy nastąpi.

  • Super. Rady biorę do serca. Dla siebie. Na początek, a potem, by i dzieci nie wpadły w ten świat.
    Pozdrawiam 🙂

  • Oj chciałabym sama umieć się tak kontrolować. Teraz to wszystko jest w internecie. Nie mam książek do nauki języka, bo uczę się online, nie mam znajomych na miejscu, ale mam w internecie, a jak tylko coś mi wpadnie do głowy, to od razu leci na facebooka. No i te dwa blogi! Jakieś utrapienie. (nie mam nastu lat, chociaż mam dwadzieścia – twenteen po mojemu) i mimo, że sama jeszcze dziecko, opiekuję się teraz dzieciakami w Norwegii. Strasznie smutne, jak widzę sześciolatkę oglądającą filmy na tablecie cały czas. A najgorsze jest jak widzę ich rodziców nieprzerwanie z telefonami.

    Ostatnio dużo myślę na temat mojego dzieciństwa i tego, jak zostałam wychowana. Ach, żeby każdy miał tak kreatywną mamę jak moja, która potrafiła wyczarować najlepszy dom z kartonów jaki sobie można wyobrazić, albo pozwalała nam malować po ścianach. Teraz wiem, że takie wyżycie sie artystyczne + wiele innych czynników pięknie ukształtowało moją i moich braci wyobraźnię. Ach, moje dzieciństwo było takie piękne i teraz je niesamowicie wspominam 🙂

    • Cieszę się, że masz tak piękne wspomnienia i życzę Ci, żeby udało Ci się podobnie wychować swoje dzieci 🙂 Powodzenia! A może te norweskie dzieci też „zaraź” jakimiś plastycznymi zabawami? Możecie np. zacząć od skonstruowania tabletu z kartonu 🙂
      Moja córka np. zrobiła taki telewizor 🙂

      • o kurcze! nie spodziewałam się, że nie dość, że ten obrazek jest taki wielki, to jeszcze że załączą się dwa!!! 🙂
        a wiem jak to usunąć, nawet jak wchodzę w edycję komenatrza to nie dam rady usunąć…

      • Antonina Niemkiewicz

        Jakiego tabletu z kartonu albo znów ” wieczorny talk show” z poprzedniego posta czy „młodzieżowe” wpisy na facebooku. Ludzie, dzieci nie chcą papierowych tabletów, one chcą chodzić po tik – toku. Jedyna rzecz, którą musimy zrobić to żeby życie było ciekawsze od tabletu czy telewizji. Moja 5 letnia córka nawet jak jest najbardziej przyklejona do tabletu, to zawsze odejdzie, kiedy może z mamą upiec pierniczki albo obrać ziemniaki, ona wyrywa mi nóż, wszystko chce zrobić sama. Żaden tablet nie wygra konkurencji z wyjściem na basen czy na lodowisko. Spędzajcie z dziećmi uczciwe czas a nie narzekajcie, że dzieci uzależniają się od smartfonów. Dla mnie czas po pracy jest święty, tylko dla rodziny. Co robimy, przede wszystkim jemy wspólnie posiłki i nie potrzeba żadnego talk – show, rozmowa wypływa samo przez się. Poza tym czytamy i komentujemy Biblię, modlimy się razem, rozmawiamy, robimy prace plastyczne, np ozdabiamy dekupażem bombki na choinkę czy sami robimy prezenty, codziennie wieczorem czytamy razem książki, razem oglądamy filmy ale tylko te wartościowe, wybrane, często przytulamy się, kochamy, razem sprzątamy. Zapomniałam dodać, my nie mamy czasu na telewizję, telewizor leży zakurzony i nawet nikt nie ma czasu żeby go powiesić na ścianie. Komputer traktujemy użytkowo, np dzieci uczą się pisania bezwzrokowego, piszą na nim wypracowania, bo łatwo jest skorygować błędy, uczą się programów graficznych, żeby móc komponować plansze potrzebne do szkoły, uczą się języka obcego z komputerem. Nie zauważyłam, żeby ten tryb życia ograniczał moje dzieci. Wręcz przeciwnie! Mają wiele zainteresowań, bardzo duży zasób informacji, bardzo wiele inicjatywy w aranżowaniu zabaw, są w ogóle pełne inicjatywy i pociągają inne dzieci.

