Czy rodzic powinien poświęcać się dziecku? Trzy powody, dla których nie warto tego robić

Wczorajszy tekst Czy możemy żądać od dzieci wdzięczności za nasze poświęcenie? wywołał gorącą dyskusję. Tych którzy to przeoczyli, zapraszam do lektury. Dziś spróbuję, zresztą zainspirowana Waszymi komentarzami, spojrzeć na to z innej strony: sensu poświęcania się dziecku.

Umówmy się, że na tym zdjęciu, stojąc na plaży tyłem do morza, zastanawiam się nad pytaniem zawartym w tytule tego tekstu 😉

Otóż uważam, że rodzice poświęcający się dzieciom krzywdzą tym nie tylko siebie, ale i dzieci.

Słowo poświęcać się ma, jak podaje Słownik Języka Polskiego, dwa znaczenia:

1. zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakiejś sprawy

2. wybrać sobie coś jako zawód lub cel życia

Jeżeli rodzic rezygnuje z siebie dla dobra dziecka lub jeżeli jako cel życia wybiera dziecko, to to się nie może dobrze skończyć. Uzasadnię to w kilku punktach, będę używała określenia „matka”, ale chętni mogą wstawić w to miejsce „ojca”. 😉

1. Poświęcanie się wywołuje frustrację

Matka Męczennica

Odda dziecku wszystko. Sama będzie chodzić w starym płaszczu, byle synkowi nie zabrakło, byle córcia mogła być zawsze modna i wystrojona. Kiedy była ostatnio na wakacjach? Nieważne, ważne, żeby dzieci miały atrakcyjnie wypełniony letni grafik. Mimo, że dobrze wspomina okres swojej aktywności zawodowej, to po narodzinach dziecka nie pójdzie do pracy i przez kilka lat zostanie w domu, bo nie chce, by dziecko na tym nie ucierpiało. W końcu jest matką, a bycie matką do czegoś zobowiązuje.

Niektórzy tak bardzo zatracają się w swoim rodzicielstwie, że ich istnienie sprowadza się wyłącznie do spełniania oczekiwań dziecka.  

Poświęcanie siebie nigdy nie wychodzi dobrze dla żadnej relacji, zarówno rodzicielskiej jak i małżeńskiej. Każdy, kto poświęca siebie, czyli de facto rezygnuje z siebie, zacznie w pewnym momencie odczuwać frustrację.

To uczucie pojawia się zwykle w dwóch momentach: gdy dzieci opuszczają rodzinne gniazdo (wtedy Matka Męczennica przerzuca się zwykle na wnuki, a gdy ich nie ma… bieda), albo   – jak trafnie zauważyła jedna z komentatorek pod poprzednim tekstem – gdy dzieci wchodzą w nastoletni okres buntu.

— Ja ci tyle poświęciłam, zrezygnowałam z pracy, pasji i podróży, a ty teraz tak się do mnie odzywasz?!

Zamiast mieć żal do siebie, mają żal do swoich dzieci…

2. Poświęcanie się dziecku wywołuje w nim poczucie dyskomfortu

Matka Zaharowana

Matka poświęcająca się nawet jeżeli deklaruje, że świetnie się w tym modelu sprawdza, w rzeczywistości nie jest szczęśliwa i ta frustracja zawsze jakoś się ujawni i będzie oddziaływać na dzieci i rodzinę.

— Taka jestem zmęczona, ale idę ugotować zupę — stwierdza podnosząc się ciężko z fotela.

— Mamo, może nie gotuj, może zjemy dziś coś szybkiego i prostego.

— Nie, musicie zdrowo się odżywiać. Wasze zdrowie jest najważniejsze. Nie to, co moje, ja czuję się okropnie, ale to nieważne, ważne, żebyście wy mieli w życiu dobrze. Żeby wam było łatwiej niż mi.

Co ma czuć dziecko, które to słyszy? Z jednej strony widzi poświęcenie matki i jest jej za to wdzięczne, z drugiej strony ma wyrzuty sumienia, bo czuje, że to przez nie matka ma tyle obowiązków. Jak ma się czuć się dziecko, które dostaje komunikat (nieważne, czy wprost czy zawoalowany) że jego istnienie jest dla rodzica ciężarem?

3. Poświęcanie się dziecku budzi w nim przekonanie, że wszystko mu się należy

Matka Niewolnica

Dzieci uwielbiają być w centrum zainteresowania. Lubią też bardzo testować rodziców i przekraczać ich granice cierpliwości.

Przykładowa sytuacja z naszego życia wzięta. Chcemy z mężem obejrzeć film. Włączamy go.

— A może ja teraz też chciałabym obejrzeć bajkę?! — oburza się zwykle młodsza córka.

— To niemożliwe, bo my teraz oglądamy swój film.

— Ale z was rodzice! Wszyscy inni rodzice ustąpiliby swoim dzieciom, bo dla nich dzieci są ważne! — lamentuje.

Jasne, już widzę jak wszyscy 😉 Jeżeli nawet to robią, jeżeli rezygnują ze swoich potrzeb na rzecz dzieci, to popełniają błąd. Wychowują małego terrorystę, który przez całe dzieciństwo, a często i w dorosłości, będzie przyjmował postawę:

— Należy mi się! Ja pierwszy! Jestem najważniejszy! Tylko ja się liczę!

A kiedy ktoś śmie mu odmówić, poczuje wściekłość lub smutek, bo tak właśnie został wychowany: jako ten, któremu wszystko się należy i któremu wszyscy poświęcają swoje dobro. A niestety: świat bywa okrutny i nie wszyscy są tacy łaskawi jak rodzice.

Co robić, jak żyć?

Zamiast Matki Męczennicy, Matki Zaharowanej i Matki Niewolnicy – proponuję Matkę Asertywną, czyli umiejącą otwarcie wyrażać swoje potrzeby i uczucia, ale jednocześnie szanującą potrzeby i uczucia innych.

Przy okazji, świetną typologię matek, w nieco innym kontekście zrobiła Lucy – polecam jej tekst Typologia Matek Irytujących,jak i cały blog 🙂

Poświęcajmy dzieciom czas i uwagę, ale nie poświęcajmy siebie

Matka Asertywna

Gdyby ktoś spytał mnie, co byłoby moją największą życiową tragedią to odparłabym, że śmierć mojego dziecka. Bez wahania poświęciłabym życie, by ratować moje dzieci.

Staram się wychować je najlepiej jak potrafię (choć oczywiście popełniam mnóstwo błędów, o czym wkrótce). Chcę, by były szczęśliwymi i przyzwoitymi ludźmi (pisałam o tym np. tutaj: 11 wskazówek, jak wychować dziecko, które będzie potrafiło spełniać swoje marzenia). Staram się zapewnić im dobre warunki do rozwoju psychicznego i fizycznego.

W swoich decyzjach biorę pod uwagę dobro dzieci, ale nie kosztem siebie.

Jeżeli jesteśmy głodni, a w chlebaku zostały 2 kromki chleba, zaś sklepy są już zamknięte, oczywiście, że oddam je dzieciom.

Ale jeżeli mam w portfelu ostatnie 3 zł, a do wypłaty zostały 2 dni, to kupię za to chleb, którym wykarmię i córki i siebie, a nie dwie słodkie bułeczki, o które proszą mnie córki. Nie, ja też muszę zjeść.

