Poznajcie 5-letnią Łobuz i 9-letniego Księciunia, czyli Hanię i Pawła. Co u nich słychać? Otóż planują wkrótce odbyć podróż po Londynie śladami bohaterów z bajek: Piotrusia Pana, Dzwoneczka, Misia Paddingtona, Mary Poppins, Harrego Pottera, 101 Dalmatyńczyków i Sherlocka Holmesa.


Tym pomysłem żyją od ponad roku: planują, wymyślają, kombinują, zgłębiają życiorysy bajkowych bohaterów, szperają, czytają, rysują, a nawet kręcą filmy! Trochę pomaga im w tym mama, choć – znając życie – bardziej przeszkadza: jak to rodzic…  A może zjesz, a może wypijesz, a może odrobisz lekcje, a może już czas spać? Bla bla bla. Typowa Mama.

Fotografowałyśmy dziś z młodszą córką dwie książki. Oczywiście jak zwykle, gdy aparat fotograficzny poszedł w ruch, przypałętały się do nas zwierzęta. To dobra okazja, żeby od razu podzielić się z Wami kilkoma dialogami, które w moim notesie widnieją pod hasłem: „książka”.

jeż pepe

Młodsza córka przegląda słownik ortograficzny. Nagle zasmucona stwierdza:
—  Mojego imienia oczywiście w słowniku nie ma 🙁

Ostatni weekend spędziłam bez prądu. I to na własne życzenie… Dlaczego? Dlatego, że kilka tygodni temu zadeklarowałam (tutaj), że jeżeli do akcji Godzina Dla Ziemi przystąpi 90 tysięcy osób, spędzę dwa dni bez prądu. Prawdę mówiąc nie wierzyłam, że tak się stanie. Gdy do akcji przystąpiło ponad 100 tysięcy osób, na brzegu rzeki Biebrzy usiadłam i płakałam (ze strachu, nie że ze wzruszenia!).

wwf

 Zapraszam na relację z tych dwóch nishkowych dni unplugged.

Ten tydzień przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Zdjęcie zostało wykonane 8 marca, na Dzień Kobiet. Jeżeli wydaje Wam się, że te tulipany dostałam od męża to macie rację: WYDAJE Wam się. Bowiem mąż jak zwykle o tym dniu zapomniał  i kwiaty podarowała mi… Mama 🙂

Dziś będę trochę Nishką Chwalipiętą, a trochę Nishką Dziękującą, zapraszam, wejdźcie do środka, już tłumaczę dlaczego.

Wczorajszy tekst Czy możemy żądać od dzieci wdzięczności za nasze poświęcenie? wywołał gorącą dyskusję. Tych którzy to przeoczyli, zapraszam do lektury. Dziś spróbuję, zresztą zainspirowana Waszymi komentarzami, spojrzeć na to z innej strony: sensu poświęcania się dziecku.

Umówmy się, że na tym zdjęciu, stojąc na plaży tyłem do morza, zastanawiam się nad pytaniem zawartym w tytule tego tekstu 😉

Otóż uważam, że rodzice poświęcający się dzieciom krzywdzą tym nie tylko siebie, ale i dzieci.

 Ze świecą w ręku szukać dziś nastolatków, którzy nie mają dostępu do internetu i konta na którymś z portali społecznościowych: Facebooku, Asku czy Instagramie. Większość z nich dosłownie „żyje” tym, co się tam dzieje. Jak nie dopuścić do tego, żeby dzieci zaczęły bardziej cenić sobie funkcjonowanie w rzeczywistości wirtualnej niż tej „realnej”?

fot. Flickr Rishi Bandopadhay

Nie ma sensu zakazywać im korzystania z urządzeń umożliwiających dostęp do internetu: telefonów, tabletów czy komputerów oraz zakładania kont na portalach społecznościowych. Niech mają zielone światło na to wszystko, ale na określonych zasadach. Podzielę się dziś z Wami 5 wskazówkami, które pozwalają mi trzymać rękę na pulsie i które wypracowałam w relacjach z moją 13-letnią córką. Co ciekawe, NIE jesteśmy znajomymi na Facebooku. Jakoś nie było okazji się poznać 😉

Brak 3-letniego syna, nad czym ubolewałam w poprzednim tekście, rekompensuję spędzaniem czasu z niespełna 4-letnim synem mojej przyjaciółki. Czasami opiekuję się nim, gdy jest chory i nie może w związku z tym iść do przedszkola. Cytowałam już go w tekście Mamo, czy wyglądam męsko?, dziś zapraszam na kolejną porcję dialogów.

*
— Jakie masz piękne drewniane puzzle! Skąd je masz? — zachwycam się.
— Z dzieciństwa.

W pierwszą ciążę zaszłam trzy miesiące przed maturą (vide: Mam 19 lat i jestem w ciąży). Gdy już córkę odchowałam i do przedszkola pod opiekę przekazałam, okazało się, że mam 24 lata i znów jestem w ciąży. Co ciekawe, zaszłam w nią dokładnie trzy miesiące przed obroną pracy magisterskiej. Pomyślałam wtedy:
— O nie, nie jestem gotowa na trzecie dziecko, nie mogę otwierać ścieżki doktorskiej!

Oryginalna Mona Lisa. Rys. Leonardo di Caprio

Miałam dziś opublikować zupełnie inny tekst. Już prawie skończyłam go pisać. Nagle, dosłownie przed chwilą, zatelefonowała do mnie moja 13-letnia córka, uczennica pierwszej klasy gimnazjum, pytając na wstępie:

— Mamo, mogę iść na wagary?

Zdjęcie z sobotniego spaceru. Umówmy się, że ukazuje moje rozterki związane z tym, czy pozwolić dziecku iść na wagary 😉

Razem z mężem staramy się prowadzić świadomy ekologicznie styl życia. Od kilkunastu lat jesteśmy wegetarianami, mąż jest związany z architekturą energooszczędną i uczy studentów jak projektować budynki zrównoważone. Staramy się też wychowywać nasze dzieci w duchu troski o środowisko.
godzina dla ziemiZostałam zaproszona do promocji akcji Godzina dla Ziemi i mam poważną rozterkę. Z jednej strony bardzo chciałabym, żeby jak najwięcej z Was wzięło w niej udział, czyli wyłączyło w sobotę 29 marca o godzinie 20.30 na godzinę światło, z drugiej strony boję się, bo zadeklarowałam się do tego, że jak akcja powiedzie się, moja rodzina będzie żyła dwa dni bez prądu! 🙂  

Czy publikowane przez Nishkę dialogi z córkami są prawdziwe? Czy Nishka ich aby nie zmyśla? Czy na pewno ma dzieci i męża? Jeżeli tak, dlaczego nigdy nie publikuje ich zdjęć? Takie oto plotki pojawiły się ostatnio w internetach. Czas się do nich odnieść.

Zawsze, ilekroć chcę zrobić książce sesję fotograficzną, zbiega mi się stado zebr.

Jakiś czas temu naszła nas ochota na zrobienie czegoś zwariowanego i zamiast kolejnego czworonoga sprawiliśmy sobie zebrę. Nawet się nie spostrzegliśmy, jak w ciągu miesiąca (bowiem ciąża zebr trwa piętnaście tygodni) rozmnożyła nam się do całego stada! Sympatyczne to zwierzęta, na dodatek lubią myć okna, ale mają jedną poważną wadę: nieustannie chcą być w centrum uwagi. Fotografowałam wczoraj „W oparach absurdu” Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima (kojarzycie tych blogerów?) i zebry nieustannie wchodziły mi w obiektyw.