Dlaczego nastolatki buntują się? Pozwól dziecku odejść od siebie hen daleko


Z 15-letnią córką mam dobrą relację: rozmawiamy, żartujemy, wiemy co u siebie słychać, lubimy swoje towarzystwo. Jednak równie często jej wzrok mówi: „Nie mogę na ciebie patrzeć, mamo. Odejdź, zagiń, przepadnij.”. 

Ten tekst opublikowałam dokładnie rok temu, ale przypominam go, bo to, co tu opisałam uważam za jedną z ważniejszych spraw związanych z wychowaniem dzieci, o których dowiedziałam się w swojej „karierze matki”.

Iskrzące między nami napięcie nie przypomina tego, które pcha ku sobie zakochanych, lecz bardzie to, które odpycha od siebie pary z bardzo długim stażem.

Bywa, że kontestuje wszystko, co powiem i zrobię: dobór składników do potrawy (fatalna kompozycja), sposób śpiewania piosenki w samochodzie (najgorszy z możliwych), komentarz do wydarzeń na świecie (zupełnie nietrafiony), wybór wakacyjnego miejsca pobytu, styl zakupionej sukienki itd.

Gdy piszę ten tekst, właśnie wbiegła wściekła do pokoju, krzycząc:

– Jak mogłaś zjeść pół słoika Nutelii??!

– Wcale nie zjadłam pół słoika, to były dwie ostatnie łyżki – bronię się i daję Wam słowo, to były dwie łyżki, no może cztery… – Wczoraj  wieczorem robiłam dziewczynom (młodszej córce i jej koleżance) kanapki – dalej się bronię i nie wierzę własnym uszom. Dlaczego mam tłumaczyć się córce ze zjedzenia produktu, który kupiłam za własne pieniądze?

– Jak mogłaś to zrobić, mamo? Nie mogę na ciebie patrzeć! – krzyczy i znika za drzwiami DYNAMICZNIE zamkniętymi.

A teraz uwaga: w szafce stoi drugi, cały słoik tego czekoladowego kremu i córka o tym wie. Nie chodzi tu więc o to, że pozbawiłam ją przesłodkich kalorii, wtedy złość byłaby w pewnym sensie usprawiedliwiona. Tu chodzi o mnie. Tu chodzi o to, że drażnię ją i irytuję. Tym, że jestem.

Czasem, gdy siada obok mnie, mam wrażenie, że ma mi ochotę przyłożyć, bynajmniej nie porcji jedzenia. Jeżeli już to porcją. Przy obiedzie siedzimy sobie w miłej atmosferze, żartujemy, śmiejemy się, a już przy kolacji patrzy na mnie tak, że gdyby jej wzrok potrafił zabijać, to byłabym już martwa.

Żeby zacząć żyć swoim życiem, musimy najpierw oddzielić się od rodziców.

Jakiś czas temu spytałam o to znajomą psycholog i oto, co usłyszałam.

– 15-latka, która ma świetną relację z mamą opartą wyłącznie na miłości: TO byłoby dopiero podejrzane. Nie widzę nic niepokojącego w tym, co mówisz. To, że czuje do ciebie złość jest zupełnie normalne w tym wieku – wyjaśniła mi.

– Ale dlaczego tak się dzieje? – spytałam.

– Żeby łatwiej było się wam rozdzielić. Żeby córka mogła pójść własną drogą. Osoby, którym to się nie udało, które mają zbyt silny związek ze swoimi rodzicami, mają zwykle przez to wiele problemów w relacjach z innymi ludźmi i z samym sobą. Żeby zacząć żyć swoim życiem, musimy najpierw oddzielić się od rodziców.

– Nasza relacja bywa teraz taka trudna, żeby łatwo było jej się ode mnie oddzielić? – dalej pytałam, mimo że przecież przed chwilą to usłyszałam.

  Tak. Jej od ciebie, a tobie od niej. Bo przyznaj, ty też masz czasem dość córki, co?

– O tak 🙂 Czasem żartujemy sobie z mężem i mówimy do niej: „Słuchaj, a może liceum nie tylko z internetem, ale i z internatem, he? Na przykład może jakieś… we Wrocławiu? (czyli najbardziej oddalonym od naszego miasta mieście).

– Otóż to. W sytuacji, gdybyście były wciąż tak blisko związane: bezwarunkowo uwielbiałybyście się, nieustannie czułybyście się w swoim towarzystwie doskonale, to rozstanie byłoby bardzo bolesne, a może nawet niewykonalne.

W momencie, gdy to zrozumiałam życie stało się prostsze.

Niechęć do rodzica pomaga dziecku odejść

Rzeczywiście, gdyby moja relacja z nastolatką była porównywalna do tej jaką miałyśmy, gdy była młodsza, czyli relacji, w której dominował zachwyt, bezwarunkowa miłość, czułość, potrzeba bliskości (czyli porównując do relacji męsko-damskich: stan zakochania), to rozstanie sprawiłoby nam wiele bólu, jakby ktoś wyrżnął nam po kawałku serca.

Tymczasem teraz zaczynamy przypominać „ludzi, którym nie układa się w związku”. Drażnimy się nawzajem i irytujemy, jest nam zbyt ciasno, zaczyna nam brakować powietrza, czasem aż chce się powiedzieć: „Słuchaj, mam tego dość, koniec z nami!”

To, że coraz częściej tak trudno nam znieść swoje towarzystwo, sprawia że wkrótce będziemy mogły naturalnie i w miarę bezboleśnie odłączyć się od siebie. Moje dziecko będzie w stanie samo stanąć na własnych nogach.

Porównanie do związku dorosłych osób, których miłość już się wypaliła jest oczywiście niezbyt trafione, bo ja nigdy nie przestanę kochać mojej córki. I nie miałabym najmniejszej wątpliwości, żeby poświęcić za nią swoje życie.  (ale w znaczeniu: oddać życie za nią, gdyby groziło jej niebezpieczeństwo śmierci, a nie poświęcanie życia w znaczeniu, o którym pisałam w tekście Czy warto poświęcać się swoim dzieciom? Trzy powody, dla których NIE warto tego robić.)

