Nie bój się porodu

Jeannette Kalyta— Jeanette, zdałem sobie sprawę, że masz niezły zawód, żyjesz z seksu!
Zanim parsknęłam śmiechem, zdążyłam dodać:
— I pracuję na telefon.

Gdy Wydawnictwo Otwarte zwróciło się do mnie z propozycją promocji książki ”Położna: 3550 cudów narodzin” Jeannette Kalyty, bez wahania zgodziłam się. Ta najpopularniejsza polska położna jest dla mnie ucieleśnieniem zmian w polskim położnictwie: wzmacniania w kobietach wiary, że poród nie musi przerażać. Z jednej strony potrzebne są ku temu zmiany w polskim szpitalnictwie: stosunku personelu medycznego do kobiet rodzących, z drugiej strony zmiany w społeczeństwie: stosunku kobiet do porodu.

Poród – przeżycie mistyczne, do którego tęsknię

Oba porody wspominam jako przeżycie mistyczne. Naprawdę! Owszem, nie obce było mi poczucie dyskomfortu i bólu, ale w obliczu narodzin dziecka stało się błahe i mało istotne. Mimo, że miałam dopiero 19 lat, a ciąża i macierzyństwo były jednymi z ostatnich spraw, które wtedy planowałam, to poród i pierwsze chwile, godziny, dni po urodzenia dziecka wspominam jako jedne z piękniejszych chwil mojego życia. Wiem, brzmi banalnie, ale naprawdę tak było. Mimo całego fizycznego rozbicia i poczucia dyskomfortu, promieniałam i miałam poczucie jakbym mogła góry przenosić. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tęsknię do tego okołoporodowego czasu. Każda z moich znajomych, z którą rozmawiałam o porodzie potwierdzi, że co najmniej raz usłyszała od mnie, że zazdroszczę jej, że będzie mogła to przeżyć. Każdą, która porodu boi się, proszę do mnie skierować, wyleczę ją z tego lęku. Szczerze też polecam lekturę „Położnej” Jeannette Kalyty. Nie bój się porodu, gdy jest przy Tobie „Położna”:)

Opowiedz mi o swoim porodzie, ale nie strasz mnie porodem

Dużą rolą odegrała Mama Nishki, która odkąd pamiętam opowiadała mi o porodzie w kategoriach pozytywnych. Nigdy nie usłyszałam od niej złego słowa o porodzie, jak się nacierpiała, jakie chwile grozy przeszła itp. Nie oznacza to, że koloryzowała, przekonując mnie, że poród to cielesna rozkosz. Nie. Po prostu nie skupiała się na bólu, nie demonizowała go. Opowiadała mi o tym doświadczeniu nie używając w ogóle słowa „ból”. Wiem na przykład, że kiedy przychodziłam na świat, przy pojawiających się skurczach recytowała wszystkie wiersze, jakie pamiętała, z inwokacją do „Pana Tadeusza” włącznie, ewentualnie liczyła oddechy:)

Jeannette również zwraca na to uwagę:

Zawsze uważałam, że opowiadanie ciężarnej horrorów z własnych porodów powinno być surowo zabronione. Rzecz ma się inaczej w przypadku tak zwanych rytuałów porodowych; te zna prawie każda kobieta, która rodziła i o nich warto opowiadać. Oczywiście każdy poród jest inny, każda kobieta rodzi w swoim rytmie, rytuały też są sprawą indywidualną, ale mają wspólną cechę: dają rodzącej poczucie bezpieczeństwa.

Kobiety straszące porodem młodsze pokolenia, opowiadające swoim córkom o katuszach, jakie musiały przejść, najprawdopodobniej same były takimi opowieściami straszone i mają w głowach zapisany taki skrypt. Warto go przełamać i nie przekazywać go kolejnym pokoleniom…

Nie bój się bólu

Żyjemy w społeczeństwie, które nie potraf radzić sobie z bólem. Pojawia się ból: sięgamy po tabletkę. Każdy ból ciała lub duszy próbujemy zagłuszyć używkami, zakupami, grami lub blogami 😉 A przecież ból jest nam potrzebny, tak samo jak smutek (vide: Nie bójmy się smutku). Pogódźmy się z tym: poród boli, ale to jest naprawdę nieistotne i szybko mija. Trwa kilka, czasem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin, ale ileż to znaczy w obliczu wieczności? 🙂

Rodzić po ludzku

W książce dość często pojawia się nawiązanie do lat 80., w których Jeannette rozpoczęła pracę i w których to latach urodziła się większość z nas. To dopiero były czasy!

Bezwzględny zakaz odwiedzin matek i noworodków, ojcowie koczujący pod oknami, opryskliwe, wulgarne położne, fatalne wyposażenie sal porodowych (bez sprzętów ułatwiających poród i naturalnie redukujących ból: wanien, piłek, worków do siedzenia itp.), brak otwarcia na potrzeby rodzącej i dziecka, zabieranie noworodków tuż po porodzie od matki na kilkanaście godzin (jakiż to musi być dla niego szok!). Gdy czyta się wspomnienia Jeannette, po plecach aż ciarki przechodzą:

Łóżeczka ustawione w trzech rzędach po dziesięć wypełnione dziećmi. Leżały jak małe mumie z wyprostowanymi na siłę wzdłuż ciała rączkami, jak mali niewolnicy. Niektóre płakały, inne już się poddały. Te starsze, kilkudniowe wiedziały już, że płacz nic nie da: mama się nie pojawi, nie stanie przy łóżeczku.(…) Wszystkie matki musiały po ostatnim karmieniu odciągać mleko, następnie zlewały je do jednego garnka. Pokarm był pasteryzowany i zlewany do butelek.

Współcześnie wiele się zmieniło, m.in. dzięki działaniom Fundacji Rodzić Po Ludzku, która objęła książkę patronatem. Na szczęście te czasy, w których rodząca kobieta i jej dziecko byli niczym przedmiot, a nie podmiot już za nami. Mam nadzieję, że nie mylę się i takie mroczne historie już są za nami?

Nie bój się porodu, jest przy Tobie położna

Wbrew powszechnemu mniemaniu, to właśnie położona odgrywa kluczową rolę podczas porodu. Kilka miesięcy temu opisywałam Wam jak zafiksowałam się na tym, żeby mój poród odbierał znajomy lekarz. W rzeczywistości jego rola była znikoma, czuwał nade mną, co jakiś czas zaglądał i pytał, czy wszystko w porządku. To położna była numerem jeden, pracowała ze mną podczas porodu, udzielała mi wskazówek, rozmawiała, wspierała, wydawała polecenia, tłumaczyła. Nie każdy z nas ma szczęście trafić na taką położną jak Jeannette Kalyta, ale każdy z nas może przynajmniej przeczytać jej książkę 🙂

recenzja ksiązki Położna Jeannette Kality

Książka podzielona jest na kilkadziesiąt kilkustronicowych rozdziałów, spośród których każdy poświęcony jest wspomnieniu jakiegoś porodu. Kallyta opisuje to w sposób ciekawy i lekki, swoje opowieści przeplata co jakiś czas wesołymi dykteryjkami i dialogami.

Pomimo koloru zielonego ufoludka, oceniono go na osiem punktów w skali Apgar. Gdy maluch zapłakał, Janek nieśmiało podszedł do stanowiska dla noworodków.

