Dość często spotykam się z zazdrością o to, że tak wcześniej zostałam mamą (vide: Mam 19 lat i jestem w ciąży). Jako plusy wskazujecie małą różnicę wieku jaka dzieli mnie z córką, a w związku z tym mniejszą przepaść pokoleniową, światopoglądowa i większe prawdopodobieństwo nadawania na tej samej fali. Ja z kolei zazdroszczę osobom, które mogą doświadczyć dojrzałego rodzicielstwa: po trzydziestce! Wydaje mi się, że kobieta dojrzalsza, bardziej ustabilizowana emocjonalnie posiada większą mądrość życiową, przez co jest lepszą matką i popełnia mniej błędów wychowawczych.

19-letnia Nishka w ciąży. Wstrząśnięta i przerażona 🙂

Współczesna kobieta bombardowana jest sprzecznymi komunikatami o tym,  jaki wiek na urodzenie dziecka jest najlepszy, a może raczej: jaki jest najgorszy. Przyjrzyjmy się temu.

Niedawno jedna z Czytelniczek poprosiła mnie, bym pokazała jak wyglądałam, gdy miałam 14 lat. Życzenie Czytelników jest dla mnie rozkazem, proszę uprzejmie, oto i zdjęcie. Urodziłam się w maju 1981, zdjęcie zostało wykonane w listopadzie 1994 roku, mam tu więc 13-5 lat, czyli dokładnie tyle, ile ma teraz moja córka!

Jak widać na zdjęciu, miałam styl zbuntowanej nastolatki. Podarte dżinsy, bluzka potraktowana wybielaczem (serio, serio), kilka kolczyków w uszach i wygolone boki. Tak, tak, to nie Rihanna wprowadziła 2 lata temu modę na taką fryzurę, ja już to robiłam 20 lat temu;)

Niedługo później przekłułam sobie kolczykami kilka nietypowych miejsc na twarzy. O to samo poprosiła mnie niedawno  córka.

–  Nie radziłabym ci tego robić – próbowałam odwieźć ją od tego pomysłu. – Popatrz, ja do dziś mam bliznę na brwi i nigdy się jej nie pozbędę, a kolczyk miałam raptem przez kilka miesięcy.
–  Na brwi?! O rany, co za beznadziejny pomysł, żeby rozbić sobie kolczyk na brwi! Ja chcę zrobić sobie kolczyk zupełnie gdzie indziej.

Gdy usłyszałam gdzie, zamarłam ze strachu.

Sformułowanie i spisanie refleksji związanych z wczorajszą wywiadówką w gimnazjum starszej córki zajmie mi trochę czasu, dlatego dziś zapraszam Was na krótki, lekki i luźny wpis poświęcony plastycznej działalności młodszej córki 🙂

Na pół godziny zostawiałam córkę samą z białą kartką papieru. Jakież było moje zdziwienie, gdy wróciłam! 😉

— Jak poznali się twoi rodzice? — mąż przeczytał wylosowane pytanie.
— Nie wiem, byłem zbyt mały — odparł, a córki wybuchnęły śmiechem.

gra Pytaki

— A tak poważnie to pamiętasz jak MY się poznaliśmy? — spytałam męża. — Ja to doskonale pamiętam i opowiem wam, dziewczyny — zwróciłam się do córek. — Otóż znaliśmy się z tatą z widzenia, bo bywaliśmy czasem w tym samym muzycznym klubie. Rozmawialiśmy dosłownie dwa razy przez moment. Wasz tato zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Ja chyba na nim niespecjalnie, bo nie poprosił mnie o numer telefonu.
— Tato, jak mogłeś nie zwrócić uwagi na Nishkę?!  — spytała dramatycznym tonem starsza córka: żartownisia.

W weekend gościliśmy znajomych z dziećmi. Córki uparły się, żeby włączyć Eurowizję. Oglądając z koleżankami występ Conchity debatowały:

— Czy to mężczyzna czy kobieta? — pytało jedno.