Kocham moje dziecko i dlatego pozwolę jej odejść

Bardzo kocham moją córkę i myśl o tym, że za kilka lat odejdzie, wyprowadzi się, może wyjedzie daleko od domu na studia bardzo mnie smuci, serio 🙁 

Chlip chlip chlip.

Nie potrafię uwierzyć w to, że wkrótce to już koniec. Że moje dziecko pójdzie swoją drogą. Zacznie swoje życie, przestanie mnie potrzebować. Ale nie mam innego wyjścia: muszę się z tym pogodzić. Takie są koleje losu: muszę pozwolić jej żyć swoim życiem.

Muszę pozwolić jej pójść na swoich nogach w świat. I może nawet mieszkać w sąsiednim domu kilkanaście metrów obok mojego: ale to ma być jej świat, jej życie, jej droga. Pępowina musi być ostatecznie odcięta.

„Nie pozwolę mojemu dziecku odejść, za bardzo je kocham!”

Co, jeśli nie pozwolimy dzieciom odejść?

Może przedstawię to Państwu hasłowo, obrazami, resztę dopowiedzcie sobie sami:

  mężczyźni, którzy biegną na każde zawołanie mamy, nawet gdy byli umówieni z narzeczoną

– kobiety, które ciągle siedzą na telefonie ze swoimi mamami-przyjaciółkami (vide Twoje dziecko nie jest twoim przyjacielem)

– dorośli czujący potrzebę konsultowania z rodzicami swoich decyzji

– rodzice latami bombardujący dzieci miłością: „Jesteś całym moim światem”.

– dorosłe dzieci, które mają wyrzuty sumienia, bo poświęcają  swoim rodzicom zbyt mało czasu, więc „poprawiają się” kosztem spędzania czasu ze swoimi dziećmi i partnerami

  teściowe, które mówią, nawet żartem „Matkę ma się tylko jedną, a żon można mieć kilka”

Czy chcę, żeby moja córka mając już swoją rodzinę, stała przed dylematami: ja czy mama? Moje dziecko czy moja mama? Nie.

Nie bez powodu jedno z ewangelicznych przykazań brzmi:

Opuści mężczyzna ojca swego i matkę i staną się z żoną jednym ciałem. 

Dobrze napisane 🙂

Za każdym razem, kiedy okrutne oczy mojej córki zieją ogniem albo gdy jej nawibrowany złością głos wygłasza żale o to, że zjadłam jej słodycz, staram się spokojnie oddychać i niczym mędrzec, który posiadł tajemnicę wszechświata, mówię do siebie w myślach:

(choć przyznam, że zwykle w tych chwilach w duchu podśmiewuję się)

– Spokojnie. Ona, choć jeszcze o tym nie wie, próbuje się ode mnie oddzielić. Ona przygotowuje się do tego, żeby pójść własną drogą..

Komentarze:

  • O_l_l_i_e

    Potwierdzam prawdziwość każdego słowa. Do 18 roku życia wydawało mi się, że nigdy się z mamą nie dogadamy, że jesteśmy tak różne, że ona mnie przecież nie rozumie, że już lepiej jej nic nie mówić, bo zawsze się to kończy kłótnią… Miałyśmy oczywiście dobre relacje i mimo wszystko przychodziłam do niej z problemami (choć mój nastoletni umysł te dobre chwile wypierał :P), ale nie rozumiałyśmy się, po prostu.

    A teraz? Teraz widzę, że to dobrze, że mama za mną nie biegała, nie dopytywała się, była obok, ale nie wchodziła mi z butami w życie. Wystarczyło wytworzenie poczucia, że gdyby coś, to ona jest, ale nie uważa, że MUSI zawsze być. I teraz mam lat 20kilka i mama nie jest może moją najlepszą przyjaciółką, ale jest w moim życiu ogromne ważna. A przede wszystkim, nauczyłam się te nasze różnice poglądowe i w radzeniu sobie z życiem doceniać i podziwiać ją za to, jaka jest: dla mnie i dla innych. Mam w niej teraz wielkie wsparcie. 🙂

    • Dziękuję za potwierdzenie mojego tekstu historią wziętą z Twojego życia i cieszę się, że u Ciebie wszystko ok 🙂

  • Ach , żeby to było takie proste… Oddzielają się, idą własna droga. A niech idą. Tak , jestem na etapie, że dzieci mam dosyć, chyba to ja muszę od nich odejść ;). Nie słuchają, warczą, mają głupawki, jestem złą matką, moje dzieci są biedne i nieszczęśliwe i nikt ich nie rozumie, a ja matka wyrodna jeszcze się z nich nabijam…. No fakt, czasami im się zdarza być fajnymi ludźmi na poziomie. Ale za chwilę znowu słyszę: jaka matka.. i ten charakterystyczny akcent pełen potępienia… Wczoraj byłam złą matką, która siedzi na krześle i nie przejmuje się dzieckiem. Jak dobrze, że wakacje się kiedyś kończą, a podczas roku szkolnego chłopaki nie mają czasu na kłótnie z matką. Zastanawia mnie tylko jedno… Z ojcem się nie kłócą, mruczą pod nosem, ale głośno emocjami nie strzelają…

    • u mnie dokładnie to samo, . Mnie atakuje najbardziej córka, jestem złą ,nie kochającą, inne matki są lepsze, nie słucha, wraca kiedy chce, nie odbiera telefonów, przeklina mnie i bardzo brzydko się oddzywa. Gdzie jest to czego jej uczyłam, egositka, mysli tylko o sobie. Czekam na dzięń aż się wyprowadzi bo juz tak nie mogę dalej żyć

      • Joanna, a ile lat ma Twoja córka?
        Ja na szczęście jeszcze nie mam tego problemu, żeby się mnie nie słuchała w kwestii np. godzin powrotu, z tym że ja jestem tu ostra: „są takie zasady i koniec: masz się do nich dosotować”. I w sytuacji, gdy łamie zasady wyciągam wobec niej konsekwencje. Gdy np. brzydko się do nas odezwie, zabieramy jej na jakis czas telefon. Wiem, że to może dziwne, ale działa: córka wie, że musi się pilnować, że pewne zachowania niosą za sobą konsekwencje. Jeżeli umawiamy się na jakąs godzinę powrotu do domu, a ona ją łamie, to następnym razem nie pozwolę jej wyjść, albo nie dam jej na wyjście pieniędzy itd. Kluczem jest konsekwencja. Jak masz ochotę pisz, postaram się pomóc 🙂

