Jestem zwycięzcą, czyli „niegrzeczna” córka w szkole

Medale, które powiesiłam sobie na szyi nie należą do mnie, lecz do mojej córki, bohaterki tekstu Jak poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem? który został przeczytany przez, bagatela, 42 tysiące 56 tysięcy osób! Oznacza to, że co najmniej połowa z Was zajrzała do mnie wtedy pierwszy raz. Możecie więc nie wiedzieć, że 5-letnia córka z tamtego wpisu, ma dziś 13 lat, uczy się w pierwszej klasie gimnazjum sportowego i wczoraj zdobyła medal w Mistrzostwach Polski!

Dziś opowiem Wam, jak radziła sobie w szkole podstawowej, zwłaszcza w relacjach z nauczycielami. Wbrew pozorom, nie było łatwo.

W domu: lepiej

Pamiętna wizyta u psychologa, o której pisałam tutaj, odmieniła nasze życie. Wcześniej nie radziłam sobie z wychowaniem córki, w domu panował chaos komunikacyjny, mieliśmy w rodzinie poważny kryzys, nawzajem z mężem zrzucaliśmy na siebie winę za „niegrzeczność” dziecka. Po tym jak zastosowaliśmy się do rad psychologa, problemy minęły. Na świecie pojawiło się drugie dziecko, które wychowaliśmy już według nowego stylu wychowania. Ma teraz 8 lat i nie mamy z nią, a raczej ze sobą 🙂 poważniejszych problemów. Natomiast w przypadku starszej córki wielokrotnie byłam proszona o to, by zostać po wywiadówce na „słówko z panią”.

W szkole: źle

— Jak to? — spytacie. — Czyli problemy nie zniknęły?

W domu: tak, w szkole: niezupełnie.

Owszem, dziecko zrozumiało, że są pewne granice, których przekraczać nie może, zasady, których należy się trzymać, że na nic zdadzą się szantaże lub histerie. To wszystko miało na nas wszystkich zbawienny wpływ i poprawiło relacje.

Nie oznaczało to jednak, że córka przestała wyrażać własne zdanie oraz wchodzić z dorosłymi w dyskusję i polemikę.  Co więcej, wcale nie chcieliśmy doprowadzić do tego, by przestała. Kiedy bowiem człowiek ma nauczyć się formułować własne zdanie, jak nie w dzieciństwie? Dzieci ciągle uciszane, niedopuszczane do głosu wyrastają potem na niepewnych siebie i nie potrafiących wyrażać własnych opinii dorosłych.

— Nie odrabiam dziś lekcji z polskiego  — potrafiła mi zakomunikować.
— Dlaczego? Co się stało?
— Mam dość. Wiesz co pani kazała nam napisać? Wiersz o czajniku! Bez sensu. Nie będę pisała żadnych wierszy o czajniku! — oburzała się.
— Nie masz wyjścia. Musisz odrobić pracę domową — pouczałam córkę.

Po kilku minutach przyszła i zadeklamowała mi swój wiersz:

Czajnik tak gwiżdże jakby chciał rozmawiać…
Ale nikt tu nie jest chory psychicznie, żeby to rozważać!

Tego typu wierszyki irytowały niejednego nauczyciela. Wygodniej jest mieć dzieci przystosowujące się do reszty, łagodne, „grzeczne” i ułożone (takie jak np. moja młodsza córka), piszące wesołe i lekkie wierszyki.

Choć, skoro jesteśmy przy wierszykach, to młodsza 8-letnia córka mając napisać wiersz o wiośnie napisała niedawno następujący:

Wiosna taka radosna
cieszą się wszyscy na łące
dzieci, a nawet Beyonce

Dostała opisową 4. Dlaczego nie 5?  Oczywiście nie poszłam ze skargą na to do nauczyciela, nie jestem bowiem typem Rodzica Helikoptera (vide: Rodzic Helikopter: sprawdź, czy nim jesteś).

*

Z całym szacunkiem do nauczycieli: niestety niektórym brakuje empatii, a część jakby przespała na studiach zajęcia poświęcone zgubnemu wpływowi etykietyzowania dzieci, czyli przyklejania im etykietek łobuzów, urwisów, nieuków.

Fakt, że moja starsza córka śmiało wyrażała własne zdanie i potrafiła np. wejść z panią w dyskusję na temat jakiegoś króla Polski albo ptaka, którego pani niesłusznie nazwała innym ptakiem – oburzał nauczycielki i skłaniał do określania jej jako niegrzecznej. Mimo, że wcale nie zwracała się do nich nieuprzejmie, nie obrażała, nie deprecjonowała, lecz po prostu:  dyskutowała.

Temu, jak budowałam relacje z nauczycielami mojej córki ze szkoły podstawowej, poświęcę oddzielny wpis. Mam kilka ciekawych anegdotek ukazujących to, co przeszłam albo co oni przeszli ze mną:) Jeżeli macie ochotę podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami i napisać, jak wyglądały Wasze relacje z nauczycielami ze szkół lub przedszkoli: zapraszam, piszcie w komentarzach.

W gimnazjum: dobrze

Bardzo bałam się myśli, że córka wkrótce wejdzie na kolejny szczebel edukacji: gimnazjum. O swoich lękach pisałam tutaj: Gimnazjum? Nie, dziękuję.

W pewnym momencie nastolatka wymyśliła, że chce iść do gimnazjum sportowego. Miałam dużo wątpliwości, biłam się z myślami, co zrobić (o swoich rozterkach pisałam w tekście  Czy warto posyłać dziecko do gimnazjum sportowego?).

