Medale, które powiesiłam sobie na szyi nie należą do mnie, lecz do mojej córki, bohaterki tekstu Jak poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem? który został przeczytany przez, bagatela, 42 tysiące 56 tysięcy osób! Oznacza to, że co najmniej połowa z Was zajrzała do mnie wtedy pierwszy raz. Możecie więc nie wiedzieć, że 5-letnia córka z tamtego wpisu, ma dziś 13 lat, uczy się w pierwszej klasie gimnazjum sportowego i wczoraj zdobyła medal w Mistrzostwach Polski!

Dziś opowiem Wam, jak radziła sobie w szkole podstawowej, zwłaszcza w relacjach z nauczycielami. Wbrew pozorom, nie było łatwo.

fot.Henric Silversnö

Gdy weszłam ze swoją niespełna 5-letnią córką do gabinetu psycholożki, ta od razu zwróciła się do dziecka i rzekła:

— Mam do ciebie ogromną prośbę. Chcę porozmawiać z twoją mamą. Czy możesz przez ten czas porysować w pokoju obok i przyjść dopiero kiedy cię zawołamy?

— Jaki ma pani problem? — następnie, tuż po tym jak dziecko wyszło, zwróciła się do mnie.

— Mam problem z córką. Często jest krnąbrna i nieposłuszna. Nie słucha moich i przedszkolanki próśb. Awanturuje się. Nie potrafi utrzymać porządku w pokoju, nie chce sprzątać zabawek. Na nic zdają się nakazy i nakazy, prośby i groźby. Gdy jej czegoś odmawiam, histeryzuje. Mogłabym tak opowiadać i opowiadać. Może już zawołam córkę? — spytałam.

— Nie chcę w ogóle rozmawiać z pani córką, nie ma takiej potrzeby. Chcę rozmawiać z panią — odparła, a ja zaniemówiłam.

Wczorajszy tekst Czy możemy żądać od dzieci wdzięczności za nasze poświęcenie? wywołał gorącą dyskusję. Tych którzy to przeoczyli, zapraszam do lektury. Dziś spróbuję, zresztą zainspirowana Waszymi komentarzami, spojrzeć na to z innej strony: sensu poświęcania się dziecku.

Umówmy się, że na tym zdjęciu, stojąc na plaży tyłem do morza, zastanawiam się nad pytaniem zawartym w tytule tego tekstu 😉

Otóż uważam, że rodzice poświęcający się dzieciom krzywdzą tym nie tylko siebie, ale i dzieci.

 Ze świecą w ręku szukać dziś nastolatków, którzy nie mają dostępu do internetu i konta na którymś z portali społecznościowych: Facebooku, Asku czy Instagramie. Większość z nich dosłownie „żyje” tym, co się tam dzieje. Jak nie dopuścić do tego, żeby dzieci zaczęły bardziej cenić sobie funkcjonowanie w rzeczywistości wirtualnej niż tej „realnej”?

fot. Flickr Rishi Bandopadhay

Nie ma sensu zakazywać im korzystania z urządzeń umożliwiających dostęp do internetu: telefonów, tabletów czy komputerów oraz zakładania kont na portalach społecznościowych. Niech mają zielone światło na to wszystko, ale na określonych zasadach. Podzielę się dziś z Wami 5 wskazówkami, które pozwalają mi trzymać rękę na pulsie i które wypracowałam w relacjach z moją 13-letnią córką. Co ciekawe, NIE jesteśmy znajomymi na Facebooku. Jakoś nie było okazji się poznać 😉

Brak 3-letniego syna, nad czym ubolewałam w poprzednim tekście, rekompensuję spędzaniem czasu z niespełna 4-letnim synem mojej przyjaciółki. Czasami opiekuję się nim, gdy jest chory i nie może w związku z tym iść do przedszkola. Cytowałam już go w tekście Mamo, czy wyglądam męsko?, dziś zapraszam na kolejną porcję dialogów.

*
— Jakie masz piękne drewniane puzzle! Skąd je masz? — zachwycam się.
— Z dzieciństwa.

Miałam dziś opublikować zupełnie inny tekst. Już prawie skończyłam go pisać. Nagle, dosłownie przed chwilą, zatelefonowała do mnie moja 13-letnia córka, uczennica pierwszej klasy gimnazjum, pytając na wstępie:

— Mamo, mogę iść na wagary?

Zdjęcie z sobotniego spaceru. Umówmy się, że ukazuje moje rozterki związane z tym, czy pozwolić dziecku iść na wagary 😉

Moja 13-letnia córka, zwykle ze słuchawkami na uszach, z których rozbrzmiewa hip hop rap, z tabletem w ręku, podekscytowana lajkuje posty na Facebooku i odpowiada na pytania na Asku. Uczennica gimnazjum sportowego zafiksowana na punkcie sportu. Na szczęście jest na bieżąco nie tylko z tym, co aktualnie dzieje się w Soczi, wie też, co dzieje się na Majdanie. Interesuje się światem, nie tylko tym bezpośrednio ją otaczającym. Od najmłodszych lat staraliśmy się rozbudzić w niej tę ciekawość świata.

— Proszę natychmiast wyłączyć ten program — nakazuję jak zwykle.

— Mamo, my dzięki programowi „Trudne sprawy” doceniamy ciebie i tatę! Widzimy, że u nas w domu nie jest aż tak źle! – córka jak zwykle przekonuje mnie.

Jestem nieugięta i wyłączam telewizor, choć wiem, że może się to wiązać z odebraniem mi praw rodzicielskich (vide „Jak odebrano mi prawa rodzicielskie?”).

Dzieci, a jest ich trójka, bo gościmy jeszcze kolegę moich córek, tworzą wokół siebie harmider, gwar, wrzawę, zgiełk, rumor, słowem: hałas. Dom tętni życiem, ale gdy zaczyna dosłownie tętnić, a ja mam akurat gorszy moment (znacie to uczucie, prawda?), proszę je,  zniecierpliwiona i poddenerwowana: