Rodzicu, odejdź od biurka dziecka i nie odrabiaj z nim lekcji! :)

ikeauczen-8

Może od razu wyłożę kawę na ławę: jeżeli Wasze pociechy idą do szkoły dopiero pierwszy raz, dobrze Wam radzę: nie dajcie wkręcić się w odrabianie z nimi lekcji! A jeżeli już daliście się, to sugeruję delikatnie i stopniowo zacząć wykręcać się z tej sytuacji i od września 2016 wprowadzić nowe nawyki. 🙂

– Nishka, czy kupowałaś dla ciebie i twojej córki dwa takie same krzesła do biurka, czy twoje było większe? – spytała mnie niedawno Marysia.

– Słucham? Nie rozumiem, o czym mówisz.

– Mówię o tym, że mój syn idzie od września do szkoły i w ramach przygotowań do wspólnego odrabiania lekcji szykuję nam wspólny kącik przy biurku – wyjaśniła.

– Absolutnie, nie zgadzam się na to, żebyś odrabiała z nim razem lekcje! – zaoponowałam. – Dlaczego chcesz to robić?

– Bo te zadania są jednak trudne, nie chcę narażać dziecka na stres.

– Ach, materiał szkolny taki skomplikowany i nieprzystępny, że bez codziennej matczynej pomocy nie uda się go ogarnąć? Znam twojego syna i wiem, że to inteligentny chłopiec. Ale wiadomo, nie tak jak mama…

– Tak, jest inteligentny, ale za to roztrzepany i istnieje duże prawdopodobieństwo, że przeoczy zadanie domowe albo na przykład zapomni zakreślić jakiegoś podpunktu w ćwiczeniu. Chcę temu zapobiec!

– A myślałaś o tym, jak będzie musiało być mu ciężko w szkole? Może porozmawiasz z nauczycielem, czy dałoby się przystawić do ławki syna jakieś krzesełko dla ciebie? 🙂

nytimes

– Inna sprawa, że jest niezorganizowany i zapominalski i dam sobie rękę uciąć, że jak nie usiądę z nim, to nie zabierze się do lekcji, a nie chcę żeby siedział do nocy, bo przecież musi się wyspać – argumentowała dalej Marysia.

–  Moja Droga, jeżeli nauczysz dziecko, że nie usiądzie do biurka dopóty dopóki ty z nim nie usiądziesz, to nic dziwnego, że tak będzie.

– Łatwo ci mówić, bo ty masz już duże córki: młodsza idzie już do piątej klasy, a starsza do liceum! – zauważyła  Marysia.

– Ha! Jak były w pierwszej klasie, też same odrabiały lekcje! – wykrzyknęłam triumfalnie.

– Gdy myślę o szkole i tym, ile rzeczy codziennie do zrozumienia, napisania, policzenia, narysowania, spakowania, ogarnięcia to aż mnie przechodzi dreszcz. Brr! – wzdrygnęła się. – Dlaczego mam zostawiać mojego synka z tym samego? Beze mnie może sobie nie poradzić..

– Oczywiście, że bez ciebie sobie nie poradzi, bo będzie miał poczucie, że mama nad wszystkim będzie czuwać: dogląda, co zadane, baczy, czy wszystko spakowane, stróżuje, czy przypadkiem nie trzeba już wyjąć z szuflady nowego podręcznika, bo stary się kończy, trzyma rękę na pulsie w szkolnych sprawach dziecka. Pozbawiasz go tym samym możliwości nauki odpowiedzialności i samodzielności! – oburzyłam się.

– Jako rodzic jestem od tego, żeby go wspierać. Chcę, żeby wiedział, że zawsze może na mnie liczyć.

– Mhm, ja jako rodzic jestem od tego, żeby nauczyć dziecko, jak ma sobie radzić  bez mojej pomocy. Moją rolą jest stworzenie mu odpowiednich warunków do tego, żeby mogło rozwijać się i funkcjonować samodzielnie, a nie wiecznie przyklejone do matczynej spódnicy. Dzieci, którym rodzice intensywnie pomagają w sprawach szkolnych, dostają zawoalowany sygnał: „Sam, beze mnie, sobie nie poradzisz”. To raczej nie jest zbyt dobry komunikat, prawda? Materiał szkolny jest tak zaprojektowany, żeby mógł go ogarnąć umysł kilkulatka. Serio, trochę wiary w możliwości własnego dziecka. 🙂 Dajmy im szansę na samodzielność, co da im poczucie sprawczości, wiary we własne siły i panowania nad własnymi sprawami.

