Jak przeżyć dwa dni bez prądu? Akcja Nishka Bez Prądu :)

Ostatni weekend spędziłam bez prądu. I to na własne życzenie… Dlaczego? Dlatego, że kilka tygodni temu zadeklarowałam (tutaj), że jeżeli do akcji Godzina Dla Ziemi przystąpi 90 tysięcy osób, spędzę dwa dni bez prądu. Prawdę mówiąc nie wierzyłam, że tak się stanie. Gdy do akcji przystąpiło ponad 100 tysięcy osób, na brzegu rzeki Biebrzy usiadłam i płakałam (ze strachu, nie że ze wzruszenia!).

wwf

 Zapraszam na relację z tych dwóch nishkowych dni unplugged.

Najpierw jednak chcę napisać kilka słów wyjaśnienia. Otóż przecieram oczy ze zdumienia, gdy ktoś próbuje w artykule, filmie lub komentarzu przekonać, że akcja Godzina Dla Ziemi jest zła, bo marnuje się przez to prąd, bo wyrządza to dla Ziemi więcej zła niż dobra, bo bez sensu przekonywać, że dzięki jednej godzinie bez światła uratuje się planetę…

Hellou! Otóż ta godzina jest symboliczna, to taki happening!

Głównym celem akcji nie jest przekonanie ludzi do wyłączenia światła na godzinę. Celem akcji jest zwrócenie uwagi ludzkości na to, że warto o Ziemię dbać, bo jest w dość kiepskiej kondycji. Że dzięki wyrobieniu w sobie pewnych proekologicznych nawyków, np. wyłączania światła gdy się wychodzi na dłużej z pokoju, zastępowania reklamówek foliowych płócienną torbą i innych, można jej trochę pomóc.

Tak naprawdę nie ma specjalnego znaczenia, ilu wśród tych 100 tysięcy osób, które włączyły się do polskiej edycji akcji Godzina dla Ziemi, rzeczywiście pod koniec marca o godzinie 20.30 wyłączyło na godzinę światło. Ważne, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że skoro wykonały ruch symbolicznego włączenia się do akcji (deklarując swój udział  przez internet), to współodczuwają z inicjatorami tej akcji, czyli w mniejszym lub większym stopniu starają się przyjmować postawy proekologiczne. I gdy na przykład ich dziecko wyrzuci papierek po batoniku na leśnej dróżce to otrzyma od rodzica nakaz podniesienia tego papierka i wyjaśnienie, dlaczego nie należy śmiecić, co doprowadzi do tego, że dziecko nauczy się, że nie można śmiecić i będzie tej zasady przestrzegał również jako dorosły.

godzina dla ziemi

Przyznam, że podczas korespondencji z WWF rzuciłam sobie to wyzwanie trochę beztrosko, chyba do końca nie wierząc, że naprawdę będę musiała się go podjąć. W pewnym momencie dotarło do mnie, że muszę, bo słowo się rzekło!

W eksperymencie uczestniczyłam z mężem i młodszą córką. Starsza córka nie mogła być z nami (i prawdę mówiąc: nie ubolewała nad tym ;), bo brała wtedy udział w wojewódzkich zawodach w biegu na 1000 metrów (i razem ze swoją drużyną, bo to był bieg w sztafecie, zajęła pierwsze miejsce przechodząc tym samym do kolejnego etapu: do mistrzostw ogólnopolskich!).

Pierwsze godziny bez prądu

W sobotę obudziłam się około godziny 8:30. Od lat, pierwszą czynnością, którą wykonuję tuż po wstaniu jest zaparzenie sobie kawy. Piję ją wyłącznie w kafetierze, czyli ekspresie, który stawia się na kuchence gazowej, tu więc brak prądu mi nie doskwierał.

Gdy wstaję, zwykle cała rodzina jeszcze śpi. Chwytam wtedy za tablet i sprawdzam co wydarzyło się na świecie tym prawdziwym i blogowym ;). Zong. Nishka Bez Prądu. Chwyciłam więc za „Politykę”. W sumie nic tak pięknie nie szeleści jak gazeta.

Telewizor

Godzina 8:45, wstaje mąż i chwyta za telewizyjny pilot.

— Nie, przecież dziś żyjemy bez prądu — informuję go.

Wzdycha i bierze za tablet. Umówiliśmy się, że będzie mógł korzystać z tabletu i laptopa dopóty dopóki nie wyładują się w nich baterie. Czułam, że nie mam prawa zmuszać go do całkowitego przejścia do offline, bo to mój eksperyment, zwłaszcza że czekał nas wieczór po ciemku.

Ja jednak postanawiam, że nie dotknę przez te dwa dni żadnego urządzenia posiadającego monitor nawet na sekundę.

Godzina 9: Wstaje młodsza córka i chwyta za telewizyjny pilot.

— Nie, przecież dziś żyjemy bez prądu — informuję ją.
— Ale ja chciałam obejrzeć Scooby Doo.
— Dziś nie obejrzysz, rozmawiałyśmy wczoraj, tłumaczyłam ci przecież. Chodź, porobimy coś innego.
Dziecko zaczyna płakać.
— Nie chcę robić nic innego, chcę oglądać bajki. Nie chcę żyć bez prądu. Pozwól mi oglądać bajki!