  • Sugerujesz, że moje intymne wpisy na facebooku (albo nie daj Boże na blogu!) każdy może przeczytać? Czuję się teraz jak cesarz z bajki o nowych szatach. Taki nagi…

    • Antonina Niemkiewicz

      Sugerujesz, że fb gwarantuje jakąkolwiek intymność. Człowieku, chyba sam w to nie wierzysz. Każdy nasz wpis nie tylko na fb moze być łatwo zidentyfikowany. FB i inne portale społecznościowe inteligentni ludzie wykorzystują wyłącznie do reklamy i do promocji własnego wizerunku w sieci, co zresztą robisz i ty. Normalny człowiek nie udostępnia żadnych prywatnych danych w internecie.

  • Lukrecja Czerwonajcio

    Nie masz praw autorskich do zdjęcia, które jest zamieszczone w artykule, proszę o jego usunięcie w przeciwnym razie będę zmuszona załatwić sprawę w mniej delikatny sposób.

    • Podałam na końcu wpisu źródło zdjęcia, co zawsze czynię gdy zamieszczam zdjęcie, które nie jest mojego autorstwa. Jednak rzeczywiście teraz zajrzałam i nie jest ono na licencji Creative Commons. Zawsze ustawiam filtr na to, teraz przez niedopatrzenie tego nie zrobiłam. Zaraz je usunę i wstawię inne. Dziękuję za sygnał.

  • Kopiuj – wklej – wydrukuj – dla małża 🙂
    Ja jestem świadoma zagrożeń jakie niesie przesiadywanie przed komputerem…kiedyś pisałam kiedyś na blogu jak 8 letni Syn chciał zmienić rodzinę?…jednym z argumentów było to, że zabraniam mu grać w przemocowe gry, a koledzy mogą – auć „wyrodna Ja”…
    Ja jestem ten zły policjant w domu..Pilnuje czasu, oceniam czy gra jest wystarczająco stymulująca… o konto na fejsbuku jeszcze nie męczy…obecnie ma 9 lat..aha..ponieważ na każde pytanie „jak Ci minął dzień? – odpowiada „wyczerpująco” – fajnie – to wprowadziłam taki myk pod hasłem „wieczorny talk show” gdzie co jakiś czas opowiadamy sobie 5 rzeczy, o których inni nie wiedzą,jakie nam się przytrafiły w dany dzień…I tak na świeżo dziś dowiedziałam się, że mój Syn razem z kolegami bawił się znalezioną na podwórku zapalniczką…masakra, ale mam nadzieję, że przemówiłam mu do rozumu i następnym razem zastanowi się dwa razy zanim rozpocznie zabawę z ogniem….

    • „wieczorny talk show” gdzie co jakiś czas opowiadamy sobie 5 rzeczy,
      świetny pomysł! 🙂
      ja mam podobną zabawę z młodszą 8-letnią córkę, tylko że nie nazwałyśmy jej i nie wyliczamy punktów – po prostu rozmawiamy w łóżku przed snem (co oczywiście bardzo często kończy się tym, że zasypiam z nią…)

