5 wskazówek jak wychować inteligentne dziecko

W myśl zasady, że jak rodzic nie ma czym się pochwalić, to chwali się swoimi dziećmi, muszę Wam dziś o czymś donieść. Otóż dziś rano dowiedziałam się, że moja starsza córka, uczennica pierwszej klasy gimnazjum, ma najwyższą średnią ocen w szkole: powyżej 5,5! 🙂

fot. Philippe Put

Obie córki od lat kończą szkolne semestry z bardzo dobrymi wynikami, zdarza im się wygrywać w konkursach. Oczywiście wysokie oceny i duża ilość punktów na testach nie zawsze świadczą o inteligencji i odwrotnie: niskie o jej braku. Przecież liczy się to, co ma się w głowie, a nie w dzienniku szkolnym. Jednak w przypadku moich córek bardzo dobre oceny idą w parze z bystrością, błyskotliwością i wiedzą o otaczającym świecie. Kto je zna, wie, że mądre z nich dziewczyny. I wbrew pozorom żadna z nich ani nie wygląda, ani nie zachowuje się jak „typowy kujon” niewyściubiający nosa spod książek. Są wyluzowane, lubią się bawić, żartować, leniuchować, tracić czas na tablecie itd.

Zastanawiając się, jak to możliwe, doszłam do wniosku, że ich tato przekazał im „inteligencję” w genach, a ja… ja zapewniłam tzw. warunki środowiskowe 🙂 Oto one:

1. Zdrowe  jedzenie

Jakość jedzenia ma wpływ na kondycję intelektualną. Pamiętam, jak niedawno opowiadałam znajomej, że najbardziej męczącym aspektem macierzyństwa jest dla mnie organizowanie jedzenia dzieciom. Moje dzieci codziennie jedzą obiad i nie są to kanapki. Codziennie mam z tyłu głowy poczucie, że muszą zjeść coś wartościowego. Zwykle dwa razy w tygodniu udaje mi się skorzystać z uprzejmości mojej mamy i teściowej, wychodzi więc na to, że średnio pięć razy w tygodniu gotuję im sama. Przygotowując posiłki, staram się, by jedzenie było jak najmniej przetworzone, zawierało jak najmniej konserwantów, zwracam uwagę na skład produktów, dbam o to, by miały zapewnioną wystarczającą ilość białka, warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych itp., słowem: żeby było zdrowo i pożywnie. Jasne, zdarza się czasem, że na obiad jemy frytki, ale wtedy przykładam wagę do tego, by zjadły wartościową kolację. Pozwalam im jeść słodycze, ale staram się ze sklepowej półki wybierać te „zdrowsze” (np. czekolada zamiast cukierków nafaszerowanych konserwantami i barwnikami). Nie chodzi o to, że spędzam w kuchni godziny. Nie, zdrowe food może być przygotowane fast 🙂

2. Sen

Deficyt snu źle wpływa na sprawność intelektualną dziecka, więc warto dbać o to, by dziecko „zdrowo się wyspało”, nawet jeżeli mówi, że w ogóle nie chce mu się spać. Sama śpię po około 6-7 godzin, dzieciom nakazuję (bo niestety zwykle taką formę to przybiera: kazania udania się do łóżka) spać dłużej. W tygodniu mają zwykle pobudkę około 6.30. Staram się więc, żeby młodsza córka leżała w łóżku najpóźniej o 21. Nie zawsze mi się to udaje i gdy zbliża się 22, a ona jest jeszcze na nogach, łapią mnie wyrzuty sumienia, dlatego nie dopuszczam do tego, by pojawiły się też następnego dnia 🙂 Ze starszą córką mam ostatnio coraz większy problem, bo o położeniu się spać wcześniej niż o 23 nie ma mowy, często błąka się po domu dłużej. A moim zdaniem powinna spać co najmniej 8 godzin. Pracujemy nad tym, na razie na szczęście zbliżają się wakacje.

