Czy Wasza rodzina również zaplątuje się czasem w sieć? Każdy ma swój komputer, tablet lub smartfon i siedzi przyklejony do monitora tegoż urządzenia? Jednym z naszych sprawdzonych sposobów na to jak wyrwać nas od tych złowrogich demonów są rodzinne spacery. Wbrew pozorom to nie jest proste, nasze „maluszki” nie radują się na hasło „spacer” tak mocno jak kilka lat temu. Często, gdy podekscytowana informuję je:
— Dziewczyny, mamy dla was niespodziankę!
— Jaką?
— Zobaczymy, jak miewa się Pani Jesień/Wiosna/Zima! (niepotrzebne skreślić).
— O nie! Tylko nie to! — wykrzykują zgodnie chórem.
Wchodzę do samochodu i przerażona pytam taxówkarza:



Jednym z prezentów, które dostaliśmy od orka Mikołaja były bilety do kina na kolejną część ekranizacji „Hobbita”. Kilkanaście godzin przed seansem, starsza córka coś sobie uświadomiła i krzyknęła:
W trakcie porządków świątecznych, którymi objęłam foldery w swoim komputerze, natknęłam się na rysunki mojej starszej córki, które wykonała trzy lata temu, a które ja sfotografowałam. Marzyła wtedy o koniu. Przekonywała nas, żebyśmy sprawili jej tego zwierzaka.
— Mamo, proszę, nie pytaj gości, czy im smakują potrawy. Zastanów się: jeżeli byłoby inaczej, to czy ktoś przyznałby się do tego? Nie, bo nie chciałby ci sprawiać przykrości… — poucza mnie starsza córka tuż przed przybyciem gości na wigilijną wieczerzę.