W końcu zaufałam intuicji córki. Przystanie na jej pomysł, zgoda na to żeby poszła do tej szkoły i skupiła się przede wszystkim na sporcie była równie dobrą i  przełomową decyzją, jak tamta dotycząca wizyty u psychologa.

Córka ukierunkowała się na pasję. Ma cel, jest w jego realizację bardzo zaangażowana, lubi to co robi, musi pracować nad sobą, pokonywać własne słabości, radzić sobie z porażkami. Ponadto zawarłyśmy pewnego rodzaju umowę: możesz uczyć się w tej szkole i rozwijać sportowo pod warunkiem, że będziesz również dbać o to, by przyswajać wiedzę z podręczników.

Najważniejsze jednak, że córka odnalazła w szkole w nauczycielach prawdziwe autorytety, którymi są jej trenerzy (co ciekawe, jest to małżeństwo).

I to jest chyba najważniejsze. Co powiedzą trenerzy, jest dla niej święte, a są to na szczęście mądrzy ludzie , o czym miałam okazję się przekonać.

*

Wczoraj obie świętowałyśmy swoje małe zwycięstwa: ona razem ze swoją drużyną wywalczyła w Łodzi brązowy medal w Mistrzostwach Polski biegu w sztafecie na 800 metrów (hurra!!), ja zaś nie mogłam wprost uwierzyć, jaką popularnością cieszy się mój tekst (43 tysiące odsłon i ponad 6 tysięcy „polubień” pod tekstem), który opisywał początek drogi, która zwieńczyła się wczorajszym sportowym sukcesem córki. Przypadek? Nie sądzę 😉

[Nishka wychodzi na scenę i chwyta za mikrofon]

W tym miejscu chcę bardzo podziękować serwisowi Mądrzy Rodzice, który zwrócił uwagę na mój tekst i pchnął tę śnieżną kulę, która w efekcie dała prawie 1,5 tysiąca udostępnień na Facebooku i przyciągnęła do mnie tak wielu z Was!

[Nishka chwyta za filiżankę z kawą i wznosi toast]

Obyśmy zawsze byli Mądrymi Rodzicami, nawet gdy będziemy czasem popełniać głupstwa i błędy, wszak błądzić jest rzeczą ludzką! 🙂

Komentarze:

  • Nishka! Po ,,internetach” krąży obrazek. Dzieci siedzą w ławkach i nauczycielka chodzi od jednego do drugiego i wycina im myśli nożyczkami w równiutkie kwadraty. Przekaz jest taki, że dziecko ma myśleć szablonowo tylko i wyłącznie.
    Dzieje się to już w przedszkolach i cieszę się, że nasze przedszkola jeszcze to wszystko akceptuję, ale co będzie ze szkołą?
    Moje dziecko jest właśnie takim ,,nieszablonowcem”.
    Jestem w stanie zawsze stwierdzić czyje rysunki są jego. Np. mieli wykleić wiewiórkę. Wszystkie dzieci wykleiły, ale wiewiórka mojego dziecka miała jeszcze dorysowanego starannie żołędzia …

    I też byliśmy z nim u psychologa jak miał 3latka. Może sama kiedyś o tym napiszę.

    • W szkole bywa różnie.. Wierszyk o Beyonce mojej młodszej córki, który nie spodobał się pani, nieprzygotowanej na takie dziwne rymy i skojarzenia jest tego przykładem :/
      Na pewno jednak nie można tego uogólniać. Spotkałam się również z nauczycielami wspierającymi kreatywność dzieci.

  • Oj to wszystko przede mną, ale patrząc na charakterek mojej Córki może być „zabawnie”. Swoje zdanie to ona ma, teksty rzuca nieziemskie… A Tobie się należało. Fajnie się Ciebie czyta 🙂
    Gratuluję!!!

    • Dziękuję 🙂 A ile lat ma Twoja córka? 🙂

      • skończyła tydzień temu 3 🙂
        Pisałam ostatnio pod Twoim tekstem, że muszę zacząć spisywać jej teksty, bo niestety pamięć ulotna jest 🙂

        • Ojej, przepraszam 🙁 Pamiętam tamten Twój komentarz! Ale dopiero jak mnie na niego naprowadziłaś.

          • nie ma sprawy. Tyle osób komentuje u Ciebie, że trudno spamiętać 🙂
            Wczoraj u siebie pisałam o dzieciakach i wychowaniu – zapraszam 🙂 … zapewne kolejne miesiące z moim Szkrabem dadzą nowe tematy do wpisów 🙂

  • Kasia Borawska

    Mieć w nauczycielu autorytet – to bardzo ważne. Dobry nauczyciel może rozbudzić w dziecku pasję do przedmiotu, chęć do nauki siłę do przełamywania oporów związanych z trudem i odwrotnie: zły nauczyciel, zły pedagog może zepsuć i zniechęcić do najwspanialszego przedmiotu.

    Dlatego uważam, że nauczyciele powinni naprawdę przykładać wagę nie tylko do przedmiotu, który wykładają, ale i dbania o relację z uczniami: bycia wobec nich „fair”, dotrzymywania słowa, traktowania jako partnerów, a nie stado debili.

    • Zgadzam się z Tobą! Od nauczyciela i jego stosunku do uczniów baaaardzo dużo zależy.