Nie mam problemu z tym, żeby odmówić dzieciom kupna zabawek, kosztem książki dla siebie czy wizyty u fryzjera, bo od kilku tygodni moja fryzura dobija mnie. Gdy muszę wybrać między kurtką dla siebie (bo moja jest zniszczona) a kurtką dla córki (bo ma taki kaprys), a dysponuję ograniczonymi finansami, kupuję kurtkę sobie i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie czuję się wyrodną matką…

Gdy urodziłam córkę na pierwszym roku studiów (vide: Mam 19 lat i jestem w ciąży) nie miałam problemu z tym, żeby codziennie zostawiać ją – zaledwie kilkutygodniową – na 3 godziny z moją siostrą lub mamą. Nie, bo gdybym zrezygnowała wtedy ze szkoły na rzecz szczęścia dziecka, to byłabym nieszczęśliwą mamą. To oczywiście moja historia, każdy ma swoją definicję szczęścia. A jaka jest Wasza? 🙂

Nie chcę, żeby moje dziecko miało matkę rozgoryczoną, sfrustrowaną, mającą do wszystkich pretensje i niespełnioną. Chcę, by miało matkę z życia zadowoloną. No dobra, w miarę zadowoloną 😉

Komentarze:

  • Ada Wujek

    Ja jeszcze wprawdzie dziecka nie mam, ale im częściej czytam Twoje teksty to tym bardziej skłonna jestem tą decyzję podjąć 😉 Bo dotychczas rzeczywiście gdzieś w środku siebie utożsamiałam rodzicielstwo z poświęceniem swojego życia, jakąś utratą,, rezygnacją, a przecież to wcale tak nie musi wyglądać…

  • Super wpis! Myślę, że wielu mamom uświadomisz, że niepotrzebnie się poświęcają. Myślę, że wiele mam w ogóle zrozumie, że się poświęca, choć w planach tego wcale nie miała. I dobrze! Bo może w porę uda im się zmienić tor rodzicielstwa, na taki, w którym wszyscy są szczęśliwi i spełnieni 🙂

    • Również mam taką nadzieję 🙂
      To niesamowite, że ludzie czasem potrafią całe życie przeżyć w nieświadomości, że można żyć inaczej. Że może być łatwiej i przyjemniej dla wszystkich, że czasem warto pewne sprawy uprościć , zamiast komplikować.
      Ja z pewnością też w wielu obszarach tak się zachowuję. Za kilka lat pewnie doznam niejednego olśnienia. A ilu nie doznam! 😉

      • marina

        Super, super tekst! Jestes swietna, Nishko! :*

        • Ach, ale Wy mnie dowartościowujecie :))) dzięki :*

  • Weronika

    Miałam właśnie taką Mamę: Zaharowaną, Męczennicką, Cierpiętniczą, słowem cały przekrój matczynej martyrologii. Wiele lat zajęło mi, żeby się od tej Mamy we mnie uwolnić psychicznie. Im więcej takich tekstów i przekazów, tym większa szansa na mniej skrzywdzonych dzieci i mam, które pewnie też kiedyś były przez swoje tak skrzywdzone.

  • O rety – jakieś sprzężenie myślowe masz Nishko z moim Tomkiem, który dnia dzisiejszego popełnił wpis na podobny temat. I nawet wnioski jakby zbieżne. I co ja mam o tym myśleć, hę? 🙂
    Tomek wymyślił nawet na tę okoliczność model rodziny orbitującej.

    • Ale numer! Nie czytałam wcześniej, dopiero teraz zajrzałam.
      Linkuję: http://jakchcemy.pl/jak-slonce/
      POLECAM TEN TEKST! ZAJRZYJCIE! 🙂
      Justyna, od razu mówię: nic mnie z Twoim Tomkiem nie łączy!!!! 😉

      • Dobra, dobra, a w Krakowie to się ostatnimi czasy nie było, bo Tomek w żadne „delegacje” nie wyjeżdżał? 🙂

        • Nie byłam w Krakowie! To nieprawda! Zaprzeczam! Oponuję! Protestuję!

          [Nishka byt stanowczo zaprzecza ;)]

      • O kurcze 😉
        Ja o całej sprawie dowiedziałem się tuż przed północą.

  • Czasem ciężko zachować granicę, zapanować nad chęcią poświęcania się. Taka postawa może (podświadomie) mieć źródło w chęci wynagrodzenia czegoś dziecku, na przykład swojego nieudanego dzieciństwa, Ale faktem jest, że dzieci tego nie potrzebują, a na dłuższą metę jest to dla nich co najmniej krępujące i niewygodne, a często odbierane jest przez dziecko jako obciach. Dziecko NIE POTRZEBUJE stałego poświęcania się. Można je od czasu do czasu „zaniedbać” – kupując na obiad gotowe pierogi zamiast domowych albo pozwalając oglądać do woli bajki po to, by samemu posiedzieć z nosem w książce. Osobiście muszę z wielu rzeczy rezygnować dla dzieci. Ot, taki urok rodzin, które nie mogą liczyć na stałą pomoc dziadków, nie mają z kim zostawić dzieci lub do kogo dzieci wysłać na weekend. Ale obiady jedzą w szkole i przedszkolu, bo nie chce mi się codziennie pichcić, bywa że mają nieuprasowane ciuchy i zdarza mi się raz na jakiś czas wziąć w pracy wolne, posłać dzieci do szkoły i przedszkola i cały dzień poświęcić tylko sobie – odbierając je w ostatniej chwili, przez zamknięciem placówek oświatowych. Czy jestem przez to złą matką? Nie sądzę 😉

    • Wprost przeciwnie, jesteś dobrą matką, bo jesteś pogodzona ze sobą i nie robisz nic wbrew sobie 🙂
      Oczywiście co do zapanowania nad chęcią poświęcania się, o której piszesz, to żeby nie było wątpliwości: mnie też dopada. Łatwo napisać tekst, a gdyby tak ktoś zamontował w moim domu ukrytą kamerę to mógłby zauważyć różne zachowania.. Np. cierpiętniczą minę Nishki podczas robienia obiadu, męczeńską pozę Nishki podczas prasowania ubrań 13-letniej pannicy, zaharowaną Nishkę mówiącą:
      – ostatni raz sprzątam w twoim pokoju!
      😉

      • Ja psioczę jak trzeba znów w weekend wstać rano, bo H, ma koncert lub próbę. I czasem staję okoniem, wypycham dziecię tylko z tatusiem… A potem żałuję, że mnie nie było, rzucam się jak dzikus na zrobione fotki i filmiki, bo uwielbiam słuchać jak śpiewa i gra :P. Ot paradoks Matki Niewolnicy – najgorętszej fanki własnego dziecięcia 😀

  • atena 64

    Jedna strona musi się równoważyć z drugą.Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci .

    • Otóż to. Trudno mi sobie wyobrazić szczęśliwe dziecko mające nieustannie nieszczęśliwą matkę.

      Świadomie używam określenia „nieustannie”, bo oczywiście nie uważam, że powinniśmy ciągle tryskać radością i euforią. Nie, nie musimy, co więcej czasem warto pozwolić sobie być smutnym, pisałam o tym tutaj: http://www.nishka.pl/nie-bojmy-sie-smutku/
      Ale wpędzanie się w smutek i poczucie nieszczęścia na własne życzenie i to jeszcze kosztem dzieci, czyli świadome lub podświadome obwinianie jest za ten stan to działanie „nie fair”.

  • Anna Kornet

    Potrzebowałam takiego tekstu, bo od kiedy moje małżeństwo się rozpadło, czuję się wyrodną matką, która rozwodem krzywdzi dziecko, chociaż ze wszystkich sił staram się, by córka miała dobry i częsty kontakt z ojcem. Nie jestem w stanie zrobić z siebie cierpiętniczej matki i zmusić się do trwania w ciągłym kłamstwie, jakim stałoby się nasze małżeństwo, gdybyśmy wrócili do siebie. I ciągle myślę, jak odbije się to na wrażliwej 4-latce.

    • Aniu, może nie powinnam pozwalać sobie na takie oceny, ale moim zdaniem nie można trwać w związku dla „dobra dziecka”. Trwanie na siłę w czymś, co z różnych powodów rozpadło się, udawanie, że jest ok, może wyrządzić dziecku więcej krzywdy niż rozwód. Bardzo dobrze, że dbasz o to by córka miała dobry i częsty kontakt z ojcem, nigdy nie wypowiadaj się przy niej o nim źle, w sensie dyskredytowania i deprecjonowania go itp, bo stawia to dziecko w niezręcznej sytuacji i na pewno wszystko dobrze się ułoży. Bądźmy w kontakcie, trzymaj się!

  • Bardzo dobre.

  • Z jednej strony to takie oczywiste co piszesz, a z drugiej warto jednak poczytać, zatrzymać się i pomyśleć.
    Dokładnie – matka powinna być zadowolona z życia. 🙂
    We wszystkim trzeba mieć po prostu umiar 🙂

  • Napiszesz kiedyś ten poradnik Nishko, mowię Ci 🙂 bo mądrze gadasz, znaczy piszesz. Też chcę, żeby moje dziecko miało zadowoloną z życia mamę, a nie umęczoną i cierpiącą – z takimi osobami mało kto chce przebywać.