– Czyli mam zupełnie „umyć ręce” od jego szkolnych spraw?! W ogóle się nimi nie interesować? – zawołała moja rozmówczyni podniesionych głosem.

– Nie, ale niech cię interesują jako życzliwego obserwatora. Bądź rodzicem dyskretnie czuwającym, a nie stale pilnującym i nadzorującym. Oferuj pomoc doraźną, a nie stałą.

– A jak to wygląda u ciebie?

– Na przykład gdy zbliża się dyktando, oferuję dziecku swoją pomoc w przećwiczeniu trudnych słówek. Chętnie sprawdzam wypracowania napisane przez młodszą córkę i pomagam wyłapać jej błędy interpunkcyjne, stylistyczne i ortograficzne. Pomagam nauczyć się wierszyka. Czasem spytam, co tam akurat przerabiają w szkole i chętnie wysłuchuję odpowiedzi. Ale, i to jest kluczowe, moje doglądanie spraw szkolnych córek nie jest rytuałem ani zwyczajem. Robię to tylko od czasu do czasu.

*

Powyższy dialog został wymyślony. 🙂 Owszem, Marysia ma syna, który lada dzień idzie do pierwszej klasy, ale nie planuje asystować mu przy szkolnym biurku, co deklaruje TUTAJ. Za kilka miesięcy spytam jej pierworodnego, czy dotrzymała słowa! 😉 Za to z przyjemnością zajęła się urządzaniem mu pokoju ucznia, co czego pretekstem był nie tylko zbliżający się wrzesień, ale i nasz wspólny blogowy projekt „Pokoje Dziecięce”, który dzieje się przy wsparciu IKEA, o czym za chwil kilka.

ikeauczen-17

Przez chwilę, w kasku mojego męża, mogłyśmy poczuć się jak Panie Architektki 🙂
ikeauczen-19

ikeauczen-20

Wracając do naszej powyższej „rozmowy” o tandemie rodzic i dziecko przy szkolnym biurku, argumenty, które w niej padły nie są wcale wyssane z palca, bowiem od kilku lat obserwuję trend rodziców do brania szkolnych spraw dzieci w swoje ręce i przyglądam się ich sposobowi myślenia.

Rodzicu, nie bądź rodzicem helikopterem (vide Rodzic Helikopter: sprawdź, czy nim jesteś) krążącym nad biurkiem swojego dziecka. Uwierz w to, że dziecko da sobie radę bez Twojej pomocy. Choć wiem: to niełatwe, miło jest żyć ze świadomością, że bez nas, rodziców, świat się zawali. 🙂

300 dpi John Alvin color illustration of parent hovering like a helicopter over child at school desk. Ran with story about parents who are overly involved in their children's education may actually be setting them up for failure in college. The Fresno Bee 2007 KEYWORDS: hovering parent illustration overbearing overinvolved hyperparenting school child children homework helicopter parenting, 05008000, 05010001, krtteacher teacher, learning, pupil, student, teaching, upbringing, 05000000, EDU, krteducation education, 2007, krt2007, krtnational national, krt, mctillustration, fr contributed alvin fr contributor coddington mct mct2007 2007

Tandem: rodzic i dziecko przy biurku szkolnym –
znak naszych czasów?

Współczesne dzieci są coraz mniej samodzielne: rodzice wyręczają je w coraz większej ilości spraw. Od początku kariery szkolnej moich córek wychodziłam z założenia, że obowiązki szkolne są ich sprawą. Bo zastanówmy się: dla kogo jest szkoła i praca domowa? Dla rodzica czy ucznia? Dla ucznia, prawda? 🙂 Dlatego nie pomagam córkom w odrabianiu szkolnych prac domowych, nie sprawdzam ich plecaków, nie rozliczam z ocen. Chcę, żeby uczyły się przede wszystkim DLA SIEBIE, żeby miały motywację wewnętrzną, a nie, żeby zadowolić mamę dobrymi wynikami. Więcej o tym, dlaczego przyjęłam taką postawę, tłumaczyłam rok temu w tekście Twoje lekcje Twoja sprawa: nie odrabiam z dziećmi lekcji – zachęcam do lektury.