Uświadamiam sobie wtedy, że od wielu miesięcy moja 8-letnia córka rozpoczyna każdy weekend włączeniem telewizora. Telewizor jest u nas prawie ciągle włączony. Tak jak kiedyś domowników łączył ogień, przy którym wszyscy siadali i się weń wpatrywali, tak współcześnie tę rolę przyjmuje telewizor. Strasznie mnie to denerwuje! Jestem zwolenniczką włączania go tylko wtedy gdy chcemy coś konkretnego obejrzeć, a nie ot tak, żeby grał. Natomiast mój mąż i córki lubią, żeby w tle coś brzęczało. Czasami gdy nakładam obiad pytam również TV czy nie miałby ochoty czegoś przekąsić, bo czuję się, jakby był członkiem mojej rodziny! Znacie to uczucie?

Córka po kilkunastominutowym fochu dała się przekonać i o sprawie jakby zapomniała. Przez cały weekend nie włączyliśmy telewizora i od dziś stawiam przed sobą wyzwanie, żeby przekonać moich domowników, żebyśmy włączali go jak najrzadziej, tylko wtedy kiedy naprawdę chcemy coś obejrzeć.

Ta cisza, która „rozbrzmiewała” przez ten weekend była dla dla nas wszystkich miłych doświadczeniem. Czasami warto się wyciszyć.

Śniadanie

Zawsze w weekend robię na śniadanie naleśniki lub omlety. Do miski wędrują mleko mąka, jajka. Z szafki wyjmuję mikser i … Zong. Nishka Bez Prądu. Ubijam pianę ręcznie. Herbata. Chcę włączyć czajnik bezprzewodowy. Zong. Nawet nie mam tradycyjnego czajnika! Cóż, od czego są rondelki..

Lodówka

Zwykle w piątki robimy duże zakupy na najbliższy tydzień. Tym razem zrobiliśmy małe, bo… Nishka Bez Prądu. To była dobra okazja, by w ramach wiosennych porządków odmrozić i umyć lodówkę. Na tym etapie definitywne wszystkie porządki zakończyłam.

Odkurzacz i pralka

Sobota oznacza u mnie, tak jak i pewnie u statystycznego Polaka, dzień porządków. Przyznam, że zupełnie nie ubolewałam nad tym, że nie mogę zająć się ani praniem, ani prasowaniem, ani odkurzaniem. Mogłam wprawdzie np. umyć okna, ale jakoś nie przyszło mi to do głowy 🙂

Co robiliśmy bez prądu?

Poszliśmy na długi spacer. Wprawdzie staramy się to robić od lat w każdy weekend, więc nie było to nic szczególnego. Jednak nikt z nas nie wziął ze sobą smartfonu więc nie mogłam pokazać Wam na instagramie jak na przykład napadł mnie wielki głód, z powodu którego obgryzłam kawałek drzewa.

instagram nishki
Przy okazji, zapraszam: obserwujecie mnie – tutaj 🙂

Graliśmy w planszówki: rundyjka w Agricolę (pisałam o niej tutaj), Scrabble i Rummicub i oczywiście Monopoly Imperium Blogerów, na której to grze, wybaczcie, znowu będę się chwalić, kiedyś się znalazłam, a pisałam o tym tutaj.

— Mamo, pogramy w Monopoly Imperium? Ale nie w tą blogerską wersję tylko NORMALNĄ, dobra?

Najbardziej cieszę się, że w ciągu tych dwóch dni przeczytałam … dwie książki! Jedną krótszą, drugą krótszą, obie wkrótce będę recenzować. Jestem przekonana, że gdyby nie akcja Nishka bez Prądu to przeczytałabym co najwyżej połowę jednej książki.

Zmywarka

Doskwierał mi brak zmywarki, bo bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że nie muszę myć naczyń pod bieżącą wodą. Dlatego w sobotę wymyśliłam proste danie: pierogi (których bynajmniej sama nie lepiłam, lecz je po prostu kupiłam), a w niedzielę czekał na nas obiad u mojej siostry ze Sweetshoop. Obchodziła akurat urodziny i uraczyła nas obiadem i deserem. Na gotowanie, a nie smażenie zdecydowałam się też dlatego, że gdy smażę, włączam w domu wentylację, a ona również jest podłączona do prądu.

Bez komputera

Tak jak bez przyrządów z zakresu gospodarstwa domowego mogłam się spokojnie przez te dwa dni obejść, tak bez telefonu i komputera było mi dziwnie. Wprawdzie w weekendy zawsze używam komputera znacznie mniej niż w tygodniu, jednak dwa dni ciągiem bez dostępu do Internetu udało mi się przeżyć ostatnio dawno temu– w sierpniu ubiegłego roku, gdy wyjechaliśmy na Łotwę (wtedy byłam offline nieustannie przez siedem dni).

Jak żyje się bez dostępu do Internetu?

Postanowiłam, że przez te dwa dni nawet na minutę nie dotknę komputera, laptopa, tabletu ani smartfona. Z jednej strony czułam się dobrze, przede wszystkim dlatego, że zyskałam dużo wolnego czasu, z drugiej strony czułam niepokój. Kusiło mnie, by zajrzeć chociaż na chwilę. Czyżby dopadło mnie FOMO? Co to jest FOMO? To przymus ciągłego sprawdzania tego co dzieje się w internecie spowodowany obawą, że coś nas ominie lub o czymś się nie dowiemy. Przede wszystkim czułam niepokój związany z blogiem. W ostatnim tygodniu trzy moje teksty cieszyły się popularnością (vide: Los mi sprzyja) i były komentowane przez wiele nowych osób, miałam więc trochę poczucie, jakbym zostawiła na blogu otwarte drzwi. Z jednej strony nie pojawiają się u mnie tzw. hejterskie komentarze , a nawet gdyby się pojawiały to właściwie czego miałabym się bać, wszak osoba je pozostawiająca wystawia laurkę nie mnie, a sobie. W chwilach niepokoju tak się właśnie uspokajałam.