3.  Świeże powietrze

Pobyt na świeżym powietrzu dotlenia mózg, dzięki czemu funkcjonuje sprawniej. Jestem przekonana, że fakt, że moje dzieci, odkąd pojawiły się na świecie, miały zapewnioną regularną dawkę tlenu ma wpływ na ich sprawność intelektualną i fizyczną. Dzieci znajomych lubią do nas przyjeżdżać na wakacje, ferie zimowe i weekendy, bo mamy dość duży dom, a w nim wiele zakamarków, w którym można bawić się w chowanego, ale …. jest też pewne ALE. Otóż mama Nishka każe wychodzić im na podwórko! Oczywiście nie cały czas, łaskawie pozwalam też być w domu, ale co jakiś czas wymownie spoglądam na drzwi wyjściowe 🙂

W tygodniu, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym codzienne spacery są często niewykonalne, bo gdy wracamy do domu, jest już ciemno, ale wiosną, latem – spacer popołudniowy lub po prostu zwykły pobyt na podwórku obowiązkowy. A już weekendów, przerw świątecznych, ferii zimowych, czy wakacji bez codziennej dawki tlenu: nie wyobrażam sobie!

4. Budzenie chęci do zdobywania wiedzy

Warto zaszczepić dzieciom myśl, że bycie inteligentnym i posiadanie wiedzy o otaczającym świecie jest „cool”  i „trendy” :) Już od bardzo wczesnego dzieciństwa, angażowałam córki w różnego rodzaju intelektualne gry i zabawy. Gry w skojarzenia słowne, rymy, „co by było gdyby”, podsuwałam książeczki, encyklopedie, słowniki, przekazywałam różne ciekawostki związane ze światem przyrody, historii. Zawsze starałam się łączyć tzw. przyjemne z pożytecznym, czyli naturalnie wplatałam w zabawę zdobywanie wiedzy (vide Opowiadaj dziecku o świecie, bo wychowasz „nie kumam, nie ogarniam, nie lubię). Chciałam, by zdobywanie wiedzy o świecie kojarzyło im się z czymś przyjemnym, a nie z przymusem.

 Zachęcam, by odrabiały pracę domową tzw. „dla chętnych” czyli ponadprogramową, żeby czytały dodatkowe, czyli nieobowiązkowe lektury szkolne, żeby brały udział w konkursach matematycznych, ortograficznych itp. Oczywiście nic na siłę, sztuką jest doprowadzenie do tego, że dziecko samo rwało się do tego, by brać udział w takich konkursach 🙂 To, co istotne, to że nigdy nie podkreślam roli rywalizacji, czyli „bądź lepsza od innych”, nie, po prostu próbuję je przekonać, że warto być mądrym.

5. Budzenie poczucia, że nauka to ich obowiązek

Jestem przeciwniczką eksploatowania dzieci i angażowania ich w dziesiątki zajęć pozalekcyjnych. Za to jestem zwolenniczką tego, żeby opanowały materiał szkolny najlepiej jak potrafią i żeby miały poczucie, że jest to ich obowiązek. Chcę, by wyniosły ze szkoły co najlepsze, czyli żeby nauczyły się (i polubiły) czytać, opowiadać, by zdobyły wiedzę o przyrodzie, biologii, historii, geografii, chemii itd.

Z drugiej strony, podkreślam, że to ICH obowiązek, czyli same mają o to dbać. Nie pomagam dzieciom odrabiać lekcji, nie krążę nad nimi i ich zeszytami (vide Rodzic Helikopter: sprawdź, czy nim jesteś), od początku chciałam wzbudzić w nich poczucie, że to ICH sprawa. Że jeżeli nie odrobią lekcji, to poniosą tego konsekwencje w postaci złej oceny. Że jeżeli nie nauczą się do klasówki, mogą dostać jedynkę, którą potem będą musiały poprawić. Nie znaczy to, że nie zdarza mi się przypomnieć im o tym, jasne, czasem muszę. Ale są to zwykle tego rodzaju dialogi:

— Mamo, mogę pograć na tablecie?
— Nie, najpierw odrób lekcje.
(chwilę później)
— Mamo, proszę, mogę trochę pograć na tablecie przed odrabianiem lekcji?
— Nie, najpierw odrób lekcje.
(za moment)
— A mogę pograć w trakcie odrabiania lekcji? Proszę!