    • Magda, u mnie też: nastolatkę ojciec mniej irytuje niż matka 🙂

  • Dziękuję za ten tekst. Przyda mi się na przyszłość 🙂
    No i przynajmniej wiem czemu tak okrutnie kłóciłam się z moją mamą tuż przed wyprowadzką (choć nastolatką już nie jestem). Wtedy sobie myślałam, że może my się nieświadomie przygotowujemy w ten sposób na rozstanie, no i teraz sie okazało, że miałam rację 🙂

    • Tak, ja też sobie przypomniałam te moje nastoletnie krzyki: „Nienawidzę cię, mamo!!!” Teraz już wiem, dlaczego tak było 🙂

  • Mama notuje

    Moja mama miała wielkie problemy z moim usamodzielnieniem się. Kiedy wyprowadzilam się na studia oczekiwała że co weekend będę w domu a jak nie chciałam przyjechac to ona jechała do mnie. Dzwoniła codziennie. Oczekiwała że po studiach wrócę do domu a ja tym czasem wyprowadzilam się za granicę. Tak wyszło a ona wpędziła mnie przez to w wyrzuty sumienia. Teraz myślę ze sa dużo jej pozwolilam w naszych relacjach bo w końcu ją to skrzywdzilo

    • Ojej, to przykre, zwłaszcza, jeżeli wyrzuty sumienia nadal Cię gryzą. A powiedz – jeśli oczywiście masz ochotę – jak sytuacja wygląda teraz? Jak wygląda Wasza relacja? I czy od czasu, kiedy wyjechałaś na studia minęło już dużo czasu?

      • Mama notuje

        Na początku miałam wyrzuty sumienia ale wiedziałam że to jest to czego chcę i to moje życie więc i tak wyjechalam. Bywało różnie ale teraz jest już dobrze. Albo mama dobrze udaje…
        Studia skończyłam 3 lata temu i teraz sama jestem mamą. Mam nadzieję że nie popełnię tego samego błędu.

  • anna k

    u wszystkich ssaków to naturalne.miałam kiedys dwie kotki.matkę i córkę.z wiadomych przyczyn ,córka nie mogła odejść od matki-w mieszkaniu….więc na zmianę to kochały się toksycznie,za bardzo ,to biły aż do krwi.moja toksyczna matka nawet na tym przykładzie nie chciała widzieć ,że mnie robi krzywdę.mam 36 lat.nadal nie pozwala mi odejść.zmusza do miłości. wykorzystuje każdą chwilę,że oblepić mnie i moją córkę toksyczną pajęczyną sztucznej miłości.

    • A próbowałaś z nią o tym rozmawiać? Oraz czy czujesz się na siłach, by „odejść” od mamy?

  • Ja tak naprawdę zaczęłam dogadywać się z mamą, jak wyprowadziłam się na studia. I choć wcześniej nasze relacje były mocno napięte, to od momentu, gdy zaczęłam w domu pojawiać się raz na jakiś czas, paradoksalnie stałyśmy się sobie bliższe. Teraz jest moją przyjaciółką, choć nadal potrafimy sobie działać na nerwy. Ale przecież nie może być za różowo?

    • Wydaje mi się, że nie ma takiej relacji, ani rodzicielskiej, ani damsko-męskiej, ani przyjacielskiej itd w której ludzie są ze sobą emocjonalnie związani i w których brak konfliktów. To jest dopiero podejrzane 🙂 Bo to, że znajdzie się jakiś punkt sporny to przecież naturalne, wszak mamy do czynienia z dwoma indywidualnościami – nijak nie ma możiwości, żeby wszystko i zawsze pasowało 🙂

  • Nishka! No weź! Mam szklanki w oczach przez Ciebie. Nie rób tak więcej!

    • Ach, ja też, gdy pisałam ten fragment o odejściu córki, chlipałam…
      Ale dobrze: postaram się więcej tak nie robić 😉

  • Bardzo dobre wyjaśnienie powodów buntu 🙂 a od siebie dodam, że choć to „oddzielanie” może być trudne i bolesne, to później można stworzyć z dzieckiem jeszcze lepszą relację niż wcześniej. Bo już bez takiego „uzależnienia”, za to z szacunkiem, zaufaniem. Ja tak mam z moją mamą – choć już założyłam własną rodzinę, mieszkam w innym mieście, to nadal wiem, że zawsze mogę się do niej zwrócić. I to jest super 🙂

    • ja również tak mam i to jest rzeczywiście bardzo miłe 🙂 I świetnie, że to dodałaś 🙂

  • Świetne! Świetne! Świetne! Bunty są potrzebne – i te bunty 2 i 3 latka i te nastoletnie. Kształtują osobowość i pozwalają dziecku się usamodzielnić. Dzieci zawsze chcą być samodzielne, a rodzice zawsze chcą być dzieciom niezbędni. Fajnie to opisałaś!

    • Tak jest, bo jak człowiek nie przejdzie buntu 2,3-latka, a potem nastolatka to będzie potem buntował się jako 40-latek 🙂 Natury nie oszukasz, a w każdym z nas drzemie buntownik 😉

    • Podobno to jak podchodzimy do buntów naszych 2, 3 i 4-latków, procentuje przy buntach u 12, 15 i 18-latków. Rządzą nami te same mechanizmy, więc ucząc się właściwie podchodzić do buntów maluchów, może więcej czasu poświęcamy na tłumaczenie, okazywanie zrozumienia, wpieranie itd. Ale to procentuje dobrą relacją dziś i za 10 lat. Wbrew obawom, będzie tylko łatwiej 😉

  • Fistan

    Potwierdzam sam czasem proponuję chłopakom poszukania jakiejś fajnej szkoły z internatem, bo jak im tak źle ze mną to czemu nie odpocząć – ja to nawet sfinansuję 🙂

    • Przybij piątkę! 😉

  • bardzo mądry post Nishka!