Były też chwile, w których dopadał mnie niepokój związany z tym, że może ktoś mnie akurat o coś pyta, albo czeka na moją odpowiedź, a ja tak bezczelnie milczę… Lubię odpowiadać na wszystko od razu, również na komentarze. A czasami trzeba trochę zwolnić.. Nic się nie stanie jak odpowie się później, prawda?

Może to tylko ja jestem takim dziwakiem i Wam to przychodzi bez trudu? Cz funkcjonujecie czasem zupełnie bez dostępu do internetu? I na dłuższy czas odcinacie się odeń? Opowiadajcie 🙂

Wieczór przy świecach


Około godziny 20 było już zupełnie ciemno. Uczciwie przyznam, że przeżyliśmy tylko jeden, sobotni, wieczór bez prądu, w niedzielę wieczorem prąd już włączyliśmy, wszak moje wyzwanie informowało o dwóch dniach, a nie dobach bez prądu 🙂

W sobotę wieczorem starszej córki nie było w domu, a młodszą położyłam ok. 21 spać – a my, małżonkowie spędziliśmy romantyczny wieczór przy świecach. Mąż, podekscytowany, z przyspieszonym biciem serca, opowiadał mi o … panelach fotowoltaicznych! Nic Wam to nie mówi? Witajcie w klubie 🙂

Elektrownia słoneczna na dachu

Co to są panele fotowoltaiczne? Otóż są to panele, dzięki którym promienie słoneczne zamieniane są w prąd. Jeżeli masz takie panele i jeżeli masz Słońce, masz swój prąd! Panele fotowoltaiczne są bardzo popularne w Niemczech. Instaluje je tam coraz więcej osób: zarówno mieszkańcy domów, jak i bloków. Wystarczy postawić taki panel na dachu budynku i nie dość, że zaspokoi twoje potrzeby na prąd, to możesz jeszcze na tym zarabiać: sprzedawać go innym!

  — Jaki jest koszt paneli fotowoltaicznych? — spytałam męża.

— Wiesz, na początek nie jest to mały koszt, bo co najmniej 10 tysięcy złotych, ale po jakimś czasie to się zwraca: oszczędzasz na rachunkach, poza tym możesz odsprzedawać prąd, czyli być taką mini elektrownią, jednak w Polsce raczej to się nie uda, bo Polska to nie kraj, lecz stan umysłu… Rząd postanowił, że za energię odnawialną z małych instalacji będzie płacił mniej niż za tą pochodzącą z wielkich elektrowni węglowych. W Niemczech jest odwrotnie: tam prosumenci otrzymują  dziesięciokrotnie więcej niż elektronie węglowe.

(Jeżeli kogoś z Was zainteresował ten temat, możecie zadać pytanie w komentarzach, poproszę męża o wyjaśnienia. Można nazwać go ekspertem w tej dziedzinie, prowadzi na politechnice zajęcia z architektury energooszczędnej).

Rozwój zrównoważony

— Wiesz już jak zrobisz relację z dwóch dni bez prądu? — spytał mnie wczoraj mąż.

Nie wierzyłam własnym uszom. On mnie pyta o mój blog? Dotychczas zupełnie się nim nie interesował! Oczywiście wie, że go piszę, robi mi zdjęcia, czasem opowiadam mu o swoich pomysłach itd. Ale to zawsze ja inicjuję te rozmowy, on nigdy. Nie sądzę też, żeby zaglądał na tą stronę. Prawdę mówiąc odpowiada mi to, bo pozwala zachować zdrowy dystans poza tym, rozumiecie, nie chcę, żeby czytał moje najintymniejsze wpisy na blogu 😉

— Jeszcze nie wiem  — odparłam.

— Może najpierw napisz jak wyglądał twój dzień, czyli że nic przez cały weekend nie robiłaś, tylko leżałaś i czytałaś książkę, w międzyczasie grałaś z córką w planszówki i poszliśmy na spacer. I to wszystko zakończ taką refleksją: że nie wyobrażasz sobie życia bez prądu, nie chcesz się cofać do czasów, w których ludzie żyli bez prądu, że chcesz korzystać z dobrodziejstw współczesności, ale bez szkody dla przyszłych pokoleń. Czyli jednym słowem: zrównoważony rozwój.

— Ok, tak zrobię.

🙂

Komentarze:

  • Paulina Herman

    Znam przymusowe chwile bez pradu – w domu w którym wszystko jest na prąd to niezłe wyzwanie, zwłaszcza że brak prądu to brak wody (aczkolwiek latem bez wody przetrwaliśmy z małym dzieckiem i końmi przez 9 dni). Ale teraz jesteśmy przygotowani, mamy zapasy wody pitnej, agregat, butlę gazową, zapasy żywnościowe;]
    Telewizor nie przeprowadził się z nami z premedytacja. Nie tęsknię. Czasami myślę że warto by ograniczyć internet, ale w sumie to trochę taka więź ze światem, zwłaszcza jak się pracuje tam gdzie się mieszka a wokół lasy i pola.
    Pozdrawiam i gratuluję udanej akcji!

    • Paulina, skoro jesteśmy przy braku prądu i wody, to właśnie napisałam do Ciebie bardzo długi komentarz, ale siadł mi internet (w naszym domu to norma). Jutro napiszę jeszcze raz 🙂

    • Paulina, a więc u nas również brak prądu= równa się brak wody bo i pompa ciepła i piec i wszystko jest na prąd, dlatego tak naprawdę nie podjęłam do końca wyzwania życia bez prądu i teraz m głupio! Nie wyłączaliśmy prądu, czyli np. pieca, jedynie: nie korzystaliśmy z innych urządzeń do prądu podłączonych..
      Jak jeszcze dowiedziałam się, że Wy przeżyliście 9 dni (!) z dzieckiem i końmi, to już w ogóle zaraz ze wstydu schowam się pod stół : Jak sobie radziliście? Skąd braliście wodę? Macie studnię?