  • ma Twoja córka prawdziwe szczęście (albo instynkt? sama wybrała tę szkołę) do nauczycieli… pracuję z dzieciakami i rzadko kiedy słyszę, że jakiś nauczyciel jest motywujący, sprawiedliwy, lubiany, albo po prostu „fajny”… to często jest problemem w szkołach, nie zawsze to narkotyki, internety, często to nauczyciele podcinający skrzydła (ja miałam szczęście trafić po równo – połowa pożal się Boże i połowa – ach, wow!)

    • To, że ona wybrała tę szkołę, że wpadła na pomysł, żeby tam się uczyć to było naprawdę genialne. Jak jakieś zrządzenie losu. Może to świadczy o tym, że trzeba czasem przystać na pomysły dzieci, nawet jak wydają się dziwne? Bo mnie ten pomysł wydawał się bardzo dziwny!

      W jej przypadku, dziecka energicznego, potrzebującego wyzwań, z niespożytą energią, stawiającego sobie wysoko poprzeczki pójście do sportowej szkoły było najlepszym, co mogło jej się trafić.

      To nie jest tak, że ja namawiam innych rodziców na sportową szkołę (choć do sportu jak najbardziej tak! nie zwalniajmy dzieci z lekcji wuefu!!). Ale warto, żeby dziecko miało jakąś pasję, coś co naprawdę lubi i sprawia mu przyjemność: może rysowanie, może harcerstwo, może lego, może aktorstwo. W szkołach są różne kółka, a jak nie, może warto je stworzyć?

      O rany, ale się rozpisałam 🙂 Na dodatek w ogóle nie na temat, bo Ty pisałaś o nauczycielach!!! :))))

  • Izabela Rendaszka

    Wiersz o czajniku jest wspaniały, Beyonce też super 😀 Przypomnialam sobie przy okazji sytuację z podstawowki z religii, ksiądz kazał napisać ” co byś zrobił gdybyś dowiedział się, że ktoś z twoich znajomych bierze narkotyki ” i właśnie wierszem na to pytanie odpowiedzialam. Ksiądz zadowolony nie był, zwłaszcza z rymu ” zabralabym jej lufy i wsadzila do …” ;-);-)

    • Iza! Fanfary! Skomentowałaś mój tekst! :))
      Mhm. lufy, lufy, lufy, z czym się rymuje lufy? ufy? w sensie UFO? 😉 że zabrałabyś do UFO?! 😉

      • Izabela Rendaszka

        Uczę się robić takie cuda jak komentowanie przez tel. Kosmos, nie jest łatwo 😉

  • Ja tam też bym wolała: w szkole gorzej, a w domu lepiej, niż na odwrót. A taka otwarta głowa, chęć do myślenia i dyskutowania to skarb. My naszą początkującą nastolatkę wręcz zachęcamy i prowokujemy do takiego zachowania. Wole, żeby miała gorsze oceny, niż była bezmyślnym i bezwolnym trybikiem 🙂

    • A jak ją np. prowokujecie? 🙂 Chyba że pisaliście o tym to śmiało wrzucaj link 🙂

      • A muszę Ci powiedzieć, że kiełkuje mi w głowie plan napisania o naszym podejściu do uczenia się i ocen. A prowokujemy np. tak: Ja wkurza się, bo musi nauczyć się na kartkówkę z techniki o rodzajach splotów tkackich. Sama dostrzega absurd takiej nauki. W takiej sytuacji mówimy jej: nie uczyć się, najwyżej dostaniesz gorszą ocenę.

        • Mhm, to ciekawe. Czyli to taka prowokacja na zasadzie? Jak Wy powiedziecie „phi, pewnie nie ucz się” to w niej obudzi się poczucie odpowiedzialności/ambicji itp?

          Tak mi w głowie kiełkuje, że chyba coś takiego miało u nas miejsce. Mój mąż nie prowokował, tylko poważnie powiedział coś w stylu „Phi, to daj sobie spokój.Po co masz się tego uczyć?” i chyba właśnie w dziecku odezwał się taki bunt. Jak to? Ja chcę dostać dobrą ocenę!

          • Nie, nie – w tej sytuacji nie chodzilo nam o podstępne nakłonienie jej do nauki, wręcz odwrotnie. Jeśli coś autentycznie jest pozbawione sensu, to dlaczego ma to robić? Niech myśli, nie robi czegoś tylko dlatego, że ocena. Chodziło mi o prowokowanie do myślenia, zastanawiania się i dyskutowania.

          • Mhm, to ciekawe podejście, ale mam wątpliwości.Wydaje mi się, że dzieci powinny mieć obowiązki i się z nich wywiązywać.
            Potem w dorosłym życiu też jest wiele spraw, których nie chce nam się robić, np. odkurzać, wypełniać pitów itd. Jeżeli wykształci się w dziecku takie poczucie, że jak się nie chce, to tego nie rób, to może to zarzutować na przyszłość takim rozleniwieniem i nieumiejętnością brania się w garść w obliczu nudnego i bezsensownego zadania. (a niestety takich jest dużo).

            Ja mam taką filozofię (oczywiście nie wiem czy jest słuszna, jestem jak najbardziej otwarta na dyskusję), że dzieci powinny odrabiać wszystkie lekcje i uczyć się do klasówek i opanowywac program najlepiej jak potrafią (w miarę swoich możliwości).

            Gdy córka marudzi, że czegoś nie chce, tak jak w przypadku tego wierszyka o czajniku z wpisu, to nie „daruję” jej, to jest praca domowa, czyli pewnego rodzaju zasada, do której musi się dostosować. I dla mnie zwalnianie dziecka z odrabiania jej jest pewnego rodzaju przykładem niekonsekwencji.