  • No i mnie zatłucz teraz, ale… czy jeżeli mama chce zostać z dzieckiem w domu do któregoś roku życia, żeby być z nim i go uczyć to czy nie ma do tego prawa? Czy takie wróżenie, że będzie sfrustrowaną matką która się poświęciła a dzieci jej na pewno powiedzą „daj mi spokój spadaj” na stare lata jest trafne? Nie sądzę i to piszę ja która oddała dziecko do żłobka i sama pracuje na tyle etatów na ile może bo lubi. A może zostawmy wybór kobiecie i dziecku i tym co się sprawdzi u nich w życiu w ich rodzinie. Sama taka byłam na początku macierzyńskiej drogi i lubiłam to. Fajne jest w macierzyństwie – przynajmniej moim i polecam każdemu – zmienność postaw, dzięki temu możemy być po trosze każdą z tych kobiet o których piszesz. No nie znam matki która chociaż raz poszła wydać na siebie kasę na nowe ciuchy i nowe ubranie a wróciła zamiast tego z torbą ubranek dla dziecka. Powiem Ci jeszcze tak – moja mama została ze mną i moją siostrą tak długo w domu ile mogła – poświęciła karierę i nie raz swoje „chcę” – mimo, że ja nie chcę iść tą drogą co ona, bo jednak za bardzo lubię pracować, to za te lata kiedy była z nami w domu, kiedy nie musiałam latać z kluczami na szyi i siedzieć godzinami w świetlicy, kiedy obiad był zawsze domowy na stole jestem jej ogromnie wdzięczna, bo mimo tego że się kłócimy i mamy różne zdania to jednak jest między nami wyjątkowa więź. Przedzałożenie, że mama która zostaje w domu z dziećmi i poświęca swoją karierę i będzie sfrustrowaną i żałosną pełną negatywnych emocji kobietą jest bardzo niesprawiedliwe.

    • Postulujesz: „zostawmy wybór kobiecie”. W którym momencie odmawiam jej tego wyboru?

      Ten tekst nie był krytyką kobiet, które zostają w domu! Ten tekst był krytyką postawy, w której robi się coś wbrew sobie.

      Wyraźnie napisałam , że to moja historia i ja np. czułabym się źle zostając na pełny etat w domu po urodzeniu dziecka i w moim przypadku byłoby to poświęcenie dla dobra dziecka, które źle by mi wyszło. Jak moje dzieci były małe udało mi się pracować na pół etatu lub studiować. Źle czułabym się zostając z nimi na cały dzień w domu, ale źle też bym się czuła wychodząc na cały dzień do pracy/szkoły. Znalazłam swój złoty środek kierując się dobrem zarówno dziecka jak i swoim. Każdy ma swój złoty środek i ważne, żeby go znalazł, a nie poddawał się presji gazet, seriali czy blogów 😉

      Znam kobiety, które „poświęcają się dziecku” i mimo że chcą z domu wyjść to tego nie robią. Udają, że jest ok, a w rzeczywistości są sfrustrowane , zwłaszcza jak uświadamiają sobie, że w rzeczywistości aktywnie spędzają z nimi mało czasu, bo np. ciągle wysiadują przed komputerem, a dziecko przed telewizją. Są sfrustrowane, bo czują że czas im ucieka i wychodzi na to, że ani nie „poświęcają się” dzieciom ani sobie.

      Oczywiście znam też kobiety, które z wielką chęcią zostają w domu. Ba! Znam jedną, która właśnie urodziła czwarte dziecko i jestem z tym szczęśliwa i powiedziała, że jej zawodem jest rodzenie dzieci 🙂 I super! Jeżeli naprawdę tego chcę i czuję się z tym dobrze, to rewelacja!

      Co do więzi z mamą to moja mama zawsze dużo pracowała, ja miałam klucz na szyi, obiad owszem był raczej codziennie, ale często taki na szybko z mrożonki i również mamy głęboką więź i również jestem jej, tak jak Ty swojej, ogromnie wdzięczna,

      • Śmiem więc twierdzić, że tak naprawdę więź z dzieckiem i to jakie ma potem z nią dziecko relacje nie zależy od tego czy się poświęci czy nie, czy pracuje czy nie – i moja i Twoja wypowiedź o tym świadczy. Odczytałam Twój post jako niesprawiedliwy i bardzo kategoryczny względem mam które nie chcą wracać do pracy (aż się zdziwiłam 😀 ), a zauważ, że ja taka nie jestem i raczej wolę widzieć matkę pracującą, aktywną zawodowo. Jestem też z tych osób, które uważają, że jeżeli życie które wiedzie matka – kobieta jej nie odpowiada to należy je zmienić zanim ta frustracja się pojawi.

        • Hafija, wydaje mi się że wzięłaś ten post zbyt osobiście. Może właśnie odnosisz go do swojej Mamy, poczułaś że gdzieś ją atakuję. Wcale tak nie jest. Jeszcze raz wyraźnie podkreślę:
          Nie uważam, że każda kobieta, która rezygnuje z pracy po urodzeniu dziecka jest tą opisaną przeze mnie Matką Męczennicą! Jeżeli czuje, że takie jest jej dobrze, jeżeli chce zrezygnować ze swojej kariery i jeżeli nie czuję w związku z tym żadnego dyskomfrotu – ok!! Ale niech nie obciążą tym dziecmi, bo niestety zwykle (ale oczywiście nie zawsze) do tego to prowadzi. Poczucia w dzieciach jakiegoś ogromnego ciężaru, współodpowiedzialności za wybór mamy, a to dla nikogo dobrze się kończy.

          • No właśnie skąd założenie, że obciąża? Skąd pomysł, że tak zwykle jest? To jest to co ja próbuję Ci wytłumaczyć jako dziecko mamy która została w domu – nigdy mnie nie obciążała tym wyborem. Myślę, że obciążanie dziecka swoimi porażkami lub nietrafionymi wyborami jest w pewnym sensie patologiczne i nie podoba mi się założenie, że taki rodzaj patologii pojawia się „prawie zawsze” jak mama wybiera dom.

          • Skąd pomysł, że tak zwykle jest? Z obserwacji, rozmów, które prowadzę od lat. Ci, którzy znają mnie prywatnie wiedzą, że lubię zadawać mnóstwo pytań, takie zboczenie zawodowe 😉

            Nie dysponuję badaniami socjologicznymi na ten temat, może to dobry pomysł, by je przeprowadzić. Chętnie jako socjolog bym się tego podjęła więc jeżeli czyta mnie jakiś instyt badawczy, informuję że jestem gotowa na przygotowanie założeń takiego badania i realizację 😉

            Hafijo, Moja Droga 🙂 (piszę to bez cienia ironii, mam same dobre intencje! a czuję, że już się trochę zapętliłyśmy w tej dyskusji choć oczywiście dyskutować zawsze miło).

            Jeżeli nie chcesz przyjąć tego, co wciąż powtarzam, czyli tego, że ten tekst nie był krytyką mam, które zostają w domu lecz określonych postaw to może trafi do Ciebie coś innego. Przecież celowo zastosowałam przy każdym opisie typu matki dialogi z nią, żeby nie było wątpliwości z jakim zachowaniem mamy do czynienia. Jeżeli tego typu dialogi w domu nie rozbrzmiewają, bądź też nic nie wskazuje na to, że kobieta tak to odczuwa, to wszystko jest ok 😉

          • pierwsza cywilizowana dyskusja jaką przeczytałam na jakimkolwiek blogu.
            wielkie brawo dla obu pań!

          • Hafija, wiesz od wczoraj w mojej głowie gdzieś tli ta nasza dyskusja i teraz przed chwilą właśnie coś zrozumiałam, czyli doznałam tzw. olśnienia 😉

            Otóż i Ty masz rację i ja, wszystko to kwestia nazwania. Już tłumaczę.

            Poświęcenie siebie/się zawsze jest złe, bo jest tu rezygnacja z siebie i dlaczego nie warto tego robić i do czego to może to doprowadzić tłumaczyłam w tekście.

            Natomiast jeżeli wybór pozostania z dzieckiem przez kilka lat w domu potraktujemy jako DECYZJĘ, WYBÓR – bez żadnych „poświęcań się” dla kogoś- to to już jest ok. Znam kilka kobiet, które otwarcie przyznają, że dla nich w domu z dzieckiem jest nawet lepiej. Nie przepadały za pracą, w domu czują się świetnie itd itd. Ja np. mam teraz dwójkę dzieci i tak jak pisałam powyżej po ich urodzeniu wróciłam dość szybko do pracy, ale gdybym teraz miała trzecie dziecko to chyba raczej bym sobie spokojnie w domu została 🙂 Ale nie dorabiałabym do tego ideologii: że robię to wyłącznie dla dobra dla dziecka, że poświęcam się mu itp. Nie, po prostu byłabym na takim etapie życiowym, że nie chciałoby mi się żyć w pędzie między nianią, żłobkiem, pracą itd. I bycie w domu z dzieckiem sprawiałoby mi przyjemność.