— Synu, jakbym miał takie zielone włosy, też bym płakał — próbował go pocieszyć.
*
Jeśli świeżo upieczona mama słyszy, że jej dziecko „spadło z wagi” zastanawia się, jak wysoko stała waga, i jest przerażona. Rzadko kojarzy ten zwrot z fizjologiczną utratą masy ciała u noworodków.

Natura jest mądra. Wsłuchaj się w nią

Kalyta przeplata swoje opowieści różnymi ciekawymi przemyśleniami, np.:

Dlaczego mądrości dawnych cywilizacji, oparte na podpatrywaniu natury, zastąpiono „rozumem i dowodami”, gubiąc po drodze pierwotne instynkty? Przemówił do mnie przykład ptaków, które grzeją swoje pisklęta własnym ciałem, nigdzie ich poza gniazdo nie wynosząc. Człowiek niejednokrotnie postępuje inaczej: noworodki, zamiast być blisko matek, od razu dostają wspaniałe, pięknie umeblowane pokoje pełne zabawek (które nie mają dla nich żadnego znaczenia).

 Konkurs

Mam dla Was do rozdania trzy egzemplarze książki „Położna: 3550 cudów narodzin” (ta tajemnicza liczba to ilość porodów jakie odebrała Autorka książki). Zadanie konkursowe polega na uzasadnieniu, dlaczego chcecie ją otrzymać 🙂 Na komentarze czekam do poniedziałku 13 stycznia do godziny 12.

Tych, którym nie uda się wygrać jej w konkursie informuję, że książka będzie dostępna w sprzedaży od 15 stycznia, a w Empiku w przedsprzedaży jest tańsza, ale o ile procent nie jest w stanie powiedzieć, bo nie potrafię liczyć procentów 😉 (Córki, nie czytajcie tego).

Zapraszam do dyskusji

Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, przemyśleń dotyczących porodu. Czy Wasze Mamy opowiadały Wam o swoich porodach? Czy macie dobre wspomnienia? Czy podczas porodu miałyście poczucie, że „rodzicie po ludzku”? Czy boicie się porodu?

Zadziwiające zachowania mężczyzn obecnych podczas porodu

Na deser zebrałam kilka najbardziej zadziwiających zachowań mężczyzn obecnych podczas porodów, opisanych w polecanej dziś książce. Nie bądźcie aż tak krytyczni wobec nich, ludzie pod wpływem emocji i adrenaliny zachowują się czasami dziwnie 🙂

– mężczyzna towarzyszący rodzącej kobiecie w wannie, będący nagim tak jak ona. (Mina Jeannette, która weszła do sali i zobaczyła nagą rodzącą parę: bezcenna).

– mężczyzna z aparatem fotograficznym proszący rodzącą kobietę, by zmieniła koszulkę, bo ta nie pasuje do kolorystyki sali

– mąż, który wrzuca na facebooka zdjęcie rodzącej żony

– asystujący parze małżeńskiej przy porodzie przyjaciel rodziny: ksiądz grający na gitarze

– rodząca żona, która idzie kupić mężowi kawę w automacie tuż po tym, gdy znieczulenie zewnątrzoponowe zaczyna działać

– mężczyzna, który na wieść o tym, że za chwilę urodzi się córka nakłada muszkę, bo chce wyglądać elegancko gdy mała kobietka przyjdzie na świat 🙂

Komentarze:

  • Patrycja

    Dlaczego chciałabym otrzymać tę książkę? Ponieważ oczekuję w marcu swojego pierworodnego, długo wyczekiwanego syna i ta radość trochę miesza się ze strachem -jak to będzie? Myślę, że książka umili mi oczekiwanie i trochę uspokoi.

  • Moja mama nie opowiadała o porodzie. Raz kiedyś wspomniała, że „jedną nogą była już na tamtym świecie” a ja miałam pępowinę wokół szyi. A mój poród? Żadnych uniesień, miłości i zachwytów. Najgorsze 2 dni mojego życia o których długo starałam się zapomnieć. Ale nie dało się. Dlatego zgłaszam się po książkę. Może po jej przeczytaniu będę mogła spojrzeć na sprawę inaczej i zmienić myślenie, bo o tym co przeżyłam myśleć nie chcę.

  • Ania

    Ja od dzieciństwa chciałam być „mamą”, marzyłam o tym! Czekałam na poród jak na najpiękniejsze wydarzenie – dzięki niemu poznam swoją córeczkę. Czytała, słuchałam opowieści, nastawiałam się TYLKO pozytywnie. Byłam przygotowana w 100%. A mimo to przeżyłam horror! Już nigdy nie urodzą naturalnie. Okres okołoporodowy to najgorsze dni w życiu, prze to miałam baby bluesa, nie mogłam się cieszyć z narodzin wyczekiwanego, ukochanego dziecka. Na szczęście to już za mną 🙂 A moja córeczka jest najcudowniejszą nagrodą za tamten koszmar.

  • Rzadko biorę udział w konkursach, ale jeśli już to dlatego, że nagroda przyciąga 🙂
    Dlaczego chciałabym otrzymać tę książkę?
    Ano dlatego, że podobnie jak Ty rodziłam w młodym wieku (19tka stuknęła mi miesiąc po narodzinach córki). Przez to, a może i przez brak odpowiednich rozmów głównym uczuciem jakie pamiętam był… strach.
    Mało tego okazało się, że przez wadę serca i wzroku mogę rodzić jedynie (i już zawsze) przez cesarskie cięcie. Jest to rozwiązanie które wiele kobiet zadowala, którego nawet sobie życzą wbrew logice.
    A ja czuję, że coś mi ktoś przez to zabrał.
    Do szpitala przyszłąm z brzuchem, poszłam spać, obudziłam się w towarzystwie małego krzykacza. Tam gdzie Ty masz wspomnienia mistyki, cudownego (mimo bólu) przeżycia ja mam czarną dziurę. Nie widziałam córki zaraz po wyjściu na świat, nie słyszałam pierwszego krzyku, nie umazała mnie podczas pierwszego przytulenia.. Dostałam ją pięknie zapakowaną, umytą w kolorowym kaftaniku… i miałam trochę żal do losu, że pozbawił mnie realizmu. Tym bardziej, że bolało i tak :))
    Dlatego chętnie poczytam o tych cudach które mnie będą omijać nawet jeśli zdecyduję się na drugie dziecko.

  • Kamila

    Marzy mi się książka o cudach narodzin, ponieważ chciałabym dowiedzieć się jak wiele innych kobiet przeżywało ten magiczny moment. Chciałabym poznać każdą historię, kto wie, może znalazła się tam podobna do mojej.. Narodziny dziecka to najpiękniejszy moment w życiu każdej kobiety, a pamięć o całym bólu związanym z porodem trwa ułamki sekund.. Pamiętam jak 10 miesięcy temu, przy najmocniejszych skurczach zarzekałam się, że Nadia będzie jedynaczką 🙂 a już marzy nam się siostra 🙂

  • Ja poczyniłam zbrodnię i opowiadałam swojej najbliższej przyjaciółce o koszmarnym porodzie na okrągło przez minimum rok…Skutecznie ją odstraszyłam na dziesięć lat. Nigdy już nikomu nie zafunduję takiej traumy. S wybacz mi!