          • Nie chodzi o to, że pozwalamy nie robić Ja tego co jej się nie chce, tak dobrze to nie ma. Nie może sobie nie odrabiać lekcji, jeśli tylko najdzie ją taka ochota :). Ale jeśli zdarzają sytuację wyjątkowe np. ma do nauki coś tak absurdalnego, jak sploty tkackie, to pozwalamy jej się nie nauczyć – jeśli nie chce. Mam nadzieję, że nauka dla niej jest taka: coś jest bez sensu – mam wyjście, nie muszę tego robić, choć wiążą się z tym konsekwencje np. gorsza ocena.
            Nie chcemy, żeby wykonywała czyjeś polecenia, bez zastanawiania się nad ich sensownością. Tak wiem trochę anarchia 🙂

          • A gdyby miała napisać wiersz o czajniku wykrzykując, że to bez sensu to jak byś zareagowała? 🙂

          • Kazałabym napisać, to akurat moim zdaniem bez sensu nie jest. Uczy chociażby absurdalnego poczucia humoru:)

          • Ha! Wyobraź sobie, że celem tej pracy domowej wcale nie było użycie absurdalnego humoru (to była VI klasa, pewnie gdyby taka praca była w II czy w III to dzieci byłyby gotowe uruchomić wyobraźnię i humor). To była praca domowa na poważnie, coś w stylu np. tego: http://wiersze.kobieta.pl/wiersze/czajnik-62777
            I dlatego wierszyk mojej córki nie spodobał się pani.

          • Buba Bajdocja

            Wymiękłam, gdy przeczytałam to kryjące się pod linkiem….

            Wierzyłam, że czajnik miał uruchomić wyobraźnię i poczucie humoru. Przecież naprawdę można pisać o wszystkim… Ale nie tak, jak pod tym linkiem 🙁
            Tzn. jak widać, można tak pisać, ale ja nie mogę tego czytać.
            Ratunku……….

          • Alicja

            12 latka miała napisać o ciszy w trakcie krzyku czajnika? WTF?! Mnie się bardzo spodobał jej dwuwers i jako nauczycielka dałabym jej pozytywną ocenę 😀 Chwila. Mam papiery nauczycielki ale nie praktykuję. Dlaczego? Bo mam właśnie taki otwarty umysł, ale biurokracja szkolna i jej zasady mnie skutecznie od tego odstraszyły. Słowem… dostałam wilczy bilet od jednej z Trójmiejskich podstawówek 😉

          • Justyno, po przemyśleniach doszłam do wniosku, że masz rację. Nauczania splotów tkackich w SP jest bezsensowne, a wymaganie od dzieci żeby się ich uczyły jest jeszcze bardziej bezsensowne.Wiedziałam, że tak jest już rok temu, gdy moja córka musiała się ich uczyć, ale jednocześnie nie kwestionowałam tego, traktując jako obowiązek, „nie zwalniałam” jej z tego. A teraz widzę, że to był błąd.

          • 🙂

          • Buba Bajdocja

            O! Złotymi zgłoskami zapisać Twoje przedostatnie zdanie! Złotymi! 🙂

  • Chociaż do religijnej mi daleko z mojej edukacji najlepiej wspominam księdza z podstawówki (pod kątem bycia otwartym, niekoniecznie przydatności wiedzy ;). Prowadziłam z nim pasjonujące dyskusje np. na temat owsików i nasiadówek i chwała mu za to!

    • Haha, brzmi intrygująco: pasjonujące dyskusje o owsikach 😀
      Ale rozumiem doskonale co masz na myśli, czasem z nietypowymi osobami można dyskutować o nietypowych sprawach i to może być fascynujące.

  • Zaczynam mieć nowy autorytet jeśli o wychowywanie dzieci idzie. Dziękuję Nishka, na wiele, na pierwszy rzut oka oczywistych spraw, otworzyłaś mi oczy!

    • Bardzo mi miło!!! Choć trochę się boję 😉 Na szczęście mamy w gronie wielu mądrych komentatorów, którzy wspierają mnie w rozpracowywaniu kwestii wychowania, do którego to grona mam nadzieję, że i Ty dołączysz 🙂

      • Zbyt wiele jeszcze nie wiem, ale instynkt działa. 🙂 Młody ma dopiero rok, więc jeszcze masa błędów wychowawczych przede mną 😉

  • AMBIwalencja Stosowana

    po pierwsze gratuluję

    po drugie też jestem matką gimnazjalisty

    po trzecie nauczycielem w gimnazjum

    strasznie nie lubię etykietek i „grzecznych” dzieci nie lubię: http://chwileskradzione.blogspot.com/2014/04/problemowa-grzecznosc.html

    • Bardzo fajny tekst, POLECAM UWADZE WSZYSTKICH!