  • joanna

    dziękuję bardzo ,bardzo mi pomógł ten tekst zrozumieć co się u mnie dzieje. To co opisujesz jest tylko naparstkiem co muszę znieść każdego dnia. Całe życie dawałam z siebie wszystko co jest możliwe. Moja córka ma 16 lat , jej wrogość w stosumku do mnie jest brutalna. Mam czasami wrażenie,że to ona chce mnie wygnać z gniazda. Jest w tym racja ,często marzę o tym ,zeby już się wyprowadziła bo ciągłe roszczenia i awantury sa nie do zniesienia. W ten sposób jest mi łatwiej ja wypuścić . Kiedy skończy 18 lat , chyba się upije pierwszy raz w życiu ze szczęścia , bo wtedy napięcie we mnie pęknie,ze jest juz odpowiedzialna sama za siebie , kiedy teraz nic nie słucha i robi co chce.

    • Cieszę się, że pomogłam. Pamiętaj: w trudnych chwilach oddychaj i licz do 10-u 🙂

      • ma 16 lat, jak miała 15 to jeszcze mogłam cos zadziałać zabieraniem ale teraz juz nie mam nic w rękach bo zaczyna demolować i niszczyć dom a juz nerwowo jest to nie do wytrzymania . Napisałam pod postem mama co mogłoby nam pomóc

    • luka

      Myśle a nawet wiem ze 18 to nie przepustka do wolności jej i Twojej,wrecz przeciwnie-hasło jestem dorosła będzie wyryte jak motto . Wiem bo miałam to samo,dziś ma 20 lat i zyje własnym zyciem zamknięta na mój swiat na to ze nadal jestem jej matka. stara się nie wpuszczac do swego swiata ale zapomina ze dalej w jakims stopniu jest zależna od moich finansów i od nas. Ostatnio usłyszałam ze siebie stawia na pierwczym miejscu bo do niczego by nie doszła a moje miejsce jest gdzie??? Kiedyś słyszałam anegdote gdy córeczka oprowadzała po domu kolezanki i wchodzac do kuchni mówi a tutaj mieszka moja mama i tam chyba moje miejsce ograniczone do kucharki praczki i bankowca w chwili zapaści finansowej.Wiem jedno ze chociaż ma swoją miłośc mieszka z nim,puki nie będzie miec dziecka nie zrozumie tego co czuje matka a na to musimy jeszcze poczekac,nie gdy nasze wnuki będą miały 2-3 latka ale 15-20,alw wtedy juz nas może nie byc lub zrobimy sie tacy obojętni wedłóg życzen naszych dzieci ze będze nam to zwisac, pozdrawiam i życze cierpliwosci tony cierpliwosci !!!

      • Joanna

        Dziekuje za odpowiedz. Tak masz racje bo juz jestes dalej i tez o tym myslalam ze tak moze byc. Musimy to wypuscic z opiekunczych rak i pozwolic sie dziac a obik tego budowac swoje zycie, z moimi celami i marzeniami bo za nie zyc nie mozemy. Przykre to jest kiedy patrze na inne ale widocznie to czesc mojego procesu nauki dla mnie.

  • Ola 73

    Podpisuję się pod tym wszystkim w 100%! Tym bardziej, że mam w domu 15-letnią ukochaną buntowniczkę 😉 Pozdrawiam cieplutko! PS. Uwielbiam „Cię” czytać 🙂

    • Bardzo mi miło, dziękuję! 🙂

  • Marta

    Hm. Miałam etap okropnych kłótni z Mamą, jakoś w maturalnej klasie, może to druga LO była. Ale to trwało z dwa miesiące. Poza tym nie, nie miałam okresu buntu. Co do „nie mogę na ciebie patrzeć. Odejdź, zagiń, przepadnij (…)” to dotyczyło dorosłych ogólnie.
    Jak wybyłam na studia automatycznie lepiej mi było z obydwojgiem moich Rodziców. Teraz, kiedy jestem stara rura, niemal na swoim, to już w ogóle jest z Mamą super. Ale szczerze, to z Nią zawsze było. Moja najlepsza przyjaciółka, która zawsze pytała mnie o zdanie i radę i wychowała po partnersku. Zawsze mnie rozumiała, nigdy nie zdarzało się, że nie mogła mnie wysłuchać. Ba, przeżywałam jej jakieś moje granie w gry, czy bzdurne kłopoty sercowe i palnęłam kiedyś „Mamuś! ale to dla ciebie wszystko musi być śmieszne! te moje ‚problemy'”. A ona mi na to, że skoro dla mnie to problem, to dla niej też. Boska. Zawsze, zawsze mnie rozumiała. Nieważne co kupiła w prezencie, zawsze trafione. Znała mnie na wylot. Każdą moją reakcję. Czasem prawie sobie w myślach czytałyśmy. Mamy tak do dzisiaj zresztą.
    I nie, nie było faz nienawiści za to, że zjadła mi słoik nutelli. Jak czułam nienawiść w okresie „nastolactwa”, to do siebie, że okulary, że krzywy nos, ale nigdy przeciwko Rodzicom. Mimo, że jesteśmy rodziną choleryków. A najgorszymi epitetami pod adresem moich Rodziców, świadczącymi o mojej największej niechęci było „matka” i „ojciec”. Bo tak to mamusia, tatuś, mama, tata, albo maman i tatan.
    Teraz, to większą niechęć czuję do Taty, niż kiedyś, mimo, że go kocham. Bo wiem, jak wygląda normalne życie, a nie chore zasady, które próbuje utrzymywać, a Mama się daje.

    Nie wiem, czy ja byłam innym dzieckiem, czy po prostu zostałam niesamowicie mądrze wychowana… A może pomógł fakt, że mój biologiczny kopnął nas w dupę, a Tata pojawił się dopiero jak miałam 5 lat i stąd ta niesamowita więź z Mamą.