*

Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was, co sądzicie o moich „TOP 5 punktów na inteligentne dziecko”  ;), czy pokrywają się z Waszymi, czy coś byście dodali? Przy okazji zapraszam też do lektury tekstu Jedenaście wskazówek jak wychować przedsiębiorcze dziecko, czyli dziecko, które będzie potrafiło spełnić swoje marzenia.

*

Teoria teorią, a w praktyce wygląda to często tak, że wymienione powyżej punkty stoją ze sobą w sprzeczności. Kilka dni temu starsza córka przy śniadaniu,  zaspana, oznajmiła mi:

— Poszłam wczoraj spać o pierwszej.
— Dlaczego?
— Bo uczyłam się do klasówki z biologii.
— A dlaczego nie uczyłaś się w ciągu dnia?
— W ciągu dnia? To marnotrawstwo czasu!

Komentarze:

  • genialny wpis!
    czekam jeszcze na taki, który mówiłby o tym jak wychować dziecko inteligentnie emocjonanie 🙂

    • Super, pomysł, postaram się taki stworzyć. 🙂

      • ekstra! przyznam, że w ciemno mogłabym mu dać już teraz lajka ;-P

      • Nie ma czegoś takiego jak inteligencja emocjonalna. To coś jak sprawiedliwość społeczna.

  • Wpływ spania na intelekt jest niestety bardzo niedoceniany przez rodziców 🙂

    • Dokładnie! A to jest baaardzo ważne. Na dorosłych to różnie wpływa, ja czasem śpiąc po 5 godzin czuję się sprawna intelektualnie i wolę to nawet bardziej niż spanie 10 godzin (nie znoszę!! potem jestem taka zaspana i otumaniona). Ale dzieci to dzieci, rosną, kształtują się, mają inne potrzeby energetyczne i inaczej się regenerują.

  • pedzeleceblog

    Brawo dla córki 🙂 U nas wszystko odbywa się na zasadzie partnerstwa, dzięki czemu wszystko gra i oceny również nie są najgorsze. Córka sama decyduje co ważne i ważniejsze. O tym czy pójdzie spać wcześniej, czy później, czy odrobi dodatkową pracę czy też nie. Dajemy jej wolny wybór. I co ważne, nie dajemy jej odczuć, że nie chce nam się pomagać w lekcjach, w dodatkowych prac. Bo jak ona ma wyrobić w sobie poczucie, że szkoła jest ważna jeśli rodzice wiecznie nie mieliby dla niej w tym temacie czasu. Tak dopiszmy jeszcze jeden punkt. Wspieraj, rozmiawiaj. 🙂 pozdrawiam Marta

    • Super, z tym że mam wątpliwość co do punktu: żeby dzieci same decydowały kiedy pójdą spać. Bo gdybym ja dała swoim córkom w tej kwestii wolną rękę, to młodsza chodziłaby pewnie codziennie o 23 a starsza codziennie o 1 w nocy 🙂
      WIęc ja jestem w tek kwestii dręczycielką i nakazuję MARSZ DO ŁÓŻKA 🙂

      • pedzeleceblog

        Ja też mówię, że pora spać ale swoje sposoby znają, starsza światło gasi, schowa się pod kołdrą i dalej męczy telefon a młodsza również opanowała przy starszej sztukę bytowania w pokoju gdy jest ciemno 🙂 Zresztą nie dałabym rady, gdyby mi się kręciły przed nosem po 22, więc i tak, i tak mają siedzieć w pokoju o tej porze, u nas jest marsz do pokoju 😉

  • Ala

    A może jakiś zdrowy przepis typu fast? mi się zawsze to gotowanie ciągnie jak flaki z olejem.