      Zgadzam się ze wszystkim co piszesz, mając jednocześnie mały dylemat. Bo moja młodsza córka (8 lat) jest „grzeczna” w szkole, czyli nie rozmawia na lekcjach, nie kręci się, nie dyskutuje z panią, a wręcz – to już akurat nieco niepokojące – boi się jej, a jednocześnie jest bardzo kreatywna i nie ma problemów z wyrażanie opinii, asertywnością. Choć kto wie, może taka jest tylko w domu.. Poza tym to dopiero początek szkoły (II klasa)…

      PS choć może polemizowałabym z Twoim określeniem że „nie lubisz grzecznych dzieci” – wszak one bogu ducha winne..to rodzice je tak „ugrzecznili”…

      • AMBIwalencja Stosowana

        niestety muszę się z Tobą zgodzić – znów szybciej pisałam niż myślałam

        • Tak też czułam, że po prostu w rozpędzie napisałaś 🙂

  • Nuerha

    Mamie gratulujemy córek, córkom gratulujemy mamy :-)!
    A tak na marginesie – wpadam do Ciebie, Nishko, jak do starej kumpeli. Bardzo lubię Twój blog, a Twoje wychowawcze wnioski i sugestie pewnie nie raz mi się przydadzą w wyprowadzaniu 1,5-rocznego obecnie synka na ludzi 😉 Pozdrawiam serdecznie!

    • Bardzo mi to odpowiada! Ja też traktuję Was jak stare dobre kumpele 🙂 Normalnie jakbyśmy teraz siedziały na jakiejś kawie i gadały sobie o naszych dzieciach i nie tylko 😉

  • Projekt Londyn 2014

    No tak, na ten temat – produkowania przez Polską szkołę jednakowych, nie myślących, tylko ślepo podążających za (no właśnie, za czym?) młodych ludzi – mogę rozwodzić się długo i dużo. Jest to ZŁE! Bo sprowadza nasz kraj do a)mało innowacyjnego, b)mało kreatywnego c)o niskim kapitale społecznym. W efekcie – statystyki mówią, że jesteśmy raczej krajem odtwórców niż twórców, nad czym ubolewam.

    Dlatego ja, która chowana była w domu, w którym dobra ocena znaczyła bardzo dużo, a ja sama przez całą podstawówkę byłam wzorową uczennicą, już kilka lat przed pójściem Księciunia do szkoły prowadziłam ze sobą rozmowy na temat tego, jak mało ważna jest ocena. O ile ważniejszy jest włożony w pracę przez dziecko wysiłek, jego pomysł, kreatywność i (UWAGA!)NIEZALEŻNE, SAMODZIELNE MYŚLENIE.
    Dlatego generalnie zupełnie nie obchodzą mnie testy (czy to na koniec 3 klasy, podstawówki, gimnazjum, czy nawet matura), a raczej umiejętność samodzielnego rozwiązywania problemów przez moje dzieci (oczywiście problemów dostosowanych do ich poziomu :)), samodzielnego myślenia i bycie kreatywnym.

    I uważam, że stokroć od pisania tych samych literek w pięćdziesięciu linijkach lepszą nauką dla dzieci jest gra w szachy, czy nawet monopol (może być ten blogerski ;)), tym bardziej, że nasza zacofana szkoła nie uczy ich jednocześnie bezwzrokowego pisania na klawiaturze (choć takie pisanie, podobnie jak gra na pianinie, świetnie wpływa na rozwój obu półkul mózgu). I generalnie albo każe (ta szkoła) uczyć się na pamięć, albo działać schematycznie (patrz testy pod klucz).
    No dobra, już się nie wymądrzam. Czuwaj!

    • Buba Bajdocja

      Ależ wymądrzaj się, bo mądrze to robisz 😉

      W dobie testów szkołą stawia na wyniki testów, więc uczy rozwiązywania testów, a nie samodzielnego myślenia.

      Po co komu myślenie?

      Masz prawo jazdy? A czego uczyli na kursie? Uczyli parkowania tyłem, czy „zaliczania” parkowania tyłem na egzaminie? Trzy razy kierownicą w lewo, a jak pani zobaczy słupek w lewym tylnym okienku, to zacząć odkręcać kierownicę w prawo. Czy to uczyło jeździć/parkować? Ależ skąd, ale jak miałaś już prawo jazdy, to potem siadałaś w inny samochód, gdzie nie było tylnego okienka ;-P I trzeba się było nauczyć samemu, jak parkować bez okienka.

      Tak samo szkoła…

      Niedawno trafiłam na fajne i mądre teksty/przemyślenia o polskiej szkole.
      Polecam:
      http://michalpasterski.pl/2014/04/13-bledow-polskiego-systemu-edukacji/
      http://chabazie.blogspot.com/2014/04/bez-wychowania-bez-szkoy-edukacja.html

      A tu coś o pechowcach i szczęściarzach (moim zdaniem szkoły „produkują” głównie pechowców): http://zyciepelnemozliwosci.pl/pogoda-dla-szczesciarzy-czyli-o-polowaniu-na-szanse

      • Dzięki! Wszystkie artykuły ciekawe, a zwłaszcza Michała Pasterskiego.
        O ile dobrze kojarzę blog o edukacji domowej ktoś już tu linkował, czy to może Ty? Intrygujący temat, choć ja bym nie podołała. Może kiedyś o tym napiszę.

