Sport w życiu rodzica i dziecka

Z raportu GUS wynika, że co piąty uczeń szkoły podstawowej, co czwarty uczeń gimnazjum i co trzeci uczeń liceum nie uczęszcza na lekcje wychowania fizycznego. Dzieci wykręcają się z zajęć wuefu jak mogą, np. brakiem stroju, a rodzice im to jeszcze ułatwiają, np. załatwiając „lewe zwolnienia od lekarza”. Uzasadniają to tym, najważniejsze, żeby dziecko uczyło się. „Wuef możesz sobie odpuścić, jeszcze się przemęczysz, przeziębisz, urazu nabawisz, a przecież musisz mieć siłę na zdobywanie wiedzy.” Tacy rodzice wyrządzają dzieciom krzywdę! Posłuchajcie mojej historii.          

Historia Matki

W szkole podstawowej chodziłam do klasy sportowej. Codziennie miałam dwie godziny wuefu i zaangażowanych nauczycieli, czyli nie organizujących nam zajęć na macie („macie piłkę i coś sobie poróbcie”), lecz wymagających, żeby nie rzec: bezlitosnych, każących nam codziennie w lecie: biegać, zimą: jeździć na nartach biegowych (moja szkoła usytuowana była blisko lasu). Oprócz tego należałam do szkolnej reprezentacji koszykówki, bywały więc okresy, w których przez kilka tygodni opuszczałam połowę lekcji i jeździłam z koleżankami koszykarkami po innych szkołach, w których rozgrywałyśmy mecze. Kiedyś nawet zdobyłam tytuł królowej kosza, czyli zawodniczki, która podczas meczu najwięcej razy trafiła piłką tam gdzie trzeba:)

Też mogłam mieć taką sesję;)

Te kilka lat wspominam jako okres ogromnego zmęczenia. Po lekcjach i treningach byłam wyczerpana, ledwo żywa, padnięta i … szczęśliwa. Kto uprawia sport, ten wie o czym mówię. Podczas wysiłku, w organizmie wydzielają się hormony szczęścia (endorfina), za to usuwane są hormony stresu (adrenalina i kortyzol). Sport uzależnia!

Niestety w liceum (do gimnazjum nie chodziłam) moja sportowa kariera została brutalnie przerwana przez… lenistwo.

Historia Córki

Kilka lat później, gdy moja córka (urodziłam ją mając 19 lat) kończyła tzw. nauczanie początkowe, czyli była pod koniec III klasy szkoły podstawowej, próbowałam ją namówić, żeby kontynuowała edukację w klasie sportowej. Nie chciała, więc dałam sobie i jej spokój i temat zupełnie odpuściłam. Nigdy jednak nie pozwoliłam jej na opuszczanie zajęć wychowania fizycznego, ani nie pisałam zwolnień z tych lekcji.

Gdy miała około 11 lat, czyli była w VI klasie, zaczęła brać udział w zawodach sportowych (o czym pisałam TUTAJ). Traktowałam to jednak bardziej jako przedłużone lekcje wuefu, a nawet widzimisię nauczyciela, który musiał wysłać reprezentację uczniów osiągających najlepsze wyniki, a że akurat znalazła się tam moja córka? A niech sobie biega…

Sportowe gimnazjum

 Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka miesięcy później nagle poinformowała mnie, że chce iść do sportowego gimnazjum!

—  Nie podoba mi się ten pomysł — oznajmiłam.

—  Dlaczego?

—  Chcę, żebyś poszła do dobrego gimnazjum, z wysokim poziomem nauczania. Skupionym przede wszystkim na nauce, a nie na sporcie —  rzekłam pełna gimnazjalnymi lęków, z których zwierzyłam Wam się w tekście Gimnazjum? Nie, dziękuję.

—  Mamo, jutro są dni otwarte, szkoła będzie prezentowana rodzicom i dzieciom, zrób to dla mnie i chodźmy tam, proszę!

Mimo że wiem, że w obliczu niżu demograficznego współczesne szkoły walczą o „klienta” jak mogą i ich pokazy, prezentacje, „oferta” są w dużej mierze zabiegiem marketingowym, przedstawienie zrobiło na mnie wrażenie. Każda z klas: piłkarska, koszykarska, siatkarska, lekkoatletyczna przygotowała swój występ. Uczniowie prezentowali nam różne koszykarskie choreografie, piłkarskie tańce itp. Robiło wrażenie.

