wladzaNiedawno opublikowałam pierwszą część Dialogów z gimnazjalistką. Dziś zapraszam na kolejną porcję rozmów z 13-letnią uczennicą pierwszej klasy gimnazjum, na co dzień starszą córką Nishki.
*
–  W sumie to szkoda, że nie jestem gospodarzem klasy.
–  Naprawdę chciałabyś nim być? – dopytuję.
(rozmarzona, patrząc w dal) – Tak. Chciałabym mieć WŁADZĘ.
*
– Mamo, a ty chodziłaś do gimnazjum?
– Nie.
– Ale żaaaal.

549888_487419307981602_1901102803_n

Moje dzieci mają skłonność do dramatyzowania. Wczoraj przybiegła do mnie młodsza córka i pełna przejęcia, opowiedziała, co jej się przed chwilą przytrafiło. A była tak podekscytowana i tak mocno wczuła się w rolę (gestykulacja, mimika, akcentowanie słów), że najpierw miałam wrażenie, że stoi na deskach sceny (a ja, jako ten widz), zaś po chwili po prostu weszłam w jej historię (i byłam z nią tam, w centrum tamtych wydarzeń).

Zapraszam, obejrzyjcie to ze mną.

Starsza córka (13 lat) mówi do młodszej (8 lat), spoglądając na mnie znacząco:
— Ty to masz dobrze. Czuwam nad twoją fryzurą i ubraniem. Bo jak popatrzę na swoje zdjęcia klasowe sprzed kilku lat, kiedy byłam w twoim wieku, to po prostu brak słów…
*
Córka przy śniadaniu oficjalnym tonem składa oświadczenie:
— Mamo, bardzo cię proszę, żebyś KONSULTOWAŁA ze mną ubrania, które przygotowujesz mi do szkoły.

Moja 8-letnia córka nie ma telefonu, zaś jej matka ma dylemat: czy sprawić jej to urządzenie, czy jeszcze się przez rok, a nawet dwa lata, wstrzymać. Starsza córka dostała telefon gdy miała 9 lat. Moim zdaniem o rok za wcześnie.  Młodszą namawiam, żeby jeszcze poczekała. Ta jednak jako wymarzony prezent na urodziny, które obchodzi w listopadzie, wskazuje właśnie telefon. Twierdzi też, że wszyscy w jej klasie go mają. Na pewno przesadza, bo znam co najmniej dwie mamy, których dzieci uczące się z moją córką, telefonów nie mają, a nie znam wszystkich mam. Poza tym nie lubię jako argumentu decydującego używać Argumentu Mambowego, czyli „wszyscy mają telefon, mam i ja.” Dziecko CHCE mieć telefon. Aż tyle, czy tylko tyle?  Co robić, jak żyć? 🙂

muchKiedy zobaczyłam mojego męża wracającego z koszem pełnym grzybów, podzieliłam jego entuzjazm… ale perspektywa ich oczyszczania, obierania, krojenia, smażenia, poziom mojej radości  gwałtownie obniżyła i być może, właśnie pod wpływem tego stresu,  w głowie pojawiła mi się TEORIA. Dumna z siebie, podzieliłam się nią z mężem.

trudneW weekend byliśmy z wizytą u znajomych. W pewnym momencie pożalili się nam, że ich dziecko jest nieposłuszne, zwłaszcza rano, co czyni poranki bardzo nerwowymi. Zamiast ubierać się: leży w łóżku, zamiast jeść śniadanie: ogląda bajkę itp.

— Ach, czyli nie znają Metody N,  którą opisywałam kilka miesięcy  temu — pomyślałam.

— Spróbuj metody, która u mnie zawsze się sprawdza: monotonnie, nieustannie powtarzaj swoje życzenie dopóty, dopóki się nie spełni. Przykładowo mówisz dziecku rano: „ubierz się, a piżamę włóż do szafki”.

— Mówię i nic: leży. A już o złożeniu piżamy zapomnij! — odparła znajoma.