        • Buba Bajdocja

          Na blogu chabazie dopiero myślą o ED – podałam ten link, bo dziewczyna mądre argumenty wysuwa 😉

          Ja uczę córkę od 3 lat (właśnie ukończyła 3. klasę SP) i na moim blogu znajdziesz linki do innych „źródeł”, może przypomnę:

          http://bajdocja.blogspot.com/search/label/edukacja%20domowa

          A napisz, czemu nie podołasz. Chętnie podlinkuję u siebie 🙂

    • Jeżeli „wymądrzanie” mamy rozumieć jaki pisanie bardzo mądre to owszem, wymądrzasz się! Bo w pełni się z Tobą zgadzam 🙂

  • Joanna Krzak

    TO ostatnie zdanie bardzo do mnie trafiło. 😀 BO im moje dzieci są starsze tym pojawiają się inne problemy niż nie zjedzony obiad. 🙂 Co do grzeczności – mój nauczyciel w liceum powiedział mi kiedyś, że nigdy nie chciał by mieć takiej córki jak ja, ale z drugiej strony bardzo by chciał 🙂 Bo ja nie grzeszyłam mega grzecznością, zdecydowanie zawsze miałam swoje zdanie i jestem bardzo mądra i pomimo mojego brykania naprawdę mam coś w głowie. No dobra interpunkcja mi leży 😀 . I w sumie szczerze powiem, że też chciałabym żeby moje dzieci takie były, żeby nie dały się jakoś zamknąć w owczym pędzie i niech się nawet buntują i idą swoją ścieżką, nawet taką , która nie koniecznie innym będzie się podobać, ale żeby zawsze przy tym wszystkim miały głowę na karku. A co do nauczycieli to czasem ręce opadają. Jak byłam uczennicą wiele z nich wydawało mi się naprawdę mądrymi ludźmi, ale po 15latach mam wrażenie, że oni w ogóle się nie zmienili i tyle samo w głowie mają i już tacy mądrzy się nie wydają. Moja przyjaciółka jest nauczycielem ( na szczęście mądra jest) , ale czasem opowiada co koleżanki z pracy robią – to aż strach się bać puszczać dzieci do szkoły….dlatego tak bardzo ważny wydaje mi się monitoring postępów dzieci w szkole przez rodziców, no bo różnie się w kwestii nauczyciela może trafić.aaaaaa i ja w sumie naprawdę miałam szczęście w szkołach do nauczycieli, nawet wielkie. Nawet moja matura z polskiego miała opierać się wyłącznie na literaturze, tak było powiedziane, a ja przez to, że malarstwo wszelakie wielbię, to w 70% opierała się na sztuce – i nawet coś takiego przeszło, zostało ocenione wysoko., więc czasem fajnie się trafia. I jeszcze jedno – czasem takie z pozoru głupie – no to o czajniku – tematy mogą bardzo podnieść kreatywność….no bo kurcze o czajniku wiersz ?? No dziwne 🙂 Ale trochę mózg gimnastykuje 🙂

    • Z nauczycielami jest tak jak z rodzicami, niektórzy są mądrzy, niektórzy niekoniecznie..

  • pedzeleceblog

    A ja wolę jednak moją córkę tą „niegrzeczną” i z beyonce w wierszu, niż taką.. w domu zamkniętą szarą myszkę z samymi piątkami na świadectwie, aczkolwiek „niegrzeczna” z takimi ocenami to jednak byłoby coś 😉 Gratuluję sukcesów i córek 🙂

  • Sylwia

    Mój nauczyciel i wychowawca w liceum szczerze mnie nie znosił, bo zamiast chodzić, jak inne grzeczne dzieci na tony korepetycji (liceum najlepsze – uczniowie mieli być laureatami, finalistami i to najlepiej w więcej niż jednym konkursie;)), ja biegałam na treningi aikido – codziennie po szkole :). (miałam umowę z rodzicami – trenuję ile chcę, ale muszę mieć minimum średnią 4.0, żadnej 3 na koniec roku – ewentualnie jedna dobrze uzasadniona 😉 i mam nie chodzić na wagary).
    moja przykładowa rozmowa z panem J:
    – Dlaczego masz pomalowane paznokcie??
    – Panie profesorze, to tylko odżywka, bezbarwna…
    – Przynieś mi zaświadczenie od lekarza, że masz chore paznokcie i musisz stosować odżywkę
    – Panie profesorze, odżywka jest po to, żeby zapobiegać, żebym właśnie chorych nie miała…
    no i zaczęło się – pytanie „za karę”, gorsze oceny z kartkówek itp…przecież powinnam wstać, przeprosić, że żyję i że w ogóle mam paznokcie 😉 (nota bene krótkie, bo przecież treningi…)

    W 4 klasie LO doszłam do perfekcji w patrzeniu mu w oczy i mówienie wzrokiem, za rok mnie tu nie będzie, będę studiowała wymarzony kierunek, a Ty będziesz tu zawsze…sfrustrowany i męczący słabszych…okazało się, że moje grzeczne milczenie działało niczym płachta na byka, ale zdobyłam cenną umiejętność radzenia ze stresem mając trudnego przełożonego 😉

    • Straszne: nie dość, że nauczyciel to jeszcze wychowawca! Jeszcze gdybyś miała na kolorowo pomalowane paznkocie to może byłoby to zrozumiałe (choć to sprawa dyskusyjna), ale robić aferę o bezbarwne i zwracać się takim językiem, a co najgorsze potem tak za to nękać??

  • Ola

    ja jako nauczyciel lubię takie dzieci. zawsze powtarzam, ze nauczyciele też są ludźmi, też mogą się mylić i nic w tym zdrożnego. ważne, żeby zdawać sobie z tego sprawę. ludzi nieomylnych nie ma i nie będzie, mam nadzieję. A nie można się zamykać w sztywnych ramach, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. właśnie z takiego szablonowego podejścia rodzą się różne rodzaje dyskryminacji czy inne aspołeczne zachowania. Myślenie nie boli, o czym nikt nie powinien zapominać 😉

    uśmiałam się tym wierszykiem o czajniku, który tak naprawdę świadczy głównie o wysokim poziomie inteligencji piszącego.

    i chciałabym, żeby takich właśnie mądrych rodziców było jak najwięcej 🙂 bo z tym też jest niestety dość spory problem….