    Ps. Jedynym przejawem buntu chyba był tatuaż. Zrobiłam go jak miałam 19 lat, ciut przed maturą. Ale w sumie to wyszło, że Mama mi go zazdrości… I spodziewała się xD

    • Kto wie, może czasem udaje się przeżyć bez tego młodzieńczego buntu 🙂 A może np. odbijasz sobie mając 40 lat i będziesz tzw. „ryczącą 40-tką” :)))) Mam nadzieję, że nie obrazisz się za takie żarty. Cieszę się, że u Ciebie ok 🙂

      • Marta

        A to na pewno. Ale to kwestia ducha. Moja Mama ma 56 lat, wygląda na 45 a duchowo ma 25 😛 Mam dobre wzorce 😀 Wiele szaleństw i przed Nią i przede mną jeszcze (na szczęście!).
        I nie, absolutnie nie obrażam się o takie rzeczy. Ty, Nishko, mogłabyś po mnie jechać ostro, jeśli zasłużyłam i i tak bym się nie obraziła 😛 Idole tak mogą xD

  • Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie piszesz – dzieci, które się nie buntują, to często takie, które nie mają poczucia bezpieczeństwa, które myślą (bardzo podświadomie), że rodzicom nie zależy na nich i bunt mógłby zerwać tę cienką nitkę, która ich łączy. Wszystkim rodzicom, którzy skarżą się na bunt swoich dzieci ja też mówię – ciesz się, to dobry znak.

    • Dzięki, że o tym napisałaś. Również o tym słyszałam. Nie chcą sprawiać problemu, bo czują niepewnie.

  • Basia

    Dzięki – jestem mamą czwórki dorosłych wspaniałych dzieci i babcią i jeszcze mam 14 letnią córkę . Żeczywiscie przezywam podobne zachowanie z moją najmłodszą córką. Widzę jak chce się oddalić ode mie , ale jednocześnie kiedy jest na przykład na obozie , oazie, czy tym podobnie. Dzwoni – potrzebuje mnie i kontaktu – dobrych ciepłych słów. Wie jedno ,że mimo iż mnie nieraz bardzo rani będę ją kochać bezinteresowną miłością i zawsze jej pomogę. Tak to już jest ,że dzieci na zewnątrz pokazują swój bunt ale kochają.

    • U mnie właśnie też tak jest. Z jednej strony pretensja, złość, wrogość, a z drugiej strony telefony, „zaczepianie mnie”, potrzeba kontaktu, gdy jego brak trwa zbyt długo. Wtedy wiem, że jest ok, ale jesteśmy po prostu w „trudnym momencie związku” :))

  • To już kolejny tekst po którym myślę sobie, że chciałabym być kiedyś taką mamą jak Ty. To znaczy mądrą – empatyczną, pamiętającą jak sama zachowywałam się w wieku dziecka. I oby takich rodziców było jak najwięcej to wychowają kolejne mądre pokolenie! 🙂

    • Moja droga, nie myśl sobie, że zawsze jest tak kolorowo! Bywają ciężkie momenty, w których nie wykazuję się empatią, mądrością, spokojem i cierpliwością 🙂 Pisałam o tym w tekście „Błądzić jak rodzic we mgle”: http://www.nishka.pl/bladzic-jak-rodzic-we-mgle/ 🙂

      • Nie martw się, czytałam podlinkowany tekst już dawno! 🙂 Wiadomo, że nie ma ideałów, ani idealnych żon, ani mężów, ani dzieci, ani rodziców. Chodzi mi o zdrowe PODEJŚCIE, świadomość tego, że chcesz być mądrym rodzicem. Nie wierzę, że da się wychować dzieci bez żadnego błędu. Jednak najlepsze co możemy zrobić to starać się mieć przy sobie rozsądek. 😉 Napisałam to ja, bezdzietna, nie będąca nawet jeszcze w ciąży, ale marząca o byciu jak najlepszą (a może raczej jak najrozsądniejszą?) mamą w przyszłości 😉 Pozdrawiam!

  • mama :)

    Rzeczywiście, mam tak samo 15 letnia córka, leżąca całymi dniami w łóżku z telefonem. Z roszczeniową postawą wobec wszystkich wokół. Wiecznie burcząca, niezadowolona, nie mówiąca nic całymi dniami, a kiedy wyjeżdża telefon mój bombardowany jest wiadomościami od niej, chociaż gdy jest w domu potrafi nie dzwonić i nie odbierać. W ogóle nie potrafimy się dogadać, nie rozumiemy się, nie rozmawiamy ze sobą. Kocham ją, ale też mam ochotę wysłać ją do szkoły z internatem 😉 Ja zamykam się na nią, ona na mnie. Przez co boję się że gdy będzie dorosła, nie będzie znała swej wartości. Tekst super, uspokoił mnie że w zasadzie wszystko jest ok, taki etap w życiu. Teraz trudno by potem było łatwiej. Tylko niech mi ktoś powie jak sobie z tym radzić dziś, kiedy wydaje mi się że obydwie cierpimy, co robić rozmawiać czy czekać aż przemówi. Bo że być to wiem, ale jak to bycie ma wyglądać…..

    • Ja staram się (choć oczywiście nie zawsze mi to wychodzi) – być dostępną wtedy, kiedy ona mnie potrzebuje + nie trzymać urazy. Czyli jeżeli nagle po długich godzinach, przechodzących nawet w dni, milczenia, fukania, złości, niechęci do nawiązania ze mną kontaktu, nagle chce mi o czymś opowiidzieć, to staram się rzucić wszystko i być dla niej, bo wiem że o takie chwile trudno. Pisałam o tym w tym tekście: http://www.nishka.pl/corko-umowmy-sie-na-spontaniczna-rozmowe-na-jutro-na-19/ – zapraszam do lektury 🙂 Staram się chować urazę, nie obrażać na nią gdy jest wobec mnie niemiła. oczywiście w granicach rozsądku, bo gdy np. jest arogancka, brzydko się do nas odzywa – to ponosi tego konsekwencje np. w postaci zabrania jej telefonu na godzinę, żeby wiedziała, że pewne zachowania są niedopuszczalne). Jednak gdy jest po prostu: zblazowana, zniechęcona, znudzona, „nie chce jej się ze mną gadać” i patrzy na mnie jak na natręta, to staram się to brać w nawias i nie obrażać się na nią.