Doznałam iluminacji i rzekłam do siebie: SPORT, głupcze!

Nagle zrozumiałam! Dziecko uprawiające sport jest skupione na uprawianiu sportu i rzadziej mu w głowie durne pomysły. Charakterystyczna dla tego wieku potrzeba popisywania się, będzie realizowana na płaszczyźnie sportowej: nastolatek będzie chciał zaimponować kolegom i koleżankom osiągnięciami sportowymi, a nie eksperymentami z używkami. Ponadto dziecko, któremu zależy na osiąganiu wysokich osiągnięć sportowych, będzie mniej skłonne do sięgnięcia po papierosy, bo będzie to miało zły wpływ na jego kondycję. Dyscyplina, pasja, praca nad sobą, wyznaczanie sobie celów i dążenie do nich, konieczność współpracy z grupą, doświadczenie zwycięstw, ale też klęsk, nauka radzenia sobie z porażkami i wszystkie inne zachowania, które wynikają z uprawiania sportu: to wszystko zrobi dobrze mojej córce!

—  Możesz iść do tego gimnazjum.

W jednej chwili podjęłam decyzję, że jestem ZA. (O moim trybie podejmowania decyzji napiszę wkrótce).

Sesja Natashy Poly „Glam and Sporty” dla włoskiego Vogue. Natasha = Nishka +Natalia! Przypadek? Nie sądzę 😉

—  Proszę państwa, i jeszcze jedna zaleta —  nagle uświadomiłam sobie, że przestałam słuchać przemówienia dyrektora, który po kolei wymieniał zalety uczenia się w szkole sportowej: młodzież ucząca się w naszej szkole jest szczupła. Uprawiającym sport nie grozi nadwaga, bolączką współczesnych dzieci i nastolatków.

Kilka tygodni później córka zdała egzaminy. Jest teraz uczennicą szkoły sportowej w klasie lekkoatletycznej (biega). Była to jedna z lepszych decyzji jaką podjęłyśmy.

Owszem, poziom nauczania nie jest wyjątkowo wysoki ale też nie jest taki zły. Tak naprawdę podstawa programowa jest identyczna w każdej szkole, więc tym, co je różni, oprócz sposobu przekazywania wiedzy, jest jej egzekwowanie. Staram się więc trzymać rękę na pulsie i sama to egzekwować, w przypadku nieposłuszeństwa straszę córkę egzekucją 😉

Sportowiec dba o formę

Bardzo spodobało mi się jak trener na pierwszym spotkaniu, w którym uczestniczyli również rodzice, powiedział uczniom:

— Pamiętajcie: dobry sportowiec to inteligentny sportowiec. Nauka jest równie ważna jak treningi.  Co jakiś czas będę monitorował wasz dziennik lekcji. Jak zobaczę u kogoś znaczne pogorszenie się ocen, odsuwam go od treningów. I jeszcze jedno:  sportowiec, który je chipsy i pije te słodkie napoje gazowane robi sobie szkodę. Dbajcie o siebie, jedzcie i pijcie zdrowo. Mam nadzieję, że u nikogo z was nie zobaczę jakiś energetyków lub jedzenia nafaszerowanego chemią i konserwantami.

Jedno słowo trenera potrafiło zdziałać więcej niż dziesięć moich słów:)

Zaszczepmy dzieciom zdrowe nawyki

Nie mam na celu zachęcenie Was do słania dzieci do szkół sportowych. Chcę Was namówić, byście docenili sport w życiu Waszych pociech i Was samych. Nie zwalniamy dzieci z lekcji wychowania fizycznego, zachęcajmy je do ruchu, odciągajmy od ekranów tabletów i telewizorów, paczek chipsów i kubłów słodkich napojów gazowanych i wyciągajmy na rower i piłkę. Przede wszystkim jednak zacznijmy od siebie! Nawyki najłatwiej zaszczepić dzieciom do 10 roku życia, potem jest coraz trudniej. Jeżeli nie mamy siły i odwagi, żeby zmobilizować się na bieganie, czasu na siłownię, pieniędzy na aerobik, to spróbujmy inaczej, małymi kroczkami. Gdzie możemy podejść, podejdźmy (czy naprawdę do osiedlowych sklepu musimy jechać samochodem?), w weekend idźmy na kilkukilometrowy spacer lub przejażdżkę rowerem. Na tle Europy jesteśmy jednym z najbardziej nieruchawych krajów, ze skrajnie siedzącym trybem życia: najpierw cały dzień w biurze przed komputerem, potem w domu znów ciągle przed ekranem komputera lub telewizora. Nie dość, że sobie wyrządzamy krzywdę, to jeszcze robimy to swoim dzieciom, które wzorują się na nas. Sprzedajemy im taki tryb życia, a potem dziwimy się ich lenistwu, krzywym kręgosłupom, braku kondycji zadyszeniu, nadwadze.