      • Paulina Herman

        Przeżyliśmy ale co to było za życie…Zwłaszcza że Lew pieluchowany pieluchami wielorazowymi był a od jednorazówek zwyczajnie się odparzał. Pamiętam jak po kilku dniach zwyczajnie wyłam przewijając go z bezradności.
        Wodę dla koni woziliśmy od sąsiadów w baniakach 5 l (koń na raz opędzlowuje gładko 20 l – a mieliśmy 3 sztuki do napojenia), przywozili nam wodę rodzice, teściowie. Studnię własną mamy ale własnie brak wody wynikał z jej awarii. Więc kopaliśmy nową w strachu czy się da.
        Myliśmy się w misce, z naczyniami był koszmar/ tak to wspominam/ że obsesyjnie bałam się że się pochorujemy – zwłaszcza że Lew jeszcze mleko z butli pił. Wodę „brudną” też szanowaliśmy by było czym toaletę spłukiwać.
        Pamiętam też wielką radość jak dwa dni lał deszcz bo nałapaliśmy bardzo dużo deszczówki;]
        No i wielka nuda była – bo kupa roboty wokół a nie można było robić nic mocno brudzącego…
        Jak wykopano nową studnię najbardziej marzyłam o zrobieniu prania i umyciu naczyń – choć myślałam że wanna będzie tym marzeniem. A jak poleciała woda z kranu napełniłam wszystko co się dało łącznie z wanną! Bo żyłam w stresie że sie powtórzy. Bo tak naprawdę to było ciężkie psychicznie wyzwanie.

        • Uch, ale doświadczenie! Teraz podejrzewam, że nic już Was nie wzruszy 😉 Aż trudno sobie wyobrazić co musieliście przeżywać. Podejrzewam, że gdyby nie konie, to wrócilibyście do miasta i pomieszkali u rodziców lub teściów, prawda? Chociaż to też pewnie nie byłoby takie proste, bo kto z Was miałby zostać, a kto pojechać? Kto pilnowałby dobytku? Poza tym nie wiedzieliście przecież kiedy sytuacja wróci do normy, nie znaliście dnia ani godziny kiedy prąd wróci..

          Takie sytuacje bez wątpienia uczą szacunku do natury i pokazują jak bardzo jesteśmy malutcy. I może jeszcze powiesz, że zdarzyło się to tuż po tym jak wyprowadziliście się z miasta? Jakby ktoś chciał Wam pogrozić palcem:
          – Hola, hola! Myśleliście, że będziecie mieć sielankę?! Ha, ha, ha, to zaraz się przekonacie!

          A teraz macie ile koni? Nie pamiętam, czy macie hotel dla koni czy stadninę i czy to wyłącznie cele prywatne, czy jesteście otwarci na klientów. Jeżeli tak- śmiało tu linkuj i promuj 🙂

          • Paulina Herman

            Hehe dokładnie kilka miesięcy po przeprowadzcce. Nie mogliśmy się wynieść bo konie, bo psy, bo pilnować studniarzy trzeba było. Ale masz racje, to takie sprowadzenie na ziemię było.
            Mamy stajnię hotelową, bądź co bądź jednak zapraszam. Wszak większość osób które mają konie kupiły je choć nie planowały;]
            https://www.facebook.com/StajniaZamczysk?ref=hl

          • Zakup konia również może być spontaniczny? 😉

            Ps:Życzę, żebyście nigdy nie musieli już przeżywać braku prądu 🙂 Ale myślę, że już LOS się nad Wami zlituje 😉

  • A ja tak sobie myślę, że jeśli ktoś pozwala dziecku śmiecić w lesie czy w sumie gdziekolwiek indziej to taka godzina dla Ziemi nic tu nie pomoże. Kto oszczędza prąd chociażby odłączając ładowarki gdy się sprzet naładuje, albo wyłączając od prądu na noc sprzęt to nadal będzie to robił, pewnie bardziej wynika to z kwestii ekonomicznych no ale zawsze.;) Zresztą nie można popadać w paranoję, dzieci którymi się opiekuję nie spuszczą wody w kranie, żeby ciepła leciała i żeby w niej umyć ręce bo „CIOCIA WODA SIĘ MARNUJE”, ostatnio udało mi się im przemówić do rozsądku, że mycie w zimnej wodzie to tak troszkę bezsensu i tym marnują wodę, bo nawet dobrze rąk nie umyją..:D

    Ja sobie nie wyobrażam życia bez prądu aktualnie z jednego prostego powodu.. Nie miałabym bieżącej wody! Własnie ujęcie wody na peryferiach miasta, ech.. ;] Ale z racji mieszkania w otulinie parku krajobrazowego w czasie burzy jakieś drzewo lubi zerwać linię i po kilka godzin bez prądu trzeba egzystować. Zawsze idzie w ruch książka czy jeśli mam naładowaną baterię w aparacie to idę robić zdjęcia.;) Albo przespać!