    • Anna Fresel

      O to jakbym słyszała o swojej 17 ciągle z pretensjami ciągle czegoś chce nie dając nic od siebie, złe towarzystwo i próby ucieczek, doprowadziła do tego ze musze rozstać się ze swoim partnerem tak daje popalić ze nie da się jej już znieść. Kocham ją najbardziej na świecie ale czasem mam jej serdecznie dość …

    • Ja mam tak jak Ty . To nie jest takie proste, moja też całymi dniami leży z telefonem i nic nie robi ale najgorsze są odzywy do mnie. Bardzo raniące. Ma teraz 16 lat i nic nie działą,zadne zabieranie , karanie , konsekwencja. Jak wyłącze internet bo wróciła późno do domu bez zapowiedzi, wyłaczony telefon to mi demoluje dom aż dostanie dostęp , bo sąsiedzi , druga córka , która się obudzi. Mnie nienawidzi i mi to ciągle okazuje ,że też często nie mogę siebie przeskoczyć bo jestem też tylko człowiekiem. Gdybym wiedziałą,że nie robiłam nic ale te 16 lat byłam na każde zawołanie. Ja szukam konkretnych rozwiązań, psycholog pomoże może na krótko ale muszę jakoś dalej żyć i wychować jeszcze drugą. Tutaj jest bardziej sytuacja znęcania się psychgicznego i to nie obejmuje nadzoru kuratora ani policji. Mojej córce przydałby się pobyt jako pomoc w hospicjum aby zobaczyła cierpienie innych albo praca w kamieniołomach aby nauczyła się doceniać i pokory. szukam matek, które mają tak jak ja , abyśmy się mogły wspierać , nie jęczeć nad swoim losem ale dawać sobie siły. Mój adres joannajamin@gmail.com. proszę piszcie do mnie. Na zewnątrz mamy może pomoc ale procedury trwają a nie zawsze jest to pomoc.

      • kkk

        też tak miałam po prostu odpuściłam i dałam sobie na spokój troche nasze relacje poprawiły się teraz staram się mniej zrzędzić i dawać więcej luzu internetu już nie zabieram bo to nie ma sensu jest wtedy jeszcze gorzej

  • Laura M Kozowska

    Dziękuję 🙂

  • kk

    to prawda mój syn ma teraz 15 lat i też zazwyczaj mnie nie nienawidzi a ja ciągle się boję że już nie długo odejdzie ale wiem że musi tak być

  • Marta

    Zawsze wydawało mi się, że te córki, które przeklinają matki, demolują domy, uciekają, krzywdzą etc., to wina wychowania matek. Teraz sama nie wiem. Może dostawały za dużo właśnie? Gdzie jest złoty środek? Bo to na pewno nie tylko kwestia charakteru, prawda? Co zrobić, żeby wychować mądrą córkę? Która nie będzie się tak szaleńczo buntować?

  • Rudaa

    Piszac z punktu widzenia 22 letniej corki, potwierdzam ze taki bunt jest okej.. Niby ta moja mama mnie denerwowala, niby nie moglam na nia patrzec, niby nie moglam jej sluchac, a jednak teraz gdy mieszkam za granica brakuje mi jej jak cholera.. i dzwonie do niej aby zapytac o rade, aby ponarzekac albo poprostu zeby uslyszec jej glos 😉 A jak przylatuje do Polski na wakacje to pierwsze co robie to siadam obok niej na kanpie i wtulona przez reszte dnia opowiadam o swoim zyciu i nie chce aby mnie z tych swoich rak wypuszczala 🙂 P.S Uwielbiam Paniá czytac ! 😉

    • Dziękuję za miłe słowa i za relację, jak wygląda u Ciebie sytuacja 🙂
      I nie jestem żadną Panią!! ;))

  • 🙂
    uśmiecham się czytając tę notkę,
    mam wrażenie, że opisując wydarzenia na styku rodzic – dziecko (nie tylko: mama – dziecko) opisujesz sytuacje, które mają miejsce u nas 🙂

    Nie podejmę się polemiki z podanymi argumentami psychologicznymi, choć czuję, że to tylko jedna z możliwych hipotez.

    Ale w każdym bądź razie, zgadzam(y) się w 150%, że trzeba umieć pozwolić dziecku odejść własną drogą, iść własną drogą. I pod tym podpisuję się obiema rękami. 🙂

  • Czy ja mogę sobie ten tekst wydrukować, zarchiwizować i wyciągnąć niczym złoty Graal za lat 12? 🙂 tak ku pamięci :), jak dziecko zacznie na mnie syczeć i pluć nastoletnim jadem:)!
    Niestety poważne problemy ze zdrowiem moich dzieci stworzyły mnie …matkę wszystkich dostępnych krążowników…Matkę Black Hawk z dwoma turbo silnikami! 🙁 zaczynam z tym walczyć, bo przeraża mnie ta moja chęć obrony moich Atomówek przed wszystkim …przed wszystkim „złym”. Najważniejsze: jestem świadoma swojej „krążowniczej traumy” i szczerzę chcę by moje córy były zaradne i obrotne, JEDNOSTKOWE….jak mamusia i tatuś :).
    Nie chcę, by przez moje „ograniczenia” wylądowały na psychoterapii gdzieś na Manhattanie :).
    Przed chwilą przeczytałam życzenia Dagmary (z całareszta.pl) dla swoich trojaczków – i napisała tam piękne słowa: wychowuję Was dla świata! …po prostu z rana oblała mnie przepiękną dawką najprostszej i najważniejszej mądrości! Mądry i świadomy siebie rodzic, który pozwoli dziecku „odejść”…pozwoli temu dziecku żyć!
    P.s. tak serio mogę sobie ten tekst wydrukować?