Po tym tekście otrzymałam mnóstwo komentarzy i listów, w tym kilka od nauczycieli, którzy dziękowali mi, a niektórzy pytali, czy mogą rozdać wydrukowany tekst rodzicom na wywiadówkach :).

„Nie mogę znaleźć zeszytu i ekierki” –
bałagan na biurku

Zgrywam teraz mądralę, a jednak są co najmniej dwie sprawy, z którymi  jako rodzic mam problem i które bardzo chciałam zmienić, ale jakoś „wciąż nie było okazji”.

Po pierwsze, odwiecznym problemem z moimi dziećmi (niestety po mamusi) jest bałaganiarstwo i książkowo-zaszytowo-plastyczna dezorganizacja – wiecznie nie mogły czegoś znaleźć, zawieruszały, zapominały, gdzie kładły itp.

Po drugie, córki odrabiały lekcje nie w swoich pokojach, lecz w tzw. salonie. Trochę za to odpowiada fakt, jak jest zaprojektowany nasz dom: mianowicie posiada jedną dużą salę (około 70 m²) połączoną z kuchnią, w której toczy się całe życie i w którym najchętniej wszyscy spędzamy czas: ktoś na kanapie ogląda telewizję lub czyta książkę, ktoś obok siedzi z komputerem, a inny gotuje. I właśnie w tej przestrzeni córki zwykle rozkładały się ze swoimi zeszytami i książkami i odrabiały lekcje. W pewnym momencie zaczęło mnie to irytować, bo po pierwsze odbywało się to w chaosie (a odrabiając lekcje warto jednak się skupić), a po drugie były ze swoimi szkolnymi akcesoriami bardzo inwazyjne.

– Chciałabym przy stole wypić herbatę i zjeść ciasto, czy nie będzie ci, córeczko, przeszkadzać jeżeli odsunę twoją książkę z matematyki? – pytałam, udając onieśmieloną. – Oj, będzie? Przepraszam, wybacz, w takim razie przycupnę sobie gdzieś ze swoim podwieczorkiem z boku, na taboreciku… – ironizowałam, ale córki zdawały się traktować moje słowa poważnie.

– Tato, czy mógłbyś ściszyć telewizor?! Próbuję napisać wypracowanie z polskiego! – udzielała tacie reprymendy starsza córka.

W pewnym momencie coś w nas z mężem pękło. Postanowiliśmy, że dość tego.

– Macie swoje pokoje i tam od najbliższego roku szkolnego będziecie odrabiać lekcje! – huknęliśmy.

Warunki w ich pokojach rzeczywiście były niezbyt zachęcające i nauce sprzyjające (i to jest nasza wina, bo to rolą rodzica jest zapewnienie dziecku warunków), bo starsza córka nie miała biurka, a jedynie.. toaletkę z lustrem (dla niej: 16-latki kluczowy mebel i zawsze twierdziła, że biurka nie potrzebuje, a ja jakoś tego tematu nie rozwijałam). Natomiast młodsza córka miała biurko, ale z odpadającymi szufladami (bo mamusia chciała zaoszczędzić i kupiła mebel wątpliwej jakości).

W efekcie, książki i zeszyty trzymały luzem, w różnych miejscach, część w plecaku, część na biurku, część na przypadkowej półce. Mimo, że oceny w szkole miały zawsze bardzo dobre (choć ja nigdy nie wywierałam na nie w tej kwestii presji), to minusy za nieprzygotowanie łapały dość często.

Ale od września 2016 wszystko się zmieni! Wprowadzamy nakaz porządku i system segregacji przyborów i pomocy szkolnych. Koniec z chaosem.

– Od września 2016 wasze książki i zeszyty będę mogły znajdować się tylko w trzech miejscach: murach waszych szkół, murach waszych biurek i murach waszych plecaków! Zrozumiano?! – zaordynowałam.

Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy, oto pokoje moich uczennic, a dokładniej ich szkolne kąty.

Nowe biurko i kącik młodszej córki:

ikeauczen-2

ikeauczen-9

Tak nie robimy! Rodzicu, zwolnij miejsce przy biurku swojego dziecka!! 🙂

ikeauczen-4
– Droga córko – rzekłam do każdej z moich córek. –  Umowa jest taka: na co dzień twoje biurko ma być puste. Wszystkie zeszyty, książki i przybory chowasz do odpowiednich, czyli przeznaczonych na ten cel szuflad/ półek/segregatorów/pudełek. Wszystko ma swoje miejsce, dzięki czemu zawsze wiesz, gdzie co jest i nigdy niczego nie zapominasz. Sama dbasz o porządek, a ja raz na kilka dni robię niezapowiedzianą rewizję i sprawdzam, czy przestrzegasz zasad. Jeżeli nie, nakładam na ciebie wysoką grzywnę, MUAHAHAHA!! – złowieszczo się zaśmiałam.ikeauczen-5

A tu nowe biurko i regał starszej córki:

ikeauczen-13

Przyznam, że mieliśmy z mężem ubaw, gdy zdecydowała się na wielkie narożne biurko typowo biurowe i plastikowe krzesło (które wbrew pozorom, mimo że twarde, okazało się całkiem wygodne), ale cóż, z nastolatką nie porozmawiasz i nie wyperswadujesz jej autorskich pomysłów. 🙂

ikeauczen-10W biurku brak szuflad, ale ich rolę dobrze pełnią pudełka i segregatory, w których będzie trzymać odpowiednio: zeszyty, książki i przybory szkolne.

ikeauczen-14ikeauczen-15

Jeżeli zaintrygowała Was górna półka słupka to spieszę z wytłumaczeniem: oto część akcesoriów Małego Chemika. Bowiem moja starsza córka jest laureatką olimpiady z chemii #DumnaMama i co najważniejsze, nigdy nie zachęcałam jej do nauki chemii ani tym bardziej nie siedziałam z nią nad chemią 🙂

*

Nie ukrywam, że wprowadzenie zmian przyszło mi z przyjemnością, bowiem z pomocą przyszła IKEA, która była tak uprzejma, że wyposażyła nas w odpowiednie meble i akcesoria. 🙂

Dzisiejszy tekst jest drugim z naszego autorskiego cyklu „Pokoje dziecięce”, który wymyśliłyśmy i opracowałyśmy razem z Marysią z bloga mamygadzety.pli któremu patronuje IKEA. W pierwszym tekście skupiłyśmy się na Pokojach Niemowlęcych (tutaj mój tekst, a tutaj tekst Marysi), dziś pod lupę wzięłyśmy Pokój Ucznia.

pokoje-dziecięce-copy
Zajrzyjcie do Marysi TUTAJ, a przekonacie się, co dziś naszykowała! Dodatkowo, w jej wpisie znajdują się nazwy, ceny i linki do wszystkich mebli i akcesoriów, które pojawiły się w moim wpisie. Jeżeli więc coś Was zainteresowało lub zainspirowało, śmiało bierzcie ze mnie przykład, a pomoże Wam w tym jej tekst.

*

Wracając jeszcze do wątku odrabiania lekcji. Gdy czytam swój tekst sprzed roku, w którym argumentowałam, dlaczego uważam, że nie warto odrabiać z dzieckiem lekcji – brakuje mi jednego. Otóż, żeby móc sobie na to pozwolić, niezbędne jest zadbanie o kilka spraw.

Co ważnego i dobrego możesz zrobić z dzieckiem zamiast odrabiania lekcji?

1. wytłumaczyć dziecku, że szkoła jest jego obowiązkiem (tak jak Twoim zarabianie pieniędzy i zajmowanie się domem), co oznacza, że to są Bardzo Ważne Sprawy i że musi dbać o wszystko, co się z tym wiąże: odrabiać prace domowe, przygotowywać prace plastyczne, uczyć się do klasówek, ćwiczyć szlaczki, uczyć się tabliczki mnożenia, czytać lektury szkolne, pakować plecak itd.