    • Mhm, ok, coś napiszę 🙂

  • Muszę się zgodzić z córką. W nocy się najlepiej przyswaja wiedzę 🙂

    • Kasia

      Może jest typem sowy. Takim lepiej uczy się w nocy. Jaj mam tak od dziecka do dziś dnia (jestem po 30-tce). Już z tym nie walczę i nie mam wyrzutów sumienia. Noc to po prostu najlepsza pora dla mojego mózgu 🙂 A uczyłam się zawsze bardzo dobrze lub najlepiej. Każdy powinien wybrać swój własny optymalny czas nauki i czuwania oraz odpoczynku i snu.

  • Chyba się uzależniłam od wpadania tu i to całkiem nie przypadkiem 🙂
    Każdy z tych punktów odpowiada mojej liście poza ostatnim który jeszcze nie miał szans wejść w życie ale u mnie w tej chwili to bardziej teoria prawda wyjdzie na jaw jak Młody pójdzie do szkoły 🙂
    http://kusiatka.blogspot.com/

  • Kinga

    Nishko chylę czoła przed Tobą- jesteś naprawdę mądrym rodzicem (Twój mąż oczywiście również!) Bardzo mi się podoba sposób w jaki wychowujecie swoje córki, ponieważ w otaczającym nas świecie coraz mniej takich dobrych przykładów. Moja siostra wyłącza dzieciom router w tygodniu, aby nie miały kontaktu z Internetem i zajęły się nauką.. a kiedy te przychodzą w odwiedziny w niedziele do babci, przesiadują na laptopie i tablecie non stop, nie podejmując żadnych rozmów! Nie uważam tego za dobre rozwiązanie, choć dzieci te mają dobre wyniki w nauce, dużo sportu na co dzień, ale to przesadne ograniczenie z Internetem jest dla mnie dość dziwne…Ważne jest, aby znaleźć ten złoty środek i tak wychować dzieci, by miały świadomość, że uczą się same dla siebie, co mi się u Was bardzo, bardzo podoba!

    • Kingo, wielkie dzięki za miłe słowa 🙂 Żeby jednak nie było wątpliwości: my również popełniamy błędy! 🙂 .

  • Iza Bezdziecka

    super. najbardziej przemawia do mnie punkt o „ICH obowiązku”. nawet nie tyle przemawia, ile moja mama przetestowała go na mnie… i sprawdziło się w 100%. tu należy nadmienić, że większość klas skończyłam ze średnią powyżej 5.0 … mimo tego (lub właściwie dzięki temu) że nikt mnie nigdy nie ‚gonił’ do książek, zawsze wszystko robiłam sama i z własnej woli. Ewentualnie ponosiłam konsekwencje chwilowego lenistwa:P przeraża mnie fakt, że aktualnie duża część mam odrabia lekcje z dziećmi. DOSŁOWNIE!! czyli jest rytuał: razem siadamy przy biurku, mama bierze plecak i wpakowuje po kolei rzeczy podając dziecku kolejne zeszyty, sprawdzając co ma zadane i przydzielając kolejne szlaczki do narysowania i ułamki do skrócenia. Trwa to cały wieczór/popołudnie i mama nie odchodzi na krok od dziecka, bo właściwie to jest ‚ich wspólna praca domowa’. Jak dla mnie – szok! u mnie w domu było zupełnie inaczej. Padało ewentualnie pytanie „czy dużo zadane” albo „czy już lekcje odrobione”… nie było sytuacji kiedy mama za mnie coś wykonywała, czy nawet wisiała nade mną pilnując, jak ja to zrobię.
    Najbardziej wstrząsający (jak to dramatycznie brzmi 😀 ) przypadek, kiedy w zeszłym roku zbliżał się konkurs matematyczny Kangurek i zadzwoniła do mnie siostra cioteczna z zapytaniem czy nie pomogę rozwiązać K. zadań, bo on się przygotowuje do konkursu i nie umie zrobić. I teraz kilka sprostowań:
    a)po pierwsze pytanie powinno brzmieć: czy rozwiążesz kilka zadań za K. bo on nie umie?
    b)po drugie mój -dość logiczny umysł- podpowiada mi, że skoro dziecko samo nie umie rozwiązać tych zadań, ba! nawet nie wie jak zacząć, to znaczy że nie ma wyjątkowych zdolności matematycznych i może powinno darować sobie konkurs matematyczny?! warto dodać, że inicjatywa wzięcia udziału w konkursie nie pochodziła od K. … wniosek chyba jest też taki, żeby nie popadać w skrajności. Często widzę, że rodzicom zależy bardziej niż dzieciom. Więc albo rodzice muszą inaczej pokierować dzieckiem, zachęcić do tego żeby mu zależało 😉 albo sami zmienić nastawienie – każde dziecko jest dobre w czymś innym. może jeszcze nie odkryło swojej pasji i tego, co będzie go meeeega interesowało, wciągało i pochłaniało.