    • Czy sądzisz, że w związku z tym nie ma potrzeby przeprowadzania takich akcji? Mnie się wydaje, że zawsze warto bo każda nawrócona duszyczka cieszy 😉

      Ok, masz mnie: ja też mam wodę z prądu dlatego tak naprawdę nie mogliśmy zupełnie odłączyć prądu. Cholera, zapomniałam o tym napisać, dopiero Twój komentarz mi o tym przypomniał 🙂

      • Po prostu sama wątpię w skuteczność edukacyjną tego przedsięwzięcia. Już pomijając osoby, które wg mnie są niewyuczalne w tej kwestii o których wyżej pisałam.
        Ale istotne jest też to, że trzeba pamiętać o tym, że np wyłączanie telewizora na chwilę gdy idzie się do toalety jest złudną oszczędnością energii, bo przy stracie telewizora jest pobierane mniej więcej tyle samo prądu coby było zużyte przez te 2-3 minuty.;)
        Oczywiście samo informowanie o sposobach oszczędzania jest jak najbardziej ok, ale jest to tak często powtarzany temat, że chyba każdy kto chciał już się z tym zapoznać i zastosować już to zrobił. Już jak ja byłam w latach ’90 w szkole podstawowej zaczynała się faza na eko tryb życia i o tych różnych sposobach oszczędzania miałam na środowisku/przyrodzie. A co ze starszymi osobami? Czytają gazety, oglądają telewizję – tam też to propagują.
        No po prostu nie trafia do mnie kompletnie ta akcja godzina dla ziemi. Kto chce to sam codziennie dba o Ziemię, kto nie chce to choćby mu się jak chłop krowie na rowie przedstawiło zalety tego to i tak będzie dalej robił swoje.
        I w swoim przypadku nie gasiłam światła na godzinę, bo na co dzień dbam o to, żeby nie ciągnąć nie wiadomo ile tego prądu. Aczkolwiek planuję wprowadzić w swoim życiu niesiedzenie wieczorami do oporu przy komputerze tylko godzinę przed snem przeznaczyć na czytanie książek.;)
        Fajnymi akcjami w kwestii eko życia są dni ziemi na których można oddawać elektrośmieci i w zamian za to dostaje się różne kwiatki, mają formę pikników dla całych rodzin – i to jest dla mnie o wiele lepsza promocja takiego trybu życia. 😉

        • Mnie się z kolei wydaje, że każda akcja promująca słuszne działania jest dobra. Nawet sam fakt, że mówisz „Czytają gazety, oglądają telewizję – tam też to propagują.” – to o Godzinie dla Ziemi też się przecież mówiło, pisało- i tak naprawdę ta „godzina” była tylko pretekstem do tego, by zrobić szum. MOże jednak jakiejś części, dotychczas nieuświadomionych osób- udało się dotrzeć. Ale oczywiście nie będę przekonywać Cię na siłę do polubienia GDZ:)

          Wskazywana przez Ciebie akcji wymiany elektrośmieci na kwiatki rzeczywiście bardzo fajna!

  • karjola

    Super, gratulacje:)przyznam szczerze,że się zastanawiałam jak ty z tej obietnicy wybrniesz i jak przekonasz rodzinę do realizacji:)ale widzę,że bez większych ofiar:)jeszcze raz gratulacje udanej akcji.

    • Dzięki. Tak też czułam, że jestem pod baczną obserwacją i nie ma, że się mogę z obietnicy wycofać! 😉

  • cruxinterpretum.blogspot.com

    Przydałby mi się taki weekend bez prądu, tak dla zdrowia.

  • Buba Bajdocja

    Podziwiam inicjatywę i wytrwałość 😉
    My (całą rodziną) żyjemy bez telewizji, ale całkowitego braku prądu jakoś sobie nie wyobrażam…

    • My też żyliśmy prawie rok bez TV, gdy wprowadziliśmy się do nowego domu. Ale gdy zbliżały się Mistrzostwa Euro 2012 moja 11-letnia córka – wówczas wielka fanka piłki nożnej wybłagała nas o TV. I tak niestety został z nami na zawsze..
      Czy mogę wiedzieć ile lat ma Twoje potomstwo ? 🙂

      • Buba Bajdocja

        Córka ma 9,5 roku, bardzo dużo czyta (i nie chodzi do szkoły) 🙂

        • Jak to nie chodzi do szkoły? 🙂 ma indywidualny tok nauczania? uczy się w domu?

          • Buba Bajdocja

            Edukacja domowa = spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą. Uczę ją w domu. Do szkoły chodzi tylko na lekcje angielskiego razem ze swoją grupą (dzięki uprzejmości dyrekcji, bo właściwie i na to nie powinna). Żeby mieć świadectwo zdaje egzaminy roczne. 🙂

          • Buba Bajdocja

            Więcej o ED (linki do artykułów, wywiadów, książek, blogów) na moim blogu pod etykietą „edukacja domowa”: http://bajdocja.blogspot.com/search/label/edukacja%20domowa

          • Wow, dzięki! Z przyjemnością poczytam!

  • Ja się na tym nie znam, bo nie jestem inżynierem elektrykiem, ale czy to, że ja wyłączę ładowarkę z prądu kiedy już mi się bateria naładuje (co zresztą robię) albo jak gaszę światło jak wychodzę z pokoju, albo staram się ograniczać oglądanie telewizora daje rzeczywiście wymierny efekt w kwestii ratowania naszej planety? Przecież ten cały prąd który elektrownia wyprodukuje z węgla i tak wyprodukować musi, bez względu na to czy ja dziś postanowię zrobić sobie dzień bez prądu. Wiadomo, że na pewno produkcja idzie na jakąś prognozę, ale to zawsze tylko prognoza. A nadwyżek prądu chyba nie da się przechowywać? Więc naprawdę nie widzę poza ekonomicznego powodu oszczędzania prądu.
    Mimo powyższego, podziwiam i trzymałam kciuki za sukces. Nie jest łatwo obecnie odciąć się tak od technologii 😉

    • Prawdę mówiąc też się na tym za bardzo nie znam. Mnie się WYDAJE, że ilość produkowanego prądu przez elektrownę ma w tym sensie znaczenie dla naszej planety, że podczas jego produkcji następuje emisja CO2 do atmosfery a to jej szkodzi. Dlatego też rekomendowana przez mojego męża i popularna w Niemczech produkcja prądu z pomocą promieni słonecznych jest dla tego znaczenie korzystniejsza bo nieinwazyjna dla ziemi.