2. tworzyć dobrą atmosfery wokół szkoły, nauki i zdobywania wiedzy: opowiadać o tym w atrakcyjnych kategoriach, że to jest bardzo fajne, cool i trendy 🙂 Pisałam o tym w tekście Pięć wskazówek, jak oswoić strach dziecka przed szkołą (i przedszkolem).

3. wyjaśnić, jak ważne jest uczenie się na bieżąco i nie robienie sobie zaległości, bo to działanie na swoją szkodę.

4. przekonać latorośl, żeby nie bała się sygnalizować, gdy czegoś nie rozumie,  że może śmiało w szkole podnosić rękę i poprosić nauczycielkę o wyjaśnienie, gdy nie nadąża z danym tematem. To żaden wstyd, kto pyta, nie błądzi!

5. reagować, gdy dziecko ociąga się z wypełnianie obowiązków.
Dobrym przykładem wizualizującym ociąganie się będzie nasz rodzinny dialog.

– Mamo, mogę pograć na tablecie? – zagadnęła mnie 8-letnia wówczas córka.
– Nie, najpierw odrób lekcje.

(chwilę później)

– Mamo, proszę, mogę pograć na tablecie przed odrabianiem lekcji? – dręczyło mnie dziecko.
– Nie, możesz pograć po odrabianiu lekcji.

(za moment)

–  A mogę pograć w trakcie odrabiania lekcji? Proszę!

🙂

Tyle na dziś, mam nadzieję, że podobało się Wam, koniecznie zajrzyjcie do Marysi TUTAJ, żeby zobaczyć, co naszykowała. A w następnym tekście, w pierwszej połowie września, zapraszamy Was na tekst o Pokoju Rodzeństwa! Ja przyjrzę się często niełatwym relacjom rodzeństwa, a Marysia podsunie Wam rozwiązania o tym jak zaaranżować przestrzeń, by łatwiej się rodzeństwu żyło. 🙂

Komentarze:

  • Pierwsza klasa za nami. Córka nauczona, że po powrocie ze szkoły (jeśli nie jest głodna) pierwsze co robi to odrabia lekcje. Czy jej pomagaliśmy? I tak, i nie. Tłumaczyliśmy niezrozumiałe czasami dla 6 latka treści zadań lub potwierdzaliśmy, że dobrze zrozumiała to, co przeczytała. Nie staliśmy nad jej głową. Mam nadzieję, że zaowocuje to w tym roku 🙂

    P.S. nie podlinkował Ci się link do Marysi 😉

    • Coś Ty, w trzech miejscach linkuję i każdy działa, sprawdziłam właśnie! 🙂

      • Serio, serio. Ostatni nie działa 😀

  • To chyba znak czasów, jak ja chodziłem do szkoły, to moim rodzicom nawet do głowy nie przyszło odrabiać ze mną lekcji, a mi żeby ich o to poprosić. W dalszym ciągu ta myśl wydaje mi się dość absurdalna i trochę mnie dziwi istnienie rodziców, którzy by się tak angażowali, żeby nad tym wszystkim czuwać, albo co gorsza wszystko robić za swoje dzieci. Zresztą materiał w szkole jest naprawdę prosty i dzieci mogłyby z powodzeniem (może już niekoniecznie z łatwością) przyswajać znacznie więcej. A jeszcze z roku na rok zmniejszają jego zakres (co moja 7 lat starsza siostra miała na maturze z matmy, co ja miałem 8 lat temu, a co jest teraz).

    Głównym zadaniem rodzica jest wyrobić w dziecku wyrobić odpowiednie nawyki i podejście. Przynajmniej ja to tak widzę z perspektywy osoby, która dzieciństwo ma już za sobą, ale do swoich dzieci jeszcze kawałek.

    • na każdej wywiadówce, w najróżniejszych grupach wiekowych, jestem świadkiem, jak rodzice (oczywiście nie wszyscy, myślę że na oko 25%?) angażują się w prace domowe swoich dzieci… Szok!

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Wyprzedziłaś mój wpis:) A to o czym piszesz świetnie znam z dzieciństwa. W efekcie niewiele potrafiłam a samodzielne czynności były strasznym stresem.