  • karjola-nauczycielka

    Nishko,miałam skomentować tekst o nauczycielach więc komentuje. I oczywiście zgadzam się ze wszystkim:że trzeba być twórczym, kreatywnym itd. Że dziecko które jest nieszablonowe powinno iść własnym tokiem rozumowania,wiedzy i umiejętności. Że trzeba mieć własne zdanie. Ja się naprawdę z tym ZGADZAM. Tylko to są piękne slogany. Bo sami mówicie,że z dwójką dzieci bywa różnie. Że nie zawsze sobie dajecie radę. Nauczyciel w polskiej szkole ma przeciętnie 20-30 dzieci. 45 minut lekcji. W ciągu 45 minut lekcji ma: opanować 30 dzieci (nie 2 czy 3), zdyscyplinować, nauczyć czegoś (dostosowując do tempa tych najsłabszych i tych najlepszych)zrobić fajne, super ciekawe lekcje, być wymagającą, opanowaną, cierpliwą, kreatywną, miła,serdeczną,życzliwą, radosną i pełną entuzjazmu. Musi być mamą, siostrą, przyjaciólką, skarbnicą wiedzy i autorytetem. I jak przy kilkunastoosobowej klasie 1 osoba ma zaspokajać tok myślenie każdego dziecka?po 5 minut na każde?a reszta czeka? Staramy się tak standaryzować,żeby każdy znalazł coś dla siebie,ale to jest naprawdę trudne. Proszę,wyobraźcie sobie:25 dzieci:)
    Jeszcze raz:naprawdę sie z wami wszystkimi zgadzam,że trzeba w dzieciach pobudzać ciekawość świata. Ale ja mam 11 osób w grupie i jestem chociaż trochę w stanie to zrobić. A przy 25 osobach?Przy takiej ilości nie jest się w stanie nawet ogarnąć całego tego towarzystwa wzrokiem;)Łatwo jest wypowiadać się, patrząc na to wszystko z boku.
    JAKA POWINNA BYĆ DOBRA MAMA? nie jestem mamą,ale wiem jaka ja będę i jaka każda z was powinna być:)dobra mama wstaje codziennie rano,żeby przygotować swojemu dziecku zróżnicowane,zbilansowane śniadanie,obiad kolacje, za każdym razem coś innego. Bez powtarzania. Dobra mama dba o ogólny rozwój swojego dziecka już od najmłodszych miesięcy: organizuje mu kreatywne zabawy, zajęcia,żeby mógł rozwijać swój ukryty lub odkryty potencjał. DObra mama ma zawsze czas i ochotę na rozmowę, na zabawę. Jest zawsze cierpliwa i uśmiechnięta. Dobra mama rozwija się codziennie czytając mnóstwo dostępnych poradników czy artykułów. Dobra mama kocha swoje dziecko,ale potrafi go zdyscyplinować. Dzieci dobrej mamy są zawsze super grzeczne,bo dobra mama umie je wychować. itd….;)

    • Kochana, a ja się z Tobą w czymś nie zgodzę 🙂 Otóż uważam, że dobra mama wcale nie musi robic tego wszystkiego co wypisujesz, kij tam ze zbilasnowaną dietą, porannym uśmiechem, wyprasowanymi ubrankami, wieczną cierpliwością, kreatywnymi zabawami, obeznania z artykułami itd. Owszem, to wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze. Generalnie warto o to dbać, ale jak się czasem na to przymknie oko, to nie ma tragedii, mama nie staje się zła.

      Najważniejsze jest to,żeby dziecko wiedziało, że mama je kocha i może nań liczyć i że jest mu drogowskazem, że objaśnia mu jak żyć (np, wytyczając granice, o których pisałam w poprzednim tekście). Natomiast dobry nauczyciel jak zobaczy wierszyki w stylu tych pisanych przez moje córki to nie zrobi zdegustowanej miny (bo obije takie zrobili), bo on czuje o co chodzi, ma otwartą głowę i lubi tego ucznia i wierzy weń (nawet jak go ten uczeń czasem irytuje). Bo nauczyciel powinien lubić dzieci (ale ma prawo mieć ich czasem dość 🙂
      Jestem przekonana, że Ty jesteś super naczycielem, czuję to na odległość! 🙂

      • karjola

        Haha, no pewnie,że jestem;)dzieki:)nie,tak na poważnie to muszę bronić swojego zawodu, bo to nie jest takie proste jak się wydaje z boku:)A tekst o mamie jest specjalnie taki:nie mam swojego dziecka a wypowiadam mądrości jak powinno być….tak na serio to 75% są nierealne zupełnie:)
        Mi się wydaje,że na wierszyki Twoich córek zareagowałabym wow,ale fajne;)ale może nie jestem obiektywna. Ale…a może wszyscy w klasie zrobili porządną robotę,a nauczyciel uznał,że twojej córce po prostu się nie chciało? A może nauczyciel zadał tą pracę potem uznał,że była głupia i nie miał jak się wycofać? A może miał gorszy dzień? Nie wiem…