Zmuszajmy dzieci i siebie do ruchu!

Sport, wprost przeciwnie do tego, co sądzą rodzice, o których wspominałam we wstępie, nie szkodzi, a sprzyja nauce, bo rozwija koncentrację, pobudza krążenie, wpływając pozytywnie na pracę mózgu. Sport uczy też dużej pracy nad sobą. Moja córka, która miała zawsze duże problemy z porannym wstawaniem, jest w stanie zerwać się o 6 rano w sobotę, gdy wie, że o tej porze został zarządzony trening! Wczoraj wróciła z kilkunastodniowego obozu sportowego, podczas którego miała dwa razy dziennie treningi i mówi, że już nie może doczekać się jutrzejszego dnia, bo jutro zajęcia na stadionie!

Moja autoterapia

Żeby nie było wątpliwości: ten tekst jest też pewnego rodzaju autoterapią. Namawiając do ruchu Was, tak naprawdę namawiam też siebie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, w jakich trudnych warunkach muszę żyć. Abstrahując od córek (młodsza też zwykle w ruchu), mam jeszcze męża, który codziennie rano gimnastykuje się, a kilka razy w tygodniu ćwiczy jeszcze w domu popołudniami (kung fu). Co więcej, namawia mnie, żebym ćwiczyła razem z nim! Ciągłe odmawianie i pozostawanie w statusie „sobie siedzę i jem czekoladę” jest naprawdę deprymujące! Jak tak można doprowadzać mnie do takiego zakłopotania?! 🙂

Komentarze:

  • Siatkówka 🙂 Grałam już w podstawówce przez gimnazjum, aż po szkołę średnią – na studiach się nie udało, bo urodziłam syna mając 19 lat 😉 ‚Czym skorupka za młodu’ więc z Juniorami biegamy, jeździmy na rowerach, łyżworolkach, pływamy, spacerujemy i gramy w piłkę 🙂 Podobno co 3 dziecko w Polsce jest otyłe – coś strasznego

  • Jadźka, przybij piątkę 🙂 Mamy co raz więcej ze sobą wspólnego!
    Tylko małe różnice: ja kosz, Ty siatka, ja córki, Ty synowie, Ty teraz biegasz: ja już nie….. :;)

  • To jest po prostu efekt uboczny odciągania dzieci od komputera 🙂 Ale bez 50-ciu brzuszków wieczornych nie zasnę – zboczenie od czasów gimbazy 😉

  • Wow, uszanowanko :)) Ja kiedyś też miałam takie „brzuszkowe zboczenie” ale już ze 2 lata jak trwam w brzuszkowej wstrzemięliwości… Muszę znów zejść na złą drogę!

  • K8

    Jak najbardziej zgadzam się z tym, że trzeba się ruszać, bo każda aktywność fizyczna dobrze działa na zdrowie fizyczne i psychiczne 🙂 Co do lekcji wuefu… Niestety na każdym etapie szkoły (SP, gimnazjum, liceum) wspominam je kiepsko. Nauczyciele byli jak to ujęłaś Nishko: „macie piłkę i coś sobie poróbcie”. Nuda, nuda, nuda i po prostu nie chciało się chodzić na te lekcje. Wolałam wtedy po szkole iść na fitness, za który płaciłam, bo coś tam się działo i faktycznie uszczęśliwiało. Także rozumiem, że dzieci nie zawsze są chętne do ćwiczeń w szkole. Wszystko zależy od nauczyciela, mam nadzieję że tych pasjonatów jest wielu – może po prostu ja takich nie spotkałam 🙂

  • houhou

    Akrobatyka sportowa:) Od podstawówki do 2 klasy liceum, bite 7 lat treningów dwa, trzy razy w tygodniu. Od ostatniego salta minęło jakieś 20 lat (!) a wciąż bez problemu robię szpagat:)

  • K8, a terqaz chodzisz na fitness? 🙂
    HOUHOU, szpagatu zazdroszczę 🙂 Jak myślisz, dlaczego tak często zdarza się, że rzuca się te swoje sportowe pasje właśnie w okolicach liceum? Dlaczego Ty przestałaś/przestałeś trenować akrobatykę sportową?