    • Ależ pisz śmiało o tym 🙂

  • Dominika Skorupa

    Starsza Córka miała dużo racji, to biurko jest świetne, zwłaszcza że przy odpowiednich nogach da się regulować jego wysokość:)No i mieści multum rzeczy, kiedy człowieka najdzie na kreatywny bałagan;)
    ps. nie należy też odrabiać lekcji z 7lat młodszą siostrą. Do dziś pamiętam jak pomagałam Jej z matmą… mając swój – „doroślejszy” zasób wiedzy namieszałam jej w głowie straszliwie:)

    • Oho, o tym regulowaniu wysokości nóg nie wiedziałam!
      no właśnie, z tym pomaganiem to o tyle skomplikowana sprawa, że tak jak to określiłaś, możemy namieszać w głowach dzieci :))

  • Magdalena Walkowiak

    Jako dziecko sama odrabiałam lekcje, przy biurku w swoim pokoju. Po pomoc zwracałam się dopiero gdy czegoś nie rozumiałam, gdy mimo prób coś nie wychodziło lub wypracowanie wymagało sprawdzenia. Mój syn jesienią skończy dopiero 4 lata i choć zawsze może liczyć na moją pomoc, już teraz staram się żeby był na tyle samodzielny na ile się da.

    • I bardzo słusznie 🙂

  • Z tym stwierdzeniem, że dzieci nie uczą się dla rodziców bywa różnie. Też tak kiedyś myślałam, ale kiedy pracowałam w Domu Dziecka często słyszałam od dzieci stwierdzenie, że one się nie chcą uczyć bo nie maja dla kogo. One chciałyby przynieść piątkę dla mamy, żeby je pochwaliła. Jednak pochwała rodziców jest motywacją dla każdego dziecka i myślę, że takie sześciolatki czy siedmiolatki jeszcze nie do końca rozumieją stwierdzenie, że one uczą się dla siebie. Chcąc nie chcąc, one jednak uczą się dla rodziców, dla pochwały i uśmiechu na ich twarzy.

    • Pewnie tak.. Bardzo smutne

  • Biurko starszej córki tak mi się podoba, że teraz sama o takim marzę!:)

  • e-milka

    „Może porozmawiasz z nauczycielem, czy dałoby się przystawić do ławki syna jakieś krzesełko dla ciebie?” – genialne!
    U nas podobnie – corka sama dba (idzie do czwartej wlasnie), oczywiscie, przypomne o torbie na wf, wspomoge, gdy trzeba cos przyniesc czyt. dokupic, wytlumacze, jak nie moze pojac, ale ogolnie – sama wie co i jak. Sprawdza sie to bardzo dobrze, oczywiscie byly jakies wpadki, ale bez dramatow. A nawet jesli – uwazam, ze wpadka w podstawowce to zaden dramat, a przeciwnie. Z moich czasow – jak dostalam troje na szynach za kulfony, ktore mialy byc litera „o” i zapomnialam o kijku do wiatraczka na zetpety, to utkwilo mi to w pamieci na zawsze. Z tym „nieodrabianiem” lekcji kontynuujemy tez rodzinna tradycje. Moja mama zawsze mi mowila, ze ucze sie dla siebie, ale tez umacniala w przekonaniu, ze nie musze miec zeszytow „wzorowej uczennicy”, szlaczki i podkreslania uwazalysmy obie za strate czasu – „To sa twoje notatki i najwazniejsze bys sie w nich odnalazla”. Nigdy tez nie nagradzano mnie za wyniki, z reszta bardzo taktyczne posuniecie – rodzice by „zbanczyli” za te wszystkie paski, konkursy i stypendia. Ja tez – chetnie zabiore corke do kina po rozdaniu swiadectw, ale po to, bysmy fajnie zaczely wakacje, nie dlatego ma sie uczyc.
    Natomiast nie wiem jak z synkiem, pojdzie do szkoly za kilka lat. @Nisko – obawiam sie, ze tez mozesz czasem myslec potem inaczej.
    Wiem, bo mam brata i wiem, ze chlopcy jacys inni sa. 😉 Moj brat w szkole orlem nie byl, a przynajmniej sie z tym nie zdradzal. Ale koniec koncow – tylko piersze studia mu sie ciagnely, dwa nastepne podyplomowe zrobil juz w trymiga, wiec chyba postaram sie tez nie panikowac przy synu. Bo z tej sorty „maly profesor” to on raczej nie jest.