            Ale w momencie gdy do takiej decyzji, czy świadomie podjętego wyboru dorabia się ideologię i zaczyna się sygnalizować otoczeniu, że POŚWIĘCIŁAM SIĘ! DLA TWOJEGO DOBRA! itd to to już jest nie fair.

            Z Twoją Mamą właśnie tak zapewne było: po prostu podjęła decyzję, żeby być z Wami 🙂

          • Jestem absolutnych przykładem „poświęcającej” się z własnej nieprzymuszonej woli 🙂
            Ja zostałam w domu z dzieckiem (teraz już na wychowawczym) i jest to mój (i męża) świadomy wybór! Nie siedzę w domu z dzieckiem, bo tak mi wygodniej, bo nie chce mi się wracać do pracy, albo że nie potrzebujemy drugiej pensji i możemy sobie na to pozwolić. NIE! Jestem na urlopie wychowawczym, bo wewnętrznie czuję, że tak właśnie powinno być. Bo pierwsze lata życia mojego dziecka dla niego, jak i dla nas rodziców są bardzo ważne. Bo nie wyobrażam sobie wyjść z domu na 10 godzin i nie mieć czynnego udziału w rozwoju mojego dziecka. Bo wiem, że dziecko do 2-3 rż, bardzo potrzebuje rodziców i poczucia bezpieczeństwa. Bo wiem, że nikt w życiu mojego dziecka nie jest tak istotny i ważny, jak mama i tata.
            Niektórzy mogliby określić to mianem poświęcenia, a dla mnie to jest po prostu bycie rodzicem. Każdy czyni tak, jak czuje, że powinien. Dlatego nie ma uniwersalnego modelu rodzica. Nie można nic robić wbrew sobie samemu. By być dobrym rodzicem trzeba najpierw nauczyć się zauważać własne potrzeby i dbać o siebie samego.
            Jeśli aktywność zawodowa jest potrzebą to należy wrócić do pracy. Moją potrzebą jest bycie przy moim dziecku i to właśnie czynię 🙂

          • Cieszę się, że taki głos również się pojawił. Cokolwiek nie robimy bądźmy uczciwi wobec siebie i wobec innych i ponośmy (MY) konsekwencje SWOICH wyborów.
            Dlatego też zakończyłam swój tekst słowami, że to jest moja definicja szczęścia (trochę w pracy, trochę w domu) – Twoja jest taka i świetnie, że się w niej dobrze odnajdujesz 🙂

  • Wiewi00ra

    Co za idiotyzm. Wybór świadomy i konsekwentny, podjęty w zgodzie z sobą i realizowany z radością, a opisane tu głupie cierpiętnictwo to dwie zupełnie różne postawy życiowe.

  • W swoich decyzjach biorę pod uwagę dobro dzieci, ale nie kosztem siebie – bardzo ładna puenta mojego macierzyństwa. Zgadzam się z Tobą – chyba jak zawsze. Jak wydasz poradnik to kupuję pierwsza! 🙂

    • idealnie napisane. nie potrafiła zrezygnować z siebie, z czasu dla mnie.
      trochę może to egoistyczne, ale inaczej bym oszalała, a moje córki w ogóle nie miałby matki 🙂

  • mykidsshow.blogspot.com

    Rację masz, jak zwykle 🙂 Uważam że asertywność jest podtawą zachowania własnej godności! W życiu potrzebne są kompromisty i własne zdanie. Dzieci nie zawsze będą miały to czego chcą, i jak chcą. ….
    Wszystko zależy od dziecka, charakteru i postawy. Mojemu potomstwu zdażało się iść bez kolacji spać, bo chce, tylko parówek, których nie ma, a chleb z masłem kłuł podniebienie… teraz myślimy co zrobić zamiast… Bywało że chadzał w dwóch różnych skarpetach bo nie mógł znaleźć pary. teraz składa zdejmowane razem… Prasuję to co muszę! i kiedy muszę, nie ślęczę itp… eh … dobry temat poruszyłaś…

  • Ja mam tendencję do bycia Matką Męczennicą. Zawsze najpierw dbam o to, żeby dostały dzieci. Na mnie już zwykle nie starcza 😉

    Ale odkąd to sobie uświadomiłam, walczę sama ze sobą. Choćby dlatego że nowy tusz do rzęs dodaje mi +50 do uroku i +300 do dobrego humoru 😉

  • Kiedy
    jestem najlepszą matką? Kiedy mam najwięcej cierpliwości, najlepsze pomysły na
    zabawy, pełnię uwagi dla córki? Wtedy, gdy czuję się spełniona. Gdy czuję, że
    moje życie poza dzieckiem jest wartościowe i satysfakcjonujące. To nie muszą
    być chwile największych sukcesów, to mogą być też chwile wielkich planów albo
    drobnych przyjemności. Moich.

    • I podejrzewam, że wtedy, gdy tak się czujesz, masz od razu więcej siły, energii, chęci i zapału by twórczo i miło spędzać czas z dzieckiem, prawda? Jak to określiła jedna z komentatorek: dobra mama to szczęśliwa mama. Szczęśliwa mama to dobra mama.

      • Tak jest! Polecam post na blogu Erica Barkera (po angielsku) „Jak wychować szczęśliwe dzieci – 10 naukowo popartych kroków” http://www.bakadesuyo.com/2014/02/happy-kids/. Według tego artykułu pierwszy krok to:Sam bądź szczęśliwy.

        • artykuł rewelacja! nie znałam wcześniej, będę do pana Erica zaglądać:)

  • To dobry wpis, wiele uświadamiający. Choć nie lubię tak szufladkować ludzi, bo przecież każde dziecko jest inne i każdy rodzić też. Dobrze, jednak jest traktować dzieciaka zdrowo, jak równemu sobie. Bo przecież ludzie nie mają jakiś specjalnych praw tylko, dlatego, że są małego wzrostu. Pozdrawiam

    • Oczywiście zgadzam się z Tobą, szufladkowanie ludzi nie jest zbyt dobre. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, za każdym człowiekiem stoi historia, motywy, doświadczenia, warunki, możliwości itd i że w moim tekście doszło do uproszczenia, dlatego nie pisałam o konkretnych ludziach tylko o abstrakcyjnych typach ludzi, a dokładniej „matek” 😉

  • Patka

    Przeczytałam cały tekst i stwierdzam, że nie umiem się zdefiniować, którą matka jestem, nawet po części. Z jednej strony jak każda matka oddałabym Synowi wszystko, ostatnia kromkę chleba a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że za ostatnie grosze kupiłabym mu tę słodką bułkę, bo tak już po prostu mam. Z natury bywam bardzo egoistyczna w stosunku do ludzi, ale wyjątkiem jest moje dziecko, któremu staram się nieba uchylać. I może nie do tego stopnia, że Jemu kupię a sama będę chodzić w podartej kurtce, ale Jemu kupię porządniejsze (cena nie gra roli i fakt, że to już trzecia kurtka w jego szafie. Może to objaw mej próżności? 😉 Nie wiem.) a ja obejdę się czymś tanim 🙂 Zupełnie nie w moim stylu, cofając się parę lat wstecz. No cóż, poglądy i podejście bywają zmienne. Uwielbiam go rozpieszczać i czasem czuję, że daję sobie wchodzić na głowę. Bo tak jak przytoczyłaś, On chce oglądać bajkę, ja mam ochotę na film i mam chwilowy wewnętrzny dylemat. Po czym Jemu włączam bajkę a ja znajduję sobie inne zajęcie i nie ubolewam z tego powodu 😉 Film obejrzę w innym terminie, albo w necie. Mój własny Mąż uważa, że to ciut niezdrowe.
    Z drugiej zaś strony nie mam skrupułów, gdy zostawiam młodego u dziadków na tydzień (często sam o to prosi), choć moje koleżanki uważają, że to nie do pomyślenia, że taki mały, że daleko od domu, że ma jeszcze czas na takie rozłąki. Staram się wtedy spędzić ze Ślubnym maksimum czasu i wykorzystać go dla nas, bo nam się też chwila wytchnienia należy. Chodzimy wtedy do kina, jemy rzeczy których nie jadamy z dzieckiem, pozwalamy sobie na luz i większą swobodę. a jak Mężu pracuje, to spotykam się z koleżankami, nadrabiam zaległości towarzyskie. I tu nie mam absolutnie wyrzutów sumienia, że jestem wyrodną matką, bo czuję się wtedy szczęśliwa. Dziecko wraca zadowolone od dziadków, my po tygodniowej rozłące z ogromną radością oczekujemy powrotu pierworodnego i wszyscy są zadowoleni. Podrzucanie dziecka drugim dziadkom także praktykuję, bo mieszkają na miejscu. Całej naszej trójce wychodzi na dobre czasami, taka zmiana otoczenia. Ale tu częściej ze swoją teorią wkracza Mąż, który wychodzi z założenia, że jak ma się dziecko, to należy sobie tak czas organizować, by móc robić wszystko z Nim a nie wysługiwać się dziadkami. Ot, takie mamy dylematy czasami :)))

    • Patka

      Nishko, wyrzuć jeśli to możliwe, to oko, które niefortunnie załączyłam z myślą, że będzie zdjęciem obok mego imienia :)))
      Wybacz, jako blondynka nie radzę sobie czasem z prostymi komputerowymi rzeczami 😀
      Pozdrawiam ciepło w ten deszczowy dzień!