    • Pewnie, że tak! 🙂
      Dzięki za sygnał o blogu i tekście Dagmary, nie znałam, będę czytać, już mnie ujęła 🙂
      Czyli jesteś rodzicem helikopterem? :))

      • Muchas gracias dobra kobieto! 🙂
        No i ba jestem Królową Matką…wszystkich Mam Helikopterów 🙂
        Dobrze, że się zdiagnozowałam 🙂 teraz na czas na auto-terapię :).
        Nie chcę wychować mentalnych kalek.
        Lektura Carla Honore „Under pressure” ustawia do pionu i przeraża zarazem!
        Dzieciaki ląduje na kozetce, bo nie mogą sobie poradzić życiowo…a rodzice wydzwaniają do dziekana nawet Harvard University, ponieważ nie podoba im się profesor wykładający ekonomię !
        Krążownikom mówimy nie, a dzieciom z matczynym błogosławieństwem wypada życzyć pięknego , miłego życia bez inwigilacji:) amen:)!

  • Tianzi

    Nie znosiłam swojej matki, jak miałam kilkanaście lat (bo ona wszystko robi źle i NIC NIE ROZUMIE), polubiłam, kiedy wyprowadziłam się na rozsądną odległość 300 km. Szkoda, że nie pisałaś bloga dekadę temu 🙂

  • MagdaLena

    A u mnie z kolei zawsze rodzice wszystko chcieli robic za mnie… wiem, ze to z milosci, z checi pomocy… milosc przeogromna bije od nich… ale to wlasnie przez to nasze relacje sie pogorszyly… za duzo milosci i wykonywania za dziecko roznych spraw to tez nie dobre.. trzeba odciac pepowine poki czas… zrozumiec ze dziecko ma swoje zycie, swoje sprawy, potrafi samo zrobic wiele rzeczy, chce odejsc… a jak juz takie dziecko calkowicie dorosnie i ma swoja rodzine to juz w ogole z taka przesadna miloscia rodzicielska jest ciezko… wszystko za ciebie zrobia, pomoga… i jak z tym walczyc… jak zyc… Madry tekst Nishko! Jak wiele tutaj 😉

  • oj nie wiem jak ja to przeżyję, na co dzień walczę z wielką nadopiekuńczością w stosunku do moich dzieci a zaraz będą nastolatkami 🙁

  • Wiktoria

    Jestem w wieku Pani córki, i muszę przyznać, że tekst bardzo fajny, chcę w przyszłości pójść psychologię więc mnie zainteresował 😉 Jestem ciekawa, jak to jest, że Pani córka akceptuje to, jak Pani ją opisuję? Nie mam nic złego na myśli; ale sama zastanawiając się nad tym, że moja mama opisywałaby nasze rozmowy, moje wypowiedzi (czasami niekoniecznie mądre), mój bunt itd. Proszę powiedzieć, jak to jest? I czy nie czyta ona Pani bloga? Gdyby moja mama coś takiego robiła, czytałabym każdy post o mojej rodzinie, a później pewnie rozliczała, co napisała nie tak, co w moich oczach nie jest prawdą itd. Do mnie pewnie dołączyłby tata i siostra 😀 Może Pani się na ten temat wypowiedzieć? Bardzo mnie to interesuje 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Hej Wiktoria 🙂 Jak się bliżej przyjrzysz temu jak ją opisuję, nie tylko na blogu ale i na FB (bo być może jesteś nowicjuszką), to zauważysz, że nie prezentuję niemądrych wypowiedzi córki, a wprost przeciwnie 🙂 W różnych dialogach to raczej siebie przedstawiam mniej korzystnie.

      Córka akceptuje to, że cytuję jej wypowiedzi, zakładając bloga spytałam ją o zgodę. Na pewno bardzo pomaga to, że nie pokazuję zdjęć córek ani nie zdradzam ich imion – córki są więc w pewnym sensie anonimowe. Czasem zmieniam też różne „dekoracje”. Czytelnicy, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że często żartuję, że tak naprawdę nie mam córek, że wymyśliłam je wyłącznie na potrzeby bloga. W związku z tym postaci moich córek mogą być traktowane jako postaci fikcyjne 🙂

      Co do tego, czy córki konfrontują opisywane przeze mnie historie z prawda i czy mnie rozliczają to tak rzeczywiscie jest 🙂 „Mamo, przekręciłaś słowa!” – itd.

      Ogólnie moje córki najbardziej uwielbiają stroić sobie z mojego blogowania żarty, przykłady opisywałam tutaj: http://www.nishka.pl/tylko-poczucie-humoru-moze-nas-uratowac/

  • gabistworkowo.blogspot.com

    Ehh, żeby wszyscy rodzice o tym pamiętali. Zwłaszcza ci, którzy nas wychowywali. Wydaje mi się, że pokolenie naszych rodziców było jeszcze mało świadome tego, jak ogromny wpływ na nas ma wychowywanie i tego, jak przebiega rozwój dzieci.

  • Ewa

    Moja idealna córka, która jest dumą całej rodziny, zdobywała świat i znaczącą w nim pozycję, mimo młodego wieku 23 lata, odnosi sukcesy na każdym polu, nagle przestaje kochać i lubić to co dawało jej radość, znienawidziła rodzinę, a w efejcie ją porzuciła. Nagle zmieniła ideały i wartości. Ona się teraz świetnie bawi, a ja, jej matka, od pięciu miesięcy nie wiem jak żyć. Odchodzę od zmysłów bo kompletnie nie rozumiem tej sytuacji, kto z nas popełnił błąd? Tyle się mówi o dzieciach, wszysko robimy dla nich, dla nich zmieniamy świat, to dla nich wiecznie coś musimy, musimy zrozumieć, musimy odejść na drugi plan… A kto mi teraz pomoże? Teraz sama walczę ze sobą by przeżyć kolejny dzień, a wierzcie mi jest bardzo trudne.
    Porzucona matka.