  • Maja

    Właśnie dowiedziałam się że jestem w 6 tygodniu ciąży. Dodam – mojej pierwszej ciąży! Czuję wielką radość , ale również jest we mnie wiele niepewności. Rozpoczęłam już czytanie wszelkiego rodzaju stron internetowych, gdzie niestety większość opisów porodu i ciąży mrozi krew w żyłach. Ten tekst Nishki jest pierwszym, po którym poczułam spokój myśląc o porodzie. Jeśli cała książka Pani Kallyty utrzymana jest w takim klimacie, to nie wyobrażam sobie aby jej nie przeczytać i bardzo proszę o jeden egzemplarz 🙂

  • Julia

    W przyszłym miesiącu urodzi się moja córeczka, na którą czekam już od dawna. Nie mogę się doczekać tego dnia, jednak z drugiej strony coraz bardziej boję się porodu. Żadna z moich koleżanek jeszcze nie rodziła, od czasu kiedy rodziła moja mama wiele się zmieniło i nie mam z kim o tym porozmawiać. Jedyne co słyszę od koleżanek to że same bardzo by się bały i że jestem odważna. A czy jestem odważna? Nie wiem, bo coraz bardziej się obawiam, a chciałabym żeby moment kiedy zobaczę moją wyczekaną córeczkę był tym najpiękniejszym. Z ogromną przyjemnością przeczytałabym tą książkę, myślę, że byłaby dla mnie ogromnym wsparciem, w tych ważnych, zbliżających się wielkimi krokami chwilach.

  • Kaja

    Przyznam się szczerze, bez bicia, że panicznie boję się porodu. Gdy myślę o hipotetycznej ciąży, dostaję ciarek i zaczyna boleć mnie brzuch. Generalnie paraliżuje mnie strach. Nie ma to żadnego związku z opowieściami- mama nigdy mnie nie straszyła, po prostu zdaję sobie sprawę z bólu i w chwili obecnej poród kojarzy mi się z czymś strasznym- dodam, że to trwa od kilkunastu lat- mam w tej chwili 28 i w tym roku biorę ślub , a lęk nie mija. Moja przyszła teściowa była położną, co również potęguję lęk- boję się, że będzie chciała wymusić na mnie pewne zachowania- ” musisz, tak powinnaś…itp” Przyszłego dziecka nie boję się- mam 16 lat młodszego brata i opiekowałam się nim od pierwszych chwil w domu, także pojawienie się małego człowieka mi nie straszne:) Natomiast cała fizyczność porodu, fizjologiczne czynności, które podczas niego mają miejsce, a nad którymi nie da się zapanować- odstraszają mnie coraz bardziej… Jedyna opcja dla mnie to chyba cc na życzenie…jeśli to w ogóle możliwe….więc może ta książka pozwoli chociaż częściowo oswoić mój lęk??

  • Kasia

    Za kilka lub kilkanaście dni – o czym zdecyduje maleńka Nina – zostanę mamą.. Poród traktuję jak wyzwanie i mimo, iż nie boję się bólu czuję irracjonalny lęk, że coś zawalę.. Że zamiast pomagać Małej, będę myślała o sobie. Czytałam już kilka recenzji tej książki i jeśli nie uda mi się pochłonąć jej przed porodem, z pewnością zrobię to później. Ale myślę sobie, że jej lektura, właśnie teraz, najbardziej by mi się przydała…

  • arte

    Bałam się porodu. Nie znoszę szpitali. Naprawdę nie znoszę. Trauma z dzieciństwa.. Poród? Cięzki był, ale co tam, przeżyłam :D. W sobie pielęgnuję tylko to cudowne uczucie, kiedy synka położono na mnie…. te oczka ….otworzył się raj przede mną ….to niesamowite, nie czułam już nic poza radością, miłością – przy Nim nic już nie było ważne. Mąż był tak przejęty, że zapomniał robić fotki, wpatrzony, wmurowany, też przeskoczył na poziom tatusiowatego odlotu ale o fotkach (przypomniałam Mu:D). Drugiego porodu nie bałam się, wiedziałam, że przeżyję. Bardziej bałam się o dziecko. Poród córki? Jezu, jak Ją zobaczyłam dostałam nowe życie:). Mogę rodzić :))))) Dziecko cudem jest:)

  • Casciolina

    To bylby rewelacyjny prezent dla mojej mlodszej siostry! ktora:
    – jest w ciazy (pierwszej!)
    – uwielbia czytac
    – 21 stycznia ma imieniny 🙂

    A propos reakcji mezczyzn: moja 19-letnia wtedy Mame do szpitala wiozl moj dziadek. Byl w takim szoku, ze zatrzymal sie, zeby zabrac autostopowicza! 🙂

  • Od razu zaznaczam- nie startuję w konkursie, podzielę się tylko moimi doświadczeniami potrójnej matki 🙂
    – Pierwszy poród- miałam 21 lat, gdy zaczęły się regularne skurcze, przyjechał spanikowany mąż i krzyczy, że taksówka czeka na dole- kazałam odwołać, poszłam się wykąpać, zrobić włosy, ubrać w przygotowaną na ten czas sukienkę i dopiero pojechaliśmy- poród szybki, bez znieczulenia, odleciałam im na chwilę, czym wywołałam ogólną panikę ;), ale nie było tak źle
    Drugie dziecko rodziłam mając lat 28 – poszło szybko, też bez znieczulenia (powiem szczerze, że bardziej się boję zastrzyku w kręgosłup, niż bólu porodowego ). Do szpitala szłam sama- mieszkamy 5 minut spacerkiem od- co prawda ten spacerek teraz trwał dłuzej, ale dałam radę 🙂
    Trzecie dziecko dwa lata później to już była rutyna, ( poszłam tylko na kontrolę, wyszłam już z dzieckiem )- gdy lekarz mnie zszywał po porodzie, powiedziałam do męża tulącego synka- no to możemy robić czwarte – czym wprawiliśmy w osłupienie ekipę na porodówce 😉
    Nie twierdzę, że nie bolało, że w pewnych momentach chciałam uciec z sali i zostawić brzuch samemu sobie ;), ale w chwili, gdy dostawałam małego golaska – jak ręką odjął, a pamięć skutecznie to wyparła .
    Przed pierwszym porodem się nie bałam, bo nie wiedziałam czego, przy kolejnych, jak zaczynały się skurcze, na chwilę świtała myśl- kuwa, w co ja się wpakowałam, znowu ten ból, ale serio, da się przeżyć 🙂
    Moja mama mnie nie straszyła opowieściami z porodów, w sumie mało co opowiadała, prócz tego, że gdyby nie jej teściowa, to by mnie urodziła do kiblelka, bo myślała, ze ją brzuch tak boli, bo dzień wcześniej objadła się śliwek :D, zaś brata urodziła w windzie szpitalnej, tak szybko postępował poród 🙂

    A teraz planujemy kolejne dziecko, bo zostało nam jeszcze jedno wolne miejsce przy stole 😀

  • SzafaSkrajnej

    Ja nasłuchałam się od mamy jaki miała bolesny poród ze mną. Fakt, nie było miło tego słuchac, nawet jeśli to była prawda.
    Ja rodziłam dwa razy i za pierwszym nie byłam przygotowana psychicznie. Bałam się, nie współpracowałam z lekarzami, sżło mi bardzo opornie…Udało się. Na świat przyszedł Syn. Co do porodu to mówią „ból dotkliwy, ale nie pamiętliwy”. To prawda. Przy drugim porodzie, byłam bardziej świadomowa tego co się dzieje z moim ciałem i co robić. Do dzis pamiętam moment „wyjścia” córki.Niesmowite metafizyczne doświadczenie. Dwa porody, dwa różne doświadczenia. Takie życie…

  • Trzy lata temu urodziłam córką. Poród był dla mnie bardzo traumatycznym przeżyciem, z którego do tej pory ciężko mi się otrząsnąć (oszczędzę szczegółów). Wtedy powiedziałam do męża, że nigdy więcej nie urodzę dziecka choć bardzo chciałam drugie. Minęły trzy lata a ja 2 dni temu stwierdziłam, że mino strachu przed porodem zdecydujemy się na drugie dziecko. Będę miała 9 miesięcy żeby przygotować się do porodu, więc m.in. chętnie przeczytam książkę Pani Jeannette.
    Pozdrawiam
    Ala

  • E.