  • evanka

    Pamiętam jak pojawił się facebook… Byłam chyba wtedy pod koniec gimnazjum. Chełpiłam się wtedy tym, że jeszcze dobre dwa lata po otwarciu tego portalu nie miałam tam konta! Co mnie skusiło? W pewnym momencie okazało się, że mnie, jako osobę nie posiadającą facebooka, omijało bardzo dużo informacji lub wydarzeń! Pół klasy dosłownie żyło tym, co tam się wyrabiało! Czasem próbuję sobie przypomnieć, czym się żyło w szkole, zanim pojawił się facebook… Mgliście przypominam sobie tylko jakieś kapsle z pokemonami i szklane dunie… 😉
    Swoją drogą świetny tekst! Nie myślałaś o tym, żeby napisać jakąś książkę? Taki współczesny poradnik dla rodziców? Myślę, że rodzice stoją w dzisiejszych czasach przed bardzo trudnym zadaniem znalezienia „złotego środka” i przekazania dzieciom mądrego podejścia do nowych technologii. Myślę, że często nie nadążają za zmianami, lub są bardzo zagubieni w tym cyfrowym świecie. Taki przewodnik Twojego autorstwa niejednemu takiemu zbłąkanemu rodzicielowi przypadłby do gustu!

    • Evanko, bardzo dziękuję za miłe słowa i wiarę we mnie! Jeżeli otrzymam propozycję napisania książki, z przyjemnością ją przemyślę, na razie takich brak 🙂 Choć to chyba powinno działać w drugą stronę, najpierw się pisze, potem wydaje 😉

      • evanka

        Pewnie można i tak i tak! W każdym razie myślę, że byłaby to całkiem dobra książka! 🙂

    • Antonina Niemkiewicz

      I to jest właśnie dowód na to jak współczesna szkoła demoralizuje dzieci. Pół klay żyło fejsbukiem zamiast nauką i wartościowymi relacjami.

  • Kasia

    Dzieci i nastolatki tylko Nas naśladują .Rodzice zacznijcie od siebie.Pozdrawiam rodziców nastolatków.

  • Napiszę Ci to, co napisałam znajomej która udostępniła Twój wpis 🙂 (Edżrank leci w ciula i wchodzę od koleżanek zamiast z Twojego fp :))
    Dzięki Tobie i Twoim córkom czasem mniej się boję tego, że moja młoda się „starzeje”. Macie świetny kontakt, a Ty głowę na karku i dobre podejście. „Czerpam” z tego, wiedz o tym 🙂

    • Kamilo, bardzo dziękuję, jest mi niezmiernie miło czytać takie słowa 🙂

      Żeby jednak nie było wątpliwości: często w naszych kontaktach dają się znać kryzysy, nie zawsze jest tak kolorowo 🙂

  • Pingback: Los mi sprzyja | Nishka()

  • walet karo

    Dziękuję Losowi, że urodziłem się w połowie XX wieku, a nie 100 lat wcześniej i że nie miałem swojego gabinetu psychologa w Warszawie. Pewnie gdybym miał to przyszli by do mnie zmartwieni rodzice z chłopcem uzależnionym od klawiatury. Z niepokojem opowiadaliby o tym jak wstaje, świtem, gdy inni śpią i wali w klawisze, budząc sąsiadów -a a to przecież kamienica pełna porządnych ludzi, którzy chcą jeszcze spać. Słuchałbym głosu zmartwionej matki, która opisywałaby, jak jej synek- mając możliwość pobiegania z kolegami, zagrania w piłkę, czy wreszcie udziału w rodzinnym spacerze wybiera spędzanie czasu nad klawiaturą – jej obaw, że takie życie, w zaduchu mieszkania może doprowadzić jej dziecko do gruźlicy. Współczułbym ojcu, który z gasnącą nadzieją, że syn zdobędzie dobry zawód: lekarza, prawnika czy geodety patrzy.jak jego syn spędza czas nad klawiaturą nic sobie z tego nie robiąc. Jak wydawałoby się dojrzała już latorośl nie bierze sobie do serca obaw dorosłych tylko: klawisze i klawisze… i to wpatrywanie się w te dziwne znaczki przed oczami, to zadurzenie w tym nierealnym do nikąd nie prowadzącym świecie…. Tak, pewnie współczułbym całej tej rodzinie, Martwił się uzależnieniem Frycka od klawiatury… że szkoda, że się nie uczy jak inne dzieci, że tylko ciągle gra… pewnie byłbym jednym z psychologów, którzy wiedzą jak ochronić dziecko przed uzależnieniem od klawiatury, jak sprawić, żeby wbrew swojej woli zostało urzędnikiem (który nie lubi petentów) lub lekarzem ,który nie lubi swojej pracy i wyżywa się na pacjentach… Taki zapewne byłbym…. dziękuję Panie, że udało się…. że niekoniecznie jestem…