      • Nie mam pojęcia jak wywalić to oko :)) Ale jest ładne i intrygujące, po co je wywalać! 😉

    • Na MOJE oko, wprawdzie zielone 😉 jesteś bardzo fajną Matką 🙂

  • Patka

    Nishko, wywal to oko 🙂 Miało być jako zdjęcie koło mego imienia. Coś popitoliłam 🙂

    • Nie wiem jak 🙂 To oko jest ok 🙂

  • cama81

    Wspaniały tekst i zgadzam się z nim w pełnej rozciągłości.Mam tylko jeden problem – wykonanie założenia bycia Matką, ale też i żoną asertywną;) Mimo szczerych chęci wciąż łapię się na syndromie „najlepsze synusiowi” i „mężusiowi”. Walczę jednak dzielnie z samą sobą o szczęśliwszą siebie, co w rezultacie przekłada się na szczęśliwszą rodzinkę. Dzięki za przypomnienie, że naprawdę warto iść w tym kierunku:)

    • Absolutnie się zgadzam 🙂 Ja również mam skłonność do bycia Żoną Męczennicą i Żoną Zaharowaną i walczę z tym i pracuję nad sobą 🙂

  • Agnieszka S.

    Trafnie i rozsądnie 🙂
    niedawno na swoim blogu pisałam i wspieraniu rozwoju dziecka… i właśnie również podkreślałam, że nie kosztem rezygnacji z własnych pasji. Zainteresowanych zapraszam: http://www.ciekawskie.pl/2014/04/wspieranie-rozwoju-naszych-pociech.html
    Agnieszka S.

  • Kasia

    Małą poprawkę bym wprowadziła. Matka, którą przedstawiłaś jako Zaharowaną, jest nie tylko zaharowana, to coś więcej. To po prostu szantażystka emocjonalna, która za pomocą wzbudzania poczucia winy domaga się uznania i dowartościowania. Takimi szantażystami są też ci rodzice, którzy mówią, że się poświęcili, karmili i przewijali itp. i teraz w zamian za to domagają się usług. Parszywy gatunek ludzi.

    • antyklaka

      Jakich usług się domagają ?

      • Kasia

        Nie mam tu na myśli takich zwykłych rzeczy, np. pomocy w zakupach, w zawiezieniu do lekarza, obrobieniu działki i mnóstwa innych drobniejszych, które pewnie przyzwoity człowiek zrobi sam z siebie, jeśli widzi, że jest potrzeba, albo gdy zostanie poproszony.
        Z życia znajomych 1: mamusia całe dorosłe życie mieszkająca za granicą wymyśliła, że wraca do kraju. Załatwianie mieszkania, łącznie z różnymi opłatami spadło na syna. Od synowej oczekiwała co tydzień obiadków, a ponieważ rodzina nie skakała wokół niej tak jak ta by sobie życzyła, nie dostarczała rozrywek, wróciła za granicę. Oczywiście znów załatwianie wszystkiego z opłatami spadło na syna i synową. Jeszcze przy tym chciała ich orżnąć finansowo, ale tym razem zasięgnęli porady prawnika.
        Z życia znajomych 2: mamusia domagała się zrobienia obiadu imieninowego wnuka w określony dzień – po prostu chciała mieć rozrywkę, bo się nudzi. I nie obchodziło jej, że syn z synową, a także wnuk mają na ten dzień od dawna inne plany, są poumawiani z ludźmi. Ten dzień i koniec. A przy innej okazji zabrana do przyzwoitej, włoskiej knajpy na obiad strzeliła focha i się obraziła, bo nie dość wygodne mieli tam siedzenia dla jej grubego tyłka.
        Niektórym rodzicom wydaje się, że mogą oczekiwać od dzieci Bóg wie czego i zatruwać im życie, tylko z tytułu, że są rodzicem.

        • Kasia

          I przy tym argumentacja jest taka: wychowałam cię, poświęciłam swoje życie, więc to mi się od ciebie należy albo teraz ty poświęć coś dla mnie, np. zrezygnuj ze spotkania ze znajomymi, żeby pokazać, że jestem dla ciebie ważniejsza. W tym drugim przypadku tak naprawdę jest to usprawiedliwienie dla własnego lenistwa (brak zainteresowań, brak znajomych, brak własnego życia) i oczekiwanie, że dzieci zastąpią całe życie towarzyskie.

          • antyklaka

            A nie można raz na jakiś czas zrezygnować ze spotkania ze znajomymi?
            A gruby tyłek to cecha charakteru czy wynik starzenia się ?
            Nie potrafię się odnieść do jednostkowych , prywatnych sytuacji. Zwyczajnie każdą z nich trzeba by poznać z relacji obu stron.
            Mam na myśli coś innego.Sporo pracuję z ludźmi.Jedno co mnie uderza na co dzień ale również potwierdzają to publikacje — to wzrost , stały , wyalienowanych ludzi starych , samotnych mimo posiadania rodziny , zaniedbanych i zasadniczo odstawionych na boczny tor.Signum temporis.W krajach BeNeLuxu i Skandynawii odejście do „ośrodka opiekuńczego” staje się powoli normą.
            Mówisz o zawiezieniu do lekarza? Uwierz mi , procent starych i schorowanych ludzi ,których do lekarza doprowadza syn czy córka to w Polsce obecnie nie więcej jak 10-15.
            Nie wiem czy staromodne poczucie obowiązku nie było jednak lepsze.A gruby tyłek? No cóż , wszyscy będziemy kiedyś starzy.

          • Kasia

            Widzę, że mocno Cię ruszył „gruby tyłek”. Przypuszczam, że podejrzewasz moją niechęć do ludzi otyłych. Błąd. Znam wiele cudownych, sympatycznych i mądrych grubasków. Sama nie jestem chuda ani już młoda (dzieci dorosłe i samodzielne).
            W przypadku tej pani nie podoba mi się jej postawa – roszczeniowa wobec ludzi i pełna pretensji. Pani siedzi w domu, nie pracuje, zatrudnia sprzątaczkę, a jak miała pieska, to mąż musiał przyjeżdżać z pracy, żeby go wyprowadzać. Otyłość u niej jest prostym efektem lenistwa i obżarstwa.
            Dzieci i wnuki się z nią widują (choć często wychodzą od niej z płaczem, tak się wobec nich zachowuje, a ojciec i dziadek za nią przeprasza). Dlaczego mają poświęcać swoje życie, plany dla jej widzimisię? Bo to było jej widzimisię – na inny termin nie chciała się zgodzić i wziąć pod uwagę, że są od dawna z kimś umówieni; chciała, żeby tych ludzi w ostatniej chwili wystawili do wiatru.
            Nie zgodzę się co do wyalienowania ludzi samotnych i starych. Nie jest winą społeczeństwa ani czasów. Jest tylko i wyłącznie winą tych ludzi, ich wyborów, tego, jak całe życie dbali o kontakty rodzinne i towarzyskie. Tylko w tym celu trzeba ruszyć tyłek, a nie mieć tylko oczekiwania wobec świata. Mam koleżankę powyżej 65 lat, notabene też korpulentna 😉 Jej telefon nie milknie, ale ona też ciągle wymyśla wyjścia, wyjazdy i spotkania dla krewnych czy znajomych. Mam też przykłady w swojej rodzinie wyalienowanej starszej pani, która tylko siedziała w oknie lub przed telewizorem. Nie miała koleżanek, znajomych w żadnym z kilku miejsc, w których mieszkała.
            Z tymi 10-15% dzieci odprowadzających starych rodziców to może być prawda, ale trzeba też pamiętać, że część z nich po prostu nie chce i nie potrzebuje takiej pomocy. Ja i moja siostra (lekarka z wykształcenia) proponowałyśmy to tacie i nigdy nie chciał.

