Kiedy trzy miesiące temu pisałam tekst określający malowanie paznokci małym dziewczynkom jako jeden z przejawów zjawiska seksualizacji dzieci, mąż ostrzegał mnie:

— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? Uderzysz tym tekstem w tkwiące w wielu ludziach od stuleci proste mechanizmy atawistyczne, na których budują swoją rzeczywistość i możesz potem tego żałować, spotka cię zemsta.

Byłam pewna, że przesadza. A jednak: nie mylił się.

cyberprzemocOd kilku dni na świecie głośno jest o 14-latce, która stworzyła narzędzie do walki z cyberprzemocą. Trisha Prabhu, bo tak nazywa się laureatka Google Science Fair 2014 skonstruowała dwa programy, które mają wykrywać krzywdzące wiadomości pozostawiane w sieci i alarmować o nich.

Ja tymczasem chcę opowiedzieć Wam o moim narzędziu do walki z cyberprzemocą, które stworzyłam, gdy zorientowałam się, że moja 14-letnia córka jest sprawcą cyberprzemocy. Tak, nie przesłyszeliście się: sprawcą.

Długo zastanawiałam się, czy o tym opowiedzieć i postanowiłam, że to zrobię, ponieważ nic tak nie przemawia do wyobraźni jak przykład wzięty z życia. A jeżeli mój tekst może przyczynić się do walki z cyberprzemocą to wątpliwości zupełnie znikają.

Dzieci nigdy nie robiły mi scen rozpaczy gdy zostawiałam je pod opieką niani lub przedszkolanki. Z radością odliczały dni, kiedy pójdą do szkoły. Gdy odbierałam je z tych „obcych” miejsc, zdarzało mi się usłyszeć, że przyszłam za wcześnie!

Z obserwacji i rozmów z różnymi rodzicami widzę, że wiele dzieci ma problem z rozstaniem się z rodzicem i boi się szkoły i przedszkola. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje i stworzyłam listę pięciu wskazówek, jak można temu zaradzić.

W myśl zasady, że jak rodzic nie ma czym się pochwalić, to chwali się swoimi dziećmi, muszę Wam dziś o czymś donieść. Otóż dziś rano dowiedziałam się, że moja starsza córka, uczennica pierwszej klasy gimnazjum, ma najwyższą średnią ocen w szkole: powyżej 5,5! 🙂

fot. Philippe Put

Obie córki od lat kończą szkolne semestry z bardzo dobrymi wynikami, zdarza im się wygrywać w konkursach. Oczywiście wysokie oceny i duża ilość punktów na testach nie zawsze świadczą o inteligencji i odwrotnie: niskie o jej braku. Przecież liczy się to, co ma się w głowie, a nie w dzienniku szkolnym. Jednak w przypadku moich córek bardzo dobre oceny idą w parze z bystrością, błyskotliwością i wiedzą o otaczającym świecie. Kto je zna, wie, że mądre z nich dziewczyny. I wbrew pozorom żadna z nich ani nie wygląda, ani nie zachowuje się jak „typowy kujon” niewyściubiający nosa spod książek. Są wyluzowane, lubią się bawić, żartować, leniuchować, tracić czas na tablecie itd.

Zastanawiając się, jak to możliwe, doszłam do wniosku, że ich tato przekazał im „inteligencję” w genach, a ja… ja zapewniłam tzw. warunki środowiskowe 🙂 Oto one:

Nie wtrącam się w szkolne prace domowe moich córek. Odkąd poszły do szkoły wiedzą, że to ich sprawa i obowiązek. Oczywiście czasem, na szczęście rzadko, pytają mnie o radę lub podpowiedź. Jednak sam proces odrabiania lekcji i poczucie odpowiedzialności za to spoczywa na nich, a nie na mnie i takie poczucie chciałam w nich wykształcić. Pisałam o tym w tekście: Rodzic Helikopter: sprawdź, czy nim jesteś.

Jeżeli przeglądam zeszyty córek, to robię to wyłącznie w celach rozrywkowych lub gdy chcę dokształcić się 🙂 Wczoraj, przeglądając zeszyt młodszej córki, uśmiałam się niemal do łez. Zastanawiam się czy Was to również rozśmieszy czy to tylko ja mam takie specyficzne poczucie humoru?