  • Ja 3 razy w tygodniu biegam, w sezonie jezdze na rowerze i mobilizuje sie do basenu raz w tygodniu:) ale przyznam że ciezko idzie wyjscie z domu chocby pobiegac jak sie tak zimno

  • K8

    Po zakończeniu szkoły jeszcze trochę chodziłam na step, później przerzuciłam się na jogę i fitness BUP (brzuch, uda, pośladki -> uwaga! reklama: Multifit na Mickiewicza 😉 ). Przez ostatni rok niestety nie miałam kompletnie czasu… Teraz jednak zamierzam wrócić do aktywnego życia i bardzo mnie to cieszy! 🙂

  • K8

    PS. Miało być „po zakończeniu LO”, bo na studiach właśnie była joga i fitness. Odkąd zaczęłam pracować i studiować drugi kierunek zaczął się problem braku czasu i to był jedyny powód zaprzestania ćwiczeń…

  • U.

    Droga Nishko,
    Mnie coś się zdaje, że myśmy chodziły do tego samego liceum. I jeśli tak, to problem z aktywnością fizyczną, to nie była chyba tylko kwestia lenistwa 😉
    Pozdrawiam,
    U.
    U.

  • Ja trenowałam skok wzwyż i ogólnie byłam aktywna fizycznie. Jestem przekonana, że było to wynikiem sposobu życia moich rodziny- wszyscy byli aktywni. Rodzice za młodu uprawiali jakis sport, moja siostra biegała, ja tez w lekkiej atletyce się spełniałam. No i pewnie jak w większości przypadków, skończyło sie to w okresie studiów, gdzie czasu było mniej, różne inne rzeczy wówczas robiłam. Jednak to, co wytrenowałam w szkole zostało mi do dziś- zamiłowane do aktywnego trybu życia. Może nie jestem przykładem regularnego ćwiczenia, jednak zdrowy styl życia jest w to wpisany. Z drugiej strony- mam męża, który jest zawodowym siatkarzem i widzę, jak to jest gdy to się kontynuuje na szczeblu zawodowym. Poza tym, że mija sie to z powiedzeniem, że sport to zdrowie, to pozazdrościc można mu tego, że robi to co kocha i jeszcze zarabia na tym całkiem fajne pieniążki. I jestem przekonana, że nasze dzieci również będą cenic aktywność fizyczną właśnie dzięki temu, że chcemy dać im dobry przykład ku temu.

  • Dżeniska

    Moje dzieciaki w każdą pogodę wychodzą na spacer, ganiam je po osiedlu, parku, córka na rowerze, hulajnodze. W pełnej rozciągłości (i wyboldowaniu?) tego tekstu się zgadzam. Znam uczucie jakie daje potężny wysiłek fizyczny. Jest fenomenalne. I tęsknię za nim, bo po latach tańca, fitnesu, aerobiku odeszłam na ciemną stronę (nie)mocy po całym dniu opieki nad dziećmi. Co nie znaczy, że wysiłku fizycznego mi brakuje: bieg na czas za gnająca na oślep córką, skłony z 8,5kg obciążnikiem na biodrze (zawsze na wciągniętym brzuchu!!), szybki marsz po zakupy. W ogóle – szybki marsz. I jakoś się trzymam. Tylko te brzuszki w komentarzu powyżej, jakoś mnie zawstydziły, nie wiem czemu …

    A sport u dzieci, w tym wypadku małych, ma jeszcze jedną zaletę. Po takim wysiłku dziecko pada na popołudniową drzemkę, jak mucha. A ja wtedy pracuję nad ramionami przy desce do prasowania 😉

  • Minia

    A Natasza po rosyjsku, to skrot od Natalia:)

  • Nishka

    U., chodziłaś do liceum przy Liniarskiego?
    AISINOM, K8, KARPIOWA, DŻENIKSA – jestem pod wrażeniem Waszej aktywności 🙂
    MINIA, tak jest 🙂
    PS: również zawstydziły mnie brzuszki Jadźki i nie wiem dlaczego… 🙂