          • Kasia

            Nishko, przepraszam Cię, że strasznie to wszystko przygnębiająco zabrzmiało. Nie potrafię tak mądrze, a przy tym tak lekkim piórem pisać jak Ty o takich niełatwych sprawach. Dla równowagi proponuję pośmianie się. Temat poświęcania się dla dzieci i oczekiwania za to wdzięczności świetnie pokazały (przerysowując) dwa kabarety Hrabi i Moralnego Niepokoju.
            https://www.youtube.com/watch?v=BAO8whLT72w
            https://www.youtube.com/watch?v=KZen1OPa55Y

          • Kasiu, ależ nie ma za co przepraszać. Zgadzam się z Tobą w pełni. Ponadto uważam, że masz lekkie pióro i miło się Ciebie czyta. W tym wszystkim fakt, że to obrazujesz swoje przemyślenia przykładami tylko wzbogaca Twoją wypowiedź.

            Argumentacja Antyklaki do mnie nie trafia i proponuję, żebyś pogodził się z tym, że nie każdy musi się z Tobą zgadzać więc nie przekonuj na siłę do swoich racji. Nie dojdziemy do porozumienia: Ty uważasz że rodzic ma prawo żądać od dziecka wdzięczności i odwzajemnienia się ja (i np. Kasia) uważam, że nie. Od kilku dni i postów próbujesz na siłę różnymi sposobami przekonać najpierw mnie, następnie moich komentatorów, że się mylimy. Rozumiem: Twój nick do czegoś zobowiązuje, ale może już wystarczy?

            Argumetacja pt: „A nie można raz na jakiś czas zrezygnować ze spotkania ze znajomymi?” lub porównywanie mojego określenia „dobre woli” do sytuacji spotkania z menelem jest dość słaba. Poza tym znam tzw. dialektykę erystyczną, czyli nie ze mną te numery ze stosowaniem nieuczciwych sposobów dyskusji, w takich nie uczestniczę.

          • antyklaka

            1″Argumetacja pt: „A nie można raz na jakiś czas zrezygnować ze spotkania ze znajomymi?” – to nie była argumentacja. To było pytanie. 🙂 Argumentacja była poniżej.:)

            2. „Nie zgodzę się co do wyalienowania ludzi samotnych i starych. Nie jest
            winą społeczeństwa ani czasów. Jest tylko i wyłącznie winą tych ludzi,….” – z takim osądem nie dyskutuję —z przyczyn zasadniczych zresztą także spoko, nie bedę zakłócał atmosfery miłego drapania się po pleckach. 🙂

          • Tianzi

            Ale jaka jest konkluzja? Przecież nikt tu nie postulował o zasadnicze niespełnianie życzeń matek/teściowych, tylko potępiano wymuszanie za pomocą szantażu emocjonalnego i postawy a’la ‚ściąganie długów’. Poza tym to nie jest wyłączna cecha samotnych, schorowanych kruchych staruszek, ale i rodziców nastolatków, i osób w średnim wieku, które nie potrzebują żadnego zawiezienia do szpitala, tylko często usiłują nagiąć krewnych do swojej woli – czy w przypadkach w miarę sensownych, czy w przypadku kaprysów, taki sposób komunikacji jest niezdrowy, nie sądzisz? I nie mam zamieru bronić dzieci zaniedbujących starych i potrzebujących pomocy rodziców, ale osoby samotne z tego powodu, że były nie do wytrzymania dla otoczenia, istnieją w każdym wieku.

          • antyklaka

            Zgoda. Oczywiście. Tylko w tutejszej .wymianie zdań padły wyłącznie uogólnienia i uproszczenia w odniesieniu do tych starszych ,emocjonalnych szantażystów. Właściwie to zaklinanie rzeczywistości głównie ma miejsce. „Jak wychowam dobrze to mi dzieci potem odpłacą w ramach dobrej woli” – każdemu życzę oczywiście tylko nie od dzisiaj wiadomo ,że z upływem lat rola rodzica w wychowaniu i socjalizacji sukcesywnie maleje na rzecz czynników zewnętrznych. Słowem ,nie tylko my wychowujemy.
            Opieka nad zniedołężniałymi rodzicami to nie może być tylko ochotniczy wyraz dobrej woli ale także obowiązek etyczny i to trzeba , moim zdaniem dziecku przekazać.
            Teraz z drugiej strony patrząc – ludzie ,zwłaszcza słabsi używają różnych mechanizmów obronnych. Ile tych niby emocjonalnych szantażystów to rzeczywiście osoby z parszywym charakterem a ile ludzie doprowadzeni do takich zachowań zwykłą samotnością i obijaniem się o wiecznie czymś zajętą rodzinę?
            Poza tym , jak ktoś z dwóch przykładów wyciąga globalne wnioski w stylu „wszyscy ci ludzie….” to z tym się dyskutować nie da.
            Jak ktoś pisze „argumentacja słaba” ale nie pisze dlaczego to też nie warto dyskusji kontynuować

    • Kasiu, w pewnym sensie nazwa się zgadza: można uznać, że zaharowanie to nie tylko zamęczenie się zbyt ciężką pracą, ale też zaharowanie psychiki innych…

  • Karolina

    U mnie było różnie. Najpierw jak Ty, zostawiałam córkę z babcia żeby kontynuować naukę. Później ja do pracy a mała do przedszkola. Wyrzuty ze zostawiam małą miałam zawsze ale wiedziałam że szczęśliwa ja to szczęśliwe dziecko. Ale kilka miesięcy temu ja nadal pracowałam a mała była w przedszkolu to zrezygnowałam wręcz całkowicie z życia towarzyskiego itp. Skończyło się to tak że któregoś dnia przeplakalam cały wieczór bo byłam poprostu zmęczona. Nie istniały moje potrzeby istniały tylko mojej córeczki. I wiem ze moja frustracja tez się trochę na niej odbijala dlatego postanowiłam to zmienić. Zapisać się na siłownię, kupić sobie coś, zacząć się doksztalacac. I teraz jestem szczęśliwa ja i moje dziecko. Mam więcej energii i chęci do robienia różnych rzeczy z moim małym skarbem.

    • Brawo 🙂 Wyjdzie to na pewno dobrze Wam wszystkim 🙂

  • Pingback: Czy możemy żądać od dzieci wdzięczności za nasze poświęcenie? | Nishka()

  • Misako – matka po japońsku

    Nishka tyś mój człowiek, widząc ciebie (wirtualnie) w dużej mierze widzę to jak ja chce wyglądać, póki co mój smark ma 4 mce więc za dużo rad na życie nie mam 😉

  • Marzena H.

    Ta cała martyrologia pewnie wynika z tego, że jednak od wieków na matce spoczywa wiele obowiązków (często jednak spychających jej potrzeby na dalszy plan) przy jednoczesnym braku doceniania jej pracy. Matki same swoją rolę chyba czasem zbytnio demonizują, bo to niejako jest droga do uzyskania jakiejś gratyfikacji w postaci wdzięczności. Tak, matka wstaje w nocy do dziecka kilkanaście razy, gdy jest chore, tak, musi odmówić sobie imrezki całonocnej, bo trzeba zająć się dziećmi, tak, rezygnuje z pracy zawodowej na rzecz domowej (jest w ogóle ma możliwość wyboru i nie musi robić jednego i drugiego jednocześnie), dokonuje często wyborów na podstawie troski o dzieci, ich potrzeb itd., ale czy to jest poświęcenie? Taka jest rola matki. Jeśli kobieta nie jest zdolna do zrezygnowania z niektórych rzeczy na jakiś czas albo i na zawsze czy przedłożenia czyjegoś dobra przed swoje własne przyzwyczajenia czy zachcianki, to niech nie decyduje się na zostanie matką! Gdy idzie do pracy to wg standardowego pojmowania też się poświęca, bo może czasem nie ma ochoty pracować, może wolałaby pójść na spacer, zamiast siedzieć w biurze? A tu nagle trzeba się „poświęcić” i zostać po godzinach bez dodatkowej gratyfikacji albo wysilić się i sprężyć nie zważając np na to, że akurat boli głowa. Człowiek dorosły wchodząc w rolę czy to matki czy pracownika czy partnera czy kogokolwiek zobowiązuje się do czegoś, czasem musi zrobić coś swoim kosztem i kropka. Jasne, są mamusie, które się nie „poświęcają” czyli rodzą, dochodzą do wniosku, że zajmowanie się dzieckiem jest zbyt męczące i zwyczajnie się nie zajmują, nie mogą przecież zrezygnować ze swojego życia! Dzieckiem zajmuje się w najlepszym razie ktoś innym, a mamusia żyje swoim życiem. W gorszym razie idzie w Polskę, a dzieci dorastają wśród obcych niezawsze kochających i „poświęcających się”. Z dwojga złego już wolę tę „poświęcającą się” i jęczącą matkę.
    W przedziwnych czasach żyjemy. Nagle dziwnym a nawet niewłaściwym jest to, że mając dzieci przystosowujemy do nich swoje życie i codzienność, nazywamy to „poświęceniem”, stajemy się zacharowanymi niewolnikami wobec własnych dzieci. WTF? Żyjesz na Syberii – dostosowujesz się do panujących tam warunków, nie poświęcasz się pogodzie czy systemowi prawnemu. Masz psa, to wychodzisz z nim mimo deszczu, nawet, gdy jesteś chory, nie poświęcasz się – wykonujesz swój obowiązek względem drugiej istoty, za którą jesteś odpowiedzialny. Masz dzieci jest podobnie. Normalna sprawa od zarania dziejów. Ponarzekać czasem można, a jakże, ale już nie przesadzajmy z tym wielkodusznym poświeceniem, bo za chwilę się okaże, że wyświadczamy życiu niezwykle roztropną łaskę samym faktem, że żyjemy 😉