    Ale co ja tam wiem, ‚bezdziecka’ 😉 a rozpisałam się że ho ho.
    Pozdrawiam

    • Iza, bardzo słuszne uwagi i spostrzeżenia! Podpisuję się pod wszystkim, masz absolutną rację 🙂 A to, że jesteś „bezdziecka” nic nie zmienia , wprost przeciwnie: może właśnie wiesz więcej od nas, bo masz ten dystans 🙂

  • My dopiero zaczynamy przygodę ze szkołą (od września), ale nad niektórymi punktami to pracuję od kiedy Zu i eM się urodzili: wczesna „pora łóżkowa” i „schiz na świeże powietrze” to u mnie jest na tapecie i nie ma zmiłuj (no chyba, że od wielkiego dzwonu). Jeśli chodzi o odżywanie to od czasu do czasu patrzę na dzieciaki (i siebie) z pewnego dystansu i dokonuję „korekt.” Nasz ostatni wyjazd dużo mi dał do myślenia na temat nawyków żywieniowym eM, nie do końca dobrze się ostatnio działo, więc powstała lista zasad (serio), a teraz plan wcielam w życie. Jak będą pierwsze efekty (albo ich brak) to napiszę o tym więcej. Póki co walka trwa!

    • Jestem bardzo ciekawa jakie to zasady więc czekam z niecierpliwością jak je opiszesz 🙂

  • Pozwolę sobie na odrobinę niezgodzenia się z Tobą. Po część masz rację, ale 50% sukcesu to jednak geny. Drugie 50% to tak jak piszesz wychowanie (wsparcie rodzica, podejście do dziecka itd). Za to z mojego własnego doświadczenia wiem, że nauka materiału szkolnego, jest na nic. Do niczego mi się to nie przydało, a zrobiłabym znacznie lepiej gdybym skupiła się na jednej konkretnej rzeczy (na przykład na matematyce, czy historii) a nie na wszystkich.

    • M,artyna

      W liceum miałam podobne podejście – uczyłam się tylko tego, co mnie interesuje, zakładając, że reszta NIGDY mi się nie przyda. Pięć lat później bardzo żałuję, że nie przykładałam się bardziej np. do matematyki czy biologii, bo przeszkadza mi brak wiedzy tzw. ogólnej:) Widzę to tak, że dziecko (nawet takie duże, w zaawansowanej adolescencji) nie do końca jest w stanie określić, co tak naprawdę przyda mu się w przyszłości, więc warto uczyć się wszystkiego, choćby na poziomie podstawowym, jednocześnie rozwijając swoje zainteresowania w szerszym zakresie:)

    • Nie mogę sięz Tobą zgodzić-zdolności nie są kwestią genów! 100% udziału w ich tworzeniu ma środowisko w którym wychowuje się dziecko, z czego sporą część stanowią tzw.przypadki losowe, wiadomo, ale to nie zmienia faktu,że za całą resztę odpowiadają osoby z otoczenia dziecka. Polecam zapoznanie się z ideami Shinichi Suzuki-potrafił nauczyć grania na skrzypcach dzieci,którym rzekomo „słoń nadepnął na ucho” 🙂