  • MamaMai13

    No to i ja się pochwalę, od podstawówki do końca liceum grałam w reprezentacji siatkówki, nałogowo biegałam też w tzw przełajach, potem studia/zabawa/pierwsze miłości itp. zakończyły moja karierę, niestety. Natomiast mój osobisty małż, grał „za małolata” czyt. do 16 roku życia w reprezentacji polski juniorów w piłkę nożną, wiem jak sport wychowuje, wiem że trener wprowadza o wiele skuteczniej dyscyplinę niż niejeden rodzic, szczerze wątpię by córka w życiu minęła się ze sportem, na szczęście 😉

  • Nishka

    Pięknie, pięknie, czułam, że mam wysportowanych Czytelników 🙂 To kolejna motywacja, żeby zabrać się też za siebie 🙂 PS: wprowadzacie mnie w zakłopotanie!

  • U.

    A to nie 🙂 Musiałaś mi się, za przeproszeniem, opatrzeć na profilach wspólnych znajomych 😉

  • podpisuję się pod tym tekstem wszystkimi moimi wysportowanymi kończynami 😀 Ja w sumie od zawsze dużo sportu uprawiałam, w podstawówka to była drużyna siatkarska, potem rower, narty, bieganie i tak dalej. Dzieci też bardzo chce żeby prowadziły sportowy tryb życia. Ja skończyłam świetne liceum, świetne studia, więc sport i nauka siebie nie wykluczają. Teraz chodzę z Anią na ściankę wspinaczkową. Ona na jednej ścianie , ja na drugiej 🙂 ona widzi, że mama też uprawia sport więc nie jest to dla nie coś dziwnego. Na początku myślałam, że nie da rady, bo to jest dość ciężki sport, ale jest niesamowita. Sport to zdrowie!! Ważna rzecz w życiu. Kurde , Ty naprawdę fajna jesteś 🙂

  • M.artyna

    Niestety nauczyciele w-fu skutecznie mi sport obrzydzili. Fakt – jestem raczej typem księżniczki niż sportowca – biegam wolno, nie łapię piłki kiedy trzeba, a gra „w dwa ognie” jawi mi się jako brutalna i rozwijająca niezdrowe skłonności (skoro siniaki mam od spania na ziarnku grochu, to co dopiero po uderzeniu twardą piłką!). Fakt – z zajęć sportowych próbowałam się wywinąć na wszelkie sposoby, niestety moi wyrodni rodzice nigdy nie ulegli i nie załatwili mi zwolnienia. Fakt – siatkówką gardziłam (bo skąd mam wiedzieć, że teraz ja mam odbić, a nie koleżanka obok, no skąd?!), koszykówki nie rozumiałam (bieganie od jednego kosza do drugiego z oddechem spoconej koleżanki na plecach, co w tym zabawnego?), a w bieganiu „nad morze i z powrotem” najbardziej lubiłam te 7 minut odpoczynku na plaży. No fakt. Przez cały okres edukacji „pedagodzy” zaszczepili we mnie przekonanie, że do fizycznej aktywności się nie nadaję, gdyż jestem (cytuję): „porcelanową lalą”, „leniem”, „rozmemłana” (co to w ogóle znaczy?). I gdy po pierwszym roku studiów, uzyskawszy cenny wpis w indeksie, nareszcie mogłam cieszyć się odzyskaną wolnością i już miałam przeżyć resztę życia zajadając niezdrowe pyszności i pisząc nieznośnie długie komentarze na blogach, doznałam iluminacji. Przecież ja zawsze jakiś sport uprawiałam! W podstawówce trenowałam taniec towarzyski, później (za sprawą harcerstwa głównie) chodziłam po górach, żeglowałam, pływałam na kajakach oraz wpław. Dlaczego więc takie obrzydzenie do w-fu? Przez brak zrozumienia! Że nie każde dziecko (młodzież/ dorosły) lubi gry zespołowe, nie każdy grał w palanta na podwórku i „powinien już to umieć”, że może sprawdzian z siatkówki może poczekać tydzień, bo z wybitym palcem naprawdę trudno będzie zdać egzamin w szkole muzycznej. Tyle wylewania jadu. Tak na prawdę uważam, że sport jest super (nie chcę podpaść:P).