    Ps. wiem o czym mówię, mam dwoje dzieci, psa i uwielbiam długo spać, a nie mogę 😉 bywam zmęczona, czasem mam nawet ochotę pieprznąć wszystkim i wyjechać w Bieszczady, ale bynajmniej się nie poświęcam, po prostu takie życie sobie wybrałam i staram się mu sprostać, czerpiąc przy tym satysfakcję i radość.

    • Jasne, masz rację. Zobowiązania, ponoszenie konsekwencji, odpowiedzialność za dziecko to sprawa dla mnie bezdyskusyjna. Ale po pierwsze: nie nazywajmy tego poświęcaniem się dla kogoś, bo mamy obowiązek zadbać o nasze dzieci i koniec kropka, w końcu sami je na świat powołaliśmy, a po drugie nie przesadzajmy z tym „poświęcaniem się” bo może doprowadzić do tego co opisywałam w tekście.

  • MiRka Dąbrowska

    Po przeczytaniu tego artykulu ulzylo mi. Bylam gotowa oddac sie dziecku – zrezygnowac z pracy. Ojciec dziecka nie zgodzil sie. Mieli bysmy znacznie mniejszy dochod w sumie przed ciaza nigdy nie wyobrazalam sobie siebie w roli kury domowej. Poza tym mam bardzo dobra prace i nie wiem czy udaloby mi sie pozniej znalezc cos rownie dobrego. Mialam jednak ogromne wyrzuty sumienia i do dzisiaj czuje sie zle oddajac dziecko do zlobka. Wiem jedak ze gdyby nie praca bylabym mniej aktywna intelektualnie i po jakims czasie napewno niezadowolona. Dziekuje autorce za kilka rzeczowych i realistycznych slow. Uwazam bowiem ze my matki zbyt czesto pozwalamy zeby hormony milosci udezaly do glowy, przez co dzialamy impulsywnie i glupio. Dobry artykul.

    • Przy okazji dla tych, którzy czytają Twój komentarz chciałabym wyraźnie podkreślić i myślę, że się ze mną zgadzasz: nie oznacza to, że wszystkie kobiety, które jednak rezygnują z pracy dla dziecka – poświęcają mu się. Czasami po prostu taka jest ich decyzja, świadomy wybór i CHĘĆ – chcą sobie teraz pobyć z dzieckiem, nie chce im się wracać do pracy – i jeżleli akurat właśnie tego chcą i potrzebują: bardzo dobrze. Ważne, żeby nie dorabiac do tego ideologi i nie nazywać tego „poświęcaniem się dla dziecka”.

      • Nie pojmuję tego na czym świat obecnie stoi. Potrzeb rozwojowych dziecka się nie ominie, wybór żłobka powinien być zawsze POWAŻNIE uzasadniony np. tym, że rodzic inaczej nie wyżywi rodziny. Jeśli jednak Rodzice są w stanie wyżywić rodzinę, gdy jedno z nich przebywa na macierzyńskim to rodzic powinien wiedzieć, że ma obowiązek zająć się swoim dzieckiem. Do lat 2 dzieci zwyczajnie w świecie tego potrzebują i nasze chęci bycia szczęśliwą poza swoimi wychowawczymi obowiązkami nie mają racji bytu – tak postępują ludzie dorośli, biorą odpowiedzialność za swoje czyny czyli powołanie do życia dziecka, którego potrzeby [uwaga] górują nad naszymi. Weszłam tu na bloga bo po raz 100 wstaję do swojego synka. Kołyszę do snu raz córkę raz syna i mam oczywiście dosyć, że nie mogę nic wykonać w obszarze swojej działalności gospodarczej. Czy mam dość? Mam. Czy czuję się spełniona? Nie. Czy wolałabym pracować zawodowo? Tak. Ale mam obowiązki. I muszę jeszcze podkreślić, że to nie jest prawda, że dzieci potrzebują szczęśliwej mamy. Dzieci do swego rozwoju potrzebują rodziców w całej gamie emocjonalnej: zmęczonych, sfrustrowanych, złych, pogodnych, radosnych, rozgoryczonych. Bo właśnie w rodzinie [podstawowej jednostce socjalizującej] dzieci uczą się radzenia z różnymi stanami emocjonalnymi. Dzieci wychowywany w szklanych kulach zrobionych wyłączenie z uczuć dodatnich gorzej radzą sobie z życiem, smutkiem, złością itd.. Choćby kobiety chciały nie wiem jak siebie usprawiedliwiać nic nie usprawiedliwia żłobka z osobistych pobudek, chyba że zaburzenia psychiczne, gdy matka najzwyczajniej w świecie jest 100% pewna, że mogłaby dziecku zrobić krzywdę. Nie mamy dziadków ani cioć do pomocy (dziewczynka 1,5 roku i syn 3 miesiące), jest level hard, mnóstwo poświęceń, padamy na twarze, marzymy o „Ibizie”, ale życie to życie. Dorośli ludzie mają obowiązki.

  • Pingback: Los mi sprzyja | Nishka()

  • Olga GG

    Ten tekst słowo w słowo podsumowuje moją opinię na temat bycia rodzicem! Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ja jestem szczęśliwa gdy mogę iść do pracy, spotkać się koleżankami i zrelaksować z książką w ręku. To jest MÓJ czas. I wtedy tym bardziej cieszę się z NASZEGO czasu, kiedy razem czytamy książki, wychodzimy na plac zabaw, gramy w gry planszowe lub się po prostu tarzamy ze śmiechem po łóżku! Kluczem do wszystkiego w życiu jest znalezienie złotego środka. Nie można zaniedbywać dzieci, ale też nie można zaniedbywać siebie…

  • Cieszę się, że teraz są dostępne takie życiowe poradniki.
    Uważam, że matka powinna pamiętać, że każdy człowiek ma odegrania wiele ról społecznych. Może być jeszcze żoną, siostrą, pracownikiem itd.

  • Olcia D.

    Myślę,że często narzuca się nam nasze zachowania. Dość często słyszę od tesciowej czy mamy jaką jestem wyrodna matką, bo chcę mieć czas dla siebie. „Jak to, Ty wychodzisz, masz dziecko (9cio letnie)”.Staram się na to nie zwracać uwagi,jednak dziecko to nieźle wykorzystuje a sluch ma nieskazitelnie dobry.
    Muszę pochwalić autorke, porusza sprawy ważne .I dość często nawet nie zwracamy na nie uwagi. Pozdrawiam

  • Mam wrażenie, że przynajmniej 90% to matki męczennice. Obserwuje rówieśniczki, które w wieku dwudziestu kilku lat mają dziecko i wydaje się, jakby były dwoma różnymi osobami.
    Wcześniej uczesane, ubrane, oczytane i nagle bum, pierdut, czary-mary dzieciak się rodzi i okazuje się, że matka cofa się do epoki kamienia łupanego. Ja wiem, że dzieciak zabiera dużo czasu, ale chyba raz/dwa razy w tygodniu można go na chwilę komuś podrzucić (babci, mężowi, niani) i przez chwilę zająć się sobą?

