Marek RaczkowskiAkurat nawijałam nić na kołowrotek, gdy usłyszałam rżenie naszego konia, Nadira. Oznaczało to, że mąż wrócił. Czym prędzej ruszyłam do izby kuchennej, by przelać zupę z misy glinianej do gara i na piecu wstawić. Gdy ogień ją podgrzewał, ja soczewicą zajmować się poczęłam.

— Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj — rzekł mąż, który niespodziewanie wszedł do izby.

— Soczewica koło miele młyn — odparłam.

Mój mąż jest z wykształcenia architektem, ale często pracuje też jako grafik. Jeżeli wydaje Wam się, że pomaga mi w kwestiach graficznych związanych z blogiem, to macie rację: WYDAJE Wam się! 🙂 Owszem, zaprojektował i wykonał mi logo:

Geek Girls Carrots fot. Paweł Tadejko

Pokolorował zdjęcia „Nishek”o czym opowiadałam TUTAJ i czasem służy radą dotyczącą korzystania z programów graficznych, ale zwykle brzmi to tak:
— Stwórz nową warstwę, zaznacz fragment, uważaj, żeby nie nadpisać pliku źródłowego. En tiedä mitä puhuu minulle — równie dobrze mógłby mówić do mnie po fińsku!
— Zresztą niedawno już ci to tłumaczyłem. Twój blog, ucz się, musisz być niezależna, nie będę ci przecież pomagał z każdym drobiazgiem.

— Jeżeli mój mąż kolejny rok z rzędu na mikołajki nie położy mi pod poduszkę jakiegoś prezentu, będę musiała bardzo dokładnie przemyśleć przyszłość naszego małżeństwa, a raczej brak przyszłości naszego małżeństwa! – krzyknęła znajoma podczas naszego babskiego spotkania.

Oczywiście żartowała, ale wtedy doszło do mnie, że kwestia różnic w sposobach celebrowania różnych świąt rzeczywiście może być powodem napięć w związku. Małżonkowie tudzież konkubenci:) dorastali przecież w innych rodzinach, w których panowały różne zwyczaje, tradycje, sposoby świętowania. Każdy z nich niesie ze sobą inny bagaż doświadczeń z rodziny z dzieciństwa i w większym lub mniejszym stopniu wnosi go potem w dorosłości do swojej nowej rodziny.

muchKiedy zobaczyłam mojego męża wracającego z koszem pełnym grzybów, podzieliłam jego entuzjazm… ale perspektywa ich oczyszczania, obierania, krojenia, smażenia, poziom mojej radości  gwałtownie obniżyła i być może, właśnie pod wpływem tego stresu,  w głowie pojawiła mi się TEORIA. Dumna z siebie, podzieliłam się nią z mężem.

Chcę wstawić na główną stronę bloga swoje zdjęcie z przymrużeniem oka. W związku z tym, że takich w moim fotograficznym archiwum brak, poprosiłam wczoraj męża, żeby pokolorował inne. Uczciwie dodam, że zdjęcie, które widzicie poniżej, zostało wykonane dobrych kilka lat temu i wyglądam już zupełnie troszeczkę inaczej. 😉 Gdy obserwowałam w komputerze jego zabawę z fotoszopem, przypomniał mi się dialog, który zabrzmiał w naszym domu kilka lat temu, ale dziś dobra okazja, by go powtórzyć.

nishki wszystkie

makijaż: Monika Melcer, fot. Jaro Wrażeń

Znad jeziora wróciłam wcześniej, by spędzić z mężem (który nad jeziorem nie był) naszą rocznicę ślubu. Dzieci zostaną jeszcze kilka dni nad wodą z moją mamą. Wczoraj telefonuje do mnie starsza córka:
– I jak spędzicie rocznicę ślubu? Idziecie na tamtą imprezę, na którą mieliście iść?
– Nie wiem jeszcze..
– Mamo, no coś ty, nawet się nie zastanawiaj, idźcie na tę imprezę, bawcie się, wykorzystajcie to, że nie ma dzieci i macie luz!

Nishka