  • karjola-nauczycielka

    i jeszcze raz powtarzam:ja lubię swoją pracę, bo kiedy moje 6letnie dziecko spontanicznie powie pełne zdanie po angielsku,którego go nauczyłam to aż się chce śpiewać,tańczyć i uczyć dalej. Tylko proszę uwierzcie,to wszystko nie jest proste. Bo mamy w klasie dzieci dużo, a nie 1 wasze nieszablonowe, chociażbyście nie wiem jak bardzo uważały,że nauczyciele powinni się tylko tym jednym zajmować. I jest prawdą,że naprawdę niektórzy sobie odpuszczają, nic im się nie chce i najlepiej jakby dzieci siedziały cicho i w ogóle nie oddychały;)ale tylko niektórzy:)

    • karjola-nauczycielka

      Ok,poruszył mnie wpis:)bardziej niż by mi się wydawało. I komentarze również, I jest mi przykro. Bo wiem ile pracy wkładam ja i wszystkie moje koleżanki. Ja proponuje eksperyment:niech każdy przez 3 dni spróbuje poprowadzić w domu lekcje. Ze swoim dzieckiem i z 4 dziećmi sąsiadów. przez 3 dni i po2h dziennie. Nie więcej. Najlepiej,żeby jedno dziecko było nieszablonowe, jedno z nadpobudliwością, jedno niechętne. Każde inne:)napiszcie ila czasu wam zajęło przygotowanie( z zegarkiem lub kalendarzem w ręku) i jak poszło:)i nie pisze tego ze złośliwością po prostu jestem ciekawa wyników:)

      i wtedy można podyskutować:)

      • Kochana, ale przecież i ja i komentatorzy wyraźnie pisaliśmy – ja tak to przynajmniej zrozumiałam – że NIEKTÓRZY nauczyciele, nie wszyscy!

        Ja na swojej drodze spotkałam tez wielu fajnych. Ba! Co więcej, Ci z mojego wpisu byli fajni tylko musieliśmy wypracować sobie relacje.
        Poza tym ja naprawdę współczuję Wam, nie wyobrażam sobie jak możecie pracować z grupą 25-30 osobową 🙁

    • Ja naprawdę wierzę, że macie baaardzo trudną pracę. Tak jak pisałam w odpowiedziach na Twoje komentarze poniżej – spotkałam też wielu fajnych nauczycieli (takich jak Ty – jestem o tym przekonana, Świadczy o tym chociażby fakt, że nad tym myślisz, że analizujesz to. Dla mnie każdy rodzic i nauczyciel, który myśli, bada, analizuje swoje i otoczenia zachowanie jest mądrym rodzicem i nauczycielem 🙂
      Mój zapowiadany wpis o nauczycielach nie miał być tylko krytyką, chcę pokazać też pozytywne przykłady i rozwiązania.

      • Gość

        Czy jest gdzieś dostępny ten wspis o nauczycielach?

  • Wzorowa

    Hah, ja zawsze dobrze się uczyłam, byłam wzorowa i nauczyciele mnie lubili, a jednocześnie mogłam sobie pozwolić na różne odzywki, na które inni by nawet nie wpadli. Jak w końcu pani od matmy z liceum wezwała moją mamę, to mama (nauczycielka) była w ciężkim szoku 😀 Ale na szczęście podeszła do tego z humorem i upłaszczyła się przed matematyczką, bo wyczuła co to za typ – żądający hołdu 😀 A ja, zbuntowana 17-latka, nie chciałam się ugiąć 😀
    Teraz mam 22 lata i patrzę na mądrość mojej mamy, jestem z niej taka dumna, że zamiast na mnie krzyczeć załatwiła sprawę ugodowo, a ja pozostałam wzorowa po dziś dzień 🙂
    wspaniały blog, pozdrawiam i zaczynam czytać, choć o dzieciach (z braku „menrza” 😀 ) jeszcze nie myślę.

  • Zazdroszczę córce że trafiła na takich wspaniałych trenerów którzy dbają o ich kondycję itp. Ja byłam biegaczką sztafetową/przełajową przez 6 lat. Niestety musiałam zrezygnować z powodu nieprofesjonalizmu moich nauczycielek jak np. wyciągnięcie z ambulansu gdy lekarze chcieli brać mnie do szpitala i sprawdzać czy wszystko oby na pewno w porządku. Później zaczęły się częste bóle w okolicy serca. Nie powiem, rodzice strachu się najadli, wtedy też całkowicie odizolowali mnie od kariery sportowej i zabrali również z drużyny piłkarskiej. Próbuję wracać do biegania cały czas bo mi brakuje, niestety teraz mimo tego że są wakacje w mojej głowie jest tylko jeden temat ” matura ” bo mało czasu, bo rocznik eksperymentalny, bo zleci. Trzymam kciuki za twoją córkę i oby tylko takich ludzi spotykała na swojej drodze bo to już prowadzi do sukcesu. Chyba i ja kiedyś poruszę ten temat na swoim blogu bo niestety trafiają się ludzie którzy nie nadają się na osoby prowadzące dzieciaki do zawodów. I robią im nieświadomie krzywdę.

  • Hej =) Dopiero odkrywam Twojego bloga (btw, jak ktoś już pisał, chętnie bym przeczytała książkę o wychowaniu Twojego autorstwa) i mam wielką prośbę, mogłabyś podrzucić tytuły książek, które polecasz żółtodziobom w rodzicielstwie? Jeśli jest taki wpis, byłabym wdzięczna za wklejenie linka, gdyż nie ukrywam, ciężko się tutaj poruszać, bo chce się przeczytać każdy (naprawdę każdy) wpis 😉
    Z góry dziękuję,
    Tatiana