Życie z nastolatkiem nie należy do najłatwiejszych. To taki typ człowieka, który uważa się za istotę stojącą od Ciebie, rodzica, o kilka poziomów inteligencji, wiedzy o świecie, doświadczenia życiowego, gustu i wielu innych, wyżej. Pisałam już Wam o tym, jak córka tłumaczyła mi, czym jest WIFI, bo z góry zakładała, że pierwszy raz stykam się z tym pojęciem. Niedawno używszy określenia „Podoba mi się chłopak” zerknęła nagle na mnie i z troską, bez złośliwości, po prostu życzliwie wyjaśniła:
— Mamo, przepraszam, ty pewnie nie wiesz co to znaczy, że chłopak podoba się, bo skąd masz wiedzieć, jak jesteś mężatką od tylu lat. Myślisz już pewnie sobie, że zaraz będzie moim narzeczonym, a w końcu mężem, prawda? Nie, on mi się po prostu podoba, to wszystko.

W takich chwilach mam dwa wyjścia: oburzyć się lub obrazić (wszak traktuje mnie jak kretynkę), albo spojrzeć na to z dystansem i humorem (jest nastolatką i dopiero testuje umiejętność wyciągania wniosków i niekoniecznie jest przywiązana do tego, co mówi). Staram się, choć nie zawsze mi to wychodzi, traktować jej sugestie i uwagi jako materiał na żart, w myśl zasady, że tylko śmiech może nas uratować. Część z tych żartów opowiadam i Wam (np: Dialogi z gimnazjalistką lub 13 dialogów na 13 urodziny). Dziś zebrałam kilka dialogów, w których głównym bohaterem były… włosy.

patrycja kosiarkiewiczW weekend blogerzy wyszli na ulice Warszawy. Spotkali się najpierw na Warsztatach Zdrowia i Urody, perfekcyjnie zorganizowanych przez Marysię z Oczekujac.pl i Agatę z Hafija.pl, następnie na Blogowigilii idealnie wymyślonej przez Ilonę z Blogostrefy. Zapraszam na krótką relację z tych wydarzeń, którą – jakem Nishka – przedstawię w formie Rodzinnych Dialogów, bo wszyscy blogerzy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna! ♪ ♪ ♪
*
Słuchamy z Optymistyczną Mamą wykładu o tym jak samodzielnie zrobić ekologiczny krem:
— Sól himalajska, curcuma, masło shea, olej arganowy, olejek z migdałów, mech islandzki — wymienia składniki pani chemik.
— Phi, mam w domu wszystkie składniki, oprócz curcumy — kwituje jedna z nas.

Ostatnio do grona Czytelników Nishki przybyło wiele osób, dlatego chciałam Was, Drodzy Nieznajomi, zaprosić do tekstu, który napisałam kilka miesięcy temu, a który jest dla mnie ważny: „Fantazjując o nieznajomych”. Tak, tak, o Tobie też fantazjuję 🙂

Nishka

Jakiś czas temu byłam z córką w galerii handlowej, w której kupowałyśmy ubrania potrzebne jej na szkolny obóz sportowy. Nagle córka zorientowała się, że zgubiła reklamówkę z zakupionymi ubraniami. Szybko pobiegła więc do sklepu, w którym ostatnio przymierzała ubrania i jak pamięta, miała jeszcze wtedy przy sobie tamtą reklamówkę. Ekspedientki zaprzeczyły: nic nie znalazły.
Po wyjściu z tego sklepu moja 13-letnia córka wpadła w szloch. Mimo, że na początku sama byłam wściekła, bo 200 zł piechotą nie chodzi, to widząc jak bardzo to przeżywa, zaczęłam ją pocieszać:
— Uspokój się, to tylko ubrania, nie ma co nad nimi płakać.
— Ale mi jest tak przykro!
— Proszę cię, nie rozpaczaj tak, to tylko rzeczy, zupełnie niewarte twoich łez!
Mamo, ale ja nie płaczę nad rzeczami, ja płaczę nad ludźmi

kotKilka tygodni temu na Blog Forum Gdańsk gdy przedstawiłam się jednej z blogerek, ta wykrzyknęła:
— Nishka? Fajne zdjęcie wrzuciłaś ostatnio na Instagramie!
— Ale ja nie mam konta na Instagramie — odparłam zaskoczona.
— I tak fajne!

O rany, czy ja o czymś nie wiem? Czy moja wirtualna tożsamość robi coś za moimi plecami? Idę czytać książkę lub gotować obiad, a Nishka tymczasem buszuje po portalach społecznościowych?!

— Mamo, będę mogła kiedyś iść ze znajomymi na koncert? — spytała mnie 13-letnia córka, która od kilku miesięcy słucha hip-hopu.

Westchnęłam. Czyli to już się zaczęło? Będziesz teraz chciała wieczorami wychodzić ze znajomymi na koncerty i imprezy? Po co ci to? Zostań lepiej w domu z mamą, tatą i siostrą. Posiedzimy, posłuchamy sobie razem tych twoich hiphopów. Na koncertach głośno, dudni ta muzyka, te dopalacze, narkotyki, przekleństwa. Porobimy co tylko chcesz, powygłupiamy się, pośmiejemy, po co ci koleżanki i koledzy? A jak już tak bardzo ci zależy, to weź nas ze sobą. Tak, będziemy z tobą chodzić na wszystkie koncerty i imprezy, będzie ci raźnie i wesoło!

— Jeżeli mój mąż kolejny rok z rzędu na mikołajki nie położy mi pod poduszkę jakiegoś prezentu, będę musiała bardzo dokładnie przemyśleć przyszłość naszego małżeństwa, a raczej brak przyszłości naszego małżeństwa! – krzyknęła znajoma podczas naszego babskiego spotkania.

Oczywiście żartowała, ale wtedy doszło do mnie, że kwestia różnic w sposobach celebrowania różnych świąt rzeczywiście może być powodem napięć w związku. Małżonkowie tudzież konkubenci:) dorastali przecież w innych rodzinach, w których panowały różne zwyczaje, tradycje, sposoby świętowania. Każdy z nich niesie ze sobą inny bagaż doświadczeń z rodziny z dzieciństwa i w większym lub mniejszym stopniu wnosi go potem w dorosłości do swojej nowej rodziny.

Z raportu GUS wynika, że co piąty uczeń szkoły podstawowej, co czwarty uczeń gimnazjum i co trzeci uczeń liceum nie uczęszcza na lekcje wychowania fizycznego. Dzieci wykręcają się z zajęć wuefu jak mogą, np. brakiem stroju, a rodzice im to jeszcze ułatwiają, np. załatwiając „lewe zwolnienia od lekarza”. Uzasadniają to tym, najważniejsze, żeby dziecko uczyło się. „Wuef możesz sobie odpuścić, jeszcze się przemęczysz, przeziębisz, urazu nabawisz, a przecież musisz mieć siłę na zdobywanie wiedzy.” Tacy rodzice wyrządzają dzieciom krzywdę! Posłuchajcie mojej historii.          

Moje dziecko ma już 8 lat, a wciąż wierzy w św. Mikołaja. Ma na to tyle niepodważalnych dowodów, że nie zamierzam jej przekonywać, że jest inaczej. Zresztą, ja też wciąż w niego wierzę. Przyznam, że od jakiegoś czasu miewałam chwile zwątpienia, zastanawiałam się, czy aby nie jest to postać fikcyjna, przebieraniec itp., ale teraz, po wytoczeniu przez córkę dowodów na to, że Mikołaj musi istnieć naprawdę, też już nie mam żadnych wątpliwości!
*
— Wiesz, mamo: koleżanka z mojej klasy powiedziała, że tak naprawdę to nie Mikołaj przynosi prezenty, a rodzice podkładają je pod choinkę albo przebierają się za Mikołaja — opowiada młodsza córka, bardzo tym zbulwersowana. — A przecież rodzice musieliby być jakimiś milionerami, żeby kupić aż tyle prezentów, więc to musi być Mikołaj! — wykrzykuje demaskatorsko.


Dokładnie 13 lat temu, jak w każde w tamtym czasie środowe popołudnie, poszłam na zajęcia „Wstęp do socjologii”. Kilkanaście godzin później urodziłam swoją pierworodną córkę. Nie na uczelni, lecz jak to zwykle bywa, w szpitalu 🙂 Postanowiłam z tej okazji zebrać kilkanaście charakterystycznych dialogów (a raczej ich fragmentów), które w dużej mierzę ukazują, jaka jest moja córka. Część z nich być może już znacie ale ze względu na wyjątkową okazję, jaką są jej urodziny, pozwalam sobie zacytować ją jeszcze raz.
*
— Mamo, mogę skomentować twojego bloga jako Mariusz?

ironiaMuszę się do czegoś przyznać. Mój poprzedni tekst: „Trzynaście powodów, dla których nie należy dawać dzieciom w prezencie LEGO” pełen był ironii. Tak naprawdę nie uważam, że klocki LEGO czynią z dzieci psychopatów, maniaków z obsesją zbieractwa, istoty wścibskie, naiwne i mające zafałszowany obraz rzeczywistości. Tak naprawdę nie uważam, że rodzic powinien blokować rozwój intelektualny i manualny dziecka. Całe nieporozumienie wzięło się stąd, że zapomniałam w tytule (w nawiasie) dodać fragmentu „Uwaga: ironia i żart, nie traktuj tego tekstu dosłownie!” Na wypadek gdyby ktoś kiedyś również w swoim tekście lub przemówieniu podstępnie zastosował ów ironiczny chwyt (na dodatek nie zapowiedziawszy tego), przedstawię dziś kilka przydatnych informacji o ironii. Postaram się przy tym nie ironizować 🙂