    • Marta

      cyt.: „Przez brak zrozumienia! Że nie każde dziecko (młodzież/ dorosły) lubi gry zespołowe, nie każdy grał w palanta na podwórku i „powinien już to umieć”, że może sprawdzian z siatkówki może poczekać tydzień, bo z wybitym palcem naprawdę trudno będzie zdać egzamin w szkole muzycznej.”

      zgadzam się, że nie nie zawsze (choć w większości przypadków niestety) wykręcanie się od wf’u jest spowodowane lenistwem. Czasem właśnie brakiem zrozumienia, że nie każdy tak jak napisałaś, musi znać i lubić każdą dyscyplinę. A zajęcie w szkołach rzadko kiedy są urozmaicane. Ja z wf wykręcałam się jak mogłam tylko w jednym przypadku – siatkówka właśnie.
      Przyznaję bez bicia – nie lubię, nie rozumiem, nie widzę w niej nic ciekawego. Ale jak mieliśmy grać w kosza (uwielbiałam), ćwiczyć, mieliśmy zajęcia na siłowni – zawsze ćwiczyłam. Po siatkówce mam traumę do tej pory.. 🙂

  • M.artyna

    Ok, trochę przesadziłam z tą długością, kajam się.

  • Nishka, ja sie pochwalilam ze biegam a w tym tygodniu anu razu dupy nie ruszyłam. I cos czuje moj pierwiastrk sportowca zasnął na zimę.

  • Martyna, uwielbiam czytać Wasze komentarze, więc kajać t się możesz jak go nie dasz! 🙂
    Aisnom, musisz się poprawić. Czekam na relację.

  • Mariusz

    Droga Nisko. Poczułem się lekko zawstydzony. ja notorycznie wagarowałem z lekcji wfu, mialem od góry do dolu same piątki i ciągłe zagrożenie tróją z wuefu i obniżone oceny z zachowania przez te wagary 🙁 Do dziś niewiele się zmieniło. Na figurę nie mogę narzekać (niezłe geny 😉 ), wysoki, szczupły, bez brzucha (choć, rety rety! są już ślady pierwszej oponki!). Nie rozumiem jednak tego wiecznego pędu do pędu. Bieganie, marszruty, siłki, wyciski, naciski, zaciski, musztrowanie i gnębienie własnego ciała, śmierdzący pot lejący się po plecach. Po co? By następnego dnia nie moc się ruszać z bólu?? By narzekać, jak inni – nie mogę jechać na narty, za dużo biegałem i mam uraz kolana, kochanie weź ode mnie torbę bo wczoraj na siłce nadwyrężyłem sobie bark, synu nie wezmę cię na barana bo rozwaliłem sobie na treningu obojczyk??? O ileż przyjemniej wyciągnąć gorzką czekoladę z różowym pieprzem albo solą himalajską, czekoladki z nadzieniem z róży i sera pleśniowego (hmmm zainteresowanych wysyłam po nie do Wrocławia), wylegiwać się pod kocem z najnowszym Rushdiem, Baudrillardem czy innym Proustem albo przytulić ukochaną wspólnie oglądając po raz setny Śniadanie dla kruków albo Moje wielkie greckie wesele!!! Każdy oczywiście żyje tak, jak lubi. Ja wybieram gorącą czekoladę z imbirem przy świecach miast lepkiego podkoszulka w towarzystwie śmierdzących samców na siłowni. I dobrze mi z tym ;))) Czego i Wam, Nisko i Niski Czytelniczko, serdecznie życzę. PS. Piękna kobieta to szczęśliwa kobieta, nie zapomnijcie o tym nigdy, proszę!!!!

  • Nishka

    Mariusz, czy ja już mówiłam, że Cię kocham?! 🙂

  • Mariusz

    I ze wzajemnością 🙂

  • Zobacz a ja zawsze byłam tym dzieckiem co to do sportu w szkole miało dwoje lewych rąk i nóg. Naprawdę. Mimo, że wysoka ani szczególnie nie kręciła mnie siatka ani kosz na co jak wszystkich wysokich namawiali mnie nauczyciele. W liceum unikałam „grajcie sobie w siate” jak tylko było to możliwe. Zwolenienia, brak stroju i inne kobiece sposoby na to by dwie godziny czytać książki na ławce zamiast biegać za piłką.
    Poza szkołą, szczególnie w okresie podstawówki było inaczej bo na prządku dziennym było rower, wrotki/rolki i trzepak. Potem już tylko spacery. Na sport obraziłam się na dekadę.
    I myślałam, że nie ma dla mnie ratunku będę tyła od czekolady i litrów kawy.. aż nie znalazłam sportu, który mnie zmotywował nie tylko do ćwiczeń na zajęciach ale również w domu. I dotarło do mnie niedawno, że poza zyłką sportowca trzeba znaleźć sobie jezioro w którym się te sportowe ryby łowi. I od kiedy mam swoją żyłkę i jezioro to jakoś tak kurczę w końcu nie umieram na jesien i na wiosnę bo cwieczenia dają mi kopa i energię do zycia i pracy :))
    Sport to fajna sprawa jest :))