  • Lina

    Gdyby każdy rodzić na świecie rozumiał takie rzeczy jak np. sytuacja o której Pani pisze świat byłby o wiele piękniejszy. Niestety, rodzice często chodzą poddenerwowani, zajęci ‚problemami szarego życia’ i gdy taki nastolatek wyskoczy im z jakimiś wątami zaczyna się awantura. Ja nigdy nie zachowywałam się aż tak „śmiało” jak Pani córka a mimo to często dostawałam po głowie, jakby za sam fakt, że jestem (wstętną i niedobrą, a jakże) nastolatką. Wiadomo, nie jestem niewinna ale skoro to wszystko jest – chyba można tak powiedzieć – zaplanowane przez naturę to po co te wszystkie nerwy? Gdzie jakieś zrozumienie?
    Chyba pokażę ten post mojej mamie 😀
    Pozdrawiam,
    Lina

  • Pingback: Epickie dialogi ze starszą córką | Nishka()

  • Pingback: „Mamo, dlaczego urodziłaś mnie tak późno?!” – spytała mnie moja 15-letnia córka, która dziś ma urodziny. Urodziłam ją jak miałam 19 lat :) | Nishka()

  • Pingback: „Jesteśmy we trzy. Ja, moja córka i ona. Depresja.” – rozmowa o depresji dzieci i młodzieży, lektura obowiązkowa | Nishka()

  • Pingback: Dla dziecka ważniejsi są znajomi. Pogódź się z tym, rodzicu :) | Nishka()

  • Dot

    Chciałabym być kiedyś mamą prawie idealną, tzn. taką, która w pewnym momencie pozwala dziecku coraz bardziej się odseparowywać, która nie jęczy, że dziecko wychodzi po raz kolejny ze znajomymi i zostawia swoją rodzinę. Chciałabym być matką rozumiejącą i wyrozumiałą. Może kiedyś będę miała okazję się sprawdzić 😀

  • Pingback: Rozmowa o depresji wśród dzieci i młodzieży. | Inspiro - Ośrodek Terapeutyczno Rozwojowy()

  • Pingback: Gimnazjaliści to nasz skarb narodowy – nie likwidujcie ich! | Nishka()

  • e-milka

    Mialam z mama bardzo dobra relacje. Byla inna niz mamy kolezanek, bardzo otwarta, nie uznajaca autorytetow, intelektualistka. Wymienialysmy sie lekturami, dyskutowalysmy. Oczywiscie nie o wszystkim jej mowilam, o co czasami miala zal. Bunt nastoletni wydawal mi sie absurdem, bo jasne bylo, ze poki rodzice mnie utrzymuja, jest to bezcelowe. Wyjechalam na studia, wprawdzie blizej niz chcialam, ale mimo to 200 km, postanowilam nie jezdzic co weekend do domu. Tesknilam strasznie, ale czulam, ze to konieczne. Zauwazylam bowiem, ze w dyskusji uzywam zbyt czesto „Moja mama uwaza, ze…” Dopiero wtedy sie zbuntowalam, zaczelam zadawac sobie pytania, czy cos podoba sie mnie czy tez mojej mamie. A potem bylam gotowa na stworzenie nowej relacji. Niestety, odeszla wczesniej, nie zdazylysmy. Mam z corka bardzo dobra relacje. Mam nadzieje, ze z buntem nie bedzie czekala do studiow. Wiec jak piszesz Nishko, wlasciwie ciesz sie, jestescie na dobrej drodze do relacji dwoch bliskich sobie doroslych kobiet.

  • Muszę zapytać moją mamę, czy ja byłam wredna w okresie dojrzewania, bo mam wrażenie, że byłam aniołkiem :-))))))). Opuściłam domowe pielesze bez dużych emocji w rodzinie. Wręcz moja mama zapytała, czy już chcę się przeprowadzić :-). A ja na to, że tak. (to może jednak takim aniołkiem nie byłam). A dziś nasze relacje są „zdrowe”.
    Dzięki za ten tekst, bo gdy będę patrzeć na tę złość w oczach moich dzieci, to sobie pomyślę: spokojnie, chce się ode mnie oddzielić. I życie stanie się prostsze :-))))).

  • S.

    Dobrze napisane. Bardzo cenne uwagi Pani Profesor 😉

  • Spodziewajka

    Jakie to prawdziwe. Czasem tego nie zauważamy, ale tak właśnie jest – wszytskie dzieciorki przygotowują się do tego, by od nas odejść…

    http://www.blowerka.pl/2016/01/top-10-najlepsze-blogi-lifestylowe.html#

  • a ja mam córkę lat 12, ogromną więź i bardzo Ci dziękuję za ten artykuł, zapamiętam go na następne lata

  • Pingback: 2. Jak rozmawiać z nastolatkami? Chcę dla moich córek ustawić status: dostępna | Nishka()

  • Pingback: Jak rozmawiać z nastolatkami? Chcę dla moich córek ustawić status: dostępna | Nishka()

  • Ania

    Witam serdecznie….jest mi bardzo ciężko o tym pisac… ale to jedyny mysle moj ratunek przed tym aby nie popasc w depresje………moja corka lat 14 od 8 tygodni mieszka u swojego taty …wyprowadziała sie z domu z dnia na dzien powod? Zaczelam ingerowac w Jej zycie prywatne. Wydawalo mi sie ze matka 14 dziewczynki chcac uchronic Ja przed zlym wplyawem kolezanek ma jakies zdanie na ten temat… niestety nie …jestem po rozwodzie 5lat corka zawsze mieszkala ze mną od jakiegos czasu czesciej jezdzila do swojego taty i Jego partnerki widzialam ze cos wisi w powietrzu byla bardziej skryta…..od 8 tygodni sie nie widzialysmy sporadycznie odpisuje na smsy….o powrocie nie chce slyszec …a ja mimo ze mam sadownie ustalona opieke i ze cierpienie nie pozwala mi spac …..serce pęka z tesknoty nie moge nic zrobic ….jak mam sobie pomoc jak zyc…

  • Pingback: Parentyfikacja, czyli matkowanie własnej matce - lepiej to przerwać - Nishka()

  • Pingback: … poranki:-) | Po prostu o życiu()

  • Pingback: Sześć kapeluszy myślowych - świetna metoda na otworzenie umysłu i dogadanie się z rodziną i światem - Nishka()

  • Pingback: Mieszkanie z rodzicami po ślubie: czy namówię do tego swoje dzieci? - Nishka()