Nie buduję w dzieciach poczucia własnej wartości na podstawie tego jak wyglądają. Komplementy, które córki od nas otrzymują opierają się przede wszystkim na chwaleniu ich cech charakteru, a nie wyglądu. Zachwycamy się tym, co powiedziały, do jakich wniosków doszły, jakie refleksje przewinęły im się przez główki, jak się w określonych sytuacjach zachowały. Nie zachwycamy się ich wyglądem.

nishka

Zanim ten wątek rozwinę, chcę Was zapoznać ze swoim gościem. Otóż udało mi się zaprosić na łamy bloga znaną piosenkarkę: Beyonce! Specjalnie dla nas zaśpiewa teraz swoją najnowszą piosenkę: „Pretty hurts”!

W ostatniej Polityce ukazał się ciekawy artykuł dotyczący wychowania typu curling, czyli spełniania zachcianek dzieci jeszcze zanim te zdążą o nich pomyśleć, ewentualnie tuż po tym, jak zdążą je wyrazić. Polecam uwadze zwłaszcza mam, które uważają, że jeżeli dwuletnia córeczka prosi o pomalowanie paznokci, bo chce być taka jak mama to jest to wystarczający argument na to, żeby jej na to pozwolić. (np. Mamie Makówce, która mnie dziś wyciągnęła do tablicy tutaj).

Kiedy widzę kilkuletnią dziewczynkę z pomalowanymi paznokciami mam ochotę powiedzieć jej mamie:
– Kobieto, zwariowałaś?

Niestety to częsty widok, zarówno na placach zabaw, jak i w internetach. Milczę, bo nie mam w zwyczaju wtrącać się w cudze sprawy, jednak na swoim blogu mogę napisać, co o tym sądzę.

Sesja 10-letniej Thylane Blondeau dla francuskiego Vogue’a. Ta dziewczynka wygląda równie pięknie sauté, po co stylizować ją na dorosłą kobietę?

Malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom uważam za wyraz kompletnej bezmyślności. Wiem, że wiele matek robi to nieświadomie i bez złych intencji, dlatego tym bardziej czuję się zobowiązana do tego, by wytłumaczyć dlaczego malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynkom jest niestosowne i nieodpowiedzialne.

Tak, tak, to nie żaden fotomontaż ja i Tilda polecamy tę samą książkę! Chodźcie, opowiem Wam dlaczego. 🙂

tilda swilton kosmonautka

– Mamo, a gdzie ty pracujesz? – zagadała mnie 8-latka.
– W Internecie – odpaliłam.
– Ale jaki wykonujesz zawód? Wiesz, na przykład prezydentka albo kosmonautka? – dziecko podało przykłady zawodów 🙂

Niedawno jedna z Czytelniczek poprosiła mnie, bym pokazała jak wyglądałam, gdy miałam 14 lat. Życzenie Czytelników jest dla mnie rozkazem, proszę uprzejmie, oto i zdjęcie. Urodziłam się w maju 1981, zdjęcie zostało wykonane w listopadzie 1994 roku, mam tu więc 13-5 lat, czyli dokładnie tyle, ile ma teraz moja córka!

Jak widać na zdjęciu, miałam styl zbuntowanej nastolatki. Podarte dżinsy, bluzka potraktowana wybielaczem (serio, serio), kilka kolczyków w uszach i wygolone boki. Tak, tak, to nie Rihanna wprowadziła 2 lata temu modę na taką fryzurę, ja już to robiłam 20 lat temu;)

Niedługo później przekłułam sobie kolczykami kilka nietypowych miejsc na twarzy. O to samo poprosiła mnie niedawno  córka.

–  Nie radziłabym ci tego robić – próbowałam odwieźć ją od tego pomysłu. – Popatrz, ja do dziś mam bliznę na brwi i nigdy się jej nie pozbędę, a kolczyk miałam raptem przez kilka miesięcy.
–  Na brwi?! O rany, co za beznadziejny pomysł, żeby rozbić sobie kolczyk na brwi! Ja chcę zrobić sobie kolczyk zupełnie gdzie indziej.

Gdy usłyszałam gdzie, zamarłam ze strachu.