    • Myślisz, że aż 90%? Chyba jednak mniej 🙂

  • Olka

    Nishka… Dziękuję za ten wpis… 🙂

  • Sylwia

    Jestem jedynaczką, moi rodzice kochają mnie bezwarunkowo. Na 18tkę (całe 11 lat tamu;)) dostałam nawet samochód! Malucha 😉 używanego, którego tata sam wyremontował.Czy szanowałabym, doceniała tatę bardziej gdyby kupił mi nowe auto z salonu??? Nie sądzę… Byłam wychowana tak, że jestem rozpieszczana, ale w granicach rozsądku. Jeśli kupujemy nowy telewizor, ja dostaję do pokoju stary, i tyle. Bez mówienia, że mam całować po piętach, bo przecież rodzice mogli go sprzedać, ale też bez żalu z mojej strony, że przecież Kasia z klasy dostała nowy… Moi rodzice pracowali, zabierali mnie na wakacje. Jeśli nie było na to pieniędzy nie jechał nikt, ani ja na kolonie, ani oni za granicę. Jechaliśmy razem nad jezioro. I było bosko 🙂 I tego chcę nauczyć moje dzieci 🙂

  • Pingback: Koniec "bycia grzecznym", czyli przewrotny rozwój dziecka. - Blisko Dziecka()

  • a propo Matki Męczennicy polecam spektakl Teatru Polskiego Radia „sex machine” w reżyserii Tomasza Mana (na chomikuj znajdziecie.) tak może się to skończyć, oczywiście przy bardzo złych wiatrach, i przy psychice demonicznej. Trochę hardcore.

    żyję zasadą spełniona mama to szczęśliwa mama. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

    • Maju, dziękuję, będę szukać 🙂

  • Pingback: Co jest u chłopaka najważniejsze? Top 5 cech | Nishka()

  • Pingback: Z dzieckiem zmienia się wszystko i nic się nie zmienia | Nishka()

  • Umówmy się, że na tym zdjęciu, stojąc na plaży tyłem do morza, zastanawiam się nad pytaniem zawartym w tytule tego tekstu 😉 – <3

  • Pingback: Nishka będzie pisać o małżeństwie i związkach | Nishka()

  • Paula

    To także znam. U mnie było to w stylu: „To ja ci pieluszki zapierałem brudne, dupę ci myłem, a ty mówisz, że teraz nie chcesz?!” (zrobić herbaty…)

  • Pingback: Błądzić jak rodzic we mgle | Nishka()

  • Camilla Leibmann

    Ahhh znam Matkę Poświęcającą się… Dobija mnie choc to nie moja. Ma dziś 71 lat, uporczywie twierdzi że musi pomagać dzieciom. Dorosłym i samodzielnym. Tak więc po ich wprowadzce do nowego domu łapie za scierkę mimo ich prostestów i idzie myć meble, wycierac kurze, biega ze ścierką na trasie meble-łazienka przystając po drodze albo zataczając się ze zmęczenia. Mówię: zostaw to kobieto i odpocznij! – Nie, nie ja muszę Wam pomóc… Albo przyjeżdza bez zapowiedzi i pyta w czym mi pomóc. Mówię że w niczym. To chodzi za mną jak za 2-latkiem i choćby kabel od odkurzacza przytrzyma. Mówię więc „Ok, jak bardzo chcesz i sie dobrze czujesz to możesz ogarnąć łazienkę” (była w miarę posprzatana więc by się nie namęczyła) „Ok, jasne! chętnie posprzątam!” Po czym siada na krześle, siedzi tak z 10 minut i z umęczoną miną pyta „Jak wazne dla Ciebie jest że posprzatam tą łazienkę?” „Eh… powiedziałam że jak chcesz i się dobrze czujesz, nie musisz wcale tego robić, możesz siedzieć w kuchni, pić kawę, czytac książki buszowac w internecie czy położyć się w pokoju na górze”. „Dobrze, dobrze to odpocznę”. Wchodzę za jakiś czas do kuchni a ta wyciągneła ze swojej torby kawał suchej białej bułki i je ją nad plastikową tacką po ciastkach (odłożona przeze mnie do wyniesienia do plastików – śmieci) Przewracam oczami i pytam dlaczego nie weźmie jak człowiek talerza i czegos z lodówki albo nie poprosi mnie o zrobienie kanapki jesli już całkiem nie ma siły. „Ah nie będe wam tu brudzić i przeszkadzać”… Dobija mnie bo widzę, że tu wcale nie chodzi o to by faktycznie nam pomóc tylko o to by pokazać jaka jest kochana i poswięcająca się. To tak naprawde czysty żywy egoizm…

  • Pingback: Gry małżeńskie, gry związkowe: „Udręczona kobieta” | Nishka()

  • Aga

    Oh dammit, wlasnie sobie uswiadomilam, ze zmierzam w zlym kierunku matki number 2. Jest jeszcze czas, zeby zmienic bieg spraw, dzieki!

  • Pingback: „W Paryżu dzieci nie grymaszą” – książka pełna genialnych rad i humoru | Nishka()

  • Jestem matką potrójną, ale jestem też (przede wszystkim) kobietą, żoną, pracuję. Nie mogę myśleć, że dla dzieci coś poświęcam bo uczynię je winnymi swojego poświeconego życia. Dzielę się obowiązkami z mężem, wychodzę z domu, żegnam się z dziećmi i mówię, że mama idzie na siłownię, do fryzjera, czy na spacer. Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie jestem przecież męczennicą. Mam zdrowy dystans do wszytskiego. Moje życie z chwilą urodzenia trojaczków się nie skończyło, ba! Dopiero się zaczęło. No ale u mnie matka nie zabiła kobiety, a niestety często się tak zdarza.

  • iw

    Staram się być matką zadowoloną z siebie i z dziecka, tylko wtedy my obie możemy być szczęśliwe. Dobrze, że moja córka już na tyle duża, że się jakiś czas temu wyprowadziła z domu. Dziś dostałam od niej życzenia, że jestem dla niej świetną mamą, a tym lepszą, że już razem nie mieszkamy. 🙂

  • Marzanna Sobon

    Dzieci to mali manipulanci. Niestety powoduja w nas Matkach poczucie winy.nie mozemy byc szczesliwi!!!!!!

  • Pingback: Więcej niż matka | Uratuj swój związek()

  • Izabela Aleksandra Zagórska

    a jak nazwać matkę,która nie pracuje zawodowo

  • Dorota Kinga Szpuner

    Póki płacicie za żłobki nigdy nie napiszą że bliskość matki do trzech lat jest najważniejsza.

  • Pingback: Dlaczego nastolatki buntują się? Pozwól dziecku odejść od siebie hen daleko | Nishka()

  • Dot

    Wspaniały wpis!! Nie należy poświęcać się dla drugiej osoby, w tym dziecka, dlatego że osobą, która później będzie cierpiała bardziej, będzie oczywiście dziecko. Usłyszy nie raz, ile to mama poświęciła, żeby móc dziecko wychować, ile miłości i ciepła nam dała, a dziecko teraz jest takie niegrzeczni i niewdzięczne(!). Moim zdaniem, decyzja o ciąży i wychowaniu dziecka powinna być świadoma. Jeśli mamy z czegoś zrezygnować tylko ze względu na ciążę, to lepiej nie rezygnujmy.
    Również mając już dziecko, rodzic powinien czasem zrobić coś dla siebie, nawet jeśli będzie miał wyrzuty sumienia, że robi to „kosztem dziecka”, ale moim zdaniem najważniejsze jest zadowolenie człowieka z życia. Czy dziecko przestanie kochać rodziców tylko dlatego że raz za czas na obiad odgrzeją mrożonkę; że powiedzą, że do kina nie zawiozą go autem tylko ma jechać autobusem itd.? Myślę, że nie, a jeśli tak to coś z tymi dziećmi nie tak 😉

  • Adam Barnas

    Najlepiej nie mieć dzieci i macie problem z głowy. Albo w markecie kupcie gotówce ..doktorka księdza itp. A przecież najpiękniejsze i najcenniejsze jest to co nie da się kupić i to co jest nie przemijające.
    Poświęcać się pracy ?a co to jest praca ..głupota.. Fitness i siłownia robienie z ludzi cyborgow ..

  • Adam Barnas

    W jakim urojrniu ludzie żyją że mają takie problemy przecież egzystencjia nasza to fikcja .można ją interpretować jak się komu podoba. Najpierw zobaczyć prawdę a potem dziękować za istnienie