    • Za gratulacje dziękuję, też jestem ciekawa, jak to będzie z synem. Żartuję sobie czasem, że córki mają bardzo dobre wyniki w nauce, co roku świetne świadectwa, mam więc nadzieję, że chociaż syn będzie miał problemy w szkole! 😉

  • Ja ucząc kobiety organizacji i szukania czasu tam gdzie go nie ma ciągle słyszę pytanie „jak mają jeszcze znaleźć czas na odrabianie z dziećmi lekcji”. Moja odpowiedź, że nie mają go w ogóle szukać, w głowie im się nie mieści. To niesamowite jak szybko odrabianie z dziećmi lekcji stało się synonimem dbania o dzieci. Mój syn idzie w tym roku do drugiej klasy i nie odrabiamy z nim lekcji. Owszem – czasem mu pomagamy – gdy przyjdzie (odrabia lekcje w swoim pokoju) i poprosi o coś, albo czegoś nie rozumie.
    Jedynym momentem, kiedy faktycznie byłam przy tym obecna było czytanie – wychowawczyni Jasia prosiła, by czytał na głos w obecności kogoś dorosłego, by ten ktoś delikatnie korygował ewentualne błędy. Po jakimś czasie błędy zniknęły, a Jaś już samodzielnie zaczytuje się w książkach bez naszej ingerencji.
    Bardzo Ci dziękuję Nishko za ten tekst – gdy kiedyś znów usłyszę takie pytanie – po prostu odeślę do Ciebie 🙂

    • Olu, to ja dziękuję za komentarz. I jak ktoś będzie narzekał na brak wolnego czasu odeślę go do Ciebie 🙂

  • Beata Kos

    Ze mną moi rodzice lekcji nie odrabiali, z moim bratem tylko czasami mu pomagali z siostrą to samo jednak z tym drugim moja mama bardzo często z nim odrabiała lekcje sprawa nie wyglądała tak prosto jak się wydaje miał trudności w czytaniu, pisaniu przez całą szkołę podstawową. I teraz gdy jest dorosły dziękuję mamie, że z nim tyle siedziała i mu tyle pomogła dlatego w takich sytuacjach podchodziłabym indywidualnie do każdego dziecka. Moja mama sama wie, że gdyby rodzice bardziej przykładali się do jej pomocy bo samo bardzo często kulała z większości przedmiotów. Szybko przerwała szkołę bo niestety rodzice pozwoli jej uczyć się dla siebie i sama ma do nich o to żal. Że jednak nie byli bardziej stanowczy i dlatego nie chciała popełnić tego błędu na moim bracie. Po prostu widziała, z którym jednak ma być przy lekcjach