      • Nie no, to jest jasne, ale w ogólności w przypadku Polski WYDAJE MI SIĘ ze nie ma to znaczenia, bo elektrownia i tak tą hałdę węgla spali i tak. Mi sie w ogóle marzy dom pasywny i z własnym prądem, ale póki co nie mam na to perspektyw. Może kiedyś 😉

        • Zaintrygowałaś mnie, trzeba to sprawdzić, bysmy nie musiały pisać, że nam się WYDAJE 🙂 Jak coś ustalę, dam znać 🙂

  • evanka

    Czytając tego posta myślałam tylko o jednym: jak dobrze, że nie masz kuchenki na prąd! 😉 Ja mam… Weekend bez prądu? Cóż… Zawsze można zrobić grilla!
    Swoją drogą pozdrawiam Twojego męża. Studiuję architekturę w Niemczech, mam też kontakt ze znajomymi architektami i innymi specami od budowlanki w Polsce i widzę różnicę. W Niemczech na co drugim wykładzie pada hasło zrównoważonego rozwoju, a przy projektach magluje się nas z wiedzy z tego zakresu. Mostki termiczne? Nieekologiczne materiały? Profesor kiwa głową z dezaprobatą… W Polsce to ciągle temat poruszany nieśmiało i, tak jak napisałaś, rząd nic nie robi w tym kierunku, żeby ludzi zachęcać do inwestycji w odnawialne źródła energii, budownictwo pasywne a wręcz przeciwnie. Szkoda!

    • Mój mąż również Cię pozdrawia 🙂 Odczytałam mu właśnie przez telefon Twój komentarz 🙂

  • Szacun Nishko! Nie wiem czy bym tak wytrzymała! I bez prądu i offline – nawet cieżko mi przypomnieć sobie kiedy ostatni raz byłam offline przez 24h.

    • ciekawe kiedy ja będę następnym razem 🙂 Choć przyznam że kusi mnie żeby robić sobie taki 24-godzinny offlajnik (zdrabnianie anglicyzmów- to jest to, mogę być z siebie dumna ;)) raz w tygodniu, np. w sobotę? 🙂

  • Magdalena

    Gratuluję! A może nwet trochę zazdroszczę. Niedługo się przeprowadzam i marzę o braku telewizora. Niestety z moim mężczyzną to nie przejdzie, zawsze jak jest w domu coś musi grać. Jak tylko wychodzi do pracy mogę wyłączyć TV, radio i rozkoszować się ciszą.
    Mimo, że włączenie światła na godzinę niewiele da, takie akcje są konieczne, żeby zwrócić uwagę na pewne problemy. Z całego serca popieram!

    • Nie wiem dlaczego niektórzy tak bardzo potrzebują włączonego telewizora.. czyżby nie mogli być ze swoimi myślami sam na sam? 🙂 może potrzebują ciągle jakiś bodźców, przyzwyczajeni do życia w hałasie? Dziś zostałam z młodszą córką w domu, bo jest trochę podziębiona i ku mojej radości, ani razu jeszcze nie włączyłyśmy TV. Może więc warto czasem próbować, pokazać , że bez TV da się żyć 🙂

      • Magdalena

        Cały czas dzielnie walczę z telewizorem i nie poddam się tak łatwo 😉

  • Ewa K

    Fantastyczny eksperyment. Dwa lata temu cały weekend rodzinką spędziliśmy bez prądu ( awaria kabli- czy czegoś tam). Były to najwspanialsze dwa dni. Cały wolny czas faktycznie był wolny. Zero zapychaczy czasu. Nareszcie mieliśmy czas, aby faktycznie pobyć ze sobą. A monopoly przy świecach przebija na głowę wł, bez sensu telewizor 🙂

    • Oby taka świeczka nie przewróciła się na monopol, kiedyś jako dziecka spowodowałam pożar i mam małą traumę, dlatego raczej w planszówki przy świecach nie gram 🙂 I robiliśmy to za dnia 🙂

  • Bożena Jędral

    Gdy na kilka naście godzin zabrakło u nas prądu był dramat, zimno w domu (piec gazowy-pompa do pieca na prąd), woda z pieca-zimna, zmywarka :(, zimno, ciemno, do tego akurat najmłodszą dopadł rotawirus (wymioty i biegunka-sprzatanie przy latarkach i swicach to jedna z najbardziej ekstremalnych czynności jakie wykonywałam), lubię życie współczesne, z prądem

    • Współczuję przeżyć! Przyznam, że u nas też piec jet na prąd, więc woda też i tak jak pisałam jako odpowiedź na jeden z powyższych komentarzy, nie wyłączyliśmy zupełnie prądu na dwa dni, bo bylibyśmy przez to pozbawieni wody więc w pewnym sensie wychodzi na to, że nie podjęłam w pełni wyzwania…

      • Bożena Jędral

        Mam cię.

  • Świetnie! Już widzę moja 3 latkę jak rano nie może włączyć bajek 🙂
    A mój Mąż bez kompa i netu 🙂
    Fajnie spędziliście czas i tyle – da się … A telewizor faktycznie, katastrofa – muszę też częściej go mieć wyłączony

  • Wiola Wilińska

    Wow…świetnie, że Ci się udało.Super

  • zanka

    A ja nie mam telewizora w ogole i jestem zadowolona , wieczorem moge sie przytulic do dziecka lub meza , porozmawiac z tv sie nie dalo , bo zawsze bylo : czekaj czekaj bo na ta scene czekalem ” komputer , tak jestem chyba uzalezniona , albo chyba napewno (shit) ale wieczor jest nasz rodzinny bo caly dzien sie nie widzimy , akcja bez pradu super , my tez mamy wode i cieplo na prad wiec nie do konca bysmy mogli tak zyc ,Ale popieram . Haha przypomnialo mi sie jak mama po raz 2 brala slub , akurat wylaczyli prad , przyjecie w domu , grudzien …przez dzien spoko ale na wieczor ziiiimno , ciemno , siedzimy przy swieczkach poubierani , goscie twardo siedza nikt nie skapitulowal 🙂 bylo klimatycznie i nie do zapomnienia 😀

    • Haha, niezła historia :)) Oczyma wyobraźni zobaczyłam tą scenę – można by nakręcić z takiej sceny film! :))

  • Patrycja

    Brawa Nishko dla Ciebie i Twej familii 🙂
    Osobiście myślę, że gdyby przyszło mi uczestniczyć w takim eksperymencie, to najbardziej nie byłabym zawiedziona faktem nieoglądania telewizji czy korzystania z netu (potrafią bez nich żyć, w weekendy nie korzystam w ogóle z neta, z telewizora głównie za sprawą moich facetów), ale nieużywaniem zmywarki, czajnika elektrycznego za którego pośrednictwem robię szybka kawkę czy herbatkę oraz mikrofali, która ułatwia mi życie. Nie lubię gotować, czekać, kombinować. W kuchni bywam zagubiona 🙂 Reasumując: jestem niecierpliwym leniem! Dlatego wielki szacun dla Was Kochani !!! Moje chłopaki nie wytrzymaliby takiego przedsięwzięcia. U nas podobnie jak u innych czytaczy, telewizor jest tłem naszej egzystencji w domu, co mnie niejednokrotnie irytuje! A jak opowiadam małżowi o tym, iż znam rodziny, które nie są w posiadaniu tego „zabijacza czasu”, to wybałusza oczy ze zdziwienia. No bo jak tak można?! Ano można 🙂

    • Jak przeczytałam Twój komentarz to uświadomiłam sobie, że w tekście
      użyłam sformułowania BEZPRZEWODOWY CZAJNIK 😀 Że też nikt na to nie
      zwrócił uwagi? 🙂 A może takie istnieją? 😉

  • Katarzyna Sarnowska

    Wiedziałam, że dacie sobie radę, brawo! My mamy trochę na własną prośbę podobne akcje 2-3 razy do roku, gdy jeździmy w dzicz do tzw. „domku na Mazurach”. Niewtajemniczeni myślą, że my pod altanką, w luksusie się wylegujemy. Tak naprawdę nie mamy tam prądu, ciepłej wody, kuchenkę na butlę gazowa, nie mamy też luksusów. Ale mamy las, jezioro, oswojone koty, sarny i – niestety – komary.
    P.S. Myślę, że mąż twój będzie się upominał o takie dni bez prądu, bo w blasku świec wyglądasz naprawdę pięknie 🙂

    • Rewelacja! Moi rodzice również przez całe dzieciństwo oferowali nam takie polowe warunki, gdzie o wszystko było trudno, trzeba było zadbać, właśnie prąd, woda, często spanie pod namiotem i bardzo miło to wspominam. Jeżdziliśmy np. do Grecji, Jugosławii, na Węgry – ale wyłącznie pod namiot. Doceniało się dom i „luksusy”, które oferował po powrocie.

      Ja z mężem jesteśmy gdzieś po środku. Nie wybieramy na wakacje luksusowych hoteli, ale pod namiotem jednak też nigdy z dziećmi nie byliśmy. Mhm. Może czas to zmienić?
      Ach, jak tak teraz napisałaś o tym odciętym od świata domku na Mazurach to aż mi się tam zachciało 🙂

      • Katarzyna Sarnowska

        Nasza córcia jeszcze nie umiała chodzić, a już pod namiotem z nami spała. I tak co rok. Bo na te Mazury to cała rodzina i znajomi się zjeżdżają – rekord to 20 osób jednocześnie !!!! Są dwie ogromne zalety przeważające szalę na korzyść namiotu nad domkiem – brak w nim komarów i much 🙂

        • rewelacja!!! 🙂

          czekaj, czekaj: jak to w namiocie brak komarów? 🙂

          • Katarzyna Sarnowska

            No tak, zamknięty dzień cały, szczelny, nic się nie przeciśnie , no może mrówki tylko 😛

  • Nawet jak jednak nie całkiem pozbawiliście się zasilania prądowego to i tak wyzwanie nie lada. Ja zacząłem się zastanawiać co się dzieje …. cisza i na fb … 🙂
    Ciekawe jak przekonałaś resztę rodziny do eksperymentu, chyba, że masz władzę ‚absolutną’ w domu 🙂

    Ogniwa fotowoltaiczne są w moim planie na nasz dom – kiedyś (ech).

    Z telewizją pożegnaliśmy się prawie rok temu. Super i polecam. Nasza najstarsza (Ja) po dwóch tygodniach i z nieukrywanym zdziwieniem: to my nie mamy telewizji? Ano nie mamy 🙂

    • Moja najstarsza córka też by pewnie zauważyła dopiero po tygodniu, ale to przede wszystkich z racji tego, że ostatnio ciągle buja w obłokach. Brak telefonu – na pewno by odnotowała (choć np. często zapomina go albo gubi 🙂 , ale braku TV niekoniecznie. Właściwie to doszłam właśnie do wniosku, że dopuściłam się tekście pewnego zakłamania, bo szum TV lubi mąż i młodsza córka, a starsza w tak jak ja, raczej nie niego nie zwraca uwagi. A więc zupełnie nieświadomie uświadomiłeś mi, że się myliłam 😉

  • surrealistka

    Czad! Gdy mieszkałam w górach często miewałam dni bez prądu. Ależ to była jazda! Gratuluję podjęcia wyzwania!

    • W jakich górach mieszkałaś? Pochodzisz z gór czy specjalnie się tam wyprowadziłaś bo chciałaś np. poczuć prawdziwy zew natury? 🙂

  • Pingback: Szklana pogoda | Tak Jak Chcemy()

  • Anita Loman

    Podziwiam, ja próbuję czasem walczyć jak laptop czy tablet dam radę tak z telefonem gorzej;/ Ale jeśli miałabym takie wyzwanie też bym dała radę, mój mąż chyba byłby w siódmym niebie;p 🙂 A można wiedzieć na jakiej politechnice Twój mąż wykłada?

    • Anito, odpowiedź wysłałałam Ci właśnie mejlem, adres ten który podałaś wpisując komentarz 🙂

  • Art

    No ja bym chętnie się czegoś dowiedział o zakładaniu baterii słonecznych w bloku – od strony technicznej i prawnej. Poproś męża, niech coś skrobnie na ten temat – taki wpis gościnny 🙂

    • Ok! 🙂 Co do wpisu gościnnego nie obiecuję, ale coś wymyślimy 🙂

  • Muszka Aguszka

    wow 🙂 super pomysł, super wpis. A ile można zauważyć złych nawyków podczas tych 2 dni! U mnie z telewizorem jest podobnie… i generalnie walczę z moją rodziną o różne takie rzeczy: prąd, dodatkowe światło w łazience, które świeci się bez potrzeby, ładowarki w gniazdkach, ostatnio jaja wiejskie, a te z supermarketu… itp. Ciężko mi idzie, ale powoli do celu. 🙂

    pozdrawiam!
    agnieha94.blogspot.com

    • Agnieszko, pozwolę sobie spytać: skąd do mnie trafiłaś? Bo dziś chyba ktoś podlinkował ten
      tekst i nie mam pojęcia kto, pyta więc Ciebie i Twoją poprzedniczkę 🙂

      • Muszka Aguszka

        hmm chyba na fejsie gdzieś zobaczyłam i tak sobie kliknęłam, przeczytałam i skomentowałam! 🙂 coś mi się kojarzy, że na fanstronie WWF 🙂

  • zocha

    bardzo fajny post i świetna akcja 🙂 jeśli chodzi o dostęp do internetu to kiedyś co chwilę MUSIAŁAM sprawdzać co, gdzie, jak, kiedy i dlaczego, wracałam z pracy i bach! – komputer, aż pewnego dnia zasnęłam nieświadomie z laptopem na kolanach, zaspałam do pracy i dotarło do mnie, że coś jest bardzo nie tak! od dwóch lat w ogóle nie oglądam telewizji, kiedy wchodzę na internet to tylko po to, żeby zrobić to co mam zrobić: umawiałam się z koleżanką na skypa – ok, odpisuję na maile, kupuję bilet do teatru, po czym kończę i wyłączam komputer! dzięki temu znalazłam czas na swoje pasje i żeby się w nich rozwijać – jeżdżę od roku wyczynowo na rowerze, w tym roku zaczęłam biegać oraz pracować w ogródku itd. – nagle się okazało, że moja doba nie jest tak krótka, jak myślałam 🙂 ps. a jakby Twój mąż mógł coś więcej o tych panelach opowiedzieć, to byłabym bardzo wdzięczna, planuję wybudować dom i chcę, żeby był jak najbardziej ekologiczny, myślałam o panelach, ale niewiele jeszcze o tym wiem, szczególnie jak to jest w polskim prawie, bo coś mi się obiło o uszy, że jak się wytwarza nadwyżkę prądu, to trzeba za to płacić rachunki – prawda to?

    • Po Świętach napiszę o nich więcej 🙂 Przy okazji – czy możesz mi powiedzieć, skąd do mnie trafiłaś? Bo dziś chyba ktoś podlinkował ten tekst i nie mam pojęcia kto! 🙂

      • zocha

        dzięki! w ciągu ostatnich dwóch dni trafiłam na Twojego bloga dwa razy: najpierw na rowerowe-porady.pl Łukasz podlinkował Twój artykuł o sporcie w życiu dziecka, a dziś na fejsbukowym profilu WWF Polska udostępniono link do tego artykułu 🙂

  • Basia

    Witam, dopiero teraz natrafiłam na ten ciekawy wpis (bloga śledzę od niedawna) i przypomniała mi się pewna książka o życiu bez telewizji i innych umilaczy czasu 🙂 polecam!
    http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3766,E-migranci

    Basia

  • Anna Strugała

    Niestety, ale byłaś podła. Chciałaś coś dla ziemi, ok, ale nie powinnaś była wciągać i zmuszać dziecka do Twoich akcji, to nie było jego sprawa, tylko Twoja. Ja na Twoim miejscu bym poprosiła ekologów o zwolnienie Jej z ich działań. Ja bym to traktowała jako karę.