    Dlaczego ja? Bo bardzo pragnę dziecka, od ponad pół roku staramy się z mężem o Maleństwo, jednak póki co bezskutecznie. Dla jednych to mało – dla mnie to cała wieczność. Pomimo ogromnego pragnienia posiadania dzieci, bardzo boję się porodu – boję się, żeby dziecko urodziło się zdrowe. Mama zawsze powtarzała mi, że zrobi wszystko, żebym miała cc. Jej lęki przeniosły się na mnie – nieee, to nie lęk o ból, gdyż obie co miesiąc miałyśmy takie bóle, że nie raz trzeba było wzywać pogotowie (u mamy bóle ustały po pierwszym porodzie). To właśnie o ten poród się rozchodzi. W brzuchu mojej drobnej mamy, mój brat był okazem zdrowia, jednak mierząca 165 cm drobna kobieta miała ogromne trudności z urodzeniem 4,5kg synka. Lekarz z pielęgniarką byli pijani, „skakali” bo brzuchu mamy, próbując wypchnąć z niej dziecko. To brzmi jak jakiś koszmar, ale taki poród miał miejsce – 35 lat letmu. 9 lat później urodziłam się ja, poszło gładko i szybko w 8 miesiącu ciąży – mama do końca nie wierzyła, że urodzę się z takim wyprzedzeniem.
    Czytając historie o cudzie narodzin siłami naturalnymi coraz bardziej odzyskuję wiarę, że to mimo wszystko bezpieczeniejsze dla dziecka no i dla matki. Bardzo chciałabym poczytać, co na ten temat pisze Pani Kalyta.
    Pozdrawiam

  • Katarzyna

    Dlaczego chciałabym otrzymać tę książkę? Byłaby ona motywacją dla mnie i mojego mężczyzny do poczynienia kroków w kierunku założenia rodziny, a co za tym idzie- wymarzonego, wspólnego naturalnego porodu 🙂

  • Kiedy ja się rodziłam tuż po świętach (27.12) podobno tato i dziadek już dawno opili młodą damę 🙂 Tak jakoś po wigilii zaczęli.
    Nie wiem czy boję się porodu. Jakoś na ten moment przeraża mnie to, że wewnątrz mnie kiedyś (nie jestem obecnie w ciąży) będzie rosnąć mały „ludź”. Przeraża mnie to, że każdy mój ruch może mieć na niego wpływ. Nie jak w przesądach o jakich mi opowiadała mama, że jak np. zobaczę mysz i się podrapię to w miejscu podrapania dziecko będzie mieć znamie 🙂
    Raczej obawiam się, że zatruję się czymś, niefortunnie upadnę, będę miała wypadek itd itd
    takie małe paranoje 🙂 Może żeby się ich pozbyć przydałaby mi się ta książka? 🙂

  • W końcu jakiś konkurs dla mam! 🙂

    Jako, że jestem fanatyczką książek, a Twoją recenzję pochłonęłam jak na wygłodniałego mola książkowego przystało- bardzo chciałabym mieć ją na swojej półce 😉
    Kiedy zaszłam w ciążę starałam się nie czytać i nie słuchać za dużo o porodach, zwłaszcza że jakoś nikt nie chciał opisywać tego jako wspaniałe, mistyczne przeżycie. Swojego się nie bałam, ciągle mówiłam że nie mogę się go doczekać i rzeczywiście- nie było czego. Jasne- ból, pot, łzy, ale przy mnie też była wspaniała położna dzięki, której wszystko potoczyło się „jak z płatka”. Momentami śmialiśmy się nawet we troje i pamiętam jak powiedziała „super się z Wami rodzi!” 😉 Kiedy położyła mi synia na brzuchu zapomniałam o tym, że cokolwiek bolało- to było wspaniałe! Chciałabym bardzo przeczytać tę książkę, żeby poznać więcej takich historii, żeby się wzruszać i wspominać na nowo, zawsze kiedy mam na to ochotę (a jestem pewna, że książka wywołuje takie emocje ;-)) I chętnie podsunę ją koleżankom, które jak na razie patrzą na mnie z politowaniem, kiedy mówię, że nie ma się czego bać, i które zarzekają się, że nigdy nie chcą rodzić naturalnie, bo to straszne.

  • JoannaCh

    Chce otrzymać książkę aby chociaż, ona była dla mnie wsparciem w tej pięknej chwili jaka jest przyjście na swiat małej milosci. Jest to tym bardziej trudne gdy niestety ta chwila nie masz się z kim podzielić i zostajesz sama ze swoim bolem i szczęściem.

  • Joanna

    Chciałabym dostać te książkę, ponieważ uwielbiam czytać takie historie (niejednokrotnie mam łzy w oczach) 🙂 Z chęcią dowiedziałabym się, co może się stać na sali porodowej bo mi nie dane było zaznać skurczy i przytulenia mokrego malucha (miałam cc). Za niedługo będziemy się starać z mężem o drugie dziecko i te chciałabym urodzić siłami natury więc to będzie taki przedsmak tego, co nas czeka 🙂 Może i mąż się skusi i poczyta? 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Dżeniska

    o Nishko ale masz historii do poczytania 🙂 szkoda, że wiele opisów dotyczy negatywnych doświadczeń. zrobię przeciwwagę, a właściwie 2. obydwa porody naturalne, bez znieczulenia, dość szybkie, w jednym i drugim przypadku miałam tak doskonałą świadomość ciała, że oszacowałam moment urodzenia dzieci. byłam skupiona na oddychaniu, myślałam o dziecku i myślałam, że z każdym skurczem jestem bliżej końca. nie, nie swojego 😉 tylko końca porodu. jasne, że skurcze wywalają nas na inną planetę, ale Natura jakoś to tak organizuje, że ten ból jest do przetrwania! dodatkowo, mimo skurczy obydwa porody nie odstępowało mnie poczucie humoru, żarty i śmiech a to za sprawą męża, który za pierwszym razem z przejęcia nie trafiał w otwory drzwiowe i z impetem właził na ściany. przy drugim porodzie, który trwał 1,5h był tak skołowany, że kiedy zamknęłam się w toalecie uznał, że w szoku odmawiam porodu 😀

    Nishko weź proszę i mnie pod uwagę w wyborze osoby do obdarowania. Rodzić już nie będę (tzn. nie planuję) ale lubię poczytać, potem oddam ją szwagierce, która na wiosnę spodziewa się dziecka. Wcześniej rodziła z wywołaniem bez uzasadnienia więc niech może poczyta o tym, że wiele już się w tej kwestii zmieniło … 🙂

  • Ewelina

    Chciałabym wygrać książkę, ponieważ jestem młodą położną. Jeszcze nie wiem do końca jak się poruszać po świecie porodów i szukam inspiracji wszędzie gdzie się da. Chłonę wszystkie książki położnicze jak gąbka, ponieważ zdaję sobie sprawę jak ważną rolę odgrywa położna dla rodzącej i chce być jak najlepszym dowodem na to, że „ten koszmar już się skończył”.
    Chciałabym też trochę oczyścić myśli, po ciężkich przeżyciach z matką, która poroniła. Utknęły mi te wspomnienia w głowie i nie chcą wywiać, więc może książka je odgoni 😉

    Jak napisałaś, położna odgrywa kluczową rolę w porodzie, więc trzeba się trochę postarać, aby wybrać odpowiednią, bo jak to w życiu i na porodówce bywa, zdarzają się różni ludzie, także tacy niecierpliwi, nieserdeczni i zimni jak kamień.

  • MartaM

    Dlaczego? Moja przyjaciółka obecnie jest na początku trzeciego miesiąca ciąży z… uwaga! czwaraczkami 🙂 Ciotka jest już w nich zakochana, jak tylko zobaczyła te niewyraźne zdjęcia. Teraz leży i odpoczywa, potwornie boi się tego wszystkiego, co będzie kolejnego dnia (poroniła już trzy razy). Chciałabym zatem tę ksiażke jej podarować 🙂 Jeżeli mi się nie uda tutaj, z pewnością udam się po nią do Empiku! Dziękuję, że napisałaś o tej pozycji, bo szczerze to o niej (ani o autorce) nigdy nie słyszałam.
    Pozdrawiam!

    Pss.. też nie umiem liczyć procentów 😉

  • Mimo że mam dopiero 17 lat, to bardzo chciałabym dostać tę książkę. Marzę o wielodzietnej rodzinie, ale sam temat porodu sprawia, że omal nie mdleję. Słyszałam jedynie opowieści rodem z horrorów i ogarnia mnie panika na samą myśl, jakoby JA miała kiedyś RODZIĆ w MĘCZARNIACH. Moimi największymi fobiami są wojny i poród. Chciałabym, żeby ta książka pomogła mi pozbyć się choć jednej z nich.

  • Karolina

    Jest mnóstwo powodów, dla których chciałabym ją mieć!! Po pierwszym porodzie byłam tak podekscytowana przez dwa tygodnie, że zasypiając myślałam tylko o tym cudzie. Nie tylko urodziłam syna, ale też nową, silną i wierzącą w swoją moc kobietę. Kobietę, którą nigdy wcześniej nie byłam. Tą siłę przekazuję dalej, bliskim mi kobietą. Teraz jestem w drugiej ciąży, którą bardzo trudno przechodzę. I ten trud odbiera mi możliwość dobrego przygotowania się do porodu. Potrzebuję własnie takiej inspiracji! Potrzebuję dobrych historii o porodach, które sprawią, że znów uwierzę w swoją kobiecą siłę i moc, że trudności ciąży wcale nie oznaczają trudności porodowych.

  • Magdalena

    Mój poród…z perspektywy czasu chyba nie był taki zły i ciężki. Wywoływany niestety. Położne- fantastyczne (zeszło mi się trochę czasu z tym rodzeniem więc były dwie położne). Pani doktor już mniej sympatyczna (powiedziała, że nawet urodzić nie umiem). Bezpośrednio po porodzie nawet patrząc na moja córcię nie byłam pewna czy chciałabym przechodzić przez to wszystko po raz drugi po to by pojawiła się na świecie. Jednakże każdy dzień spędzony z moją małą niunią pokazywał mi, że mogłabym rodzić nawet 3 razy dłużej tylko dlatego by zostać jej mamą. To było 4 lata temu. Chcielibyśmy z mężem mieć kolejne dziecko, ale wizja kolejnego porodu tak żywo do mnie przemawia, że jakoś nie mogę…może to egoistyczne, ale nie mogę. Może lektura tej książki pozwoli mi się odblokować dlatego miło by było gdybym jedną dostała. Pozdrawiam wszystkie mamy te obecne i przyszłe!!!

  • Ja to mam szczęście 🙂 Dwa razy podczas porodu trafiłam na super położne, a za drugim razu to już w ogóle. Były dwie fantastyczne babki, znałam je ze szpitala, bo wcześniej tam trafiłam z plamieniem i wspólnie z mężem sprawiły, że mój drugi poród był mega szybki i całkiem fajny 🙂 2 godzinki na porodówce, jeden maleńki szew i karmienie kilka godzin po porodzie siedząc po turecku – tak naprawdę czasem się zdarza 🙂

  • cykada

    Czytając tekst pomyślałam: „O! Książka dla mnie! Ale fajnie, będę musiała kupić!”. A tu się okazuje, że może nie będę musiała 😉

    W każdym razie… Porodu się boję. Jest to strach wywołany przez wiele osób, które opisują go nie jako mistyczne przeżycie, ale jako rozciąganie na kole, albo inne średniowieczne tortury.
    NO! PRZYZNAJ SIĘ DO WINY! BO JAK SIĘ NIE PRZYZNASZ, TO SPRAWIMY, ŻE TWÓJ DZIDZIUŚ URODZI SIĘ CZERWONY, POMARSZCZONY I WRZESZCZĄCY!
    I chyba żadna matka się nie przyznaje, bo o ile mi wiadomo, każde dziecko się takie rodzi… Mama kiepsko wspomina rodzenie mnie, bo położna, pomocna kobieta, by jak najszybciej ulżyć jej w cierpieniu, podobno w pewnym momencie nacisnęła na jej brzuch (albo raczej: rzuciła się na niego, przyciskając ciężarem ciała), żeby dziecko zostało ‚wypchnięte’. Takie manewry, w połączeniu z niesympatycznymi i niezbyt optymistycznymi komentarzami zrobiły swoje – przed kolejnym porodem mama miała kilkumiesięczną traumę („skoro tam już jest, to jakoś musi wyjść… ech…”).
    Po opowieściach mamy zrobiłam mały research i wyszukałam w internecie mnóstwo smaczków nt. porodu. „Bolało jakby mnie coś rozrywało na części, po kolei: małe palce u stóp, potem coś mi odrywa dłonie, ręce, nogi…!”, „Wyobraź sobie najsilniejszy ból jaki przeżyłaś w życiu. To tak, ale milion razy mocniej boli!”, „Miałam kiedyś otwarte złamanie kości, wiecie, że tak kość sobie dynda poza ciałem. Pikuś w porównaniu do porodu.”.
    Ostatnio, podczas lekcji angielskiego (udzielam korepetycji) spytałam moją uczennicę (matkę 5-latka) o ‚najstraszniejszą rzecz jaką przeżyła’. Miało być miło i przyjemnie, miałyśmy postopniować sobie przymiotniki, ale niestety, jej odpowiedzią był PORÓD. No i po zabawie.
    Wkrótce wychodzę za mąż i chciałabym za kilka lat mieć dzieci. Nie jedno, może dwa, a może trójkę. Chciałabym mieć fajną kochającą się rodzinę z liczbą mnogą wesołych szkrabów. Zastanawiam się tylko – jak tu wyprodukować taką gromadę, skoro nieodłączną częścią produkcji jest poród? A przecież poród to taka traumatyczna rzecz… Staram się więc pozytywnie nastrajać (póki co jeszcze mam nadzieję, że to się uda), więc chętnie spędziłabym nastrojowy wieczór z tą książką 😉 Gwarantuję jej dobre towarzystwo gorącej czekolady!

  • Chciałabym dostać książkę,poniewąż nie dane było mi przeżyć naturalnego porodu.2 razy cc i tak trochę żal i chociaż poczytać bym chciała,bo mam 35 lat i nie planuję dalszego rozmnażania się.
    Pozdrawiam.

  • Mariusz

    No i co śmiesznego jest w mężczyźnie, który zakłada muszkę na powitanie młodej kobiety, ja się pytam??? Phi, też bym założył. I może założę! Choć przy synku nie było takiej szansy, bo musiałam mieć odpowiedni strój do kangurowania.

  • cykada

    kangurowania?

  • Iza

    Ojej! Tekst jak napisany specjalnie dla mnie 🙂
    Błaaaagaaam o książkę. Termin porodu mam wyznaczony na lipiec a już się nim martwię. ;( Jak pomyślę, że będę żyła w takim stresie do końca ciąży to aż mi słabo. Koleżanka z pracy w każdym możliwym momencie podkreśla jak to poród bardzo boli i mówi że jak kogoś nie będzie bolał to się najwyżej pozytywnie rozczaruje. 😀 Siostra, która wcześniej rodziła naturalnie a teraz znowu razem ze mną spodziewa się malucha powiedziała, że nigdy więcej 🙁 Help!

  • Czy wspominałam już, że kocham Was za to, że chcecie się ze mną dzielić tak intymnymi wspomnieniami w tak inteligentny sposób (dziękuję!!!), a jednocześnie, że nienawidzę Was, bo będę musiała wybrać z Was trzech laureatów? 🙂

  • nishka

    A to bardzo trudne, bo wszystkie uzasadnienia mnie przekonują…

  • Pracuję z mamami w ciąży i zaraz po porodzie.Wiele z nich boi się porodu i długo go przeżywa.Po przeczytaniu tej lektury,będę miała dodatkowe wsparcie w doświadczeniu autorki, które z chęcią przekażę mamom.Chciałabym dać im przekaz, ż nie muszą się bać, że sobie poradzą, że są wspaniałe i silne i że jeśli uwierzą w swje siły, to dadzą radę!

  • Nishka

    Kochani, jeszcze raz wielkie dzięki za wszystkie komentarze. Wkrótce napiszę tekst, w którym odniosę się do spraw, które poruszałyście. W takim formacie komentarzy jakie mam teraz nie da się odpowiadać bezpośrednio poszczególnym z Was. Wkrótce zmienię system komentowania na Disqus, w którym jak nazwa wskazuje, będzie można dyskutować. Bardzo żałuję, że nie zrobiłam tego przed publikacją tego tekstu 🙁 A teraz boję się to robić , bo istnieje ryzyko utraty komentarzy (tak mi się przynajmniej – panikarze – wydaje).

    Tak jak pisałam w tekście osoby zainteresowane wygraniem książki mają czas na pozostawienie komentarza do poniedziałku do godziny 12, wyniki opublikuję w poniedziałek późnym popołudniem lub wieczorem.

  • Disqus oferuje importowanie istniejących już komentarzy do swojego systemu i potem nowe komentarze zapisują się w jego systemie i standardowo na twoim blogu, także gdyby disqus przestał działać to komentarze zostają. Sama się obawiałam czy to zadziała ale się udało i bardzo sobie chwalę 🙂 Przy dużej ilości komentarzy importowanie ich może chwilę potrwać.

  • Dzięki za informację!
    Ale jak zaimportuję disqus, to będę musiała też tu na blog WYŁĄCZYĆ te komentarze, tak? bo inaczej będzie i disqus i te? Bo przecież mój szablon nie jest chyba aż tak mądry, żeby to rozumieć 🙂
    PS „chwilę” potrwac, czyli np godzinę? czy dobę? 🙂

  • Do WordPressa Disqus ma specjalną wtyczkę, która wszystko zrobi za Ciebie. Nie trzeba nic wyłączać bo Disqus jest pewnego rodzaju nowym szablonem dla starych komentarzy. Jak go włączysz i zaimportujesz stare komentarze to na blogu będzie działał tylko Disqus a stary system komentarzy będzie „schowany” ale nie wyłączony. Nie trzeba nic samemu ustawiać ani wyłączać, po instalacji wtyczki wszystko robi się automatycznie. Jak już wszystko będzie zainstalowane i zaimportowane to na blogu będzie funkcjonował tylko Disqus ale w momencie napisania komentarza będzie on dostępny zarówno standardowo na blogu jak i na serwerach Disqus, także nic nie zginie w przyrodzie, tylko wyświetlane będą komentarze z Dis. i nie będzie podwójnych komentarzy 🙂 Z importowaniem bywa różnie, z tego co pamiętam podają, że może to potrwać do 48 godzin, zależy od ilości komentarzy. U mnie trwało to ok. 3 godzin. Nie wiem czy miało to znaczenie ale opcję importowania wykonałam bezpośrednio przez stronę Disqus a nie wtyczkę WordPressa i wtedy jakoś szybciej poszło.

  • Magdalena

    Moja mama nie praktykowała straszenia porodem. Mówiła, że owszem, boli, ale to ‚taki naturalny proces’. ‚Naturalny, psiakrew, bardzi pocieszające’ – myślałam, zwijając się z jakiegoś bólu miesiączkowego czy bólu żołądka, który też tak można nazwać, a nie stanowi pewnie nawet preludium do bólu porodowego.
    Straszenie porodem zdarzało się natomiast moim znajomym – ‚to już ostatnie’, ‚największy koszmar mojego życia’, ‚kocham moją córeczkę, ale jak sobie wyobrażam, że aby mieć drugie dziecko, musiałabym powtórzyć ten horror…’. Nie powątpiewam w wartość nagrody za ten ból (przynajmniej jeśli ktoś pragnie dziecka), ale zamiatanie odczuć tych nie tak nielicznych przecież kobiet, dla których było to koszmarem, wydaje mi się nieuczciwym podejściem do sprawy. Tym bardziej, że część społeczeństwa podchodzi do tego bardzo policyjnie, OCZEKUJĄC, że kobieta z radością i bez kwęków przejdzie przez to z uśmiechem na twarzy w imię poświęcenia dla potomka. ‚Żyjemy w społeczeństwie, które boi się bólu’, ‚teraz to macie wygodnie, w czasach, kiedy ja rodziłam, to…’, ‚cesarka to fanaberia, tak nie rodzi prawdzia kobieta’, ‚ważne jest tylko to, żeby dziecko urodziło się zdrowe, jak możesz myśleć o sobie’. Oczywiście, że straszenie wiele dobrego nie przyniesie (przynajmniej kobiety, która już jest w ciąży ;)), ale moim zdaniem nie należy bagatelizować tej mniej świetlistej strony.
    Może książka napisana przez doświadczoną i mądrą położną będzie pomocna, żeby wyrobić sobie zrównoważony, wielostronny ogląd. Ja rezygnuję z udziału w konkursie, bo nie planuję dzieci jeszcze przez wiele, wiele lat 🙂

  • Weronika

    Moja siostra w sierpniu urodzi mojego chrześniaka, a bardzo boi się porodu. Chcę jej pomóc, aby ciąża była dla niej czasem bardzo szczęśliwyk, a nie ciągłym strachem, dlatego bardzo chciałabym dać jej tę książkę 🙂

  • Marta

    Jest tylko jeden powód dlaczego ja powinnam dostać ta książkę.
    .Jeannette Kalyta? ja całe życie myślałam że to Żanetka Leta 🙂

  • Joanna

    Nie jestem w ciąży, nikt w moim najbliższym otoczeniu także nie jest przy nadziei i właśnie dlatego, na przekór większości Twoich Czytelniczek, staję z nimi w szranki. Czy brak dziecka oznacza, że nie docenię cudu narodzin opisanego przez panią Jeannette, że nie pragnę swojego dziecka, że nie chcę być dobrze przygotowana na ten moment? A może właśnie ta książka powinna trafić do bezdzietnej prawie 30latki po to, aby przestała się bać i dała sobie szansę na największą przygodę życia.
    Piękny prezent komuś sprawisz:)
    Pozdrawiam

  • Natalia

    Chciałabym tą książkę, ponieważ kiedy moja mama widzi, poród w telewizji opowiada, że rodzenie jest to przykra sprawa i nigdy więcej nie chce rodzić. Za każdym razem kiedy natykamy się o tematy związane z porodem widzę u mamy ciarki na ciele. Sama się boję porodu, bólu, jak przy miesiączkach wije się z bólu i umieram, czasami płaczę, że to tak boli i również słyszę, że rodzenie jest 10 razy gorsze od tego co przeżywam miesiąc w miesiąc.
    Chciałabym zmienić nastawienie do tego tematu, i nie bać się tego 🙂

  • Bardzo chciałabym otrzymać tę książkę, ponieważ jestem właśnie w siódmym miesiącu ciąży i jestem przerażona porodem. Zewsząd atakują mnie opisy strasznego bólu, znieczulicy wśród personelu medycznego, historie, w których wszystko idzie źle, na każdy możliwy sposób. Dodatkowo prześladuje mnie myśl, że moja córka wda się w matkę i też zapragnie się zawinąć w pępowinę i dusić (tfu, tfu, odpukać w niemalowane i wszystkie inne cudy na odczynienie złych myśli). Potrzebuję się uspokoić, ale jak – każda opowieść jest przerażająca! Może ta książka by trochę pomogła…

  • ika

    ja napiszę tylko, że to pewnie rekordowa liczba wypowiedzi !!7 nishka, trzeba to koniecznie policzyć.A książki nie potrzebuję, ta chwila już za mną.

  • Marcin S.

    Kilka dni temu okazało się, że będę miał córeczkę lub synka. Muszę przyznać, że wtedy to do mnie nie trafiło, ale z dnia na dzień moje obawy rosną. Myślę, że gorzej jednak ma moja Żona, która w przeciwieństwie do mnie doświadczy porodu na własnej skórze. Chciałbym jej jakoś pomóc, a uważam że ta książka będzie do tego odpowiednia. Pomoże jej i myślę, że w dość dużym stopniu również mi.

  • M.Laura

    Chciałabym tą książkę otrzymać dlatego,iż moim zdaniem PORÓD jest najwspanialszym,najważniejszym,najbardziej oczekiwanym i pamiętanym wydarzeniem w życiu każdej kobiety. W chwili,gdy matka wydaje swoje dziecko na świat następuje COŚ bajecznego, COŚ nieprawdopodobnie wyjątkowego. Tym CZYMŚ jest bezgraniczna miłość. Na zawsze. Ta książka opisuje aż 3550 takich cudów i jest to dla mnie (*matki najwspanialszej istoty na ziemi*) piękna lektura,która przypomni mi ten magiczny czas…

  • Mama Laurki

    Kiedy byłam w ciąży nie zaprzątałam sobie głowy bólem porodowym tylko o zgrozo! nacinaniem krocza.Chciałam uniknąć problemów z wchodzeniem na drugie piętro,siadaniem,wstawaniem itp. Niefortunnie na spotkaniu z przyszłymi mamami i położną z miejscowego szpitala poruszyłam temat ochrony krocza,czym oburzyłam położną.Dyskutowałyśmy dość zażarcie,padały dosyć dziwne argumenty z obu stron 🙂 Ale zrozumiałam,że nie mogę rodzić w „naszym” szpitalu,a już Boże broń z tą położną.Dodatkowo poród rodzinny z tego,co wiem od samego źródła jest przez personel traktowany jako fanaberia-i w dodatku płatny.Szukałam,jeździłam po okolicy i zamęczałam inną położną z innego szpitala,ale znowu o nacinanie krocza.Przyjaciółki sobie z niej nie zrobiłam ale przynajmniej dała cień nadziei,że być może nie natną i będę mogła rodzić wertykalnie.Jako 32 latka zdązyłam zrozumieć,że ciało czasem boli i że zachowując spokój można ten ból przetrwać,zgodzić się na niego a to conieco ułatwia.Brzuch zaczął tańczyć o 22ej,dopakowywałam więc nasze torby i w momencie skurczu trzymając się poręczy robiłam przysiady.Gdy były regularne pojechaliśmy do szpitala.Była 6 rano i okazało się,że jest już spore rozwarcie.Personel zdołał polubić mnie i mojego S. bo „świetnie sobie radziliśmy sami” 🙂 Ktoś tu ładnie napisał, że bóle porodowe wywalają na inną planetę.Fakt,był taki moment,że czułam się jakbym opuściła ziemię-ale to wrażenie wywołało zmieniające się w głowie ciśnienie.Skurcze napływały falami,pod koniec byłam już tak nimi zmęczona,że prawie zasnęłam,moje ciało się odprężyło i odpływałam.A tu każą mi przeć 🙂 i wtedy okazało się,że skurcze zanikły.Podłączono oksytocynę ale byłam na nią jakoś odporna.Poród przyjmował zgryźliwy i spieszący się na obchód ordynator więc jakoś się zdyscyplinowałam 🙂 oczywiście naciął mi krocze. Jak na złość zszyli mnie ładnie-tylko grubą nicią.Położna środowiskowa gdy wyciągała szwy nazwała ją dratwą.Także krocze faktycznie dało mi do wiwatu.Córeczka od początku jest cudowna-grzeczna,spokojna,cierpliwa i zdrowa.Rozpłynęła mi się w ramionach gdy już mogłam ją przytulić po tych wszystkich lekarskich oględzinach.Wydanie jej na świat trwało 5 godzin i bolało tak,jak oczekiwałam-do zniesienia.Ale połóg mnie wkurzył 🙂 szwy bardzo uwierają,upławy nie są przyjemne i trwają,trwają-także kochane pierwiastki to na połóg się przygotujcie psychicznie.Bo o porodzie mówi i pisze się dużo,tymczasem bądźcie dzielne w połogu.Pozdrawiam

  • Ula

    Mój poród nie ma historii. Tzn. historia jest, ale ja jej nie pamiętam, znam ją tylko z opowieści moich bliskich i są to opowieści raczej z gatunku thrillera i melodramatu, paradoksalnie jednak z happy endem 😉 A przecież nie tak to sobie wyobrażałam. Może jeszcze kiedyś będę mieć drugą szansę? Dlatego chcę poznać jak najwięcej dobrych historii – żeby mieć nadzieję, żeby się nie bać. Bo przecież jeśli raz poszło źle, to za drugim razem będzie lepiej, prawda? I może ja też będę mieć swoje „mistyczne przeżycie”.

  • Pingback: Wyniki konkursu oraz zapowiedź Disqus, czyli warto dyskutować :) | Nishka()

  • Nishka

    Komentarze zniknęły na jakiś czas, bo są w trakcie importowania do nowego systemu, ale wkrótce pojawią się

  • Pingback: Nishka skończyła pierwszy rok życia, to już duuuża blogerka! ;) | Nishka()

  • Rodziłam pierworodnego 10h. Niby niewiele. Ale nie spodziewałam się takiego bólu. Mam niski próg bólu. Teraz, prawie 4 miesiące później, jak sobie przypomnę, to łzy napływają do oczu i zaczynam się delikatnie trząść ze strachu. Po porodzie dopadła mnie depresja poporodowa. A wszystko za przyczyną niefortunnie kiepskiej opieki. Moje doświadczenia również opisuję na blogu, ale nie chcę tu spamować linkami. Chcę mieć drugie dziecko. Bardzo chcę. Ale tak bardzo się boję porodu, że nie wiem, czy dam radę się zdecydować… Mam nadzieję, że prawdą jest, że się zapomina… I bardzo zazdroszczę Ci tych uczuć, które doświadczyła i tego że możesz powiedzieć, że to było wspaniałe doświadczenie.

  • kasia

    Rodziłam swoją córkę 3 tyg temu. Rodziłam w sumie krótko. Faktyczne silne bóle trwały ok 3,5 godzin, sam poród ok 5 godz od odejścia wód. Porodu bałam się panicznie. Jestem z tych ” delikatnych” i „histeryczek”. Jednak byłam też ciekawa, co i jak. Czytałam wiele historii porodowych, jednak tak z 2 miesiące starałam się nie słuchać żadnych negatywnych opinii. O bólu starałam się myśleć, jako o skurczu. Zadbałam o to, by był ze mną partner, a w razie niemożliwości mama. Mama na korytarzu miała nadzorować całą akcję, czułam się więc bardzo bezpiecznie. Nie powiem, że były to pieszczoty. Miałam ze dwa razy masaż szyjki macicy, musiałam mieć podaną oksytocynę ze względu na bardzo krótkie i częste skurcze i jak ona zaczęła działać zaczęła się jazda.. Przed porodem „zmuszona” byłam słuchać opinii moich koleżanek, jakie to strasznie traumatyczne przeżycie ten poród jest. Kazały mi załatwić sobie znieczulenie, ale ja nie miałam takiej możliwości, ani funduszy.. Ciesze się, że odrzucałam od siebie te informacje, że myślałam sobie, że moja babcia przez to przeszła, moja mama, to ja tym bardziej dam radę. W przezwyciężeniu strachu przed bólem pomogły też opowieści mojej mamy, która opowiadała, jak na żywca w wieku 6 lat usuwali jej zęba i powiedziała, że drugi raz sobie tego nie wyobraża, a poród tak.:) i mojego partnera, jak miał składaną rękę na żywca w wieku 11 lat:) „ból”, którego doświadczyłam szybko zapomniałam, nie pamiętam już nawet jak wyglądała położna, która poród odbierała. Pamiętam, jak w pewnej chwili poczułam jedność ze wszystkimi kobietami świata i może to śmieszne, ale byłam z siebie dumna, że dałam radę, że już teraz nikt mi nie powie, ze nie jestem prawdziwą kobieta.. może nie powinnam sobie tego tak tłumaczyć, ale napawa mnie to dumą. Jedyne co bym zmieniła i co budzi we mnie złość to zachowanie pielęgniarki na izbie przyjęć, która była dla mnie bardzo nieprzyjemna, opryskliwa, ale na szczęście nie miałam z nią później w żaden sposób do czynienia. Pozdrawiam wszystkie rodzące!

  • ania

    Na szczescie mieszkam w USA i tu kazda kobieta dostaje znieczulenie 🙂

  • 2bobery

    Ciekawy artykuł. Ogólnie bardzo ciekawy blog, opisujący prawdziwe życie, z niebanalnym stylem i humorem, który bardzo przypadł do mojego nietuzinkowego gustu. Czemu postanowiłam skomentować ten wpis, mimo, że dawny i tak w sumie dla mnie odległy temat? Bo mam pytanie, a nawet prośbę. Póki co mam lat 18 i dość ambitne plany, jednak ze względu na bycie osobnikiem żeńskim już mam pewne poczucie, że gdzieś kiedyś zostanę matką. Jednak ze względu na profil licealny poród oraz cały okres ciąży znam od punktu widzenia biologi, czyli anatomii i fizjologi tego zjawiska. To taki krótki wstęp. Autorka bloga zupełnie inaczej to widzi. Mnie ta wizja przeraża i napawa ogromnym lękiem, ją to raduje i zazdrości tego. Więc moje pytanie jest takie, czy za jakieś 10 lat, mogę liczyć na to że blog ten będzie funkcjonować, a ten wpis tu będzie? Jest to jednocześnie prośba, gdyż tekst ten troszkę podniósł mnie na duchu i pomógł spojrzeć na to zupełnie inaczej, a podejrzewam, że gdy przyjdzie ten czas, będę potrzebować takiego właśnie podejścia, wolnego od „strasznych historii z sali porodowej”.

    • Wielkie dzięki za miłe słowa o blogu 🙂 Czy będzie istniał za 10 lat? Trudno i wybiec myślami i planami aż tak daleko w przyszłość, więc gwarancji dać nie mogę, ale mogę Cię zapewnić: że moje chęć są olbrzymie 🙂 W razie czego zapisz sobie mój adres mailowy – on się na pewno nie zmieni – i jeżeli blog by zniknął (choć mam nadzieję, że tak się nie stanie) – śmiało do mnie pisz gdy dopadną Cię rozterki 🙂
      Całusy 🙂

  • Beatka Przewoźniak

    Dlaczego chciałabym tą książkę? Co prawda poród mam za sobą(ba, już dawno to było całe 3 lata!) I był bardzo lekki, niczym kichnięcie (od przyjęcia na oddział cale 15 minut!), ale chciałabym przeczytać tą przeciekawą lekturę, sławnej położnej.. Niestety nie miałam okazji czytać takich lektur przed porodem swoim i byłam pewna obaw. chciałabym podzielić się tą książką z dobrą koleżanką która w ciąży jest- a że poród się zbliża jak to w ciaży bywa jest mega pełna obaw. A ja nie umiem jej uspokoić- może taki prezent ją uspokoi? 🙂

  • Pingback: Nie bójmy się flirtu. O różnicy między flirtowaniem a molestowaniem | Nishka()

  • Dot

    „mąż, który wrzuca na facebooka zdjęcie rodzącej żony” noo, niczego bym bardziej nie chciała niż tego, żeby mój mąż wrzucał relacje z mojego porodu do sieci o.O

    Dzięki za ten post, na pewno mi się kiedyś przyda 🙂