  • Caitlyn

    A ja się nie zgodzę. Choć masz bardzo wyczerpujące argumenty, to mam odmienne zdanie. Mi też nie pomagano w nauce, czego bardzo mi brakowało i długo za tym „tęskniłam”. Widziałam jak znajomym rodzice pomagali w nauce, a ja im zazdrościłam, moi nie mieli czasu (poza tym jeszcze dochodziła spora różnica wiekowa, jednak prawie 40 lat między mną było bardzo widoczne – inne czasy, wychowanie, szkolnictwo). Ale też nie miałam odwagi ich prosić o pomoc. Pamiętam, że poprosiłam o pomoc tylko dwa razy – podczas jakiegoś zadania matematycznego i szkolnej krzyżówki. Długo minęło zanim nauczyłam się uczyć dla siebie – podstawówkę „odbimbałam” byle jak, na samych trójach, rzadko odrabiając zadania i bujając w obłokach; dopiero w gimnazjum, po zainteresowaniu się mną wychowawczyni zmotywowałam się do pilnej nauki – nie mylić z „kujoństwem”, bo na to zawsze byłam zbyt leniwa, ale mam na myśli podniesienie się w wynikach. Rodzice w końcu mnie zauważyli, pochwalili i wtedy zaczęłam mieć motywację – uczyć się by byli ze mnie dumni. Uważam, że lepsza jest taka motywacja niż nie mieć żadnej. Zakończyłam swoją edukację jakiś czas temu, ale dalej mam to samo zdanie w tym temacie – że bardzo mi brakowało pomocy rodziców przynajmniej w tych pierwszych latach szkoły. Za miesiąc oczekuję na świat przyjścia synka, nie wiem co będzie za 6-7 lat, ale na pewno będę chciała mu pomagać w lekcjach. Co nie znaczy, że podoba mi się wyręczanie ucznia w obowiązkach – dla przykładu, mojej brata żona nauczyła swoich synów wyręczać w zadaniach, mając na przykład czytankę z angielskiego pisze im fonetyczną wersję, a oni kują na pamięć nie ucząc się przy tym niczego – i w takim wypadku mam nadzieję, że oni się tego angielskiego nauczą chociaż z tych gier komputerowych, bo na mamę nie mają co liczyć 😉 albo odwrotnie – liczą na mamę, że im pomoże dostać piątkę, bez własnego wkładu pracy. Takie zachowanie potępiam i rozumiem, że mogłaś mieć to na myśli całkowicie się sprzeciwiając pomaganiu dziecku w lekcji.

    • Caitlyn

      Ach i jeszcze miałam zapytać o zeszyty w biurku młodszej córki – widzę, że są w twardej okładce. Fajne rozwiązanie, takie zeszyty są trwalsze, ale mi samej je odradzano ze względu na to, że są cięższe, dodają kilogramów do tornistra i obciążają kręgosłup. Córki się nie skarżyły na ciężki plecak? 🙂

    • Moje córki też czasem marudzily że im nie pomagam a „wszystkie mamy odrabiają z dziećmi lekcje!” ale dla mnie to był sygnał, że czują deficyt mojej uwagi i że muszę poświęcać im więcej czasu, ale nie w lekcjach lecz innych formach: rozmowie, zabawie, spacerze itd. Wydaje mi się że wielu rodziców wlasnie tak traktuje wspólne odrabianie lekcji, jako spędzanie czasu z dzieckiem.
      Co do zeszytów to moja wina, namówiłam córkę na tą grubą oprawę („bo mniej się zniszczą”) a potem w domu uświadomiłam sobie, jakie to było niemàdre. kupimy nowe albo chociaż część, a cześć oddamy starszej córce bo rzeczywiscie to dodaje kg :/

  • Ania

    Z cyklu #dobrarada 🙂 Pod obrotowe krzesła warto kupić plastikowe maty ochronne. Nawet nie wiesz ile kilometrów dziewczyny zrobią na tych krzesłach i jak po nich będzie wyglądała podłoga 😉

    PS. Idę o zakład, że funkcję „schowka” u starszej z córek będą pełniły parapety :))))

  • Ani ze mną, ani z dwójką mojego rodzeństwa nikt lekcji nie odrabiał. Wyszliśmy na ludzi 😉 Bardzo lubię ten Twój tekst sprzed roku. Biurka świetne, aż sama takiego do blogowania zachciałam.. Bo lata nauki szkolnej mam dawno za sobą;)

  • MamaSpace

    Temat jak najbardziej na czasie, moje maluchy jeszcze nie chodzą do szkoły, ale na spotkaniach rodzinnych nieustannie słyszę opowieści, że jak rodzic nie siedzi z dzieckiem po kilka godzin i nie pomaga w lekcjach, to nie ma co oczekiwać efektów. W liceum od pierwszej klasy trzeba wysłać dziecko na korepetycje z przedmiotów związanych z kierunkiem studiów, które potem wybierze, inaczej nie ma szans na dobre studia, pracę i życiowy sukces. Jak tego słucham to nie wierzę! I to mówią matki dzieci zdolnych. Nie wspomnę już o modzie na prywatne szkoły, które wychowują wg niektórych lepszy gatunek człowieka, tylko czy na pewno?

  • Pingback: Siostro i bracie, żyjcie w pokoju, czyli 10 rad dla rodziców na to, jak wspierać dobre relacje rodzeństwa | Nishka()