  • Agata

    Jakbym czytała o sobie 🙂 z tą różnicą że ” obowiązek szkolny” swoim dziewczynom przedstawiam jako przywilej – że dzieci z Afryki chciałyby chodzić do szkoły i mieć własne ołówki np. Dodatkowo moje towarzystwo, które uważam za bardzo inteligentne i nastawione na rozwój – a siłą rzeczy przebywanie wśród ludzi wykształconych i mających parcie na wiedzę pobudza do działania i zdobywania. I traktuję swoje córki jak dorosłe od dzieciństwa – dzięki temu nie mają chęci przedwczesnie wydorośleć, decydują o sobie ale zgodnie z moimi oczekiwaniami – ( nie ma dziecka – jest człowiek – J.Korczak ) Pozdrawiam serdecznie – Koleżanka Oli 🙂

  • Paulina

    U mojej szwagierki łacznie jest czwórka dzieci. Najstarsza kończy podstawówkę i ma średnią 5,75 dwa lata młodszy jest zolny, ale leniwy. Jak się nauczy ma piątki a jak nie to wiedzy z lekcji starcza na 3. Wszystkie wychowywane razem, tak samo i jak wytłumaczyć wielkość ambicji dziecka? Nikt go nie naciska żeby uczył się „jak siostra”. Czasem charakter też ma znaczenie. Ja np czytałam płynnie mając 4 lata, a moja młodsza siostra powtarzała mamie że będzie uczyć się literek w szkole.

  • O uczeniu się już kiedyś przeprowadziłyśmy dyskusję 🙂 Dodam, że moim zdaniem ważne jest również dostarczanie wielu różnorodnych doświadczeń, bodźców, ciekawości „nowego”. No i jeszcze rozbudzanie miłości do książek.

  • Filip

    cóż a ja mam dwoje dzieci. Jedno uczy się zawsze samo – najlepsza średnia w szkole – a z drugim dużo siedzę i 4,5 ale za to uzdolnione artystycznie – fantastyczne pisze opowiadania z klimatem i pięknie rysuje, maluje. Nie ma reguły – a przepisy to na ciasto nie na wychowanie. Przypomina mi to bardziej blog kulinarny

  • Nuerha

    U nas szkoła to jeszcze odległa pieśń przyszłości, ale punkty 1,3,4 mamy opanowane do perfekcji 🙂 Mój synek ma trochę ponad półtora roku, ale już mu się udało zaszczepić sympatię dla książek. Ma swoje stałe pory w ciągu dnia, kiedy przynosi wierszyki Tuwima do poczytania i nie ma zmiłuj 😀 Mam nadzieję, że tak mu zostanie. A Tobie, Nishko, i Twojemu mężowi gratuluję córek i tego, że wychowując je nie idziecie na łatwiznę. Śmiem także twierdzić, że inteligencję wzięły nie tylko po tacie 😉

  • wanda

    Czy jest jakaś reguła w pojawianiu się wpisów? (co ile dni)

    • zwykle codziennie, z przerwą na weekend. dziś będzie nowy 🙂

  • Kamelia

    Ja dodałabym jeszcze ruch fizyczny. Choć może ta opcja jest równoznaczna z przebywaniem na świeżym powietrzu…? Jestem przekonana, że ludzie, którzy uprawiają regularnie jakąkolwiek formę ruchu są mądrzejsi. Oczywiście tą teorię zweryfikuję w praktyce w ciągu kilkunastu najbliższych lat na własnych dzieciach. Póki co testuję ją na sobie. 😉
    Pod wszystkimi powyższymi punktami podpisuję się rękoma i nogami. Zwłaszcza pod punktem o zdrowym jedzeniu. Uważam, że przez wiele osób niedoceniana jest rola odpowiedniego żywienia. A przecież jesteśmy tym co jemy. 🙂

    • absolutnie zgadza się z Tobą – ruch jest bardzo ważny.