— Zależy od brody: jak prawdziwa, to mężczyzna. Jak przyklejona to kobieta — sugerowało drugie.

Nie ukrywam, że gdy zakładałam ten blog, chciałam co jakiś czas pokazywać Czytelnikom zdjęcia moich córek, tym bardziej, że urokliwe z nich dziewczęta. Obie stanowczo zaprotestowały, a ja to uszanowałam.

Zamiast zdjęć moich dzieci, pokazuję Wam ich matkę trzymającą rysunki dzieci 😉

W dużym stopniu wynikało to z tego, że moje córki były już na tyle duże (7 i 12 lat), że miały świadomość, że mogą mi odmówić. Gdyby były młodsze, nie zdawałyby sobie sprawy z tego, że mają takie prawo.

Medale, które powiesiłam sobie na szyi nie należą do mnie, lecz do mojej córki, bohaterki tekstu Jak poradzić sobie z niegrzecznym dzieckiem? który został przeczytany przez, bagatela, 42 tysiące 56 tysięcy osób! Oznacza to, że co najmniej połowa z Was zajrzała do mnie wtedy pierwszy raz. Możecie więc nie wiedzieć, że 5-letnia córka z tamtego wpisu, ma dziś 13 lat, uczy się w pierwszej klasie gimnazjum sportowego i wczoraj zdobyła medal w Mistrzostwach Polski!

Dziś opowiem Wam, jak radziła sobie w szkole podstawowej, zwłaszcza w relacjach z nauczycielami. Wbrew pozorom, nie było łatwo.

fot.Henric Silversnö

Gdy weszłam ze swoją niespełna 5-letnią córką do gabinetu psycholożki, ta od razu zwróciła się do dziecka i rzekła:

— Mam do ciebie ogromną prośbę. Chcę porozmawiać z twoją mamą. Czy możesz przez ten czas porysować w pokoju obok i przyjść dopiero kiedy cię zawołamy?

— Jaki ma pani problem? — następnie, tuż po tym jak dziecko wyszło, zwróciła się do mnie.

— Mam problem z córką. Często jest krnąbrna i nieposłuszna. Nie słucha moich i przedszkolanki próśb. Awanturuje się. Nie potrafi utrzymać porządku w pokoju, nie chce sprzątać zabawek. Na nic zdają się nakazy i nakazy, prośby i groźby. Gdy jej czegoś odmawiam, histeryzuje. Mogłabym tak opowiadać i opowiadać. Może już zawołam córkę? — spytałam.

— Nie chcę w ogóle rozmawiać z pani córką, nie ma takiej potrzeby. Chcę rozmawiać z panią — odparła, a ja zaniemówiłam.

Poznajcie 5-letnią Łobuz i 9-letniego Księciunia, czyli Hanię i Pawła. Co u nich słychać? Otóż planują wkrótce odbyć podróż po Londynie śladami bohaterów z bajek: Piotrusia Pana, Dzwoneczka, Misia Paddingtona, Mary Poppins, Harrego Pottera, 101 Dalmatyńczyków i Sherlocka Holmesa.


Tym pomysłem żyją od ponad roku: planują, wymyślają, kombinują, zgłębiają życiorysy bajkowych bohaterów, szperają, czytają, rysują, a nawet kręcą filmy! Trochę pomaga im w tym mama, choć – znając życie – bardziej przeszkadza: jak to rodzic…  A może zjesz, a może wypijesz, a może odrobisz lekcje, a może już czas spać? Bla bla bla. Typowa Mama.

Fotografowałyśmy dziś z młodszą córką dwie książki. Oczywiście jak zwykle, gdy aparat fotograficzny poszedł w ruch, przypałętały się do nas zwierzęta. To dobra okazja, żeby od razu podzielić się z Wami kilkoma dialogami, które w moim notesie widnieją pod hasłem: „książka”.

jeż pepe

Młodsza córka przegląda słownik ortograficzny. Nagle zasmucona stwierdza:
—  Mojego imienia oczywiście w słowniku nie ma 🙁