    p.s. sorry za spaming. Czytam Cię od dłuższego czasu ale jakoś wcześniej nie zebrałam się do napisania niczego 😉

  • Ja też byłem z tych nie-sportowych. W nogę zawsze na bramce, w kosza nie dotykałem prawie piłki, do mety dobiegałem na końcu. Nienawidziłem wuefu. Teraz sam dużo jeżdżę na rowerze, biegam, urządzam sobie długie marsze po lesie z aparatem. Sam z siebie i dla siebie. I sprawia mi to ogromną przyjemność. Będę o tym wszystkim pamiętał jak kiedyś moja córka powie mi, że WF jest głupi:)

  • Pingback: Dialogi pełne tęsknoty za siostrą | Nishka()

  • Magda Juszczak

    Uffff. Miałam właśnie podobnydylemat. Moja córka – obecnie uczennica klasy III bardzo BARDZO chciała iść do klasy sportowej o profilu siatkarskim. Ponieważ uczęszcza też do szkoły muzycznej, a wiadomo, że siatkówka = kontuzje, powybijane palce, dowożenie na treningi, zawody (kolejny obowiązek dla mnie) i inne takie, byłam na nie. Jednak po wielu rozmowach z zaprzyjaźnionymi sportowcami, nauczycielem wf, nauczycielką ze szkoły muzycznej stwierdziłam jednoznacznie, że sport czyli dyscyplina, pasja, praca nad sobą, wyznaczanie sobie celów i dążenie do nich to dobro w czystej postaci! I dzisiaj złożyłam wniosek o przyjęcie do klasy sportowej. We wtorek testy sprawnościowe. A potem już tylko z górki.
    Świetny wpis. Chyba zagoszczę tu na dłużej. 🙂

    Pozdrawiam.

    • Dziękuję! Trzymam kciuki za testy córki, daj znać jak poszły 🙂
      Pozdrawiam!

  • Pingback: Mamo, też chcę palić tak jak ty | Nishka()

  • Pingback: Specyficzne poczucie humoru | Nishka()

  • Pingback: Czy ufasz ludziom? | Nishka()

  • Pingback: Czy pozwolić dziecku iść na wagary? | Nishka()

  • Zainspirowany min. Twoim wpisem, napisałem kilka słów o otyłości wśród dzieci. W sumie od wizyty na basenie zaczął mi ten temat mocno chodzić po głowie…
    http://www.rowerowe-porady.pl/grube-dziecko-to-twoja-wina/

  • Pingback: Jestem zwycięzcą, czyli „niegrzeczna” córka w szkole | Nishka()

  • Sylwia

    Czytam już kolejny wpis i oderwać się nie mogę 🙂 Fantastyczny styl pisania – gratuluję!
    co do tematu… sport uzależnia, sam zaczęłam trenować sztuki walki w wieku 8 lat i we wrześniu minie 21 lat jak wytrwałam 🙂 teraz niestety trenuję raz – dwa razy w tygodniu i to bardziej kogoś niż siebie, ale życia bez ruchu nie wyobrażam i to chcę zaszczepić swoim dzieciakom. Tylko ważna rzecz, żeby robić to mądrze i nie zmuszać dzieciaków do „swoich” sportów. I tak… ja jakoś przebolałam, że moja córka zamiast kimona wybrała baletki 😉

    • Sylwio, dziękuję za miłe słowa i podziwiam za trenowanie sztuk walki. A jakie to sztuki, można wiedzieć? 🙂

  • Pingback: Dzięki Mocy Uśmiechu każde „lubię to” zamieni się w złotówkę. I to nie jest żart! :) | Nishka()

  • Pingback: Grube dziecko to twoja wina | Rowerowe Porady - najpopularniejszy blog rowerowy()

  • Pingback: Status dziecka: w ruchu | Nishka()