  • Pingback: Spotkanie z blogerką celebrytką | Nishka()

  • Rewelacyjne wskazówki. Za kilka lat to zweryfikuję, ale w teorii wydaje się być to bardzo sensowne:) Gratuluję genialnego zakończenia roku szkolnego:)

  • Mając w gimnazjum pomysły na cudowny rozwój osobisty i spanie w godzinach od 20 do 5, to ja zawsze musiałam błagać rodziców lub jednego o ściszanie telewizji, a najlepiej o wyłączenie (to akurat nigdy nie skutkowało ;)), gdyż nasze schody działały nagłośniająco jak starożytny amfiteatr. W końcu poszliśmy na kompromis i nabyli sobie słuchawki. Teraz to bym chciała wrócić do tego wczesnego zasypiania, a szczególnie wstawania…

  • Jagoda Mazurek

    Gratuluję mądrych córek – średnia naprawdę robi wrażenie!! Mam pytanie skąd sweterek ze zdjęcia? Osobiście uwielbiam takie neonowe kolory i uważam, że świetnie podkreślają dziecięcą urodę! Ostatnio swojej córze kupiłam taki sweterek: http://maxmia.eu/dziewczynka/produkt/bluza-dresowa-dziewcz-3f2609 wygląda w nim naprawdę uroczo, ale szukam teraz czegoś podobnego, jak na Twoim zdjęciu. Daj mi proszę znać 🙂

  • Madej

    Z tym uczeniem się po nocach to całkiem starszą córkę rozumiem 🙂 Mniej więcej od gimnazjum zaczęła mi się taka faza i trwa do dziś. W skrócie – w gimnazjum okazało się, że jestem sową i zdecydowanie łatwiej przyswajam wiedzę po nocy 🙂 Mam cisze, spokój i mogę się skoncentrować. Uspokajając – zdrowie ok, dobre liceum za mną, studia obronione bardzo dobrze za mną i takie tam… 🙂

  • Asia

    Świetny wpis! Przyda się. Bardzo podoba mi się Twoje podejście. Niestety tak niewiele osób ma takie… Dobra, wskazówki już znam, teraz trzeba tylko zrobić dziecko 🙂 Pozdrawiam

  • Pingback: Błądzić jak rodzic we mgle | Nishka()

  • Pingback: Nie odrabiam z dzieckiem lekcji | Nishka()

  • Sylwia

    A ja bym poszła o krok dalej – czemu po nauce w przedszkolu nie kierować dzieci do klas o konkretnym profilu ? widzę po swoich dzieciach ze jedno jest dobre z matematyki a drugie bardziej z wiedzy humanistycznej to po co w nie wmuszać niepotrzebną wiedzę i jeszcze żądać by miały jak najlepsze oceny? Ok rozumiem wiedzę trzeba mieć ogólną ale im wcześniej zacznie się nakierowywać dziecko tym większy jego pożytek z jego wiedzy.

    • Sissi

      Bo nie każdego można w ten sposób określić – ja na przykład byłam zawsze dobra ze wszystkiego, wybór profilu w liceum był dla mnie koszmarem, stresem i wybrałam źle. A najchętniej uczyłabym się i języków, i biologii, i chemii, i matematyki. Może faktycznie nie jest to zły wybór, jestem w lingwistyku to brakuje mi biolchemu, byłabym w biolchemie to brakowałoby mi lingwistyka. Nie wiem.
      Nie znam też osoby, która nie narzekałaby na konieczność wyboru profilu w wieku lat szesnastu. To jest zwyczajnie za wcześnie, żeby odcinać sobie wszystkie inne drogi oprócz tej jednej, matematycznej albo humanistycznej. Bo, jak już wspomniałam – ja lubię poszczególne przedmioty z różnych dziedzin. I takich osób jest wiele.
      Powiedzieć dziecku w wieku lat sześciu: „masz tutaj tylko matematykę, nie przejmuj się polskim, językami obcymi, biologią, chemią, geografią, wosem, historią…”? To szaleństwo. Zmieni mu się to jeszcze milion razy.

  • Dziękuję. Popłakałam się. Nie ze śmiechu czy złości. Popłakałam się, bo już tak mam jak czytam mądre rzeczy i takie, które pomagają mi uwierzyć, że to co robię jest OK. Trafiłam tu przypadkiem i zostanę.

