
Gdybym była sławną blogerką (vide Nishka Celebrytka), poprosiłabym swojego asystenta, żeby wysłał do mediów informację prasową, której tytuł brzmiałby tak jak tytuł tego tekstu.

Gdybym była sławną blogerką (vide Nishka Celebrytka), poprosiłabym swojego asystenta, żeby wysłał do mediów informację prasową, której tytuł brzmiałby tak jak tytuł tego tekstu.
Dzieci na wakacjach, a ja jeżdżę po wielkim świecie, umawiam się na randki ze sławnymi kobietami i uwieczniam nasze spotkania na Instagramie.

Zaczęło się od Warszawy i randki z Kasią Gandor.
Zostajesz rodzicem, w Twoim domu pojawia się gość: Twoje dziecko. Miło jest Ci je gościć. Momentami, jak to z gośćmi bywa, trochę Cię ta wizyta męczy.

W pewnym momencie uświadamiasz sobie, że gość ten już z Twojego domu nie wyjdzie. To często dość przerażające odkrycie 🙂
Dwa zdarzenia: mój upadek na leżaku, który został przez córkę uchwycony w obiektywie oraz wczorajszy mecz Niemców z Brazylią uświadomiły mi, jak ważne jest to jak traktujemy porażki, przegrane, niepowodzenia.

Czy patrzymy na nie jako na koniec czy na początek? Czy potrafimy się do nich zdystansować? Załamujemy się czy wysnuwamy konstruktywne wnioski?
Rozpoczynam serię pt. „Wakacyjny Dramat Nishki”. Będą i dramaty i akty, zapraszam na nasz spektakl 🙂

Urlop: razem czy osobno? A jeżeli razem, to w jakiej atmosferze przebiega? Pół żartem, pół serio wyodrębniłam kilkanaście typów par, używając do ich opisu związków frazeologicznych ze zwierzętami, czyli np. znać się jak łyse konie lub być gadatliwym jak papuga.

Nadeszły wakacje, dużo wolnego czasu. Co powiecie na to, że co jakiś czas będę podsuwać Wam pomysły na ciekawe zabawy, w które możecie bawić się ze swoimi dziećmi lub małżonkami?

Dziś uwadze polecam „Wywożenie martwych zwierząt z ZOO”: zabawę wymyśloną w weekend przez moje córki i znajomych, którzy u nas gościli.
W piątek Białystok odwiedziła najpopularniejsza blogerka parentingowa na świecie: Marysia Górecka, autorka bloga mamygadzety.pl. Kilka dni wcześniej okazało się, że tego dnia ma padać u nas deszcz, dlatego czym prędzej zainterweniowałam w sprawie poprawy pogody u władz miasta. W końcu taka persona jak Maria ma prawo żądać dostępu do słońca!

Ciągle towarzyszyli nam paparazzi. Nie chcieli oddać nam zdjęć, a takiego spotkania nie mogłyśmy nie uwiecznić, dlatego jako naszego osobistego fotografa zaangażowałam moją młodszą córkę.
W myśl zasady, że jak rodzic nie ma czym się pochwalić, to chwali się swoimi dziećmi, muszę Wam dziś o czymś donieść. Otóż dziś rano dowiedziałam się, że moja starsza córka, uczennica pierwszej klasy gimnazjum, ma najwyższą średnią ocen w szkole: powyżej 5,5! 🙂
fot. Philippe PutObie córki od lat kończą szkolne semestry z bardzo dobrymi wynikami, zdarza im się wygrywać w konkursach. Oczywiście wysokie oceny i duża ilość punktów na testach nie zawsze świadczą o inteligencji i odwrotnie: niskie o jej braku. Przecież liczy się to, co ma się w głowie, a nie w dzienniku szkolnym. Jednak w przypadku moich córek bardzo dobre oceny idą w parze z bystrością, błyskotliwością i wiedzą o otaczającym świecie. Kto je zna, wie, że mądre z nich dziewczyny. I wbrew pozorom żadna z nich ani nie wygląda, ani nie zachowuje się jak „typowy kujon” niewyściubiający nosa spod książek. Są wyluzowane, lubią się bawić, żartować, leniuchować, tracić czas na tablecie itd.
Zastanawiając się, jak to możliwe, doszłam do wniosku, że ich tato przekazał im „inteligencję” w genach, a ja… ja zapewniłam tzw. warunki środowiskowe 🙂 Oto one:
Młodsza córka, uczennica drugiej klasy szkoły podstawowej, zdobywająca zwykle maksymalną ilość punktów na szkolnych testach, sprawdzianach i kartkówkach, dziś przy śniadaniu poskarżyła mi się na swoją wychowawczyni (którą mieliście okazję poznać tutaj).
– Pani zepsuła nam wczoraj niespodziankę 🙁
– Dlaczego? – spytałam.
– Powiedziała nam, że wszyscy zdadzą do trzeciej klasy. A ja wolałabym dowiedzieć się o tym w piątek, na zakończeniu roku szkolnego.
– A miałaś podejrzenia, że możesz nie zdać? – spytałam próbując zachować powagę, wszak dziecko było śmiertelnie poważne.
– Mamo, nigdy nie ma pewności – pouczyła mnie 8-latka.
W majowym wydaniu „Wysokich Obcasów Extra” bardzo ciekawy wywiad z socjologiem, dr. Tomaszem Sobierajskim, który stawia tezę, że największy wpływ na mężczyzn mają nie matki, żony i kochanki, lecz siostry i córki.
Mąż Nishki z córkami 🙂Po lekturze tego artykułu („Wojna światów zaczyna się w domu”) zrozumiałam, dlaczego pierwsze miesiące, ba, lata naszego wspólnego życia obfitowały w tak wiele napięć: wszystko przez to, że mój mąż nie miał siostry! 🙂
Wiecie, co mnie najbardziej martwi w tzw. „aferze podsłuchowej”? To, że i tak wyjątkowo niski wskaźnik tzw. zaufania społecznego jeszcze bardziej obniży się.
Jak wynika z badań CBOS z lutego 2014 aż 75% Polaków deklaruje nieufność wobec nieznajomych i niespokrewnionych (rodzinie wyjątkowo ufamy: aż 97%). Odsetek skrajnie nieufnych wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat aż o 6 punktów procentowych. Po tego typu aferach będzie jeszcze gorzej.
Copyright © Nishka 2013-2017 • Wszelkie prawa zastrzeżone: zabronione jest kopiowanie tekstów i zdjęć pochodzących z bloga.