  • Pingback: Cyberprzemoc rodzi się w domu. Reaguj | Nishka()

  • kinga

    Ja te rozmowy bym nazwała manipulacją, pokrętne obrzydzanie chłopaka z aska, krytyka innych rodziców z powodu ich zapracowania i ,,bycia nieuważnym, niekompetentnym rodzicem”. Może nie wszyscy rodzice przesiadują w domu przed komputerem i obgadują innych rodziców w internecie… trochę pokory!

  • Pingback: Co powiedziałam o cyberprzemocy w TVN Style w „Mieście Kobiet”? | Nishka()

  • Pingback: Dyskusja o POKOLENIU Z: z dziećmi wszystko w porządku, z rodzicami niekoniecznie | Nishka()

  • Ewa

    Mam dwie córki i pierwsza córka umiała się zmieścić w tych 5 punktach , teraz studiuje psychologie. Natomiast młodsza dziś 13 lat niestety dużo trudniej jest w te punkty zmieścić. Ma silną osobowość i buntuje się równie silnie, że ręce mi opadają . Cechy charakteru mają wiele do powiedzenie . Co człowiek to charakter , to co się udaje przy pierwszym dziecku może się nie sprawdzić przy drugim .

  • Kuba

    Pani opisała to doskonale sam staram sie ograniczac samemu sobie telefon mowie sobie a dzisiaj wytrzymam bez telefonu itp.ekstra naprawde super to pani opisala

  • Pingback: Czy internet może zabić? Morderstwo na kliknięcie - Nishka()

  • Antonina Niemkiewicz

    „W skrócie: bądź obok, pytaj, słuchaj, wnikaj, staraj się nie oceniać i nie krytykować, ale gdy trzeba interweniuj i wkraczaj ze swoją mądrą radą lub sugestią”.
    Ha ha ha. W ogóle dzieci nie znoszą „ględzenia”. Jedyne co na nie wpływa to konkretne czyny. Winni jesteśmy my, permisywni rodzice, którzy boją się by dziecko broń boże nie było wykluczone i w imię tego dajemy na komunię komórkę z internetem. Wiadomo po co ona dziecku, żeby chodzić po portalach społecznościowych i wymieniać się kretyńskimi filmami.
    Po co dziecko uczyć zdobywania popularności przez lajki, wkrótce stanie się to dla niego ważniejsze niż nauka oraz uczy postaw narcystycznych, zabija wrażliwość i empatię, liczy się tylko to gdzie w rankingu klasowej popularności się znajdziesz .

    Pisząca chciałaby kontrolować dziecko a jednocześnie być postępową matką, która nie zabrania. No ale wyszło szydło z worka, dziecko wcale nie chce rad i kontroli mamusi.

    Według mnie to co niszczy nasze dzieci to danie im wolności, która przekracza ich możliwości poradzenia sobie z tym. Wiedzieli o tym nasi dziadkowie i dlatego właśnie dzieci były kontrolowane, były chronione np przez ścisłe kontrolowanie grona znajomych, była kontrolowana ich aktywność seksualna i nie tylko seksualna a zachowania niepożądane były surowo karane. Dzieci miały słuchać i się uczyć, miały niewiele przywilejów, szkoły nie były koedukacyjne. To gwarantowało szacunek dla rodziców i dorosłych. Teraz przez „prawa” dzieci zrobiły się bezczelne, nieposłuszne i bezbronne wobec zła.