    Do rzeczy. Nie mogę pojąć dlaczego do prawa jazdy samochodem trzeba robić kursy i egzaminy, a do prawa bycia rodzicem nie. Myślę o tym zwłaszcza kiedy obserwuję znudzone dzieci typu „nie lubię, nie kumam” i inne. Nie jestem matką idealną, ale czuję, że mam pozwolenie na urodzenie kolejnego. Dlatego się popłakałam. Wszystkie te punkty powinny wylądawać w poradnikach rodzicielskich. A jestem matką samoukiem i wielu rzeczy dowiedziałam się na doświadczeniach innych matek. Moja intuaicja mnie nie zawiodła, a jakaś tam mądrość życiowa pokierowała w dobrą stronę. Żadko mówię o sobie dobrze, ale w przypadku mojego syna, mimo wielu błędów i utraty cierpliwości mogę powiedzieć, że radzę sobię. Mąż to potwierdza. W sumie razem tworzymy dobry duet w wychowaniu małego człowieka. Może to powinien być 6 punkt – współdziałanie?

    Zgadzam się odnośnie zdrowego żywienia. Dodałabym nawet, że dziecko czasami powinno poznać uczucie głodu i różnice swojej wydolności fizycznej po posiłku zdrowym, a po bylebyzjadł.

    Sen jest super ważny – ilość i jakość oraz kolejność wszystkich czynności przed snem. Oczywiście są u nas dni dziecka, bez mycia, z zasypianiem przed telewizorem lub z mambą na kolacje. Ale mimo to, rytuał czynności przed snem wyrobił w nim nawyk samodzielnego przygotowywania się do snu. Wie kiedy koniec bajki i sam wyłącza telewizor.Oczywiście obowiązkowo bajka. Czasami ja czytam czasami on sam 😉

    Rymy są genialne, a brzydkie piosenki i wierszyki rymowane jeszcze lepsze. I on rozumie, że to żarty. Zresztą poczucie humoru jest cechą inteligentych ludzi… Można jeszcze dodać, że odpowiadanie na każde pytanie dziecka jest ważne. To zaspokaja jego ciekawość i będzie chciał wiedzieć więcej. Mój syn jest mały, ma 3 lata i udzielenie mu odpowiedzi na pytanie co znaczy ” trzymać sznurem coraz trudniej” sprawia mu ogromną radość. A ty się matko gimnastykuj jak to dziecku wytłumaczyć 🙂

    Zgodzę się poniekąd z Tedi, że geny mają duże znaczenie. Ale uważam też, że mając świadomość swoich genów można nad genami „popracować”. To jest podobnie jak z odchudzaniem. Mam uwarunkowania genetyczne do tycia, ale wiem też, że ciężką pracą mogę nad tym zapanować.Kwestia determinacji. Dlatego uważam, że dzieci bardzo inteligentych rodziców, ale wychowane bez ich obecności, pracy, zaangażowania i czasu będą musiały gonić równieśników.

    Dokładam również od siebie aktywność fizyczną. Sport od zawsze kształtował charakter i mądrość.Uczy pokory i przestrzegania zasad. Nawet jazda na rowerze biegowym więcej uczy niż zwykły spacer. Znacznie pobudza aktywność umysłu dziecka. Nie znam badań na ten temat. Obserwuję.

    pozdrawiam i dzięki jeszcze raz za te wskazówki.

  • Tata

    Witam, ja też się pochwalę:
    moja 3,5 letnia córeczka ostanio wymyśliła, wycieła z kartki i ułożyła z tych wyciętych elementó Robota !!!
    Byłem w szoku!
    Tak na marginesie to umie już liczyć (również po angielsku), można z nią porozmawiać na prawie każdy temat, zna mnóstwo trudnych słów, jest bardzo kreatywna…
    Jestem dumny 😉

    • Super, gratuluję! 🙂

  • Pingback: Jak się robi (mądre) dzieci? | Nishka()

  • moja teściowa mawia „pochwal się dziećmi i mężem…to się nigdy nie udaje” 🙂 ja tam – jak Ty – próbuję 🙂

  • Pingback: Mamo, mój terminarz pęka w szwach! Zlituj się nade mną i oddaj mi mój wolny czas | Nishka()

  • Kacper

    Kurcze, mam siedemnaście lat i się zastanawiam w jaki sposób wychowam swoje dzieci trochę to nietypowe. Tak poza tym bardzo ciekawy wpis!